Reklama
Reklama
Reklama

Szczyt Putin-Trump, czyli spotkanie którego boi się świat [ANALIZA]

3 lipca 2018, 12:30
27408604398_44a8f4d16d_k
Fot. shopcatalog.com/Flickr, CC BY 2.0

Z tak wielkim napięciem przed spotkaniem bilateralnym na najwyższym szczeblu, do jakiego ma dojść między prezydentami Stanów Zjednoczonych oraz Federacji Rosyjskiej, nie mieliśmy najprawdopodobniej do czynienia od czasu zakończenia zimnej wojny. I zapewne, także po raz pierwszy, największą niewiadomą przed szczytem nie jest, tak jak miało to miejsce w przeszłości, postawa głowy państwa urzędującej na Kremlu, ale tej w Białym Domu. Oznacza to, że Donald Trump oraz Władimir Putin mają szansę podczas lipcowego spotkania w Helsinkach napisać kolejne karty historii XXI w. lub wywołać jedynie głośną burzę medialną.

Niezależnie od finalnych efektów spotkania, będzie to balansowanie na granicy wywołania niestabilności w relacjach globalnych i regionalnych. Ze względu na to, Polska musi przygotować się na długi okres wyczekiwania na efekty spotkania oraz zareagować tuż po nim. Szczególnie biorąc pod uwagę, że dotychczasowe wzorce zachowań oraz działań - zarówno Rosji jak i Stanów Zjednoczonych - znacznie wychodzą poza status quo. Stają się one tym samym przyczynkiem do dyskusji o potrzebie redefinicji spojrzenia na szczeblu politycznym, dyplomatycznym, bezpieczeństwa, a także w przypadku debat obserwatorów, dziennikarzy i analityków.

  1. Co dzieli w relacjach amerykańsko-rosyjskich?

Wszelkie próby analizy najbliższego rosyjsko-amerykańskiego spotkania na szczycie należałoby rozpocząć od prezentacji punktów spornych, które na co dzień wymagają zaangażowania obu stron. Od 2014 r. relacje amerykańsko-rosyjskie niezaprzeczalnie uzyskały nowy, znacznie bardziej konfrontacyjny wymiar. Przejawem tego była przede wszystkim polityka Stanów Zjednoczonych skierowana na wzmocnienie tzw. flanki wschodniej, głównie w ramach formatu NATO. Jej owoce widzieliśmy zarówno w schyłkowym okresie drugiej prezydentury Baracka Obamy, jak i w pierwszych latach urzędowania Donalda Trumpa.

Dziś żołnierze, marynarze oraz lotnicy obu stron po raz pierwszy stoją w pełnym przygotowaniu naprzeciwko siebie. Na linii wyznaczonej od państw nadbałtyckich lub jeszcze dalej na północ w rejonie Norwegii, aż po Morze Czarne i Śródziemne. Strefa incydentów jest więc podobna do tej, z którą mieliśmy do czynienia, gdy funkcjonowała „żelazna kurtyna” z niemiecką Fuldą w centrum. Stąd też, rosyjskie działania na ich flance zachodniej oraz południowej, z koncentracją potencjału militarnego na czele, implikujące wzrost obecności wojsk amerykańskich w Europie Środkowej i Wschodniej, stanowią ważną płaszczyznę sporów. Dotyczy to również całego spektrum działań wymierzonych w polityków, wojskowych, itp. z Rosji oraz systemowych wobec rosyjskiej gospodarki po zajęciu Krymu oraz wybuchu konfliktu we wschodniej części Ukrainy.

Płaszczyzny konfrontacji objęły także, co współcześnie nader istotne, płaszczyznę narracyjną w Stanach Zjednoczonych i na Zachodzie. Widać to przede wszystkim po długotrwałych debatach o „rosyjskim wpływie/wpływach” na proces elekcji prezydenta w Stanach Zjednoczonych. Przełożyło się to również na przypisanie większej roli rosyjskim służbom specjalnym w operacjach destabilizacyjnych w obrębie państw Zachodu oraz klasycznego podejścia do wzmożonej aktywności szpiegowskiej. Przypomnieć należy w tym miejscu amerykańskie działania wymierzone w rosyjską infrastrukturę dyplomatyczną na terytorium państwa oraz samych dyplomatów (wydalenia dyplomatów oraz działania wokół np. konsulatu Rosji w Seattle).

Trzecim elementem spornym stała się także wzmożona rosyjska aktywność poza samą Europą i Ameryką Północną. Najbardziej widoczne jest pojawienie się realnej groźby konfrontacji, zamierzonej lub przypadkowej, w Syrii oraz szerzej na Bliskim Wschodzie. Równocześnie trzeba przyznać, że Rosja jest coraz aktywniejsza politycznie, wywiadowczo czy paramilitarnie także w różnych częściach Afryki. Gdzie, jak wiadomo, Stany Zjednoczone od dłuższego czasu również budują swoją strefę wpływów, sprawnie wykorzystując m.in. globalną walkę z zagrożeniami terrorystycznymi po 11 września 2001 r.

Dziś wiemy chociażby, że w Syrii doszło już przecież do bezpośredniego starcia militarnego pomiędzy rosyjskimi najemnikami (w domyśle realizującymi bezpośrednio interesy Rosji w tym państwie) i amerykańskimi komandosami, wspieranymi przez amerykańską siłę ognia, wygenerowaną przez różne formacje z innych rodzajów sił zbrojnych. Co najważniejsze, w kontekście wspomnianego rozbicia zgrupowania PMC Wagner w Syrii, późniejsza deeskalacja groźnego incydentu miała nastąpić ze znacznym bezpośrednim udziałem obecnego Sekretarza Obrony Jamesa Mattisa, którego pozycja obecnie miała osłabnąć w administracji Trumpa.

Nie można zapominać, że to również nad Syrią dochodziło do zetknięcia się amerykańskich samolotów bojowych z rosyjskimi systemami wojny radioelektronicznej, co - jak podają media - znacząco zaniepokoiło Pentagon. W obszarze dyplomatycznym i propagandowym, trzeba również zwrócić uwagę na bojową operację amerykańsko-brytyjsko-francuską z 2018 r. Akcja ukierunkowana była na zniszczenie domniemanych instalacji wytwarzających broń chemiczną dla reżimu w Damaszku, po oskarżeniach o jej ponownym użyciu przez siły Baszszara al-Asada. W czasie gdy zachodnie pociski manewrujące oraz samoloty dokonywały uderzeń, Rosja dysponowała na terytorium syryjskim systemami obrony przeciwlotniczej, przeciwrakietowej, samolotami myśliwskimi, itp., budując napięcie nie tylko w samej Syrii, ale również np. na arenie Rady Bezpieczeństwa ONZ.

image
Fot. Official White House, Joyce N. Boghosian

 

W przypadku Bliskiego Wschodu naturalnym generatorem napięć jest również stanowisko Waszyngtonu i Moskwy wobec polityki Iranu w regionie. Nowa administracja w Białym Domu, czego nie ukrywała i nie ukrywa, uznaje, że Iran to państwo stwarzające zagrożenie zarówno dla interesów Stanów Zjednoczonych, jak i ich najbliższych sojuszników (Izrael, Arabia Saudyjska, itd.). Zaś Rosjanie, chociaż zdają sobie sprawę z własnych ograniczeń względem samodzielnej polityki Teheranu, nie mogą sobie pozwolić nawet na dyplomatyczne poniżanie de facto ich koalicjanta w Syrii.

Z Bliskim Wschodem oraz Afryką wiążą się także inne płaszczyzny sporne, częstokroć mniej eksponowane (niż np. Syria) w obliczu globalnej skali działań obu mocarstw. Chodzi z jednej strony o politykę surowcową, a z drugiej eksport broni, uzbrojenia oraz wszelkich technologii wojskowych. Nie od dziś wiadomo jak bardzo Rosja jest uzależniona ekonomicznie od wahań na rynku surowców naturalnych. Zaś Stany Zjednoczone sprawnie to punktują własnym potencjałem, jak i współpracą z konkretnymi sojusznikami. Co więcej, Amerykanie od pewnego czasu starają się wchodzić na rynki dotychczas zdominowane przez Rosjan, chociażby w Europie (np. Polska).

Co do drugiego punktu, to mamy do czynienia z dwoma największymi obecnie eksporterami broni w skali globalnej, o aspiracjach przejmowania kolejnych intratnych rynków zbytu. Stąd, nie tylko rywalizacja na ceny oraz najlepsze reklamy, ale przede wszystkim działania zakulisowe – dyplomatyczne, wywiadowcze, lobbingowe, itp. Pozwalają one na zwiększenie sprzedaży broni, a także uzależnienie technologiczne konsumentów.

Konfrontacja wpisała się w globalne relacje USA i Rosji na stałe. Dorównując nawet temu, co stanowi o obrazie współczesnych postzimnowjennych relacji chińsko-amerykańskich.       

  1. Co łączy Amerykanów i Rosjan?

Na pierwszy rzut oka, przede wszystkim spoglądając na wskazane wcześniej płaszczyzny konfrontacji, wydawałoby się trudnym znalezienie jakichkolwiek punktów łączących współczesną politykę amerykańską i rosyjską. Jednakże, obecne napięcie przed szczytem w Helsinkach, widoczne w głównej mierze wśród sojuszników z NATO - w tym w Polsce, wymaga wręcz odszukania tego rodzaju elementów w interesach obu stron.

Pierwszym z nich może być czynnik personalny - zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Rosji. Prezydent Donald Trump od początku swej kadencji był uważany za wręcz pariasa, co w połączeniu z jego stylem działania i charakterem stanowi powód poszukiwania radykalnych oraz głośnych rozwiązań w bieżącej polityce, niestety także tej zagranicznej. Widać to było m.in. w kontekście polityki względem reżimu w Pjongjangu i samego Kim Dzong Una - zarówno na spotkaniu w Singapurze, jak i przed nim. Podobnego obrazu gospodarza Białego Domu dostarczyło niedawne spotkanie w formacie G7, a także późniejsze reperkusje dotyczące sprawy hipotetycznego uznania zajęcia Krymu przez Rosję, czy też uczestnictwa Rosji w tego rodzaju posiedzeniach.

Z drugiej strony mamy prezydenta Władimira Putina, który nie ukrywał swej fascynacji możliwościami ZSRR oraz chęcią odtworzenia rosyjskiej polityki neoimperialnej (m.in. słynne przemówienie na konferencji w Monachium w 2007 r.). Sięgając przy tym po każdą z możliwych form działania, w tym użycie sił zbrojnych lub tajne operacje wywiadu, na granicy ryzyka wystąpienia globalnego kryzysu (można tak potraktować chociażby kwestię kontrowersji wokół otrucia A. Litwinienki czy niedawnej próby zabicia rodziny Skripalów w Wielkiej Brytanii). Skazując się w ten sposób na bycie pariasem w oczach Zachodu.

image
Fot. Kremlin.ru

Tym samym, potencjalne indywidualne podejście obu tych prezydentów może sprzyjać próbom zbliżenia lub próbom bilateralnego działania na rzecz wypracowania układu w poszczególnych regionach, ponad innymi aktorami. W dodatku, każdy z nich - przynajmniej w sferze deklaracji - ma tendencję do pragmatycznego traktowania interesów swoich państw, a tym samym relacji z koalicjantami oraz nawet sojusznikami. Stąd chociażby obawy partnerów z NATO, dotyczące tego, że Amerykanie rzeczywiście mogą zacząć się targować bezpośrednio z Rosjanami. Co do Rosjan, śmiało można uznać, że są oni z założenia skłonni do prowadzenia rozgrywek kosztem państw trzecich, oczywiście jeśli uznają to za umożliwiające osiągnąć im własne interesy. Przejawem tej postawy władz w Moskwie są chociażby jej relacje z Izraelem, względem Syrii, Hezbollahu, ale zapewne również w jakimś stopniu Iranu. Pragmatyzm w relacjach rosyjsko-izraelskich może sugerować zdolność do prowadzenia analogicznych działań o szerszym zasięgu przedmiotowym oraz podmiotowym.

Oprócz kwestii personalnych i ideologicznych (nad wyraz silne ukierunkowanie na interesy własnych państw, kosztem standardów oraz wartości), należy liczyć się z tym, że oba państwa mogą poszukiwać możliwości zmniejszania liczby frontów, istniejących w obecnych relacjach. W przypadku Rosji chodzi o zmniejszenie kosztów wyścigu zbrojeń (który w znacznym stopniu został co ciekawe rozpoczęty właśnie przez działania Moskwy), a także ograniczenie kosztownej obecności w rejonach tzw. zamrożonych konfliktów. Te ostatnie są oczywiście bardzo użyteczne politycznie, ale przy pogarszającym się stanie budżetu, nie mogą być tak rozbudowane, jak w momencie surowcowego boomu i konsumpcji ówczesnych zysków.

Dla Stanów Zjednoczonych polityka zmniejszania liczby frontów może być jeszcze bardziej atrakcyjna, przez co zbliżająca do podejmowania prób wypracowania lepszych relacji z Rosją. Na pierwszy plan wysuwają się amerykańska potrzeba wzmocnienia obecności w Azji wobec Chin, potrzeba prowadzenia działań na stale istotnym pod względem strategicznym Bliskim Wschodzie, potrzeba wzmacniania potencjału w ramach nowych „trudnych” relacji ekonomicznych Stanów Zjednoczonych z innymi państwami, potrzeba prowadzenia walki na froncie polityki wewnętrznej, np. problem migracyjny, i ogólnie stosunków Donalda Trumpa z elitami Waszyngtonu. Tym bardziej, że Amerykanie po konfliktach w Afganistanie oraz Iraku, analogicznie do Rosjan po Ukrainie i Syrii, rozumieją swoje ograniczenia finansowe.

Właśnie w kontekście potrzeby skracania frontów możemy m.in. odbierać słynną już debatę Stany Zjednoczone – inne państwa NATO o pułapie finansowania obronności, pozwalającym w przyszłości w sposób widoczny odciążyć stronę amerykańską. W ujęciu regionalnym, możemy także zwrócić uwagę na problem Iranu, który dla obecnego Białego Domu stanowi nader istotny element agendy międzynarodowej. Symbolem tego jest przede wszystkim pojawienie się w otoczeniu Donalda Trumpa Johna Boltona. Rosjanie z jednej strony to rozumieją, a z drugiej mogą dążyć również do osłabienia roli Irańczyków w przypadku ich samodzielnych działań w Syrii. Stąd cała sprawa może, zaskakująco dla świata, stać się także osią zbliżenia amerykańsko-rosyjskiego.

  1. Wybrane scenariusze możliwego rozwoju sytuacji

Pierwszym z możliwych scenariuszy rozwoju sytuacji, w kontekście szczytu w Helsinkach, jest obustronne uznanie prymatu spraw wewnętrznych przez prezydentów Trumpa i Putina. Będzie się to wiązało z de facto teatralnym potraktowaniem spotkania oraz późniejszą kampanią strategiczną, przede wszystkim w wymiarze informacyjnym. Dla Donalda Trumpa takie spotkanie stanie się tym samym kartą przetargową w relacjach z NATO oraz UE - w domyśle przede wszystkim z Niemcami, stanowiąc coś w rodzaju nowego atutu w negocjacjach handlowych. Dla Rosjan zaś stanie się to ukoronowaniem niebezpiecznej gry, jaką podjęli wraz z działaniami zbrojnymi wobec Gruzji, Ukrainy, ale też z obecnością militarną w Syrii. Pokażą tym samym, że Stany Zjednoczone zaakceptowały powrót do bezpośredniej kreacji relacji międzynarodowych w formacie tego rodzaju spotkań. Jednakże, biorąc pod uwagę taki scenariusz, nie należy spodziewać się jakichkolwiek dramatycznych decyzji, porozumień, itp. ustaleń długookresowych. Gra będzie toczyła się za pomocą haseł, narracji, a także niedookreślonych możliwości dalszego odwoływania się do formatu bilateralnego. I jak wskazano, stanie się elementem gry do wewnątrz systemu, amerykańskiego oraz rosyjskiego.

Drugi ze scenariuszy zakłada porozumienie punktowe, z uznaniem dalszego konfrontacyjnego wymiaru współczesnych relacji amerykańsko-rosyjskich. Dotyczy to sytuacji, w której oba państwa osiągają punktowe porozumienie, na wybranych płaszczyznach, lecz swego rodzaju zimnowojennie akceptują istnienie permanentnego napięcia pomiędzy ich głównymi interesami w Europie. Wydaje się, że scenariusz ten najprościej byłoby zrealizować dochodząc do porozumień w przypadku Syrii i Iranu. Ze strony Amerykanów możliwe byłoby pozwolenie na utrzymanie rosyjskich nominatów w Damaszku (nie musiałby być to Baszszar al-Asad), przy uzyskaniu większej swobody dla siebie lub innych sojuszników względem działań wobec Iranu. Tym samym w Europie utrzymałby się status quo, zaś poza Europą pojawiłyby się operacyjne formy porozumień, odciążających oba państwa.

Trzeci scenariusz zakłada poszukiwanie formy radyklanej deeskalacji we wzajemnych relacjach. Ich wymiar może być regionalny, dotyczący przykładowo Europy, ale również przedmiotowy, czyli dotyczący np. konkretnego elementu w obszarze technologii wojskowej. Pozwoli to obu stronom na wspomniane zmniejszenie liczby frontów oraz znaczące oszczędności, szczególnie wobec działań do wewnątrz gospodarek obu państw. Idealną zasłoną propagandową byłoby porównywanie szczytu do innych przełomowych spotkań przywódców radzieckich i amerykańskich w okresie zimnej wojny („nowe detente”). W przeciwieństwie do drugiego scenariusza, wersja trzecia może zakładać szersze i głębsze ustępstwa Stanów Zjednoczonych na kierunkach uznawanych dotychczas za strategiczne. Od sankcji na Rosję, poprzez obecność wojsk w Europie Środkowej i Wschodniej, a skończywszy na ustalonych strefach wpływów poza Starym Kontynentem.

Czwarty ze scenariuszy można uznać za najbardziej niebezpieczny dla partnerów Stanów Zjednoczonych, a w tym Polski, gdyż obejmuje dążenie do stworzenia nowego formatu w relacjach globalnych na bazie bezpośredniego porozumienia rosyjsko-amerykańskiego, będącego efektem dotychczasowych działań zarówno administracji Donalda Trumpa (spotkanie G7, spory handlowe z UE, kryzys wokół 2 proc. PKB wydatków na obronność w NATO, itp.), jak i Rosji (użycie siły na rzecz zmiany granic państwa - Krym, wspieranie Damaszku, stosowanie tajnych akcji służb specjalnych na terytorium państw trzecich, itp.).

Tym samym samo spotkanie w Helsinkach nie musi być przełomowe, ale może etapami rozpocząć budowę całego szeregu działań roboczych, wyznaczających swoisty bajpas omijający interesy dotychczasowych partnerów Stanów Zjednoczonych. Ewentualne porozumienie może odbić swoje piętno na stabilności strefy północnoatlantyckiej, a także doprowadzić do zdecydowanego zwiększenia groźby wystąpienia konfliktów regionalnych, np. w przypadku wielokrotnie wspominanego Iranu. Dotyczy to także możliwości wystąpienia kolejnych etapów agresywnych działań ze strony Rosji na kierunkach zaakceptowanych przez administrację Trumpa.

  1. Polska perspektywa

Optymistyczne dla państw Europy Środkowej i Wschodniej jest jednak to, że nawet temperament i uproszczony ogląd świata prezydenta Donalda Trumpa nie musi być ostatecznie decydujący w zawiłym świecie waszyngtońskich relacji. Szczególnie wokół amerykańskiej polityki obronnej oraz zagranicznej państwa. Przez lata Kongres wbudował do amerykańskiego systemu relacji pomiędzy władzą wykonawczą i ustawodawczą sieć hamulców, mogących ograniczać „przełomowość” decyzji urzędującego w Białym Domu prezydenta. Co więcej, właśnie w polityce zagranicznej Trump musi spodziewać się dokładnego patrzenia na ręce, mając na uwadze niepewność co do nominacji nowego Sekretarza Stanu, a także medialnych zawirowań wokół osłabienia pozycji obecnego Sekretarza Obrony. Ten ostatni był traktowany jako akceptowalne zabezpieczenie przed zbyt niebezpiecznymi działaniami w sferze obronności państwa. Stąd, jeśli nawet prezydent Trump może sobie pozwolić na większą swobodę względem Korei Północnej (KRLD), to w przypadku Rosji analogiczne obszary samodzielności mogą być zdecydowanie mniejsze.

Należy także zauważyć, że wszelkie próby całościowego i odgórnego ustalania stref wpływów ze strony Stanów Zjednoczonych oraz Rosji natrafią na barierę w postaci nowej pozycji Chin w XXI w. Jeśli rzeczywiście i Trump (Trump – przywrócić Ameryce jej dawną rolę globalnego lidera), i Putin (Putin – zniwelować skutki jego zdaniem katastrofalnego rozpadu ZSRR), w jakimś stopniu dążyliby do praktycznego powrotu duopolu, to trudno przypuszczać, że Pekin pozostałby bierny.

Co ciekawe, to przecież właśnie Mao podkreślał znaczenie „trójek rewolucyjnych”, gdzie każdy kontrolowałby każdego i utrudniał spiskowanie. Dlatego można zakładać, że spotkanie w Helsinkach, w przeciwieństwie do tych zimnowojennych, będzie toczyło się pod baczną obserwacją Pekinu. Zapewne oba państwa, choć nie będą tego głośno artykułować, zdają sobie z tego sprawę. Być może właśnie w lipcu zobaczmy w praktyce jak działa nowy system hamulców w relacjach najważniejszych mocarstw.

Co więcej, nie tylko w kontekście działań Rosji Amerykanie muszą obecnie utrzymać swoją obecność w Europie Środkowej i Wschodniej, w tym w Polsce. Należy pamiętać, że w szerszej perspektywie ważne dla USA będzie kontrolowanie chińskich prób przeprowadzenia szlaków handlowych bezpośrednio do Europy Zachodniej. Stąd też, amerykańskie kontyngenty wojskowe w państwach takich jak Polska, to nie tylko inwestycja we flankę wschodnią, to również inwestycja w rywalizację z Chinami w skali globalnej. Zaś administracja Donalda Trumpa często odwołuje się do problemu rywalizacji amerykańsko-chińskiej właśnie w przestrzeni ekonomicznej.

image
Fot. Kremlin.ru

 

Jednakże z perspektywy polskiej dość ostrożnie należy podchodzić do możliwości obecnego zaplecza prezydenta Trumpa, przede wszystkim w kontekście spotkania z Putinem. Jeśli bowiem strona rosyjska bazuje na całkiem niezłej oraz sprawnej grupie doradców, analityków, dyplomatów, szpiegów, to po stronie amerykańskiej ostatnie decyzje kadrowe wprowadzają pewien rodzaj chaosu oraz zamętu. To zaś może i zapewne zostanie wykorzystane, jeśli nadarzy się taka okazja, przez Rosjan.

Oprócz tego, trzeba pamiętać jaki stosunek do Trumpa mają globalne media, a jak zbudowany jest system działań w sferze informacyjnej po stronie Rosji i Putina. To właśnie przestrzeń narracyjna oraz informacyjna będzie najprawdopodobniej stanowiła największe wyzwanie dla Polski, w obliczu każdego z możliwych scenariuszy rozwoju sytuacji, tuż po spotkaniu prezydentów Stanów Zjednoczonych i Rosji. Trzeba tym samym zakładać, że już teraz, oprócz samej pogłębionej obserwacji analitycznej spotkania w Helsinkach, nasze władze oraz instytucje dedykowane ku temu, powinny być gotowe powalczyć z próbami destabilizacji obrazu polsko-amerykańskich relacji politycznych, militarnych, ekonomicznych, itp.

Niewątpliwie szczególne możliwości otwierają się dla Warszawy w przypadku ewentualnego wystąpienia zróżnicowanej gamy gier, tuż po spotkaniu Putin-Trump, względem relacji amerykańsko-rosyjsko-niemieckich, a także amerykańsko-rosyjsko-ukraińskich. Z jednej bowiem strony, należy względem polskich interesów wspierać starania m.in. Sekretarza Generalnego NATO, w celu utrzymania jedności Sojuszu. Wiedząc jednocześnie, że można uzyskać zdecydowanie więcej na obecnych problemach na linii Berlin-Waszyngton. Lecz bez nadmiernego destabilizowania NATO, co wymaga rzeczywistej umiejętności prowadzenia gry dyplomatycznej o najwyższe stawki, a tym samym elitarnego oraz sprawnego zaplecza dla polskich polityków.

Zaś z drugiej strony, pojawia się potrzeba aktywnego polskiego udziału w pokazaniu wagi oraz znaczenia starań utrzymania wartości granic państw europejskich oraz ich suwerenności, przede wszystkim w kontekście wydarzeń na Ukrainie. Każde negatywne posunięcie wobec Ukrainy, stanowi bowiem realne zagrożenie wobec polskich interesów w długookresowym wymiarze czasu. Patrząc z tej perspektywy szczyt w Helsinkach i jego potencjalne efekty, są dla Polski zarówno możliwością, jak i strategicznym wyzwaniem. Nie mając bezpośredniej możliwości wpływania na Donalda Trumpa, należy tym samym połączyć siły oraz środki polityczne, dyplomatyczne i wywiadowcze, tak aby być przygotowanym na różne hybrydowe warianty jego spotkania z prezydentem Władimirem Putinem.  

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 39
Reklama
dim
niedziela, 15 lipca 2018, 23:37

Jedną z głównych osi spotkania i jednym z podstawowych tematów, na Bliskim Wschodzie, łączących USA i Rosję, jesto opieka nad Izraelem, ochrona Izraela. Tak jak bazą dla wybuchu konfliktu ukraińskiego, wydaje mi się (czy tylko mnie się wydaje ?) rywalizacja między oligarchami Rosji, a takimiż i tejże narodowości oligarchami, ale z Ukrainy. Prócz imperialnych ciągot Rosji, oczywiście.

magazynier
piątek, 13 lipca 2018, 00:23

Do - pułkownika(Ret.) Janusz Wareda +++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++Oficjalnie Putin zarabia grosze. Co o tym myślą zwykli Rosjanie i jak dba o nich Putin, możemy bez wysiłku sprawdzić w necie. Czasy, kiedy potrafił coś ugrać w polityce się skończyły. Koledzy zniknęli z politycznego firmamentu Europy, a ci co zostali muszą się tłumaczyć wielkiemu bratu. Został mu tylko Bibi i Wielka Gra :)

Jimbo
czwartek, 12 lipca 2018, 23:22

Niedobrze. Jak się dogadają to nie będzie wojny. Fatalna sprawa.

Podpułkownik (Ret.) Janusz Wareda
czwartek, 12 lipca 2018, 20:16

Do - magazynier! ------------------------------------------------------------------------------------------------------------ Owszem, Putin jest najbogatszym człowiekiem w Rosji, ale nie tylko w Rosji. I nikt w Rosji tego nie ukrywa. Powyższy fakt, Rosjanie przyjmują do wiadomości. A co o tym myślą, to należy ich zapytać. Nie wiem, o czym w Moskwie rozmawia prezydent Rosji z premierem Izraela? Oczywiście poza tym, co podają ogólnodostępne media światowe, w tym również polskie. Dlatego nie mnie komentować, co premier Izraela uzmysłowił prezydentowi Rosji i czy to spotkało się ze zrozumieniem? Być może obaj nawet robią deal, jak w biznesie? A jeśli nawet, czy to źle? Skądinąd wiadomo, że każdy dobry polityk, dba przede wszystkim o dobro własnego kraju i o tzw. własne podwórko. Rzeczywiście, w ostatnim okresie, często spotykają się i rozmawiają w cztery oczy - Putin z Netanjahu. To już trzecia wizyta premiera Izraela w Rosji w tym roku! Tymczasem nie zapowiada się, aby w najbliższym okresie, prezydent Putin spotkał się w Moskwie z prezydentem Dudą lub premierem Morawieckim.

magazynier
czwartek, 12 lipca 2018, 13:43

Putin jest najbogatszym człowiekiem Rosji. Na swoje nieszczęście trzyma tę kasę w zielonych i raczej nie w Gosbanku. Niestety to chyba jego oszczędności, a nie Rosja są najważniejsze.To określa jego swobodę w rozmowach na najwyższym szczeblu. Chyba mu to Pan Netanjahu uzmysłowił i spotkał się ze zrozumieniem. Panowie ostatnio często się spotykają i myślę, że nie na próżno. Robią deal jak to w biznesie. A Trump od dawna chciał się spotkać z Putinem i chyba jest dobrze przygotowany :)

dropik
środa, 11 lipca 2018, 15:23

inne wersja dealu wg izraelskich źródeł to wycofanie oddziałów irańskich z Syrii w zamian zniesienie amerykańskich sankcji. Osobiście nie wierzę w to bo USA na tym nie zyskują zbyt wiele

Marek
wtorek, 10 lipca 2018, 02:01

@Podpułkownik (Ret.) Janusz Wareda Daleki jestem od ideologicznej narracji rodem z tak zwanej \"gazety\" niemniej zgadzam się z tą częścią wypowiedzi: \" nie wiem, czy rzeczywiście świat obawia się wyników spotkania Putin-Trump, które ma się odbyć w dniu 16 lipca br. w Helsinkach? Z pewnością wspomniane spotkanie, będzie prawdopodobnie najważniejsze w tegorocznym, światowym kalendarzu politycznym. No chyba, że inne wydarzenie polityczne bądź militarne, przebije nadchodzący szczyt Putin-Trump, ale nie sądzę? Tradycyjnie, niczego nie wykluczam. No zobaczymy. Dlatego też, namawiam uczestników forum D24, aby wstrzymali się z pełną oceną tego wydarzenia do czasu jego zakończenia. Dopiero wówczas, będzie można w pełni przeanalizować wyniki helsińskich rozmów rosyjsko-amerykańskich.\".

Naiwny
wtorek, 10 lipca 2018, 00:07

Lepjej żeby ze sobą rozmawiali niż do siebie strzelali. Teza, że porozumienie USA-Rosja jest groźne dla współczesnego świata to chora teza. Groźna jest obecna sytuacja oscylująca w kierunku konfrontacji. A tych z forumowiczów którzy nie obawiają się konfrontacji USA/NATO z Rosją namawiam aby zastanowili się gdzie ta konfrontacja może nastąpić. Natomiast nie sadze aby realnie te rozmowy cos w polityce zmienily. Wbrew pozorom USA niewiele może zaoferować Rosji a Rosja niewiele może odpuścić z obecnej polityki. Również dywagacje na temat Iranu i stosunków Rosja-Iran wydają się zupełnie nietrafione. Dla Rosji nie można wymyślić lepszej polityki US wobec tego kraju. A ile szampana wypiją na Kremlu jeśli USA zadecyduj się na interwencję zbrojną w tym kraju. To zupełnie nierealne scenariusze. Chyba, że Trump nic innego nie wymyśli aby wygrać następne wybory. A jeśli chodzi o samo spotkanie w Helsinkach to pewnie długo się nie dowiemy co naprawdę tam uzgodnią. Przy okazji zwracam uwagę na zupełnie niezauważony w Naszych mediach narastający konflikt w Nikaraguji i możliwość amerykańskiej interwencji - szczególnie w kontekście zaangażowania Chin w tym kraju (budowa kanału łączącego dwa oceany), może to o tym porozmawiają w Helsinkach.

Podpułkownik (Ret.) Janusz Wareda
piątek, 6 lipca 2018, 13:59

Ja - w przeciwieństwie do autora powyższej analizy - nie wiem, czy rzeczywiście świat obawia się wyników spotkania Putin-Trump, które ma się odbyć w dniu 16 lipca br. w Helsinkach? Z pewnością wspomniane spotkanie, będzie prawdopodobnie najważniejsze w tegorocznym, światowym kalendarzu politycznym. No chyba, że inne wydarzenie polityczne bądź militarne, przebije nadchodzący szczyt Putin-Trump, ale nie sądzę? Tradycyjnie, niczego nie wykluczam. No zobaczymy. Dlatego też, namawiam uczestników forum D24, aby wstrzymali się z pełną oceną tego wydarzenia do czasu jego zakończenia. Dopiero wówczas, będzie można w pełni przeanalizować wyniki helsińskich rozmów rosyjsko-amerykańskich. Jakiekolwiek wcześniejsze gdybanie, przewidywanie lub sugerowanie - niekoniecznie cokolwiek wniesie do dyskusji. Więcej, śmiem twierdzić, że Putin i Trump są równorzędnymi partnerami na politycznej szachownicy. No może - z lekkim wskazaniem na Putina. Chociażby dlatego, że jednak Putin, zdecydowanie dłużej funkcjonuje w polityce światowej. I - teoretycznie - on ma większe szanse narzucić Trumpowi swoje zdanie. Ale powtarzam - no zobaczymy <KTO KOGO>, jak mawiał klasyk przed stu laty?! ------------------------------------------------------------------------------------------------------------ I słowo na zakończenie: powyższy artykuł, zupełnie niepotrzebnie, przywołał na forum D24 fobie, zjawy i duchy antyrosyjskie, a nawet antyizraelskie. Powtarzam: zupełnie niepotrzebnie! Twierdzenie (sugerowanie?), że np. mamy zapłacić Izraelowi 300 miliardów dolarów, jest niedorzeczne i nie zasługuje na jakikolwiek komentarz. Jednocześnie chciałbym przypomnieć, że słowo <Żydzi>, jest nazwą własną określonej narodowości. I dlatego - słowo Żydzi, podobnie jak np. Polacy, Niemcy, Amerykanie, Francuzi, Grecy itd. - zawsze piszemy z wielkiej litery. Nie dotyczy to jedynie nazwy wyznawców judaizmu. Wówczas słowo <żydzi> piszemy z małej litery. Z pewnością w Helsinkach, Trump poruszy sprawę dot. Krymu. Sam jestem ciekawy, aktualnej oceny Amerykanów na ten temat. A także kontrargumentów Putina? Ponadto, zdziwiłbym się, gdyby w trakcie tej dyskusji na forum, nie padł zarzut o <rosyjskie trollowanie> - wobec tych, którzy uparcie nie chcą uznać <przewodniej roli, jedynie słusznych poglądów>! Oczywiście, padł i ten zarzut! I dalej, jeden z forumowiczów usiłuje nas przekonać, że cyt.: <Polska jest najbardziej proamerykańskim krajem na świecie, włącznie z USA i wynika to z naszego wspólnego kodu genetycznego pochodzącego z amerykańskiej konstytucji i Konstytucji 3 Maja>. Nie wiem, wbrew temu co kilkanaście lat temu napisał liberalny NYT, czy Polska jest rzeczywiście najbardziej proamerykańskim krajem na świecie? Myślę, że na to pytanie, każdy samodzielnie powinien sobie odpowiedzieć. Natomiast sugerowanie, że powyższe wynika jakoby z jakiegoś <wspólnego kodu genetycznego> jest absurdalne! Chciałbym przypomnieć temu forumowiczowi, że uchwalenie konstytucji: amerykańskiej w dniu 17 września 1787 roku, polskiej konstytucji w dniu 3 maja 1791 roku i francuskiej konstytucji w dniu 3 września 1791 roku - było niezaprzeczalną oraz ponadczasową zasługą nowoczesnej i racjonalnej masonerii amerykańskiej i europejskiej. Ale to nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek <wspólnym kodem genetycznym>. Pomimo tego, że na pierwszy rzut oka, to wydaje się rozsądne. Otóż nie jest! Inne twierdzenie jest - powtarzam - absurdalne! ------------------------------------------------------------------------------------------------------------ Przy okazji: jeden z uczestników forum, po przedstawieniu swoich racji, gdzie wspomina m.in. o jakichś <sowietach>, zakończył komentarz - cytując w oryginale - łacińskie wezwanie z ostatnich lat wojen punickich, autorstwa Katona Starszego, tj. Marka Porcjusza Katona (łac. Marcus Porcius Cato). Oto to wezwanie: CETERUM CENSEO CARTHAGINEM DELENDAM ESSE (pol. A poza tym sądzę, że Kartaginę należy zniszczyć). Nie bardzo rozumiem, w jakim celu wspomniany użytkownik tut. forum, przywołał to łacińskie wezwanie - przy okazji artykułu na temat zbliżającego się w Helsinkach spotkania Putin-Trump? Tak czy inaczej, chciałbym zaapelować do tego użytkownika forum, aby na polskich portalach internetowych - starał się cytować sentencje łacińskie - w tłumaczeniu na język polski. Przypominam, że język polski jest pięknym językiem, to bodajże najpiękniejszy język na świecie. Naprawdę, nie mamy się czego wstydzić. Wręcz odwrotnie!

Mauser
piątek, 6 lipca 2018, 02:56

Ustawa :447, wygląda to tak ze mamy płacić 300 mld dla Izraela, czyli płacimy za wojnę jak agresor, a to my zostaliśmy zaatakowani i nikt nie pamięta Polaków ratujących żydów. Uważam to za zdrane stanu i nas wszystkich, nie rozumiem ze jak jesteśmy państwem demokratycznym nie możemy winnych, postawic pod sąd? To widzi każdy, to nie demokracja to czemu o niej sie rozmawia? O czym decyduje my? To nasza wina ze działa tak NFZ?o armi nie wspomne, i szkolnictwie. Niestety ale po zrealizowaniu tego projektu, nic nie będzie nasze, zabioram nam narodowość. To tylko moje osobiste przemyślenia, i chciał bym by były tylko moje.

piotr
czwartek, 5 lipca 2018, 23:33

Synek ,nie masz pojecia o polityce co do Trumpa oraz jego poprzednikow to oni mieli tyle do powiedenia co ty oni wykonywali polecenia innych kogo to sie domysl jesli jestes tak bystry .

gnago
czwartek, 5 lipca 2018, 23:06

Z jednej strony bzdety z drugiej prawda . Nie ma ukraińskich interesów wspólnych z Polską . A istotne jest dotrzymywanie traktatów podpisanych przez mocarstwa. Tu po rozbrojeniu atomowym Ukrainy oba te państwa zagwarantowały integralność granic Ukrainy. przy czym rozumiem poczynania Rosji wobec niszczenia Rosjan na terytorium Ukrainy typu zakaz rosyjskiego typu zabójstwa gwałty przez sprowadzony z Ameryki banderyzm i ich patronów beneficjentów drenowania gospodarki oligarchów. Istotne czy żołnierze USA nie zwrócą się przeciw państwu Polskiemu, w końcu umowy i gwarancje podobne do ukraińskich

DSA
czwartek, 5 lipca 2018, 20:06

warto zwrócić uwagę, że z perspektywy USA \"oddanie\" Rosji Krymu czy nawet całej Ukrainy jest zaledwie powrotem do status quo. Przecież za pomocą Janukowycza Rosja kontrolowała całą Ukrainę. Podobnie w przypadku Syrii. Oznacza to oczywiście, że USA nie skonsumują w całości rozpadu ZSRR i nie wyrwą z wpływów Rosji części krajów z Azji Środkowej. Ale gdy widzę Boltona zadowolonego po wizycie w Moskwie to prawdopodobnie mamy powrót do koncepcji, w której Rosja będzie potrzebna Amerykanom do ograniczenia wpływów Chin w Azji i nie tylko. Kupienie Rosji za taką cenę (+zniesienie sankcji) byłoby atrakcyjne z perspektywy USA. Oczywiście najwięcej stracimy na takim zwrocie my więc lepiej żeby do takiego deal`u nie doszło.

Lewak
czwartek, 5 lipca 2018, 16:18

Trump może oddać Rosji Alaskę , ponieważ należy ona do USA , ale nie ma prawa do decydowania o losie Krymu. Krym był, jest i będzie terytorium Ukrainy , obecnie tymczasowo okupowanym przez Rosję. Trump często plecie bzdury na konferencjach prasowych , a członkowie administracji muszą je potem prostować. Do tej kategorii wypowiedzi Trumpa należą odpowiedzi na pytania dziennikarzy zagranicznych sugerujące jakieś porozumienie z Rosją w sprawie Ukrainy.

Davien
czwartek, 5 lipca 2018, 14:57

Funek, czytałes w ogóle ta ustawe 447 czy tylko bezmyslnie stukasz w klawiaturę??

Fanklub Daviena
czwartek, 5 lipca 2018, 11:07

@AWU: dziś na szczycie władzy w USA mamy ludzi, którzy od Polski chcą wydusić 300 mld$ haraczu dla Izraela. Dziękuję, nie mam nic do dodania...

Synek
czwartek, 5 lipca 2018, 02:24

@ mój wcześniejszy krytyk. Ataki rakietowe na reżim Assada, drugi z nich w koalicji z UK i Francją i starcie z wagnerowcami to pokaz siły i jedności, nie rozumiem twojego zdziwienia. W żywotnym interesie nie tylko Polski ale całej wschodniej ściany jest by do takiego spotkania w ogóle nie doszło. Trump: jak jeden z kolegów tutaj napisał, porusza się w polityce jak słoń w składzie porcelany. To nie jest polityk. To biznesmen, showman, osoba przede wszystkim bardzo próżna. I mógłbym wiele innych tu epitetów przytoczyć, ale możesz sobie sam wyrobić opinię i jak najbardziej ją nam tu opisać. Według mnie obecny prezydent USA nie posiada żadnych cech dobrego męża stanu. Opowieści o człowieku z poza układu, jego nieprzewidywalności itp. to bzdura. Dobry bokser osiąga sukcesy przez ciężką pracę, treningi, ci najlepsi talentem zwielokrotniają potencjał. Nie słyszałem jeszcze by ktoś mówił, że niewidomego boksera ślepota była jego atutem, bo jak ten się zamachnie, to ani on, ani jego oponent nie wie gdzie to poleci... Tak na trzeźwo: Trump nie jest przysposobiony do takiego spotkania. Jest słabym zawodnikiem i chce się zmierzyć z doświadczonym Putinem. Każde takie poprzednie spotkanie oflagowane jako reset między USA a Rosją kończyło się przykrym rozczarowaniem. Jak zauważa autor artykułu obaj prezydenci chcą zagrać pod publikę w domu. Dla Putina kolejne ośmieszenie Trumpa to będzie jak gol strzelony na wyjeździe (że przytoczę słowa Trumpa po ich pierwszym spotkaniu: \" mówił, że nie ingerował w wybory i ja mu wierzę\"). Wracając do samego spotkania, to możliwa jest opcja resetu stosunków. Dla nas tragiczna. Jeżeli dogadają się np. co do deeskalacji militarnej na wschodzie Europy? Czy USA wycofa się ze wspólnych manewrów NATO na wschodniej flance, jak to zrobił z Koreą? Czy zrezygnuje z rotacyjnej szpicy na wschodzie w zamian za wycofanie iskanderów z Kaliningradu? Czy może uwali coś z dostawami LNG dla nas? Czy obieca coś, czego tylko on dotrzyma, a Putin ominie lub opluje i zdepcze pod butem? Jak pisałem, to Putin musi zabiegać o zniesienie sankcji i iść na ustępstwa, zaś widoczna narracja to ta o Putinie dyktującym warunki i Trumpie oddającym mu co ten tylko chce.... Jak widać, po raz kolejny Trump jest nie przygotowany do lekcji... nie hejtuję, przedstawiam swoją opinię. Pozdro.

Fun funów USA
środa, 4 lipca 2018, 23:47

\"Kilkanaście lat temu liberalny NYT napisał: \\\"Polska jest najbardziej proamerykańskim krajem na świecie włącznie z USA\\\". I wynika to z naszego wspólnego kodu genetycznego pochodzącego z amerykańskiej Konstytucji i Konstytucji 3 Maja\" Ty AWU te brednie\"genetyczne\" prezentujesz kolejny raz tak na \"poważnie\"?.

Fanklub Daviena
środa, 4 lipca 2018, 23:38

\"Polski\" rząd się martwi, że oddala się widmo IIIWŚ? Komu ten rząd więc służy, bo na pewno nie Polsce!

As
środa, 4 lipca 2018, 23:01

Świat spotkania nie musi się obawiać, ale Polska kolejnej Jałty jak najbardziej.

piotr
środa, 4 lipca 2018, 21:57

Caton ,pamietaj ze USA dogada sie z Rosja co do Ukrainy to zostala juz podzielona ,co do Krymu zostanie uznany za Rosyjski klania sie MYSLENIE .USA wiedza ze z CHINAMI nie dogadaja sie wiec szukaja sojusznika w ROSJI .

AWU
środa, 4 lipca 2018, 21:28

Jedna podstawowa różnica z sytuacją w latach 40-tych. Ówczesny rząd USA był zinfiltrowany przez sowieckich agentów i ludzi których głównym celem było zgnojenie Imperium Brytyjskiego i.e. Hopkins czy Frankfurter (ten który zarzucał Janowi Karskiemu iż kłamie w raporcie odn Auschwitz) Dziś na szczycie władz USA mamy ludzi którzy poznali Polaków od Iraku i Afganistanu poprzez wspólne manewry i wizyty do naszego kraju. Każdy kandydujący na następną czy też kontestant na nową prezydencję USA kandydat który poświęciłby strategiczny interes Polski skazałby się na polityczne samobójstwo. Kilkanaście lat temu liberalny NYT napisał: \"Polska jest najbardziej proamerykańskim krajem na świecie włącznie z USA\". I wynika to z naszego wspólnego kodu genetycznego pochodzącego z amerykańskiej Konstytucji i Konstytucji 3 Maja.

Zbig gniew
środa, 4 lipca 2018, 19:29

\"Należy pamiętać, że w szerszej perspektywie ważne dla USA będzie kontrolowanie chińskich prób przeprowadzenia szlaków handlowych bezpośrednio do Europy Zachodniej. Stąd też, amerykańskie kontyngenty wojskowe w państwach takich jak Polska, to nie tylko inwestycja we flankę wschodnią, to również inwestycja w rywalizację z Chinami w skali globalnej\" -- A czy Polacy sami nie mogliby kontrolować swojego odcinka Jedwabnego Szlaku i czerpać z tego korzyści. Muszą wszystkie frukta oddawać Amerykańskiemu panu ?

rozczochrany
środa, 4 lipca 2018, 17:31

Będą jaja jak się okaże, że USA karze się polskiemu rządowi dogadać z Rosją i podać sobie rączki z Putinem. I tak będzie. I rząd będzie musiał, bo wykonuje polecenia. I nie ma znaczenia czy dotychczasowa polityka polski była dobra czy szkodliwa dla Polski i Polaków. Trzeba tylko będzie to w mediach wytłumaczyć ludziom, by nie wyjść na chorągiewki na wietrze.

sff
środa, 4 lipca 2018, 17:09

Ad. Krymu, rosyjska Duma rozważa kwestię anulowania przyłączenia Krymu do Ukrainy.

synkowie do edukacji
środa, 4 lipca 2018, 14:34

@Synek cytuję \"(ataki rakietowe na Syrię, wagnerowcy)\" jak się czyta takie komentarze na takim hejtowym poziomie to wygląda na to, że dobrze by było by Trump dogadał sie z Putinem by przerwać takie banialuki.

l
środa, 4 lipca 2018, 14:06

niko ale przez długi czas trzymaliśmy bardzo mocno z Niemcami, co to dało?

Caton
środa, 4 lipca 2018, 13:01

Oczywiście wszystko jest możliwe, ale wydaje mi się, że uznanie Krymu nie wchodzi w grę. Byłoby to takie mega Monachium. Uznanie Krymu i jakiejś sowieckiej strefy wpływu w Dombasie oznaczałoby upadek Ukrainy. Bez znaczenia czy sowieci tam wkroczyliby militarnie, czy \"poczekali\" na destrukcję wewnętrzną Ukrainy, ale na pewno by ją dość szybko przejęli. A to oznaczałoby wydłużenie granicy frontu NATO-sowieci. De Fackto oznaczałoby to rezygnację USA z wpływu i swojej dominacji w Europie. Może to posłużyć jako straszak dla Niemiec itp, ale na pewno moim zdaniem nie stanie się faktem. Stany miałyby za dużo do stracenia i taka decyzja doprowadziłaby wkrótce do wojny. Jeżeli już to na tym szczycie w Helsinkach jakieś targi mogą się odbywać tylko kosztem Syrii i całego regionu. Może też chodzić o Koreę Północną. Trump może chcieć tam załatwić jednak sprawy militarnie. Potrzebowałby do tego Rosji w kontrze do Chin. Sowieci mogą na to pójść. Ceterum censeo Carthaginem delendam esse (cyt. Marcus Porcius Cato)

Okręcik
środa, 4 lipca 2018, 11:44

Kogo tym razem Ameryka sprzeda, poświęci dla załatwienia interesów w Azji i na B. Wschodzie?

Synek
środa, 4 lipca 2018, 11:38

Spotkanie jak spotkanie. Faktycznym problemem jest tutaj nieobliczalność Trampka, chociaż na zbyt wiele mu nie pozwolą, zjedli by go w domu. Wiara jego zwolenników w \"czysty\" wybór tego prezydenta to jedno, odwieczne poglądy antyrosyjskie, szczególnie w obliczu nowej asertywnej Rosji to co innego. Porażką tego rządu jest samo spotkanie, tak jak w przypadku Kima, to Stany pokazały się jako słabe i bezradne. Nie zbuduje się wizerunku silnego zniżając się do poziomu słabeusza, niestety. Trump miał swoje momenty, gdy pokazał, że może, i zrobi co chce (ataki rakietowe na Syrię, wagnerowcy), po co więc teraz rozmieniać to na drobne? Razi tu od razu absurdalna retoryka ruskich troli jak Yaro poniżej, o koncesjach wobec Rosji, dogadywaniu się z Putinem itd. Pierwsze przekazy o tym spotkaniu mówiące już o jakichkolwiek ustępstwach ze strony Trumpa pokazują jak wielkim było to błędem. Na scenariusze radykalne raczej nie ma co liczyć, moim zdaniem, a starcie medialno-wizerunkowo-o-czymkolwiek--ten-człowiek myślał to przegrali zanim wyszli nawet z narożnika. Trump może już sobie drukować czapeczki z napisem \"FRAJER\". Pozdro dla wszystkich.

niko
środa, 4 lipca 2018, 11:10

USA z Rsoją przecie UE a Polska niezdecydowana po środku. Będzie jak w XVII wieku. Jedni wezmą trochę a inni resztę. Moim zdaniem powinniśmy trzymać z Niemcami to i Amerykanom będzie na nas bardziej zależeć.

Mareczek
środa, 4 lipca 2018, 11:09

Na świecie nie ma supermocarstwa w dosłownej definicji tego słowa. Mamy supermocarstwo finansowe jakimi są USA (tak, tak, długi, pusty dolar to upadnie - słyszę od 10 lat najmniej...) oraz wschodzące supermocarstwo w postaci Chin. Rosja to tylko atomowe mocarstwo, z którym po upadku ZSRR trzeba się liczyć bo mają mnoga ICBMów. Więc faktycznie - mogą stanowić \"przeciwwagę\" dla Chin i USA, jako swoisty biczyk i zapora, dzięki broni A. Ale gospodarczo to trzecim supermocarstwem ma szansę (co podkreślam), SZANSĘ stać się EU, jeżeli głęboko się zreformują :) UE później też dojdzie do pewnego poziomu militarnego, dzięki Francji bowiem ma szansę mieć większą ilość broni A. Ale to obecnie pozostaje w sferze marzeń :)

AQUAvita
środa, 4 lipca 2018, 10:47

Marzenie ściętej głowy! Niemcy patrzą swojego biznesu - czołg zrobią z Francją, a Polsza (pisownia na potrzeby kom) ma płacić tylko finansowo za pojazd ... żadnych offsetów i transferu technologii nie będzie! Kiedyś może nie było idealnie, sprzęt może był i stary ale przynajmniej COŚ z nim robić mogliśmy ... co będziemy mogli zrobić z Patriotami?? Czy jak Japonia zmodernizowaliśmy / wyprodukowaliśmy chociaż jeden egzemplarz F-16???

DEr
środa, 4 lipca 2018, 10:31

Co do Ukrainy to i tak pozostanie antypolska - niezależnie czy jako państwo suwerenne czy jako satelickie wobec Rosji. Niestety....

KrzysiekS
wtorek, 3 lipca 2018, 19:46

Jeżeli USA uzna Krym za Rosyjski to by oznaczało że wszelkie akty prawne dotyczące ładu światowego mogą być zmienione. Czyli wszelkie papierki są nic nie ważne do dobra droga do III wojny światowej.

rozczochrany
wtorek, 3 lipca 2018, 19:29

A ja bym chciał by USA dogadało się z Rosją i nastąpiła odwilż.

Wojciech
wtorek, 3 lipca 2018, 18:22

UE musi tworzyć jeden organizm federację państw UE i powołać wspólna armię minimum 2%pkb na obronę w każdym państwie wspólne projekty badawcze - wojskowe tak aby każdy kraj miał jakiś udział w programie, musimy liczyć na siebie to dotyczy całej UE.

S.O.
wtorek, 3 lipca 2018, 16:31

Toż te wszystkie spotkania są tylko po to by utrwalić Pokój na Świecie ! Kto się więc ich obawia ?! Brawa dla USA i ich Prezydenta !

yaro
wtorek, 3 lipca 2018, 15:50

A co będzie gdy spełni się to co ptaszki ćwierkają o uznaniu Krymu przez USA jako Rosyjski i wycofaniu się Ameryki z Syrii.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama