Reklama
Reklama

Dwie dekady Wojska Polskiego w NATO. Największym wyzwaniem – modernizacja [RAPORT]

12 marca 2019, 16:40
BWP i Abrams
Fot. Łukasz Gładysiak/Defence24.pl.

Po dwóch dekadach od dołączenia Polski do NATO Warszawa jest silnie związana z Sojuszem, zarówno politycznie, jak i wojskowo. Pakt Północnoatlantycki stał się gwarantem bezpieczeństwa. Wojsko Polskie nadal jednak stoi przed koniecznością generacyjnej wymiany sprzętu z czasów Układu Warszawskiego.

Mija 20 lat od przystąpienia Polski do struktur Sojuszu Północnoatlantyckiego. Członkostwo w NATO niewątpliwie przyczyniło się do poprawy bezpieczeństwa Polski i transformacji armii. Najpierw skupiła się ona na misjach ekspedycyjnych, w myśl panującej wtedy zasady „Out of area or out of business”. Po rosyjskiej aneksji Krymu i 15 lat po akcesji Polski, NATO zdecydowało się na „powrót” do obrony kolektywnej, stopniowo wzmacniając swój potencjał obronny na wschodniej flance. Wojsko Polskie przeszło przez ten czas ogromne zmiany. Żołnierze nauczyli się bezpośrednio współdziałać z sojusznikami, wprowadzono też NATO-wskie standardy i procedury.

Dziś WP jest filarem Paktu Północnoatlantyckiego na flance wschodniej i na co dzień współpracuje z wojskami USA i NATO obecnymi w regionie, a jednocześnie uczestniczy w misjach w Kosowie, ale też na Bliskim Wschodzie i w Afganistanie. Można jednak postawić tezę, że – pomimo przeprowadzenia szeregu programów – piętą achillesową pozostaje modernizacja techniczna, a większość sprzętu nadal pochodzi z czasów Układu Warszawskiego. To musi się zmienić, jeśli Polska chce na trwałe zająć w systemie kolektywnej obrony odpowiednie miejsce.

Początki Polski w NATO – „out of area or out of business”

Przyjęcie Polski do NATO było głównym celem polskiej polityki zagranicznej w latach 90. XX wieku, a sfinalizowanie tego procesu – jednym z największych, jeśli nie największym jej sukcesem. Równolegle z działaniami politycznymi do wejścia do struktur Sojuszu Północnoatlantyckiego przygotowywali się wojskowi. Między innymi w ramach programu Partnerstwo dla Pokoju. PdP objęło np. pierwsze misje na Bałkanach, w których wzięli udział polscy żołnierze – IFOR i SFOR. W Polsce w latach 90. na krótkie ćwiczenia zaczęły pojawiać się sojusznicze jednostki, w tym lotnicze. Przykładowo, Francuzi na Mirage 2000 wzięli udział w szkoleniu startów i lądowań z Drogowego Odcinka Lotniskowego, jeszcze w 1998 roku, a więc przed wejściem naszego kraju do NATO.

Wejście do struktur Sojuszu wiązało się z przyjęciem odpowiednich standardów i procedur, ale też widoczną „gołym okiem” dalszą intensyfikacją współpracy wojskowej. Już w maju 1999 roku w Ustce przeprowadzono ćwiczenia obrony przeciwlotniczej Ocelot-99 z udziałem sił zbrojnych Niemiec i Czech, realizowane zgodnie z procedurami NATO. W pierwszych latach po przystąpieniu Polski do struktur Sojuszu prowadzono również inne szkolenia z sojusznikami, np. Victory Strike, Strong Resolve itd. W 1999 roku sformowano też Dowództwo Wielonarodowego Korpusu Północny-Wschód. W momencie wejścia Polski do NATO Korpus odegrał istotną rolę w zacieśnianiu współpracy, zwłaszcza z najbliższymi sojusznikami. Od 2014 roku jest wzmacniany, i gra coraz szerszą rolę w systemie obrony kolektywnej.

Wozy BRDM-2 służyły polskim żołnierzom na misjach od lat 90., i nadal stanowią podstawę wyposażenia jednostek rozpoznawczych. Fot. 15bz.wp.mil.pl
Wozy BRDM-2 służyły polskim żołnierzom na misjach od lat 90., i nadal stanowią podstawę wyposażenia jednostek rozpoznawczych. Fot. 15bz.wp.mil.pl

Jednocześnie, z uwagi na obowiązującą w NATO w pierwszych latach po zakończeniu Zimnej Wojny zasadę „out of area or out of business”, kładącą nacisk na misje poza obszarem traktatowym, Wojsko Polskie zwiększyło swoje zaangażowanie w misje. Pierwszą, rozpoczętą przez Polskę już jako członka NATO była operacja KFOR w Kosowie, trwająca – w znacznie zmienionym kształcie – po dziś dzień. Przełomem był natomiast atak terrorystyczny z 11 września 2001 roku. W odpowiedzi na wezwanie USA, zdecydowanie najważniejszego państwa członkowskiego NATO ówczesne kierownictwo polityczne Polski zdecydowało się na zaangażowanie w Iraku (w ramach koalicji państw pod wodzą USA, później także w ramach misji szkoleniowej NATO), i w Afganistanie – w ramach sił Sojuszu Północnoatlantyckiego. Misje w Iraku i Afganistanie ulegały wielokrotnym przeobrażeniom. 

Pomimo wielu kontrowersji, związanych z otoczeniem politycznym i przygotowaniem kontyngentów nie ulega wątpliwości, że obie te operacje stanowiły kamienie milowe na drodze do zwiększenia zdolności współdziałania Wojska Polskiego z jednostkami sojuszniczymi. W ich ramach relatywnie duże jednostki WP uczestniczyły w działaniach bojowych, Polacy odgrywali też bardzo ważne role w strukturach dowodzenia obu misji. Doświadczenia z Iraku i Afganistanu (nawet jeśli ta pierwsza operacja w zasadzie nie była realizowana pod egidą NATO) są więc kluczowe dla zdolności współdziałania, zarówno na różnych szczeblach dowodzenia, jak i przez pojedynczych żołnierzy.

Transportery Rosomak odegrały ważną rolę w misji w Afganistanie. Fot. Dowództwo Operacyjne SZ
Transportery Rosomak odegrały ważną rolę w misji w Afganistanie. Fot. Dowództwo Operacyjne SZ

Pierwsze kroki do przebudowy armii

Trzeba też pamiętać, że gdy w 1999 roku Polska przystąpiła do NATO, dysponowała armią z poboru, i niemal wyłącznie sprzętem posowieckim. Modernizację techniczną w tym okresie skupiano – co właściwe i zrozumiałe – na systemach dowodzenia i łączności, czy identyfikacji swój-obcy – IFF. To one stanowiły fundament dla możliwości zwiększenia współdziałania z NATO, jeszcze zanim do służby wejdzie nowy sprzęt. WP dysponowało pod koniec ostatniej dekady XX wieku m.in. ośmioma dywizjami ogólnowojskowymi, i ok. 1700 czołgami, jednak znaczną część z nich stanowiły T-55A/AM. Nieliczne programy modernizacyjne – obok sprzętu dowodzenia i łączności – obejmowały np. wprowadzenie pierwszych wersji przenośnych systemów przeciwlotniczych Grom, czołgów PT-91 Twardy itd.

Nawiasem mówiąc, już w latach 90. dostrzegano potrzebę modernizacji technicznej armii. Jako priorytety określono m.in. obronę powietrzną krótkiego/bardzo krótkiego zasięgu i artylerię, przeznaczone do realizacji siłami własnego przemysłu, czy też w ramach współpracy. Można tutaj wymienić Strategiczne Programy Rządowe Grom i Loara. Ten pierwszy zakończył się powodzeniem, ten drugi ostatecznie anulowano, choć zestaw w wersji artyleryjskiej był gotowy do produkcji seryjnej. Inny ważny program, haubicy Krab, w zasadzie dopiero teraz wkracza w fazę realizacji, bo dostawy pierwszego dywizjonu zakończyły się w 2017 roku (po odważnej decyzji ówczesnego kierownictwa MON i PGZ z 2014 roku o zmianie konfiguracji systemu i wdrożeniu nowego podwozia). Inny SPR, Huzar, mający doprowadzić do opracowania odmiany śmigłowca W-3 Sokół, uzbrojonego w broń przeciwpancerną, ostatecznie anulowano, a niedawno MON wrócił do podobnej koncepcji modernizacji śmigłowców. W ramach SPR Iryda został opracowany samolot szkolno-bojowy, ale ostatecznie z różnych przyczyn wycofano go ze służby. Niepowodzeniem zakończył się również program nowego czołgu Goryl.  

SPR Loara zakończył się niepowodzeniem. Fot. www.10bkpanc.wp.mil.pl
SPR Loara zakończył się niepowodzeniem. Fot. www.10bkpanc.wp.mil.pl

Identyfikowano również inne priorytety, jak nowe samoloty wielozadaniowe (zastępujące MiGi-21, częściowo Su-22M4/UM3K), Kołowe Transportery Opancerzone (mające zastąpić transportery SKOT, wycofane już ze służby w jednostkach liniowych) i wreszcie przeciwpancerne pociski kierowane nowej generacji, które miały być wprowadzone w miejsce ppk Malutka. 

W latach 90. programy modernizacji napotykały na bardzo duże przeszkody, związane z sytuacją gospodarczą kraju, zaszłościami po Układzie Warszawskim (nadmiernie rozbudowane struktury) i zmianami politycznymi, przez co dużych zakupów sprzętu generalnie nie realizowano. Wejście do NATO przyniosło tutaj jakościową zmianę:

  • Po pierwsze, w maju 2001 roku przyjęto ustawę o przebudowie, modernizacji technicznej i finansowaniu Sił Zbrojnych, wyznaczającą poziom wydatków obronnych na 1,95 proc. PKB. Dalsze 0,05 proc. PKB miało – zgodnie z inną ustawą – trafić na najkosztowniejszy program samolotu wielozadaniowego.
  • Po drugie, przyjęto plan modernizacji technicznej na lata 2001-2006, po raz pierwszy wyznaczający w miarę realne ramy rozwoju polskiej armii, powiązane z uwarunkowaniami finansowymi (w przeciwieństwie np. do planu z 1997 roku, z perspektywą do 2012 roku, zwanego „Armia 2012”).
  • Po trzecie, zdecydowano się na restrukturyzację i częściową redukcję stanów liczebnych WP. W armii, nadal poborowej, miało pozostać około 150 tys. żołnierzy, w Wojskach Lądowych – cztery zrestrukturyzowane i wzmocnione dywizje ogólnowojskowe (1 DZ rozformowana w 2011 roku, i trzy istniejące po dziś dzień 11 DKPanc., 12 DZ oraz 16 DZ), dysponujące jednak dużo silniejszymi i lepiej przygotowanymi strukturami. Ta reforma była próbą znalezienia równowagi pomiędzy potrzebą utrzymania stanów liczebnych armii i systemu rezerw, a możliwościami i potrzebami wynikającymi z konieczności generacyjnej wymiany sprzętu.
Pierwsza partia czołgów Leopard 2A4 trafiła do Polski w latach 2002-2003. Fot. chor. R.Mniedło/11LDKPanc.
Pierwsza partia czołgów Leopard 2A4 trafiła do Polski w latach 2002-2003. Fot. chor. R.Mniedło/11LDKPanc.

Warto w tym miejscu przypomnieć wybrane priorytety programu modernizacji armii na lata 2001-2006:

  • Wielozadaniowe Samoloty Bojowe. Pierwszym i najważniejszym elementem tego programu było pozyskanie wielozadaniowych samolotów bojowych. W jego ramach zakupiono 48 maszyn F-16 Block 52+. Początkowo planowano zakup 60 myśliwców, w tym kilkunastu używanych, jednak ostatecznie po otrzymaniu propozycji przejęcia z Niemiec MiG-ów-29 zakupiono tylko nowe maszyny. Plan ten został zrealizowany, choć osiągnięcie gotowości zajęło dłużej niż pierwotnie zakładano, a realizacja offsetu do dziś budzi kontrowersje.
  • Samoloty transportowe. Już w 2001 roku zdecydowano o zakupie samolotów Casa (obecnie Airbus) C-295M. Początkowo było to osiem maszyn, potem wprowadzono następne. Jeden z samolotów utracono w katastrofie w Mirosławcu. C-295M odgrywały i nadal odgrywają ważną rolę we wsparciu Polskich Kontyngentów Wojskowych, wykonują też działania transportowe. C-295M zostały wsparte mieleckimi M-28, a także Herculesami przekazanymi z nadwyżek wojsk USA. Program zakupów samolotów transportowych zakończył się więc sukcesem.
  • KTO Rosomak. W 2003 roku podpisano kontrakt na licencyjną produkcję fińskich transporterów AMV Patria w zakładach w Siemianowicach Śląskich (obecnie Rosomak SA). Choć pojazdy wprowadzono do linii w dużej liczbie i użyto bojowo z powodzeniem w Afganistanie i Czadzie, to program zakończył się tylko połowicznym sukcesem. Nadal brakuje bowiem części odmian specjalistycznych, a przede wszystkim zdolności użycia przeciwpancernych pocisków kierowanych.
  • Przeciwpancerne pociski kierowane nowej generacji. Umowę na dostawę 264 przenośnych wyrzutni rakiet Spike-LR i 2675 rakiet, zastępujących posowieckie systemy Malutka, Fagot i Metys podpisano w grudniu 2003 roku. Została ona zrealizowana, a niedawno do wojska trafiły pierwsze zestawy z drugiej partii. Nie udało się jednak wprowadzić do linii żadnego pojazdu zintegrowanego ze Spike – ani KTO Rosomak, ani BWP-1 (na pewnym etapie planowano modernizację części BWP poprzez wymianę systemu wieżowego, ale nie udało się tego zrealizować). Dlatego ważną część obrony przeciwpancernej stanowią nadal rakiety Malutka, umieszczone na BWP i na nielicznych BRDM, konstrukcja ta ma ok. 50 lat. Program Spike był więc tylko połowicznym sukcesem (podobnie jak Rosomak, który od początku miał być zintegrowany z tymi rakietami).
  • Czołgi Leopard 2 i modernizacja T-72 w oparciu o ich technologię. Program modernizacji na lata 2001-2006 zakładał pozyskanie z Niemiec 128 partii używanych czołgów Leopard 2A4 (co zrealizowano) i zakup ok. 100 „jakościowo nowych czołgów” – de facto drugiej partii Leopardów. Pomysł ten najpierw po długich analizach zarzucono, a potem do niego wrócono, ostatecznie druga partia Leopardów 2A5/2A4 trafiła do wojska w latach 2014-2015. Planowano jednak również głęboką modernizację – „leopardyzację” czołgów T-72. Nic z tego nie wyszło, a prac nad T-72 nie kontynuowano. Z tego powodu program Leopardów, choć doprowadził do istotnego wzmocnienia Wojsk Pancernych, nie zapewnił całościowej modernizacji i zakończył się tylko połowicznym sukcesem. Leopardy 2A4 są obecnie modernizowane do wersji 2PL.
  • Modernizacja Mi-24. MON planował modernizację śmigłowców Mi-24 do wersji PL, wraz z państwami Grupy V4. Program ten jednak anulowano, a Wojsko Polskie straciło zdolność rażenia celów opancerzonych za pomocą przeciwpancernych pocisków kierowanych. Obecnie MON przygotowuje się do modernizacji Mi-24, pieniądze na ten cel zawarte są w budżecie na 2019 rok. Planowany jest też program Kruk, śmigłowca uderzeniowego nowej generacji.
  • Budowa korwet wielozadaniowych Gawron. Plan na lata 2001-2006 zakładał rozpoczęcie budowy serii korwet wielozadaniowych Gawron. Jak wiemy, ostatecznie budowana jest tylko jedna jednostka, przez co najmniej 18 lat, w dodatku jako patrolowiec. Program zakończył się więc porażką, a Marynarka Wojenna jest najbardziej zaniedbanym Rodzajem Sił Zbrojnych.

Czas misji

Kolejne lata upłynęły w Wojsku Polskim pod znakiem misji ekspedycyjnych. Jak wiemy, misja w Iraku bardzo szybko przekształciła się ze „stabilizacyjnej” w de facto bojową, z udziałem maksymalnie ok. 2500 żołnierzy, wchodzących w skład kierowanej przez Polaków Wielonarodowej Dywizji Centrum-Południe. W warunkach bojowych dopracowywano procedury, jak i sprzęt – wyposażenie indywidualne, broń strzelecką (szczególnie karabiny Beryl), wreszcie samochody Honker, oznaczone Skorpion-3. Kontyngent borykał się także z problemami natury politycznej – np. przejęcie władzy przez socjalistów po zamachach na metro w Madrycie spowodowało wycofanie hiszpańskiego kontyngentu, przez co większą rolę musieli przejąć Amerykanie, podobnie jak miało to miejsce podczas części prowadzonych działań bojowych. 

W Afganistanie WP było (i pozostaje) zaangażowane od 2002 roku, ale największe natężenie działań miało miejsce w latach 2010-2011, wtedy kontyngent liczył 2,6 tys. żołnierzy. Został lepiej wyposażony niż PKW Irak (np. w KTO Rosomak, haubice Dana wraz z BSP FlyEye i systemem Liwiec etc.), jednak i tam WP korzystało ze sprzętowego wsparcia sojuszników, jeśli chodzi o śmigłowce i pojazdy MRAP. Udział w tych operacjach dał WP cenne doświadczenie bojowe, okupione jednak krwią poległych i rannych żołnierzy. Wnioski z misji uwzględniono w planowaniu rozwoju Sił Zbrojnych. Jedną z takich decyzji było powołanie Wojsk Specjalnych. Wydzielenie WS jako oddzielnego rodzaju Sił Zbrojnych w 2007 roku pozwoliło wynieść ich zdolności na nowy poziom. W 2015 roku Polska jako pierwszy kraj NATO należący do wschodniej flanki objęła rolę państwa ramowego Sił Odpowiedzi Sojuszu Północnoatlantyckiego, właśnie w komponencie Wojsk Specjalnych.

Od 2008 roku MON i WP zmagały się jednak z kryzysem gospodarczym, który w konsekwencji przełożył się na cięcia wydatków publicznych. Łącznie w latach 2008-2013 na obronę wydano o 10,5 mld zł mniej, niż gdyby trzymać się pierwotnego założenia planowania i wydawania 1,95 proc. PKB z roku poprzedniego. W tym samym czasie zdecydowano się na szybkie uzawodowienie armii, co – w połączeniu z cięciami finansowymi – doprowadziło do zakrojonych na szeroką skalę redukcji stanów liczebnych. WP miało liczyć 100 tys. żołnierzy zawodowych, wspieranych przez 20 tys. wojskowych z Narodowych Sił Rezerwowych, które jednak nigdy nie osiągnęły tego stanu. W 2011 roku rozformowano 1 Warszawską Dywizję Zmechanizowaną. Jeśli chodzi o modernizację, można powiedzieć że zapanowała pewna stagnacja. Realizowano jednak prace koncepcyjne nad nowymi programami modernizacyjnymi (np. Wisła, Narew, Homar, wieża bezzałogowa), wśród nowych zakupów z tego okresu można wymienić m.in. Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy.

W końcu 2012 roku przyjęto zakrojony na szeroką skalę Plan Modernizacji Technicznej, zakładający realizację kilkunastu priorytetowych programów operacyjnych, za kwotę ok. 91 mld zł do 2022 roku (łącznie na modernizację planowano wydać 130-140 mld zł). Założono m.in. budowę warstwowego systemu obrony powietrznej, pozyskanie nowej generacji śmigłowców, kompleksową modernizację Wojsk Rakietowych i Artylerii, dalszą modernizację Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych, zakupy nowych okrętów dla Marynarki Wojennej, wielu klas bezzałogowców czy zautomatyzowanych systemów dowodzenia i różnych systemów rozpoznania. Jak wiemy, większości założeń obowiązującego do lutego 2019 roku Planu (nowy PMT był opóźniony o ponad 2 lata), nie została zrealizowana, choć nadal stanowi podstawę do planowania modernizacji sił zbrojnych.  

Na przełomie 2013 i 2014 roku wdrożono w życie reformę systemu dowodzenia polską armią, zakładającą rozformowanie oddzielnych dowództw RSZ i stworzenie dwóch połączonych dowództw – generalnego i operacyjnego. W dokumentach doktrynalnych uwzględniono w nieco większym stopniu obronę własnego terytorium (tzw. doktryna Komorowskiego). W listopadzie 2013 roku podpisano umowę na zakup drugiej partii Leopardów, nieco wcześniej – we wrześniu – na budowę niszczyciela min Kormoran II w ramach pracy rozwojowej. Z kolei w końcu lutego 2014 roku zamówiono system szkolenia AJT z ośmioma samolotami Master (zostały już dostarczone, a w 2018 r. MON zamówił łącznie osiem dalszych maszyn w dwóch transzach).

NATO wraca do korzeni 

Rosyjska aneksja Krymu i późniejsza agresja wobec Ukrainy w 2014 roku była szokiem i zaskoczeniem dla większości decydentów i ekspertów w NATO. Warto więc prześledzić ostatnie pięć lat, zarówno z punktu widzenia NATO, jak i Polski. Tym bardziej, że wiąże się to z bezprecedensowym wzmocnieniem kolektywnej obrony na naszym terenie. 

W odpowiedzi na agresywne działania Rosji Sojusz podjął decyzję o wdrożeniu środków adaptacji i obrony. Pierwszy krok dokonano na szczycie w Walii w 2014 roku. Plan na Rzecz Gotowości (Readiness Action Plan) zakładał wzmocnienie Sił Odpowiedzi NATO, poprzez:

  • Zwiększenie ich liczebności do 40 tys. żołnierzy
  • wydzielenie jednostki natychmiastowego reagowania (VJTF), osiągającej gotowość do rozmieszczenia w ciągu 5-7 dni; 

Oprócz tego ustalenia ze szczytu z Newport zakładały zwiększenie zakresu ćwiczeń na wschodniej flance (co swoją drogą w pewnym zakresie miało miejsce już przed tym spotkaniem), jak i ustanowienie ciągłej obecności niewielkich jednostek, głównie w celach szkoleniowych. Kolejnym ważnym elementem było zobowiązanie sojuszników do zwiększenia wydatków obronnych do 2 proc. PKB do 2024 roku.

Tutaj trzeba dodać kilka słów komentarza. Kryzys gospodarczy, jaki miał miejsce w Europie i USA od 2008 roku, odcisnął się bardzo mocno na zdolnościach wiodących krajów członkowskich NATO. Przeprowadzono redukcje strukturalne i ograniczono zakres modernizacji, szczególnie w zakresie konwencjonalnych zdolności, uznanych za „nieprzydatne” w czasie misji stabilizacyjnych. Czasem pozbyto się ich niemal zupełnie, jak np. w wypadku mobilnej obrony przeciwlotniczej krótkiego/bardzo krótkiego zasięgu w Bundeswehrze, ale i w czynnej US Army.

Fot. army.mil
Fot. army.mil

To, w połączeniu z rozbudową potencjału wojskowego przez Moskwę od 2008 roku spowodowało ryzyko uzyskania przez Rosję lokalnej przewagi, czy przewagi w obszarze określonych zdolności. Ta sytuacja jest skrajnie odmienna w stosunku do tej, z którą Polska miała do czynienia w 1999 roku, gdy sojusznicy dysponowali zdecydowaną, konwencjonalną przewagą nad Federacją, a sama Moskwa – zaniedbanymi siłami zbrojnymi. Ma to daleko idące konsekwencje dla państw wschodniej flanki, w tym dla Polski. 

Wróćmy jednak do adaptacji NATO. W 2015 roku przeprowadzono pierwsze ćwiczenia rozmieszczenia sił natychmiastowego reagowania NATO w Polsce (Noble Jump 2015). Rok później, na szczycie w Warszawie podjęto pierwszy raz w historii decyzję o ustanowieniu obecności batalionowych grup bojowych NATO na wschodniej flance. To wielonarodowe jednostki, prowadzące od 2017 roku działania w sposób ciągły. Jedna z grup, dowodzona przez Amerykanów, rozmieszczona jest w rejonie Orzysza i Bemowa Piskiego. Równolegle swoją obecność wzmocniły USA, działając w ramach własnego łańcucha dowodzenia. W ramach operacji Atlantic Resolve na kontynencie w sposób ciągły rozlokowane są m.in. pancerna brygadowa grupa bojowa, wysunięte dowództwo szczebla dywizyjnego w Poznaniu, brygada lotnictwa US Army, jak i coraz liczniejsze jednostki wsparcia i logistyczne. Cały czas zwiększa się zakres sojuszniczych ćwiczeń.

Na szczycie NATO w Brukseli Sojusz podjął kolejny krok. Przyjęto kompleksową strategię wzmocnienia, zakładającą m.in. umożliwienie wydzielenia 30 batalionów wojsk lądowych, 30 eskadr lotniczych i 30 okrętów w ciągu 30 dni. Odpowiednio dostosowana zostanie też struktura dowodzenia, ale i plany ewentualnościowe. Polska złożyła Stanom Zjednoczonym propozycję ustanowienia stałej obecności i jej współfinansowania przez stronę polską. Prace w tym zakresie trwają. Inicjatywa otrzymała nieformalną nazwę „Fort Trump”, a planowane wzmocnienie może przyjąć różne formy (połączenie obecności stałej i rotacyjnej). Z kolei na początku br. Stany Zjednoczone poinformowały o wycofaniu się z traktatu INF, w odpowiedzi na naruszenie tej umowy przez Rosję. To istotne, ale i symboliczne, bo zawarta umowa eliminowała całą klasę uzbrojenia ze strefy euroatlantyckiej, a do jej podpisania doprowadziła kampania łącząca wzmocnienie odstraszania i dialogu z Rosją. Otwarte jest pytanie, czy i jak NATO poradzi sobie z kwestią traktatu INF, obok sporów wynikających z wewnętrznej polityki w krajach członkowskich jest to chyba największe wyzwanie dla NATO.

Można więc postawić tezę, że maksyma „out of area or out of business” jest w pewnym stopniu nieaktualna i NATO wraca do obrony kolektywnej, koncentrując się tym razem na obszarze, na którym położona jest Polska. W dużym stopniu, bo równolegle z powrotem do „korzeni” Sojusz nadal kontynuuje działania w ramach misji, w tym w Afganistanie i Iraku, a nawet zwiększa zaangażowanie. Dodajmy, że te działania realizowane są z udziałem polskich żołnierzy.

Największym chyba wyzwaniem dla NATO jest wypracowanie wspólnej odpowiedzi na łamanie traktatu INF przez Rosję. Fot. mil.ru.
Największym chyba wyzwaniem dla NATO jest wypracowanie wspólnej odpowiedzi na łamanie traktatu INF przez Rosję. Fot. mil.ru.

Polska reakcja na kryzys na Ukrainie

Po aneksji Krymu podjęto kroki w celu wzmocnienia bezpieczeństwa państwa. Jeszcze w 2014 roku podpisano umowy na drugi NDR i pierwszą partię pocisków JASSM wraz z modernizacją myśliwców F-16. Zdecydowano też o zwiększeniu ukompletowania wybranych jednostek na flance wschodniej, w ramach planu wzmocnienia bezpieczeństwa państwa. Jeszcze w poprzedniej kadencji parlamentu podjęto też wstępne decyzje w dwóch największych programach PMT: Wisła (system Patriot) i śmigłowce wielozadaniowe (Caracal). Zaplanowano też przyspieszenie zakupu systemu Homar, bezzałogowców i wiropłatów uderzeniowych Kruk. 

Po wyborach parlamentarnych z 2015 roku rząd Zjednoczonej Prawicy zapowiedział zwiększenie zaangażowania we wzmacnianie obrony państwa. I tak, od początku 2017 roku sformowano Wojska Obrony Terytorialnej, co ma stanowić sposób na odtworzenie komponentu terytorialnego i częściowo rezerwowego. W tym samym roku przyjęto też ustawę zwiększającą wydatki obronne stopniowo od 2,1 proc. PKB w 2020 roku do 2,5 proc. w roku 2030. Zmianie uległa też metodologia obliczania udziału wydatków obronnych w PKB, obecnie są one odnoszone do PKB roku bieżącego, a nie ubiegłego. Dzięki temu armia otrzymała dodatkowe środki już w 2018 i 2019 roku. W 2018 roku poinformowano o powołaniu nowej, 18 Dywizji Zmechanizowanej. 

Jeżeli natomiast chodzi o modernizację techniczną, efekty są co najwyżej mieszane. Rozpoczęto realizację szeregu programów, ujętych już wcześniej w PMT i zakładających zakupy od własnego przemysłu (m.in. seryjna Regina, Piorun, Poprad, Leopard 2PL, seryjne niszczyciele min Kormoran). Podpisano też największy kontrakt w historii Wojska Polskiego na pierwszą fazę systemu Wisła, umowy na uzbrojenie do F-16, w tym pociski JASSM-ER, czy wreszcie kontrakty na zakup samolotów VIP.

Wiele innych postępowań zostało jednak opóźnionych, w tym także wskutek decyzji podjętych już przez obecne kierownictwo MON (np. BMS) bądź też jest realizowanych w skromniejszym kształcie (Homar/HIMARS). Pomimo deklarowanego nacisku na obronę własnego terytorium na razie nie udało się też przełamać impasu dotyczącego broni przeciwpancernej, i wojsko nadal nie ma ani nowych granatników, ani nowoczesnych wyrzutni rakiet na pojazdach/śmigłowcach. Wreszcie, po rezygnacji z pozyskania śmigłowców Caracal w 2016 roku pojawiło się wiele sprzecznych deklaracji, jednak pierwszy kontrakt na zakup śmigłowców (Black Hawk dla Wojsk Specjalnych) zawarto w br., a np. traktowany jako priorytetowy program Kruk jest opóźniony. Impas jest także w sprawie modernizacji Marynarki Wojennej, i nadal nie ma żadnych decyzji w sprawie okrętów bojowych (podwodnych i nawodnych), a zawierane kontrakty dotyczą jednostek wsparcia/pomocniczych (niszczyciel min, holowniki, okręt ratowniczy). 

Lista modernizacyjnych zaniedbań jest oczywiście dłuższa, jednak wszystko to ma charakter systemowy. System zakupów sprzętu jest niewydolny, a problemy z opracowaniem dokumentów strategicznych nie ułatwiają tej sytuacji. Plan modernizacji w perspektywie do 2026 roku powinien był zostać przyjęty dwa lata temu. Kolejne restrukturyzacje przemysłu i częste zmiany kadrowe nie przekładają się na jego systemowe wzmocnienie. Choć resort obrony zapowiadał strukturalne wzmocnienie systemu pozyskiwania sprzętu poprzez powołanie Agencji Uzbrojenia, to na razie nie ma żadnych konkretów.

Wszystko to powoduje, że proces modernizacji przebiega zbyt wolno a zaniedbania mają charakter systemowy. Dość powiedzieć, że wszystkie posiadane przez Polskę wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych o zasięgu powyżej 10 km są starsze od MiGów-29,  a braki dotyczą nie tylko uzbrojenia, ale też rozpoznania i dowodzenia, nie mówiąc już o nowoczesnej amunicji, i to również tam, gdzie wprowadzane są nowe systemy rażenia (artyleria). Oczywiście nie należy zapominać o sukcesach. Przede wszystkim ustawa zwiększająca wydatki obronne, bez której przeprowadzenie wymiany sprzętu posowieckiego w odpowiednim zakresie nie byłoby fizycznie możliwe. Większe wydatki na obronność to jednak warunek konieczny, a nie wystarczający dla procesu modernizacji, tutaj potrzeba systemowych zmian realizowanych w sposób planowy i długofalowo. 

Co dalej z Polską w NATO?

Jaki będzie kolejny jubileusz członkostwa Polski w Sojuszu? NATO wdrożyło szereg inicjatyw, mających na celu wzmocnienie kolektywnej obrony (4x30, wysunięta obecność itd.). Jeżeli będą one planowo realizowane, to istotnie zwiększy nasze bezpieczeństwo. Z drugiej strony, NATO boryka się z problemami natury politycznej (Brexit, różnego rodzaju napięcia transatlantyckie, wreszcie poszukiwanie wspólnej reakcji na wycofanie z traktatu INF). Od ich rozwiązania w dużej mierze będzie zależeć skuteczność NATO.

Z punktu widzenia Polski na historię członkostwa w Sojuszu można patrzeć na dwa sposoby. Niewątpliwie było to gigantyczne wzmocnienie bezpieczeństwa, tak na płaszczyźnie politycznej, jak i wojskowej. Wojsko Polskie przeszło ogromną przemianę, jeśli chodzi o szkolenie, organizację i możliwości współdziałania z sojusznikami. Nieco „w tyle” pozostała jednak modernizacja techniczna, wskutek czego większość jednostek WP – nawet tych wydzielanych do operacji NATO – nadal dysponuje sprzętem posowieckim, często nie nadającym się już do modernizacji. To właśnie modernizacja techniczna jest największym wyzwaniem dla Polski w NATO i to od powodzenia tego procesu zależy czy Polska utrzyma i wzmocni swoją sojuszniczą wiarygodność.

KomentarzeLiczba komentarzy: 39
SZELESZCZĄCY W TRZCINOWISKU
niedziela, 17 marca 2019, 20:19

Chciałbym by nasze WP było prawdziwe by opierało się o prawdzie gorzkiej ale prawdzie gdzie propaganda,polityczne konfabulacje polityków i klakierów generałów było napiętnowane publicznie z alienacją i pogardą do kłamców bo prawda o wojsku polskim ze stanu bardzo złego nadal tkwi w stanie złym dosyć kłamstw dosyć iluzji ubranej w polityczne hasła dosyć tych kłamstw "zwanych technicznymi dialogami" dosyć słomianych programów którymi karmi się propagada polityczna czas na prawdę i odnowę armi nie w blasku propagandowych fleszy ale w pracy u podstaw czas uruchomić polskie innowacje i programy wojskowe i stworzyć z nich priorytet czas pozbyć się z armii ludzi bez wizji ludzi żyjących schematem czas na prawdziwych architektów odnowy armii tych politycznych tych co budują tych w mundurach tylko tak się obudzi w narodzie moc

Pan Nikt
sobota, 16 marca 2019, 15:17

Jaka armia takie państwo. Jesteśmy i będziemy na łasce i nie łasce Wielkich. Nawet gdyby to było 10% PKB. Zrobią z Nami co chcą. Miłego dnia

edss
piątek, 15 marca 2019, 15:43

Wiecie co? z naszą armią nie jest chyba tak źle. Bardzo wiele zmian na plus. Ostatnio, oglądając program w TVP1 widziałem wypowiedź generała który stwierdził, iż od momentu wejścia do NATO do dnia dzisiejszego nasza armia przeszła gigantyczną metamorfozę na plus i obecnie jesteśmy pośrodku PAŃSTW SOJUSZU: jeszcze odstajemy od USA czy Francji ale jesteśmy na tym samym poziomie jak Niemcy. Jak to usłyszałem to wylałem na siebie zupę z obiadu i śmiałem się tak z 2godziny. No jak takie brednie opowiadają nasi generałowie to chyba wszystkie dyskusje na tym portalu dotyczące jakiekolwiek modernizacji i zakupów dla naszej armii mijają się z celem.

Wlad
czwartek, 14 marca 2019, 21:11

„Marynarka wojenna najbardziej zaniedbany rodzaj sił zbrojnych”. To prawdziwy dylemat. Niedawno, ktoś na tym portalu, autorytarnie stwierdził: „w żadnym razie fregaty i inne duże okręty, gdyż to łatwy cel dla rosyjskich rakiet i lotnictwa, które same wymagają osłony z powietrza i z lądu”. Oczywiście jest to święta racja, jeżeli nasza MW ma się składać z zaledwie kilku większych jednostek bojowych bez morskiego lotnictwa bojowego, np. eskadry wielozadaniowych samolotów, samolotów ZOP, rozpoznania elektronicznego itp. Dlatego uważam, że powinniśmy posiadać, albo MW z prawdziwego zdarzenia, albo wyłącznie straż przybrzeżną składającą się z kilku kutrów patrolowych — nic pośredniego! Natomiast flotyllę składającą się z kilku fregat, kilku, kilkunastu korwet i kilku okrętów podwodnych i mająca wsparcie wspomnianymi eskadrami lotnictwa i NDR-ami i bateriami plot/prak., jest raczej trudna do zniszczenia. Tak flotylla może być ważnym elementem obrony północnych rubieży państwa. Na to nie potrzebne „naukawe” ekspertyzy.

Pytający
czwartek, 14 marca 2019, 19:03

Dlaczego nie można przekazać 1% podatku z rozliczenia na obronność kraju, np. CEL SZCZEGÓŁOWY: Doposażenie okrętu Ślązak ????

andy
czwartek, 14 marca 2019, 12:20

może zamiast transferować pieniądze do sojusznika ... za jego rotacyjną obecność i sprzęt ( bez żadnych kompensat technologicznych i przemysłowych...) powiedzieć za udostępnienie swojego terytorium do szachowania Putina dajcie nam takie wsparcie jak sojusznikowi z bliskiego wschodu ... ale kto to na niby powiedzieć ???

Ghjjt
czwartek, 14 marca 2019, 04:32

Ciekawe to co piszecie. Polska 10 brygada to etatowo 116 czołgów, ale artyleriia i opl tragicznie. Bwp też stan muzealny strach próbować w nich pływać.

trefniś
środa, 13 marca 2019, 18:48

Jak by te obiecywane 185 mld PLN zainwestować w chińskie myśliwce to przy cenie 25 mln za sztukę, mamy przy kusie 3,80 zł około 1947 samolotów JF-17... pomijając, że stalibyśmy się potęgą lotniczą piszę to jako anegdotę... anegdotę, która ma dać do myślenia!

Basis
niedziela, 17 marca 2019, 13:08

Kto będzie nimi latał?

Dalej patrzący
środa, 13 marca 2019, 13:20

Odwrotnie - to USA muszą nam i całej Wschodniej Flance udowodnić swoją siłę TUTAJ - i swoją sojuszniczą wiarygodność. Bez odstawiania teatrzyku RZEKOMEJ siły, która USA robią za pomocą 1 brygady pancernej z 97 Abramsami - wyskrobywanej na kredyt z USA. Inaczej - NA cO NAM TAKI "SOJUSZNIK" i TAKI "GWARANT" - w razie braku wiarygodności USA - czas na obrót na Chiny. A minimum - i to już teraz - równa odległość i wzajemny balans Waszyngtonu Pekinem i Pekinu Waszyngtonem. Owszem - USA JESZCZE silne - ale akurat nie na Wschodniej Flance - nie na krawędzi swojej strefy wpływów. Czas sobie uświadomić, że to siła Polski rozgrywa tu najważniejsze karty.

czwartek, 14 marca 2019, 07:32

@Dalej patrzacy. Koalicja Rosja-Chiny nie moze byc powodem do przesiadki do chinskiego rydwanu. Bo to to samo co juz dzis dogadywac sie z Rosja czyli wrocic tam skad po latach udalo sie wyjsc. Niebezpieczenstwo polega na tym, ze Nowy Jedwabny Szlak stanowic moze zagrozenie tez dla Rosji bo powodowac bedzie odplyw ludzi i kapitalu na poludnie od niej i prowadzic do jej dezintegracji. Takie wizje przedstawiaja prof.Goralczyk i dr Bartosiak. Jesli maja racje to pojawia sie pole wspoloracy amerykansko-rosyjskiej. I to jest

Dalej patrzący
czwartek, 14 marca 2019, 11:28

Polska powinna ZBALANSOWAĆ USA Chinami, a Chiny Ameryką. OBU supermocarstwom żywotnie zależy z powodów oczywistych, by nie powstał silniejszy od nich konkurent od Lizbony do Władywostoku [na początku supermocarstwo Kremla i Berlina, docelowo, dzięki "hard power" Rosji, już tylko supermocarstwo Kremla]. A "sojusz" Rosji z Chinami od 2014 jest tymczasowy - pod podbicie negocjacyjne ceny wynagrodzenia dla Rosji za obrót Rosji z USA przeciw Chinom. Ten TAKTYCZNY "sojusz" Kremla i Pekinu to jak sojusz słabnącej hieny z potężniejącym tygrysem - długofalowo samobójczy dla Rosji. Chiny ani na moment nie odpuszczają żądań zwrotu 1,6 mln km2 "ziem rdzennie chińskich pod tymczasową administracją rosyjską" - czyli zwrotu największej i najboleśniejszej straty Chin w "wieku hańby" - zabranych przez Rosję traktatem pekińskim w 1860. O konieczności zwrotu tych ziem i wystawienia rachunku za "wiek hańby" to wie każde chińskie dziecko, uczone na lekcjach historii i geografii. Mówienie, że zwrot Polski na Chiny [ale zwrot BALANSUJĄCY USA] to wejście pod jarzmo Rosji - to zasadnicze niezrozumienie sytuacji. Nie zamierzam zamieniać jednego nadzorcy [amerykańskiego] na drugiego [chińskiego] - Polska jest wystarczająco silna, by na własnym terenie, mając w ręku kontrolę nad kluczowym stykiem-buforem Rimlandu i Heartlandu Eurazji - ustanowić balans i branie wsparcia od OBU supermocarstw NARAZ. Podkreślam - za bezalternatywną rolę gwaranta i ubezpieczyciela, że nie powstanie silniejsze i od USA i od Chin supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku. W imię egoistycznej, żywotnej, podstawowej racji stanu i bytu USA i Chin. Polska ma alternatywę dla USA w Chinach [i na odwrót], natomiast ani USA ani Chiny nie mają alternatywy dla Polski. No chyba, że samobójczo dopuścimy do wrogiego przejęcia tego obszaru przez Izrael - do czego zresztą cała ta hucpa 447 i bezprawnych żądań na 300 mld dolarów zmierza prosta drogą - tylko nasi decydenci w Warszawie wypierają rzeczywistość.... Dlatego właśnie [ale i przeciw agresji Rosji - moim zdaniem nieuniknionej przynajmniej w planach - bo stoimy na drodze zbudowania wymarzonego supermocarstwa] musimy pozyskać twarde aktywa głowic pod stołem - to jest warunek sine qua non - dla utrzymania bytu Polski - i PRZETRWANIA Polaków. Głowic nie mamy - mamiono nas NATO Nuclear Sharing...i na mamieniu się skończyło. Co zresztą zasadniczo [nawet bardziej jak zbankrutowanie Polski na 300 mld dolarów] umożliwi Wielkim Braciom wrogie przejęcie GEOSTRATEGICZNIE KLUCZOWEGO OBSZARU Polski - w końcu Izrael ma ca 300 głowic, a ile naprawdę... Od kogo musimy pozyskać SUWERENNIE DYSPONOWANE głowice pod stołem? - moim zdaniem od Pakistanu - jako pośrednika Chin, które dadzą na to zielone światło - czyli od sojusznika strategicznego Chin. Najlepsze na koniec - Izrael mami Waszyngton, że przejmie rolę silnego bufora miedzy Rosją a Niemcami. W istocie sami zamierzają być kluczowym i niezbędnym architektem nowego, najsilniejszego globalnie supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku - nowego hegemona świata. Dzięki zajęciu styku Rimlandu i Heartlandu Eurazji [obecnie obszaru Polski] - oraz dzięki strategicznym atomowo-rakietowym aktywom, będą mogli dyktować warunki wejściowe uczestnictwa w tym projekcie. W efekcie UK odlepi się od USA i przylepi do nowego hegemona, a USA [po relokacji aktywów Wall Street do nowego hegemona] - zbankrutują wraz z dolarem - i też na końcu będą musieli stać się posłusznym junior-partnerem nowego hegemona. Chiny to widza - dlatego wsparcie Polski KAŻDYMI środkami jest pewne w każdej skali - no, ale najpierw decydenci w Warszawie muszą kontaktować z realem...i zacząć realizować NASZĄ rację stanu - a nie cudzą... kwestia, czy zrobią to sami, czy narastający rozziew między samobójcza polityką, a wymogami racji stanu spowoduje korektę i wymianę u steru - pytanie, przy KTÓRYCH wyborach...im później, tym bardziej zasadnicza będzie ta zmiana...

Dariusz
piątek, 22 marca 2019, 08:59

Kilka uwag: 1) Rosja nie jest głupia i żadnego obrotu w stronę USA nie będzie, strategicznym celem Rosji jest wejście do ewentualnej wojny amerykańsko-chińskiej jak najpóźniej z maksymalizacją korzyści a nie branie na siebie ataku potężnych Chin 2) Polska nie ma wystarczającej siły by być samodzielnym podmiotem tak jak samodzielnymi nie są ani dawne mocarstwa europejskie ani Iran czy Turcja na dzień dzisiejszy dużo silniejsze od nas. Widać to było w czasie ataku walutowego "zachodu" na lirę 3) stanie okrakiem na barykadzie się nie opłaciło w 1939 r. i nie opłaci się teraz, wielowektorowość to największa głupota reklamowana w Polsce głównie przez prawicę która nie ma poważnych ludzi znających się i mających doświadczenie w polityce zagranicznej 4) Chiny nie mają obecnie mocy by pełnić rolę USA w naszym regionie 5) Chiny nie będą zrażały sobie Niemiec i Rosji dla jakieś Polski

Dalej patrzący
środa, 13 marca 2019, 21:04

Poprawka - "kredytowa" brygada ABCT ma nie 97 a oczywiście 87 Abramsów. Hegemon robi bokami - ostatnio czytałem przegląd raportów amerykańskich think-tanków. Kolokwialnie mówiąc - "masakra" - USA przegrywa we wszystkich scenariuszach z koalicją Chiny-Rosja, w większości scenariuszy z Chinami, a nawet sama Rosją w Europie. O tym szarego obywatela niestety się nie informuje w massmediach - więc trwa w przekonaniu o superpotędze USA. Co tylko tym bardziej obliguje ludzi na górze w Warszawie od codziennej twardej i realistycznej wyceny innych graczy i od kalkulowania - "z kim trzymać?". I od przygotowywania WSZYSTKICH scenariuszy ewentualnościowych do zastosowania - ale REALISTYCZNYCH w analizie i wykonaniu do końca - a nie życzeniowych i opartych na "jakoś to będzie"...

Ciemny Lud
czwartek, 14 marca 2019, 07:53

@Dalej patrzacy.Sojusz Rosja-Chiny nie moze byc powodem do przesiadki do chinskiego rydwanu bo to oznacza powrot tam skad wyszlismy (skladnik Rosja). Ale prof.Goralczyk i dr Bartosiak uwazaja, ze Nowy Jedwabny Szlak nie bedzie w interesie Rosji bo jego skutkiem bedzie odplyw ludzi i kapitalu na poludnie od niej co prowadzic bedzie do jej oslabienia i dezintegracji. Jesli maja racje to pojawia sie pole wspolpracy rosyjsko-amerykanskiej z ryzykiem dla Polski (i na pewno Baltow) ze bedzie wianem takiej relacji. Sygnaly takiej zmiany beda momentem gdy trzeba bedzie sprawe opcji chinskiej powaznie rozwazyc. Co do asymetrii zgadzam sie w 100%.

Dalej patrzący
środa, 13 marca 2019, 13:11

Drugi problem - to struktura finansowania WP i PMT. Renty i emerytury, nawet żołd - powinien być zepchnięty na ZUS. A budzet MON - na PMT. Także ze wsparciem ministerstw infrastruktury, przemysłu, rozwoju, innowacji, cyfryzacji itd. Czyli kupujemy INWESTYCYJNIE wysokie technologie bazowe - a te służą zarazem i produkcji wojskowej - i cywilnej. Do produkcji pełnych produktów OEM - o wysokiej marży. W połączeniu z pełnym ciągiem "well to wheel" w naszych rękach - zwłaszcza na bazie zasobów surowców strategicznych Skarbca Suwalskiego [tytan, wolfram, lantanowce niezbędne dla elektroniki]. To nie ma być koszt - tylko inwestycja, która zwróci się sowicie skokiem rozwojowym i ekonomicznym Polski. I z uzyskaną REALNĄ suwerennością - w produkcji militarnej - i w w przekształceniu w "cywilu" przemysłu polskiego - z uzależnionego poddostawcy Niemiec [o niskiej marży i nie mogącego przebić pułapki średniego rozwoju] na kraj high-tech - rozdający karty [dzięki zasobom surowców strategicznych] dla produkcji wysoko przetworzonej. Z prostym lewarem negocjacyjnym - albo inwestujecie w Polsce na zasadzie greenfield - i jesteście pod naszą kontrolą strategiczną - i dopiero wtedy macie dostęp do zasobów ziem rzadkich - albo embargo. A Chiny w kolejnym etapie konfrontacji na pewno wprowadza [jako OBECNY faktyczny monopolista ziem rzadkich] embargo na surowce ziem rzadkich - moim zdaniem po 2025 [kolejny etap dławienia Zachodu - i kolejny krok budowania przewagi technologicznej po programie "made in China 2025" - a wszystkie think-tanki USA, z RAND Corporation na czele, biją na alarm i ostrzegają przed WYŻSZYM tempem wzrostu technologicznego Chin względem USA]. Źródło finansowania całej tej INWESTYCJI w technologię i produkty high-tech - 100 mld dolarów rezerw NBP. Notabene - sam Skarbiec Suwalski to doskonały tzw. lewar kapitałowy - gdzie z góry można uzyskać potężne środki finansowe za same ziemie rzadkie [nawet nie kredyt]. Oczywiście po porządnym rozpoznaniu geologicznym, studium wykonalności itd. Dlaczego Skarbiec Suwalski dotąd nie jest eksploatowany? - bo za Gierka Kreml kazał schować wszystko do archiwum - traktując Skarbiec Suwalski jako swoją rezerwę strategiczną. Potem był Balcerowicz i walka o kromkę chleba w dzikim kapitalizmie, a potem, od wejścia do NATO - nowy hegemon przybrał identyczną postawę, co przedtem Kreml. Stąd zmowa milczenia i w razie podjęcia tematu - deprecjonowanie i szydzenie ze Skarbca Suwalskiego. Zasoby można było już eksploatować w latach 80-tych, od tego czasu technika głębokich wierceń, spadek kosztów i czasu wierceń, automatyka i itd tak poszły do przodu, że dyskusje nt opłacalności eksploatacji Skarbca Suwalskiego to zwykłe mataczenia obcej agentury wpływu, bo każdy z graczy ostrzy sobie zęby na tę gratkę. Same zasoby tytanu - po rekalkulacji możliwości wydobycia po 2016 - to ca 2 biliony dolarów. Nasze biliony - nie anglosaskie. Co akurat wiem od głównego geologa kraju z pierwszej ręki, bo chciałem rzetelnych danych. Mamy potężne karty w ręku - i geostrategiczne i ekonomiczne - i wszystko marnujemy w 100%. A czas biegnie nieubłaganie - okno czasowe na staniecie suwerennie na własnych nogach zacznie się zamykać po 2025 - powoli - lub szybko w razie alarmowego wyjścia sił USA na Pacyfik, po jednej decyzji Waszyngtonu opartej na ocenie skutków "made in China 2025". Jak dojda do wniosku "uderzajmy wszystkimi siłami na Pacyfiku - DOPÓKI JESZCZE jesteśmy silniejsi" - to USA zostawią nas [i całą Europę] w kilka dni - bez mrugnięcia okiem. Bo deklaracja w imieniu Pentagonu gen. Hodgesa [Warsaw Security Forum 24-5 X 2018] o wyjściu USA z Europy na Pacyfik w 15 lat max - to moim zdaniem maskujące uspokajanie sojuszników długim 15 letnim terminem - a to wyjście USA może być nawet za 6 lat. Gra idzie na całego o PRZETRWANIE Polski w strefie zgniotu wobec agresywnych planów wielu graczy [nie tylko Rosji, której stoimy na drodze do zbudowania supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku] - w tym zbankrutowania Polski na 300 mld dolarów [tytułem "prawnym" a raczej całkowicie bezprawnym żyrowania 447 przez naszego "sojusznika"], potem wrogiego przejęcia, a potem REALNEJ likwidacji Polski. Na razie nasz rząd robi wszystko - aby Polska stała się łatwym, a łakomym kąskiem do przejęcia. Polska to kluczowy styk Rimlandu i Heartlandu Eurazji - a także nader cenny zasób surowców strategicznych - szczególnie jak Chiny nałożą embargo - a nałożą - po 2025. Nie CZY? tylko KIEDY? jest pytaniem.

Dalej patrzący
środa, 13 marca 2019, 12:21

Podstawowy problem polega na braku zdefiniowania strategicznego celu dla WP. Moim zdaniem - dlatego o tym głucho - i nikt nie chce sformułować go czarno na białym - bo gdyby był sformułowany w postaci "celem WP jest strategiczna pełna obrona Polski" - to by się okazało, ze PMT, który hegemon nam nakazał i przywiózł w teczce - WCALE NIE SŁUŻY powyższemu celowi. PMT 2013 jest [mimo pewnych kosmetycznych zmian] dalej realizowany - w celu stworzenia sobie przez hegemona, poręcznej, niesuwerennej armii ekspedycyjnej na Ukrainę i do Bałtów [ZAMIAST sił hegemona, które dzięki temu ani się nie wykosztują, ani nie narażą na utratę twarzy w razie klęski - bo wtedy wszystko zostanie zepchnięte na "tych nieudolnych i awanturniczych Polaków". Gdyby cel "strategicznej pełnej obrony Polski przez WP" był przyjęty - i REALIZOWANY - wymagałoby to całkowitego przekonstruowania PMT wg SPO nastawionego na ten cel obrony Polski - dla Polski. Czyli zamiast [dokładnie wg strategicznego błędu i przepisu na klęskę - jak w 1939] budować SYMETRYCZNE MINIATURKI systemów i sił zbrojnych nieprzyjaciela - powinniśmy skoncentrować wszystkie siły na ASYMETRYCZNEJ obronie na każdym poziomie. Czyli - zamiast 1 nowego czołgu - 100 pozahoryzontalnych kppanc [np. Brimstone], które zniszczą ok. 50-70 czołgów wroga. Zamiast 1 F-35 - 30 PAC-3MSE - które zestrzelą 15 rakiet wroga li ponad 20 samolotów. Finansowanie floty - tylko siły lekkie i drony - nawodne i podwodne - na 4 liniach blokadowych poczynając od Zatoki Fińskiej. Bo na Bałtyku panowanie w powietrzu i na powierzchni - to rakieta i artyleria lufowa dalekiego zasięgu APR - np. strumieniowy Nammo 130 km 3 Mach. A pod wodą - na tak wąskim i dość płytkim Bałtyku - tylko drony i linie blokadowe od brzegu do brzegu. A systemowo rdzeniem strategicznej obrony Polski powinna być całokrajowa sieciocentryczna A2/AD Tarcza Polski - na początku oparta o saturację 2 tys efektorów uniwersalnych [przeciwrakietowych i przeciwlotniczych - co daje jeden wspólny, maksymalnie duży worek zasobowy obrony nieba] - na początku oparty o PAC-3MSE. Potem dołożenie górnego piętra z KAMD w oparciu o efektory L-SAM - całkowicie suwerennie produkowane. L-SAM ma 2,5 raza większy pułap przechwycenia i 2 razy większy zasięg od PAC-3MSE. Równolegle do budowy strategicznej A2/AD Tarczy Polski - która w strefie zgniotu geostrategicznego i wobec TAKIEGO przeciwnika - jest niezbędnie potrzebna - musimy pozyskać pod stołem głowice dla uzyskania możliwości asymetrycznego odstraszania strategicznego - przez operacje specjalne w najczulszych punktach wroga. Trzecia rzecz - podpięcie całości sił WP pod sieciocentrycznośc A2/AD Tarczy Polski, całą jej bazę sensorów i C4ISR [i WRE]. Z uszykowaniem WP pod asymetryczną obronę - maksymalnie podnoszącą agresorowi nieakcoptowalną poprzeczkę koszt-efekt. W oparciu o środki pozahoryzontalne, możliwie dalekiego zasięgu. Gąsienice - tylko Kraby [a właściwie już teraz czas pomyśleć o Krabie 2 z armatą L58/L64], natomiast większośc artylerii lufowej - powinna być na szybkich i znacznie tańszych Krylach [Krylach 2] - oczywiście z wpięciem sieciocentrycznym i APR klasy Nammo 130+ km zasięgu [przy L-58/L64 szacowany zasięg 150-180 km]. Żadnej Harpii - pod parasolem A2/AD Tarczy Polski wystarczy aż nadto te 48 F-16 zmodernizowanych do Vipera i na bogato wyposażonych w broń precyzyjna dalekiego zasięgu [min. 250 JASSM-ER - plus integracja PAC-3MSE do przenoszenia na F-16 - oczywiście też sieciocentrycznie wpięte w A2/AD] plus 16 Bielików zmodernizowanych do Fighter/Attack. Powiem więcej - nawet 100 F-35B bez A2/AD Tarczy Polski nie obroni Polski - zwłaszcza przed rakietami - zresztą przed godziną W zostaną - ile by ich nie było - ewakuowane w ramach "Pein-BIS" do Ramstein albo od razu do UK. Podkreślam - 48 F-16 [V] z bogatym wyposażeniem - jest więcej wartych pod A2/AD Tarczą Polski - niż 480 F-35 - bez A2/AD Tarczy Polski. Przyczyna prosta i zasadnicza - teraz o projekcji siły - o mieczu i tarczy - nie decydują samoloty - tylko rakiety i antyrakiety. Zwłaszca wobec tak silnego i zaawansowanego przeciwnika jak Rosja. Która juz ustanowiła wymiatająca i prześwietlającą Polskę projekcję siły z A2/AD Kaliningradu. Za 3-5 lat dołączy A2/AD na Białorusi, powstanie 1 bastion - całkowicie sieciocentryczny z nowymi S-350 i S-500, bez cieni radarowych, z lepszymi Iskanderami i Kalibrami - i nowymi Cyrkonami 9 Mach. Tylko silniejsza od rosyjskich, nasza strategiczna A2/AD Tarcza Polski - ochroni całe polskie niebo, zapewni w ogóle operacyjność WP, oraz oślepi, zgniecie, odepchnie A2/AD Kaliningradu i Białorusi. Na budowę A2/AD Tarczy Polski musi pójść z najwyższym priorytetem 2/3 do 3/4 budżetu PMT. A2/AD Tarcza Polski - to na czas pokoju skalowalny gwarant odpowiedzi i kontroli i "power in being". A w razie bezpośredniego zagrożenia - razem z głowicami asymetrycznego odstraszania - tak ŁĄCZNIE podniosą agresorowi poprzeczkę koszt-efekt, że nieprzyjaciel zaniecha ataku już na etapie planowania - jako kompletnie nieopłacalnego - i nieskutecznego. Si vis pacem - para bellum.

andy
środa, 13 marca 2019, 11:22

najwyższa pora zrobić bilans zysków i strat naszego udziału w sojuszu z USA ... - jak na razie to zyski są wyłacznie po stronie amerykańskiej ... a w perspektywie dojdzie do realizacji złodziejskich roszczeń bez spadkowych ... co sprowadzi na Polaków kataklizm pozbycia się niepodległości - przetrzyjcie oczy i nie piszcie że takie stawianie sprawy to głos ruskiej agentury ... bo można to twierdzenie odwrócić o 180 stopni

Niewiem nie znam się
środa, 13 marca 2019, 10:54

Po pierwsze primo zaprzestać marnotrastwa pieniędzy(np. remont honkera 70 tyś po którym nie nadaje się do eksploatacji itd) Po drugie primo zlikwidować Wog'i (poco wroga trzymać we własnych szeregach). Po trzecie primo jeśli wprowadzamy uzbrojenie do jednostek to niech będzie to realizowane w możliwie najkrótszym czasie.

Pim
środa, 13 marca 2019, 10:27

Mała kompaktowa, zawodowa armia. Na to nas stać. Pomysły o armii 200 tys to mżonka. Chyba, że każdemu dajemy blaszany chełm, kałasza, opinacze, moro, a w chlebaku dwie mielonki. Był to na pewno fajny pomysł w latach 70-tych, ale nie teraz. Wszelkiej maści pomysły typu WOT, to jest bezpowrotnie tracenie środków na formacje o wątpliwej wartości. Wystarczy przeanalizować efektywność wojsk argentyńskich w wojnie falklandzkiej. Z jednej strony mieliśmy patriotyczne wzmożone wojsko z poboru, z drugiej zawodowe jednostki brytyjskie. Gra była do jednej bramki.

Harry 2
środa, 13 marca 2019, 18:11

"Wszelkiej maści pomysły typu WOT, to jest bezpowrotnie tracenie środków na formacje o wątpliwej wartości. " Mylisz się. Ludność cywilna w razie wojny będzie chciała widzieć w swoim mieście żołnierzy z bronią czyli WOT bo wojska "liniowe" będą walczyć na frontach, będą zajęte innymi zadaniami. Problemem jest tylko właściwe wyszkolenie żołnierzy WOT, także teoretyczne, psychologiczne by ich skuteczność była na właściwym poziomie. No i... WOT powinno być wyposażona w lekkie, nieduże jednostki, pojazdy kołowe na których będzie umieszczony sprzęt: pociski p/panc, p/lot, granatniki automatyczne itd. a na to raczej nie będzie pieniędzy skoro stworzy się za miliardy zaplecze dla Jankesów.

Autor
środa, 13 marca 2019, 15:26

Bez przesady... 200 tyś zawodowych żołnierzy w samych wojskach lądowych jest jak najbardziej w naszym zasięgu finasowym. Musimy pamiętać, że Polska to nie jest mała Litwa czy Holandia.

wed
piątek, 15 marca 2019, 19:34

Nie nie jest i warto abyś wreszcie sobie to wbił do głowy. Przy całkowitej zapaści technologicznej naszej armii rozbudowywanie stanów osobowych to brednie i tyle. Uzbroisz tych ludzi w co? kosy czy pepesze na sznurku?. Człowieku, MON nie stać na porżadne umundurowanie 50tys zółnierzy jednostek bojowych, nie ma kasy na porządna amunicje, BWP, samoloty, czółgi i okety a ty tu wypisujesz brednie o 200tys armii....armii dziadów??????

Derff
środa, 13 marca 2019, 09:49

Wszyscy wiemy, że te olbrzymie środki idą na socjal i na kroplówkę dla Pgz, PHO, czy jak tam się te polituczne czapy zwą? Nasza zbrojeniowka państwowa produkuj po nierynkowych cenach. Dodatkowo wykorzystuje wpływy by d i stawać wiele małych zleceń zaniast konkretnych na których można zabijać cenę. Jak bumar dostał duże zlecenie b a leopardy, to inne sprawy stanęły. nawet tak prostych zamówień jak szycie mundurów, buty, hełmy i ksmizelki nie kontraktuje się na pięć latdo przodu tylko pilne przetargi. Efekt niegospodarność. Stare bwp, stare samochody dyspozycyjne, za to zandarmeria co i rusz bmw rozwala. Niech wolniej jadą to dalej będą. Rosjanie i Ukraińcy zbudowali modernizację t72 t80 zdolne walczyć z zachodnimi czołgami a my: kupiliśmy węgiel - chyba po totby powstała na rynku dziura dla imporu rosyjskiego, mamy ławeczki , mamy korwety bezrakietowe i nie kupujemy camm. Za to jedna z nielicznych prywatnych spółek, której produkty chcą kupować armie zagraniczne -WB została kompletnie zablokowana. To samo teraz dzieje się z producentem ststemu Jaśmin.

say69mat
środa, 13 marca 2019, 09:21

Można odnieść niepokojące wrażenie, że zarówno siłami zbrojnymi jak i przemysłem zbrojeniowym pomimo deklarowanych zmian oraz sojuszniczej przynależności. Wciąż zarządza duch/piętno z czasów układu warszawskiego. Biorąc pod uwagę intelektualne uwarunkowania klasy politycznej, generującej proces cywilnej kontroli nad siłami zbrojnymi oraz zarządzania przemysłem zbrojeniowym. Dalej przywiązanie kadry do sprzętu i uzbrojenia z czasów UW oraz zdolność przemysłu zbrojeniowego do implementacji nowoczesnych technologii i metodologii zarządzania.

już nie wyborca pis
środa, 13 marca 2019, 08:02

Wszystko ładnie i zgodnie z prawdą napisane więc zastanawia mnie czemu na TVP mówią że to właśnie obecna władza zaczęła modernizację armii i poszła na zakupy przez duże Z a wcześniej w wojsku nie było zupełnie nic.I kto w te pisowskie brednie uwierzy?? ciemny lud który za 5 stówek łyknie wszystko i wszystko mu jedno co z tym krajem będzie.........

hym108
środa, 13 marca 2019, 04:04

Za to szanuje SLD - ze wpwadzili Polske i do NATO i do UE choc tearetycznie lewica miala inne korzenie. Mozna to chyba okreslic jako patriotyzm i wielkosc gdy ktos potrafi wzniesc sie ponad "partyjne" pomysly na rzecz narodowych. Co do modernizacji. Przeraza powarzanie sie slowa "nie zrealizwne x" "sprzet y - nie zrealizwne" "sprzet z- opoznine" itp. Na jakiej podstawie ludzie zakaladja ze od teraz bedzie inaczej? Moze i sie smiejemy ze Rosjanie maja opoznania ale czy my nie mamy wiekszych?

kulma
środa, 13 marca 2019, 21:20

lewica to największe nieszczęście ... wysłanie polskiego wojska na wojnę iracką przez A.K. i L.M. za friko w dodatku utrata tamtejszych rynków na polecenie sojusznika i inne obiecanki z naszej strony to dramat dla naszych interesów ... bo liderowi marzyła sie posada szefa NATO...

Harry 2
środa, 13 marca 2019, 17:59

Z przykrością stwierdzam, że ta UNIA do której przystępowaliśmy w 2014 roku nie jest już taka sama. hegemonem stały się Niemcy i częściowo Francja a islamizacja UNII idzie pełną parą i nie ma odwrotu! Tego chcecie? Pożałujecie i zapłaczecie za zamknięciem granic. To tylko kwestia czasu. Co do NATO. Dla mnie sojusz zaczyna być źródłem niezłych dochodów dla USA i niedługo dla Niemców i Francji (choćby czołg europejski przyniesie tym krajom kokosowe zyski na lata)

weda
piątek, 15 marca 2019, 19:38

Jak się ma własny przemysł, zdolnych inżynierów i kasę na badania i rozwój to tylko przyklasnąć i wziąć się do roboty a nie wymyślać jakieś brednie i hegemonii, upadku Unii czy mieć im za złe że osiągają zyski ze sprzedaży broni. Nie wiem, masz jakieś kompleksy? to że Polska jest jednym wielkim dziadem, 40mln narodem w Europie który nie potrafi zrobić samolotu, śmigłowca ...ba zwykłej rakiety o zasięgu 10km to powód do WSTYDU i nad tym powinieneś się skupić na nie włazić z butami na czyjeś podwórko.

Harry 2
niedziela, 17 marca 2019, 19:08

Upadek najpierw będzie nasz bo sprzęt zachodni jest drogi w utrzymaniu bez naszego dostępu do jego wnętrza. Nie mam za złe, że osiągają inni zyski tylko, że my ich nie osiągamy, często przez głupotę polityków i nie tylko. "Nie wiem, masz jakieś kompleksy? " Gdzie tu widzisz moje kompleksy? Rzeczywiście Polska jest wielkim dziadem który jeżeli zacznie myśleć i przestanie być podnóżkiem Niemiec jak za poprzedniej władzy i podnóżkiem USA i Żydostwa jak za obecnej władzy, to ma szansę na jakieś sukcesy. Czas myśleć o sobie i nie liczyć na sojusze bo będą one droższe niż uzbrajanie armii w najlepszy z możliwych sprzętów i możliwie w naszych zakładach zbrojeniowych. Ponadto jeżeli nie potrafimy sami opracować sprzętu dla wojska to trzeba wchodzić we współpracę z innymi państwami jak Korea, Turcja itd. Będzie to nie tylko korzystne dla nas ale i znacznie tańsze niż współpraca z naszymi "sojusznikami/przyjaciółmi" Myśl to nie boli i zalecam mniej złośliwości.

Dumi
wtorek, 12 marca 2019, 23:41

Armia to studnia bez dna... Co gorsza my chcąc mieć bezpieczeństwo wpadliśmy w sidła amerykanów. Ci owszem dają nam sprzęt, ale za gigantyczne kwoty i BEZ OFFSETU!!! Co byście nie napisali to robią z nami co chcą... Recepta na bezpieczeństwo??? WOT wg Szeremietiewa, 100 - 200 tyś armia zawodowa, sprzęt kupowany tylko z offsetem, przyjazne relacje z USA (nie mylić z obecną uległością...) bo amerykanie i tak tu będą, i tak ze względu na Redzikowo i swoją politykę względem Rosji. To nasi decydenci ślepo wręcz żebrają o Fort Trump co dla mnie jest kompletną ....... i tu musiałbym użyć słów, które by mi ocenzurowano. Ni emogę na to patrzeć spokojnie, nie potrafię... Rozważyłbym na poważnie legalizacje broni dla każdego w przypadku, gdyby amerykanie nas zaczęli szantażować. To i WOT skutecznie odstraszy każdego agresora. Zamiast w Wisłę zainwestować 2- 3 mld zł w opracowanie polskiej Narwi łącznie z efektorem, ewentualnie z brytyjczykami wejść w zakup Camm. Od tego mieliśmy zacząć. Polacy to zdolny naród. Na Wisłę I wydamy ok 20 mld zł!!! Przecież to gigantyczne pieniądze!!! A gdzie Wisła II??? To kolejne 15-20 mld zł... W sumie Wisła nas wyniesie ponad 30 mld zł!!! Nie lepiej zainwestować w polską Narew od A do Z za znacznie mniejsze pieniądze??? Himars??? A po co nam Himars jak nie mamy rozpoznania??? Co gorsza cały sprzęt jest z półki... Po grzyba nam jeden dywizjon??? Zainwestujmy kolejne 1-2 mld zł w opracowanie swoich rakiet dalekiego zasięgu na bazie np. Feniksów. Kolejna sprawa to nasze złoto. Sprowadźmy je w większości do Polski bo amerykanie nie są wiarygodnym partnerem do końca. No i wesprzyjmy budowę polskiej satelity. Mamy bursztyna i nie tylko, inwestujmy w to kolejne pieniądze. To jest droga do rozwoju!!!! Skąd wziąć pieniądze??? One są. Ale to inna bajka. Jeśli Putin będzie chciał zbombardować Polskę to zrobi to a amerykanie nas nie uchronią przed tym. Musimy stworzyć własny, niezależny system obrony, który jest skuteczny i rozwojowy.

Harry 2
środa, 13 marca 2019, 18:04

Mądrze prawisz ale... nasi politycy myślą, że kiedy stąpa po naszej ziemi amerykancki żołnierz, to Rosjanie nas nie zaatakują. I dlatego rozwoju naszej zbrojeniówki w zakresie jaki byśmy chcieli nie będzie.

Harry 2
wtorek, 12 marca 2019, 22:44

"Największym wyzwaniem – modernizacja" Największym wyzwaniem – zakupy u naszego "sojusznika" z półeczki i niszczenie krajowej zbrojeniówki.

Autor
wtorek, 12 marca 2019, 21:43

Boli sytuacja w której nasza armia po prostu od lat nie zwiększa się liczebnie ale i sprzętowo! Biorąc pod uwagę nasze położenie między Niemcami a Ukrainą, które przecież nie od dziś kwestionują nasze warto by zwiększyć liczebność samych wojsk lądowych do 200 tyś żołnierzy.

Bullseye
wtorek, 12 marca 2019, 20:59

Super zdjęcie tytułowe - w zasadzie bez słów podsumowujące stan Wojska Polskiego po 20 latach w NATO...

Naczelny
środa, 13 marca 2019, 11:44

No tak, mistrzu obserwacji tylko an tym zdjęciu mamy bwp-a, który nadal jest w służbie i Abramsa, którego nasza armia nie ma na wyposażeniu.

Bullseye
środa, 13 marca 2019, 21:43

No tak, naczelny, gratulacje za spostrzegawczość, choć jak na naczelnego widzę, że trudno idzie Ci korzystanie z dobrodziejstw mózgu o największej objętości w stosunku do masy ciała... W związku z tym pojaśnię: tego BWP JUŻ DAWNO nie powinno być w Wojsku Polskim!

Złomy
wtorek, 12 marca 2019, 18:40

Najbardziej kolą mnie w oczy te stare trupy BWP-1.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama