Reklama

Rewolucja w amerykańskiej artylerii [ANALIZA]

9 października 2018, 12:24
Zrzut ekranu 2018-10-09 o 12.04.51
Fot. Staff Sgt. Nathan Gallahan

Artyleria lufowa i rakietowa ponownie staje się priorytetem w wojskach lądowych Stanów Zjednoczonych. Oprócz modernizacji środków artyleryjskich i systemów wsparcia, Amerykanie powoli zmieniają podejście do zastosowania artylerii, aby zwiększyć jej zastosowanie na połączonym polu walki.

Modernizacja systemów artyleryjskich dalekiego zasięgu to oficjalnie pierwszy priorytet tzw. Wielkiej Szóstki (Big Six) – sześciu najważniejszych programów ulepszenia wyposażenia US Army. Amerykanie po analizach przebiegu konfliktu na Ukrainie i rozwoju zagrożeń doszli do wniosku, że to właśnie artyleria może odgrywać kluczową rolę na współczesnym polu walki. Jest to możliwe dzięki połączeniu – za pomocą sieciocentrycznych systemów dowodzenia – dużej liczby rozproszonych, mobilnych i trudnych do wykrycia systemów (dział, wyrzutni rakiet) o krótkim czasie reakcji ze środkami wykrywania oraz amunicją dalekiego zasięgu.

Amerykanie w ostatnim czasie znacząco zwiększyli fundusze na modernizację „efektorów” – samych systemów artyleryjskich: przede wszystkim haubic 155 mm i wyrzutni rakietowych MLRS/HIMARS, wraz z pociskami GMLRS i ATACMS. Oprócz tego ulepszane są systemy wykrywania celów, czy kierowania ogniem. Równocześnie modyfikowana jest doktryna, poprzez założenie zwiększenia współdziałania artylerii polowej amerykańskich wojsk lądowych z innymi rodzajami sił zbrojnych, między innymi z lotnictwem taktycznym i obroną powietrzną/artylerią przeciwlotniczą (należącą również do US Army).

Nowa strategia artylerii

Kilka dni temu Marine Corps Times poinformował, że po raz pierwszy wykonano strzelanie systemu artyleryjskiego HIMARS do celu wskazanego przez myśliwiec F-35B. Takie współdziałanie zdecydowanie zwiększa zakres możliwości artylerzystów, bo mogą oni zwalczać już nie tylko cele „widziane” przez wysuniętych obserwatorów, bezzałogowce czy wskazane przez radary kontrbateryjne, ale także wykryte przez myśliwce mogące pozostawać na dużym pułapie i dysponujące zaawansowanymi sensorami, ale też zdolnością przetrwania w warunkach przeciwdziałania przeciwnika.

Ćwiczenie wskazania celu przez myśliwiec to element wdrażania znacznie szerszego planu  rozwoju artylerii. W USA coraz częściej mówi się o koncepcji „joint fires” – połączonego ognia, czyli ścisłej współpracy systemów defensywnych (takich jak Patriot, czy nawet THAAD) i ofensywnych. W ten sposób artylerzyści będą mogli razić cele zauważone przez środki będące częścią systemu obrony powietrznej (na przykład radary wykrywania i śledzenia w bateriach przeciwlotniczych).

Dzięki temu będzie można zwalczać nie tylko „strzały” (wystrzeliwane pociski) ale też „strzelców” (nieprzyjacielskie wyrzutnie rakietowe). To pozwoli zracjonalizować zużycie drogich pocisków przechwytujących. Do połączenia artylerii polowej i przeciwlotniczej może zostać wykorzystany system IBCS, na razie wprowadzany w amerykańskiej obronie powietrznej. Ponadto, serwis Breaking Defense poinformował, że w trakcie jednego z „eksperymentów” (IBCS jest nadal w fazie badawczo-rozwojowej) dane do tego systemu przekazano z myśliwca F-35.

Niedawno przeprowadzono ćwiczenie wskazywania celów dla wyrzutni HIMARS przez samolot F-35B, fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl.
Niedawno przeprowadzono ćwiczenie wskazywania celów dla wyrzutni HIMARS przez samolot F-35B, fot. Andrzej Hładij/Defence24.pl.

W praktyce więc w przyszłości systemy artylerii polowej, przeciwlotniczej i lotnictwo taktyczne będą mogły ze sobą ściśle współdziałać. Oczywiście osiągnięcie takiego poziomu współpracy wymaga czasu i rozwoju technologii, ale założenia Amerykanów zmierzają w tym kierunku, a współdziałanie poszerzane jest już dziś.

W maju br. po raz pierwszy w historii na typowo „lotniczych” ćwiczeniach Red Flag przeprowadzono rajd ogniowy z użyciem systemu HIMARS. Został on przemieszczony w rejon działań samolotem C-17 i wykonał zadanie ogniowe w trakcie prowadzenia działań przez samoloty sił powietrznych i marynarki wojennej (F-15, F-16 i E/A-18). Było to demonstracją możliwości współdziałania również w ramach różnych rodzajów sił zbrojnych. Artyleria już dziś staje się więc elementem ściśle połączonego systemu rażenia. Oczywiście można stawiać tezy, że współdziałanie funkcjonowało już wcześniej, choćby przy zwalczaniu elementów obrony powietrznej przez przeciwnika za pomocą artylerii rakietowej, ale teraz jest ono coraz ściślejsze, wręcz wynoszone na nowy poziom.

Modernizacja efektorów i rozbudowa jednostek

Obok zmian w koncepcji użycia artylerii, zwiększany jest też potencjał samych środków artyleryjskich. Co warte podkreślenia – zarówno ilościowy, jak i jakościowy. Amerykanie zdecydowali między innymi o znacznym zwiększeniu liczby wyrzutni rakietowych w służbie, przede wszystkim opartych na podwoziu gąsienicowym M270 MLRS. Dziś w dyspozycji US Army pozostaje ok. 220 wyrzutni MLRS M270A1, a w ramach ekspansji floty do linii ma zostać przywróconych – i głęboko zmodernizowanych do standardu M270A2 dalszych 160 pojazdów w wersji M270A0. Te ostatnie zostały wcześniej wycofane i dziś nie mają możliwości użycia kierowanych pocisków GMLRS, tak jak wszystkie wozy pozostające w służbie.

Ponadto, w ramach tej samej inicjatywy zaplanowano pozyskanie dodatkowych 56 wyrzutni HIMARS. Kolejne wyrzutnie obu typów mogą trafić do Europy, w ramach European Deterrence Initiative – programu wzmocnienia potencjału odstraszania na Starym Kontynencie. Prawdopodobnie przynajmniej w części z funduszy EDI finansowane jest złożone niedawno przez Amerykanów na 24 wyrzutnie HIMARS dla armii.

Zmodyfikowana wyrzutnia M270 MLRS. Fot. army.mil
Zmodyfikowana wyrzutnia M270 MLRS. Fot. army.mil

Mogą one stanowić wyposażenie baz sprzętowych w ramach Army Prepositioned Stock (pewna ilość wyrzutni od dłuższego czasu jest w Europie), ale też nowo formowanych jednostek. Amerykanie zdecydowali o sformowaniu w Niemczech brygady artylerii rakietowej z dwoma batalionami wyrzutni (prawdopodobnie MLRS), sprzęt będzie rozmieszczony w istniejących instalacjach. Zwiększane są też zakupy amunicji – nie tylko dla artylerii rakietowej, ale też pocisków 155 mm, także tych konwencjonalnych (klasycznych). Świadczy to o chęci odtworzenia zdolności do udziału w konflikcie o wysokiej intensywności.

W ostatnim czasie zwiększono też nacisk na modernizację dwóch podstawowych środków artylerii dalekiego zasięgu. Jeśli chodzi o haubice M109, trwa realizacja programu Paladin Integrated Management, obejmującego m.in. wprowadzenie nowego podwozia opartego na konstrukcji BWP Bradley, napędów działa czy instalacji elektrycznej, przygotowanej z myślą o wprowadzeniu innych usprawnień. Projekt ten był już wcześniej planowany.

Amerykanie chcą jednak również znacznie zwiększyć potencjał rażenia systemów artyleryjskich. Przygotowywana jest nowa amunicja XM1113, podnosząca zasięg ognia z lufy o długości 39 kalibrów, standardowej dla US Army z 30 do 40 km (np. polski Krab czy niemiecka PzH 2000 mają lufy o długości 52 kalibrów, o wyższej donośności).

Jednakże, w ramach projektu Extended Range Cannon Artillery (ERCA) wojska lądowe USA chcą znacznie zwiększyć zasięg swojej artylerii. Haubice samobieżne M109 jak i holowane M777 powinny otrzymać lufy o długości 58 kalibrów, co w połączeniu z nową amunicją miałoby dać zasięg około 70 km. To jednak nie koniec. Jak podał w marcu br. serwis Breaking Defense, w dłuższym terminie (po 2023 roku) mogą zostać opracowane pociski o prędkości hiperdźwiękowej, o zasięgu nawet 100 km. US Army sformułowała też wymogi dla nowej generacji pocisków typu HAMER, zdolnych m.in. do rażenia celów opancerzonych, o zasięgu nawet 130 km.

Niedawno szef dowództwa Army Futures Command John Murray powiedział w Kongresie też, że prowadzone są wstępne prace koncepcyjne nad systemem strategicznego działa dalekiego zasięgu (Long Range Strategic Cannon), o zasięgu nawet rzędu 1000 mil (ponad 1600 km). Niewykluczone, że broń hipersoniczna – przynajmniej w pewnym zakresie – będzie też stosowana w wojskach lądowych. Już nawet samo sygnalizowanie prac nad bronią tego typu można uznać za odpowiedź na działania podejmowane przez Rosję, w tym rozwój pocisków manewrujących z naruszeniem traktatu INF.

Jeśli chodzi o systemy artylerii rakietowej, główny wysiłek modernizacji skupiony jest na systemach związanych z wyrzutniami MLRS/HIMARS. Oba typy mają posłużyć co najmniej do 2050 roku. Stopniowo modernizowane są elementy wyrzutni (np. systemy kierowania ogniem, oprogramowanie), ale przede wszystkim używane w nich systemy amunicji. Standardowe pociski GMLRS mają zostać zmodernizowane poprzez zwiększenie zasięgu do 150 km. Prace w tym kierunku są już prowadzone. Przykładowo, na początku sierpnia koncern Honeywell poinformował o otrzymaniu od Lockheed Martin kontraktu na budowę elementów systemu napędowego dla GMLRS-ER. Według projektu budżetu Departamentu Obrony na rok 2019, prace kwalifikacyjne i integracyjne mają zakończyć się do 2021 roku. Planowane jest też opracowanie pomiędzy rokiem fiskalnym 2021 i 2023, pocisków z głowicami naprowadzającymi się źródła promieniowania radiolokacyjnego. Możliwe, że w przyszłości powstaną również inne głowice.

Najważniejszy jest jednak program Precision Strike Missile (PRSM), dawniej znany jako LRPF. W jego ramach ma powstać pocisk pozwalający na uzupełnienie i w perspektywie zastąpienie pocisków ATACMS. Pociski LRPF mają mieć zasięg do 499 km (górna granica wyznaczana jest przez traktat INF), i mają być zdolne do rażenia celów powierzchniowych, jak i punktowych. Docelowo prawdopodobnie pociski PRSM będą również zdolne do zwalczania celów ruchomych, jak okręty nawodne. W USA poważnie rozważa się szersze włączenie artylerii rakietowej w system obrony wybrzeża, w ramach eksperymentu w 2017 r. odpalono zresztą pocisk GMLRS z wyrzutni HIMARS z pokładu okrętu US Navy (jednostki desantowej USS Anchorage - LPD 23).

Obecnie w programie LRPF/PRSM pod uwagę brane są propozycje koncernu Lockheed Martin i Raytheon, pierwsze testowe strzelania prototypów planowane są w 2019 roku. Optymistycznym jest wejście systemu do służby trzy-cztery lata później, ale – jak podaje Defense News nie wiadomo czy uda się to osiągnąć. Kongres zmniejszył bowiem – w niewielkim stopniu – finansowanie tego programu w stosunku do wniosku na rok fiskalny 2019 – z 186,5 do 159,5 mln USD.

Po latach pewnego „zastoju” artyleria staje się na powrót najwyższym priorytetem amerykańskich wojsk lądowych. Oprócz samej modernizacji środków artyleryjskich co najmniej tak samo ważne są jednak zmiany w koncepcji użycia tego rodzaju systemów przez US Army. Artyleria ma stać się kluczowym systemem rażenia w środowisku powietrzno-lądowym w działaniach o dużej intensywności. Wymaga to szerokiego zastosowania sieciocentrycznych systemów dowodzenia i łączności (odpowiednio zabezpieczonych przed cyberatakiem), a także doskonalenia współpracy różnych rodzajów sił zbrojnych i służb. Jeżeli plany US Army będą realizowane, to w perspektywie kilkunastu, jeżeli nie kilku lat sposób wykorzystania artylerii na polu walki może ulec znaczącym przeobrażeniom. 

KomentarzeLiczba komentarzy: 30
Szymon
piątek, 12 października 2018, 18:46

Ojej...czytając niektóre komentarze, żal zad ściska. #1 Żaden kraj świata nie ma na wyposażeniu wyłącznie amunicji precyzyjnej, bo żadnego kraju na to nie stać. Głupia amunicja ma się świetnie. #2 Żeby zwalczać cele na dużych dystansach potrzebne są środki rozpoznania. Kiedy USA walczą z Irakiem, to nie ma z tym większego problemu. Kiedy USA zaczną walczyć z Chinami albo Rosją, problem będzie bardzo poważny. #3 Czołg nie umarł i nie umrze tak długo, jak będzie potrzebne połączenie mobilności, siły ognia i ochrony. #4 Artyleria nie jest remedium na wszystko, chociaż sporo rzeczy ułatwia.

małe be
czwartek, 11 października 2018, 01:51

jedno jest pewne. nie ma co obrzucać wroga gradem stali. trzeba to robić raz precyzyjnie a dwa z jak najdalszego dystansu. broń rakietowa to potrafi ale i do pewnego stopnia przyda się broń lufowa. bo efektor jest zwyczajnie wielokrotnie tańszy. o ile spełnia dwa pierwsze warunki.

Courre de Moll
czwartek, 11 października 2018, 01:27

@dalej patrzący: "za dekadę do tuzina lat IBCS będzie oparty o łączność natychmiastowa na splątaniu kwantowym" - w tym momencie przestałem czytać bo się zakrztusiłem herbatą. Splątanie kwantowe, drogi kolego, nie umożliwia przesyłania informacji nawet w teorii. A jego natychmiastowość jest swego rodzaju nieporozumieniem pojęciowym i gazetowym uproszczeniem. To nie forum fizyczne więc nie będę rozwijał.

Courre de Moll
czwartek, 11 października 2018, 01:21

@jastrząb: i zapewne z powodu opóźnionych dostaw podwozia (angielskiego) P-50 miał za słaby silnik, był za wolny, za mało zwrotny, miał źle dobrany profil płata i walił się na skrzydło, i generalnie był gorszy od dość archaicznego P-24? Nie twórzmy kolejnej narodowej legendy... Ten samolot miał tyle poważnych wad, że jeszcze parę lat by trwało ich usuwanie (o ile by się udało). A że Polacy potrafili w międzywojniu projektować dobre samoloty to wiemy; zawiniło planowanie i priorytetyzowanie. Zamiast Łosia trzeba było zawczasu skierować zasoby na dobry myśliwiec.

tomuciwitt
środa, 10 października 2018, 15:13

Do @Rydwan .” Artyleria to matka wszystkich formacji wojskowych” A cóż to za cudowna myśl ? Kto jest jej autorem ? Pewnie Ty . Słyszałem , że artyleria to bóg wojny , matka wszystkich zwycięstw ale żeby od razu matka wszystkich formacji wojskowych ? “Bombardowania artyleryjskie w swoim czasie inne dzialania w w swoim .” - Nie. Nowoczesna wojna to działania połączone a nie rozdzielanie ich na kolejne etapy . Nawet w tym artykule jest to zaznaczone.

MAZU
środa, 10 października 2018, 13:28

Po "upadku" komunizmu Rosja postawiła na dezinformację, korupcję i agenturę. Jej efektem było zniszczenie dużej części konwencjonalnego uzbrojenia w NATO, w szczególności artylerii i min. Tymczasem Rosja zachowała cały swój "przestarzały" konwencjonalny potencjał, w zupełności wystarczający do wymiecenia wschodniej Europy. Na jądrową wojnę nikt się nie odważy, zaawansowaną elektronikę można wyłączyć impulsami EMP, zatem zadecyduje "klasyczne" uzbrojenie w dużej ilości. Rosja chce odzyskać podbite w II WS kraje. Europejski „elity” są skorumpowane i sk……e do tego stopnia, że nie możemy liczyć na realną pomoc Europy. Dlatego pozostaje USA, jako jedyna (na tą chwilę) przeciwwaga dla Rosji. Co do współpracy z Chinami, to choć jest on celowa i perspektywicznie słuszna, to jaki obecnie interes mają Chiny, aby bronić Polski? Nie mam pojęcia. Co do artylerii, to oczywiście powinniśmy w nią inwestować, łącząc ją z nowoczesnymi środkami rozpoznania i naprowadzania. To, że tak robią Amerykanie jest tego najlepszym dowodem. Pozdrawiam, M

Jastrząb
środa, 10 października 2018, 12:33

podstawowym błędem wielu armii w tym naszej , jest brak myślenia , nie tego perespektywicznego ale skrupulatnej analizy tego co było i tego co jest , jesteśmy zapatrzeni na zachód , a tym czasem na wschodzie w dziedzinie artylerii wiele się zmieniło , konflikt na Ukrainie nie wygrywały wojska lądowe , piechota i broń pancerna , a właśnie artyleria , piechota i czołgi tylko zajmowały "wystrzelane"tereny , przynajmniej moim zdaniem w przeciwieństwie do armii europejskich , Rosjanie nie zapomnieli o swoich doświadczeniach z drugiej wojny światowej , a więc , silny atak artyleryjski a potem piechota i czołgi wsparte przez działa pancerne , tu zapomniany i lekce ważony u nas "Goździk" odgrywał podwójną rolę zarówno działa szturmowego jak i działa przeciw-pancernego , pamiętajmy że to właśnie artyleria na ukarainie zatrzymała nawet do siedemdziesięciu procent czołgów , to jest dużo , a my zapominamy o doświadczeniach wojennych , wystarczy że jakiś generał kichnie że czołgi to przeżytek , a w Polsce chcemy zaraz pozbyć się jednostek pancernych , o mało nie zrobiliśmy tego z Krabem ,słychać było że czołgi to po co modernizować , pozbyć się ich , na rzecz jednostek wysokiej mobilności . Wiecie co czasem przypomina mi się drobna ale znacząca historia z naszej kampanii wrześniowej i przed-wrześniowej , niemcy nie pozwolili nam wprowadzić nowego mysliwca , przez zablokowanie dostaw składanych podwozi do niego i tak we wrześniu nie było na polskim niebie (na skutek opóźnień z podwoziem ) ani jednego jastrzębia P-50 To daje dużo do myślenia , przytoczę tylko Krab , Iryda i inne programy w których utrącono naszą myśl techniczną POZDRAWIAM

Rydwan
środa, 10 października 2018, 11:57

tomuciwitt. Artyleria to matka wszystkich formacji wojskowych i pisanie tak sobie o zniszczeniu wrogiej artylerii to wlasnie droga do przegranej .Bombardowania artyleryjskie w swoim czasie inne dzialania w w swoim .

Jastrzębiec
środa, 10 października 2018, 11:43

Na kierunek zmian technologii wojennej nie mamy wpływu, polskie wojsko także musi rozwijać artylerię, jednakże refleksji i rozwagi wymaga rosnące zagrożenie ludności cywilnej w konsekwencji nasilenia udziału artylerii w przyszłych działaniach wojennych. Bezbronna ludność staje się coraz bardziej zagrożona!

Marek
środa, 10 października 2018, 09:42

I dobrze, że robią jak robią. Przyszły konflikt, jeśli zaistnieje to nie będzie misja stabilizacyjna.

Dalej patrzący
środa, 10 października 2018, 00:49

W sumie - patrząc trochę dalej i szerzej - najważniejsza sprawa to środowisko sieciocentryczne, które wspólna rozległa bazą sensorów integruje real-time efektorów. Czyli "idealnie" to "każdy sensor dla każdego efektora" Od dwóch lat ciągle piszę o przewidywanym rozszerzaniu się i zlewaniu się zakresu działania IBCS - moim zdaniem w sferze ląd-woda-powietrze. Dlatego warto właśnie wejść w IBCS poprzez najpierw Wisłę [za dekadę do tuzina lat IBCS będzie oparty o łączność natychmiastowa na splątaniu kwantowym i o sieci komputerów kubitowych, co wreszcie zapewni wydajność C4SRI dla prawdziwego sieciocentrycznego dowodzenia real-time] - ale rozszerzyć IBCS w architekturze otwartej o wszelkie polskie komponenty. Tak naprawdę idzie o to , by uświadomić sobie docelowy system strategiczny, który musimy mieć, a jest nim saturacyjna całoobszarowa strefa A2/AD - defensywno/ofensywna - i obejmująca kontrolą real-time głęboki bufor wokół Polski. Wraz z "głowicami na ciężarówkach" w gestii operacji specjalnych, tworzyłoby to prawdziwa strategiczną obronę Polski na realny atak jądrowy lub konwencjonalny, podnosiłoby poprzeczkę ataku nieprzyjaciela grubo powyżej dopuszczalnego poziomu "uderzenia deeskalacyjnego" [czyli doprowadzenie Rosji do sytuacji, gdy zbyt silnym uderzeniem ryzykuje - na poziomie nieakceptowalnym dla Kremla - kontruderzeniem rakiet US Army z Niemiec, czy rakiet UK, także Francji] - plus nasze głowice, które stanowiłyby nieakceptowalne ryzyko dla Kremla. Dlatego - patrząc uważnie USA na ręce z racji 447 i żyrowania przez Waszyngton hucpy Wielkich Braci na 300 mld dolarów - uważam, że powinniśmy maksymalnie skupić się na zassaniu IBCS, nawet aktywnym wejściu jako inwestor/producent w ten system, który cierpi na niedoinwestowanie z racji ogólnie kiepskiej kondycji finansów Wujka Sama, co się odbija na całej modernizacji sił USA. Byłoby to nieporównanie bardziej sensowne , niż np. łożenie 2 mld dolarów na bazę US Army w Polsce. Bo o stałej obecności US Army w Polsce ani mowy nie ma - tu Pan Duda zwyczajnie buja w obłokach chciejstwa oderwanego od realu - po 2030 Waszyngton będzie przebierał nogami i będzie kolejno wyskrobywał wszelkie rezerwy i przerzucał np. z marginalnej Europy na priorytetowy Pacyfik. Stąd prosty wniosek, że wszystkie wysiłki powinniśmy skoncentrować na własnej antydostępowej strefie strategicznej A2/AD Tarczy Polski - i na asymetrycznym odstraszaniu, tworzącym niekorzystną i nieakceptowalną kalkulację koszt-efekt dla agresora. Tylko wtedy nasza zbrojna neutralność [ w warunkach odejścia US Army, a pewnie i rozsypki NATO na rzecz sojuszy regionalnych] będzie skuteczna w strategii odstraszania nieprzyjaciela. I tylko wtedy wojna nas ominie. i nie będziemy musieli wojować. Chcesz pokoju - szykuj się jak na wojnę...powiedzenie sprawdzone w praktyce przez wieki - od czasów rzymskich... Wniosek jest prosty - w tuzin lat powinniśmy stanąc na własnych nogach - i zbudować system asymetrycznej całokrajowej strefy strategicznej A2/AD [obrony ale i "ofensywnej "buławy zabójcy" dla projekcji siły zwłaszcza w buforze wokół Polski] - oczywiście z buforem głębi strategicznej kontroli wokół Polski - wraz z niekonwencjonalnymi środkami asymetrycznego odstraszania. Wszystko skonstruowane tak, by w każdym scenariuszu atak nieprzyjaciela był dla niego zdecydowanie niekorzystny w kalkulacji koszt-efekt. Musimy więc wytworzyć strategiczną ASYMETRIĘ naszej obrony [i odstraszania] względem ataku nieprzyjaciela. Co oczywiście wymaga przeredagowania całego PMT na systemy asymetryczne - skupione wokół A2/AD jako jądra. Żadnego rozpraszania środków na miniaturki symetryczne lustrzanych systemów nieprzyjaciela. Czyli jak nieprzyjaciel łoży w środki napadu powietrznego - to my łożymy w antyrakiety [jako efektory uniwersalne z najwyższej półki, także w roli "buławy zabójcy"], jak nieprzyjaciel łoży w czołgi - to my zamiast kupować czołgi, to kupujemy zamiast 1 czołgu ze 100-200 pozahoryzontalnych kppanc w stylu Brimstone [dla zniszczenia 50-100 czołgów nieprzyjaciela]. Itd wg idei budowania skrajnie asymetrycznej dysproporcji skuteczności naszej obrony [i odwetu] do ataku nieprzyjaciela.

Nikt
środa, 10 października 2018, 00:07

@tak tylko JEsteś zbyt zafascynowany artylerią, to tylko element sił lądowych, tak jak kawaleria pancerna, piechota zmechanizowana itd. Samą artylerią wojny nie wygrasz

Podbipięta
wtorek, 9 października 2018, 23:57

Do Pana ,,tak tylko".Mity Pan prawisz.Artyleria precyzyjna,drony ,samoloty z sensorami nie potrafią zlikwidować kilkunastu tysięcy pastuchów w pustynnej Syrii a pan chcesz tymi cudami niszczyć tanki na zakrzaczorowanej równinie polskiej .Życzę powodzenia.Nie tak wyglada wojna drogi panie .To bardziej zwykłe jest niż się panu wydaje.Zacznę od tego że samolot i dron to w dużym (bardzo) stopniu ślepy jest a piechur i załoga tanka mniej ślepa jest a satelity to służą do zabijania terrorystów tylko w amerykańskich filmach.Bez urazy ale bawisz mnie Pan...

tomuciwitt
wtorek, 9 października 2018, 23:25

Do @Tak tylko …. “Jak chcecie zabezpieczyć się przed sensorami pola walki, które was namierzają?” A jakież to mają być być sensory widzące na te 100 km ? Na takim dystansie to dane obrazowe możesz uzyskać tylko z rozpoznania satelitarnego albo z drona. Te pierwsze nie wiszą nad jednym punktem i czas ich obserwacji jest ograniczony . Drony które mają operować na takich odległościach to nie będa miniatury jak Warmate ale większe - co za tym idzie łatwiejsze do wykrycia i zestrzelenia . Pozostają jeszcze radary SAR na samolotach ale to też nie jest panaceum na wszystko bo pojawiają się problemy z zakłóceniami i przeszkodami terenowymi , horyzontem radiolokacyjnym itd. Zarówno pracę radarów i dronów można zakłócać. Istnieje jeszcze coś takiego jak nowoczesne maskowanie wielospektralne , które znacząco ogranicza wielkość pól fizycznych. To wiara w to że samą artylerią można wygrać jest przejawem zabetonowania umysłu i bardzo wąskich horyzontów . Twoje fantazje miałyby sens tylko wtedy gdyby starły się dwie strony , z których jedna ma ewidentną przewagę w artylerii , lotnictwie , rozpoznaniu i opl. Jeżeli strony konfliktu będą miały porównywalne siły i środki to zasięg artylerii nie zmieni wyniku starcia tylko zmieni jego przebieg. Nie przyszło Ci do głowy , że artyleria będzie takim samym celem jak czołgi , bwp , kto itd . Skoro artyleria jednej strony ma możliwość celnego strzału na 100 km to czemu przeciwnik ma nie mieć takiej samej możliwości. Jeżeli wiesz , że największym zagrożeniem dla twoich wojsk jest wroga artyleria to ja atakujesz jako pierwszą . Jest jeszcze jedna rzecz , którą całkowicie pomijasz . Otóż przyjmij do wiadomości , że oprócz rozwoju artylerii inne rodzaje broni też ewoluują . Zestawy przeciw dronom , uzbrojenie WRE , radary artyleryjskie i systemy CRAM - to w kontekście artylerii . Pierwszy z brzegu przykład - MHTK . Prognozowana cena ( 16 k choć ta pewnie ulegnie zwiększeniu ) ma być niższa niż cena amunicji precyzyjnej . To może być przełom w walce z ostrzałem i z dronami . Poza tym wielką niewiadomą pozostaje odporność GPS/GALILEO/GLONASS na zakłócanie. Jeśli się to da zrobić to układy naprowadzanie oparte na tej metodzie na nic się nie zdadzą . Armia ma być nowoczesna , dobrze wyszkolona i wyposażona we wszystkich rodzajach wojsk. Jeśli będziesz słaby w jednej dziedzinie to wróg to wykorzysta. Czołgom wróżono już koniec wiele razy a mimo to były , są i nadal będą wykorzystywane. Na koniec - żeby trafić coś na dystansie 100 km to musisz to najpierw wykryć. Jeżeli przeciwnik to uniemożliwi to nic nie zrobisz bo nie będziesz wiedział gdzie strzelać.

tomuciwitt
wtorek, 9 października 2018, 21:54

Do @ Tak tylko...... jak pokonać te 100 km ? Po prostu zniszczyć wrogą artylerie . Bezkrytyczna wiara tylko w artylerie to prosta droga do przegranej.

Alesander
wtorek, 9 października 2018, 21:28

Mnie najbardziej bawi PRSM - zasięg 499 km bo na pewno nie przeleci 500,5 km i uasrmy nigdy nie złamie INF

tak tylko... (Michał Rakowski)
wtorek, 9 października 2018, 21:19

Wojna jest atutem dla myślących, głupcy zostają niewolnikami...

tak tylko... (Michał Rakowski)
wtorek, 9 października 2018, 21:08

Nie trzeba zdobywać miasta, by zająć państwo, czy osiągnąć cele polityczne. Pomyślcie. Siłę państwa unicestwia się likwidując jego siły zbrojne, głupotą jest angażowanie się w walki miejskie, to nie powstanie warszawskie. Te czasy już minęły, teraz myślący przeciwnik wyminie miasta, co wyizolowane miasto zrobi po 1-5 miesiącach? Myślcie, myślenie ma przyszłość, nie stosujcie kalk z przeszłości, bo nasz przeciwnik na pomoście bałtycko-czarnomorskim będzie myślał, skutecznie czyni to od 500 lat...

tak tylko... (Michał Rakowski)
wtorek, 9 października 2018, 20:54

Celem wojen od tysięcy lat jest zniszczenie sił zbrojnych przeciwnika. Reszta, czyli konsekwencje dzieją się się samoczynnie. Czy ktoś po Grunwaldzie zajmował teren???

Davien
wtorek, 9 października 2018, 20:47

Funku, jak na razie to Rosja masowo zrzynała od USA: pociski kierowane w artylerii, haubice samobiezne też pierwsze były na zachodzie więc dawno tak sie nie uśmiałem. Jedyne chyba w czym Rosjanie byli pierwsi to rakietowe pociski taktyczne wiec zmyslaj dalej, będzie sie z kogo smiac.

dim
wtorek, 9 października 2018, 18:36

@tak tylko.... - ale to tylko do pierwszego napotkanego, a wstępnie przygotowanego do obrony miasta. Bo w nim - znów głównie broń konwencjonalna, krótkie zasięgi, ewntualnie ze wspomaganiem przez miniaturowe drony. Lub broń masowej zagłady, tylko co z takiego byłego miasta wtedy zdobywcom przyjdzie ?

Kiks
wtorek, 9 października 2018, 17:52

@Fanklub Daviena Nie ma to jak coś napisać, aby napisać, prawda?

Zenek
wtorek, 9 października 2018, 16:28

skoro Rosja złamała INF, to nie rozumiem czemu ktoś jeszcze tego przestrzega?

Extern
wtorek, 9 października 2018, 16:23

@tak tylko... (Michał Rakowski) Nie zdobędziesz terenu samą artylerią ani lotnictwem. Wojny są o teren, więc ktoś musi na niego jednak wkroczyć albo to nie będzie miało żadnego sensu przy symetrycznych przeciwnikach. Wyobrażasz sobie że wojna będzie polegała na waleniu do siebie nawzajem artylerią z setek kilometrów a potem kto przeżyje to już bez oporu zajmie teren? Bardzo się pomylisz. Wojny zawsze były o jakiś obszar więc wojna manewrowa czy nawet pozycyjna jest dalej podstawą. Zmieniło się tylko to że oddziaływanie przeciwnika sięga coraz dalej w naszą głębię strategiczną i coraz szybciej przeciwnik reaguje na nasze działania. I generałowie dziś to dobrze wiedzą, nie odkryłeś żadnej tajemnej wiedzy dostępnej tylko dla ciebie.

tak tylko... (Michał Rakowski)
wtorek, 9 października 2018, 15:52

Pytanie do geniuszy strategii, jak zamierzacie przedostać się czołgiem na dystans własnego oddziaływania (rzędu 1-2 km) ,kiedy poddani jesteście precyzyjnemu ostrzałowi artylerii już na dystansie 100 km? Jak chcecie zabezpieczyć się przed sensorami pola walki, które was namierzają? Przecież wystarczy zwykły obserwator, który was namierzy w ostatnich sekundach, zasłona nic nie da. Ruszcie mózgownice, jak chcecie niewidocznie pokonać 100 km dzielące was od strzelającej do was artylerii precyzyjnej?

tak tylko... (Michał Rakowski)
wtorek, 9 października 2018, 15:40

Powszechność bezwładu umysłowego sympatyków wojskowości jest zatrważająca. To prawidłowość dotykająca nie tylko nas, a wszystkich nacji. Nikt nie przygotowuje się do wojny przyszłej, tylko byłej, choć wszyscy wiedzą, że to błąd. To na prawdę niezwykłe zjawisko. Doświadczenia kilku ostatnich tysięcy lat wskazują jednoznacznie: starcie wygrywa ten, kto pierwszy i z większego dystansu unieszkodliwi przeciwnika ten wygrywa. Geniusze strategii nie chcą tego słyszeć. Oni są zapatrzeni w przeszłość, tylko kontakt bezpośredni może rozstrzygnąć na polu bitwy. Walka precyzyjna na dystansie 100 km, to rzeczywistość nie do zaakceptowania dla umysłowego betonu. Stare trzyma się mocno, proponował bym kosy i kusze. To takie współczesne czołgi i armaty, wobec precyzyjnego unicestwiania na dystansach rzędu 100 km. Na przyszłym polu walki armie będą unicestwiane nie nawiązując kontaktu wzrokowego. Przebijcie intelektualny, szklany sufit, do tego nie trzeba wielkiej wyobraźni...

Henoh
wtorek, 9 października 2018, 15:38

Chłopcy przygotowują się do wojny lądowej na kontynencie amerykańskim - dobrzeeee :)

Polish blues
wtorek, 9 października 2018, 15:35

Dlaczego w mediach kompletnie wyciszono sprawę podpisania umowy na HIMARS? (miała być podpisania podczas wizyty PRAD w USA). Ponadto, podobnie jak w przypadku okrętów podwodnych i helikopterów - miało być "na dniach" a teraz totalna cisza? Czyżby i tę część inwestycji wojskowych pożarło 500+? To czym będziemy bronić, te dzieci które ze becikowego, 500+ i 300+ się urodzą?

tak tylko... (Michał Rakowski)
wtorek, 9 października 2018, 15:24

Charakterystycznym jest, iż największym bezwładem intelektu odznaczają się "mistrzowie strategii" niedostrzegający rewolucji informatycznej. Oni dalej chcą prowadzić nowoczesną wojnę według prawideł II wojny światowej. Geniusze strategii nie chcą słyszeć o prowadzeniu wojny na dystansie kilkudziesięciu km, dla nich liczy się tylko kontakt bezpośredni: czołgi granatniki, karabiny, zupełnie nie dopuszczają możliwości, że dzisiaj taki zasięg rażenia jest śmieszny, walki lądowe będą rozstrzygane na dystansie 40-100 km. Chciało by się rzec słowami Zagłoby: szabla grunt, na nic muszkiet. Tak i dzisiaj geniusze strategii mają jedynie słuszną wizję walki: tylko w zasięgu wzroku, broń Boże nie dalej niż 2 km. Siabla , grunt...geniusze...

Fanklub Daviena
wtorek, 9 października 2018, 14:36

W skrócie: USA znowu małpuje rosyjską myśl wojskową. :)

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama