"Walki o Górski Karabach mogą doprowadzić do zmiany układu sił w regionie"

30 września 2020, 11:40
1024px-Azeri_T-72,_parad_in_Baku,_2013
Fot. Rorsah-photo (domena publiczna)

Walki między Azerbejdżanem i Armenią o Górski Karabach mogą doprowadzić do gruntownej zmiany układu sił w regionie - twierdzi ekspert OSW Krzysztof Strachota, zwracając uwagę na znaczenie roli Turcji i Rosji w najpoważniejszej od lat odsłonie toczącego się od kilku dekad konfliktu.

Wydaje się, że Azerbejdżan podjął próbę siłowego rozwiązania konfliktu o Górski Karabach i zrobił to przy wsparciu ze strony Turcji, co pokazuje, że stawką jest w pewnym sensie pozycja Rosji i Turcji na Kaukazie — ocenił w rozmowie z PAP specjalista z warszawskiego Ośrodka Studiów Wschodnich.

Toczące się od niedzieli walki są najbardziej intensywne od zakończenia w 1994 roku regularnej wojny między Azerbejdżanem i Armenią o teren Karabachu — zaznacza Strachota podkreślając jednocześnie, że konflikt między tymi państwami nigdy nie wygasł, a do starć zbrojnych o różnym nasileniu dochodziło regularnie przez kolejnych 26 lat.

Historia konfliktu o Górski Karabach sięga czasów ZSRR, a w 1992 roku przerodził się on w otwartą wojnę, która pochłonęła życie ok. 30 tys. ludzi. Od 1994 roku oficjalnie trwa rozejm, a na zamieszkanym przez Ormian, ale formalnie należącym do Azerbejdżanu terytorium funkcjonuje nieuznawana przez społeczność międzynarodową i zależna od Armenii Republika Górskiego Karabachu.

Zdaniem analityka OSW szeroko zakrojone, ofensywne działania wojsk azerskich przeprowadzone w niedzielę pokazują, że to po tej stronie znajduje się realna inicjatywa. Obie strony wzajemnie obwiniają się o sprowokowanie obecnych starć, ale to Azerbejdżan uruchomił bezprecedensowe środki i osiągnął, jak na razie, dość ograniczony sukces militarny zajmując sześć wsi i strategicznie położone wzgórze kontrolowane wcześniej przez przeciwnika — zauważa Strachota.

Przyznaje jednak, że walki toczone w poniedziałek i wtorek ograniczały się głównie do ostrzału artyleryjskiego i rakietowego, natomiast nie zauważono znaczących ruchów wojsk, czyli azerskie działania ofensywne zostały wstrzymane.

Przedstawiając szczegóły działań w Górskim Karabachu, ekspert zaznacza, że do wszystkich informacji z regionu trzeba podchodzić bardzo ostrożnie, gdyż ze względu na silne zmilitaryzowanie tego terenu, brak niezależnych dziennikarzy i obserwatorów jesteśmy skazani na oficjalne komunikaty stron konfliktu, które zazwyczaj zawyżają straty zadane przeciwnikowi. Dodatkowo oba państwa prowadzą intensywne działania dezinformacyjne.

Z takimi zastrzeżeniami Strachota komentuje pojawiające się doniesienia o pomocy militarnej udzielanej Azerbejdżanowi przez Turcję, w tym o udziale w walkach tureckiego lotnictwa oraz sprowadzanych z Syrii bojowników. "Turcja konsekwentnie opowiada się po stronie Azerbejdżanu w konflikcie z Ormianami; deklaruje pełne poparcie dla jego działań; kraje od wielu lat blisko współpracują na płaszczyźnie politycznej i militarnej, ale realne zaangażowanie Turcji w toczące się działania wojenne jest wyłącznie sferą domysłów, na które nie mamy dowodów" - mówi analityk.

Ekspert zwraca jednak uwagę, że starcia w Górskim Karabachu można też rozpatrywać jako element szerszego konfliktu interesów między starającą się poszerzyć swoje wpływy na Kaukazie, prowadzącą coraz bardziej stanowczą politykę zagraniczną Turcją a Rosją, uważającą ten region za swoją tradycyjną strefę wpływów.

Azerbejdżan występuje tutaj jako bliski sojusznik Turcji. Stosunki między Armenią a Rosją są bardziej skomplikowane, ale te dwa kraje pozostają w formalnym sojuszu, chociaż relacje między Moskwą i Erywaniem są od czasu przejęcia władzy w Armenii w 2018 roku przez rząd premiera Nikola Paszyniana nieco chłodniejsze — wyjaśnia specjalista z OSW.

Dlatego jak na razie Rosja zachowuje się dość wstrzemięźliwie, nawołuje do pokoju i nie angażuje się w konflikt, jeśli jednak potwierdziłyby się informacje o zestrzeleniu przez tureckie lotnictwo armeńskiego samolotu nad terytorium tego kraju, albo doszłoby do intensyfikacji działań Azerbejdżanu, a zwłaszcza Turcji, Moskwa musiałaby podjąć bardziej stanowcze działania — przekonuje analityk.

Strachota przedstawia dwa możliwe scenariusze dalszego przebiegu konfliktu. W pierwszym intensywność walk stopniowo się zmniejsza, mają one charakter pozycyjny, konflikt nie wygasa, ale jego temperatura wraca do poziomu sprzed wybuchu niedzielnych starć. Jest to optymalny dla Rosji wariant, w którym Moskwa zachowuje wpływy w regionie i nie dochodzi do gwałtownej zmiany układu sił na Kaukazie.

Według eksperta drugą możliwością jest eskalacja konfliktu przez Azerbejdżan, który mógłby w całości wykorzystać swoją przewagę militarną nad Armenią. Gdyby wojska azerskie osiągnęły znaczący sukces, albo w konflikt aktywnie włączyła się Turcja, Rosja musiałaby dość ostro zareagować przeciwko tym państwom — przewiduje Strachota.

W takiej sytuacji prawdopodobnie doszłoby do manifestacyjnego wzmocnienia rosyjskiego kontyngentu wojskowego w Armenii, czy przejęcie obrony przestrzeni powietrznej tego kraju przez siły rosyjskie lub podobnych działań — tłumaczy Strachota. Jego zdaniem niebezpieczeństwo takiego rozwoju wydarzeń polega na tym, że Kaukaz stałby się, podobnie jak Syria i Libia, terenem rywalizacji między Turcją a Rosją.

W ostatnich latach stosunki między tymi państwami są bardzo burzliwe, wahając się od bliskiej współpracy po niemal otwarty konflikt zbrojny, co jest szczególnie widoczne właśnie w Syrii i Libii — ocenia analityk OSW. Eskalacja konfliktu w Górskim Karabachu może więc doprowadzić do zmiany układu sił w regionie, a pośrednio, w zależności od intensywności konfliktu, do poważnych konsekwencji w innych częściach świata — ostrzega Strachota.

PAP - mini

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 17
Reklama
dim
czwartek, 1 października 2020, 08:27

Gdzieś do roku 2050 . . . 2060, Rosja stanie się krajem przeważająco muzułmańskim. By zachować wpływy, pozostałe grupy dostosowywać się muszą już dziś.

Rhotax
piątek, 2 października 2020, 06:54

Nie stanie się . Bo podbije Ukrainę , Moładawię , Białoruś zajmie , Bałtów i będzie miała Białych i Prawosławnych do wojska na luzie i do FSB żeby muzułmanów pilonwać a wystarczyłoby zaateizować obateli by nie wierzyli w bajki o Raju ...

Hektor
czwartek, 1 października 2020, 22:31

Rosja jest obserwatorem w Organizacji Konferencji Islamskiej. - od roku 2005. Przyjęta ją do organizacji dlatego, że Rosyjska Federacja ma republiki - gdzie są muzułmanie ; Tatarstan -Baszkiria-Czeczenia-Dagestan-Czerkiesja itd.

ito
czwartek, 1 października 2020, 17:00

2060? Nie martwiłbym się o Rosję, a racze o to, że my znajdziemy się w sytuacji dzisiejszej Armenii-przez którą granicę nie spojrzeć- meczety (tam, gdzie my mamy morze oni mają Gruzję).

dim
czwartek, 1 października 2020, 20:50

Zwyczajnie. Przejdziemy na islam. Jak sto czy tysiąc poprzednich ludów, w podobnej sytuacji. Niedobitki oczywiście zostaną przy chrześcijaństwie, aż z milionów, po ludobójstwach i pogromach, zrobią się ich mniej niż 2 tysiące. Jak dziś w Turcji, zresztą w wielu innych krajach także.

Hektor
czwartek, 1 października 2020, 23:09

Kalimera Dim, wyprawa krzyżacka 1204r do Bosforu!! przeczytaj sobie Jana Husa z Pragi/Czehy..spalili go że jest protestantem. Co się stało w latach 1500 w tych ziemiach, protestanci byli 7/10 populacji w Polsce, gdzie są??? naśladowanie reformistów kościoła po całej europie..wojny religijnie - Awinion stał się rezydencją papieży. a II wojna światowa...zamiast kółko przerzucać do kogoś o ludobójstwie najpierw zajmuj się ze sobą, kim jesteś..przecież sami chrześcijanie zabijali się od wieków. Konstantin II. 320r. wykorzystał z religii(od swojej mamy)..zlikwidował pogańskich ludów, mordował..dał początek przebudowanie kościół "pogańskich miejsc kultu" " greckich świąt" tak jak Hagia Sofia (budowa w 500r. ) na miejscu swiątynii Poseidona/Neptuna...itd..itd..itd..dlaczego bo byli znane i szanowane miejsce przez ludzie i darmowy materiał na przebudowę. aha jeszcze odzwyczaić od kultu!! Z resztą chrześcijaństwa też się urodził w bliskim wschodzie, nie??gdzie jest zło, muzułmanie. Więc chrześcijański grunt i kultura ma korzenie z bliskiego wschodu...ale ironicznie!!

ito
czwartek, 1 października 2020, 07:22

Erdogan konsekwentnie zmierza w kierunku odbudowy Imperium. Na razie do stacjonarnej, kurdyjskiej, dodaje w ciągu ostatnich 10 lat czwartą, a licząc zaogniający się konflikt z Grecją- piątą nową.

ok
środa, 30 września 2020, 17:43

Turcja się rozpycha

Jontek
czwartek, 1 października 2020, 03:06

to Rosja jest największym krajem na świecie,ponad 200 zniewolonych narodów jak się sami chwalą ,czas przestać, mam nadzieję że Chabarowsk już zaczął,czas pogonić półazjatycka a półjewrejska wierchuszkę z Moskwy, chyba już czas na Rottenbergów Miechelsonów i innych Abramamowiczów na rozliczenie z uczciwości

Niuniu
środa, 30 września 2020, 15:25

Prezentowane poglądy są mocno uproszczone i parte na dawno nieaktualnych założeniach. Od lat Rosja nie kontroluje sytuacji na całym Zakałkaziu co nie znaczy, że nie jest tam jednym z najważniejszych graczy. Niemniej utrzymuje dobre jeśli wręcz nie bardzo dobre relacje z Azerbejdżanem i nie może ich bezpowrotnie zniweczyć angażując się otwarcie, militarnie po stronie Armenii. Armenii z która to jej stosunki od zmiany władz w 2018r znacznie się ochłodziły. Armenia od tego czasu stara się zacieśnić kontakty z USA i NATO. Nie przypadkiem ambasada USA w Erewaniu jest 2-gą co do liczebności obsady placówką dyplomatyczną USA na świecie. Dotychczasowa postawa w obecnym konflikcie Erewania też wydaje się to potwierdzać. Armenia nie poprosiła o pomoc Moskwy i nadal twierdzi, że samodzielnie sobie w tym konflikcie poradzi. A dziś oficjalnie odrzuciła rosyjskie wezwanie do zaprzestania walk i rozpoczęcia negocjacji pod egidą Moskwy. To jednoznacznie pokazuje, że Erewań czuję się w tym konflikcie osamotnionym a działania Moskwy traktuje jako sprzeczne z jego interesem. Geopolitycznie patrząc na Zakałkazie , morze Kaspijskie i dalej na wschód na Turkmenistan to właśnie Azerbejdżan ma tam kluczowe strategiczne znaczenie dla Rosji a nie niewielka i biedna Armenia z którą Rosja nie ma bezpośredniej granicy. Rosja nawet jak by chciała to nie ma fizycznej możliwości pomocy Armenii - nie ma jak tam przerzucić swych wojsk i zaopatrzenia dla nich. Baza rosyjska w tym kraju jest niewielka i samodzielnie ma niewielki potencjał militarny. Jestem zdania, że Rosja świadomie i konsekwentnie dopuszcza w tym regionie do "interesu" Turcję gdyż oddaje jej to czego i tak już nie ma. A dopuszczenie i wzmocnienie Turcji w tym obszarze jest równoznaczne z osłabieniem roli USA i NATO. Wobec własnej słabości i niemożności samodzielnego zapanowania nad państwami Zakałkazia Rosja planuje to robić w najbliższej przyszłości z Turcją. Tak jak to już się dzieje w Libii i Syrii. W dalszej perspektywie jeśli Moskwa się wzmocni i zdoła osiągnąć bardziej mocarstwową pozycję niż obecnie zdecydowanie łatwiej będzie jej ponownie odzyskać pełnie wpływów i kontroli na Zakałkaziu z rąk Turcji niż z rąk USA czy Chin. Rosjanie pragmatycznie wybierają mniejsze zło i lepszą perspektywę na przyszłość. A korzysta na tym Erdogan - czapki z głów.

Rhotax
piątek, 2 października 2020, 07:02

Turcja to wróg Rosji !!! Czeczeńscy islamiści walczą po stronie Turcji tu i tam a potem wrócą do domów i do Moskwy pojadą i dżihad ! FR musi dbać o swoją wiarygodność i pomóc sojusznikowi Armenii (przy okazji jak daje na kredyt broń to musi zadbać by Armenia mogła go spłacić ) . Im więcej sprzętu z FR zniszczą Azerowie tym lepiej bo mniej będzie FR miała na Bałtów czy RP .

Pax romana
czwartek, 1 października 2020, 23:15

Nie, Rosja daje nauczkę. Od kilku lat Armenia/Paszynjan zmienił kierunek i współpracuje z USA i Francją.

Victor
czwartek, 1 października 2020, 13:43

Rosja pomaga Armenii wysyłając sprzęt wojskowy przez Iran. Co ciekawe konwoje są atakowane przez azerskie bojówki w rejonie Iranu graniczącym z Armenią. Rosja gotowa jest wzmacniać obje strony konfliktu uzależniając je od siebie. Problem tylko z płatnościami, bo Azerowie płacą petrodolarami a Armenii trzeba udzielać kredytów. Co do ochłodzenia relacji z Armenią to nowy rząd nie zmienia relacji z Moskwą gdyż po prostu nie ma innej alternatywy. Zachód patrzy pożądliwie na azerską ropę i gaz nie chcąc zrażać Azerów do siebie. Gazociągi przechodzą z Azerbejdżanu przez Gruzję, która również nie stanie po stronie Armenii.

Ścisły
środa, 30 września 2020, 22:58

to jest Zakaukazie, a nie Zakałkazie, serio

Rhotax
piątek, 2 października 2020, 07:06

Najniższa krajowa w FR to 693 zł ...za taka kasę ciężko jest znależć w Olgino kogoś kto zna "trudna polsza jazyka ".

spoko
czwartek, 1 października 2020, 04:05

Oni tak pisza np nie Afganistan a Afanistan

czwartek, 1 października 2020, 04:02

Oni tak pisza np

Tweets Defence24