Zneutralizować zagrożenie dla Bałtyku. Okręt chemiczny kontynuacją programu Kormoran II?

20 października 2019, 15:13
Kormoran
Fot. Andrzej Nitka/Defence24.pl.

Technologie opanowane podczas programu Kormoran II wcale nie muszą zostać utracone po oddaniu MW RP trzeciego niszczyciela min. Zdolności zdobyte podczas tego programu można bowiem wykorzystać budując okręt chemiczny, zdolny m.in. do oczyszczania dna Morza Bałtyckiego z zatopionej tam broni chemicznej. Sprawa jest ważna, ponieważ bez utylizacji substancji niebezpiecznych Bałtyk już niedługo może się stać nowym Morzem Martwym.

Wraz ze zbliżającym się zakończeniem programu Kormoran II pojawi się pytanie o możliwość dalszego wykorzystania pozyskanych w jego trakcie technologii i zaangażowania specjalistów, którzy te technologie wdrażali. Prowadząca bez zarzutu budowę niszczycieli min Stocznia Remontowa Shipbuilding z Gdańska oczywiście sobie poradzi, znajdując kolejne zamówienia z rynku cywilnego i kończąc program Holownik.

Z dużym prawdopodobieństwem można jednak stwierdzić, że nie będzie to związane z budowaniem kadłubów ze stali austenicznej, a więc w technologii, za opanowanie której wcześniej pośrednio zapłaciła Marynarka Wojenna RP kupując Kormorany. Również infrastruktura przygotowana do tego rodzaju produkcji nie będzie mogła zostać wykorzystana zgodnie z przeznaczeniem, w tym między innymi jedna z hal stoczniowych, utrzymywana według wyrafinowanych standardów czystości.

Drugim z głównych wykonawców Kormorana jest Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Centrum Techniki Morskiej (OBR CTM) z Gdyni. Na razie otwartą kwestią jest, czy i w jaki sposób OBR CTM będzie mógł wykorzystać zdobyte kompetencje przy budowie nowych jednostek pływających. Zgodnie z opublikowanym wcześniej planami modernizacyjnymi MON, okręty typu Kormoran II mają być bowiem jedynymi, nowymi jednostkami przeciwminowymi Marynarki Wojennej przez minimum najbliższe 30 lat. Zmniejszy się więc zapotrzebowanie na systemy zwalczania min. Nie wiadomo również, czy będzie wykorzystana pozyskana do zintegrowania w jeden okrętowy system walki SCOT-M tak różnych systemów jak: cztery rodzaje dronów i robotów podwodnych, czy też trzy rodzaje sonarów do wykrywania min.

image
Wiele technologii zastosowanych na niszczycielach min typu Kormoran II można by wykorzystać na okręcie chemicznym. Fot. M.Dura

Wszystkie powyższe zdolności zdobyte przez stocznię Remontowa Shipbuilding oraz OBR CTM mogą jednak okazać się użyteczne przy budowie okrętu chemicznego, a właściwie okrętu wielozadaniowego z funkcjami przeciwchemicznymi. Taka jednostka mogłaby bowiem realizować zadania wcześniej wyznaczane dla jednostek patrolowych, rozpoznawczych, hydrograficznych, ratowniczych, przeciwminowych oraz wsparcia logistycznego. Jednocześnie byłaby zdolna do oczyszczania dna Bałtyku z niebezpiecznych materiałów, które w nieodpowiedzialny sposób zostały tam zatopione w XX wieku przez różne państwa.

Marynarka Wojenna RP działa jednak zachowawczo i chce wprowadzać tylko takie jednostki pływające, które już ktoś wykorzystuje – i to najlepiej od wielu lat. Tymczasem odpowiednika okrętu chemicznego nie wprowadziły jak dotąd żadne siły morskie na świecie.

Zatopiona broń chemiczna i amunicja a Marynarka Wojenna

Zatopiona na dnie Bałtyku broń chemiczna to realny problem zagrażający bezpieczeństwu Polski i tak naprawdę wszystkich krajów leżących nad Morzem Bałtyckim. Stąd jego wyeliminowanie powinno być również jednym z zadań Marynarki Wojennej RP, tak samo jak usuwanie min morskich z czasów II wojny światowej. Zbliżamy się bowiem do tego momentu, w którym pojemniki z różnego rodzaju śmiercionośnymi substancjami zaczną tracić szczelność i do wody będą się wylewały coraz to większe ilości szkodliwych związków chemicznych.

Duża część z tych związków to oleiste substancje, które bardzo trudno rozpuszczają się w wodzie morskiej lub wcale. Dopóki więc pojemniki, w których są one przechowywane będą szczelne nie ma zagrożenia występowania większego skażenia. Ale z upływem lat postępuje degradacja kontenerów i beczek, przez co substancje zaczynają się wydobywać na zewnątrz. Część z nich pod wpływem niskiej temperatury wody „skamienieje” (stanowiąc jednak w dalszym ciągu zagrożenie i dodatkowo przemieszczając się wraz z prądem na duże odległości), część rozleje się na dnie, a część wypłynie na powierzchnię.

Tymczasem są naukowcy, którzy uważają, że uwolnienie nawet jednej szóstej zatopionych substancji chemicznych spowoduje zanik życia w Bałtyku,  co najmniej na sto lat. Proces ten nie będzie oczywiście natychmiastowy, ale kiedy się zacznie, to nie będzie już go można zatrzymać. Już w tej chwili wskazuje się, że spożywanie bałtyckich ryb dennych może być niebezpieczne dla zdrowia. Problem ten jednak nie dotyczy tylko rybołówstwa morskiego. Trzeba bowiem pamiętać, że np. łosoś to ryba dwuśrodowiskowa, która na okres tarła przenosi się z morza do rzek. Szkodliwe substancje z Bałtyku pojawią się więc również w głębi lądu.

Uwalniające się toksyczne związki z broni chemicznej w Morzu Bałtyckim będą miały również negatywny wpływ na turystykę nadmorską. Już są naukowcy, które uważają, że ze względu na zatopione bojowe środki trujące, istnieje duże prawdopodobieństwo natknięcia się na substancje niebezpieczne w pobliżu takich miejscowości jak Darłowo, Kołobrzeg i Dziwnów. Na tamtych akwenach zatopiono bowiem amunicję na stosunkowo niewielkich głębokościach (w przypadku Dziwnowa to prawdopodobnie tylko dwanaście metrów) i już niedługo może się ona znaleźć bardzo blisko brzegu.

Zagrożone jest również Trójmiasto, ponieważ najprawdopodobniej broń chemiczna została wrzucona również do Głębi Gdańskiej (na powierzchni ponad 300 kilometrów kwadratowych). Początkowo sądzono, że w 1954 roku stworzono tam tylko składowisko niemiecko-polskiej broni konwencjonalnej. W pobliżu tego miejsca rybacy wyłowili już jednak jedną bombę z iperytem, a drugą odnaleziono na plaży w Jastarni. Ponadto, opublikowane wyniki badań polskich naukowców potwierdziły, że stężenia związków trujących w Głębi Gdańskiej są porównywalne z tymi, jakie wykryto w Głębi Gotlandzkiej, gdzie broń chemiczna na pewno jest. Największe niebezpieczeństwo wynika nie z samej ilości zalegającej na dnie amunicji (wyrzucono jej tam tylko około 60 ton) ale z tego, że znajduje się ona stosunkowo płytko i dodatkowo blisko brzegu (około 33 mile na północny wschód od Gdańska).

Jak dotąd w Polsce odnotowano oficjalnie 24 przypadki zatruć lub poparzeń ludzi z niebezpiecznymi substancjami, które w jakiś sposób wydostały się z zatopionych kontenerów lub beczek. Przykładowo w 1955 roku w okolicach Darłówka zostało poparzonych iperytem aż 102 dzieci. Jest bardzo prawdopodobne, że takich wypadków już niedługo będzie o wiele więcej.

Problem broni chemicznej dotknie również polski przemysł, który ma w planach m.in. budowę morskich farm wiatrowych. Doświadczenia wskazują, że każde działanie związane z eksploracją dna morskiego może przynieść katastrofalne skutki. O skali problemu może świadczyć budowa Gazoportu w Świnoujściu, gdy podczas prac przy podobno dobrze znanym wejściu do portu znaleziono 1810 sztuk różnego rodzaju amunicji (w tym chemiczną).

Problem skażenia jak się okazuje nie dotyczy tylko miejsca na dnie, gdzie zgodnie z mapami znajdują się zatopione, niebezpieczne materiały. Skażenie terenu może mieć bowiem o wiele większy promień niż wcześniej przypuszczano. Przykładowo polscy naukowcy, badając miejsca z wyciekiem środków trujących opartych na oleju arsenowym określili, że związki te mogą się przemieścić nie 1,5 m od obiektu ale nawet 25 m dalej. Jeżeli jednak takie miejsce zostanie zaburzone (np. przez kotwice, podczas prac podwodnych prowadzonych przy budowie farm wiatrowych lub rurociągów) to dzięki prądom morskim środki trujące mogą się przemieścić nawet na odległość 30 km.

Bardzo często politycy uspakajają, że ilość takich miejsc, w których zatopiono broń chemiczną jest niewielka, wskazując głównie na „wysypiska” z bronią chemiczną w: Głębi Bornholmskiej, południowo - zachodniej część Głębi Gotlandzkiej oraz Małym Bełcie (które są oznakowane na mapach nawigacyjnych). Uważa się dodatkowo – niesłusznie - że chodzi jedynie o amunicję z czasów II wojny światowej.

W rzeczywistości takich miejsc może być ponad sześćdziesiąt, nie licząc materiałów „gubionych” w drodze na wyznaczone składowisko (wyrzucanych w drewnianych skrzyniach, które później dryfowały wiele mil). Trzeba też pamiętać, że nie chodzi tylko o pozostałości po II wojnie światowej. Topienie materiałów niebezpiecznych jako najprostsza forma utylizacji było stosowane jeszcze na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych przez rozpadający się Związek Radziecki. To właśnie w ten sposób władze na Kremlu postanowiły tanio pozbyć się problemu broni chemicznej składowanej na terenie Łotwy i Estonii.

Materiał filmowy opublikowany przez szwedzką telewizję SVT w 2009 r. wyraźnie pokazywał zatapianie kontenerów przez Rosjan i to na wodach szwedzkiej strefy ekonomicznej. W kontenerach tych miały znajdować się nie tylko broń chemiczna, ale również odpady promieniotwórcze. Dziwnym trafem kilka lat później odnotowano zwiększoną ilość zachorowań na raka skóry i dróg oddechowych wśród rybaków łowiących na akwenach pomiędzy Bornholmem a Gotlandią. Tymczasem taki efekt może przynieść skażenie iperytem.

O przypadkach tajnej „utylizacji” broni chemicznej wiadomo. Więcej danych jest dostępnych o zatopionej, niebezpiecznej amunicji z czasów II wojny światowej. Już na konferencji w Poczdamie w 1945 roku postanowiono zniszczyć ponad 267 tysięcy ton bomb i innych środków bojowych zawierających broń chemiczną. Jako najtańszy sposób uznano topienie i w taki sposób neutralizowały niebezpieczne substancje głównie: Stany Zjednoczone, Związek Radziecki, Wielka Brytania i NRD.

Szacuje się, że tylko wokół Bornholmu Rosjanie wyrzucili do morza na głębokości oficjalnie około stu metrów 40 tysięcy ton różnego rodzaju obiektów zawierających takie substancje jak: iperyt, fosgen, tabun czy kwas pruski. Nie lepsi byli Amerykanie, którzy Cieśninach Duńskich zatopili 42 okręty z ładunkiem 130 tysięcy ton różnego rodzaju niemieckiej amunicji – w tym chemicznej. Brytyjczycy z kolei wyrzucili do morza w cieśninie Mały Bełt 69 tysięcy ton pocisków artyleryjskich z tabunem oraz 5 tysięcy ton bomb z tabunem i fosgenem. Operacje kontynuowały później NRD i Związek Radziecki topiąc na początku lat pięćdziesiątych około 65 tysięcy ton amunicji z bojowymi środkami trującymi.

Niektórzy eksperci szacują, że w Bałtyku może znajdować się do 60 tysięcy ton broni chemicznej, z czego jedna piąta to bojowe środki trujące. I pomijając spory na temat rzeczywistej ilości tych szkodliwych substancji, nikt nie zaprzecza, że wśród nich znajdują się tak śmiercionośne związki jak iperyt, luizyt i sarin. Do tego należy również doliczyć podwodne „wysypiska” broni konwencjonalnej z minami morskimi, bombami lotniczymi i amunicją artyleryjską oraz materiałami radioaktywnymi dołożonymi przez Rosjan. Ich wpływ na środowisko jak na razie nie jest znany.

Wszystko to jest tak naprawdę jedną wielką, tykającą bombą ekologiczną.

Jak neutralizować zatopioną broń chemiczną?

Dotychczasowe działania ze strony Polski i innych krajów bałtyckich nie przyniosły żadnej konkretnej propozycji rozwiązania problemu zatopionych substancji toksycznych. Zajmowano się bowiem głównie dokładnym lokalizowaniem miejsc na dnie Bałtyku, gdzie znajdują się niebezpieczne środki chemiczne oraz określaniem poziomu skażenia w danym rejonie. Na początku bagatelizowano problem uznając, że nie ma zagrożenia dla środowisko (raport grupy badawczej z lat dziewięćdziesiątych, powołanej przez Komisję Helsińską).

Tak było również w latach 2004-2008, gdy przeprowadzono pierwszy międzynarodowy projekt unijny w tej sprawie MERCW (ang. Modeling Environment Risk of Chemical Weapons). I znowu uspakajano, ponieważ w ramach tego projektu pobrano ponad dwieście próbek dna morskiego, z których tylko dwie zawierały iperyt. Raporty z poszczególnych państw rejonu Morza Bałtyckiego wskazywały jednak na zupełnie inną sytuację i to, że nie wszystkie związki szkodliwe były poszukiwane w poszczególnych próbkach.

Ostatecznie Komisja Helsińska anulowała swój wcześniejszy raport i zorganizowała kolejną grupę badawczą. Działały również samodzielnie poszczególne państwa bałtyckie. W Polsce uruchomiono np. program CHEMSEA (Chemical munitions search and assessment) korzystając z pomocy finansowej z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach programu operacyjnego „Program regionu Morza Bałtyckiego” w programowania 2007–2013. Ale celem tych badań było znowu głównie określenie charakterystyki warunków naturalnych w miejscach zatopienia broni chemicznej i amunicji oraz kategoryzacja poszczególnych obiektów, z ustaleniem tych, które wymagają dalszego monitorowania.

Opracowano również „wytyczne postępowania z amunicją oraz z utylizacją niebezpiecznych odpadów i skażonych osadów” oraz regionalny plan awaryjny (w razie przypadkowego wyłowienia lub wyrzucenia na brzeg niebezpiecznych substancji).

Obecnie realizowany jest także europejski projekt DAIMON (Decision Aid for Marine Munitions) współfinansowany w ramach Programu Interreg Region Morza Bałtyckiego 2014-2020, w którym poza Polską uczestniczą również: Finlandia, Niemcy, Norwegia, Szwecja, Litwa i Rosja. W jego trakcie badano m.in. podwodne składowiska broni konwencjonalnej u ujścia Zatoki Kilońskiej oraz Głębię Bornholmską, gdzie stopień skażenia by na tyle duży, że trzeba było odkażać sprzęt badawczy po wyjęciu go z wody.

Niestety w ramach tych wszystkich przedsięwzięć tworzone są głównie coraz bardziej dokładne mapy dna Morza Bałtyckiego, co jest oczywiście potrzebne, ale co nie określa się konkretnych sposobów, jak to dno oczyścić. Oczywiście istnieje opinia, że broń chemiczna z czasem sama się zneutralizuje. Jednak w przypadku zamkniętego Morza Bałtyckiego nie ma potrzebnych do tego silnych prądów podwodnych, a dodatkowo wymiana wody przez Cieśniny Duńskie jest nie większa niż 3%. Poziom skażenia środowiska morskiego w rejonie składowania amunicji chemicznej będzie więc systematycznie rósł, niszcząc życie w coraz większym promieniu wokół.

W nieoficjalnych dyskusjach wymienia się kilka sposobów na zneutralizowanie broni chemicznej na dnie Bałtyku. Najmniej rozsądnym jest pomysł pokrycia takich wysypisk betonowym sarkofagiem, ponieważ nie rozwiąże to w żadnym przypadku problemu, a jedynie utrudni prace tym, którzy za kilka lat będą jednak musieli zacząć oczyszczać dno z substancji szkodliwych.

Jedynym, załatwiającym problem rozwiązaniem jest wydobycie tych materiałów i ich utylizacja w procesie chemicznym (rozkładając substancje szkodliwe za pomocą innych związków chemicznych) lub fizykochemicznym - np. w procesie pirolizy beztlenowej (procesu degradacji zachodzącego pod wpływem wysokiej temperatury) w specjalnych wysokotemperaturowych piecach plazmowych.

Aby tego dokonać, potrzebne są okręty, których budowy nikt jak na razie nie zaplanował pomimo, że sprawa staje się coraz bardziej pilna. Pojawiają się za to wyspecjalizowane firmy, które oferują usługę oczyszczania dna morskiego i twierdzą, że mają do tego odpowiednie technologie. Jedną z nich jest amerykańska spółka Tetra Tech będąca jedną z pierwszych firm na świecie, która przeprowadziła operację odzyskiwanie broni chemicznej ze środowiska morskiego.

Tylko w czasie prac w pobliżu japońskiego portu Kanda amerykańskim płetwonurkom udało, bez żadnych incydentów, się wydobyć 367 sztuk amunicji do broni chemicznej, (w tym pięćdziesięcio- i piętnastokilowe bomby zawierające iperyt). Aby zapewnić bezpieczeństwo, nurkowie używali aparatów oddechowych z zamkniętym obiegiem, nosili czujniki radiacyjne pod suchymi skafandrami, które dodatkowo zostały zaprojektowane tak, aby były odporne na szkodliwe związki chemiczne. Opracowano również specjalne procedury, w ramach których każdy obiekt podwodny był oceniany i dopuszczany do wydobycia a następnie umieszczany w specjalnych pojemnikach.

Podobne prace realizuje również niemiecko-szwedzkie przedsiębiorstwo Dynasafe, które bardzo skutecznie działało na Morzu Północnym oraz japoński koncern Kobelco, który wydobył już z wód otaczających Japonię ponad 3 tysiące bomb lotniczych.

Proces neutralizacji broni chemicznej w Bałtyku będzie jednak trwał wiele lat i trudno oczekiwać, by na taki czas sprowadzić amerykańskich lub japońskich specjalistów. Wyjściem z tej sytuacji może być zaangażowanie sił morskich poszczególnych państw bałtyckich, które w ramach swoich obowiązków jeżeli chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa mogłyby wykonywać zadanie oczyszczenia Bałtyku w taki sam sposób, jak to wcześniej zrobiono z minami.

Do tego jednak potrzebne są odpowiednie okręty i specjalistyczne wyposażenie.

Okręt chemiczny – jaki powinien być?

Wbrew pozorom w przypadku okrętów chemicznych najłatwiej będzie zbudować samą platformę. Oczywiście kontakt z różnego rodzaju „agresywnymi” substancjami chemicznymi mógłby mieć wpływ na konstrukcję standardowych jednostek pływających (np. poprzez przyśpieszoną korozję). W czasie budowy niszczycieli min Kormoran II opanowano jednak technologię budowy kadłubów ze stali austenicznej, która nie tylko jest amagnetyczna, ale również kwasoodporna.

Stocznia Remontowa Shipbuildnig może więc bez problemu wykorzystać ją przy produkcji innych jednostek pływających, jeżeli zwiększy to ich możliwości. A tak właśnie byłoby w przypadku okrętów chemicznych. Pokłady i burty tych jednostek będą musiały być przygotowane na działanie różnego rodzaju substancji szkodliwych, które dopiero później byłyby wprowadzane w linię przygotowaną dla ich utylizacji. Stal austeniczna jest w tym przypadku dużym zabezpieczeniem, dodatkowo lepiej przygotowanym na ewentualne odkażanie.

Sama linia neutralizacji bojowych środków trujących musi być całkowicie odseparowana od reszty okrętu, gdzie przebywa załoga. Co więcej, ze względu na szkodliwość wydobywanych substancji, pomieszczenia techniczne i mieszkalne będą musiały być umieszczone w całości w cytadeli ABC. Rozwiązanie takie zostało wykonane i sprawdzone na niszczycielach min typu Kormoran II i teraz będzie można z niego skorzystać.

image
Polski projekt wielozadaniowego statku wsparcia platform wiertniczych klasy MPSV typu MMC 887, który był bazą dla okrętu „Ratownik” i mógłby być bazą dla projektu okrętu chemicznego. Fot. www.mmc-shipdesign.com

Najprostszym sposobem na oddzielenie sekcji „chemicznej” od reszty okrętu byłoby po prostu wykorzystanie dużego pokładu zadaniowego, na którym w razie potrzeby byłoby rozwijane kontenerowe centrum utylizacji bojowych środków trujących i amunicji. . Świadczy o tym chociażby szybkość, z jaką w ramach programu Holownik dla Marynarki Wojennej wykonano zupełnie nowy projekt techniczny (w biurze projektowym NED Project z Gdańska) i dokumentację roboczą (w biurze Remontowa Marine Design & Consulting należącym do Grupy Kapitałowej Remontowa Holding).

Ponadto, stocznia Remontowa Shipbuilding ma już wiele rozwiązań gotowych, które wystarczy tylko w odpowiedni sposób zaadoptować. Najbardziej zbliżone koncepcyjnie do okrętów chemicznych wydają się być statki do obsługi oraz zaopatrywania platform wiertniczych klasy PSV (platform supply vessel) oraz AHTS (Anchor Handling Tug / Supply vessel). Remontowa Shipbuilding zbudowała kilkadziesiąt takich jednostek, w tym dla tak wymagających odbiorców, jak armatorzy ze Stanów Zjednoczonych, Kanady i Norwegii.

Mogą to być statki o wyporności nawet 4000 -5000 ton, jak np. zaprojektowana przez biuro projektowe MMC z Gdyni jednostka klasy PSV projektu MMC 879 CD „Highland Guardian” (o wyporności 5100 ton i długości 88,9 m) z pokładem zadaniowym o powierzchni 1000 m2. W podobny sposób zbudowano w stoczni Remontowa Shipbuilding jednostkę klasy PSV „Siem Pride” z pokładem o powierzchni 980 m2, przekazaną Norwegii. Jednostka ta ma jeszcze tą przydatną dla okrętów chemicznych cechę, że jest przyjazna środowisku, z niewielkim zużyciem paliwa podczas tranzytu oraz silnikami dwupaliwowymi (z opcją zasilania gazem LNG w głównym reżimie pracy). Na niskie koszty wykorzystania wpływa także niewielka, stała załoga licząca jedynie 25 osób (przy wyporności 5400 ton).

 image

Statek wsparcia platform wiertniczych klasy PSV typu B-856 „Siem Pride”. Fot. Remontowa Shipbuilding

Nie powinno być też trudności z przygotowaniem okrętu chemicznego do wydobywanie spod wody niebezpiecznych obiektów. Na ORP „Kormoran” zastosowano bowiem dziobowy ster strumieniowy Schottel oraz system dynamicznego pozycjonowania dzięki czemu niszczyciel min może się obracać praktycznie w miejscu i utrzymywać na morzu stałą pozycję. Podobne rozwiązania w stoczni Remontowa Shipbuilding wprowadzono również na jednostkach klasy AHTS i PSV.

Samo podnoszenie obiektów z dna może się odbywać z wykorzystaniem integralnych dźwigów lub nawet opcjonalnie rozstawianych suwnic rufowych. Na „ORP „Kormoran” zastosowano stały dźwig HIAB XS 544 E-6 HiPro z wysuwanym ramieniem umieszczony na pokładzie rufowym o maksymalnym udźwigu 6600 kg (przy ramieniu skróconym do 4,4 m).

image
Zaprojektowany przez biuro MMC statek „Ievoli Ivory” przygotowany do wyciągnięcia zatopionego kutra z ciałami kilkuset uchodźców jest gotowym wzorem dla okrętu chemicznego. Fot. Marina Militare

O wiele większe możliwości da jednak zastosowanie suwnicy rufowej, do czego przygotowane są jednostki klasy PSV zaprojektowane przez biuro MMC. Przykładem może być statek „Ievoli Ivory” w konfiguracji wykorzystanej do wydobyciu kutra rybackiego zatopionego wraz z uchodźcami u wybrzeży Libii 18 kwietnia 2015 r. Na wymyślonym przez polskich inżynierów statku MMC podczas tej operacji zamontowano na pokładzie rufowym kontenery ze specjalistycznym wyposażeniem dla nurków oraz grup ratowniczych jak również suwnicę rufową do podnoszenia spod wody wraku. Dokładnie tak samo mogłaby wyglądać okręt chemiczny przygotowany do neutralizacji zatopionych bojowych środków trujących.

Ważną cechą projektów biura MMC jest również możliwość wkomponowania w nich lądowiska dla śmigłowców, co widać na statku „Ievoli Ivory”. Przydatność takiego rozwiązania doceniła np. Finlandia stosując go na swoim okręcie „Turva”.Pomimo sklasyfikowania jako patrolowiec ma on nad dziobem rozkładane lądowisko oraz rufowy, obszerny pokład zadaniowy wyposażony dodatkowo w dwa dźwigi (w tym Draggen o udźwigu maksymalnym 15 ton). Doceniła to również Marynarka Wojenna RP decydując 27 grudnia 2017 r., że w podobny sposób ma wyglądać okręt „Ratownik”. Jego budowa w PGZ Stocznia Wojenna jednak przez dwa lata nie ruszyła i być może szybciej uda się rozpocząć proces produkcyjny okrętu chemicznego w stoczni Remontowa Shipbuilding w Gdańsku.

image
Pokład zadaniowy fińskiego okrętu patrolowego „Turva”. Fot. M.Dura

 Wyposażenie Kormoranów a okręt chemiczny

Założenie, że specjalistyczne wyposażenie chemiczne będzie montowane w kontenerach na pokładzie zadaniowym jest o tyle ułatwieniem, że pozwala przygotowywać go (zaprojektować i wyprodukować) niezależnie i równolegle do budowanego okrętu chemicznego. Nie oznacza to jednak, że pozostała część systemów użytecznych w operacji neutralizacji zatopionych, szkodliwych substancji nie może zostać zaadoptowana np. z programu Kormoran II.

Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Centrum Techniki Morskiej z Gdyni jest np. przygotowany do szybkiego zbudowania okrętowego systemu walki. Już wcześniej bowiem założono (zresztą słusznie), że system SCOT-M zastosowany na ORP „Kormoran” ma być rozwiązaniem perspektywicznym. W tym celu wyróżniono w nim część niezmienną, która jest bazą i którą od razu można zaadoptować dla potrzeb innych jednostek (w tym także dla okrętu chemicznego) oraz część specjalistyczną, charakterystyczną dla danej klasy, typu a nawet egzemplarza okrętu.

Jak się okazuje, także w tym specjalistycznym oprogramowaniu tylko część trzeba będzie zrobić od nowa. OBR CTM ma do tego jednak narzędzia, wiedzę i specjalistów, których dzięki tej pracy będzie można zatrzymać również po zakończeniu programu Kormoran II. Do zaadoptowania będzie natomiast część specjalistyczna systemu SCOT-M, odpowiedzialna za współpracę z sonarami i pojazdami podwodnymi.

image
Zintegrowanie w systemie SCOT-M na Kormoranach autonomicznego pojazdu podwodnego Hugin może się przydać na okręcie chemicznym. Fot. M.Dura

Blok podsystemu sterowania komplementarnymi platformami bezzałogowymi do zadań przeciwminowych może być bowiem użyteczny do odszukiwania np. beczek ze szkodliwymi substancjami oraz „dzikich” wysypisk. Szczególnie przydatne w przypadku okrętów chemicznych będą autonomiczne pojazdy podwodne typu Hugin (norweskiego koncernu Kongsberg), które są w stanie samodzielnie, dokładnie mapować dno morskie wskazując konkretne miejsca, gdzie mogą się znajdować bojowe środki trujące.

Wykorzystanie tego rodzaju pojazdów staje się zresztą standardowym, wstępnym etapem jakichkolwiek, kompleksowych eksploracji podwodnych. Przykładem może być np. statek badawczy „Seabed Constructor”, który we wrześniu 2018 r. odszukał i zidentyfikował w Południowym Atlantyku wrak argentyńskiego okręt podwodnego ARA „San Juan”, a w lipcu 2019 r. na Morzu Śródziemnym wrak francuskiego okrętu podwodnego „Minevre”. W obu przypadkach rozpoczęto operację od wysłania kilku dronów podwodnych Hugin, które dokładnie zmapowały dno morskie. Identyfikacja oraz prace na dnie były z kolei zadaniem dla przewodowo sterowanych pojazdów podwodnych.

image
Statek badawczy „Seabed Constructor” podczas poszukiwania wraku okrętu podwodnego „Minerve” w asyście francuskiego okrętu wsparcia „Loire”. Fot. www.defense.gouv.fr

 I w tym przypadku oprogramowanie w SCOT-M jest praktycznie gotowe i można je będzie jedynie dostosować dla nowego okrętu chemicznego. To oprogramowanie zapewni nie tylko sterowanie pojazdami, ale również odbieranie od nich informacji o swoim stanie oraz danych z pokładowych sensorów. Do wykorzystania są również same roboty podwodne, ponieważ dla okrętów przeciwminowych opracowała je Politechnika Gdańska (przewodowo zasilany i kierowany robot podwodny typu „Morświn”).

Kormoran II to również źródło rozwiązań przydatnych okrętom chemicznym do fizycznej likwidacji obiektów podwodnych. Niewielkie skupiska konwencjonalnej amunicji będzie można bowiem niszczyć np. takimi samymi środkami jak miny morskie. Są wśród nich samobieżne ładunki wybuchowe do niszczenia min typu Głuptak opracowane przez Politechnikę Gdańską lub dostarczane za pomocą robotów, bezprzewodowo odpalane ładunki wybuchowe TOCZEK w wersji A, B i C - opracowane i produkowane przez OBR CTM).

Kolejnym rozwiązaniem przydatnym dla okrętu chemicznego, a opracowanym dla Marynarki Wojennej w ramach programu Kormoran II jest Okrętowy Zintegrowany System Łączności (OZSŁ), zaprojektowany, wyprodukowany, zainstalowany i zintegrowany przez polską spółkę KenBIT – oddział w Gdyni. Obejmuje on zarówno podsystem łączności zewnętrznej (jawnej i utajnionej w systemie narodowym lub NATO), jak i wewnętrznej (zapewniający komunikację pomiędzy poszczególnymi elementami struktury organizacyjnej okrętu).

W ramach OZSŁ połączono i zsynchronizowano na ORP „Kormoran”: typowe urządzenia łączności radiowej i satelitarnej, systemy antenowe, urządzenia komutacyjne (krosownice), interfejsy, modemy, urządzenia kryptograficzne, terminale, komputery sterujące, rejestratory korespondencji radiowej, pulpity łączności, a także podsystem zasilania awaryjnego. Dzięki temu operator nawiązujący łączność nie musi wiedzieć, w jaki sposób to jest realizowane i przez którą radiostację, natomiast „widzi” jedynie wynośne pulpity łączności (z zestawionymi sieciami lub kierunkami łączności) lub terminale VT-Sec, które są umieszczone we wskazanych miejscach na okręcie.

Rozwiązanie KenBIT jest o tyle elastyczne, że może być zarówno rozbudowane, jak i zmniejszane. Ten drugi przypadek mamy w programie Holownik, w którym zastosowano część z tego, co wypracowano na Kormoranach. Natomiast na okręcie chemicznym może być potrzebna rozbudowa.

Kto to wszystko sfinansuje?

Paradoksalnie w całym tym projekcie najłatwiejsze może być uzyskanie finansowania. Budując okręty typowo bojowe nie można oczywiście liczyć na wsparcie międzynarodowe, ale w przypadku okrętu chemicznego może być zupełnie inaczej. I jeżeli nawet sam okręt nie będzie mógł być dofinansowany przez Unię Europejską, to jego wyposażenie już prawdopodobnie tak. Będzie ono bowiem wykorzystywane nie do działań wojskowych, ale ochrony środowiska i ludności. Co więcej, wyposażenie to będzie pracowało nie dla potrzeb jednego kraju, ale na korzyść wszystkich państw leżących nad Bałtykiem.

Ministerstwo Obrony Narodowej mogłoby również uzyskać wsparcie od innych resortów – przede wszystkim Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej oraz Ministerstwa Środowiska. W ten sposób program budowy okrętu chemicznego mógłby być realizowany z budżetu centralnego, a nie tylko z zasobów wojska.

Na tego rodzaju okrętach będzie można dodatkowo zarobić. Jeżeli bowiem jego koncepcja się sprawdzi, to zainteresowanym jego pozyskaniem mogą być również inne państwa i to nie tylko nad Bałtykiem. Niebezpieczna amunicja została bowiem zatopiona także w wielu innych miejscach świata, w tym w Zatoce Biskajskiej oraz na Bliskim Wschodzie. Amerykański departament obrony szacuje np., że tylko u wybrzeży Stanów Zjednoczonych zatopiono 32000 ton chemicznej amunicji. Takich składowisk ma być ponad 1000 z czego część jest nieudokumentowana.

Zadanie okrętów chemicznych można będzie dodatkowo rozszerzyć o zabezpieczenie wraków, – związane np. z usuwaniem z nich paliwa i innych szkodliwych substancji. Zaczyna być już bowiem standardem, że po odszukaniu jakiegoś zatopionego obiektu analizuje się go pod względem szkodliwości dla środowiska i w razie potrzeby usuwa się z niego niebezpieczne substancje. Eliminuje się też znane wcześniej zagrożenia czego przykładem był wrak niemieckiego krążownika „Prinz Eugen” z czasów II wojny światowej, zatopionego przy Wyspach Marshalla, którego zbiorniki paliwa zostały opróżnione w 2018 roku przez amerykańskich nurków po operacji trwającej 45 dni. Udało się w ten sposób usunąć 250 000 galonów oleju opałowego (946 tysięcy litrów), a więc 97% całego paliwa, które było dodatkowo radioaktywne (niemiecki okręt był wykorzystywany jako cel w czasie próbnych wybuchów atomowych na atolu Bikini).

image
Nurkowie amerykańskiej marynarki wojennej podczas usuwania paliwa z zatopionego niemieckiego krążownika „Prinz Eugen” z czasów II wojny światowej. Fot. US Navy

W Polsce takie operacje nie są jednak systemowo prowadzone, o czym świadczy fakt pozostawienia pod wodą „wbitego” w Hel niemieckiego okrętu podwodnego z czasów II wojny światowej z akumulatorami i paliwem. Takich niebezpiecznych obiektów jest zresztą w Bałtyku na pewno więcej, jednak nadal wyczekuje się aż przechowywane z nich szkodliwe substancje same zaczną wyciekać na zewnątrz. Okręt chemiczny mógłby stać się narzędziem przygotowanym do rozwiązywania tego rodzaju problemów.

Tak naprawdę jednym zastrzeżeniem do tego rodzaju jednostek ze strony zwolenników „potężnej” Marynarki Wojennej RP może być fakt, że nie będą one uzbrojone w rakiety i armaty „odpowiednio dużego” kalibru. Jednak z punktu widzenia bezpieczeństwa nas wszystkich i naszych następców okręt chemiczny miałby prawdopodobnie w obecnej sytuacji bezpieczeństwa o wiele większe znaczenie niż istniejąca jak dotąd tylko w planach korweta czy fregata.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 83
Reklama
taki jeden
środa, 30 października 2019, 23:06

Quote:"Jednak z punktu widzenia bezpieczeństwa nas wszystkich i naszych następców okręt chemiczny miałby prawdopodobnie w obecnej sytuacji bezpieczeństwa o wiele większe znaczenie niż istniejąca jak dotąd tylko w planach korweta czy fregata." I tu się z p. komandorem nie zgadzam. Bezwzględnym priorytetem MW powinna być obrona państwa. A do tego potrzebne są OP (4 szt.), korwety RAKIETOWE/brony wybrzeża (6-7 szt.) i okręty p. minowe (5-6 szt.) oraz dodatkowy dywizjon NSM. Fregaty są nam psu na budę, nie jesteśmy mocarstwem oceanicznym, a NATO sobie w tych misjach poradzi bez nas. Powinniśmy się ograniczać do Bałtyku, bo to nasz akwen. Sprawa zagrożenia chemicznego Bałtyku to nie tylko nasz problem ale wszystkich krajów bałtyckich, także Rosji. Sprawą powinna się zająć Unia Europejska i opracować odpowiedni projekt wraz z jego wykonawstwem i finansowaniem, przy udziale wszystkich krajów bałtyckich i Rosji. Liderem mogłaby być Polska, i tylko tyle.

KrzysiekS
piątek, 25 października 2019, 21:06

Pomysł Super!!! Okręt Ochrony Środowiska. Polska daje marynarzy, stocznię która wybuduje oraz biuro projektowe MMC. UE daje pieniądze na budowę i utrzymanie. Zakres tego Okrętu może być wielki jak pieniądze które da UE.

Justyn
czwartek, 24 października 2019, 11:45

Zdobyte doświadczenie w budowie tych okrętów i Ślązaka, można byłoby wykorzystać przy budowie większych okrętów po powiększeniu skali i dodaniu odpowiedniego uzbrojenia. Myślę o budowie fregat i patrolowców ilość Niszczycieli min jest za mała, bo 3 okręty powinniśmy mieć 4 - 6. Patrolowców 4 i fregat 4 oraz 4 okręty podwodne i w sumie 3 dywizjony rakietowe, a nie dwa.Do ochrony dywizjonów rakietowych powinny być przydzielone jednostki specjalne, może zwiększyć liczebność Formozy, bo Rosjanie w pierwszej kolejności będą eliminować zagrożenie związane z rakietami, które mogą ich zablokować na Bałtyku i tutaj jest potrzebny system obrony powietrznej, który może zablokować drony, samoloty i pociski manewrowe i balistyczne. Nasze okręty muszą być wyposażone w sytemu obrony powietrznej i być podłączone do sytemu integrującego wszystkie elementy. Brak rozpoznania satelitarnego i powietrznego ogranicza zasięg rakiet. Budowa małych rakiet przenoszących małe satelity rozwiązuje ten problem, bo można szybko otworzyć sieć obrazowania terenu.

Gliwiczanin
środa, 23 października 2019, 12:59

Najlepsze komentarze :) ''Nech niemcy sobie za to płacą to ich chemia i amunicja'' np. od @Vega. Tam nie mam tylko niemieckich odpadów!!!! Podobnie jak związek radziecki tak też inne kraje bałtyckie wywalały swoje odpady. To samo myśmy robili. Faktem jest jednak, że w ramach ochrony środowiska Unia powinna dofinansować ten projekt. Najlepszym jednak rozwiązaniem będzie stworzenie całkowicie Unijnych jednostek oczyszczających dno mórz przylegających do krajów unijnych.

gnago
środa, 23 października 2019, 23:47

E wrzucaliśmy zbędną produkcję zbrojeniową? Czy, jesli to prawda, zastana niemiecką?

asdf
środa, 23 października 2019, 21:01

tak? my tez tak robilismy? to gdzie masz zatopiona polska bron chemiczna? powinnismy rowniez zaczac wystawiac rachunki za usuwanie niewybuchow saperskich

Gliwiczanin
piątek, 25 października 2019, 02:40

Nie chodziło mi o broń chemiczną, a o odpady w pełnym tego słowa znaczeniu. Każde zakłady produkcyjne produkują jakiś odpad, który gdzieś trzeba utylizować. Pytanie. Gdzie wyrzucane były odpady chemiczne, mocno żrące, kwasy i zużyte oleje itp. za komuny jeśli dziś co roku oczyszczalnie ścieków spuszczają do rzek lub jak to jest w przypadku trójmiasta do morza swoje ścieki. Dzisiaj gdy jest większa świadomość ekologiczna w społeczeństwie niż za komuny. Gdzie lądowały beczki z zakładów chemicznych w czasach PRL.

Marek
czwartek, 24 października 2019, 16:52

Widocznie kolega jest z tej samej bajki jak ten pan, który twierdził, że Polak Niemcowi powiedział złe słowo i dlatego doszło do wybuchu drugiej wojny światowej. Jego zdaniem nie szkodzi, że nie mieliśmy broni chemicznej. Nie mieliśmy, ale wyrzucaliśmy do Bałtyku. Tak ma być i już.

gnago
wtorek, 22 października 2019, 15:03

Całkowita racja . Tylko potrzebna będzie do tego cała flota tak ok 12 szt . A przy tym taniej będzie zbudować kilka dodatkowych kadłubów dla następnych kormoranów. tylko ja sugerowałbym dzwony "kesonowe" dla utylizacji pamiątek na dnie. Bo wydobycie to nieuchronne zanieczyszczenia i zmiany termiczne i ciśnieniowe dla tej broni chemicznej

Vega
wtorek, 22 października 2019, 03:21

Nech niemcy sobie za to płacą to ich chemia i amunicja dlaczego my mamy za nich czyścić bałtyk albo inaczej niech nam płacą za to

say69mat
środa, 23 października 2019, 09:34

Sugerujesz, że Tallboy'a ze Świnoujścia powinni zabrać Brytyjczycy??? Dalej, sugerujesz że, Polska powinna się zrzec odpowiedzialności za wszelkie pozostałości po czasach II wojny światowej składowanych na dnie morskim akwenu wód terytorialnych??? A tym samym ograniczyć swoje prawa do strefy akwenu wód terytorialnych??? Na rzecz państw trzecich???

say69mat
wtorek, 22 października 2019, 01:05

Uniwersalizm projektu 258 sprawia, że w zależności od zintegrowanego uzbrojenia oraz wyposażenia jest w stanie realizować szereg misji - również stricte bojowych - w obszarze tzw. brown i green waters. Czyli w obszarze morza terytorialnego i wyłącznej strefy ekonomicznej. Jak się wydaje, kwestią czasu jest integracja z platformą okrętu o wyporności circa 830 t uzbrojenia pozwalającego realizować misje z zakresu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Dla porównania, wyporność okrętów Bujan-M to 930t, Karakurt - 800t.

oskarm
środa, 23 października 2019, 09:48

@say69mat - kształt kadłuba kormorana jest optymalizowany do zadań, które ma wykonywać a więc też do tych prędkości. Zupełnie nie nadaje się do prędkości jakie osiągają Bujan-M czy Karakurt (wystarczy sobie porównać kształty). Do zadań likwidacji zatopionej broni jak Max słusznie zauważył potrzeba okrętów 7-10x większych wywodzących się z Offshorów.

say69mat
środa, 23 października 2019, 15:20

Tu prędkość okrętu ma trzeciorzędne znaczenie, niezależnie czy myślimy o Karakurtach czy Murenach. Vmax zmodernizowanego Onyxa 2-2,6-3 M. Stąd istotna jest manewrowość/pływalność okrętu, zwłaszcza w akwenach brown oraz green waters. Dalej, zwróć uwagę, że Sa'ar6 ma wyrzutnie wkomponowane w burtę na wysokości hangaru. Tego typ rozwiązanie można swobodnie zastosować w 258. W efekcie możemy otrzymać okręt patrolowy z rozbudowanym segmentem systemów opl/opr. Gdzie w burtach mamy zintegrowany system vls, uzupełniony o wyrzutnię będącą odpowiednikiem systemu mml, jako elementem obrony bezpośredniej. Dalej, tego typu rozwiązanie mogło by być interesujące dla marynarek wojennych republik nadbałtyckich.

oskarm
czwartek, 24 października 2019, 13:12

Manewrowość Kormorana jest zbędna dla działań małych okrętów rakietowych. Za to pożądana jest prędkość umożliwiająca wspólne działania w zespołach z innymi okrętami uderzeniowymi (minimum 26-27 węzłów). --------------------------------------------------------------- Wciskanie kadłuba Kormorana na siłę do innych zadań, to jak robienie z kadłuba korwety na siłę feedera...

say69mat
środa, 30 października 2019, 08:57

Jeżeli bierzemy za punkt odniesienia akwen Zatoki Gdańskiej, jakie znaczenie ma prędkość okrętu, biorąc za punkt odniesienia warunki hydrologiczne akwenu i lokalizację instalacji, które rzeczone okręty mają bronić??? Dalej, mamy w perspektywie przekop, Zalew Wiślany, port i garnizon w Elblągu. Czy w tych przypadkach kluczowa jest prędkość okrętu 27/35 w??? Czy ntp. mobilność manewrową okrętu w akwenach green & brown waters, którą dysponuje okręt projektu 258.

oskarm
wtorek, 5 listopada 2019, 12:54

say69mat - Jeżeli bierzemy za punkt odniesienia akwen Zatoki Gdańskie to role MORa pełni NDR. Proponuję zająć siekolejnym pomysłem racjonalizatorskim jak z PZL-130 zrobić myśliwiec wielozadaniowy.

vega
wtorek, 22 października 2019, 00:49

Takie statki powinny być budowane za niemieckie pieniądze dla krajów dotkniętych ich wojną. Dlaczego znowu musimy być ofiarą II wojny To jest niemiecka broń chemiczna i amunicja dlaczego my mamy za to płacić

w
poniedziałek, 21 października 2019, 21:44

zrobic najpierw 6 szt Kormoranów. 3 szt to za mało

komandor ppr
poniedziałek, 21 października 2019, 20:32

nam jest potrzeba okrętów bojowych fregat korwet scigaczy rakiet. O.P. a nie trałowców holowników chemików i innego nieprzydatnego w walce złomu !!!! Panie Premierze Morawiecki FLOTA JEST NA DNIE !!!!!

RwR
poniedziałek, 21 października 2019, 16:54

No ale pamietajmy ze Sily Zbrojne i MW pracuja w roznych trybach. I maja do wykonania takze zadanie nie kojazone powszechnie w wojna. Jednym z nich jest wlasnie zabezpieczenie zycia i zdrowia ludnosci w konforntacji z zagrozeniem chemicznym. Pomyslk jest swietny tylko nie powinien byc laczony z Kormoranami a raczej z przyszlym Ratownikiem ktory jest projektowany do bardzo podobnych zadan.

oskarm
poniedziałek, 21 października 2019, 15:38

@Max - "dźwig HIAB XS 544 E-6 HiPro z wysuwanym ramieniem umieszczony na pokładzie rufowym o maksymalnym udźwigu 6600 ton (przy ramieniu skróconym do 4,4 m)." - powinno być 6,6 t lub 6600 kg.

wiarus
poniedziałek, 21 października 2019, 15:14

Duży i dobry temat. Jedyna sensowna droga aby go zrealizować, to przeprowadzenie dużej kampanii "reklamowej" i zaangażowanie europejskich zielonych /parlament EU/, oraz rządów krajów nadbałtyckich. Nasi "ekolodzy" mieliby w końcu jakąś sensowną możliwość wykazania się, zamiast tępienia lasów pod pozorem walki z kornikiem.

Marek
poniedziałek, 21 października 2019, 21:32

Prędzej zrobią to ekolodzy walczący z kornikiem niż "ekolodzy" którzy protestując przeciwko wypalaniu lasów w Ameryce Południowej, przykuwają się łańcuchami do latarni w europejskich stolicach. Generalnie projekt jest dobry, tylko powinien być finansowany z budżetu cywilów.

AndyP
poniedziałek, 21 października 2019, 14:35

Raczej należałoby pomyśleć o przedłużeniu programu Kormoran o 3-6 mniejszych trałowców. 3 nowoczesne okręty to trochę za mało.

Trochę mi was nawet żal
poniedziałek, 21 października 2019, 13:32

Wielomilionowa inwestycja w kolejny okręt uzbrojony jedynie w karabiny UKM i zestawy przeciwlotnicze grom to koniecznie coś czego potrzeba polskim siłom zbrojnym.

MateuszS
wtorek, 22 października 2019, 13:52

Akurat okręt chemiczny nie powinien mieć UKMów i gromow.

nawet mi ciebie nie żal
poniedziałek, 21 października 2019, 20:18

Finansowana częściowo ze środków UE, to jest to czego potrzeba MONowi i tej stoczni żeby wykorzystać halę którą budowano pod Kormorana.

NAVY
poniedziałek, 21 października 2019, 12:51

...najlepszym pomysłem byłoby kontynuowanie serii Kormoranów ,ale jesteśmy w takim kraju a nie innym ,więc jest jak jest.O dziwo nie skończyło się na jednej jednostce ,ale pewnie był to przypadek przy pracy,że powstały 3 jednostki !

Normalny
poniedziałek, 21 października 2019, 14:29

pewnie był to przypadek naprawde jesteś wielki

hermanaryk
poniedziałek, 21 października 2019, 12:32

Pomysł zacny, ale jeśli ma go wspierać finansowo UE, powinien być cywilny. Zachodnioeuropejska lewica, a w ślad za nią centrum i nawet część prawicy, bardzo niechętnie wydaje pieniądze na projekty wojskowe, bo to się nie podoba Rosji.

MateuszS
wtorek, 22 października 2019, 13:54

Dlatego powinno się taki okręt budować bez uzbrojenia, a obsada z MW zapewni wyszkolone kadry.

Grafen
poniedziałek, 21 października 2019, 12:24

Pytanie podstawowe - dlaczego ma to być zadanie MW? Lokalizacja, zabezpieczenie i wydobycie, to pierwsza - i twierdzę, że wcale nie najtrudniejsza część zadania. Bo co z neutralizacją setek ton BST? Zepchnięcie tego zadania na MW jest nie fair w stosunku do tego RSZ i wygląda na szukanie na siłę zastępczych zadań za nieistniejące zasadnicze siły Marynarki.

v
poniedziałek, 21 października 2019, 20:19

Kto zajmuje się zabezpieczaniem środków bojowych? Cywile czy wojsko?

Grafen
poniedziałek, 21 października 2019, 22:42

Np. zespoły ratownictwa chemicznego PSP. Mówi Ci to coś?

bakielit
wtorek, 22 października 2019, 02:39

Oczywiście. Natychmiast ruszą do akcji już dawno wyszkolone dziesiątki morskich dywizjonów PSP. Do nich dołączą druhowie z OSP (na morzu wiadomo, to będą rybacy). Mówi ci to coś ?

Marek
czwartek, 24 października 2019, 16:57

Dobrze, dobrze. Ale skoro takimi zadaniami potrafią się zajmować gdzie indziej prywatne firmy, to zupełnie nie rozumiem czemu tutaj ma się tym zajmować niedofinansowane wojsko. A właściwie część wojska w postaci cierpiącej na największy niedobór środków finansowych, olewanej od dziesięcioleci MW.

poniedziałek, 21 października 2019, 21:33

W USA prywatne firmy, które nie są wojskiem.

A CO NA TO GREENPEACE? MILCZĄ?
poniedziałek, 21 października 2019, 12:16

To powinna być seria okrętów - przynajmniej duża flotylla. Finansowo powinna dorzucić się [90% kosztów min] i UE i bilateralnie osobno Niemcy i Rosja i UK i USA. Najbardziej ci, co, co wojnę wywołali i ci, co naprodukowali i zatopili.

MONdrala
poniedziałek, 21 października 2019, 14:01

Otóż to.

ja
poniedziałek, 21 października 2019, 12:09

Dodać należy ścieki z Warszawy.

asdf
środa, 23 października 2019, 21:05

te ścieki są biodegradowalne

Marek1
poniedziałek, 21 października 2019, 11:46

Kolejny "doskonały" pomysł jak wydać i tak niewielki budżet MW w taki sposób, by szybko przestała istnieć jako potencjał bojowy i zamieniła się we flotyllę wszelkiej maści okrętów/okręcików stricte pomocniczych. CO PMW ma wspólnego z finansowaniem oczyszczania z poniemieckich/posowieckich śmieci z dna Bałtyku ?? Jakoś RFN i FR ma to kompletnie gdzieś i poza jakimiś czysto medialnymi bzdetami kraje te WINNE zatapianiu wszelakiego syfu chemicznego w Bałtyku nigdy NIC z tym problemem nie zrobiły. Oczywiście idea budowania i EXPORTU tego typu b. specjalistycznych jednostek jest głęboko słuszna, ale NIE pod egidą PMW i nie z jej żałosnego budżetu, ale jedynie jako normalnej działalności ekonomicznej CYWILNYCH stoczni. I NIE MA to NIC wspólnego ze zwolennikami idei "potężnej" MW, bo wkrótce przestaniemy mieć jakakolwiek ...

Marek
poniedziałek, 21 października 2019, 14:14

Wbrew pozorom sam pomysł jest dobry. Tylko, że tego pomysłu nie powinien realizować ani finansować MON. Co więcej chemiczny syf, który zalega na dnie Bałtyku zagraża wszystkim państwom leżącym przy tym akwenie. Nas nie stać na bycie dobrym wujkiem, więc nie tylko my powinniśmy go finansować.

ppp
poniedziałek, 21 października 2019, 11:44

Skoro MON inwestuje w odrzutowce dla LPR, to może jakiś cywilny organ rządowy wyłoży kasę spoza budżetu MON na statek chemiczny. Kupowanie takiego sprzętu w obliczu nędzy w MW, to ekstrawagancja.

hermanaryk
poniedziałek, 21 października 2019, 19:16

MON inwestuje w odrzutowce dla siebie, a raczej naszych żołnierzy, a skoro będzie je eksploatować LPR, to zapewne będzie też ponosić koszty utrzymania. Jeśli się chwilę zastanowisz, zrozumiesz, że to rozsądne posunięcie.

dim
poniedziałek, 21 października 2019, 11:15

Pomysł jest dobry, ale obawiam się, że to jeszcze ze 20 takich pomysłów upłynie, a Narwi dalej nie będzie, wojsko na ścianie wschodniej dalej w bezbronnych - na dzisiejsze wymogi pola walki - pudełkach , zamiast w wozach bojowych, artyleria w ilościach aptekarskich, zwłaszcza w kwestii nowoczesnej amunicji do niej i... z zupełnie tradycyjnego kierunku białoruskiego zostaniemy zmiażdżeni. Gdy okręt chemiczny kołysał się będzie lekko i spokojnie na cumach, a sanitarne odrzutowce unosić będą w dal rodziny rządzących.

Ok bajdur
poniedziałek, 21 października 2019, 10:17

Jestem za,a fakturę za budowę i drugą za szkolenia i utrzymanie załogi przez pięć lat wysłać do UE, Niemiec i do Austrii. Koszty oczyszczania Bałtyku to wspólne koszty Europy. Wojna była światowa, nie tylko polska.

ursus
poniedziałek, 21 października 2019, 13:25

Za oczyszczanie obcych wód terytorialnych możemy odpowiednio naliczać, a na pozostałych wyciągnąć garnuszek do UE. Przy rozsądnym cenniku (to nie musi być tania usługa) okręt spłaci się z nawiązką, a dodatkowe środki modernizacyjne w MW na pewno kiedyś się przydadzą.

...
poniedziałek, 21 października 2019, 09:56

Co dalej? Smocze łodzie do wyścigów po Motławie? Towar pierwszej potrzeby, nie ma co. Wróbel i bosak.

ursus
poniedziałek, 21 października 2019, 01:49

Bardzo dobry artykuł, świetny pomysł i myślę, że ze dwa okręty chemiczne są w zasięgu MW. Trzeba natomiast pochylić się nieco dłużej nad kwestią obrony tego typu jednostek, bo mogą stać się one dość łakomym kąskiem dla piratów, czy terrorystów. Moim zdaniem jakaś symboliczna obrona przeciwrakietowa (do zwalczania nadlatujących zabłąkanych efektorów) oraz liczne zautomatyzowane stanowiska z WKM-ami 12,7 mm to podstawa - no tu jeszcze można dodać jakieś armatki "wodne", które ew. mogłyby posłużyć także do zwalczania chemikaliów na powierzchni wody. Plus wyposażenie specjalistyczne.

B
poniedziałek, 21 października 2019, 01:35

Z tym wysadzaniem to już niestety ale autor popłynął. Najpierw cały wstęp jest poświęcony jakie to niebezpieczne jak się pojemniki rozszczelnią a później radzi je radośnie wysadzić (wtedy nie wycieknie?).

Slayer
poniedziałek, 21 października 2019, 01:34

Ta niby armia to już sama wygląda jak dno Bałtyku

xxx-lucyfer
poniedziałek, 21 października 2019, 00:40

Powiem tak. Może większość się że mną nie zgodzi. Ale tak. Mamy gotową platformę okrętową do robienia różnych typów okrętów, mamy zakłady zbrojeniowe, które są w stanie zaprojektować i zbudować działa, mamy zakłady, które są w stanie wyprodukować odpowiednią amunicję, mamy zakłady, które są w stanie zrobić systemy wczesnego ostrzegania i kierowania ogniem. To mam jedno pytanie. Czy nie jesteśmy w stanie wyprodukować okrętu typu Korweta?

Tom
poniedziałek, 21 października 2019, 19:54

Pospawac to jestesmy w stanie nawet niszczyciel. Pomalowac pewnie tez. Wyposazyc - w zyciu. Zreszta kto ma to niby umiec jak nikt tego nie zrobil od ponad 30 lat.

poniedziałek, 21 października 2019, 21:51

Powiedziałbym raczej, że sam okręt budowano przez X lat. Było tak dlatego, że po początkowej euforii nikt nie chciał go budować. A wyposażeniem zajmują się wyspecjalizowane firmy i tak. Nie ma go teraz takiego jak powinno być, bo nikt specjalnie się nie kwapi żeby było.

Marek
poniedziałek, 21 października 2019, 14:21

Technicznie jesteśmy w stanie. Rzecz w tym, że taka budowa trwa. Więc jeśli jedna ekipa polityczna wpadnie na pomysł, żeby zbudować, to raczej za swojej kadencji budowy nie skończy. A wtedy jest spore ryzyko że następna ekipa będzie "budowała" taki okręt beznakładowo. A wtedy skończy się tak samo jak było z Gawronem, który po przestojach buja się obecnie jako bezzębny patrolowy Ślązak.

dywersant
poniedziałek, 21 października 2019, 00:22

Jeśli chodzi o oczyszczanie Bałtyku to powinny się w to zaangażować wszystkie kraje Bałtyckie z Niemcami i Rosją na czele. Rosja ma instalacje do utylizacji broni C, bodajże Syryjczykom utylizowali broń. Sami po wojnie niefortunnie ją topili, a Niemcy ową broń wyprodukowały i rozpętały wojnę, więc moralny obowiązek mają się przyłożyć. Reszta krajów nadbałtyckich powinna wyekspediować personel, czy sprzęt. Powinna to być wspólna inicjatywa, a co najważniejsze zawsze jest to płaszczyzna pokojowej współpracy, łagodząca napięcia w regionie.

222
poniedziałek, 21 października 2019, 00:15

Słuszna koncepcja i na czasie. Zwłaszcza że ekologia jest na tapecie całego świata. Kuć żelazo póki gorące.

Huh
poniedziałek, 21 października 2019, 00:09

Z tym pisaniem o bezproblemowym zniszczeniu tego co zostałoby wyciągnięte z dna, to bym uważał.

RwR
niedziela, 20 października 2019, 23:52

To jest naprawdę dobry pomysł. Pierwszorzędny.

nikt ważny
poniedziałek, 21 października 2019, 09:39

Budowa okrętów wyposażonych w duży pokład zadaniowy to nie jest nowy pomysł. Tu chodzi właściwie o ich nieco odmienną konstrukcję, materiały i wyposażenie podstawowe. Pokład zadaniowy ma tę zaletę że można go przystosować do zadań w warunkach pokoju jak i w razie potrzeby przystosować do zadań wojennych. Negatywiści nie zauważają zupełnie że jako kontenery istnieją już również systemy uzbrojenia, a w razie potrzeby odpowiedniej wielkości pokład zadaniowy może służyć jako lądowisko dla dwóch czy więcej śmigłowców.

dekunka2
wtorek, 22 października 2019, 15:23

W Gdyni na terenie Dalmoru od wielu miesięcy cumują 2 jednostki od takich zadań(tansze cumowanie )-kupcie jedną z nich i po problemie-program ratownik do kosza

Box123
niedziela, 20 października 2019, 22:57

Nie widzę przeszkód o ile rachunek na ten okręt jak i oczyszczanie dna Bałtyku pokryja Niemcy jako sprawcy wojny i alianci którzy te chemikalia nam tu wspanialomyslnie zatopil

Efa
niedziela, 20 października 2019, 22:46

Tak. Koniecznie okręt chemiczny. Potem że dwa okrety gaśnicze bo przecież na okrętach może być pożar. Kolejne okrety to: latrynowiec sztuk 5 każdy po 1mld PLN....namiotowiec do transportu namiotów na misje zagraniczne, remontowiec-pływający serwis, okręt baza dla marynarzy rencistów i emerytów, etc.

muzealnik MON
niedziela, 20 października 2019, 22:27

Przede wszystkim największy ciężar finansowy powinny ponieść Niemcy i Rosja. Ci pierwsi, bo tego uzbrojenia na potęgę wyprodukowali, a ci drudzy za niewłaściwą likwidację tego arsenału. Rosjanie, już mijając główki portu w Gdyni wyrzucali już pierwsze beczki, cała droga do miejsc zrzutu jest usiana bronią chemiczną. Zamiast zatopienia całych statków z pełnymi ładowniami broni chemicznej, po czym później miały być zalane betonem,tworząc sarkofagi, to Rosjanie wyrzucili zawartość broni chemicznej do morza, statki zaś oczyścili i przywrócili do służby we flotach ZSRR. Oprócz tego potopione są ponoć są radioaktywne odpady medyczne w postaci bomb kobaltowych. W Zatoce Gdańskiej są już martwe strefy, gdzie nie ma życia. Ale tu powodem nie musi być broń chemiczna,a bezmyślna gospodarka państw nadbałtyckich, kiedy przez dziesięciolecia fekalia, odpady przemysłowe, związki metali ciężkich (kadm, kobalt,rtęć,chrom) płynęły rzekami lub zrzucane ze statków do morza. Zawartość dna portów i stoczni, to wisienka na torcie. Wystarczy pogadać z nurkami.

Marek
niedziela, 20 października 2019, 22:01

Panie komandorze, nie tak dawno krytykował Pan MON za pomysł nabycia sześciu dużych motorówek służących do ciągnięcia plutonu narciarzy wodnych, które nie wiedzieć po co będą miały rakiety. Słusznie zresztą, bo bez OPL tych rakiet i tak nigdzie nie dowiozą. Proszę wiec nie podpowiadać MONowi tego typu rzeczy, bo on i tak zamiast dozbroić Ślązaka chce wydać pieniądze na zakup dwóch samolotów dla LPR. Nie wykluczam, że ktoś ten pomysł podchwyci i zrealizuje kosztem rozbudowy potencjału militarnego floty. Ja nie neguję potrzeby budowy takiego statku. Statku nie okrętu. Tylko, że powinno być to robione za pieniążki pochodzące z cywilnych ministerstw i widzę co najmniej dwa, które powinny być takim statkiem zainteresowane. Co więcej widzę potrzebę budowy więcej niż jednego pod warunkiem finansowania i utrzymywania takich statków przez państwa leżące nad Bałtykiem z wyłączeniem Rosji. Na dzień dobry powinniśmy się udać z tym pomysłem do Niemców. Dlaczego do nich? Otóż obecne Niemcy to skutek połączenia RFNu z NRD. A to NRD właśnie odpowiada za część chemicznego świństwa leżącego na dnie Bałtyku, więc powinni poczuwać się do obowiązku jego usunięcia. Jeśli udałoby się tym ich zainteresować, to prawie pewne jest dofinansowanie statków przez UE. Wszak Niemcy sporą jej częścią w zasadzie rządzą a to taki naród, którzy lubi dużo mówić o ekologii i jak najmniej za to płacić. Widać to choćby po ich dość szczególnym podejściu do węgla brunatnego. W przypadku braku zainteresowania należałoby zbudować własnym sumptem taki statek i wykorzystywać go na własne potrzeby. Jednak w przypadku, kiedy u nie zainteresowanych projektem wystąpi zagrożenie, za użyczenie statku razem z załogą, jako, że nie stać nas na bycie dobrym wujkiem należałoby kazać słono płacić.

SZACH-MAT
niedziela, 20 października 2019, 21:39

Pięknie popieram pod warunkiem że w 50%-60% budowy "systemów sanitarnych" będą partycypować Niemcy wszak to oni byli sprawcami wszelkiego złego a które "budzi się by niszczyć"

ArturC
niedziela, 27 października 2019, 00:53

Jak zalejesz sąsiadowi auto farbą to zapłacisz tylko za preparat do jej usuwania czy też za czyszczenie i wszelkie szkody jakie mu wyrządziłeś? Niemcy ponoszą 100% winy i tyle kosztów powinni ponieść.

lolek3434
niedziela, 20 października 2019, 20:23

Naszą armią i jej zakupami kierują ruscy czy co ? ... miny , chemia - co to ma być ??!! Kiedy będzie w końcu coś z rakietami , ale poważnymi , a nie te igły czy szpilki :)

Patcolo
niedziela, 20 października 2019, 20:22

To jest rewelacyjny pomysł

Marek
poniedziałek, 21 października 2019, 14:23

Za cywilne pieniądze.

Uzbrojony
niedziela, 20 października 2019, 19:34

To wszystko jest bardzo wazne, i taki okret lub kilka to swietny pomysl, ale kiedy do tego bedziemy mieli jeszcze jakies strzelajace? Bo nastepne, jakie kupi marynakra "wojenna" to beda pewnie plywajace dwigi ktore beda wydobywac z dna nasza "flote".

KrzysiekS
niedziela, 20 października 2019, 18:39

Jedynym realnym planem może być jednostka podciągnięta pod instytucje cywilne i finansowana ze środków UE na ochronę środowiska. Natomiast zakres jej mógłby być szeroki włącznie z ratownictwem okrętów podwodnych. Sam pomysł super.

MateuszS
niedziela, 20 października 2019, 21:46

Nikt nie mówi, że okręt chemiczny musi być " chemiczny ". Można założyć, a nawet jest to wskazane, żeby taki okręt był ' okrętem ochrony środowiska i ludzi' czyli oprócz broni chemicznej, mógł zniwelować zagrożenia związane z ropopochodnymi substancjami czy wspieraniu akcji ratowniczych, czy był w stanie ' pobrać ' ludzi z zatopionego okrętu podwodnego. Kwestia wielkości.

Var
niedziela, 20 października 2019, 23:14

Bardzo dobry pomysł. Jak za wyposażenie a nawet za kadłub zapłaci unia to wręcz wyśmienity.

Paweł P.
niedziela, 20 października 2019, 20:02

Dokładnie, dwie pieczenie na jednym ogniu.

Qdłaty
niedziela, 20 października 2019, 20:29

Jak zwykle na życzeniach się skończy

ceclio
niedziela, 20 października 2019, 17:20

same zdolne do walki uzbrojone jednostki widze robia. pogratulowac wysokich ranga wojskowych w mw.

MateuszS
poniedziałek, 21 października 2019, 09:13

Jeżeli wojsko ma bronić obywateli to także w kwestiach takich jak ta - bo jak nie MW to kto? Ministerstwo Gospodarki? Tamci zajęci są ustawianiem swoich na stołkach.

Marek
poniedziałek, 21 października 2019, 14:28

A to czemu? Z artykułu wynika, że gdzie indziej takimi rzeczami zajmują się firmy prywatne. W naszym przypadku tym problemem powinno się zająć kilka minierstw cywilnych do kupy. A jeszcze lepiej jak przy współpracy podobnych im ministerstw z innych państw nadbałtyckich. Wojsko i tak ma obecnie bardzo króciutka kołderkę w stosunku do potrzeb.

Kamyk
niedziela, 20 października 2019, 19:39

Jesli kluczowym dla naszego kraju jest gazoport to właśnie takie okręty są potrzebne, również ZOP.

Marek
poniedziałek, 21 października 2019, 15:58

Tylko, że do różnych rzeczy są różne służby. Dlatego tytułem przykładu gaszeniem pożarów zajmuje się na ogół nie wojsko ale Straż Pożarna. I nawet bogaci Amerykanie nie obciążają swojej marynarki wojennej likwidowaniem wspomnianych w artykule zagrożeń. Owszem, bierze w tym udział United States Coast Guard, ale ona nie podlega pod United States Department of Defense, tylko pod Department of Homeland Security.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama