Reklama
Reklama

Strategiczna porażka Turcji w Syrii, „damage control” USA [OPINIA]

1 listopada 2019, 10:19
48743291746_f4c838d64e_b
Fot. Türk Silahlı Kuvvetleri

Po trzech tygodniach od inwazji tureckiej na Syrię Północno-Wschodnią (NES) coraz bardziej prawdopodobna staje się strategiczna porażka Turcji. Głównym wygranym jest niewątpliwie Rosja, która dość zręcznie wykorzystała błąd Donalda Trumpa. Pozycja Kurdów uległa znacznemu osłabieniu, ale wieszczenie końca ich projektu politycznego jest przedwczesne.

Podstawowym celem tureckiej inwazji było stworzenie strefy okupacyjnej o szerokości 32 km i długości ponad 400 km, czyli rozciągającej się wzdłuż granicy syryjsko-tureckiej od granicy z Irakiem po Eufrat. Już wcześniej Turcja opanowała tereny przygraniczne znajdujące się na zachód od Eufratu, poza niewielkim odcinkiem między turecką prowincją Hatay i syryjską Latakią (kontrolowanym przez armię syryjską). Ponadto w prowincji Idlib, choć kontrolowanej przez dżihadystów ze związaną z Al Kaidą Hayat Tahrir Asz-Szam (HTS) na czele, Turcja ustanowiła swoje punkty obserwacyjne, zachowując też wpływ na znajdujące się tam formacje zbrojne. Dodatkowo Turcja zakładała, że uda się jej dołączyć do terenów przez siebie okupowanych również dwa obszary kontrolowane przez SDF na zachód od Eufratu tj. Manbidź oraz Tel Rifaat.

W ten sposób pragnęła osiągnąć trzy cele. Po pierwsze zmusić mieszkających tam Kurdów do przeniesienia się bardziej na południe i w ten sposób oddzielić ich od terenów kurdyjskich w Turcji i Iraku. Po drugie, pozbyć się uchodźców syryjskich mieszkających w Turcji przesiedlając ich na tereny opuszczone przez Kurdów. Po trzecie, oddać te tereny pod administrację kontrolowanych przez siebie dżihadystów, zapewniając sobie ich dalszą lojalność, która coraz bardziej stawała pod znakiem zapytanie ze względu na sojusz turecko-rosyjski.

Wszystko wskazuje na to, że Turcja nie będzie w stanie zrealizować żadnego z tych celów, gdyż pod jej kontrolą znajdą się dwa stosunkowo niewielkie terytoria wokół miast Tell Abyad i Serekaniye. Zgodnie z umową turecko-rosyjską turecka strefa okupacyjna miała sięgać 32 km na odcinku Tell Abyad – Serekaniye, ale póki co nie zostało to implementowane i Turcy kontrolują tylko to, co zdobyli wcześniej. Tak niewielki obszar, choć z kurdyjskiego punktu widzenia bardzo ważny, nie pozwoli Turcji na zrealizowanie jej planów.

Natomiast przywołanie w turecko-rosyjskim porozumieniu umowy z Adany oraz ustalenia dotyczące wycofania się SDF na odległość 32 km od granicy i wprowadzenie turecko-rosyjskich patroli w pasie 10-kilometrowym nie mają dla Turcji aż tak dużego znaczenia, ale mogą pozwolić Erdoganowi zachować twarz. Przede wszystkim, wbrew tureckiej propagandzie, SDF nigdy nie stanowiło zagrożenia dla Turcji i nie jest tożsame z PKK. To powoduje zresztą, że syryjski rząd może porozumieć się z SDF lub YPG (kurdyjskim komponentem SDF), uznając, że porozumienie z Adany nie obejmuje tych formacji. Zresztą by w ogóle można było mówić o jakichkolwiek zobowiązaniach Damaszku, wynikających z porozumienia z Adany Turcja musiałaby znormalizować stosunki ze swoim południowym sąsiadem. I o to właśnie chodziło Putinowi, który wykorzystując antykurdyjską obsesję Turcji, znów wciąga Erdogana w pułapkę. Jeśli Turcja chce jakiejkolwiek kooperacji Damaszku w sprawie PKK, to musi z nim rozmawiać, oczywiście za pośrednictwem Rosji. A to wzmacnia pozycję Rosji w odniesieniu do obu stron.

Assad bowiem również potrzebuje tej mediacji, by odzyskać przynajmniej część terenów okupowanych przez Turcję lub nie stracić innych (a w rejonie Tell Tammer wciąż toczą się walki). Warto jednak jeszcze dodać, że wciąż nie wiadomo, w jakim stopniu te ustalenia rzeczywiście będą implementowane. W szczególności dotyczy to wycofania się SDF z terenów na wschód od Kamiszlo, a także turecko-rosyjskich patroli w tym terenie. Wiele bowiem wskazuje na to, że to USA będą chciały dalej kontrolować ten obszar (tzw. „Oil Region” to prawdopodobnie nie tylko północna część prowincji Deir az-Zaur, ale również region Rmeilan w prowincji Hasaka). Trump już nakazał powrót amerykańskich żołnierzy w ten rejon (co prawda mowa jest o części, ale kontyngent ten stale jest zwiększany).

Z punktu widzenia Assada rozwój sytuacji, póki co jest tylko częściowo korzystny. Wprawdzie faktycznie odzyskał on kontrolę nad częścią terenów NES, ale Rosjanie zawarli też swoje układy z Kurdami i większość terytorium NES nadal znajduje się pod administracją Syryjskiej Rady Demokratycznej (MSD), czyli administracji autonomicznej. Tu również Rosja będzie trzymała niemal wszystkie atuty w ręku, choć USA próbują wrócić do gry, a przywódca SDF gen. Mazlum Abdi dał wyraźnie do zrozumienia, że nie zamierza zatrzaskiwać sobie drzwi z tej strony. Znacząca była też wizyta jednej z kluczowych liderek syryjskich Kurdów Ilham Ahmed w Waszyngtonie, której rezultatem było przyjęcie przytłaczającą większością głosów w Izbie Reprezentantów decyzji o nałożeniu sankcji na Turcję.

Ponadto Assad ma świadomość tego, że syryjscy Kurdowie nie są separatystami i nie dążą do trwałego oddzielenia się NES od Syrii. Natomiast tereny okupowane przez Turcję bardzo ciężko będzie jej odebrać. Dlatego wszelkie postępy militarne Turcji w Syrii przeciwko SDF musiały również niepokoić Assada i w związku z tym zdecydował się on na dyslokację armii syryjskiej na granicy oraz wsparcia SDF powstrzymującego postępy tureckie w rejonie Serekaniye, bez spełnienia warunku przejęcia pełnej kontroli administracyjnej nad NES. To, w jakim zakresie w rzeczywistości będzie ona przywrócona, zależy teraz głównie od Rosji, choć częściowo (w znacznie mniejszym stopniu) również USA.

Amerykański prezydent prawdopodobnie bardzo szybko zdał sobie sprawę z tego, jak wielkim błędem była jego decyzja o otwarciu drogi dla tureckiej inwazji na Kurdów. Dlatego właśnie doszło do spotkania Pence-Erdogan, które jednak trudno uznać za sukces USA. Fakt, że z punktu widzenia interesów Kurdów ustalenia rosyjsko-tureckie były korzystniejsze, teoretycznie mógłby spowodować ostateczne zerwanie współpracy kurdyjsko-amerykańskiej. Jednak pomijając niektóre kręgi w Departamencie Stanu, skłaniające się do kontynuowania ewidentnie błędnej polityki wspierania protureckich dżihadystów, amerykańskie elity polityczne, w tym w szczególności Kongres (ale również Pentagon), bardzo krytycznie odniosły się do pozostawienia Kurdów samych w obliczu tureckiej inwazji.

Znów warto pamiętać, że Syria Północno-Wschodnia była wielokrotnie odwiedzana przez różnych amerykańskich polityków, co pozwoliło im uzyskać dostateczną wiedzę umożliwiającą odrzucenie propagandowych twierdzeń Turcji oczerniającej SDF. Ponadto od dłuższego czasu coraz częściej w amerykańskich mediach pojawiać się zaczęły głosy (w tym ze strony wpływowych analityków) sceptyczne wobec roli, jaką Turcja odgrywa w NATO. Te działania amerykańskich elit spowodowały, że SDF jednak nie zdecydował się na pełne odwrócenie się od USA, czego wyrazem było też zresztą kontynuowanie współpracy SDF i USA w operacji zabicia Abubakra al-Baghdadiego. W ramach polityki „damage control” w NES zaczęła też działać też grupa amerykańskich ex-specjalsów z Free Burma Rangers. Choć formalnie jest to organizacja niezależna, to nie ulega wątpliwości, że ma związki z kluczowymi politykami USA, w tym administracją amerykańską.

Amerykanie zdają sobie sprawę z tego, że żadne ustępstwa wobec Turcji nie poprawią relacji amerykańsko-tureckich i nie osłabią tureckiej zależności od Rosji. Wbrew pojawiającym się czasem twierdzeniom, że wycofanie się USA z Syrii i opuszczenie Kurdów spowoduje napięcia turecko-rosyjskie i skonsoliduje NATO z Turcją włącznie, jest dokładnie odwrotnie. Turcja konsumuje ustępstwa, nie oferując niczego w zamian, a ponieważ Rosja przejmuje rolę rozdającego karty w Syrii, to jest rzeczą oczywistą, że Kreml w ten sposób uzyskał jeszcze większy wpływ na Ankarę.

Innym negatywnym aspektem związanym z wycofaniem się z Syrii jest pozbawienie się kontroli nad szlakami Iran – Morze Śródziemne. Dlatego właśnie bardzo szybko USA ogłosiło (pod pretekstem walki z IS), że wycofanie nie obejmuje at-Tanf blokującego południowy szlak. Kluczowe w tym kontekście jest też to, kto będzie kontrolował autostradę M4. Aspekt ten dotyka nie tylko bezpośrednio interesów USA, ale również determinuje relacje amerykańsko-izraelskie i amerykańsko-saudyjskie. Te dwa kraje są bowiem żywotnie zainteresowane blokowaniem Iranu i jeśli będzie to zależało od Kremla, a nie od Waszyngtonu to znów geopolityczna równowaga przesunie się w kierunku Moskwy.

Analizując minione 3 tygodnie wojny kurdyjsko-tureckiej nie sposób pominąć aspektu wizerunkowo-propagandowego. Turcja bardzo się przeliczyła, mając nadzieję, że uda jej się narzucić swoją propagandową narrację. Wręcz przeciwnie, negatywna reakcja międzynarodowej opinii publicznej w Europie i USA i ujawnienie tureckich zbrodni wojennych, spowodowały całkowite zniszczenie wizerunku Turcji, co wbrew pozorom może mieć bardzo duże konsekwencje dla tego kraju, zmuszając polityków europejskich i amerykańskich do podejmowania kolejnych kroków przeciwko Ankarze.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 57
Reklama
rtv
poniedziałek, 4 listopada 2019, 09:44

Opinia jest wyczerpująca, bo płacą za wierszówkę, ale istota problemu Turcji, która wkracza do Syrii, USA, które nagle się wycofuje, zbliżeniu Rosji i Turcji przez co "niektóre eksperta pomdleli ze strachu na myśl, że Turcję wyrzucą z NATO", to tylko dobrze przygotowana wielomiesięczna ustawka odwracająca uwagę przed udanym polowaniem na wierchuszkę ISIS. Najlepszym na to dowodem jest wypowiedź Erdogana po calej akcji (tłumaczenie lekko dowolne) - Władimir, ty tego swojego niewidzialnego Su-54 w buty sobie włóż, będziesz wyższy, a ja chcę F-35.

strategiczne
poniedziałek, 4 listopada 2019, 09:42

Zastanawia dojrzałość geopolityczna elit/generalicji Kurdyjskich zwłaszcza, że jak sądzę nie jest to twór jednolity a raczej zlepek organizacji i frakcji. Po jawnej agresji Turcji i wycofaniu parasola bezpieczeństwa przez USA, Kurdowie natychmiast (zwracam na słowo NATYCHMIAST) zwrócili się do Rosji i Asada. Dlatego też uzyskali tam niezbędne wsparcie, a przy tym nie zamknęli się na współpracę polityczną i wojskową z USA. A jak działała by Polska w podobnej sytuacji? Z pewnością czekalibyśmy w napięciu na zmianę zdania sojuszników, a potem zorganizowali byśmy 'Plan Burza 19' wyniku którego wszyscy nasi żołnierze/bojownicy rzucili by się na wszystkich wrogów do okoła. W wyniku tego mielibyśmy wrogów wszędzie (nawet wśród potencjalnych sojuszników), maksymalne straty w ludziach, sprzęcie i sojuszach. Same straty poza ujmą na honorze. Wkrótce nastąpiło by całkowite uzależnienie od okupanta, bez prawa do głosu we własnej sprawie. Oj, uczyć się nam trzeba właśnie od Kurdów niezależności myślenia strategicznego, które oszczędza ludzi oraz daje nadzieję na przetrwanie w do dalszego działania.

Tolek
poniedziałek, 4 listopada 2019, 07:55

Mam pytanie na jakim polu Polska , Kraje nadbałtyckie chcą walczyć z Rosja? Rosja przetestuje w przyszłym roku potężną rakietę Szatan 2. Pocisk Szatan 2, jak nazywa go NATO (jego oficjalna nazwa to RS-28 Sarmat), jest zdolny do przenoszenia głowic termojądrowych. Rosja zamierza w 2020 roku przeprowadzić co najmniej pięć testów tego niszczycielskiego pocisku. Wdrożenie pocisku Szatan 2 stanowi część modernizacji. Pocisk ma zasięg 10 tys. kilometrów i może zniszczyć terytorium o rozmiarach ok. 700 tys. kilometrów kwadratowych.

nikktobcy
poniedziałek, 4 listopada 2019, 02:36

No Panie Witoldzie ten Panski niepoprawny optymizm, jest byc moze dobry .....Ale czy realny????? Bozia wie

Patriot
niedziela, 3 listopada 2019, 18:27

Cóż w naszym interesie jest jak najdłuższe związanie się Rosji w Syrii. I jak najszybsze zbrojenie się naszych wojsk. Dzięki temu ruchowi zyskaliśmy trochę czasy tak jak zresztą Ukraina i nadbałtyckie. Niestety jak Rosja zacznie czerpać z tego profity i nabierze siły to przyjdzie czas na nas.

Adam
niedziela, 3 listopada 2019, 10:48

Świetny artykuł. Prośba od laika: byłoby znacznym ułatwieniem gdyby na początku takiego artykułu, który omawia udział różnych ugrupowań, organizacji czy jednostek, opisując je skrótami (NES, SDF, PKK, MSD, YPG itd), umieszczać spis tychże skrótów wraz z rozwinięciem.

Konrad
środa, 6 listopada 2019, 10:30

NES - North-East Syria - czyli Syria północno-wschodnia; SDF - Syrian Democratic Forces - czyli Syryjskie siły demokratyczne - obronna formacja militarna mająca największy udział w zwalczeniu fizycznej formy Państwa Islamskiego, złożona z Kurdów, Arabów, Syryjskich Chrzaścijan, Jezydów a nawet Ormian, Turkmenów i Czeczeńców; YPG, YPJ - (skrót z j. kurdyjskiego) odpowiednio: męskie i żeńskie formacje typowo Kurdyjskie o nachyleniu czerpiące z ideologi demokratycznego konfederalizmu, stanowiące największy komponent sił SDF; PKK - (skrót z j. kurdyjskiego) Partia Pracujących Kurdystanu zepchnięta przez Ankarę do podziemia i uznawana przez Turcję za organizację terrorystyczną, tak na prawdę od ponad dwóch dekad nie stosująca już taktyki terrorystycznej a tylko walkę partyzancką o prawa Kurdów w Turcji. MSD - Syryjska Rada Demokratyczna - cywilna emanacja SDF administrująca terenami północno-wschodniej Syrii w zgodzie z zasadami demokratycznego konfederalizmu, podobnie jak SDF skupiająca w swoich ramach wszystkie mniejszości etniczne i religijne i kładąca największy wysiłek w ich pokojowe współistnienie. Mam nadzieję, że pomogłem.

Milutki
poniedziałek, 4 listopada 2019, 00:41

Po krótce, najważniejsza jest PKK czyli komuniści z Turcji próbujący ten kraj podzielić i z którymi Turcja prowadzi wojnę obronną, YPG to odnoga PKK działająca w Syrii , SDF to pijarowe określenie YPG , D w nazwie oznacza demokrację, ludziom na zachodzie demokracja dobrze się kojarzy. NES i MSD to poboczne twory YPG a więc PKK , bez znaczenia, nie ma sensu ich pamiętać.

Davien
środa, 6 listopada 2019, 15:36

Milutki, ile można powtarzać: YPG nie jest częścia PKK więc skończ w końcu zmyslać. Tak samo cała reszta twoich kłamstw jakwidze została ładnie obalona przez Konrada powyzej:)

j1
niedziela, 3 listopada 2019, 01:04

Według poprzedniej analizy miał być zdecydowany opór, długie i krwawe walki, gigantyczna czystka etniczna, setki tysięcy uchodźców i tysiące ofiar cywilnych. Nic z tych rzeczy nie nastąpiło i nie zanosi się, żeby miało nastąpić. Takie to są analizy.

Konrad
środa, 6 listopada 2019, 10:37

Przepraszam, ale jeżeli nie było krwawych ofiar, to ja jestem Matka Teresa... Proszę sprawdzić doniesienia z tamtego rejonu - ofiar jest już ponad ćwierć tysiąca, przy czym w większości są to cywile w tym ok. 20% dzieci! Nie mówiąc już o tym, że setkom ludzi zniszczono życie, poprzez wygnanie ich z ziemi na której żyli od wieków. Czy powinniśmy się martwić i bronić niewinnych ludzi gdy zginą ich tysiące??? To jakiś absurd! Wg mnie to nawet lepiej, że z kilku miejsc wycofano się bez walki do ostatniego guzika - żywy żołnierz i żywy obywatel może więcej niż martwy, a tureccy dżihadyści biorą jeńców tylko w celach propagandowych lub seksualnych.

Andrettoni
sobota, 2 listopada 2019, 20:20

Nie wiem czy mam rację, ale FR wykorzystuje od lat separatyzmy do kreowania swojej polityki. Nie jest to tak, ze rosyjskie wojska pojawiają się znikąd. Oczywiście rozdmuchują problem i wspierają później separatystów, ale maja dzięki nim podstawę operacyjną. Można powiedzieć, że podpalają już rozlaną benzynę, może nawet dziurawią beczkę, żeby benzyna wyciekła, ale beczkę z benzyną dostarcza kto inny. Problem polega na tym, ze trzeba to zalegalizować. Moim zdaniem wsparcie dla Kurdów może długofalowo przedstawić rosyjskie wsparcie dla separatyzmów jako coś pozytywnego i na fali ogólnego poparcia przedstawią lepszym świetle wcześniejsze przypadki swojego wspierania takich ruchów. Tworząc Państwo Kurdów Rosjanie mogliby "zalegalizować" inne separatyzmy - tworząc formalnie nowe państwa z myślą o ich przyszłym wcieleniu. Takie urabianie "opinii międzynarodowej". Wyobraźcie sobie też wpływ propagandowy na inne separatyzmy. Wszyscy szukaliby wsparcia Rosji jako skutecznego "tworzyciela państw z separatyzmów". Wydaje mi się, że to mógłby być wiarygodny powód postępowania FR w Syrii, bo w dobrotliwość wierzę średnio. Do tego Państwo Kurdyjskie byłoby odpowiednikiem Izraela dla USA - niezatapialnym i 100% wiernym lotniskowcem.

bobo
niedziela, 3 listopada 2019, 21:27

Kij ma dwa końce. Gdy Rosjanie zaczną dogadywać się z Amerykanami to Chińczycy mogą wesprzeć separatyzm w Rosji. W końcu mają sporo kasy i wpływów.

Gustlik
sobota, 2 listopada 2019, 14:35

Działania Trumpa to jeden nieustający chaos. Już drugi raz ogłosił wycofanie SZ z Syrii i za każdym razem USA oberwały za to po głowie. Stracili wiarygodność, wypromowali Rosjan na Bliskim wschodzie a niczego nie zyskali.

jljkljkl
poniedziałek, 4 listopada 2019, 11:45

Nie sądzę, aby Trump popełnił tam zbyt wielkie błędy. Nawet jeśli, to szybko się znich wycofał (co samo w sobie powoduje, że znaczenie błędów maleje). Natomiast zbliżenie Rosji z Turcją, i cicha akceptacja przez Rosję zaboru ziem Syryjskich wbija klin między Sadata i Rosję, nawet jeśli nikt o tym nie mówi.

January.
wtorek, 12 listopada 2019, 17:17

Gdyby nie Rosja to dawno nie było by Asada.

Milutki
sobota, 2 listopada 2019, 12:29

Turcja odniosła strategiczny sukces w Syrii, swoją determinacją przyczynili się do wycofania się USA, cierpliwość popłaciła, dalsze sukcesy też będą odnosić przy połączeniu cierpliwości z stanowczością, jeżeli nie w perspektywie miesięcy to lat. Trzy tygodnie temu o takich sukcesach nikt nie myślał. YPG to odnoga PKK przyznał to były sekretarz obrony USA Ashton Carter przed kongresem, SDF stworzone zostało przez Amerykanów aby ukryć stojące za tym komunistyczne YPG, przyznał to amerykański dowódca działań specjalnych Raymond Thomas. Samozwańcza autonomia YPG nazywa się Rojawa co oznacza zachód, a więc część czegoś większego, ma być jeszcze wschód, północ, będą one wydzielone z Turcji i Iranu, Turcja prowadzi z tym wojnę obronną, a rządania autonomii to ściema, gdy ją dostaną to z czasem będą rządać podziałów państw . Witold Repetowicz nie odnosi się do tych łatwo dostępnych informaci bo jakżeby miał zaprzeczyć prawdzie, woli ją ignorować.

mc.
niedziela, 3 listopada 2019, 10:06

Szanowny Panie Milutki - sukces, klęska... Pytanie jest inne jak długo można blokować Kurdów i zwalczać ich dążenie do niepodległości. Kurdowie nigdy nie byli Turkami, Irańczykami, czy Irakijczykami. Maja swoja tożsamość a to co obserwuję od niedawna (np. kobiety z karabinami) moim zdaniem skłania mnie do myśli że oni "Niezależność" (nie musi to być Niepodległość) wywalczą. Wg. Pana sukcesem jest to że Turcja próbuję tę niezależność "zdusić". A ja widzę to jako człowieka który siada w rozżarzonym ognisku by je zagasić. Jak ktoś chce... Czy Turcy odniosą sukces ? NIE. Dlaczego ? Bo tam działają jeszcze dwie dodatkowe siły oraz sami Kurdowie. Oczywiście mówię o USA i Rosji. Rozgrywanie Kurdów przeciwko przeciwnikowi będzie trwało do ustanowienia "Niezależności". A przeciwnikiem może być Turcja, Rosja czy USA w zależności od konfiguracji sił i determinacji (aktualnych władz) oraz układu sił. Takie gry polityczne były zawsze. Tak dla przypomnienia - Polska w rozgrywce (1938-1939) Anglia-Francja- Niemcy- Bolszewicka Rosja. My byliśmy pierwsi którzy oberwali, ale oberwali wszyscy (np. Anglia straciła Imperium, Rosja możliwość zajęcia pół Europy, itd) ale wygrali... Amerykanie. Historia uczy, że jeszcze nikogo, niczego nie nauczyła.

Milutki
poniedziałek, 4 listopada 2019, 12:54

Kurdowie zaczęli domagać się niepodległości dopiero od około 100lat a nie 2,4tys lat to taka tymczasowa moda, kosztem innych państw i narodow. Nikt nie blokowało niepodległości 2,4lat bo tego nikt się tyle czasu nie domagał.

hermanaryk
niedziela, 3 listopada 2019, 21:49

Jak długo można blokować Kurdów i zwalczać ich dążenie do niepodległości? No cóż, na razie udaje się od 2,5 tysiąca lat. A dla Turcji to sprawa gardłowa, bo de facto składa się ona z samych mniejszości (od bardzo wielu lat kolejne rządy nie podają np. składu etnicznego Turcji). Czym to grozi, chyba się domyślasz, więc nie ma co wróżyć Kurdom rychłej niepodległości.

mc.
poniedziałek, 4 listopada 2019, 13:38

Turcja ok. 82 mln ludzi w tym ok. 12-15 mln Kurdów. Mniejszość ? Tak to jest mniejszość, ale jeżeli nie chcą wojny domowej, to będą musieli się dogadać. Jeszcze nigdy Kurdowie tak jasno nie określali dążenia do swojej "niezawisłości". W ubiegłym roku w Iraku było referendum (w prowincjach gdzie mieszkają Kurdowie) - 92 % było za niepodległością. Turcja musi dać "coś" Kurdom, albo bardzo dużo straci.

Konrad
środa, 6 listopada 2019, 10:57

Przepraszam, ale czy chęć mówienia czy śpiewania w swoim języku to już jest "niezawisłość" albo separatyzm? A może prawo każdego człowieka? Zakaż tego Ślązakom, Kaszubom czy Góralom, to zobaczysz z czym walczą Kurdowie, którzy trafiają w Turcji do więzień już nie tylko za mówienie czy śpiewanie po kurdyjsku ale nawet za gwizdanie kurdyjskich melodii... Kurdowie chcieli się dogadać w 2014 porozumienia Rządu AKP z PKK "leżały na stole" a Kurdyjscy działacze tacy jak Tahrir Elci studzili zapały ambitnej młodzieży, ale Erdogan wolał wyrzucić te porozumienia do kosza a ludzie tacy jak Tahrir Elci trafiali do więzień albo byli zabijani w biały dzień przez tureckie służby bezpieczeństwa (MIT), tak jak ten wspomniany.

jw.
sobota, 2 listopada 2019, 00:39

Wszystko by im wybaczono, gdyby nie wybór Azji a nie zachodu. Erdogan wie że Chiny nie będą wnikać w sprawy wewnętrzne etc i woli ich koncept.

Arkadiusz Stawicki
piątek, 1 listopada 2019, 22:57

Bardzo chętnie przeczytałbym szeroką analizę (nawet w odcinkach) tego, co się dzieje obecnie na Bliskim Wschodzie. W skrócie (bardzo, bardzo, ale to bardzo wielkim: Turcja - przegrana w wyborach w stolicy, pogarszająca się sytuacja gospodarcza i spadające poparcie społeczne zmuszają (?) Erdogana do zwracania się w stronę Rosji, by utrzymać władzę. Także - do działań mających pokazać go jako silnego człowieka - jak akcja przeciwko Kurdom. W związku z chęcią utrzymania władzy, można przewidywać dalszy wzrost napięć Turcja-Zachód i zbliżenie do Rosji. Syria - wojna domowa jest na ukończeniu. Resztki buntowników zamknięte w prowincji Idlib nie stanowią większego zagrożenia dla reżimu Assada. Tak samo jak Kurdowie. Teoretycznie pozwala to Assadowi na większą swobodę i wzrost niezależności od Rosji, w praktyce jednak nie może sobie na to pozwolić zagrożony z jednej strony przez Turcję, z drugiej napięciami wewnątrz kraju, z trzeciej - Izraelem, z czwartej - Iranem. Pozostanie lotniskowcem Rosji. Iran - nie ma co snuć mrzonek o upadku reżimu. Niestety, nie udał im się strategiczny gambit z wybiciem sojuszniczego korytarza którym mogliby eksportować ropę, a zwłaszcza gaz przez terytorium Syrii do Europy. Natomiast - otwierają im się bardzo ciekawe perspektywy w Iraku, gdzie narastające niepokoje społeczne mogą doprowadzić do całkowitej zmiany władz i ostatecznego pozbawienia tam wpływów przez USA. Irak - jak pisałem powyżej, sytuacja grozi wręcz wybuchem wojny domowej wskutek złej sytuacji ekonomicznej głównej. Przy ogólnych antyamerykańskich nastrojach, kraj może stać się swoistym kondominium rosyjsko-irańskim. Szczególnie bowiem po tym co pokazał Trump względem Kurdów w Syrii - każdy rząd szukający sojuszników, dwa razy się zastanowi czy postawić na USA. A ani Rosja ani Iran nie będą pytać o tłumienie protestów siłą. Izrael - ograniczy się do działań defensywnych. Arabia Saudyjska - porażka (de facto) w Jemenie sprawia, że choć Saudowie nadal chcą ograniczać wpływy Iranu, ani nie mają do tego środków za bardzo (poza pieniędzmi) ani tak wielkiego animuszu jak 3 lata temu. Szczególnie, gdy atak dronów pokazał, że w kilka minut można bardzo ograniczyć ich potęgę. Rosja - wielki wygrany na Bliskim Wschodzie obecnie. Parafrazując - Już dawno nikt tak niewielkimi środkami, nie wzmocnił tam tak bardzo swojej pozycji. USA - to, jak koncertowo przegrali wpływy w tej części świata jest niesamowitym. Natomiast - postawię tezę, że bardzo duża część tych strat jest do odrobienia w razie zmiany prezydenta. Kurdowie utrzymują wciąż otwarte kanały komunikacji z USA, Iran wcale nie jest zadowolony z dominującej pozycji Rosji (która - tak samo jak ograniczać wpływy USA nie chce dopuścić irańskiej ropy i gazy na światowe rynki), Irak się chwieje, ale wcale nie musi upaść, Saudowie też chcieliby bardziej aktywnych Stanów. Pytanie jest jedno - Czy w interesie USA jest w ogóle powrót na Bliski Wschód? Gdy mają własną ropę i gaz, a głównym zagrożeniem nie jest Rosja, a Chiny?

Kiks
niedziela, 3 listopada 2019, 10:58

Tylko, że w Turcji naprawdę nienawidzą ruskich. To Erdogan z nimi klepie się. Stąd spada mu poparcie wśród mniej wykształconego społeczeństwa. A Iran nigdy im nie ufał.

mc.
niedziela, 3 listopada 2019, 10:10

Mam Pan niestety rację. Sytuację tam można przyrównać do Węzła Gordyjskiego. Czy znajdzie się Aleksander który atomowym mieczem go rozetnie ? Oby nie.

Mądrala
sobota, 2 listopada 2019, 17:52

Ciekawa analiza

Pingwin
piątek, 1 listopada 2019, 19:42

My się przepychamy z turcją, ona się od nas izoluje jednocześnie idąc w objęcia Rosji, coraz im lepiej z Iranem i Chinami. Normalnie jakby ktoś napisał scenariusz.

Wojciech
sobota, 2 listopada 2019, 14:38

Turcja już zapomniała jak po II WŚ błagała USA o ratunek przed agresywnym ZSSR, który chciał zająć cieśniny (Bosfor i Dardanele) żeby mieć bezpośrednie wyjście na Morze Śródziemne. Teraz sami się pchaja w łapy Putina, który na razie jest miły i przyjacielski a jak się wzmocni - albo Amerykanie uwikłają się na Dalekim Wschodzie - to po prosu zwasalizuje Turcję.

SOG
poniedziałek, 4 listopada 2019, 10:26

Turcja nic nie zapomniała tylko reaguje doraźnie, bo wie, że zaufanie nie istnieje. Erdogan ma pamiętać czasy po II Wojnie Światowej, a ignorować fakt, że USA wypięło się na nich po wykorzystaniu ich potencjału w Syrii? Wybiórcze traktowanie historii to chyba tylko w Polsce przechodzi.

Milutki
sobota, 2 listopada 2019, 12:32

To NATO izoluje się od Turcji i jej problemów militarnych. Turcja zestrzeliła nawet rosyjski samolot, NATO było wtedy bierne a jeszcze wspierało wrogie Turcji bojówki YPG.

Davien
niedziela, 3 listopada 2019, 12:25

Milutki,jakos NATO po zestzreleniu Su-24M poparło Turcje wiec czemu zmyslasz. A obecne kłopoty Turcja sama na siebie sprowadziła ale erdogan zobaczy to dopiero jak ponownie wpadnie na sciane.

Milutki
poniedziałek, 4 listopada 2019, 00:47

NATO poparło Turcję tylko kukłą deklaracją, nie zapewniło że w razie potrzeby jest gotowe na głębsze sankcje wobec Rosji , że przyśle swoich żołnierzy jeżeli trzeba.

antyDavien
piątek, 1 listopada 2019, 16:15

"Podstawowym celem tureckiej inwazji było stworzenie strefy okupacyjnej o szerokości 32 km i długości ponad 400 km, " --- Czy Pan Witold wziął pod uwagę konflikt z USA które w Syrii jest nielegalnie a ostatnio podało wprost, że złóż Ropy nie odstąpi nikomu. To zwykły bandytyzm państwowy. Poczekamy ok 1,5 roku a złoża wrócą do Syrii razem z ludnością kurdyjską a partia PPK zostanie uznana za organizacje przestępczą , zresztą D. Trump tak ich nazwał.

Antyanty
sobota, 2 listopada 2019, 18:01

A Rosją jest tam tak samo legalnie jak Asad jest legalnym prezydentem Syrii.

SOG
poniedziałek, 4 listopada 2019, 10:29

Oczywiście, że Asad jest nielegalnym prezydentem Syrii, bo wbrew państwom koalicji nie zgodził się na gazociąg katarski przez co został ogłoszony dyktatorem. Gdyby się zgodził to słuchalibyśmy w TV, że Syria jest przykładem najbardziej demokratycznie przeprowadzonych wyborów w historii bliskiego wschodu.

Davien
poniedziałek, 4 listopada 2019, 18:50

SOG, Asad nigdy nie został wybrany ale dostał władzę po swoim ojcu który zdobył ja w zamachu stanu wiec tak , nie jest legalnie wybranym prezydentem. I uwierz ze jakby Koalicja miała walczyc z Asadem a nie z ISIS to po Asadzie dawno by slad zaginał i zadna Rosja czy Iran by mu nie pomogły.

Danisz
sobota, 2 listopada 2019, 13:53

dla Moskwy bombardowanie cywili i szpitali w Aleppo to działanie legalne, bo wspierające usłużnego dyktatora, natomiast walczenie z IS to działanie nielegalne, bo Daesh zagrażał Zachodowi, a nie Asadowi z którym islamiści przez lata współpracowali i handlowali. Moralność Kalego kiedyś wyjdzie wam bokiem

M.M
piątek, 1 listopada 2019, 15:03

Jednym słowem, nasz sojusznik z NATO, jest państwem robiącym czystki etniczne. Dobrze, że nie przyjęliśmy Turcji do UE.

Michał
sobota, 2 listopada 2019, 16:53

> czystki etnyczne?? ale Turcja robi wszystko, aby Syryjczycy wrocą do domu i nazywasz to "czystki etniczne" ? to jest po prostu bez sensu!

Konrad
środa, 6 listopada 2019, 10:48

To dlaczego nie wyśle tych uchodźców na tereny już przez siebie kontrolowane w północno-zachodniej Syrii? Zamiast tego generuje nowe fale uchodźców brutalnie rugując ich z ich własnej ziemi. Twój argument jest "inwalidą"...

Gustlik
sobota, 2 listopada 2019, 14:40

A nie zauważyłeś że Turcja to kraj muzułmański? Nie tylko ludność jest muzułmańska ale i państwo tureckie stało się wyznaniowym. Turcja to najbliższy sojusznik ISIS.

Are
piątek, 1 listopada 2019, 14:51

Charakterystyczny dla tej analizy jest fakt braku uwzględnienia roli UE i ewentualnych interesów UE w tym rejonie. Oczywiście nie neguję wiedzy autora (b. dużej) i jego zaangażowania, tylko podkreślam fakt, że ta rola jest śladowa. Owszem, UE praktycznie wstrzymała sprzedawanie broni do Turcji (na jak długo?), ale na tyle boi się fali migracji, że specjalnie nie neguje tureckiej propagandy i nie podejmuje aktywnych działań w tym rejonie. Tylko instytucje prywatne i społeczne prowadzą swe, z konieczności dosyć skromne i ograniczone, działania pomocowe.

hjkhkjhkjhk
poniedziałek, 4 listopada 2019, 11:58

UE, niema tam interesów, interesy mają Francja, Włochy, bć może jeszcze ktoś.

Wojciech
sobota, 2 listopada 2019, 14:44

Nikogo na świecie już nie interesują interesy UE :-) UE to karzeł militarny. Podczas akcji w Libii francusko-włoskiego lotnictwa po 4 czy 5 dniach zabrakło im amunicji!!! Musieli prosić Amerykanów o wsparcie. Ten tygrys już dawno wyleniał i stracił zęby.

dim
sobota, 2 listopada 2019, 09:47

Gdy pisze Pan "UE boi się migracji" - kogo konkretnie, konkretnie ma Pan na myśli? Przecież gdyby migracja nie miała w UE swych przemożnie silnych, choć niejawnych protektorów, granicę zwyczajnie zamknięto by. Tak, jak przez tysiące poprzednich lat i także niemal do końca XX wieku był to stan normalny.

Stoltenberg
piątek, 1 listopada 2019, 12:04

Bardzo dobry artykul. Jak zawsze.

Milutki
sobota, 2 listopada 2019, 12:43

Artykuł jak zawsze stronniczy, z prognozami które się nie sprawdzają, Turcy mieli przegrać w AlBab i Afrin, wszyscy Turcję ogrywają i Turcja nic nie może zrobić. A w rzeczywistości Turcja wygrała w Afrin i AlBab , zawiera nowe sojusze z Rosją i od dotychczasowych sojuszników ugrywa to co chce, np wycofanie się Amerykanów ostatnio, układ z UE w sprawie uchodzców. Ale wielu ludzi tkwi w zaprzeczeniu faktów

Stoltenberg
poniedziałek, 4 listopada 2019, 00:36

Zawsze moze Pan podeslac swoja kontranalize :) Jesli chodzi o sytuacje militarna to nie wiem. Ale jesli chodzi o dlugotrwale efekty polityczne, to Turcja stracila duzo w oczach zachodniej opinii publicznej. Niepopularne politycznie stana sie decyzje sprzyjajace Turcji. Nie sadze zeby wiele osob sie oburzalo gdyby dzisiaj ktos zaproponowal usuniecie jej z NATO. Jak narazie interes geopolityczny jest silniejszy, ale takie rzeczy moga koniec koncow nadejsc. A z Rosja Turcja sie nigdy nie dogada na dluzsza mete. Te kraje maja historycznie sprzeczne interesy.

Milutki
poniedziałek, 4 listopada 2019, 15:11

Turcja realizuje swoje witalne interesy państwowe obrony granic, jeżeli te działania rażą zachodnią opinię publiczną to znaczy że ta pozytywna opinia nie jest do niczego potrzebna , tak samo NATO ma pomóc swoim państwom członkowskim chronić granic, to jest sens jej istnienia, jezeli NATO nie spełnia tego zadania to jest niepotrzebne i Turcja nic nie straciła na złych relacjach z NATO.

Davien
poniedziałek, 4 listopada 2019, 18:55

Milutki NATO jest paktem obronnym, a to Turcja własnei dokonała agresji wiec NATO jej nie pomoże A co do straty to juz stracili F-35, CAATSA weszło z automatu choc Trump desperacko to jeszcze blokuje, Kongres USA nazwał w końcu ludobójstwo Ormian po imieniu. Turca traci wszystko od stosunków miedzynarodowych po uznanie na arenie miedzynarodowej i nic nie będzie miała w zamian.

Milutki
środa, 6 listopada 2019, 13:16

Turcja prowadzi wojnę obronną z organizacją która chce podzielić Turcję . F-35 było metoda nacisku na Turcję i sposobem uzależnienia, Turcja kupując S400 pokazała że nie podda się naciskowi. Jeżeli sympatia międzynarodowa ma polegać na rezygnacji z obrony swoich granic to Turcja ma obowiązek narazić się tej opinii. Amerykanie muszą uznać jeszcze że to Ormianie byli agresorami na Turcję , nie uznajac tego pokazują tylko zwykłym Turkom że nie ma co liczyć na sympatię miedzynarodową

Kiks
niedziela, 3 listopada 2019, 22:58

Przestań bzdury pisać. Wystarczy ukrócić ruch tu z UE i Turcja kwiczy.

BUBA
piątek, 1 listopada 2019, 11:52

Widac jakim Trump jest strategiem.Czy nalezy mu ufac.

iloiljklk
poniedziałek, 4 listopada 2019, 12:01

Trump, nie jest strategiem wojskowym i politycznym, tylko biznesowym. Na tym polega jego rola by podnieść USA z problemów gospodarczych, jeśli mu się to uda, wzrośnie też jego pozycja polityczna i wpjskowa.

Wojciech
sobota, 2 listopada 2019, 14:51

Trump cały wysiłek militarny chce skierować przeciwko Chinom. Wojna w Syrii praktycznie nic Ameryce nie daje poza wpływami w rejonie a to w tej chwili sprawa trzeciorzędna. Najważniejsza jest sprawa z Chinami a to nie przelewki. Chiny już teraz są 2x silniejsze niż cała koalicja Niemcy - Włochy - Japonia kiedykolwiek była a jeszcze jest sprawa Rosji, która nie wiadomo jaki kurs przyjmie. Jak dla mnie to Trump już dawno powinien był zablokować morski transport z i do Chin. Każdy rok zwłoki i zabawy w Syrię czy Afganistan to kilka % mniejsze szanse na zwycięstwo w rozgrywce kto zostanie globalnym mocarstwem. Dla Polski w perspektywie kilku dziwnych ustaw amerykańskich najlepszym by było gdybyśmy wyszli spod amerykańskiej kurateli i nawiązali ścisłą współpracę z Chinami.

...
sobota, 2 listopada 2019, 13:38

Trump jest pod naciskiem opini pubicznej ktora w USa czesto uwaza "Dosc tych bezesnwych wojen na pustyni" - jest to opznina sojcilgiczna reakcja na 10 letnie wojny Busha w Iraki, Afganstanie, Syrii, Libi itp itd. I czesciwo opinia pubiczna ma racje. Choc stratedzy w pentagonie patrza bardziej taktycznie. Czyli co moga zyskac a co straci Rosja. Trump ma jednak jakas wizje wieksza, skad komfikty miedzy politykami w USa.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama