Napastnik czy ofiara, czyli Iran jako zakładnik relatywizmu [ANALIZA]

14 lutego 2019, 11:24
2047e487-0f59-4914-9477-11dd1411f5be
Miejsce wczorajszego zamachu. Fot. PressTV

Jednym z tematów obrad warszawskiej konferencji bliskowschodniej w czwartek jest terroryzm i jego finansowanie. Uczestnicy zapewne skoncentrują się w tym zakresie na oskarżaniu Iranu. Tymczasem to właśnie Iran został zaatakowany przez terrorystów w pierwszy dzień obrad. 

„One man's terrorist is another man's freedom fighter” (pol. Dla jednego terrorysta, dla innego bojownik o wolność). To znane powiedzenie, podkreślające relatywizm podejścia różnych państw do terroryzmu, jest dziś szczególnie aktualne. Nikt raczej nie ma wątpliwości, że terrorystami, a nie bojownikami o wolność, są Państwo Islamskie czy też Al Kaida. Problem jednak zaczyna się wówczas, gdy al-kaido-podobne organizacje sunnickie prowadzą terrorystyczną aktywność przeciwko takim państwo, jak Iran czy Syria. Chodzi o organizacje odwołujące się do tej samej radykalnej, sunnickiej ideologii, której źródeł trzeba szukać w jednym z krajów obradujących w czwartek w Warszawie - Arabii Saudyjskiej.

Nie da się walczyć z terroryzmem relatywizując go i inaczej reagując gdy Partia Pracujących Kurdystanu dokona zamachu na posterunek policji tureckiej, a inaczej gdy zaatakowany zostanie autobus wiozący irańskich gwardzistów rewolucyjnych. Iran jest celem ataków organizacji, których szeregów nie zasilają „bojownicy o wolność”, lecz terroryści. Szyici nazywają ich „takfiri”, co jest związane z tym, że ci sunniccy radykałowie uznają szyitów za niemuzułmanów, odstępców od wiary, „kafirów”.

Środowy zamach dokonany został przez grupę nazywającą się Dżaish ul-Adl w prowincji Sistan-Beludżystan. To najbardziej niespokojna część Iranu, gdzie irańska władza ma problem z panowaniem nad sytuacją bezpieczeństwa. Zamieszkujący tę prowincję Beludżowie są, w przeciwieństwie do większości Irańczyków, sunnitami. To stwarza możliwości wykorzystywania ich przez regionalnych rywali Iranu. Największą organizacją działającą na tym terenie był salaficki Dżundallah, którego apogeum aktywności przypadło na lata 2003-2011. W 2006 roku niedaleko miejscowości Tasuki w zamachu zorganizowanym przez tę organizację zginęło 21 cywilów, rok później w zamachu w Zahedanie straciło życie 18 mieszkańców tego miasta, w 2009 r. w tym samym mieście zginęło 25 osób.

To tylko niektóre przykłady aktywności Dżundallahu. Tymczasem w 2012 roku ujawniono, że w latach 2007-2008 grupa agentów Mossadu, podając się za agentów CIA, werbowała członków Dżundallahu do walki z Iranem. O sprawie pisała również prasa izraelska, np. dziennik Haretz. Iran oskarża również Arabię Saudyjską o sponsorowanie sunnickich terrorystów na terenie swojego kraju. Sponsoring saudyjski nie musi przy tym wyrażać się bezpośrednim wsparciem rządu dla tych organizacji. W latach 70-tych władze saudyjskie postanowiły dać wolną rękę różnym wahabickim instytucjom religijnym utworzonym przy Ministerstwie Religii pompując w nie ogromne środki finansowe. Celem było pozbycie się problemu z radykałami w kraju i przesunięcie ich aktywności zagranicę. I tak się stało, a jednym z efektów był zamach na WTC 11 września 2001 r. Większość zamachowców pochodziła z Arabii Saudyjskiej, a utajniona do 2016 r. część raportu Kongresu wskazywała na to, że mieli oni związki z pewnymi elementami powiązanymi z saudyjskim Ministerstwem Religii. Tymczasem Iran zdecydowanie potępił wówczas ten zamach.

Sunnickie organizacje prowadzące działalność terrorystyczną w Beludżystanie czy też zamieszkanym przez Arabów Chuzestanie twierdzą, że walczą o wolność. Iran, który zamieszkuje wiele grup etnicznych, nie jest z całą pewnością wolnym krajem, ale rzekomy ucisk narodowościowy nie jest tu głównym problemem. W sąsiedniej Turcji przez dekady kwestionowano np. istnienie Kurdów i zakazywano posługiwania się językiem kurdyjskim. W Iranie już nawet sam podział administracyjny świadczy o innym podejściu: mamy Kurdystan czyli kraj Kurdów, mamy Lorestan, Beludżystan, Azerbejdżan itp. Charakterystyczne jest przy tym to, że aktywność terrorystyczna podejmowana jest tylko tam gdzie mniejszości etniczne jednocześnie są mniejszością religijną: sunnitami.

Środowy zamach w Beludżystanie miał miejsce niespełna 5 miesięcy po zamachu przeprowadzonym w Ahwazie, w którym zginęło 25 osób, w tym dziecko. Tymczasem ostatni zamach bombowy poza Bliskim Wschodem, za którego odpowiedzialność przypisywano pośrednio Iranowi, miał miejsce w 2012 roku w bułgarskim Burgas. Atak na autobus z Izraelczykami miał być dziełem Hezbollahu, ale organizacja ta nigdy się do tego nie przyznała i nie ma na to dostatecznych dowodów. Oczywiście nie oznacza to, ze Islamska Republika nigdy nie stała za tego typu aktywnością. Jeden z najbardziej spektakularnych zamachów, o którego przeprowadzenie oskarżany jest Iran, miał miejsce w Buenos Aires. Tyle że było to 25 lat temu.

Ostatnio Iran oskarżany był o próbę eliminacji kilku irańskich dysydentów w Europie. Państwo to również podejmowało takie działania w przeszłości, np. zamach na kurdyjskich dysydentów w berlińskiej restauracji Mykonos w 1992 r. Problem jednak w tym, że osoby, na których miano teraz dokonać zamachu, według Iranu były zamieszane w zamach w Ahwazie. Warto też przypomnieć, że w 2013 r. w Paryżu zamordowano trzy kurdyjskie dysydentki, a francuski sąd uznał zaangażowanie tureckiego wywiadu w ten zamach za bardzo prawdopodobne.

Według mediów szwedzkich i niemieckich Turcja była również ostatnio zaangażowana w próby zamachów i porwań gulenistów w Europie. Nie było jednak na to takiej reakcji państw europejskich, jak na domniemane działania Iranu. Izrael nigdy natomiast nie odrzucił kierowanych pod jego adresem oskarżeń ze strony Iranu o to, że zlecił zamordowanie kilku naukowców zaangażowanych w irański program atomowy.

Te zabójstwa zostały zresztą prawdopodobnie przeprowadzone przez organizację mudżahedinów ludowych. To ta organizacja, która wczoraj manifestowała w Warszawie, a która jeszcze 10 lat temu znajdowała się na listach organizacji terrorystycznych zarówno w USA, jak i w Unii Europejskiej.

Iran już powiązał zamach w Beludżystanie z warszawską konferencją, która zapewne nie poświęci problematyce antyszyickiej aktywności terrorystycznej zbyt wiele uwagi. Będzie za to mowa o Hezbollahu i Husich jako rzekomo największych problemach z terroryzmem na Bliskim Wschodzie. Tylko że najwięcej cywilów w tym regionie ginie w atakach na meczety szyickie.

 

 

KomentarzeLiczba komentarzy: 22
Jehowa
niedziela, 17 lutego 2019, 09:50

Do ~Wojtek. Słowa to jedno, a fakty to co innego. Jak na razie to USA i Izrael bezustannie montują jakieś wojny i zamachy w regionie (wojna Irak-Iran 1980 , Irak 2003, Syria 2011, zamach stanu w Turcji 2016 etc), a jeśli piszesz o atakach na ludność cywilną to Strefa Gazy i Zach Brzeg są jedną wielką strefą cywilną ogrodzoną, zamkniętą i bezustannie terroryzowaną. Obecnie nie ma szans na Pax Americana na Bliskim Wschodzie

Sdr
sobota, 16 lutego 2019, 16:41

Brawo. Poproszę o więcej tak wyważony h analiz, np.nt. Konfliktu na Ukrainie.

Tatanka Yotanka
sobota, 16 lutego 2019, 08:43

Iran podobnie jak Chiny podniósł się z upodlenia i odrzucił zachodnią (UK i USA Izrael) dominację sięgającą jeszcze XIX w. Teraz nie będzie go łatwo powalić. A sytuacja w której Polska zmuszona została do udziału w warszawskiej farsie stawia nas obecnie w rzędzie XIX-sto wiecznego Iranu.

Wojtek
piątek, 15 lutego 2019, 22:36

W sytuacji, gdy partyzanci zaatakują wojska okupanta, powiedzenie dla jednych terroryści, dla drugich bojownicy o wolność jest aktualne. Jednak gdy dochodzi do ataków na ludność cywilną, podkładanie bomb w sklepach, mordowanie dzieci i kobiet w ciąży to wg mojego systemu wartości jest terroryzm. Być może autor ma całkiem, inne zdanie na ten temat, w szczególności, gdy dochodzi do ataków na Izraelczyków. W artykule całkowicie pominięty jest fakt, że to Iran wspomaga militarnie Hamas, który wystrzelił kilkanaście tysięcy rakiet i pocisków na Izraelską ludności cywilną. To Iran zamiast skupić się na bezpieczeństwie wewnętrznym organizuje armię 50000 terrorystów w Libanie przy granicy z Izraelem, dając im broń, która jest pod wieloma względami lepsza, niż ta, którą dysponuje polska armia. to Iran nawołuje do wymazania Izraela z powierzchni ziemi a nie odwrotnie.

Bardzo jasnowłosa
piątek, 15 lutego 2019, 20:07

Nasza polityka obronna, polityka zagraniczna, polityka wewnętrzna - to dowód upadku. Elit na wysokim poziomie brak.

Łukasz
piątek, 15 lutego 2019, 10:44

Czy to aby nie premier Izraela powiedział o potrzebie wojny z Iranem???????

Karkses
piątek, 15 lutego 2019, 01:39

Bardzo dobry i zdroworozsądkowy tekst. Oby takich jak najwięcej.

krzys
czwartek, 14 lutego 2019, 22:31

Dopiszę za innymi - jestem miło zaskoczony treścią.

Lis
czwartek, 14 lutego 2019, 21:39

Dziękuj, artykuł warty uwagi.

Łowca
czwartek, 14 lutego 2019, 21:29

Zawsze lubię Pana czytać i słuchać. Ten świat zwariował poprzez wszechobecny relatywizm i propagandę.

O'Cooley
czwartek, 14 lutego 2019, 21:27

Pompeo powiedział w wywiadzie, że byliśmy bardzo zagrożeni ale teraz, po tej konferencji będziemy o wiele bardziej bezpieczni.

Domin
czwartek, 14 lutego 2019, 18:36

Ten artykuł powinien być zacytowany na konferencji w Warszawie, bo taka prawda! Jeszcze dodać problem Palestyny i ataki Izraela na Syrię. Wtedy Polska wyszła by z tego z twarzą.

dsa
czwartek, 14 lutego 2019, 18:35

Świetny artykuł.

acc
czwartek, 14 lutego 2019, 17:59

Fajnie, że napisał Pan ten artykuł. W tym dzikim jazgocie propagandowym uprawianym wokół Iranu takie głosy rozsądku są bezcenne

Realista
czwartek, 14 lutego 2019, 17:58

Iran działa wg strategii odstraszania - zasadniczo defensywnej strategii podnoszenia poprzeczki koszt-efekt dla agresora. Co do programu atomowego - Międzynarodowa Agencja Atomowa nie ma żadnych zastrzeżeń do Iranu. Każde państwo na świecie ma prawo do elektrowni jądrowych. Oczywiście kwestia, że to sposób na uzyskanie głowic bojowych - ale taka POTENCJALNA możliwość byłaby przez Iran wykorzystana także do podwyższenia poprzeczki koszt-efekt odstraszającej agresora - czyli dla strategii de facto obronnej. Zupełnie inna rzecz, że wszelkie agresywne roszczenia Izraela i USA są skrajnie asymetryczne i oparte o podwójne standardy w sytuacji, gdy Izrael odmawia kontroli swoich elektrowni atomowych [Dimona] i swojego arsenału jądrowego. W tym sensie na bazie prawa międzynarodowego wszelkie konferencje o Iranie bez Iranu prowadzone przez Izrael i USA - zwyczajnie nie mają legitymacji prawnej - choćby opartej o równość podmiotów wobec prawa. Cała ta nagonka-hucpa na Iran ma charakter wybitnie agresywnego nawoływania do wojny napastniczej - a to jest surowo zabronione prawem międzynarodowym i powinno być natychmiast przedmiotem nadzwyczajnej sesji ONZ. PRAWIDŁOWYM rezultatem [bez veto USA] winny być sankcje i izolacja polityczna Izraela i USA.....I co do samego artkykułu - Wielki, naprawdę Wielki szacunek dla Autora i d24. Oby takich ludzi więcej miała Polska.

Andrettoni
czwartek, 14 lutego 2019, 17:44

Myślę, że korzenie problemu sięgają Zimnej Wojny. Wtedy w imię "walki z komunizmem" wielokrotnie rezygnowano z pryncypiów moralnych. Po upadku komunizmu USA zawiodły, gdyż będąc jedynym hegemonem nie wykorzystały okazji do zmiany sytuacji. Mamy sytuację gdy Teodoro Obiang Nguema Mbasogo - wspierany przez USA przywódca reżimu mówi na forum ONZ o walce z terroryzmem. Jednocześnie mamy Arabię Saudyjską z której pochodzi większość terroryzmu islamskiego (w tym atak z 11 września), ale jest sojusznikiem USA... Stany Zjednoczone walczą z terroryzmem, a jednocześnie same go produkują. Nie wiem czy jest to celowe, czy jest to brak dobrego rozpoznania. Jedyny sposób na uzdrowienie sytuacji to skończenie relatywizmu, być może utrata części zysków, ale dokładne wskazanie źródeł problemów. Sankcje nie powinny być nakładane na Iran, tylko na Arabię Saudyjską i Gwineę Równikową oraz inne reżimy. Gdyby traktować wszystkich sprawiedliwie, to Iran również by ze swojej strony odpuścił. Warto bu w tym wszystkim przypomnieć też rolę Kuby - jest to kraj komunistyczny, ale ma duże zasługi dla walki z kolonializmem w Afryce oraz walki z apartheidem, a to nie zostało całkowicie docenione. Dodam, ze Kuba nie dokonuje ataków terrorystycznych w USA, pomimo różnic ideologicznych, a ma duże oddziaływanie moralne w Afryce. Takie postępowanie mógłbym porównać chyba tylko z sytuacją gdyby Stalin w 1945 wycofał swoje wojska z Polski i pozwolił na demokratyczne wybory. Powinniśmy oceniać nie system polityczny, tylko rzeczywiste postępowanie kraju. Powinniśmy skończyć z ocenianiem na zasadzie jak Kali robi to dobrze, a jak robią Kalemu, to źle.

xyz
czwartek, 14 lutego 2019, 16:21

Niesamowite ! Na prawdę jestem bardzo pozytywnie zaskoczony tak obiektywnym artykułem. Szacunek dla redaktora, zasługuje na podwyżkę. Oby tak dalej, niech Pan nie da się zastraszyć.

yan
czwartek, 14 lutego 2019, 16:12

Szanowny Panie redaktorze. Wyrazy szacunku za przygotowanie merytoryczne i obiektywizm. Jak zwykle z resztą.

Sławek
czwartek, 14 lutego 2019, 16:07

Bardzo potrzebny artykuł!

zaq
czwartek, 14 lutego 2019, 15:53

Szacun dla Redaktora

22
czwartek, 14 lutego 2019, 13:16

Grzecznie zadam pytanie: ile państw w ostatnich 100 latach zaatakował Iran? Czyżby ta liczba wynosiła: 0 ? A ile państw w ostatnich 10 latach zaatakował Izrael?

sża
czwartek, 14 lutego 2019, 12:59

Jestem pod wrażeniem! Nie spodziewałem się tak obiektywnego i bezstronnego komentarza na temat Iranu. Gratulacje dla Autora.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama