Rozpoznawcze aerostaty dla Wojska Polskiego. Przeciwko Kalibrom

OPUBLIKOWANO: Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 17:22
EL/M-2083
JLENS
EL-2083
Kalibr odpalenie
  • EL/M-2083
  • JLENS
  • EL-2083
  • Kalibr odpalenie

Wojsko Polskie planuje zakup systemu rozpoznania przestrzeni powietrznej i obszarów morskich na aerostatach. Inspektorat Uzbrojenia poinformował o zamiarze przeprowadzenia dialogu technicznego w tym zakresie.

Zgodnie z komunikatem IU celem dialogu, dotyczącego „systemu radiolokacyjnego rozpoznania przestrzeni powietrznej i nawodnej bazującego na aerostacie” ma być ocena możliwości spełnienia przez oferowany sprzęt wojskowy wstępnie określonych wymagań, oszacowanie kosztów cyklu życia, harmonogramu dostaw, uwarunkowań dotyczących zabezpieczenia logistycznego, bezpieczeństwa dostaw oraz szkolenia jak i zasad odbioru jakościowego sprzętu.

Procedura ma być prowadzona od stycznia do lutego 2018 roku, a zgłoszenia będą przyjmowane do 8 grudnia br. Termin dialogu może ulec wydłużeniu, gdy jego cele nie zostaną osiągnięte.

Czytaj więcej: Rosyjska „prawda” o systemie S-400

Chęć pozyskania systemów rozpoznania bazujących na aerostatach można powiązać z rekomendacjami Strategicznego Przeglądu Obronnego, związanymi z wzmocnieniem świadomości sytuacyjnej Wojska Polskiego. Podstawową zaletą aerostatów jest umieszczenie systemów radiolokacyjnych na dużej wysokości.

Czytaj więcej: Ambitne plany MON. Koncepcja Obronna przełomem ilościowym i jakościowym? [ANALIZA]

W praktyce bowiem zasięg wykrywania przez klasyczne naziemne radary obiektów poruszających się na powierzchni wody (jak okręty nawodne), czy na niewielkiej wysokości (np. rzędu 100 m – jak w wypadku rakiet manewrujących) ograniczony jest do kilkudziesięciu kilometrów. Z tym problemem boryka się zresztą Wojsko Polskie, gdyż zasięg radarów stanowiących podstawowy środek wskazywania celów Morskiej Jednostce Rakietowej jest znacznie niższy, niż pocisków NSM, których ogień mają koordynować.

Horyzont radiolokacyjny był też prawdopodobnie jedną z przyczyn, dla których rosyjskie systemy przeciwlotnicze S-400 nie mogły ostrzelać rakiet Tomahawk, odpalonych na początku roku przez Amerykanów na syryjską bazę Chmejnim. Pozwala on „ukryć” się statkom powietrznym przed naziemnymi radarami, szczególnie wtedy gdy lot wykonywany jest zgodnie z rzeźbą terenu.

JLENS

Fot. John Andrew Hamilton, ATEC via army.mil.

System ostrzegania oparty na aerostacie, znajdującym się na pewnej wysokości może być zdolny do wykrywania celów odległych nawet o kilkaset kilometrów. Przykładowo, amerykański JLENS miał według danych zamieszczonych przez Missile Defense Advocacy zasięg wykrywania celów powietrznych 340 mil (ok. 540 km), a pojazdów – 140 mil (ok. 220 km).

Z drugiej jednak strony, podobne rozwiązania nie są zbyt rozpowszechnione. Wspomniany JLENS borykał się z problemami, nad jednym z aerostatów rozmieszczonych w regionie Waszyngtonu utracono nawet kontrolę, przez co Kongres zdecydował ostatecznie o zamknięciu programu.

Czytaj więcej:  Atak na Syrię zaskoczeniem dla NATO. Zmiana w doktrynie rakietowej Sojuszu? 

Część amerykańskich ekspertów uznaje tą decyzję za niefortunną, bo klasyczne lądowe systemy nie dają podobnych możliwości wykrywania rakiet cruise, a użycie kilku samolotów AWACS, w sposób ciągły, jest kosztowne i trudne, ponadto w NATO czy nawet w Stanach Zjednoczonych nie ma tylu samolotów, aby zapewnić ciągłą ochronę zagrożonych obszarów. A zagrożenie ze strony rakiet manewrujących, jak choćby rosyjskie Kalibry, prawdopodobnie odpalane też z wyrzutni lądowych, będzie tylko rosło. Pociski podobnej klasy lecąc na niskiej wysokości stają się trudne do wykrycia, a co za tym idzie zniszczenia. Nawet jeżeli zostaną zauważone przez radary, ma to miejsce znacznie później niż w wypadku, gdyby wykonywały lot na przykład na pułapie kilku kilometrów, co skraca czas na reakcję.

Kalibr odpalenie

Moment odpalenia pocisku systemu Kalibr. Fot. Ministerstwo Obrony Rosji/Youtube

Ponadto, również inne państwa używają systemów ostrzegania opartych na aerostatach. Przykładowo, izraelski EL/M 2083 firmy IAI, opisywany przez producenta jako „operacyjnie sprawdzony” może wykrywać cele wielkości samolotu myśliwskiego z dystansu około 250 km, dysponuje też radarem AESA i możliwością śledzenia do 500 celów jednocześnie.

Zaletą podobnych systemów jest możliwość wskazania bateriom przeciwlotniczym czy nawet myśliwcom niskolecących celów, których nie „widzą” ich własne radary.

W wypadku dysponowania pociskami naprowadzanymi inercjalnie (jak m.in. PAC-3/MSE, CAMM/-ER, SkyCeptor czy AMRAAM itd.) i odpowiednim systemem dowodzenia pozwalającym na użycie informacji ze źródła zewnętrznego, dane z aerostatu mogą nawet zostać użyte do bezpośredniego wskazania obiektu przeznaczonego do przechwycenia przez rakiety.

W Stanach Zjednoczonych od przełomu lat 70. i 80. wykorzystywany jest zresztą prostszy niż JLENS Tethered Aerostat Radar System, służący do wykrywania naruszeń przestrzeni powietrznej i wód terytorialnych m.in. w rejonie Cieśniny Florydzkiej i granicy z Meksykiem. Obecnie jest on obsługiwany przez służby podległe Departamentowi Bezpieczeństwa Krajowego, wcześniej był w gestii USAF. Według oświadczenia przekazanego Kongresowi przez kierownictwo Customs and Border Patrol 1 marca 2016 roku, w ciągu lat fiskalnych 2014 i 2015, system zarejestrował niemal tysiąc prawdopodobnych prób przekroczenia granicy przez „niekomercyjne” statki powietrzne.

Czytaj więcej: Co wygra w Rosji? Desant kontra dywersja

Inspektorat Uzbrojenia chce też, aby pozyskiwany system był zdolny do wykrywania celów nawodnych. Rozwiązanie bazujące na aerostatach mogłoby więc wskazywać obiekty przeznaczone do zwalczania przez Morską Jednostkę Rakietową, ale też – co jest nie mniej ważne – wykrywać niewielkie jednostki, mogące służyć na przykład do dywersji morskiej bądź nawet przemytu.

Należy pamiętać, że po dialogu technicznym wymagania mogą ulec zmianie, a samo prowadzenie takiej procedury wcale nie musi przełożyć się na zakup systemu uzbrojenia. Nie zmienia to faktu, że „powietrzny” system rozpoznania celów, oparty o o aerostaty, mógłby stanowić wartościowe uzupełnienie systemów zapewniających świadomość sytuacyjną polskim przeciwlotnikom, jak i jednostkom Marynarki Wojennej.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

85 komentarzy

opole Niedziela, 19 Listopada 2017, 19:51
Ograniczenia radiolokacji wynikają z użytej technologii. Nowoczesne radary ale klasycznej konstrukcji nie mają problemów z pokonaniem zasięgu 40km. Radar ścianowy widzi to co człowiek np. 10 m.n.p.m to widzi 40km. na niebie. 100m.n.p.m to widzi już 400km. na niebie itd. Na szczytach Polskich gór zainstalować radary o zasięgu 1000km. i już mamy pokrycie radiolokacyjne aż do Sankt Petersburga, Smoleńska, Kijowa i Iwanofrankowska. a pobliżu granic Polski to te radary będą widziały całą przestrzeń powietrzną na każdej wysokości od 10m. nad ziemią do nawet 300 km. w kosmos.
exraffik Piątek, 17 Listopada 2017, 12:44
Dla MO FR opracowano pierwszy seryjny aerostat z kompleksem retranslacji. Aerostat z racji umieszczenia aparatury na znacznej wysokości będzie mógł zastąpić liczone w dziesiątkach naziemne stacje retranslacyjne. Zasięg działania liczony jest w dziesiątkach tysięcy km2. Powstał on na bazie cywilnego wielozadaniowego aerostatu „Pierieswiet” który może unosić 300 kg aparatury na wysokość 3,5km i znajdować się w powietrzu do 14 dni. Prace nad nim prowadzi koncern „Wega” od 2007 roku w ramach programu „Multiplikacja”, a sam aerostat nosi oznaczenie „izdielie 720”.
underdog Wtorek, 14 Listopada 2017, 19:20
reasumując - możemy sobie stworzyć własne A2AD dla biedaków :-). Wieszamy aerostaty wokół Kaliningradu w ilości 20 szt. z czego 80% to atrapy. Każda ruchawka na granicy,musi się zacząć utrąceniem naszych "oczu", co powoduje reakcję kontrbateryjną. Widzę pewne problemy: co się stanie, gdy nasz aerostat "urwie się" i gościnnie zawita w rosyjską strefę pwietrzną ?, albo gdy rosyjski samolot (podobno regularnie naruszają strefę powietrzną państw bałtyckich ) staranuje nam taki balon. ktoś pisał o pułapie 15 km - od 10 do 30 km wieją prądy strumieniowe osiągajce do 500 km/h. Niżej latają maszyny cywilne. pułap 2-3 km wydaje się maksymalny
undercat Środa, 15 Listopada 2017, 15:27
Reasumując - sprawdź co kryje się pod pojęciem A2AD...
pomyslowy Dobromir Wtorek, 14 Listopada 2017, 13:37
A dlaczego nie zainstalujemy takiego radaru np na wierzy np w Łysej w Górach Świętokrzyskich? JLENS miał według danych zamieszczonych przez Missile Defense Advocacy zasięg wykrywania celów powietrznych 340 mil (ok. 540 km), a pojazdów – 140 mil (ok. 220 km). Nie wystarczyłoby?
Ralf_S Wtorek, 14 Listopada 2017, 16:33
Na "wierzy" nie ma sensu, na wieży też, bo horyzont radiolokacyjny na 200 km to będzie ponad 2000 m. Czyli poniżej nic nie będzie widoczne..
wuwuzela Wtorek, 14 Listopada 2017, 16:18
Proste - bo JEDEN satelita nie wystarczy.

Dlatego właśnie jedyne dwa w eurosojuzie państwa dysponujące całkowitą samodzielnością w rozpoznaniu satelitarnym nad własnym terytorium to Włochy i Niemcy.

Oba te państwa mają konstelację 6 satelitów.

Włosi swoją już eksploatują razem z nami, bo przebieg orbity jest wymarzony - włoskie ptaszkl znad Italii lecą prosto nad Polskę; my budując własną konstelację musielibyśmy wybrać bardzo podobną orbitę.

Aby tą współpracę utrzymać, włosi przebąkiwali nawet o wprowadzeniu do wspólnej konstelacji satelitów do których kody byłyby wyłącznie w naszych rękach, co przy założeniu że ich czas będzie i tak współdzielony, łączyło oszczędności dla obu stron z pełną, narodową kontrolą. Ale rozmowy jakoś zniknęły ze sceny publicznej, za to AM podpisał bez słowa komentarza kontynuację istniejącego programu.
wuwuzela Wtorek, 14 Listopada 2017, 16:11
Chodzi o wyprzedzenie. Pamiętaj że takie Kalibry lecą z wysoką poddźwiękową - to oznacza, że jeśli wykryjesz je na granicy albo już nad naszym terytorium, będzie już bardzo późno na przeciwdziałanie. Instalując takie aerostaty tak ze 100km w głąb terytorium, zyskujesz dodatkowy czas na wykrycie i przeciwdziałanie - tym bardziej, że strategiczne cele to wcale nie Warszawa czy Kraków, a bazy lotnicze (Łask, Krzesiny, Mińsk Maz., Powidz, Malbork), gazoport i naftoport, główne stacje systemu rozdziału mocy, składy amunicji i stałe posterunki radiolokacyjne oraz w drugim rzędzie jednostki wojskowe.
Bart Wtorek, 14 Listopada 2017, 13:30
Norwegia kupuje F35 samoloty 5 generacji , a my... cofamy sie do zeplinow...
W.M. Wtorek, 14 Listopada 2017, 13:03
Odnoszę wrażenie, że ewentualny kupiec żąda trochę za dużo od tej platformy. Pasywna głowica optroniczna była by optymalnym minimum. Pozwoliło by to zachować znaczna przydatność przy minimalnej cenie i mobilności (taki aerostat po złożeniu mógłby być przewożony na niewielkiej przyczepie). Konieczność wyposażenia takiej platformy w stacje radiolokacyjną, systemy obrony itp. podroży tylko koszty, skomplikuje system, a w ostateczności spowoduje t redukcje zakupów np. do pojedynczego egzemplarza. Powinniśmy przede wszystkim przyjrzeć się czym "zadowalają" się nasi sojusznicy. Dialog techniczny to nie list do św. Mikołaja. Bądźmy mądrzejsi o wiedzę zdobytą przy przetargu na śmigłowce i samoloty szkolne, gdzie wygórowane wymagania doprowadziły do zerwania przetargu (cena śmigłowca okazała się nieakceptowalna dla populistycznego rządu) lub spowodowały zakup sprzętu który nadal nie jest eksploatowany (wysokie wymagania odnośnie osiągów i uzbrojenia wymusiły zakup bardzo nowoczesnego ale niedopracowanego sprzętu).
Wawiak Wtorek, 14 Listopada 2017, 16:24
Dialog techniczny, dlatego że nasz przemysł bezproblemowo poskleja balon, a i radar bazowania powietrznego też już mamy - ARS400/800 montowany na Bryzach. Jedyny problem, to fakt że ten radar używa kompletnej anteny importowanej z ...Rosji, bo kiedy go projektowano, rosjanie jako jedyni gotowi byli dostarczyć zespół antenowy o żądanych parametrach, zamiast z miejsca przechodzić do "nienie, muzin nie robic radar sam, muzin kupic nasz radar". A do tego, ich antena była lżejsza od ewentualnych produktów z zachodu.

Teraz to się zmieniło, MMICe do Bystrej dostarczono bez gadania i z pocałowaniem ręki.

A generalnie masz rację, gotowce są głupio drogie, więc warto zakrzątnąć się samemu.
wojtek Wtorek, 14 Listopada 2017, 11:46
a dlaczego po prostu nie kupimy sobie i nie wystrzelimy własnego satelity? ile to kosztuje? 150 mln dolarów za sztukę. nie mamy na co wydać kasy to kupmy dwa i po sprawie. zaliczymy skok cywilizacyjny i przynajmniej nikt nam tego nie zniszczy.
kubuskow Wtorek, 14 Listopada 2017, 14:30
@wojtek ale wiesz, że satelita daje obraz tylko co pewien czas? Zaletą tego systemu jest ciągłe monitorowanie w czasie pokoju, a nie otwartej wojny.
gnago Sobota, 18 Listopada 2017, 11:28
mamy miejsce na geostacjonarnej puste na rezerwowane satelity telekomunikacyjne . Owszem obraz pod dużym kątem ale przy dobrych kamerach z przyzwoitym zoomem. No wiem kilka ton w sumie ale chyba warto. hybrydowe komercyjno-obronne
PolExit Wtorek, 14 Listopada 2017, 10:34
Zapewne dla niektórych piszących tutaj sprzet będzie ulagal zniszczeniu. Generalnie wojna polega na niszczeniu. Z braku satelitów - a maja je już np. Peru, Angola, Maroko, a Polska nie - jest to jakies rozwiązanie. Zapewne takie aerostaty zostaną zniszczone w pierwszej kolejności, ale i Rosyjskie lotniska i lotnictwo w obwodzie Krolewieckim zostanie zniszczone w pierwszych minutach konfliktu. Tak jak systemy rakietowe, p.lot i NDR. Nasza artyleria będzie atakować ich, oni Nasze. Z reszta wystarczy poczytać Rosyjskie fora by wiedzieć ze oni z góry spisują na straty Okreg Krolewiecki. Dlatego ważne by mieć kolejne aerostaty (i inny zmagazynowany sprzet) by straty uzupelnic, albo sojusznikow którzy taki sprzet dostarcza, przy czym z góry wiadomo ze UE zadnych dostaw nie będzie.
niki Wtorek, 14 Listopada 2017, 9:56
Byłoby to świetne rozwiązanie gdyby te aerostaty operowały na ok 40-50 km pułapie czyli poza zasięgiem systemów S300 i S400. Jeśli niższy pułap to koniecznie muszą mieć systemy samoobrony przeciw rakietom plot.
tyle Wtorek, 14 Listopada 2017, 9:55
A może jakiś artykuł o Northrop Grumman X-47B, bo to też bardzo ciekawy temat.
Marek1 Wtorek, 14 Listopada 2017, 9:02
Jak zawsze .... IU MA zamiar COŚ tam, KIEDYŚ zrobić, pozyskać. Niby wiadomo, że sie przyda, ale ... itd, itd. UK(I nie tylko) od lat już pracuje/testuje system pseudosatelitarny klasy Zephyr, który byłby/jest wręcz idealny dla biednych krajów, których z różnych względów NIE stać na kilka/kilkanaście geostacjonarnych "podglądaczy" na niskich orbitach. No ale kto by tam w MON śledził takie bzdety, mają tam wszakże ważniejsze sprawy ...
gosc Wtorek, 14 Listopada 2017, 8:52
wiaterek dmuchnie i pooleca.
zawe Wtorek, 14 Listopada 2017, 3:10
swietna wiadomosc. ciezkie do wykrycia i tanie rozwiazanie.
M. Wtorek, 14 Listopada 2017, 17:02
Ciężkie do wykrycia?
mobile4you Wtorek, 14 Listopada 2017, 7:35
Na pewno emisja radaru będzie ciężka do wykrycia.
mario Wtorek, 14 Listopada 2017, 9:38
wykryć może i da się radę (chociaż pamiętajmy o wysykości na jakiej pracują) ale zwlaczyć to będzie trudno ze względu na wysokość. S-400 będzie za słabe aby stroncić taki aerostat. Wysokość+odłegłość to już wogole.
LL Wtorek, 14 Listopada 2017, 11:33
Zależy z czego aerostat jest wykonany, może są materiały które przepuszczają fale radarowe, a aparatura jest tak mała że ciężko ją wykryć i zmożna zastosować cechy stealth dla obudowy. W razie odpalenia rakiety p-lot, aerostat wyłącza wszystkie funkcje i jest nie do znalezienia.
J.A. Poniedziałek, 20 Listopada 2017, 11:31
No jak nie do wykrycia skoro te aerostaty będą na uwięzi z wydzielonymi strefami zakazanymi dla lotnictwa. Nie ma nic bardziej jawnego :) I dodam że satelita o którym pisze się wyżej służy do czegoś innego. Aerostaty mają służyć jako stacje radiolokacyjne a nie do robienia zdjęć więc pakowanie tego na niebotyczne wysokości jest bez sensu. Ogólnie strata kasy. Bardziej przydatne byłyby mobilne naziemne stacje radiolokacyjne plus samolot z aparaturą na wzór AWACSa (są już takie i to na bazie Gulfstreamów).
box Wtorek, 14 Listopada 2017, 1:06
Wydaje sie ze pomysl jest dosc ciekawy ale raczej, jak juz to ktos wspomnial ponizej, glownie na czas pokoju i w pierwszych chwilach wojny aby zmniejszyc zaskoczenie ewentualnym atakiem, choc moze przeciwnik nie mogac z tego elementu skorzystac w ogole nie zdecyduje sie na niego. A gdyby ten starowiec mial wlasny system obronny powietrze-powietrze albo jakos forme aktywnej obrony? Chociaz biorac pod uwage jego mala manerwrowosc raczej moglo by to nie dac zbyt wiele. Jednak z drugiej strony dodatkowe 200km zasiegu radaru to duzo wiecej czasu na reakcje wiec moze udalo by sie stworzyc skuteczny system ich ochrony
deMONter Wtorek, 14 Listopada 2017, 0:50
Dialog techniczny = nic z tego nie będzie! No...może poza stratą czasu! LoL
Lord Godar Wtorek, 14 Listopada 2017, 0:09
Powiedział by człowiek : Kolejny dialog i co z tego ...
Lecz w tym przypadku pomysł pozyskania aerostatów rozpoznania radiolokacyjnego nie jest głupi i w naszym przypadku może być znakomitym i ekonomicznym sposobem na osiągnięcie określonego celu przede wszystkim w czasie pokoju i w pierwszych chwilach wojny na pewno.
Ktoś powie , że będzie łatwy do zniszczenia , jest w tym część prawdy i z pewnością część tych aerostatów zostanie zniszczona , ale pozostałe mogą zostać wycofane w głąb kraju i nie będą już tak łatwe do zlikwidowania .
Wady ?
- Uzależnienie od warunków pogodowych .
- Podatność na zniszczenie , choć nie do końca ...

Zalety:
- Koszt pozyskania i eksploatacji ( w porównaniu do systemów na samolotach ).
- Możliwość wykrycia z wyprzedzeniem ruchów lotnictwa przeciwnika.
- Możliwość wykrycia użycia i śledzenia rakiet manewrujących .
- Możliwość wykrycia i śledzenia celów lądowych i morskich
- Możliwość załatania w czasie pokoju dziur w systemie radiolokacyjnym jakie mamy na wschodniej granicy , a jest ich dużo ... Przemyt ludzi , towarów , wyposażenia wojskowego ...
- Możliwość wczesnego wykrycia próby przerzutu drogą lotniczą grup dywersyjnych , co może być wstępem do działań wojennych.
- Możliwość przynajmniej w początkowych działaniach wsparcie naszych lądowych i morskich systemów rakietowych obronnych i ofensywnych , artylerii oraz lotnictwa.
No cóż . Jak dla mnie posiadanie przez nasze państwo takiego systemu to dużo plusów i korzyści ...
Ktoś tam niżej napisał , że to łatwy cel do zniszczenia ... To odpowiem ... Wszystkie kraje czy to w NATO czy Rosja mają systemy rakietowe wczesnego ostrzegania , które mają powiadomić w wyprzedzeniem o ataku i jest pełna świadomość ich użytkowników , że będą celem ataków . To jest logiczne ...
NATO ma system Backbone , w skład którego wchodzą również radary na naszym terytorium.
gmo Wtorek, 14 Listopada 2017, 11:04
Współczesne aerostaty to nie to samo, co sterowce z lat I ws. Dzięki temu, że materiały do ich konstrukcji są mocniejsze i lżejsze, mogą unosić się wyżej, a system automatycznego sterowania może utrzymywać je nad jednym punktem terenowym. W sumie daje to możliwość przebywania na wysokościach, gdzie prądy powietrzne są bardziej przewidywalne, co umożliwia obniżanie zużycia paliwa. Z kolei brak załogi umożliwia wydłużenie lotu do wielu dób. A możliwości "geostacjonarne" na ciągłą wymianę danych z siecią dozorowania przestrzeni powietrznej..
Dla naszego braku możliwości prowadzenia rozpoznanie na większych odległościach jest to bardzo dobra alternatywa. Warunek: potrzebnych jest przynajmniej 5-6 sztuk (3 w powietrzu, 2-3 w odtwarzaniu gotowości bojowej i remontach) i zasięg instrumentalny między 500 a 1000 km, ze względu na obszar operacyjny oddalony od granicy przynajmniej o 100 km.
jkk Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 23:22
czy oni w MON nie czują, że kolejne dialogi wywołują wyłącznie lawiny śmiechu?
J. Wtorek, 14 Listopada 2017, 9:11
Może Twojego. Jak chcesz nabyć unikalny sprzęt, to jak niby chcesz uzyskać jakąkolwiek o nim informację?
Obywatel PL Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 21:16
Do malkontentów: Według Waszej logiki, skoro nie ma sensu myśleć o zakupie aerostatów, bo mogą zostać zniszczone, to również należy zaprzestać inwestowania w stacjonarne radary. A może lepiej w ogóle je zdemontować i sprzedać? Wtedy Polska za uzyskane pieniądze będzie mogła kupić coś innego. Na pewno nie satelity, bo te najprawdopodobniej: USA, Izrael, Rosja i Chiny są wstanie niszczyć na orbicie. Nie AWACS-y, bo przecież parasol rosyjskiej obrony przeciwlotniczej, który oferują systemy S-300 i S-400 sprawia, że jeśli tylko AWACS-y zbliży się do rosyjskich granic, to od razu zostaną zdmuchnięte z przestworzy. W sumie więc może po prostu kupmy więcej mundurów i MSBS-ów? Tym odstraszymy każdego potencjalnego przeciwnika! A teraz dla odmiany poważnie. Poczytajcie ile kosztuje godzina lotu AWACS-a. Ten koszt tak w czasie wojny jak i w czasie pokoju jest taki sam. A to znaczy, że chcąc uzyskać w czasie pokoju efekt jaki moglibyśmy uzyskać za sprawą aerostatów, będzie wielokrotnie większy przy użyciu AWACS-ów. A jeśli wydalibyśmy te pieniądze na zakup droższego rozwiązania - AWACS-y - a potem będziemy płacili drożej za jego użytkowanie, to wydawalibyśmy więcej niż przy zastosowaniu innych rozwiązań. Tak więc te pieniądze nie trafią na inne potrzeby. A co do tego, że balon zostanie zniszczony, a AWACS nie. Kilka tygodni temu w RMF-ie wypowiadał się pewien generał, który mówił, że podczas zaawansowanych gier sztabowych w 2015 roku, Polska straciła całe swoje lotnictwo w 4 godziny. Jaka więc jest różnica? Po co płacić dużo więcej za samolot, który w razie "W" przetrwa może parę godzin dłużej niż balon, a może nie?
Polanski Wtorek, 14 Listopada 2017, 8:55
Przestań powielać bzdury. Polska straciła lotnictwo w 4 godziny ale nad terytorium wroga czyli w ataku, nie obronie. Nikt nie przeczy faktom, a są one takie, że 48 w miarę sprawne samoloty nie mogą zniszczyć obrony plot przeciwnika nad jego terytorium. Jak się podejmuje misje samobójcze to nie dziwota takich strat. Wprowadzisz dziwne dane do komputera i się dziwisz dlaczego dostajesz dziwne scenariusze.
Marek1 Wtorek, 14 Listopada 2017, 9:09
Polański - testowany scenariusz był DEFENSYWNY, z niewielkim jedynie elementem ataków z powietrza na BLISKIE zaplecze "przeciwnika". Bez tego elementu polskiej "armady" powietrznej starczyłoby na ... 12 h.
rozczochrany Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 21:15
Bardzo dobre rozwiązanie. Likwidujemy w ten sposób problem horyzontu obserwacji, a jednocześnie jest to tańsze w eksploatacji nisz samoloty AWACS, które musiały ny cały czas być w powietrzu, wymieniajac się. Podobne rozwiązania stosuje Izrael i USA. Zastanawiam się tylko czemu służy ten dialog techniczny?... Uzasadnieniu zatrudniania tych urzędników i udawaniu ze pracują by brali za to kasę?
Taki jeden z wioski Wtorek, 14 Listopada 2017, 0:22
Dialog techniczny, to jedna z form pozyskania informacji o "stanie techniki". To raczej zrozumiałe, że firmy oferujące rozwiązania na rzecz obronności, nie piszą wszystkiego o swych rozwiązaniach, w broszurach dostępnych na targach zbrojeniowych. Dlatego MON stara się uzyskać informacje o tym jakie są parametry rozwiązań dostępnych na rynku. To w pierwszej kolejności pozwala stwierdzić czy dana technologia w ogóle może okazać się przydatna dla danego klienta, a po wtóre jaki potencjał ze sobą niesie. Gdy okaże się, że dana technologia odpowiada potrzebom klienta i są na jej zakup pieniądze, formułuje się potrzeby do przetargu. A przynajmniej tak to powinno wyglądać.
FDolas Wtorek, 14 Listopada 2017, 12:20
Może wartobyłoby w takim razie zsprosić Rosjan do dialogu technicznego w sprawie pozyskania pocisków manewrujących.
Analityk EY Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 20:47
NO WRESZCIE!!! X-razy o tym pisałem jako podstawie stałego, dyspozycyjnego 24/365 bąbla defensywno-ofensywnego A2/AD. Do tego jeszcze potrzebne wyniesienie jak najwyżej [min. 20 km jak Loon czy Stratobus] i nasycenie ilościowe [saturacja i nadmiarowość dająca odporność na straty] plus EFEKTORY, także jak najwyżej. np. AMRAAM-ER, czy w następnej wersji - Sky Ceptory i PAC-3 MSE - już także przeciw Iskanderom i innym szybkim balistykom. A wszystko - spięte w układzie sieciocentrycznym. Akurat Polska ze swoim zwartym terytorium idealnie nadaje się dla takiego systemu defensywno-ofensywnego.
yaro Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 20:13
A te aerostaty będą oczywiście stealth i przeciwnik nie bedzie ich widział na radarach no bo inaczej zniknął w pierwszej kolejności. Zaczynam odnosić wrażenie, że ilość dialogów technicznych jest w jakiś sposób powiązana z idolatrią.
Ad_summam Wtorek, 14 Listopada 2017, 0:30
Wystarczy że będzie tańsze od rakiety użytej do zniszczenia takiego urządzenia i że będą one liczne. Ponad to jest to urządzenie do wykrywania między innymi rakiet. A rakieta wykryta może zostać zniszczona.... Czyli reasumując, z logiką krucho.
yaro Wtorek, 14 Listopada 2017, 9:34
Rakieta do zniszczenia tego bedzua mała czym ty ja trafisz… ojjj logoika logika
Ad_summam Wtorek, 14 Listopada 2017, 16:42
A to ciekawe czemu, ma być tańsza? Jeżeli aerostat osiągnie wysokości stratosferyczne, rakieta nie będzie już mała i tania.
mobile4you Wtorek, 14 Listopada 2017, 7:40
Sam radar będzie kilkukrotnie droższy niż rakieta do jego zniszczenia.
Do niszczenia rakiet będzie kolejny dialog techniczny.
kubuskow Wtorek, 14 Listopada 2017, 14:40
Wystarczy w sytuacji wykrycia rakiety p-balon wyłączyć awaryjnie radary i odczepić całość od balonu, a potem na wysokości minimalnej uruchomić spadochron. Przyjeżdża ciężarówka i podczepia do nowego balonu. Dodatkowo łatwo sobie wyobrazić, że w powietrzu możesz mieć jeden balon z aparaturą i inne puste.

Zakładam, że sam balon jest tańszy niż rakieta zdolna osiągnąć pułap 15000m.
mobile4you Środa, 22 Listopada 2017, 18:15
Pułap operacyjny takiego aerostatu to ~3km.
Nie neguję użycia aerostatów. Trzeba pamiętać, że nie jest to złoty środek dla naszej niedoinwestowanej armii.
Infernoav Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 20:13
Jest to dobre uzupełnienie innych systemów. Ważne czynniki to: koszt, cena eksploatacji. Stosunek ceny i kosztów do satelitów i AVACs. Jednak kilka takowych zabezpieczało by nam wschodnia i morska granicę.
Wojt Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 20:02
To było dobre 70 lat temu. Teraz przydatne wyłącznie na czas pokoju. W warunkach wojny te "aerostaty" spadną pierwsze.
prawieanonim Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 19:12
Połączyć z Wisłą lub jeszcze lepiej kupić coś w stylu SM-6.
Mkt Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 19:06
I śmiać się i płakać chce gdy czyta się o kolejnych "dialogach technicznych". Ile już ich było ?
Obywatel PL Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 18:48
Rozwiązanie zdaje się być "szyte" pod nasze potrzeby. AWACSy są przydatne, ale mają większą wartość, gdy potrzeba jest zbliżyć się ze swoim rozpoznaniem do przestrzeni przeciwnika. My jednak potrzebujemy tych zdolności przede wszystkim w formie defensywnej, czyli do monitorowania naszych granic. A to znaczy, że mobilność jest tu czynnikiem drugorzędnym. Dlatego lepiej do tego celu pozyskać tańsze a zarazem dłużej latające aerostaty.
Jeep Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 18:45
To atrapa systemu ostrzegania. Łatwa do neutralizacji. Bez satelitów, wieku - inwestowanie w nowoczesną broń nie ma sensu
FDolas Wtorek, 14 Listopada 2017, 14:05
Satelity też już nie są nietykalne, a są znacznie droższe.
tak tylko pytam... Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 19:32
A kto będzie chciał zneutralizować aerostaty?
mobile4you Wtorek, 14 Listopada 2017, 7:41
Potencjalny przeciwnik?
King Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 18:13
Pomysł jest dobry. Należy jednak mieć świadomość że przeżywalność takiego systemu w przypadku W jest żadna, można więc co najwyżej mówić o zabezpieczeniu na okres pokoju lub w pierwszych godzinach W. Co oczywiście także ma duże znaczenie, bo zabezpiecza przed atakiem z zaskoczenia.
polak mały Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 20:34
No to akurat zależy od tego, jak szybko da się ten latawiec ściągnąć na ziemię w przypadku zagrożenia. Jeśli będzie wisiał w odl. 100km. od sowieckich baterii S400 w Kaliningradzie, to zostaje ok. minuty. Przez niemal cały ten czas ruscy muszą mieć włączony radar, co nie jest specjalnie bezpieczne. Po trafieniu (ewentualnym) w cel, potrzebują kilka munut żeby zmienić pozycję. Robi się więc z tego skomplikowana uładanka: nasze systemy ELINT (zakładam, że jakieś mamy...) polują na ruskie radary i jak tylko cokolwiek wykryją, przekazują info do artylerii i lotnictwa, które może je zniszczyć. Ruscy polują na nasze balony, ale nie mogą włączyć radaru naprowadzania na dłużej niż 30-40s. a potem szybciutko uciekać. Dodajmy, że oprócz prawdziwego latawca z radarem, możemy zawiesić na małe pieniądze dziesięć innych, które będą tylko imitować działanie radaru. W efekcie po tamtej stronie, będą musieli dobrze przekalkulować odpalenie rakiet. Porawdopodobnie będzie to kalkulacja typu - ile baterii musimy poświęcić, żeby przebić się przez opl.

Konkluzja - AWACS byłby lepszy, ale jak go nie ma, niech będą chociaż te balony. Niewątpliwym minusem jest to, że przy dużym wietrze, pewnie nie będą latać.
unedrdog Wtorek, 14 Listopada 2017, 8:19
świetnie napisane - pytanie brzmi: czy w przypadku gdy nieprzyjaciel zacznie polować na nasze aerostaty zapadnie decyzja wojskowa lub polityczna o ataku kontrbateryjnym ?
polak mały Wtorek, 14 Listopada 2017, 15:25
A jak myślisz? Bo jeśli npl wystrzeli rakiety do naszych zabawek, to chyba będzie oznaczać działania zbrojne. A więc nie tylko będziemy mieli prawo odwetu, ale wręcz głupotą byłoby z tego prawa nie korzystać. Nie znam planów ewentualnościowych naszej armii na wypadek W, ale jako cywilowi, na zdrowy rozum jawi mi się jeden sensowny - w przypadku nabrania pewności, że mamy do czynienia z atakiem pełnoskalowym - zmasowany atak na cały obszar Kaliningradu. W ciągu dosłownie kilku godzin tam nie powinno pozostać nic, co może stanowić zagrożenie - opl, lotnictwo, Iskandery, nadbrzeżne dywizjony rakietowe - to wszystko trzeba zniszczyć i zastosować strategię antydostępową, żeby Kaliningrad zagłodzić. A jeśli będzie taka konieczność - zmasowany atak lądowy, jak dla mnie, to ze wszystkich kierunków, gdzie tylko można rozwinąć oddziały lądowe, połączony oczywiście z silnym wsparciem artyleryjskim. Chodzi o to, żeby odebrać sowietom powód do kontynuowania ataku (nie będą już mieli do czego przebijać korytarza...). Poza tym, skracamy linię frontu. Atak przez kraje bałtyckie, czy Białoruś, to droga przez mękę, co pokazały wszystkie wojny od XVIw.
Umrzeć ale zabić Wtorek, 14 Listopada 2017, 14:19
Polska ti nie Ukraina by nasi żołnierze dali się pozamykać w koszarach jak małpy w klatkach w zoo, bo jakieś zielone...
Jeśli nie wiemy czy odpowiemy na atak, to po co nam w ogóle to całe wojsko? Szkoda pieniędzy. Taniej kupić kwiatki do witania wyzwolicieli i jeszcze zniszczeń wojennych się uniknie.
Tylko jak bez wstydu później....
oskarm Wtorek, 14 Listopada 2017, 0:30
@polak maly,
Tymi balonami nie da sie uciekac. Pozostaje tylko aktywna obrona.
kubuskow Wtorek, 14 Listopada 2017, 14:44
@oskarm,
Balonami nie da się uciekać, ale cennym sprzętem tak (w dół) z przyspieszeniem 10G, a na niewielkiej wysokości spadochron.
yonas45 Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 17:55
W sumie dobry pomysl. Ale to zalezy od ceny. Rozlokowac na wschodniej granicy i nad baltykiem. pomoze PPL i w walce z przemytnikami.
Ale warzniejsza sprawa teraz jest pozyskanie 2-3 satelit rozpoznawczych. Teraz musimy placic za uzywanie satelity innych krajow.
RJCHK Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 17:53
Jak łatwo zestrzelić taki aerostat ?.
Tomek.z Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 22:48
Łatwo.
Racjonalnie analizując Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 22:20
Nie trzeba zestrzeliwać. Taki wałek finansowy był już w USA: przy wietrze > 60km/h trzeba je ściągać (a Kalibry jak najbardziej odpalać można), a jeden im się urwał z liny i setki mln dolarów poszły się... i z programu zrezygnowano. Przykro mówić, ale wypada wzorować się na Rosjanach - na ich systemie Struna, czyli tanich kilkuwatowych radarkach bistatycznych rozstawionych na tanich ażurowych masztach co kilkadziesiąt km, tworzących łańcuchy długie na setki km i wykrywające wszystko co między nimi przeleci (nawet stealth bo każda maszyna, nawet B-2 i F-22 jest wykrywalna jak przeleci między nadajnikiem i odbiornikiem). Jest to tanie, praktycznie bezobsługowe, trudne do zniszczenia i łatwe do naprawy i takie coś powinniśmy zbudować. Rosja od dziesiątek lat żyje w zagrożeniu pociskami Cruise i Tomahawk i jest najlepsza na świecie jeśli chodzi o ich zwalczanie (MiG-31, system Struna itp.) i powinniśmy się na tym wzorować.
Myślący Czwartek, 16 Listopada 2017, 15:54
Opisywana przez Ciebie technologia mówi tylko, że coś przeleciało, ale nie pozwala nam powiedzieć gdzie toto jest nawet po minucie. A to sprawia, że na podstawie tej informacji bardzo trudno zarządzać obroną. Coś takiego jest jak syrena alarmowa w remizie. Może posłużyć do ostrzeżenia i spowodować uruchomienie pozostałych zasobów, ale samo nie mówi nam gdzie się pali.
FDolas Wtorek, 14 Listopada 2017, 14:49
Rosja swoją nietykalność gwarantuje sobie arsenałem nuklearnym a nie strunami i resztą badziewia.
Wchodząc nocą do czyjegoś domu będziesz się bał jego kamer i gazu pieprzowego, czy raczej jego shotguna?
Polanski Wtorek, 14 Listopada 2017, 9:08
Raczej łatwe do zniszczenia, bo statyczne i musi być ciągle włączone. Ale tanie to się zgodzę.
Racjonalnie analizując Środa, 15 Listopada 2017, 20:38
Nie znasz się. Bardzo trudne do zniszczenia. Ażurowy lekki masz lub rurkę z odciągami trudno trafić nawet najprecyzyjniejszym uzbrojeniem. Każde z takich PGM kosztuje wielokrotnie więcej niż zniszczony maszt z kilkuwatowym radarkiem. Pracującym na VHF więc naprowadzanie na sygnał radiowy odpada (przy niskich częstotliwościach trzeba mieć duże anteny i rakiety typu HARM na takie coś się nie potrafią naprowadzać). A co najważniejsze, nawet gdyby ktoś to zniszczył, to za 10 minut może podjechać furgonetką ekipa i w 10 minut postawić nowy maszt. A miejsce gdzie przeciwnik chce "wyrąbać" przejście zdradza jego kierunek uderzenia i pozwala tam skierować myśliwce i radary mobilne.
Polanski Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 20:59
Jeżeli nie będzie broniony to nie trudno. Jeżeli będzie broniony to tak łatwo jak samolot myśliwski we własnej strefie antydostępowej. Uważam że jest to idealny ściągacz ataku. Każdy będzie chciał go zestrzelić i jego obrona może pozwolić na sukces obrony antyrakietowej. Od razu będzie wiadomo gdzie przeciwnik będzie atakował i można się naprawdę dobrze przygotować. Może dojść do sytuacji że przeciwnik poniesie straty nie współmierne do wartości celu. A na przecież chodzi żeby utracił jak najwięcej sił w pierwszej fazie konfliktu. Czyż nie tak?
Wojciech Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 19:58
Zależy jak wysoko jest ale w sumie łatwo. W wypadku pełnoskalowej wojny zestrzelą nawet satelity a co dopiero mini sterowce.
tak tylko... Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 19:34
Aerostat jest na czas pokoju, a nie wojny. Podczas wojny wszystko można zniszczyć, w trakcie pokoju niczego...
prawieanonim Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 19:32
No cóż. Najpierw musisz wejść w zasięg OP.
grey Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 17:49
ciekawe, jaka jest odporność takich obiektów na broń przeciwlotniczą
Speedy Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 22:51
Odporność oczywiście zerowa, ale nie w tym rzecz. Zniszczenie balonu będzie oznaczało atak przeciwnika i wybuch wojny i w ten sposób zostaniemy ostrzeżeni :)

Obawiałbym się raczej czegoś innego: podatności na pogodę (wiatry, burze itd.). Wymieniony w tym tekście JLENS operował na wysokości 3000 m i dwukrotnie dochodziło do zrywania się balonów z uwięzi. W jednym przypadku balon wlokąc za sobą 2 km długości linę doprowadził do licznych zwarć na liniach elektroenergetycznych na drodze swego dryfowania, pozbawiając prądu 20.000 mieszkańców.
Tomek.z Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 22:50
Żadna, bo taka ma być.
Miś Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 20:26
jaką broń? skoro wykrywają obiekty z 500 km, to raczej przeciwnik z działka do nich strzelać nie będzie...
Infernoav Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 20:11
Po wykryciu? Żadna. Jednak balony że względu na możliwość użycia lekkich materiałów o małej odbijalnosci fal radiowych nie są mimo rozmiarów, aż tak łatwe do wykrycia.
Taki jeden z wioski Wtorek, 14 Listopada 2017, 1:11
Balon to pikuś, ale radar może być dość łatwym do namierzenia celem. Po pierwsze sam jest źródłem emisji, a po wtóre, sam odbija fale lepiej niż balon. Co nie zmienia faktu, że i tak uważam, że warto byłoby je kupić. Radary stacjonarne, porty morskie, bazy lotnicze, jednostki wojskowe, magazyny i wiele, wiele innych rzeczy jest nawet mniej mobilnych od takiego "balonu", przez co stanowią równie łatwy, a nawet łatwiejszy cel dla potencjalnego agresora. A jednak je budujemy... Symulacje pokazują, że bez Wisły i Narwi nawet nasze lotnictwo nie ma szans.
Dziad. Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 17:48
Błędne koło. Nie zakładamy przecież ataku na nas, tak więc jeżeli już dojdzie do konieczności użycia np. rakiet przeciwokrętowych w oparciu o aerostaty, to znaczy, że będzie już regularny konflikt, a to z kolei oznacza, że zostaniemy zaatakowani. A skoro zostaniemy zaatakowani, to w pierwszej kolejności spadną balony i i tak nie użyjemy skutecznie naszych rakiet. To jest dobre na czas "P" i tylko czas "P". Nie ma szans użycia tego w czasie "W"...
Tomek.z Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 22:55
Jest sens. Wypuszczamy 50 takich balonów z czego 2 mają sensory. Niech przeciwnik strzela drogimi pociskami do tanich balonów.
tyle Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 21:06
W godzinie W , satelity także będą spadać jak deszcz meteorytów. Przecież zestrzeliwanie tzw uszkodzonych satelitów to były wariacje właśnie na ten temat.
prawieanonim Wtorek, 14 Listopada 2017, 13:47
Nie opowiadaj bzdur. jedyne zestrzelenia jakie miały miejsce to na niskiej orbicie po czym szczątki płonęły w atmosferze. Trafienie satelity na orbicie geostacjonarnej (czyli jakieś 35000 km od ziemi) graniczy z cudem o ile jest możliwe.
Polanski Wtorek, 14 Listopada 2017, 9:06
Zestrzeliwanie satelitów ma jedną wadę i to dla wszystkich posiadaczy satelitów. Szczątki takiego satelity mogą uszkodzić i nasze satelity i co wtedy?
kowalskiadam154 Poniedziałek, 13 Listopada 2017, 17:44
Dialog techniczny przyspieszy i ułatwi zakup :-))