Reklama

Zamówienie na Valkyrie jeszcze w tym roku?

7 sierpnia 2019, 16:53
1920px-XQ-58A_Valkyrie_demonstrator_first_flight
Valkyrie. Fot. USAF


Firma Kratos Defense and Security Solutions, twórca odrzutowych bezzałogowych systemów latających, zamawia silniki odrzutowe nieujawnionego typu. Jak informuje prezes firmy, chodzi o zrobienie zapasów do produkcji przedseryjnej bsp XQ-58A Valkyrie, która może rozpocząć się jeszcze nawet w tym roku.

Kratos znany był do niedawna z produkcji latających dronów – celów, do których strzelali amerykańscy piloci i przeciwlotnicy. Być może właśnie dlatego udało się mu dopracować bezzałogowe systemy, które można budować za niewielką cenę i stworzyć w ten sposób taniego „lojalnego skrzydłowego”, którego w razie potrzeby można poświecić albo wysłać na misję samobójczą. „Lojalny skrzydłowy” to obecnie kierunek, w którym podąża wielu projektantów BSP.  Chodzi o taktykę roju, zgodnie z którą załogowe myśliwce na polu bitwy przyszłości będą działającymi w bezpiecznej odległości dowódcami całych grup bezzałogowców – aparatów zdolnych do ataków samobójczych, albo wyposażonych w rakietowe uzbrojenie kierowane.

Aby stworzyć odpowiednie rozwiązanie, w Stanach Zjednoczonych prowadzony jest program Low-Cost Attritable Strike Unmanned Aerial System Demonstration (LCASD). Jego założenia to tworzenie poddźwiękowych maszyn odrzutowych kosztujących poniżej 2 mln USD przy zakupie 100 sztuk lub więcej, bądź do 3 mln USD przy zakupie mniejszej liczby urządzeń. W porównaniu z kosztem myśliwca załogowego są to więc ceny bardzo niskie, żeby nie powiedzieć – symboliczne.

Firma Kratos zwyciężyła w ramach konkursu na LCASD pokonując siedmiu konkurentów. Firma stworzyła do tamtego czasu dwa bezzałogowe statki powietrzne – mniej kosztownego UTAP-22 Mako, przypominającego zewnętrznie tworzone poprzednio drony-cele (zdolny do przenoszenia dwóch pocisków rakietowych pod skrzydłami) i koncepcję bardziej zaawansowanego XQ-58A Valkyrie, mającego cechy trudnowykrywalne i wykorzystującego m.in. wewnętrzną komorę uzbrojenia (prawdopodobnie też na dwa pociski). Rozwiązania Kratosa są o tyle atrakcyjne, że jego aparaty nie wymagają lotnisk i mogą być wystrzeliwane z relatywnie niewielkich wyrzutni. Można sobie np. wyobrazić wojnę przyszłości, w której załogowe myśliwce wchodzą w rejon celu przylatując z odległych baz, a wspierający je rój dołącza do nich po drodze, wystrzeliwany z pokładów niewielkich jednostek pływających, jak fregaty, niszczyciele, czy okręty klasy LCS. Po wykonaniu misji maszyny Kratosa mogą być odzyskiwane bez użycia rozbudowanej infrastruktury – podobnie jak budowane wcześniej drony-cele.

Kratos otrzymał od Laboratorium Badawczego Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych (Air Force Research Laboratory – AFRL), dofinansowanie w kwocie 7,3 mln USD, firma zaś wyłozyła 33,5 mln USD ze środków własnych, dążąc do stworzenia bardziej skonkretyzowanego projektu Valkyrie, który miał zostać przedstawiony na przełomie 2018 i 2019 r. Program od tamtej pory… przyspieszał, co w erze takich przedsięwzięć jak F-35 może wydawać się czymś zgoła nieprawdopodobnym. Pracy szły na tyle gładko, że już wiosną tego roku rozpoczęły się próby latających demonstratorów. Jak dotąd z pięciu przewidzianych do prób maszyn latały już dwie i – zgodnie z komunikatami - obydwie w pełni spełniły pokładane w nich nadzieje.

Kolejnym zaskakującym kamieniem milowym programu jest właśnie sierpniowa zapowiedź kupna silników i przygotowania się do produkcji przedseryjnej. 31 lipca prezes Kratosa Eric DeMarco powiedział, że cały program idzie zgodnie z planem, cechuje go duża pewność, a firma spodziewa się zamówienia od USAF na 20-30 przedseryjnych aparatów jeszcze w roku bieżącym. To właśnie z tego powodu złożone zostały zamówienia na silniki, choć nie wiadomo czy chodzi o turbowentylatorowe FJ33 wykorzystywane w demonstratorach i kupowane „z półki”, czy o jakieś inne napędy. Co ciekawe, prezes Kratosa wspomniał także o „innych klientach”, którzy wyrazili zainteresowanie dziesięcioma kolejnymi Valkyrie pod koniec tego lub do połowy przyszłego roku. Nie wiadomo jednak, czy chodzi o klientów eksportowych.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 21
Reklama
asdf
niedziela, 13 października 2019, 16:13

A u nas MON zamówił 40 małych dronów PGZ-19R za 800 mln pln. To nam daje 5,5 mln USD za małego drona napędzanego silniczkiem tłokowym o wadze 90 kg i udźwigu 20 kg.

Hym108
czwartek, 8 sierpnia 2019, 16:43

2 -3miliony za drona czyli gdy f35 kosztuje ok 100-120 milionow daje np 40 dronow za 1 samolot. no i mozelatac z kazdej bazy, i kosztu utrzymania mniejsze. ciekawe ile kosztuja rakiety ktore maja je niszczyc?

clash
piątek, 9 sierpnia 2019, 00:33

nie zamiast tylko razem z F35

Dalej patrzący
piątek, 9 sierpnia 2019, 12:45

Hym108 ma 100% racji - ZAMIAST F-35 powinniśmy kupić Valkyrie - w dużej ilości - min. 200 sztuk. Ze środkami precyzyjnymi. Z wpięciem sieciocentrycznym w nasz C4ISR rozwinięty z C3IS Jaśmin. Wtedy kalkulacja koszt-efekt będzie po naszej stronie - bo antyrakiety rosyjskie będą kosztowały dużo więcej, niż nasze środki precyzyjne zestrzeliwane przez te antyrakiety. Kwestia saturacji Valkyrie i saturacji środków precyzyjnych przez nie przenoszonych. Valkyrie może działać całkowicie autonomicznie - nie potrzebuje F-35. Valkyrie powinien być uzupełniony przez drony klasy Remote Carrier MBDA - też "odpalane" z wyrzutni mobilnych - ale także przez nasze drony klasy ILX-27 [tańsze i liczniejsze - zamiast śmigłowców szturmowych] i przez zdronizowane Flaris LAR [operujące z nieutwardzonych krótkich lotnisk polowych]. Gdzie Flaris LAR, po wyrzuceniu foteli, systemu spadochronowego itd - miałby ca 600 kg udźwigu użytecznego. A F-35A - operujące z betonowych długich lotnisk [czy nawet DOL] zwyczajnie nie mają racji bytu na saturacyjnym Polskim Teatrze Wojny. I to od pierwszych minut wojny są tylko celami - czy na lotnisku - czy w powietrzu - wartymi rakiet S-500... Ale zakup F-35A nie ma sensu także ze względu na niską dyspozycyjność poniżej 50%... Co do F-35B [VTOL] to już może większy sens - niestety przez wady i choroby wieku dziecięcego ich dyspozycyjność wg badań Pentagonu jest krytycznie niska poniżej 15% - na razie to biały słoń...może za dekadę F-35 [A.B,C] osiągnie jakiś próg sensowności koszt-efekt dla rozważania jego zakupu...co dedykuję MON i IU...na razie dyspozycyjność F-35 spada...po prostu w miarę eksploatacji wychodzą kolejne błędy i wady na jaw, a na ich poprawę potrzeba wielu lat badań, analiz, programów naprawczych i "modernizacji"...kłaniają się skutki DŁUGOFALOWE cedowania przez 15 lat przez kontraktora kontroli programu F-35 na...producenta czyli na Lockheed-Martina [nie żartuję] - który to "kontroler samego siebie" w raportach wszelkie problemy chował pod suknem...

mch
sobota, 19 października 2019, 20:32

Tylko powiedz jak te bezzałogowce będą sterowne - nie mamy własnych satelitów, chyba że liczyć na US ale w przypadku konfliktu z Rosją to albo sygnały będą zakłócane albo satelity już zniszczone?

clash
niedziela, 11 sierpnia 2019, 21:16

W zalozeniu byl projektowany aby wspoldzialac wlasnie z F35. W trybie tylko autonomicznym straci wiele ze swoich mozliwosci

Happy
piątek, 23 sierpnia 2019, 14:28

To tylko kwestia systemu komunikacji i zarzadzania w ktory mozna wyposazyc kazda maszyne

Dalej patrzący
czwartek, 8 sierpnia 2019, 15:18

TAKICH właśnie środków lotniczych potrzebujemy na saturacyjny, pełnoskalowy Polski Teatr Wojny - ZWŁASZCZA w warunkach obecnej miażdżącej przewagi A2/AD Kaliningradu, która faktycznie łamie użycie czy F-16 czy F-35 dowolnej wersji nad Polską. Roje dronów - z wyrzutni mobilnych [także np. klasy Remote Carrier MBDA] czy choćby z krótkich tymczasowych, cały czas zmienianych nieutwardzonych lotnisk polowych [np. zdronizowany Flaris LAR]. I uzbrojenie w broń precyzyjną - i wpięcie w nasz sieciocentryczny C4ISR na bazie rozwiniętego C3IS Jaśmina. Nawet stworzenie A2/AD Tarczy Polski nie zmieni faktu, że podstawowymi środkami latającymi na Polskim Teatrze Wojny powinny być uniwersalne zadaniowo uszykowane roje dronów. Zwłaszcza do stałego i przeważającego rozciągniecia C4ISR nad teren wroga - do oślepienia i eliminacji wrogiego C4ISR [wraz z precyzyjnymi rakietami ofensywnymi i z precyzyjną amunicją lufową dalekiego zasięgu - z pozycjonowanie celów właśnie z dronów] - co jest kluczem do realnej pełnej obrony strategicznej Polski. A co do F-35 - polecam nieco REALISTYCZNYCH raportów nt ich wad krytycznych i wyjątkowo słabej i wyjątkowo kosztownej dyspozycyjności, która to dyspozycyjność od kilku lat się OBNIŻA. Dopiero uzyskanie sensownych wartości i dyspozycyjności F-35A [czy raczej B-VTOL] i kosztu obsługi godziny lotu - dopiero to w ogóle kwalifikuje samo rozpatrywanie F-35 w PRZYSZŁOŚCI jako UZUPEŁNIENIE głównej tarczy i miecza A2/AD Traczy Polski - opartej o antyrakiety z funkcja plot i rakiety ofensywne na nośnikach mobilnych, Kraby i liczniejsze od nich Kryle z liczną APR dalekiego zasięgu [np. strumieniowymi Nammo II generacji o zasięgu 150 km od 2021] - i z dronami - od skali bsl większych od Valkyrie po bsl klasy nano. Wliczając też kolejne wersje Warmate - liczone na TYSIĄCE. A my dalej - jakby nikt nie widział przewagi wprowadzanych S-500 Prometeusz [które pokryją panowaniem CAŁĄ Polskę - całe niebo] , S-350 Witjaź, nowych Iskanderów i Kalibrów - dalej bujamy w oderwaniu od realu - w obłokach myślenia życzeniowego ze sprzętem może dobrym powiedzmy [?] na zimną wojnę - ale nie na NOWOCZESNY teatr wojny RMA. Jak zwykle myślenie cząstkowe - gromadka generałów, z których każdy jak dziecko widzi tylko swoją piaskownicę i doprasza się o "nowe, lepsze" zabawki w niezmienionym, dobrze znanym, starym stylu wojowania - i żeby było ich więcej...ot takie myślenie pod etaty i stołeczki i pod awanse... nikomu nawet do głowy nie przyjdzie, że cała struktura uszykowania strategicznego i taktycznego SZ WP jest generalnie do zasadniczej zmiany systemowej pod wymagania Polskiego Teatru Wojny - i tak samo cały PMT do zmiany - gdy faktycznie dalej ślepo jest kontynuowany od 2013 - PMT jest całkowicie do zmiany systemowej i strukturalnej - z KONIECZNYM programem nr 1 strategicznej A2/AD Tarczy Polski - na którą powinno pójść 2/3 nowego PMT dla uzyskania strategicznej tarczy i miecza...a nie namiastek defiladowych...

rododendron
czwartek, 8 sierpnia 2019, 18:09

"A my dalej - jakby nikt nie widział przewagi wprowadzanych S-500 Prometeusz [które pokryją panowaniem CAŁĄ Polskę - całe niebo]" A o horyzoncie radarowym szanowny Pan słyszał?

Dalej patrzący
piątek, 9 sierpnia 2019, 12:17

A o radarach pozahoryzontalnych szanowny Pan słyszał? I o tym, że S-500 i S-350 od razu będą wpięte sieciocentrycznie w C4ISR - w tym w pełen zestaw systemów rozpoznania?. Od satelitów, przez subsatelity HALE, przez A-50U/A-100, IRST, po radary anty-stealth. Puk, puk - tu real...to JUŻ się dzieje... Nawet "stare" S-400/S-300 zostaną zmodernizowane z systemów wyspowych do sieciocentrycznych...to samo tyczy rozpoznania i naprowadzania dla nowych Iskanderów i Kalibrów - WSZYSTKO będzie wpięte w jeden zbiorczy system rozpoznawczo-pozycjonujacy i komunikacyjno-dowódczy real-time rosyjskiego C4ISR...a my dalej zaskorupieni w myśleniu na poziomie systemów i wojowania a la zimna wojna...

GB
piątek, 9 sierpnia 2019, 14:53

Chodzi o ten rosyjski zintegrowany system OPL jaki funkcjonuje w Syrii? Dziwne tureckich F-16 które zestrzeliły rosyjskiego Su-24 on nie wykrył. Dziwne pomylił izraelskiego F-16 z rosyjskim IŁ-20.

Dalej patrzący
piątek, 9 sierpnia 2019, 21:36

NIE - w Syrii dotąd jest wyspowy S-400, aczkolwiek radary przeniesiono wyżej - na szczyt gór otaczających ten bastion. Rosja dopiero wraz z S-500 i S-350 wprowadza sieciocentryczność począwszy od Europy, a do sieciocentryczności w drugiej fazie wepną starsze S-400/S-300. Niestety - na pełnoskalowym saturacyjnym Polskim Teatrze Wojny nie możemy się spodziewać "taryfy ulgowej" jak przy konflikcie o niskiej intensywności jak w Syrii. Tu poprzeczka sprzętu i wymagań jest maksymalnie podniesiona. Problem z MON i IU jest taki, że patrzą w przeszłość, z dużym opóźnieniem i opornie rejestrują i przyjmują do wiadomości teraźniejszość, a o myśleniu z WYPRZEDZENIEM...cóż takich objawów nie dostrzegam nawet w formie śladowej... Dopiero POST FACTUM zaczyna się rozpaczliwa bieganina z włosem zjeżonym i różne dzikie pomysły i obijanie się od ściany do ściany... AD 2025 Rosja ustanowi połączony bastion z A2/AD Obwodu Kaliningradzkiegi o nowego A2/AD na Białorusi. Z sieciocentrycznymi systemami rakietowymi tarczy i miecza - bez cieni radarowych względem Polski - z rozpoznaniem i pozycjonowaniem celów przez C4ISR w trybie real-time. Bez A2/AD Tarczy Polski będziemy jak na patelnii... Nie potrzebujemy ani F-35, ani Apache, ani pancernego Wilka, Orek itd... Potrzebujemy A2/AD Tarczy Polski - SILNIEJSZEJ od połączonego bastionu rosyjskich A2/AD Kaliningradu i na Białorusi. Potrzebujemy A2/AD, Tarczy Polski obejmującej saturacyjną nadmiarową obroną całe niebo Polski, a poza Polską - oślepiającą i wymiatającą wrogie A2/AD już w czasie pokoju. Tak - by w razie wojny - już w pierwszej minucie pod szczelnym parasolem naszej A2/AD Tarczy Polski ca 400 Krabów i Kryli - dysponujących AD2025 16 tys pocisków APR Nammo II generacji z naprowadzaniem półaktywnym - precyzyjną nawała artyleryjską [dzięki rozciągnięciu naszej C4ISR daleko w głąb wroga] zniszczyło wszystkie cele w Obwodzie Kaliningradzkim - i całość podstawy operacyjnej ataku Armii Czerwonej na Białorusi - na głębokość 150 km. Zaś rakietami balistycznymi HM-2C powinniśmy atakować dalsze punktowe cenne cele wroga na 800 km, zaś manewrującymi uskrzydlonymi HM-3C na 1500 km. W obliczu TAKIEGO odstraszania [doliczam przynajmniej posiadanie NATO Nuclear Sharing dla F-16] agresor zrezygnuje z ataku na etapie planowania - bo atak nie będzie opłacalny w kalkulacji koszt-efekt. Na tym polega skuteczne odstraszanie strategiczne. Proste - ale nie dla MON ani IU.

GB
piątek, 20 września 2019, 14:57

No ale co z horyzontem radiolokacyjnym?

bender
czwartek, 8 sierpnia 2019, 13:57

To ciekawy kierunek rozwoju: z celu powietrznego w latający dron bojowy. Amerykanie mogą skorzystać z dwóch rozwiązań. Pierwsze, opisane powyżej, czyli ewolucja dedykowanej konstrukcji w stronę bezzałogowej maszyny bojowej o cechach stealth. Ale z tą samą technologią sterowania i autonomii mogą też przerobić setki F-16 składowanych na pustynnych cmentarzyskach samolotów (w samej Davis-Monthan AFB naliczyłem ponad 250 sztuk F-16). Boeing robi latające cele QF-16 operujące w pełnym zakresie prędkości i przeciążeń. Wystarczy zintegrować QF-16 z systemem zarządzania Kratosa i nagle mamy bezzałogowego skrzydłowego na F-16. W Polsce też jest pewien potencjał na podobne rozwiązania. Na przykład od lat mi się marzy ewolucja Jet-2 z ITWL w stronę amunicji krążącej.

Paranoid
środa, 7 sierpnia 2019, 23:32

Musicie przyznać, że ten dron jest bardzo estetyczny. Swoją drogą widać, że mniejsze firmy też dają radę ...

Navigator
czwartek, 8 sierpnia 2019, 14:30

Kratos wydal te dodatkowe 33 mln USD na ten projekt bazujac na swoich dronach , cos ala WB Pokrycie stealth to dla mnie zagadka

Adam
środa, 7 sierpnia 2019, 23:13

WAT powinien mieć gotowe projekty takich maszyn. Może nawet prototypy. To samo z bronią laserową czy rakietami. W przeciwnym wypadku po co taka wielka uczelnia na koszt podatników? Żeby pistolety pomagać projektować FB? Albo przytakiwać PGZ?

SSWPSS
czwartek, 8 sierpnia 2019, 14:02

WAT dzisiaj kształci w znakomitej wiekszości cywili a nie wojskowych :)

w
środa, 7 sierpnia 2019, 22:10

tak bez analizy techniczno koncepcyjnej ???? To sie nie uda, zapytajce nasz MON

clash
środa, 7 sierpnia 2019, 21:36

No to stowke do naszych F35 prosze...

czepialski
środa, 7 sierpnia 2019, 20:45

silnik ten sam co w Flarisie jakby co mamy drona i czas rozwijać Jet-2

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama