Reklama
Reklama
Reklama

Morski wyścig zbrojeń na Dalekim Wschodzie. Chińczycy prześcigną US Navy? [ANALIZA]

20 stycznia 2019, 10:27
Zrzut ekranu 2019-01-18 o 13.24.32
Fot. GG001213, Wikipedia, CC

Amerykanie alarmują, że w Chinach gwałtownie przyśpiesza się programy budowy okrętów. Dotychczas Chińczycy prześcignęli amerykańską marynarkę wojenną w liczbie fregat i niszczycieli. Jednak prace nad nowymi technologiami okrętowymi wyraźnie wskazują, że morski wyścig zbrojeń się na tym nie zakończy, a jego efekty będą odczuwalne na całym świecie.

Według Amerykanów jednym z dowodów na przyśpieszenie programów okrętowych w Chinach ma być modernizacja i rozbudowa chińskich zakładów przemysłu stoczniowego. Amerykański think-tank CSIS (Center for Strategic and International Studies) wskazuje przy tym konkretnie na stocznię Jiangnan Shipyard, przeniesioną w 2008 roku z centrum Szanghaju na jego obrzeża. Pierwsze zdjęcia satelitarne wskazywały bowiem, że stocznia ta jest mieści się na terenie wielkości około 7 kilometrów kwadratowych. Ze zdjęć z 2018 r. wynika natomiast, że obszar ten zwiększył się aż o 64% - do 11,5 kilometrów kwadratowych (z budową nowego basenu stoczniowego oraz dwóch płaszczyzn produkcyjnych). Co ważne, ta tendencja wzrostowa dotyczy tylko części wojskowej stoczni Jiangnan, ponieważ jej część komercyjna pozostała praktycznie niezmieniona.

image
Mapa Google nie pokazuje aktualnej sytuacji w stoczni Jiangnan Shipyard, która obecnie zbudowała nową - stałą infrastrukturę (w miejscu obramowanym na czerwono) i wykopała basen portowy (w miejscu obramowanym na niebiesko). Fot. Google/M.Dura

Sytuacja jest o tyle alarmująca, że to właśnie te zakłady stoczniowe są odpowiedzialne za budowę najbardziej nowoczesnych i skomplikowanych chińskich okrętów nawodnych, np. niszczycieli przeciwlotniczych typu 052D (według NATO typu Luyang III) oraz najnowszych niszczycieli rakietowych typu 055 (według NATO typu Renhai), które ze względu na wyporność (około 12000 ton) powinny być klasyfikowane bardziej jako krążowniki.

Potwierdziła to organizacja CSIS, odnotowując na terenie stoczni Jiangnan znaczącą aktywność w zakresie budowy i wyposażenia okrętów, w tym pięciu niszczycieli typu 052D (które mają być odpowiednikami amerykańskich okrętów klasy AEGIS) i co najmniej dwóch niszczycieli/krążowników typu 055. Wynika z tego, że to właśnie w tym miejscu tworzone są główne narzędzia przyszłej ekspansji chińskiej marynarki wojennej na oceanach. Chińczycy się z tymi planami zresztą nie kryją, o czym mogą świadczyć niektóre wystąpienia chińskiego prezydenta Xi Jinpinga.

W czasie jednego ze swoich przemówień (w kwietniu 2018 r., na pokładzie zbudowanego w Jiangnan niszczyciela „Changsha” typu 052D) zaznaczył on wyraźnie, że zbudowanie silnej marynarki wojennej nigdy nie było tak pilne dla Chin. Prezydent Xi Jinping postawił jednocześnie admiralicji zadanie, aby chińska flota przekształciła się w siłę rangi światowej. Efektem takiej polityki było np. wprowadzenie w 2016 roku w Chinach osiemnastu okrętów, a w 2017 roku czternastu kolejnych jednostek pływających. W tym samym okresie Amerykanie wzbogacili swoją flotę „tylko” o 13 okrętów.

Ostatecznie w 2018 roku chińska marynarka wojenna posiadała już ponad 300 jednostek pływających. Co więcej, ta liczba w ciągu najbliższych piętnastu lat ma się zwiększyć do aż 430 okrętów nawodnych i 100 okrętów podwodnych. Dla porównania, U.S. Navy miała w 2018 roku 287 okrętów, Royal Navy – 75 okrętów, a australijska marynarka wojenna tylko 48.

image
Anteny radarów wkomponowane w nadbudówki chińskich okrętów to znak, że Chiny mają już swój odpowiednik amerykańskiego systemu walki AEGIS. Fot. M.Dura

Amerykańskie zaplecze stoczniowe – słabość U.S. Navy

Jak na razie Amerykanie uważają, że nawet jeżeli pod względem liczby niszczycieli i fregat Chiny przeganiają Stany Zjednoczone, to i tak Stany Zjednoczone jeszcze długo będą dysponować wyraźną przewagą jakościową i wypornościową (przewaga wypornościowa wynika z wykorzystywania przez U.S. Navy lotniskowców o wyporności około 100 000 ton). Z drugiej jednak strony, w USA wskazywane są te dziedziny, gdzie ta przewaga nie jest aż tak widoczna i może zostać szybko zniwelowana. Jedną z nich ma być przemysł stoczniowy, który według analityków jest w Stanach Zjednoczonych bardzo mocno niedoinwestowany.

I nie chodzi tu o zdolność do budowy nowych jednostek pływających, ale o remonty (w tym doraźne) tych, które już wprowadzono do służby. Amerykanie bez litości przypominają np., jak długo ciągnęły się naprawy dwóch niszczycieli typu Arleigh Burke, które doznały uszkodzeń w czasie kolizji na Pacyfiku 17 czerwca 2017 r. oraz 21 sierpnia 2017 r. Obecnie ocenia się że tylko 30% okrętowych zadań remontowych i modernizacyjnych jest zrealizowanych w terminie. Naprawa tej sytuacji może według analityków trwać w Stanach Zjednoczonych nawet 19 lat – oczywiście, jeśli podejmie się w tym celu odpowiednie kroki. A muszą one zostać podjęte, ponieważ plany rozbudowy floty zakładają zwiększenie liczby jednostek pływających w U.S. Navy do 2048 r. z obecnych 285 okrętów do 355.

Tymczasem Amerykanie pamiętają raport kongresowego biura budżetowego (CBO) z października 2018 r. oceniający, że dla osiągnięcia tego celu, marynarka wojenna Stanów Zjednoczonych musiałaby mieć budżet na budowę okrętów o 80% większy niż średnia takich budżetów przydzielanych przez ostatnie 30 lat. Przy obecnej polityce cięcia kosztów bardziej prawdopodobne jest więc kolejne przedłużanie życia swoim niszczycielom, krążownikom i okrętom podwodnym. Wymaga to jednak posiadania odpowiedniego, stoczniowego zaplecza remontowego i modernizacyjnego.

Sytuację pogarsza fakt, że Chińczycy powoli doganiają Amerykanów również jeżeli chodzi o jakość rozwiązań zastosowanych na pokładach ich okrętów. Jeżeli więc w 2010 roku tylko 50% chińskich jednostek pływających było ocenianych jako nowoczesne, to siedem lat później było to już 70%. W takim skoku technologicznym pomaga prowadzona przez Chińczyków ciągła analiza nowych rozwiązań wprowadzanych m.in. w amerykańskiej marynarce wojennej. To właśnie prawdopodobnie dlatego chińska flota nie skopiowała niszczycieli typu Zumwalt, które uznano w Pekinie za nieudany eksperyment, ale zainwestowała w budowę bardziej klasycznego „krążownika” typu 055. Gdyby Chińczycy posiadali takie same rakiety, jakie mają Amerykanie, to być może powstałby w ten sposób okręt o możliwościach większych, niż starzejące się amerykańskie krążowniki typu Ticonderoga.

image
Niszczyciele typu Zumwalt nie znalazły uznania u Chińczyków i nie zostały skopiowane. Fot. US Navy

Dużym utrudnieniem dla Amerykanów jest umiejętność kamuflowania przez Chiny swoich działań. To właśnie m.in. z tego powodu Chińczycy przenieśli stocznię Jiangnan z centrum Szngahaju na jedną z bardziej odseparowanych wysp na peryferiach tego miasta. O ile więc cywilnym, amerykańskim obserwatorom udało się wykryć budowę dużego, oceanicznego lodołamacza „Xue Long 2” (co miało być dowodem na „arktyczne” ambicje chińskich władz), o tyle jednocześnie „stracili z oczu” drugi i trzeci lotniskowiec (typu 002, prawdopodobnie wyposażany w katapulty elektromagnetyczne). A ten miał być samodzielnie budowany przez Chińczyków właśnie w stoczni Jiangnan.

Ukrywanie swoich zasobów wojskowych jest zresztą od dawna cechą chińskiej polityki informacyjnej. Chińczycy wprowadzają więc w błąd obserwatorów nie tylko wyolbrzymiając swoje osiągnięcia, ale również je ukrywając. Zdarzały się więc przypadki, gdy prototypy samolotów były fotografowane w kamuflażu jednostek bojowych za każdym razem z różnymi numerami. W ten sposób bardzo trudno było stwierdzić, czy te nowe samoloty zostały oddane do użytku, czy też nie.

Jak przebiega przemiana chińskiej floty przybrzeżnej w oceaniczne siły morskie?

Rozbudowa sił okrętowych jest związana całkowitą zmianą chińskiej strategii militarnej. Wcześniej Wojenno-Morskie Siły Narodowo-Wyzwoleńczej Armii Chin były traktowane o wiele gorzej niż lotnictwo i wojska lądowe. Dlatego chińska marynarka wojenna, pomimo stosunkowo dużej liczby okrętów, była zdolna jedynie do działania na morzach przybrzeżnych – i to dosłownie. Nie zakładano natomiast tworzenia typowych sił oceanicznych, mogących „rywalizować” z flotą amerykańską i radziecką - a nawet japońską. Nie sprzyjał temu również fakt, że początkowo większość chińskich okrętów była pozyskiwana w ramach współpracy ze Związku Radzieckiego (a więc z zasady była co najmniej jedną generację „do tyłu”).

Wraz z ochłodzeniem się stosunków z władzami komunistycznymi w Moskwie w połowie lat pięćdziesiątych Chińczycy zostali zmuszeni do samodzielnego projektowania i budowania jednostek pływających. Początkowo robiono to w oparciu o radzieckie konstrukcje, ale już w połowie lat osiemdziesiątych pojawiły się pierwsze, chińskie projekty – nawet w tak trudnych dziedzinach, jak budowa okrętów podwodnych.

image
Chińczycy przez lata do perfekcji opanowali umiejętność kopiowania zachodnich systemów uzbrojenia i montowania ich na swoich okrętach. Na zdjęciu wielolufowy zestaw artyleryjski Type 730 kalibru 30 mm - odpowiednik holenderskiego systemu Goalkeeper. Fot. M.Dura

Chińczycy umiejętnie korzystali przy tym z wiedzy innych krajów, kupując lub wykradając potrzebne technologie zarówno jeżeli chodzi o same jednostki pływające, jak i ich wyposażenie. Przy okazji budowano własne zdolności, które dawały chińskim politykom coraz więcej nadziei na wyjście poza wody przybrzeżne i rywalizowanie z takimi, niedoścignionymi wcześniej potęgami morskimi jak marynarka wojenna Japonii.

Ostateczny kierunek rozwoju chińskich sił morskich został wyznaczony na 18. kongresie partii komunistycznej w 2012 r. To właśnie wtedy ówczesny prezydent Hu Jintao wezwał, by Chiny stały się „potęgą morską zdolną do samodzielnej ochrony swoich morskich praw i interesów”. Stanowisko to zostało uwzględnione w ogłoszonym w 2015 roku dokumencie „Chińska Strategia Wojskowa”. Wskazano tam, m.in. na wielkie znaczenie jakie musi być przywiązane do „zarządzania morzami i oceanami oraz do ochrony praw i interesów morskich”.

Na efekty takich działań nie trzeba było długo czekać. Wystarczy tylko przypomnieć, że zgodnie z opracowaniem amerykańskiego think tanku Rand Corporation „The US-China military scorecard” w 1996 roku chińska marynarka wojenna składała się z 57 niszczycieli i fregat, z których tylko trzy miały pociski „ziemia-powietrze” - zdolne teoretycznie do zwalczania niskolecących (sea-skimmer) rakiet przeciwokrętowych. Nie lepiej było w przypadku sił podwodnych, w których trze czwarte okrętów należało do opracowanego w latach pięćdziesiątych projektu 633 (wg. NATO typ Romeo). Obecnie Chiny pod względem liczebności mają flotę większą niż Amerykanie – bo liczącą ponad 300 jednostek pływających.

image
Lotniskowiec USS “Ronald Reagan” na Morzu Wschodniochińskim 10 października 2018 roku.. Fot. S.Myers/US Navy

Jak Chińczycy budują nową flotę?

Z tą „nową” marynarką wojenną Chińczycy chcą działać etapami. Zaczęło się w 1997 roku, gdy Chiny poinformowały o odejściu od starej  doktryny „obrony wybrzeża” i przejściu do nowej strategii „aktywna obrona sąsiednich mórz”. Było to związane m.in. z ograniczaniem swoich sił w Azji przez Amerykanów (opuszczenie Filipin i zmniejszenie kontyngentów wojskowych w Japonii oraz Korei Południowej) oraz Rosjan (którzy wycofali się z Wietnamu i Laosu).

Chińczycy zaczęli więc wzmacniać swoje możliwości bojowe, jeżeli chodzi o działania przybrzeżne - przygotowując się do przejęcia pełnej kontroli na Morzu Południowochińskim i Morzu Wschodniochińskim. Głównym narzędziem mają być w tym przypadku korwety typu 056 (według NATO typu Jiangdao) o wyporności 1500 ton, których już wprowadzono 41, a których ma powstać w sumie 60.

Równolegle, choć wolniej, Chińczycy szykują flotę większych jednostek pływających z krążownikami typu 055, które są już wyraźnie nastawione na działania oceaniczne. Wszystkie takie okręty mają być z zasady zdolne do prowadzenia samodzielnie skutecznej obrony przeciwlotniczej, przeciwrakietowej i przeciwtorpedowej. Na ich pokładzie wdrażane są więc technologie dostępne tylko dla najnowocześniejszych sił morskich świata – w tym dwupasmowe radary z antenami ścianowymi zabudowanymi na stałe w nadbudówkach i ścianach masztów oraz rakietowe wyrzutnie pionowego startu.

Niejako przy okazji Chińczycy zaczynają również dominować na cywilnym rynku stoczniowym. Odnotowano ogromny skok w tej dziedzinie o czym świadczy prawie czterdziestokrotny wzrost tonażu zbudowanych statków handlowych od 1996 roku (1 milion ton) do 2011 roku (39 milionów ton). Pomimo kryzysu na rynku Chiny stały się obecnie największym producentem statków na świecie opanowując ponad 36% światowego rynku (z tonażem zbudowanych jednostek pływających większym niż 23,7 miliona ton). Dla porównania według danych z 2017 roku wcześniejszy lider w tej dziedzinie – Korea Południowa to obecnie „tylko” 34,4% (22 miliony ton) a Japonia to 20% (13,1 miliona ton).

Mając takie zaplecze stoczniowe Chińczycy mogą rzeczywiście zacząć myśleć o uzyskaniu dominacji na oceanach. Pomóc w tym może m.in. zbudowanie w 2018 r. największego na świecie tankowca „Navigator-Aurora” i w 2018 r. wielkiego lodołamacza „Xue Long 2”. Co ciekawe Chiny przyjęły zupełnie inną niż Amerykanie strategię działania i nie rozdzielają produkcji wojskowej od cywilnej. Stocznia Jiangnan produkuje więc zarówno okręty, jak i różnego rodzaju statki. W ten sposób z rynku cywilnego zdobywane są środki finansowe na badania i konstruowanie zupełne nowych okrętów.

Tymczasem tak potężne zakłady stoczniowe w Stanach Zjednoczonych jak Huntington Ingalls Industries specjalizują się głównie w budowie lotniskowców (obecnie typu Gerald R. Ford) i okrętów podwodnych z napędem atomowym. Podobnie wąską specjalność ma stocznia General Dynamics Electric Boat, dostarczająca dla US Navy atomowe okręty podwodne. Ograniczenie wojskowych zamówień rządowych automatycznie powoduje więc problemy finansowe, których Chińczycy przy swoim sposobie działania nie mają.

To myślenie ekonomiczne jest widoczne w przypadku chińskiej marynarki wojennej również w klasach wprowadzanych okrętów. O ile więc Amerykanie w pewnym momencie zrezygnowali z fregat (próbując je później zastąpić okrętami do działań przybrzeżnych typu LCS), o tyle Chińczycy nigdy nie popełnili takiego błędu. Dzięki temu nie muszą oni wykorzystywać do działań przybrzeżnych i operacji pokojowych (np. zwalczania piractwa) kosztownych w budowie i eksploatacji niszczycieli np. typu 052D o wyporności 7000 ton, ale mogą stosować tańsze fregaty typu 054A (według NATO typu Jiangkai II) o wyporności 4100 ton (których jest w tej chwili ponad 20 sztuk).

image
Chińczycy już pobili Amerykanów w liczbie fregat i niszczycieli. Na zdjęciu fregata typu 054A „Yiyang”. Fot. M.Dura

O chińskich planach działania w oddaleniu od własnych baz mogą świadczyć również realizowane obecnie projekty budowy dużych okrętów desantowych i lotniskowców. Szczegóły dotyczące tych jednostek pływających nie są niestety znane, ale wiadomo, że w obu przypadkach chodzi o zupełnie nowe okręty, które mają posiadać najnowocześniejsze rozwiązania techniczne (jak chociażby katapulty elektromagnetyczne w przypadku lotniskowców).

image
Jak na razie Chiny nie posiadają jeszcze odpowiedniej floty desantowej by zaatakować Tajwan. Jak na razie. Fot. mil.ru

Podobnie jest w przypadku desantowców, które mają w pierwszej kolejności pomóc Chińczykom w rozwiązaniu siłowym sporów o wyspy. Chiny planują oprzeć swoje okrętowe zespoły ekspedycyjne na dwóch typach takich jednostek pływających. Pierwszy z tych okrętów typu 071 (według NATO typu Yuzhao) to klasyczna jednostka amfibijna o wyporności około 20000 ton, która może transportować do czterech śmigłowców oraz nawet ośmiuset żołnierzy. Chińczycy mają w tej chwili cztery takie okręty gotowe do działań, a co najmniej jeden dodatkowy już został zwodowany.

Zupełnie nową konstrukcją maja być śmigłowcowce-doki typu 075, które będą miały wyporność dwukrotnie większą niż typ 071. Jednostki te będą prawdopodobnie przypominały amerykańskie śmigłowcowce typu America i Wasp. Chińczycy poinformowali, że okręty typu 075 będą mogły transportować nawet do 30 helikopterów bojowych. Przypuszcza się jednak, że będą to również pierwsze chińskie jednostki zdolne do przyjmowania i startu samolotów wielozadaniowych pionowego startu i lądowania.

Z czego wynika nowa strategia morska Chin?

By zrozumieć z czego wynika tak usilne parcie Chińczyków do zbudowania oceanicznej marynarki wojennej należy wziąć pod uwagę kilka czynników, a w tym uwarunkowania geograficzne, historyczne, kulturowe oraz teorię pięciu kręgów. Geograficzne „poczucie ważności” Pekinu wynika z faktu, że Chińska Republika Ludowa zajmuje powierzchnię 9,597 kilometrów kwadratowych – jest więc trzecim na świecie krajem pod względem wielkości. Wiąże się to również z posiadaniem: bardzo długiej linii brzegowej stykającej się z Morzem Żółtym, Wschodniochińskimi i Południowochińskim i aż 6000 wysp rozproszonych na chińskim obszarze morskim.

I to właśnie od wysp zacznie się najprawdopodobniej chińska ekspansja na morzach. Już w tej chwili trwa spór o wyspy Spratly (Nansha) na Morzu Południowochińskim, do których przyznają się Chiny, Malezja, Filipiny, Wietnam oraz Brunei. Chińska Republika Ludowa działa również metodą faktów dokonanych w odniesieniu do Wysp Paracelskich na Morzu Południowochińskim, przeciwko czemu protestuje Wietnam. Spór japońsko-chińsko-tajwański toczy się także w odniesieniu do zajętych w tej chwili przez Japonię wysp Senkaku (Diaoyu) na Morzu Wschodniochińskim.

image
Już niedługo chińska flota wojenna może być zdolna do działań oceanicznych. Fot. mil.ru

We wszystkich tych konfliktach chodzi przede wszystkim o prawo do eksploatacji bogactw naturalnych na wodach otaczających poszczególne archipelagi. Złoża ropy naftowej są np. w okolicach wysp Senkaku. Ale równie ważny jest prestiż, ponieważ przejęcie spornych wysp przez Chiny oznaczałoby, że morza Wschodniochińskie i Południowochińskie stałyby się chińskimi morzami wewnętrznymi.

Ten prestiż to - wbrew pozorom - bardzo ważny czynnik wpływający na politykę Pekinu, wynikający zresztą z charakteru Chińczyków, ich kultury oraz historii. Trzeba bowiem pamiętać, że przez stulecia Chińczycy byli i czuli się mieszkańcami najważniejszego i jednego z najstarszych państw na Ziemi, traktując resztę ludzi jak barbarzyńców. Nieprzypadkowo Chiny w języku chińskim określa się terminem „Zhongguo” (Środkowe Królestwo - centrum świata) lub terminem „Tianxia” (świat, wszechświat).

To poczucie „cywilizacyjnej wyższości” jest widoczne w postępowaniu chińskich przywódców i w psychice Chińczyków. Nadal nie mogą oni zapomnieć, że w 88 roku naszej ery Chiny kontrolowały jedno z największych imperiów, jakie kiedykolwiek znał świat. Późniejsi przywódcy wielokrotnie wyrażali swoje aspiracje odzyskania „utraconych terytoriów” (do których zalicza się Tajwan, Peskadory, Birmę, Annam, Borneo, Wyspy Sulu, Jawę, Cejlon i Nepal) i mają głęboko zakorzenioną w podświadomości niechęć do akceptacji granic zewnętrznych.

W dobie globalizacji bardzo trudno jest jednak rozszerzać swoje terytorium lądowe kosztem sąsiadów. W tej sytuacji akweny morskie i oceaniczne mogą stać się nowym i mniej „niebezpiecznym politycznie” polem ekspansji dla Chin. Być może dlatego koniec XX i początek XXI wieku był bardziej morski niż kiedykolwiek w przeszłości. Sprawa jest jednak niebezpieczna, ponieważ chińscy przywódcy wciąż wierzą w skuteczność użycia siły. Doskonale pamiętają, że ten rodzaj reakcji na problemy dał np. „właściwy” efekt na Placu Tiananmen w 1989 roku.

Atak wojska na demonstrantów nie tylko bowiem przestraszył na długo siły opozycyjne, ale również przyczynił się w jakiś sposób do wzrostu gospodarczego i stabilności finansowej. Armia stała się bowiem najważniejszą instytucją w Chinach, kierującą tysiącami zakładów przemysłowych oraz mającą wielki wpływ polityczny i ekonomiczny. Ta armia wraz z reklamowanym wszędzie kultem kraju, w którym pojedyncza osoba musi się poświęcić dla ojczyzny, stwarza zagrożenie, że Chiny będą w stanie przekształcić się w coś, co będzie bardziej niebezpieczne niż obecnie.

Władzom w Pekinie pomoże niewątpliwie fakt, że dla Chińczyków brutalna przemoc wobec własnych obywateli w celach politycznych nie jest tym samym problemem co np. w krajach zachodnich. W ChRL obywatele nie są po prostu tak ważni jak w państwach europejskich. Jest to zresztą tradycyjne podejście, o czym świadczy nie używanie w stosunku do nich pojęcia „mieszkańcy”, ale terminu „ren-kou” (usta do nakarmienia).

Widać to było nie tylko w czasie krwawego rozpędzenia demonstrantów na placu Tiananmen, ale również wcześniej, np. podczas wojny granicznej z Wietnamem w 1979 r. Chiny wykazały wtedy szokującą obojętność na życie swoich obywateli tracąc 70 tysięcy zabitych żołnierzy w ciągu trzydziestu dni walk. Chińscy generałowie zupełnie się tym nie przejmowali, uznając te straty za dopuszczalne. Tak samo może być w przypadku ewentualnych konfliktów o wyspy, w tym o Tajwan. Dodatkowo nie ma powodu, by sądzić, że Chiny będą bardziej zainteresowane życiem swoich wrogów niż swoich własnych żołnierzy. Dlatego ChRL może być bardziej podatna na lokalne użycie broni masowego rażenia niż kraje zachodnie.

Agresja w obronie własnych obywateli

Myślenie o pozyskaniu nowych terytoriów wynika również ze zbliżających się problemów z wyżywieniem ludności. Pamiętajmy, że posiadając 7% światowych powierzchni uprawnych gruntów Chiny muszą obecnie wyżywić ponad 22% światowej populacji. Dodatkowo, o ile liczba Chińczyków jest z roku na rok coraz większa, o tyle powierzchnia upraw rolnych systematycznie maleje (nie tylko przez urbanizację i industrializację, ale także przez zanieczyszczenie przemysłowe i rolnicze).

Powodem do zmartwienia dla krajów sąsiadujących z Chinami mogą być również Chińczycy mieszkający poza chińskim terytorium, szczególnie w Azji Południowo-Wschodniej i Oceanii. Te związki z rodakami nie powinny oczywiście dziwić, ale mogą martwić. Chińczycy przez swoją pracowitość i zorganizowanie tworzą bowiem w wielu krajach najbogatszą część ludności, która bardzo często prowokuje agresję pierwotnej populacji. Przykładem może być Indonezja, gdzie mniejszość chińska jest ofiarą regularnych prześladowań. Istnieje wiec możliwość, że pod pretekstem obrony swoich rodaków Chińczycy mogą zająć jakieś terytoria. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że od 1982 r. chińska konstytucja obiecuje „chronić prawa i interesy obywateli chińskich za granicą”.

W Chinach powstała nawet tzw. „teoria pięciu kręgów”. Dwa pierwsze mają się znajdować na terytorium Chińskiej Republiki Ludowej. Najważniejszy z nich leży na wschodzie kraju z jedną trzecią terytorium i 1,1 miliarda mieszkańców (95% chińskiej populacji). Drugi krąg to przedmieścia Chin z około 120 milionami mieszkańców.

image
Bardzo ważną rolę w polityce Chin ogrywa silna, chińska diaspora w takich krajach jak np. Singapur. Fot. M.Dura

Trzy ostatnie kręgi to terytoria leżące poza Chinami. Najbliższe są regiony, w których istnieje silna, chińska diaspora. Jest wśród nich Tajwan (z 21 milionami Chińczyków), półwysep Indochiński z Singapurem (75% ludności to Chińczycy) i Filipiny, gdzie żyje ponad 30 milionów Chińczyków. Należy podkreślić, że mniejszości te są bardzo zjednoczone kulturowo oraz wyróżniają się ekonomicznie i technologicznie.

Czwarty krąg to kraje z niewątpliwie wielkim wpływem cywilizacji chińskiej (np. Japonia, Korea Północna i Południowa oraz Wietnam), a piąty to cała Azja i Pacyfik z chińską diasporą. Zjednoczenie tych pięciu kręgów jest marzeniem coraz większej liczby Chińczyków. I jeżeli takiego połączenia nie można zrobić militarnie, to można je powoli realizować ekonomicznie. Chińska armia będzie natomiast gwarantem, że to co już się zdobędzie nikt już nie będzie mógł odebrać.

Co dalej z chińską marynarką wojenną?

Zmiany wprowadzane od 30 lat w wojskowej strategii Chin zostały zapoczątkowane przede wszystkim wnioskami z wojny w Iraku w 1991 roku. Chińczycy byli zaszokowani skutecznością ataków lotniczych i możliwościami rakiet manewrujących oraz samolotów stealth. To właśnie wtedy w Pekinie zrozumiano, że wielka armia ze starymi czołgami jest całkowicie bezużyteczna w stosunku do nowoczesnej technologii.

Ruszyła więc modernizacja chińskich sił zbrojnych, której zakres jest cały czas utajniony, m.in. przez ukrywanie rzeczywistego budżetu wojskowego. Efekty tego już są, o czym świadczy opinia niektórych specjalistów, że Chiny są coraz bliżej zakończenia przygotowań do zbrojnego przejęcia Tajwanu. Gotowe do tego jest już chińskie lotnictwo zdolne do uzyskania przewagi w powietrzu oraz siły powietrzno-desantowe. Swoje plany realizuje również chińska marynarka wojenna – szczególnie jeżeli chodzi o okręty desantowe.

Z deklaracji polityków w Pekinie wynika jednak, że Tajwan wcale nie jest jedynym celem ich działań. Widać to m.in. w ujawnionej przez byłego szefa sztabu chińskiej marynarki wojennej, admirała Liu Huaginga tzw. strategii dwóch łańcuchów wysp. Pierwszy etap już jest realizowany i ma się zakończyć przejęciem kontroli nad wyspami Senakaku, Spratly i Paracelskimi. Drugi etap jest bardziej ambitny, ponieważ zakłada uzyskanie zdolności do działania na Pacyfiku w odległości ponad 10 000 km wybrzeża Chin (a więc na obszarze, w którego wnętrzu jest Japonia i Filipiny).

image
Jak na razie obecność amerykańskich zespołów okrętowych ma Morzu Wschodniochińskim wystarcza do uspokojenia sytuacji. Fot. US Navy

Potrzebne są do tego lotniskowce i nowoczesne samoloty pokładowe, ale w tych dziedzinach Chińczycy robią coraz większe postępy. Wzbudza to niepokój wśród państw wyspiarskich (głównie Japonii), które są całkowicie uzależnione od handlu drogą morską. Może się bowiem zdarzyć, że statki handlowe będą zmuszone płynąć przez akweny całkowicie kontrolowane przez flotę chińską. Jakie to może przynieść problemy w małej skali przekonali się Ukraińcy, którym Rosjanie zablokowali dostęp na Morze Azowskie.

Przygotowania do chińskiej ekspansji są widoczne nie tylko w planach rozwojowych chińskiej armii ale również w dwóch innych obszarach:

  • przygotowaniu terenu;
  • tworzenie nowego wizerunku Chin.

O działaniach Chin w tym pierwszym obszarze jako pierwsi głośno zaczęli mówić Japończycy. Od kilkunastu lat wskazują oni, że od jakiegoś czasu chińskie statki oceanograficzne prowadzą badania na japońskich akwenach morskich, daleko od własnego terytorium. W Tokio potraktowano to jako zagrożenie, uważając, że może to być przygotowanie do przyszłych działań chińskiej marynarki wojennej, zwłaszcza okrętów podwodnych.

Zaniepokojenie wzbudziły również plany budowy przez Chińczyków satelitarnego systemu oceanicznego, który oficjalnie miał służyć do badań cywilnych, w tym do kontroli środowiska morskiego. Wszyscy jednak zdają sobie sprawę, że wysłanie na oceany okrętów podwodnych, a także większych okrętów nawodnych, wymaga systemu łączności satelitarnej.

Jako przygotowanie do przyszłych działań można również potraktować przejęcie przez Chińczyków (konsorcjum Hutchison Whampoa) kontroli nad Kanałem Panamskim. Dopiero wtedy przypomniano sobie w Stanach Zjednoczonych, że w czasie wojny w Wietnamie to właśnie tą drogą przeszło 75% zaopatrzenia dla amerykańskich wojsk.

Chińska Republika Ludowa w ogóle bardzo dobrze wykorzystuje strategiczną koniunkturę globalną, aby zabezpieczyć i wzmocnić swoje interesy oraz pozycję. Władze w Pekinie próbują kontrolować sytuację także w pojedynczych krajach, reagując i zmieniając ją za pomocą różnych metod. Jest to zresztą proces, który trwa nieprzerwanie od 1949 roku. Szacuje się, że od tego czasu Chiny dostarczyły różnego rodzaju pomoc wojskową (szkolenia, doradców, wojskowe projekty budowlane, lotniska, fabryki, arsenały marynarki wojennej, broń osobistą, licencjonowane umowy produkcyjne i ciężki sprzęt) dla ponad 40 krajów i 29 ruchów rewolucyjnych oraz walczących mniejszości narodowych.

image
Wizyty chińskich okrętów w takich krajach jak Polska mają ocieplić wizerunek tego państwa, a jednocześnie pokazać go, jako rzeczywistą potęgę militarną. Fot. M.Dura

Ponad 23 państwa otrzymały chińskie okręty wojenne. Od czasu trzech konfliktów, w których Chiny były głównym dostawcą broni (konflikt w Kambodży, rywalizacja między Indiami i Pakistanem oraz wojna w Iraku i Iranie) niektórzy badacze szukali i analizowali powiązania między eksportowaną bronią a regionalną przemocą. Stwierdzono, że Chiny eksportując broń do obszarów konfliktowych (np. Kambodży, Laosu lub Birmy) mogą przedłużyć te konflikty i skorzystać z nich (na przykład wysyłając tam okręty, by oficjalnie uspokoić sytuację).

W tych działaniach pomaga nowy obraz Chińskiej Republiki Ludowej, który jest rozpowszechniany przez różnego rodzaju stowarzyszenia i organizacje przyjazne władzom w Pekinie. Wskazują one w pierwszej kolejności, że kontakty z Chinami dają wymierne korzyści ekonomiczne, a reformy społeczne prowadzone w tym kraju coraz bardziej zbliżają go do tego, co można napotkać w państwach zachodnich.

Osiągnięto już w tych działaniach dwa sukcesy. Po pierwsze, Chiny nie zostały zaliczone do tzw. „krajów bandyckich” (rogue states) pomimo łamanie praw człowieka, agresywnych kroków czynionych wobec sąsiednich krajów oraz prowadzenia „niejasnej” działalności gospodarczej (związanej np. ze szpiegostwem i kradzieżą własności intelektualnej). Po drugie, lobby chińskie już doprowadziło do zmniejszenia się zaangażowania Amerykanów wobec Tajwanu.

Jest prawie pewne, że w XXI wieku Chiny będą oficjalnie stosować niezależną i stabilną politykę dyplomatyczną wskazując, że jej celem jest przede wszystkim pokój i rozwój swojego kraju. Dopóki Chińczycy będą działali zgodnie z zasadą Sun Tzu „Wygraj bez walki” nie będzie problemu. Sytuacja zmieni się niebezpiecznie, gdy w tym trzywyrazowym powiedzeniu zmienione zostanie drugie słowo.

KomentarzeLiczba komentarzy: 85
easyrider
niedziela, 27 stycznia 2019, 17:46

Czy tu jest coś zaskakującego? Ktoś naprawdę wierzy, że nasza cywilizacja "bezstresowych dzieci", bio-eco-bezglutenowych "wojowników" będzie w stanie prowadzić równorzędną rywalizację z Chinami, przyszłym światowym liderem?

Napoleon
sobota, 26 stycznia 2019, 21:34

@KCh, nie ma pewności, że któraś strona zdecyduje się na wojnę. To nie te czasy. Wystarczy popatrzeć ile USA kosztowały małe wojenki i wszystko będzie jasne. USA z pewnością chętnie pchnęłyby Tajwan czy kogoś innego na wojenke, by chwilowo osłabić Chiny, ale same na otwartą konfrontacje nie są gotowe. W drugą stronę Chiny też nie. Handel światowy dla Chin to Malakka, Suez, Gibraltar itd. Nie mają floty ekspedycyjnej i sojuszników w tych miejscach by móc kontrolować handel morski. Problem jest raczej w tym, że co się stanie z regionem morza Południowo Chińskiego. Tam już kraje mają więcej interesów wspólnych z Chinami niż USA. Łącznie z Japonią i Australią. USA boji się, że stracą wpływy na decyzje tych krajów. Jeśli dodatkowo Chiny przebiją się lądem do Europy i opanują Malakke to mamy koniec zabawy w hegemona światowego, bo będą mieli drogę po surowce z zatoki Perskiej i Afryki, a NATO wiele im nie podskoczy. Gra jest poważna, ale jeśli Chiny zdobędą wpływy i dominacje w Azji to będzie po zabawie w wójka Sama.

Tim
sobota, 26 stycznia 2019, 21:30

Jeden z Panów przytoczył prezydenta Hardinga jako jednego z wielu nieistotnych prezydentów. Chciałby w takim razie Pana uświadomić, że swoimi dokonaniami ekonomicznymi przewyższył znacznie przytaczanego przez Pana prezydenta Ronalda Regana. Żaden inny prezydent USA nigdy wcześniej jak i później nie zbliżył się do takich osiągnięć. Objął urząd o ile pamiętam w 1921 roku w trakcje największego kryzysu gospodarczego (kryzys 1920r) jaki dotknął USA kiedykolwiek. Znacznie głębszego niż ten z 1929r i 2008r po dwóch latach jego rządów gospodarka była w stanie lepszym niż przed kryzysem!!! Ten człowiek był geniuszem ekonomi i polityki. Powinno się na uczelniach wykładać jak prowadzić gospodarczo państwo aby likwidować kryzysy ekonomiczne a przede wszystkim do nich nie dopuszczać. Tak więc zachęcam do czytania o prezydencie Hardingu bo jest o kim. Najlepiej jego przemówienia bo to doskonałe darmowe wykłady o tym jak powinno działać doskonale kierowane państwo... Mam nadzieję, że kiedyś polska doczeka się takiego męża narodu jak prezydent Harding. Pozdrawiam.

Gulden
sobota, 26 stycznia 2019, 19:22

Nie wiem,może się mylę.Ale tak na logikę biorąc.ILE kosztowałaby budzet RP,budowa nie wiem,fregaty,korwety,czy co tam na chwilę obecną potrzebujemy dla MW.A budowanej w Chinach.Nie mówię tu o w PEŁNI wyposażonej jednostce,począwszy od radarów,skończywszy na uzbrojeniu.Po prostu.Kadłub,siłownia,elektronika,by to umiało się w miarę się poruszać po morzu.Kwestia dozbrojenia,wyposażenia w odpowiednie systemy(swoje,lub kupione z zachodu)byłaby of course naszą domeną.Patrząc na to jak "budujemy"u siebie okręty,warte to chyba do zastanowienia.Jeśli okręt,idący na złom,z Australii,PRZEWYŻSZA wszystko co mamy na stanie w MW,to w sumie o czym tu gadać?A kangury dawały KOMPLETNY okręt do sprzedaży.Z uzbrojeniem.Może naiwny jestem.Zamówić i chińczyków dany typ okrętów,które potrzebujemy.Zrobią raz-dwa.Dozbroić,doposażyć we wszystko co potrzebne u siebie.Marynarzy mamy.I niech pilnują Polski,Ojczyzny Naszej,wspólnej.Pytanie konkretne.SKĄD kasa na to?A skąd niby kasa na budowę przez 20 lat Gawrona/Ślązaka?

KCh
sobota, 26 stycznia 2019, 13:27

Jest coś nie pojętego w tym, że Chiny startując z tak niskiego pułapu w okresie 30-40 lat dogoniły świat. Sprowadzanie tego tylko do taniej siły roboczej i resentymentu mocarstwowego to zbyt duże uproszczenie. Przywódcy Chin mają wizję i krok po kroku, systematycznie ją realizują. Patrząc na Europę, faktycznie jest coś dysfunkcyjnego w naszym systemie i przyjętym modelu rozwoju jaki sobie narzuciliśmy po 1945r. W mniejszym stopniu problem dotyczy USA, choć ostatnio przybiera na sile wraz z upodabnianiem się USA do Europy - szczególnie po wprowadzeniu obowiązkowej służby zdrowia co w bardzo szybkim tempie pogarsza kondycję gospodarki amerykańskiej potwornie ją zadłużając i zwiększając presję na redukcję budżetu wojskowego, co tylko przyspieszy erozję potęgi tego kraju likwidując status supermocarstwa. Dlaczego 'kraje cywilizacji zachodniej' nie mogą startując z obecnego miejsca wykonać skoku technologicznego na miarę Chin? Przecież startujemy z o wiele wyższego poziomu, jesteśmy w sojuszach, itd. Odpowiedź jest jedna, przejadamy pieniądze zamiast je inwestować. System socjalny, opieka zdrowotna pochłania ogromne środki, przy okazji wpędzając nas w coraz większe zadłużenie. Ten system to utopia analogiczna do komunizmu. Marnujemy pieniądze które Chińczycy inwestują. Taka jest brutalna prawda. Tam nikt się ludźmi nie przejmuje, a mimo to mają dodatni przyrost populacji. W Europie pomimo przeróżnych form wsparcia dla rodzin, populacja maleje, jest również powoli zastępowana arabskimi imigrantami. Oba kontynenty - Europa i Ameryka Północna są w ogromnej defensywie. Europejczyków zalewają muzułmanie, Amerykanów zalewają meksykanie, nikt nie zalewa Chińczyków bo to oni zalewają innych. Jeśłi nie zmienią się aktualne trendy, czyli jeśli nie pojawią się politycy z jajami i nie porwą za sobą społeczeństw to tylko duża wojna może odwrócić ten trend który wiedzie nas do zwasalizowania względem Chin. Najbliższe 20-30 lat dadzą odpowiedź i ustanowią świat na najbliższe 100-200 lat.

KCh
sobota, 26 stycznia 2019, 12:11

Po prostu nieuchronnie zbliżamy się do kolejnej wojny, tym razem na Pacyfiku. Od rozstrzygnięcia której będzie zależał dalszy los świata. Nie musi to być wcale Wojna Światowa, ale krótka i szalenie intensywna wojna na wyniszczenie floty pomiędzy USA a Chinami. Kto uzyska wyraźną przewagę wygra konflikt i ustanowi swoje zwierzchnictwo na lata a może całe dziesięciolecia na Pacyfiku w rejonie Azji. Jeśli wygrają Chiny, uzyskają wolną rękę w rozszerzaniu swojej hegemoni na Azję. Kraje takie jak Japonia, Korea i Australia będą musiały się przeorientować geopolitycznie, a USA stracą pozycję supermocarstwa. Podobnie jak po I Wojnie Światowej tak i w tym wypadku już na drugi dzień po rozstrzygnięciu konfliktu zacznie się prawdziwy wyścig zbrojeń, który zakończy się najpewniej III Wojną Światową, w której może w ogóle nie być zwycięzców... Jeśli jednak jakimś cudem w pierwszej, ograniczonej fazie konfliktu zwyciężą USA. Nastąpi nałożeni ograniczeń na gospodarkę z zwłaszcza armię chińską, sankcje, cła, itd. Nastąpi zduszenie i wpędzenie w recesję gospodarki chińskiej, prawdopodobnie z próbą podziału Chin na mniejsze państewka. Po rozstrzygnięciu konfrontacji amerykańsko-chińskiej nikt przez następne stulecia nie będzie w stanie zagrozić pozycji nowego a być może nowego-starego hegemona...

Igor
sobota, 26 stycznia 2019, 00:20

Chiny to kolos na glinianych nogach. Za szybko chca dogonic zachod. Niemozna tak szybko sie rozwijac na wszystkich plaszczyznach. To jest rozwoj czyimś kosztem później sie to zemsci na nich. Jezeli maja cos osiagnac musza szybko dzialac dopóki maja na to srodki i zasoby ludzkie. Dla nich to wyscig z czasem na ktory niesa gotowi.

LNG second
piątek, 25 stycznia 2019, 19:52

Mocarstwo morskie (a takim jest dzisiaj USA, kiedyś GB) zawsze dąży do utrzymania równowagi na kontynencie euroazjatyckim. Potencjalnych balansujących jest kilku: Indie, Japonia, Rosja, a nawet Indonezja. Na razie trwa gospodarcza próba sił zapoczątkowana rok temu przez prezydenta Trumpa. Dopiero za rok będzie można powiedzieć w którą stronę to wszystko pójdzie, bo gospodarcze procesy przebiegają dość wolno. Moim zdaniem USA będą próbowały marginalizować Chiny w systemie gospodarczym, a Chiny będą parły do rozwoju technologicznego łożąc ogromne środki na rozwój nauk podstawowych i "okołotechnologicznych". Wielu komentatorów słusznie zauważa, że Zachód ma poważny problem ze swoją opieką zdrowotną (OZ). Chińczycy tysiące lat temu postawili na holistyczne podejście i leczą prostymi ziółkami całego człowieka z większości chorób, a Zachód podzielił medycynę i farmację na 120 lub więcej specjalności i leczy każdą chorobę z osobna. Pomijając, że takie podejście nie zawsze się sprawdza to jest ono po prostu bajecznie drogie, gdyż leki trzeba wymyślić, przeprowadzić badania, opatentować (kasa misiu kasa) i następnie leczyć każde z 120 schorzeń z osobna. Chiny inwestują w technologie typowo techniczne myśląc o następnych pokoleniach, a tymczasem Zachód większość pieniędzy łoży na badania biotechnologiczne czyli wymyślanie kolejnych chemicznych leków, na schorzenia które Chińczycy załatwiają ziołami za góra 100-200pln miesięcznie. To jest potencjalnie bardzo groźna sytuacja, bo na Zachodzie inwestuje się w to co się opłaca w przewidywalnym okresie czasu (komercja w OZ), a w Chinach mają program Made in China 2025, który ma za zadanie zapewnić techniczny skok cywilizacyjny.

LNG second
piątek, 25 stycznia 2019, 16:40

Trwa wojna gospodarcza na wielką skalę. Od początku 2018 r. USA przenoszą łańcuchy dostaw poza Chiny i zmniejszają zakupy w Chinach. To USA jak na razie kontrolują światowy ocean i kontrolują światową walutę. Ponieważ kontrolują te dwie rzeczy mogą w dużej mierze narzucać reguły handlu międzynarodowego czyli np. wyłączyć jakąś gospodarkę ze światowego obiegu gospodarczego. Do tego nadal kontrolują znaczną część nowoczesnych technologii w tym wojskowych. Każdy kto ma pojęcie o ekonomii wie, jak trudno jest awansować w łańcuchu dostaw z pozycji poddostawcy na pozycję "organizuję cały biznes, a poddostawcy pracują za małe pieniądze".

Davien
piątek, 25 stycznia 2019, 16:20

Panie komentator, o mozliwościach chińskiej elektroniki pokładwej najlepie swiadczy fakt ze ich najnowsze niszczyciele nie maja nawet odpowiednika AEGIS sprzed 30 lat a ich odstawowym ubrojeniem jest chińska kopia S-300F czyli HHQ-9 Elektronika wojskowa to cos zupełnie innego od pańskiego laptopa i nie jest produkowana w Chinach na licencji USA czy europejskich . Huawey leci z USA nie przez zaawansowanie techniczne, ale za powiazania z chińskim wojskiem i wywiadem, wiec nprawde nie wciskaj kitu.

PimPim
piątek, 25 stycznia 2019, 13:43

Chińska technologia, nauka i wywiad umożliwia im: samodzielną budowę stacji kosmicznej, wysyłanie robotów na księżyc, posiadanie najwiekszych na świecie centrów sekwencjonowanie i modyfikacji genomów, produkcji nowoczesnych superszybkich pociągów, samodzielnej budowy największych w historii projektów infrastrukturalnych, wykradanie najnowocześniejszych technologi oraz ich wdrażanie etc. etc. Ich możliwości rosną z roku na rok. Wzrost Chin przez ostanie 30 lat nie ma odpowiednika w historii świata. Nie dziwi więc, że Europejczykom i Amerykanom wydaje się, że Chiny są zacofane, po porostu nikt nie jest w stanie uwierzyć w to co Chiny osiągnęły w tak krótkim czasie. Jeszcze im troche brakuje do USA, ale tempo w jakim zamykają tą różnice jest przerażające. To tłumaczy politykę piwotu Obamy i agresywną politykę Trumpa.

Logik
piątek, 25 stycznia 2019, 01:13

Oczywiście, że Chiny się już zaczynają wyludniać - 50 lat polityki 1 dziecka musiało się tak skończyć, teraz z nia zerwali ale trend się juz ustalił, Chińczycy są zamożniejsi i nie chca miec więcej dzieci po prostu. Społeczenstwo się tam starzeje w tempie zbliżonym do Japonii a dodatkowo nie mają już nawet kogo do armii rekrutować, bo ci młodzi się po prostu ani nie garną ani nawet nie nadają do niczego oprócz grania w LOLa. Ekonomicznei Chiny tez słabną, raz właśnie ze względu na wyczerpanie się zasobów taniej siły roboczej, a pozatym osiągnęli już na tyle wysokie PKB że dalsze wzrosty bez hi-tech są trudne. Faktem jest, ze Huaweri i inni tego typu producenci trochę podgonili zachód ale to są wciąż niedochodowe firmy sponsorowane przez rząd. Chiny mają też ogromny problem z bańka na rynku nieruchomosci, ze złymi kredytami, korupcją itp. A i sam wzrost gospodarczy był przez lata zawyżany i fałszowany. Zrobili ogromny skok przez 50 lat, ale ich paliwo napędowe już się kończy i zaczynają przypominać Japonię z lat 80tych tuż przed upadkiem i latami stagnacji. Indie wciąż mają potencjał ale Chiny już coraz mniejszy zarówno kapitąłu ludzkiego jak i wzrostu gospodarczego. Ich flota będzie może wystarczająca żeby rzucić wyzwanie Japonii na Morzu Południowochińskim za kilka lat, ale USA i tak pozostanie hegemonem na światowych szlakach handlowych. Kolejna sprawa, to to że Chiny nigdy nie brały udziału w prawdziwej wojnie, mają zerowe doświadczenie, marne szkolenia i kadry więc nawet bez przewagi technologicznej Amerykanie mają 100 lat doświadczenia po swojej stronie. Chiny nigdy nie będą globalną potęgą militarną i nawet nie mają takich ambicji, jedyne na czym im zależy to żeby powstrzymać ewentualną blokadę handlową swoich szlaków, ale i na to mają małe szanse obecnie, bo Amerykanie już od dawna ich okrażyli mając sojusze z Filipinami, Japonią, Koreą, Tajwanem, Wietnamem itp. Chiny mają w rejonie samych wrogów i nie bardzo mają jak się przebić w razie odcięcia ich od światowego handlu, co Amerykanie mogliby bardzo łątwo zrobić mając na miejscu sojuszników i swoją 5 flotę.

zarro
piątek, 25 stycznia 2019, 00:49

W całej układance, najważniejszą rolę odegra nie Rosja, czy UE, tylko Indie w koalicji z USA i Japonią. To Indie przesądzą o kształcie światowego ładu w najbliższych dekadach tzn. Chiny nie mogą zdominować świata, musi nastąpić balans jak za czasów zimnej wojny ZSRR USA.

ChinaTown
czwartek, 24 stycznia 2019, 21:20

Widzę, że część z osób komentujących wyraźnie nie docenia Chińskiego przemysłu obronnego, mówiąc że chińska elektronika to badziew, że przestarzałe okręty itp. Odpowiem Wam krótko. Żaden z Was (nawet Davien) nie ma bladego pojęcia jaka tak naprawdę elektronika, optyka, mechanika i sterowanie znajduje się w tych rakietach, albo okrętach. Nikt z Was tego nie widział ani nie budował, dlatego lepiej zamilczcie. Jedyne co możecie mówić to swoje wyobrażenia na ten temat, ale i one nie mają potwierdzenia w rzeczywistości. Dlaczego? Sprawdźcie sobie w domu ile z tej elektroniki (badziewnej oczywiście) pochodzi z Chin. Zdziwieni? Tak, co najmniej 90%. Zalecałbym więc z większą pokorą odnosić się do możliwości państwa, bez którego produktów krzesalibyście dzisiaj ogień krzemieniem (bo zapalniczka też Chińska). Tak Chiny to potężny kraj o potężnych możliwościach, ale przeciętniacki Europejczyk tego nie dostrzega bo od najmłodszych lat było mu wpajane jakim to jest pępkiem świata. A tu szok, jednak nie jest. USA czekają ciężkie czasy, kiedy niestety przekonają się na własnej skórze jakiego giganta sobie wychodowali. Dla USA jest już za późno, trend jest nieubłagany i dominacja USA na tym świecie się kończy. Nie żebym się z tego cieszył, ale niestety taka jest prawda, kolejne mocarstwo zmierza do nieubłaganego końca swojej świetności. A dla nas będzie najlepiej jeśli weźmiemy Chiny na poważnie i wreszcie zaczniemy się uczyć na ich sukcesach.

komentator
czwartek, 24 stycznia 2019, 21:12

Panie Davien, ja wiem że wszystko co amerykańskie jest naj, tylko rzeczywistość skrzeczy. A więc, dzisiaj o możliwościach bojowych okrętów, w pierwszym rzędzie decyduje elektronika której możliwości determinują parametry systemów walki takich jednostek. A o możliwości tejże elektroniki decydują baza elementowa oraz programy które tą bazą elementową zarządzają. Panie Davien, czy Pan naprawdę sądzi, że amerykańska baza elementowa sprzed trzech dekad przewyższa tą dostępną obecnie w Chinach? Naprawdę? Panie Davien mój służbowy laptop (a jakże chiński) na którym pracuję ma o wiele większe możliwości obliczeniowe niż to co stało w klimatyzowanych pomieszczeniach pentagonu trzy dekady temu. O obecnych możliwościach chińskiego przemysłu i chińskich programistów najlepiej świadczy fakt, że Amerykanie, aby powstrzymać chińską ekspansję na własne podwórko, musieli się posłużyć decyzjami administracyjnymi i oskarżeniami o szpiegostwo, w rynkowej rywalizacji nie mieli żadnych szans, a Pan coś bredzi o tym, że amerykańskie systemy sprzed trzech dekad są lepsze od obecnie produkowanych w Chinach. Czy Pan naprawdę sądzi, że najlepsi chińscy spece od hard i software`u pracują dla Huaweya, a sprzęt dla marynarki wojennej produkują bosi kulisi pieczołowicie lutujący stopki tranzystorów lutkolbami? Panie Stary Grzybie, Pan to już zupełnie popłynął w swoich rozważaniach. Przecież to USA wycofuje się rakiem z tej wojny, nie Chiny. Wystarczyło wstrzymanie importu amerykańskiej soi, (to taki bardzo technologicznie rozwinięty produkt) by amerykański prezydent dojrzał do rozmów, w przeciwnym razie amerykańscy farmerzy z Kentucky roznieśliby jego administrację. I skoro wprowadzenie 50% ceł na chińskie towary miałyby rzucić Chiny na kolana, to dlaczego nie wprowadzić 100%? To gwarantowałoby natychmiastowe zwycięstwo, tylko jak zareagowaliby amerykańscy wyborcy gdyby na gwiazdkę nie mogli kupić swoim dzieciom nowego Iphone`a czy xboxa? Przecież to co działo się w Los Angeles po brutalnym pobiciu przez policjantów Rodneya Kinga, to byłby pryszcz w porównaniu z tym co czekałoby Amerykę gdyby Iphony i xboxy zdrożały o 100%. I nie tylko telefony i konsole, również samochody, AGD, sprzęt medyczny i wszystko inne co nie może się obyć bez produkowanych w Chinach komponentów. Czy Pan naprawdę myśli że w USA rządzą ludzie niespełna rozumu i nie widzą kto jest ich głównym przeciwnikiem w walce o światowy prymat? Gdyby Amerykanie mogli rzucić Chiny na kolana, to już dawno by to uczynili. Cała sytuacja żywcem przypomina tą sprzed kilkudziesięciu lat, kiedy to jadące na długach "mocarstwo" rzuciło wyzwanie swojemu wierzycielowi i "fabryce świata". Przecież Pan, powołujący się w co drugim poście na ten przykład, doskonale powinien pamiętać jak to się skończyło. Czy naprawdę myśli Pan, że tym razem będzie inaczej? Podsumowując, Ameryce pozostał już tylko bieg w stronę przepaści, a później już tylko efektowny skok do przodu. I na koniec, odnoszę wrażenie że obaj Panowie mają problem z czytaniem ze zrozumieniem postów na które odpowiadają. Przecież wyraźnie napisałem (a może to potwierdzić każdy prawdziwy analityk, nie taki wzięty w cudzysłów) że nie liczy się wczoraj i dzisiaj, powtórzę raz jeszcze, ważny jest TREND. Jeżeli moi szanowni adwersarze mają ochotę na dyskusję w której posłużą się argumentami które potwierdzałyby możliwość dalszej dominacji Ameryki w najbliższych dekadach w dziedzinie wielkości produkcji przemysłowej, możliwości finansowych państwa, wielkości zadłużenia i tym podobnych wskaźnikach które będą decydujące w najbliższych dekadach, chętnie wymienię się poglądami. Dyskusję o wczorajszych przewagach sobie daruję, gdyż szkoda po prostu na nią czasu.

anda
czwartek, 24 stycznia 2019, 20:41

Oj Panowie macie blade pojęcie o elektronice i jej wykorzystaniu na DW, proponuję taki rajd : Seul i 100 km na wieś od niego, Tokio i tak samo 100 km na wieś, Tajwan i wschodnie Chiny od południa do Harbinu a potem można do Władywostoku i koleją do Moskwy koszt ok 15 000 zł. To się dowiecie jak jest wykorzystywana elektronika w życiu codziennym. Te 4 kraje to ścisły top , Europa to era wojen napoleońskich, USA to koniec średniowiecza a Polska to związek plemienny. Proponuję a potem wypisujcie dyrdymały. Stary Grzyb a czy ta elektronika do modernizacji nie pochodzi przynajmniej w części z Chin? I jak zwykle piszesz głupoty jak to cła amerykańskie dotknęły Chiny. Tak USA pacnęło Chiny że dostali od tego czkawki i już po cichu wycofują się z wojny. Już ci napisałem na co może USA naskoczyć Chińczykom. Zwrost gospodarki Chin to 6,6 % a ile wzrosła USA? A ile z tych okrętów amerykańskich jest na chodzie? poczytaj prasę amerykańską to się dowiesz. A jak amerykanie płaczą, że praktycznie w każdym produkcie dla wojska jest elektronika chińska. Myślisz, że to się da zastąpić. Rząd USA wydrukował dolary i wpompował je w co? w gospodarkę czy banki a co przynosi dochód banki czy gospodarka. W USA praktycznie zanikła klasa średnia a to ona stanowiła podstawę gospodarki. Chiny mają możliwość manewru / konsumpcja wewnętrzna / a USA jaki manewr mogą wykonać jak doprowadzili do zubożenia społeczeństwa?

Zbig gniew
czwartek, 24 stycznia 2019, 19:14

Po roku 1945 wojny w Azji poszły Amerykanom kiepsko - delikatnie mówiąc. Wojna koreańska - co najwyżej remis, chociaż mogło być pełne zwycięstwo. Ale zostało ono skradzione przez Chińczyków. Przypominam że taki twór jak Korea Północna mógłby już od dawna nie istnieć, gdyby ofensywa chińskich "ochotników" nie przegnała wojsk USA znad granicznej rzeki Jalu. Było to nawiasem mówiąc jedyne po 45 roku bezpośrednie starcie wojsk amerykańskich z siłami zbrojnymi innego mocarstwa. Bo jakoś tak się dziwnie składa, że po II w ś duzi przestali z sobą walczyć bezpośrednio. I poszli w jakieś wojny zastępcze toczone w krajach 3 świata przeważnie. Sprawił to oczywiście ątom. Został on użyty tylko raz, gdy USA miały na niego monopol. W Korei McArthur też miał wielką ochotę poczęstować nim Chińczyków, ale wujek Józio posiadał już tę zabawkę i Truman nie miał innego wyjścia jak poczęsować McArthura dymisją. A przecież chińska armia z początku lat 50 XX w, w porównaniu z US Army to był prymityw. Ale dali radę pogonić Jankesów z Północy. Wietnam - 60 tyś amerykańskich chłopaków wróciło z tej rozróby w czarnych workach. Kalek i rannych nie ma nawet co liczyć. Efekt wojny - no cóż wiadomo. Azja kontynentalna ( a nie jakieś tam wyspy japońskie) to fatalny teren dla US Army i ona dobrze o tym wie. Uspokoję więc wszystkich zatrwożonych - nie będzie żadej wielkiej ani małej, bezpośredniej wojny amerykańsko - chińskiej. Po prostu USA posuną się trochę i dadzą więcej miejsca Chinom. Ten proces przecież już od lat trwa. Oczywiście dla pozorów i fasonu wyrażą trochę werbalnego oburzenia, kilka delikatnych, pozorowanych ruchów typu"sankcje and cła" i tyle. Bo tak naprawdę niewiele więcej mogą, z czego elity amerykańskie, w przeciwieństwie do co niektórych forumowych ekspertów, świetnie zdają sobie sprawę. Chiny ze swoim potencjałem i zapleczem surowcowym Rosji i Azji Centralnej są po prostu nie do zatrzymania. Jak nie można przeciwnika pokonać, to się trzeba z nim zaprzyjażnić - stare chińskie przysłowie. A Amerykanie są do bólu pragmatyczni.

Zbig gniew
czwartek, 24 stycznia 2019, 16:19

"Sprawa jest jednak niebezpieczna, ponieważ chińscy przywódcy wciąż wierzą w skuteczność użycia siły"- a amerykańscy przywódcy nie wierzą? Rozumiem że największy budżet militarny świata przeznaczany jest na wolontariuszy, kaznodziei i misjonarzy którzy jedynie dobrym słowem przekonują opornych do uwzględniania interesów i celów polityki USA.

Davien
czwartek, 24 stycznia 2019, 15:48

Panie komentator obecnie najnowsze , dopiero budowane chińskie niszczyciele typu 055 pod wzgledem wyposażenia i uzbrojenia to takie Ticonderogi z okresu jak dostały VLS i z których zdemontowano AEGIS-a. Istotnie panie komentator jak ich nanowsze jednostki sa gorsze od Tico sprzed 30 lat to naprawde "gonia" USA:) W kwestii uzbrojenia stoja jeszcze gorzej, podstawowym pociskiem plot ma byc HQ-9 w wersji pokładowej i chińska kopia Buk-a

Stary Grzyb
czwartek, 24 stycznia 2019, 15:10

Do "Logik". Masz rację, z jedną "drobną" poprawką - dużych okrętów oceanicznych USA mają nie 2 razy więcej, niż Chiny, ale prawie 7 razy więcej, o przygniatającej różnicy jakościowej na korzyść USA nie mówiąc. Pozdrawiam.

Stary Grzyb
czwartek, 24 stycznia 2019, 15:04

Do "Komentator". Chińska elektronika montowana na chińskich okrętach dzisiaj ma się do podlegającej stałej modernizacji elektroniki systemu AEGIS na "Ticonderogach" mniej więcej tak, jak chińskie rakiety JL-2 do amerykańskich rakiet Trident II - to jest przepaść na korzyść USA. Co do "skrajnie niekorzystnych dla USA trendów", to wystarczy spojrzeć na przebieg ostatniej "wojny handlowej" - USA delikatnie pacnęły Chiny (mogły przecież zamiast takich sobie sobie ceł na część chińskiego eksportu do USA wprowadzić 50% cła na całość tego eksportu), czego skutkiem chińska gospodarka natychmiast się zacięła, natomiast skutki chińskich retorsji są dla USA są żadne. Problem owszem jest, ale zupełnie gdzie indziej - w tym mianowicie, że USA, i cały Zachód, drąży lewacka gangrena, która jeśli nie zostanie zlikwidowana, to faktycznie cywilizacja Zachodu ulegnie rozpadowi wśród postępackich bredni o globalizacji, multikulti, globalnym ocipieniu, "partnerstwie dla dobrobytu", itd., itp.

PimPim
czwartek, 24 stycznia 2019, 13:09

@Logik. Chińska polityka regionalna jest oparta o historię starszą niż Europa. To USA i jej sojusznicy są zagrożeniem dla Chin w tej chwili. W przyszłości to Japońska flota może być największym problemem na Pacyfiku. Japończycy są ksenofobicznym narodem, i nie rozwiązali żadnych ze społecznych realiów które kształtowały ich politykę i aktywność przed wybuchem jak i w trakcie II wojny światowej. Polityka Abe dąży do zniwelowania 'Pacyfistycznego' ustroju narzuconego prze Amerykańską generalicje po II wojnie światowej, w celu zapewnienia bezpieczeństwa szlaków handlowych. A jeżeli chodzi o historię konfliktów to do tej pory to UK, USA, Francja, Rosja i Japonia, w sumie dokonały niezliczonych aktów barbarzyństwa wobec Chin przez ostatnie 200 lat. Komunistyczna polityka przez ostanie 70 lat jest próbą zmiany Chińskiego społeczeństwa tak aby być w stanie odpowiedzieć na zagrożenia przez które są dosłownie otoczeni. Co do ekonomii to zobaczymy. Nikt do tej pory nie był w stanie nic przewidzieć rozsądnego i nikt raczej nie będzie w stanie. Ekonomia światowa jest zdecentralizowana i kształtowana w równej mierze przez korporacje, przestępczość zorganizowaną, jak i służby wywiadowcze i politykę największych krajów. Wszystko jest powiązane i nikt nie może przewidzieć konsekwencji różnorakich polityk jaki i eksperymentów ekonomicznych, ponieważ wiele z tych aktywności jest ukryte.

Andrettoni
czwartek, 24 stycznia 2019, 12:23

Logik, Chiny nie potrzebują floty oceanicznej do obrony własnych mórz. Nie pamiętam dokładnie, ale chodzi chyba o 3000 małych wysp. Nikt nie będzie do nich pływał lotniskowcem - do ich zajęcia i kontrolowania są potrzebne małe okręty. na wyspach budują infrastrukturę, lotniska i bazy rakiet, więc powstaje pas umocnień, niezatapialnych lotniskowców. Na dodatek te wyspy są w zasięgu obrony przeciw okrętowej z lądu - zasięg rakiet 1500 km. to nie jest flota do inwazji na USA, tylko budowa umocnień w stylu "Bitwy pod Kurskiem". Dopiero dalsza rozbudowa tej floty da jej zasięg oceaniczny, ale będą ja rozbudowywać pod ochroną solidnych umocnień. Od wielu lat słyszę, że gospodarka Chin upada, ale o wyludnieniu to słyszę pierwszy raz. Słyszałem, że Chiny od dobrych 50 lat starają się ograniczyć liczbę ludności, ale nie słyszałem, żeby im się to udało. Jak na razie gospodarka Chin z roku na rok jest silniejsza. Jeżeli porównać gospodarkę Chin i USA stwierdzamy, że gospodarka Chin jest silniejsza obecnie, a armia i flota o wiele słabsza, a to oznacza, że zjada o wiele mniej pieniędzy. To z kolei oznacza, że Chiny stać na rozbudowę. Przy tym ostatnio Chiny redukują swoje siły lądowe przenosząc wydatki na lotnictwo i flotę. Żeby ci to prosto wyjaśnić - przyjmijmy, ze okręty obu krajów są takie same i jednego typu, a wszystkie koszta i ceny jednakowe - Chiny mają rocznie110 mln iksów, za które otrzymują flotę 50 okrętów, za utrzymanie każdego płacąc 1 mln iksów rocznie (razem 50 mln). Mogą więc budować okręty za 60 mln iksów. USA ma tylko 100 mln iksów, a ich flota liczy 90 okrętów, więc jej utrzymanie kosztuje aż 90 mln iksów rocznie. Zostaje im tylko 10 mln iksów na rozbudowę. Oczywiście flota USA jest silniejsza, ale flota Chin buduje się szybciej, a nowe okręty są nowocześniejsze niż stare i dlatego flota USA potrzebuje więcej pieniędzy na nowe okręty lub modernizację starych. Problem polega na tym, ze to nie gospodarka Chin upada, tylko gospodarka USA. USA potrzebuje dobrego planu na zmniejszenie długu publicznego, a to jest sprzeczne z wydatkami na armię. Nie wiem czy im się to uda i w jaki sposób to zrobią, ale to duży i bogaty kraj, więc nie powiem, że USA nie ma szans. Faktem jest jednak, że USA ma problem.

Logik
czwartek, 24 stycznia 2019, 00:46

Co z tego, że Chiny mają dużo okrętów skoro to przeważnie małe jednostki? Dużych oceanicznych wciąż mają 2x mniej niż USA. Dotego ich największe "niszczyciele" moga mieć dużą wyporność ale rakiet zabierają na pokład 2x mniej niż Burki. Nie wspominając już o jakości tego chińskiego uzbrojenia, radarów itp. Żeby równać się z flota USA musieliby miec przynjamniej 10krotną przewagę liczebną a to im nie grozi przez najbliższe 100 lat. A kiedy się Chińćzykom skończa pieniądze to też nikt nie wie, ale to będze raczej szybciej niż później, bo raz, że kraj się juz zaczyna wyludniać, a dwa, ze wzrost też siada więc raczej nigdy nie będą prawdziwym zagrożeniem dla USA. Na dzień dzisiejszy to wciąż Japonia ma silniejszą flote od Chin i to się też szybko nie zmieni.

sojer
środa, 23 stycznia 2019, 21:51

No nie wiem. Ich najnowszy lotniskowiec jest starszy i mniejszy od najstarszego amerykańskiego. USA nadal buduje tyle samo niszczycieli.

Oko
środa, 23 stycznia 2019, 20:20

Brawo Chińczycy i Rosjanie! Najwyższy czas, aby Zachód zrozumiał, że jedynie praktyczne rozwiązania (nie - zumwalty) i racjonalna dystrybucja PKB (w US - aż 17% PKB konsumuje służba zdrowia!!!) pozwolą na sustainable growth. Inaczej, tzw. Zachód przepadnie. Niestety, obecni beneficjenci tego systemu wierzą, że ich zasoby i możliwości pozwolą im przetrwać chwilę próby, kiedy zginą setki tysięcy takich, jak Wy i ja.

hym108
środa, 23 stycznia 2019, 20:08

Ps. Zagladam czasmi na Chinski odpowiednik defence pl/ Chodzby dzis wiodmosci takie jak 1) spotkanie ministra obrony Chin i Singapuru. 2) Wspolne Manewry Chinsko- Tajlandzko- Malinesyjksie. 3) Wzrost sprzedarzy broni na Filipiny 4) Coraz blizej zakonczenia rozmow z Indiami w sprawie uregulowania sporow granicznych. W kazdym razie z ich strony widac ze jest chec twarzenia przjazni z zasiadami. Wizje jaka nam sprzedaja USa ze nikt w okolicy nie lubi Chin jest falszwa.

Remeo
środa, 23 stycznia 2019, 18:43

Dla pełniej jasności, za 10..15..20 lat tym Światem będą rządzić Chiny, a USA odejdą w cień tak jak każde mocarstwo w historii. Niestety dla Świata nadchodzące mocarstwo ma w głębokim poważaniu prawa człowieka, również swojego obywatela. USA też o to oskarżano ale Chiny są pod tym względem wielokrotnie gorsze.

ChinaTown
środa, 23 stycznia 2019, 18:34

Chiny są zagrożeniem, ale nie dla Ameryki... tylko Azji i Europy. Ameryce kontynentalnej Chiny nie zagrażają, ale naszemu kontynentowi już mogą. Jako jedyni posiadają tak potężne możliwości produkcyjne i zasoby ludzkie. Odpowiednio pokierowane są w stanie zjeść taką Rosję na śniadanie. Rośnie nam nowy Światowy lider ale niestety nie jest to lider pokroju USA, które jakkolwiek nie było doskonałe, to było przynajmniej przewidywalne. Nie można tego samego powiedzieć o Chinach. Koniec końców, jakkolwiek Ameryka nie prężyłaby muskułów na morzu Południowochińskim i tak zostanie stamtąd wyparta. Zbyt wiele argumentów jest po stronie Chin, a co najważniejsze Chiny są potęgą gospodarczą (już teraz większą od USA) i ciągle się rozwijają, czego nie można powiedzieć od USA. Co gorsza dla Amerykanów, Chiny ani myślą o pozostaniu w pozycji petenta. Wybiorą odpowiedni moment kiedy pokażą Światu kto tak naprawdę jest Hegemonem, ale wtedy dla USA będzie już za późno...właściwie już jest...ale Amerykanie to dumny naród i będą trwać w poczuciu swej wyższości, aż do końca... niestety... brutalnego końca.

Komentator
środa, 23 stycznia 2019, 14:54

Do Daviena, Starego Grzyba i innych "analityków". Panowie, aby przewidzieć co będzie za dwie dekady, powoływanie się na historię i dzień dzisiejszy jest pozbawione sensu, tutaj liczy się jedynie TREND, a ten jest dla USA skrajnie niekorzystny. Chińczycy produkują nowe jednostki szybciej i taniej niż USA, mogą też przeznaczyć na to więcej środków. Powoływanie się na przewagę jakości również jest iluzoryczne. Nie powiecie chyba że chińska elektronika dzisiaj jest gorsza niż ta zainstalowana na Ticonderogach trzy dekady temu. Ciekawe jak długo jeszcze USA wytrwa w tym wyścigu? Bo jeżeli trend się nie odwróci, a dzisiaj nic na to nie wskazuje, to wynik tego wyścigu może być tylko jeden

hym108
środa, 23 stycznia 2019, 10:02

co do komunizmu. Porownajcie np sasiednie kraje Haiti, Kube, Paname/ Czmeu mimo embarga jednak na Kubie sie najlepiej zyje? Darmowa sluzba zdrowia, szkolnictwo. Na sasiedniej Haiti moga pomazyc o poziemie komuntycznej Kuby. Jesli idzie o gospodarke Chin, nazwa sie to fachowo "panstwowy kapitalizm". Zrszta to co jest teraz w Europie to tez jest kampromis miedzy dzikim kapiralizmem (sa kraje w Azji gdzie to funkcjnuje) a prawami czlowika i pracownika. I moim zdaniem taki kampromis jest duzo lepszy niz ktoras z dwuch przeciwnych opcji.

hym108
środa, 23 stycznia 2019, 07:36

Co do spraw kulturowych i antropolgicznych 1. Chiny nigdy nie mialy nastroju podbijania swiata. To inna kultra. Bardziej zbudowac mur i sie odgrdzic. Przez tysiace lat cywilzacji nie istnije tam takie cos jak w Europie. (podboj obu ameryk - ok 100 milnow indian zabitych) Australii, Afryki, kolonie w Indiach i dalki wschod. poprstu u nich to nie istnije. 2) Prawda jest ze inaczej traktuja swoich obwateli. Ze SPOlECZNSOC jest waznijsza NIZ JEDNOSTKA. Dlatego bunty czy powatsnia w Tybecie beda tlumic. 3) Expanja Chinczykow w innych krajach polegala glownie na expansii ekonomicznej, stad na calym swiecie mamy "China Town" od Nowego Yorku a juz w Azji to widac wyrazie. 4) Warto dodac ze Chinczycy zyjacy w disporze (np Singapur , Malezja , Filipiny) czesto uwazaja Chinczkow z kontynetu za "wiesniakow" za bogatych kuznow co sie szybko rozwijaja ale "nie mowia po angielsku i nie zyja jak ludzie" Podsumwujac sprawy zwiazne z mentalnscia 1) Agresji nalezy sie spodziwac glownie ze stronyc ZACHDU, gdyz to my mamy taka mentalnosc ( dotyczy to tez najbizszych wojen czy to bedzie Iran, czy korea, czy Libia czy Syriia ) Zachod bedzie i jest strona aktywna. Nie nalezy oczekiwac ze strony Chin agresji na skale swiatowa. Raczej beda domagali sie sprawiediwego miejsca w swiecie jakie maja. A Zachod - jesli chce pokoju poprstu powinen im je przyznac.

anda
środa, 23 stycznia 2019, 00:36

Stary Grzyb bajeczek nie opowiadaj, USA to wiesz na co mogą Chińczykom naskoczyć? Jak zaczęli wprowadzać cła to okazało się, że pół USA może stanąć a produkty mogą znacząco podrożeć, w tym newralgiczne dziedziny wojskowe bo okazuje się że bez chińskich części ani rusz, i dlatego już po cichu wycofują się z ceł bo na nich się na nich mocno odbija. Bo kto kupi drogie amerykańskie produkty? Kapitał chiński wycofuje się z USA a czy amerykański z Chin się wycofuje? Jakoś ostatnio Tesla wchodzi do Chin. Jakakolwiek konfiskata majątku chińskiego w USA spotkałoby się z retorsją. A jaki kapitał Chin jest zaangażowany w USA a jaki USA w Chinach - jak myślisz kto byłby najbardziej poszkodowany. Zasoby Chin to ponad 3 biliony dolarów które inwestują w Afryce, Ameryce Południowej w Azji wygryzając amerykanów za ich pieniądze. Jakiekolwiek niewypłacenie przez USA zobowiązań wiąże się z natychmiastowym upadkiem ameryki. USA tracą wiarygodność i dolar staje się zwykłym papierkiem bez wartości.

Andrettoni
wtorek, 22 stycznia 2019, 21:51

Zgadzam się z tym, że komunizm jest niewydajny, natomiast nie mogę się zgodzić co do reszty. Totalitaryzm nie musi być związany z komunizmem - inne ustroje tez mnoga być totalitarne, np. dyktatura wojskowa czy teokracja. Komunizm nie musi wiązać się z rozbudową militarną i agresją. Z drugiej strony demokracja i kapitalizm mogą powodować i powodowały liczne wojny. Nie mówię tutaj o USA, bo to oklepane, ale wszystkie kraje demokratyczne mają niezbyt chlubną przeszłość - np. Wielka Brytania czy Francja, kraje które zamordowały i wykorzystywały ludzi na całym świecie jako niewolników. Problemem dla gospodarki jest nie tyle system rządów co ambicje państwa i wykorzystanie posiadanych zasobów. Taki Wietnam czy Kuba nikomu nie grożą, po prostu chcą żyć w spokoju. Niestety i tu muszę odnieść się do USA - USA pod płaszczykiem praworządności i demokracji dbają o swoje imperialne interesy i kraje komunistyczne maja problemy nie z powodu komunizmu tylko sankcji gospodarczych. Wenezuela, o której piszesz ma zapasy złota w Wielkiej Brytanii i potrzebuje tych zasobów, ale Wielka Brytania odmówiła ich wydania, bo nie wie co z tym złotem się stanie. Z drugiej strony USA i inne "demokratyczne" kraje wspierały i wspierają wiele dyktatur i reżimów, dlatego, ze są spolegliwe i tak im pasuje. Powiedz mi dlaczego USA najechały Irak pod fałszywymi pretekstami - co zostało udowodnione już całe lata temu, a wspierają Arabię Saudyjską, z której pochodził Osama Bin Laden i jego finanse? Przecież ruch wahabitów i fundamentalizm wywodzą się i są wspierane właśnie przez Arabię Saudyjską. Odpowiedź jest prosta - USA to mocarstwo, które dba o swoje interesy, a propagandowo wykorzystuje slogany. Za czasów ZSRR slogany były identyczne - oni też nieśli wolność, równość i braterstwo. Nie lubimy sowietów nie za komunizm, tylko za najazd i okupację naszego kraju. Podobnie są kraje, które nienawidzą USA, bo USA je atakowały i okupowały. Nie z powodu demokracji czy kapitalizmu tylko z powodu wojny. Nie ma to nic wspólnego z systemem rządów lub zasadami gospodarki. Powinieneś bardziej zainteresować się historią i wtedy byś wiedział, że po przejęciu władzy w Rosji bolszewicy sami stwierdzili, ze gospodarka jest niewydolna i trzeba w gospodarce przywrócić przynajmniej częściowo zasady kapitalistyczne. Niestety do władzy doszedł Stalin, o którym nawet Lenin przewidział, że stanie się demonem. Gdyby nie to, to ZSRR pewnie przypominałoby Chiny z kapitalistyczną gospodarką i polityką komunistyczną. Tak samo powiedz mi dlaczego USA zaatakowało Afganistan, Irak, a teraz chce zniszczyć Iran? Z powodu demokracji, czy praw człowieka? Nie, z powodu złóż ropy i kontroli nad szlakiem handlowym przez ocean Indyjski. Jeżeli chcemy stać po stronie USA, to ja się zgadzam, ale niech to będą prawdziwe pobudki, a nie rzekoma "demokracja" i demagogia. Za zablokowanie trasy handlowej z Chin przez Rosję i do dalszej części Europy powinniśmy uzyskać określone korzyści. Za pomoc polityczną w starciu z wrogami USA, również. Zamiast zdzierać z nas kasę powinni nas dozbroić jako swojego sojusznika, podobnie jak to robią z Izraelem i powinni nas wesprzeć politycznie w celu stworzenia Międzymorza. Na dzień dzisiejszy chcą nas tylko wykorzystać. Tu w artykule napisano, ze Chiny dostarczają broń do wielu krajów i to jest prawda, ale USA dostarczało broń do o wiele większej ilości krajów. Problem dla USA to to, ze Chiny dostarczają broń taniej, a więc USA traci rynek, lub dostarczają ją do krajów, które USA uważają za wrogie. Pod tym względem Francja też jest rywalem USA. Co więcej we Francji partia komunistyczna jest silna. Pytanie tylko czy to komunizm jest zły z natury, czy zły jest jednopartyjny, totalitarny system rządów? Obecnie wszystkie lub prawie wszystkie partie komunistyczne potępiają stalinowski system rządów, a jednocześnie deklarują komunistyczne wartości, takie jak powszechność zatrudnienia, wysokie świadczenia socjalne dla obywateli, brak rażących nierówności społecznych. Coś ci to mówi? 500+ to typowo komunistyczny wynalazek, tak samo jak powszechna służba zdrowia czy szkolnictwo. Podobnie 8h dzień pracy czy wolne soboty. To wszystko co lubisz to komunizm, który krytykujesz. Owszem wolna sobota zmiesza wydajność produkcji, bo pracujesz dzień mniej. A takie na przykład darmowe biblioteki? W Polsce są darmowe dzięki komunizmowi, a w krajach kapitalistycznych za czytanie płacisz, o ile ktoś go nie sponsoruje. To zresztą mnie śmieszy w ochronie praw autorskich - nie wolno książki skopiować, ale wolno ja wypożyczyć i przeczytać. Z drugiej strony w większości państw "zachodnich" za czytanie się płaci... Mogę tak mnożyć, ale krytykując komunizm trzeba też wiedzieć po co powstał i co nam dał, a wtedy uzmysłowisz sobie, że wszystkie kraje, nawet USA są częściowo komunistyczne, bo we wszystkich krajach wcielono część programu komunistów. Oczywiście USA są komunistyczne w 10 %, a Chiny w 75%. Kraje komunistyczne przyjmują część kapitalizmu, a kraje kapitalistyczne część komunizmu. Podobnie możemy mówić o demokracji i dyktaturze. Po ataku z 11 września USA w celu ochrony zrezygnowały z wielu swobód i stały się krajem mniej demokratycznym. Nie mówimy tutaj o demokracji lub jej braku, komunizmie lub jego braku, tylko o pewnym poziomie demokracji i pewnym poziomie komunizmu czy kapitalizmu. Do tego jeszcze musimy oddzielić sfery polityczne od gospodarczych. Oczywiście gospodarka sterowana w ZSRR zwiodła, ale czy komunizm musi mieć centralnie sterowana gospodarkę? Albo czy musi być politycznie centralnie sterowany? Tak było w ZSRR, ale czy to jest jedyny model? To jest dyskusja nie na łamy wpisu w internecie, tylko temat na solidną prace doktorską. Zaznaczam też, że nie popieram komunizmu i nie popieram 500+, tylko uświadamiam sytuację i daje temat do przemyśleń. Można by podyskutować na temat elementów komunistycznych w posunięciach PiSu... partia, która nienawidzi komunistów, a jednocześnie w programie ma i realizuje komunistyczne idee...

Stary Grzyb
wtorek, 22 stycznia 2019, 17:47

Do "Maciek". Jest, jak piszesz. W kwestii długu, to w trakcie ostatniego kryzysu finansowego Amerykanie dodrukowali i wpompowali w swoją gospodarkę 3 razy tyle dolarów, ile maja długu u Chińczyków, więc choćby dodrukowali i wysłali, to ani dolar, ani amerykańska gospodarka tego nie zauważą. Jest jeszcze jeden "drobiazg" - chińska zdolność egzekucji tego długu jest żadna, za to amerykańska zdolność wprowadzenia 100% cła na cały chiński eksport do USA plus konfiskaty chińskich inwestycji i zakazu nowych w Stanach jest pełna, a po takiej akcji Chiny padają natychmiast, zaś w USA trochę rosną ceny srajtfonów. Gdyby po stronie chińskiej ktoś czegoś nie rozumiał, to USA mają 4.600 głowic gotowych do użycia, a Chiny 200. Pozdrawiam.

lis
wtorek, 22 stycznia 2019, 17:03

Te 30 mln na filipinach to leka przesada z kod te dane.

sża
wtorek, 22 stycznia 2019, 16:56

@CdM podpisuję się pod tym co Pan napisał - to zachodnie korporacje i finansiści stworzyli z Chin supermocarstwo. A wszystko faktycznie zaczęło się od neoliberalizmu lansowanego w latach 80-tych przez RR i MT. Bo na czym polega ta nowa odmiana kapitalizmu? Ano na maksymalizacji zysku [biznes ma co roku przynosić coraz większy zysk] i na filozofii: "Co jest dobre dla kapitału, jest też dobre dla państwa", a to wszystko odbywa się kosztem klasy średniej. Po kilku latach był pierwszy dzwonek alarmowy - RR zniósł bankom kaganiec nałożony jeszcze po Wielkim Kryzysie, banki z tego skorzystały i w połowie lat osiemdziesiątych wywołały pierwszy po wojnie wielki kryzys na rynku nieruchomości w USA [kto dzisiaj o tym pamięta]. Ale to wszystko było zbyt mało, aby zysk był coraz większy, więc w połowie lat 90-tych wymyślono Globalizację. Idea była prosta - przeniesiemy zakłady do Chin, a oni będą dla nas pracować za miskę ryżu, a nasz zysk będzie jeszcze większy. I tu się zachodnie korporacje grubo pomyliły, bo w swojej głupocie nie wzięli pod uwagę tego, że Chiny to nie Bangladesz, ale kraj bardzo pracowitych ludzi z kilkutysięczną historią, tradycją i kulturą, który skrupulatnie to wykorzystał. To wtedy w Chinach padły słynne słowa: "Nieważne jakiego koloru jest kot, ważne aby dobrze łowił myszy". To, że z Chin zachodni kapitaliści zrobili supermocarstwo, to pół biedy, ale to wszystko odbyło się kosztem klasy średniej na zachodzie, która coraz bardziej z dawnego dobrobytu popada w biedę [wg. danych służb federalnych w USA 39 milionów Amerykanów żyje z rozdawanych bonów na żywność]. Co się zaczyna przekładać na nastroje buntu społeczeństw wobec władzy [np "żółte kamizelki"], bo obywatele coraz mniej zarabiają, a muszą płacić coraz większe podatki, a młodzi bardzo często nie mają żadnej pracy. Pytanie co będzie wcześniej - wojna USA Chiny, czy rewolucja na Zachodzie?

Stary Grzyb
wtorek, 22 stycznia 2019, 16:47

Do "Andrettoni". Jasne, liczby się nie liczą, liczą się bajania o "rozpadzie pewnego układu". Miarą tego "rozpadu" jest fakt, że jak Trump objął delikatnymi cłami tylko część chińskiego eksportu do USA, to Ameryka nie odczuła chińskich retorsji w najmniejszym stopniu, ale za to gospodarka chińska natychmiast poważnie się zakrztusiła - gdyby im sypnął powiedzmy 50% ceł na całość eksportu do Stanów Zjednoczonych, to by się zawaliła w ciągu 3 miesięcy, góra pół roku. Podobnie jest w przypadku porównania amerykańskiej i chińskiej floty - Amerykanie, oprócz miażdżącej przewagi jakościowej, mają nie mniej miażdżącą przewagę ilościową we wszystkich znaczących kategoriach okrętów. Do zatopienia całej chińskiej floty już przy próbie wypłynięcia jej z portów w pełni wystarczyłaby 1/3, góra 1/2 amerykańskich uderzeniowych okrętów podwodnych, dla Chińczyków niewykrywalnych i tym samym niemożliwych do skontrowania - a przypomnę, że Amerykanie tych okrętów, o innych nie wspominając, mają dwa razy tyle, co Chińczycy dużych okrętów w ogóle. W szerzym kontekście - Amerykanie mają 4.600 gotowych do odpalenia głowic, a Chińczycy 200 (czyli mniej więcej 2,5 raza mniej, niż Izrael). Z jednym się zgadzam - od Busha starszego prezydentów Amerykanie wybierali sobie średnich lub tragicznych (Obama), pewne nadzieje rokuje Trump, o ile poradzi sobie z gangreną wewnętrzną, czyli amerykańskim lewactwem.

Cezar
wtorek, 22 stycznia 2019, 13:12

@Andrettoni Nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi. Komunizm upadł jako idea, jako system gospodarczy. Upadł bo jest to system, który prowadzi do biedy, a nie do zamożności. Przykład Rosji oczywiście trochę zamazuje obraz, bo Rosja to kraj o ogromnym potencjale. Z tym, że komunizm ten potencjał Rosji zmarnował. Rosja jest krajem liczącym się na świecie tylko z powodu swojego arsenału atomowego oraz z faktu, że prowadzi agresywną politykę wobec sąsiadów. Żeby lepiej dostrzec znaczenie komunizmu to spójrzmy na dwa państwa koreańskie. Ten sam naród, podzielony na dwa kraje. Północ to rodzima wersja komunizmu. Efekt - bieda, głód, zacofanie gospodarcze. Południe to rodzima wersja kapitalizmu. Efekt - azjatycki tygrys, dynamicznie rozwijający się kraj, który nas poratował podwoziami do haubicy. Można też spojrzeć na Wenezeulę, która posiada jedne z największych złóż ropy naftowej na świecie. Ma sprzyjający rozwojowi rolnictwa klimat, ma dostęp do morza. Spójrz na to co się dzieje w tym kraju. Inflacja roczna przekraczająca 4 miliony procent, tłumy mieszkańców Wenezueli na granicach z krajami sąsiednimi, nawet do Kolumbii chcą emigrować. Taki jest efekt komunizmu w gospodarce. I żeby było jasne, Chiny nie są krajem komunistycznym. Owszem, rządzi tam partia, która ma w nazwie słowo "komunistyczna", ale system gospodarczy Chin to kapitalizm. Ich własna, chińska wersja kapitalizmu z XIX wieku. Krwiożerczego, bez ochrony socjalnej, maksymalnie nastawionego na osiągnięcie zysku.

Andrettoni
wtorek, 22 stycznia 2019, 08:48

Cezar- po pierwsze komunizm nie upadł. Jest wiele krajów komunistycznych. Upadło ZSRR i komunizm w państwach , w których ZSRR ten komunizm narzuciło. Problemem ZSRR było to, ze za dużo wydawali na zbrojenia, a za mało na gospodarkę cywilną. Chiny nie popełniają tego błędu i rozwijają gospodarkę, a armię współmiernie do dobrobytu. W tym momencie bardziej niewydolne wydaje się być USA, mimo, ze jest krajem kapitalistycznym - zbyt wiele pieniędzy wydaje na zbrojenia w stosunku do tych wkładanych w gospodarkę. Pytanie czy ten trend pozostanie czy ulegnie odwróceniu? USA starają się podjąć pewne działania - chciały się ograniczyć tylko do Azji, co się nie bardzo udało, chcą wymusić na sojusznikach z NATO większy udział w działaniach obronnych, co też się nie do końca udaje. Co będzie dalej, ciężko stwierdzić.

Gort
wtorek, 22 stycznia 2019, 02:05

Bardzo dobry artykuł. Wniosek dla nas jest taki, że w przeciągu najbliższych dziesięciu lat USA będzie zmuszone przerzucić siły do Azji. To rozzuchwali regionalne potęgi Rosję, Niemcy i Turcję. Polska nie może nie inwestować w nowoczesną armię. Inna MW niż oparta na OP i na dwóch trzech silnych fregatach nie ma racji bytu. Najlepiej inwestować w WL i to konkretnie. kupując czołgi z Niemiec, OP z Francji. Rakiety z Izraela, cammy z UK i Granatniki, samoloty z USA oraz BWP że Szwecji zbudujemy grupę państw przyjaznych. Patriotyzmu nam nie brakuje, nie potrzebujemy ławeczek. Za to nowoczesna amunicja dla artylerii (nawet dla starszej ahs Dana) pptrzebna od zaraz. Pojazd dla armii muszą mieć nowoczesne i oszczędne silniki. A piechota nie może obyć się bez silnej OPL. Konkurencja na morzach wschodu powinna tylko przyspieszyć prawdziwą modernizację w Polsce.

Cezar
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 23:13

@CdM No nie do końca jest tak jak to napisałeś. Komunizm upadł z przyczyn gospodarczych - jest to po prostu najmniej wydajny system gospodarczy jaki ludzie wymyślili. Spójrz na Rosję - ma wszystko. Surowce naturalne i mineralne. Surowce energetyczne, tablica Mendelejewa na Syberii. Zasoby leśne i rolne. Różne strefy klimatyczne w których można by uprawiać najróżniejsze zboża, warzywa, owoce itd... Przy tym potencjale Rosja powinna być potęgą w pozytwnym tego słowa znaczeniu. Potęgą gospodarczą, krajem niemalże samowystarczalnym. A spójrz jak jest. Owszem jest potęgą ale atomową. A jabłka jeszcze niedawno kupowała od nas. I to te najgorsze gatunki, bo klient zachodni ma większe wymagania, więc na zachód szły gatunki lepsze. Rola RR w tzw. obaleniu komunizmu sprowadzała się do konsekwencji. On po prostu uważał, że komunizm to zło i tego się trzymał. Pani MT natomiast postawiła Brytanię na nogi. Po okresie szoku, spowodowanym ruchami niepodległościowymi z lat 50/60 i utratą statusu kolonialnego mocarstwa. Jeśli chodzi o globalizację to istnieje ona od dawna. Powstanie potęg kolonialnych takich jak Anglia czy Francja to nic innego jak ... globalizacja. Tyle, że przeprowadzana innymi niż teraz metodami. Ale takie procesy jak kumulowanie kapitału zawsze zachodzą. Zachodziły, zachodzą i będą zachodzić. Tacy są ludzie. Chcą więcej i więcej. Niż na to nie poradzisz.

kruk
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 20:58

Błędne tezy prowadzą do fałszywych wniosków. Obecnie to nie Zachód, a łącznie: ChRLD, Indie, Pakistan etc. nadają bieg zbrojeniom. USA musi zdać sobie sprawę, że wydając 17% PKB na prywatną służbę zdrowia nie zdoła dotrzymać kroku państwo, które maja aspiracje. Myślę, że dzisiaj jedynie amerykańscy chłopcy będą gotowi, aby umierać za cudzą sprawę. Ok. Może poza aktualnym reżimem RP, który chce utrzymać się przy władzy na bagnetach USArmy (Fort Trump) i dzięki Konferencjom Bliskowschodnim wycelowanym w Iran.

Polak
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 20:52

Zamiast oceniać dobrze czy źle kupmy od chińczyków niszczyciele typu 052D i 055D. Tak po 5 szt. Będzie taniej i nowocześniej.

Andrettoni
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 20:27

Stary Grzyb - tu nie chodzi o liczby bezwzględne. USA są mocarstwem globalnym i ich marynarka oraz armia jest na całym świecie, a to oznacza, że wszędzie jest po 1 lotniskowcu. Jeżeli jakieś państwo rośnie w siłę w opozycji do USA, to USA muszą albo opuścić jakiś teatr działań i wzmocnić ten konkretny albo zwiększyć jeszcze bardziej swoje siły. Zwiększenie sił oznacza jeszcze większe wydatki i odbija się to na gospodarce, natomiast przeniesienie sił na teatr chiński się nie udało - groźba ze strony Rosji zmusza USA do rozciągnięcia sił. Chińczycy nie przysyłają swoich wojsk ani okrętów do Europy. USA muszą znaleźć sojuszników, a to oznacza obniżenie ich statusu, gdyż nie są już samodzielnym hegemonem, gdyż muszą oddać część władzy w celu zadowolenia sojuszników, a to może doprowadzić do przebudowy systemu po II Wojnie Światowej - Odbudowę armii Niemieckiej i Japońskiej. Te armie mogą wzmocnić USA, ale ich kraje będą też prowadzić samodzielną politykę. Zobacz na Europę - liczyć mogą tylko na Polskę, ale nasza realna siła nie jest wielka. Francja się stale wyłamuje, Turcja gra we własne karty, Niemcy flirtują z Rosją... Z punktu widzenia USA silna Polska też nie jest rozwiązaniem, gdyż wtedy też będziemy dyktować warunki. Rozpadł się pewien układ i nie wiadomo jaki będzie nowy. USA nie umiały rozgrywać między sobą Chin, Rosji i Indii, a nie mogą rywalizować ze wszystkimi. Moim zdaniem jest to wina słabych prezydentów, którzy w imię dobrosąsiedzkich stosunków wzmacniali obecnych przeciwników USA. Te wszystkie Clintony i Obamy nie mają osobowości i szybko o nich zapomnimy - zostaną w historii jako kolejni prezydenci USA, ale o których nikt nie pamięta. Kim był taki Warren Harding albo James Polk? Prezydentem USA, jednym z wielu. Reagan, Kennedy to byli prezydenci, którzy pokazali coś ponad prezencję i ładny uśmiech. Ostatnim dobrym prezydentem był pierwszy Bush. Od tamtej pory prezydenci USA dbali bardziej o własne interesy, a nie interesy swojego kraju.

anda
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 19:52

Stary Grzyb proponuję jeszcze raz przeczytać artykuł ale powoli aby go zrozumieć, już dzisiaj Chiny mają większą flotę niż USA. Jeżeli na raz budują 5 niszczycieli i 2 krążowniki to za ile lat przegonią w tej klasie amerykanów, Lotniskowce mają trzy / raczej szkoleniowe niż bojowe ale na ościenne kraje to i tak za dużo / a dw duże w budowie i w przeciwieństwie do amerykańskiej floty to okręty pływają. Zanim amerykanie skończą następny lotniskowiec to Chińczycy za ten czas będą mieli 10. USA ma 11 lotniskowców a ile ich pływa 2-3 w porywach 4. Ponadto położenie strategiczne Chiny mają jeden kierunek a USA ile i te wszystkie siły muszą rozłożyć na Pacyfik, Atlantyk. A jak z remontami? ile trwają w USA a sprawa dotyczy nie tylko marynarki. Co do przeszkolenia też najlepiej nie jest, czego dowodzą różne incydenty, ujawnione i nieujawnione. Silna strona logistyka? ale logistyka wojny nie wygrywa jak nie ma kto walczyć Ile z środków na armię idzie na logistykę? zamiast np. na remonty. Po co amerykanom te 600 ba z z ukrytymi jeszcze więcej - to wszystko kosztuje a nie są to środki efektywnie wydawane.

Maciek
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 17:29

Strachy na lachy. USA mają miażdżącą przewagę ilościową i jakościową w każdej klasie okrętów. Fregat Chiny mogą mieć nieco więcej tylko dlatego, że USA zaniechały budowy takowych. USA mają ponadto olbrzymie doświadczenie w prowadzeniu wojny morskiej i morsko-lądowej. Do tego mają bazy, o jakich Chiny nie mogą nawet marzyć. Chińczycy próbują się mocować z hegemonem na Pacyfiku, jak swego czasu Japonia. Tylko, że ich pozycja wyjściowa jest znacznie gorsza, bo USA są im winne olbrzymie pieniądze, a większość eksportu Chin idzie do USA. Koncerny z USA łatwo mogą przenieść produkcję do Europy, ale Chiny nie mają komu sprzedać, jak USA przestaną kupować. Długi są denominowane w USD, więc Amerykanie mogą po prostu wydrukować te pieniądze i w walizkach wysłać do Chin. Że wartość USD spadnie? Może i spadnie, ale wtedy spadnie też wartość wszystkiego, bo cały świat żyje z tych znienawidzonych Jankesów. Np. taka RFN - koncerny samochodowe, chemiczne, maszynowe są uzależnione od eksportu do USA. Reasumując na żadne przesilenie na Pacyfiku w najbliższych dekadach się nie zanosi.

LLd
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 13:32

Doskonały artykuł.

CdM
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 13:08

@NAVY: "Państwa zachodnie są same winne sobie - przenoszenie zakładów produkcyjnych do Azji,udostępnianie technologii i umożliwianie Chinom działalności gospodarczej na świecie..." - krótko mówiąc, winna jest bezrefleksyjna globalizacja. A wina państw sprowadza się do tego, że na nią pozwoliły, dając w pewnym momencie korporacjom swobody i przywileje, dzięki którym te mogły ruszyć za zyskiem nie licząc się z interesami krajów i społeczeństw. Ponurym chichotem historii jest fakt, że głównymi winowajcami, czy też architektami tego gospodarczego neoliberalnego/neokonserwatywnego (jak zwał tak zwał) przewrotu, zastępującego wcześniejszy trzydziestoletni okres NewDealu w USA (i kompatybilnych: francuska "wspaniała trzydziestka", niemiecki "cud gospodarczy"), jest para przywódców z lat '80 (RR i MT), tych samych których zwykle wymienia się jako niezwykle zasłużonych w pokonaniu komunizmu...

logik
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 13:00

niedawno na na defiladzie w Chinach urwało się koło od chińskiego czołgu. I czołg przejechał kilka metrów i się rozkraczył. Czy ktokolwiek widział Abramsa od ktorego urywa się koło ,na prostej asfaltowej drodze ?

C.I.A.
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 12:18

Jak mowi przyslowie ''apetyt rosnie w miare jedzenia'', nie mam zadnych watpliwosci, ze wczesniej czy pozniej, Chiny narusza interesy Rosji oraz Indii, zapewne Chiny ''upomna'' sie o tereny poludniowej Syberi, gdzie obecnie przebywa wiecej obywateli Chin, anizeli rosjan, zas drugimi polem konfliktu Chin z Rosja moze sie stac arktyka. Natomiast, chyba moim zdaniem najgrozniejszym konflktem jaki moze sie zdazyc, bedzie konflikt Chin z Indiamii, wlasnie o strefe wplywow na morzu chinskim, i wlasnie dziwi mnie to ze autor slowem nie wspomnial zarowno o Rosji jak i Indii, ciekawe dlaczego !?

Waltzmann
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 11:51

Wielkie mi co, są już silniejsi ekonomicznie od usa, więc rozbudowuja flotę, żeby wyprzeć usa ze szlaków handlowych

Albert
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 11:47

Na przykladzie Chin widzimy problem i slabosc Europy. Chiny od wiekow to panstwo srodka, ktore uwaza sie za centrum swiata. Europa ze swoimi wewnetrznymi wojnami, checia dominacji jednych bialych nad drugimi prowadzi do ciaglej jej marginalizacji na arenie swiatowej. Kolejna taka sama polityka UE jak z przed wiekow rowniez nie wrozy niczego dobrego, sluzy jak zawsze zyskiem jednych kosztem drugich w sosob negatywny dla wszystkich stron. Chiny powracaja do swojej wielkiej polityki porzuconej przez nich w ostatnich wiekach. Europa ze swoim starym myslenie i nowym blednym podejsciem asymilacji barbarzyncow z tubylcami zaklada sobie powroz na szyje, brak swiezosci i rzeczywistego nowego otwarcia to odwieczny problem decydentow europejskich, oni szukaja wiecznie tylko jak zabic, zamordowac, okrasc, obrabic swojego, obcego jak dzisiaj asymilowac bo po co swojemu dac. W kolejnych ciezkich i dziwnych czasach zyjemy gdzie ciemnota technologiczno- intelektualna narzuca nam swoje prawa i normy.

Okręcik
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 10:47

jak USA buduje okręty to sytuacja nie jest alarmowa? W przypadku Chin nie ma się co dziwić, są wszak mocarstwem o olbrzymim potencjale ekonomicznym, ludnościowym, terytorialnym i militarnym. Na ich miejscu też bym nie pozwalał sobie dyktować warunków. Tak USA maja się czego obawiać - utraty pozycji światowego lidera.

Hym108
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 07:56

Analiza wojskowa to jedno a analiza kulturowa ( antropolgiczna i obyczajów ) to drugie. To tez ważny elemnent. Zaczął pan na tym forum za co należy sie uznanie. Nie jest ona jednak dokładna gdyż nie jest pan antropogiem z wykształcenia . Ale 1 krok więc super. Choć wciąż ten element mało widzę znany .na + -)

hermanaryk
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 02:23

Czyli za jakieś 15 lat Amerykanie mogą zacząć się martwić, że za kolejne 15 lat Chiny... :)

Armagedon
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 01:34

Za dziesięc lat swiatem będą rzadzić komunisci, dzieki Europejskim fabrykom w Chinach

Kiks
poniedziałek, 21 stycznia 2019, 00:56

@Andrettoni O chińskiej gospodarce ty wiesz tyle co kot napłakał.. Tam cały czas działa efekt skali i tylko on. A co do Chin.. Nie trzeba było robić interesów z dzikusami.

Gracz
niedziela, 20 stycznia 2019, 23:51

A mogliśmy się z nim dogadać.

Napoleon
niedziela, 20 stycznia 2019, 22:56

Koledzy chyba nie zbyt rozumieją o co w całej zabawie chodzi. Jeśli chodzi o Chiny to spór o MPCh jest kwestią dbania o peryferie bezpieczeństwa. Mają swoje historyczne roszczenia więc chcą to wykorzystać. Na czym Chiny obecnie zarabiają? A no na handlu światowym ustalonym przez USA. Cały problem w tym, że USA przetrwa w obecnym ładzie bez Chin, ale nie wiadomo jak w drugą stronę. Chiny jako strona defensywna jest korzystniej pozycjonowana. USA dopiero raczkują w próbach zmiany łańcucha dostaw z pominięciem Chin. Problemem jest to jak sprawić by sąsiedzi Chin pozostali po stronie Stanów. Jeśli USA nie przekona regionu do siebie to stworzy się dopiero koncert mocarstw. Będzie cała Azja (moze bez Indi, ale nie na długo) plus blok USA i Europy. Dopiero wtedy można mówić o jakimś dwubiegunowym świecie. Gra Panowie toczy się obecnie o regionalną hegemonie i dlatego powinniśmy się bać Rosji bo się ciągle liczy. Za jakiś czas będzie wyścig o hegemonie światową. Jeśli Chiny wygrają prymat na MPCh to nie będzie żadnej wojny. Handel przez Pacyfik stanie się iluzoryczny, a zacznie się walka o wpływy w Europie. Co to dla nas oznacza to jeszcze ciężko powiedzieć. Obyśmy nie dostali jak zwykle z dwóch stron. Przeżyliśmy rok 2018, to może być że i 2019 będzie również udany - to tak w ramach naszej Polskiej dalekobieżnych planów.

Andrettoni
niedziela, 20 stycznia 2019, 22:39

Chiny mają najmocniejszą gospodarkę na świecie i znajduje to odzwierciedlenie we wszystkich dziedzinach, a flota wojenna jest jedną z nich. Budują nowoczesne okręty, bo niby jakie maja budować? Przestarzałe? Przy tym budują małe jednostki, gdyż dzięki nim zdobywają doświadczenie zarówno w budowie jak i szkoleniu załóg. Po stronie USA jest problem skali. Olbrzymia flotę trzeba utrzymać i dlatego brak pieniędzy na budowę nowych okrętów. Z drugiej strony USA ma olbrzymie doświadczenie w szkoleniu załóg oraz ich dowodzeniu, a same załogi tez są bardzo doświadczone. Kolejna sprawa, która jest na korzyść USA to bazy na całym świecie i logistyka. Gorsze okręty, gorzej uzbrojone i wyposażone w gorsze lotnictwo mogą wygrać dzięki doświadczeniu załóg i dowódców. Jeżeli flota chińska wyrówna się wielkością z flotą USA będzie początkowo nowocześniejsza, gdyż niedawno wybudowana, natomiast wystąpi w niej również problem skali, gdyż jej utrzymanie również stanie się drogie. Jeżeli nie dojdzie do konfliktu zaraz po rozbudowaniu floty, to z biegiem czasu nowoczesność się wyrówna. Ewentualny konflikt w momencie maksymalnej rozbudowy floty chińskiej, zanim zacznie się ona starzeć oznaczałby starcie floty nowocześniejszej z flota bardziej doświadczoną. Nie rozumiem, dlaczego aspekt logistyki i doświadczenia jest stale pomijany. Dzięki ciągłym konfliktom armia USA ma największe doświadczenie na świecie, a walki wygrywa się nie dzięki lepszym okrętom/czołgom itp. tylko dzięki organizacji i wyszkoleniu. Przykładem może być II Wojna Światowa. Niemcy nie mieli na początku wojny lepszych czołgów niż alianci - wygrali dzięki lepszemu dowodzeniu i organizacji, głównie powszechnemu użyciu radiostacji. pod koniec wojny to Niemcy mieli lepszy sprzęt, ale przegrywali ze względu na słabą logistykę. Amerykanie mieli gorsze wojska i wyposażenie, a nawet mniej doświadczenia i gorszych dowódców, ale aktywnie współpracowali wzywając wsparcie artylerii i lotnictwa. Policzcie ile asów lotnictwa czy broni pancernej albo łodzi podwodnych mieli Niemcy - praktycznie w każdej dziedzinie wojny bili wszystkie rekordy. Oczywiście nie oznacza to, że flota Chin będzie niegroźna czy nieskuteczna, gdyż z czasem nabierze doświadczenia. Wraz z poziomem dobrobytu wzrosną wymagania obywateli, więc utrzymanie armii i floty znacznie wzrośnie, wzrośnie tez nowoczesność i doświadczenie. Do wojny raczej nie dojdzie, ale Chiny zaakcentują swoja rolę i powiększą strefę wpływów, co zmniejszy rolę USA. Z drugiej strony paradoksalnie USA będzie mogło zmniejszyć swoją flotę, gdyż nie będzie już jedynym żandarmem na świecie. Rosja, Chiny i Indie stworzą swoje strefy wpływów, ale prawd podobnie będą dbały o pokój w tych strefach. Problemem jest tylko okres przejściowych przepychanek. Prawdopodobnie przepychanki zaowocują tez innymi zmianami - zakończeniem porządków powstałych po II Wojnie Światowej. Niemcy i Japonia zbudują własne silne armie. USA nie będą już jedyna siłą, tylko będą musiały wejść w układ sojuszy z innymi silnymi państwami.

magazynier
niedziela, 20 stycznia 2019, 21:54

Amerykanie mają swoje okręty na wielu morzach, a Chińczycy na trzech. Na razie uczą się budować kopie okrętów, ale też szkolą swoich marynarzy. Od czasu gdy na rozkaz cesarza zniszczyli swoją flote, byli narodem rolników. Muszą to nadrobić.

MoreAndMore
niedziela, 20 stycznia 2019, 20:58

Autor zapomniał że Rosja, Polska itd. są do przejęcia i oczywiście w kosmos też się pchają... kawaler chiński dostaje od rządu chińskiego nagrodę za poślubienie zagranicznej

w
niedziela, 20 stycznia 2019, 20:28

widziałem w chińskiej TV cwiczenia pływajacych czołgów. One same chyba potrafia dopłynąc (szybko prawie jak motorówki)do Tajwanu

XB-70
niedziela, 20 stycznia 2019, 20:06

Najskuteczniejszą projekcję siły na duże odległości daje marynarka wojenna. Chińczycy to rozumieją, w latach 70-tych ubiegłego stulecia zrozumiał to ZSRR, od czasów II wojny światowej rozumie to USA. Mając sytuację gospodarczą i technologie pozwalające na budowę potęgi morskiej Chiny to zrobią. Za jakiś czas rozstrzygnie się kto na kolejne lata będzie rządzić na morzach. Dziś jest to USA ale przy tempie rozbudowy za 20 lat prawdopodobnie będą to Chiny. Rywalizacja zawsze będzie trwać, zmieniać będą się tylko główni gracze.

Auror
niedziela, 20 stycznia 2019, 20:05

Postęp w Chinach zaczął się z chwilą, gdy Zachód zaczął tam przenosić swoje fabryki i tym samym technologię. Co, zdziwko teraz, ręka w nocniku...?

face to face
niedziela, 20 stycznia 2019, 18:42

Ale broni myśliwskiej na razie nie opanowali.

boreasz
niedziela, 20 stycznia 2019, 18:27

A teraz napiszcie czyja ręka ich wykarmiła i po co. Kto lokował u nich produkcje i kapitał mimo tego, że miał świadomość kopiowania przez Chińczyków technologii. Podobny casus był przed wojną i wiemy jak to się skończyło.

LUK
niedziela, 20 stycznia 2019, 18:26

Chiny chcą zastąpić USA w roli hegemona światowego. To jaki świat znasz wynika z tego jak USA prowadziły swoją politykę na przestrzeni dziesiątek lat. USA wykreowały zasady i prawa w gospodarce światowej jakie obecnie obowiązują. USA są potęgą morską do której nikt w ostatnich dziesiątkach lat nie był w stanie się zbliżyć. Jeżeli Chiny przejmą pałeczkę może to oznaczać całkowitą zmianę ładu na świecie. Żaden hegemon na przestrzeni lat nie oddawał swojej pozycji bez walki. Czy będzie III wojna światowa? Co stanie się po zmianie ładu światowego z Polską, która ma "życzliwych sąsiadów"; z jednej strony z 3 gospodarką świata, z drugiej z 3-4 armią świata? ... Zostało nam się modlić by w wyniku przemian jakie mogą i będą następować Polska pozostała wolna i była w "nie gorszym stanie" niż obecnie...

Kamil
niedziela, 20 stycznia 2019, 17:23

Bardzo fajny artykul, Podziekowania autorowi

Zodiak
niedziela, 20 stycznia 2019, 16:37

Chiny są największym eksporterem świata. Są też najwiekszym konsumentem surowców. Cały ten gigantyczny potok towarów – z i do Chin - przepływa przez Pacyfik, zapewniając rozwój Państwu Środka. Nie do utrzymania - na dłużej - jest sytuacja, że Chiny są uzależnione od USA, które kontroluje szlaki wodne Pacyfiku. Za dominacją gospodarczą na Pacyfiku musi pójść dominacja militarna. Chiny nie mają alternatywy, jeżeli się chcą dalej rozwijać.

Podatnik
niedziela, 20 stycznia 2019, 16:31

@Hi: tu nie chodzi o obronę swojego wybrzeża tylko o coraz większą agresje Chin wobec sąsiadów. Pomimo przegranej rozprawy w Hadze z Filipinami. Chińskie władze nie uznają jego jurysdykcji i zapowiedziały, że zamierzają zignorować werdykt sądu. Chiny coraz bardziej przypominają Rosję, a nawet gorzej. Dla obydwóch tych państw liczy się tylko prawo silniejszego. Kwestią czasu jest tylko gdy Chiny kontynentalne zaatakują Tajwan.

Stary Grzyb
niedziela, 20 stycznia 2019, 16:15

Parę liczb, dla zobrazowania rzeczywistości: 1. Ciężkie lotniskowce atomowe: USA 11, Chiny 0 (zdolność Chin do budowy takich jednostek też zero). 2. Lekkie lotniskowce konwencjonalne: USA 9 w służbie + 10 w planach/budowie, Chiny 1 szkolny, 1 w próbach, 2 w budowie. 3. Krążowniki rakietowe z systemem AEGIS: 22 w służbie, Chiny 0. 4. Niszczyciele rakietowe z systemem AEGIS: 65 w służbie + 14 w planach/budowie, Chiny 11 w służbie, 3 w próbach, 14 w planach/budowie (odrębną kwestią jest, czy i na jakim poziomie chiński odpowiednik systemu AEGIS w ogóle działa, bo np. chińskie rakiety okrętowe wszystkich typów są nieporozumieniem na tle amerykańskich). 5. Duże okręty desantowe: USA 22 w służbie + 2 w planach/budowie, Chiny 6 w służbie + 2 planach/budowie. 6. Strategiczne atomowe okręty podwodne: USA 18 w służbie (14x24 ośmiogłowicowe pociski Trident II, razem 2.688 głowic + 4x154 pociski Cruise), Chiny 4 w służbie (4x12 jednogłowicowych pocisków JL-2, razem 48 głowic, okręty-nosiciele są bardzo głośne). 7. Uderzeniowe atomowe okręty podwodne: USA 53 w służbie + 33 w planach/budowie, Chiny 6 w służbie + brak informacji o okrętach w planach/budowie. Innymi słowy, w podstawowych klasach okrętów ilościowa i jakościowa przewaga USA nad Chinami jest miażdżąca - samych uderzeniowych atomowych okrętów podwodnych, dla chińskiej marynarki praktycznie niewykrywalnych, Amerykanie mają dwa razy więcej, niż Chińczycy wszystkich dużych okrętów razem - i na żadne prześcignięcie US Navy przez flotę Chin się nie zanosi.

roki
niedziela, 20 stycznia 2019, 16:13

Bardzo ciekawa analiza.

Generał John First
niedziela, 20 stycznia 2019, 15:24

A dlaczego tak jest???!!! Bo Amerykanie cały czas myślą , że mają najsilniejszą marynarkę i nie tylko na świecie. Żyją latami 90 ...jak się nie obudzą to będzie , źle. Tak było to samo z Perl Harbour .!! Myśleli a co tam nam zrobią , bawmy się i cieszmy się .. przecież mamy silną marynarkę i wojsko. Wtedy spali i widzieliśmy co się stało. LEKCEWAŻENIE PRZECIWNIKA JEST NAJGORSZYM ROZWIAZANIEM I PODEJŚCIEM. Przeciwnik tylko zagina rękawy , że tak o nim myślą i robi swoje. Do pracy Amerykanie i inne kraje. Chińczycy nie śpią a wy Amerykanie i reszta silny letarg. Pobudka !!!! Hitler też lekceważył Rosję i zapłacił. ( Oczywiście zlekceważył przyrodę ... zimę ale też wojsko Rosyjskie ). Lekceważenie , spanie i nie myślenie szkodzi... !!!!

Heisenberg
niedziela, 20 stycznia 2019, 15:20

@Hi Sytuacja jest jak najbardziej alarmująca,bo Chiny, czyli kraj o skrajnie innych wartościach niż nasze, bez wolności słowa, wyznania rzucają wyzwanie Zachodowi, bo pewnym jest że jeżeli USA zostanie przez Chiny pokonane to biada Europie, która jest nadal skrajnie podzielona i rozbrojona. A Chiny nie chcą już bronić wybrzeża. Chiny zaczną ekspansję na każdym akwenie tego świata, jeżeli będzie trzeba to agresywną ekspansję, jak napisano w artykule.

NAVY
niedziela, 20 stycznia 2019, 14:50

Państwa zachodnie są same winne sobie - przenoszenie zakładów produkcyjnych do Azji,udostępnianie technologii i umożliwianie Chinom działalności gospodarczej na świecie a wszytko przez pryzmat zysków nie licząc się z konsekwencjami zagrożenia militarnego... A w Polsce nadal nie widzi sie potrzeby posiadania floty i jej zastosowania na Bałtyku ! Rosjanie pokazali do czego są zdolni i, co grozi Zatoce Gdańskiej z ich strony.

Sailor
niedziela, 20 stycznia 2019, 14:49

Nie wiem czy celowo czy nie ale autor całkowicie pominął aspekt Rosji w długofalowej polityce Chin. Szczególnie mając na uwadze, że Chińczycy absolutnie nie zapomnieli, że Stalin po II WŚ zabrał Chinom całkiem spory kawałek terytorium.

Sailor
niedziela, 20 stycznia 2019, 14:47

Dlatego tak ważna jest dalsza konsolidacja Unii Europejskiej. Tylko silna i zjednoczona Unia będzie w stanie sprostać przyszłym wyzwaniom w kontekście postępowania Chin. Tylku jak tu pogodzić interesy i interesiki poszczególnych krajów i polityków w każdym z tych krajów gdzie każdy ciągnie w swoją stronę nie oglądając się na konsekwencje.

Smuteczek
niedziela, 20 stycznia 2019, 14:02

Bardzo fajny artykuł :)

Fgj
niedziela, 20 stycznia 2019, 13:46

Przyjemnie jest obserwować jak chińczycy odwracają sytuacje o 180 stopni, z okupowanej koloni staja sie potega zdolna zapewnić sobie niepodległošć i dobrobyt. Takie rzeczy wydarzaja sie w historii niezwykle rzadko.

Olender
niedziela, 20 stycznia 2019, 12:46

Wow... naprawdę dobry artykuł

Mosad
niedziela, 20 stycznia 2019, 12:38

Warto dodać, że jeśli chodzi o prześciganie USA w DDG i FFG to chodzi o kwestię dalekiego wschodu, a nie ogólną. Przy obecnym tempie budowy zbliżenie się Chin do USA w całkowitej ilości DDG będzie miało miejsce około 2030 roku.

Davien
niedziela, 20 stycznia 2019, 12:33

Jeżeli liczyc razem niszczyciele i fregaty to istotnie chiny maja wiecej jednostek, ale np w niszczycielach to ustepuja prawie dwukrotnie USA, nie mówiąc o jakosci i mozliwości niszczycieli chińskichi amerykańskich. W innych klasach jednostek jak OP czy lotniskowce to Chiny ustepuja jeszcze bardziej. Nowoczesnych fregat Chiny maja ok 30 wiec nawet jak dodać te 37 niszczycieli wszystkich klas to kontra 66 Arleight Burke...

Hi
niedziela, 20 stycznia 2019, 11:40

Sytuacja jest alarmujaca? Co w tym dziwnego że chińczycy chca bronic swojego wybrzeza?

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama