Reklama

Chiny na szerokich wodach. Zamorskie bazy filarem projekcji siły Pekinu [ANALIZA]

30 listopada 2019, 11:21
People's_Liberation_Army_(Navy)_frigate_PLA(N)_Yueyang_(FF_575)_steams_in_formation_with_42_other_ships_and_submarines_during_Rim_of_the_Pacific_(RIMPAC)_Exercise_2014
Fot. U.S. Navy / Mass Communication Specialist 1st Class Shannon Renfroe

Jednym z głównych deklarowanych celów szeroko zakrojonych działań strategicznych Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL) jest zapewnienie odpowiedniego morskiego potencjału odstraszania i przeciwstawiania się agresji oraz ochrona chińskich praw i interesów na morzu. Praktycznym przejawem wdrażania tak zdefiniowanego zakresu dążeń jest m.in. tworzenie sieci baz mających na celu zabezpieczanie realizowanej polityki militarnej i interesów gospodarczych Państwa Środka.

W Wytycznych Narodowej Strategii Militarnej z 2015 roku dla Marynarki Wojennej Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (MWCALW) postawiono bardzo ambitne zadania związane z jeszcze szerszym wyjściem na otwarte morza i oceany (offshore operations). Zgodnie z przyjętą wówczas doktryną, zadaniem stawianym wobec floty i rozbudowywanych sił piechoty morskiej jest ochrona własnej infrastruktury krytycznej znajdującej się w morskiej strefy odpowiedzialności, zabezpieczenie morskich linii komunikacyjnych, zapewnienie realizacji polityki prowadzonej przez państwo i respektowania prawa morskiego oraz uczestnictwo w międzynarodowych operacjach na morzach i ocenach.

By skutecznie wykonać postawione cele przyjęto możliwość prowadzenia zarówno ofensywnych, jak i defensywnych operacji morsko-lądowych. Zaliczono do nich stosowanie blokad morskich, atakowanie linii komunikacyjnych przeciwnika i jego obiektów lądowych (również poprzez desant z morza), zwalczanie wrogiej floty wojennej, zabezpieczenie własnej i sojuszniczej floty handlowej, obronę własnych baz i portów oraz prowadzenie działań w ramach międzynarodowych sił stabilizacyjnych, utrzymania pokoju czy antypirackich.

Chiny stosują politykę tzw. „strategicznej defensywy”. Polega ona na tym, że z jednej strony deklarowana jest wola nie atakowania żadnego kraju i prowadzenie jedynie wojny obronnej, by z drugiej dać jednoznacznie do zrozumienia, że wykonanie ataku prewencyjnego jest elementem zabezpieczenia państwa przed polityczną czy militarną interwencją z zewnątrz. Ponadto podkreślana jest jedność obrony strategicznej i ataku na poziomie operacyjnym i taktycznym.

Jest to nie tylko przejaw realizowanego od kilku lat pewnego rodzaju ekspansji o charterze geograficzno-politycznym, ale również rodzaj misji mającej na celu osiąganie zaplanowanych interesów z pokazem siły włącznie czy zapewnieniem wysokiego poparcia społecznego dla prowadzonych działań wśród własnych obywateli.

I chociaż od pewnego czasu krytykuje się Chiny za nadmierny wzrost wydatków na zbrojenia, a przez to zakłócenie równowagi militarnej w regionie (obecnie i na świecie), to chińscy politycy twierdzą, że umacnianie militarne kraju jest obowiązkiem każdego suwerennego państwa i nie musi być dostosowane do życzeń i oczekiwań innych krajów.

Oprócz mocarstwowych ambicji, ważnym czynnikiem kierującym nie tylko marynarkę wojenną Chin na szerokie wody jest fakt, że dynamiczny rozwój gospodarczy kraju w dużym stopniu zależy od utrzymania komunikacji na morzu. Rozwój ekonomiczny Chin wymaga zabezpieczenia morskich linii komunikacyjnych, ponieważ od nich zależy funkcjonowanie gospodarki tego kraju i prowadzenie handlu zagranicznego. Około 80-90 procent chińskiej wymiany handlowej odbywa się bowiem szlakami morskimi, a prawie 70 procent importowanych surowców energetycznych trafia tam przez cieśninę Malakka i Morze Południowochińskie. Trzeba też tu wspomnieć o ambitnym ekonomicznie planie gospodarczym związanym z budową Nowego Jedwabnego Szlaku i związanego z nim nowego otwarcia na lądowe i morskie trasy transportowe.

Do realizacji tych wszystkich zamierzeń oprócz silnej armii potrzebne są bazy, by w oparciu o nie wojskowi mogli efektywnie wypełniać stawiane przed nimi cele.

Wyjście na szerokie wody

Pierwszym przejawem aktywności morskiej Chin z dala od własnego terytorium był udział w operacji antypirackiej w rejonie tzw. Rogu Afryki. W styczniu 2009 roku flota Czerwonego Smoka już na stałe opuściła tzw. pierwszy łańcuch wysp (od Borneo poprzez Tajwan, Okinawę do Japońskiej wyspy Kusiu). Niewątpliwe m.in. ta operacja pozwoliła na jej wyjście ze strefy szelfu kontynentalnego oraz zdobycie podstaw do prowadzenia samodzielnych operacji militarnych z dala od własnego kraju.

W tamtych działaniach wzięły udział dwa niszczyciele (jeden typu 052B Luyang, a drugi 052C Luyang II) oraz zbiornikowiec zaopatrzeniowy floty typu 903 Fuchi. Sam fakt udziału spowodowany był również tym, że ponad 1000 chińskich statków rokrocznie przemierza wody Zatoki Adeńskiej, a kilka z nich zostało już wcześniej zaatakowanych przez operujących na tych wodach piratów.

Początkowo trudności było wiele, począwszy od odmiennego środowiska działań (a przede wszystkim klimatu), poprzez brak bazy lądowej, na nie w pełni sprawnie funkcjonującym wsparciu logistycznym operacji kończąc. Ponadto po raz pierwszy marynarze i żołnierze innych formacji służyli tak długo z dala od rodzin, przy praktycznym braku możliwości dłuższego zejścia na ląd. Trzeba pamiętać, że cała flota miała wówczas w swoim składzie tylko dwa zaopatrzeniowce typu 903, co jeszcze bardziej utrudniało skuteczne prowadzenie stawianych zadań.

Z czasem Pekin zdecydował się wysyłać na dalekie misje czy ćwiczenia z innymi flotami okręty desantowe typ 071 Yuzhao (LPD - odpowiednik amerykańskich San Antonio). Okręty takie mogą transportować ponad 600 żołnierzy piechoty morskiej na odległość 18 520 km, a z ich pokładów mogą operować dwa średnie śmigłowce transportowe Z-8 (z czterech przewożonych w hangarze), z doku może zaś korzystać do czterech poduszkowców LCAC Type 726/726A Yuyi lub konwencjonalnych barek.

W ciągu dekady Chiny wysłały do Rogu Afryki 31 specjalnych flotylli eskortowych, w skład których weszło 100 okrętów (niszczycieli, fregat, zaopatrzeniowców) przenoszących 67 śmigłowców. Ich załogi to ponad 26 tys. żołnierzy i marynarzy, a podczas prowadzonych misji zapewniały one ochronę dla ponad 6600 statków różnych flot.

Co ciekawe, według oficjalnych danych doświadczenie zdobyte podczas tych misji pozwoliło skrócić pięciokrotnie czas reakcji okrętu na wykryte zagrożenie, trzykrotnie w wypadku użycia jedynie śmigłowca pokładowego a dwukrotnie, gdy mowa o działaniach prowadzonych przez pododdziały zadaniowe wojsk specjalnych.

Nie jest to jedyny przykład wzmożonej aktywności MWCALW z dala od własnego terytorium. Jedną ze spektakularnych akcji zrealizowanych w marcu 2011 roku była też ewakuacja chińskich obywateli i cudzoziemców z ogarniętej wojną domową Libii przez wyczarterowany statek w asyście fregaty typu 054A. W ten sposób udało się ewakuować 629 Chińczyków i 279 osób z 15 innych krajów.

Ponadto w ramach promocji Chin na świecie, realizacji międzynarodowej współpracy polityczno-wojskowej, czy po prostu chęci pokazu rosnących możliwości, flota rozpoczęła składanie wizyt w wielu nawet odległych zakątkach świata. W 2017 roku grupa okrętów w składzie niszczyciela typu 025C, fregaty typu 054A i zaopatrzeniowca typu 903A w ciągu sześciu miesięcy odwiedziła 20 portów zlokalizowanych w rożnych państwach na kilku kontynentach. Już w 2015 roku taka sama grupa okrętów odwiedziła i nasz kraj, goszcząc z krótką wizytą w Gdyni.

Również w 2017 roku na wodach Bałtyku odbyły się wspólne chińsko-rosyjskie manewry morskie, a podobne ćwiczenia obecnie są prowadzone rokrocznie w kilku miejscach na świecie.

Przejściowe rozwiązania

Problemy z dostawą zaopatrzenia oraz trudy służby zmusiły Pekin do stworzenia własnych baz. Za istotne z punktu widzenia Chińczyków uznano oparcie działań własnej floty w pierwszej kolejności o placówki zlokalizowane w basenie Oceanu Indyjskiego (strategia określana mianem Pasa lub Sznura Pereł). Chodzi tu o sieć baz i placówek handlowych na szlaku morskim prowadzącym od własnego terytorium do Wschodniej Afryki.

I tak powstawały nie tyle obiekty militarne, co  specjalna infrastruktura portowa i drogowa, mająca też ułatwić eksploatację okrętów wojennych operujących na dalekich wodach. Z jednej strony było to posuniecie korzystne, bo dość skutecznie pokazywało opinii społecznej pokojowe zamiary chińskiej armii. Z drugiej, dla niej samej nie do końca satysfakcjonujące, a ponadto obarczone wieloma ograniczeniami.

Pierwszą namiastką wymienionych instalacji wojskowych stała się możliwość korzystania na specjalnych warunkach z infrastruktury portowej w Pakistanie, czy z francuskiej bazy w Dżibuti. Nad efektywnym wykorzystaniem takiej infrastruktury czuwają oficerowie łącznikowi czy specjalne przedstawicielstwa handlowe (w rzeczywistości z reguły maskujące ich militarny charakter).

Jednak narzucone warunki (m.in. dotyczące czasu postoju okrętów) nie pozwalały Chińczykom w pełni rozwijać własnych możliwości, ani - z czasem - realizować ambitniejszych planów o charakterze polityczno-militarnym.

Dżibuti i inne bazy

Dopiero od lipca 2017 roku udało się otworzyć pierwszą własną, zamorską bazę (oficjalnie - instalację wsparcia logistycznego) w Dżibuti. To już był znaczny krok do przodu i szybko zdecydowano się na zbudowanie podobnych instalacji w Pakistanie i Vanuatu (wyspiarskie państwo Oceanii). W pierwszym z tych krajów pierwotnym miejscem docelowym miało być Jiwani, natomiast rząd tego drugiego państwa kategorycznie zaprzeczyło doniesieniom o chęci budowy na ich terytorium bazy przez Pekin.

Dżibuti to miejsce położone w kluczowym dla światowej gospodarki i polityki rejonie. Państwo to przylega bowiem zarówno do Morza Czerwonego, jak i Zatoki Adeńskiej, co zapewnia strategiczną kontrolę ważnego morskiego szlaku komunikacyjnego (szacuje się, że przez łączącą je Cieśninę Bab al-Mandeb przepływa dziennie ok. 3,8 mln baryłek ropy oraz innych towarów wyprodukowanych m.in. w Chinach). Same obroty handlowe tylko między Unią Europejską a Chinami w ubiegłym roku wyniósł blisko 36 mld euro, a większość towarów dostarczano właśnie przez Kanał Sueski i Morze Czerwone.

W Dżibuti swoją największa bazę afrykańską mają Francuzi, a od 2006 roku również Amerykanie (ich obecność w bazie Camp Lemmonier na razie zagwarantowana jest do 2024 roku) i - kolejno - Japończycy. Ponadto w Base Militare Nazionale di Supporto przebywa ok. 300-350 włoskich żołnierzy (głównie operatorów BSP), a z sojuszniczych instalacji korzystają też Niemcy (do 80 żołnierzy), Hiszpanie i Holendrzy (zazwyczaj do 50 żołnierzy). Zainteresowana stworzeniem tam bazy będącej oparciem dla prowadzonych działań własnej floty jest również Arabia Saudyjska.

Według umowy zawartej pomiędzy ChRL a Dżibuti za dzierżawę 202 hektarów gruntów na 10 lat Pekin będzie corocznie płacił 20 mln USD (dla przykładu Amerykanie płacą ponad 60 mln USD rocznie). Ponadto Chińczycy zobowiązali się zainwestować spore pieniądze w infrastrukturę komunikacyjną, portową i lotnisko (zaplanowane prace szacowane są na kwotę blisko 12 mld USD).

Natomiast niewiele wiadomo na temat tego, co właściwe chcą Chińczycy zbudować (lub już zbudowali) w nowej bazie. Na pewno będą to obiekty magazynowe, składy paliw czy zaplecza remontowo-serwisowe. Ponadto powstały obiekty koszarowe i socjalno-bytowe. Jak oficjalnie informują władze, nowa instalacja logistyczna ma służyć wypełnianiu przez Chiny zobowiązań międzynarodowych. Ocenia się jednak, że budowane tam obiekty zapewnią utrzymanie nawet do 10 tys. żołnierzy i wspierających ich funkcjonariuszy.

Co również ciekawe, pierwsze okręty wysłane do Dżibuti to jednostka klasy LPD Typu 071 Yuzhao oraz nowa klasy Donghaidao, służąca do transportu i zabezpieczenia działań poduszkowców Żubr. Okręty te przewożą żołnierzy piechoty morskiej.

Korpus Piechoty Morskiej Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (KPMCALW) traktowany jest jako element sił ofensywnych (ich projekcji) oraz użyteczne narzędzie wspierania własnej polityki, również poprzez uczestnictwo w misjach „zapalnych”, humanitarnych, pokojowych, antypirackich czy antyterrorystycznych. Dla Pekinu potrzebna jest bowiem odpowiednia formacja, by realizować własne interesy w odległych obszarach, jak np. w Antarktyce czy w Afryce, a z czasem również i kolejne, jeszcze „ambitniejsze” zamierzenia.

Dla Chińczyków baza w Dżibuti to również zaplecze dla formacji pełniących zadania w ramach misji pokojowych ONZ w Południowym Sudanie (UNMISS), Mali (MINUSMA) i Liberii (UNMIL). We wszystkich tych misjach jest zaangażowanych blisko 1650 żołnierzy, funkcjonariuszy i pracowników cywilnych.

Państwo Środka usilnie dąży także do intensyfikacji współpracy z siłami zbrojnymi m.in. Sudanu, Etiopii, Erytrei, Somalii, Kenii i Tanzanii. Te projekty mają umocnić polityczną i gospodarczą obecność Chin w Afryce.

Kolejna baza powstaje prawdopodobnie w Pakistanie, w portowym mieście Gwadar. Co charakterystyczne, miejsce to leży około 60 km od granicy z Iranem, nad Morzem Arabskim a z kolei tamtędy biegną szlaki transportu ropy naftowej z Zatoki Perskiej poprzez Zatokę Omańską. To niewątpliwe ma dać Chinom potężny atut w postaci możliwości interwencji w razie wybuchu konfliktów zbrojnych na świecie w system zaopatrywania w ropę i skroplony gaz ziemny oraz zabezpieczyć dostawy tych surowców do własnego kraju. Na dostosowanie portu w Gwadarze Chiny zamierzają przeznaczyć ponad 622 miliony USD.

Kolejne, nie potwierdzone dotychczas, doniesienia dotyczą chęci stworzeniu nowej bazy w Kambodży. Miejscem miała by być część Ream Naval Base w nadmorskim Sihanoukville położonym nad Zatoką Tajlandzką. Zasady jej wykorzystania przez Chińczyków określone miałyby być w oparciu o tajne porozumienie podpisane pomiędzy Pekinem a Phnom Penh na początku tego roku.

Te doniesienia zdementowało jednak chińskie ministerstwo spraw zagranicznych oraz zaprzeczył im rzecznik kambodżańskiego rządu i premier tego kraju. Sama baza znajduje się niedaleko dużego lotniska obecnie budowanego przez chińską firmę (o długości pasa startowego prawie 3220 metrów) a z nieoficjalnych danych wynika, że jakoby Chiny mogły korzystać z tej placówki przez 30 lat, z automatycznym odnawianiem na kolejne 10 lat po upływie pierwszego okresu.

Również, zgodnie z tajną umową do portu będą mogły wpływać chińskie okręty wojenne, a w bazie będą mogli stacjonować chińscy żołnierze. Będą tam zlokalizowane magazyny uzbrojenia, a sami Chińczycy zobowiązali się do budowy zupełnie nowych instalacji (część z przeznaczeniem do własnego użytku a część do wykorzystania dla floty Kambodży). Ponadto obywatele Kambodży będą musieli uzyskiwać zgodę na wejście do chińskiej strefy.

Co interesujące, część istniejących już w tym miejscu instalacji portowych wybudowano przy finansowym wsparciu ze strony USA.

Pekin rozwija też powoli swoje wpływy także w zdominowanej do tej porty przez Rosję Azji Środkowej - założono już niewielką bazę wojskową obsługiwaną przez siły lądowe w Tadżykistanie.

Z kolei na Morzu Wschodniochińskim, Południowochińskim i Żółtym siły powietrzne i marynarka wojenna zapewniają egzekwowanie prawa oraz stanowczo reagują na zagrożenia bezpieczeństwa i prowadzenie działań prowokacyjnych (według oceny Chińczyków). Ponadto prowadzą rozpoznanie i wczesne ostrzeganie, monitorują terytorialną i peryferyjną przestrzeń powietrzną czy przeprowadzają patrole alarmowe.

Obecną sytuację w tym zakresie w niewielkim stopniu poprawiają zbudowane lotniska na sztucznych wyspach, jak np. te o 3300 metrowym pasie na Fiery Cross Reef, czy budowane na Subi i Mischief. Powierzchnie tych lotnisk umożliwiają przebywanie na nich grupy lotniczej złożonej z 24 maszyn wielozadaniowych oraz od 3 do 6 większych samolotów wsparcia działań. Mają one też wybudowane niezbędne wyposażenie w tym wzmocnione konstrukcje hangarów. Taka infrastruktura jednak nie wystarcza, finalnie Chiny potrzebować będą większych, całkowicie nowych baz położonych w większej odległości od azjatyckiego kontynentu.

Podsumowanie

Dla Pekinu uzyskanie dominującej pozycji w obrębie tzw. drugiego łańcucha wysp (od Nowej Gwinei, przez Guam, Sajpan, Wyspy Bonin po Yokosukę na wyspie Honsiu) już nie wystarcza. Dlatego istnieje nie tylko potrzeba, ale i konieczność wyjścia na tzw. szerokie wody. Związane to jest z zabezpieczeniem wszelkich interesów w obszarze bezpieczeństwa Chin i wzmocnieniem własnej pozycji strategicznej.

Obecne trzy floty MWCALW oraz KPMCALW mają za zadanie zwiększyć swoje możliwości w zakresie przejścia od zadań wykonywanych na wodach terytorialnych i ich otoczeniu do misji realizowanych na obszarach oceanicznych, w tym prowadzenia operacji manewrowych, zapewnienia kompleksowej obrony i projekcji siły. Podobne cele stawia się również przed wojskami lądowymi i siłami powietrznymi, a nowe bazy mają wspomóc ich skuteczną realizację.

Jeżeli Chiny zdecydują się na stworzenie sieci baz zamorskich to będzie to potężne wyzwanie dla USA i ich sojuszników w różnych rejonach na świecie. Ponadto nowe instalacje wymierzone są w największego regionalnego rywala, czyli Indie, a po trochu i w Rosję.

Dla Pekinu stała obecność militarna w Afryce związana jest też z dużym zaangażowaniem na tym kontynencie państwowych lub prywatnych firm. Szacuje się, że już ponad 3 mln Chińczyków na stałe prowadzi w Afryce interesy w rożnych obszarach działalności gospodarczej. Chiny inwestując potężne pieniądze w Dżibuti i sąsiedniej Etiopii powoli uzależniają te państwa od siebie, a przez to stwarzają poważne zagrożenie dla instalacji militarnych innych państw, działających w tym regionie. Podobne działania prowadzone są i wobec innych krajów afrykańskich.

Pekin nie ukrywa olbrzymich ambicji własnych, opartych o Bliski Wschód, skutecznie wykorzystuje też obecne zaangażowanie wielu państw w prowadzenie wojny z tzw. Państwem Islamskim, wojny domowej w Syrii, Libii czy działań w Afganistanie i Jemenie.

Pomysł z budową drugiej bazy wojskowej w pakistańskim Gwadarze z pewnością też jest obmyślony jako dużo większy projekt o wymiarze wychodzącym daleko poza zabezpieczenia szlaków handlowych. Podobnie jak w przypadku nieoficjalnych doniesień o kolejnej bazie w Kambodży, chodzi o stworzenie sieci baz kontrolnych na morskiej części tzw. Nowego Jedwabnego Szlaku. Plany są znacznie większe i szuka się sposobności budowy nowych instalacji w jednym z krajów północnoafrykańskich, a z czasem i południowoamerykańskich.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 75
Reklama
Czerwony Wiewiór
niedziela, 8 grudnia 2019, 18:06

Japonia Tajwan i Korea mają się czego bać. USA mają dobrą pozycję do negocjacji ws. podwyżek za ochronę tym bardziej że tracą na rzecz wciąż wzmacniających swą pozycję Chin. Sytuacja w tamtym regionie w dużej mierze dzięki bzdurnej polityce Trumpa się zaostrza. USA tracą

surojadka
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 08:18

świetnie i ciągle aktualnie pisał o tym Robert D. Kaplan w wydanej u nas w 2012 roku książce "Monsun".

min
sobota, 30 listopada 2019, 16:47

Rosja w Ameryce Srodkowej , Chiny w Azji i Ameryce Południowej, same dobre fakty.

Chińskie oczy
niedziela, 1 grudnia 2019, 13:42

Przypominam że Dżibuti to kolej do Etiopii ktora stała się chińską kolonią gospodarczą i portem na Afrykę

BW
sobota, 30 listopada 2019, 16:22

Ostatnio w programie podróżniczym w radiu była mowa o tym, że Chiny inwestują duże sumy w rozbudowę portu na Sri Lance. Można się łatwo domyślić, że będzie to docelowo kolejny element w opisywanej wyżej układance.

Antoni Woźniak
sobota, 30 listopada 2019, 15:56

Pisałem o tym parę lat temu w "Armii". Chiny stają się global power, dla Stanów jest to trudne do przełknięcia. Najbardziej jednak wg. mnie straci na tym Rosja, której wydaje się, że coś jeszcze może ugrać w nowym rozdaniu. "Górna wolta z rakietami" będzie największym przegranym obecnego wyścigu o prymat, o narzucenie swojej dominacji nad światem. Nowy Jedwabny Szlak (główny, dalekodystansowy cel chińskiej polityki) to przekreślenie "ruskiego mira", z wszelkimi, przykrymi dla Federacji konsekwencjami tego stanu rzeczy. Europa będzie musiała w którymś momencie opowiedzieć się po czyjej jest stronie, wybrać strategicznego partnera. Oczywisty wybór, przestanie być oczywisty, zresztą to już się powoli dzieje. Chińczycy wiedzą, że mają teraz swoją szansę, coś o czym zawsze marzyli, może się w końcu ziścić. Moim zdaniem nic im w tym nie przeszkodzi, udowodnili że mogą (potencjał), potrafią (mądre, racjonalnie postępujące elity), są zdeterminowani (jak nikt inny, poza głównym konkurentem). USA z tak nieobliczalnym przywództwem, brakiem odpowiedniej strategii będą miały poważny problem, by skutecznie przeciwstawić się chińskiej ekspansji. Ogólnie rozumiany świat zachodu może uratować tylko trzeźwa ocena sytuacji i wola współdziałania... a z tym jest problem, choć w sumie największy z przywództwem (którego, poza wyjątkami, na zachodzie dzisiaj nie uświadczymy, rządzi idotokracja, brak jest wizji, chęci, umiejętności). Ciekawa będzie postawa Indii. To kluczowy sojusznik Stanów, jeszcze nie teraz, ale zaraz. Chodzi o potencjały i położenie geostrategiczne (blokowanie chińskiej ekspansji w wymiarze nie tylko lokalnym, ale globalnym). Co zrobią Hindusi, jak to rozegrają? Jedno nie ulega dla mnie wątpliwości. Rosja stanie się rezerwuarem zasobów dla Chin i stanie się to szybciej niż (niektórym) się wydaje. Możliwe, że bez jednego wystrzału - patrząc na "elity" rosyjskie, na krótkowzroczną, nieefektywną politykę, całkowitą stagnację gospodarczą, zwijkę demograficzną to kwestia niezbyt odległej przyszłości.

życie w matriksie ma swoje zalety
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 23:13

Jacy Wy jesteście zabawni z tą "Górną Woltą" i "rezerwuarem surowców dla Chin". Ale cóż:

Katon
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 11:25

Hindusi sojusznikiem USA i to jeszcze kluczowym? A w Delhi o tym wiedzą? A co na to obecny kluczowy sojusznik w regionie z Islamabadu? I skąd pewność że Hindusi postawią na przegranego konia? A może po prostu ułożą się z Chinami ku obupólnej korzyści?

Davien
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 14:37

Katon, nie dość ze wiedzą to na pewno z Chinami sie nie ułozą. A co do Pakistanu to zapoznaj sie z obecnymi stosunkami Islamabadu z Waszyngtonem.

szczerze
wtorek, 3 grudnia 2019, 00:03

Z drugim zdaniem można się zgodzić. Ale co do pierwszego to skąd wiadomo, że się nie ułożą? Bo obowiązuje takie prawo? Bo na forum ktoś sobie tak umyślił? To 2 wielkie, racjonalnie myślące państwa. Jeśli będzie po temu obopólna wola to się dogadają raz-dwa. A wielkiego pro amerykanizmu w polityce Indii jakoś w wymiarze praktycznym nie widać.

Davien
piątek, 6 grudnia 2019, 03:05

Bo to sie Indiom zwyczajnie nei opłaca:) I nei mówię tu o proamerykanizmie ale o polityce. Chiny sa bliskim sojusznikiem Pakistanu co dla Indii jest raczej niezbyt dobra reklamą . Inide od zawsze były praktycznie w obozie przeciwnym do Chin. W razie takiego konfliktu zachowałyby neutralność by przypadkiem nie oberwac odłamkami, zwłaszcza że przegrana Chin jest dla nich lepsza niz zwyciestwo.

życie w matriksie ma swoje zalety
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 23:15

Tak, te "stosunki" są żałosne, kilka razy gorsze niż 30 lat temu.

Komentator
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 06:32

Ależ się porobilo

No tak
niedziela, 1 grudnia 2019, 10:43

Gdzie dwóch się bije(Chiny-Usa) korzysta zawsze trzeci(Rosja). Twoja analiza jest zbiorowiskiem pobożnych życzeń.

Katon
niedziela, 1 grudnia 2019, 07:46

Ta "Górna Wolta z rakietami" nie znaczyła nigdy nic na Pacyfiku, i niewiele wskazuje na to, by miało się to kiedykolwiek zmienić. Pacyfik od 45 to prawie jak wody wewnętrzne USA. W tej chwili, na te "amerykańskie" wody wchodzi nowy potężny gracz i USA niewiele może na to poradzić, a najwięcej na tym straci Rosja? Rosja może na tym tylko zyskać. Po pierwsze, USA, wobec pojawienia się takiego konkurenta, zostaną zmuszone na skupienie się na Azji, na walkę jednocześnie z Chinami i Rosją już dziś nie mają dość sił, a z upływem czasu będzie tylko gorzej. Po drugie, nie ma najmniejszej szansy by to zmienić drogą wojny, Chiny są już zbyt potężne by zastosować wobec nich dyplomację kanonierek. Po trzecie, jedwabny szlak. W jaki sposób Rosja może na tym cokolwiek stracić? Jak świat światem, położenie umożliwiające bycie pomostem pomiędzy dwoma potężnymi rynkami, zawsze przynosiło korzyści, pod warunkiem że ten pomost ma dość siły militarnej, by oprzeć się ewentualnemu podbojowi. A Rosja, co by nie mówić, taką siłą dysponuje. Nikt nie zdecyduje się aby zmienić to sposobem militarnym, pozostaje jedynie, zarówno Chinom jak i Europie, się z tą Rosją ułożyć. Świat się zmienił, to co było do tej pory największym atutem USA, czyli odległość od źródeł potencjalnych konfliktów, w dobie ery handlu i współpracy, staje się największym przekleństwem. W Euroazji będzie kwitła wymiana i współpraca międzynarodowa, a USA pozostaną na uboczu tego procesu, ze wszystkimi wynikającymi z tego faktu konsekwencjami.

Hanys
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 13:04

Zabawne są te wasze wizje :) Zresztą Rosja i Chiny są prawie w sojuszu, nie wiem czy tak będzie zawsze, ale Chiny nie chciałyby być zredukowane ludnościowo do poziomu Węgier przez rosyjski arsenał, bo wy tak sobie życzycie, żeby podskoczyli Rosji. Chińczycy to nie samobójcy :)

Davien
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 14:38

Hanys, ale wiesz że w pzreciwieństwie do ataku na USA zasięg chińskich rakiet pozwala im na zamianę Rosji w radioaktywny parking?

fgh
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 14:27

Nikt nie użyje broni jądrowej przeciwko państwu z bronią jądrową, Moskwa nie będzie umierać za Jakuck i Czite. Jedwabny szlak to magnes który będzie odrywał kolejne federacje bo zawsze się tak to działało i to właśnie dlatego Rosja jest w Syrii, mami Turcję itd.

Fhkl
niedziela, 1 grudnia 2019, 13:01

Jedwabny szlak bedzie przebiegal glownie na poludniu powodujac odrywanie sie poludniowych republik. Juz teraz rosja musi angazowac ogromne srodki wojskowo finansowe zeby nie stracic kaukazu. Ten stan bedzie sie tylko poglebial.

Katon
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 00:46

Kolejna bzdura wymyślona przez kogoś kto nie widział na oczy mapy Azji. Na południe to znaczy? Którędy będzie przebiegał ten mityczny jedwabny szlak do Europy, omijający Rosję? I jakie to na tym południu są republiki które to będą się odrywaly?

Mateusz Miroś
sobota, 30 listopada 2019, 23:24

Chiny nie podskoczą Rosji. W Rosji nie ma słabej demokracji którą można zastraszyć. Putin się nie ugnie i w razie czego wystarczy parę bomb atomowych na Nizinę Chińską i Tamę Trzech Przełomów i nie ma Chin

Davien
niedziela, 1 grudnia 2019, 12:16

A w odpowiedzi kilkadziesiat chińskich głowic wymaze Rosje z mapy, ot "opłacalna" wymiana:)

Hanys
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 13:06

Kilkadziesiąt rosyjskich głowic wymazałoby też Chiny i jeszcze by Rosjanom zostało jakieś 7900 głowic, więc daruj sobie te śmieszne wizje, po za tym chińskie rakiety raczej w USA są wycelowane, nie mają ich za duzo, więc po co marnować je na sojusznika w razie czego :)

Kiks
wtorek, 3 grudnia 2019, 15:02

O czym Ty mówisz. Nie bierzesz pod uwagę tych zestrzelonych, awaryjności przy starcie i tego, że inni też mają?

Davien
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 14:40

Hanys, Rosja ma akrywne 4500głowic max i do 1150 środków przenoszenia wiec po zabawie z Chinami nie będzie miał kto w tej Rosji nawet myslec o jaichs głowicach:) Aha do USA to moze doleciec maks kilkadziesiat rakiet , do Rosji kilkaset .

Hanys
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 12:59

Zwłaszcza dla Chin śmiertelnie nie opłacalna, więc wasze "wizje" są zabawne. Chiny to nie samobójcy, zresztą z Rosją to mają prawie sojusz a wy

Davien
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 14:41

Hanys ty naprawde wierzysz ze jak Rosja uzyje broni jadrowej w Chinach t cos z niej zostanie poza radioaktywnym kraterem?

poznaniak
sobota, 30 listopada 2019, 15:35

Znakomity artykuł.Polecam go szczególnie niektórym komentatorom którzy ciągle twierdzą,że nam to marynarka ni jest potrzebna,bo Bałtyk to duża kałuża.Autor wyraznie wskazał do czego służy współczesna marynarka.

hawk
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 01:33

Aha. Nam marynarka jest potrzebna, ponieważ będziemy ekspansywni w Afryce, tak jak Chińczycy. I bazę w Dżibuti też sobie zbudujemy, przyda się.

Odkłamywacz
niedziela, 1 grudnia 2019, 00:47

Ale morzem bałtyckie nie ma nic wspólnego z oceanem spokojnym , nasze morze można kontrolować lotnictwem i rakietami ziemia woda .

LLd
niedziela, 1 grudnia 2019, 00:11

Przeczytałeś, ale nic nie zrozumiałeś.

ThinQ
sobota, 30 listopada 2019, 15:25

Ekspansja Chin staje się faktem. Tego już nikt nie zatrzyma. Pytanie to co z tego wyniknie> Houston mamy problem:)

fgh
niedziela, 1 grudnia 2019, 21:23

Huston jest daleko za 10 000km oceanu a na nim a raczej pod nim jeszcze dekady król jest jeden. Jak to Imperium każde idzie po rynki i surowce a te w ilościach potrzebnych dla 1,4 mld Chińczyków są w Europie, Azji Środkowej i na Syberii. To nie Huston, które może spokojnie taktycznie podzielić się strefą wpływów ma problem a 8x mniejsza Rosja która nic nie produkuje i była największym rozbiorcą Chin. Chińczyki w Samarze i nad Bajkałem to historycznie naturalna kolej rzeczy.

poznaniak
sobota, 30 listopada 2019, 14:39

No cóż Chiny doskonale odrobiły lekcję pod tytułem wojny opiumowe i powstanie bokserów.

kiri
sobota, 30 listopada 2019, 14:28

ZSRR też miał dogonić i prześcignąć USA. Jak się to skończyło wszyscy wiemy. Z Chinami goniącymi Amerykę będzie tak samo.

R
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 11:46

Juz naprawde przestanym powtarzac bzdury, ze wyscig zbrojen doprowadzil ZSRR do jego upadku, piekna amerykanska bajka nie majaca za wiele wspolnego z rzeczywistoscia.

GB
czwartek, 5 grudnia 2019, 16:15

To ZSRR istnieje jeszcze??? No, no...

akes
niedziela, 1 grudnia 2019, 15:17

Dokładnie. Chiny to bida z nędzą, PKB na głowę mają nieporównywalnie niższe od USA. Ich gospodarka opiera się na masowej kradzieży zachodnich technologii, choć nawet z ich wykorzystaniem chińskie samochody, samoloty i statki są znacznie gorsze od zachodnich. A już totalnie leżą w kwestiach militarnych, najnowszy chiński J-20 jest znacznie gorszy od starego F-22. Charakterystycznym przykładem chińskich "możliwości" są silniki do myśliwców. One są jeszcze gorsze od rosyjskich, choć już rosyjskie są złomem w porównaniu do amerykańskich silników.

mobilny
wtorek, 3 grudnia 2019, 14:16

No faktycznie bidny kraj. A J-20 gorszy od F-22? No cóż mi to zalatuje pobożnym życzeniem ale z wysokiej klasy inżynierem pracującym przy tych dwóch maszynach kłócić się nie będę

Davien
wtorek, 3 grudnia 2019, 18:29

Panie mobiny J-20 to maszyna powstała na planach MiG-1.44 napedzana albo AL-31 albo WS-10 wiec do taieto F-22 to jej dekady brakuja.

zwolennik
niedziela, 1 grudnia 2019, 10:56

Gadasz bzdury - Chiny mają tyle kasy i realizowanych obcych pomysłów u siebie (w postaci fabryk pracujących dla krajów zachodnich - kradzież pomysłów nie jest więc problemem) że są w stanie realizować co zechcą. Rosja chciała ale od zawsze byłą biedna to w tym wyścigu zdarła walonki i teraz próbuje boso dogonić świat.

Tak tylko
niedziela, 1 grudnia 2019, 10:45

No cóż, porównanie nie specjalne szczęśliwe. USA dlug ok 30 Bilionów. Cesarstwo Rzymskie też upadło

GB
czwartek, 5 grudnia 2019, 16:16

Owszem upadło, ale istniało kilkaset lat (a jako republika jeszcze dłużej). Tyle tylko że USA są na początku drogi jako mocarstwo, a nie na końcu.

rene
wtorek, 3 grudnia 2019, 14:21

Aktualnie USA 23bln Chiny 10bln

biały
niedziela, 1 grudnia 2019, 10:01

tylko że ameryka wszystko produkowała a rosja nic , tutaj mamy na odwrót chiny wszystko produkują a amerykanie jeszcze przenoszą tam swoje fabryki osłabiając siebie

FDOLAS
niedziela, 1 grudnia 2019, 01:21

Nie będzie. Chiny zawsze miały największe PKB na ziemi. Wyjątkiem było ostatnie stulecie wskutek działania imperiów kolonialnych. Zachód usiłując podporządkować sobie Chiny zamiast postawić na handel i współpracę obudził smoka. Teraz Chiny odbierają należną sobie pozycję i nie pozwolą aby kiedykolwiek znowu ktoś im zagroził. Co z tego wyniknie? Oby tylko chcieli handlować a nie kolonizować.

Kiks
wtorek, 3 grudnia 2019, 15:03

Ten "smok" padnie wcześniej czy później pod własnymi, wewnętrznymi problemami. Zresztą znajduje to odzwierciedlenie w ich historii.

hgjhgkjhkjhk
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 11:54

Niezapomnij, że wcześniej Chiny zostały podbite przez Mongołów. Zachód w chinach kontrolował tylko kilka portów, a mongołowie założyli tam dynastię.

1 23
sobota, 30 listopada 2019, 23:45

Oby, ale zdaje się, że nie.

sobota, 30 listopada 2019, 20:31

niestety nie, Chiny do potęga gospodarcza to nie ma nic wspólnego z zimną wojną. Za chwilę to USA będzie doganiać Chiny, ha,ha,ha....

CdM
sobota, 30 listopada 2019, 20:01

A na czym budujesz analogię między Chinami a Rosją? A może bardziej odpowiednie byłoby np. porównanie rywalizacji Chiny-USA, z tą między Stanami Zjednoczonymi a Wielką (niegdyś) Brytanią? Zauważ że Chiny JUŻ dogoniły w pkb (oczywiście ogólnym, nie per capita) Stany. ZSRR była bardzo daleko od takiego osiągnięcia. A wzrost Chin w ostatnich 30 latach był nieporównywalny z żadnym innym dużym krajem. Co miałoby spowodować załamanie tego trendu?

...
sobota, 30 listopada 2019, 13:46

Plywanie amerykanskich niszczycieli np kolo Tajwanu (250km ) od Chin, lub kolo hong Kongu - wedlog chinczykow jest propwokujace. wedlog amerykanow to chinczycy ich tam prowokuja;0

Davien
sobota, 30 listopada 2019, 19:33

Moga sobie pływac i 13 mil od brzegu, to juz wody międzynarodowe. Natomiast jezeli chodzi o prowokacje to akurat robia Chiny łamiac prawo z tymi swoimi sztucznymi wysepkami.

anda
niedziela, 1 grudnia 2019, 22:00

A powiedz na podstawie jakiego prawa można im to zabronić?

Davien
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 09:28

Anda, ano na podstawie tego samego co pozwala pływac 13 mil od brzegu:) To sa wody międzynarodowe i nie mozna tam albo na czyichs wodach terytorialnych jak robia to Chiny budowac sobie wysepek i twierdzic ze sa częscia Chin:)

anda
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 14:13

Oj Davien a na jakich wodach terytorialnych Chiny coś budują? a na międzynarodowych to sobie mogą budować co chcą.

Davien
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 14:42

Nie, nie moga panie Anda, zapoznaj sie z przepisami:)

R
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 16:48

Davien cos dzisiaj bardzo aktywny, jakies nowe wytyczne? Kolga GB na wakacjach?

GB
czwartek, 5 grudnia 2019, 16:17

Temat mnie mało ciekawi...

bania Davien
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 23:22

Pewnie tak. Ale przez to "przemęczenie" zrobił się jeszcze "lepszy niż zwykle" pobijając kolejne granice nonsensu.

mobilny
niedziela, 1 grudnia 2019, 20:14

Mają do tego większe prawo niż US Baby kolego. Nie macie wyłączności do kierowaniem światem.

Katon
niedziela, 1 grudnia 2019, 18:07

I USA pływając koło tych "sztucznych" wysepek bardzo uważają, aby nie zbliżyć się do nich bliżej niż na te 12 mil, tym samym, dając dowód że uznają chińską jurysdykcję nad tymi wyspami i okalającymi je wodami. Nawiasem mówiąc, to nie są do końca sztuczne wyspy. Chińczycy, prawem kaduka, zajęli bezpańskie skały i ogłosili je chińskim terytorium, czyli zrobili dokładnie to samo co USA wiek wcześniej, kiedy to Amerykanie zajęli bezpańskie atole na Pacyfiku. Teraz tylko powiększają ich powierzchnię, bazy muszą mieć lotniska i porty, a na tych skałach nie było na to miejsca.

Davien
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 09:30

Katon, pływaja znacznie blizej, w ogóle się nie przejmujac chińskimi wrzaskami. Natomiast twoja analogia do atoli jest równie fałszywa jak cae twoje twirdzenie. Atole były wyspami a te skały, często na wodach innych panstw nimi nie są wiec daruj sobie kiepska manipulacje.

Katon
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 14:19

Ciekawe, bo zawsze po takim przepłynięciu bądź przelocie sami Amerykanie podawali, że utrzymywali taki dystans. Kiedyś próbowali "nie przejmować się chińskimi wrzaskami", skończyło się to tym, że pomimo amerykańskich wrzasków odebrali swojego Oriona spakowanego w kartony. I która z tych zajętych przez Chiny skalistych wysepek miała prawnego właściciela? Która z nich leży w obrębie wód terytorialnych jakiegokolwiek państwa leżącego nad Morzem Południowo- Chińskim? Konkrety proszę. I na koniec, jaką jest różnica pomiędzy zajęciem bezludnego, bezpańskiego atolu, a bezpańskiej skalistej wysepki?

Davien
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 14:46

Katon, to moze zapytaj sie rodziny Wanga Wei czy jej sie to opłacało. Aries wrócił jakoś do stanów z cała załoga a chiński J-8 do tej pory nie wypłynał. A Amerykanie wcale nie podają ze pływali te 12 mil bo czesto było znacznie bliżej, ale nikt nie pcha sie niszczycielem blisko brzegu. A co do połozenia to wiekszośc tych skał to tereny sporne z innymi państwami, poszukaj sobie to znajdziesz. I to tyle, naprawde twoich basni nie chce mi sie komentowac;)

Katon
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 16:16

Naprawdę tak trudno odszukać coś o tej awanturze sprzed kilku lat, kiedy to Amerykanie tupali że złością, a Pan Chińczyk że stoickim spokojem rozbierał tego Oriona na czynniki pierwsze i zwrócił w pudełkach? I nie zapomnij napisać na czyich wodach terytorialnych leżą te skały zagrabione przez Chiny.

Davien
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 20:56

Katon, naprawdę tak cięzko sprawdzić że w wyniku zderzenia z J-8 EP-3Aries wyladował w chińskiej bazie wojskowej:) I naprawdę tak cięzko sprawdzić ze ten J-8 nie wrócił a pilot nie pzrezył. Oj panei katon, a podobno myslenie nie boli. Aha i tak cięzko sprawdzić ze niszczyciele USN pływaja sobie bliżej tych wysepek niz 12 mli?:)

ale czad
środa, 4 grudnia 2019, 19:34

Własnie: J-8 wylądował w chińskiej bazie a przerażona załoga zamiast niszczyć wyposażenie jak nakazywał regulamin w panice biegła szukać kompletów nowej bielizny pozostawiając "elektronikę" na pastwę Chińczyków. To wydarzenie "przyspieszyło" chińską wojskową elektronikę o dekady. Choć zabrzmi to cynicznie: za taką "zdobycz" warto było im "poświęcić" życie jednego pilota i stary samolot (ba za te "frykasy" poświęcili by pewnie i ze stu i z tysiąc maszyn.

Davien
czwartek, 5 grudnia 2019, 15:50

Oj czadzik, nie dośc ze zniszczyli tajne wyposazenie, nei dość ze oparli się szantazom Chin to jak widac i oni i samolot wrócili do Stanów a J-8 z wangiem wei nie wypłynał do tej pory. Aha nic nie przyspieszyło jak widac na podstawie najnowszych chińskich radarów AESA, których osiagi ja prawie o połowę gorsze od starych szzcelinóek z zachodu:)

Katon
niedziela, 1 grudnia 2019, 18:07

I USA pływając koło tych "sztucznych" wysepek bardzo uważają, aby nie zbliżyć się do nich bliżej niż na te 12 mil, tym samym, dając dowód że uznają chińską jurysdykcję nad tymi wyspami i okalającymi je wodami. Nawiasem mówiąc, to nie są do końca sztuczne wyspy. Chińczycy, prawem kaduka, zajęli bezpańskie skały i ogłosili je chińskim terytorium, czyli zrobili dokładnie to samo co USA wiek wcześniej, kiedy to Amerykanie zajęli bezpańskie atole na Pacyfiku. Teraz tylko powiększają ich powierzchnię, bazy muszą mieć lotniska i porty, a na tych skałach nie było na to miejsca.

...
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 01:51

Lepiej zajac puste skaly dosypac piasku i cos wybudowac niz zajac np hawaje, wytuc mieszkancow by wybudowac baze.

Davien
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 14:47

Wow a niby kto tak zrobił?? Bo jak na razie jedyne co mi przychodzi do głowy to poczynania Rosji ale nawet oni tak głupi by pchac sie na hawaje nie sa:)

McKinley
wtorek, 3 grudnia 2019, 11:54

I tu się mylisz. Poczytaj sobie proszę o aneksji Hawajów na przez USA, które to może i niżej stały cywilizacyjnie ale miały swoją królową.

Kiks
wtorek, 3 grudnia 2019, 15:05

Litości.

Davien
wtorek, 3 grudnia 2019, 13:29

Panie Mc Kinley sprawe Hawajów znam doskonale, a ty mi teraz pokaz gdzie tam było mordowanie mieszkańców pod bazy wojskowe . Natomiast co do przyłaczenia Hawajów do Stanów 9bo aneksja to nie była) to moze pan sobie poczyta jak do tego doszło. Aha jakos Hawajczycy w referendum chcieli zostac stanem USA w Xx wieku.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama