Reklama

Remont awaryjny ORP Gniezno [FOTO]

30 listopada 2019, 15:32
DSCF4806
Fot. Andrzej Nitka

Pięć miesięcy po uszkodzeniu podwodnej części kadłuba ORP Gniezno, do którego doszło podczas międzynarodowych ćwiczeń Baltops 2019, organizowanych corocznie na Bałtyku przez US Navy, w doku pływającym stoczni Alkor w Gdańsku rozpoczął się remont awaryjny tej jednostki. Oznacza to, że okręt ten w wyniku zdarzenia został wyłączony z aktywnej służby na okres co najmniej pół roku.

ORP Gniezno jest jednym z pięciu okrętów desantowych (wg. oficjalnej klasyfikacji okrętów transportowo-minowych) projektu 767 (Lublin), zbudowanych przez Stocznię Północną w Gdańsku i wcielonych do służby w latach 1989-1991. Przeznaczone są one do załadunku, transportu morskiego a także wyładowania pływającej i niepływającej techniki wojskowej oraz żołnierzy desantu morskiego. Mogą razem jednorazowo przerzucić komponent Wojsk Lądowych w sile batalionu złożony np. z 500 żołnierzy i 45 kołowych transporterów opancerzonych typu Rosomak.

Załadunek i rozładunek sprzętu oraz ludzi może odbywać się nie tylko w porcie, ale także na nieprzygotowanym brzegu, bez konieczności budowy systemu logistycznego i nabrzeży portowych. Okręty projektu 767 mają możliwość wykonywania (za pomocą ładunków wydłużonych) przejść w zagrodach minowych do punktu wyładunku na nieuzbrojonym brzegu. Mogą one także transportować miny morskie oraz stawiać je w obronnych zagrodach minowych.

W 47. edycji manewrów Baltops odbywających się w dniach 9-21 czerwca 2019 r., polską Marynarkę Wojenną reprezentowały: operująca w składzie zespołu SNMG1 fregata rakietowa ORP Gen. Kazimierz Pułaski wraz ze śmigłowcem pokładowym SH-2G, dwa trałowce ORP Gardno z 12. Dywizjonu Trałowców i ORP Wdzydze z 13. Dywizjonu Trałowców oraz okręt transportowo-minowy ORP Gniezno wchodzący w skład 2. Dywizjonu Okrętów Transportowo-Minowych 8. Flotylli Obrony Wybrzeża. Na pokładzie tej ostatniej jednostki zaokrętowano żołnierzy i sprzęt z 8. Batalionu Saperów z Dziwnowa, a także Brzegowej Grupy Ratowniczej oraz 43. Batalionu Saperów z Rozewia 3. Flotylli Okrętów, w tym także pływające transportery PTS-M.

Do zdarzenia doszło w godzinach porannych 16 czerwca podczas realizacji realizował podejście do brzegu w ramach operacji desantowej wraz z siłami sojuszniczymi na plaży Nemirseta pod Połągą w okręgu kłajpedzkim. Podczas tych działań ORP Gniezno desantował na plażę pływające transportery PTS-M żołnierzy rumuńskiej piechoty morskiej.

Zgodnie z informacjami przekazanymi mediom przez rzecznik 8. Flotylli Obrony Wybrzeża kmdr ppor. Grzegorza Lewandowskiego “okręt ćwiczył operacje desantowe, podczas jednego z wejść na plażę uderzył w podwodny obiekt, uszkadzając poszycie w części dennej”.

image
Fot. Andrzej Nitka

 

W tym dniu realizowane były tam pokazowe działania desantowe w ramach dnia dostojnych gości (DV Day). Polski okręt był największą jednostką operują bezpośrednio przy brzegu, poza nim do brzegu podchodziły jedynie amerykańskie, brytyjski oraz hiszpańskie barki i kutry desantowe. Warto też zauważyć, że plaża Nemirseta w przeciwieństwie do naszej Ustki nie jest poligonem wojskowym i nie jest na co dzień wykorzystywana do takich operacji.

Kadłub polskiego okrętu został uszkodzony przez obiekt znajdujący się na dnie. W wyniku zdarzenia doszło do uszkodzenia środkowej części kadłuba, w tym utraty szczelności jego poszycia w wyniku czego do wnętrza dostała się woda.

To, co wydarzyło się później tak zrelacjonował rzecznik 8. Flotylli Obrony Wybrzeża: „Zgodnie z planem udziału w ćwiczeniu okręt miał wejść do portu w Gdyni 17 czerwca w godzinach porannych, natomiast wszedł do portu tego samego dnia pod wieczór. Ze względu na uszkodzenie kadłuba anulowano udział okrętu w Kieler Woche w Kilonii”. Należy przy tym dodać, że po opuszczeniu rejonu ćwiczeń ORP Gniezno płynęło w asyście okrętu ratowniczego ORP Lech, który eskortował go od przylądka Taran, aż do redy gdyńskiego portu.

Podczas pobytu w porcie wojennym w Gdyni dokonano oględzin uszkodzeń i ich zabezpieczenia przez specjalistów z Ośrodka Szkolenia Nurków i Płetwonurków Wojska Polskiego. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez kmdr ppor. Grzegorza Lewandowskiego stan okrętu po przeprowadzeniu tych prac nie uniemożliwiał jego powrotu do portu w Świnoujściu. Mimo, to ORP Gniezno przebywało w gdyńskim porcie aż do chwili przejścia do stoczni, co wymagało w pierwszej kolejności przeprowadzenia procedury przetargowej na jego remont.

image
Fot. Andrzej Nitka

 

W tym celu 16 października Komenda Portu Wojennego w Świnoujściu opublikowała ogłoszenie o zamówieniu publicznym nr 19/R/TO/2019 „Naprawa awaryjna kadłuba OTrM 822”. Termin realizacji umowy wyznaczono na 30 dni kalendarzowych zaś podstawowym kryterium oceny ofert była cena, za którą można było uzyskać 90 % punktów oraz okres gwarancji – 10 % punktów. Dokumentacja przetargowa przyniosła również kilka ciekawych informacji na temat warunków jej wykonania. Zawierała ona zapisy o tym, że naprawa musiała odbyć się w obrębie portów Gdynia lub Gdańsk oraz to, że wykonawca musiał ująć w jej kosztach zabezpieczenie holowników, które miały przeholować okręt z portu wojennego w Gdyni do zakładu naprawczego.

Zgodnie z wykazem prac naprawczych okręt wymaga dokowania i naprawy uszkodzonego poszycia kadłuba na powietrzni 32 m² (między wręgami 68 a 124, w tym przebicia kadłuba między wręgami 114 a 117). Dokonana miałaby również pomiary grubości poszycia całego kadłuba, który ostatni remont dokowy przeszedł w 2012 r.

W przypadku ubytków powyżej 20 % grubości poszycia te elementy miały się również kwalifikować do naprawy lub wymiany (ich wykonania powinny być objęte dodatkowym postępowaniem). Po naprawach podlegające im części kadłuba miały zostać pokryte farbą antyporostową.

Prace naprawcze miały obejmować również system osuszania okrętu w których stwierdzono nieszczelności/zablokowania zaworów, niedrożność przewodów doprowadzających powietrze, uszkodzenie mechanizmów sterujących zaworami. W tym przypadku wykaz prac naprawczych obejmował wymianę przewodów doprowadzających sprężone powietrze oraz zaworów i sterowników elektryczno-pneumatycznych. Dodatkowo w trakcie postępowania w związku z zapytaniem jednego z zainteresowanych podmiotów zamawiający stwierdził, że instalacja elektryczna (najprawdopodobniej powiązana z systemem osuszania) jest niesprawna i wymaga wymiany.

image
Fot. Andrzej Nitka

 

24 października nastąpiło otwarcie ofert w tym postępowaniu. Swoje propozycje złożyły dwie firmy Net Marine Power Service Sp z o. o. ze Szczecina, której oferta opiewała na 784 200, 00 zł, a zaproponowany okres gwarancji wynosił 18 m-cy oraz Stocznia Remontowa „Nauta” S. A. z Gdyni, która zaproponowała cenę 1 100 240,00 zł i 24 miesięczny okres gwarancji. Równocześnie poinformowano, że zamawiający zamierza przeznaczyć na realizację tego zamówienia kwotę 975 670,27 zł brutto.

W środę 30 października Komenda Portu Wojennego poinformowała o wyborze najkorzystniejszej oferty. Zostało nią ta przedstawiona przez szczecińską firmę Net Marine, która uzyskała 97,50 pkt (90 pkt za cenę i 7,50 pkt za gwarancję). Podczas gdy oferta stoczni Remontowej „Nauta” uzyskała 74,15 pkt (64,15 pkt za cenę i 10 pkt za gwarancję).

Dzień później 31 października KPW Świnoujście zawiadomiła o unieważnieniu czynności wyboru oferty. Spowodowane to było najprawdopodobniej względami proceduralnymi, ponieważ w uzasadnieniu tej decyzji powołano się na punkt wewnętrznego regulaminu udzielania zamówień mówiący, że niezwłocznie po wyborze najkorzystniejszej oferty zamawiający zamieszcza informację o niej, na stronie internetowej oraz w miejscu publicznie dostępnym w swojej siedzibie.

Ponowne ogłoszenie o wyborze najkorzystniejszej oferty zostało opublikowane 7 listopada, zwycięzcą ponownie została firma Net Marine, co pozwoliło na zawarcie umowy na wykonanie prac remontowych. Realizowane są one w Gdańsku, gdzie okręt wpłynął 14 listopada br. w asyście holownika Fairplay IV, jak wspomniano na wstępie w doku pływającym stoczni ALKOR, która występuje jako podwykonawca firmy Net Marine. Stocznia ta ma już doświadczenie w wykonywaniu takich prac, ponieważ w 2017 r. realizowała ona remont dokowy bliźniaczego okrętu desantowego ORP Poznań.

image
Fot. Andrzej Nitka

 

Na koniec kilka słów komentarza. O ile samo uszkodzenie okrętu tego typu podczas prowadzenia działań desantowych jest wydarzeniem niecodziennym to jednak nie powinno budzić kontrowersji. Podejście takiej jednostki bezpośrednio do nieprzygotowanego brzegu, mimo tego, że jest ona do tego przystosowana, zawsze wiąże się z ryzykiem, z którym trzeba się liczyć. Zakładając nawet, że miejsce lądowania zostanie rozpoznane to zawsze może zdarzyć się przypadek przeoczenia przeszkody zalegającej na dnie lub też zostanie ona odkryta lub przemieszczona przez prądy morskie.

Trudno natomiast zrozumieć, dlaczego uszkodzenia których rozmiar nie jest porażający spowodowały postój okrętu z dala od macierzystej bazy i wyłączenie go z aktywnej służby przez kilka miesięcy. Na pewno nie można tu powiedzieć, że winne są tylko procedury przetargowe dotyczące remontu jednostki. Od ogłoszenia przetargu do wejścia okrętu na dok minął miesiąc. I to mimo konieczności doprecyzowywania specyfikacji prac przez zamawiającego oraz powtarzania procedury wyboru wykonawcy. A co się działo przez cztery poprzednie miesiące? Czy tyle czasu powinno zająć oszacowanie skali uszkodzeń, ich zabezpieczenie, prace komisji powypadkowej oraz przygotowanie dokumentacji przetargowej, zwłaszcza że wiele z tych czynności mogłoby być realizowanych równolegle? To pytanie pozostaje otwarte.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 64
Reklama
Jacek
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 01:34

Są osoby twierdzące że mamy epokę rakiet i tego typu okręty nie mają racji bytu na współczesnym polu walki z tym że niedawno mówiono tez tak o czołgach które to w XXI wieku miały odejść w zapomnienie ze względu na stosowanie na szeroką skalę nowoczesnych PPK tymczasem stalowy walec w Gruzji, Syri czy Donbasie pokazał że jest zupełnie inaczej że czołgi nadal się liczą więć i tego typu okręty mają swój potęcjał zarówno jako stawiacze zagród minowych jak i okręty desantowe NATO ---- BĘDĄC W SOJUSZU NIE TYLKO BIERZEMY ALE RÓWNIEŻ DAJEMY

Pim
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 00:31

Wyobraźmy sobie taki scenariusz: USS Yotktown po Bitwie na Morzu Koralowym nie trafa od razu do doku. US Nawy najpierw robi inwentaryzację uszkodzeń. Potem opracowuje dokumentację projektową. Następnie ogłasza w biuletynie zamówień publicznych przetarg. Potem oferenci się odwołują do sądu itp...Ten remont by się zakończył przed desantem na Leyete? Do Midway by na pewno nie zdążyli... Yamamoto miał pecha, że trafił na Amerykanów. Jak by trafił na Mar Woj pod kontrolą CBA, bez napinki by wszystko wygrał.

Szwejk
niedziela, 1 grudnia 2019, 20:43

Dobrze że posiadamy 5 tej klasy okrętów gdyz w przypadku konfliktu to właśnie zagrody minowe które te okręty stawiają mogą stanowić największą siłę naszej marynarki z którą potencjaly przeciwnik musiał by się liczyc chcąc wedrzeć się od morza na terytorium Polski

R
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 11:47

A kto je bedzie oslanial w czasie minowania?, Slazak?

Pim
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 09:06

A kto ma się wdzierać "z morza na terytorium Polski" ? Szwedzi w odwecie za Częstochowę i Bitwę pod Oliwą? Lublinami postawisz "skrytą" zagrodę minową pod Kaliningradem?

niedziela, 1 grudnia 2019, 23:58

A czy nowoczesne miny posiadamy? Standardem w obecnej Polsce jest to, że milony są topione w zakupie i na utrzymanie sprzętu a skutecznej amunicji nie ma. Chcę zmiany i zakupów dla naszego wojska.

-CB-
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 17:22

Oczywiście, że nie. Przecież rok temu MON informował o rozpoczęciu dialogu technicznego w sprawie pozyskania zapalników do bomb głębinowych B-1 i B-2, a dwa lata temu w sprawie pozyskania zapalników do min morskich KB i 08/39. Oczywiście to wszystko poradzieckie, a technicznie tkwiące jeszcze w czasach II WŚ (a miny chyba nawet I WŚ).

Stary Grzyb
niedziela, 1 grudnia 2019, 19:43

Sądząc ze spisu wykrytych "przy okazji" uszkodzeń niezwiązanych z uderzeniem w dno, to okręt nadaje się do generalki.

-CB-
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 16:58

Żeby było śmieszniej, to jakieś 5 lat temu przechodził remont średni oraz dokowy w SMW i Naucie...

laik, zupełny laik
niedziela, 1 grudnia 2019, 17:32

zastanawiam się czy na okręcie przy okazji nie powinno się zainstalować jakiegoś drona, albo zespołu 2 - 3 dronów do badania dna morskiego na kilkaset metrów przed okrętem przy brzegu - to wykluczyłoby takie niespodzianki.

Edek
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 13:50

Ja bym zainstalował w jego części podwodnej naszego Orła. Zlomowaty duet.

Pablo
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 12:16

i kieł narwala do obrony przed terrorystami ;-) zdolności bojowe MW wzrosłyby drastycznie.

dawo
niedziela, 1 grudnia 2019, 12:08

Skąd te ujadania, że nie jest od razu naprawiany i po co te przetargi? Nie wiecie po co się przetargi robi? Przetargi same w sobie to zło. Generują łapówkarstwo, windują koszty i sprzyjają kombinatorstwu (tańszy zakup, droższa eksploatacja). Zauważcie proszę, że prawie każdy przetarg w naszym kraju jest ważony w ten sposób: cena 80-90%, okres gwarancji 10-20%. Jaki to ma sens? W takim zestawieniu okres gwarancji nie ma żadnego wpływu na wynik przetargu. Polecam przeczytać artykuł o zakupie zapór kolejowych (plastikowych elementów szlabanów), gdzie producent który zwyciężył w przetargu na 380 kompletów na stronie wołał za sztukę z montażem 8 700,00 PLN, a w wyniku przetargu spółka pośrednicząca sprzedała je za 37 923,00 PLN.

-CB-
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 16:56

A teraz sobie wyobraź co by się działo, gdyby nie było przetargów i od ręki zlecenia dostawałyby zakłady z PGZ. Popatrz sobie na ich ceny, terminowość i jakość wykonanych robót... Wyobraź sobie, że wyłączamy Remontową czy Alkor i wszystkie remonty oraz nowe budowy robi SMW/Nauta... Na pewno by było lepiej? A gdyby wiedziały, że są monopolistą na rynku, to już w ogóle...

w
niedziela, 1 grudnia 2019, 23:54

budowlane to wygrywały 2 firmie. O jednej słyszałem ze bierze od razu 40% i organizuje nowy przetarg na pozostałe 60% oraz na 100 % roboty

Strażnik Teksasu
niedziela, 1 grudnia 2019, 10:15

Po 5 miesiącach remont awaryjny?!

Marine
niedziela, 1 grudnia 2019, 10:01

Dodać heli-deck z windą i przerobić na mały lotniskowiec.

Jacek
niedziela, 1 grudnia 2019, 00:36

Tego typu okręty niedoceniane posiadające możliwośći stawiania zagród minowych mogły by mieć większe znaczenie w przypadku konfliktu na Bałtyk niż jakie kolwiek inne

Grzegorz
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 10:36

Przecież to były okręty, które miały wykonywać inne zadania. Miały desantować naszych w Danii. W latach 90. XX w. z uwagi na wiek okrętów zaadaptowano ich do innych zdań. Nie nadały się specjalnie do niczego, więc wpadli na pomysł minowania. Generalnie postawić zaporę minową można z każdego naszego okrętu. Ba, nawet z przejętych jednostek cywilnych (dodajemy dwa zestawy PPZR "Piorun" i mamy większą zdolność zwalczania napadu powietrznego od Lublinów! Zapewne mniejszą wykrywalność i większą dzielność morską). Mamy jeszcze trałowce 207 mogą postawić po 6 min. Ze Zważywszy, że w czasie W do niczego sensownego nie będą używane, to jest zadanie dla nich. Dodatkowo okręty 206MF mogą zabrać 12 min. Mniej od Lublinów, tylko te okręty jeszcze mogą się przydać do innych przydatnych zadań. Lubliny do niczego innego. Zresztą zestaw barka i holownik jest w stanie zabrać taką samą ilość min. Zważywszy jaką okręty klasy "Lublin" mają wielkość, prędkość, dzielność morską i możliwości obrony przed opl, to jest okręt nie tyle wyznaczony do stawiania min, tylko trzymania etatów dla marynarzy. A okrętów jest 5 to 350-400 marynarzy na nich może pływać (w wypadku okrętów etatów na jednostkę powinno być górką by zawsze można skompletować załogę). Co dobitnie pokazuje co nie tak jest z naszą PMW. Nie wiek okrętów tylko trzymanie na siłę każdego okrętu, tylko by trzymać etaty.

Werta
niedziela, 1 grudnia 2019, 20:19

Tak Jasne. Może 100 lat temu. Okrety minowe całkowicie bezbronne na polu walki odeszły w zapomnienie w normalnych państwach tak samo jak okrety drewniane i żaglowce. Uzasadnienie posiadania takich okrętów jest żałosne. Wiesz. Mamy XXI wiek i epokę rakiet. Fakt że w naszej armii to trudno zauważyć. Cieszmy się że nie mamy do tej pory ciezkozbgojnej konnicy i tankietek bo znalazłby się jakiś kolejny spec z netu wychwalajacy je na wszystkie strony.

Extern
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 14:03

To co prawda tylko ich poboczna funkcja ale w razie konfliktu postawienie zasłon minowych pod osłoną naszego brzegowego OPL może mieć jednak znaczenie.

-CB-
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 17:02

Ale takie miny da się "stawiać" (czyli de facto wyrzucać za burtę) praktycznie ze wszystkiego. Jeśli znajdziesz ponton o odpowiedniej wyporności, by takie miny zabrać, to i z niego...

DO WERTA
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 01:28

Przed wybuchem konfliktu w Gruzji czy Donbasie wszyscy twierdzili że czołgi w XXI wieku odeszły w zapomnienie bo są tak skuteczne ppk które zniszczą wszystkie nim te odpalą tymczasem stalowy walec nadal miarzdzył WIESZ WERTA

Do Werte
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 01:25

Rakiet nie mamy więc może i tego się pozbądzmy kolejno wywieśmy białą flagę i bez walki sie poddajmy bo to sie nam lepiej opłaca

michalspajder
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 00:34

Same sa niemal bezbronne, ale pod oslona OPL i MJR juz nie tak bardzo. Tacy np. Rosjanie cwicza desanty na wybrzeza. Przy slabosci naszej jedynej brygady przeznaczonej do jego obrony i OPL moga sprobowac w razie ewentualnego konfliktu zbrojnego. Pisze oczywiscie o sytuacji, ktora zaklada, ze artykul 5 zostanie zlekcewazony przez naszych sojusznikow z NATO. I co wtedy? Przypominam raz jeszcze, Rosjanie cwicza taki scenariusz. A teraz mozliwosci stawiania min: Lubliny 134 kazdy, a najbezp[ieczniejszy do tej roboty ORP Orzel 32. O ile bedzie w sluzbie operacyjnej.

Samwieszkto
niedziela, 1 grudnia 2019, 15:31

A co chcesz nimi minować?

Pablo
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 12:14

Mimikę twarzy co najwyżej ;-)

Pim
niedziela, 1 grudnia 2019, 13:32

Czy w XXI w stawianie zagród minowych za pomocą min kotwicznych (czyli technicznie rozwiązania z przełomu XIX i XXw) może wpłynąć na bieg zdarzeń? Prędkość maksymalna 16-17w Lublinów, z pewnością daje możliwości "strategicznego, skrytego postawienia zapory minowej". Na 100%. Nasi potencjalni przeciwnicy już szkolą nurków dywersantów by unieruchomić to " strategiczne" skrzydło naszej floty.

michalspajder
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 00:36

Nie bedzie skryte. Dlatego musi byc chronione przez systemy OPL i MJR. Ciekawe, ile moga ci nurkowie wyciagnac na jednostkach ich transportujacych, zeby zaatakowac Lubliny. Oczywiscie, musimy miec spojne dzialanie OPL (nie mamy na razie niemal nic) i MJR (bez ochrony OPL tez zostanie ta jednostka szybko zniszczona).

alex
sobota, 30 listopada 2019, 22:04

W Niemczech, takie remonty i naprawy przeprowadzane są prawie od razu. Nie rozumiem tych przetargów i tego ciągłego kombinowania w sytuacji, kiedy trzeba coś szybko naprawić. Orła też nie można było naprawić od razu. A przecież to można było zrobić u producenta w Rosji, wymontowując przed tym tajne natowskie urządzenia jak już tak bardzo się boimy. Tak samo jest z samolotami MIG. Obrażamy się na Rosję i tracimy, a biznes to biznes. Turcji nie przeszkadza kupowanie rosyjskiego sprzętu choć jest członkiem paktu. Coś jest nie tak w tym państwie z tektury.

lol
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 14:28

A ile OP Niemcy naprawili od razu? Bo z tego co słyszę, stoją na kołkach od dawna.

Adamek
niedziela, 1 grudnia 2019, 20:33

Są dwa proste rozwiązania tego faktu. Po pierwsze nie ma kasy w MW na naprawy i utrzymanie okrętów nawet jeżeli jest to staroc i złom w technice z lat 80tych. O tym swobodnie może świadczyć fakt iż przy okazji tego remontu wyszło na jaw wiele niesprawnych systemów mających wpływ na sprawność okrętu. Jak można posylac okręt na ćwiczenia z niesptawnymi systemami ratowniczymi i elektrycznymi. Wychodzi na jaw nasze kolejne cwaniactwo i druciarstwo. Płyńmy na ćwiczenia i jakoś to będzie. Tak samo jest w lotnictwie i wojskach lądowych. Wszechobecna bylejakosc i tuszowanie niesprawnosci. Wcale bym się nie zdziwił gdyby w czasie tych paru miesięcy dokonywano szybkich napraw innych systemów aby nie wyszło na jaw w jakim stanie technicznym jest ten okręt. Możliwe jest też że w tym czasie ustawianio przetarg aby trafił do zaprzyjaźnionej firmy. Rączka rączkę myje. Taką mamy armię defiladowa. Z zewnątrz ładnie nowa farba tektura glanc ale jak popatrzeć z bliska to wszystko lepione na taśmę klej i silikon tylko aż się prosi zapytać gdzie do jasnej ciasnej płyną te miliardy na armię? Co chłopaki z woja? Gdzie ta kasa?

hermanaryk
niedziela, 1 grudnia 2019, 12:37

Państwo z tektury mielibyśmy, dopiero gdyby naprawy naszego sprzętu odbywały się w Rosji. Naprawdę nie rozumiesz, czym to grozi? Po czymś takim "Orła" trzeba by było pociąć na żyletki.

tomasz
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 13:37

Teraz grozi tym, że sprzęt jest niesprawny i niebezpieczny. Próby samodzielnego naprawienia bez kultury technicznej mieliśmy w samolotach MIG 29 (fotel wyrzucany). Skończyło się śmiercią pilota.

Strusiu
sobota, 30 listopada 2019, 21:53

Na szczęście nie zatonął jak ,,Norweg"...

Davien
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 14:32

Jakby wjechał w niego 20x cięzszy tankowiec to poszedłby na dno jeszcze szybciej

Dario
sobota, 30 listopada 2019, 20:31

Naprawa awaryjna statków Marynarki Wojennej powinna odbywać się bez przatargów. Powinno się minimalizować czas niedostępności sprzetu wojskowego... Cokolwiek można by przyspieszyć .. to należy wdrożyć. Tu chodzi o bezpieczeństwo i odpowiedź militarną w razie ataku na nasz kraj. Nie możemy sobie pozwolić na półroczne przerwy statków czy samolotów....

Ollo
niedziela, 1 grudnia 2019, 20:36

Odwiedź militarną? Lublinami? W razie ataku te okrety idą na dno w 5 minut. Nawet się nie zorientują kto ich zatopil. I nie . Nie będzie to mina.

BUBA
niedziela, 1 grudnia 2019, 14:13

No bo przedtem to wszystko trzeba przeanalizowac. W przeciwnym wypadku ci na gorze stracili by prace.

jjj
sobota, 30 listopada 2019, 20:15

Kupując używane okręty podwodne tracimy wizerunkowo jako kraj na tego typu ćwiczeniach, wizerunek naszej matynarki jak i samego marynarza traci wizerunkowo jako ci wieczni pływający na tym co było używane przez innych i czego ci inni się pozbędą planując samemu kupno nowego a my kupujemy to Kobbeny które kolejno nadają się już tylko nie na odsprzedanie a na zezłomowanie teraz zamiary na używane AN i analogiczna sytuacja --- kupmy dwa mniejsze to i pewnie tańsze ale nowe okręty od koreańczyków Hiundaj sprzedał takie okręty Tajlandi ---- kupując nowe morale wzrośnie nasz podwodniak bedzie mógł się poczuć na tego typu ćwiczeniach jak równy z równym w stosunku do sojuszników i wizerunkowo nasza marynarka napewno zyska na arenie międzynarodowej

Grzegorz
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 11:29

Jeżeli mamy mieć marynarkę i wojsko do celów wizerunkowych, to masz rację.

a
sobota, 30 listopada 2019, 20:09

Po co MW aż 5 okrętów desantowych, dokąd się wybieramy?

Extern
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 14:00

A do Kaliningradu. A jak niby sobie wyobrażasz obronę Pribałtyki z takim wrzodem na karku.

Koles
niedziela, 1 grudnia 2019, 20:50

To nam zostało z czasów PRL. Gdyby nie było PRL do tej pory mielibyśmy zagliwce tankietki i oddziały kawalerii. Wydajemy miliony na utrzymanie strach pływających trupów bez wartości bojowej a i tak przy bliższym przejrzeniu się okazuje sie ze nie ma żadnych napraw a nasze tradycyjne polskie druciarstwo i prowizorka. Jak wszystko ok to może pływać bez uzbrojenia i z niesprawna instalacja elektryczną....do pierwszego wypadku kiedy zginą ludzie. Wtedy wielka żałoba i uaktywisja się politycy obiecując gruszki naceierzbie. Mija miesiąc i wszytko wraca do normy. Nagminne łamanie procedur i cwaniactwo. Wiadomo Polak musi być cwany. Te przykłady cwaniactwa i bylejakości już wyszly nam bokiem w lotnictwie ale jak widać niczego to nas nie nauczyło.

xawer
niedziela, 1 grudnia 2019, 12:50

"Mogą one także transportować miny morskie oraz stawiać je w obronnych zagrodach minowych." Chyba użyteczna cecha, szczególnie dziś na Bałtyku? Silny, szybki desant ułatwia likwidację dywersji(Rosja specjalizuje się w morskich działaniach dywersyjnych na tyłach) w czasie W. Groźba "likwidacji" Okręgu Królewieckiego(we współdziałaniu z siłami NATO) zmniejsza chęć Rosji zajęcia Przesmyku Suwalskiego!

Do a
niedziela, 1 grudnia 2019, 12:20

Do blokowania dostępu do Polski od strony morza poprzez stawianie zagród minowych

asdf
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 11:49

mozna je tez zatopic w odpowiednim miejscu i beda jeszcze lepiej blokowaly dostep

xawer
wtorek, 3 grudnia 2019, 12:08

Ile chcesz zatopić okrętów, żeby zablokować 500 km wybrzeża:-)

MK
niedziela, 1 grudnia 2019, 11:59

Spadek po układzie warszawskim

asdf
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 11:49

ale to bylo 30 lat temu ile jeszcze mozna robic sobie wymowki PRLem?

real_marek
sobota, 30 listopada 2019, 20:04

Gdyby to był okręt np. brytyjski lub amerykański, to po wpłynięciu do portu trafiłby do doku i został naprawiony, kropka. Co u nas jest nie tak? Czy ktoś w ogóle jarzy cokolwiek w tym MON? Czy ci wszyscy wodzowie naczelni, zwierzchnicy Sił Zbrojnych i ministrowie myślą, że to jest ok., że sprzętu wojskowego się nie naprawia, tylko się przetargi robi?

BUBA
niedziela, 1 grudnia 2019, 14:20

Bo brytyjczycy lub amarykanie sa no 100 krotym wyrzszam poziomie niz nasi. A przetargi robia zeby je odwolac albo przesowac. Musza jakos zarabiac. Ciekawe czy nasi wodzowie umia odwolac juz odwolanego przetargu. Ale Polak potrafi.

Meska
sobota, 30 listopada 2019, 19:38

Dlaczego za naprawę nie zapłacą Estończycy?

w
niedziela, 1 grudnia 2019, 23:57

a kto robi desatn na niezbadanym brzegu ?? Nawet w Normandii tygodniami były wczesniej badane brzegi. Sadzę ze do dzisiaj nie wiedza co to była za przeszkoda

Lis
sobota, 30 listopada 2019, 18:28

Czy nam takie okręty są potrzebne kogo nimi będziemy atakowali może lepiej sprzedać i wdać na łodzie podwodne, nowe a nie używane.

bolo
sobota, 30 listopada 2019, 18:20

Po co utrzymujemy takie okręty? Przecież na żaden desant z polskiej strony się nie zanosi. Przez takie trwanie w głupocie PMW umiera. Może warto wykorzystać fakt, że większość okrętów zbliża się do końca eksploatacji i zbudować marynarkę dostosowaną do potrzeb a nie pływające muzeum.

asd
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 14:31

NATO coś ci mówi? Mamy to co mamy, więc możemy to zaoferować sojusznikom niekoniecznie na Bałtyku.

Extern
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 13:58

No jak się na desant nie zanosi, przecież w razie jak się zacznie, to musimy szybko zająć Kaliningrad aby nie przecinał nam linii zaopatrzeniowych do Pribałtyki.

Mirty
sobota, 30 listopada 2019, 18:12

Po co w ogóle to naprawiać, przecież taki typ okrętu jest nam w ogóle nie potrzebny. W utrzymanie tych okrętów idzie sporo pieniędzy które mogły by być dużo lepiej wydane.

observer
sobota, 30 listopada 2019, 17:55

Tak działa zabezpieczenie logistyczne pod przewodnictwem Centralnego Organu Logistycznego (COL) tj. STM IWsp. Aż strach myśleć jakby to wyglądało w czasie W. Winnych nie ma a karawana jedzie dalej. A może MW okręt nie jest potrzebny skoro przez tyle czasu nikomu to nie przeszkadzało poza oczywiście załogą.

Eeda
niedziela, 1 grudnia 2019, 20:52

W czasie W nasza dzielna armia tak szybko by uciekala że zadnecremonty nie byłby potrzebne. Naprawdę. Chyba nie poczucie że Lubliny do czegoś się nadają?

michalspajder
sobota, 30 listopada 2019, 17:06

Zgadzam sie z autorem.Wypadki sie zdarzaja,tak samo moze sie stac podczas realnego konfliktu zbrojnego,kiedy to moze nawet nie byc czasu ani mozliwosci dokladnego rozpoznania.Zgadzam sie tez,ze zbyt dlugi okres zajelo przygotowanie do przetargu.Co ciekawe,sam przetarg,zwlaszcza jak na standardy Sil Zbrojnych zostal przeprowadzony wrecz blyskawicznie.Ale jedno mnie niepokoi.Jak to sie stalo,ze system osuszania wraz z systemem elektrycznym zan odpowiedzialnym byly niesprawne?Drugie pytanie:czy zaloga sprawdzila okret przed wyjsciem na misje?Bo jesli tak,jesli wszystkie systemy byly ok,a potem jednak nie wszystkie dzialaly to pojawia sie pytanie trzecie.Czy PMW nie tylko ze nie ma okretow modernizowanych,ale czy nawet rutynowe remonty sa zlecane we wlasciwym czasie?

-CB-
niedziela, 1 grudnia 2019, 21:35

Tak działa nasza MW. Remonty i naprawy doraźne też kosztują, więc najczęściej odkłada się je do jakiś napraw głównych itp. Przecież podczas pożaru Orła w stoczni też okazało się, że nie wszystkie systemy alarmowe i ppoż działają prawidłowo (nota bene świeżo po przeglądach i z odpowiednimi "pieczątkami").

Pim
niedziela, 1 grudnia 2019, 09:07

Do tego są nam potrzebne "nowe" holowniki. Do wyholowania z portu na redę naszych okrętów, które zaczną tonąć z powodu przeżarcia przez rdzę poszycia, lub rozszczelnienia się zaworów dennych, dławic śrub itp....

Wiem co piszę
sobota, 30 listopada 2019, 18:56

"Jak to sie stalo,ze system osuszania wraz z systemem elektrycznym zan odpowiedzialnym byly niesprawne? To może wyjaśnię. Kiedy takie okręty są oddawane do użytku to wszystko działa, elektryka, automatyka, elektronika, pompy itd. Po 5 latach zaczynają się problemy których likwidacja kosztuje. Przymyka się oko myśląc, że jakoś to będzie. ponadto urządzenia techniczne zmieniają się wskutek postępu technicznego. Może zajść sytuacja taka, że najlepiej całą automatykę lepiej unowocześnić wymieniając ją na nowszą niż naprawiać "łatając dziury", a to jest bardzo kosztowne. Do tego dochodzi wymiana kadr często są to nie fachowcy, a ludzie z tzw "łapanki" lub "ulicy". Dotyczy to zarówno personelu technicznego na okręcie jak i zatrudnianego w stoczniach. Najlepszym rozwiązaniem byłyby naprawy urządzeń przez tych którzy je konstruowali/montowali na okręcie, a to jest po prostu niemożliwe.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama