Reklama

Szybki zakup tarczy dla wojsk USA w Europie. Armaty, rakiety i broń niekinetyczna [ANALIZA]

12 grudnia 2017, 13:37
Reklama

Amerykanie rozpoczęli procedurę przyspieszonego zakupu zestawów przeciwlotniczych, przeznaczonych do obrony mobilnych wojsk lądowych. Najprawdopodobniej trafią one między innymi do Europy, gdzie już realizuje się pierwsze kroki mające na celu wzmocnienie bezpośredniej osłony wojsk. Nowy system to rozwiązanie przejściowe, i zostanie oparte o istniejące elementy – włącznie z systemami niekinetycznymi.

Zapytanie o informację (Request For Information) zamieszczone na rządowym portalu fbo.gov ma pozwolić na uzyskanie informacji w celu sprawdzenia, czy możliwa będzie przyspieszona dostawa 72 „przejściowych” (Interim) mobilnych zestawów przeciwlotniczych krótkiego zasięgu (Maneuver SHORAD).

Nowe systemy powinny zostać oparte na podwoziach kołowych transporterów opancerzonych Stryker i być kompatybilne z istniejącymi systemami dowodzenia: FAAD C2 (przeznaczonym dla obrony powietrznej krótkiego zasięgu, w tym m.in. systemów Avenger), jak i dostosowane do współdziałania ze stacjami radiolokacyjnymi Sentinel. Widać wyraźnie, że Amerykanie nie chcą w tym programie budować całej nowej architektury dowodzenia, a jedynie dodać do niej efektory przeznaczone do osłony bezpośredniej wojsk.

Czytaj więcej:  „Ważniejsze, niż dodatkowe brygady”. Priorytety US Army w Europie [5 PUNKTÓW]

W wymaganiach wymieniono posiadanie trzech rodzajów środków rażenia: pocisków rakietowych, broni lufowej oraz systemów niekinetycznych. Te ostatnie mają zostać oparte o już używane w armii środki przeznaczone do obezwładniania bezzałogowych statków powietrznych. Oprócz tego nowy zestaw ma zostać uzbrojony w system lufowy – co najmniej karabin maszynowy 12,7 mm lub armatę do 30 mm włącznie, wraz z sensorami optycznymi bądź na podczerwień.

Wymaga się też, aby nowy system miał możliwość użycia różnych systemów rakietowych używanych już przez US Army, w tym pakietu z czterema pociskami Stinger oraz pakietu z czterema rakietami Hellfire Longbow (kierowanymi radarowo). W ten sposób nowy amerykański zestaw będzie mógł zwalczać nie tylko cele powietrzne, ale także naziemne – na przykład pojazdy opancerzone, i to na odległości do 8 km. Naddźwiękowa prędkość rakiet Hellfire czyni je użytecznym do zwalczania niektórych celów powietrznych, na przykład dronów.

Czytaj więcej: Przeciwko „egzystencjalnemu” zagrożeniu. Odbudowa armii kluczowa dla Europy [5 PUNKTÓW]

Amerykanie w jawnym zapytaniu umieścili też wymagania dla nowego systemu, podzielone na obowiązkowe „must have”, i opcjonalne „desire to have”. Obie grupy kryteriów uszeregowano pod względem ważności.

W pierwszej grupie uwzględniono:

  • Integrację wszystkich systemów rażenia na istniejącym pojeździe, mogącym współdziałać z wspieranymi jednostkami. Według Amerykanów warunkiem koniecznym jest bowiem, aby nowe systemy służyły do osłony wojsk na polu walki, przemieszczając się wraz z nimi. W programie IM-SHORAD będzie to KTO Stryker;
  • Możliwość zwalczania: bezzałogowców grup 2 i 3 (klasy taktycznej), śmigłowców, samolotów i mini/mikro BSL (1 grupy). Co ciekawe, potencjalne zagrożenia również uporządkowano pod kątem priorytetów;
  • Posiadanie wielu różnych efektorów kinetycznych i niekinetycznych, z możliwością wyboru. Wojska USA, pomimo że kupują „pomostowy” system chcą mieć możliwość używania pocisków rakietowych tylko wtedy, gdy będzie to konieczne, a np. niektóre drony zwalczać za pomocą środków elektronicznych;
  • Możliwość prowadzenia ognia z krótkich przystanków;
  • Zdolność wykorzystania istniejącej architektury, systemu dowodzenia i radarów Sentinel.

Jako dodatkowe, pożądane kryteria wymieniono:

  • Możliwość prowadzenia ognia w ruchu;
  • Zdolność wykrywania, śledzenia, identyfikacji i namierzania celów powietrznych w kącie 360 stopni za pomocą sensorów pokładowych.

Zakłada się, że nowe zestawy powinny zostać dostarczone w kilku transzach. Do połowy roku kalendarzowego 2019, a więc już nieco ponad półtora roku po wydaniu RFI, rząd powinien otrzymać dwanaście prototypów, reprezentatywnych dla standardu produkcyjnego. Dostawy pierwszej partii 36 seryjnych zestawów powinny zakończyć się do 4 kwartału roku fiskalnego 2020 (czyli 3 kwartału roku kalendarzowego 2020), a drugiej partii 36 wozów – dokładnie 12 miesięcy później.

Obecnie wydano zapytanie o informację RFI, a „intencją rządu Stanów Zjednoczonych” jest złożenie zapytania ofertowego (RFP) w ciągu roku kalendarzowego 2018. Od RFP do dostawy kompletnego systemu z 72 zestawami powinny więc upłynąć nie więcej niż 3-4 lata.

Stryker Avenger
Propozycja integracji elementów zestawu Avenger na transporterze Stryker. Fot. Boeing Defense/Twitter.

Zaplanowany harmonogram jest bardzo ambitny. Odpowiedzi na RFI mają być przesyłane w formie dokumentu, liczącego nie więcej niż 25 stron. Zwraca uwagę publiczne udostępnienie zarówno zdefiniowanych wymagań co do zdolności i podstawowych systemów, jak i dokładnego harmonogramu dostaw.

Można się spodziewać, że nowe zestawy trafią do US Army Europe. To na Starym Kontynencie planuje się sformowanie nowych jednostek bezpośredniej OPL, a stacjonujące tu na stałe jednostki – 173. Brygada Powietrznodesantowa i 2. Pułk Kawalerii – po raz pierwszy od lat otrzymały przenośne wyrzutnie Stinger, zapewniające żołnierzom częściową osłonę.

Czytaj więcej: US Army Europe cofa wcześniejsze deklaracje ws. lokalizacji brygady artylerii

Jednym z powodów zwiększonego zainteresowania wojsk Stanów Zjednoczonych możliwością osłony wojsk na polu walki jest niebezpieczeństwo ze strony rosyjskiej artylerii wspieranej (koordynowanej) przez bezzałogowce, jak i rosyjskich śmigłowców, co wprost znalazło swoje odzwierciedlenie w treści RFI. Poszczególne komponenty – platforma (Stryker), ale i środki rażenia (rakiety, armaty, system niekinetyczny) mają zostać zbudowane z wykorzystaniem rozwiązań już używanych przez amerykańskich wojskowych.

W USA po inwazji na Irak rozformowano zdecydowaną większość jednostek OPL przeznaczonych do osłony wojsk lądowych, wycofano też ze służby wozy Bradley Linebacker, które mogły towarzyszyć jednostkom pancernym. Obecnie „dolne piętro” obrony US Army opiera się na nielicznych zestawach Avenger (głównie w Gwardii Narodowej) czy Stinger. Oprócz planowanego wcześniej do wprowadzenia systemu IFPC (współpracującego z IBCS) wdrożone zostanie również rozwiązanie, służące do osłony wojsk na polu walki.

Warto zwrócić uwagę na tempo, w którym to zadanie chcą realizować Amerykanie. We wrześniu br. przeprowadzono demonstrację gotowych rozwiązań dostarczonych przez przemysł, a w 2020 roku ma już być wdrożona pierwsza partia nowych systemów. Wypełnienie tego zadania może być trudne, ale nie niemożliwe, dzięki zastosowaniu istniejących technologii.

Stinger Europa
Jak na razie żołnierze US Army w Europie dysponują do bezpośredniej osłony, oprócz środków zapewnianych przez sojuszników, tylko przenośnymi Stingerami, ale niebawem to się zmieni. Fot. Staff Sgt. Kathleen V. Polanco/US Army.

W podobny sposób realizowano już wdrażanie systemów walki elektronicznej dla 2. Pułku Kawalerii US Army Europe, na takich zasadach oparty jest też program modernizacji transporterów Stryker tej samej formacji, poprzez uzbrojenie ich w armaty 30 mm lub dodanie do zdalnie sterowanych stanowisk strzeleckich możliwości użycia ppk Javelin. Wszystko to ma na celu szybkie podniesienie potencjału bojowego na długo przed wdrożeniem docelowych rozwiązań, aby móc w razie potrzeby lepiej stawić czoła zagrożeniu ze strony Rosji.

Czytaj więcej: Amerykanie odpowiadają Rosji. Szybkie zakupy sprzętu dla Europy [ANALIZA] 

Przykładowo, integracja armat na Strykerach jest odpowiedzią na modernizację transporterów BTR, a program IM-SHORAD ma umożliwić osłonę przeciwlotniczą wojsk nawet w wypadku, gdyby Amerykanie – jak miało to miejsce przez kilkadziesiąt ostatnich lat – nie panowali niepodzielnie w powietrzu, co biorąc pod uwagę środowisko zagrożeń w Europie Środkowo-Wschodniej jest prawdopodobne.

Pomimo relatywnie szybkiego terminu wdrażania przedstawiciele Departamentu Obrony USA chcą pozyskać system o dość dużych możliwościach bojowych. W efekcie bowiem do armii powinien trafić system przeciwlotniczy z uzbrojeniem lufowym, rakietowym (złożonym z wzajemnie uzupełniających się pocisków), jak i elektronicznym na podwoziu transportera opancerzonego. To pozwoli z jednej strony wybierać efektor (środek rażenia), tak aby bez potrzeby nie zużywać rakiet kierowanych, z drugiej – bezpośrednio współpracować z jednostkami zmotoryzowanymi.

Nowy zestaw będzie też dużo lepiej dostosowany do ewentualnej współpracy z siłami pancernymi, w stosunku do obecnie używanych wozów Humvee, na których montowane są elementy systemu Avenger. Przypuszczalnie nowy zestaw zostanie oparty właśnie na rozwiązaniach systemu Avenger, rozwijanego przez Boeinga.

Nie jest zresztą wykluczone, że Amerykanie zdecydują się na integrację pewnych elementów obrony przeciwlotniczej również na BWP Bradley, aby zapewnić możliwość pełnego współdziałania z „ciężkimi” pododdziałami. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, nowe systemy przeciwlotnicze powinny za kilka lat wzmocnić siły amerykańskie w Europie, najprawdopodobniej również w Polsce. Sam sposób wdrażania tego systemu może być interesującym przykładem łączenia istniejących rozwiązań z różnych obszarów, w celu szybkiego zapełnienia luk w zdolnościach bojowych. 

KomentarzeLiczba komentarzy: 3
Reklama
Anuluj
obiektywny
środa, 13 grudnia 2017, 12:59

nawiazujac do tematu powyzej to gdzie sa nasze rosomaki zintegrowane ze speakami przeciez to juz jakis czas temu mialyby byc juz na wyposazeniu armii wydajemy mase kasy na licencje na pociski ktorych potem nie umiemy zainstalowac i spiac z gotowym produktem ?b

Patryk
wtorek, 12 grudnia 2017, 19:42

Amerykanie tworzą własny v-shorat a my własny, Poprad według mnie to przerost formy nad treścią, klusza jest zbyt mało mobilna natomiast Pilicą to modernizacja działek w automatykę dodanie optyki, elektroniki i rakiet typu "grom" uważam że trochę mało można by spróbować z montażem 2 efektorow z różnym sposobem naprowadzania. Ciekawi mnie jedna sprawa czy ktoś tą Pilice podpial do honkera i przejechał się po poligonie bo tak się ma przemieszczać i czy przez to nie traci dokładność czy elktronika i optyką będzie pracowała bez zarzutu

sylwester
wtorek, 12 grudnia 2017, 19:42

Poprad podobno miał kłopoty z podwoziem , ktoś wie jak sprawuje się ten żubr-p , podobno słaba mobilność

ELwro
wtorek, 12 grudnia 2017, 16:47

Poprada spiętego ze stanowiskami Hydry poprzez Regę/Łowczą/WG35 to Amerykanie mogliby nam pozazdrościć gdyby nie to że: nie mamy ani Hydry 35mm ani Piorunów w ilości pozwalającej na zwalczanie dronów za to zamawiamy Pilicę z ZSU23 w mikroskopijnej ilości którą Skarżysko będzie tłuc przez kilka lat. Licencja na KDA jest, Soła, Bystra są, system kierowania ogniem i dowodzenia efektorami 35 jest, termowizja i EO jest. Amunicję programowalną można wprowadzić później, Dezamet na bazie doświadczeń z amunicją 23 da radę a niekoniecznie trzeba strzelać programowalną zwłaszcza do takich celów jak śmigłowce.

emeryt
wtorek, 12 grudnia 2017, 15:12

Jest super okazja dla Polski. Za nim MY wdrożymy ostatnią Pilicę to Amerykanie będą już wycofywali swoje Avengery na transporterach Stryker brać bo lepsze od NASZEGO .

rozczochrany
wtorek, 12 grudnia 2017, 15:12

Zakup stingerów oznaczał by zniszczenie produkcji rakiet przeciwlotniczych w Polsce i to przed modernizacja obrony przeciwlotniczej. Oznaczał by też zaprzepaszczenie rezultatów badań nad pociskami Grom i Piorun, rezygnację z eksportu a Polska jest jednym z kilku państw na świecie które potrafi takie rakiety produkować. Oznaczał by zmarnowanie pieniędzy i zamkniecie kilku zakładów pracy wysokich technologii i wepchniecie ich pracowników w tym konstruktorów za granicę do pracy. To samo z zakupem Strykera. Oznaczało by to zaoranie fabryki w Siemianowicach Ślaskich i firmach kooperujących i zwolnienie pracowników. Do tego rezygnacje z podatków płynących z polskich przedsiębiorstw. To samo dotyczy polskich producentów wierz i uzbrojenia do tych wozów. Dla tego nie rozumiem skąd w ogóle w głowach komentujących artykuły takie pomysły. Albo komentują to małe dzieci albo ludzie których nie obchodzi los naszego kraju.

rozczochrany
wtorek, 12 grudnia 2017, 15:12

Jak armia kupuje broń w Polsce to pieniądze wracają do polskich fabryk, polskich obywateli i polskich podatków. Także pieniądze za późniejszy serwis i części zamienne. Do tego dzięki temu firmy mają pieniądze na konstruowanie w kraju nowej broni. Chcesz by twoje dzieci miały prace w Polsce a w budżecie były pieniądze, czy żeby w Polsce nie było niczego? Poza tym ta amerykańska broń jaką tu pokazują wcale od nowej, polskiej nie jest lepsza. Rosomak jest lepszy od strykera a piorun lepszy od stingera. Mamy też prototypy zestawów samobieżnych wsparcia przeciwpancernych i przeciwlotniczych tylko wojsko nie zamawia na razie.

gość98
wtorek, 12 grudnia 2017, 15:12

1.W czym stryker jest niby lepszy od rosomaka? 2.Są pilniejsze potrzeby których i tak MON nie ziszcza 3.Żadna okazja -amerykanie i tak za złom każą sobie płacić jakby sprzęt był pozłacany

dim
wtorek, 12 grudnia 2017, 14:11

Nieduże, high-tec, a wszędzie można to zyskownie sprzedawać, następnie dostarczając ciągle upgrade'y ! Wnioski biznesowe pozostawiam przemysłowi. Głównie prywatnemu, bo o garnuszkowo-państwowym szkoda gadać !

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama