Reklama

Norwegia: naprawa fregaty droższa niż kupno nowej

22 maja 2019, 14:20
10042019_EWL_HING sjøsettes-9688(1)
Fot. mediearkiv.forsvaret.no

Według norweskiego ministerstwa obrony naprawa fregaty HNomS „Helge Ingstad”, która zatonęła po kolizji z maltańskim tankowcem „Sola TS” 8 listopada 2018 r. w fiordzie Hjeltefjorden, może kosztować ponad 1,6 miliarda dolarów i będzie trwała ponad 5 lat. Norwedzy będą czekali wiec o półtora roku dłużej i zapłacą ponad trzykrotnie więcej niż gdy pozyskiwali nowy okręt w 2009 roku.

Cyfry ujawnione przez inspektora norweskiej marynarki wojennej admirała Haakon Bruun-Hanssena mogą rzeczywiście szokować. Koszt naprawy fregaty HNomS „Helge Ingstad”, która prawie 4 miesiące przebywała pod wodą, może przekroczyć nawet 1,6 miliarda dolarów (14-16 miliardów norweskich koron). Wynika to z oceny, że uszkodzenie okrętu jest całkowite (org. „The damage is considered to be approximately total”). Jeżeli doliczy się do tego, to co Norwedzy zapłacili już za ratowanie i wydobycie okrętu spod wody pod koniec lutego 2019 roku to widać, że przywrócenie HNomS „Helge Ingstad” będzie czterokrotnie kosztowniejsze niż wcześniej kupno tej jednostki (którą wyceniono w 2000 roku na 500 milionów dolarów).

image
Fot. mediearkiv.forsvaret.no

Wszystkich zaskakuje również długi czas naprawy fregaty, której stępkę położono 28 kwietnia 2006 r., zwodowano 23 listopada 2007 r. i oddano do służby 29 września 2009 r. Budowa nowego okrętu trwała więc niecałe 3,5 roku, podczas gdy naprawa według obecnych szacunków zajmie ponad pięć lat.

Biorąc te liczby pod uwagę admirał Bruun-Hanssen uważa, że bardziej opłacalne jest zbudowanie nowej fregaty, która według obecnych szacunków kosztowałaby od 1,2 do 1,5 miliarda dolarów (11-13 miliardów NOK) i została by oddana w takim samym czasie jak ta poddana remontowi (po około pięciu latach). Los wyciągniętego spod wody okrętu wydaje się więc już być przesądzony, chociaż ostateczna decyzja co do jego dalszego losu zapadnie dopiero latem tego roku.

Na podstawie przedstawionych dzisiaj danych wydaje mi się oczywiste, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest zastąpienie fregaty czymś nowym.

admirał Haakon Bruun-Hanssen, inspektor norweskiej marynarki wojennej
image
Fot. mediearkiv.forsvaret.no

Oficjalnie sprawa pozostaje nierozstrzygnięta o czym świadczy propozycja zwiększenia budżetu obronnego Norwegii w 2019 r. o ponad 148 milionów dolarów (1,3 miliarda NOK). Większość z tych środków ma pójść na potrzeby fregaty HNomS „Helge Ingstad”. Pokryje się nimi przede wszystkim koszty podnoszenia, transportu i tymczasowej naprawy jednostki (z zakupem niezbędnych do tego części). Pewna suma z tych pieniędzy pójdzie również na podwojenie załogi okrętu logistycznego HNomS „Maud”, który tymczasowo wypełni lukę po utraconej fregacie i pomoże nadzorować wody norweskich oraz wypełniać zobowiązania Norwegii wobec NATO.

Jak na razie okręt HNomS „Helge Ingstad” przeszedł już naprawę poszycia kadłuba, który został na tyle uszczelniony, że można go było z powrotem opuścić na wodę. W międzyczasie specjalna komisja z norweskiego ministerstwa obrony i marynarki wojennej przeprowadziła inwentaryzację identyfikując sprzęt na pokładzie tej jednostki o wartości od 11 do 45 mln dolarów (100 do 400 mln koron), który ewentualnie będzie można odzyskać i w przyszłości wykorzystać jako części zapasowe dla czterech pozostałych okrętów typu Fridtjof Nansen.

Środki te mogłyby zwrócić to, co trzeba by było zapłacić za zezłomowanie fregaty. Obecnie szacuje się bowiem, że rozebranie okrętu będzie kosztowało do 6-11 mln dolarów (50-100 mln NOK) netto (po odliczeniu zysku ze sprzedaży metali i innych materiałów odzyskanych z rozbieranej jednostki).

Decyzja o budowie nowego okrętu wydaje się być prawie pewna, chociaż nie wiadomo do końca, co zostanie zamówione. Norweska komisja badań wypadków morskich AIBN (Accident Investigation Board) w swoim raporcie wskazała bowiem, że o ile za sam wypadek odpowiadała rzeczywiście obsada mostka fregaty HNomS „Helge Ingstad”, to za zatonięcie okrętu winę ponosi stocznia Navantia, gdzie okręt był budowany. Ze wstępnych wyników dochodzenia wynika, że przy takich uszkodzeniach do jakich doszło podczas kolizji z maltańskim tankowcem „Sola TS” 8 listopada 2018 r. okręt nie powinien zatonąć. A zatonął.

Zamówienie w Navantii nowej fregaty, gdy poprzednia mogła być zbudowana z błędami konstrukcyjnymi, na pewno zostałoby źle przyjęte.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 31
Reklama
Madar
sobota, 25 maja 2019, 20:23

Okręt kupiono w 2000 roku za 500mln. a zbudowano 9 lat później dziwna sprawa. A teraz nowy taki ma kosztować 3 razy tyle.

ktos
czwartek, 23 maja 2019, 12:26

Troche zaskakujace jest ze jednostka zatonela. Ze zdjec wynika ze uszkodzenia sa powyzej linii wody. Uszkodzenie ponizej linii wody jest dosc male. Jezeli z tego powodu jednostka zatonela to cos jest nie tak. Inna sprawa w dzisiejszych czasach okrety nie sa odporne na trafienia bo tworzy sie systemy ktore maja zapobiegac trafieniom. To juz nie czasy pancernikow ktore zakladaly ze jednostka bedzie otrzymywala trafienia i ma je wytrzymac.

Davien
niedziela, 26 maja 2019, 17:39

Jeżeli dziób tankowca szedł od rufy ku dziobowi fregaty to wciskał uszkodzone miejsca pod wodę choć istotnie fakt braku uszkodzeń poniżej linii wodnej jest zastanawiajacy w porównaniu z komunikatami zaraz po zderzeniu.

Andrzej
czwartek, 23 maja 2019, 11:55

Fakt dobrze to nie wygląda! Mozę by tak Polska dostałą ten wrak w prezencie. Nawet w tym stanie będzie nowocześniejszy od reszty floty.

Kuba
czwartek, 23 maja 2019, 11:26

Kierując się logiką oraz analizą ekonomiczną stosowaną dotychczas przez nasz MON, wysoce prawdopodobne jest, że odkupimy od Norwegów fregatę i będziemy ją remontować siłami własnego przemysłu. ;-)

Okręcik
czwartek, 23 maja 2019, 10:38

Przywieść na lawecie do PL, tu się wyklepie, zaszpachluje, pomaluje i opchnie jako nówkę nieśmiganą, a co mamy wszak doświadczenie z samochodami :-))))

JanKowalski
czwartek, 23 maja 2019, 10:20

Koszty i czas naprawy wskazują na to że zostanie utylizowana gdyż nie ma sensu odbudowywać tak kompletnie zniszczoną jednostkę, podejrzewam że budowa nowej zostanie zlecona innej stoczni gdyż wiele wskazuje na to że fregata miała wady konstrukcyjne , a to co uda się pozyskać z wraku zostanie spożytkowane na pozostałych fregatach. Zastanawia mała odporność na uszkodzenia współczesnych okrętów.

Derff
czwartek, 23 maja 2019, 09:38

Powinni zamówić duńską fregatę. Może estetyka gorsza, ale możliwości większe

czytelniK
czwartek, 23 maja 2019, 03:27

Biorąc pod uwagę koszty usług w Norwegii to koszt remontu takiej łajby nie jest zbyt wygórowany. Pozdrawiam z Norge.

Ginawa
czwartek, 23 maja 2019, 01:20

Czy Rzad RP zgłosił juz chec przejecia tej nowoczesnej fregaty ? Prawdziwa okazja. Nawet bez remontu wiecej zdziala niz OHPx2

eswa
czwartek, 23 maja 2019, 00:41

smiech na sali ta ich marynarka. istny cyrk

Blacharz z Grójca
czwartek, 23 maja 2019, 00:32

Jakaś ściema z tą wyceną. Trzeba gdzieś kupić rozbitka, przespawać tylną lewą ćwiartkę, elektronikę przepłukać izopropylem, kilka betoniarek szpachli, nowy lakierek i będzie ja nowa.

Grzesiek
środa, 22 maja 2019, 19:10

Przepraszam Państwa, laikiem jestem, ale co się stało, że w ciągu 10 lat cena fregaty skoczyła z 500mln do 1,2-1,5mld !? Czy chodzi o tą samą fregatę, czy raczej całkiem coś innego i nowocześniejszego? Pozdrawiam.

Gts
środa, 22 maja 2019, 22:46

Chodzi o to że koszt opracowania rozwiązań i uruchomienia produkcji rozkłada się na ilość zamówionych egemolarzy. Im jest ich wiecej tym koszt jednostkowy jest niższy. Inna sprawą jest wzrost kosztów materiałow i pracy. Jaka byłaby cena przy 5 egzemplarzach? Byłabg znacznie niższa, ale jednak trochę wyższa niż wtedy gdy były zamawiane. I tylko takimi ogólnikami mogę ci odpowiedzieć.

Gustlik
środa, 22 maja 2019, 18:54

A wszystko przez arogancję jednego lub dwóch nawigatorów.

rydwan
czwartek, 23 maja 2019, 10:21

to nie arogancja w któryms momencie system nie zadziałał ,było to zrreszta szeroko opisan w jednym z artyułów

rED
czwartek, 23 maja 2019, 00:47

Podobno pań.

Stary Grzyb
środa, 22 maja 2019, 18:25

A co z kosztami modernizacji/przebudowy pozostałych jednostek tego typu, których obecna odporność na uszkodzenia, tym bardziej ewentualne bojowe, wydaje się być iluzoryczna? Szerzej - co z odpornością wszelkich małych, ciasno upakowanych okrętów, które najwyraźniej nie mają rzeczywistej rezerwy przeżywalności?

JQu
środa, 22 maja 2019, 23:44

Przy obecnej technice przeciw okrętowej typu torpedy czy rakiety dużo ważniejsze są aktywne systemy zapobiegania atakowi niż pasywne w postaci supermocnego kadłuba. Bezpośrednie trafienie kończy się z dużym pra unieszkodliwieniem jednostki. Co zmienia faktu, że coś jest nie halo.

Sternik
czwartek, 23 maja 2019, 03:16

Te jednostki nie mają żadnej "rezerwy przeżywalności". Przeciw-rakiety to jedno ale odporność okrętu na "skaleczenie" to druga sprawa. W tym wypadku, przy dziurawych grodziach wodoszczelnych wystarcza trafienie czymkolwiek żeby cały okręt poszedł na dno. W ten sposób to się nawet kajaków nie buduje bo nie zostaną dopuszczone do sprzedaży.

Stary Grzyb
czwartek, 23 maja 2019, 00:37

Akurat niezupełnie - mało odporne na trafienia są dzisiejsze jednostki, a już zwłaszcza budowane w dużej mierze z aluminium, które płonie jak pochodnia. Natomiast takie np. pancerniki klasy "Iowa" odznaczały się niemal zupełną odpornością na współczesne pociski przeciwokrętowe, z przyczyn konstrukcyjnych niezdolne do przebicia ciężkich pancerzy. Mało tego - nowe amerykańskie lotniskowce atomowe znowu są solidnie opancerzane, choć niekoniecznie pancerzami stalowymi. Natomiast na okrętach małych i ciasno upakowanych problem jest zasadniczy, i trudno go rozwiązać. Z norweską fregatą zaś faktycznie coś jest bardzo nie halo, bo nie tylko puściły grodzie wodoszczelne, ale niezbyt duże i niezbyt głębokie rozdarcie jednej burty doprowadziło m. in. do zalania siłowni po obu stronach okrętu, co dyskwalifikuje konstrukcję całkowicie - także w odniesieniu do pozostałych fregat tego typu.

karawan
środa, 22 maja 2019, 18:24

Prace remontowe, naprawcze i odtworzeniowe niemal zawsze są obecnie droższe, aniżeli stricte wytworzenie czegoś od nowa. Przy opanowanym procesie wytwarzania, względnie typowego remontu typowego elementu wyposażenia, wszystko - przede wszystkim nakład i efekt - jest pod kontrolą. Kiedy trzeba robić naprawę czegoś z uszkodzeń o nieznanym zakresie i powstałych w wyniku nie przewidzianych w normalnej eksploatacji okoliczności, czas i koszt momentalnie szybują i to bez gwarancji efektu. Sprawy struktury, jej trwałości to tak naprawdę pikuś - ale już okablowanie, wyposażenie... i pytanie, jak to zrobić. Nowoczesne okręty scala się z prefabrykowanych, częściowo wyposażonych sekcji. Powstaje pytanie - co tu? Rozebrać na kawałki by mieć dostęp analogiczny jak przy budowie? I jak upewnić się, że elementy które leżały pół roku pod wodą będą dalej działać z wymaganą niezawodnością? Jedyna opcja, to rozebrać, i przy okazji zatrzymać co mniej potencjalnie pouszkadzane elementy. Ale wtedy i tak pewnie trzebaby je montować jako wyposażenie armatorskie, i na ryzyko zlecającego... pytanie, czy warta skórka wyprawki. W artykule zresztą padło stwierdzenie, że norwegowie o tym świetnie wiedzą, inwentaryzując to, co może być częściami zamiennymi. Swoją drogą, ciekawy problem, ale IMO budowa "jedynaka" to byłaby pomyłka. Prędzej spodziewałbym się, że będą Navantii dyndać tą marchewką przed nosem, w zamian oczekując współpracy i ew. przyznania się jeśli coś zrobili nie tak - a także pytanie, czy nie poprawek na reszcie Nansenów.

Gts
środa, 22 maja 2019, 22:50

Mogłoby im zależeć (Norwegom i Navantii) na szukaniu chętnych dokoptowania do zakupu na jakieś 3 jednostki.

Davien
niedziela, 26 maja 2019, 17:41

Akurat zdaje sie Navantai i Hiszpanie nie wierzą w podane pzrez Norwegów przyczyny bo własnie w tej samej stoczni zamówili kolejne fregaty

Fkfkffkfj
środa, 22 maja 2019, 16:58

Burta wygląda jakby ślizgnął się po niej pocisk 406 mm

Poeta
środa, 22 maja 2019, 22:01

Biorąc pod uwagę wytrzymałość nowoczesnych okrętów, to stwierdziłbym, że przywrócenie pancerników i montaż nowoczesnych systemów namierzania i kontroli ognia (plus nowoczesna amunicja) byłoby chyba bardziej opłacalne...

anakonda
czwartek, 23 maja 2019, 10:38

twoja opłacalność to zalewie parę groszy taniej zaś użytkowanie tego złomu bedzie miało o wiele szysze zakończenie niż nowej jednostki która jest niewiele droższa i na którą toż właśnie nowe uzbrojenie zostanie zainstalowane .Teraz już przynajmniej masz jasność czemu polacy nie powinni ruszać teciaków- bo każde inne rozwiązanie jest lepsze.

JSM
czwartek, 23 maja 2019, 03:22

A myślisz, że dlaczego Amerykanie ciągle trzymają w rezerwie pancerniki z czasów II WŚ? Dla tamtych gigantów jedynym poważnym zagrożeniem był wybuch amunicji po trafieniu w magazyn. Po wymianie dział na railguny i siłowni na reaktory atomowe w zespole byłyby prawie niezniszczalne.

Davien
czwartek, 23 maja 2019, 23:39

Panei JSM, a poco wymieniac uzbrojenie i napęd?? Dalei Okrety klasy Iowa sa praktycznie niewrazliwe na dzisiejsze ppk Pancerz, który wytzrymywął trafienie 1,5tony pedzącej z 1000m/s jest dla ppk nie do przebicia.

Materia MW
środa, 22 maja 2019, 16:50

Kuuupujemy

Fabricjo
czwartek, 23 maja 2019, 00:14

Nie takie złomy Polacy wyklepali...

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama