Tragedia indonezyjskiego okrętu podwodnego

24 kwietnia 2021, 12:36
1280px-Kri_cakra_401 2
Bliźniaczy okręt typu 209/1300 KRI "Cakra" Fot. tnial.mil.id
Reklama

W środę 21 kwietnia zaginął indonezyjski okręt podwodny KRI „Nanggala” podczas ćwiczebnego strzelania torpedowego. Niestety coraz więcej sygnałów wskazuje, że koło wyspy Bali powtórzyła się tragedia argentyńskiego okrętu podwodnego ARA „San Juan”, który zatonął na Południowym Atlantyku w październiku 2017 roku.

Wypadek w indonezyjskiej marynarki wojennej wyraźnie różnił się od katastrof, do jakich wcześniej dochodził na innych okrętach podwodnych. Przede wszystkim Indonezyjczycy bardzo szybko poinformowali o problemach i od razu poprosili o pomoc. Nie powtórzyli więc błędu Rosjan z 2000 roku, gdy przez głupotę rosyjskich admirałów, 23 ocalałych członków załogi „Kurska” nie doczekało pomocy.

W przypadku indonezyjskiego okrętu podwodnego „Nanggala” o wypadku wiedziano już 21 kwietnia i to od razu od dowódcy sił zbrojnych Indonezji. Ujawnił on zresztą prawdopodobnie całą sekwencję zdarzeń, jaka doprowadziła do zaginięcia tej jednostki 51 Mm (około 95 km) na północ od Bali.

Z tego co przekazano wynikało, że okręt podwodny otrzymał zgodę na zanurzenie się i wykonanie ćwiczebnego strzelania torpedą SUT około 3 rano według czasu lokalnego 20 kwietnia br. O 3.46 zakończono operację zanurzania, a o godzinie 4.00 zalano wyrzutnie torpedowe i o godzinie 4.25 oficer kierujący ćwiczeniami wyraził zgodę na odpalenie torpedy nr 8. Był to ostatni kontakt z liczącą 49 osób załogą okrętu podwodnego. Na pokładzie znajdowały się dodatkowo 4 osoby nadzoru (w tym 3 specjalistów od spraw uzbrojenia).

Marynarka wojenna zorientowała się o problemach, gdy na czas nie otrzymała raportu z przeprowadzonego ćwiczenia i już o godzinie 9.37 Indonezyjczycy powiadomili międzynarodowe biuro łącznikowe ds. ratowania okrętów podwodnych ISMERLO (International Submarine Escape and Rescue Liaison Office) o zaginięciu i prawdopodobnym zatonięciu swojego okrętu podwodnego. Nie ukrywano przy tym powagi sytuacji informując, że do wypadku doszło w miejscu, gdzie głębokość wahała się od 600 do 700 m natomiast wytrzymałość kadłuba mocnego okrętów typu Cakra (niemiecki typ 209) określa się na około 500 m.

Zawsze oczywiście istnieje szansa, że kadłub wytrzyma, ale indonezyjska marynarka wojenna tylko w przybliżeniu określiła miejsce zatonięcia swojej jednostki. Jeżeli ta pomyłka byłaby duża, to należy pamiętać, że koło wyspy Bali są jeszcze większe głębokości – dochodzące nawet do 1500 m. Tymczasem wszyscy pamiętają, że argentyński okręt podwodny ARA „San Juan”, który zaginął 15 listopada 2017 r., został zgnieciony ciśnieniem wody o wiele wcześniej, o czym świadczy rozkład szczątków leżących na głębokości około 800 m.

Nadzieja przeciwko faktom.

W przypadku każdego zatopionego okrętu podwodnego zawsze istnieje nadzieja, że uda się uratować wszystkich członków załogi i służby ratownicze są cały czas na to przygotowywane. Niektóre fakty przekazane przez Indonezyjczyków wskazują jednak na to, że na ich okręcie doszło do takiej samej tragedii, jak w listopadzie 2017 roku na ARA „San Juan” – z nieznanych jeszcze powodów okręt zaczął się niekontrolowanie zanurzać i został zgnieciony zbyt dużym ciśnieniem wody.

Już samo to, że praktycznie od razu poinformowano o możliwość utraty zasilania elektrycznego na swoim okręcie, świadczy o tym, że na KRI „Nanggala” wydarzyło się coś o wiele poważniejszego niż awaria. Takie odcięcie energii na szczelnym, zanurzonym okręcie jest bowiem teoretycznie niemożliwe. Baterie akumulatorów nie są bowiem skupione w jednym miejscu i nawet, gdy dojdzie do uszkodzenia jednej z nich, to druga spokojnie zabezpieczy potrzeby okrętu związane z akcją ratowniczą – w tym z wysłaniem sygnału o pomoc.

Tymczasem sygnału o pomoc nie wysłano, pomimo że wcześniej cały czas utrzymywano kontakt z powierzchnią za pomocą urządzenia łączności podwodnej. Nie ma również wzmianki o wypłynięciu na powierzchnię radioboi ratowniczej, która znajduje się na każdym okręcie podwodnym i powinna zadziałać automatycznie, po przekroczeniu krytycznej głębokości.

Zastanawia też komunikat szefa sztabu indonezyjskiej marynarki wojennej admirała Yudo Margono, który stwierdził, że zapas tlenu dla całej załogi wystarczy na trzy dni od momentu zanurzenia do dokładnie 3 rano w sobotę 24 kwietnia. Sprawa jest o tyle dziwna, że na dokładnie taki sam okres czasu szacuje się zapas energii elektrycznej w przenoszonych przez okręt podwodny akumulatorach. Teoretycznie tlenu powinno więc starczyć na dłużej. Przypomnijmy, że o wiele mniejszy, rosyjski okręt podwodny AS-28 przed uwolnieniem go z sieci i lin przez brytyjski pojazd podwodny „Scorpio” przebywał pod wodą 76 godzin.

Niepokój może też wzbudzić plama ropy, jaka pojawiła się na powierzchni morza w miejscu, gdzie prawdopodobnie zaginął KRI „Nanggala”. Okręty podwodne są bowiem tak skonstruowane, by nie pozostawiać po sobie żadnych śladów i dlatego trudno jest nawet przypuszczać, by przez pomyłkę, ktoś z załogi doprowadził do rozszczelnienia zbiorników paliwa.

Akcja poszukiwawczo - ratownicza trwa

Pomimo tych wszystkich, niesprzyjających informacji akcja poszukiwawczo-ratownicza trwa. W pierwszej kolejności próbuje się zlokalizować okręt podwodny na dnie. Do tego zadania zostały natychmiast wysłane trzy najbardziej nowoczesne okręty indonezyjskiej marynarki wojennej, fregaty holenderskiego projektu typu SIGMA: KRI „Dioponegoro”, KRI „I Gusti Ngurah Rai” oraz KRI „Raden Eddy Martadinata". Są one bowiem wyposażone w bardzo dobre sonary podkilowe i holowane firmy Thales.

W rejon poszukiwań udały się też specjalistyczne okręty ratownicze malezyjskiej (MV „Mega Bakti”) i singapurskiej (MV „Swift Rescue”) marynarki wojennej. Pierwsza z tych jednostek jest w stanie szukać zatopione okręty podwodne do głębokości 1000 m i dostarczać im specjalne kapsuły ratunkowe ELSS (emergency life support stores) z awaryjnym sprzętem ratunkowym, medycznym, żywnością i innymi artykułami pierwszej potrzeby.

image
Singapurski okręt do ratowania okrętów podwodnych MV „Swift Rescue”. Fot. Wikipedia

Jeszcze lepiej przygotowana do działań jest singapurska jednostka, która ma zdolność ewakuowania spod wody członków załogi zatopionego okrętu podwodnego. Ma ona bowiem na swoim pokładzie załogowy, ratowniczy pojazd głębinowy DSAR 6 (Deep Search and Rescue), który jest w stanie zadokować się do włazu zatopionej jednostki i zabrać na swój pokład nawet kilkanaście osób. W rejonie poszukiwań znajduje się więc już najprawdopodobniej około trzydzieści jednostek pływających. Amerykanie wysłali do pomocy również swój najnowszy samolot ZOP typu P-8 Poseidon, a Indie wysłały swój pojazd do ratowania załóg okrętów podwodnych DSRV (Deep-submergence rescue vehicle). Swoją pomoc zaoferowały Rosja, Francja, Niemcy, Turcja i Tajlandia.

Pewność co do losu zaginionego okrętu podwodnego będzie jednak dopiero wtedy, gdy on, lub jego szczątki zostaną znaleziony na dnie.

Uaktualnienie:

Indonezyjska marynarka wojenna poinformowała, że znaleziono na powierzchni morza szczątki, które pochodzą z zaginionego okrętu podwodnego. Zmieniono więc status okrętu KRI „Nanggala” z „Zaginiony” na „Zatopiony”.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 39
Reklama
Czytelnik
poniedziałek, 26 kwietnia 2021, 13:53

Eh... niemieckie okręty podwodne. I to już kolejny.

Boczek
sobota, 1 maja 2021, 18:23

Powinniśmy się zainteresować fińskimi albo islandzkimi, bo te nie ulegają wypadkom. Nie chcę cię martwic, ale najwięcej na świecie spada F-16.

andryjar
niedziela, 25 kwietnia 2021, 20:03

Obydwie tragedie argentyńskiego i indonezyjskiego okrętów podwodnych chyba łączy... typ niemieckiego producenta U-209 i chyba zasilanie tymi prawdopodobnie złymi zestawami akumulatorów !? A sami Niemcy przyznają, że ... coś złego się dzieje z tymi okrętami i ich zasilaniem w energię elektryczną! Wydaje się, że reputacja niemieckich okrętów podwodnych Bardzo Mocno Ucierpi, a przecież Polsce też podobne proponują :-(!? A okrętów tego typu pływa na świecie sporo...

Boczek
sobota, 1 maja 2021, 18:25

Wtedy kiedy mechanicy Dacii grzebią w Mercedesie. Tu Kia grzebała 2 lata.

Pim
poniedziałek, 26 kwietnia 2021, 11:41

A może spójrzmy na to inaczej: kto po II WŚ wyprodukował/zbudował/dostarczył największą ilość konwencjonalnych OP na świecie, po za ZSSR? (Ci produkowali masowo typy 613, 641). Radzieckie OP z tego okresu już dawno trafiły do hutniczych pieców, albo znajdują się stanie takim jak "Orzeł" - czyli "trwale przy nabrzeżu". Niemieckie OP często po przebudowach są dalej w służbie.....bo są zbudowane nad wyraz solidnie. Po 40 latach jeszcze mogą wyjść w morze. Tak jeszcze nie dawno wychodziły nasze Kobbeny. A dalej to już tylko statystyka. Na kogo wypadnie.....

Baba Jaga
poniedziałek, 26 kwietnia 2021, 11:27

ARA „San Juan” to typ TR1700, projekt i produkcja Nordseewerke. Natomiast U-209 produkowała Howaldtswerke-Deutsche Werft, konstrukcja należącego do nich biura Ingenieur Kontor Lübeck.

Boczek
sobota, 1 maja 2021, 18:28

To nie ma znaczenia kto produkował. Masz rację, niemieckie OP pochodzą niejako z Lubeki - o czym się 20 lat temu boleśnie przekonał amerykanki inwestor kiedy Babcock w Niemczech zbankrutował.

Niuniu
niedziela, 25 kwietnia 2021, 19:48

Okręt został znaleziony przez indonezyjską marynarkę. Załoga zginęła. To kolejna tragedia okrętu podwodnego niemieckiej produkcji. Poprzedni zatonął w niewyjaśnionych okolicznościach w Argentynie - załoga również zginęła. Podobieństwo katastrof okrętu indonezyjskiego i argentyńskiego - obu produkcji niemieckiej może wskazywać na niedoskonałość konstrukcji. Jest to istotne gdyż niemieckie okręty podwodne są na wyposażeniu wielu państw.

Boczek
sobota, 1 maja 2021, 18:29

Wskazuje na skąpstwo, bowiem w obydwóch przypadkach grzebali w OP obcy po taniości.

trzcinq
niedziela, 25 kwietnia 2021, 13:47

Zapewne wybuch torpedy. Pamiętam że sam się takiej śmierci obawiałem

;))
niedziela, 25 kwietnia 2021, 23:19

ja też, choć mieszkam w Krakowie.

Monkey
niedziela, 25 kwietnia 2021, 11:47

Kilkudziesięciu ludzi niestety najprawdopodobniej nie żyje. Wielka szkoda. Czyżby trafili się własną torpedą? Takie tragiczne wypadki niestety się zdarzają.

O krok od tragedii
niedziela, 25 kwietnia 2021, 10:53

Obyśmy nigdy nie doświadczyli tego samego u nas z ORP Orzeł... Ta jednostka powinna już zostać wysłana w stan spoczynku a kierownictwo MON powinno zapewnić podwodniakom nowy okręt.

x
niedziela, 25 kwietnia 2021, 23:20

wtedy od razu MB kupiłby amerykańskie atomowe boomery, 32 sztuki.

say69mat
niedziela, 25 kwietnia 2021, 10:45

Mam nadzieję, że tego typu czysto ludzkie tragedie uzmysłowią politycznym decydentom stricte humanitarne konsekwencje utrzymywania floty podwodnej złożonej z circa 40 - letnich jednostek. Wartość bojowa ... mierna. Skala zagrożenia dla załóg, odwrotnie proporcjonalna do wartości bojowej.

Boczek
poniedziałek, 26 kwietnia 2021, 09:40

Ten OP, pomimo że 40 letni, przeszedł w Korei gruntowny remont i modernizację, które trwały 2 lata.

Adam
niedziela, 25 kwietnia 2021, 19:15

Myślisz, że im zalerzy? Oni ani ich dzieci tym nie pływają.

chateaux
poniedziałek, 26 kwietnia 2021, 01:04

Zaczną awaryjnie kupowac "pomostowe", gdy Orzeł zabije własną załoge. Podobnie jak było z samolotami.

Martin
niedziela, 25 kwietnia 2021, 10:22

"Nie powtórzyli więc błędu Rosjan z 2000 roku, gdy przez głupotę rosyjskich admirałów" A dla czego błąd i głupota? Amerykanie niby chcieli ratować załogę z dobroci serca?

CdM
poniedziałek, 26 kwietnia 2021, 11:34

Czyli sugerujesz, że śmierć 23 marynarzy była usprawiedliwiona, bo np. Amerykanie czy inni wraży NATO-wcy nie ratowali by ich wcale "z dobroci serca", i jeszcze Rosja straciłaby na PR, a może i hoho, jakąś podwodną tajemnicę by odkryli? No tak, życie zaledwie 23 Rosjan to niewielka cena za uniknięcie takiego ryzyka...

chateaux
poniedziałek, 26 kwietnia 2021, 01:07

Brytyjczycy i Norwedzy. Ja sie w imię zachowania własnych stołków poświeca życie 120 własnych ludzi, załogi własnego okrętu, to "głupota" jest najłagodniejszym okresleniem.

roleks
poniedziałek, 26 kwietnia 2021, 00:38

Nie zaprzeczajcie faktom towarzyszu.

funk
sobota, 24 kwietnia 2021, 22:31

Typ 209 wszystkich wersji to bardzo dobre, mocne, dobrze zbudowane i niezawodne okręty podwodne, o dużej dzielności morskiej. Może wypadek miał związek ze strzelaniem torpedowym? Indonezja używa własnych zmodyfikowanych torped licencyjnych AEG SUT 264. Może tu jest przyczyna, w torpedzie lub wyrzutni.?

Honker Haker
niedziela, 25 kwietnia 2021, 14:22

Podobno było 53 ludzi, a załoga powinna liczyć 36. Szkolenie albo wycieczka podwodna dla oficjeli (przeciążenie)+ jakaś awaria, może wyrzutni?. Na myśl przychodzą wypadki przepełnionych indonezyjskich promów. Byłoby to nie do wiary...

R
poniedziałek, 26 kwietnia 2021, 09:34

"przepełnionych indonezyjskich promów" chyba koreanskich.

Tak na szybko:
wtorek, 27 kwietnia 2021, 13:03

"...w pożarze promu w pobliży wyspy Celebes zginęło 7 osób, w tym dwoje dzieci. W czerwcu 2019. śmierć poniosło 21 osób po tym, jak znajdujący się nieopodal Jawy prom wywrócił się w czasie sztormowej pogody. W innej katastrofie, do jakiej doszło w ubiegłym roku na Sumatrze, życie straciło 160 osób. W maju 2017 r. do tragicznego zdarzenia z udziałem promu pasażersko-towarowego doszło nieopodal indonezyjskiej wyspy Masalembu. W wyniku pożaru, który wybuchł na jednym z pokładów, śmierć poniosło 5 osób. W styczniu tego samego roku na pokładzie jednostki płynącej z portu Muara Angke w Dżakarcie na wyspę Tidung w płomieniach zginęły 23 osoby. Aż 300 osób zginęło zaś w 2009 r., gdy zatonął prom płynący pomiędzy Sulawesi a Borneo."

Paweł P.
sobota, 24 kwietnia 2021, 21:57

Torpeda wybuchła w środku? Co się mogło stać innego...

chateaux
poniedziałek, 26 kwietnia 2021, 01:09

Awaria elektrycznego układu sterowania wyłączająca z użytku pompy zbiornków balastowych i stery głebokości? Mnóstwo rzeczy mogło sie wydarzyć.

Dred
sobota, 24 kwietnia 2021, 21:40

A jak tam nasze zdolności? Jak tam nasz Ratownik

Smutne, ale prawdziwe
sobota, 24 kwietnia 2021, 20:40

Na szczęście zdążyliśmy oddać na żyletki kobbeny przed podobną tragedią. Z Orłem pozbawionym wsparcia producenta też nie warto ryzykować, trzeba otwarcie przyznać, że na chwilę obecną nie mamy okrętów podwodnych zamiast topić pieniądze w ciągłe remonty i narażać załogę na pływanie okrętem pozbawionym wartości bojowej.

TH
niedziela, 25 kwietnia 2021, 12:40

Na Bałtyku zgniecenie okrętu nie grozi, za płytko. Więc srebrna taśma, trytki, WD40 i naprzód jak to mówią "do dna"

Fanklub Daviena i GB
niedziela, 25 kwietnia 2021, 12:10

W Polin jest potrzebny jako narzędzie dyscyplinujące! Przełożeni niepokornym głoszą, że jak się nie uspokoją, to dostaną polecenie udziału w rejsie z zanurzeniem. Podobno to bardzo skuteczne! :D

Marcyk
sobota, 24 kwietnia 2021, 17:52

Ogromna tragedia.

Cat
sobota, 24 kwietnia 2021, 16:38

Szkoda ludzi.

klejpape
sobota, 24 kwietnia 2021, 16:00

i tak sie konczy plywanie na wiecej niz 35 latnim okrecie podwodnym.

Viktor
niedziela, 25 kwietnia 2021, 11:07

Dobrze ze orzeł bezpiecznie zacumowany

Adam
sobota, 24 kwietnia 2021, 15:55

Warto dodać że ten okręt został zwodowany w 1981 roku, czyli był o 15 lat nowszy od naszego ORP Sęp oraz 14 lat nowszy od ORP Bielik.

Boczek
poniedziałek, 26 kwietnia 2021, 09:44

... i był właśnie w 2 letnim procesie gruntownie wyremontowany i zmodernizowany przez Koreańczyków.

Nie ma jak gorący news
sobota, 24 kwietnia 2021, 15:18

Wiadomość spóźniona o parę dni. Już wiadomo że wrak spoczywa na 750 m i że w chwili wypadku na pokładzie było niemal 2x więcej ludzi niż powinno. Analogia do Ara San Juan żadna, oprócz faktu zatonięcia. Prośba o pomoc również spóźniona, bo 2 dni szukali na własną rękę. Może tak właśnie szkolili młode kadry.

Tweets Defence24