Kradzież – najprostszy sposób pozyskania technologii wojskowych [ANALIZA]

20 lutego 2021, 10:21
Pancyr
Fot. mil.ru

Rosjanie potwierdzili przejęcie przez Amerykanów systemu przeciwlotniczego krótkiego zasięgu typu „Pancyr-S1E”. W rewanżu przypomnieli, jak zdobyte przez nich amerykańskie uzbrojenie pozwoliło im opracować własne rozwiązania. I nie tylko im.

Nie jest żadną tajemnicą, że najprostszym sposobem na zapoznanie się z  najnowszym uzbrojeniem potencjalnego przeciwnika jest go po prostu ukraść. Robi się to na różne sposoby. Za legalne uznaje się trofea zdobyte w czasie walki, ale na porządku dziennym są operacje kupowania takiego sprzętu przez podstawionych pośredników, akcje wojsk i służb specjalnych, a nawet zwykłe kradzieże.

Ostatnio w Rosji szerokim echem rozeszła się informacja o pozyskaniu przez Amerykanów w Libii rosyjskiego, kołowego zestawu artyleryjsko-rakietowego krótkiego zasięgu typu „Pancyr-S1E” z kompletem rakiet i amunicji. Co ciekawe, Rosjanie nie uznali tego za coś karygodnego, a jedynie próbowali wyjaśnić, jak taka sytuacja była w ogóle możliwa. Wiedzieli bowiem, że system „Pancyr” został wcześniej zdobyty jako trofeum przez siły libijskiego Rządu Porozumienia Narodowego (GNA) po zajęciu bazy lotniczej al-Watija, kontrolowanej wcześniej przez Libijską Armię Narodową generała Chalifa Haftara. Amerykanie mieli więc prawo odkupić zdobycz – i jedyną wpadką Rosjan było to, że sami nie zrobili tego wcześniej.

W rosyjskich mediach próbuje się więc teraz bagatelizować całą sprawę, wyjaśniając, co tak naprawdę udało się dostać Amerykanom, a przede wszystkim - czego nie. W Rosji podkreśla się więc, że przechwycono starą wersję systemu, która najprawdopodobniej była wcześniej kupiona przez Zjednoczone Emiraty Arabskie (50 sztuk). Ale „Pancyry” otrzymała również Syria (prawdopodobnie 36 sztuk) i Algieria (38 sztuk). Dodatkowo Rosjanie uspakajają, że „najbardziej tajna część rosyjskich „Pancyrów” - system identyfikacji „swój-obcy” - nigdy nie był częścią zestawów sprzedawanych za granicę”.

W rzeczywistości dla Rosji sprawa jest bardzo niepokojąca, ponieważ najbardziej interesującym przeciwnika elementem zestawów przeciwlotniczych są rakiety oraz system ich naprowadzania. A oba te elementy zostały pozyskane przez Amerykanów.

By odwrócić od tego uwagę, rosyjskie media przypominają teraz o własnych sukcesach w „pozyskiwaniu” zagranicznego uzbrojenia oraz o takich samych działaniach ze strony innych państw: w tym przede wszystkim Stanów Zjednoczonych i Chin. W tych analizach widać jednak pewną stałą cechę. O ile przejmowane w różny sposób przez Amerykanów systemy uzbrojenia głównie rozczarowywały i z tego powodu, po analizie i badaniach, nie były najczęściej wykorzystywane we własnej produkcji a jedynie do szkolenia, o tyle Chińczycy i Rosjanie bez skrępowania kopiowali i wdrażali do swoich rozwiązań zachodnie pomysły oraz technologie.

Gratka dla inżynierów i konstruktorów – samoloty i śmigłowce bojowe

Teoretycznie najbardziej dotkliwym dla Rosjan przypadkiem utraty strategicznych technologii było przejęcie przez Amerykanów ich samolotu MiG-25P, którym radziecki pilot wojskowy Wiktor Bielenko uciekł 6 września 1976 roku do Japonii. Sprawa była o tyle drażliwa, że Stany Zjednoczone uzyskały w ten sposób dostęp do pełnowartościowego sprzętu bojowego wykorzystywanego w Związku Radzieckim – w tym z urządzeniami utajniania łączności oraz systemem identyfikacji radiolokacyjnej „swój-obcy”.

image
Planszet „na kolano” radzieckiego pilota Wiktora Bielenki, który uciekł do Japonii 6 września 1976 roku samolotem MiG-25P. Fot. CIA/Wikipedia

Początkowo próbowano to ukryć twierdząc, że Bielenko lądował awaryjnie, ale po otrzymaniu przez niego azylu, a później obywatelstwa amerykańskiego uznano oficjalnie jego wyczyn za zdradę. Tym bardziej, że radziecki pilot miał zabrać ze sobą również tajne dokumenty techniczne. Ostatecznie po przebadaniu samolotu przez japońskich i amerykańskich specjalistów, zwrócono go do Moskwy przez Tokio w częściach razem z rachunkiem wysokości 40 000 dolarów „za usługi lotniskowe”. Rosjanie oczywiście tej kwoty nie zapłacili, podobnie zresztą jak nie namówili Bielenki do powrotu.

image
Kombinezon porucznika pilota Franciszka Jareckiego, który uciekł na wyspę Borholm samolotem Lim-2 przechowywany w National Air and Space Museum. Fot. Wikipedia

Takich przypadków ucieczek z krajów komunistycznych było więcej. W Polsce najbardziej znanym przypadkiem tego rodzaju było porwanie samolotu Lim-2 (polska wersja radzieckiego myśliwca MiG-15bis) na duńską wyspę Borholm przez porucznika Franciszka Jareckiego 5 marca 1953 roku. Za swój wyczyn pilot został nagrodzony Krzyżem Zasługi przez polski Rząd Emigracyjny oraz nagrodą pieniężną i obywatelstwem przez Amerykanów. I w tym przypadku, po dokładnym przebadaniu samolotu (który został rozebrany na elementy pierwsze), został on po paru tygodniach odesłany do Polski.

O ile informacje o możliwościach samolotu MiG-15bis były dla Amerykanów interesujące (walczyli z nimi nad Koreą), o tyle wnioski z przebadania myśliwca MiG-25P niewątpliwie zaskakiwały. Wbrew legendom, jakie krążyły o tym myśliwcu okazało się bowiem, że technologie zastosowane przez Rosjan były najczęściej generacyjnie przestarzałe (brak tytanu w kadłubie, spawanie ręczne, technologia lampowa, itp.) i poza informacjami wywiadowczymi w niczym nie pomogły amerykańskiemu przemysłowi. Tymczasem MiG-15bis Jareckiego był o tyle interesującym że pokazał Amerykanom, co Rosjanie zastosowali na swoich myśliwcach korzystając ze zdobytych od Niemców informacji po zakończeniu II wojny światowej. Porównanie było o tyle interesujące, że amerykańscy inżynierowie również wcześniej korzystali z niemieckich technologii przy budowie swojego myśliwca F-86 Sabre.

Oba te samoloty skonfrontowały się później nad Koreą. O ile jednak Rosjanie poznali już swojego przeciwnika, ponieważ w październiku 1951 roku udało im się przejąć pierwszego F-86 Sabre utraconego w walce powietrznej, o tyle Amerykanie, do ucieczki Jareckiego, nie mieli takiej możliwości. Owszem, w wyniku brytyjsko-amerykańskiej operacji specjalnej, przeprowadzonej w 1951 r. pozyskali oni szczątku rozbitego myśliwca MiG-15, ale nie był to w pełni sprawny samolot jak maszyna Jareckiego. Pozostałe radzieckie MiG-15 w Wojnie koreańskiej operowały natomiast bojowo w taki sposób i w takim rejonie (nad granicą Chin i Korei w tzw. „Alei MIG-ów”), by po zestrzeleniu nie mogły spaść na obcym terenie. Dlatego ich szczątki były bardzo poszukiwane.

Takie działanie nie było zresztą niczym nowym, ponieważ „polowanie” na zagraniczny sprzęt wojskowy było zawsze jednym z najważniejszych zadań służb specjalnych. Wykorzystywano każdy sposób, byle tylko zdobyć dostęp do tajemnic technologicznych. Kupowano lub zdobywano np. szczątki rakiet i samolotów, które rozbiły się w czasie prób, testów lub wypadków. Amerykanie i Brytyjczycy pozyskali np. bardzo cenne informacje wywiadowcze z wraku myśliwca przechwytującego Jak-28 „Firebar”, który rozbił się w Berlinie Zachodnim 6 kwietnia 1966 roku (zwrócili jednak oba silniki – po ich wcześniejszym przebadaniu, a także-  z honorami- ciała radzieckich lotników, którzy zginęli w katastrofie chcąc ominąć osiedle mieszkaniowe).

Korzystano również ze zmieniającej się sytuacji politycznej, gdy np. w jakimś kraju zmieniał się rząd lub doszło do przewrotu. W ten sposób Ghana zakupiła w 1966 roku radziecką broń przeciwlotniczą, którą następnie zaoferowała Stanom Zjednoczonym, a Iran pokazał Sowietom amerykańskie uzbrojenie (w tym samoloty F-14) po przejęciu władzy przez islamską rewolucję.

image
Dwa samoloty F-5E Tiger lecące w towarzystwie radzieckich myśliwców MiG-17 i MiG-21 z amerykańskiej 4477. Eskadry treningowej. Fot USAF/Wikipedia

Najcenniejszą zdobyczą były jednak sprawne samoloty. Amerykanie mieli tutaj o wiele łatwiejsze zadanie, ponieważ to Rosjanie bez ograniczeń i nadzoru sprzedawali swoje uzbrojenie na całym świecie. Dzięki takiemu podejściu w Stanach Zjednoczonych, ze zdobywanych w różny sposób radzieckich samolotów udało się nawet stworzyć tajną eskadrę treningową 4477 TES (4477th Test and Evaluation Squadron) znaną również jako „Red Eagles”. Dzięki niej mieli możliwość szkolenia własnych pilotów w optymalnym sposobie zwalczania tego rodzaju statków powietrznych. Zaczynano z dwoma samolotami MiG-17F i jednym MiG-21, które Izrael przechwycił od syryjskich i irackich sił powietrznych. Kolejne MiG-21 pozyskano z indonezyjskiego i algierskiego lotnictwa wojskowego. Amerykanie płacili za nie w różny sposób. Indonezja otrzymała np. w połowie lat siedemdziesiątych szesnaście samolotów F-5E/F Tiger II, ale oferowano również pieniądze (średnio 250 000 dolarów za samolot).

Ciekawy był chociażby sposób pozyskiwania przez Amerykanów części zamiennych potrzebnych do eksploatacji radzieckich samolotów. Ich źródłem były m.in. Finlandia, Jugosławia, Polska, Rumunia i Indie. Dużym sukcesem Amerykanów było porozumienie się z egipskim prezydent Anwar Sadatem, który sprzedał im w 1977 roku dwanaście myśliwców przechwytujących MiG-23MS i jeden MiG-23BN w zamian za 36 samolotów F-4E Phantom. Sprawa stała się głośna, gdy w kwietniu 1984 roku, podczas pilotowania myśliwca MiG-23 zginął amerykański generał Robert Bond.

Cennym źródłem radzieckich statków powietrznych okazali się Niemcy, którzy sprzedali Amerykanom dwanaście samolotów MiG-23ML, dwa MiG-23BN, dwa Su-22M4 i jeden MiG-29. Ciekawą zdobyczą był też radziecki samolot MiG-29, którym jeden z sowieckich pilotów uciekł do Turcji w 1989 roku. Turcy ostatecznie zgodzili się zwrócić myśliwiec, który jednak wcześniej został dokładnie zbadany. Amerykańskiemu wojsku udało się nawet kupić w 1987 roku od Chińczyków dwanaście nowych samolotów Shenyang F-7B, które były chińską przeróbką MiG-21. Później takie umowy z Chinami nie były już możliwe.

Rosjanie nie mieli takiego dostępu do zachodnich samolotów bojowych jak Amerykanie, więc korzystali głównie z wraków odzyskiwanych nad Koreą, Wietnamem i Bliskim Wschodem. Szczególnie użyteczne okazały się zdobyte w różny sposób myśliwce F-5E, które były podobno wykorzystywane w lotach testowych przeciwko MiG-21bis i MiG-23. Pozwoliło to na opracowanie nowej wersji samolotu MiG-23 (MiG-23MLD) i myśliwca MiG-29.

Rosjanie nie mogli się jednak nigdy pochwalić zdobyciem jakiś statków powietrznych wskutek ucieczki zachodnich pilotów do Związku Radzieckiego. Nie oznacza to jednak, że z krajów zachodnich nie porywano samolotów. Do takich zdarzeń doszło kilkakrotnie i Rosjanie skrupulatnie je teraz przypominają wymieniając m.in.:

  • sierżanta amerykańskiej armii Bobby Joe Kesey’a, który 23 marca 1962 r. poleciał do Hawany na wypożyczonym samolocie turystycznym Piper PA-24 Comanche;
  • Amerykanina Roberto Ramos Michelena, który poleciał w lipcu 1963 na Kubę jednosilnikowym, śmigłowym samolotem szkolno-treningowym Beechcraft T-34 Mentor;
  • technika holenderskiej marynarki wojennej Theo van Eycka, który w 1964 roku porwał dwusilnikowy, turbośmigłowy samolot zwalczania okrętów podwodnych Grumman S-2 Tracker z torpedami na pokładzie z bazy brytyjskich sił powietrznych na Malcie i poleciał nim do Libii (Rosjanie nie dodają jednak, że w tym przypadku pilot nie porwał samolotu, ale wykonał samowolny lot treningowy i Brytyjczycy szybko odzyskali samolot).

Oblicza się, że w sumie ponad trzydzieści krajów utraciło swoje statki powietrzne dzięki ucieczkom swoich pilotów. Największa „rotacja” samolotów pomiędzy skonfliktowanymi stronami miała miejsce w przypadku obu Korei oraz przede wszystkim Tajwanu i Chin. W sumie z Korei Południowej miały być porwane trzy samoloty. W przypadku Tajwanu przyznano się, że do Chin w ciągu 32 lat przeleciało aż 40 samolotów. Swoisty, szpiegowski ruch lotniczy odbywał się również w drugą stronę - tym bardziej, że Tajwańczycy płacili chińskim pilotom złotem w sztabkach (podobno wydano na ten cel 2,5 tony złota).

Część z utraconych w ten sposób statków powietrznych udało się odzyskać, ale nie wszędzie. Tak było np. w Afganistanie w grudniu 2004 roku, gdy afgańskie ministerstwo obrony z wielkimi trudnościami próbowało odzyskać swoje samoloty i śmigłowce z których dziewiętnaście przeleciało do Pakistanu (w tym myśliwskie MiG-21 i myśliwsko-bombowe Su-22) i siedem do Uzbekistanu w latach 1983-1989.

Celem operacji specjalnych były również śmigłowce. Do najbardziej spektakularnych akcji tego rodzaju zalicza się niewątpliwie przejęcie w czerwcu 1988 r. rozsławionego w Afganistanie helikoptera bojowego Mi-24. Operację przeprowadziły dwa amerykańskie śmigłowce CH-47 Chinook ze 160. Pułku lotniczego operacji specjalnych, które przy wsparciu wojsk francuskich wywiozły z północnego Czadu śmigłowiec Mi-25 „Hind D” (eksportową wersję śmigłowca szturmowego Mi-24). Śmigłowiec ten wcześniej służył w armii libijskiej i działał w Czadzie.

image
Śmigłowiec CH-47 Chinook 160. Pułku lotniczego operacji specjalnych wywożący w czerwcu 1988 roku z Czadu przechwycony tam śmigłowiec Mi-25 (Mi-24). Fot. U.S, Army/Wikipedia

Pozyskiwanie uzbrojenia w operacjach specjalnych

Nie jest tajemnicą, że Rosjanie od dawna korzystali z obcego uzbrojenia przy produkcji własnej broni. Nie gardzą przy tym żadnymi wskazówkami przechowując zdobyte trofea nawet przez wiele lat. Jak się obecnie okazuje, w tajnych magazynach rosyjskiego ministerstwa obrony nadal przechowywane są „trofiejne”, ogromne zapasy broni, zdobyte nie tylko na III Rzeszy, ale również podczas I wojny światowej.

W styczniu 2019 roku, do jednego z takich magazynów w Obwodzie Włodzimierskim wpuszczono dziennikarzy, gdzie mogli zobaczyć zdobytą bron strzelecką hitlerowskich Niemiec w skrzyniach ustawionych w co najmniej dziesięciu rzędach. W każdej z nich znajdowało się: albo sto pistoletów P08 Parabellum lub Walther P38 kalibru 9 mm, albo dwadzieścia karabinków Mauser 98k kalibru 7,92 mm albo cztery karabiny maszynowe MG 42 kalibru 7,92 mm. Było to swoiste pożegnanie, ponieważ później cały ten historyczny jak by nie było sprzęt (ważący ponad tonę), został przez Rosjan stopiony, a uzyskany w ten sposób metal wykorzystano przy budowie głównej cerkwi rosyjskich sił zbrojnych w Kubince pod Moskwą. Jej otwarcie w obecności prezydenta Władimira Putina nastąpiło w 79. rocznicę napaści Niemiec hitlerowskich na ZSRR 22 czerwca 2020 roku.

W przypadku uzbrojenia zdobytego już po II wojnie światowej (głównie przez wywiad) działano zupełnie inaczej. Było ono bowiem przekazywane do specjalnych instytutów, które miały wydobyć z „trofiejnego” sprzętu jak najwięcej informacji. Rosjanie nie gardzili nawet cięższym uzbrojeniem. W czasie wojny koreańskiej bardzo dużo wysiłku poświęcili ściągnięciu do badań czołgu M46 Patton. Nie pogardzili również samolotem P-51D Mustang najnowszej wersji – chociaż reprezentował on jeszcze technologie z czasów II wojny światowej. Rosjanie jednak interesowali się jego systemami łączności oraz „swój-obcy”.

Podobnie badane było uzbrojenie pozyskiwane przez Związek Radziecki ze Stanów Zjednoczonych w ramach układu o pomocy Lend Lease. Ale Sowieci nie przepuszczali żadnej okazji. Przykładowo, gdy na Syberii awaryjnie lądowały uszkodzone nad Japonią cztery amerykańskie bombowce B-29, a jeden rozbił się po wyskoczeniu załogi, Rosjanie nie zgodzili się na oddanie samolotów, ale je skopiowali. W ten sposób powstał pierwszy rosyjski bombowiec strategiczny Tu-4.

Rosjanie nie zgodzili się także na oddanie Amerykanom pięciu pojazdów Humvee „wypełnionych zaawansowaną elektroniką i zaszyfrowanym sprzętem łączności”, które rosyjskie wojsko przechwyciło w czasie wojny rosyjsko-gruzińskiej w 2008 roku. W tym przypadku kopiowanie było jednak o tyle utrudnione, że obecna elektronika jest specjalnie zabezpieczona przed jej ewentualnym przechwyceniem i odtworzeniem (chociażby przez trudne do zbadania mikroukłady elektroniczne).

Ale Amerykanie wcale nie byli Rosjanom dłużni. Szczególnie przydatny w tym przypadku był Izrael, który w szeregu operacji specjalnych zdobywał w krajach arabskich sprzęt sowiecki i dostarczał go później do Stanów Zjednoczonych. Był wśród nich m.in. samolot MiG-21 zmuszony do lądowania przez izraelskie samoloty, jak również kompletny system przeciwlotniczy S-75 „Wołchow” (SA-2), który porwano podczas wojny sześciodniowej 1967 r. nawet z radarem naprowadzania. Amerykanie nie skopiowali go jednak, ale wykorzystali do opracowania bardziej skutecznych systemów zakłócania radioelektronicznego.

image
Radar systemu przeciwlotniczego S-75 „Wołchow” został w całości przechwycony przez Izrael i przekazany Amerykanom. Fot. M.Dura

O wadze tego rodzaju operacji wywiadowczych świadczy chociażby ujawniona notatka z lipca 1966 roku wysłana przez siły powietrzne USA, w której generał Joseph Carroll dziękował dyrektorowi agencji CIA: „Jest pan niewątpliwie świadomy, że nasi piloci marynarki wojennej i sił powietrznych odnieśli znaczne sukcesy w unikaniu strat systemu SA-2 w Wietnamie Północnym”. Od Izraela Amerykanie uzyskali najprawdopodobniej również kompletny, sprawny, rosyjski system identyfikacji radiolokacyjnej „swój-obcy” Kremnij-2 oraz nowej wersji czołg T-72 zdobyty w czasie wojny w Libanie w 1982 roku. I w tym przypadku go jednak nie skopiowali, ale wykorzystali do badań.

Zupełnie inaczej było w przypadku Związku Radzieckiego, w którym powielano amerykańskie rozwiązania i wprowadzano je do własnych systemów uzbrojenia. Rosjanie przyznali się nawet, że dla zdobycia niektórych z zagranicznych rakiet organizowane prawdziwe polowanie, oferując za nie swoim agentom i żołnierzom wojsk specjalnych nagrody lub najwyższe odznaczenia – w tym bohatera Związku Radzieckiego.

Tak było w przypadku przenośnych zestawów przeciwlotniczych Stinger, które Amerykanie przekazali do Afganistanu, by talibowie mogli nim zwalczać sowieckie lotnictwo. Rosjanie przeprowadzili kilka spektakularnych operacji specjalnych wykorzystując elitarnych żołnierzy Specnazu z GRU (Głównego Zarządu Wywiadowczego) oraz grup rozpoznawczych wojsk powietrzno-desantowych.

image
Komandosi ze 186. Samodzielnego oddziału Specnazu i 22. Samodzielnej brygady Specnazu z przechwyconymi w Afganistanie pierwszymi Stingerami. Fot. Wikipedia

To właśnie oni na przełomie 1986 i 1987 roku zdobyli kilka „Stingerów”. Część z tych żołnierzy otrzymała później Złotą Gwiazdę Bohatera Federacji Rosyjskiej. Rosjanie jako symbol prezentują nazwiska trzech komandosów ze 186. Samodzielnego oddziału Specnazu i 22. Samodzielnej brygady Specnazu: Władimira Kowtuna, Wasilija Cieboksarowa oraz Jewgienija Siergiejewa (otrzymał Złotą Gwiazdę pośmiertnie), którym udało się zdobyć trzy Stingery. Zostały one później najprawdopodobniej wykorzystane przy opracowaniu najnowszych wersji rosyjskich MANPADS-ów typu „Igła” i „Wierba”.

Bardzo użyteczny dla Rosjan okazał się także niewybuch rakiety „powietrze-powietrze” AIM-9B Sidewinder, który Chińczycy przekazali do Związku Radzieckiego po jego pozyskaniu w czasie konfliktu z Tajwanem w 1958 roku (rakieta uderzyła w kadłub MiG-17, nie wybuchła i po wylądowaniu samolotu została wydobyta z jego kadłuba). W jednym z artykułów opublikowanych w numerze 3/2017 czasopisma „Radioelektronnyje Technologii” Rosjanie przyznali się że rozwiązania z tego amerykańskiego pocisku zostały później wykorzystane w radzieckich rakietach przeciwlotniczych i przeciwpancernych. Kopia Sidewindera (pocisk K-13) została zastosowana m.in. na samolocie MiG-21.

image
Rozwiązania z pozyskanej przez Związek Radziecki amerykańskiej rakiety „powietrze-powietrze” AIM-9B Sidewinder zostały później wykorzystane w radzieckich rakietach przeciwlotniczych i przeciwpancernych. Fot. U.S. Navy

„Rozbita rakieta została przywieziona do nas na NII-2 (obecnie Państwowy Instytut Badawczy Systemów Lotniczych). Rozwiązaliśmy to jak szaradę. Znaleźliśmy w nim bardzo eleganckie rozwiązania… Odtworzyliśmy ją, adaptowaliśmy i wprowadziliśmy na uzbrojenie. Rakieta ta odegrała ważną rolę w rozwoju innych typów pocisków, na przykład przeciwpancernych, niektórych kierowanych pocisków przeciwlotniczych. Czyli to trofeum okazało się dla nas bardzo przydatne”.

Jewgienij Fiedosow – Artykuł w czasopiśmie „Radioelektronnyje Technologii” nr 3/2017

Artykuł opublikowany w czasopiśmie „Radioelektronnyje Technologii” był o tyle interesujący, że Rosjanie przyznali się w nim do pozostawania w tyle w porównaniu do Amerykanów, jeżeli chodzi o kierowane systemy rakietowe. Według ich oceny, ta przewaga była szczególnie odczuwalna w czasie wojen izraelsko-arabskich i wojny w Wietnamie, gdy w powietrzu starły się amerykańskie samoloty F-4 Phantom i MiG-21. MiG-21 miał tylko przewagę w prędkości, ale na F-4 zastosowano „pocisk średniego zasięgu z radarową głowicą naprowadzającą, w którym lokalizator pracował również na tle ziemi, czyli namierzał samoloty lecące poniżej”. Tymczasem głowica naprowadzająca radzieckiej rakiety „mogła działać tylko w kontraście, na tle nieba”.

image
Samolot MiG-23 przestał być dla Amerykanów niebezpieczny, gdy po jego przechwyceniu sprawdzono jego wady i zalety. Fot. M.Dura

Ta przewaga miała zostać zniwelowana dopiero w samolocie MiG-23, ponieważ tam jeden pilot robił to, co w Phantomie robiła załoga dwuosobowa. Dodatkowo zastosowano na tym myśliwcu nową, radziecką rakietę R-23, która miała być lepsza od amerykańskiego pocisku Sparrow. Rosjanie przyznali się jednak, że rakietę tę skopiowali i wprowadzili do produkcji, ale ostatecznie miała ona jednak nie wejść na uzbrojenie.

Podobnie było z Sidewinderem, który posłużył do opracowania już radzieckiej rakiety R-60, która była mniejsza od pierwowzoru i bardziej zwrotna. Ta przewaga Rosjan miała się jeszcze zwiększyć po wprowadzeniu pocisku K-73 i samolotów MiG-29 oraz Su-27. Propaganda rosyjska przypomina tutaj o amerykańskiej instrukcji, która podobno miała zakazywać amerykańskim pilotom walki z radzieckimi myśliwcami tego typu na bliskich odległościach. Rosjanie chwalą się również, że indyjskie siły powietrzne przeprowadziły 27 symulowanych starć powietrznych amerykańskich samolotów z rosyjskimi typu Su-27 i MiG-29. Tylko jedno z nich miały podobno wygrać myśliwce wyprodukowane w Stanach Zjednoczonych.

Przewaga technologiczna była jednak zasadniczo po stronie USA. Potwierdzają to również pośrednio sami Rosjanie wspominając np., że pionierami we wprowadzaniu radarów z aktywnymi antenami ścianowymi byli Amerykanie i ich samoloty F-18. Zaznaczają jednak, że „wtedy rozwiązaliśmy wszystkie ich zagadki”. A to określenie „ich zagadki” może oznaczać, że Rosjanie nie stworzyli własnej stacji radiolokacyjnej, ale w jakiś sposób skorzystali z radarów amerykańskich i je po prostu skopiowali. Tak było np. ze stosowanymi w aktywnych antenach AESA modułami nadawczo – odbiorczymi. I znowu Rosjanie przyznali się, że w mikroelektronice wysokich częstotliwości na początku byli trochę w tyle. Jednak „gdy tylko luka została wyeliminowana, nasze moduły okazały się nie gorsze od amerykańskich”.

„Odpowiednio” zagospodarowane przez Rosjan zostały też na pewno amerykańskie rakiety manewrujące Tomahawk. Dotychczas strona rosyjska przyznała się do otrzymania od Syrii tylko dwóch takich pocisków, które 7 kwietnia 2017 r. zostały wystrzelone w kierunku syryjskiej bazy lotniczej Al-Shayrat z niszczycieli typu Arleigh Burke: USS „Porter” (DDG-78) i USS „Ross” (DDG-71).

W Rosji znalazły się również najprawdopodobniej elementy zestrzelonego nad Serbią 27 marca 1999 roku amerykańskiego samolotu F-117A. Szczególnie interesujące dla Rosjan miało być poszycie, które posłużyło do opracowania nowych stacji radiolokacyjnych skutecznych przeciwko takim technologiom stealth.

image
Fragment skrzydła F-117A (po prawej) i elementy samolotu F-16 zestrzelonych nad Serbią w muzeum lotnictwa w Belgradzie. Fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl

W ostatnich czasach bardzo tajemnicza historia dotyczy rakiety „powietrze-powietrze” AMRAAM wystrzelonej omyłkowo we wtorek 7 sierpnia 2018 r. przez samolot myśliwski Eurofighter hiszpańskich sił powietrznych w czasie operacji Baltic Air Policing. Rakieta ta miała przelecieć 80 km zanim upadła do lasu na niezamieszkanym obszarze w okolicy wsi Jõeküla w Estonii. Na zapytanie Defence24 estońskie ministerstwo obrony potwierdziło, że „Na razie nie odnaleziono żadnych szczątków pocisku AIM-120 AMRAAM, jak również nic nie wskazuje na to, aby pocisk mógł wylądować za granicą po stronie łotewskiej lub rosyjskiej”. Byłoby jednak dziwne, gdyby Rosjanie nie wykorzystali takiej okazji i nie próbowali w jakiś sposób, w czasie pokoju, znaleźć bojową rakietę wykorzystywaną w państwach NATO.

image
Rakieta AIM-120C-5 AMRAAM podobna do tej, jaką utracono nad Estonią 7 sierpnia 2018 r. Fot. M.Dura

Chińskie podejście do własności intelektualnej

Jak widać proces pozyskiwania obcych pomysłów i rozwiązań trwa od wielu lat i nic nie wskazuje, by kiedykolwiek miał się zatrzymać. O ile jednak Związek Radziecki, a teraz Rosja i Stany Zjednoczone starają się zachować jakieś pozory, o tyle w przypadku Chin działa się według zasady: „I co nam zrobisz?”. Dobitnym przykładem takiego podejścia było przechwycenie 16 grudnia 2016 roku jednego z dwóch amerykańskich szybowców podwodnych, wykorzystywanych z okrętu oceanograficznego USNS „Bowditch”. Na oczach Amerykanów, który zajmowali się wyciąganiem jednego z dronów z wody, Chińczycy z przebywającego w pobliżu chińskiego okrętu ratowania okrętów podwodnych typu Dalanag-III wydobyli drugiego bezzałogowca.

Chińscy marynarze nie odpowiadali na apele Amerykanów z USNS „Bowditch” i po podjęciu z wody łodzi wraz z dronem oddalili się swoją jednostką z miejsca „porwania”. Jedynym komunikatem, jaki Chińczycy przekazali przez radio, ale już po oddaleniu się na dużą odległość, była jednozdaniowa informacja „wracamy do normalnych działań”. Ostatecznie dron po intensywnych interwencjach dyplomatycznych został zwrócony 20 grudnia 2016 roku na pokład niszczyciela USS „Mustin” (DDG-89) na wodach międzynarodowych, około 50 mil na północny zachód od amerykańskiej bazy Subic Bay na Filipinach. Nie wiadomo jednak co Chińczycy zrobili z tym bezzałogowcem w międzyczasie.

A mogli zrobić wszystko, ponieważ kopiowanie zagranicznych rozwiązań w Chinach opanowano do perfekcji, a pojęcie własności intelektualnej w mentalności władz w Pekinie praktycznie nie istnieje. Chińscy naukowcy są obecnie w stanie wykonać kopię okrętu, samolotu i pojazdu dopracowując ją później do własnych potrzeb. To przede wszystkim właśnie przez Chińczyków, na wielu wystawach i targach sprzętu wojskowego można znaleźć tabliczki z oznaczeniem „Zakaz fotografowania”.

image
To przede wszystkim przez Chińczyków, na wielu wystawach i targach sprzętu wojskowego można znaleźć tabliczki z oznaczeniem „Zakaz fotografowanie”. Fot. M.Dura

Chińskie „wycieczki” robią bowiem zdjęcia wszystkiego. Nikogo więc nie dziwi leżący pod jakimś pojazdem wojskowym „turysta” z Chin, który fotografuje każdy element podwozia. Później wierne kopie takiego samochodu lub transportera można odnaleźć w systemach uzbrojenia produkowanego przez chińskie zakłady przemysłowe.

Próbują temu przeciwdziałać nie tylko Amerykanie grożąc sankcjami, ale również oddzielnie Rosjanie. Pod koniec 2019 roku głośno było o zarzutach korporacji zbrojeniowej Rostec, która wprosi oskarżyła Chiny o nielegalne kopiowanie rosyjskiego uzbrojenia. W specjalnym oświadczeniu stwierdzono, że „W ciągu ostatnich siedemnastu lat było pięćset takich przypadków… Chiny skopiowały silniki lotnicze i samoloty Suchoja, odrzutowce pokładowe, systemy obrony powietrznej, przenośne pociski przeciwlotnicze i odpowiedniki systemów „ziemia-powietrze” krótkiego zasięgu Pancyr”.

Rosjanie są zresztą sami temu winni, ponieważ pomimo że wiedzieli o zagrożeniu to nadal są największymi dostawcami broni do Chin. W latach 2014-2018 odpowiadali oni za 70% importu broni dla chińskiej armii sprzedając dla niej w 2015 roku za 5 miliardów dolarów nawet tak zaawansowane uzbrojenie jak sześć baterii przeciwlotniczych i przeciwrakietowych dalekiego zasięgu  S-400 i dwadzieścia cztery myśliwce Su-35.

image
Chińska kopia amerykańskiego dronu MQ-9 Reaper – bezzałogowiec CH-4A (na zdjęciu model w skali 1:6). Fot. M.Dura

Zrobiono tak wiedząc, że sprzedane do Chin w latach dziewięćdziesiątych systemy S-300 i samoloty Su-27 zostały później przez Chińczyków bez skrępowania skopiowane i są produkowane jako zestawy przeciwlotnicze HQ-9 i myśliwce J-11. Rosyjskie protesty są więc bardziej pozornym działaniem niż faktyczną, prawną interwencją i nic nie wskazuje, by eksport uzbrojenia do Chin z powodu plagiatów został przerwany.

Rosjanie starają się jednak zabezpieczyć, próbując zmusić Chińczyków do kupowania dużych partii uzbrojenia, a nie jedynie próbek potrzebnych do skopiowania, jak również wprowadzając do umów specjalne klauzule zabezpieczające, gwarantujące tantiemy za chińskie kopie rosyjskich systemów. Jednak to Chiny mają pieniądze i dyktują warunki, o czym Rosja przekonała się po skopiowaniu ich systemów S-300 i Su-27. Wtedy również próbowano się zabezpieczyć, co spowodowało natychmiast spadek sprzedaży broni dla Pekinu.

O ile więc w 2005 roku Chiny odpowiadały za 60% rosyjskiego eksportu uzbrojenia, o tyle w 2012 roku było to już tylko 8,7%. Rosjanie musieli więc odpuścić tym bardziej, że zostali odcięci od technologii krajów zachodnich za zajęcie Krymu i interwencję na Ukrainie. Władze w Moskwie nie mając alternatywy, w jakiś sposób musiały więc zaakceptować kradzież własności intelektualnej jako cenę za chińskie kontrakty, godząc się dodatkowo na sprzedaż Chińczykom w 2015 roku swoich najnowszych rozwiązań: systemu S-400 i samolotów Su-35.

Rosjanie łudzą się przy tym, że uda im się zachować przewagę technologiczną nad Chińczykami inwestując ich pieniądze w kolejnej generacji systemy uzbrojenia. Nie zdają sobie jednak sprawy, że Chińczycy osiągnęli już taki poziom rozwoju, że są w stanie sami opracowywać nowoczesne rozwiązania, tylko posiłkując się zagranicznymi, a nie je kopiując. Kupując rosyjskie uzbrojenie chcą więc tylko to co najnowsze i też często jedynie dla wiedzy, a nie jako wzór do naśladowania. Kiedy więc Chiny pokazały w 2017 roku swój myśliwiec Chengdu J-20 piątej generacji, uznano go za bardziej zaawansowany technologicznie niż jego rosyjski odpowiednik Su-57.

W tym przypadku, za o wiele bardziej przydatne w Pekinie uważa się rozwiązania amerykańskie, najnowszej generacji chińskie systemy uzbrojenia bardziej więc przypominają wykorzystywane w Stanach Zjednoczonych rakiety, samoloty i okręty niż to, co stosują obecnie Rosjanie. I to dlatego Stany Zjednoczone próbują wywrzeć nacisk na władze w Pekinie, by proceder kradzieży własności intelektualnej został ukrócony.

Jak na razie im się to jednak nie udaje i na chińskim niebie, ziemi i wodzie widać coraz więcej bezpardonowo skopiowanych amerykańskich systemów uzbrojenia. Tak jest z pojazdami wojskowymi, statkami powietrznymi, okrętami, samolotami, rakietami czy dronami. Sprawia to ogromny problem Amerykanom, ponieważ dużo krajów nie kupuje np. bezzałogowych statków powietrznych Predator i Reaper, ale ich prostsze, a zarazem tańsze – chińskie kopie.

I trudno się temu dziwić, gdy chiński dron Wing Loong, odpowiednik amerykańskiego Predatora, kosztuje zaledwie 1 milion dolarów, a podobno najsilniej uzbrojony dron na świecie typu CH-5, kosztuje o połowę mniej (15 milionów dolarów) niż MQ-9 Reaper. Amerykanie tracą również na uzbrojeniu, ponieważ lotnicza rakieta naprowadzana laserowo typu AR-1, kosztuje o wiele taniej niż pocisk, na którym była wzorowana typu AGM-114 Hellfire.

image
Chińska lotnicza rakieta typu AR-1, kosztuje o wiele mniejniż pocisk, na którym była wzorowana typu AGM-114 Hellfire. Fot. M.Dura

Przez przedłużające się w Stanach Zjednoczonych badania dochodzi nawet do sytuacji, że chińskie „podróbki” powstają szybciej niż ich pierwowzory - amerykańskie odpowiedniki. Chińczykom wystarczą do tego jedynie wstępne rysunki i ogólne założenia, a przy ich uproszczonych procedurach oraz obniżonych standardach bezpieczeństwa, prace badawczo-rozwojowe postępują o wiele szybciej. Tak było np. z kasetowymi dronami szturmowymi Coyote przystosowany do zrzucania z samolotu. To nad czym cały czas pracuje koncern Raytheon bardzo szybko zostało skopiowane w Chinach jako system CH-901 i było proponowane również Polsce w czasie targów MSPO w Kielcach już w 2018 roku.

image
Dron Coyote koncernu Raytheon przystosowany do zrzucania z samolotu P-3 oraz jego chińska kopia CH901. Fot. NOAA

Rosjanom taka sytuacja jest na rękę i dlatego nie wspierają Amerykanów w walce o prawa licencyjne. Ignorują przy tym fakt, że Chińczycy w ten sposób cały czas zwiększają eksport broni i wypierają szczególnie Rosję z rynku uzbrojenia. I nie ma tu znaczenia, że systemy „Made in China” są gorsze od swoich pierwowzorów. Najważniejsze dla mniej bogatych krajów jest bowiem to, że są po prostu tańsze.

Cyberszpiegostwo zamiast komandosów

Pozyskanie „Pancyra” przez Amerykanów było spektakularnym sukcesem, który szybko został nagłośniony przez światowe media. O większości podobnych przypadków się jednak nie mówi – tym bardziej, że zmienia się sposób kradzieży własności intelektualnej. Jeszcze kilkanaście lat temu, by pozyskać dane o jakimś radarze, samolocie czy rakiecie trzeba było je porwać lub sfotografować klika tysięcy stron dokumentacji technicznej. Obecnie jest to o wiele prostsze, ponieważ taką dokumentację można przenieść na jednym pendrivie.

image
Stacjonarny system AUDS do zwalczania dronów i jego chińska kopia. Fot. M.Dura

Dlatego szpiegostwo w cyberprzestrzeni stało się w dzisiejszych czasach podstawowym źródłem informacji dla takich państw jak Chiny, Rosja i Korea Północna. I kiedy doradca byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa ds. bezpieczeństwa John Bolton oskarżył w sierpniu 2019 roku Rosję o kradzież amerykańskich technologii hipersonicznych rakiet manewrujących, to na pewno nie chodziło o to, że rosyjski Specnaz wyzbierał na amerykańskim poligonie szczątki testowych silników.

Jak łatwo jest się dostać do potrzebnych danych przekonali się np. Francuzi z koncernu DCNS (Naval Group), gdy w Indiach wykradziono część niejawnych informacji, dotyczących okrętów podwodnych typu Scorpène, budowanych dla indyjskiej marynarki wojennej. Szacuje się, że wyciekło ponad 22 tysiące stron dokumentacji, wraz z dokładnymi danymi technicznymi. Dla wywiezienia tego w papierze potrzebna by była półciężarówka, a tak zrobił to jeden, wcześniej przekupiony urzędnik.

Takie próby pozyskiwania danych w cyberprzestrzeni są obecnie na porządku dziennym, i wszystkie firmy oraz wojsko starają się przed tym zabezpieczyć. Nie zmienia to jednak faktu, że uzbrojenie „w metalu” nadal będzie bardzo poszukiwanym towarem dla różnego rodzaju służb specjalnych. I rosyjski „Pancyr” jest tego najlepszym przykładem.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 71
Reklama
placek23
wtorek, 23 lutego 2021, 16:09

Nie "podobno były", lecz zwyczajnie były przeprowadzone na poligonie w Achtiubińsku próby porównawcze F-5E z MiG-21bis i MiG-23. Są na ten temat poblikacje, w tym wspomnienia pilota doświadczalnego Władimira Kondaurowa, który brał udział w tych lotach, artykuły i zdjęcia. Nie "później" skonfrontowały się F-86 i MiG-15 nad Koreą, lecz wcześniej, zanim uciekł Jarecki. Gdzie "Sidewinder", a gdzie R-60? Różnych klas i różnych parametrów rakiety. Taka beletrystyka.

placek23
wtorek, 23 lutego 2021, 18:54

Jeszcze parę przykładów beletrystyki. Nie mógł być "Wołchow" przechwycony przez Izrael w 1967 roku, gdyż żadnych "Wołchowów" wtedy na Bliskim Wschodzie nie było. Egzemplarz starszej "Dwiny" owszem, proszę bardzo. Swoją drogą izraelskie siły specjalne podczas wojny na wyniszczenie 1969-1970 roku zdobyły też stację radiolokacyjną P-12PM, o czym w tekście ani słowa, a która była bardzo cennym nabytkiem. Według dostępnych od dawna szczegółowych danych producenta żadne zestawy rakietowe typów SA-75, S-75, S-125, S-200 ani S-300 nigdy nie były wyeksportowane z ZSRR do Ghany, a na "Kuby", "Kwadraty" i ich następców było dużo za wcześnie, więc jaką broń przeciwlotniczą z ZSRR mogła mieć Ghana w 1966 roku? Też beletrystyka.

placek23
wtorek, 23 lutego 2021, 22:12

Następne przykłady beletrystyki pisanej na kolanie. Nie mógł Jarecki uprowaadzić na Bornholm polskiego Lima-2, ponieważ produkcja Lim-2 zaczęła się w drugiej połowie 1954 roku, około półtora roku po jego ucieczce. Leciał na oryginalnym MiG-15bis nr burtowy 346. Są dostępne zdjęcia tego samolotu. ZSRR bez ograniczeń i nadzoru sprzedawał swoje uzbrojenie na całym świecie? To jest doprawdy epokowe odkrycie. Nie chce mi się dalej wyliczać.

kowalsky
wtorek, 23 lutego 2021, 08:34

Kilka lat temu pisaliście o szwedzkim "niewidzialnym" okręcie testowanym przez USA przez pewien czas który się nagle "wydłużył". Słowem czy przeciwnik czy sojusznik ...

rob
poniedziałek, 22 lutego 2021, 22:14

Co za bzdura z tym Pancyrem... Przeciwlotniczy Pancyr został stworzony przez Rosjan ,za pieniądze i dla Zjednoczonych Emiratów Arabskich. A ponieważ ZEA to sojusznik USA , ci już dawno mieli możliwość zupełnego zapoznania się z systemem Pancyr. Co prawda te systemy dla ZEA to pierwsze przedmodernizacyjne Pancyry ale i tak na pewno dano wuj Sam dano już grzebał tam pod maską...

MAZU
poniedziałek, 22 lutego 2021, 18:49

Okres trwania patentu to 20 lat od momentu złożenia aplikacji. Potem można dowolnie i co ważne, bezpłatnie, KOPIOWAĆ. Np pocisk Helfire jest w użyciu od 40 lat. Gdyby nasze "elity" miały jaja, chocby najmniejsze, to Polska bylaby europejskim centrum odwróconej inzynierii. A tak ... M

Ernst Stavro Blofeld
wtorek, 23 lutego 2021, 12:01

Nasze elity jaj nie mają i nie zapowiada się na zmiany.

kowalsky
wtorek, 23 lutego 2021, 08:28

Nasze "elyty" wolą przepłacić za sprzęt. Traktują to jako polisę ubezpieczeniową gdyby po zakończeniu kadencji trzeba było opuścić kraj.

Ech
poniedziałek, 22 lutego 2021, 16:49

Ostatnio uciekł Swonden. Co prawda przekazał wiedzę o technice szpiegowania przez usa za pomocą google fb itp. Alevteraz to tez technika wojskowa

Paranoid
poniedziałek, 22 lutego 2021, 08:36

Bardzo ciekawy artykuł, może niezbyt szczegółowy, ale istotny w sensie pozyskiwania technologii. W tej materii zbrojeniówka tym różni się od produktów komercyjnych, że trudniej jest pozyskać "sprzęt" do odtworzenia/skopiowania. Wszystkie większe firmy to robią, można to nazywać benchmarking czy inaczej, ale rozpoznanie techniczne konkurencji to podstawa wiedzy inżynieryjnej. Stety/niestety w polskich warunkach takie "szpiegostwo" techniczne zostało skutecznie stłumione wraz z wejściem Polski do UE, niewiele dzisiaj słychać żeby polskie firmy kopiowały coś zaawansowanego od innych. Natomiast o sporach Goo, App czy innych słychać dość głośno co jakiś czas. Co jest odnośnie artykułu ważne, jest wsparcie instytucjonalne kradzieży i asymilacji technologii. Trudno sobie wyobrazić, że skopiowanie i odtworzenie elementów np. nowoczesnego samolotu byłoby możliwe bez rozbudowanego zaplecza badawczego - a na to wiele firm nie stać. Można podejrzewać, że takie zaplecze jest w Chinach, Rosji.

wvs
niedziela, 21 lutego 2021, 22:12

Bardzo dobry artykul!

Iwan Onucow
niedziela, 21 lutego 2021, 12:55

Radzie....rosyjska technologies nie ma w swiecie analogow. Jankesi jej nie kopiowali bo nie mieli takich mocy przemyslowych zeby uzyc nasza przyszlosciowa kosmiczna techologie! It co. I dlatego wlasnie przewodnia mysl technologiczna sowietow bedzie wiecznienzywa jak slowa zlotoustego Lenina!

rezerwa 77r.
niedziela, 21 lutego 2021, 12:35

SŁOWA UZNANIA ZA ARTYKUŁ // BARDZO INTERESUJĄCY //

pepe
niedziela, 21 lutego 2021, 11:56

Ciekawy, fajny artykuł. Dzięki.

swedish knife
niedziela, 21 lutego 2021, 11:42

w artykule brakuje wzmianki o RQ-170 Sentinel

Omg
niedziela, 21 lutego 2021, 04:17

Jasne.... Tylko Rosjanie i Chińczycy kradną technologie..... Przypominam że amerykanie nie puszczają bąków, gdy oddychają nie wydzielają dwutlenku węgla, nie pocą się..... Amerykanie to świętoszki.

kb
niedziela, 21 lutego 2021, 02:53

Nie da się tworzyć nowoczesnej broni nie mając nowoczesnego przemysłu. A że komuchy mają przemysł prymitywny w porównaniu do USA to pozostaje im tylko kradzież technologii żeby choć trochę zmniejszyć przepaść względem USA. Trochę, bo nawet używając kradzionych technologii i tak produkują tandetę. Jeszcze bardziej dotyczy to chińskich komuchów, tak samo kradną technologie jak sowiety, ale chińska broń to jeszcze gorszy szajs niż ruska.

Kiks
niedziela, 21 lutego 2021, 00:23

Rozbawiła wzmianka, że do ruskich nikt nie chciał uciekać :D. A to byli i są nieudacznicy. Nie dziwi, że Amerykanie nie chcieli od nich kopiować, bo nie było czego. A żółta zaraza była i jest. To dzicz i dziwi jednak krótkowzroczność ruskich w ich tolerowaniu.

kabanos
niedziela, 21 lutego 2021, 22:19

Uciekł brytyjski szpieg (agent KGB) Kim Philby. W zasadzie został potajemnie przewieziony przez komunistów z Bejrutu do Odessy gdy został odkryty. Osiadł w Moskwie i żył w "luksusach" ale według zeznań "opiekujących się nim z ramienia KGB agentów cyt. "pił na umór i schodził na psy". Jako ciekawostka to brytyczycy pozwolili dołączyć do niego jego żonie . wytrzymała około 2 lata i miała dość. Jak myślicie czego ?

Ech
niedziela, 21 lutego 2021, 11:01

Uciekali i w druga strone. Nie wiem co prawda czy ze sprzetem ale jako pojedyncze jednostki zdazalo sie.

rzeszow
sobota, 20 lutego 2021, 23:03

Świetny artykuł!-----Nic dodać, nic ująć:

KAR
sobota, 20 lutego 2021, 21:59

Bardzo kompletny artykuł, który w szczegółowy sposób traktuje temat.

Gulden
sobota, 20 lutego 2021, 20:47

No,co tu dużo gadać,wszystko dobrze.Ktoś tam niby zaiwani dokumentację jakiejś broni,czy tam samo urządzenie ukradnie.Tak czy siak MUSI posiadać odpowiednie zaplecze techniczne,przemysłowe...by na bazie tego wyprodukować sobie na tych planach broń.Po obaleniu ZSRR,rosjanie sami sobie na własne życzenie zlikwidowali kompleks przemysłowo-zbrojeniowy.Obecnie odrabiają straty,ale powoli to idzie.Zniszczyć zakłady,zaplecze,rozgonić kadrę-łatwo.Zbudować takie coś-trudno.

Danek
sobota, 20 lutego 2021, 20:42

Co tam sobie nie ukradli tego nikt nie zliczy było tego dużo więcej

Cytując klasyka....
sobota, 20 lutego 2021, 20:14

Nasi tak samo skopiowali Groma z Igły ale o tym tu nie piszą

Henryan
poniedziałek, 22 lutego 2021, 10:54

Czym innym jest skopiowanie 1 do 1, a czym innym wykorzystanie jako baza do dalszego rozwoju. Poza tym my nie musieliśmy kraść od nikogo żadnych egzemplarzy Igły

rowi
sobota, 20 lutego 2021, 20:08

szanowny autorze: technologia lampowa w sowieckich mysliwcach.... jak Pan mysli co dzieje sie z tranzystorami w czasie impulsu elektromagnetycznego?

BadaczNetu
poniedziałek, 22 lutego 2021, 09:33

A Rosjanie do dziś stosują lampowe komputery w samolotach ?

Dominik
niedziela, 21 lutego 2021, 05:39

nic się nie dzieje, ponieważ większość elektroniki wojskowej jest ekranowana

Waldek
niedziela, 21 lutego 2021, 09:41

Nawet jak jest ekranowana to podczas silnego impulsu elektromagnetycznego wszystko się pali możesz sobie poczytać na ten temat w prasie amerykańskiej

DefBot
poniedziałek, 22 lutego 2021, 21:03

Przestań opowiadać bajki, bo jeszcze jakieś dzieciaki tu w to uwierzą. Jak już czytasz tę prasę amerykańską to doczytaj o mocy EMP i odległosciach...

us man
sobota, 20 lutego 2021, 23:33

Nie o to chodziło Rosjanom Mieli pojęcie o tranzystorach jak wilk o gwiazdach No to może wrócimy do lamp Może tak telefonik komórowy na lampkach????????

Anonim
niedziela, 21 lutego 2021, 01:36

Za przeproszeniem, g*wno prawda. Właśnie w czasach ZSRR skopiowanie mikroprocesora było zadaniem stosunkowo łatwym (zdajesz sobie sprawę ile oni naprodukowali klonów Zilog Z80, MOS, LSI-11, Intel 80xx, Motorola 68k, itd?), a na rynku Zachodnim roiło się od konkurencji, zarówno w postaci klonów jak i alternatywnych rozwiązań. Żeby nie było wątpliwości: pierwsze mikroprocesory z lat 70-tych to był szmelc, który nadał się co najwyżej do kalkulatorów. Takie CPU upowszechniły się dopiero w latach 80-tych, wchodząc nawet do minikomputerów, co dekadę wcześniej było nie do pomyślenia. Do lat 90-tych można było mówić o bujnej konkurencji i względnej łatwości kopiowania układów. W zasadzie dopiero XXI wiek przyniósł nam silne oligopole i zabetonowanie rynku, chociaż już końcówka ubiegłego tysiąclecia do sielankowych nie należała (zobacz sobie ilu jest dzisiaj globalnych graczy na rynku x86, albo chociaż na to jak bardzo architektury takie jak MIPS czy SPARC zostały zmarginalizowane). W każdym razie, 30-40 lat temu nakłady na skopiowanie czy opracowanie mikroprocesora były śmiesznie niskie w porównaniu do dzisiejszych i ZSRR bez oporów to wykorzystywał.

inzynier
poniedziałek, 22 lutego 2021, 12:20

Chyba że mówimy o procesorze pokładowym F14 CADC (MP944 ) - rok opracowania 1970, 20 bitowy.

Anonim
poniedziałek, 22 lutego 2021, 19:25

Wokół komputera pokładowego F-14 narosło wiele mitów. Sumarycznie, cały komputer przewyższał Intel 4004, ale wykorzystane tam mikroprocesory (sic! wcale nie jeden mikroprocesor) były zwyczajnie słabe. Trzeba jasno powiedzieć, iż nie był to pojedynczy układ scalony, a system złożony łącznie z kilkudziesięciu takich jednostek. Czy coś takiego można nazwać mikroprocesorem? Zdania są podzielone, ale moim zdaniem nie, przynajmniej stosując dzisiejszą definicję. Dałoby się za to nazwać tak sam SLF, tyle iż on wcale nie zachwycał anu możliwościami, ani wydajnością. No i rzecz jasna nawet cały CADC nie umywał się do np. PDP-11. Tyle, że tam sam procesor zajmował więcej niż pecetowa obudowa typu desktop (stosowano standard 19-calowy - około pół metra szerokości). W połowie lat 70-tych wprowadzono LSI-11, ale to też ciężko nazwać mikroprocesorem, bo cały procesor składał się z kilku multi-układów, w których skład wchodził ROM, układ kontrolny i ALU. Wszystkie z nich zostały wiernie potem skopiowane przez ZSRR.

BadaczNetu
poniedziałek, 22 lutego 2021, 10:08

Zanim pojawił się 4004, Amerykanie mieli już Central Air Data Computer - pierwszy w historii komputer sterujący samolotem, opracowany dla F14 w latach 1968-1970. Był to komputer 20-bitowy, wystarczająco szybki żeby sterować powierzchniami sterowymi samolotu poruszającego się z dwukrotną prędkością dźwięku. Co obecnej sytuacji, to rynek wcale nie jest tak zabetonowany jak by się to mogło wydawać. Jest oczywiście Intel i AMD, ale ogromną część rynku mają rozmaite implementacje ARM robione przez kilkadziesiąt firm (nawet Rosjanie próbują), wciąż żywe są SPARC i MIPS a na rynku superkomputerów jest POWER. Są też ciekawe rozwiązania otwarte, jak np. OpenRISC. W wielu rozwiązania wojskowych używa się szerokiej gamy układów FPGA a także dedykowanych układów opartych na licencjonowanych rdzeniach ARM, MIPS, SPARC i innych.

Anonim
poniedziałek, 22 lutego 2021, 19:26

"ale ogromną część rynku mają rozmaite implementacje ARM robione przez kilkadziesiąt firm (nawet Rosjanie próbują)" - Jakie implementacje? Zastanawiałeś się nad tym jak to w praktyce wygląda? Cofnijmy się pół wieku wstecz. W Polsce raczkują komputery Odra. W praktyce to przestarzałe o dekadę maszyny, będące licencjonowanymi klonami (pod względem logicznym, nie budowy) maszyn zachodnich. Zresztą, podobnie było z RIAD (ES EVM), radzieckimi klonami mainframe'ów od IBM. Procesor na układach małej skali integracji zajmował całą szafę. Cały komputery - jedno pomieszczenia. Plusem było to, że mogliśmy takie układy produkować w większości u siebie (chociaż akurat Odra 1305 wykorzystywała układy Texas Instruments). Z drugiej strony K-202 miał być minikomputerem wykorzystującym układy małej i średniej skali integracji. Problem w tym, że 95% komponentów musiało być importowanych z KK (krajów kapitalistycznych). W każdym razie, tutaj sam procesor zajmował powierzchnię większą od pecetowej obudowy typu desktop (wspomniany standard 19-calowy), zaś kompletny komputer - całą szafę (pamięć operacyjne oparta na rdzeniach ferrytowych, kontroler dysków, porty danych, zasilanie - każdy z tych elementów zajmował drugie tyle co jednostka centralna, a wypadałoby do tego podłączyć jeszcze dysk wielkości pufy). Lata 80-te w końcu przyniosły sensowne mikroprocesory, gdzie CPU faktycznie był zrealizowany jako pojedynczy układ i nadawał się do czegoś więcej niż kalkulator. I tak było do lat 90-tych. Wtedy to w x86 (konkretnie w i486) dołożono koprocesor arytmetyczny x87. Mówiąc wprost, FPU do obliczeń zmiennoprzecinkowych. Wcześniej wykorzystywano takie jednostki, ale nie były one integralną częścią CPU. Co ciekawe, Intel wcale początkowo nie wiódł tutaj prymu. Ironią losu jest to, że coś co było niegdyś napędzało Cyriksa (Cyrix FasMath), później stało się jego piętą achillesową (patrz: jak Pentium i Quake zabiły Cyriksa). Swoją drogą, współczesne procesory nadal obsługują instrukcje x87, ale w ramach kompatybilności wstecznej, gdyż w praktyce do operacji na liczbach rzeczywistych obecnie wykorzystuje się SSE2. W każdym razie, następnym krokiem ku integracji było zintegrowanie kontrolera pamięci w Athlonie 64 (a w zasadzie AMD K8). W międzyczasie postępowała nastąpiła integracja mostka północnego z południowym w jeden chipset. Dalej mieliśmy przenoszenie funkcjonalności przypisanej historycznie do mostka północnego do CPU. Następnie to samo zaczęto robić z mostkiem południowym. Ciężko jednoznacznie stwierdzić kto był pionierem, bo trudno o dokładne dane na temat budowy mniej popularnych procesorów. Przykładowo, nie wiadomo czy VIA CoreFusion to faktycznie pojedynczy układ scalony czy kilka układów na jednej płytce, po prostu przykrych blaszką. W każdym razie w teorii procesory te miały łączyć CPU z mostkiem północnym, włączając w to GPU. A był to rok 2003, czyli znacznie przed wprowadzeniem chociażby AMD Fusion. W przypadku Intela ta integracja następowała wolniej, bo dopiero Sandy Bridge w pełni zintegrował mostek północny w CPU. Obecnie wszystkie wiodące procesory z rodziny x86 to w praktyce SoC (chociaż nie zawsze są wyposażone w iGPU). Dawny chipset zaś został zastąpiony za coś co pełni rolę rozszerzacza portów. W układach mobilnych (m.in. dla smartfonów) ta integracja poszła jeszcze dalej. Nikogo nie dziwią nie tylko układy odpowiedzialne za łączność WLAN, ale i nawigację satelitarną czy 5G bezpośrednio w SoC. Dlaczego o tym mówię? Ponieważ musimy sobie uświadomić jak zmieniała się charakterystyka procesora na przestrzeni kilkudziesięciu lat i czym on właściwie jest obecnie. Rosjanie mogą sobie tworzyć "własne" procesory ARM, ale jaki jest ich faktyczny wkład, skoro zarówno projekt rdzeni CPU jak i GPU dostają w ramach licencji? Odnieśmy to teraz do lat 70-tych, gdzie własnoręcznie projektowano procesory, żeby były zgodne logicznie (ale niekoniecznie już pod względem wewnętrznej budowy, chociaż różnie z tym bywało) z konstrukcjami zachodnimi. Gdzie mamy większy wkład? Oczywiście, stopień złożoności tych układów jest nieporównywalnie różny, ale mimo wszystko, ciężko mi mówić o w pełni rosyjskich procesorach, które wykorzystują rdzenie Cortex-A i GPU Mali. O jakiej własnej implementacji mówimy, skoro kluczowe elementy są licencyjne? Spróbuje inaczej: Czy nazwałbyś Mitsubishi H-60 japońską konstrukcją? Bo ja szczerze mówiąc, miałbym opory. Wracając do ARM, chociaż istnieją alternatywne implementacje rdzeni ARMv8, to w większości wypadków wcale nie zachwycają. Kryo wywodzi się bezpośrednio od Cortex-A. Jest jego modyfikacją. Mongoose w Exynosach radzi sobie raczej gorzej od pierwowzoru. NVIDIA nawet nie próbuje rywalizować na rynku mobilnym - zbyt duże TDP. W zasadzie jedynie Apple faktycznie ma się czym pochwalić. Rosja nie ma kompletnie nic, podobnie jak do niedawna Chiny. Dopiero po tym jak Amerykanie zrobili im kuku z Huawei/HiSilicon poważnie zabrali się za rdzenie TaiShan. Tyle, że nie stanowią one żadnej konkurencji na wolnym rynku.

Anonim
poniedziałek, 22 lutego 2021, 19:26

"Jest oczywiście Intel i AMD" - Bo Cyrix i Centaur (WinChip) przestały być realną konkurencją dla Intela w latach 90-tych. Niegdyś naprawdę wiele firm było zaangażowanych w produkcję procesorów x86, wliczając w to Fujitsu, IBM, NEC, NexGen, Siemens i kilka innych. Dzisiaj na rynku konsumenckim mamy dwóch graczy, dopiero daleko w tyle Zhaoxin realizujący chińskie zlecenia rządowe (ciężko jednoznacznie określić jak daleko są w tyle, bo to zależy od perspektywy: wykorzystują stosunkowo nowe procesy technologiczne TSMC, chociaż SMIC jest ledwie dwa lata do tyłu; IPC jest gdzieś na poziomie Core i drugiej generacji, ale ze względu na niższe taktowanie, realna wydajność pojedynczego rdzenia jest na poziomie Core i pierwszej generacji, ale to też nie jest do końca miarodajne, bo wydajność zmiennoprzecinkową traktują nieco po macoszemu, skupiając się na liczbach całkowitych; z drugiej strony mogą pochwalić się większą liczbą rdzeni niż typowe CPU sprzed dekady, a pod względem obsługiwanych instrukcji wypadają już całkiem nieźle), i w końcu klony i486, i586 oraz i686, czyli coś co kompletnie nie nadaje się na desktop, serwer czy nawet do IoT.

Anonim
poniedziałek, 22 lutego 2021, 19:25

"pierwszy w historii komputer sterujący samolotem" - Nieprawda, już wcześniej samoloty wykorzystywały komputery, z tym że były to układy elektromechaniczne, jak komputery zerowej generacji.

Dawo
sobota, 20 lutego 2021, 22:47

W F35 wrażliwe elementy są ekranowane. Podobnie w F15E, Super Hornetach i Eurofighterach. A dlaczego pytasz?

Lemiesz
sobota, 20 lutego 2021, 18:24

Fajny artykuł i dobrze się czytało.

Olender
sobota, 20 lutego 2021, 17:46

Dobry artykuł...

TB
sobota, 20 lutego 2021, 17:03

W opisie jednego ze zdjęć jest błąd. Dwa samoloty lecące w towarzystwie MiG-21 to F-5 Tiger II a nie F-4E.

Maksymilian Dura
sobota, 20 lutego 2021, 22:10

Oczywiście to błąd. Już poprawiłem i jest jak pod zdjęciem w Wikipedii. Dziękuję.

Fak sejk
poniedziałek, 22 lutego 2021, 19:09

Ja bym jeszcze zmienił podpis pod zdjęciem: "Nie fotografować. Fot. M. Dura". Chyba, że ma być tak kozacko, no to RESPECT!!!;))) Uśmiałem się do łez...

Olek Grom
sobota, 20 lutego 2021, 15:56

Oj tam, kiedyś fachowcom wystarczały dyskietki, nie pendrive'y

Stalker
sobota, 20 lutego 2021, 15:10

Jakie rozwiazania technologiczne? Davienici (to sekta czy co?) karmią nas tym jakoby Pancyr dobry był na ptaki tylko. Czyli skansen, słaby szmelc przereklamowany. S-400 podobnie eh ci Davienici

Palmel
sobota, 20 lutego 2021, 15:00

technologia lampowa - wytrzymała na impuls elektromagnetyczny i tutaj Rosjanie są teraz największym na świecie producentem lamp elektronowych

hihih uhahah
niedziela, 21 lutego 2021, 02:20

to taka propaganda, zatrzymanie się na lampach nie tłumaczy zacofania :) Rosja produkuje jakieś procesory (co by ktokolwiek wsadził je w telefon czy telewizor) ?

poniedziałek, 22 lutego 2021, 11:23

Oczywiście że technologia lampowa nie świadczy o zacofaniu. Ma swoje wady ale i zalety. Są dziedziny gdzie po zachwyceniu się nowymi technologiami dosyć szybko powrócono do lamp ... bo sa lepsze.

Wewo
sobota, 20 lutego 2021, 23:09

Akurat to nie jest powód do dumy. Wręcz przeciwnie.

Karol
sobota, 20 lutego 2021, 21:58

I pewnie jeszcze długo będą, zwłaszcza gdy zachód od dawna będzie na technologiach fotonicznych (światło - niewrażliwe na impuls elektromagnetyczny - nośnikiem informacji, nie prąd) :-) To będzie symbol rosyjskiego zacofania technologicznego.

clash
sobota, 20 lutego 2021, 18:00

i pewnie dlugo pozostana ......

Anonim
niedziela, 21 lutego 2021, 01:16

Chyba ktoś zapadł w sen zimowy przed rozpadem ZSRR, dopiero teraz się obudził i nie wie co Rosja faktycznie wykorzystuje. A są to m.in. procesory z rodziny E2K (x86), MCST (SPARC) czy KOMDIV (MIPS). Proces technologiczny 28 nm i lepszy wcale nie jest rzadkością, a wręcz stał się standardem. Trzeba jednak przyznać, że Chiny w krótszym czasie osiągnęli znacznie więcej i to na szerszym polu (oprócz własnych CPU mogą się pochwalić również pełnoprawnymi GPU, a także pamięciami półprzewodnikowymi, a w dodatku mają naprawdę całkiem nowoczesne fabryki, więc nie są uzależnienie od TSMC, i nawet jeśli obecnie ochoczo korzystają z ich usług, mogą stosunkowo przerzucić się na SMIC).

clash
poniedziałek, 22 lutego 2021, 05:35

Alez oczywiscie ze Rosja ma wszystko najlepsze, najnowoczesniejsze ......az zaliczyli 16% spadek w eksporcie uzbrojenia. ..... Dziekuje za uwage Sasza

poniedziałek, 22 lutego 2021, 11:28

Hmmm twierdzisz że to wynik tylko zwykłej gry rynkowej ? Tego że sprzęt inny jest lepszy? Ja bym stwierdził raczej że to wynik nieuczciwej gry amerykanów i nie tylko. Wykorzystują przewagę jaką obecnie mają i blokują rosjan. To nie świadczy o tym że ich cały sprzęt jest gorszy. Tylko że historia kołem się toczy .

clash
poniedziałek, 22 lutego 2021, 20:30

Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się dla swiatowego pokoju wspaniala i bogata Rosja sie przemęcza, nasz kochany bratni narod , co to nigdy swoja agresja nigdy nikogo nie udrecza . Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają jej szpilki. To nie ludzie – to wilki!!!

Mjaster
sobota, 20 lutego 2021, 13:09

Bardzo przyjemnie się czyta. Świetny artykół.

zorro
sobota, 20 lutego 2021, 13:00

Niestety my nie potrafimy tego robić. Brak specjalistów dobrze opłacanych.

Engineer
niedziela, 21 lutego 2021, 10:30

Ja jako inzynier nie zamierzam pracowac za pol darmo czy za "miske ryzu" dla polskiej zbrojeniowki, a wole dla amerykanskiej - wiesz... godnosc czlowieka, ktory juz wie jak zyja normalni ludzie na Zachodzie, a jak egzystuja w Polsce (i jak w Polsce wydaje im sie ze maja dobrobyt). PS. Wyksztalcilem sie prywatnie, za pieniadze ktore zarabialem na rownoleglym etacie w polskich realiach.

lol
niedziela, 21 lutego 2021, 13:56

Mala poprawka w Polsce sie wegetuje nie egzystuje. Egzystencja oznacza ze jakis tam w miare przyzwoity poziom zycia istnieje a w Polsce to niestety wegetacja i ciagla walka by, za przeproszeniem, nie zdechnac z glodu do pierwszego.

Wpr
poniedziałek, 22 lutego 2021, 01:24

No jest bieda aż piszczy nie to co w Rosji, u nas wszystko jest za darmo nawet hiv..

Extern
sobota, 20 lutego 2021, 22:21

Głównie obecnie chyba najbardziej boimy się że Amerykanie gdyby nas na tym złapali, to by wykorzystali ten przypadek jako pretekst aby zbić naszą pozycję w jakiś kontraktach czy umowach, więc profilaktycznie tego nie próbujemy. Ale skoro ich sprzęt teraz kupujemy. Więc przy okazji można by coś naszym firmom dać porozkręcać w ramach tego hmm, pobudzenia inspiracji. W końcu jak Amerykanie od nas kupili Gromy a od Ukraińców jakieś radary, to jest prawie pewne że po to aby się im dokładniej przyjrzeć niż tylko z wierzchu.

AA
niedziela, 21 lutego 2021, 11:21

Ilość skradzionych samochodów w Niemczech nie zrobił z Polski motoryzacyjnej potęgi

Extern
niedziela, 21 lutego 2021, 20:35

No nie zrobił, ale swego czasu napływ samochodów "importowanych" z zachodu jakoś jednak zmobilizował naszych inżynierów i co ważniejsze decydentów aby zrobić np. poloneza caro. Myślisz że gdyby nie ten napływ to by czuli potrzebę wprowadzania zmian do modelu nie zmienianego od lat 70tych?

Kuba Ptrlicka z Pardubic
sobota, 20 lutego 2021, 16:29

Rakiety Grom powstały na wykradzione Rosjanom dokumentacji

Extern
sobota, 20 lutego 2021, 22:02

Nie było to jedyne źródło. Mesko już wcześniej przygotowywało się do licencyjnej produkcji rakiety Igła-1, tak więc trochę wiedzy już mieliśmy. Była też dla naszej armii zakupiona mała partia Igieł więc niewykluczone że ktoś się zabawił w inżynierię odwrotną. Ale oczywiście Grom to nie jest kopia Igły 1 do 1. Nasi specjaliści jakby to ująć, się jedynie mocno inspirowali rosyjską konstrukcją. Wiele podzespołów zostało od nowa wymyślonych na technologii jaką mieliśmy. Dzięki temu finalnie powstał pocisk nawet lepszy od wzorca.

bobry w Montanie są bystrzejsze
sobota, 20 lutego 2021, 21:41

Rakieta "Grom" dzieciaku została zbudowana z wykorzystaniem wiedzy zdobytej podczas produkcji licencyjnej w Polsce "Strzały 2M"oraz otrzymanej od ZSRR dokumentacji technicznej "Igły 1", która również miała być produkowana na licencji w Polsce do czego finalnie nie doszło.

Davien
sobota, 20 lutego 2021, 23:28

I czemu kłamiesz boberku:) Pocisk Grom powstał na bazie dokumentacji Igły a nie Igły -1 i ni eotrzymanej ale kupionj pod stołem w Petersburgu od Rosjan.

bobry w Montanie są bystrzejsze
poniedziałek, 22 lutego 2021, 09:50

O tych bobrach to jak widać szczera prawda. Ale sugeruję "czytać" i jeszcze raz "czytać". I nie wiki czy serię "z mchu i paproci".

BUBA
sobota, 20 lutego 2021, 14:57

umiemy, umiemy tylko wszystko jest niwelowane juz w zarodku. I komu na ty zalezy ....

Anty
sobota, 20 lutego 2021, 13:13

Niestety to prawda.

Tweets Defence24