Reklama
Reklama
Reklama

Wojska NATO na łotewskich ulicach. Rosomaki w roli przeciwnika

11 września 2018, 12:07
otwa
Fot. nato.int
Defence24
Defence24

DOTYCZY:


Siły NATO zakończyły na początku września br. ćwiczenia Namejs 2018. Rozgrane na Łotwie manewry obejmowały sprawdzenie mobilności, gotowości i interoperacyjność wojsk krajowych oraz sił sojuszniczych. Jednym z pododdziałów uczestniczących w łotewskich manewrach był 15 Batalion Ułanów Poznańskich, dla którego był to również element przygotowujący do realizacji zadań w ramach IV zmiany PKW Rumunia.

W łotewskich ćwiczeniach udział wzięło ok. 10 tys. żołnierzy z 13 krajów NATO. Trwające przez dwa tygodnie manewry obejmowały trening skupiający się na sprawdzeniu mobilności wojsk, ich gotowości oraz interoperacyjności. Jak podkreślają przedstawiciele NATO, było to największe ćwiczenie tego typu kiedykolwiek przeprowadzone na Łotwie. Co więcej, jego elementy rozgrywane były na terenie całego kraju. 

Przygotowania do Namejs 2018 trwały cztery lata. W samym ćwiczeniach udział wzięli nie tylko żołnierze wojsk sojuszniczych, ale taże gwardii narodowej, rezerwy, wolontariusze, urzędnicy łotewskiego resortu obrony, policja czy straż graniczna. Jak informowały jeszcze przed rozpoczęciem manewrów lokalne media, w celu sprawdzenia przeprowadzenia Namejs 2018 podpisano wiele umów z osobami prywatnymi, co pozwoli na wykorzystanie niezbędnej infrastruktury i terenów. Najmejs to bowiem pierwsze ćwiczenie, które wyszło poza granice poligonów. Zgodnie z celami szkoleniowymi większość epizodów rozgrywana była na ulicach miast i terenach cywilnych. Proces ten poprzedziła kampania informująca społeczeństwo o przyszłych działaniach oraz wspomniany szereg umów z właścicielami ziemskimi.

Jak informuje Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych, nadbałtyckie manewry stanowiły także trening dla batalionu wzmocnionej Wysuniętej Obecności (eFP) NATO. Podgrywanie sił przeciwnika to kolejne zadanie, które realizowali polscy żołnierze. Do tej misji wyznaczony został 15 Batalion Ułanów Poznańskich z Wielkopolskiej Brygady.

Podrywanie sił przeciwnika nie jest łatwym zadaniem, ponieważ trzeba być przygotowanym na szybko zmieniającą się sytuację. Co więcej nie działaliśmy według sprecyzowanego scenariusza. Nasze manewry taktyczne były uzależnione od planu walki łotewskich pododdziałów. Zagwarantowało to duży realizm w działaniu.

dowódca kompanii porucznik Tomasz Drążkiewicz

Por. Weronika Milczarczyk podkreśla, że scenariusz ćwiczenia skupiał się na prowadzeniu działań hybrydowych.

W pierwszym etapie kompania w ramach działania podgrywała natarcie sił przeciwnika. W danym pasie działania możliwe było prowadzenie walki na polach rolnych, zabudowaniach cywilnych i drogach. Ruch pojazdów cywilnych był tylko wstrzymywany w momentach zagrażających ich bezpieczeństwu, a w ramach ćwiczenia podgrywał naturalne ruchy strony cywilnej ewakuującej się z terenów objętych walką, co wymuszało na mnie koordynację działań tak by nie stwarzać zagrożenia dla ludności. Była to kolejna lekcja taktyki podczas działań hybrydowych.

dowódca kompanii porucznik Tomasz Drążkiewicz

Kolejny etap obejmował teren poligonu Adazu, gdzie zmotoryzowani mieli wykazać się manewrowością i zdolnością przenikania w terenie lesistym. Dzięki systemom termowizyjnym, w które wyposażeni są żołnierze Wielkopolskiej Brygady możliwe było wykrycie punktów oporu z dużych odległości. Z kolei odpowiednie maskowanie sprzętu oraz miejsc postoju pozwoliło zostać niezauważonym, głównie przez zestawy BSR które próbowały namierzyć rosomaki w kluczowych obiektach - informuje DGRSZ. Główne trudności stanowić miały pola minowe, które blokowały mobilność i tępo działania pododdziałów zmotoryzowanych. Niemniej jednak szybkie obejścia i oskrzydlenia stanowiły poważne zagrożenie dla sił eFP. Jak zaznacza por. Weronika Milczarczyk, dopiero wprowadzenie kompanii czołgów z Polski i Kanady załamało powodzenie w walce sił przeciwnika i zmusiło zmotoryzowanych do wycofania. Następnie Ułani Poznańscy otrzymali zadanie zabezpieczenia wyjścia z walki czeskiej kompanii zmotoryzowanej.

Certyfikacja plutonów

Nim pododdział z 17 Wielkopolskiej Brygady rozpoczął działania jako siły przeciwnika musiał zrealizować taktyczne przemieszczenie na odległość 1200 km do miejscowości Azadu. Marsz Rosomaki rozpoczęły 16 sierpnia. Po odtworzeniu zdolności bojowej w poniedziałek, 20 sierpnia, pododdział wziął udział w instruktażu do ćwiczenia, po czym przystąpiono do szkolenia na obiektach poligonowych.

Zgodnie z relacją DGRSZ, pierwszego dnia żołnierze kompanii zmotoryzowanej zrealizowali zajęcia taktyczno-ogniowe przygotowujące do pętli taktycznej, przeprowadzanej w ramach certyfikacji plutonów. 22 sierpnia, podczas dobowych zajęć plutony zmotoryzowane zostały poddane ocenie stopnia wyszkolenia. Zadania obejmowały szereg norm taktycznych zamkniętych w pętli. Najważniejszym testem było kierowanie ogniem w dzień i w nocy. 

Kierowanie ogniem daje najlepszy pogląd na wyszkolenie całego pododdziału. W tym zadaniu żołnierze muszą wykazać się umiejętnościami taktycznymi oraz prowadzeniem celnego ognia. Co najważniejsze dowódca musi efektywnie wykorzystać wszystkie środki ogniowe. Bez dobrze zgranego zespołu, nie jest możliwe pozytywne zaliczenie tego sprawdzianu.

dowódca kompanii porucznik Tomasz Drążkiewicz

W ocenie dowódcy kompanii, plutony wyszkolone są na poziomie bardzo dobrym i gotowe do kolejnego etapu jakim będzie certyfikacja kompanii w II połowie września.

Defence24
Defence24
KomentarzeLiczba komentarzy: 5
Nesher
wtorek, 11 września 2018, 23:20

Dla luki KTO na zdjęciu to nie amerykański Stryker ale czeski Pandur II, ciężarówki to Tatra 815.

Jasiek
wtorek, 11 września 2018, 21:55

Silni zwarci i gotowi!

łuki
wtorek, 11 września 2018, 18:03

Ja na zdjęciu widzę wyrzutnie PPK na tych KTO to chyba Strykery a nie Rosomaki :)

Janusz
wtorek, 11 września 2018, 15:21

\"tępo działania\"?

CASUS III
wtorek, 11 września 2018, 14:49

I tak powinno byc realizowane kazde cwiczenia ,nie tylko na poligonach ale takze poza nimi wiecej realizmu . - Podrywanie sił przeciwnika nie jest łatwym zadaniem, ponieważ trzeba być przygotowanym na szybko zmieniającą się sytuację. Co więcej nie działaliśmy według sprecyzowanego scenariusza. Nasze manewry taktyczne były uzależnione od planu walki łotewskich pododdziałów. Zagwarantowało to duży realizm w działaniu. - I tak to powinno wygladac.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama