Świat spogląda (ponownie) na Górski Karabach [KOMENTARZ]

28 września 2020, 14:26
1paradaze (1)
Fot. Mangust777 - praca własna, licencja CC BY-SA 3.0, commons.wikimedia.org

Górski Karabach znów ściągnął uwagę mediów z całego świata, uzmysławiając nam, że schematycznie potraktowane zamrożone konflikty w każdej chwili mogą eskalować do zmagań wojennych, anagażujących różne państwa oraz podmioty niepaństwowe. Co więcej, społeczność międzynarodowa nie powinna być optymistycznie nastawiona do możliwości ich łatwego powstrzymania, szczególnie w obecnych warunkach zmagań z pandemią oraz innych priorytetów strategicznych głównych mocarstw. Rok 2020 niesie kolejną już lekcję, że czas dywidendy pokoju uległ definitywnie zakończeniu. Zaś siła militarna to znów realne narzędzie prowadzenia polityki w miejscach napięć i sporów.

Na świecie istnieje szereg miejsc, które były i są nadal w potocznym dyskursie wskazywane, jak tzw. zamrożone konflikty lub miejsca konfliktogenne. Niestety, znaczna część świata przywykła do ich postrzegania raczej w kategorii debaty akademickiej, aniżeli możliwości wybuchu realnego i zmasowanego konfliktu zbrojnego. Wymieniając je przy tym w rzędzie lub wzmiankując o konkretnych sytuacjach w kategoriach ciekawostek ze świata. Nawet jeśli na miejscu, w wymiarze, przede wszystkim taktycznym, dochodziło i dochodzi do starć z użyciem zróżnicowanej systemów uzbrojenia. Górski Karabach wpisuje się w ten schemat wręcz zbyt idealnie, o czym przekonujemy się po raz kolejny w ostatnim czasie. Z tym, że obecna sytuacja i jej eskalacja jest chyba jedną z najgroźniejszych w ostatnich latach.

Górski Karabach to miejsce odległe od głównego nurtu debaty europocentrycznej lub zachodniocentrycznej, nie wspominając nawet o polskiej perspektywie. Trzeba zauważyć, że wielokrotnie, w trakcie swoich relacji dla Defence24 zauważał ten fakt bardzo celnie Witold Repetowicz. Lecz cały czas obszar ten jest "aktywny sejsmicznie". Na linii frontu cały czas dochodziło do starć i potyczek, zaś oba zainteresowane państwa dążyły do wzmocnienia własnego potencjału militarnego. Opierając to ostanie zarówno o własne zakupy i modernizacje sił zbrojnych, ale też w znacznym stopniu starając się ulokować w regionalnej sieci zależności.

Bowiem, dość trywialnym, ale jak ważnym do ciągłego powtarzania na gruncie polskim (oczywiście poza debatą ekspercką) byłoby stwierdzenie, że w Górskim Karabachu splatają się interesy nie tylko samego Azerbejdżanu (uważającego ten region za własne terytorium) i Armenii (wspierającej separatystyczną formalnie i nie uznawaną międzynarodowo strukturę państwową kontrolującą region). To obszar, który może zostać szybko umiędzynarodowiony pod względem stron zainteresowanych w partycypowaniu w konflikcie. Szczególnie, że pojawienie się tam silnego i aktywnego wątku Turcji mobilizuje dziś szereg państw od Bliskiego Wschodu, poprzez Kaukaz, aż do Europy włącznie.

W pierwszej kolejności to miejsce niejako naturalnie „zarezerwowane”  dla polityki rosyjskiej. Rosja stara się oczywiście umownie wydobyć, jak najwięcej własnych korzyści, z całej polityki zamrożonych konfliktów i Górski Karabach nie jest tutaj wyjątkiem. Od spraw stricte politycznych, po możliwość generowania odbiorców uzbrojenia wytwarzanego przez własny przemysł obronny. Obecnie, w kontekście starć porusza się chociażby sprawę ciężkiego mobilnego miotacza płomieni TOS-1 produkcji rosyjskiej, mogącego de facto służyć po obu stronach frontu.

Co więcej, nikt w Moskwie raczej nie kryje się z chęcią utrzymania takiej pozycji. Wystarczy nadmienić, że rosyjscy politycy wprost mówią, że Armenia i Azerbejdżan potrzebują ich państwa w roli mediatora i gwaranta przyszłej deeskalacji. Podkreślając, że po zażegnaniu obecnego napięcia może czas najwyższy na decyzję o wprowadzeniu w rejon starć formacji pokojowych. Stąd prosta droga do „rosyjskich misji pokojowych”, które są jeszcze lepszym gwarantem interesów rosyjskich. Wystarczy wspomnieć chociażby „misje pokojowe” na kierunku gruzińskim, itp.

Wracając jednak do obecnego napięcia, a raczej już sytuacji kryzysowej – mając na uwadze chociażby kwestie mobilizacji ludzi i sprzętu w obu państwach, Rosjanie podkreślają jedną wysoce interesującą kwestię międzynarodową. Kreml mówi, że nie chciałby widzieć aktywności żadnych podmiotów trzecich w regionie. Jeśli taki sygnał pada w przekazie nie tylko zakulisowym i dyplomatycznym, a właśnie medialnym to należy brać pod uwagę, że ma w sobie znaczne pokłady niepewności względem przede wszystkim Turcji.

Moskwa już dobrze doświadczyła relacji z Ankarą, a dotyczy to licznych miejsc konfliktów na świecie. Przede wszystkim Syrii, ale też chociażby Libii. Teraz zaś strona turecka oczywiście mocno wspiera Azerbejdżan, co było widać chociażby po niedawnych dużych połączonych ćwiczeniach wojskowych z użyciem sił oraz sprzętu tureckiego. Turecki minister obrony wezwał Armenię do zatrzymania jej agresji i odesłania najemników, którzy mają walczyć po jej stronie. Prezydent Turcji miał wskazać przy tym, że Armenia winna się wycofać z okupowanych terytoriów należących do Azerbejdżanu. Turcy propagandowo podkreślają zasadę jednego narodu w dwóch państwach, określając się ewidentnie po stronie Azerbejdżanu.

Wywołana niejako do tablicy Armenia też nie pozostaje dłużna Turcji. Podkreślając, że to polityka turecka generuje napięcia w regionie, zaś państwo tureckie ma jej zdaniem wysyłać wojskowych doradców, bezzałogowe statki powietrzne i samoloty (przypomnijmy, że tureckie F-16 ćwiczyły tam niedawno) w celu wspierania wojsk Azerbejdżanu. Co więcej, władze nieuznawanego Górskiego Karabachu dodają, że strona turecka przysyła w rejon walk oddziały najemne, spoza tego obszaru. Ma chodzić dokładniej o zgrupowanie około 4000 najemników z Syrii. Przy czym, strona azerbejdżańska zaprzecza tego rodzaju doniesieniom.

Jednego możemy być pewni, Turcja w żadnym razie nie postrzega wycinkowo walk w tym rejonie świata, a raczej wpisuje je w szersze spektrum swojej polityki. Pytaniem otwartym pozostaje na ile pozwolą Turcji jej finanse, bo waluta już odczuwa tak stanowcze wypowiedzi polityków z Ankary. Zaś stan tureckiej gospodarki od dłuższego czasu nie jest postrzegany w kategoriach prosperity, a raczej czegoś zupełnie odwrotnego.

Generalnie dominują na świecie głosy o potrzebie powrotu do negocjacji, a przede wszystkim zaprzestania działań zbrojnych. Widać to chociażby w postawach Stanów Zjednoczonych oraz Chin. Przy czym, z perspektywy Pekinu spór o Górski Karabach może i zapewne ma drugie dno. Jakiekolwiek pro-armeńskie rozwiązania względem tego obszaru, zarządzanego przez władze separatystycznej republiki, w przyszłości mogą być ważnym argumentem w znanych sporach wokół tzw. zbuntowanej prowincji (jak Tajwan określają władze w Pekinie). Stąd w przeszłości pojawiały się zapewnienia o potrzebie poszanowania integralności terytorialnej Azerbejdżanu.

Dziś, choć brak stanowczych pro-azerbejdżańskich komunikatów z Pekinu, to jednak dziennikarze z Azerbejdżanu przypominają wcześniejsze, choćby najdrobniejsze sygnały chińskie. Trzeba również zaznaczyć, że otwarcie, po stronie narracji Azerbejdżanu stanęła nie tylko Turcja, ale również Pakistan. Tamtejsza dyplomacja mówi o potrzebie zaprzestania agresji ze strony Armenii. Zaś Irańczycy zachowali większy dystans i dołączyli się do głosu państw zaniepokojonych wydarzeniami w Górskim Karabachu.

Niezmiennie, niezależnie od samych walk i ich wyniku, należy zauważyć, iż konflikt przelał się na przestrzeń informacyjną. Tam trwa zażarte zwalczanie się pro-armeńskich i pro-azerbejdżańskich przekazów. Oczywiście zaangażowane zostały zarówno narzędzia konwencjonalne, jak przekazy propagandowe, oficjalne komunikaty, etc., ale też instrumentarium doby mediów społecznościowych i działań hakerskich. Tym samym, po raz kolejny mamy do czynienia z rozlewaniem się regionalnych sporów i konfliktów w domenę szerszą, niż sam wymiar geograficzny.

Kluczowe staje się przy tym przebicie się i zdominowanie strony przeciwnej na polu własnego przekazu względem pozycjonowania się stron walczących (kto jest agresorem, kto się broni) oraz efektów działań zbrojnych (walka w sferze prezentowania własnych sukcesów wojskowych i porażek przeciwnika). Utrudniając tym samym, efektywne wyciągniecie wniosków i zwiększając poczucie niepewności względem możliwego rozwoju sytuacji.

image
Reklama

 

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 29
Reklama
rzeszow
wtorek, 29 września 2020, 02:48

Rosja nie pozwoli na wojnę na Kaukazie. Jeśli jednak Azerbejdżan spróbuje użyć wojska, Armenia otrzyma pomoc bardzo poważne wsparcie z Rosji. Azerbejdżan nie zaryzykuje konfrontacji z rosyjskimi siłami zbrojnymi. Fundamentem polityki bezpieczeństwa Armenii jest Rosja

Pax romana
wtorek, 29 września 2020, 22:32

Byłoby prawdą gdyby Armenia nie tańczyłaby z Francją i Ameryką. 2 czy 3 letnia polityka paszynjana jak ukraina jeszcze będzie kosztować ornianom

karol
niedziela, 4 października 2020, 16:10

Rosja ma w Armeni dwie bazy wojskowe dzisiaj uzbrojenie laduje dzień i Noc

Adam S.
poniedziałek, 28 września 2020, 22:32

Postawa Rosji coraz bardziej rujnuje obraz Armenii jako narodu zbliżonego kulturowo do Europy. Praca pokoleń francuskich Ormian idzie na marne z powodu kolaboracji Armenii z putinowską Rosją. Górski Karabach postrzegany jest coraz bardziej jak Donbas, Naddniestrze i Osetia, czyli terytoria okupowane przez Rosję, a nie obszary walk etnicznych.

mich
wtorek, 29 września 2020, 12:30

A z kim mądralo miałaby w Twojej ocenie współpracować Armenia? To absolutnie logiczne, że w obliczu śmiertelnego wroga jakim jest dla Ormian Turcja i bliski jej Azerbejdżan, tylko Rosja może być realnym sojusznikiem. Słowo "kolaboracja" jest tu, biorąc pod uwagę powszechne jego znaczenie, zupełnie nie na miejscu.

MoD
środa, 30 września 2020, 17:01

Z tymi sojusznikami nie jest tak jednoznacznie.

bc
poniedziałek, 28 września 2020, 22:08

Bardziej tlące się niż zamrożone, tam cały czas strzelali.

Alfret
poniedziałek, 28 września 2020, 18:00

Armenia w teorii powinna dazyc do dobrych stosunkow z Gruzja, opartych na podobnych preferencjach kulturowych. Problem w tym, ze Gruzja nie jest w najlepszych stosunkach z Rosja. Jakos nie wyobrazam sobie ktoredy Rosjanie mieliby dostarczac to uzbrojenie dla Ormian?!... Jesli chodzi o Iran to nie dziwie sie, iz nie staraja sie popierac zadnej ze stron. W ich granicach zyje ok. 6mln Azerow! Wychodzi na to, ze Rosja z Turcja chca spolaryzowac oba spoleczenstwa i podzielic sie nimi wchlaniajac je do swoich stref wplywow. Wcale nie jest powiedziane, czy nie odbedzie sie to poprzez terytorium Gruzji. Spogladajac na ludnosc zamieszkujaca Turcje: Turkow jest ok 35mln z 70mln populacji. Populacja Iranczykow dzieli sie bodajze na 4 nacje. Po obu stronach wystepuja Kurdowie, ktorzy sa takze w Iraku i Syrii. Taki teatr dla maluczkich. Niestety wystepujacy w tej sztuce z pewnoscia beda umierac.

Pax romana
wtorek, 29 września 2020, 22:37

Ależ gruzja już jest prowincją turcji od dawna. nie ma granic, nie ma paszportów, turecki samoloty pasażerki korzystają lotnisko w batumi jak wewnętrzny port ... Gruzja jest w całkowicie uzależna polityczno-gospodarcza...

Fanklub Daviena
poniedziałek, 28 września 2020, 17:38

Gruzja zdradziła Rosję, przeorientowała się na Zachód - zapłaciła za to utratą majątku narodowego za bezcen rozgrabionego przez Zachód, krachem gospodarczym i drastycznym obniżeniem poziomu życia, stratami demograficznymi (gigantyczna emigracja z przyczyn ekonomicznych) oraz utratą terytoriów - Osetii i Abchazji. Ukraina zdradziła Rosję, przeorientowała się na Zachód - zapłaciła za to utratą majątku narodowego za bezcen rozgrabionego przez Zachód, krachem gospodarczym i drastycznym obniżeniem poziomu życia, stratami demograficznymi (gigantyczna emigracja z przyczyn ekonomicznych) oraz utratą terytoriów - Krymu, być może Doniecka i być może na tym się nie skończy. Armenia zdradziła Rosję, przeorientowała się na Zachód - też musi zapłacić za to utratą majątku narodowego za bezcen rozgrabionego przez Zachód, krachem gospodarczym i drastycznym obniżeniem poziomu życia, stratami demograficznymi (gigantyczna emigracja z przyczyn ekonomicznych) oraz utratą Górskiego Karabachu... Kto wie, być może Armenia znajdzie się w NATO - gdy będzie mieć stolicę w Ankarze! :)

LeMo
wtorek, 29 września 2020, 16:57

W czasach RWPG kraje socjalistyczne wymieniały się miedzy sobą produktami przemysłowymi po cenach ustalonych administracyjnie. Co bardzo charakterystyczne na rynki zachodnie sprzedawano na ogół surowce, bo te produkty przemysłowe wymieniane wzajemnie nie były konkurencyjne na otwartym rynku światowym. Likwidacja RWPG spowodowała natychmiastową katastrofę. Przestał istnieć zamknięty rynek wewnętrzny RWPG z rublami transferowymi. A na rynku światowym za dolary nikt nie chciał Polonezów z FSO, Lad, telewizorów z Polkoloru (przypominam, że cały naród kupował, Sony, Goldstar, Sanyo etc.) drukarek z Błonia (sprzedawanych wcześniej tylko na rynek radziecki), statków z polskich stoczni, samolotów i śmigłowców z PZL (zamiast tysięcy AN-28 i Sokołów wyprodukowano pewnie z 400 sztuk), w drugą stronę nikt nie kupował radzieckich samolotów komunikacyjnych czy wkrótce broni. Koreańczycy robili lepiej i tanie statki, elektronikę Japończycy, Koreańczycy i wkrótce Chińczycy. Samochody lepiej Amerykanie, Zachodnie Europejczycy i Azjaci. Były przemysł lotniczy RWPG nie zabrał się na rewolucję kompozytową i w zakresie lekkich maszyn wypadł z rynku. Wzajemna wymiana byłych krajów RWPG spadła do poziomu wymiany surowców niezbędnych do przetrwania i dla których istniała ciężka infrastruktura przesyłowa czyli mięsa, zboża, ropy, gazu. Zacofanie technologiczne to barak nowoczesnych materiałów i technik komputerowych. Dostępność obu do RWPG była ograniczana przez COCOM. W efekcie po 90 roku były kraje RWPG były opóźnione w komputerowym wspieraniu projektowania i wytwarzania. ( W stoczniach to eliminowało potrzebę wielkich traserni stanowiących wielką cześć zakładów i ich kosztów). Po dekadzie lato 80tych, kryzysie ekonomicznym, inflacji i sankcjach zachodu polskie przedsiębiorstwa były wielokrotnie bez kapitału, nowoczesnych technologii, organizacji pracy, rynków zbytu i nowoczesnych produktów. Katastrofa gwarantowana na kilkaset procent. Jednocześnie dalsze trwanie RWPG było nie do przyjęcia z przyczyn społecznych i politycznych (niepopularne, patrz słynne spawanie szyn bodajże w Małaszwewiczach w 1980 roku) - takie konserwowanie trupa. Wyszło zderzenie Indian z parowozem ale inaczej być nie mogło.

Pax romana
wtorek, 29 września 2020, 10:46

Nie Armenia!! Azerbejdżan zdradziła Rosję zbliżała się do Turcji i na zachód: straciła Górnego Karabachu w latach 1990ych. Rosja ma dalej bazę wojskową w Armenii. Również Gruzja zdradziła Rosję, się zbliżała z Turcją: straciła abchazji i osetii. Radio jerewań mówi: jak szybciej imigrujemy do polski wtedy najszybciej wejdziemy do układu warszawskiego.

ryś
wtorek, 29 września 2020, 10:37

A Polska też zdradziła Rosję? A Litwa ? A może i NRD też zdradziła Rosję ?

Pax romana
wtorek, 29 września 2020, 22:54

Ja bym się zastanawiał co się dzieję w białorusi- Mińsk to jest połączenie drogą lądową do kaliningradu. Rosja nigdy nie pozwoli zachódowi oderwać Białorusinów . Co raz bliżej zagrożenie rosyjskie. Ten naród ma cierpliwości i nienawiść. Nato ladawchyla się rozpadnie z śmiercią mózgową(makron) Brexit dokonano, mieli dość sfinansowanie wiec ile jeszcze niemczyki mogą sfinansować unię: italia-hiszpania-grecja i wschodnią europę??? od 30 lat największym beneficjantem jest wisła. Niemczyki już głośno mówią o tym. Lepiej powrócić do pierwotnego unii tz. 6 krajów...no niemczyki i francuzi rządzą z unią!!

gucio
wtorek, 29 września 2020, 10:19

A jakież to wybitne technologie znajdowały się w Gruzji i na Ukrainie, że aż zostały rozgrabione? Wyjaśnij proszę o czym piszesz. Może NGAD dzięki temu zbudowano, albo PAC-3 MSE, a może chociaż CLA (Mercedesa), albo włoskie AGD lub Japońskie RTV? :)

wtorek, 29 września 2020, 14:29

Przeczytaj na etykiecie wina z Moładwi czy jest ono Mołdawskie czy raczej wytwarzane przez francuski albo niemiecki koncern winiarski. To samo z Gruzją sie dzieje, przejmują ich winnice, infrastrukture turystyczną a z tego Gruzja żyje.

tfyhgfjhgjhgj
wtorek, 29 września 2020, 09:35

Jest tylko problem, jeśli Armenia będzie mieć stolicę w Ankarze na Kaukazie zadomowią się na dobre Turcy. Ciężko ich będzie potem stamtąd wyrzucić.

cynik
wtorek, 29 września 2020, 09:22

Konflikt na linii Gruzja - ZSRR/Rosja trwa od momentu odzyskania przez Gruzinów niepodległości. Dotychczasowi władcy tych ziem wykorzystali Osetię do destabilizacji odradzającej się Gruzji. Zresztą Gruzja w ZSRR też nalazła się po napaści bolszewików na ten niepodległy kraj w 1921. Więc jakiekolwiek mówienie o "zdradzie" Gruzinów wobec rosyjskich okupantów jest przejawem przebywania w rzeczywistości alternatywnej.

Gangwolf
wtorek, 29 września 2020, 08:59

Polska zdradziła Rosję, przeorientowała się na Zachód - zapłaciła za to utratą majątku narodowego za bezcen rozgrabionego przez Zachód, krachem gospodarczym i drastycznym obniżeniem poziomu życia a nie czekaj jednak nie, po tych 30 latach od "zdrady" poziom życia wzrósł niepomiernie w porównaniu do Ukrainy która jak była "lojalna" Rosji to poziom życia tylko spadał bo tak dobrze żyje się pod sowieckim butem. Albo "lojalna" Białoruś która utrzymuje stan gospodarki tylko dzięki wyjątkowo korzystnym ofertom z Rosji i subsydiów

prawdziwy fan p.Davien'a(?)
wtorek, 29 września 2020, 08:50

Biuro Polityczne PZPR, złożone z komunistów, ktorym pozwolono przeżyć,wiernie służyło CCCP,skończyło to się zebraniem, po 45' zagłębia węglowego i złóż ropy.O fabrykach, dostawach węgla i zboża za "wyzwolenie " czyli za darmo nie wspomnę.W 45-47 panował w Polsce głód, autentyczny głód, ruskie wywieźli fabrykę drożdży. Niby nic, proszę jednak ,w skali kraju przy braku drożdży zapewnić, na skalę przemysłową wypiek chleba!

Rhotax
piątek, 2 października 2020, 06:51

dziękuję za wzbogacenie mej wiedzy o tym zbrodniczym systemie . Pozdrawiam

dim
poniedziałek, 28 września 2020, 17:30

Wnioski dla Polski owszem, winny być natychmiastowe i jak najbardziej głośno alarmujące. Ale to po pierwsze w sensie natychmiastowego tworzenia skutecznej i kompleksowej OPL. Przy tym polskiej OPL i Polski, a nie tylko baz amerykańskich w Polsce. Gdy reszta niech mało nas obchodzi, skoro jak się to mówi "To nie jest nasz cyrk, ani nasze... "

X
wtorek, 29 września 2020, 08:29

Trochę to chaotyczne i bez dbałości o język, jak na prawdziwego "dim" 'a. (choć mogę się mylić)

dim
wtorek, 29 września 2020, 14:27

Jako ten "prawdziwy", "dbały" Polak, czemu nie zajmiesz się merytoryką wypowiedzi ? Przecież wystarczy, że ktoś nam polski dom faktycznie podpali, a ten spłonie, bez ratunku. Gdyż nie jest do obrony przygotowany. I w dalszym ciągu nic praktycznie nie robimy. Przyglądamy się z minami speców, komentujemy cudze nieszczęścia, ale jak mawiał Kochanowski i przed szkodą, i po szkodzie, my zawsze pozostajemy w jednakowym stanie umysłu. W każdym razie nasz MON i świadomość społeczna. Której jakoś nikt nie budzi, a powinien.

Wawiak
poniedziałek, 28 września 2020, 22:43

wnioski w postaci tworzenia OPL - ale także wdrażania dronów, opracowywania sposobów ich użycia i intensywnego ćwiczenia. Olbrzymi nacisk powinien być położony na sprawy związane ze świadomością sytuacyjną - w tym na integrowaniu danych z różnych źródeł.

Adam S.
poniedziałek, 28 września 2020, 22:42

Wielu ludzi nie wie co myśleć o tym konflikcie i często kierują się niechęcią do Turcji i Erdogana (czemu trudno się dziwić). Ale z faktu, ze Turcja popiera Azerów, nie wynika, że należy wspierać wspomaganych przez Rosję Ormian. Z całym szacunkiem i sympatią do Ormian - dla mnie znamienne jest uznanie przez Armenię rosyjskiej aneksji Krymu. Takich rzeczy się nie robi.

jerry
poniedziałek, 12 października 2020, 15:46

Ormianie to Chrześcijanie i tyle w temacie

Hektor
wtorek, 29 września 2020, 10:59

Racja!! EU nie uznaję aneksji krymu a tu popiera Ormian- aneksji górnego karabachu. Udusi Katalonię/barcelonę po co?? bo chcieli niepodległość..Premier Katalonii i jego ministrowie zbiegli do Belgii. No to zrób to samo w Górnym Karabachu jak zrobiłeś w BARCELONIE!!Co to za demokracja---w okół interesów, nic więcej. OTO demokracja, polityka..dla siebie inna dla innych inna...

piotruś
wtorek, 29 września 2020, 10:18

Takich rzeczy się nie robi jak uznanie niepodległości Kosowa przez Polskę. A Polska to niestety zrobiła mimo historii jakiej doświadczyliśmy. Mogliśmy postąpić inaczej bo od zajęcia stanowiska nasz los by wcale nie zależał. A Armenia nie ma niestety poza Rosją silnego sojusznika, który ostatecznie jej pomoże gdy Turcja chciałaby ja zaatakować.

Tweets Defence24