Wybory wywołają kryzys w Iranie? "Stawką zmiana Najwyższego Przywódcy"

9 lutego 2016, 12:14
Fot. sayyed shahab-o- din vajedi/Wikipedia/CC BY 4.0

Po zniesieniu sankcji, do czego doszło na początku roku, Iran stał się ponownie ważnym partnerem międzynarodowym, zwłaszcza w wymiarze handlowym. Jednocześnie jednak Republika Islamska stoi przed poważnym kryzysem związanym z nadchodzącymi wyborami.

26 lutego odbędą się w Iranie wybory – jednocześnie do parlamentu i do Zgromadzenia Ekspertów. W irańskim systemie politycznym, opartym na zasadzie velayte faqih, nie powinny one wzbudzać większych emocji, tym razem jednak jest inaczej. Parlament w Iranie nie ma, w zasadzie, szerokich kompetencji, choć – przy aprobacie Najwyższego Przywódcy (czyli rahbara) – może stwarzać problemy dla rządu i prezydenta. Chodzi w szczególności o prawo do impeachmentu oraz wotum nieufności dla ministrów, generujące ich dymisję. Przekonał się o tym poprzedni prezydent Mahmoud Ahmedineżad, któremu zdominowany przez konserwatystów parlament groził m.in. impeachmentem po jego zwrocie w kierunku „dewiacji” (oficjalne określenie nurtu reprezentowanego przez kontrowersyjnego wiceprezydenta Esfandiara Maszaei).

Obecny parlament, wybrany cztery lata temu, również jest zdominowany przez konserwatystów (tzw. obóz osul-garayon), podczas gdy wyprowadzenie Iranu z międzynarodowej izolacji jest zasługą prezydenta Hassana Rouhani wybranego w 2013 r., a związanego z obozem reformatorów (tzw. asloh-talabon). W czasie negocjacji atomowych ekipa Rouhaniego, w szczególności minister spraw zagranicznych Mohammad Dżawad Zarif, byli wielokrotnie atakowani w parlamencie za rzekomo zbytnie ustępstwa wobec USA. Decydujący głos miał jednak rahbar Ali Chamenei, który dał zielone światło dla porozumienia, zdając sobie sprawę z krytycznego położenia ekonomicznego Iranu oraz nastrojów społecznych.

W tym kontekście wybory parlamentarne mogłyby być testem poparcia dla ekipy Rohaniego, która nie spełniła jednak wszystkich oczekiwań swoich wyborców. Chodzi w szczególności o oczekiwane reformy polityczne i większą wolność wypowiedzi, które nie nastąpiły. Co więcej, od czasu objęcia przez Rouhaniego urzędu prezydenta wzrosła liczba egzekucji, w tym dokonywanych na kurdyjskich separatystach. Rouhani w tym zakresie zachował postawę asekuracyjną i dotyczy to w szczególności sprawy Karubiego i Mousawiego, liderów tzw. zielonej rewolucji, która wybuchła w Iranie po wyborach prezydenckich w 2009 r. Karubi i Mousawi od tego czasu znajdują się w areszcie domowym, a kwestia ich wypuszczenia jest dla konserwatystów i rahbara tabu.

Następne wybory prezydenckie odbędą się jednak już za rok, a warto pamiętać, iż podobna asekurancka postawa Mohammeda Chatamiego, uznawanego za pierwszego reformatorskiego prezydenta, wobec powstania studenckiego w 1999 r. (krwawo stłumionego na rozkaz rahbara), spowodowała, iż reformatorzy przegrali najpierw wybory parlamentarne w 2004 r., a następnie prezydenckie w 2005 r. Wynikało to z tego, że w 1999 r. pragnący zmian Irańczycy oczekiwali, że Chatami doprowadzi do demokratyzacji Iranu. Tymczasem Chatamiego słusznie nazywano „irańskim Gorbaczowem”, gdyż jego celem nie był demontaż systemu, zagrożonego niekontrolowanym wybuchem społecznym, lecz jego obrona poprzez reformy. Dziesięć lat po śmierci lidera islamskiej rewolucji Ruhollaha Chomeiniego, w dorosłość wchodziło bowiem pokolenie postrewolucyjnego boomu demograficznego, które odrzucało ograniczenia dla wolności funkcjonujące w systemie velayate faqih.

Dlatego wielu Irańczyków uznało postawę Chatamiego wobec rewolty studenckiej za zdradę i przestało ufać obozowi reformatorów. Sytuację zmieniła dopiero katastrofalna dla Iranu polityka Ahmedineżada (zarówno zagraniczna jak i wewnętrzna – jeżeli chodzi o ten drugi aspekt to warto wspomnieć, że w związku z aferami korupcyjnymi jego wiceprezydent Rahimi siedzi obecnie w więzieniu, a szef banku centralnego uciekł przed stryczkiem do Kanady).

Parlament może odegrać tez dużą rolę po śmierci rahbara, gdy rywalizujące frakcje zetrą się w celu wyboru następcy, jeśli nie zostanie on wybrany za życia Chameneiego. W tym kontekście znacznie ważniejsze są jednak wybory do Zgromadzenia Ekspertów. Jest to organ równoległego systemu władzy -velayate faqih. Dopóki żyje rahbar, instytucja ta jest w zasadzie pozbawiona znaczenia. Jej kompetencje sprowadzają się bowiem do jednej kwestii – wyboru rahbara (teoretycznie również jego odwołania).

System velayate faqih to fundament ustrojowy Republiki Islamskiej, jak oficjalnie nazywa się Iran. Polega on na tym, iż obok „normalnych” organów władzy tj. rządu, prezydenta i parlamentu, funkcjonują też organy, które ogólnie można nazwać nadzorem szyickiego duchowieństwa. Są to: Zgromadzenie Ekspertów, Rada Strażników oraz rahbar. Organizacja ta stanowi zamknięte koło, gdyż Rada Strażników zatwierdza lub wetuje (co czyni częściej niż zatwierdzanie) wszystkich kandydatów w wyborach: prezydenckich, parlamentarnych i właśnie do Zgromadzenia Ekspertów. To ostatnie wybiera rahbara i samo jest wybierane w wyborach powszechnych. Natomiast Rada Strażników jest w połowie mianowana przez rahbara, a w połowie wybierana przez parlament, spośród kandydatów wskazanych przez szefa sądownictwa, który z kolei mianowany jest przez rahbara. Sam rahbar w praktyce ma władzę absolutną, ponadto podporządkowane jest mu bezpośrednio „równoległe wojsko”, czyli Armia Strażników Rewolucji Islamskiej zwana w skrócie Pasdaranem lub Sepah.

System velayate faqih zwykło się nazywać „rządami ajatollahów”, co jest jednak nieścisłe i ma to ogromne znaczenie dla najbliższej przyszłości Iranu. W tradycji szyickiej istnieje pojęcie „mardżi” - jest to wielki ajatollah, który zgodnie z regułami wewnętrznymi duchowieństwa szyickiego, stał się źródłem emulacji (czyli ma prawo wydawać wiążące opinie – fatwy, a wokół niego gromadzą się zwolennicy jego szkoły, w tym duchowni, którzy w ramach tej szkoły awansują, aż do pozycji mardżi). Problem w tym, że nie wszyscy mardżowie akceptują system velayate faqih, a część z nich wprawdzie go akceptuje, ale nie w obecnej formie, preferując zbiorowe przywództwo a nie jednoosobowe rządy rahbara.

Należy dodać, że Chamenei jest dopiero drugim rahbarem, co oznacza, że tylko raz – w 1989 r. - doszło do wyboru następcy. Pierwszym był Chomeini i jego pozycja była oczywista dla wszystkich po rewolucji islamskiej w 1979 r. Następcą Chomeiniego miał być ajatollah Montazeri (mardża), który jednak popadł w niełaskę na rok przed śmiercią Chomeiniego i do swojej śmierci w 2009 r, przebywał w areszcie domowym. Zamiast niego wybrano Chameneiego, co było efektem politycznego dealu między Chameneim, będącym wówczas prezydentem, Akbarem Haszemi Rafsandżanim, będącym przewodniczącym parlamentu, oraz rodziną Chomeiniego. Warto dodać, że ani Chamenei, ani Rafsandżani, ani też żaden z członków rodziny Chomeinich nie był w tym czasie mardźą.

20 lat po wyborze Chameneiego jego drogi rozeszły się zarówno z Rafsandżanim, jak i rodziną Chomeinich, jak też z najbliższymi współpracownikami Ruhollaha Chomeiniego. Warto przy tym zrozumieć, iż pojęcie reformatorów w odniesieniu do tej opozycji wobec Chameneiego jest nieścisłe. Zdaniem wielu krytyków rahbara to on odszedł od zasad ustalonych przez lidera rewolucji islamskiej. Wyrazem tego ma być zarówno arbitralność dyskwalifikacji dokonywanych przez Radę Strażników, jak i to, że wg Chomeiniego Pasdaran miał być wsparciem militarnym rewolucji islamskiej, ale nie miał zajmować się bezpośrednio ani polityką, ani biznesem. Tymczasem za rządów Chameneiego Pasdaran stał się imperium finansowym, kontrolującym w okresie embarga cały przemyt. Warto też dodać, że lider „zielonej rewolucji” Mir Hosein Mousawi należał do najbliższych współpracowników Ruhollaha Chomeiniego – był premierem od 1981 r. do śmierci Chomeiniego w 1989 r.

Związki między Mousawim, Rafsandżanim, b. prezydentem Chatamim i rodziną Chomeinich, na której czele stoi Hassan Chomeini, opiekun Mauzoleum Chomeinich, są bardzo mocne. Rafsandżani od 2009 r. był odsuwany przez Chameneiego i był obiektem ataków ze strony konserwatystów. W końcu w 2013 r. został zdyskwalifikowany przez Radę Strażników w wyborach prezydenckich (rzekomo ze względu na wiek), co wywołało oburzenie m.in. rodziny Chomeinich. Tymczasem Hassan Chomeini do niedawna nie angażował się bezpośrednio w politykę, a konserwatywne media irańskie starały się trzymać go w cieniu. Konserwatywny obóz popierający rahbara bał się jego zaangażowania w politykę ze względu na rosnącą charyzmę 43-letniego Chomeiniego oraz siłę tego nazwiska. Hassan Chomeini postanowił jednak wystartować w wyborach do Zgromadzenia Ekspertów (niektórzy nawet widzą w nim przyszłego rahbara). Rada Strażników zdyskwalifikowała jednak jego kandydaturę, podobnie zresztą jak jego kuzyna, Mortezy Eshraghi (też wnuk Ruhollaha). Eshraghi został jednak przywrócony w procesie weryfikacji (póki co nie zostało rozpatrzone odwołanie Hassana Chomeiniego), niemniej Eshraghi kandyduje nie do Zgromadzenia Ekspertów lecz do parlamentu.

Zgromadzenie Ekspertów wybierane jest na kadencję trwającą osiem lat. Tymczasem Chamenei ma 77 lat i raka prostaty. Powszechnie uważa się zatem, iż to właśnie Zgromadzenie Ekspertów wybierze jego następcę. O takiej konieczności wspominał zresztą niedawno Rafsandżani, a także sam Chamenei, przy czym możliwe jest, iż wybór następcy nastąpi jeszcze za życia obecnego rahbara, tak by odbyło się to pod jego kontrolą. Wszystko jednak zależy od składu Zgromadzenia Ekspertów i dlatego Rada Strażników zdyskwalifikowała 80 % kandydatów, w tym niemal wszystkich „reformatorów” - oprócz Chomeiniego również m.in. aktualnego wiceprezydenta Madżida Ansariego. Rafsandżani, który sam został zakwalifikowany, w odpowiedzi na dyskwalifikację Chomeiniego dokonał bezprecedensowego ataku na Radę Strażników, stwierdzając, iż taka decyzja jest atakiem na samego lidera rewolucji islamskiej, któremu wszystko zawdzięczają oraz że decyzja powinna należeć do narodu, a nie do Rady Strażników. Stanowiło to więc pośrednie podważenie zasady velayate faqih, czyli złamanie tabu.

Jeżeli zostanie utrzymana decyzja Rady Strażników, to w wyborach, zarówno parlamentarnych, jak i do Zgromadzenia Ekspertów, zwycięstwo odniesie obóz konserwatystów, głównie z braku innych kandydatów. W takiej sytuacji dość logiczne byłoby jak najszybsze przeforsowanie przez ten organ wyboru następcy rahbara,wskazanego przez Chameneiego. Jeśli to nie nastąpi za jego życia to po śmierci może dojść do otwartej walki o władzę, którą może również przejąć Pasdaran. Byłby to paradoksalnie koniec republiki islamskiej. Jednakże nawet jeśli zostanie wskazany następca, to po śmierci Chameneiego opór ze strony ajatollahów może być na tyle silny, że dojdzie do kolejnego przesilenia. Zarówno Hassan Chomeini, Mir Hosein Mousawi jak i Ali Akbar Haszemi Rafsandżani wciąż mogą odegrać kluczową rolę w takiej sytuacji.

Witold Repetowicz

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 11
Reklama
dropik
wtorek, 9 lutego 2016, 19:33

przy tych cenach ropy kokosow nie zbiją ;)

underdog
wtorek, 9 lutego 2016, 23:14

John Perkins wspaniale wyjaśnia czego doświadczyli Persowie od świata zachodniego (znaczy USA). Szczerze mówiąc jest to społeczeństwo podobne do polskiego. Genetycznie jesteśmy bliżej spokrewnieni z Persami niż pewnie z Rosjanami.A ich sąsiedzi robią wszystko by ich utemperować (

Janni
środa, 10 lutego 2016, 23:46

Nie, nie jesteśmy spokrewnieni bliżej z Persami niż ze wschodnimi Słowianami.

demiokratyzacja?
wtorek, 9 lutego 2016, 13:39

"pragnący zmian Irańczycy oczekiwali, że Chatami doprowadzi do demokratyzacji Iranu." ??

Tomasz
środa, 10 lutego 2016, 23:33

spedzilem ostatnio troche czasu w Iranie i jest to fantastyczne i bardzo prozachodnie (czego sie nie spodziewalem) spoleczenstwo, problem jest na poziomie wladzy, ale ludzie wladze szanuja, ale w wiekszosci sie z nia nie zgadzaja i wszyscy marza o otwarciu sie na zachod, bylem zdziwiony jak bardzo 'zachodni' w mysleniu sa zwykli Iranczycy, oby dokonala sie bezkrwawa reforma, bo to piekny kraj a my Polacy jestesmy tam bardzo dobrze kojarzeni i lubiani

Witold Repetowicz
środa, 10 lutego 2016, 10:08

Iran był światowym pionierem demokracji - proszę sobie doczytać o irańskiej rewolucji konstytucyjnej 1905-1907. Nawiasem mówiac jednym z jej bohaterów był amerykański nauczyciel, którego popiersie jest w muzeum w Tebrizie a który został pochowany w Iranie, zamordowany przez kozaków.

rozczochrany
wtorek, 9 lutego 2016, 17:16

Chyba do takiej "demokracji" do jakiej doprowadzono w Iraku, Syrii i Libii chcą doprowadzić. Lepiej niech zostanie jak jest.

zdegustowany
wtorek, 9 lutego 2016, 23:01

I ta ilustracja do artykułu. Iran utrzymuje z Polską przyjacielskie relacje i nie wiem czemu ma służyć ilustrowanie informacji o sprawach wewnętrznych tego kraju ilustracją desantu navy seals? Jest wiele ciekawych ale coraz częściej zwracam uwagę na żenujące błędy redakcyjne, zwłaszcza w doborze tytułów, a to tutaj jest oburzajace.

pdrbosw
piątek, 12 lutego 2016, 22:59

Po czym poznałeś? Bo według mnie to jakieś ćwiczenia irańskich płetwonurków. Oczywiście mogę się mylić.

agri
wtorek, 9 lutego 2016, 23:00

zostawmy ich demokrację samym zainteresowanym ,anglosasi już przynieśli demokrację Libii,Syrii czy Irakowi.

Maciej
wtorek, 9 lutego 2016, 20:38

Ich w Iranie trzeba twardą ręką trzymać za mordy, inaczej będzie druga Syria.

Tweets Defence24