Brutalna wojna i nowa wielka gra na południowym Kaukazie [RELACJA Z ARCACHU]

18 października 2020, 08:25
IMG_9804
Fot. Witold Repetowicz

Po trzech tygodniach walk Azerbejdżan nie zdołał złamać obrony Arcachu (Górskiego Karabachu) mimo przeważających sił i jego zdobycze terytorialne są stosunkowo niewielkie. Ormianie są przy tym przekonani, że tak naprawdę toczą wojnę z Turcją, której celem jest zniszczenie armeńskiej państwowości. Tymczasem Białoruś, teoretycznie sojusznik Armenii w ramach Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, faktycznie wsparła Azerbejdżan, przy całkowicie pasywnej roli Rosji w tym konflikcie. W sobotę wieczorem nagle ogłoszono zawieszenie ognia, choć nie wiadomo na ile będzie ono skuteczne.

Zdobycze terytorialne Azerbejdżanu ograniczają się do dwóch miasteczek tj. Dżabrail oraz Hadrut i kilkunastu wiosek, przy czym większość z nich znajdowała się w strefie buforowej i była wymarła. Jedynym miastem, zdobytym po wielu dniach walk, które znajduje się w granicach funkcjonującego do 1991 r. Obwodu Autonomicznego Górskiego Karabachu jest Hadrut. Siły ormiańskie wciąż znajdują się, jednak w okolicznych lasach co powoduje, że azerska kontrola nad tym miastem wciąż nie jest pełna. Obecnie atak azerski kieruje się na odcinku południowym głównie w stronę miasta Fizuli, którego zdobycie Alijew również ogłosił. Jest to jednak informacja niepotwierdzona, a w przypadku Hadrutu od ogłoszenia przez Alijewa zdobycia go do faktycznego zajęcia tego miasteczka upłynęło kilka dni.

Władze Armenii i Arcachu sugerują, że Azerbejdżan zakładał blitzkrieg i poniósł w tym zakresie klęskę. Tymczasem za miesiąc nadejdzie zima, która jeszcze bardziej utrudni, o ile nie uniemożliwi, ofensywę azerską. Wielu Ormian, z którymi rozmawiałem, jest przekonanych, że ich przeciwnik utknie wówczas w górach, których, w przeciwieństwie do miejscowych tj. ormiańskich żołnierzy, nie zna. Jeśli ogłoszone 17.10 wieczorem zawieszenie broni okaże się bardziej skuteczne od tego podpisanego przez ministrów spraw zagranicznych Armenii i Azerbejdżanu 10.10 w Moskwie to będzie negatywnie wpływać na możliwość kontynuowania ofensywy przez Azerbejdżan, czas gra bowiem na korzyść Armenii.

Bilans ofiar rozpoczętej 27 września wojny jest ogromny. Arcach przyznaje się do 633 zabitych żołnierzy (stan na 16.10) i podaje, że po stronie przeciwnej zabitych zostało ponad 6 tys. żołnierzy i syryjskich najemników. Jest to z całą pewnością liczba zawyżona, przy czym Azerbejdżan nie podaje żadnych danych dotyczących swoich strat. Można jednak przyjąć, że straty po stronie azerskiej są nieco wyższe niż po stronie obrońców, prawdopodobnie przekraczają one 1000-1500 osób.

image
Fot. Witold Repetowicz

Ormianie podkreślają przy tym, że zasadniczym problemem dla nich nie jest wojna z Azerbejdżanem, lecz fakt udziału w niej Turcji. Stepanakercki politolog dr Raczja Archumanjan powiedział mi, że Armenia nie zakładała w swej doktrynie obronnej takiej możliwości, że Rosja, będąca formalnym sojusznikiem Armenii, dopuści do militarnej obecności Turcji na południowym Kaukazie i pojawienia się w tym regionie islamskich terrorystów w charakterze tureckich najemników. Jego zdaniem (i podziela to wielu innych moich ormiańskich rozmówców) Azerbejdżan w tym konflikcie już się nie liczy i jako państwo stracił swoją podmiotowość, całkowicie podporządkowując się Turcji.

Archumanjan tym tłumaczy m.in. fakt, że uzgodnione 10 października w Moskwie zawieszenie broni w ogóle nie weszło w życie. „Negocjacje były prowadzone z niewłaściwą stroną, bo nie jest nią Azerbejdżan, lecz Turcja, która odrzuciła porozumienie podpisane przez szefa MSZ Azerbejdżanu” – podkreślił Archumanian, który dodał, że slogan „dwa państwa jeden naród” odnoszący się do relacji Azerbejdżan – Turcja został już zastąpiony nowym hasłem „jedno państwo, jeden naród” .

Obie strony podają również informacje o wysokich stratach przeciwnika w sprzęcie wojskowym, przy czym również i w tym wypadku część z nich to wojenna propaganda, którą trudno zweryfikować. Podobnie jest z informacjami dotyczącymi ostrzałów obiektów cywilnych, przy czym w tym wypadku znacznie lepiej udokumentowane są informacje dotyczące ostrzału obiektów cywilnych w Arcachu przez siły azerskie, gdyż są one potwierdzone przez niezależnych dziennikarzy (w tym przeze mnie). W samym Stepanakercie po dwóch dniach spokoju (13-14 października) w czwartek nad miastem zestrzelono azerskiego drona, a w nocy z piątku na sobotę azerskie drony czterokrotnie atakowały miasto, bombardując m.in. obiekty cywilne w centrum (6 osób zostało rannych).

W Stepanakercie widać zresztą bardzo dużo zniszczeń jeśli chodzi o budynki mieszkalne, sklepy czy infrastrukturę miejską. Również w okolicznych wioskach miejscowi mówią o codziennych nalotach mimo braku obiektów wojskowych (np. w wiosce Karmir Szuka 15 października, zginęły 2 osoby). Popełniane są również inne zbrodnie wojenne np. 14.10 Azerbejdżan zbombardował szpital wojskowy w Martakercie, a dwa dni później w Hadrucie azerscy żołnierze rozstrzelali na miejscu dwóch Ormian (starszego cywila i żołnierza). Ombudsman Arcachu Artak Beglarjan ocenił przy tym, że reakcja międzynarodowa na tę egzekucję była niewystarczająca i w związku z tym ponosić ona będzie odpowiedzialność za kolejne takie zbrodnie. Dodał też, że skala ataków azerskich na cele cywilne, całkowicie oddalone od obiektów wojskowych, wskazuje na umyślne atakowanie ich przez Azerbejdżan, co również powinno spotkać się z reakcją międzynarodową.

Azerbejdżan natomiast oskarżył Armenię o ostrzał Gandżi, z której przeprowadzane są ataki na Arcach, w tym te na Stepanakert w nocy z 16/17.10. W wyniku odwetowego ostrzału ze strony Armenii (po trzech nalotach na Stepanakert tamtej nocy) również mieli zginąć cywile, przy czym Armenia odrzuciła te oskarżenia, a ministerstwo obrony Arcachu opublikowało oświadczenie, w którym wskazało „uprawnione cele” na terenie Azerbejdżanu (wyłącznie o charakterze militarnym).

Większość kobiet (poza staruszkami) i dzieci wyjechała z Arcachu do Armenii (około 70 tys.), ale wielu mieszkańców wciąż pozostaje w swoich domach i deklaruje, że ich nie opuści. Ludzie, choć w większości przygnębieni, wciąż wierzą w zwycięstwo i nie dopuszczają myśli, że Azerbejdżan zajmie Stepanakert. Nikt nie ma przy tym tutaj wątpliwości, że oznaczałoby to albo śmierć, albo ucieczkę, gdyż życie Ormian pod rządami azerskimi jest niemożliwe. Warto przy tym przypomnieć, że po zajęciu przez Turcję Afrin, Serekanie i Tel Abiad w północnej Syrii tamtejsi dżihadyści, znajdujący się tam pod dowództwem tureckim, zaprowadzili terror (porwania, grabieże, mordy, gwałty) w stosunku do tej części miejscowych Kurdów i chrześcijan, która tam pozostała. Celem było skłonienie ich do opuszczenia tego terenu i dokonanie w ten sposób czystki etnicznej. Obawy Ormian są zatem w pełni uzasadnione, zwłaszcza że pamiętają oni jeszcze pogromy z przełomu lat 80. oraz 90.. Prawdopodobieństwo zbrodni zwiększa też udział syryjskich dżihadystów w tym konflikcie.

image
Fot. Witold Repetowicz

Władze Armenii i Arcachu unikają sprowadzania toczącej się wojny do konfliktu religijnego, podkreślając raczej rolę ekspansjonizmu tureckiego (panturkizmu), niemniej wielu Ormian wyraża rozgoryczenie brakiem reakcji „świata chrześcijańskiego”. Udział Turcji i dżihadystów zmienił w ich percepcji charakter tej wojny. Z drugiej strony władze Armenii i Arcachu unikają religijnego charakteryzowania konfliktu ze względu na chęć utrzymania „przychylnej neutralności” Iranu i/lub zyskania poparcia antyturecko nastawionych państw arabskich. Warto przy tym zaznaczyć, że o ile konflikt azersko-armeński o Karabach nie miał nigdy charakteru religijnego i panturkizm również nie jest związany z dżihadem, to w przypadku ekspansjonistycznej polityki Erdogana, której elementem jest obecna eskalacja na południowym Kaukazie, można mówić o pewnym synkretyzmie neoosmanizmu, islamizmu i panturkizmu.

W tym sensie Ormianie mogą postrzegać te działania również w kategoriach religijno-cywilizacyjnych, zwłaszcza że na zdobytych przez Azerbejdżan terenach dla Ormian nie będzie miejsca i jest to równoznaczne z wyrugowaniem z tych terenów chrześcijaństwa. Bez względu bowiem na to jakie okoliczności do tego doprowadziły, to faktem jest, że w Turcji, w Azerbejdżanie, a także na wszystkich terenach zajętych przez Turcję (Cypr Płn., Płn. Syria)  odsetek chrześcijan spadł niemal do zera. Z tym faktem związana jest też koncepcja premiera Armenii Nikola Paszyniana „oddzielenia w celu ocalenia”. Opiera się ona na założeniu, że zajecie Arcachu przez Azerbejdżan doprowadzi do czystek etnicznych i/lub ludobójstwa i dlatego społeczność międzynarodowa nie może do tego dopuścić.

image
Rys. Katarzyna Głowacka/Defence24.pl, dane: google maps

Oczekiwanie przez Ormian międzynarodowego wsparcia oparte jest na założeniu, że wojna, która się obecnie toczy, wpisuje się w szersze plany tureckiego ekspansjonizmu, które zagrażają również Europie, w tym w szczególności takim krajom jak Grecja, czy Cypr (bezpośrednio w związku z kryzysem śródziemnomorskim), a także Francji czy Niemcom  (wspieranie tendencji islamistycznych i ekstremizmu tureckiego w Europie), czy wreszcie ogólnie światu (wspieranie islamskich terrorystów i wykorzystanie ich w charakterze proxy i najemników). Warto przypomnieć, że Armenia poparła Grecję i Cypr w związku z agresywnymi działaniami Turcji w Wyłącznych Strefach Ekonomicznych tych państw, co spotkało się z gniewnymi pomrukami Ankary pod adresem Erewania.  Turcja chwilowo ograniczyła jednak swoje działania w basenie Morza Śródziemnego tuż przed wspieraną przez siebie azerską agresją na Arcach i wybrała zamiast tego uderzenie na „najsłabsze ogniwo”, czyli Armenię. Stąd oczekiwanie Armenii wsparcia innych krajów zagrożonych tureckim ekspansjonizmem jest oparte na racjonalnych podstawach.

Z wielu krajów Europy i Ameryki popłynęły zresztą ważne głosy wsparcia dla Armenii i Arcachu oraz potępienia dla Azerbejdżanu i Turcji. Prezydent Francji już na początku agresji azerskiej potępił zarówno ją jak i udział w niej Turcji oraz syryjskich dżihadystów. Kanada wprowadziła embargo na sprzedaż sprzętu wojskowego do Turcji. Agresję azersko-turecką potępił też m.in. parlament Luksemburga oraz flamandzki parlament w Belgii, a MSZ Grecji odwołało swojego ambasadora z Baku (Azerbejdżan również zrobił to w odniesieniu do swego ambasadora w Atenach). W USA już na samym początku tej wojny Armenię wsparło około 40. kongresmenów i kilkunastu senatorów, a także kandydat na prezydenta Joe Biden, który skrytykował pasywną postawę Trumpa w odniesieniu do turecko-azerskiej agresji. Z kolei w czwartek sekretarz stanu USA Mike Pompeo stwierdził w wywiadzie dla radia WBS w Atlancie, że „mamy nadzieję, iż Ormianie zdołają się obronić przed tym co robi Azerbejdżan”.

image
Fot. Witold Repetowicz

Według Archumaniana USA pokazało w ten sposób, że USA nie pozwoli na zmianę charakteru konfliktu karabachskiego z geopolitycznego rozstrzyganego w ramach Mińskiej Grupy OBWE (kierowanej przez USA, Francję i Rosję) na lokalny rozstrzygany w ramach układów rosyjsko-tureckich. Oczywiście można to też tłumaczyć obawą utraty przez Trumpa głosów religijnej prawicy. Podobną rolę odegrała ona rok temu w czasie tureckiej inwazji na Syrię Płn.-Wsch., w czasie której zagrożona była też resztka tamtejszych chrześcijan, skłaniając Trumpa do powstrzymania dalszych postępów Turcji szykującej się do zajęcia częściowo chrześcijańskiego rejonu Tel Tamer.

Zdaniem dr Archumaniana reakcja USA to maximum, na co na tym etapie może liczyć Armenia i Arcach, zwłaszcza ze względu na amerykańskie wybory prezydenckie. Archumanian stwierdził jednak, że w przypadku pogorszenia się sytuacji po stronie ormiańskiej (znaczące sukcesy ofensywy azerskiej i zagrożenie dla Stepanakertu) USA oraz Francja mogą podjąć bardziej zdecydowane działania, przy czym jego zdaniem w takiej sytuacji jedynym wyjściem byłoby uznanie Republiki Arcachu. „Spowoduje to nieosiągalność celów Turcji i powstrzyma agresję” – ocenił arcachski politolog. Dodał przy tym, że nie oczekuje uznania ze strony Rosji, gdyż ta ma swoje interesy i z Turcją i z Azerbejdżanem. „W pierwszej kolejności liczę na Francję, a następnie inne kraje europejskie i być może USA” -stwierdził. Warto przy tym wspomnieć, że 10 parlamentów stanowych, w tym w Kalifornii, uznało już Arcach, a w parlamencie Francji z podobną inicjatywą wystąpiło 20 deputowanych.

Takie inicjatywy w Europie i Ameryce atakowane są w Rosji, która obawia się utraty roli jako „jedyna” patronka i protektorka Armenii. Media rosyjskie atakują obecnie prozachodnią opcję w Armenii, obciążając ją odpowiedzialnością za toczącą się wojnę, sugerując, że prozachodni politycy (w domyśle ekipa Nikola Paszyniana) oczekiwali wsparcia Zachodu i go nie otrzymali i w związku z tym powinni ponieść konsekwencje. Rosja zapomina jednak o tym, że sama również nie udzieliła żadnej pomocy Armenii. „Armenia doznała strategicznego szoku, bo Rosja nie mogła lub nie chciała powstrzymać Turcji przed operowaniem na południowym Kaukazie przy użyciu instrumentów wojskowych.” – stwierdził Archumanian i choć uznał, że w wymiarze wojskowym Rosja nie naruszyła swoich zobowiązań wobec Armenii, to w wymiarze politycznym nie wypełniła tego, czego Armenia się od niej spodziewała.

W tym kontekście uznał też za wykluczone, by Rosja naciskała na innego członka Organizacji Układu Bezpieczeństwa Zbiorowego tj. Białoruś, by ta nie dostarczała (w trakcie toczących się działań wojennych) rakiet Polonez Azerbejdżanowi. „Skoro nawet nie zobaczyliśmy wypełnienia przez Rosję jej zobowiązań na poziomie dyplomatycznym, wynikających z tego porozumienia militarnego to jak możemy spodziewać się, że będzie naciskać na Białoruś?” – skonstatował Archumanian.

Postrzeganie wydarzeń na południowym Kaukazie w kategoriach wojny proxy jest zatem chybione, bo Armenia prowadzi wojnę samotnie, a Rosja koncentruje się obecnie nie na powstrzymywaniu ekspansji Turcji w tym rejonie, lecz na tym, by nie dopuścić do wpływów europejsko-amerykańskich. Tymczasem Azerbejdżan jest wspierany również przez Białoruś oraz Izrael, które dostarczają temu krajowi sprzęt militarny w czasie działań zbrojnych. W Armenii reakcje na to są oczywiście bardzo negatywne. Armenia nie otrzymuje nawet znaczącego wsparcia humanitarnego (poza pomocą diaspory).

Od rozwoju sytuacji zależy układ sił na południowym Kaukazie, przy czym dotyczy to nie tylko roli Turcji i Rosji, ale również Iranu, USA, Francji i innych państw NATO i UE. Zdaniem Archumaniana atak turecki zakończył „okres postsowiecki” na południowym Kaukazie, przy czym, póki trwa wojna, nie jest realistyczne omawianie zmiany sojuszy, a to, co będzie po wojnie zależy od tego jak ona się skończy. Niemniej przyznał, że oparcie się na Rosji wiąże się z dodatkowym problemem polegającym na ułomności rosyjskiej doktryny nieuwzględniającej w dostateczny sposób roli dronów w walce. Można się zatem spodziewać, że jeśli Armenia i Arcach wytrzymają atak turecko-azerski to zyskają większą elastyczność i samodzielność w zakresie polityki zagranicznej, pogłębiając relacje z Zachodem, w tym UE i USA. Jeśli natomiast los Armenii zależeć będzie od dwustronnych negocjacji turecko-rosyjskich to Armenia (podobnie jak Azerbejdżan) de facto straci swoją suwerenność.

image
Fot. Witold Repetowicz

Zachód, w tym w szczególności USA, muszą jednak brać pod uwagę również możliwość aktywniejszej polityki Iranu na południowym Kaukazie, zwłaszcza że Armenia może w sytuacji zagrożenia swojej podmiotowości szukać większego wsparcia w Teheranie (jeśli inne podmioty okażą się nieskuteczne lub niechętne do powstrzymywania Turcji). Przy czym zdaniem Archumaniana nie ulega wątpliwości, że celem minimum Turcji nie jest zajęcie Arcachu, ale również części Armenii (Zangezor) w celu przebicia korytarza łączącego Baku z Turcją i Nachiczewaniem. W Nachiczewaniu doszło już do koncentracji tureckich sił i Armenia mówi o prowokacjach, które miałyby uzasadnić otwarcie przez Turcję i Azerbejdżan drugiego frontu.

Ormianie odrzucają przy tym zdecydowanie sugerowane przez Rosję rozwiązanie polegające na bezwarunkowym zwrocie Azerbejdżanowi strefy buforowej i oddanie Górskiego Karabachu pod kontrolę rosyjskich mirotworców, nazywając to „nakłanianiem do kapitulacji”. Tymczasem pierwsza noc po ogłoszeniu nowego rozejmu minęła w Stepanakercie niespodziewanie spokojnie (wcześniej Alijew zapowiadał zemstę), ale rano pojawiły się informacje o kontynuowaniu ofensywy azerskiej na odcinku południowym. Istnieją obawy, że Azerowie będą chcieli przeciąć południową drogę łączącą Stepanakert z Armenią co byłoby gigantycznym ciosem dla Arcachu, ale jednocześnie stanowiłoby zmianę okoliczności międzynarodowych, czyli mogłoby skłonić Francję czy USA do aktywniejszych działań. Nie wydaje się jednak by Azerowie byli bliscy realizacji tego celu, choć najbliższe dni zweryfikują zarówno to czy zawieszenie broni wejdzie w życie oraz to jak skutecznie Azerbejdżan jest w stanie kontynuować swoją ofensywę.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 129
Reklama
rthtrtrhthr
wtorek, 20 października 2020, 12:28

po co w ogóle istnieje ONZ - to relikt przymierza Roosvelta i Stalina

Obserwator
poniedziałek, 19 października 2020, 20:46

Warto wspomnieć o tzw. wojnie czterodniowej w Górskim Karabachu, która wybuchła w dniu 2 kwietnia 2016 roku. Azerbejdżan przeprowadził wtedy nieoczekiwany atak na Arcach z dwóch kierunków: północno-wschodniego i południowo-wschodniego. W wyniku ciężkich walk Azerowie nie zdołali przełamać linii obrony Ormian. Jednak stronie ormiańskiej nie udało się przejść do szybkiej kontrofensywy. Szybko powstała swoista sytuacja patowa i główne starcia zbrojne zakończyły się w dniu 5 kwietnia 2016 roku. Azerowie ogłosili się wtedy zwycięzcami ze względu na symboliczne zdobycze terytorialne. Ormianie z kolei podkreślali wysokie straty jakie zadali przeciwnikowi. W dniu 6 kwietnia 2016 roku w Moskwie zostało osiągnięte zawieszenie broni podczas spotkania szefów sztabów armii Azerbejdżanu i Armenii. Natomiast Rosja przez kilka dni zachowywała powściągliwość, następnie zaś w ciągu paru godzin doprowadziła do przerwania walk. Umocniło to pozycję Moskwy na Kaukazie i zarazem pokazało bezsilność OBWE. Wiele wskazuje na to, że podobny scenariusz powtórzy się w chwili obecnej...

Are
poniedziałek, 19 października 2020, 17:01

Tradycyjnie - solidne dziennikarstwo w wydaniu W.Reptowicza. Mam dwie uwagi. 1) Teza, że Azerbejdżanowi chodziło o szybką kampanię, która się nie udała, jest dla mnie wątpliwa. Raczej obstawiam, że stosuje strategię armii tureckiej z Afrinu, czyli długą wojnę na wyniszczenie potencjału przeciwnika, by późniejsze przejęcie terytorium było mniej kosztowne. 2) Zgadzam się z tezą, że to wojna Erdogana z Ormianami, a nie konflikt Azerbejdżan-Arcach. Ciekawi mnie natomiast status i warunki życia mieszkańców Nachiczewanu i okolic? Wschodnie tereny Turcji to rejon kiepsko rozwinięty, by nie powiedzieć ubogi. A Baku to teren, jak na tamte okolice, bogaty. Czy Baku inwestuje w tamte okolice, czy też jest to teren przez Baku zapomniany, o którym sobie przypomina wtedy, gdy coś od tamtych mieszkańców potrzebuje, i w związku z tym ci mieszkańcy czują się bardziej powiązani z sąsiednim terenem w Turcji niż z Baku?

wtorek, 20 października 2020, 00:14

Wojna Erdogana z Ormianami? To Turcja prowadzi wojne z Armenią?

Marek
środa, 21 października 2020, 12:57

Azerbejdżan zamieszkuje wyznająca islam ludność spokrewniona z Turkami. Erdogan ma ambicję zostać przyszłym kalifem. Powody więc ma dwa. Pierwszy, że działa na rzecz tureckich krewniaków. Drugi, że działa dla dobra ummah.

Hakan
wtorek, 20 października 2020, 21:06

tak jest według pro-ormianskich, którzy jeszcze nie zrozumieli, że konflikt między Armenią i Azerbejdżanem o Górski Karabach trwa od co najmniej 32 lat, Azerbejdżan po tyle czasu już nie ma co czekac, bo negocjacje trwają już 27 lat i nie rozwiązały, ani nie rozwiążą tego kryzysu, Azerbejdżanska armia zdobyła juz 40% jego terytorium na G. Karabachu i prawie wszystkie strategiczne góry, które pomagaja kontrolować komunikację transportową między Erywaniem a g. Karabachem, tak czy siak to się konczy.

Pirat
poniedziałek, 19 października 2020, 16:43

Co ciekawe w tym konflikcie to zdrada Rosji wobec Ormian.

Bolek
wtorek, 20 października 2020, 21:07

Zdrada? dlaczego zdrada?

Triari
wtorek, 20 października 2020, 20:52

To nie prawda. Umowa rosyjsko-ormiańska daje Rosji prawo do nieangażowania się w konflikt, jeżeli jego przedmiotem jest Karabach.

eee tam
wtorek, 20 października 2020, 09:13

Ciesz się że Rosja z drugiej strony na Ormian nie napadła jak na Ukraińców swego czasu z którymi byli formalnie też wtedy w sojuszu obronnym

realizm
poniedziałek, 19 października 2020, 16:23

Jestem realistycznym zwolennikiem obecnej ekipy rządowej w Polsce - na zasadzie odwołania do pojęcia "euro realizmu". PiS rządzi, bo nie ma sensownej alternatywy. Piszę o tym, bo taka realistyczna postawa (ani radykalnie zacietrzewionego wyznawcy, ani pogrążonego w oparach agresywnego absurdu opozycjonisty) pozwala mi powiedzieć: polski rząd przesypia ważny moment geopolityczny - zresztą już nie pierwszy. W armeńską próżnię wytworzoną po ew. upadku Arcachu czy nawet Armenii, nie wejdzie żadne "NATO", jak chce jeden z ideologów "dobrej zmiany", prof. Żurawski vel Grajewski, piewca bezwarunkowej akceptacji przez Polskę interesów Turcji z uwagi na jej, wynikającą wyłącznie z formalnej przynależności "natowskość". Nie. W tę dziurę wejdzie zwyczajny, rozbuchany turecki nacjonalizm, podszyty religijnym fundamentalizmem, tym bardziej agresywny, im większa klapa ekonomiczna szykuje się za rządów Erdogana. Warto pamiętać czym było Imperium Osmańskie w kontekście naszej, polskiej, ale i europejskiej historii. Tu nie ma się nad czym zastanawiać i deliberować: w razie klęski czeka Ormian kolejna rzeź lub w planie minimum masowe wysiedlenia połączone z rabunkiem i zbrodniami. Zachód, a z nim Polska, choćby jako po prostu aktywny podmiot, do inicjowania działań politycznych wykorzystujący kanały dyplomatyczne, powinien zaangażować się w taki projekt polityczny, który ureguluje ostatecznie status Karabachu. Status uwzględniający rzeczywiste, istniejące realnie, a nie na papierze przesłanki etniczne, kulturowe i historyczne. Jednocześnie takie aktywne działanie zachodu odsunęłoby, na ile to możliwe, Rosję z pozycji pana życia i śmierci Ormian i głównego mieszającego w południowokaukaskim kotle. Takie scenariusze nie dzieją się same, trzeba o nie zabiegać a polski rząd powinien przestać spać i wyjść z inicjatywą pomocy Ormianom.

Alojz
wtorek, 20 października 2020, 23:41

Błąd taktyczny - nie powinniśmy szukać sposobu na pomoc Ormianom, tylko pomagać swojemu przemysłowi zbrojeniowemu. Żeby to się stało trzeba szukać miejsca do testów naszego sprzętu i utrzymywać linie produkcyjne w ruchu oraz opracowywać innowacje. Azerbejdżan nie kupi naszej broni, bo już ma dostawców. Nie twierdzę że nasze drony są najlepsze na świecie, ale nigdy nimi nie będą jeżeli nie będzie się ich sprawdzać na polu walki. Politycznie rząd raczej będzie spać - skoro nie potrafimy w zorganizowany sposób bronić naszych interesów na Białorusi, to co dopiero na Kaukazie. Trzeba sobie dać spokój z polityką i wziąć się za gospodarkę. Turcja też tak działa - otwiera kolejny trzeci obszar testów dla swoich dronów (Syria, Libia, Arcach) bo bez tego produkowaliby samo dziadostwo. I nie należy bać się tego że Rosja przechwyci nasze technologie - te pierwsze może tak, ale wtedy my już będziemy na kolejnym etapie po testach z następnymi.

wtorek, 20 października 2020, 23:01

Mimo pewnej dozy sympatii dla narodu Ormiańskiego nie widzę powodu, aby Polska miała kolejny raz wyskakiwać przed szereg i robić cokolwiek, nim zrobią to duzi gracze - Rosja, USA, Turcja, Francja, Niemcy, Izrael, Iran, Arabia Saudyjska oraz Wielka Brytania. Warto również pamiętać, że Imperium Osmańskie było jedynym liczącym się państwem, które nigdy nie uznało rozbiorów Polski - może był to wyraz szacunku za łomot pod Wiedniem? Nie widzę również powodu, aby grać nie po myśli Iranu - jakby nie patrzeć, Irańczycy pomogli przetrwać wielu Polakom uciekającym z rosji w czasie 2WŚ.

KKS
poniedziałek, 26 października 2020, 00:44

Nie jedynym - Szwajcaria tez nie uznała rozbiorów. Doucz się historii.

Wer
piątek, 23 października 2020, 14:59

Mylisz się, nieuznanie rozbiorów było jedynie elementem polityki. Rozbiorcy byli wrogami Turków i tyle.

DRUMIX
wtorek, 20 października 2020, 00:13

ale po co Polska ma zajmować stanowisko w tej wojnie? Jezeli ktos by pozwolił sprzeda te warmaty to ok... ale mozę lepiej nie ? Lepiej sami je kupmy w wersji TL.... i to dużo...

A po co
poniedziałek, 19 października 2020, 16:49

Co nam do tego a z Azerbejdżanu mamy gaz w Europie alternatywa dla Gazpromu. Ormanie jak się boją to niech wsiądą do pociągu i do Moskwy może też do Warszawy chyba nawet oni mogą u nas legalnie pracować nie muszą siedzieć u siebie a zwłaszcza w Karabachu

wtorek, 20 października 2020, 02:59

Na rzazie o ile mi wiadomo mamy kupować gaz z Azebejdżanu, a nie kupujemy. Rozumiem też że jeśli Rosjanie lub ktoś inny wszedł do Polski to wsiadasz do pociągu i jedziesz pracować gdzie indziej. Na marginesie, Ormianie mogą pracować w Polsce jak otrzymają na to zezwolenie na które trzeba czekać najkrócej poł roku.

Niuniu
poniedziałek, 19 października 2020, 14:34

eee tam - Dla porozumiewania się w Azerbejdżanie nadal podstawą jest znajomość języka rosyjskiego, który jest najbardziej powszechnie znanym tam językiem. Rosyjski pełni rolę lingua franca nie tylko dla Kaukazu, do tej pory przy pomocy języka Puszkina i Tołstoja można się porozumiewać na olbrzymich terytoriach od Kaliningradu do Władywostoku i od Murmańska do Duszanbe. Z reguły rosyjski znają wszyscy, którzy uzyskali wyższe wykształcenie w epoce ZSRR lub służyli w armii, zna go również wielu ludzi ze średnim wykształceniem. Nawet w najmniejszej wiosce znajdzie się przynajmniej jeden człowiek znający rosyjski. Azerbejdżanie mają ożywione kontakty handlowe z Rosją, która jest największym odbiorcą azerbejdżańskich warzyw, owoców, produktów spożywczych, win, koniaków. Ponadto a może przede wszystkim rosyjski kapitał uczestniczy w kluczowych przedsięwzięciach gospodarczych Baku. Praktycznie w każdym dużym rosyjskim mieście można napotkać azerbejdżańskie restauracje i azerbejdżańskich sprzedawców na bazarach. Według przybliżonych obliczeń na terenie Rosji mieszka na stałe lub przebywa ponad 1,5 miliona Azerbejdżan, w samej Moskwie mieszka ich kilkaset tysięcy. Mieszkańcy Azerbejdżanu często jeżdżą do Rosji by odwiedzić swoich krewnych. Wszystko to sprawia, że rosyjski zapewne jeszcze przez dłuższy czas będzie najbardziej znanym językiem obcym na terenie Azerbejdżanu. To samo dotyczy większości tzw. Państw Postsowieckich łącznie z Państwami "Bałtyckimi". Przypomnę, że w Polsce też jest co najmniej kilkanaście milionów Polaków którzy za "socjalizmu" uczyło się tego języka w szkołach podstawowych i średnich - był obowiązkowy. Bliskie związki Rosji z Azerbejdżanem są zresztą jedną z przyczyn wykluczających militarną interwencję Moskwy w obronie Karabachu. Interwencja taka jest teoretycznie możliwa jedynie jeśli zostanie zaatakowana zbrojnie Armenia i tylko pod warunkiem, że oficjalnie zwróci się o pomoc militarną. Bez prośby Armenii jest to niemożliwe a do dnia dzisiejszego Erewań o to nie występuje i twierdzi, że sam sobie poradzi. Wszelkie dywagacje o nie wywiązywaniu się Rosji ze swych sojuszniczych zobowiązań są gołosłowne.

eee tam
poniedziałek, 19 października 2020, 15:15

Tylko stare dziadki mówią po rosyjsku na tych obszarach każdy poniżej 40-tki mówi już tylko w swoim lokalnym języku plus angielski po rosyjsku umie powiedzieć najwyżej zdrastvujte i dasvidania wiem bo ich trochę tam znam . Do tych rzekomych szkół z rosyjskim w Azerbejdżanie to może lokalni Rosjanie dzieci posyłają nikt inny nie zawraca im głowy cyrylicą i rosyjskim

Kot nr 398
poniedziałek, 19 października 2020, 19:02

To teraz niech zachód ratuje Armenię. Tyle że zachód nie daje sobie rady z islamem na ulicach u siebie, dla Armenii czy Gruzji może mieć wyrazy zaniepokojenia. To taka lekcja ale kontrolowana.

eee tam
wtorek, 20 października 2020, 09:16

Za to Rosja sobie świetnie daje radę z islamem wystarczy zobaczyć ulice w Moskwie nie mówiąc o Czeczenii gdzie od lat Kadyrow sobie dowolnie wprowadza prawo Szariatu całkowicie ignorując ustawodawstwo rosyjskie pod które teoretycznie podlega

Kot nr 398
środa, 21 października 2020, 08:22

Widziałem interwencję OMONu na targowisku w Moskwie. Raczej było dość bezwzględnie. Jasna rzecz że w Moskwie jest dużo migrantów ale ogromna większość bez "propiski", zaczął się kryzys i wielu wróciło do siebie.

GB
poniedziałek, 19 października 2020, 22:25

Po co Zachód ma ratować państwo które kupuje broń w Rosji, ma na swoim terytorium rosyjską bazę, wojska tego państwa biorą udział w rosyjskich ćwiczeniach, np. ostatnich Kaukaz 2020 i do tego był państwo należy do sojuszu wojskowego z Rosją w OUBZ. Po co?

Obserwator
poniedziałek, 19 października 2020, 13:07

Omawiając możliwości rozwiązania konfliktu o Górski Karabach pomiędzy Armenią i Azerbejdżanem, to należałoby wspomnieć o Gruzji i Osetii Południowej. Na mocy postanowień z Dagomysu w 1992 roku, które regulowało spór terytorialny w tamtym rejonie Kaukazu, wprowadzono siły pokojowe złożone z batalionów: osetyńskiego, rosyjskiego i gruzińskiego. Niepodległość Osetii Południowej w 2006 roku została uznana m.in. przez Górski Karabach...

poniedziałek, 19 października 2020, 15:16

Niepodleglosc jednego nieuznawanego tworu uznana przez drugi nieuznawany przez społeczność międzynarodową twór. A to dobre ,klekajcie narody.

Marek1
poniedziałek, 19 października 2020, 11:51

..."oddanie Górskiego Karabachu pod kontrolę rosyjskich mirotworców" - Moskwa na siłę szuka tzw. durnego frajera ;)). Praktyka wskazuje jaskrawo, że ros."mirotworcy" jak już gdzieś wlezą zostają tam na dekady. A poza wszystkim, to KOGO/CZEGO ci mirotworcy mają w Karabachu pilnować, jak zajmowany przez azerskie wojska teren jest absolutnie bezludny, bo wszyscy cywilni Ormianie uciekli do Armenii ??

Are
poniedziałek, 19 października 2020, 17:05

Nie jest bezludny. Należałoby powiedzieć raczej "ekonomicznie trudny", choć ma znaczenie strategiczne (blokuje możliwość bezpośredniego połączenia Anakara-Baku, i umożliwia połączenie Armenii z innym sąsiadem niż Azerowie i Gruzini).

Marek1
poniedziałek, 19 października 2020, 11:40

"Brutalna wojna" - a widział ktoś kiedyś NIE brutalna wojnę ?

Rober
poniedziałek, 19 października 2020, 09:44

Prawdziwie smutny artykuł. Szkoda że zachód nie reaguje pozwalając Turcji na pełzający państwowy terroryzm.

GB
poniedziałek, 19 października 2020, 10:58

Prawdziwie smutny artykuł. Rosja jest winna.

bbb
poniedziałek, 19 października 2020, 12:54

To w sumie zabawne, że winna jest nawet jak nic nie robi ;)

wtorek, 20 października 2020, 00:09

Winna jest BO nic nie robi...

Radek
wtorek, 20 października 2020, 21:12

czemu ma "coś" robić?

Janek
poniedziałek, 19 października 2020, 11:29

Oj to teraz Rosja jest winna, że nie chce wspierać Armenii, która całkiem niedawno miała orientacje prozachodnią, licząc podobnie jak Gruzja na silne wsparcie Zachodu...?

A może
poniedziałek, 19 października 2020, 11:58

No to może teraz Rosja jeszcze napadnie na Armenię za karę jak na Ukrainę . To chyba nie problem bo jak napadali na Ukrainę formalnie też byli razem jeszcze w sojuszu obronnym.

Janek
poniedziałek, 19 października 2020, 15:59

Ale po co ma Rosja napadać skoro właśnie robi to formalny członek pokojowego NATO?

poniedziałek, 19 października 2020, 22:18

To pokojowa Rosja może napadać a pokojowe NATO nie?

A może
poniedziałek, 19 października 2020, 10:55

Prawdziwie smutny artykuł. Szkoda że Rosja nie reaguje pozwalając Turcji na pełzający państwowy terroryzm.

Marek1
poniedziałek, 19 października 2020, 11:43

Oczywiście bezkrytyczni fani "chrześcijańskiej" Armenii mają gdzieś, że Azerowie od 28 lat nie mogli doprosić się realizacji 4 kolejnych rezolucji ONZ nakazujących zwrot terytorium zbrojnie i krwawo zdobytego na Azerach w latach 1991-94.

andrzejto
poniedziałek, 19 października 2020, 20:21

Szkoda tylko, że to tereny zamieszkałe przez Ormian. Którzy w Azerbejdżanie byliby co najmniej obywatelami drugiej kategorii.

dim
poniedziałek, 19 października 2020, 06:26

W Grecji potwierdzono zamiar przywrócenia 12-mcznej zsw. Co w praktyce oznacza o połowę więcej wyszkolonych już poborowych, za bronią. Aktualnie obowiązuje 9-miesięczna - nauczyłeś się... więc zmykaj do domu. I żadnej fali, poza szkołami sił specjalnych.

Niuniu
poniedziałek, 19 października 2020, 03:07

Zgadzam się z z opisem obecnej sytuacji Ormian w artykule ale już analiza tam przedstawiona wygląda na mocno powierzchowną i jednostronną. Uwagi które przedstawia kolega DRUMIX są za to w pełni logiczne. Zwrócę tylko uwagę na kwestie geograficzno-militarne. Rosja nie graniczy z Armenią i Karabachem. Nie ma więc możliwości militarnej pomocy Ormianom bez bezpośredniego ataku na Azrebejdżan od strony morza Kaspijskiego lub ze strony Kaukazu. A taki atak nie wchodzi w grę. Sama rosyjska baza wojskowa w Armeni nie ma znaczącego potencjału militarnego i wobec braku komunikacji z Rosją też nie może odegrać żadnej roli w tym konflikcie. Tak więc Rosja jest tu bezsilna. Może działać jedynie na polu dyplomatycznym. Co innego USA i tzw. Zachód. Dostawy tureckiej broni i najemników do Azerbejdżanu odbywają się przez terytorium Gruzji. Jest to jedyna droga którą mogą się odbywać. A Gruzja jest w pełni podporządkowana USA. To amerykanie mają klucze do powstrzymania tej wojny mogąc zamknąć tranzyt przez terytorium Gruzji. Również UE ma olbrzymie możliwości ekonomicznego oddziaływania na Turcję. Natomiast ani USA ani UE nie podejmują praktycznie żadnych działań w celu jej powstrzymania, jak i tej wojny. Ten konflikt jak każdy inny u granic Rosji w obszarze post sowieckim jest dla Zachodu tzw. darem boga. Nie zgodzę się z twierdzenie, że czas gra na rzecz Armenii i z twierdzeniem, że Azerowie z Turcją liczyli na blickrig. To jest wojna na wyniszczenie w której Armenia nie może wygrać bo po pierwsze na starcie miała kilkukrotnie mniejsze zasoby a po wtóre nie ma żadnych możliwości ich uzupełniania. Za kilka dni lub tygodni Ormianie nie będą mieć nawet amunicji do karabinów nie mówiąc o ciężkiej broni i jeśli nie wycofają si ze swych umocnień do Armenii zostaną bezlitośnie zmasakrowani. Możliwe, że wtedy dla "picu" amerykanie aktywnie wmieszają się w ostatnią faze konfliktu powstrzymując ormiańską masakrę zyskując tym samym w Armenii podobną pozycję jak mają w Gruzji. Efektem będzie całkowite wyparcie z południowego Kaukazu Rosji oraz uzyskanie dostępu przez USA/NATO do morza Kaspijskiego. Przy okazji okrążenie Iranu i odcięcie go od lądowego połączenia z Rosją. Tak więc osobiście skłaniam sie do pomysłu, że jest to konflikt toczony przez i w interesie USA z wykorzystaniem sił militarnych innych (Turcja), zależnych od USA Państw. Taki scenariusz jest katastrofalny dla Moskwy ale bez jej militarnej interwencji praktycznie nie do uniknięcia. Wydaje się, że Rosja musi wybrać "zło lub jeszcze większe zło". Czyli pogodzić się z ostateczną utratą południa Kaukazu a tym samym całej Azji Środkowej albo zdecydować się na rozpętanie pełno skalowej wojny na tym terenie w celu odtworzenia sytuacji jak za ZSRR (z zajęciem Gruzji włącznie). A na to jest za słaba militarnie i politycznie.

DRUMIX
wtorek, 20 października 2020, 00:10

Myśle że paradoksalnie postawa zachodu to troche odbicie w lustrze postawy Rosji wzgledem tego konfliktu, z tą różnicą że nie wspierają Azerbejdżanu i Turcji (przynajmniej oficjalnie). Jakakolwiek dywagacja o wojnie Rosji z Baku... nie no to nie ten etap niby dlaczego? Kiedyś było takie hasło że nie chcemy umierać za Gdańsk.... dziś pewnie na Kremlu mówią że w sumie za Stepankert.....ale to wogóle nie są analiczne wydarzenia... anwet konsekwencje będą inne.. Rosja moze zyskać jeżeli powiedzmy zaakceptuje - ustąpi... tak jak to Turcja pewnie robiła w sprawie Syrii (pewnie cos sie się dogadywali z Kremlem) POstawa zachodu i naciski: zachód sam się ich pozbawia stopniowo wzgędem Turcjii... od lat jest wojna handlowa z Turcją ... (atak na walute Turcji) i co ? i jakoś kurs Ankary się nie zmienia... Dziś się wydaje ze mozna Erdogana (jak to ujeła jedna Pani z EU) zagłodzić walutowo... no zobaczymy nie wydaje mnie się... w I wojnie światowej Anglicy wpadli na błyskotliwy pomysł opanowania Bosforu... niewatpliwie dzisiaj są podobne pomysły...Historia czasami się powtarza... ale widać jedno Turcja to jest kraj z którym już się trzeba zaczać powoli liczyć.. ta rola będzie rosła.... Unia Europejsa przegrała sprawę Turcji kiedy Niemcy - ujmijmy to tak postanowili rządzić Europą... czyli odmówili akcesjii Turkom do Unii. I tu nastąpił koniec historii w relacjach EU - Turcja.. kto tu wygra jest sprawą otwartą ale wieksze szanse daje Turkom. Nie jest to konflikt w interesie USA .. to jest sprawa ujmijmy to tak "Świata Tureckiego"... biedna Armenia postanowiłą umierąc za Gdańsk... szlachetne i honorowe.. ale to bez sensu... broni i amunicji im nie zabraknie , pewnie jeszcze za czasów ZSRR ulokowali tam tyle broni ze mogli by cały Bliski wschód uzbroić po zęby ( bo niby skąd w przypadku III wojny światowej by szła ofensywa na Ankare...) o zapasy amunicji bym się nie bał... jest kwesia dostaw dornów kto im je sprzeda tak z pułki? jest tu taki co podniesie rękawice? Raczej nie Gruzja.. Ukraina sprzedaje Azerom....Polacy mają zakaz sprzedaży czegokolwiek gdziekolwiek.... o to może Francja? mają tylko z 30% muzułmanów u siebie, nie to chyba już lepiej używane rafaele opchnąc Erewaniowi tylko po co im to, ale przy dobrym lobbingu u nas by przeszło...albo jakieś używane korwety, fregaty...Sytuacja Amrenii jest taka ze będa przeciągać konflikt na coraz nowych liniach obrony no i partyzantka... ale obawiam się że po doswiadczeniach Tureckich z Syrii... no muszą próbować jak chca koniecznie walczyć o ten Karabach..... niestety sprawa wygąda tak że jest to terytorium Azerbejdżanu i bardzo cieżko to przewałkować w ONZ , chyba że ropa jest w Armenii, a nie to Azerowie mają rope....pudło... Sprawa wygląda tak: Z punktu widzenia prawa meidzy nardowowego - wojsko Armeni walczy na terytorium Azerbejdżanu.. Z punktu widzenia sojuszy - otwieramy mape i wszytko jasne.... Z punktu widzenia historycznego - Paszynian odwoływał się do Królestwa Amrnii... - można by się odwoływać do Hetytów albo... no okaże się że spora częśc Syberii, Chin Mongolii to tereny rdzenne ludnosci Tureckiej i dopiero się porobi, a jeszcze ktoś wypomnii Siuxów Czejenów.. ech no niewygodna sprawa... Z punku widzenia potencjału ludności... nie też to słabo wygląda Z punktu taktycznego - po stornie Amrnii na tą chwile jest jeszcze przewaga taktyczna pod wzgędem terenu.... Zasoby... amunicje Armenia ma, dronów nie.... Na dziś to widze tak że wojne trzeba dokonczyć i zobaczymy kto ją wygra... chyba się tak dogadali ..zainteresowani... Nie nie chodzi o blizkrkig... nie ta skala nie ta wojna nie ten czas. nie ten teren.

Marek
środa, 21 października 2020, 13:31

A ja uważam, że odmowa akcesji Turkom do Unii to była jedna z niewielu rozsądnych decyzji jakie ostatnio podejmowała Europa.

bb
poniedziałek, 19 października 2020, 12:58

Ciekawy punkt widzenia, faktycznie warto rozpatrzyć bierność zachodu.

dfdgdfgfdgfd
poniedziałek, 19 października 2020, 10:13

Moim zdanie, Gruzja, przepuściła by w tym wypadku Rosjan, Gruzja nie chce Islamskiego Kaukazu. Rosja się wstrzymuje z pomocą Armenii w ramach rozgrywki w czworokącie Rosja, Zachód, Turcja, Iran. Chce po prostu poczekać na większe zaangażowanie zachodu ewentualnie Iranu. Jest to bardzo niebezpieczna strategia, bo jak widać tereny górskie trudno się odbija. Jeśli ludy Tureckie zdobędą te tereny, to wyrzucenie ich stamtąd będzie bardzo trudne, i oznacza to defakto utworzenie u południowych granic Rosji potężnego, agresywnego, dobrze zorganizowanego i zaawansowanego technicznie imperium lub co najmniej wspólnoty Tureckiej jako konkurenta dla Ruskiego Mira. Imperium to będzie miało w wielu miejscach przewagę nad Rosją.

No
wtorek, 20 października 2020, 09:45

Gruzja niema nic do gadania. Wykonuje rozkazy wielkiego brata. Jak Polska

Kot nr 398
poniedziałek, 19 października 2020, 14:57

W tym akurat przypadku nie będzie to zbyt trudne, bo utrzymanie pierwszych kilku grzbietów i dolin przy kontroli przez Ormian wyższych gór na zachodzie będzie bardzo problematyczne.

Marek1
poniedziałek, 19 października 2020, 11:57

... i bardzo dobrze. Niebezpieczeństwa wokół wszystkich granic skutecznie powstrzymują Putina przed skupieniem się na kierunku ukraińsko-białoruskim, co dla nas jest b. korzystne. A Gruzja po nauczce z 2008r i ost. wyborach jest mocno podzielona wewnętrznie na zwalczające się wzajemnie ośrodki parlamentarny i prezydencki. Walka ta dotyczy również kwestii stos. z FR.

spoko
poniedziałek, 19 października 2020, 00:46

Ta wojna to kara dla Armenii za prozachodni kurs

Jasne
poniedziałek, 19 października 2020, 12:05

To może jeszcze niech Rosja napadnie za karę na Armenię jak napadła na Ukrainę

rober
poniedziałek, 19 października 2020, 12:00

Nie już dawno Gruzja i Armenia powinny pójść śladem prozachodnim .....a i sama Rosja wcześniej lub później nim pójdzie. ...nie ma alternatywy . Przyjaciół ł się zdobywa ....w tym wypadku Rosja pokazuje że nie ma przyjaciół tylko krótkowzroczne interesy , hodując sobie buldoga u gardła jakim staje się Turcja wspierająca terroryzm w Syrii , Libii , Kaukazie , Iraku itd

Maciek
niedziela, 18 października 2020, 23:39

Wnioski dotyczące bierności Rosji są wg mnie błędne. Ruscy zwyczajnie nie wiedzą jak sobie poradzić z tą sytuacją, bo otwarte opowiedzenie się po jednej ze stron oznacza definitywna utratę wpływów u drugiej. W efekcie stracili twarz. Okazali się bardzo marnym sojusznikiem, co nie dziwi. Na przyjaźniach z Rosją mało kto dobrze wyszedł.

Marek1
poniedziałek, 19 października 2020, 12:00

Zamiast pisać tutaj głupstwa o rzekomym "niedotrzymywaniu" przez Moskwę zapisów paktu ODKB sugeruję sprawdzić najpierw w JAKICH przypadkach członkowie ODKB muszą uruchomić pomoc militarną dla innego członka sojuszu. Póki co NIKT nie zaatakował zbrojnie terytorium Armenii ...

wtorek, 20 października 2020, 00:13

A czy ktoś mówi o zbrojnej interwencji? Oni raptem wyrazili ubolewanie bo ich po prostu zatkało...

Kot nr 398
poniedziałek, 19 października 2020, 09:25

Rosja ma setki lat doświadczenia na Kaukazie i dobrze wie że sojusze w tamtych okolicach bywają płynne. Na dziś język rosyjski w Armenii został praktycznie wyeliminowany podczas gdy w Azerbejdżanie są rosyjskie szkoły. Ale w Moskwie dobrze wiedzą że zmiana tabliczek na szkołach trwa kilka minut...

eee tam
poniedziałek, 19 października 2020, 10:57

Jakie szkoły jaki język? Kto dziś się uczy jeszcze rosyjskiego w świecie? Podpowiem NIKT nawet Kazachowie porzucili ten od dawna nikomu nie potrzebny i do tego zapisywany cyrilicą język

Obserwator
niedziela, 18 października 2020, 22:36

Na relacjach pomiędzy Turcją i Armenią wyjątkowo mocne piętno zaznaczyły wydarzenia historyczne. W latach 1894 - 1896 doszło do pierwszej fali pogromów Ormian w których zginęło 300 tys. ludzi. Kulminacja tragedii nastąpiła w latach 1915 - 1923, kiedy liczba ofiar mogła sięgnąć nawet 2 mln Ormian. W opinii zdecydowanej większości historyków wydarzenia z tamtych lat należy uznać za ludobójstwo, zorganizowane przez ówczesne państwo tureckie...

Milutki
wtorek, 20 października 2020, 00:08

Ormianie w Imperium Osmańskim, mimo nadawania im nowych praw zrównujacych z ludnością turecką i wzrostu ich znaczenia w Imperium, okazali się zdrajcami i piątą kolumną działającą na zniszczenie Imperium Osmańskiego. Kulminacją ich zdrady było dołączenie do atakujacej carskiej Rosji w 1915 roku w celu unicestwienia Imperium , w późniejszych latach wsparli jeszcze grecki atak. To Ormianie byli agresorami a Turcy się bronili i w końcu Turcy sie obronili przed nimi

eee tam
poniedziałek, 19 października 2020, 10:58

wszyscy to wiedzą i co z tego mamy żyć przeszłością w nieskończoność?

Obserwator
poniedziałek, 19 października 2020, 20:41

Niestety nie wszyscy to wiedzą, a ci co wiedzą, to niestety temu zaprzeczają albo przeinaczają. Historia ma wielki wpływ na współczesne wydarzenia, a omawiany konflikt zbrojny jest tego potwierdzeniem...

wtorek, 20 października 2020, 00:50

To chyba u was w raSSiji takie problemy...

Milutki
wtorek, 20 października 2020, 00:09

Niestety są tacy co zaprzeczają że Ormianie byli zdrajcami i agresorami a Turcja sie przed nimi broniła.

drumix
niedziela, 18 października 2020, 21:45

Panie Witoldzie, ta wojna zagraża Francji i Niemcom ? proszę o udowodnienie tej tezy? Jak? a Finladii zagraża? Pana sympatie polityczne przesłaniają obraz tego co się dzieje. Twierdził Pan że Afrin będzie niezwykle ciężko zająć siłom Tureckim..mylił się Pan wtedy i wydaje mi się ze w Pańskiej ocenie myli się Pan co do oceny obecnego konfliktu w AZERJEJDŻANIE. Jeżeli konflikt się przeniesie na tereny ARMENII będzie można drzeć szaty i wzywać do interwencji ONZ/UN/OBWE/CHIN/NATO, a teraz w sumie jak to wygląda.. Rosja ma związane ręce, układ o obronie obowiązuje Armenie ale chyba nie samozwańczy twór wewnątrz Azerbejdżanu (tak tak Armenia go rozpoznaje...), Erdogan zdaje sobie z tego sprawę.... Do tego otwórzmy mape.. i popatrzmy gdzie jest MOSKWA gdzie Karabach.. Gdzie Baku a gdzie Turcja...Granica Federacji Rosyjskiej jest trochę na północ... Do tego Azerbejdżan to nie Czeczenia...to nawet nie Gruzja... chodzi o to że kwestia nie rozbiją się o wole Putina bo on uznaje że to tragedia.. kwestia rozbija się o wolę i determinacje Baku i Ankary.... tak Rosja może wysoko zagrać ale zobaczmy co może ewentualnie stracić... choćby transporty do Syrii przez Bosfor czy przez Iran Irak? Czyja wtedy rośnie pozycja? to co może przez cieśninę Gibraltarską ? Kanał Sueski? Geopolityka a w ta grę gra Rosja i chce grać w pierwszej lidze to trochę bardziej złożona sprawa... Do tego troche ten konflikt się przeciągnął .. i trochę Armenii do tej pory był na ręke...Prosze teraz napisać analize z punktu widzenia Turcji albo Baku... dla Joe Bidena ta kewstia to geopolityka i tylko tyle można tu wygrać można przegrać w sumie co nie powie nic tu nie zyskuje i nie traci... Dla Rosji sprawa jest skomplikowana... Dla Erdogana... cóż.. dobrze a jak sprawa wygląda z perspektywy Ukrainy? to jest chyba ciekawe popierają Armenie, Azerbejdżan? Sprawa wygląda tak: jest to konflikt Ormiańsko Azerski... każdy z tych krajów ma swoich sojuszników i tyle... Ten artykuł powinien zawierać : punkty w prawie międzynarodowym które obie strony złamały, zarys historyczny, analize wojny 88-94 roku, przyczyny wybuchu itd, jaki status był do czasu wzrostu m napięcia, wizje wyjścia z wojny dla obu stron kto chce utrzymać status quo itd... Jakie konsekwencje po ewentualnym odzyskania kotroli przez Azerbejdzan nad swoim terytorium, konsekwencje dla Turcji, Rosji Iranu... A Pan tu wyjeżdża z Francją Niemcami i Grecją... (Grecja to 3 armia pancerna NATO - dalsza Pana anliza i obawy niepotrzebne)

jsyl
poniedziałek, 19 października 2020, 08:50

Rosja zostawiła swojego sojusznika, układ z Rosją zawsze sie tak kończy, patrz choćby na Ukrainę

straty
niedziela, 18 października 2020, 16:24

Założenie, że strona atakująca poniosła większe straty miałoby jakieś podstawy, gdyby ta strona nie miała miażdżącej przewagi technologicznej. W tym przypadku jest to myślenie życzeniowe Autora...

Kot nr 398
niedziela, 18 października 2020, 21:05

Z przewagi technologicznej tam aż tyle nie wynika. To góry, przygotowane linie obrony... Poza tym może być i tak że Rosja dostarczyła jakieś Kornety czy inne systemy.

Nie wiadomo
niedziela, 18 października 2020, 20:56

Azerowie nie podają żadnych swoich strat a nagła chęć do rozejmów zrywana potem zapewne przez tureckie naciski daje do myślenia

GB
niedziela, 18 października 2020, 21:16

Za to Ormianie pokazują filmiki z atakami na azerskie wojska. Porównując filmiki obu stron to wynika że w sprzęcie Ormianie ponieśli z 4 razy większe straty od Azerow.

Nie wiadomo
niedziela, 18 października 2020, 21:28

Azerowie mają znacznie lepsze warunki nagrywania z dronów w tym w nocy a Ormianie tylko z gór za dnia jak się filmy przekładają na realne straty obu stron nie wiadomo zwłaszcza strony Azerskiej

GB
niedziela, 18 października 2020, 21:49

Wiadomo na podstawie filmików jakie są straty Ormian i czołgów do dziś to utracili że 100 (zniszczonych, porzuconych i zdobytych przez Azerow). Ciazarowek pewnie z ponad 200, dział, moździerzy, wyrzutni rakiet kilkadziesiąt. To są bardzo poważne straty, a nigdzie nie było filmików pokazujących podobne nawet azerskie straty. Przy czym w artylerii i logistyce starty azerskie będą nikłe w stosunku do armenskich. Co więcej Azerowie mogą napełniać straty sprzetowe, Ormianie nie lub w ograniczonym stopniu i w zasadzie lekka broń.

Nie wiadomo
poniedziałek, 19 października 2020, 06:50

Skąd tak dobrze znasz starty azerskie powiedzieli ci?

GB
poniedziałek, 19 października 2020, 11:03

Po prostu, straty to Azerowie mogą mieć w czołgach, piechocie, bwp, czyli w oddziałach walczących na styku z npl. Azerowie zajmują teren i nie uciekają więc ich straty w logistyce i artylerii będą minimalne. Gdyby Ormianie atakowali dronami lub lotnictwem to straty w logistyce i artylerii mogłyby być większe. Po drugie teraz się filmuje dużo nawet na froncie więc jak już jakiś czołg azerski zostanie trafiony to istnieje duże prawdopodobieństwo że to wydarzenie zostanie nagrane i później opublikowane. Ormianie jednak mało mają takich filmików.

Nie wiadomo
poniedziałek, 19 października 2020, 11:31

Może tak może nie. Dopóki Azerowie nie opublikują swoich strat wszystko to domysły.

GB
poniedziałek, 19 października 2020, 11:52

To zostań przy faktach. A fakty są na filmikach.

Nie wiadomo
poniedziałek, 19 października 2020, 14:37

Jakby Azerowie mieli faktycznie taki małe straty to by się pochwalili tymczasem nawet własnemu społeczeństwu nic nie mówią ilu ich synów i mężów zginęło w zamian za parę opuszczonych wiosek

GB
poniedziałek, 19 października 2020, 15:25

Przecież to tajemnica wojskowa. Straty zostaną ujawnione po wojnie.

Kol
niedziela, 18 października 2020, 15:42

Erdogan to geniusz polityczny, bardzo nie lubiany, ale geniusz, który pomimo sankcji gospodarczych(nie pisanych), nagonki na niego, wojny pomiędzy mocarstwami w Syrii, Libii, złych relacjiz Grecjai nie tylko stara się stworzyć mocarstwo. Być może widzimy budowę fundamentów nowego imperium i wcale to nie są mżonki.

cxzcx,nvm,cxnv,mcxnv
poniedziałek, 19 października 2020, 10:24

Do geniusza mu daleko, raczej idzie w pułapkę zastawioną na niego, ale mogę się też mylić, bo układ polityczny może się tak ułożyć, że będzie miał szczęście.

dim
poniedziałek, 19 października 2020, 06:09

Od roku 2014, z jednym wyjątkiem, turecki PKB stale tylko spada. Teraz proszę odliczyć turecki wzrost nakładów na obronność (czy raczej zaczepność), uzyska Pan obraz spadania poziomu gospodarki na łeb - na szyję. Rozumując Pańskim tropem, można byłoby twierdzić także, że Adolf był geniuszem. Niemcy najwyższą produkcję zbrojeniową osiągnęły w roku 1944. A czy im to pomogło ?

Maciek
niedziela, 18 października 2020, 23:32

Imperia buduje się dziś na technologii i wpływach gospodarczych a nie zdobywaniu terytoriów i czystkom etnicznym. To nie 19 wiek ani nawet nie 20.

tak tak
niedziela, 18 października 2020, 22:40

I co stworzył? Nowe konflikty na swoich granicach?

Jaraa
poniedziałek, 19 października 2020, 11:58

największy i najgroźniejszy wewnątrz

Jedno pewne
niedziela, 18 października 2020, 15:34

Całkowita kompromitacja geopolityczna i militarna Rosji. Woda opadła i wszyscy zobaczyli kto bez gaci stoi. Putin

Hanys
poniedziałek, 19 października 2020, 00:32

Dżorcz, ale Rosja nie prowadzi żadnej wojny na Kaukazie, nie ma też żadnych podstaw do interwencji, gdyż Armenia nie została najechana, to prozachodni rząd armeński groził że uzna Karabach za część swojego terytorium i w ten sposób sprowokowali Azerów ;) Rosji tu nic do tego, po za tym jak to jest że Azerbejdżan nie potrafi nawet jednej wsi opanować za pomocą tureckiej i żydowskiej techniki ? Coś wam sie nie klei ta propaganda i wymyślanie jakichś "porażek" Rosji z kosmosu, nic wam nie da ;)

zcxzvxcvbvc
poniedziałek, 19 października 2020, 10:29

Tu nie chodzi o rzeczywiste porażki Rosji, ale wizerunkowe, a to ma spore znaczenie. W tej chwili wygląda na to (niezależnie od tego jak jest naprawdę), że Erbakan znalazł lukę w Rosyjskiej technice wojskowej i uzyskan nad Rosją w jednym miejscu przewagę techniczną. Skoro Turcji się to udało, to dlaczego to ma się nie udać Iranowi, czy krajom środkowej Azji? Po drugie, skoro broń Rosyjska może być tak łatwo niszczona przez drony to po co ją kupować? Lepiej kupić drony w Turcji.

Kot nr 398
poniedziałek, 19 października 2020, 12:41

Po pierwsze, to jest konflikt specyficzny, mocno pozycyjny. Po drugie, Rosja szybko opracuje podobne drony i zintegruje to z systemami OPL, i do tego coś w czym są bardzo mocni czyli zakłócanie promieniowania E-M. Tu zresztą bardzo jest prawdopodobne że pewnego dnia wszystkie drony przestaną się móc komunikować przez radio, Rosja oczywiście powie: my? nic nie wiemy.

GB
poniedziałek, 19 października 2020, 13:25

Ormianie używają rosyjskich systemów wre Repelent 1. I jeden z nich na co jest potwierdzenie został zniszczony przez drona. A runecie dziś nawet było info że zniszczono dwa. Skąd wiadomo że Rosjanie są w czymś mocni jak każda wojna obala ich propagandę o cudownej, nie mającej analoga broni. W tym konflikcie rosyjskie systemy plot okazały się bezradne wobec dronów, a nawet taka "super broń" jak S-300 nie potrafi zestrzeliwać rakiet. Dziś było np. info że jakaś armeńska rakieta uderzyła 250 metrów od ważnego gazociągu niedaleko Baku, a tam stoi co najmniej jeden dywizjon S-300PMU2.

RS
niedziela, 18 października 2020, 15:03

Wnioski polityczno-militarne na aktualną chwilę: 1. Błyskotliwy sukces izraelskich i tureckich dronów oraz amunicji krążącej. 2. Totalna klęska rosyjskich systemów przeciwlotniczych, które okazały się niezdolne do ochrony nawet przed tak łatwym celem jak powolne, niemanewrujące drony. 3. Polityczny blamaż Rosji, która zdradziła armeńskiego sojusznika, z którym wiązał ją pakt obronny. A jednocześnie całkowia nieskuteczność rosyjskiej mediacji, już dwukrotnie wynogocjowane przez Rosję zawieszenia broni zostały prawie natychmiast złamane.

Krzyś
niedziela, 18 października 2020, 23:58

Blamaz to chyba radzieckich systemów przeciwloticzych osy krugi i nawet s 300 to technologia z lat 60-80 bo żaden z tych systemów z wyjątkiem małej modernizacji sA 8 czyli doposażenia w termowizor nie przeprowadzono pomijając już tragiczna statyczna pozbawiona manewru i maskowania pozoracji celów taktykę strony ormianskiej Słabość obrony przeciwlotniczej strony ormiańskiej wynika takze że słabości ekonomicznej i budżet obrony jest mniejszy niż Estonia co powoduje że ich jedynie nowoczesnym systemem obrony jest jedną bateria tor2m i ale też bez radaru do wykrywania celów na niskich wysokościach kasta brak calkowity systemów kierowania ogniem obrony np.typu polana razir i innych Całkowity brak nowoczesnych radarów do wykrywania małych celów typu podlot2mm kasta czy szwedzkie żyrafy abm Niestety pozostałe radary to też technika nie zmodernizowana czyli stare p18 st 68 i inne obrona lufowa to stare działka 20mm m55 wycofane dawno z arsenalow serbskich i to bez celownikiow p 56 zsu 23 2 i 4 s-60 57mm wszystkie bez sko Inne liczby w karabachuu Armenia miała maksymalnie 16 20 systemów sa8 co ważne działających w pojedynkę bez żadnych nadrzednych systemów zbieranie informacji i zarządzania walka 2 baterie s 300pm ale też nie działające jako całość to samo tyczy się systemów wre a rzucenie do walki pojedynczego sytemu nie wpientego w system kierowania walka jest bez sensu strona przeciwna natomiast mogła wystawić jednocześnie do walki kilkadziesiąt może więcej dronuw i amunicji krazoncej jednoczesnie oraz prawdopodobnie wsparcie tureckich satelitów szpiegowskich więc jeśli tureckie drony i amunicja krążenia zniszczy przeciwnika o podobnych możliwościach np Egipt Algieria to przyznam Ci rację bo przykład Syrii i Libii jest analogia sytuacji w Armenii nawet jeżeli były to nowoczesnjwejsze pancyry s 1 bo one też działy z reguły pojedynczo bez wsparcia systemu kierowania walka szczebla baterii radaru do wykrywania celów małych na niskich wysokościach np.podlot m kasta m ostatnio w Serbii przeprowadzono ćwiczenia obrony przeciw lotniczej z użyciem calej baterii pancyrow s2 z bateryinym sko który otrzymywał informacje aż 3 radarów zewnętrznych jednego dalekiego zasięgu tps 70 bateryjnego zmodernizowanego radaru p12 i zmodernizowanego radaru do wykrywania celów małych wysokościach m85 żyrafa co moim zdaniem daje zupełnie inny obraz pola walki poszczególnym wozom bojowym a ich przeciwnikiem na ekranach radarów byłby drony ch92 kupione w chinach pozdrawiam i przepraszam zabłędy

Kot nr 398
niedziela, 18 października 2020, 19:11

Pakt obronny dotyczył terytorium Armenii, nie Arcachu. Systemy OPL nie były projektowane dla dronów tego typu. Konkluzje przedwczesne, w Syrii jakoś Rosja dała radę w trudniejszych warunkach. Tu chodzi o coś innego. Dlaczego na tylu zdjęciach są rakiety praktycznie w całości? Czy to nie powinno wybuchnąć?

LOL
niedziela, 18 października 2020, 21:25

Tia, to tak jak pakt obronny Rosji z Syrią. Kiedy Izrael lub Turcja bombardują Syrię to Rosja udaje wtedy że to deszcz pada. Jeśli rosyjska OPL nie radzi sobie z dronami pozbawionymi rakiet antyradarowych to jak poradziłaby sobie ze znacznie groźniejszymi samolotami pilotowymi, które są od dronów znacznie szybsze, manewrują i mają rakiety antyradarowe.

Kot nr 398
poniedziałek, 19 października 2020, 10:02

Samoloty załogowe są o wiele większe. Zobacz sobie jakiej wielkości jest rakieta S-300, a jakiej dron - taki z amunicją krążącą albo obserwacyjny.

Hanys
poniedziałek, 19 października 2020, 00:34

Normalnie, te samoloty natowskie byłyby zwyczajnie zestrzeliwane

GB
poniedziałek, 19 października 2020, 11:07

Niekoniecznie. Samoloty NATO mają różne systemy wre i w stosunku do ilości przeprowadzanych misji bojowych ich straty są minimalne. Zobacz sobie ile misji bojowych wykonuje lotnictwo izraelskie i straciło w ciągu kilku lat wojny w Syrii tylko jednego F-16. Lotnictwo rosyjskie w ciągu paru dni wojny w Gruzji straciło kilka samolotów i kilka śmigłowców. Klęska.

GB
niedziela, 18 października 2020, 20:36

I jeszcze jedno, taki S-300 to zawiódł kompletnie. Nie potrafi obronić miast armenskich i azerskich przed atakiem rakiet balistycznych i niekierowanych. Armienia ma S-300PS, a Azerbejdżan w najnowszej wersji S-300PMU2.

Smuteczek
niedziela, 18 października 2020, 20:06

Azerowie stosuja amunicje kasetowa. Podczas dolotu na cel taka rakieta wyrzuca swoja zawartosc subamunicji nad celem i ostatni etap pokonuje juz pusta. Stad sa pozneij dziwne zdjecia jak taka pusta juz rakieta podczas upadku sie lamie czy laduje komus na balkonie.

Bursztyn
niedziela, 18 października 2020, 12:09

Widać wyraźnie że Rosja dogadał a się z Turcja i karabach jest dla Azerbejdżanu

Juliusz Cezar
niedziela, 18 października 2020, 16:09

Tak tak, ta Rosja to ciągle z kimś się dogaduje, tylko towarzyszu zapomniałeś że zwycięstwo Azerbejdżanu to zwycięstwo Turcji w tym regionie, a to oznacza utratę wpływów przez Rosję na rzecz Turcji. I co im zostanie? Projekcja siły na Kazachstan? Za chwilę Chiny wejdą po surowce na Syberię, a Turcja wypiera ich z Kaukazu. Z nikim się nie dogadali, tylko po prostu tracą wpływy, co z jednej strony jest korzystne, ale z drugiej może wywołać odruchy militarne w kierunku państw nadbałtyckich.

No cóż
niedziela, 18 października 2020, 15:35

Sugerujesz że Rosja abdykowała z roli rozgrywającego w obszarze poradzieckim?

bfe9d
niedziela, 18 października 2020, 23:39

nie abdykowała, tylko robi się za dużo frontów, a to prosta droga do ekonomicznego upadku, który pociąga automatycznie upadek militarny. Raczej obecnie rozwiązuje problem co zrobić ze swoim sojusznikiem (niby) czyli Erdoganem.

Kot nr 398
poniedziałek, 19 października 2020, 10:03

Rosja może odpuścić sobie Libię, może nawet Syrię ale na pewno nigdy przenigdy nie może odpuścić Kaukazu.

ziomm
niedziela, 18 października 2020, 15:29

Może tak rzeczywiście być. Rosja jest za słaba by bronić Armenię, gdyż sama nie ma przeciwbroni przeciwko tureckim dronom, co pokazała jej porażka w Idlib i Libii. Co więcej, słowa Pompeo - wg mnie - to przyznanie, że USA też umywają ręce i poza "zdecydowanymi słowami zaniepokojenia" niewiele zechcą uczynić dla Armenii. Armenia musi radzić sama. Dlaczego taka postawa USA? Bo Turcja jest ważniejsza dla nich niż Armenia i co więcej - właśnie na dniach Turcja ogłosiła ukończenie gazociągu TANAP z Baku przez Gruzję i Turcję do granicy z Grecją i UE. To ważny projekt, bo ten gazociąg pozwoli dostarczać azerski gaz do Turcji i Europy, stanowiąc alternatywę dla gazu z Rosji. Dla Armenii to nie jest dobra wiadomość, bo gazociąg TANAP od dawna miał poparcie USA i oficjalnie UE i jest zgodny również z naszymi interesami (i krajów Trójmorza) ograniczania wpływów Rosji (przez South Stream). Więc akurat USA nie będą przeszkadzać uruchomieniu tego gazociągu. Z tego samego powodu interesy Gruzji, która będzie zarabiać na tym gazociągu, również są przeciwko interesom Armenii. Jednocześnie widać, że nic nie dzieje się przypadkowo, jeśli chodzi o przyczyny wybuchu tej wojny. Ta wojna była dobrze i od dawna planowana. Biedna Armenia została sama jak palec. Jedynym kierunkiem pomocy dla jej zostaje Iran oraz "sojusznicza" Rosja, którym nie będzie się podobać dalsze umacnianie się państw tureckich w regionie. Ale ta pomoc będzie ograniczona.

Kot nr 398
niedziela, 18 października 2020, 19:09

Rosja trochę zaspała ale odpowiedniki tureckich dronów szybko opracuje, tu nie ma jakiejś unikatowej technologii. Armia rosyjska jest teraz w niezłej formie, w przeciwieństwie do smuty czasów Jelcyna. Ciekawa rozgrywka się odbywa. Może chodzi o zmuszenie Armenii do oddania strefy buforowej, międzynarodowe uznanie Arcachu i rozwiązanie problemu na dłużej? Może chodzi o jakiś nacisk na Gruzję która jest coraz bardziej pod turecką kontrolą?

jpr
niedziela, 18 października 2020, 23:42

W dronach nie ma "jakiejś unikatowej technologii". Ale w budowie i użytkowaniu dronów konieczna jest wysoka kultura techniczna. Turcy się dorobili tej kultury, przez wiele lat terminując, ubiegając się o szkolenia, licencje, zamówienia na podwykonawstwo... Aż doszli do najwyższego poziomu światowego, są dostawcami szeregu podzespołów do F35 i tworzą własne konstrukcje. Rosja ma szereg ciekawych wynalazków, tylko nie potrafi na ich podstawie wyprodukować nic, co by działało w miarę niezawodnie i skutecznie. Kilku wybitnych uczonych i kompletny brak zdyscyplinowanych, wysoko kwalifikowanych i odpowiedzialnych majstrów i robotników w warsztatach.

Kot nr 398
poniedziałek, 19 października 2020, 09:23

Tym niemniej Rosja lata w kosmos, buduje jedne z najlepszych na świecie samolotów... Mają technologie unikatowe w skali świata (np spawanie tytanu). Do pewnego stopnia Rosja padła ofiarą rozkręconego przez siebie i historię II wojny kultu czołgów, ale zachowajmy proporcje. Dostali szansę nadrobić niewielkie opóźnienia.

GB
poniedziałek, 19 października 2020, 11:20

Program kosmiczny Rosji pada. Kiedyś była równorzędna z USA, obecnie jest daleko w tyle za USA i wyprzedziły ją także Chiny. Jak tak dalej będzie, a wszystko na to wskazuje to prześcigną ją Indie. Rosja nie ma jak nadrobić opóźnień bo nałożono na nią sankcje odcinające od nowoczesnych technologii. Co do samolotów to Rosja praktycznie nie istnieje w samolotach pasażerskich, a jej samoloty bojowe są coraz gorsze względem zachodnich.

Kot nr 398
poniedziałek, 19 października 2020, 12:37

"W Rosji wszystko pada" - po tym poznaje się eksperta atlantyckiego. Zarówno z samolotami jak i z kosmosem technologia na rok powiedzmy 1990 to jest ciągle bardzo mocny punkt, bo wcale nie było tu aż takiego postępu. Nawet gdyby Rosja wznowiła produkcję Tu-154 to jej to wystarczy do samodzielności, ale po pierwsze jest dziś o wiele dalej a po drugie nie będzie takiej potrzeby. Lotnictwo pasażerskie w dotychzasowym kształcie przestało istnieć, nadmiarowych samolotów są tysiące, Boeing i Airbus będą generatorami długów i kosztów na długie lata.

GB
poniedziałek, 19 października 2020, 14:10

Jak się ktoś nie liczy z ekonomią to mu wszystko pada. Rosyjskie linie lotnicze przeszły na zachodnie samoloty pasażerskie bo te były bardziej ekonomiczne od rosyjskich, rzadziej się psuły, miały większe resursu itd. Oczywiście Rosja może sobie produkować i Tu-154 tylko wtedy państwo będzie dokładać do linii lotniczych, albo zbankrutują. Może też być tak że sami Rosjanie nie będą chcieli latać takimi samolotami w obawie o swoje życie. A Boeing i Airbus sobie poradzą co najwyżej zmniejszą produkcję.

GB
niedziela, 18 października 2020, 20:29

Jasne... Rosja pracuje nad dronami od 2008 roku i na razie to seryjnie produkuje przestarzałe obecnie licencyjne izraelskie drony.

Kot nr 398
niedziela, 18 października 2020, 21:10

To nie jest kwestia inżynierii tylko doktryny. Szybko to nadrobią, lepiej dla Rosji że Turcja niewiele ugrała zdradzając możliwości technologiczne.

GB
niedziela, 18 października 2020, 21:37

To jest kwestia inżynierii gdyż drony Rosja stosuje od początku interwencji w Syrii i Ukrainy. I do tej pory nawet w przypadku amunicji krążącej nie osiągnęła poziomu Polski.

Kot nr 398
niedziela, 18 października 2020, 22:55

Ukraina to w ogóle nie jest konflikt na poważnie (choć ludzie giną). Nie chodzi tam o przełamanie a tylko wymęczenie Ukrainy by się zgodziła na autonomię. Wkrótce to nastąpi. Więc żadnych kluczowych broni tam się nie używa. Skoro mamy technikę dla Rosji nieosiągalną, to może byśmy dali radę z myśliwcem lepszym niż Su-57? Z pewnością!

GB
poniedziałek, 19 października 2020, 11:10

Polska nie jest potęgą w produkcji broni i jeszcze długo nie będzie, jeśli w ogóle. Niemniej produkuje się u nas niezłe drony, które się także eksportuje. Su-57 w dzisiejszych czasach nie jest czymś nadzwyczajnym, to taki Su-35 z innym płatowcem.

GB
niedziela, 18 października 2020, 12:01

Fizuli padło, a żołnierze ormianscy po prostu uciekli. Azerowie opublikowali filmik z Fizuli w tym z bazy wojska z porzucona bronią w tym kilka czolgów T-72, kilka dział 122 i 152 km, ciężarówki, amunicja (ppk Kornet i Fagot). To jest obraz klęski. Wojska azerskie idą bez przeszkód wzdłuż granicy z Iranem i jak tak dalej pójdzie to odetną GK od Iranu. Wszystko to wksazuje że obrona ormiańska na południu się załamała i teraz najważniejszą sprawą jest opanowanie paniki i jak najszybsze utworzenie nowych pozycji obronnych. Inaczej Azerowie mogą dojść do stolicy Karabachu.

Milutki
niedziela, 18 października 2020, 13:12

Azerbejdzan stosuje taktylę użycia małych dronów znaną z innych konfliktów, precyzyjne uderzenia punktowe i powolne uszczuplanie możliwości wroga tak aż straci on możliwość walki i ucieknie albo zostanie zniszczony . W Libii na początku wydawało się że rząd trypolitański nie robi żadnych postępów a jedynie broni się przed upadkiem, później w ciągu miesiąca zdobyto więcej niż przez wcześniejszy pół roku

Smuteczek
niedziela, 18 października 2020, 11:46

Nierozumiem jak Armenia moze tutaj liczyc na wsparcie polityczne czy presje zachodu? Skoro nie wystarczylo to w Syrii i pozniej w Libii, nie starcza w przypadku Cybru i Grecji, to jaka maja szanse teraz w przypadku Karabachu? Kiedy jak widac Turcja kolejny raz zainwestowała mocno i teraz liczy na zyski ( nie tylko polityczne ale rowniez ekonomiczne bo sykcesy ich sprzetu wojskowego sprawiaja ze lista klientow ktore na nie czeka szybko puchnie). To pokazuje jak ktorka lawke przyjaciol ma Armenia. W takiej sytuacji ignorowanie Rosji wydaje sie zupelnie pozbawione sensu. Nawet pomimo obiektywnie niekozystnych warunkow jakie ta stawia. Zwyczajnie nie widze innego ratunku dla Karabachu. No chyba ze faktycznie aktualnie ponoszone straty na wojnie sa akceptowalne i wojna daleka jest jeszcze od rozstrzygniecia, jednak przekazy medialne wydaje sie temu przeczyc. A co do pana Witolda to brakuje mi troszke tutaj spojrzenia Ormian na efekty bombardowania celow ewidentnie cywilnych w Gandzy. Ostrzal Stepenkertu oceniany jest jednoznacznie negatywnie u nas, jednak kiedy pozniej Armenia w odpowiedzi robi to samo...

Aras
niedziela, 18 października 2020, 16:29

Zdecydowanie się nie zgadzam to Azejberdżan zaatakował Armenię i to Azejberdżan pierwszy zaczął ostrzeliwać Stepanakert. Armenia i Arcach muszą jakoś się bronić nie mogą pozostawać bierne, stąd ostrzał Gandży. Co do przynależności Arcachu to sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana niż przedstawia to Azejberdżan/Turcja, obecnie formalnie to Azejberdżan, ale czy ZSSR pytał Ormian o zgodę jak przekazywał ten obszar Azejberdżanowi jako karę za nieposłuszeństwo Ormian wobec ZSSR

Kamyk
niedziela, 18 października 2020, 13:01

To Rosja ignoruje Armenie dopuszczajac Turcje na Kaukaz jako glownego rozgrywajacego w tym rejonie .

Jedi
niedziela, 18 października 2020, 12:46

Nie zgadzam się z Panem. Wprawdzie Armenia przez swoje położenie jest w bardzo trudnej sytuacji jednak, jak uczy historia, stawianie na Rosję to stawianie na złego konia. Dla danego państwa zawsze kończy się to utratą niepodległości (w mniejszym lub większym stopniu). Taka jest cena przyjaźni z Rosją. Oczywiście każdy kto pomaga nie robi tego z miłosierdzia i oczekuje czegoś w zamian, ale Rosja idzie o dziesięć kroków dalej. Taka jest po prostu mentalność tej "sfołoczy" (mówię oczywiście o elitach rządzących w Rosji, a nie o narodzie). Moim zdaniem Armenia powinna obrać kierunek zdecydowanie prozachodni przynajmniej co do państw antytureckich, ale do tego potrzebna jest normalizacja stosunków z Gruzją, no i pytanie czy sam zachód (Francja, Grecja itd.) wejdą zdecydowanie w ten układ.

Kot nr 398
niedziela, 18 października 2020, 16:18

Zachód nie radzi sobie z islamem u siebie, jest kompletnie bezsilny. Przecież armia brytyjska swoją liczebnością nie różni się znacząco od armeńskiej plus azerbejdżańskiej. Wątpię by Rosja tak po prostu pozwoliła anihilować Armenię, to by oznaczało dla niej ogromne problemy po północnej stronie Kaukazu, stopniowe opanowanie Gruzji przez Turcję, nie, to by było coś kompletnie nowego i trudnego do objaśnienia. Tym bardziej że w kolejnej rewolucyjnej próbie w Kirgizji Rosja się jakoś tam włączyła (nie militarnie) i kurs prorosyjski ma być kontynuowany. Zapewne Rosja wie że upadek Arcachu nie nastąpi. Póki co to rosyjska "oboronka" traci na tym konflikcie, zapewne zamówienia na czołgi czy systemy OPL ucierpią a opóźnienia z dronami musi pilnie nadrobić. Wkrótce się dowiemy co i jak.

Perun Shogun
niedziela, 18 października 2020, 23:56

Jeśli chodzi o liczby to na początku konfliktu po stronie Arcach było 20 tys żołnierzy i po 300 czołgów, bwp i dział, Armenia ma 45 tys żołnierzy i po około 200 tych trzech rodzajów broni. Łacznie miały ok ( NKR i Armenia przed stratami 100) systemów przeciwlotniczych. Przed atakiem - tu jest oczywiste, że zaatakował Azerbejdżan na polecenie Turcji - zmobilizował; żołnierzy - 80 tys czołgów - 665 (w tym sto nowych t-90) bwp - 600 (rozne rodzaje) MT-LB -dokładnie 336 ok 40 dronów wojskowych. Armia brytyjska w tym roku miała liczebność 131 tys. ale w tym są również engineers (obsługa) nie liczę 7 tys marines. Czołgi to tylko 110 challenger-2 reszta albo szkolna albo zalaminowana ale za to 1500 BWP (AFV) i z tys. innych pojazdów. Liczbowo moze tyle samo ale jakościowo to UK jest w kosmosie. Co do Islamu to prawda - nie mniej UK Army ma tylko JEDNEGO immama i 150 kaznodzieji. Dlatego sądzę, że jedyną szansą dla Armenii i Nagornego Karabachu jest uderzanie w struny religijne. Aerowie i Turcy (zaraz zaczną drugi front) wejdą i wymordują Ormian jak to robią i bedą roili od lat. Rosja im nie pomoże bo król jest nagi. Jest za słaba, ugrzęzła na Ukrainie i nie uda jej sie jak z Gruzją poprzednio. Politycznie i gospodarczo Armenia już została spisana na straty - może to tylko odmienić pokazując walkę chrześcijaństwa z islamem. Rosja może starcić kawałek Armenii jeżeli w zamian odzyska całą republikę. Porzuciła Armenię bo nowe władze widzą, że zachód daje więcej możliwości. To jest próba ukarania Ormian za zbytnią niezależność jak i dowód na słabość Rosji jako takiej. Mam nadzieję, że chociaż Białorusini pokojowo uwolnią się od tego protektora - niestety postawa Łukaszenki - nielegalnego prezydenta - może doprowadzić do eskalacji i rozlewu krwi. Choć jestem antyrosyjski to jeszcze bardziej jestem antyislamski - dlatego wbrew rozumowi, prawu międzynarodowemu i rzetelnej ocenie życzę Ormianom wygranie kolejnej wojny z Turcją!

Kot nr 398
poniedziałek, 19 października 2020, 10:06

To może armia brytyjska by mogła mieć 10 żołnierzy? 5x Rambo i 5x Chuck Norris? Rosja na Ukrainie nie ugrzęzła, w pełni kontroluje sytuację i to raczej z Kijowa dochodzi coraz więcej sygnałów o chęci zakończenia konfliktu. Rosja na pewno nie może sobie ot tak odpuścić Armenii, coś się szykuje ale co to jeszcze nie wiemy do końca...

Perun Shogun
poniedziałek, 19 października 2020, 15:58

Ugrzęzła ponieważ plan minimum był dojść do Krymu od strony Donbasu. Maximum aż do Naddieprza włącznie z Odessą. Ukraińcy ta wojnę przegrali to oczywiste, tak jak Gruzini w 2006. Nie dziwię się, że prezydent Ukrainy chcę negocjować. Krym już jest utracony ale pozostałe dwie pseudo republiki do odzyskania w zamian za Krym. Mając most i zablokowane Morze Azowskie Don jako granicę i możliwość spływu towarów Rosja w zamian za odpuszczenie sankcji zgodzi się na pokój.

Kot nr 398
poniedziałek, 19 października 2020, 19:00

Rosja nie chce Donbasu. Gdyby chciała to by go przyłączyła jak Krym. Ale nie chce bo po co jej to? Zdewastowany przestarzały przemysł, wyczerpane głębokie złoża węgla. Rosja chce by to Ukraina (albo inni chętni) sfinansowali odbudowę.

nfsie
niedziela, 18 października 2020, 23:44

i tak Erdogan ogrywa Putina. Jednocześnie otwiera inne fronty i może się zakiwać.

Smuteczek
niedziela, 18 października 2020, 14:54

Problem polega na tym ze tutaj juz nie o niepodleglosc chodzi ale o egzystencje. Życie. Jezeli dojdzie do tego ze ze Azerowie zajma Karabach to zaczna sie pogromy ( znowu). Zgadzam sie ze nie ma tu dobrego wyjscia. Trzeba zwyczajnie wybrac mniejsze zło.

Eee tam
niedziela, 18 października 2020, 15:37

W Armenii Ormianom nic nie grozi od nikogo.

nfies
niedziela, 18 października 2020, 23:46

to tak jakbyś napisał, że w Jerozolimie/Tel Awiwie Izraelczykom nic nie grozi od nikogo. No nie, grozi i to bardzo. Mogłeś napisać NA RAZIE nic nie grozi, to okej.

Tweets Defence24