Dlaczego „Saphir” mógł „zatopić” amerykański lotniskowiec? [ANALIZA]

14 marca 2020, 11:52
1 PZfnef-Q_yGdLX2BRKeZ5w
Dowód skuteczności ataku – zdjęcie lotniskowca HMS „Illustrious” widziane przez peryskop kanadyjskiego okrętu podwodnego HMCS „Corner Brooks”. Fot. Royal Canadian Navy

Według niepotwierdzonych przez Amerykanów źródeł francuski okręt podwodny “Saphir” przedarł się przez siły osłony i „zatopił” w czasie ćwiczeń połowę amerykańskiej grupy lotniskowcowej. Takich przykładów zabójczej skuteczności okrętów podwodnych jest o wiele więcej, jednak większość z nich została objęta tajemnicą. Wyjaśnieniami o tym, jak to było możliwe, są bowiem bardzo mocno zainteresowani Rosjanie i Chińczycy.

Wbrew pozorom informacje na temat skuteczności działań okrętów podwodnych w czasie ćwiczeń pojawiają się dosyć często. W większości przypadków takich newsów się jednak nie potwierdza, ani tym bardziej nie wyjaśnia, w jaki sposób podwodnikom udało się przedrzeć przez siły osłony i wykonać zadanie.

Ostatnio szczególnie głośno było o „wyczynach” francuskiego, atomowego okrętu podwodnego „Saphir”, który uczestnicząc od 22 stycznia do 5 lutego 2015 roku w ćwiczeniach COMPTUEX (C2X) miał podobno zatopić połowę grupy lotniskowcowej CSG 12 (Carrier Strike Group) w składzie: lotniskowiec USS „Theodore Roosevelt”, krążownik rakietowy typu Ticonderoga USS „Normandy” (CG 60) oraz niszczyciele rakietowe typu Arleigh Burke: USS „Winston S. Churchill” (DDG 81), USS „Forrest Sherman” (DDG 98) i USS „Farragut” (DDG 99). Jak się później okazało skutecznym sposobem działania francuskich podwodników zainteresowali się przede wszystkim Chińczycy licząc, że w ten sposób znajdą słabe punkty w systemie obrony amerykańskich lotniskowców.

image
Okrętowy zespół osłony lotniskowca USS „Theodore Roosevelt” w czasie ćwiczenia COMPTUEX – zdjęcie z 12 stycznia 2015 r. Zespół ten został „zatopiony” kilka dni później przez francuski okręt podwodny „Saphir”. Fot. Rodney Davidson/US Navy

Działaniom „Saphira” poświęcono w Chinach nawet specjalny artykuł w periodyku naukowym nr 8/2015 „Ordnance Industry Science and Technology” pod tytułem „Pojedynczy atomowy okręt podwodny „zatapia ”połowę bojowej grupy lotniskowcowej”. Na szczęście dla Amerykanów francuska relacja na temat tego wydarzenia z 2015 roku została bardzo szybko usunięta z ogólnodostępnych źródeł i jak się okazuje nie tylko z powodu chińskiej oraz rosyjskiej marynarki wojennej. Chodziło bowiem również o prestiż amerykańskich sił morskich, który został w ten sposób poważnie naruszony.

Sytuację pogarszał fakt, że źródłem zamieszania był okręt – właśnie francuskiej marynarki wojennej, która niesłusznie jest lekceważona przez bardzo wielu analityków - w tym amerykańskich. Dodatkowo był to pierwszy przypadek, gdy okręt podwodny z Francji został zaproszony jako „agresor” do wspólnych manewrów z grupą lotniskowcową i od razu wykazał nieskuteczność całego systemu osłony.

„Saphir wkradł się dyskretnie do serca ekranu utworzonego przez amerykańskie fregaty chroniące lotniskowiec, unikając przy tym wykrycia i przeciwdziałania ze strony wszechobecnych środków powietrznych. Rankiem ostatniego dnia, został wydany rozkaz otwarcia ognia, pozwalając Szafirowi fikcyjnie zatopić USS „Theodor Roosevelt” i większość jego eskorty”.

Relacja francuskiej marynarki wojennej z 2015 roku

 image

Lotniskowiec USS “Theodore Roosevelt” w asyście krążownika rakietowego USS “Bunker Hill” i śmigłowcowca desantoweho USS “Germantown” podczas przejścia przez Pacyfik 15 lutego 2020 r. Fot. Dylan Lavin/US Navy

Tymczasem francuska marynarka wojenna i w ogóle francuskie siły zbrojne są zaliczane przez specjalistów do najlepszych na świecie (po amerykańskich) jeżeli chodzi o przygotowanie do faktycznych działań operacyjnych. Świadczą o tym nie tylko liczne misje wojskowe (w tym głównie w Afryce północnej i środkowej), ale również bez przerwy prowadzone rejsy operacyjne strategicznych i uderzeniowych okrętów podwodnych. W tym przypadku Francuzi są w elicie i ich sukces nie powinien być traktowany przez Amerykanów jako ujma na honorze, ale jako cenna lekcja ucząca przeciwdziałania takim sytuacjom.

W Stanach Zjednoczonych panowała jednak cisza na ten temat (w tym na oficjalnej stronie lotniskowca USS „Theodor Roosevelt”), a amerykańska marynarka wojenna jedynie pochwaliła francuskiego „Saphira” za jego zdolność do „penetrowania obrony”. Sprawą zainteresowali się jednak Chińczycy, ponieważ lotniskowiec USS „Theodor Roosevelt” (i nie tylko) został „zatopiony” przez stosunkowo stary okręt podwodny. „Saphir” został bowiem wprowadzono do służby 6 lipca 1984 roku i w 2015 roku miał już ponad 30 lat (został zresztą wycofany cztery lata później). Dodatkowo jest to najmniejszy uderzeniowy okręt podwodny na świecie (2670 ton), co z jednej strony może być zaletą, ale jest również dużym utrudnieniem (jest mniejsza przestrzeń na zabranie odpowiedniego wyposażenia sonarowego i wyciszenie pokładowych systemów wewnętrznych poprzez ich separację od kadłuba).

W warunkach oceanicznych większe jednostki mogą więc być skuteczniejsze, o czym świadczy np. budowa przez Rosjan serii wielkich krążowników podwodnych projektu 949 (wg. NATO typu Oscar) o wyporności 19400 ton. Amerykanie już się na pewno zastanawiają, co by się stało gdyby Francuzi „zaatakowali” ich grupę lotniskowcową wykorzystując właśnie wprowadzane, nowej generacji okręty podwodne typu Barracuda (o wyporności podwodnej 5300 ton i nowej generacji systemach uzbrojenia), a więc jednostki uważane obecnie za najlepsze w swojej klasie na świecie.

image
Niszczyciele grupy lotniskowcowej w czasie ćwiczenia COMPTUEX na chwilę przed tym, jak francuski okręt podwodny “Saphir” “zatopi” chroniony przez nie lotniskowiec USS „Theodore Roosevelt” (zdjęcie z 22 stycznia 2015 r.). Fot. Rodney Davidson/US Navy

Oczywiście ćwiczenia nie można porównać do prawdziwych działań bojowych, gdy wszyscy rzeczywiście walczą o życie. W czasie wojny dowódcy okrętów podwodnych nie myślą bowiem tylko o wykonaniu zadania, ale również o konieczności zapewnienia sobie drogi ucieczki. Dodatkowo zatopienie kilku jednostek jest możliwe tylko wtedy, gdy one nie wiedzą o wykonywanym ataku. W czasie pokojowych ćwiczeń było to łatwe, ponieważ w zespole okrętowym nikt nie mógł dostrzec wzrokiem (np. po wybuchach), że poszczególne okręty są skutecznie atakowane. W normalnych działaniach już pierwsze trafienie torpedy lub rakiety wywołałoby natychmiastową reakcję sił osłony i wtedy okręt podwodny przestaje być „myśliwym” a staje się „zwierzyną”.

To zamieszanie (w tym poprzez zaburzenie środowiska hydroakustycznego) może być jednak przydatne w planowaniu ucieczki, szczególnie, gdy atak następuje z dużych odległości. Chińczycy analizujące całe zdarzenie przypuszczają jednak, że skuteczny atak „Saphira” jest wynikiem przede wszystkim nowoczesnych, francuskich systemów obserwacji zainstalowanych na tym okręcie oraz dużego doświadczenia jego dowódcy, który potrafił maksymalnie wykorzystać złożone warunki hydroakustyczne panujące w rejonie ćwiczeń (koło Florydy). Chińscy specjaliści wymieniają wśród z nich takie zjawiska jak:

  • „strefa konwergencji” („convergence zone”), w której dochodzi do styku różnych prądów powietrznych. W rejonie ćwiczeń z „Saphirem” szczególnie użyteczna dla podwodników mogła być tzw. strefa konwergencji tropikalnej;
  • „gradienty prędkości dźwięku” („sound speed gradients”) – określające szybkość zmiany prędkości dźwięku wraz ze zmianą głębokości. Odpowiednie wykorzystanie tego parametru pozwala m.in. na wykrycie warstw wody od których odbija się fala akustyczna z sonarów okrętów znajdujących się na powierzchni (poniżej okręty podwodne mogą stać się „niewidoczne”);
  • „zimny wir” („cold eddy”) – czyli wiry oceaniczne z zimnym rdzeniem o średnicy nawet ponad 10000 km, które oddzielają się od prądów oceanicznych i przemieszczają się do wód strukturalnie jednorodnych;
  • „efekt popołudniowy” („afternoon effect”) – zjawisko pogorszenia się parametrów sonarów pojawiające się godzinach popołudniowych i wieczornych podczas spokojnych, słonecznych dni.
image
Atomowy okręt podwodny „Saphir”, któremu udało się „zatopić” amerykański lotniskowiec USS „Theodore Roosevelt”. For. Marine nationale

W rzeczywistości takich sprzyjających okrętom podwodnym zjawisk i „sztuczek” jest na pewno o wiele więcej i każda marynarka wojenna chroni je jako gwarancję skuteczności swoich okrętów podwodnych. Dlatego tak ważne dla Chińczyków stało się określenie, jak to się stało, że francuskim podwodnikom udało się przedrzeć przez wielowarstwową obronę amerykańskiego lotniskowca. I jak się okazuje - nie tylko francuskim.

Okrety podwodne ciągłym zagrożeniem dla lotniskowców. I nie tylko lotniskowców

Sukces „Saphira” był tym większy, że Amerykanie teoretycznie powinni być przygotowanie na zagrożenie ze strony tego rodzaju jednostki pływającej. Dziesięć lat wcześniej Stany Zjednoczone poprosiły bowiem Szwecję, o wypożyczenie na rok czasu jednego okrętu podwodnego typu A19 Gotland o wyporności podwodnej 1600 ton, by z jego pomocą można było szkolić amerykańskie siły ZOP (zwalczania okrętów podwodnych). Rząd szwedzki wyraził na to zgodę i w 2005 roku do Stanów Zjednoczonych na pokładzie statku transportowego został wysłany HSwMS „Gotland”. Współpraca okazała się tak korzystna, że umowę przedłużono o rok i ostatecznie Szwedzi wrócili z San Diego na Bałtyk dopiero w lipcu 2007 roku.

Amerykanie mieli więc rzeczywiście dobrą okazję do nauki, ponieważ HSwMS „Gotland” w tamtym czasie był uważany za jeden z najlepszych okrętów podwodnych w swojej klasie na świecie. Tak dobra opinia wynikała z wieloletniego doświadczenie szwedzkich stoczni w budowaniu tego rodzaju jednostek pływających, z dobrego wyszkolenia szwedzkich podwodników, z nowoczesnego wyposażenia i uzbrojenia (w większości szwedzkiego) jak również z niezawodnego napędu niezależnego od powietrza (opartego o silnik Stirlinga), który pozwala na nawet kilkunastodniowe przebywanie w zanurzeniu.

Szczegółowe dane na temat zadań realizowanych przez Szwedów w Stanach Zjednoczonych nie są znane, ale wiadomo na pewno, że HSwMS „Gotland” w czasie jednego z ćwiczeń na Pacyfiku przedarł się przez zespół ochrony i niezauważony sfotografował przez peryskop lotniskowiec USS „Ronald Reagan” (co w manewrach morskich jest dowodem na przeprowadzenie skutecznego ataku). Amerykanie wiedzieli więc, że niewielkie okręty są w stanie ominąć ich linie obrony i dzięki szwedzkiej pomocy mieli czas by się przed tym lepiej zabezpieczyć.

image
Szwedzki okręt podwodny HSwMS „Gotland” typu A19 w czasie parady morskiej w bazie San Diego w Kalifornii 1 października 2005 roku. W tle widoczny amerykański lotniskowiec USS „Ronald Reagan”, który kilka miesięcy później w czasie ćwiczeń został przez Szwedów „zatopiony” pomimo całego systemu ochrony. Fot. Michael Moriatis/US Navy

Francuski „Saphir” pokazał, że pomimo wprowadzonych od tego czasu rozwiązań to zagrożenie jest cały czas bardzo poważne. Szczególnie niebezpieczne wydają się być okręty mogące przez długi okres czasu przebywać pod wodą (z napędem atomowym lub napędem AIP niezależnym od powietrza). Pierwsza linia obrony amerykańskich zespołów lotniskowcowych obejmuje bowiem środki obserwacji powietrznej, które pozwalają na wykrywanie wynurzonych okrętów, peryskopów lub chrapów. Jeżeli okręt nie podnosi się do pewnej granicy głębokości to jego wykrycie przez statek powietrzny jest możliwe tylko przy nieprawdopodobnym szczęściu (gdy śmigłowiec opuści sonar nad okrętem lub pława hydroakustyczna zostanie zrzucona dokładnie na trasie tego okrętu).

image
Strona tytułowa branżowego pisma francuskiej marynarki wojennej „Cols-bleus”, w którym opisano sukces okrętu podwodnego „Saphir” w czasie amerykańskich ćwiczeń COMPTUEX. Fot. Marine nationale

To właśnie dlatego „Saphir” o napędzie atomowym mógł wpłynąć niezauważenie w głąb amerykańskiego systemu obrony pomimo, że latał nad nim morski samolot patrolowy P8 Poseidon, reklamowany jako najlepszy na świecie. Takich „wpadek” zespołów osłonowych lotniskowcowych było zresztą wcześniej o wiele więcej i to nie tylko amerykańskich.

W 2007 roku głośno stało się o sukcesie kanadyjskiego okrętu podwodnego HMCS „Corner Brook” o napędzie diesel-elektrycznym (typu Upholder o wyporności 2400 ton), który „zatopił” w czasie ćwiczeń na Atlantyku brytyjski lotniskowiec HMS „Illustrious” (o wyporności 22000 ton). Kanadyjczycy by udowodnić na jaką odległość udało się podejść do brytyjskiego okrętu, zrobili mu zdjęcie przez peryskop, które potem opublikowała kanadyjska marynarka wojenna.

Podobny sukces w odniesieniu do tego samego lotniskowca miał prawdopodobnie amerykański okręt podwodny o napędzie atomowym typu Los Angeles USS „Dallas” (o wyporności 6900 ton) w czasie manewrów w Zatoce Omańskiej 3 października 2013 r. W tym przypadku nie opublikowano jednak wyników ćwiczenia nie chcąc ujawniać, że siły osłony brytyjskiej jednostki były niewystarczająco skuteczne. Sukces w tym przypadku jest jednak o tyle prawdopodobny, że Amerykanie mieli lepszy okręt od Kanadyjczyków, a ponadto ich załoga na pewno była lepiej zgrana (przebywając wielokrotnie dłużej na morzu).

Nie tylko „ataki” własnych okrętów podwodnych, ale również potencjalnego przeciwnika

Okręty podwodne zawsze były uważane za niezwykle niebezpieczne dla dużych okrętów nawodnych. Ocenia się, że w czasie II wojny światowej były one przyczyną zatonięcia co najmniej siedemnastu lotniskowców (z czego osiem były ofiarami Amerykanów). Cały czas więc pracowano nad ulepszaniem systemu ochrony tych cennych jednostek, po wojnie zdobywając doświadczenia w czasie ćwiczeń i licznych „incydentów”.

Tych incydentów wbrew pozorom było bardzo dużo, szczególnie ze strony Związku Radzieckiego. Władze ZSRR wydały bowiem rozkaz swoim uderzeniowym okrętom podwodnym, by w miarę możliwości ćwiczyły ataki na amerykańskie zespoły lotniskowcowe. Na morzach toczyła się więc swoista zabawa „w kotka i myszkę”, w której Rosjanie byli zarówno stroną atakująca, jak i tropioną. Rosyjscy podwodnicy chwalili się później, że udawało im się śledzić lotniskowce US Navy i to nawet przez kilka dni. Robili to na różne sposoby - np. poruszając się z tą samą prędkością i kursem jak poszukujące ich jednostki nawodne, których sonary były wtedy niewystarczająco skuteczne.

image
Francuski lotniskowiec „Charles de Gaulle” w asyście australijskiego okrętu podwodnego HMAS „Collins” podczas ćwiczeń La Perouse w Zatoce Bengalskiej (zdjęcie z 22 maja 2019 r. Fot. Jimmy Ong/US Navy

Może to być prawdą, ponieważ w marcu 1984 r. radziecki, atomowy okręt podwodny projektu 671 „K-314” rzeczywiście tropił amerykański lotniskowiec USS „Kitty Hawk” na Morzu Japońskim. Zdarzenie to o mały włos nie zakończyłoby się zresztą tragicznie, ponieważ Amerykanie ostatecznie stracili kontakt z rosyjską jednostką i doszło do kolizji dwóch kilkunastokrotnie różniących się wypornością jednostek pływających (4830 ton w porównaniu do 82000 ton). Ostatecznie w kadłubie amerykańskiego lotniskowca pozostała część jednej ze śrub sowieckiej jednostki oraz powłoki tłumiącej fale akustyczne, a „K-314” był widziany przez japoński samolot patrolowy, gdy uszkodzony płynął na powierzchni w kierunki swojej bazy.

image
Radziecki okręt podwodny typu Victor, który „staranował” amerykański lotniskowiec USS „Kitty Hawk”. Fot. Wikipedia/US Navy

„Nękani” przez Sowietów byli również Brytyjczycy, których lotniskowiec HMS „Illustrious” przepłynął w listopadzie 1984 roku w odległości około pięćset metrów od radzieckiego okrętu projektu 641B (według NATO typu Tango).

Po zakończeniu Zimnej Wojny w tej rywalizacji na morzu przewagę uzyskali Amerykanie. Rosjanie nie mają już bowiem wystarczających środków finansowych, by uczestniczyć w tak kosztownym wyścigu. Rosja nie może więc już zbudować w odpowiedniej ilości następców dla tak nowoczesnych w swoim czasie okrętów jak: projekt 671 (według NATO typu Victor), projekt 971 (według NATO typu Akuła), czy projekt 945 (według NATO typu Sierra).

image
Chiński okręt podwodny typu Song. Fot. Wikipedia

Wyścig się jednak nie skończył, ponieważ w miejsce Rosjan coraz poważniej zaczynają wchodzić Chińczycy. Jak na razie oficjalnie znany jest jeden przypadek skutecznego „ataku” przeprowadzonego przez chińską marynarkę wojenną. W październiku 2006 roku okręt podwodny z napędem diesel-elektrycznym typu 039 (według NATO typu Song) o wyporności 2250 ton wynurzył się na wodach między Japonią a Tajwanem w odległości dziewięciu mil morskich od lotniskowca USS „Kitty Hawk”. Było więc wystarczająco blisko by trafić torpedą w amerykańską jednostkę.

Amerykanie mieli się potem tłumaczyć, że ich zespół ochrony rzeczywiście nie wykrył chińskiego okrętu, ale było to w czasie, gdy nie było napięcia na arenie międzynarodowej. W przeciwnym wypadku na pewno nie pozwoliliby Chińczykom na zbliżenie się tak blisko do ich lotniskowca.

Aktywne w tego rodzaju „podchodach” są zresztą nie tylko Chiny ale również inne kraje wykorzystujące okręty podwodne. Dowodem na to może być przypadek algierskiego okrętu podwodnego projektu 877EKM, który podobno wynurzył się nagle w środku zespołu amerykańskich okrętów – prawdopodobnie z powodu błędu jednego z członków załogi, któremu nie udało się utrzymać jednostki na głębokości peryskopowej. Ale znany jest również przypadek „zaginięcia” trzech irańskich jednostek projekty 877EKM, które podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej wypłynęły na morze i alianckim siłom ZOP nie udało się ich wytropić.

„Atakowani” są zresztą nie tylko Amerykanie. W 2007 roku Rosjanie poinformowali, że zespół ochrony ich jedynego lotniskowca „Admirał Kuzniecow” (dwa niszczyciele ZOP „Admirał Czabanienko” i „Admirał Liewczenko”) przez pół godziny tropił niezidentyfikowany okręt podwodny, który miał się za bardzo do nich zbliżyć. Oczywiście żadne z państw nie przyznało się, by to ich okręt próbował przechytrzyć Rosjan i z jakim skutkiem (chociaż wiadomo, że w czasie ucieczki użyto wabików).

Podobnym zainteresowaniem, przede wszystkim ze strony amerykańskich okrętów podwodnych, cieszy się na pewno chiński lotniskowiec „Liaoning”. I to właśnie dlatego Chińczycy wysyłają swój największy okręt tylko w silnej osłonie swoich okrętów podwodnych typu 091 (według NATO typu Han) i 039, które w tym czasie zawsze ćwiczą działania ZOP.

Wszystkie te przypadki są dowodem na to, że nowoczesne i dobrze uzbrojone okręty podwodne są nadal najlepszym środkiem do prowadzenia wojen morskich na pełną skalę. Są też prawdopodobnie największym zagrożeniem dla najpotężniejszych obecnie na świecie okrętów nawodnych – lotniskowców.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 208
Reklama
Veritas
środa, 18 marca 2020, 17:12

Warto byłoby wspomnieć pewne mało znane zdarzenie, które miało miejsce na Morzu Barentsa w 1992 roku. Amerykański okręt podwodny USS Baton Rouge typu Los Angeles, podczas tajnej misji w rejonie wyspy Kildin na Północ od Półwyspu Kolskiego, zderzył się z radzieckim okrętem podwodnym Kostroma, projektu 945. Amerykański okręt podwodny po zderzeniu wymagał kapitalnego remontu, a następnie w 1993 roku został przeniesiony do rezerwy i ostatecznie jako pierwsza jednostka swojego typu, został wycofany ze służby w 1995 roku. Dla porównania radziecki okręt podwodny o tytanowym kadłubie, doznał w wyniku tej kolizji jedynie niewielkich uszkodzeń, które zostały szybko naprawione i jednostka wróciła do służby. Amerykański okręt podwodny USS Baton Rouge (SSN-689) doznał poważnych uszkodzeń, w tym pęknięcia kadłuba ciśnieniowego. US Navy na początku bagatelizowała ich skalę, ale następnie przyznała, że przywrócenie okrętu do służby wymagałoby przeprowadzenia kapitalnego remontu. Koszty okazały się jednak tak wysokie, że ostatecznie zrezygnowano z przeprowadzenia naprawy. Amerykański okręt został został zdezaktywowany w dniu 1 listopada 1993 roku w stoczni Mare Island w Vallejo w stanie Kalifornia, a następnie zezłomowany w stoczni Puget Sound w Bremerton w stanie Waszyngton. K-276 Kostroma została skierowana do remontu w stoczni Nerpa w Snieżnogorsku w Obwodzie Murmańskim, który zakończył się w dniu 29 czerwca 1992 roku. Radziecki okręt po tym incydencie otrzymał cyfrę 1 namalowaną na kiosku, zgodnie z tradycją morską wskazującą liczbę zwycięstw...

Obserwator
środa, 18 marca 2020, 17:07

Eksperci wojskowi zwracają uwagę na fakt, że okręty podwodne stanowią poważne zagrożenie nawet dla największych potęg morskich. Amerykanie przez dłuższy czas przekonani byli o tym, że liczą się tylko jednostki o napędzie atomowym. Jednak okazało się, że konwencjonalne okręty podwodne o napędzie diesel-elektrycznym są nadal groźnym przeciwnikiem i to nawet dla najnowocześniejszych jednostek nawodnych. Warto wspomnieć, że szwedzki okręt podwodny Gotland, typu A-19 wyszedł zwycięsko z niemal wszystkich pojedynków z okrętami wojennymi US Navy podczas wspólnych ćwiczeń morskich na Pacyfiku. W symulowanych starciach “zatopił “ prawie wszystkie typy jednostek amerykańskich - od lotniskowców typu Nimitz, po okręty podwodne typu Los Angeles. Szwedzi byli w stanie zmylić poszukujące go zespoły lotniczo-morskie Amerykanów i z bardzo małej odległości symulować odpalenie torped w kierunku lotniskowca USS "Ronald Reagan", co w warunkach bojowych równałoby się jego zatopieniu. Oczywiście w trakcie manewrów morskich szwedzki okręt podwodny zamiast salwy torped wykonał przez peryskop jedynie zdjęcia atakowanego amerykańskiego lotniskowca. W związku z tym USA uważnie przyglądają się flotom morskim swoich potencjalnych przeciwników, którzy posiadają okręty podwodne o napędzie konwencjonalnym i nie tylko...

klaun-szyderca
poniedziałek, 16 marca 2020, 23:46

A czy ktoś może mnie uświadomić, na którym oceanie znajdują się te zimne wiry o średnicy dziesięć tysięcy kilometrów, czyli 1/4 maksymalnego obwodu Ziemi i półtora średniego promienia naszej planety ?

Jabadabadu
poniedziałek, 16 marca 2020, 22:10

Nasz Orzeł, kiedy jeszcze pływał, wynurzał się przy burcie komodora w środku polującej na niego eskadry, która w dodatku wiedziała, że pod wodą jest Orzeł. Dla nie zorientownych: to Warszawianka w zubożonej wersji i dość stary egzemplarz. Pozdrawiam wszystkich, którzy twierdzą że ta technika to złom.

Marek
wtorek, 17 marca 2020, 06:44

A jak Orzeł radził sobie z nowoczesnymi OP ? Bo to jest istotne. Wojnę na morzu rozstrzygną okręty podwodne między sobą. Okręty nawodne wejdą do akcji gdy będzie w miarę czysto pod wodą.

wtorek, 17 marca 2020, 12:37

Serio?

Marek
poniedziałek, 16 marca 2020, 09:26

LGU nie służą do walki z okrętami podwodnymi. Nie służą do walki z flotą przeciwnika wcale. Lotniskowce oraz lotnicze okręty desantowe to głównie jednostki do projekcji siły na ląd. Wchodzą do akcji, gdy flota przeciwnika jest już unieszkodliwiona. W US NAVY walka z okrętami podwodnymi to głównie zadanie własnych okrętów podwodnych. Podejście LGU przez okręt podwodny nie jest żadną sensacją. W takiej konfrontacji OP jest zwykle na mocno uprzywilejowanej pozycji. Niepokojące byłoby, gdyby np amerykańskie Virginie dwałay się łatwo podejść. Kolega z pracy, były oficer na amerykańskim bumerze, opowiadał mi kiedyś że na ćwiczeniach okręty nawodne nie potrafiły ich wykryć nawet gdy celowo walili młotkiem w jakieś żelastwo.

Zorro
poniedziałek, 16 marca 2020, 02:36

A polska okrętów podwodnych unika ?

Grzegorz Brzęczyszczykiewicz
poniedziałek, 16 marca 2020, 23:21

A jak taki okręt podwodny dostarczyć na defiladę? Wisła za płytka no i zapora we Włocławku przeszkadza.

Andrzej
niedziela, 15 marca 2020, 13:21

Po pierwsze żadna torpeda / rakieta nie została odpalona , tylko zrobiono zdjęcia. W razie rzeczywistego ataku na sonarach / radarach lub innym sprzęcie zobaczyć można co i z skąd zostało wystrzelone , a systemy obronne skierowane przeciwko torpedom / rakietom nie zostały aktywowane ( uruchomione) Nikt z nas nie wie do końca co na obrone własną ma taka grupa bojowa

Palmel
niedziela, 15 marca 2020, 12:55

Szkoda że nie ma wiadomości z morza śródziemnego kiedy to dwa lata temu okręty NATO szukały Rosyjskich okrętów które przeszły cieśninę Gibraltarską i jak Rosjanie szybko znaleźli Duński czy holenderski okręt podwodny niedaleko wybrzeży Syrii

Keras
poniedziałek, 16 marca 2020, 10:03

Cieśnina Gibraltarska jest tak opomiarowana, że nawet sardynka nie przepłynie niezauważona. To samo Bosfor i Dardanelle. I nie są to ruskie systemy.

Ekonomista
poniedziałek, 16 marca 2020, 02:44

Wiadomosc z kilku dni jak to Amerykanie wpłynęli na Indonezję w sprawie zakupu odrzucenia zakupu su-35 ponieważ zakłuci równowagę sił Australii i Singapuru ! Ja jestem coraz bardziej przekonany ze te całe NATO lub USA to jeden wielki blef i szeroko zakrojona propaganda bo w razie konfliktu pomiędzy USA -Rosją to ruskie tak im by dupe skopali jak w Wietnamie

środa, 13 maja 2020, 12:34

Mi

zXzCXCxzcvvxyj
poniedziałek, 16 marca 2020, 10:04

Wątpię w to skopanie przy pełnym zaangażowaniu USA, ale w pewnym stopniu to zależy na jakim teatrze.

chateaux
poniedziałek, 16 marca 2020, 00:49

Nie musiały szukać. W czasach zimnej wojny, 24/7 pilnowały cieśniny co najmniej dwa atomowe okręty podwodne - jeden po jednej, drugi po drugiej stronie. Radzieckie okrety podwodne nie miały cienia szansy niezauważonego przejścia, nawet korzystając z podwodnych prądów morskich płynących z Atlantyku na Morze Śródziemne. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że teraz jest podobnie samo.

poniedziałek, 16 marca 2020, 12:11

Co nie zmienia faktu że jednak akcja poszukiwawcza tych OP czy też jednego Op na M. Śródziemnym była. Widą cto było gołym okiem. Jak to wygladało to jest wielka tajemnicą, nikt pary z gębusi nie puśćił. Jednak można były gdzieniegdzie przeczytać ploteczki że te czy tez ten OP tak sie zapodział że go jednak nie znależli.

chateaux
poniedziałek, 16 marca 2020, 18:16

Ploteczki. To chyba najczęściej powtarzane słowo w komentarzach DF24.

wtorek, 17 marca 2020, 12:39

Prawie wszystkie wiadomości dotyczące sporej części możliwości różnych broni to materiały reklamowe i ploteczki(czyli same bajki). Na wszystkich portalach.

Zbigniew
niedziela, 15 marca 2020, 11:53

W treści tego artykułu jest zawarte uzasadnienie dlaczego agentura rosyjska tak wytrwale zwalcza polskie starania o uzyskanie silnie uzbrojonych okrętów podwodnych. Polska ma środki na budowę ale pomimo starań bezskutecznie szuka zleceniobiorcy. To dlatego że Rosja serio obawia się takich okrętów na Bałtyku.

dim
poniedziałek, 16 marca 2020, 07:37

Jak wiadomo Bałtyk, z jego dużymi głębokościami, a przy polskim brzegu także licznymi wyspami skałkami i zakamarkami dna, to wcale nie jest płytka i piaszczysta kałuża. A polskie, głęboko ukryte w górotworze, bazy także stanowiłyby bezpieczne schronienie dla op. Z drugiej strony, to na pewno przez Bałtyk szłoby rosyjskie zmasowane uderzenie na Warszawę i COP. I zwyczajnie, nieprawdą jest, że cały Bałtyk - w kwestii statków flot transportowych, cały, po Świnoujście, jest w zasięgu rakiet z OK. Przy tym nieprawda, że rozśrodkowanych i bazowanych w dziesiątkach indywidualnych schronów. A zresztą, nawet gdyby to była prawda z rakietami i schronami, to przecież zniszczymy je skrycie podpływając naszymi op. Podobnie jak dzięki op utrudnimy przeprawy przez Bug, czy zablokujemy Zatokę Gdańską, uniemożliwiając desant. Słowem tak, czy owak najlpszy stosunek koszt/efekt naszych zdolności obronnych, to właśnie okręty podwodne, nie żadna tam opl czy p/panc. - czy to chciałeś napisać ?

Racjonalnie Myślący
poniedziałek, 16 marca 2020, 11:40

Nieprawdą również jest, że ze względu na skomplikowane warunki hydrologiczne i stratyfikację wód Bałtyk zapewnia okrętom podwodnym doskonale warunki do skrytego działania . Nieprawdą też jest, że skuteczny zasięg rakiet p-okręt zależy od zdolności wykrywania celów, w tym horyzontu radiolokacyjnego. Nieprawdą też jest, że gros polskiego importu idzie przez Bałtyk. Nieprawdą też jest, że OP nie mają możliwości penetrowania baz morskich nieprzyjaciela ("Whiskey" on the rocks to wymysł zachodniej propagandy). Nieprawdą też jest, że sama obecność OP ma duże znaczenie operacyjne, czy wręcz strategiczne (działania w trakcie IIWŚ na Bałtyku, czy wojna o Falklandy wcale tego nie dowodzą). Nieprawdą też jest że najlepszym środkiem zwalczania OP są OP.

AlS
poniedziałek, 16 marca 2020, 20:24

Falklandy nie dowodzą? Piszesz całkowite nonsensy. To zatopienie krążownika General Belgramo przez brytyjski OP spowodowało wycofanie argentyńskiej floty, w tym lotniskowca. Ten ostatni przenosił zespół uderzeniowy 21 samolotów A4 Skyhawk, które udowodniły swoją skuteczność w tym konflikcie. Gdyby mogły działać z lotniskowca, a nie z odległych baz lądowych, z pewnością zadałyby Brytyjczykom sporo większe straty, kto wie, może decydujące. OP praktycznie odizolowały teren działań i poza nielicznymi, ale bardzo skutecznymi nalotami, Argentyńczycy nie mogli już wiele zdziałać przeciw Brytyjczykom.

chateaux
poniedziałek, 16 marca 2020, 16:37

Nie prawda jest również, że 40% całego eksportu Federacji Rosyjskiej idzie przez Bałtyk.

CdM
niedziela, 15 marca 2020, 21:54

Ty tak poważnie? To chyba niemożliwe... Jest bowiem dokładnie odwrotnie: mimo zainteresowania wielu potencjalnych zleceniobiorców, Polska obecnie zrezygnowała ze starań o taką broń.

BRUIL
niedziela, 15 marca 2020, 11:52

To że okręt podwodny to broń prawie idealna, wiedziałem już dawno i jestem ich wielkim zwolennikiem. Tylko tak jak już ktoś zauważył, w warunkach ,,przyjacielskich'' ćwiczeń załoga nie ma właściwie stresu, co innego w warunkach realnej wojny, wtedy jest sporo nerwowości nawet u najlepiej wyszkolonych załóg, wkradają się błędy a i strona która mogłabybyć zaatakowana, jest bardziej skupiona. To tak w kilku słowach, ale nie zmienia to faktu i nie jest żadną nowością że nawet lotniskowce amerykańskie nie są niezatapialne. A właściwie jedynym okrętem który byłby w stanie zbliżyć się wystarczająco blisko i je zatopić albo przynajmniej mocno uszkodzić jest właśnie okręt podwodny. Tylko co dalej ? Myślicie że w przypadku jakiejś wojny i zatopienia lotniskowca amerykanie w żaden sposób by na to nie odpowiedzieli ? Moim zdaniem odpowiedź by była i to bardzo znacząca, myślę że w grę wchodziłaby również odpowiedź atomowa.

VC
niedziela, 15 marca 2020, 10:34

Trafić amerykański lotniskowiec być może się da, nawet przez francuski okręt podwodny. Ale jak miałyby tego dokonać przestarzałe (względem Zachodu) okręty Chin lub Rosji? W warunkach wojny za każdym komunistycznym okrętem plynąłby okręt USN. I w razie potrzeby natychmiast go zatopił.

Ich zacofanie jest ogromne
niedziela, 15 marca 2020, 21:40

Dokładnie, W Rosji ani Chinach wciąż nie ma odpowiednika Seawolfów, które Amerykanie mieli już 30 lat temu.

Jaro
niedziela, 15 marca 2020, 20:21

nie wiesz o czym mówisz, już podczas napięcia między Rosjanami a Amerykanami w wojnie syryjskiej, znane są przypadki gdzie rosyjskie okręty typy "warszawianka" zbliżały się niezauważenie na odległość skutecznego ataku torpedowego, skutecznie zakłócając operacje amerykanów. A Chińczycy w tej chwili mają na pewno nowocześniejsze uzbrojenie i okręty od Rosjan

Bosmanz Pucka
niedziela, 15 marca 2020, 16:24

Orzeł trafiony regularnie co kwartał Hahahaha

Voodoo
niedziela, 15 marca 2020, 14:59

A jakby miał go znaleźć...."ruscy" w technice tzn "dziury w wodzie" wyprzedzają USN o dekadę

zdziwiony
poniedziałek, 16 marca 2020, 10:15

"Ruscy" we wszystkim wyprzedzanją USA o dekadę. Tak wynika z każdej twojej wypowiedzi. A jak ktoś mówi "sprawdzam" to za każdym razem wychodzi szydło.... stare pogięte i niecelne.

bropata
niedziela, 15 marca 2020, 12:31

A za każdą rakietą wystrzeloną w kierunku amerykańskiej bazy poleci przeciwrakieta. :-)) Bajania o zacofaniu chińskiej i rosyjskiej techniki wojennej są tyle samo warte, co i bajania o zacofaniu kubańskiej medycyny.

AlS
niedziela, 15 marca 2020, 09:47

Miała być analiza, a wyszła jedna z cyklu "morskich opowieści", typu - pływał raz marynarz który.. Tak się składa, że z racji pracy w UK często spotykam się z byłymi podwodniakami Royal Navy. Wszyscy zgodnie twierdzą, że najgorszym przeciwnikiem dla ich okrętów były zawsze amerykańskie niszczyciele Arleigh Burke. Mój obecny kolega z pracy, który przez parę lat służył na HMS Trafalgar, mówi że nie mieli sposobu na te okręty i zawsze kiedy już udawało im się je wykryć, było po przysłowiowych ptokach - sami byli już dawno wykryci. Maskowanie akustyczne, nazywane przez Amerykanów Praire Masker, działa najlepiej właśnie na tych niszczycielach, inne okręty pomimo iż też je posiadają, nie są już tak zabójczo skuteczne. Jestem skłonny bardziej wierzyć kilkakrotnie potwierdzonej wersji brytyjskich podwodniaków, niż opowieściom Francuzów. Póki nie wiemy jakie były ROE na tych ćwiczeniach, możemy jedynie dywagować. Co do Chińczyków, to położyli się na dnie przy wyjściu z portu na Tajwanie, zarządzili ciszę i tak leżeli parę dni, jedząc ryż z puszki. W takich warunkach nie ma żadnego sposobu, aby wykryć OP.

Pim
niedziela, 15 marca 2020, 19:34

Detektor anomalii magnetycznych?

AlS
poniedziałek, 16 marca 2020, 10:34

Chińczycy mają kilka stacji rozmagnesowania OP, więc pewnie przed wypłynięciem rozmagnesowali tamten okręt. Jak zapewne wiesz, obiekt który nie porusza się, nie magnesuje się na nowo, więc detektory miałyby dość trudne zadanie z namierzeniem Chińczyka. @Are, chodzi o ćwiczenia, choć w nich też było trochę anglo-amerykańskiego współzawodnictwa. Jedni mają coś do udowodnienia drugim, dlatego żadna strona nie obija się przy tego typu manewrach. Brytyjskie OP znane są z dbałości o wyciszenie, więc fakt iż Trafalgary w pozorowanej walce nie radziły sobie najlepiej z DDG-51 jak najlepiej świadczy o tych drugich.

Grzegorz Brzęczyszczykiewicz
wtorek, 17 marca 2020, 20:18

Słyszałeś o czymś takim jak magnetometr protonowy?

Are
niedziela, 15 marca 2020, 15:49

Amerykanie nie mają żadnych powodów by atakować Brytyjczyków, łącznie z tym, że Brytyjczycy mają mnóstwo powodów by być sojusznikami Amerykanów. Ale Amerykanie mają powody by uważać Chińczyków za zagrożenie, przy czym chińskie niszczyciele raczej nie stanowią zagrożenia dla USA, chociażby z tego względu, że póki co Amerykanie mają dobrze rozwinięty zwiad satelitarny. Kłopot w tym, że póki co satelity nie mają skutecznej metody by namierzyć okręty podwodne. Trwają jakieś prace i analizy bazujące na mierzeniu nierówności powierzchni oceanu (ponoć działa, przynajmniej jak się okręt podwodny przemieszcza), ale to nie daje gwarancji.

Ślązak
niedziela, 15 marca 2020, 09:28

Czytałem kiedyś że podczas któregoś Baltopsu nasz okręt podwodny typu Foxtrot tak wirtualnie upolował krążownik Ticonderoga

Jaro
niedziela, 15 marca 2020, 20:24

Raczej nie chce mi się w to wierzyć, może chodziło o o typ Kilo, który nawet na dzisiejsze czasy jest bardzo dobrym okrętem podwodnym

Grzegorz Brzęczyszczykiewicz
wtorek, 17 marca 2020, 20:19

Okręt jest tak dobry jak dobre ma torpedy a tu lipa.

chateaux
wtorek, 17 marca 2020, 02:28

Jest całkowicie przestarzałym okrętem, którego system zarządzania walką jest w stanie prowadzić walkę z jedynie dwoma celami jednocześnie, tymczasem systemy zarządzania walką amerykańskich jednostek typu Sturgeon i wczesnych Los Angeles, już na przełomie lat 60. i 70., zdolne były prowadzić walkę z 9 celami jednocześnie.

Ech
niedziela, 15 marca 2020, 05:18

Gdyby to byl artykol o Rosjanach to by mial tytul "Zenada, komprmitacja, degrengolada, objawinie gupoty Rosjan" - a jako ze jest o marynarce USA to jakos tak delikatnie, z symaptia....ze wlasciwie to powinnsmy jako POlska kupic okrety podwodne ale wlasciwie to USa nawet jak przegrywa to wygrywa:)

Kola wiadro i po wodę
niedziela, 15 marca 2020, 17:17

No to może popiszemy o tym ruskim lotniskowcu, który kopcił jak stary kalosz z kotłownią na węgiel, a teraz nawet torpedować go nie trzeba bo popsuty stoi w doku?

idc
niedziela, 15 marca 2020, 01:44

"W normalnych działaniach już pierwsze trafienie torpedy lub rakiety wywołałoby natychmiastową reakcję sił osłony i wtedy okręt podwodny przestaje być „myśliwym” a staje się „zwierzyną”." Właśnie dlatego okręty podwodne mają zdolność do atakowania kilku(nastu) celów jednocześnie, a ich torpedy mają zasięgi kilkudziesięciu km. Jak już okręt podwodny zajął pozycję do strzału to odpala całą salwę torped do wielu okrętów naraz.

chateaux
niedziela, 15 marca 2020, 17:27

A który okręt podwodny ma kilkanaście wyrzutni, aby mógł zaatakować kilkanaście celów na raz?

poniedziałek, 16 marca 2020, 10:18

Nieważne. Tak mu napisali na sputniku.

Kola wiadro i po wodę
poniedziałek, 16 marca 2020, 10:17

Jak to który? Wszyscy wiedzą przecież, że nawet malutka 865 Piranja kilkanaście ma. Każdy większy ruski okręt ma ich kilkadziesiąt.

chateaux
poniedziałek, 16 marca 2020, 18:22

Projekt 865 został wyprodukowany w dwóch egzemplarzach, zostały wycofane ze służby ponad 20 lat temu, i miały wszystkiego 2 wyrzutnie każdy.

Lld
niedziela, 15 marca 2020, 00:35

Taktyka dobra na cwiczenia. Dryf na duzej glebokosci na trasie LGU. Jak LGU podplywa, odpalenie wszystkiego co sie ma. Konczy sie uszkodzeniem 1-2 jednostek. OP na dno. Zaden dowodca nie zachowalby sie tak na wojnie bo skazalby na smierc siebie i zaloge. Ale francuziki lubia takie efekciarstwo.

Strusiu
sobota, 14 marca 2020, 23:28

Co znaczą same okręty podwodne pokazały działania naszej floty podwodnej w 1939 (wówczas bardzo nowoczesnej) Której jedynym sukcesem było to ,że się nie dała zatopić.Nie mówię tu o postawionych minach bo tego nie robi się w styczności z nieprzyjacielem.Zapominacie też ,że stres bojowy jest znacznie większy od tego na ćwiczeniach mogły by się więc pojawić głupie błędy .A musicie przyznać ,że stres na okręcie podwodnym atakującym samotnie zespół lotniskowcowy jest chyba dość duży.

Krakus
sobota, 21 marca 2020, 03:22

Tu historyk - fatalna doktryna obrony zat. gdańskiej przed desantem więc nie było kogo atakować.

poniedziałek, 16 marca 2020, 12:18

Gdyby nasi "wodzowie" spuścili ze smyczy Admirała Unruga to całkiem inaczej kampania wrześniowa na Bałtyku by wyglądała. Nawet najdoskonalsze okrety i doskonale dowodzone nic nie zrobią jak przełożeni na nic nie pozwolą.

Maciek
niedziela, 15 marca 2020, 19:01

To akurat bardzo zły przykład. Nasze op w 1939 zostały użyte w fatalny sposób. Taktyka zajęcia pozycji obronnych półkolem wokół naszego kawałka wybrzeża była bez sensu. Op powinny były operować na pełnym morzu a tylko jeden, no max. zamykać zatokę. Byłaby wtedy szansa i na ustrzelenie obu niemieckich pancerników i zespołu niszczycieli prowadzonego przez lekki krążownik.

Zbigniew
niedziela, 15 marca 2020, 12:01

Nie ma sensu porównywanie roku 1939 do współczesności, wówczas okręty nie dysponowały bronią zagrażającą dalekosiężnie przeciwnikowi na lądzie, nie było dalekosiężnych rakiet manewrujących.

Marek
niedziela, 15 marca 2020, 09:38

Co znaczą same okręty podwodne pokazały działania niemieckiej floty podwodnej. Mało brakowało do tego, żeby całkowicie odcięły Wielką Brytanię. Gdyby nie rozszyfrowanie enigmy i gdyby U-booty od początku posiadały proFuMB 1 oraz proste urządzenie zwane Biskayakreutz, kto wie jak Bitwa o Atlantyk by się dla Anglików skończyła. Nadużyciem też jest twierdzenie, że Polska w 39r. miała nowoczesną flotę podwodną. Nowoczesny był ORP Orzeł i ORP Sęp. Trzy pozostałe okręty to były leciwe francuskie stawiacze min. Co gorsza w polskich okrętach podwodnych nie było czegoś, co nazywa się zlekceważono coś, co nazywa się hydroakustyka. Mimo tego z powodu zagrożenia spowodowanego przez okręty podwodne od 1 września 1939r. nie popłynął żaden niemiecki statek z Vaterlandu do Prus Wschodnich.

Strusiu
poniedziałek, 16 marca 2020, 00:38

Te ,,leciwe" miały po osiem lat od wejścia do służby.

Strusiu
niedziela, 15 marca 2020, 17:53

Te dwa nowoczesne okręty nie odniosły w 39-tym żadnego sukcesu i zostały internowane w tym ,,Sęp" do końca wojny. Swoje zadania wypełniły właśnie ,,stare " podwodne stawiacze min.A Niemcy nie musieli pływać po zatoce statkami transportowymi ,bo byli wystarczająco zaopatrzeni w Prusach Wschodnich a po kilku dniach mieli już niestety połączenie lądowe.Natomiast naprawdę nieprzystający do konfliktu stary parowiec ,,Schleswig -Holstein'' pływał po zatoce dość swobodnie.

Marek
poniedziałek, 16 marca 2020, 10:56

Fatalny pomysł na wykorzystanie okrętów podwodnych i brak hydroakustyki. Generalnie nasza MW w przypadku konfliktu z Niemcami i tak była na straconej pozycji.

poniedziałek, 16 marca 2020, 10:26

W takim razie Grudziński musiał mieć torpedy o potężnym zasięgu, skoro Orzeł z miejsca gdzie był internowany dał radę storpedować Rio de Janeiro.

chateaux
niedziela, 15 marca 2020, 17:30

Za to swobodnie pływały miedzy Rzeszą a Luleą, wożąc szwedzką rudę żelaza do niemieckich hut. Ale Rydz Śmigły za pośrednictwem Świrskiego nakazał okrętom podwodnym bronic swojego portu na Helu, zamiast atakowania niemieckiej żeglugi.

Marek
poniedziałek, 16 marca 2020, 10:18

To akurat był poważny błąd.

chateaux
poniedziałek, 16 marca 2020, 16:41

To nie błąd, to wielbłąd.

Grzegorz Brzęczyszczykiewicz
niedziela, 15 marca 2020, 00:45

Wyciągasz blednę wnioski, po pierwsze stres jest sprawą pomijalną profesjonalista robi swoje a stresuje się później, po drugie czasy II wojny były zupełnie inne od realiów po wojennych, broń jądrowa zmieniła wszystko i nie potrzeba już wielu torped żeby zadać duże straty wystarczy jedna nawet nie celna.

chateaux
niedziela, 15 marca 2020, 17:33

Nic nie wystarczy. Amerykanie przetestowali to sobie już w latach 40. na atolu Bikini, gdy eksplozja jądrowa nie była w stanie zatopić dużych jednostek nawodnych.

Grzegorz Brzeczyszczykiewicz
poniedziałek, 16 marca 2020, 09:07

Okręty te zostały skażone i ze złomowanie co do zatopienia to tylko kwestia mocy głowicy i odległość detonacji

chateaux
poniedziałek, 16 marca 2020, 18:23

Zostały złomowane bo jeszcze przed testem zostały do tego przeznaczone, o ile nie zatonęłyby.

Czytelnik okazjonalny.
sobota, 14 marca 2020, 22:41

Rosyjskie Akuły nagrywały sygnatury Vanguarda. To też wlicza się do tematu?

w
sobota, 14 marca 2020, 19:25

oho !!c Czyzby przymiarki do zakupów dla naszej MW ( w rozsypce)? Proponuje przypomniec wyczyny naszego (?) (Orła ( obecnie w stanie analizy kuncepcyjnej) w czasie cwiczen na Morzu Pólnocnym z okrętami NATO na poczatku lat 90-tych

Kilo
sobota, 14 marca 2020, 18:52

Dlatego okręty spalinowo-elektryczne (pod wodą cichsze i trudniejsze do wykrycia niż atomowe) nadal mają sens, nawet we flotach oceanicznych. Ich autonomiczność jest wystarczająca do skrytego podejścia do lotniskowca i zatopienia go. Nic dziwnego że Rosja nadal inwestuje w takie projekty jak 636.

Grzegorz Brzęczyszczykiewicz
niedziela, 15 marca 2020, 00:49

Atomowe są wystarczająco ciche bo źródłem hałasu jest głównie śruba/pędnik, a atakowane mogą uciekać z dużą prędkością.

Pim
niedziela, 15 marca 2020, 19:36

Jest jeszcze trochę pomp obiegowych w układzie reaktora.

Grzegorz Brzęczyszczykiewicz
wtorek, 17 marca 2020, 20:32

Reaktor pompy i reszta maszynerii jest w dobrze izolowanym przedziale ich hałas ma znaczenie tylko gdy okręt płynie z minimalna prędkością albo się nie porusza i to jest "hałas" pomijalny, zresztą ten artykuł to potwierdza bo ten Sapchir był nie wykryty a reaktor na pewno miał włączony inaczej się nie da. Hałas robią śruby/ pędnik i cały kadłub gdy OP płynie z duża prędkością, im szybciej tym głośniej oczywiście bez kawitacji bo ta zdradza pozycje z daleka i jest albo błędem albo ostatecznością.

chateaux
niedziela, 15 marca 2020, 17:37

Źródłem hałasu w dobrze zaprojektowanych i jeszcze lepiej wykonanych okrętach podwodnych z napędem jądrowym, jest turbina i pompa chłodziwa pierwszego obiegu. Dobrze wykonana śruba czy tym bardziej pędnik wodnoodrzutowy nie wywołują żadnego hałasu, o ile okręt nie znajduje się na niewielkiej głębokości i nie powstaje w związku z tym zjawisko kawitacji.

dim
poniedziałek, 16 marca 2020, 07:52

a właśnie jakie są głębokości bałtyckie ?

chateaux
poniedziałek, 16 marca 2020, 16:49

Niewielkie, ale oprócz tego że są niewielkie, to jeszcze dno znajduje się relatywnie blisko tafli morza, w związku z czym fala dźwiękowa wielokrotnie odbija się między dnem a powierzchnią morza, tworząc całkowity chaos na ekranach sonarów. Dlatego też, torpedy do zwalczania okrętów podwodnych na płytkich akwenach są najbardziej zaawansowanymi, najtrudniejszymi do zaprojektowania i najdroższymi torpedami. Jak się Amerykanom po wielu staraniach udało zaprojektować pomyślaną specjalnie na wody płytkie i zadowalającą torpedę Mark 50, to okazała się tak droga, że nawet US Navy nie było na nią stać, i po zamówieniu kilkudziesięciu sztuk, USN musiała zrezygnować oraz zamówić znacznie tańszą i nie tak dobrą Mark 54 Mako.

Pim
sobota, 14 marca 2020, 21:06

Pod warunkiem, że zapewnisz napęd niezależny od powietrza. Akurat Rosyjska MW ma z tym napędem problem. A Francuski OP opisywany w tekście to klasa Rubis. Okręty o napędzie atmowym, tylko najmniejsze w swojej klasie.

mądrala z pomorza
sobota, 14 marca 2020, 17:28

Nie wiem czym tu sie podniecać. Nasz Ptaszek robił to samo z amerykanami w latach 90 czy tez po 2000, juz nie pamiętam dokładnie. Jak ich szukali pod woda to sie wynurzali i bosakami wyciągali boje akustyczne, jak atakowali to szli pod wodę i przenikali w sam środek zespołu uderzeniowego. Starzy podwodniacy mają sporo ciekawych historii, tak więc cała ta flota to nadaje się tylko do walki z krajami III świata. Nie bez powodu hamerykanie chcieli odkupić naszego ptaszka. zresztą szwedzi mieli podobne doświadczenia. Tak przy okazji przed interwencja NATO w Serbii, testowano przenikanie AH-64 przez naszą OPL na naszych poligonach. Stare Osy zdjęły wszystkie Apache. To był koniec interwencji lądowej w Serbii. Tyle w temacie

Marek
niedziela, 15 marca 2020, 09:45

Tylko, że czym innym są takie ćwiczenia, czym innym zaś jest wojenna rzeczywistość. W tym drugim przypadku nie robi się fotografii przez peryskop tylko trzeba strzelać torpedem albo rakietami demaskując okręt. Poza tym tak się składa, że grupie lotniskowca towarzyszą własne myśliwskie okręty podwodne.

niedziela, 15 marca 2020, 16:19

Co nie zmienia tak naprawde niczego. Fakty są takie jak opisał mądrala. No zapomniał jeszcze tylko dopisać co z AH-64 zrobili serbscy snajperzy.

chateaux
poniedziałek, 16 marca 2020, 17:10

Ploty z rosyjskiego magla. Który AH-64 "zestrzelili serbscy snajperzy"? Ten który 26 kwietnia 99 rozbił się bez start w ludziach na cywilnym lotnisku w Tiranie? Czy ten który 5 maja 99 rozbił się podczas szkolenia 70 km na północ od Tirany? Innych śmigłowców Amerykanie nie stracili, bo AH-64 nie wykonały żadnej operacji bojowej. Ani razu nie weszły w przestrzeń powietrzną Serbii. Ale może masz na myśli "serbskich snajperów" strącających AH-64 zaledwie kilka lat wcześniej, w Iraku, gdy AH-64 zniszczyły 500 czołgów Saddama Husseina?

poniedziałek, 16 marca 2020, 22:43

AH-64 pincet, A-10 dwa tysiaki, reszta lotnictw pare tysiaków, pancerniacy hamerykańscy tysiacami niszczyli czołgi saddama, miał ten chłopisko czołgów jak mrówków.

chateaux
wtorek, 17 marca 2020, 02:33

Tylko Tyle masz do powiedzenia, fachowcu od serbskich snajperów? Jaka szkoda że taki znawca marnuje się jako autorytet, nie chcąc się ujawniać.

Piki
niedziela, 15 marca 2020, 22:35

A co zrobili? Bo brzmi to na ciekawą opowieść A faktycznie coś musiało być na rzeczy że ich nie użyli.

chateaux
poniedziałek, 16 marca 2020, 17:13

Było. Rozproszenie serbskich oddziałów, które masakrując ludność cywilną nie potrzebowały do tego celu czołgów. Oraz obawy o straty wśród żołnierzy latających helikopterami, wobec nasycenia serbskich oddziałów MANPADAMi i poprawa pogody, która umożliwiła działanie samolotów uderzeniowych A-10, które mogły wykonywać te same zadania przy mniejszym ryzyku dla załóg

poniedziałek, 16 marca 2020, 22:40

No A-10 to sie nalataaały nad Serbią.

chateaux
wtorek, 17 marca 2020, 02:37

Owszem, tylko jednego dnia - 12 maja 199 roku - 36 F16 i A10 wylatało w powietrzu 600 godzin nad Serbią. W czasie całej operacji, wystarczająco dużo, aby serbskiej artylerii przeciwlotniczej udało się uszkodzić jeden z nich.

wtorek, 17 marca 2020, 14:09

Kolego zapominasz ze wobec klęski planu zniszczenia opl Serbskiego wszystkie bombardowania samoloty NATO prowadziły z wyskości powyzej 5000 metrów. To niby A-10 maja taki pułap operacyjny? A-10 tak sie nawojowały w Serbii jak AH-64. Wobec aktywnej OPL Serbskiej i sczęsliwym tylko uszkodzeniu jednej maszyny zakończyły swa misje. Jakby latały na Serbią to lista strat ich byłaby długa.". Aby uniknąć własnych strat, naloty prowadzono z bezpiecznej wysokości 5 tys. metrów, co owocowało szeregiem "pomyłek". Zbombardowano m.in. ambasadę chińską, telewizję państwową, pociąg osobowy na moście w małej miejscowości Grdalica, szpital w Aleksincu, targ w Niszu i wiele innych miejsc, gdzie byli cywile. W wyniku nalotów NATO zginęło około 2 tys cywili a 6 tys zostało rannych. W tym trzyletnia Milica Rakić z Batajnicy koło Belgradu - zabita odłamkiem w łazience, na nocniku(oraz 89 innych dzieci)" To tylko niektóre z "sukcesów" NATO-wskiego lotnictwa . W sumie do bombardowania Serbii uzyto 1200 samolotów. "Dowódcy polityczni i wojskowy Sojuszu uważali, że Jugosławia skapituluje już po kilku dniach. Nie osiągając zamierzonego celu, NATO zwiększyło liczbę samolotów i ilość nalotów w celu zniszczenia zdolności bojowych Wojska Jugosławii (WJ) i zdemoralizowania mieszkańców. Dlatego też pod koniec bombardowań nasiliły się „przypadkowe” ataki na cele cywilne, nazywane przez oficjeli NATO skutkami ubocznymi." Proponuje zapoznać się z raportem Senegalczyka Bakary Kante, szefa pierwszej misji UNEP (United Nations Environment Programme) zajmującej się skutkami bombardowań Jugosławii dla środowiska naturalnego. Potem dopiero miec czelność wogóle wspominać o tej haniebnej karcie w historii NATO.

poniedziałek, 16 marca 2020, 12:21

To chyba żadna tajemnica, oficjalnie to te AH strasznie w czasie ćwiczeń do udziału w agresji na Serbię sie rozbijały w Albanii.

chateaux
poniedziałek, 16 marca 2020, 17:14

"Strasznie" znaczy dwa się rozbiły. "Serbscy snajperzy" w Albanii?

wtorek, 17 marca 2020, 12:42

Takie dziwne?

janusz
sobota, 14 marca 2020, 16:49

Davien zaraz napisze ze to nie mozliwe zeby amerykanska technike przebil francuski okret.

grazyna
niedziela, 15 marca 2020, 01:38

On jeszcze nie otrzasnal sie z szoku i do tego czeka na wytyczne z centrali.

Urko
niedziela, 15 marca 2020, 00:08

... zapomniałeś dodać, że to przestarzały francuski okręt.

Are
sobota, 14 marca 2020, 16:45

Ale czy argument że okręt podwodny jest cenną i skuteczną bronią wystarczy by przekonać decydentów do skutecznego rozkręcenia (wreszcie) programu jego zakupu? Oj wątpię, przy tylu sztywnych wydatkach budżetowych, przy tylu drogich wyborach? No i co, że się kończą, i że od połowy 2020 będą trzy lata bez wyborów. Obietnice trzeba realizować, wydatki spłacać.

endrju
niedziela, 15 marca 2020, 03:06

A czyją flotę proponujesz tymi okrętami atakować? Amerykańską? Czy polowanie na tego biednego Kuzniecowa byś chciał urządzać???

k
niedziela, 15 marca 2020, 21:33

A po co na niego polować? On przecież sam tonie.

chateaux
niedziela, 15 marca 2020, 17:39

Polowanie na rosyjskie okręty podwodne na Bałtyku które w 2015 roku ćwiczyły odpalanie pocisków manewrujących tuż spod polskich wód terytorialnych - o czym polska Marynarka Wojenna dowiedziała się.... z zachodnich mediów. Oraz rosyjskie korwety i fregaty na tym akwenie.

Chinol
sobota, 14 marca 2020, 16:18

Francuzi od dawna sprzedają Chińczykom system obserwacji Po chinsku to long siao Nie żadna tajemnica

Ratownik
sobota, 14 marca 2020, 16:10

To jaka jednostka hydrostatyczna plywa po Bałtyku?

w
sobota, 14 marca 2020, 19:26

boja co ją ruscy zgubili u naszego brzegu

Chinek Malinek
sobota, 14 marca 2020, 15:59

Chinski song to taka kopia ruskiego kilo wynurza sie i staje Dlaczego?

Urko
niedziela, 15 marca 2020, 00:18

Na pewno nie jest to wina napędu. Songi jadą na niemieckich dieslach i francuskich sonarach. Na pewno nie można ich porównywać do ruskich Kilo...

Cold eddy
sobota, 14 marca 2020, 15:53

Znane są takie na Bałtyku zapytajcie 3-kapitanów u botów

Kiks
sobota, 14 marca 2020, 15:50

Polska nie potrzebuje. W końcu po co nam morze, które jest wyjściem na oceany.

sdf
niedziela, 15 marca 2020, 07:45

Polska nie ma zapędów imperialnych!!! To już raz na zawsze stwierdził Davien /Al-Jazeera. On ma zawsze rację.

Andrettoni
sobota, 14 marca 2020, 15:44

Właśnie dlatego mówię, że to nie Chiny są zagrożeniem dla USA. Japonia jest sojusznikiem, a zwodowała właśnie super cichy okręt podwodny, który jest idealna bronią na amerykańskie lotniskowce. Chińskich na razie za dużo nie ma... Ciekawe co będzie jak Japonia będzie miała takich 10. Moim zdaniem Japończycy zrobią to samo co Turcja i będą wykrajać sobie własną strefę wpływów...

Kpisz?
niedziela, 15 marca 2020, 08:08

Właśnie dlatego, że "to nie Chiny"?? Bezpodstawnie coś sugerujesz, pomijając tendencyjnie fakt, że to właśnie Chiny uzurpują sobie prawo do cudzych obszarów, to Chiny budują lotniskowce, to Chiny chcą zająć Tajwan. Etc. Moim zdaniem, piszesz kompletnie wbrew faktom, zatem "od rzeczy"!

sobota, 14 marca 2020, 22:28

to co piszesz + ostatnio zwodowana " jadnostka " z Bateriami litowo - jonowymi ......

niejaki Błochin
sobota, 14 marca 2020, 17:31

...a np. taki czwarty koreański okręt podwodny serii KSS III, będzie miał i AIP i akumulatory Li-Ion, więc będzie jeszcze lepszy, jeśli chodzi o długość pobytu pod wodą.

Andrettoni
niedziela, 15 marca 2020, 00:04

Japonia ma tradycje imperialne i bardzo silną oraz nowoczesną gospodarkę. Nie mam tutaj na myśli wojny z USA i podboju Azji, ale jeśli Japończycy urosną, to zaczną się rozpychać w swoim regionie. Pamiętajmy, że kraj ten potrzebuje surowców. Do niedawna handel był gwarantowany przez USA, ale to się może zmienić i w momencie wystąpienia deficytów surowców dzisiejsi sojusznicy będą o nie rywalizować. Stany Zjednoczone jako duży kraj mogą szukać surowców u siebie. Japonia potrzebuje wolnego importu surowców lub jest skazana na ekspansję To nawet nie zależy od ich chęci, bo to jest prawidłowość wynikająca z położenia i zasobów powiązanych ze stosunkowo wysoką technologią.

dgfdgfdhgf
poniedziałek, 16 marca 2020, 11:14

Japonia, nie jest w stanie się samodzielnie rozpychać. Państwa, które mogą się rozpychać na dzisiaj to USA, Chiny, Indie, być może Europa (jako całość).

chateaux
niedziela, 15 marca 2020, 17:42

Taniej niż prowadzenie o to kolejnej wojny, wyjdzie im kupienie sobie tych surowców.

Pentagram
sobota, 14 marca 2020, 15:43

Przypominam ze usa juz,w czasie 2 ws wodowali 6 mini lotniskowcow na miesiąc Czy warto budzić tego tygrysa? Ruscy tego próbowali i nowego START nie bedzie a 740mld usd rocznie będzie

Oktagon
sobota, 14 marca 2020, 19:38

Hahaha. Za 5 lat będzie ale 740 mld. USD ale na dwa lata. Astronomiczny dług powoduje, ze już redukują budżet ichniejszego MON, na razie niewiele ale ruch w dół już się rozpoczął.

sdsadsdtert
poniedziałek, 16 marca 2020, 11:19

To że Ameryka ma aż taki wielki dług to mit. Jeśli porównamy ich dług z Japonią, czy czołowymi państwami Europejskimi, to USA wcale niema aż takich wielkich długów. Nie wiem jak wychodzi porównanie z Chinami.

Maciek
niedziela, 15 marca 2020, 19:05

dług publiczny USA to nie jest problem USA tylko reszty świata, która posługuje się dolarami, zwłaszcza Chin. USA zwyczajnie dodrukują sobie dolarów, jak będą potrzebować, a reszta nic z tym nie może zrobić.

Oktagon
niedziela, 15 marca 2020, 22:58

"dług publiczny USA to nie jest problem USA tylko reszty świata,.." Nie bądź śmieszny.

Hanys
sobota, 14 marca 2020, 18:55

Nadal 4 torpedy są dużo tańsze od nawet pośpiesznie zbudowanego lotniskowca :)

GB
niedziela, 15 marca 2020, 10:40

Dodaj SSN, albo SSGN w rozliczeniu i już tak tanio nie wychodzi.

chateaux
sobota, 14 marca 2020, 21:50

Cztery torpedy nie maja szans zatopic okretu o wypornosci 100.000 ton.

gnago
niedziela, 15 marca 2020, 15:23

I nie muszą, wystarczy że mimo zabaw z trymowaniem nie zdoła wypuszczać i przyjmować samolotów

Gall Anonim
niedziela, 15 marca 2020, 12:51

A to niby czemu? Bo co "za wielki żeby upaść"? A może się jednak okaże, że to "kolos na glinianych nogach". Skoro 4 prymitywne torpedy z okresu II wojny światowej wystarczyły do zatopienia japońskiego superlotniskowca "Shinano", który był największym lotniskowcem swoich czasów (71 890 ton wyporności) i na dodatek miał ochronę podwodną typową dla pancernika, to dziś wystarczy cztery nowoczesne torpedy do zatopienia okrętu o wyporności 100 tysięcy ton. A może i wystarczy mniej. Lata temu na tym forum była dyskusja o tym czy można zatopić lotniskowiec jedną torpedą. Niejaki Davien na przywołane historyczne przypadki zatopień lotniskowców pojedynczą torpedą reagował jak małe dziecko stwierdzeniem, że "to się nie liczy" i przywoływał jakieś argumenty typu, a to wada konstrukcyjna, a to błędy załogi przy czym jednocześnie stwierdzał, że "teraz to się już nie powtórzy". A tymczasem w dzisiejszych czasach mamy i błędy konstrukcyjne na przykładowo najnowszym brytyjskim lotniskowcu HMS "Queen Elziabeth" czy serię kolizji okrętów US Navy wynikających z błędów ich załóg popełnianych przy zwykłym pływaniu sobie po morzu (stresu bojowego brak).

chateaux
niedziela, 15 marca 2020, 22:00

Z tego samoego powodu, dla ktoregego za najtrudniesze do zatopienia jednostki zarówno Niemcy jak i Ameruykanie uwazali tankowce, zwłaszcza te płynące pod balastem. W ktorych ogromna rezerwa wyporności, powodowała ze wielokrtonie torpeodowane, nie chcialy tonąć. Amerykanie na Pacyfiku wystzreliwali nawet po 17 torped do jednej jednostki tej klasy, a i tak musieli wykańczać ją na końcu ostrzałem artyleryjskim. Dlatego że Shinano zatonął tylko przez niefrasobliwośc Japończyków, ktorzy płyneli bez zamknietych grodzi wodoszczelnych, co normalnie się nie zdarza. Po Pearl Harbor natomiast Amerykanie tak rozwineli damage control, ze amerykańskie lotniskowce nie chciały tonąć, nawet gdy sami Amerykanie chcieli je zatopić.

Marek T
niedziela, 15 marca 2020, 09:48

A o jakich torpedach myślisz? O tych z okresu II wojny światowej, czy współczesnych? Pzdr

Pim
niedziela, 15 marca 2020, 19:54

Te z czasów II WŚ miały mocniejsze/zbliżone głowice jak te obecne. Japońska "Długa lanca" miała głowicę 500 kg i zatapiała niszczyciel, była wstanie odciąć dziób ciężkiego krążownika. Jej wersja dla OP miała głowicę około 350 kg. Obecna MK48 waga głowicy +' 300 kg (moc w przeliczeniu na TNT większa).

chateaux
niedziela, 15 marca 2020, 17:42

Każdych.

Andrettoni
niedziela, 15 marca 2020, 00:09

Jedna torpeda z ładunkiem atomowym może zatopić każdy lotniskowiec razem z osłoną, a nie należy zapominać, że ciągle powstają nowe technologie. Z jednej strony coraz silniejsze ładunki wybuchowe, a z drugiej np. nanity, albo np bomba wirusowa, która odpali własne uzbrojenie okrętu w magazynach.

chateaux
niedziela, 15 marca 2020, 18:12

Skąd Ty bierzesz takie informacje....?! Bomba wirusowa odpalająca amunicję w magazynach amunicyjnych okrętu.... Widzisz i nie grzmisz.... P.S. Zapalniki umieszcza się w amunicji tuż przed jej użyciem i nigdy nie są w bombach i innych pociskach na stałe.

poniedziałek, 16 marca 2020, 10:28

Typowe u piewców rosyjskiej potęgi: wiedzy zero, logicznego rozumowania zero. Tylko legedy jakie to rosyjscy geniusze opracowali wynalazki.

chateaux
niedziela, 15 marca 2020, 17:43

To dlaczego w 1946 roku nie zatapiała niemieckich i amerykańskich pancerników na atolu Bikini?

U531
sobota, 14 marca 2020, 15:33

dryf pod termokliną i odpalenie torpedy pod wodą na znany obraz dźwiękowy śruby

FIEDIA
sobota, 14 marca 2020, 15:23

cóż megalomania zabija bo wszystko co wielkie to i łatwe do odstrzelenia ... ....i pomyśleć coby było gdyby Rosjanie natrafili na Amerykańską Armadę i wysłali swoje Jasienie ,Oskary , Boreje ...czy niezwykle skuteczne Kambały klasy Karp czy OP Ottomara Gerna...powstałaby nam nowa sztuczna rafa

sfdsfdsfgdgdf
poniedziałek, 16 marca 2020, 11:25

Wynik jest na razie nie znany, a strategicznym celem Rosji nie jest zatapianie floty Amerykańskiej. Bo to Rosji może bardziej zaszkodzić niż pomóc.

Pim
sobota, 14 marca 2020, 19:45

Jeżeli spędzają dostatecznie dużo czasu na morzu, to mogą stanowić zagrożenie. Jak grzecznie stoją w porcie bo na ich utrzymanie forsy brak, to stanowią zagrożenie przede wszystkim same dla siebie. Patrz "Konsomolec" czy ostatni wypadek super-hiper miniaturowego specjalnego OP. To że się ma OP, to absolutnie o niczym jeszcze nie świadczy.

FR technologiczne imperium
sobota, 14 marca 2020, 14:56

Z pewnością francuskiemu okrętowi trudniej było by zatopić kuzniecowa bo torpeda mogła by mieć problemu w płynięciu do suchego doku.

Wania
niedziela, 15 marca 2020, 11:17

Dodac jeszcze należy, że kuzniecow ma najcichszy nowatorski napęd. "Śruby ich tam niet". Cały świat zazdrości Rosji.

Kapustin
sobota, 14 marca 2020, 17:44

Hahahaha Gratulacje Kolego

Ron
sobota, 14 marca 2020, 14:48

"Są też prawdopodobnie największym zagrożeniem dla najpotężniejszych obecnie na świecie okrętów nawodnych – lotniskowców." Rosjanie twierdzą, że mają już hipersoniczne rakiety z taktycznymi ładunkami jądrowymi i to może być większym zagrożeniem. Pociski te mogą być odpalane z myśliwców, setki kilometrów od celu.

suawek
poniedziałek, 16 marca 2020, 10:30

Przypominam, że wspaniałe nie majace analogów supertorpedy kawitacyjne (albo odwrotnie) Szkwał, jedyne co zatopiły to własny nosiciel.

Orthodox
niedziela, 15 marca 2020, 14:38

Mają też najszybsze zegarki i największe mikroprocesory.

Marek
niedziela, 15 marca 2020, 10:08

Sęk w tym, że oni lubią różne rzeczy twierdzić. Na przykład że zegarki wymyślił rosyjski uczony Zegarkow a konserwy wymyślił inny Rosjanin o wdzięcznym nazwisku Puszkin.

greg
niedziela, 15 marca 2020, 18:57

No i jeszcze klatka Schodowa.

BACUL
niedziela, 15 marca 2020, 09:41

Twierdza też że są bogatym demokratycznym narodem jak również że są słowianami i że Polska nie ma alternatywy dla Rosyjskiego gazu, że wojna zaczęła się 1941 że mają samoloty 5 generacji i super nowe czołgi. Więc może też mają supersonic atomówkę.

Hanys
sobota, 14 marca 2020, 14:46

Ale jak to się stało ? Przecież od lat przekonuje się tu na forum, że osłona amerykańskiego lotniskowca jest tak szczelna że nawet szprotka się nie prześlizgnie nie zauważona, a tu taka kompromitacja amerykańskiej floty. Znowu rzeczywistość jest inna niż w Hollywood ;)

GB
niedziela, 15 marca 2020, 10:49

Normalnie. Na ćwiczeniach. Po drugie przecież nikt w czasie pokoju nie będzie topił OP. A po trzecie w warunkach prawie wojennych sowieckie OP zostały wykryte, zmuszone do wynurzenia - w czasie W zostałyby zatopione. Patrz kryzys kubański i kompletnie nieudane działania sowieckich OP.

H2O
niedziela, 15 marca 2020, 08:13

Z czystej ciekawości spróbowałem wyszukać jakieś teksty na Def24 ws chwalenia szczelności obrony amerykańskich lotniskowców. Żadnych takich nie znalazłem. Zatem cały ten post to śmiesznie niskiej jakości antyamerykańska propaganda. Znowu jakiś "janusz" który spać nie może, jak nie skrytykuje USA? Że też im się chce pisać takie banialuki? Kreml czuwa nad polskimi portalami??

Kiks
sobota, 14 marca 2020, 23:49

Przeczytaj dokładnie.

Rejtan
sobota, 14 marca 2020, 14:34

dlatego warto inwestować w op: na Bałyku przydatne są op średniej wielkości, 2-4 tys t wyporności. Oczywiście nowa generacja op ( A26, U216, Scorpene czy Soryu ) to drogie rozwiązania, ale skuteczne i na pewno maja dużą wartość odstraszająca .

Marek
niedziela, 15 marca 2020, 10:18

216 to okręt oceaniczny i dlatego ma wyporność taką, jaką ma. Soryu to także jest okręt oceaniczny. A26 i Scorpene to okręty, które mają mniejszą wyporność o tej, którą sobie winszujesz. Takie jak one właśnie mają sens na Bałtyku.

Rejtan
poniedziałek, 16 marca 2020, 00:32

Zgoda: ale nie napisałem,że Soryu i U216 są na Bałtyk, tylko że są nowej generacji. Chodzi mi o nowe technologie i rozwiązania dające efekt odstraszania, natomiast te 2-4 tys to raczej wynik oczekiwań na dużą niezależność jednostki ( optowałbym tez za minimalną załogą i uzbrojeniem rakietowym ).

Pim
sobota, 14 marca 2020, 21:08

2-4 tys wyporności na Bałtyk? A gdzie on się zanurzy w tej naszej swojskiej sadzawce?

chateaux
niedziela, 15 marca 2020, 22:05

Wyporność ORP Orzeł (291) to 3200 ton. Wyporność podwodna zaprojektowanych specjalnie na Bałtyk jednostek typu 212A to 2000 ton.

gnago
niedziela, 15 marca 2020, 15:27

Przewodniczący UE donek? Pana twierdzenia o bałtyckiej sadzawce już wielokrotnie zanegowały największe statki świata cumując w polskich portach i pływają po Bałtyku. Taki do tych trzech pięter max znajduje się miejsce w kilku flotach

cgd
sobota, 14 marca 2020, 14:21

I z przyczyn jak wyżej ( pseudo-sojusznicza ) obca agentura robi wszystko żeby RP nie miała nowych okrętów podwodnych. W razie faktycznego konfliktu w razie posiadania kilku takich jednostek potencjalny przeciwnik mógłby ponieść poważne straty. Wbrew pozorom panowanie na morzu jest równie ważne jak panowanie w powietrzu. Jakoś MON i decydenci tego nie widzą w przeciwieństwie do innych krajów .....

Wania
niedziela, 15 marca 2020, 11:19

Dokładnie. Rosja niby taka przyjazna światu a ciągle knuje przez swoją agenturę i internetowe szczekaczki.

obserwerPl
sobota, 14 marca 2020, 21:31

W samo sedno, zgadzam się z Panem w tej sprawie

chateaux
sobota, 14 marca 2020, 14:04

To samo można powiedzieć o okrętach podwodnych na jeszcze trudniejszych dla działań ZOP małych i płytkich akwenach, jak Zatoka Perska, czy Bałtyk.

Marek
niedziela, 15 marca 2020, 10:20

Zaraz ci jakiś laik napisze, że Bałtyk to nie nadająca się dla takich okrętów kałuża.

chateaux
sobota, 14 marca 2020, 14:03

W latach 60. Amerykanie urządzali sobie gry wojenne na Morzu Śródziemnym, w których Skipjacki niemal rutynowo topiły rożne Kity Hawki. Po wejściu natomiast do służby USS Nautilus w latach 50., Amerykanie sami byli zdumien,i jak łatwo pierwszy na świecie okręt z napędem jądrowym rozprawia się w zaprawioną w działaniach ASW amerykańską flota nawodną. I to mimo faktu ze był niezwykle hałaśliwy. To okręty podwodne są dziś królami mórz.

Stary Grzyb
sobota, 14 marca 2020, 14:02

To ciekawe - supernowoczesna eskorta amerykańskich lotniskowców wielokrotnie "dała ciała", natomiast rosyjska eskorta "Kuzniecowa", niewiele mniej archaiczna niż sam "Kuzniecow", wykryła i przegoniła nadmiernie się zbliżający obcy okręt podwodny. Zechciałby pan komandor rozwinąć ten wątek?

H2O
niedziela, 15 marca 2020, 08:25

Jako "stary" powinieneś pamiętać, że "najlepszego zadymiacza oceanów" tropily po kolei coś ze 3 czy 4 różne okręty podwodne. Rzekomo "wykryty" został jeden. I to w odległości kilkuset metrów. Podejrzewa się , że owszem został wykryty "aż" najstarszy z tych 3 czy 4 sztuk. Zatem gdyby "rozwinąć" ten wątek, to wydaje się, że: a) dawno Kuzniecow poszedł by na dno b) w warunkach bojowych nie byłoby potrzeby podplywania aż tak blisko c) nie byłoby tematu wykrycia OP przez jakąkolwiek osłonę d) podoba mi się to sformułowanie: "nadmiernie" zbliżający się OP!!

CdM
sobota, 14 marca 2020, 23:08

Niektórym PO zdarza się podpłynąć do lotniskowca USA. Niekiedy osłonie Kuznidcowa udaje się wykryć obcy OP. Jaką sprzeczność dostrzegasz w powyższych zdaniach?

chateaux
niedziela, 15 marca 2020, 17:48

Zapewne taką, że dlaczego miałoby się im nie udać podpłynąć? W jaki sposób w warunkach pokoju zatrzymać zanurzony okręt podwodny uniemożliwiając mu wpłyniecie miedzy okręty nawodne? Zarzucić sieci rybackie, czy złapać go na wędkę? Czy może masz na myśli wystrzelenie do niego Mark 54 MAKO z uzbrojoną głowicą.

chehłacz
sobota, 14 marca 2020, 20:27

sprawa jest prosta - to był ten jeden, jedyny raz, kiedy się ruskie zorientowali że ktoś się do nich nadmiernie zbliżył... ot trafiło się ślepej kurze ziarno :)

Bat
sobota, 14 marca 2020, 20:25

Rosyjska eskortą zrobiła to 1 raz, słownie jeden. A ile razy nie widziała OP USA? Możesz rozwinąć ten temat? Zresztą dlatego USA ma dość sporą grupę OP i wprowadza coraz to cichsze i nowsze, które w razie wojny mogą towarzyszyć grupie lotniskowca.

Fanklub Daviena
sobota, 14 marca 2020, 13:55

Chińczycy nie muszą korzystać z francuskich wzorów - znana jest kompromitacja amerykańskiej LGU w pobliżu Okinawy gdy 11 listopada 2006 do czasu wynurzenia się pośrodku niej nie zauważyli chińskiego okrętu podwodnego (taki mały pokaz Chińczyków dla Amerykanów), który niezauważony przedarł się przez okręty eskorty oraz parasol ochronny z helikopterów i samolotów ZOP i wynurzył się "mniej niż pięć mil" (wg komunikatu USA) od USS Kitty Hawk... Teraz USA rozpacza z powodu nowych chińskich "min" (o ile to można jeszcze nazwać miną, bo to się praktycznie dron podwodny robi) morskich: mają spoczywać na dnie lub dryfować na dużej głębokości, z zaprogramowanymi charakterystykami akustycznymi celów (w tym i lotniczych!) a następnie gdy wykryją zaprogramowany cel... wypływać na powierzchnię i odpalać przeciw niemu... RAKIETĘ i nadać pozycję. Chińczycy się chwalą, że mogą takie miny rozmieścić w ilości 2000 szt. na dobę (mają konforemne zasobniki takich min na okręty podwodne, kilkunastokrotnie zwiększając zabieraną ilość a nawet przewidują dostosowanie statków rybackich do ich stawiania) i "Pierwszy Łańcuch Wysp" zamknąć dla amerykańskiej marynarki i... lotnictwa w ciągu 48-72 godzin takimi polami minowymi! A jak pokazały manewry US Navy ma problemy z rozminowywaniem nawet pól minowych na poziomie II WŚ... Te nowe chińskie "miny" ogromnie komplikują działania US Navy, bo dotąd było "założenie", że akweny głębokowodne są bezpieczne od min, a teraz US Navy może się ich spodziewać wszędzie, skrycie rozmieszczonych. :)

sdfdsfsdfsdfd
poniedziałek, 16 marca 2020, 13:49

Wojna minowa to akurat ostatnia rzecz, która Chinom jest potrzebna. Wojna minowa, to dla Chin katastrofa.

chateaux
sobota, 14 marca 2020, 23:24

Amerykanie maja za to miny samobiezne Mark 67, ktore samodzielnie moga wplynac do chinskiego portu.

fifi
niedziela, 15 marca 2020, 16:56

Olaboga. I wysadzą kontenerowce z towarem dla USA ?Nawet jesli to będą mundury i buty dla amerykanskiej armii :)?Przeraża mnie poziom produkujacych się pod tekstami na tym portalu.

chateaux
niedziela, 15 marca 2020, 22:07

Próbujesz zasugerować, że chińskie okręty nie mają swoich portów? Masz rację, przeraża.

chateaux
sobota, 14 marca 2020, 21:53

Gdzie w tym kompromitacja? Mieli go zatopic zanim sie wynurzyl? Naprawde? Czy w jaki inny stosob go zatrzymac? Wyglada na to ze przyjdzie mi zalozyc Twoj wlasny fanklub.

Jola
sobota, 14 marca 2020, 13:34

Ile torped, średnio, trzeba władować w lotniskowiec, aby go zatopić?

chateaux
sobota, 14 marca 2020, 21:55

Na okret o wypornosci 100.000 ton, o rezerwie wypornosci przynajmniej 80.000 ton, co najmniej kilkanascie. Jak sie ma szczescie.

Fanklub Daviena
sobota, 14 marca 2020, 21:13

Współczesnych jedna: są "inteligentne" i usiłują się zdetonować pod kilem, w najbardziej newralgicznym miejscu okrętu.

poniedziałek, 16 marca 2020, 12:00

Fachowiec :) trzymasz poziom :)

chateaux
niedziela, 15 marca 2020, 17:53

Jedynym realnym środkiem zwalczania jednostek o taki wielkiej wyporności i tak dużej rezerwie wyporu, są eksplozje podwodne u burty. Eksplozja pod kilem, lekko jedynie uszkodzi tak wielką jednostkę, nie czyniąc mu większej szkody. W najlepszym przypadku wyłączy ją z akcji na kilkanaście godzin.

Pim
niedziela, 15 marca 2020, 11:05

Szukając analogii: w 1939 HMS Nelson nadział się na niemiecką minę denną. (Działającą jak "nowoczesna" torpeda - detonując pod kilem). Trafił na kilka miesięcy do doku + modernizacja) Najbardziej poszkodowani bezpośrednio od wybuchu, po za połamanymi nogami personelu maszynowego, to Ci co siedzieli na pocelanowych klozetach. Było kilku rannych. Nelson miał ca 32 tys ton. Obecne lotniskowce 70-85-100 tys ton....

Fanklub Daviena
poniedziałek, 16 marca 2020, 19:48

Wtedy okręty miały grube pancerze: HMS Nelson burtowy 33-35,6mm, pokład 10-16cm, grodzie 10-30cm. To wszystko wzmacniało konstrukcję. Współczesne lotniskowce tego nie mają a wymiary właśnie im szkodzą! Ocena się, że nie da się ze stali (z przyczyn wytrzymałościowych) zrobić znacząco dłuższego statku niż 460m (jak obecnie najdłuższe jednostki cywilne). Owszem zbudowano w 1979 458 m Knock Nevis, który zatonął w wojnie iracko-irańskiej, ale go wydobyto i wyremontowano ale w 2009 zezłomowano i nigdy ze względów na problemy wytrzymałościowe tego eksperymentu nie powtarzano, poprzestając w następnych supertankowcach na długości ok. 380m lub mniej. Lotniskowiec musi być mocniejszej konstrukcji od tankowców i USS Gerald Ford pewnie jest niedaleko granicy możliwości stalowych konstrukcji przy 333m, więc wcale nie jest mocny i jedna nowoczesna torpeda pod kilem prawie na pewno go zatopi... Generał Belgramo storpedowany przez Brytyjczyków w czasie Wojny o Falklandy przetrzymał, tak jak był zaprojektowany z 14cm pancerzem, eksplozję pierwszej torpedy. Zatopiła go jednak druga, która trafiła, tam, gdzie pancerz się skończył... Amerykańskie lotniskowce nie mają pancerza jak okręty IIWŚ... I prawda jest taka, że żaden lotniskowiec nie był ostrzelany nowoczesnymi torpedami. Najbliżej tego był amerykański ostrzał w 2005 USS America, ale USA oczywiście utajniło wyniki. I to, że się utrzymywał po ostrzale na powierzchni nie jest miarodajne dla pobieżnych ocen, bo USS Americę przygotowano do zatopienia: usunięto wszelkie szkodliwe dla środowiska rzeczy - paliwa, smary, oleje, instalacje elektryczne, oczywiście amunicję i samoloty. Ponadto głowice w amerykańskich torpedach mają wagę 290kg a w rosyjskich 450-557kg a to "lekka" różnica... :)

Pim
wtorek, 17 marca 2020, 13:20

W kwestii konstrukcji - (piszę z pamięci )- USA w pancernikach North Carolina jako pierwszych, pozwoliło sobie na branie pod uwagę pancerza burtowego jako elementu "pracującego". Czyta:j mającego wpływ na pracę kadłuba jako całości. Do tego momentu pancerz burtowy był ciężarem montowanym do konstrukcji kadłuba. Miał on funkcje ochronną a nie konstrukcyjną i był de facto jego obciążeniem. Belgrano miał czasie zatopienia 40-tkę na karku. Floty z tamtego rejonu nie są solidne doinwestowane. Więc kwestia jego stanu technicznego może być długo dyskutowana. Został zatopiony klasycznymi parogazowymi torpedami. Więc technika z II WŚ zetknęła się z techniką z II WŚ tyle, że w 1982 roku.

chateaux
wtorek, 17 marca 2020, 02:43

Bo amerykanie stosują w głowicach materiał wybuchowy o nazwie PBXN-103 o masie 292 kg, którego siła eksplozji równa się eksplozji 550kg TNT.

Fanklub Daviena
wtorek, 17 marca 2020, 12:56

A Rosjanie co stosują, "znafco"? Są gorsi w materiałach wybuchowych od USA? Od kiedy? :)

chateaux
wtorek, 17 marca 2020, 02:41

Belgrano został zatopiony przez eksplozje u burty, a nie eksplozje pod kilem. Żadna współczesna torpeda nie ma głowicy której eksplozja zdolna jest "udźwignąć" kadłub okrętu o wyporności 100.000 ton.

chateaux
niedziela, 15 marca 2020, 09:36

Eksplozja pod kilem jest skuteczna przeciw okrętom nawodnym o wyporności najwyżej niszczyciela. Przeczytaj na czym polega działanie eksplozji w tym miejscu.

gnago
niedziela, 15 marca 2020, 15:31

przykro mi ale statki konstruowane są na zasadzie statku nie samolotu czy statku podwodnego i czasowa próżnia zwyczajnie łamie statek

Pim
poniedziałek, 16 marca 2020, 11:56

Przypadki eksplozji pod kilem: HMS Belfast 11 000 ton - niemiecka mina denna 1939. Poważne odkształcenia, okręt trafił do doku i na remont. Do służby wrócił w 1942 (Remont trwałby krócej, ale wtedy brytyjskie stocznie miały wojenną zadyszkę). Nazwy nie pamiętam - w końcowej fazie wojny amerykański ciężki krążownik ca 12 000 ton, dostał torpedę w kil w rejonie rufy. Wojenny pech - torpeda była głęboko nastawiona, okręt wykonywał gwałtowny unik. Akcja ratunkowa na morzu, okręt trafił do doku.

bmc3i
niedziela, 15 marca 2020, 22:37

A konkretnie, jaka wielka, czy choćby duża jednostka, została kiedyś złamana przez taką eksplozję pod kilem?

chateaux
niedziela, 15 marca 2020, 22:16

Przykro mi ale nie wiesz o czym mówisz. Eksplozja podwodna pod stepką działa w taki sposób, że dźwigająca kadłub stępka okrętu skonstruowana jest do wytrzymania działających w dół sił ciężkości związanych z ciężarami maszyn i uzbrojenia w warunkach działania siły wyporu, poddawana jest krytycznym naprężeniom przy wygięciu jej w przeciwnym kierunku. Kiedy natomiast pęcherz gazu zapadnie się, okręt będzie opadał w dół, w powstałą po zapadnięciu się bąbla pustkę, aby natychmiast ponownie zostać podniesionym w górę przez uderzenie ściany wody wpadającej w centrum powstałej przed chwilą eksplozji. Osłabiona, jeśli nie całkowicie zniszczona pierwotną eksplozją stępka, nie jest w stanie wytrzymać kilku takich działających w przeciwnych kierunkach naprężeń. Zależnie od wielkości użytej głowicy bojowej, mały do średniej wielkości okręt (do wielkości fregaty lub niszczyciela z czasów II wojny światowej) nie będzie w stanie wytrzymać wyginania, uginania i ponownego wyginania w przeciwnych kierunkach – dźwigar statku załamie się. To co działa w przypadku małej lub średniej jednostki nie zadziała w przypadku kolosa o wyporności 100.000 ton, bo bąbel gazowy powstający przy eksplozji pojedynczej głowicy HE, nie będzie miał energii wystarczającej po uniesienia takiego okrętu.

Rysiek
sobota, 14 marca 2020, 20:30

Z głowicą nuklearną wystarczy jedna.

piotr34
niedziela, 15 marca 2020, 21:38

To oznacza wojne atomowa-nikt w konlikcie regionalnym tego nie uzyje wiec to czysta teoria.A jak ktos uzyje to eskaluje konflikt i dostanie nuklearna odpowiedz-wiec gdzie tu zysk?Taktyczna bronia jadrowa(takze torpedami)to mozna terroryzowac panstwo bez takiej broni ale na USA(czy takze Chiny lub Rosje)to by nie zadzialo bo taka sama bronia by odpowiedzialy. Dlatego zreszta podczas Zimnej Wojny totalitarny jakby nie bylo ZSRR planowal uzycie bomb atomowych w Niemczech(ktore bomby A nie maja)ale takze w Dani a nawet neutralnej Austrii(ktore tez takich bomb nie maja)ale juz we Francji(ktora bomy A posiada)atak mial byc tylko konwencjonalny BEZ uzycia broni atomowej.Jak widac posiadanie broni A mialo walor odstraszajacy nawet wtedy a co dopiero teraz(co by nie mowic autorytarna 150 milionowa Rosja to jednak nie to samo co 250 milionowy totalitarny ZSRR).

niedziela, 15 marca 2020, 03:47

Pim
sobota, 14 marca 2020, 19:47

Dużo. Kadłub ma 80-100 tys. ton wyporności. Więc przynajmniej kilka.

Marek1
sobota, 14 marca 2020, 23:55

Wez pod uwagę, ze to 80-100 tys ton wypchanych po korek łatwopalnym paliwem lotniczym i setkami ton różnorakiej amunicji. Wystarczy nawet 1 torpeda pechowo trafiająca w zbiorniki lub duzy magazyn amunicyjny by wyłączyć na m-ce lotniskowiec z walki.

poniedziałek, 16 marca 2020, 12:01

lotnikowiec ma potrójne dno....

chateaux
niedziela, 15 marca 2020, 22:22

Co innego wyłączyć lotniskowiec z walki, a co innego zatopić go. Tymczasem ciężko uszkodzony 8 maja w bitwie na Morzu Koralowym USS Yorktown już 6 czerwca wziął udział w bitwie pod Midway.

Pim
niedziela, 15 marca 2020, 20:07

Paliwo lotnicze obecnie, to nie wysoko oktanowa benzyna z czasów Bitwy Pod Midway. Frakcja jest bliska dieslowi. Więc by wybuchła "jak na amerykańskim filmie" wymaga temperatury i dużo, dużo powietrza. Co ciekawe, zamknięta w układzie grodziowym burt i zbiornikach dna podwójnego bardzo dobrze kompencuje skutki wybuchu torpedy, czy miny i nie wybucha. Wymyślono to już w latach 20-tych XX w. Wskaż mi duży lotniskowiec amerykański czy brytyjski, który spektakularnie wyleciał w powietrze. Amerykańskie od ataków kamikadze spektakularnie płonęły (przyczyną był wtedy brak pokładu pancernego). Ale żaden nie zrobił Bum!. W powietrze wylatywały lotniskowce eskortowe (kadłub statku handlowego). Były wybuchy na japońskich lotniskowcach (wina słabej ochrona p.poż). Na prawdę można przyjąć ostrożną tezę, że okręt tej klasy nie jest projektowany przez "biuro do wycieczkowców" i w procesie projektowania zakłada się, że ktoś go jednak będzie chciał zatopić, łącznie z użyciem taktycznego ładunku nuklearnego w pobliżu. Coś co ma wyporność rzędu 85-100 tys samo z siebie trudno tonie.

fifi
sobota, 14 marca 2020, 21:38

Z koślawego lotniskowca raczej kiepsko się startuje Zgaduje że z lądowaniem może być podobnie.

GB
niedziela, 15 marca 2020, 10:44

Tłumaczę wszystkim ze fifi chodziło o Kuzniecowa, szczególnie widać to było przy wybrzeżu Syrii.

Oczki
niedziela, 15 marca 2020, 08:34

Zupełnie jak na Kuzniecowie, nie? Sami Rosjanie mowili, że próba ładowania na nim to zaplanowana katatrofa. Ładnie nie?

Maciek
sobota, 14 marca 2020, 13:17

W czasie ćwiczeń zwykle nie jest stosowana standardowa taktyka zabezpieczenia zespołu okrętów, bo zwyczajnie nie ma na to miejsca. A polega ona na tym, że w odległości 70-100km od zespołu tworzona jest bariera z boi hydroakustycznych. Kiedy zespół do niej dotrze, śmigłowce stawiają następną w podobnej odległości, a ta pierwsza chroni zespół od tyłu (lotniskowce zwykle utrzymują ok. 30 w. więc trudno je dogonić.) Zespół jest chroniony przez barierę i środki zop z niszczycieli. W warunkach pokojowych takich rzeczy się nie robi, bo to zbyt kosztowne i zabiera olbrzymi kawał oceanu. Natomiast w bojowych okręt podwodny musiałby dużo szczęścia, żeby się przedrzeć. Nie znaczy, że to niemożliwe, ale litości, w czasie II w. św alianci od ok. 1943r. byli w stanie w orientacyjnie określić położenie ubotów i zmienić kurs konwoju, albo skierować grupę poszukiwawczą. Dziś też nikt by nie czekał, aż wrogi okręt pojawi się w odległości 30km. Opisana sytuacja jest możliwa czysto teoretycznie, a dla op to misja samobójcza. Po udanym ataku, jeśli jego położenie znane byłoby z dokładnością do 20km, nie zdołałby uciec.

chateaux
poniedziałek, 16 marca 2020, 01:04

Nie jest to misja samobójcza. Znany jest co najmniej jeden przypadek amerykańskiej gry wojennej na Morzu Śródziemnym w latach 60., w której pojedynczy op typu Skipjack "zatopił" królową roju, chronioną przez niszczyciele i inne Skipjacki.

Hektor
niedziela, 15 marca 2020, 12:57

Mogli to robić tylko dlatego, że czytali wtedy już swobodnie depesze maszyny szyfrującej Enigma w wersji używanej przez Kriegsmarine.

Marek1
sobota, 14 marca 2020, 23:57

wymiana OP, nawet atomowego na ogromny atomowy lotniskowiec ? Opłaca się jak nic ...

piotr34
niedziela, 15 marca 2020, 21:29

I rozumiem ze zaloga tego OP(zlozona jaoby nie bylo z profesjonalistow ktorzy sie orientuja w sytuacji)da sie tak bez "szemrania" wyslac na misje samobijcza i "wymienic" na lotniskowiec?Za duzo gier-w realnym zyciu prwie zaden zolnierz nie da sie wyslac na misje praktycznie samobojcza dla jakis cyferek-na misje niebezpieczna tak ale na samobojcza w wiekszosci przypadkow nie.To czysta psychologia-gdyby bylo innaczej to historia ludzkosci wygladalby zupelnie innaczej.

Maciek
niedziela, 15 marca 2020, 19:10

Pytanie ile takich op musieliby wysłać sowieci żeby jednego Nimitza zatopić. Obstawiam, że musieliby wysłać cały zespół op licząc, że któryś się przedrze.

niedziela, 15 marca 2020, 16:05

Szczególnie załodze.

Tweets Defence24