Irański program broni manewrującej

3 listopada 2019, 09:44
13940908000236_PhotoI
Fot. Fars News Agency/CC BY SA 4.0

Seria tajemniczych ataków w ostatnim czasie na cele w Arabii Saudyjskiej zwróciła uwagę na rozwijany przez Iran program broni precyzyjnej, przede wszystkim rakiet manewrujących. Te opierają się zarówno na własnych technologiach, jak i przede wszystkim na inżynierii wstecznej, co pozwoliło Teheranowi skopiować sprawdzone rozwiązania innych państw. Obecnie broń manewrująca to jeden z kluczowych, choć ciągle mało znanych, elementów irańskiej doktryny wojskowej.

Choć elementy doktryny wojskowej Iranu były omawiane wielokrotnie, to należy przypomnieć, że ta opiera się w dużym stopniu na opracowanej w 2005 roku koncepcji „obrony mozaikowej” (defa-e moza’ik). Po wyciagnięciu wniosków z szeregu wojen konwencjonalnych, planiści w Teheranie przyjęli ideę obrony nieregularnej i na wyniszczenie. Innymi słowy, założenia wojenne Iranu stanowią urzeczywistnienie maksymy przypisywanej Mao Ze-dongowi, a adekwatnej w niemal każdym współczesnym konflikcie asymetrycznym: „milion ukłuć szpilką może i słonia powalić” (zmasowany atak – strategia roju – w czasie otwartej wojny i pojedyncze, incydentalne uderzenia w okresie pokoju). Jednym z istotniejszych elementów realizacji tejże doktryny jest użycie szeregu rakiet – zarówno niekierowanych, jak i tych naprowadzanych – tak balistycznych, a także manewrujących, które Iran z powodzeniem w ostatnich latach rozwija.

Z punktu widzenia takiego państwa jak Iran rakiety manewrujące to niezwykle ważna broń. Stanowi ona substytut sił konwencjonalnych, a jednocześnie w odróżnieniu od rakiet balistycznych zwiększa prawdopodobieństwo przebicia się przez obronę antybalistyczną nieprzyjaciela (szczególnie w przypadku zmasowanego ataku). Możliwości manewrowe takiej rakiety dają Iranowi jednocześnie możliwość atakowania po innej trajektorii niż linia prosta. Innymi słowy, rakieta może nadlecieć nad cel z kierunku, którego obrona się nie spodziewa. Jako że lecą na niższym pułapie i są względnie niewielkie, ryzyko wykrycia przez stacje radiolokacyjne jest również mniejsze, co bez wątpienia z punktu widzenia Iranu jest bardzo korzystne. Co ważne, część z komponentów – chociażby systemy naprowadzania – można wykorzystać w rakietach balistycznych i rozwijanych przez Iran dronach. Jednocześnie specyfika ataku ma to do siebie, że trudno ponad wszelką wątpliwość ustalić agresora.

W przypadku Iranu mowa jest przede wszystkim o wyrzutniach kołowych, mobilnych – zapewniających wysoką zdolność do ukrywania się przed lotnictwem nieprzyjaciela i zdolnością względnie łatwego przerzutu w wybrany sektor. Interesujące informacje na temat nowych środków przenoszenia pojawiły się w styczniu 2012 roku, kiedy to kontradmirał Farhad Amiri wyjawił, że w przyszłości okręty podwodne typu Ghadir zostaną uzbrojone w odpalane pod wodą rakiety manewrujące. Jeśli wierzyć irańskim mediom to pierwszy test odpalenia takiego pocisku spod wody. Dojść do tego miało z pokładu okrętu typu Fate.

Źródła wiedzy i technologii

Analiza irańskich rakiet manewrujących wymaga zwrócenia uwagi na kilka zasadniczych kwestii. Po pierwsze brakuje wiarygodnych i możliwych do zweryfikowania informacji – ze zrozumiałych powodów Iran nie informuje o swoich pracach, a podawane w lokalnych mediach parametry nie mogą być w żaden sposób zweryfikowane. Po drugie, nie wiadomo, ile rakiet znajduje się w służbie czynnej. Irańskie media ograniczają się do lakonicznego stwierdzenia o „masowej produkcji” kolejnych systemów. Po trzecie, aby zwiększyć dezinformację zewnętrznych obserwatorów, Iran kolejne warianty różnie nazywa, co potęguje niepewność i ogólną niejasność (przykładowo Ra’ad to zarówno przeciwokrętowa rakieta manewrująca, jak i amunicja krążąca, haubica samobieżna, przeciwpancerny pocisk kierowany, a także system obrony przeciwlotniczej). O skali niewiedzy zewnętrznych obserwatorów najlepiej świadczy fakt, że chociaż od pierwszych tajemniczych ataków na cele w Arabii Saudyjskiej minęło dość czasu (atak na lotnisko Abha w połowie czerwca i na rafinerie w połowie września) to nadal ponad wszelką wątpliwość nie wiemy, kto jest za nie odpowiedzialny, ani też jaki typ broni wówczas użyto.

Warto docenić fakt, że w dużym stopniu Iran opracowuje swoje technologie rakiet manewrujących samemu – z powodu takiej, a nie innej polityki zagranicznej, Republika Islamska praktycznie nie ma sojuszników, a sankcje i presja Stanów Zjednoczonych oraz Izraela odstraszają ewentualnych partnerów od bliskiej współpracy z Teheranem. Transfer najnowszych technologii związanych z systemem naprowadzania – co jest kluczem w nowoczesnych rakietach kierowanych – jest praktycznie niemożliwy. Nie oznacza to jednak, że irańscy inżynierowie – niezwykle sprawni, ale borykający się finansowo-organizacyjnymi ograniczeniami – opracowali wszystko samemu. Tak bowiem nie jest. Głównym źródłem technologii – zarówno konstrukcji samych rakiet, jak i ich silników i systemów naprowadzania, są Chińczycy. Nawet jeśli dotyczy to systemów pokrewnych, to uzyskana wiedza jest bezcenna i pozwoliła Irańczykom uniknąć ponownego wymyślania koła. Przykładem niech będą nabyte w połowie lat dziewięćdziesiątych chińskie rakiety przeciwokrętowe. W kwietniu 2011 roku ujawniono test przeciwokrętowej rakiety manewrującej Zafar, które docelowo mają być na wyposażeniu szybkich łodzi. To prawdopodobnie kopia C-701AR. Jej deklarowany zasięg to 25 kilometrów. Iran utrzymuje, że produkuje również rakiety przeciwokrętowe Kowsar (w oparciu o chińskie C-701 i TL-10A/FL-8), Nasr (FL-9), Karus (C-801), Tondar (C-802) oraz Nur (HY-2).

Zdolności stricte wojskowe, jak i inżynieryjne miały też zostać wzmocnione zakupionymi (zdaniem niektórych źródeł) na Ukrainie rakietami manewrującymi 3M80 (P-270) Moskit. Iran miał pozyskać na Ukrainie również kilka (mowa o sześciu) rakiet manewrujących Raduga Ch-55 (ale bez silników R95-300 i systemu nawigacyjnego). Z czasem technologia została najpewniej skopiowana. Pozyskana wiedza bez wątpienia przyczyniła się także do rozwoju irańskich rakiet balistycznych, manewrujących i precyzyjnych dronów. Przykładem jest, chociażby przeciwokrętowa rakieta manewrująca Ra’ad o deklarowanym zasięgu 360 km. Według dostępnych informacji konstrukcja oparta jest na mocno zmodyfikowanej chińskiej technologii HY-2, które wywodzą się z sowieckich pocisków rakietowych klasy woda-woda P-15 Termit. Rakieta posiada nawigację inercyjną oraz naprowadzanie na cel w ostatniej fazie lotu – albo radarowe, albo podczerwone.

Co więcej, źródłem wiedzy są technologie pozyskiwane na polach walki. Należy bowiem pamiętać, że albo podległe Iranowi, albo przynajmniej sojusznicze jednostki paramilitarne operują w różnych częściach Bliskiego Wschodu. Zarówno Irak, jak i Syria usiane są pozostałościami rozbitych amerykańskich rakiet Tomahawk, które zapewne do Iranu trafiły, gdzie następnie zostały przeanalizowane i na zasadzie inżynierii wstecznej poszczególne elementy lub ich części zostały skopiowane (jako ciekawostkę można podać, że w ten sposób Iran swego czasu zdobył F-16 – od Wenezueli – oraz irackie czołgi M1 Abrams). Należy też pamiętać, że Iran ciągle współpracuje z Rosją. Chociaż tej relacji daleko jest do sojuszu strategicznego, a Moskwa raczej nie podzieliła się technologiami rakiet manewrujących, to według źródeł amerykańskich w październiku 2015 roku kilka rosyjskich rakiet 3M-54 Kalibr – lecących z Morza Kaspijskiego w stronę celów w Syrii – miało rozbić się w Iranie. Zostało to potwierdzone przez irańskie media, które raportowały o rozbiciu się co najmniej jednego niezidentyfikowanego obiektu latającego. Nawet jeśli nie jest to prawdą, to wydaje się wysoce prawdopodobne, że szczątki Kalibrów Irańczycy lub ich sojusznicy znaleźli w Syrii. Tak jak jednak w przypadku innych aspektów, także i ten jest jedynie spekulacją.

Wybrane rakiety manewrujące

Iran – przynajmniej według oficjalnych deklaracji – posiada bardzo bogatą gamę rakiet różnego rodzaju, ale – jak zostało wcześniej nadmienione – ich parametry nie są znane. Nie sposób nawet z całą odpowiedzialnością wymienić wszystkich rakiet manewrujących, które znajdują się w służbie czynnej. Jedną z takich konstrukcji jest Meszkat – rakieta manewrująca, której nazwa pojawiła się w irańskich mediach we wrześniu 2012 roku. Według szczątkowych informacji może być ona odpalana z ziemi, wody lub z powietrza. W maju 2014 roku Iran zaprezentował wyposażoną w silnik turboodrzutowy rakietę manewrującą Ja Ali o deklarowanym zasięgu 700 km, która miała stanowić istotny skok jakościowy (według irańskiej prasy wcześniejsze modele dawały Teheranowi możliwość rażenia celów w promieniu 300 km).

Inną konstrukcją, którą Ansar Allah najprawomocniej użyło w Jemenie w czerwcu 2019 roku przeciwko wspomnianemu saudyjskiemu lotnisku Abha, jest rakieta manewrująca Quds-1. Źródła donoszą, że Quds-1 wyposażony jest w turboodrzutowy silnik TJ100, produkowany przez czeską firmą PBS Aerospace. Według producenta jest on przeznaczony przede wszystkim do bezzałogowców. Jest to o tyle ciekawe, że po pierwsze Iran najprawomocniej wykorzystuje silniki do bezzałogowców w rakietach manewrujących (lub quasi-rakietach). Po drugie oznacza to, że posiadł zdolność ich kopiowania. Co istotne, do tej pory nie było informacji o pozyskaniu przez Teheran czeskich silników.

Najbardziej zaawansowany technicznie projekt ogłoszono w marcu 2015 roku. Wtedy świat poznał rakietę Soumar, która jest większa niż Quds-1 (średnica około 51,4 cm, podczas gdy Quds-1 ma 34 cm). Zdaniem ekspertów pocisk stanowi kopię rosyjskich rakiet manewrujących Raduga Ch-55, ale rakiety w rzeczywistości różnią się konstrukcyjnie (chociażby w zakresie położenia silnika marszowego i konstrukcji boostera – silnika startowego). Jeżeli faktycznie Soumar opiera się na Ch-55 to oznacza, że Iran dysponuje rakietą manewrującą, która może razić cele teoretycznie w promieniu 2,5 tysiąca kilometrów, choć w praktyce zapewne jest on mniejszy, jako że rosyjski/sowiecki wariant odpalany był głównie z bombowców, a irański z lądu. Co więcej, niektórzy eksperci zwracają uwagę na słabość irańskiej technologii silników turbowentylatorowych, co jeszcze bardziej może ograniczać zasięg Soumara, ale także ich faktyczną liczbę w służbie czynnej (Irańczycy zadeklarowali oficjalnie zasięg 700 kilometrów wersji podstawowej).

W lutym 2019 roku Iran zaprezentował Howejze – rakietę manewrującą o deklarowanym zasięgu ponad 1350 kilometrów. Jak ujawniono, należy ona do „rodzimy Soumar” i charakteryzuje się „wysoką precyzją i celnością”. Spekuluje się, że ten model otrzymał silnik turbowentylatorowy nieznanego pochodzenia (brak informacji o pozyskaniu technologii od państwa trzeciego), podczas gdy Soumar – przynajmniej według niektórych źródeł – wyposażono w silnik turboodrzutowy. Iran opracował już stosowną technologię. To silnik Toloue-4, który zastosowano w przeciwokrętowych rakietach manewrujących Nur oraz najprawdopodobniej w Ja Ali. Touloue-4 stanowi kopię francuskiego silnika Microturbo TRI 60, znanego między innymi z rakiet przeciwokrętowych RBS-15.

Broń jak dalece skuteczna?

Problemy z odpowiednimi silnikami to bez wątpienia wąskie gardło irańskiego programu rakiet manewrujących. Drugi, równie istotny, to systemy naprowadzania. Także i w tym aspekcie brak jest wiarygodnych informacji. W przypadku rakiet manewrujących wykorzystuje się obecnie, prócz nawigacji bezwładnościowej, aktywne samonaprowadzanie radarem (active radar homing) oraz wymagające wcześniejszego rozpoznania i zmapowania danego obszaru porównywania terenu z zapisaną w pamięci komputera matrycą (TERCOM, Terrain Contour Matching oraz DSMAC, Digitized Scene-Mapping Area Correlator). To także wykorzystanie nawigacji satelitarnej lub automatycznego rozpoznania celu (ATR, Automatic Target Recognition). Metody te zapewniają wysoką, liczoną w kilku metrach celność, ale ich pełne wykorzystanie wymagałoby nowoczesnej technologii, będącej w większości raczej poza zasięgiem irańskich sił zbrojnych. Rakiety Iranu wykorzystują nawigację bezwładnościową, która sprawdza się dobrze tylko, gdy ta połączona jest z umożliwiającą korekcję błędów nawigacją satelitarną.

Celność zostałaby zwiększona dzięki zastosowaniu mniej technologicznie zaawansowanych sposobów, jak TERCOM czy DSMAC, ale to wymaga rozpoznania danego terenu, a to – w większości przypadków – w odniesieniu do Iranu jest raczej mało prawdopodobne. Nawet i taka metoda nie dałaby Iranowi dostępu do danych wywiadowczych w czasie rzeczywistym, co byłoby niezbędne w przypadku chęci ataku na obiekty, które są w ruchu. Innym słowy, techniczne parametry rakiet, które ma Iran, pozwalają przede wszystkim na ostrzeliwanie dużych, nieruchomych obiektów, takich ja obiekty wojskowe czy infrastruktura energetyczna.

Reklama
Tweets Defence24