Francuska armia nie opuści Sahelu

17 lutego 2021, 10:56
Emmanuel Macron podczas szczytu państw G5 Sahelu
Prezydent Macron podczas jednych ze spotkań grupy G5 Sahel/Fot. http://www.elysee.fr/

Trwająca od 2013 roku francuska interwencja zbrojna w regionie Sahelu mimo sukcesów taktycznych w walkach z dżihadystami nie jest w stanie przybliżyć rozwiązania politycznego - twierdzą eksperci i komentatorzy nad Sekwaną. Jak powiedział Macron - „Nie będzie natychmiastowego wycofania naszych wojsk z regionu Sahelu”.

Według Macrona "paradoksem" byłoby osłabienie tej operacji wymierzonej w dżihadystów, gdy Francja ma "korzystne powiązania polityczne i wojskowe" w regionie. Zastrzegł jednocześnie, że "bez wątpienia znaczące zmiany zostaną wprowadzone w systemie wojskowym w Sahelu we właściwym czasie".

Szef francuskiego państwa poinformował o tym podczas wideokonferencji z przywódcami państw G5 (Mali, Burkina Faso, Niger, Mauretania i Czad), którzy obradowali w Ndżamenie. Macron podkreślił konieczność wzmocnienia sił koalicji przeciwko dżihadystom.

Niemcy nie wyślą żołnierzy na dodatkowe misje wojskowe w regionie Sahelu - poinformował minister spraw zagranicznych Heiko Maas, odrzucając francuskie prośby o zaangażowanie RFN w operacje militarne przeciwko islamistycznym bojownikom.

"Niemcy uczestniczą z wieloma żołnierzami w misjach międzynarodowych w Sahelu - w europejskiej misji szkoleniowej (EUTM) oraz w oenzetowskiej misji (MINUSMA)" - wskazywał Maas po szczycie przywódców regionu Sahelu i ich sojuszników. "W tej chwili nie zamierzamy angażować się w inne misje, ale raczej skupić się na tym, co już robimy" – dodał.

Paryż liczy jednak na - jak to ujmuje - "sahelizację" operacji, to znaczy przerzucenie utrzymania status quo w regionie na lokalne armie oraz "umiędzynarodowienie" koalicji wojskowej w Sahelu, m.in. w ramach europejskich sił specjalnych Takuba, które obecnie składają się z kilkuset żołnierzy francuskich, estońskich, czeskich i szwedzkich.

Francuski prezydent gratulował sobie we wtorek "prawdziwych wyników" w strefie trzech granic (Mali, Niger, Burkina Faso), twierdząc, że najaktywniejsze tam ugrupowanie Państwo Islamskie Wielkiej Sahary poniosło tak duże straty, że nie może już skutecznie działać na tym terytorium. Przyznał jednak, że organizacje związane z Al-Kaidą wciąż "stanowią zagrożenie w Sahelu" i obiecał "wzmożoną akcję" w celu "zlikwidowania przywództwa tych organizacji".

Reklama
Reklama

Macron z zadowoleniem przyjął decyzję, ogłoszoną dzień wcześniej przez prezydenta Czadu Idrissa Deby'ego, o wysłaniu 1200 dodatkowych żołnierzy na obszar przygraniczny Mali, Nigru i Burkiny Faso.

Od stycznia 2013 roku w operacji Serval, która w lipcu 2014 roku zmieniła nazwę na Barkhane, zginęło w regionie Sahelu ok. 50 francuskich żołnierzy. Źródła we francuskiej armii twierdzą, że dżihadyści z różnych ugrupowań stracili 30-40 proc. bojowników. Według mediów, w tym dziennika "Le Monde", wśród ludności cywilnej ofiary liczy się w wielu tysiącach.

Komentatorzy, cytując dowódców operacji, podkreślają, że wojskowi nie ukrywają, iż chcieliby ograniczenia zasięgu działań, obejmujących teraz terytorium wielkości Europy. Według sondaży społeczeństwo francuskie, które na początku masowo popierało interwencję, obecnie w większości pragnie jej zakończenia.

Ekspert od spraw afrykańskich Antoine Glaser ocenił we wtorek w radiu France Info, że jest to bardzo wyraźne wezwanie do powrotu szkolnictwa, sądownictwa i instancji terenowych do miejscowości, z których wypędzono islamistów. Glaser przypomniał, że Macron przyjął w ostatnich dniach w Paryżu po kolei każdego z przywódców uczestniczących w szczycie w Czadzie. Nie udając się osobiście na szczyt do Ndżameny, chciał dać im do zrozumienia, że Francja nie chce być na pierwszym planie i że to oni muszą podjąć wysiłek.

Liczni komentatorzy zwracają uwagę, że słabe, skorumpowane i pozbawione legitymacji władze państwowe nie panują nad terytorium ani nad armią. Żołnierze nierzadko zachowują się jak bandyci, co powoduje, że ludność traktuje dżihadystów jako ruch oporu wobec przekupnych władz – twierdzą eksperci.

Krytycy działań koalicji w Sahelu dodali, że w 2020 roku w regionie zginęło więcej nieuzbrojonych cywilów niż terrorystów, a organizacje powiązane z Al-Kaidą wciąż są tam obecne. Natomiast sytuacja na styku trzech granic - Mali, Nigru i Burkiny Faso - pozostaje napięta i niemal codziennie dochodzi tam do walk, a żołnierze koalicji są celem licznych ataków terrorystycznych.

Założyciel i redaktor naczelny portalu Atlantico Jean-Sebastien Ferjou powiedział w telewizji CNews, że w 2013 roku operacja Serval miała sens, gdyż chodziło o odbicie zajętych przez dżihadystów miast na północy Mali. Obecnie jednak cel działań francuskich sił przestał być jasny.

"Obecność ponad 5 tysięcy wojskowych stwarza ogromne ryzyko, że Francja, która interweniowała po to, by pomóc legalnym władzom (Mali), postrzegana będzie przez ludność jako okupant" – uważa Ferjou. I wskazuje, że "to niebezpieczeństwo wzmacnia obecność na tym samym terenie Rosjan i Turków".

Zdaniem Ferjou "cała polityka afrykańska Francji wymaga generalnego przeglądu". Jak twierdzi, sytuacja jest bardzo trudna, gdyż jeśli Francja wycofa się z Sahelu, to straci wpływy i ucierpią jej żywotne interesy w Afryce. Jeśli jednak dalej będzie walczyć, to zostanie okrzyczana siłą neokolonialną.

PAP - mini

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 4
Reklama
Niuniu
środa, 17 lutego 2021, 22:44

Niestety francuska interwencja wojskowa zwana "pomocą" dla Mali ma wszelkie znamiona wojny kolonialnej. Ale czy jest dziś jakaś sensowna alternatywa? I może warto zastanowić się co tak naprawdę tak skutecznie zdestabilizowało południe Sahary? Czy przypadkiem jedną z przyczyn nie było obalenie właśnie głównie przez Francję Kadafiego w Libii? To nie tylko zdestabilizowało Libię. Kadafi w okresie swych rządów chojnie wspierał sąsiednie afrykańskie kraje. Pomoc finansowa Libii dla państw "Sahelu" sięgała 15 miliardów dolarów rocznie. Po jego obaleniu kasa się skończyła a zamiast niej w ręce niezadowolonych mieszkańców trafia broń z libijskich magazynów plus oferty "pracy" z tą bronią w rękach.Ale zapewne jest totylko jeden z powodów. Chyba ważniejszym jest zaprzestanie wielkich projektów infrastrukturalnych które swego czasu planowała na Saharze realizować UE a aktywnie realizował właśnie Kadafi. Afryka a w szczególności właśnie południe Sahary to olbrzymi szybko narastający problem. Problem nie tylko Afryki. To tykająca bomba u drzwi Europy. A jak już wybuchnie to skutki będziemy ponosili również My. Demografia jest nieubłagana i to właśnie Afryka jest miejscem w którym przyrost naturalny jest niesamowicie dynamiczny. Setki milionów nowych mieszkańców tego kontynentu za kilkanaście lat nie będzie miało nic do stracenia i może się wybrać na wycieczkę również do Warszawy. Dla tego może bardziej właściwe było by udzielać Francji militarnej pomocy w celu stabilizacji tych obszarów. To chyba bardziej sensowne niż wysyłanie Naszych dzielnych żołnierzy na "misje" do Afganistanu czy Iraku. Francja to jednak europejska potęga i kraj który może Nam być bardzo potrzebny. Nie lubimy Niemców, Angole zabrali zabawki i sobie poszli a Włochy czy Hiszpania do Naszych fanów nie należą. Co Nam w Europie zostaje? Francja wysłała do Malii 5100 żołnierzy, 55 zginęło, wielu innych zostało rannych lub po prostu się pochorowało. Wysiłek militarny Paryża wspierają niewielkie kontyngenty żołnierzy z Estonii, Szwecji i Słowacji. Na pewno wysłanie nawet symbolicznej grupy naszych "specjalsów" z doświadczeniami wyniesionymi z Afganistanu znacznie poprawiło by relację Warszawy z Paryżem.

dim
środa, 3 marca 2021, 02:40

Żołnierzami przyrostu naturalnego nie powstrzymasz. Zepsujesz tylko własnych żołnierzy. I spore pieniądze.

Polak z gorszego sortu
środa, 17 lutego 2021, 18:59

Wojska francuskie bronią skorumpowanych afrykańskich reżimów przed słusznym gniewem ich poddanych , nazywając walczących o wolność rebeliantów "dżihadystami" i "terrorystami". Dramat Afryki polega na tym , że Francja i inne kraje w tym Rosja , Chiny i USA wspierają afrykańskich dyktatorów , realizując swoje cele polityczne i gospodarcze. Nikt nie liczy się z dążeniami mieszkańców Afryki do wolności i niezależności. Obecność wojsk Francji i USA w Sahelu ma fatalny wpływ na sytuację polityczną w tym regionie a działalność rosyjskich Wagnerowców w Republice Środkowoafrykańskiej zakrawa na okupację tego kraju. Również Chiny zaczynają ekspansję we wschodniej Afryce , dodatkowo gmatwając sytuacje polityczną w tym rejonie świata.

Monkey
środa, 17 lutego 2021, 18:30

Najważniejsze, żeby polska armia tam nie dołączyła. Chcieli kolonii, niech się męczą. Nam nic do tego. Czy Francuzi stacjonują w Polsce jako rotacyjny kontyngent? Nie, żeby to dało nam jakikolwiek pożytek.

Tweets Defence24