Reklama

Przyszłość Turcji w NATO po zakupie S-400

21 października 2019, 13:00
S-400 Triumf
Fot. mil.ru.
  • Zakup nowoczesnego rosyjskiego uzbrojenia przez Turcję to duży problem dla jej partnerów z NATO. Obecność S-400 w tureckiej armii może zagrażać bezpieczeństwu całego Sojuszu. Turcja osłabia militarne możliwości odstraszania Rosji przez NATO. Teraz można oczekiwać ograniczenia współpracy militarnej z Turkami.
  • Strona turecka dąży do przedstawienia kryzysu wokół zakupu S-400 jako problemu w dwustronnych relacjach z USA, który nie powinien wpływać na pozycję Ankary w NATO. Jednocześnie widać w Brukseli dążenie do łagodzenia problemu i niechęć do zaostrzania relacji z Ankarą.
  • Zakup S-400 przez Turcję zmusza jednak do postawienia pytania o sojusz Ankary z NATO i intencje Turków. Zerwania sojuszu jednak nie będzie, gdyż jego utrzymanie opłaca się obu stronom. Tak więc pozyskanie rosyjskich systemów i wywołany tym faktem poważny kryzys, głównie na linii Ankara-Waszyngton, nie jest preludium do zakończenia członkostwa Turcji w NATO.
  • Na kryzysie wokół S-400 najwięcej zyskuje Rosja, ale tylko taktycznie. Zresztą Moskwa wie, że trwały sojusz z Ankarą nie jest realny, więc gra krótkoterminowo na osłabienie NATO. Rosja nie jest dla Turcji alternatywą ani w wymiarze militarnym, ani handlowym, ani tym bardziej technologicznym. Kraje mają sprzeczne interesy w Syrii i na Kaukazie. W Moskwie jest też silne antytureckie lobby. Dlatego Turcja – jeśli chce utrzymać ważną pozycję mocarstwa regionalnego – skazana jest na współpracę z Zachodem, nie Rosją

Ankara sfinalizowała umowę z Rosją: latem 2019 roku pierwsze elementy rosyjskich systemów rakietowych S-400 trafiły do Turcji. Prezydent Recep Tayyip Erdogan nie uległ presji USA. Determinacja Ankary w sprawie zakupu S-400 zaognia relacje Turcji z USA, ale też może wpływać na stosunki z innymi członkami NATO.

Sojusznicy Turcji z NATO wskazują, że rosyjski system S-400 w tureckiej armii może sprawić, że „niewidzialne” amerykańskie myśliwce F-35, w których produkcji Turcja uczestniczy i które chce kupić, mogą stać się widzialne dla Rosjan. Istnieje zagrożenie, że radary zainstalowane w S-400 mogą nauczyć się dostrzegać i śledzić F-35. Wystarczy, że Rosja zachowa przynajmniej częściową kontrolę nad dostarczonymi Turcji zestawami. Formalnie sojusznicy Turcji protestują przeciwko zakupowi sprzętu niekompatybilnego z systemami sojuszniczymi. Zakup S-400 może ograniczyć skłonność innych państw sojuszniczych do udziału w ćwiczeniach NATO na terenie Turcji przy wykorzystaniu najnowszego sprzętu, jeśli będą się obawiać by określone tajemnice nie wpadły w ręce Rosjan.

Turcja zapewnia, że nie chce wpinać S-400 do systemu NATO. Problem w tym, że to nie rozwiewa obaw, iż informacje o zdolności S-400 do wykrywania F-35 trafią do Rosji. Jeszcze w maju 2019 roku minister obrony Turcji Hulusi Akar zwrócił uwagę, że już wcześniej inni członkowie NATO pozyskali rosyjskie systemy rakietowej obrony przeciwlotniczej. Oczywiście chodzi tu o Grecję, która od 2007 roku posiada S-300. A to nie jedyny system rosyjski na uzbrojeniu Aten.

Kupując S-400 Turcja automatycznie znalazła się pod działaniem sankcji z pakietu CAATSA, zabraniającego wojskowym partnerom USA zakupu broni rosyjskiej. Kilku członków amerykańskiego Kongresu wezwało do anulowania dostaw F-35 dla Ankary i nałożenia sankcji na tureckich urzędników zaangażowanych w porozumienie z Rosją. Wykluczenie Turków z programu F-35 jest przesądzone. Ale sam Trump zdecyduje o tym, czy sankcje wobec Ankary wejdą w życie. A ten bynajmniej nie śpieszy się z nakładaniem sankcji na Turcję w związku z zakupem rosyjskiego systemu obrony przeciwlotniczej, choć zobowiązuje go do tego ustawa uchwalona przez Kongres w 2017 r.

Należy przy tym pamiętać, że sprawa S-400 to wcale nie początek kryzysu na linii Ankara-Waszyngton. To kolejny etap kryzysu, wynikający w dużej mierze z wcześniejszych tarć. Tak naprawdę bowiem od 2003 roku rząd Erdogana nie pomaga USA na Bliskim Wschodzie. Wręcz przeciwnie. Najpierw Ankara nie zgodziła się na wykorzystanie jej terytorium do inwazji na Irak, teraz ściera się z USA w kwestii Kurdów syryjskich i prowadzi konfrontacyjną politykę wobec Izraela, Egiptu czy Arabii Saudyjskiej. Do tego dochodzi współpraca z Rosją i Iranem (format astański) i wspieranie pewnych islamistycznych organizacji (choćby w Syrii). Innym źródłem animozji turecko-amerykańskich jest polityka wewnętrzna Erdogana oraz żądanie Ankary wydania przebywającego w USA Fethullaha Gülena. Wszystko to wynika z przyjętej jeszcze w 2002 roku i realizowanej przez partię Erdogana AKP strategii przebudowy państwa. Turcja coraz mniej jest komealistyczna, a coraz więcej w niej akcentów islamistycznych. Przestaje być forpocztą Zachodu na Bliskim Wschodzie, a staje się samodzielnym regionalnym mocarstwem.

image
Rosyjskie lotnictwo dostarcza elementy systemu S-400 do bazy Murted / Fot. msb.gov.tr

Nie należy więc bagatelizować – jako czynnika współdecydującego o zakupie S-400 – spięć Turcji z USA i związanych z polityką Erdogana antyamerykańskich nastrojów w społeczeństwie tureckim. Przy gospodarczych problemach kraju turecki prezydent tym uważniej musi wsłuchiwać się w głos ludu. A tymczasem niedawne badania opinii publicznej przeprowadzone przez stambulski Uniwersytet Kadrir Has pokazują, że za zagrożenie dla Turcji uznaje USA aż 81 proc., zaś Rosję tylko 44 proc. Mniej niż 5 proc. badanych powiedziało, że USA, Wielka Brytania czy Francja to przyjaciele Turcji. Nic dziwnego, że 44 proc. respondentów stwierdziło, że Turcja powinna zakupić system S-400 mimo zastrzeżeń NATO i zapowiedzi nałożenia sankcji przez USA. Tylko 25 proc. było przeciwnego zdania. Tak negatywnego stosunku do Zachodu i NATO Turcy nie mieli od początku swego związku z Sojuszem.

Turcja w NATO

Tradycyjna wrogość do Rosji czyniła z Turcji po drugiej wojnie światowej idealnego sojusznika USA. Turcja była pierwszym, po USA, krajem, który odpowiedział na wezwanie ONZ do pomocy wojskowej Korei Południowej zaatakowanej przez komunistyczną Północ. W październiku 1950 roku pierwsza turecka brygada wylądowała na Półwyspie Koreańskim. Łącznie Ankara wysłała na koreańską wojnę cztery brygady (ponad 20 000 żołnierzy). Turcja robiła wtedy wszystko, aby znaleźć się w NATO. Stało się to ostatecznie faktem 18 lutego 1952 roku. Turcja była jednym z najwierniejszych i najsilniejszych sojuszników USA i NATO, zabezpieczając strategicznie ważną południowo-wschodnią flankę. Gdyby zimna wojna przeszła w fazę gorącą, liczna turecka armia skutecznie związałaby Sowietów na Bałkanach i na Kaukazie. W zamian za sojusz i blokowanie ZSRS od południa, Amerykanie dali Turkom nuklearne gwarancje. Z drugą pod względem wielkości armią NATO i bliskimi relacjami z USA Ankara blokowała w dużym stopniu wyjście ZSRS na Bliski Wschód.

Należy pamiętać, że już raz w przeszłości doszło do poważnego kryzysu w relacjach Turcji z sojusznikami z NATO. Chodzi o 1974 rok i turecką inwazję na Cypr. „Turecki odwrót” z NATO zapoczątkowało jednak dopiero dojście do władzy islamistycznego rządu Erdogana w listopadzie 2002. Kolejny poważny kryzys wystąpił po inwazji Cypru w 2003 r. Ponadto świeżo upieczony premier Erdogan zadbał, żeby parlament turecki nie dał USA zgody na wykorzystanie terytorium Turcji do inwazji na Irak. We wrześniu 2010 roku w tureckiej przestrzeni powietrznej doszło do wspólnych turecko-chińskich ćwiczeń lotniczych. To był pierwszy w historii przypadek, gdy armia członka NATO przeprowadziła wspólne ćwiczenia z Chinami. Jeszcze w 2004 roku członkostwo Turcji w NATO popierało 53 proc. Turków. Siedem lat później już tylko 37 proc. W 2012 roku Turcja przystąpiła, jako partner dialogu, do Szanghajskiej Organizacji Współpracy zrzeszającej Rosję, Chiny, Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan i Uzbekistan. Obecnie Pekin i Moskwa są gotowe rozmawiać o pełnoprawnym udziale Turcji w SzOW.

Powodem kryzysu na linii Ankara-sojusznicy z NATO nie jest nawet autorytarny styl rządów Erdogana i islamizacja państwa. Punktem zwrotnym był konflikt syryjski. Turcy mieli pretensje do sojuszników z NATO, że zostawiają Ankarę samą w obliczu rosnącego zagrożenia z tego kierunku. I Erdogan nie miał tu wcale na myśli Asada czy dżihadystów, ale Kurdów. Tymczasem USA wspierały walczące z Państwem Islamskim oddziały kurdyjskiej milicji YPG. Swoje zrobiła też chwiejna polityka Baracka Obamy wobec syryjskiego reżimu. W czasie, gdy Ankara – jeszcze – jednoznacznie opowiadała się za obaleniem Asada, Obama – mimo wcześniejszych zapowiedzi – nie użył siły (w dużym stopniu przekonany przez Rosjan) aby ukarać reżim w Damaszku za użycie broni chemicznej.

W 2016 roku, po rozbiciu próby wojskowego puczu w Turcji, ówczesny sekretarz stanu USA John Kerry potępił turecki rząd za brutalne represje wobec politycznych przeciwników i ostrzegł, że stawia to pod znakiem zapytania członkostwo Ankary w NATO. Relacje między Ankarą a kwaterą główną w Brukseli popsuło „polowanie na czarownice” po próbie puczu w Turcji, gdy dla Erdogana najbardziej podejrzaną kategorią oficerów armii byli ci służący w strukturach NATO. Ofiarami czystek padli przede wszystkim oficerowie dysponujący wieloletnimi kontaktami z partnerami z armii sojuszniczych, co poważnie nadwyrężyło zarówno zaufanie do armii tureckiej, jak i kanały nieformalnej komunikacji.

Decydujące było otwarte wejście do syryjskiego konfliktu Rosji. Początkowo wywołało to potężny kryzys w relacjach Ankary z Moskwą – szczególnie po zestrzeleniu rosyjskiego samolotu przez Turków. Moskwa odpowiedziała zwiększeniem zaangażowania militarnego w regionie oraz wojną handlową z Turkami. Ankara była wtedy gorącym zwolennikiem eliminacji Asada. Minęło nieco ponad pół roku i nastąpił gwałtowny zwrot w relacjach turecko-rosyjskich. Bardzo szybko stojące niemal na krawędzi wojny państwa zaczęły blisko współpracować. Z punktu widzenia Ankary chodzi o gospodarkę (rosyjski rynek zbytu, turyści, budowa elektrowni atomowej, gaz z Rosji) i przede wszystkim Syrię. Erdogan postawił w tej kwestii na bliską współpracę z Moskwą i Teheranem (tzw. format astański), tym bardziej, że nie miał za bardzo innego wyjścia, jeśli chodzi o możliwość doboru partnerów na syryjskim teatrze wojennym. Z Izraelem relacje są fatalne, a z USA stawały się coraz gorsze (sprawa Gulena) – tym bardziej, że Amerykanie mocno wspierają Kurdów, którzy okazali się skutecznym sojusznikiem w wojnie z IS w Syrii. Na dodatek Ankara zacieśniła w Zatoce współpracę z Katarem, co oznacza pogorszenie relacji z Arabią Saudyjską i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi.

Turcja od dawna chciała zakupić systemy rakietowej obrony przeciwlotniczej. Kilka lat temu blisko było transakcji z Chinami, ale naciski sojuszników zachodnich spowodowały, że ten kontrakt nie wypalił. Na fali coraz bliższej współpracy z Putinem, Erdogan postanowił więc kupić rosyjskie S-400. Rosja i Turcja porozumiały się ws. dostaw tych systemów za 2,5 mld dolarów jeszcze pod koniec 2017 roku. Od tamtej pory Waszyngton usiłował odwieść Turków od tego zakupu – bezskutecznie (pod koniec 2018 r. USA zaproponowały Ankarze systemy Patriot, ale za 3,5 mld dolarów). Trump ma wiele racji, winiąc za obecną sytuację poprzednią administrację. To Barack Obama i ówczesny Kongres blokowały sprzedaż Patriotów Turcji. To, jak i rosnące poczucie izolacji w świecie zachodnim Turcji, wykorzystała Rosja. Moskwa sprytnie podsyciła, a w pewnym sensie sama współtworzyła konflikt pomiędzy Turcją, a USA i NATO.

Bliżej Moskwy

Proporcjonalnie do pogarszania się stosunków z USA, Ankara poprawia relacje z Rosją. Sytuacja w Syrii, będąca długo jednym z głównych punktów spornych, stała się od 2016 roku elementem zbliżenia. Po kryzysie z jesieni 2015 roku (Turcy zestrzelili rosyjski Su-24 niedaleko granicy syryjsko-tureckiej), już po pół roku doszło do gruntownego zwrotu. Ankara stała się partnerem Moskwy w Syrii, ale też podpisała umowy zacieśniające współpracę gospodarczą, a wreszcie zakupiła S-400. Erdogan wykorzystuje zbliżenie z Putinem jako kartę przetargową wobec Waszyngtonu. Dla Kremla jest to natomiast świetna okazja do osłabienia NATO. Przed Putinem otworzyły się możliwości osłabienia głównego przeciwnika, o jakich jeszcze kilka lat temu mógł tylko marzyć.

Sprzedając S-400 Turcji Rosja nie tylko zarabia 2,5 mld dolarów, ale też może zadać poważny cios NATO. Długofalowym celem Kremla jest ograniczenie roli Turcji w strukturach militarnych NATO i zwiększenie współpracy wojskowej Ankary z Moskwą. Moskwa ucieszyłaby się, gdyby rozgniewana sankcjami amerykańskimi Turcja zerwała współpracę z NATO analogicznie, jak zrobiła to Francja Charlesa de Gaulle’a w 1966 roku. I zamknęła bazy USA. Celem Putina nie jest jednak wcale całkowite opuszczenie Sojuszu przez Turcję. Lepiej, jeśli Turcy formalnie pozostaną w Sojuszu, odgrywając de facto rolę „konia trojańskiego” Rosji w NATO. Ograniczenie roli Turcji w NATO, nie wspominając o jej ewentualnym wyjściu z Sojuszu, to nie tylko cios w ten militarny blok, ale też uderzenie w amerykański system sojuszy i zależności na Bliskim Wschodzie, którego krytycznym elementem wciąż jednak jest Ankara.

image
Prezydenci Rosji i Turcji na targach zbrojeniowych MAKS-2019 pod Moskwą (sierpień 2019) / Fot.: kremlin.ru

Rosja nie jest jednak alternatywą dla Turcji. Ankara nie postrzega Kremla jako godnego zaufania sprzymierzeńca. Erdogan używa Rosji jako karty przetargowej w relacjach z Zachodem. Władimir Putin też zdaje sobie sprawę, że trwała współpraca Rosji z Turcją nie jest realna, więc wykorzystuje obecne warunki do jak największego osłabienia NATO. Geopolityka skazuje Rosję i Turcję na rywalizację, a nie sojusz. Nie należy zapominać, że aż do upadku Cesarstwa Rosyjskiego, Turcy prowadzili z Rosjanami 17 znaczących wojen, w większości przez Turcję przegranych.

Zresztą również wejście Turcji do NATO w XX w. dyktowane było obawami przed ekspansją Moskwy. „Rosja nie może zastąpić Ameryki czy NATO, ponieważ Turcji i Rosji nie łączą strategiczne interesy” – uważa były ambasador Selim Kuneralp. „Nie zgadzają się w kwestii o krytycznym znaczeniu dla Turcji, jak Cypr, czy też w wielu kwestiach dotyczących Bałkanów, Kaukazu czy Syrii” – dodaje. Były dyplomata wskazuje, że ostatnie 300 lat upłynęło pod znakiem wrogości między Turcją a Rosją. Nawet teraz granic Armenii przed Turcją chronią rosyjskie siły. Putina i Erdogana łączy tylko niechęć (wrogość?) do USA i Europy.

Czwartego kwietnia 2019 roku wiceprezydent USA Mike Pence, przemawiając w Waszyngtonie z okazji 70. rocznicy powstania NATO, użył stanowczych słów: „Turcja musi dokonać wyboru. Czy chce pozostać kluczowym partnerem w najskuteczniejszym sojuszu militarnym w historii, czy chce ryzykować bezpieczeństwo tego partnerstwa podejmując takie lekkomyślne decyzje, które podważają nasz sojusz?”. Determinacja Ankary w realizacji kontraktu na S-400 spowodowała bowiem, że nie tylko USA, ale też coraz więcej innych członków NATO stawia pod znakiem pytania sens członkostwa Turcji w Sojuszu. Pytanie, czy wyrzucenie Turcji z NATO ma sens i czy przyniesie korzyści stronom sporu?

Zwolennicy usunięcia Turcji z NATO wskazują, że współpraca Ankary z Rosją jest sprzeczna z podstawowymi zasadami Sojuszu i czyni z tego kraju nie sojusznika, a przeciwnika. Takich głosów nie brakuje w kręgach amerykańskich neokonserwatystów. Ale po drugiej stronie też są środowiska, które z zadowoleniem przyjęłyby wyjście Turcji z NATO, szczególnie te ultranacjonalistyczne. Oni z kolei twierdzą, że członkostwo w Sojuszu Ankarze się nie opłaca, bo i tak Turcy nie otrzymują od sojuszników wystarczającego wsparcia przeciwko swym śmiertelnym wrogom. Tureccy krytycy NATO wskazują np. że USA i Francja wspierają kurdyjską formację zbrojną YPG w północnej Syrii.

Ankara uważa ją za organizację terrorystyczną powiązaną z PKK. Wśród zwolenników takiego stanowiska jest nieoficjalny koalicyjny partner Erdogana, Devlet Bahceli, szef skrajnie prawicowej Partii Ruchu Narodowego. To on w czerwcu 2019 publicznie oświadczył, że przyszedł czas na dyskusję na temat członkostwa Turcji w NATO. Zareagował w ten sposób na list szefa Pentagonu Patricka Shanahana do ministra obrony Turcji Hulusiego Akara, w którym Amerykanin grozi konsekwencjami zakupu S-400. Bahceli powiedział, że Turcja musi natychmiast zacząć dyskusję na temat jej międzynarodowych związków, zaczynając od NATO. 

Jednakże 12 lipca 2019, gdy pierwsze dostawy S-400 dotarły do Turcji, minister obrony Hulusi Akar telefonicznie rozmawiał z p.o. szefa Pentagonu, Markiem Esperem. Po tej rozmowie turecki resort obrony wydał komunikat, w którym podkreślał, że zachodnia orientacja strategiczna Turcji nie uległa zmianie, z zastrzeżeniem, że pogorszenie stosunków nie będzie służyć ani interesom Turcji, ani USA, ani NATO. Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan powiedział 6 maja 2019 roku, że decyzja tureckiego rządu o zakupie rosyjskiego systemu obrony przeciwrakietowej S-400 nie oznacza, że Ankara poszukuje alternatyw w stosunkach międzynarodowych. O swojej lojalności wobec NATO Erdogan zapewnił w Ankarze podczas spotkania z sekretarzem generalnym Sojuszu Jensem Stoltenbergiem.

Erdogan powiedział również, że liczy na wsparcie ze strony NATO w tureckich planach przeprowadzenia odwiertów w poszukiwaniu węglowodorów na wodach wyłącznej strefy ekonomicznej Cypru. Wykluczanie Turcji z NATO nie ma politycznego ani militarnego sensu. Szczególnie, że nie jest powiedziane, jak długo władzę utrzyma Erdogan i jak długo będzie prowadzony obecny kurs polityczny Ankary. Sojusz powinien wykazać się cierpliwością. Turcji również nie opłaca się zrywania z NATO. Jeśli nie Sojusz, to jaki sprzymierzeniec? Rosja? Chiny?

Rachunek zysków i strat

Sojusz przynosi korzyści dla bezpieczeństwa obu stron. Choć taktycznie mamy do czynienia ze zbliżeniem Turcji z Rosją, to strategicznie Ankara wie, że właśnie członkostwo w NATO jest dla niej ważne jako element negocjacyjny. Turcja poza NATO będzie mniej bezpieczna, także wobec Rosji. Członkostwo w Sojuszu zabezpiecza też Turcję przed regionalnymi rywalami. Żaden z nich nie porwie się na wojnę z członkiem NATO, sprzymierzeńcem USA. Co innego Turcja poza blokiem militarnym. Państwo Erdogana nie jest na tyle samodzielne w sferze bezpieczeństwa i silne militarnie (technologicznie) by pozwolić sobie na strategiczną samodzielność.

Obecność w Sojuszu zapewnia się też dobre relacje z innymi państwami NATO – chodzi przede wszystkim o Grecję. Biorąc pod uwagę wieloletni spór Ankary z Atenami, Turcy muszą brać pod uwagę, że gdyby w przyszłości doszło do jakiegoś zbrojnego konfliktu z Grecją, to właśnie Ateny miałyby wsparcie NATO, a nie pozostająca poza blokiem Turcja. Ankara nie może też pozwolić sobie na utratę atomowego parasola NATO, biorąc pod uwagę fakt, że jeden sąsiad (Rosja) posiada broń jądrową, a drugi (Iran) może ją w przyszłości uzyskać.

Przez ponad sześć dekad NATO mocno zainwestowało w sojusz z Turkami, w rozbudowę militarnej infrastruktury. Jednym z kluczowych argumentów za utrzymywaniem jak najlepszych relacji z Turcją przez pozostałe państwa NATO są leżące w Turcji bazy, z Incirlik (150 km od granicy Syrii) na czele. To ważny obiekt dla działań amerykańskiego lotnictwa nad Syrią. Z kolei baza Kürecik odgrywa ważną rolę w ochronie Europy i USA przed atakiem rakietowym ze strony Iranu. Wyłączenie radarów w Kürecik poważnie osłabiłoby tarczę antyrakietową.

Emerytowany generał Ali Er w wywiadzie dla „Cumhuriyet” mówił o systemie radarowym w Kurecik jako ważnym elemencie natowskiej tarczy antyrakietowej (Ballistic missile defence – BMD). Gdyby NATO wycofało się z Kurecik, Ankara nie miałaby wyboru – musiałaby szukać innego systemu radarowego zabezpieczającego przez rakietami z Iranu, bo sama nie jest w stanie takiego wyprodukować. Jeśli Turcja znajdzie się poza NATO, Sojusz straci już jakiekolwiek możliwości wpływu na sytuację w strategicznych cieśninach łączących Morze Czarne z Morzem Śródziemnym. Z perspektywy NATO wyjście Turcji z sojuszu to na pewno jego osłabienie. A potencjalne zbliżenie Ankary z Moskwą na Morzu Czarnym i Morzu Śródziemnym to już byłby naprawdę wielki problem. Jako kraj muzułmański Turcja niejako automatycznie daje NATO legitymację do realizowania misji w świecie islamu, choćby w Afganistanie czy Libii. Turcy są też w misji pokojowej w muzułmańskim Kosowie.

image
Turecka marynarka wojenna jest ważnym elementem sił morskich NATO we wschodniej części Morza Śródziemnego. / Fot. msb.gov.pl

Ale również Turcji nie zależy na opuszczeniu NATO. W kluczowej dla Ankary kwestii Kurdów Turcy znaleźli się po przeciwnej stronie niż Amerykanie, ale to nie zmienia faktu, że geopolitycznie Turcja i Rosja były, są i będą rywalami. A nowym punktem zwrotnym w relacjach tych państw znów może być rozwój wydarzeń w Syrii (kwestia rebelianckiej enklawy w Idlib). Ze strony rządu tureckiego nie ma w ogóle tematu wychodzenia z NATO. Sama Bruksela stara się łagodzić konflikt. Podczas wizyty w Ankarze 6 maja 2019 Jens Stoltenberg dziękował Turcji za wkład w misje NATO w Afganistanie i Kosowie. Nie wydaje się, by w stolicach państw NATO ktoś w ogóle myślał poważnie o wyrzucaniu Turcji z Sojuszu. To bardzo ważny członek NATO, z powodów zarówno historycznych, jak i geopolitycznych. Jak stwierdził na jednej z konferencji Stoltenberg, „Turcja, jako członek NATO, to dużo więcej niż S-400”. W Traktacie Północnoatlantyckim nie ma zresztą słowa na temat usuwania jakiegoś państwa członkowskiego z szeregów NATO, nie jest to w żaden sposób zapisane. To członek Sojuszu może sam wystąpić z jego szeregów, jeśli tak zdecyduje. Mówiąc krótko, właściwie nikt nie wie, w jaki sposób NATO mogłoby wyrzucić Turcję.

Ale jeśli nawet Ankara nie zostanie wydalona z NATO czy też zdecyduje, że jednak zostaje w Sojuszu, to nie oznacza, że nie są możliwe pewne kroki wobec niej poważnie ograniczające faktyczny zakres jej członkostwa, izolujące je w ramach organizacji. Turcja może być wykluczona z kluczowych programów Sojuszu. Na razie jednak Erdogan chce mieć S-400, wiedząc, że Zachód nie pójdzie na eskalację w relacjach. Erdogan doskonale wie, że wykluczenie Turcji z NATO jest nierealne. Zachodnie operacje militarne na Bliskim Wschodzie w dużym stopniu zależą od tureckiego zaangażowania. Ankara będzie więc próbowała lawirować między Moskwą, a Waszyngtonem i Brukselą, aby umocnić swoją pozycję i zrealizować cele. To będzie trudne zadanie, po zakupie rosyjskiej broni, by obie strony znalazły kompromis, ale niewątpliwie będą go szukać. Wykluczanie z NATO położonego strategicznie kraju z tak dużą armią nie opłaca się Sojuszowi, ale też nie chce tego sama Turcja, która znalazłaby się osamotniona między Rosją, a Iranem i Syrią. Dziś taktycznymi sojusznikami, ale kto wie, jak będzie jutro? Zakup S-400 i związane z tym pogorszenie relacji Turcji z USA i osłabienie pozycji Ankary w NATO mogą skończyć się nie wzmocnieniem pozycji tureckiej i większą samodzielnością w sferze bezpieczeństwa, ale tym, że Ankara będzie uzależniona nie tylko od NATO, ale i od Rosji

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 63
Reklama
gnago
czwartek, 24 października 2019, 15:16

podsumowując artykuł w Turcji panuje doktryna: Najpierw Turcja, potem NATO i interesy innych państw (jeśli zgodne z tureckimi.. ) I dobrze na tym wychodzą. Przed wojną to Polska udzieliła licencji na samolot bojowy i wybudowała fabrykę. Dziś możemy się łasić o pełny dostęp do oprogramowania F-16 i części ( bo ponoć maja)i to naszym politykom sugeruję. Podniosłoby zapewne stopień gotowości jaszczembi do tych 80-90 procent My utraciliśmy dzięki decydentom zdolności do produkcji broni pancernej oni ją uzyskali i produkują i modernizują posiadany sprzęt -patrz M60

Davien
niedziela, 27 października 2019, 00:08

Gnago, Turcja produkowała jedynie starsze wersje F-16 nie F-16C bl52+ a obecnie tak maja te czesci ze na gwałt szukają wszedzie by je kupić:). Panie gnago, czołg M60 Sabra to modernizacja izraelska amerykańskiego czołgu M-60. Aha, M-60 jest gorszy nawet od naszych T-72M1 wiec jak widac znowu całkowiecie nie masz racji:)

dim
czwartek, 24 października 2019, 08:36

Sprawdzam stronę informacyjną o obronności: Minionej doby nastąpiło 70 tureckich wtargnięć do Grecji, dokonanych przez 21 samolotów, zanotowano 5 wirtualnych dog-fights (regularna walka, bez odpalenia rakiety w stadium końcowym). Zwykle chodzi o wielokrotne przeloty nad greckimi wyspami. Które Turcy uważają już za swoje wyspy, cytuję "pod nielegalną grecką okupacją". Jakkolwiek to brzmi - Turcji pozostającej w NATO znacznie łatwiej przyjdzie atakowanie Grecji, także regularna inwazja, niż Turcji poza NATO.

Niuniu
środa, 23 października 2019, 14:30

Davien - czy i kiedy Turcja spłaci Rosji kredyt który dostała na zakup S400 to ciekawe pytanie. Ukraina jakoś nie spłaca 3 mld euro kredytu który dostała przed majdanem od Rosji. To samo wiele innych państw. Rosja właśnie umorzyła 27 mld dolarów kredytów które kiedyś udzieliła głównie afrykańskim i azjatyckim krajom na zakup rosyjskiej broni. A co do zamach na Erdogana to nigdy żaden polityk USA lub Ue publicznie nie powiedział, że to Erdogan go zorganizował. A o udział w puczu amertkanów publicznie wielokronie oskarżali różni politycy tureccy z viceprezydentem Turcji na czele. Również arabskie media poświęciły temu wiele miejsca. Pomyśl logicznie. USA ma najlepsze i największe agencje wywiadowcze na świecie. Wydają na wywiad dziesiątki miliardów dolarów rocznie. Podsłuchują cały świat. Do tego mają swoje bazy i broń atomową na terenie Turcji. Do tego pilnują tego cotam się dzieje ze względu na zagrożenie terorystyczne. I co - mimo posiadania takich możliwości nie wykryli wcześniej przygotowań do zamachu który był przygotowywany przez co najmniej kilkuset wojskowych z różnych rodzajów sił zbrojnych Turcji? No nie żartuj sobie. Na 100% wiedzieli o tym na długo wcześniej.I to bez względu czy zamach był inspirowany przez same władze Turcji czy nie. I mając taką wiedzę nic z tym nie zrobili (amerykanie)? Czyli albo cały ich potencjał wywiadowczy jest do kitu albo sami stali za zamachem albo co na jedno wychodzi sympatyzowali z zamachowcami i nie chcieli im przeszkadzać. Każda z tych wersji to Ich kompromitacja i każda z nich tłumaczy późniejszą zmianę frontu przez Erdogana. A ostrzeżenie rosyjskie o zamachu zostało oficjalnie później potwierdzone zarówno prze samych Rosjan jak i przez Erdogana.

Davien
czwartek, 24 października 2019, 14:03

Niuniu, jakbys nie zauwazył to obecnie Rosja wisi ukraine( a konkretnie Gazprom) ponad 3 mld usd i tyo po odjeciu długów ukrainy:) Po drugie co do zamachu na Erdogana to naprawde moze w Rosji wierza ze ponad 100 tys osób uczestniczyło w tym "zamachu" ale nie w Europie:) A oskarżenia Turcji maja taka wartość jak rosyjskei filmiki z Donbasu, które nagle okazywały sie filmami z Syrii czyli żadna:) Ile mam ci tłumaczyc że nei było żadnego zamachu. Erdogan to sfingował by móc rozprawic sie z wojskiem i opozycją i USA doskonale o tym wiedzą, dlatego własnei te histeryczne wypowiedzi tureckie nie sa nic warte. Panie Niuniu Rosja tez mówiłą ze bedzie za każda cene bronić syrii a jak poleciału Tomahawki to nagle okazało sie ze "ich tam niet" wiec ....

Vdv
środa, 23 października 2019, 10:54

Turcja jest sporym klopotem dla nato jak usa .z jednej strony wyjscie bylo by dla sojuszu problemem a z drugiej jest wielu czlonkow ktorzy by bardzo chcieli opuszczenia nato przez turcje. Wszystko by zalezalo co do dalszej wizjii. A juz tak bardziej historycznie to na obecna chwile wladze turcji maja gdzies co dzialo sie 300 lat temu miedzy nimi a rosja, bardziej boli ich ze unia odmowila akcesji. Tak na dobra sprawe rowniez nie chcial bym aby byli czlonkami ue. Natomiast problem z nato to jest bardziej problem z usa na obecns chwile. W sumie najwiekszym problemem nato jes trump i jego powiazania z putinem, a co za tym idzie wysoka elastycznosc trumpa wobec putina. Ciekawym jest jeszcze watek o przekroczeniu samolotu izraelskiego granicy tureckiej i naglych problemach radarow pokladowych samolotow przechwytujacych. Powinno to rac naszym decydentom troche do myslenia. Jednak u nas rowniez jest sporo decydentow wykazujacych spora elastycznosc wobec rzadan obcych wywiadow.

Davien
czwartek, 24 października 2019, 14:05

Panie vdv, tn watek z izraelski samolotem jest tak samo prawdopodobnyjak Su-24M zakłócający Cooka systemem którego nie jest w stanei uzywac;)) Czyli wcale, no chyba że Turcja udostepniła Izraelowi swoje kody IFF:)

WesołoMi
wtorek, 22 października 2019, 20:31

Wyjście Turcji z NATO to dla NATO katastrofa na miarę przegranej wojny w Wietnamie (przez USA) jeśli nie większa. Straty wymierne, natychmiastowe i nie do powetowania. Nawet jeśli Turcja nie sprzymierzyła by się z Rosją lub Iranem. Na szczęście Turcji też zależy na członkowstwie w NATO i współpracy handlowej z krajami NATO. Może nie do końca z powodw wyłuszczonych w tekście. Erdogan nawet w obecnej sytuacji makiawelicznie wezwał NATO do udzielenia Turcji bezpośredniej pomocy w myśl sławetnego paragrafu 5. twierdzi, że to Turcja od lat jest ofiarą zbrojnej agresji Kurdów i NATO jest zobowiązane bronić jej przed tą agresją. Zakup S 400 to poza kolejną klęską wizerunkową USA jako supermocarstwa nie jest ważny. dużo wazniejsze są aspiracje Ankary do samodzielności w prowadzeniu polityki regionalnej i rozwoju ekonomicznego. W kocu tych kilkanaście rosyjskich wyrzutni rakietowych nie ma ani strategicznego ani ekonomicznego znaczenia (turcy kupili ten sprzęt za rosyjski kredyt). Dużo istotniejsze jest to, że Turcja nie popiera anty rosyjskich i anty Irańskich sankcji, że prowadzi własną politykę w rejonie już nie tylko bliskiego wschodu ale również w basenie morza Śródziemnego (Libia, Cypr). Istotne są również wieloletnie kontrakty gospodarcze na dziesiątki mld dolarów z Rosją i Chinami. Turecki Potok to pryszcz wobec elektrowni atomowej którą wybudują Turkom Rosjanie. Elektrowni za prawie 20mld dpl. która będzie własnością Rosji przez 30 lat. stanie i perspektywach stosunków Turcji z Rosją dowiemy się wszystkiego po poznaniu efektów dzisiejszych rozmów Erdogana z Putinem. Obecna sytuacja jest wyjątkowo ekstremalna i trudna dla obu stron. Osiągnięcie jakiegoś kompromisu wymagać będzie dużo dobrej woli i pragmatyzmu. Ale już sam fakt, że Erdogan tak błyskawicznie zjawił się na "audiencji" w Rosji świadczy, że mu ta Rosja jest potrzebna. reakcje UE, NATO i USA na to co tam się dzieję to ewidentnie z jednej strony brak koncepcji co z tym zrobić i jednocześnie panika po tym co wyprawiają amerykanie. Mimo wszystko wyjście Turcji z NATO nadal jest mało prawdopodobne.

Niuniu
wtorek, 22 października 2019, 18:39

Sedno artykułu skupia się na cytacie: „Rosja nie może zastąpić Ameryki czy NATO, ponieważ Turcji i Rosji nie łączą strategiczne interesy” – uważa były ambasador Selim Kuneralp. „Nie zgadzają się w kwestii o krytycznym znaczeniu dla Turcji, jak Cypr, czy też w wielu kwestiach dotyczących Bałkanów, Kaukazu czy Syrii”. A NATO i USA zgadzają się w tych kwestiach z Turcją? UE właśnie wprowadza sankcję przeciw Ankarze za wiercenia przy brzegach Cypru i za agresję na Kurdów. USA to samo a przy tym wręcz oświadczają, że możliwe jest podjęcie działań militarnych przeciwko Turcji. To dopiero jest kurjozum!!! A w czym konkretnie tak bardzo różnią się Turcja z Rosją? Gdzie jest ten potencjalny konflikt? To co robiła Carska Rosja to nie jest wykładnia dla bieżącej polityki światowej. Rys historyczny poza Polską nie ma realnego znaczenia w stosunkach międzynarodowych. Osobiście uważam, że prawdziwą podstawą odchodzenia Turcji od NATO i ogólnie zachodu jest stwierdzenie braku perspektyw wejścia tego kraju do Unii Europejskiej. To legło u podstaw generalnej zmiany politycznej Turcji. A przypieczętował tą zmianę nieudany zamach na Erdogana którego organizację lub przynajmniej inspirację nieoficjalnie Turcy przypisują USA i strukturą NATO. Zamach nie powiódł się wyłącznie z powodu ostrzeżenia jakie otrzymał o nim Erdogan od Moskwy - na dwie godziny przed desantem zbuntowanych sił specjalnych na hotel w którym przebywał. Oczywiście próby rozgrywania Kurdów w relacjach z Turcją dodatkowo eskalują turecką alienacje. Nie można również zapominać o ostrej rywalizacji regionalnej między Turcją a innymi krajami regionu będącymi w bliskim sojuszu z USA i NATO. Przecież np. walki w Libii to tak na prawdę walki Turcji z Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Celem Erdogana jest odbudowa geopolitycznej pozycji Turcji na bliskim wschodzie. Pozycji silnego ekonomicznie i militarnie w pełni autonomicznego "mini" mocarstwa. I temu celowi służy m.in. zacieśnianie współpracy z Rosją. I USA niestety nie jest w stanie przebici rosyjskiej oferty dla Ankary. Mogła by to zrobić Unia Europejska ale wymagało by to ponownego nakreślenia bliskiej perspektywy członkowstwa Turcji w UE.

hym108
wtorek, 22 października 2019, 15:12

Kilka rzeczy. 1. zamach stanu jaki byl w turcji i jesli prawda jest ze usa stala za zamachwcami i ze dzien wczsniej Rosyjski wywiad ostrzegal o moziwosci Erdogana to by oslabialo powaznie sojusz. 2. ponoc kiedys izraelski samolot przekroczy granice Turecka i gdy Turecki F16 chcial go przechwycic i namierzyc jego radar nie byl w stanie tego zrobic. Zidentyfikowal jako swoja maszyne. Turcy wiec na wszeki wypadek chca miec bron z Rosji by nie byc kampletnie bez zbronnymi. 3. Dotychczasowa polityka Turcji odnosnie lawirowania miedzy zakupami w Usa, chinach Rosji prznosi jednak efkaty np obnizenia ceny. A polityka inwestycii we wlasny przemysl zbrojny takze. w kazdym razie artykol ciekawy ale czy turcja napewno woli byc w NATO gdzie np ktos chce obalic ich prezdenta i nie ma jak uzwac broni w pewnych stracjach?

Davien
środa, 23 października 2019, 10:51

Hym, punkt pierwszy to Erdogan stał za zamachem, punkt drugi to bajki bo to by znaczyło że Turcja udostepniła Izraelowi sowje kody IFF, punkt trzeci: jak na razie Turcja jedynie traci na tym lawirowaniu i to grube miliardy a to dopiero poczatek wiec jak zwykle zmysasz na całego.

dim
czwartek, 24 października 2019, 08:38

- Erdogan stał za zamachem na samego siebie ? W Grecji takiej info nie ma. Jest przyjęte, że został ostrzeżony przez Rosjan.

antyDavien
wtorek, 22 października 2019, 13:03

Celem aktualizacji, Ankara wystąpiła do Rosji o zakup dodatkowych zestawów S400 ...

Davien
środa, 23 października 2019, 00:14

A za co je Turcja kupi jak nawet na te baterie Rosja musiała jej udzielac kredytu??

bania Davien
czwartek, 24 października 2019, 22:56

Nie płacz, Rosję stać na kredyty dla Turcji.

Kol
wtorek, 22 października 2019, 11:46

NATO ma problem i nie wie jak to rozwiązać. Polityka Erdogana jest godna pochwały bo realizuje ona swoje cele, które spowodują dominację w całej Azji mniejszej.

Davien
środa, 23 października 2019, 00:15

jedyne co spowoduja to to że Turcja stanie się pariasem w NATO i Azji z czego na pewno Grecja sie ucieszy:) Bo jak na razie to Turcja leci w dół po równi pochyłej i jedynie nabiera rozpedu.

bania Davien
czwartek, 24 października 2019, 22:58

Ale taki lament na fakty nie ma wpływu.

Bartek 1
wtorek, 22 października 2019, 03:34

Bardzo dobry artykuł. Zabrakło jednak wniosków końcowych. A są one takie, że aktualnie korzyści z uczestnictwa Turcji w NATO są dla niej samej realne, a dla samego NATO potencjalne. Czyli że Turcja już teraz korzysta z NATO a my ewentualnie skorzystamy w razie W. Czy to na prawdę się opłaca?

Andrettoni
poniedziałek, 21 października 2019, 23:35

To nie S-400 stanowi problem tylko polityka Turcji. Stany Zjednoczone muszą zdać sobie sprawę, że po prostu przestały być jedynym hegemonem i muszą prowadzić negocjacje nie na zasadzie nasza strona jest jedyna i jak nie zrobisz tego co chcemy dostaniesz pałką (ewentualnie sankcjami). Teraz Stany Zjednoczone muszą proponować lepszą ofertę niż konkurencja oraz uwzględniać dążenia innych krajów. Przykładowo dla Polski jest to inicjatywa Międzymorza, a to oznacza potrzebę inwestycji. Obecna spolegliwość nie będzie trwać wiecznie i np. konferencję o Iranie mogli zorganizować w sposób, który by nas wizerunkowo nie ośmieszał. Czy list do P. Erdogana nie mógł być przez P. Trumpa sformułowany mniej obraźliwymi słowami? Czy opuszczając Kurdów nie mogli po prostu przeprosić i wyjaśnić? Straty polityczne trzeba minimalizować, a zyski maksymalizować, a tu widzę po prostu bałagan i arogancję.

Davien
wtorek, 22 października 2019, 17:54

Panie Andrettoni wyrzucenie Turcji z programu JSF poparły wszystkie inne państwa biorace w nim udział co do jednego . I to nie USa ale Turcja jest jedynym winnym kłopotów w jakei się wpakowała

Andrettoni
środa, 23 października 2019, 11:14

Jak mam w domu nieproszonego gościa to mogę go grzecznie wyprosić lub wyprosić go bardzo niegrzecznie. Jak wyproszę go grzecznie to w przyszłości łatwiej będzie rozmawiać. To tylko o to chodzi. Oczywiście jak żona cie zdradza to możesz się z nią pokłócić, rozwieść, przebaczyć jej a w skrajnym wypadku nawet ja zamordować. Możesz też tak o nią dbać by cię nie zdradzała. Stany Zjednoczone nie dbały o swoja żonę, a po zdradzie zaczęły w nią rzucać talerzami. Moim zdaniem w takiej sytuacji rzucanie talerzami jest infantylne co najmniej. Trzeba tylko zdecydować czy się rozstać czy przebaczyć. Bez względu na końcowy wynik można to zrobić grzecznie, by później móc spotkać się czasem z okazji świąt.

Johny
poniedziałek, 21 października 2019, 22:57

Artykuł pisany pod obowiązującą linię, wielkiej miłości do naszego wielkiego brata. retoryczne pytanie - jak Turcja miała np. 100 sekretów , obecnie bliska geograficznie Federacja ma ich 70 lub 80, nie licząc tego co uzyskała że względu Na dobrą pracę ich wywiadu.

Dajaman
poniedziałek, 21 października 2019, 20:57

Amerykanie powinni swój arsenal nuklearny wycofać z Turcji

Black24
poniedziałek, 21 października 2019, 18:52

cała winę za zaistniałą sytuację ponosi usa i ich proizraelska polityka. Co do zakupu przez Turcję broni z FR to jakoś nie przeszkadzają usa systemy S300 na Słowacji, Bułgarii i Grecji…

Davien
wtorek, 22 października 2019, 00:07

Black, a któres z tych państw ma w planach zakup np F-35?? Któres z nich kupiło S-300 w ciagu ostatniego roku, i czy któres zachwuje się jak szaleniec w kontaktach z innymi co odstawia własnei erdogan. Aha cała wine za ta sytuację ponosi wyłacznie Turcja.

dim
poniedziałek, 21 października 2019, 21:51

@Black24. Kolega pisze rzeczy bez związku z Turcją. Turcja ma apetyty terytorialn, także wobec kilku innych państw NATO i jeszcze także wobec szelfów dwóch z nich. Gdzie w tym wina USA i Izraela ??? A S-300 nie mają nic do rzeczy, gdyż prawdopodobnie to nie jest taki radar, który mógłby coś samodzielnie, w kwestii stealth.

gnago
czwartek, 24 października 2019, 15:21

2 lata aby przekierować automatycznie dane z P12 na monitory baterii S300 przy dobrych programistach jeszcze mniej

Davien
niedziela, 27 października 2019, 00:11

Gnago i malownicze samozniszczenia pocisków 48N6 kiedy zostaną odpalone bez namierzenia celu prez radar naprowadzania zestawu:)) Ty w ogóle znasz sie cokolwiek na S-300??

Macorr
poniedziałek, 21 października 2019, 17:43

Jasne, ale plan ewentualnosciowy mamy? Bo powinien być w NATO. Analiza zakłada racjonalności Erdogana, a z tym bym polemizował

dim
poniedziałek, 21 października 2019, 21:58

Właśnie pan prezydent-sułtan działa jak najbardziej racjonalnie i przewidywalnie. Nawet zapowiada swe roszczenia na lata wcześniej, dokładnie jak czynił to Adolf H. Skąd wynika, że jeśli przyzwoli mu się otrzymać siłą co chce w Syrii, następny będzie szelf cypryjski, a potem grecki, Chyba że oba równocześnie, gdyż Grecy występują po stronie Cypru - Cypr jest to metoda by rozdzielić, zbytnio rozciągnąć ich siły. Niemniej Turcja zgłasza pretensje terytorialne wobec wszystkich sąsiadów, bez wyjątków.

Macorr
wtorek, 22 października 2019, 13:45

Drogi Dimitrisie, przewidywalnie i owszem, bo realizuje to co zapowiada. Ja pisałem o racjonalności, a co jest racjonalnego w skłócaniu się z sąsiadami, realizowaniu polityki która jest w sprzeczności z normami życia międzynarodowego? To chyba jakaś inna południowa racjonalność, obca cywilizacji zachodu. Poza tym podskakiwanie silniejszym, tupanie nóżką, jest zawsze mało racjonalne, niezależnie jaką mentalność reprezentujemy....

dim
środa, 23 października 2019, 00:58

Turcja planuje znacznie powiekszyć swe terytorium. Najpierw o cudze szelfy morskie, potem także o lądy i ludność, wszystkich sąsiadów. Ewentualnie ludność mogliby wymordować/przegonić. A nie da się ogłaszać pretensji terytorialnych do sąsiadów i jednocześnie realizować "normy współżycia międzynarodowego" czy dobrosąsiedztwo. Racjonalni są i konsekwentni.

dim
poniedziałek, 21 października 2019, 17:38

Autorzy piszą: Należy pamiętać, że już raz w przeszłości doszło do poważnego kryzysu w relacjach Turcji z sojusznikami z NATO. Chodzi o 1974 rok i turecką inwazję na Cypr. --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- To jest nieprawda. Amerykanom były znane zawczasu ówczesne szczegółowe plany tureckiego desantu zarówno na Cypr jak i - podobnego i w tym samym okresie - na wyspy greckie. I to ponieważ konsultowali je z nimi Turcy (przynajmniej przekazali je tam). Wiemy o tym z działalności greckiego szpiega w konsulacie USA w Izmirze. A dodatkowym potwierdzeniem jest wyrok sądu USA skazujący tego człowieka. Grecja uważana była wtedy za jednego z najbliższych sojuszników USA. I takie są kulisy zawieszenia wtedy przez Grecję członkostwa w NATO. Co piszę, jako ostrzeżenie dla Polski, że bliski sojusznik nie musi być zarazem wiernym przyjacielem. Co widać teraz i w sprawie Kurdów.

Bartek 1
wtorek, 22 października 2019, 03:23

Oczywiście niechcący zapomniałeś dodać, że inwazja Turcji na Cypr była w dużej mierze sprowokowana przez dyktaturę czarnych pułkowników. Jak się ma silniejszego sąsiada za wroga, to trzeba bardziej finezyjnie prowadzić politykę zagraniczną

dim
wtorek, 22 października 2019, 23:29

Oczywiście nie, Bartku. Gdyż w trakcie owej dyktatury i zamachu stanu nastąpiła jedynie niewielka i usprawiedliwiona prawnie interwencja turecka, wiążąca się z zajęciem bodaj 3% powierzchni wyspy. Gdy właściwa inwazja to było już po upadku zamachu stanu, przywróceniu legalnych władz na Cyprze i nawet także upadku junty pułkowników w Grecji. Czyli zwyczajna agresja, plus czystka etniczna, plus masowe zbrodnie wojenne plus kolonizacja. Obecnie większość turecko-języcznej ludności to koloniści, zupełnie innej kultury. Gdy młodzi Turko-Cypryjczycy masowo poopuszczali ojczyznę.

Davien
środa, 23 października 2019, 10:57

Dim, akurat co do inwazji to nastapiła w lipcu 1974r a dyktatura upadła troche pózniej Sama inwazja była spowodowana siłowa proba usuniecia rzadu Cypru przez Ateny co się niestety im udało. Zamach miał miejsce 15 lipca, Turcja dokonała inwazji 5 dni pózniej, a upadek rzadu czarnych półkowników miał miejsce 24 lipca kiedy Konstandinos Karamanis przejał rządy.

dim
środa, 23 października 2019, 21:54

Wiki, ale angielska: ...In July 1974, Turkish forces invaded and captured 3% of the island before a ceasefire was declared. The Greek military junta collapsed and was replaced by a democratic government. In August 1974 another Turkish invasion resulted in the capture of approximately 37% of the island...

Davien
czwartek, 24 października 2019, 14:23

Dim, obie cześci inwazji na Cypr były połaczone, zaczeło sie w lipcu 1974r a druga faza nastapiła w trakcie rozmów pokojowych po odrzuceniu przez Turków prosby o zwłokę ze strony rzadu Cypru. A zamach stanu przeciwko Makariosowi udał sie bo był zmuszony do emigracji do UK, a prezydentem Cypru był wtedy Cleridos. ONZ tez nigdy nei uznała okupacji Cypru przez Turcje a co do tych doswiadczeń to dim, może jakis dowód przedstawisz.

dim
czwartek, 24 października 2019, 23:45

- jeszcze sprawdzam: Makarios cały czas, czyli co najmniej od 23 lipca (rezygnacja puczystów) pozostawał jedynym legalnym prezydentem. Glafkos Kleridis (Kliridis) był jedynie p.o. prezydenta, a nie prezydentem. W sytuacji gdy Amerykanie (a nie Cypryjczycy) długo zgłaszali veto dla powrotu Makariosa. Mówi się, że to z obawy o zbliżenie Cypru z ZSRR.

Davien
niedziela, 27 października 2019, 00:16

Panie dim, Makarios został obalony 15 lipca 1974r i ledwo uniknał smierci uciekając do UK, Nowym prezydentem został Nikos Sampson a po nim własnei Clerides. Makarios został ponwnie prezydentem 7 grudnia 1974 roku i pełnił ta funkcje do smierci w 1977r. Clerides był p.o. prezydenta po ustapieni Sampsona

dim
środa, 23 października 2019, 18:49

Davien SPRAWDŹ ! Choćby w Wiki: ... Zamach stanu, rozpoczęty 15 lipca, zakończył się niepowodzeniem 22 lipca 1974. Nie powstrzymało to trwania rozpoczętej 20 lipca inwazji, z kulminacją w dniach 14-16 sierpnia, gdy to zajęto 37% powierzchni wyspy[9]. Niezwłocznie prowadzono czystki etniczne, następnie rozległą akcję kolonizacyjną, głęboko zmieniającą strukturę demograficzną wyspy[10]. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx - faktycznie były to dwie zupełnie różne inwazje, przedzielone okresem zupełnego spokoju. 14-16 sierpnia to była "Attylla 2" - ponowne desanty. Sprawdź w jakimś porządnym źródle, gdyż w Polsce panowała wtedy zmowa milczenia. I tak zostało. Pamiętaj, były to czasy informacji sterowanej /zatwierdzanej. Lub zakazywanej. Chodziło o to, że trwała KBWE, Turcja groziła zerwaniem wszystkich uzgodnień, jeśli ktokolwiek pokaże na Cypr... W Polsce "tak już zostało". Były dwie, dwie, dwie inwazje: mała, legalna i duża, poza wszelkimi prawami gwaranta i połączona z masą zbrodni na jeńcach i cywilach. W szczególności 1800 jeńców "sprzedano" do doświadczeń z bronią biologiczną (grecki wywiad wie gdzie są pochowani, na terenie Turcji...), ale trzeba miliczeć. Z uwagi na zamieszane państwo trzecie, narodowość tej firmy. Wszystko układy. Jeśli przy takich układach napadnięto by, lub zostanie napadnięta Polska, świat też będzie mówić jedynie o "konflikcie, niemożności porozumienia między... ".

jk
poniedziałek, 21 października 2019, 16:17

Widać wyraźnie że do antagonizacji Turcji i USA doprowadziła ideologiczna pseudointelektualna polityka lewaka Obamy który dostał nagrodę nobla przez uznanie jego "słuszności ideologicznej" przez neomarksistowskie elity.

dim
środa, 23 października 2019, 01:01

Turcja stopniowo i niemal niezmiennie realizuje swe plany już od lat 50-tych XX wieku. A prezydent Obama nie ma tu nic do rzeczy, chyba że jako zupełny epizod.

jk
środa, 23 października 2019, 19:32

Mimo wybranego przez Turcję kierunku relacje między USA i Turcją mogłyby wyglądać zupełnie innaczej (USA to nie UE) i właśnie polityka Obamy wyrządziła spore szkody w tej kwestii. Trump może tylko się dostosowywać do sytuacji na bliskim wschodzie ukształtowanej polityką Obamy.

dim
czwartek, 24 października 2019, 08:09

Że Turcja mogła zmierzać w stronę kolejnych podbojów, a Erdogan na dożywotniego sułtana, ale bez Rosji ? - Nic innego USA przez wiele poprzednich dziesięcioleci nie robiły. Ale dla napadanych narodów i tych kolejnych, też zagrożonych napaścią - co za różnica ? Ta tylko, że jeszcze mocniej, za wszystko winiono by USA.

jk
piątek, 25 października 2019, 02:41

Turcja niekoniecznie zmierza w stronę jakichś "podbojów", raczej utrzymania "stanu posiadania" czy np. pozbycia się problemu migrantów, a rządy Erdogana niekoniecznie muszą być dużym problemem dla USA bo koncentrują się na suwerennej polityce, cokolwiek by to miało znaczyć. Przykład Syrii pokazuje, że możliwości ingerencji Turcja ma w rzeczywistości ograniczone, choćby przez Rosję, a USA nie musiałoby być obwiniane tak jak obecnie wskutek sytuacji w którą wpędziła USA polityka Obamy.

czwartek, 24 października 2019, 08:02

Najpierw w Iraku rozmyślnie dopuścili do całkowitej destrukcji systemu państwa - pamiętasz ten rabunek muzeów ? I prezydenta Busha mamroczącego do kamer, że Irakijczycy są tak bardzo free, że są też free for looting (wolni więc wolno im także rabować) ? W czego efekcie ludzie dawnych służb utworzyli państwo islamskie, destabilizując wiele krajów, nie jeden. A USA jeszcze im w tym pomogły, kolejno rozbijając struktury kilku kolejnych państw. I okazało się, że dalej nie będąc w stanie niczego kontrolować. Teraz boję się, czy mały Kazio z młotkiem nie przyjdzie i na Bałkany.

Davien
czwartek, 24 października 2019, 14:27

Taak jasne:) Ale jak widac zapomniałęs kto wspierał BAAS, a nie było to USA:) W Iraku panie ichtamniet jakos to nie USA rabowało te muzea, ale miejscowi wiec rozumiem ze siły zbrojne USA a nei miejscowa policja nowego rzadu Iraku miała się tym zajmować?? Aha USA nie rozbiły struktur żadnego innego państwa wiec nie kłam.

dim
czwartek, 24 października 2019, 23:03

Daruj sobie już tę obronę USA w kwestii rabunku muzeów. Wszycy pamiętamy, jak to było. Amerykanie palcem nie kiewnęli, Bush Junior wręcz podkreślał, że "Irakijczycy mają takie prawo". Wszystko co widzimy o Amerykanach, woła: ostrożnie, ostrożnie, ostrożnie ! Źle być ich wrogiem, ale i nie do końca bezpiecznie być ich sojusznikiem. Bardziej liczyć na siebie i rozbudowywać siły własne.

Davien
niedziela, 27 października 2019, 00:19

Dim po pierwsze nie usprawiedliwiam Amerykanów, ale Irak miał juz wtedy własny rząd który powinien tez tego pilnowac. merykanie mieli na głowie troch.e powazniejsze problemy z bojówkami i terrorystami w tym czasie

klawiaturski
poniedziałek, 21 października 2019, 16:14

Piękne zaklinanie rzeczywistości.

Marek
poniedziałek, 21 października 2019, 22:05

Tylko, że Turcy teraz chcą posiadać także własne nuki. A na taki numer ani NATO, ani nawet ich obecny kolega, który opyla im S-400 nie pójdzie.

Davien
wtorek, 22 października 2019, 00:09

Marek, Rosja zapewne pierwsza by pogoniła Turków za takie plany. Co ja co ale Putin az tak głupi nie jest by pozwolic Erdoganowi bawic się bronia jadrową

dim
wtorek, 22 października 2019, 23:42

@Davien. I to oczywiście Marsjanie, nie żadni Rosjanie, budują w Turcji reaktory jądrowe, niezbędne do pozyskania surowca, do produkcji broni jądrowej.

gnago
czwartek, 24 października 2019, 15:27

Rozkmiń różnicę miezy reaktorem energetycznym a powielającym . A i oblicz czas potrzebny na uzyskanie z zużytych wkładów energetycznych ilości odpowiednich izotopów uranu czy plutonu do zbudowani tylko jednej bombki. W energetycznej wersji reaktorów to byłoby za prawnika Erdogana i to bliżej emerytury tegoż

Davien
czwartek, 24 października 2019, 14:28

Dim, jak wierzysz w to ze Rosja da Turcji reaktory zdolne do produkcji plutonu to....

dim
czwartek, 24 października 2019, 23:11

Wiara to w religiach. Natomiast grecki wywiad już kilka lat temu informował ostrożnie, że dzięki Rosji w Turcji już niedługo zaistnieje taka możliwość. I to było jeszcze przed hecą z S-400. Nie jestem fizykiem, nie wiem czy "plutonu", ale widzę że i Erdogan zaczyna coś potwierdzać.

Turecki
poniedziałek, 21 października 2019, 15:51

Od czasów Murada 4 Turcja marzy o Bagdadzie To taki DREAM Antyperskość turecka jest silniejsza niz anty rosyjskosc

Nnkt
poniedziałek, 21 października 2019, 17:15

Szczególnie że Bagdad to Irak, as nie Persja.

NB
poniedziałek, 21 października 2019, 21:35

Owszem, ale obecny rzad w Bagdadzie jest pod duzym wplywem Persow. A tureckie bazy sa juz defacto na terytorium Iraku, w gorach autonomii kurdyjskiej...

Axel
poniedziałek, 21 października 2019, 15:31

myślę jednak, że tak się namiesza w regionie i Turcja obierze kierunek , że wyjdzie z NATO w ciągu 10-15 lat

dim
czwartek, 24 października 2019, 08:20

Turcja kieruje się tylko na coraz większą Turcję. NATO to dla niej narzędzie. Przydatność Turcji we wspólnej obronie - zerowa. Liczy się jako rynek zbytu broni. Dla USA jest tak jeszcze sprzed upadku ZSRR - wspomnij niemożność transportu przez Turcję najlepszej amerykańskiej brygady pancernej do Iraku. W aspektach greckich i cypryjskich jest tak od lat 50-tych. W aspekatach kurdyjskich - od zawsze. Kiedyś Turcja przynajmniej blokowała ZSRR, dziś Turcja z NATO tylko sama korzysta. A teraz nie chcą już ani NATO Turcji, ani Turcja NATO, ale nikt nie chce też większej destabilizacji, niż jest.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama