Gotowi na atak. Estonia "nie zostanie zajęta w ciągu kilku dni"

14 stycznia 2018, 13:58
a73bf51f89ab9881d757a8da5a5c8e8c
Fot. U.S. Army National Guard, Staff Sgt. Brett Miller, 116 Public Affairs Detachment/Domena Publiczna

Przejęcie kontroli nad terytorium Estonii nie jest możliwe w kilka dni - podkreśla generał brygady Martin Herem, szef sztabu estońskich sił (ang. Headquarters of the Estonian Defence Forces). 

Zgodnie z informacjami, które generał przekazał lokalnym mediom, będące pod jego kontrolą siły są w stanie wysłać do walki 21 tysięcy żołnierzy - stanowią oni tzw. siły odpowiedzialne, które zostaną wyposażone w "niezbędną broń i amunicję", by odeprzeć atak wroga. Wspomniana przez generała liczba żołnierzy - jak zaznaczył - ma umożliwić Estonii "poradzenie sobie" z pewnymi zagrożeniami o własnych siłach. Zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami estońskich dowódców, mobilizacja 21 tys. żołnierzy to kwestia 48 godzin.

Estonia nie może zostać zajęta w ciagu dni. Możliwe, że zajęte zostaną niektóre obszary, ale pytanie brzmi, czy wróg naprawdę będzie kontynuować (atak - przyp.red.), jeśli przyjdzie mu się zmierzyć z 21 tys. ludzi.

Gen. bryg. Martin Herem, szef sztabu EDF

Dowódca dodał również, że w przypadku konfliktu zbrojnego, wiele zależeć będzie od celu, który obierze "wróg". Za przykład posłużył tu przypadek Ukrainy, gdzie zajęto część terytorium kraju, czyli Krym. Generał sugeruje więc, że zadaniem wroga nie będzie jak najszybsze zajęcie całego kraju, ale właśnie okupacja wybranego obszaru, a następnie rozpoczęcie negocjacji. Dla powodzenia takiej taktyki, jak wskazuje estoński generał, jest jednak niezbędne ustanowienie wyraźnej linii kontroli.

Estonia czujna i przygotowana

W dalszej części rozmowy z estońskimi dziennikarzami dowódca miał zapewnić, że wojsko przygląda się wszelkim działaniom podejmowanym przy granicy kraju. Jak zaznaczył, przygotowania czy zgrupowania oddziałów blisko linii granicznej i zagrażające Estonii nie przejdą niezauważone. Przykładem są zeszłoroczne ćwiczenia Zapad 2017. W opinii gen. Herema, kraje zachodnie skupiły się w ich przypadku na analizie sytuacji na Białorusi. Estonia jednak, analizując informacje także z tzw. kanałów publicznych, czy mediów społecznościowych, dostrzegła "więcej" niż inne kraje. Zresztą to właśnie kraje bałtyckie jako pierwsze skrytykowały rosyjskie manewry za ich rozmach i cele. Obawy potwierdzać miał fakt, że - zgodnie z informacjami przekazywanymi przez niemiecką prasę - w tym samym czasie rosyjska armia prowadziła również manewry na innym kierunkach. Jednym z nich było ćwiczenie przejęcia kontroli nad przestrzenią powietrzną oraz portami Estonii, Litwy i Łotwy, tak aby uniemożliwić pomoc ze strony NATO.

Generał Herem porównał również "status wojskowy" Estonii do sytuacji w jakiej znajdowały się siły takich krajów, jak wspomniana wcześniej Ukraina czy Gruzja, w momencie gdy zostały zaatakowane. Podstawową różnicą ma być stopień gotowości wojsk. Estonia, jak mówił, nie musi mobilizować tysięcy żołnierzy, a następnie myśleć o ich rozmieszczeniu. Miał tu zapewne na myśli tempo, w jakim do walki w jego kraju stanąć może do 21 tys. żołnierzy. W przypadku Ukrainy problemem miał być również brak zaufania między dowódcami.

Czytaj więcej: Zatrzymać agresję za wszelką cenę. Państwa bałtyckie zwiększają potencjał obronny [RAPORT]

Należy przy tym podkreślić, że to właśnie wydarzenia na Ukrainie z 2014 roku ostatecznie doprowadziły do przyspieszonego rozwoju oraz zwiększenia tempa modernizacji sił zbrojnych państw bałtyckich. Obecnie działania te skupiać mają się na zwiększeniu stanu osobowego wojsk oraz zakupie nowego wyposażenia.

Poziom bezpieczeństwa Estonii łączyć należy także z działaniami podejmowanymi przez NATO. Chodzi tu mianowicie o wzmocnienie tzw. flanki wschodniej przez 17 krajów członkowskich. W ramach NATO eFP w estońskiej bazie Tapa stacjonuje 1200 żołnierzy. Niebo nad krajami bałtyckimi chronią natomiast sojusznicze myśliwce w ramach Baltic Air Policing - obecnie misja ta realizowana jest przez samoloty Danii i Włoch (w Estonii stacjonują włoskie Eurofightery). Według informacji litewskiego ministerstwa obrony myśliwce NATO, działając w ramach operacji Baltic Air Policing wykonały w sumie w samym 2016 r. 110 lotów na przechwycenie rosyjskich statków powietrznych podlatujących blisko przestrzeni powietrznej krajów bałtyckich: Litwy, Łotwy i Estonii.

Co więcej, w odpowiedzi na apele Litwy i Estonii dotyczące objęcia ich terytorium parasolem obrony przeciwlotniczej, USA wysłało zestawy obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej Patriot na ćwiczenia do tych krajów. Natomiast Brytyjczycy według niektórych źródeł w ramach swojej wysuniętej obecności przysyłają do Estonii wyrzutnie rakietowe M270 MLRS, w grupie batalionowej w Estonii na pewno są haubice AS-90.

Władze Estonii miały również w 2017 roku kłaść duży nacisk na utworzenie tzw. wojskowego Schengen. Pozwoliłoby na bardziej swobodne przemieszczanie oddziałów. Estończycy oceniają, że wymogi dotyczące pozwoleń i przeszkody logistyczne sprawiły, że przerzucanie oddziałów i sprzętu wojskowego między państwami członkowskimi UE jest "zaskakująco trudne". Niewątpliwie sytuacja ta negatywnie wpłynęłaby na poziom bezpieczeństwa kraju w przypadku ewentualnego ataku.

Są pieniądze, nie ma ludzi

Herem odpowiedział również na pytanie dotyczące przeznaczenia ponad 2 proc. PKB na wydatki związane z obronnością (Estonia jest jednym z pięciu krajów NATO, który realizuje obecnie to zobowiązanie). Jak poinformował, wojsko nie jest obecnie w stanie w pełni wykorzystać tych środków (na obronę narodową władze Estonii przeznaczają ok. 481,9 mln EUR). Co ciekawe, związane ma to być m.in. z faktem, że dostawcy nie są w stanie wystarczająco szybko dostarczyć np. amunicji, nie nadążają bowiem z jej produkcją. Zwiększenie limitów zapasów posiadanej amunicji to element usprawnienia możliwości obronnych Estonii w latach 2017-2021. Na liście jest również modernizacja infrastruktury militarnej i posiadanych poligonów wojskowych.

Wpływ na prowadzone przez władze postępowania i pozyskiwanie sprzętu na również populacja Estonii, która liczy 1,3 mln osób. Znacząco ogranicza to w opinii generała możliwości rozwoju wojska i jego arsenału, szczególnie w przypadku skomplikowanych systemów np. obrony przeciwlotniczej, do których obsługi potrzebnych jest nawet do 150 żołnierzy. 

Liczba osób, które chcą zostać zawodowymi żołnierzami, wyczerpuje się.

Gen. bryg. Martin Herem, szef sztabu EDF

Braki w kadrach generał szacuje na ok. 40 zawodowych żołnierzy. Co prawda estońskie wojsko zatrudniło w 2017 roku 300 nowych osób, ale siły jednocześnie opuściło 250 wojskowych. Obecnie w armii służy 3400 zawodowych żołnierzy i 3500 z poboru. Celem władz jest natomiast zwiększenie liczby personelu wojskowego do 3600, chociaż jeszcze niedawno mówiło się o 3800 "zawodowcach". Przeszkodę ma stanowić również problem z przejściem niezbędnych badań lekarskich przez rekrutów oraz sposób, w jaki obywatele Estonii postrzegają służbę w wojsku. 

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 1
Reklama
Olgierd
czwartek, 15 marca 2018, 23:23

Hmm, śmiem twierdzić, że ma racje, nie będzie potrzeba kilku dni, wystarczą godziny...

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama