Irak to nie Afganistan – fałszywe „analogie” i odmienne realia [OPINIA]

5 września 2021, 08:56
760582247_fb97c50d14_k
Fot. US Air Force
Reklama

Pojawiające się porównania Iraku z Afganistanem są całkowicie chybione. Interwencja w Iraku miała zupełnie inne przyczyny i charakter niż w Afganistanie, a dzisiejsza obecność wojsk USA i innych państw NATO jest z nią dość luźno związana. Choć w obu przypadkach można mówić o porażce amerykańskiego projektu „nation building” (budowanie państwa) to w Iraku nie ma dziś zagrożenia dla konstytucyjnego porządku i władz wybranych w wyborach. Również wycofywanie się USA z Iraku ma zupełnie inne znaczenie i charakter.

Po wkroczeniu talibów do Kabulu i chaosie jaki zapanował w kolejnych dniach, panicznej ucieczce dziesiątek tysięcy Afgańczyków, dramatycznej ewakuacji i lawinie krytyki jaka (zasłużenie lub nie) spadła na amerykańskiego prezydenta Joe Bidena, pojawiły się również komentarze, że kolejna podobna katastrofa czeka Irak. Problem w tym, że są to sytuacje zupełnie nieporównywalne z wielu powodów, a podobieństwa są czysto pozorne. Promowanie takiego zestawienia jest oczywiście częścią propagandy przeciwników Bidena obliczoną na budowę wizerunku nieudolnego prezydenta, kapitulującego przed wrogimi USA "siłami islamu". Jednym z nielicznych podobieństw między sytuacją w Afganistanie i Iraku jest tymczasem to, że tzw. wycofanie się (które w istocie nie jest żadnym wycofaniem) USA z Iraku jest konsekwencją nieodpowiedzialnych kroków oraz decyzji podjętych przez Donalda Trumpa. W promowaniu takiego zestawienia zainteresowane są również siły antyamerykańskie: Rosja, Chiny i do pewnego stopnia Iran, którym zależy na tworzeniu wizerunku słabej Ameryki jakoby opuszczającej sojuszników. Wreszcie, zupełnie z innych powodów, promują ją iraccy Kurdowie. W tym wypadku chodzi o utrzymanie korzystnego dla Irbilu balansu sił w Iraku i niedopuszczenie do wzmocnienia władzy centralnej (co jest zresztą paradoksem, gdyż słabość władzy centralnej jest zwykle podawana jako jedno z głównych podobieństw Iraku i Afganistanu). Nie ulega natomiast najmniejszej wątpliwości, że to nie obecność USA w Irbilu jest dziś gwarancją, że nie wkroczy tam Haszed Szaabi (oddziały błędnie nazywane „proirańskimi milicjami szyickimi”), a tym bardziej Państwo Islamskie.

W przeciwieństwie do wojny w Afganistanie interwencja zbrojna w Iraku nie była spowodowana atakiem tego kraju, czy też sił znajdujących się pod jego ochroną, na USA. Abstrahując od różnych formalnych powodów i spekulacji na temat faktycznych przyczyn inwazji z 2003 r. to zarówno deklarowanym jak i w dużym stopniu również faktycznym celem okupacji była budowa nowego, demokratycznego państwa. O ile w Afganistanie był to cel wtórny i skończyło się to całkowitą klapą, o tyle w Iraku sytuacja jest znacznie bardziej złożona. O porażce USA w Iraku w tym kontekście można mówić w tym sensie, że efekty rzeczywiście nie były (i nie są) zgodne z oczekiwaniami amerykańskich teoretyków ignorujących lokalne uwarunkowania kulturowe. W szczególności nietrafne okazało się założenie, że w demokratycznych wyborach wygrają faworyzowani przez USA kandydaci, którzy będą prowadzić politykę sekularną, liberalną, tworząc w Iraku amerykański model demokracji i prowadząc politykę zagraniczną przyjazną interesom USA i Izraela, a nieprzyjazną Iranowi. To ostatnie założenie oparte było na doktrynie demokratycznego pokoju, zgodnie z którą demokratyczne państwa nie walczą ze sobą.

Gdy Amerykanie zorientowali się, że ich kandydaci nie wygrają w wyborach to chcieli wprowadzić pewne mechanizmy pośrednie gwarantujące odpowiedni wynik, ale ulegli pod wpływem nacisków ze strony ajatollaha Alego Sistaniego, najważniejszego duchownego szyickiego w Iraku. Nowa konstytucja iracka z 2005 r. była efektem międzysektariańskiego (szyicko-sunnicko-kurdyjskiego) kompromisu i choć USA odegrało kluczową rolę w jej tworzeniu, to Irakijczycy zaakceptowali ją w niesfałszowanym referendum.

Co więcej, o ile sunnici początkowo kontestowali nową rzeczywistość polityczną, o tyle szybko zorientowali się o bezcelowości takiego podejścia. Faktem jest, że w 2007 r. wybuchła wojna domowa między szyickimi milicjami a sunnickimi dżihadystami z Al Kaidą na czele oraz siłami związanymi z obalonym reżimem partii Baas, ale nie spowodowała ona znaczącego bojkotu wyborów i instytucji irackiego państwa przez żadną z grup etnosektariańskich. Warto przy tym podkreślić, że nawet najniższa frekwencja wyborcza w Iraku (wybory parlamentarne w 2018 r.) była dwukrotnie wyższa niż frekwencja w ostatnich wyborach prezydenckich w Afganistanie. Ponadto, o ile w powszechnej opinii wybory w Afganistanie były fałszowane, o tyle w Iraku tak nie było i dowodem na to jest zarówno to, że nie wygrywali kandydaci faworyzowani przez USA, jak i to, że przegrywali w nich czołowi politycy i kilkukrotnie doszło do pokojowego przekazania władzy.

image
Fot. U. S. Army

To oczywiście nie oznacza, że system zbudowany w Iraku jest doskonały. Wręcz przeciwnie, jest bardzo ułomny. Jednakże problemy z nim związane są zupełnie innej natury niż w Afganistanie. System etnosektariańskiego podziału stanowisk (znany jako muhasasa al taifija) doprowadził do zakorzenienia się korupcji, nepotyzmu i traktowania instytucji państwa (w tym ministerstw) jak udzielnych lenn przez poszczególne ugrupowania, a co za tym idzie obsadzania ich przez niekompetentnych ludzi. Warto przy tym dodać, że Amerykanie odegrali kluczową rolę w implementacji korupcji w Iraku, a najbardziej skorumpowanym rządem był rząd tymczasowy, który nie pochodził z wyborów. Inną sprzecznością w polityce USA w Iraku jest z jednej strony krytykowanie systemu muhasasa al taifija (który zresztą sami Amerykanie wprowadzili), w tym wspieranie antyrządowych protestów, z drugiej zaś strony popieranie postulatów Kurdów dotyczących obsady stanowisk według kryterium etniczno-partyjnego i nie centralizowania władzy (czego domagają się protestujący).

image
Fot: U. S. Army

 

Kluczowe znaczenie w zrozumieniu różnicy między sytuacją w Afganistanie i Iraku ma to, że obecnie nie ma w Iraku odpowiednika afgańskich talibów, to jest znaczącej siły polityczno-militarnej pragnącej i zdolnej do siłowego obalenia rządu oraz konstytucji, a następnie wprowadzenia nowego modelu rządów wykluczającego wybory. Faktem jest, że próbowało to zrobić w 2014 r. Państwo Islamskie jednakże znów jest tu znacząca różnica między pozycją tej organizacji w Iraku, a sytuacją talibów w Afganistanie. Bazą poparcia dla talibów jest bowiem największa grupa etniczna w Afganistanie tj. Pusztuni (ponad 40%) ale w mniejszym lub większym stopniu ich szeregi zasilali również przedstawiciele wszystkich innych grup etnicznych, z wyjątkiem szyickich Hazarów. Sunnici stanowią jednak 80 – 90% w Afganistanie. W Iraku ISIS nigdy nie mogłoby reprezentować szyitów, jazydów, chrześcijan i innych mniejszości religijnych, stanowiących łącznie ponad 60% społeczeństwa. ISIS stanowiących ponad połowę mieszkańców Iraku szyitów chciało po prostu eksterminować całkowicie. Również wśród stanowiących kolejne 20% irackiej populacji Kurdów poparcie dla ISIS było znikome.

Faktem jest, że ISIS po zajęciu Mosulu cieszyło się początkowo poparciem większości irackich sunnitów. Tyle, że bardzo szybko okazało się, że cele ISIS są inne niż spodziewała się tego większość irackich sunnitów, którzy nie pragnęli wymordowania szyitów, jazydów, chrześcijan itp. ani też budowy „kalifatu” skonfliktowanego z całym światem i funkcjonującego poza systemem międzynarodowym (talibowie zawsze chcieli funkcjonować w jego ramach, utrzymując stosunki dyplomatyczne z innymi państwami, a zatem jest to kolejna kluczowa różnica), lecz spodziewali się zajęcia Bagdadu przez ISIS, obalenia znienawidzonego przez nich rządu Nuriego al Malikiego i przywrócenia porządku opartego na politycznej dominacji sunnitów. Pojawiające się w tym czasie w mediach zachodnich spekulacje dotyczące rzekomego planu budowy „sunnilandu” przez irackich sunnitów były kolejną konfabulacją oderwanych od irackiej rzeczywistości zachodnich teoretyków. Przytłaczająca większość Irakijczyków (z wyjątkiem Kurdów) ma silne poczucie irackiej tożsamości narodowej, czy wręcz irackiego nacjonalizmu, a problemem jest to, że różne grupy mają różne rozumienie tego na czym ta tożsamość jest oparta.

image
Fot. U. S. Army

Reasumując, ISIS nigdy nie mogła odegrać takiej roli w Iraku jaką talibowie odegrali w Afganistanie, gdyż nie miała takiego potencjału społecznego poparcia (nie chodzi o realne poparcie, lecz jego potencjalne granice). Podobieństwem jest natomiast to, że tak jak talibów w Afganistanie, tak również ISIS w Iraku wspierały inne państwa. Tyle, że znów mimo tego podobieństwa wystąpiła też kluczowa różnica. Walkę z talibami prowadził bowiem wyłącznie afgański rząd działający pod patronatem i przy wsparciu USA i NATO, a inne państwa były co najwyżej neutralne, o ile nie zainteresowane porażką USA i NATO. Dotyczy to w szczególności Rosji, Chin oraz Iranu. Tymczasem w Iraku, poza wrogo nastawionymi do rządów opartych na szyickiej większości państw sunnickich, inne państwa nie wspierały ISIS. Dotyczy to w szczególności Iranu, który był zainteresowany zniszczeniem ISIS ze względu na własny interes tj. bezpieczeństwo Iranu oraz wpływy tego państwa w Iraku i szeroko rozumianym „szyickim półksiężycu”. Wspólny wróg wprawdzie nie spowodował sojuszu miedzy Iranem a USA, ale przez całą wojnę obie strony zawarły niepisany rozejm, nie wchodząc sobie nawzajem w drogę, a irackie Joint Operation Center współpracowało zarówno z Iranem jak i USA (i koalicjantami).

image
Fot. U. S. Army

Faktem jest również to, że iracka armia uciekła przed ISIS w Mosulu, tak jak to się stało obecnie w Afganistanie z siłami rządowymi poddającymi kolejne miasta i nie stawiając w nich znaczącego oporu. Tyle, że w Afganistanie nie doszło do zwołania pospolitego ruszenia przeciwko talibom, bo po prostu nie miał kto tego zrobić i poza niewielkimi wyjątkami (np. siły wciąż stawiające opór w Pandższirze) nie było formacji zbrojnych, które mogły i chciały stawiać opór bez względu na posiadanie lub nie zewnętrznego wsparcia. Tymczasem w Iraku ajatollah Ali Sistani cieszy się niepodważalnym autorytetem wśród szyitów (i nie tylko nich). Dlatego jego wezwanie (fatwa) do powszechnej mobilizacji i dżihadu obronnego przeciwko ISIS miało błyskawiczny efekt w postaci uformowania Haszed Szaabi. Ponadto trzon tej formacji stanowiły dobrze zorganizowane, doświadczone w walce milicje szyickie, uśpione po zakończeniu wojny domowej 2007 r. Oddziały te walczyły w interesie własnym i Iraku, a nie USA i NATO, do których miały delikatnie mówiąc chłodny stosunek. Nie ulega też wątpliwości, że oddziały te nie oddałyby ISIS bez walki kluczowych terenów szyickich, a także Bagdadu.

Ponadto, gdyby ISIS zdołała przełamać obronę irackiej stolicy przy braku interwencji USA to taka interwencja byłaby ze strony Iranu (w razie konieczności  Iran wysłałby po prostu wojsko by bronić Bagdadu i świętych miejsc szyickich: Nadżafu, Karbali i Samarry). To przecież Iran jako pierwszy udzielił Irakowi wsparcia wysyłając kilka dni po upadku Mosulu swoich doradców wojskowych do bazy Camp Speicher. Irańczycy (w tym osobiście gen. Kassem Sulejmani) obecni byli też w bitwie o Amirli, która rozpoczęła się już w czerwcu 2014 r. i odegrała ogromną role w budowaniu morale szyickich oddziałów walczących z ISIS. Natomiast, gdy w sierpniu 2014 r. ISIS uderzyło na Kurdystan to również Iran jako pierwszy dostarczył wsparcie w postaci broni. Dopiero kilka dni później Amerykanie zaczęli bombardowania pozycji ISIS co uchroniło Irbil przed wkroczeniem ISIS.

ISIS nie miała szans na zajęcie całego Iraku w 2014 r., bez względu na to czy Irak miałby wsparcie USA i innych państw międzynarodowej koalicji czy nie. Nie oznacza to bynajmniej, że to wsparcie było bez znaczenia. Wręcz przeciwnie, niemniej w najgorszym dla Iraku wypadku Iran kontrolowałby szyickie południe i prawdopodobnie Bagdad, „kalifat” pozostałe tereny arabskie, a Kurdowie dokonaliby secesji ojeśl  mieliby wsparcie ze strony USA (w przeciwnym razie Kurdystan zostałby zajęty albo przez siły irańsko-szyickie albo przez ISIS). To rozwiązanie nie było w interesie USA gdyż wzmacniało Iran i był to jeden z powodów interwencji. Obecnie zajęcie Iraku przez ISIS jest tym bardziej nierealne, gdyż armia iracka jest znacznie silniejsza i o zdecydowanie wyższym morale i podobnie jest z Haszed Szaabi.

Ponadto ISIS nie mogłoby już liczyć na takie wsparcie sunnitów jakie okazali oni w 2014 r. Wojna z ISIS była bowiem lekcją i to zarówno dla sunnitów jak i szyitów. Sunnici stracili najwięcej, bo to ich tereny i ich domy zostały najbardziej zniszczone. Ponadto ISIS niszczyło Irak, z którym zdecydowana większość sunnitów się identyfikuje. Dotyczy to również uczestników antyrządowych protestów, którzy kontestują system polityczny (ale nie demokrację jako taką), a w szczególności muhasasa al taifija, w imię wzmocnienia Iraku i władz centralnych, a nie jego niszczenia. Protestującym daleko również do ISIS, zwłaszcza, że większość protestów organizowana jest przez szyitów.

Jeszcze bardziej absurdalne jest porównywanie roli Haszed Szaabi w Iraku do tej jaką odegrali talibowie w Afganistanie. W przeciwieństwie do talibów formacja ta nie zwalcza ani irackiego systemu politycznego, ani obowiązującej konstytucji, ani też rządu i nie kwestionuje wyborów jako drogi wyłaniania władzy. Co więcej, Haszed Szaabi jest w dużej mierze beneficjentem tego systemu i (co już czyni całkowicie absurdalnym porównania z talibami) jest częścią irackich sił bezpieczeństwa. Całkiem niedawno iracki premier, w otoczeniu kluczowych dowódców armii irackiej, w tym mającego dobre relacje z Amerykanami szefa antyterrorystycznego CTS gen. Abdel Wahaba al-Saadiego, przyjmował defiladę Haszed Szaabi. Ugrupowania polityczne związane z niektórymi oddziałami Haszed Szaabi uczestniczą w wyborach, a największa formacja współtworząca Haszed Szaabi, tj. Badr, de facto opanowała Ministerstwo Spraw Wewnętrznych.

Oczywiście ma to swoje negatywne strony i przyczynia się do ułomności irackiego systemu politycznego ale oznacza, że Haszed Szaabi nie ma żadnego interesu by go obalać, zwłaszcza po wycofaniu się USA z Iraku, a inne podmioty, w tym w szczególności ISIS, nie mają takiej możliwości ze względu na brak siły. Nie bez znaczenia jest też to, że ajatollah Sistani i szyicka hauza (hierarchia duchowna skupiona w Nadżafie) nigdy by nie pozwolili na siłowe przejęcie władzy przez jakąkolwiek grupę szyicką. Proces wyborczy w Iraku jest przy tym niedoskonały i plagą stały się zabójstwa polityczne oraz demonstracje siły różnych formacji zbrojnych, przy czym dotyczy to nie tylko Haszed Szaabi ale również kurdyjskiej Peszmergi, która faktycznie dzieli się na dwie części podległe odpowiednio Partii Demokratycznej Kurdystanu i Patriotycznej Unii Kurdystanu. Powoduje to, ze zarówno Haszed Szaabi jak i Peszmerga mają charakter hybrydowy i determinuje to również hybrydowy charakter irackiego państwa. Irackiemu państwu i jego instytucjom daleko jednak do rozpadu, gdyż nikt liczący się nie ma w tym interesu.

Szyici również wyciągnęli lekcję z doświadczeń 2014 r. i wiedzą, że zbyt głęboka frustracja sunnitów nie jest także w ich interesie, bo mogą za to słono zapłacić. W wojnie z ISIS zginęły przecież tysiące szyickich żołnierzy zarówno irackiej armii jak i Haszed Szaabi. Z 2014 r. wyciągnęły lekcję również ościenne państwa sunnickie, w tym Arabia Saudyjska, Katar czy Zjednoczone Emiraty Arabskie. Wiedzą one, że wspieranie sunnickiej rebelii doprowadzić może najwyżej do tego, że Iran wzmocni swe wpływy w Iraku, a sunnitom zostaną zgliszcza, bo tereny naftowe są w strefie szyickiej i kurdyjskiej. Dlatego mimo wewnętrznej słabości Irak wzmacnia obecnie swoją pozycję regionalną.

Reklama
link: https://sklep.defence24.pl/produkt/brytyjskie-wojska-specjalne/
Reklama 

Całkowite wycofanie się USA z Iraku na pewno nie miałoby więc takiego efektu jak w Afganistanie. W szczególności nie wywołałoby żadnej paniki, nie spowodowałoby ucieczki kluczowych polityków za granicę, nie doprowadziłoby do ewakuacji ambasad (wręcz przeciwnie, można byłoby się spodziewać, że ostrzał Zielonej Strefy stałby się rzadszy o ile w ogóle by nie ustał) ani też nie stworzyłoby zagrożenia dla osób współpracujących z USA, zważywszy, że niemal wszyscy (poza kilkoma wyjątkami takimi jak Muktada as Sadr czy Kais al Chazali) politycy iraccy, w tym powiązani z Iranem i Haszed Szaabi, również współpracowali z USA. Przykładem jest nie tylko b. premier Nuri al Maliki, który władzę objął za Busha, a utrzymał mimo złego wyniku wyborów za Obamy, ale nawet lider związanego z Haszed Szaabi bloku Fatah Hadi al Ameri.

Z drugiej strony, obecność sił USA nie przeszkadza ani w politycznych zabójstwach, o które oskarżane są niektóre proirańskie frakcje Haszed Szaabi takie jak Kataib Hezbollah, ani we wsadzaniu do więzienia dziennikarzy pod zarzutem szpiegostwa (i to na rzecz państw europejskich) co miało niedawno miejsce w Kurdystanie. Wycofanie się USA nie spowodowałoby również wprowadzania jakichś nowych zasad dyskryminujących mniejszości czy kobiety, gdyż gdyby była taka wola to już by to zrobiono. Warto choćby wspomnieć, że kilka lat temu parlament uchwalił zakaz sprzedaży alkoholu i błyskawicznie się z tego wycofał, przy czym nie stało się to pod wpływem nacisków międzynarodowych, lecz wewnętrznych (uderzało bowiem ekonomicznie w chrześcijan i jazydów, o których poparcie szyici rywalizowali z Kurdami). Wreszcie wycofanie się wojsk USA z Iraku nie doprowadziłoby też do ataku sił rządowych (i/lub szyickich) na Kurdystan, gdyż wszyscy doskonale wiedzą, że zapoczątkowałoby to nową wojnę domową, a tej nikt w Iraku nie chce. Ponadto po referendum kurdyjskim w 2018 r. obecność USA nie zapobiegła siłowemu przejęciu przez siły rządowe i Haszed Szaabi tzw. terenów spornych. I to nie USA ale liderzy Haszed Szaabi zakazali szyickim oddziałom wkroczenie do Regionu Kurdystanu, gdyż nie chcieli przekroczyć czerwonej linii. Kilka miesięcy później polityczne frakcje w parlamencie związane z Haszed Szaabi zawarły sojusz z Kurdami.

Warto też pamiętać, że okupacja Iraku zakończyła się w 2011 r., a aktualna obecność wojsk USA i międzynarodowej koalicji w Iraku nie wynika z interwencji w 2003 r. ale z tej, która nastąpiła na prośbę władz Iraku w 2014 r. przeciwko ISIS. W tym sensie zakończyła się ona sukcesem. W okresie prezydentury Trumpa, zwłaszcza po odstąpieniu od JCPOA, coraz większe znaczenie zyskiwał jednak inny cel militarnej obecności USA w Iraku: przeciwdziałanie wpływom Iranu. W tym zakresie jednak USA i tak poniosło już porażkę i to w wyniku nieodpowiedzialnych działań Trumpa takich jak w szczególności zabicie gen. Kasema Sulejmaniego oraz Abu Mahdiego al Muhandisa. Doprowadziło to do intensyfikacji presji szyickich oddziałów tworzących tzw. „opór” i w rezultacie konieczności ewakuacji amerykańskich żołnierzy z większości baz. Ponadto w wyniku uchwały irackiego parlamentu żądającego wycofania się wojsk USA Trump, mimo początkowych pogróżek pod adresem Iraku, faktycznie ten proces rozpoczął ograniczając liczbę amerykańskich żołnierzy w Iraku do 2,5 tys. To za jego kadencji zapadła też decyzja o pełnym wycofaniu się po zawarciu stosownej umowy z Irakiem o współpracy w zakresie bezpieczeństwa. Warto podkreślić, że taka umowa w istocie została zawarta przez administrację Joe Bidena w czasie wizyty irackiego premiera Mustafy al Kadhimiego w Waszyngtonie w lipcu br. Stwierdzono w niej również, że z Iraku zostaną wycofane wyłącznie oddziały bojowe, a misja szkoleniowo-doradcza będzie kontynuowana. Tyle, że Pentagon nie podał jaka część obecnych sił USA w Iraku pełni funkcję bojową i istnieją głębokie wątpliwości czy jakakolwiek. A to oznacza, że „wycofanie” faktycznie nie jest wycofaniem, lecz tylko zmianą nazwy.

image
Fot. U. S. Army
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 34
Reklama
Kalina
środa, 8 września 2021, 00:32

Ale głupoty... pomijając że to temat przeszły już.

Szept
sobota, 11 września 2021, 22:52

Było zapotrzebowanie na tekst że w Iraku to jednak był sukces, wolność i demokracja i trzeba było zapewnić owieczki że Afganistan się nie powtórzy. Tak więc pan Witold popełnił tego potworka, z którego za diabła nie wiadomo o co chodzi.

kanonier
wtorek, 7 września 2021, 08:35

To dobrze że globalny agresor tworzy i publikuje zupełnie różne i wręcz dowolne powody agresji w różnych przypadkach. Nie wieje nudą i jest podstawa do nowych analiz, dyskusji i publikacji. Mogą zarabiać tzw. dyżurni eksperci i w ogóle jest ciekawie gdy równiez w tym aspekcie świat jest zróżnicowany. Cieszmy się...

Jabadabadu
poniedziałek, 6 września 2021, 17:04

No to po wycofaniu się USA z Iraku powinny zaatakować następny kraj aby wprowadzić tam demokrację. Proponuję na początek taki kraj, który nie podpisał konwencji o zakazie stosowania broni chemicznej i bakteriologicznej, a który tej pierwszej z upodobaniem używa od kilkudziesięciu lat na całym świecie.

R
poniedziałek, 6 września 2021, 14:10

"Warto też pamiętać, że okupacja Iraku zakończyła się w 2011..." Ale jak to okupacje, przeciez ekspert Davien twierdz, ze zadnej okupacji nie bylo.

Olo
poniedziałek, 6 września 2021, 10:20

Wybielanie nic tu nie pomoże. O ile utrzyma się klanowość w społeczeństwie to o żadnej "demokracji" nie ma mowy. A zniszczenie czy erozja znaczenia starych struktur klanowych doprowadzi do wyalienowania członków spoleczności i bandytyzmu jak w USA.

Nostradamus
poniedziałek, 6 września 2021, 00:46

Kiedy cywilizacja judeo-chrzescijanska sie zjednoczy jak przed 1917 i w koncu zrozumie ze trzeba przestac klocic sie miedzy soba a zrobic porzadek z III swiatem to wygra jesli nie to bedzie koniec swiata.

olo
sobota, 11 września 2021, 12:16

Od 1914 to nie cywilizacja judeo-chrześcijańska rozdaje karty w Europie. Niestety.

JAck
niedziela, 5 września 2021, 20:38

Ciekawe co będzie jak Afganistan stanie się rozsadnikiem Islamu?

tak
poniedziałek, 6 września 2021, 00:29

Tak samo jak Arabia Saudyjska? Mysle ze to nie mozliwe

Kordian
niedziela, 5 września 2021, 15:19

Bardzo ciekawy artykuł, ciekaw jestem jak USA będzie oceniane za kilka lat po wycofaniu się z Bliskiego Wschodu.

Ech
poniedziałek, 6 września 2021, 00:29

Za kilka to moze nie, ale za kilkadziestat to ludzie beda sie za glowe lapali jak taki barbazynca mogl istniec w 21 wieku.

klawiatura
niedziela, 5 września 2021, 12:54

Jakie piękne zdjęcie zołnierza z dziećmi. Scenarzysta się postarał.

były porucznik zmechu
niedziela, 5 września 2021, 12:41

Irak zaatakował USA? Czyżbym miał jakąś lukę w pamięci?

Trzcinq
niedziela, 5 września 2021, 12:24

Powinni i z tamtego regionu się wycofać podobnie jak i SZ FR

Davien
niedziela, 5 września 2021, 16:09

Sa w Iraku na prosbe i za zgodą rządu irackiego więc daruj sobie.

Olo
poniedziałek, 6 września 2021, 10:31

Nie kłam. - Nie ma już więcej potrzeby, by jakiekolwiek obce formacje bojowe stacjonowały na terytorium irackim - zaznaczył premier Iraku al-Khadimi w opublikowanej w niedzielę rozmowie z dziennikarzami Associated Press.

Sarmata
niedziela, 5 września 2021, 18:09

A Iracki Parlament poprosił USA o opuszecznie Iraku. Parlament jest wybierany przez wyborców i jest władzą demokratyczną w odróznieniu od rządu.

gdfgfdgdsfhfdgfsd
poniedziałek, 6 września 2021, 10:20

To jest kwestia prawna kto może rozwiązać umowę i na jakich warunkach, czy rząd czy parlament. Niestety masz małe pojęcie o demokracji. Demokracja to nie jest parlament, ale cały system rządów w Państwie. Parlament to tylko część demokracji, dokładnie tak samo jak rząd i wiele innych instytucji.

Monkey
niedziela, 5 września 2021, 22:00

@Sarmata: Dla @Davien tylko parlamenty wybierane przez siły okupacyjne Zachodu, a zwłaszcza USA są wiarygodnymi parlamentami. Fakt, że iracki parlament juz dawno ich poprosił nic dla takich ludzi nie znaczy. Oni przecież wierzą w demokrację. Taką na ich zasadach.

Ech
poniedziałek, 6 września 2021, 00:31

RZad poprosil by wpadli na chwili pomoc walczyc z ISIS (glowny cizar i tak spoczal na Iranie, kurdach i innych ugrupowaniach zarzadzanych przez zabitego Sulejmaniego) Ale amerykanie jak wejda....*(poproszni) to nie wyjda (nawet jesli poprosznie) Cos jak z histria Krztyzakow w Polske. Lepiej uwazac kogo sie zaprsza

Gulden
niedziela, 5 września 2021, 11:52

No nie wiem,analogie SĄ,i to widoczne gołym okiem.Ano-amerykanie wtarabanili się do Iraku, i wmawiając przy okazji(wkłamiając w żywe oczy!),sojusznikom w NATO,że Saddam siedzi na broni masowego rażenia-czy to chodziło o broń chemiczną,biologiczną,czy atomową,prawda?I szukają ich tam zawzięcie do tej pory,i efektów NIE MA.No poza zajęciem Iraku przez USA,Anglików,i wzięcie w swoje ręce tego,co tam najbardziej opłacalne jest-czyli surowce naturalne,prawda?I odnosząc sposób postępowania amerykanów z afgańczykami(talibami,mudżahedinami,pasztunami,czy kto tam się za afgańczyków uważa)...wychodzi na to,że USA chciało "ukarać"ten kraj za to,że parę samolotów im narobiło zamieszania w Nowym Jorku,burząc budynki mieszkalno-usługowe,plus uderzenie niewidzialnego Boeninga w Pentagon.I na tej niby podstawie,poprzez media,i taką a nie inną narrację Białego Domu,skierowano ostrze armii USA, na ten Kraj.Co kompletnie jakoś nie trzyma się kupy,bo zamachowcy, to byli saudyjczycy.Ba,szukano lata całe po afganistanie mitycznego bin Ladena,który w tym czasie,po zwianiu z afganistanu(w sumie po co miał tam siedzieć?),udał się za granicę,do Pakistanu,i siedząc wygodnie w willi,wraz z rodziną,i patrząc na CNN,zachodził w głowę,o co chodzi tym jankesom.Najbardziej zabawne zaś jest to,że wmawiano amerykanom,i całemu światu przy okazji,że to w sumie jednak misja"humanitarna"jest,i ogólnie chodzi o zaprowadzenie tam demokracji,wolności słowa,tolerancji dla płci wszelakich czy czego tam jeszcze musiał słuchać odbiorca medialnej papki w TV.Cóż,w miarę rozgarnięty człowiek,od razu wiedział,że prędzej na Mount Everest wyrośnie lilia wodna i zakwitnie,niż te szczytne cele zostaną zrealizowane w Afganistanie.Co DOBITNIE pokazał sposób ewakuacji po 20 latach amerykanów i reszty popierającej ich(opłacanej przez USA,zachód),administracji kolaboranckiej na tym terenie...Na chwilę obecną po raz KOLEJNY,USA zostawiło ogromny problem,wręcz granat z wyciągniętą zawleczką,pod tytułem Afganistan.Pytanie tylko,komu to wybuchnie pod zadem.Zresztą,ogólnie rzecz biorąc,skoro natura nie znosi próżni,sępy już krążą nad Kabulem.I czy to Pekin,czy to Moskwa,czy to Ankara,prędzej czy póżniej przyjdzie tam ze swoją parasolką,i otworzy go nad tym Krajem.A jest tam na czym położyć łapę,po ta ziemia kryje to,co jest niezbędne w przemyśle,gospodarce.Czyli surowce.Już osobną,ale warto przypomnieć,że przez Afganistan idzie szlak przemytniczy,chodzi o narkotyki,które idą poten na chłonny rynek FR,oraz dalej do UE.Naprawdę należy przyjrzeć się,jak talibowie mają zamiar to rozpracować.Bo na tym szlaku leży góra kasy,a i konkretne ekipy czerpią z tego zyski.Odnośnie sytuacji w Afganistanie,był i jest tutaj artykuł,wypowiedż, jakiegoś pułkownika armii USA,który był na miejscu,i otwartym tekstem powiedział,z jaką ściemą miał do czynienia...

SAS
poniedziałek, 6 września 2021, 10:12

Jest jeszcze gorzej. Następna miała być wojna z Iranem. Machina propagandowa USA-ISISRAEL przeciwko Iranowi już była rozgrzana do czerwoności, co najmniej dwa razy. Iran uratowały ruchawki w Iraku i Afganistanie. Po prostu USA żeby trwać, musi toczyć wojny, bo tak ma ustawioną gospodarkę.

Gulden
wtorek, 7 września 2021, 11:49

-sas-Słuszne spostrzeżenie.Iran,ani na chwilę nie schodzi z pierwszego miejsca,gdzie amerykanie by się chętnie wpakowali.Na "Osi zła"to number one.Próbowano już chyba wszystkiego,od destabilizacji wewnętrznej,opłacania opozycji by obalała rząd,po zdejmowanie co bardziej wyrażistych postaci,z tego łez padołu.Irańczycy trzymają się dzielnie,ku nieopisanej rozpaczy i wściekłosci ekipy z Tel Awivu,na czele.Ba,dobrze w sumie kombinują,bo gadają,współpracują iz FR,z Pekinem,,plus z zachodem,od czasu zdjęcia części sankcji na ten Kraj.Sytuacja się moim zdaniem wymyka z rąk amerykanom.Choć w sumie,wcale bym się nie zdziwił,że obecnie cąły Pentagon,CIA i reszta intensywnie kombinują, jak wykorzystać choćby talibów,by zaczeli działać zbrojnie na terenie Iranu.W sumie co za różnica?Kurd,ISIS,czy jakakolwiek wybrana przez nich organizacja na tym terenie,opłacana i wyposażana w sprzęt,może za nich wyciągać kasztany z ognia,gołymi rękoma.Sytuacja jest rozwojowa,dynamiczna.

Ech
poniedziałek, 6 września 2021, 00:34

A pamietasz jak Polska dostala swoja prowincje do zarzadzania? Strefe okupacyjna. Mialo byc tak milo i pieknie.:) Szkoda ze sie przysyzulismy do zajecia obcego kraju.

Gulden
wtorek, 7 września 2021, 11:53

-ech-Też mnie dziwi,że Marek Belka,i ówczesny rząd,na czele z Millerem,nie chwali się zdobyczami,kontraktami,i górą kasy,którą niby mieliśmy zarobić na kontraktach w kwestii odbudowy Iraku choćby.Powinni nie schodzić z anteny TV,obecnie, i chwalić się tym,że to dzięki nim między innymi,Polska uczestniczyła w zaprowadzaniu demokracji(i dobrobytu,przy okazji)w Iraku,a póżniej w Afganistanie.Mam dobrą pamięć,swego czasu tokowali w TV,odnośnie"korzyści"płynących z obecności na wojnie,ręka w rękę z amerykanami.

Logik
niedziela, 5 września 2021, 15:44

Zwięźle i na temat. Brawa dla Pana Repetowicza

Adr
niedziela, 5 września 2021, 13:41

Analogię są widoczne gołym okiem, nad rozncami trzeba się zastanowić i potrzebna jest minimalna wiedza. Po to ten artykuł.

Gulden
niedziela, 5 września 2021, 14:43

-adr-No cóż,patrząc z perspektywy,to amerykanie tylko musieli się bardziej napocić,w afganistanie,z powodu takiego,a nie innego ukształtowania terenu,tudzież z leksza innych uwarunkowań związanych z sąsiadami graniczącymi z afganistanem.I to w sumie tylko tyle.Reszta-prawie ten sam modus operandi.

Olo
poniedziałek, 6 września 2021, 10:34

dokładnie, ale przecież można łepek zapałki podzielić na czworo, a co.....

niedziela, 5 września 2021, 11:31

Irak to był bandycki napad NATO o charakterze grabiezczym Afganistan to był bandycki napad o charakterze rozbujniczym z saudem w tle. Dlaczego USA nie zbombardowało USA po zamachu w Oklahoma city?

Trzcinq
poniedziałek, 6 września 2021, 08:50

Dodać należy jeszcze Jugosławię. Jednym słowem USA to terrorysta nr. 1 na świecie. Na szczęście upada imperium demorepubliki

Viktor
niedziela, 5 września 2021, 11:11

Haszed Szaabi podobnie do talibów to był uśpiony wróg zachodu Teraz szczury wyszły z nor

Davien
niedziela, 5 września 2021, 16:16

Haszed Szaabi powstało w 2014r kiedy dawno nie było sił zachodu w Afganistanie a ich celem była walka z ISIS po stronie rządu Iraku.

Tweets Defence24