Reklama
Reklama

Wiceminister Tomasz Szatkowski wkrótce odejdzie z MON

7 lutego 2019, 10:03
Tomasz Szatkowski
Tomasz Szatkowski. Fot. Rafał Lesiecki / Defence24.pl

Tomasz Szatkowski – główny wykonawca Strategicznego Przeglądu Obronnego i jedyny z obecnych wiceministrów, którzy do MON przyszli razem z Antonim Macierewiczem – niedługo odejdzie z resortu na stanowisko stałego przedstawiciela RP przy NATO. Za dwa tygodnie jego kandydatura na ambasadora będzie opiniowana w Sejmie, co z reguły jest czystą formalnością. Nie wiadomo, kto teraz będzie odpowiadał w ministerstwie za sprawy międzynarodowe.

Mimo braku komunikatów z MON lub MSZ informację o tym, że Szatkowski zmienia pracę, należy uznać za oficjalną. Nazwisko obecnego wiceszefa MON pojawiło się bowiem w środę wśród kandydatów na ambasadorów, których 20 lutego będzie opiniowała sejmowa komisja spraw zagranicznych. To jeden z ostatnich kroków przewidzianych przez krajowe procedury. Na tym etapie kandydat jest już po uzgodnieniach z państwem przyjmującym, a przede wszystkim – po negocjacjach personalnych w Polsce, gdzie i rząd, i prezydent mają coś do powiedzenia.

Negatywna opinia komisji w parlamencie zdarza się niezwykle rzadko i zawsze jest dużym zaskoczeniem i skandalem. W tej kadencji taki przypadek był tylko jeden. Z tych powodów, nominację dla Szatkowskiego należy uznać za przesądzoną.

Informacja na internetowej stronie Sejmu jak zwykle nie precyzuje, na którą placówkę wyjedzie obecny wiceszef MON. Z informacji Defence24.pl wynika jednak, że będzie to Stałe Przedstawicielstwo RP przy NATO w Brukseli. Taki kierunek podał też w październiku 2018 r. tygodnik "Do Rzeczy". Charakterystyczne, że po tej publikacji wiceminister w wypowiedzi dla PAP niczemu nie zaprzeczył. Zadeklarował jedynie, że jest do dyspozycji swoich przełożonych.

Zmiana polskiego ambasadora przy NATO miała dokonać się już na przełomie 2018 i 2019 r. Z informacji Defence24.pl wynika jednak, że kandydatura Szatkowskiego spotkała się z na tyle dużym oporem, że konieczne były bezpośrednie rozmowy premiera Mateusza Morawieckiego z prezydentem Andrzejem Dudą. Obaj politycy niezwykle rzadko pochylają się nad sprawami tej rangi, co nominacja dla tego czy innego ambasadora.

Jeden z bardzo dobrze poinformowanych polityków obozu władzy przyznał nawet anonimowo, że w ramach negocjacji pojawił się pomysł, żeby na placówkę przy NATO wysłać... Roberta Kupieckiego. Jest on – trzeba to napisać z całą odpowiedzialnością – najlepszym w Polsce specjalistą w spawach Sojuszu Północnoatlantyckiego, zajmował stanowiska m.in. wiceszefa MON, ambasadora w USA i wiceambasadora przy NATO. Jednak Kupiecki jako szef jakiejkolwiek placówki za granicą jest dla PiS nie do zaakcentowania jako dawny współpracownik szefa MON Tomasza Siemoniaka (PO) i szefa MSZ Bronisława Geremka (wtedy Unia Wolności). Jest to tym ważniejsze, że Szatkowski współpracuje z PiS od początku swojej kariery i zawsze okazywał się lojalny wobec partii.

Więc kto z obozu władzy nie życzył dobrze kandydaturze obecnego wiceministra? Tego nikt nie chce potwierdzić. Można się jednak domyślać, że Szatkowski nie miał wsparcia w otoczeniu prezydenta. Jest bowiem bliskim współpracownikiem byłego szefa MON Antoniego Macierewicza (2015-18), który przez co najmniej połowę okresu na tym urzędzie był w otwartym konflikcie z Andrzejem Dudą.

Jednym z pól tego konfliktu były wartość i znaczenie Koncepcji Obronnej RP, czyli jawnego wyciągu z raportu na zakończenie tajnego Strategicznego Przeglądu Obronnego, za który w latach 2016-17 odpowiadał właśnie Szatkowski. Macierewicz dążył do tego, by nadać wnioskom z SPO jak największą rangę. Prezydenckie Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, które w pracach przeglądu uczestniczyło w znikomym stopniu, starało się dążeniom MON zapobiec. W tym okresie Szatkowski organizował spotkania z dziennikarzami, by przekonać ich i pośrednio opinię publiczną do wartości SPO. Choć o zwierzchniku sił zbrojnych wypowiadał się przy tym bardzo dyplomatycznie, to na pewno nie zaskarbił sobie tym przyjaciół w otoczeniu prezydenta.

Przeprowadzka Szatkowskiego na placówkę w Brukseli to także koniec pewnego serialu, który nie był relacjonowany na pierwszych stronach gazet, ale który ludzie w MON i jego otoczeniu śledzili przez ponad dwa lata. Nieoficjalne wieści, że wiceminister za chwilę odejdzie z MON pojawiały się bowiem co najmniej od 2016 r., jeśli nie wcześniej. Już raz Szatkowskiego wiązano z polskim przedstawicielstwem przy NATO. Wtedy jednak na placówkę pojechał Marek Ziółkowski, doświadczony dyplomata z MSZ, który notabene w środę w imieniu Polski podpisał protokół akcesyjny Macedonii Północnej do NATO.

Innym razem o Szatkowskim mówiono, że przejdzie do zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej, kiedy indziej – że do którejś ze spółek energetycznych. Pod koniec 2017 r., tuż przed odwołaniem Macierewicza wiadomo było, że jego zastępca otwarcie szykuje się do odejścia. Na liście wiceministrów obrony pojawił się wtedy Dominik Smyrgała, tak jak Szatkowski specjalista od spraw zagranicznych, przez jakiś czas jego bliski współpracownik. Paradoksem było więc, że Szatkowski jako jedyny z wiceministrów pozostał w resorcie, gdy kierownictwo przejął Mariusz Błaszczak i jego ludzie. Jako wiceszef MON nadal odpowiadał za sprawy zagraniczne i politykę międzynarodową, choć odebrano mu nadzór nad Departamentem Strategii i Planowania Obronnego, najbardziej związanym z SPO.

Dlaczego Szatkowski jeszcze przez rok pozostał w MON? Na ten temat nikt nigdy się oficjalnie nie wypowiadał. Niewątpliwie jednak Błaszczak nie miał w swojej ekipie nikogo, kto znałby się na dyplomacji (ba, na starcie nie miał nikogo, kto miałby doświadczenie związane z wojskiem!). Nowy minister był niejako skazany na wiceministra z poprzedniego rozdania. Co więcej, Szatkowski na samym początku zapunktował, organizując Błaszczakowi w ciągu tygodnia wizyty w Waszyngtonie (planowaną jeszcze dla Macierewicza) i w kwaterze głównej NATO w Brukseli. Jeśli można wnioskować na podstawie emocji w wypowiedziach obecnego szefa MON, to sprawy zagraniczne są dziś ulubioną częścią jego pracy.

Tu dochodzimy do najważniejszego pytania, które wiąże się z nominacją dla nowego ambasadora przy NATO: kto zastąpi Szatkowskiego w MON? Na tzw. giełdzie nie krążą obecnie żadne nazwiska. Być może wakat utrzyma się dłużej i być może minister Błaszczak na pewien czas obejmie pion polityki zagranicznej osobistym nadzorem tak, jak uczynił to z pionem modernizacji po odejściu wiceministra Sebastiana Chwałka. Wtedy to nie była najlepsza decyzja i teraz też tak by nie było. Spraw zagranicznych w MON jest naprawdę dużo, niektóre z nich – jak zwiększenie obecności wojskowej USA w Polsce, czyli tzw. Fort Trump – mają status priorytetów nie tylko z perspektywy resortu, ale i całego rządu. Żeby to wszystko naprawdę dobrze prowadzić, na poziomie wiceszefa MON potrzeba dyplomaty z dużym doświadczeniem i jednocześnie mocnym umocowaniem politycznym. W obecnej ekipie rządzącej takich osób właściwie się nie spotyka.

Niewątpliwie Szatkowski ma predyspozycje, by zostać ambasadorem RP przy NATO. Już przychodząc do MON w 2015 r., cieszył się reputacją eksperta na styku obronności i spraw międzynarodowych. W życiorysie ma prestiżowe wykształcenie (m.in. podyplomówki na King's College London, w brytyjskiej Akademii Obrony i w Szkole Marynarki Wojennej USA w Monterey), a także pracę za granicą (Parlament Europejski) oraz w spółkach Skarbu Państwa (m.in. wiceprezes Bumaru i p.o. prezes... TVP). Skoro od trzech lat prowadzi sprawy zagraniczne resortu obrony, to z wydarzeniami w NATO jest na bieżąco. Wielokrotnie bywał w kwaterze głównej Sojuszu. Odwiedzi ją także w przyszłym tygodniu, podczas spotkania ministrów obrony NATO. Na tych obradach Szatkowski zawsze towarzyszył Błaszczakowi i Macierewiczowi, a czasem ich zastępował.

Jednym z ważniejszych zadań nowego stałego przedstawiciela RP przy NATO będzie przekonanie sojuszników, że idea Fort Trump jest także dla nich, a nie przeciwko nim. W tej sprawie polskie władze zaangażowały się w dwustronne rozmowy z USA tak bardzo, że część członków NATO uważała się pominięta. Szatkowski będzie dla sojuszników cennym i wiarygodnym rozmówcą, bo wiedzę na temat zwiększenia obecności wojskowej USA w Polsce ma z pierwszej ręki.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że stanowisko podległe MSZ obejmie człowiek ostatnio związany z MON. Polskie placówki dyplomatyczne to bowiem miejsca, gdzie tzw. Polska resortowa objawia się w całej pełni. Wiele zależy od tego, jak dyplomaci w garniturach i mundurach dogadują się ze sobą. Z reguły większość ambasady to ludzie z MSZ, ale attachat obsadza MON. W przedstawicielstwie przy NATO proporcje między częścią cywilną i wojskową to mniej więcej pół na pół. Tym bardziej ważne jest, by szef części cywilnej rozumiał specyfikę części wojskowej.

Dyplomaci w polskim przedstawicielstwie przy Sojuszu powinni być przygotowani także na to, że ich przyszły szef ma chaotyczny styl pracy, charakterystyczny dla większości osób, które blisko współpracowały z Antonim Macierewiczem. W MON słynna jest też skłonność Szatkowskiego do odkładania decyzji na później. W czasach, gdy Prawo prasowe nie określało terminu na wykonanie autoryzacji, wiceminister przetrzymał przez około miesiąc dwa niezbyt obszerne teksty autorstwa niżej podpisanego.

Największym przedsięwzięciem, jakie w MON przeprowadzono pod kierunkiem Szatkowskiego był niewątpliwie Strategiczny Przegląd Obronny. Jego konkluzje miały określić program rozwoju Wojska Polskiego do 2032 r. Jednak odkąd szefem MON nie jest Antoni Macierewicz, obserwujemy stopniowe odchodzenie od ustaleń SPO, czego przykładem jest program Gepard, czyli budowa wozu wsparcia bezpośredniego, czegoś w rodzaju lekkiego czołgu.

Nie jest jednak wykluczone, że konkluzje SPO jeszcze powrócą. Ci, którzy w czasach wojny prezydenta Dudy z ministrem Macierewiczem kwestionowali Koncepcję Obronną RP, później ciepło wypowiadali się o jej ustaleniach, gdy przyszło do opracowywania założeń do nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. Te rekomendacje pod koniec 2018 r. zostały przesłane z BBN do MON. Kto wie, może wpływ Tomasza Szatkowskiego na przyszłość polskiej obronności będzie większy niż się dziś wydaje?

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 6
Reklama
Realista 1
czwartek, 18 kwietnia 2019, 08:20

Po co te podchody, jak nie wiedzą co z nim zrobić to zwolnić albo znaleźć inną posadę.

Ernest Treywasz
piątek, 8 lutego 2019, 20:51

MON jest w dryfie, podobnie jak cała Rzeczpospolita Polska. SPO to była najlepsza rzecz jaka powstała w MON w ciągu ostatniego ćwierćwiecza (podobie jak WOT, które zostały powołane dzięki wnioskom z tych samych symulacji, które zrodziły SPO). Nie tylko Gepard podważa SPO. Rezygnacja z głębokiej modernizacji posiadanych T-72M/PT-9, odwlekanie ad calendas grecas decyzji w sprawie Orki, recydywa majaków o budowie floty oceanicznej (fregaty zamiast korwet), stagnacja w rozwoju WOT... Zamiast tego ma nas chronić "Fort Trump", za który wybulimy corocznie więcej niż za obronę terytorialną, chyba tylko po to by pani Mosbacher miała więcej argumentów w sztorcowaniu miejscowych notabli. Jestem coraz mocniej przekonany że gen. Kraszewski był na celowniku SKW z poważniejszych powodów, niż ambicjonalne utarczki między poprzednim szefem MON a PAD.

Marek1
czwartek, 7 lutego 2019, 20:40

P. generale, z całym szacunkiem, ale WP to technologiczny SKANSEN, więc dochodzenie do podst. standardu jakim jest struktura uzbrojenia typu 10% super nowoczesne, 30% nowoczesne(myśli się już o modernizacji), 40% starsza generacja, ale ciągle ciągle skuteczna i już modernizowana, oraz 20% sprzęt sukcesywnie wycofywany do rezerwy sprzętowo-szkoleniowej, zajmie PSZ 20-30 lat przy obecnych tragicznych procedurach, koszmarnej biurokracji i beznadziejnej współpracy na styku WP/MON/PGZ/NBCiR. Mamy tyle czasu zważywszy na jednoznaczny KONIEC europejskiego dolce vita z przełomu wieków ? Mocno wątpię ...

KrzysiekS
czwartek, 7 lutego 2019, 16:08

KrzysiekS->karo Chyba uważnie nie słuchałeś Pan Gen. powiedział że nasze T72 (nawet po modyfikacji, pomijam amunicję) będą nadawały się tylko do szkolenia. Od rosyjskich T-72B3 dzieli je przepaść a tak głęboko nie będą naszych modernizować po prostu się nie opłaca.

karo
czwartek, 7 lutego 2019, 12:39

Pięknie generał Andrzejczak podsumował ujadania krytyków ws. naszych T-72 i jednocześnie dramatyzowania odnośnie ich ruskich odpowiedników. Mam identyczną opinię na ten temat :)

Zxc
czwartek, 7 lutego 2019, 12:20

I to nazywa się dobra wiadomość.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama