Reklama

Wskaźnik gotowości amerykańskich myśliwców wzrośnie do 80 proc.? [KOMENTARZ]

10 października 2018, 17:15
4710129-1539104490
F/A-18 Hornet / Fot. US Navy

Sekretarz Obrony USA, James Mattis, w skierowanej do dowódców US Navy oraz US Air Force notce, wydał polecenie by wskaźnik gotowości dla czterech kluczowych samolotów myśliwskich: F-16, F/A-18, F-22 i F-35 przekroczył 80 proc.

Zadanie to ma zostać wykonane do końca września 2019 r. Jest to termin nieprzypadkowy ponieważ koniec września to w USA koniec roku fiskalnego. Łączy się to więc z kwotami jakimi w przyszłości Pentagon będzie mógł rozporządzać. Istnieje, jednak, nie dające się zaniedbać prawdopodobieństwo, że droga do wyznaczonego przez Departament Obrony celu nie będzie prosta.

Według materiałów prezentowanych przez US Air Force, spośród wszystkich 941 znajdujących się na wyposażeniu samolotów F-16 (odpowiednio 786 w wersji C i 155 w wersji D) w pełni zdatnych do wykonywania zadań było 69 proc. (odpowiednio ok. 70 proc. wersji C i ok. 66 proc. wersji D), co w wyraźny sposób odbiega od oczekiwań Departamentu Obrony. Dla samolotów F-22A i F-35 współczynniki te wynoszą odpowiednio 49,01 proc. i 54,67 proc. (przy odpowiednio 187 i 119 egzemplarzach w służbie). Gorzej sprawa ma się w US Navy, gdzie, jak ogłosił 7 sierpnia sekretarz marynarki (tytuł honorowy zastępcy sekretarza obrony ds. marynarki wojennej) Richard Spencer w pełni gotowych do wykonywania zadań jest tylko 270 z 546 F/A-18.

image
F/A 18 na pokładzie USS Harry Truman/ Fot. Navy.mil

Oczywiście, jest to wyłącznie stosunek liczby samolotów zdolnych do wykonywania zadań do  całej floty - uwzględniającej też samoloty przeznaczone do szkolenia czy do badań. Niemniej jednak nie należy się spodziewać, by wskaźniki te w sposób drastyczny odbiegały od przedstawionych powyżej. Należy też wziąć pod uwagę, że pomimo zaangażowania militarnego USA w operacje wojskowe poza granicami kraju (np. w Syrii) wskaźniki decydujące o zakwalifikowaniu samolotu jako zdatnego do wykonywania zadań dotyczą czasu pokoju. W warunkach konfliktu zbrojnego klasyfikacja ta jest już inna.

Skąd jednak takie pogorszenie? W notatce, którą Mattis skierował do dowódców sił powietrznych i marynarki wojennej, jako powody wskazane są "cięcia i braki budżetowe" które spowodowały "systemową niewydolność, przekapitalizowanie i brak wykorzystywania możliwości". Co to w praktyce oznacza i jak to rozwiązać? Współczesne podręczniki inżynierii produkcji, wskazują, że na współczynnik gotowości technicznej mają wpływ 3 czynniki: 

  1. Jakość urządzenia;
  2.  Jakość serwisu;
  3. Jakość eksploatacji.

Jak one się przedstawiają w amerykańskich siłach zbrojnych?

image
Obsługa silnika w bazie Bagram w Afganistanie / Fot. US Air Force Central Command

Nie od dziś wiadomo, że jakości produktów nie można wiele zarzucić. Lockheed Martin czy Boeing są uważane powszechnie, za światowe wzorce w dziedzinie produkcji samolotów wojskowych oraz w kwestii innowacyjności. Jednakże, nie ma róży bez kolców. Przykładem tego jest fakt, że F-35 wciąż jeszcze borykają się z pewnymi "chorobami wieku dziecięcego", którym mimo ogromnych nakładów sił w trakcie prac projektowych zwyczajnie nie da się zapobiec - trzeba je wykryć w toku eksploatacji i przygotować dla nich rozwiązania. Jednak, na ogół, skutkuje to osłabieniem zdolności do wykonywania zadań całej floty. Należy też pamiętać, że najnowocześniejsze samoloty - takie jak F-22 czy F-35 wymagają większych nakładów pracy w utrzymanie bieżące (przykładem tego jest inspekcja pokrycia samolotu, która w przypadku samolotów 5 generacji nie polega tylko na szukaniu ewentualnej korozji). Natomiast średni wiek samolotu F-16, znajdującego się obecnie na wyposażeniu USAF to już około 25 lat i mimo trwającego programu wydłużania czasu służby ( SLEP- Service Life Extension Programme ) do najstarszych egzemplarzy zwyczajnie brakuje już części.

Pozwala to na płynne przejście do drugiej kwestii jaką jest jakość serwisu. Dotyczy ona problemów z tworzeniem wydajnych łańcuchów logistycznych zapewniających dostarczenie właściwych podzespołów, zarówno do starszych (np. F-16) jak i nowszych (F-22 czy F-35) samolotów. Problemy te wiążą się z mniejszym rozpowszechnieniem części i w konsekwencji ich wyższą ceną. Oczywiście, pewnych szans na usprawnienie można tu dopatrywać w technice druku 3D, jednak nie będzie to dotyczyć wszystkich części, a już na pewno - nie uda się tego wdrożyć w ciągu niecałych 12 miesięcy. Poza tym, nie należy zapominać, że serwis to nie tylko części - to jeszcze odpowiednie stanowiska, a więc wyposażenie diagnostyczne, narzędzia, ale też - a może raczej przede wszystkim - wciąż człowiek.

Tymczasem sytuacja US Air Force nie jest, pod tym względem, łatwa. W 2014 roku na stanowiskach związanych z naprawami samolotów było tam 4 tysiące wakatów. Obecnie, sytuacja ta się poprawiła i jest ich "tylko" ok. 200. Jednakże ilość nie jest w tym przypadku tożsama z jakością. "Większość tych ludzi ma małe doświadczenie"-mówi John Venoble, były pilot F-16, obecnie pracownik jednego z waszyngtońskich think-tanków zajmujących się przemysłem zbrojeniowym i obronnością- "Mają oni najniższy poziom (tzw. "Skill level 3") przygotowania do pracy. Bardziej zaawansowane prace wykonują lepiej przygotowane osoby ("Skill level 5"). A o zakończeniu remontu decyduje osoba o najwyższym poziomie wiedzy ("Skill level 7"). Największe braki występują wciąż wśród osób z wyższymi kwalifikacjami" - dodaje Venoble.

imageF-22/ Fot. US Air Force

Poprzez HR w obsłudze naziemnej dochodzimy do pilotów i ich jakości wyszkolenia. Problemy związane z wyszkoleniem pilotów (przede wszystkim nie wystarczające przygotowanie w jednostkach szkolnych) będące m.in. pochodną starzenia się samolotów szkolno-treningowych T-38 Talon skutkują koniecznością wykorzystywania samolotów z jednostek bojowych do szkoleń. Oczywiście, z natury rzeczy wykorzystuje się do tego celu najstarsze i najbardziej wyeksploatowane samoloty, których resurs się kończy, niemniej jednak, samoloty te zużywają się jeszcze szybciej co powoduje konieczność szybszego ich zastępowania.

Pochodną kolejnego rzędu tej sytuacji jest zmniejszenie nalotów pozostałych pilotów, a przez to obniżenie ich kompetencji. Dobrym wskaźnikiem jest tu ilość zdarzeń lotniczych kończących się śmiercią załogi i ofiar tych zdarzeń - w ostatnich latach sukcesywnie ona rośnie ( 35 ofiar, 12 zdarzeń w roku 2018; 33 ofiary 9 wypadków w roku poprzednim i  np. 15 ofiar 9 zdarzeń w 2014 r.). Można postawić tezę że sytuację powinno poprawić wprowadzenie do służby nowego samolotu szkoleniowego, jednakże jest ono planowane dopiero na 2023 r.

Jak więc rozwiązać te problemy? Odpowiedź jest jedna - systemowo, a więc na kilku szczeblach równocześnie. Ważne będzie zachęcanie do wstępowania bardziej doświadczonych pilotów i mechaników.  Konieczne będzie też budowanie nowych, bardziej wydajnych łańcuchów logistycznych i zmiany organizacyjne, które zwyczajnie ułatwią codzienną pracę. Dobrym przykładem pokazującym, jak niezbędne są zmiany w organizacji jest kwestia F-22: w czerwcu br. Goverment Accountability Office (organ kontrolno-audytorski Kongresu USA) wskazał rozmieszczenie samolotów jako źródło dużych problemów z ich eksploatacją - mniejsze niż tradycyjne dywizjony (liczące od 18 do 21 zamiast 24 samolotów) które tworzą też mniejsze skrzydła (złożone z 1-2 zamiast tradycyjnych 3 dywizjonów) utrudniają skuteczną wymianę części pomiędzy poszczególnymi samolotami - powoduje to konieczność równoczesnego remontu większej liczby maszyn, wobec braku możliwości "kanibalizacji technicznej". D

obrym rozwiązaniem, choć będącym lotniczym odpowiednikiem "kreatywnej księgowości", może tu być swoiste "oczyszczenie" statystyk - skreślenie ze stanu najstarszych i najbardziej wyeksploatowanych maszyn, których remonty, z natury rzeczy, są najpoważniejsze i trwają najdłużej. Czy uda się więc rozwiązać te problemy? Odpowiedź pojawi się za rok. 

Bartłomiej Sulik

Defence24
Defence24
KomentarzeLiczba komentarzy: 19
-CB-
niedziela, 14 października 2018, 00:28

@anda - to nie jest przecież tak, że jeden pilot przypada dokładnie na jeden samolot i wakaty na stanowiskach pilotów uziemiają automatycznie taką samą ilość maszyn. Jeżeli jest taka potrzeba, to po prostu inni latają więcej niż to jest przewidziane. A nawet w czasie wojny nie są używane naraz wszystkie samoloty, więc w jednostkach "frontowych" będzie obsada 100% kosztem powiększenia dziur w innych.

Żenada
sobota, 13 października 2018, 23:03

@Davien; Po tych bredniach które Tu wypisywałeś odnośnie wskaźnika gotowości amerykańskich maszyn podobnie jak inni znafcy - a przecież przytoczone dane są ogólnie znane (choć nieakceptowane przez wasze towarzystwo) - teraz mając choć trochę godności powinieneś zamilknąć a ty dalej się kompromitujesz?

Davien
piątek, 12 października 2018, 12:45

Panie Flanker, samoloty F/A-18 Hornet sa własnie wycofywane z sił zbrojnych USA wiec jak na maszyne kończącą swoją słuzbę( wszystkie zostaną wycofane do 2024r) to i tak wysoki wynik:) Nie wydaje mi sie by MiG-29K był własnie wycofywany z armii FR, przeciwnie ciagle go kupują dla Kuzniecowa. Indie rozważały kupno F-18E Superhornet czyli zupełnie innej maszyny. Wg tego co piszesz mozna by stwierdzic że w Rosji MiG-29M/K/35 mają ok 12-15% gotowość bojową jakby policzyc te prawie 200 stojacych w składach MiG-29S, a juz o Su-35 w kontekście Su-27 nawet nie ma sensu pisać:))

Davien
piątek, 12 października 2018, 12:40

Panie DSA F-35 zostały uziemione na maks 48h, a jest to związane z tym że odkryto co było przyczyną ostatniego wypadku i włąsnie trwa wymiana tej części( niewłasciwy producent). Maszyny z dobrym elementem od razu wracają do słuzby.

Davien
piątek, 12 października 2018, 12:38

Oj Rafałki, i Anda dawno tak sie nie usmiałem:)) Zobaczcie sobie ile USA ma samolotów i smigłowców w słuzbie w USAF bo ta liczba dotyczy wyłacznie USAF. Z tych 2000 to 1220 było pilotami liniowymi z czego połowa na mysliwcach więc dawno tak się nie uśmiałem z waszych bajeczek:) No ale trzeba popłakać jak gotowość WKS leci na łeb na szyję i ledwo do 50% dociąga:)) Panie Anda żeby cię dobic to USA ma znacznie więcej pilotów niz maszyn więc spokojnie ma kto latać, to nie twoja Rosja:)

Rafal
piątek, 12 października 2018, 12:34

@pawel108 to 2000 brakujacych pilotow a nie mechanikow wystarczy w google wpiac USAF pilot shortage i wysypie Ci sie lista artykulow.

Rafal
piątek, 12 października 2018, 11:14

@Davien co ty pitolisz, USAF potrzebuje 20tys pilotow a jest 18tys z tego najwiekszej liczby brakuje na samoloty mysliwskie, jakie 0? W przypadku jakiegokolwiek wiekszego konfliktu bedzie pozamiatane, jeden i ten sam pilot ma latac 24h? Davien ogarnij sie dziecko. Reszty nie skomentuje bo jak zwyczajowo nie masz co powiedzic to sobie bajki popiszesz.

DSA
piątek, 12 października 2018, 00:54

i do kompletu awaryjne lądowanie F-22 i uszkodzenie podwozia

anda
czwartek, 11 października 2018, 22:50

Oj Davien jak zwykle bajeczki piszesz 2000 pilotów brakuje a mówisz, że to mały pikuś to 2000 samolotów uziemionych czyli całe lotnictwo myśliwskie, i większa część szturmowego nie lata

pawel108
czwartek, 11 października 2018, 20:53

2000 to byla liczba brakujacych mechanikow. Tak czy siak kiepsko.

DSA
czwartek, 11 października 2018, 18:59

pisałem o dawna o tych problemach. Zobaczymy jak sobie z tym poradzą. Na razie wszystkie F-35 na świecie uziemione. A wydawało się, że przyczyna katastrofy F-35B jest znana skoro ta decyzja nie była podjęta wcześniej. Swoją drogą przykład na to jak spadają std bezpieczeństwa lotów w USA. Jeżeli nie znamy przyczyny powinien być zakaz lotów z automatu.

Davien
czwartek, 11 października 2018, 16:04

Tylko panie Rafał te 2000 brakujacych pilotów to 0 ich ogólnej liczby wiec USAF spokojnie moze latac na wszystkim co ma, a jak widac gotowośc bojowa USAF jest znaczaco wyzsza od gotowości WKS nawet w obecnej chwili a bedzie jeszcze wyzsza.

Flanker
czwartek, 11 października 2018, 14:30

"tylko 270 z 546 F/A-18." - a tak tu się śmiano, że z MiG-29K w Indiach 1/3 jest niesprawna i "Hindusi bardzo narzekają". No to niech sobie kupią F-18 to im się "poprawi". Zwłaszcza przy hinduskiej kulturze technicznej... :)

Rafal
czwartek, 11 października 2018, 14:17

A i do tego dochodzi brak pilotow, samo USAF ma jakies 2000 za malo.

Rafal
czwartek, 11 października 2018, 12:37

A do tego dochodzi jeszcze brak pilotow, w samym USAF w 2017 brakowalo 2000 w wiekszosci pilotow mysliwcow.

rmarcin555
czwartek, 11 października 2018, 12:14

Według informacji z innego portalu na części do polskich F16 czeka się nawet dwa lata. To tyle w kwestii podkręcenia numerków. Te samoloty trzeba by od nowa zaprojektować, zapewnić ciągłą produkcje części, a na końcu dbać o szkolenie pilotów lub uprościć pilotaż na tyle, aby można było posadzić w kokpicie małpę. Chociaż to ostatnie pewnie byłoby mocno oprotestowane (i słusznie) przez obrońców zwierząt. Podsumowując: lepiej już było, handluj z tym.

rmarcin555
czwartek, 11 października 2018, 12:09

@22. Odczep się chłopie od statystyki. Statystyka nie kłamie. Statystyka jest jak wyrocznia. W zależności o co ją zapytasz taką dostaniesz odpowiedź. Problem w tym, że większość pytających nie rozumienie nawet pytania jakie zadali.

22
czwartek, 11 października 2018, 02:16

Papier wszystko przyjmie, a statystyka to bardzo wyrafinowana forma kłamstwa. W tych dziedzinach US Air Force może się od Polski bardzo dużo nauczyć. To będzie nasz bezcenny wkład w NATO . Powinni do nas przysyłać oficerów na specjalne szkolenia w naszym MON- ie i w Sztabie Generalny. W dziedzinie kreowania na papierze rzeczywistości wirtualnej mamy wybitnych specjalistów. :)

male be
czwartek, 11 października 2018, 01:46

czy w kwestii pilotów możemy jakoś jako sojusznik pomóc? 30 naszych pilotów f-16 się już pozwalniało z roboty bo nędznie wp płaci. to może nie marnować umiejętności? i jakiś angażyk. mechanicy (nieźli) też w sumie by nie pogardzili. przecież mogą nawet tu stacjonować ale jako pracownicy air force ;-). btw. dalej dziadujmy.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama