Wojna w Arcachu: nieudana próba ataku na Szuszi, możliwy impas [RELACJA Z GÓRSKIEGO KARABACHU]

1 listopada 2020, 10:49
thumbnail_IMG_0332
Fot. Witold Repetowicz

W piątym tygodniu wojny Azerbejdżan nie odnotował żadnych znaczących sukcesów, w szczególności zaś nie zdołał zagrozić drodze Goris – Stepanakert oraz nie zajął żadnego z większych miast Arcachu. Co więcej, podjęta próba zajęcia Szuszi, poprzedzona zmasowanym atakiem na to miasto i sąsiedni Stepanakert, zakończyła się dla Azerbejdżanu całkowitą porażką. Nie oznacza to jednak końca tej wojny i nie można wykluczyć, że samotnie stawiająca opór Armia Obrony Arcachu może w końcu ulec przeważającej sile turecko-azerskiego ataku, jeśli nie dojdzie do skutecznego zaangażowania międzynarodowego.

W czwartek 29 października od wczesnego ranka przez cały dzień syreny wyły nad Stepanakertem oraz Szuszi. Intensywny ostrzał rakietowy oraz naloty lotnicze miały miejsce również w dniu poprzednim tj. 28.10. Doprowadziły one do znacznych zniszczeń obiektów cywilnych, w tym m.in. potężnego bloku mieszkaniowego znajdującego się naprzeciw katedry w Szuszi, domu kultury w Szuszi, jednej ze szkół, a także wielu domów mieszkalnych. Ofiar śmiertelnych wśród cywilów nie było tylko dlatego, że większość z nich uciekła do Armenii, a ci którzy zostali chowają się w piwnicach. Cudem uratowała się dwójka małych dzieci (5 i 2 lata), która w czasie nalotu na dom naprzeciwko katedry znajdowała się w środku tej świątyni. Tymczasem wieczorem 29.10 ukazało się dramatycznie brzmiące oświadczenie prezydenta Arcachu Araika Harutiuniana, w którym stwierdził on, że „wróg podszedł na odległość 6 km od Szuszi”, przypominając jednocześnie powiedzenie, że „kto kontroluje Szuszi ten kontroluje Karabach”.

image
Fot. Witold Repetowicz

Znaczenie Szuszi wynika przede wszystkim z jego położenia na wysokim i stromym, trudnym do zdobycia, wzniesieniu górującym nad Stepanakertem, czyli stolicą Arcachu. W latach 1991-1992 to właśnie z kontrolowanego przez Azerów Szuszi prowadzone było bombardowanie Stepanakertu. Ostrzał dokonywany był przy tym z katedry w Szuszi, gdyż Azerowie liczyli, że Ormianie nie będą strzelać do jednej z najważniejszych dla siebie świątyń. 8 maja 1992 r., w śmiałej operacji specjalnej dowodzonej przez byłego dowódcę radzieckich sił specjalnych w Afganistanie gen. Arkadego Ter-Tadewosjana, mimo, że wszystkie czynniki przemawiały na korzyść Azerów (topografia, sprzęt, liczebność) Ormianie zdobyli Szuszę. Stało się to przełomowym punktem wojny o Górski Karabach, gdyż wkrótce potem Ormianie uzyskali też kontrolę nad korytarzem laczinskim czyli jedyną wówczas drogą łączącą Górski Karabach z Armenią.

Trudno się zatem dziwić, że informacja podana przez Harutiuniana wywołała ogromny niepokój. Dopiero kilka godzin później pojawiły się dodatkowe informacje, które uspokoiły nastroje. Okazało się bowiem, że to nie cały front przesunął się 6 km od Szuszi, lecz duże zgrupowanie, którego pojawienie się było poprzedzone aktywnością grup dywersyjnych w rejonie Czanaqczi, na drodze łączącej Szuszi z zajętym przez Azerów Hadrutem. Owe grupy dywersyjne, według Ormian, składają się przy tym nie tyle z azerskich żołnierzy co z tureckich specjalsów wyszkolonych do walk górskich z kurdyjską guerillą tj. Partią Pracujących Kurdystanu (PKK).

Odgłosy wybuchów i dźwięk syren trwał również w nocy aż do 3 nad ranem czasu miejscowego w piątek 30 października. Wtedy doszło do gigantycznej eksplozji, która miała miejsce kilka kilometrów od Szuszi. Rano Ormianie poinformowali o tym, że zniszczyli potężny skład sprzętu wojskowego, który Azerowie zgromadzili w celu rozpoczęcia szturmu Szuszi. Deklaracja ta budziła początkowo wątpliwości, gdyż Ormianie nie dopuścili dziennikarzy na miejsce eksplozji, a informacja o tak dużym skoncentrowaniu sprzętu kontrastowała z wcześniejszymi informacjami o tym, że chodzi wyłącznie o grupę dywersyjną. Niemniej niedopuszczenie dziennikarzy można wytłumaczyć tym, że walki w tym rejonie cały czas trwają, co jest spójne z deklaracjami strony ormiańskiej o likwidowaniu kolejnych grup biorących udział w przygotowaniach do ataku.

Wiarygodność wersji armeńskiej potwierdzają jednak przede wszystkim dwa fakty. Po pierwsze Azerbejdżan wystąpił ze swoją wersją (jakoby to Azerbejdżan zniszczył skład broni Arcachu) z kilkunastogodzinnym opóźnieniem, a wcześniej propaganda tego państwa nie reagowała na informacje podawane przez Ormian. Kluczowe znaczenie ma jednak drugi fakt tj. to, że po eksplozji azerski ostrzał Szuszy i Stepanakertu całkowicie ucichł i przez cały piątek, aż do 7 rano w sobotę, nie dochodziło tu do ataków ze strony Azerbejdżanu. W sobotę o 7 rano samolot azerski zbombardował dwa miejsca w Stepanakercie, w tym rynek, a później słychać było znowu odgłosy wystrzałów (zarówno przychodzących jak i wychodzących) w okolicach Szuszi. Niemniej w samym Stepanakercie przez resztę dnia było spokojnie co mocno kontrastowało z okresem niemal dwóch dób przed ową eksplozją. Absurdalne byłoby przy tym przerwanie ataku przez Azerbejdżan gdyby to rzeczywiście zniszczony został skład broni armeńskiej. W takiej sytuacji strona atakująca próbowałaby zapewne wykorzystać osłabienie obrońców i zadać im ostateczny cios. Tak jednak się nie stało i to potwierdza wersję ormiańską. Nowy ostrzał i naloty na Stepanakert miały miejsce dopiero w sobotę wieczorem ale noc również minęła spokojnie i w niedzielę rano nie słychać było żadnych wystrzałów, aż do godz. 10.00 gdy ponownie rozległy się eksplozje w Stepanakercie.

Warto przy tym dodać, że w piątek wyjątkowa cisza panowała też w Martakercie, gdzie również przez kilka kolejnych dni wcześniej (do czwartku) trwały intensywne naloty, które zniszczyły szereg domów w tym mieście. Ormianie tłumaczą przy tym owe nagłe uspokojenie się sytuacji w Martakercie ich uderzeniem na azerskie miasto Barda, które miało miejsce w środę i w wyniku którego miały zostać zniszczone ważne obiekty wojskowe służące do ostrzału Górskiego Karabachu. Azerbejdżan wprawdzie oskarżył Armenię o to, że celem tego ataku byli cywile ale fakt, że skutecznie (przynajmniej na jakiś czas) wstrzymał on zdolność Azerbejdżanu do ostrzału pozycji obrońców Arcachu sugeruje co innego. Podobnie zresztą było po wcześniejszym ostrzale Gandżi, który przerwał na kilka dni azerski ostrzał Stepanakertu mimo gróźb zemsty ze strony Ilhama Alijewa. Ministerstwo Obrony Arcachu za każdym razem dementowało zresztą by jego celem były obiekty cywilne i publikowało listę „uzasadnionych celów” w tych miastach. Nie wydaje się więc by zasadne było pojawiające się czasem tłumaczenie ostrzału Gandżi czy Bardy „ślepym odwetem” czy „desperacją” Ormian, lecz tym, że Azerbejdżan lokalizuje swoje obiekty wojskowe w środku skupisk zamieszkanych przez cywilów. Azerowie jednostronnie zdefiniowali przy tym strefę wojenną jako ograniczoną do Górskiego Karabachu, podczas gdy nie ma to żadnego uzasadnienia i z perspektywy Arcachu każdy militarny cel w Azerbejdżanie jest w strefie wojny. Faktem jest też to, że w wyniku azerskich ataków na Arcach zginęłyby setki cywilów gdyby nie to, że większość postanowiła opuścić swoje domy. Skoro Azerowie zdecydowali się na rozpoczęcie tej wojny i ją popierają to powinni również być gotowi na takie same wyrzeczenia jakie dotykają Ormian z Arcachu czyli konieczność opuszczenia swoich domów. Wojna nie jest bowiem grą komputerową i świadomość kosztu jaki jest płacony przez społeczeństwa obu stron w warunkach demokratycznego państwa zwykle jest czynnikiem powstrzymującym zapędy prowojenne. Problem z Azerbejdżanem w tym kontekście jest jednak taki, że nie jest to państwo demokratyczne.

Wszystko wskazuje więc na to, że eksplozja pod Szuszi oraz atak na Bardę zmusiły Azerbejdżan do poważnego przegrupowania swoich sił. Dawid Babajan, doradca prezydenta Arcachu ds. zagranicznych, potwierdził to w rozmowie ze mną w piątek popołudniu. „Azerowie próbowali utworzyć przyczółek, gdyż dla nich Szuszi to jedno z głównych celów strategicznych, więc chcą wedrzeć się do tego miasta. I wczoraj w celu utworzenia tego przyczółku sprowadzili tam dużą ilość sprzętu bojowego, w tym systemy rakietowe i artyleryjskie oraz zgromadzili sporą liczbę swoich żołnierzy. Nasza armia wczoraj wieczorem i dziś wcześnie rano zniszczyła ten przyczółek i w ten sposób pierwsza próba ataku została efektywnie zneutralizowana ale myślę, że musimy być gotowi na drugą, trzecią i kolejne takie próby” – podkreślił Babajan dodając, że to walka na śmierć i życie i „będziemy trwać do końca”. Podobnie skomentował też dążenie Azerbejdżanu do przecięcia drogi Goris – Stepanakert.

image
Fot. Witold Repetowicz

 

„Zagrożenie, że Azerbejdżan przetnie tę drogę oczywiście istnieje, już teraz czasem ją bombardują. Ale my będziemy ją bronić, do ostatniej kropli krwi. Nie tylko tą zresztą ale również północną, bo oni chcą odciąć Karabach od świata zewnętrznego, przekształcić go w enklawę, a potem zniszczyć i jest to usiłowanie dokonania ludobójstwa” – stwierdził wyjaśniając jednocześnie, że na drodze północnej (prowadzącej do miasta Wardenis w Armenii przez Kalbadżar) zagrożenie ataku jest większe niemniej znajduje się ona pod pełna kontrolą Arcachu.

Babayan podkreślił również, że Turcja odgrywa bezpośrednią rolę w działaniach zbrojnych przeciwko Arcachowi. „Bombardują nas tureckie samoloty i drony, po stronie Azerbejdżanu walczą tureccy generałowie i Turcja sprowadziła kilka tysięcy bojowników. To jest bezpośrednie zaangażowanie” – stwierdził, dodając, że po stronie ormiańskiej walczy tylko Armia Obrony Arcachu (a nie armia Armenii), a na drugiej linii ormiańscy ochotnicy.

„Azerbejdżan osiągnął operacyjny sukces opanowując równinne tereny na południu Arcachu i przejmując tymczasowo kontrolę nad granicą z Iranem ale dalsze działania bojowe będą się toczyć już na górzystym, zalesionym terenie i one będą miały zupełnie inny charakter.” – powiedział mi z kolej w środę znany karabachski politolog Hraczja Arzumanian. „Przeciwnik opiera się teraz na małych grupach dywersyjnych przeciwko którym działają nasze oddziały specjalne oraz oddziały ochotników, którzy doskonale znają swoje góry. I na dzień dzisiejszy Azerbejdżan zdobył maksimum tego co mógł zdobyć ale nie udało mu się osiągnąć żadnych strategicznych celów. Po miesiącu walk Azerbejdżan zdołał przejąć kontrolę nad 10-15 % terytorium Republiki Górskiego Karabachu, a duch bojowy po naszej stronie nie został złamany. Ponadto armia Armenii nie wzięła dotychczas udziału w walkach więc Armenia ma dostatecznie dużo sil w rezerwie by podjąć inne działania. Niestety wykonanie pierwszej części zadania unicestwienia potencjału ataku turecko-azerskiego okazało się bardziej złożone niż się spodziewaliśmy m.in. ze względu na udział tanich sił najemnych dżihadystów oraz bezpośredni udział tureckich sił zbrojnych. Ale mimo tego przeciwnik nie zdołał osiągnąć strategicznych celów, a działania wojenne weszły w stan impasu” – dodał Arzumanian.

Tymczasem w niedzielę 25.10 USA ogłosiły, że doprowadziły do zawarcia porozumienia między Armenią i Azerbejdżanem w sprawie zawieszenia ognia od poniedziałku 26.10. Tyle, że podobnie jak dwa poprzednie zawieszenia ognia również i to nie weszło w życie i Azerbejdżan kontynuował ataki. Zdaniem Arzumaniana powód jest taki sam jak w przypadku poprzednich dwóch nieudanych zawieszeń broni: Turcja nie chce przerwania działań wojennych i to ona decyduje w tej kwestii, a nie Azerbejdżan. „Wojna o Karabach nie jest konfliktem lokalnym, lecz regionalnym i stopniowo przekształca sie w globalny” – ostrzegł Arzumanian. „Problem w tym, że wciąż panuje niezrozumienie z czym mamy do czynienia, czym jest Turcja i kim jest Erdogan” – podkreślił, dodając, że „XX-wiecznej Turcji już nie ma”. Według karabachskiego eksperta globalny wymiar wojny o Karabach związany jest z tym, że wpisuje się on w szersze plany ekspansjonistyczne Turcji i związane z tym konflikty w innych teatrach działań m.in. Afryce Płn., Bliskim Wschodzie, Morzu Śródziemnym, ale również potencjalnie może wpłynąć na sytuację w Osetii Płd., Abchazji, na Ukrainie czy w Naddniestrzu. Według niego ta globalizacja konfliktu będzie stopniowo rozszerzać również zakres sojuszników Armenii o państwa arabskie, Grecję, a także inne państwa europejskie.

„Jednym z kierunków destabilizacji świata ze strony Turcja jest Europa i powinna ona uświadomić sobie, że pewne procesy nie są przypadkowe, a obraźliwe słowa Erdogana kierowane do prezydenta Francji nie są słowami wariata ale polityka który dobrze wie co robi” – podkreślił Arzumanian, który jednocześnie uznał, że zarówno USA jak i Europa oraz Rosja posiadają narzędzia powstrzymywania Turcji, kwestią otwartą jest ich użycie. „Wojna o Karabach jest nowym typem konfliktu” – podkreślił wyjaśniając, że aktywność na inny teatrze działań może wymuszać negocjacje dotyczące innego

obszaru. „Np. Rosjanie dokonali nalotów na siły protureckie w Idlibie czym skłoniły Turcję do rozmów w sprawie sytuacji na południowym Kaukazie” – stwierdził.

Rosja zatem nie tyle nie może co nie chce skutecznie naciskać na Turcję by walki w Górskim Karabachu zostały zakończone, gdyż nadal usiłuje prowadzić swoją strategię równego oddalenia od obu stron konfliktu i ustawiania się na pozycji niezależnego arbitra. Ponadto Rosja chce zmusić Armenię do akceptacji tzw. planu Ławrowa polegającego na zwrocie Azerbejdżanowi terenów otaczających Górskich Karabach i nie leżących w jego granicach przed 1991 r. a na pozostałe terytorium wprowadzenie rosyjskich „mirotworców”. Ormianie maja świadomość, że taki plan oznacza dla nich klęskę i całkowitą kapitulację. Ponadto wielu widzi w nim rosyjski odwet za prozachodni (choć i tak bardzo ostrożny) zwrot w polityce zagranicznej premiera Armenii Nikola Paszyniana, nawet jeśli w konsekwencji tego odwetu Rosja zapłaci słono tj. ekspansją wpływów tureckich na południowym Kaukazie.

Problem bowiem w tym, że Turcja, wbrew życzeniowemu myśleniu niektórych komentatorów, bynajmniej nie reprezentuje interesów Zachodu w tej wojnie, a także w globalnym konflikcie, w który się ona wpisuje. Wręcz przeciwnie. I dlatego zdaniem Arzumaniana o ile przed wyborami w USA nie można spodziewać się ze strony Stanów Zjednoczonych żadnych zdecydowanych działań w celu powstrzymania Turcji, w tym jej działań dotyczących Górskiego Karabachu, to po wyborach USA będzie musiało sprecyzować swoją nową politykę w stosunku do Turcji.

Tymczasem doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Robert O’Brien stwierdził w sobotę 31.10, że USA przeprowadziły rozmowy z państwami skandynawskimi, które mogłyby wysłać do Górskiego Karabachu siły pokojowe. Wyjaśnił też, że państwa uczestniczące w pracach Grupy Mińskiej OBWE nie powinny brać udziału w takiej wojskowej misji pokojowej (czyli wyklucza to m.in. rosyjskich „mirotworców”). To oczywiście byłoby optymalne rozwiązanie tyle, że prawdopodobnie nie zostało ono z nikim uzgodnione, a to z kolei stawia ogromny znak zapytania nad jego realnością. Chyba, że USA rzeczywiście uruchomią skuteczne narzędzia nacisku na Turcję by się na to zgodziła. Rosja wówczas zostałaby na lodzie. Tyle, że jest to tylko jedna z możliwych wersji rozwoju wydarzeń, a coraz większą aktywność w odniesieniu do konfliktu w Górskim Karabachu wykazuje również Iran. Wiceminister spraw zagranicznych Iranu Abbas Araghczi odwiedził w tym tygodniu zarówno Baku jak i Erewań przedstawiając własny „plan pokojowy”, który jednak jest zdecydowanie niekorzystny dla Ormian, gdyż opiera się na założeniu „integralności terytorialnej Azerbejdżanu”. Iran ma jednak jeden wspólny cel z Turcją i Rosją: nie dopuszczenie do pojawienia się jakichkolwiek wpływów zachodnich, zwłaszcza amerykańskich, na Kaukazie. Po wyborach okaże się co USA z tym zrobią.

Podsumowując aktualny stan działań wojennych w Górskim Karabachu nie sposób pominąć faktu, że rola dronów się radykalnie zmniejszyła. Z jednej strony może to wynikać z przesunięcia się walk w rejony górzyste i zalesione, gdzie użycie dronów jest znacznie mniej skuteczne. Z drugiej strony wiele wskazuje również na to, że strona ormiańska jest w tej chwili znacznie bardziej przygotowana do odpierania ataków dronów niż na początku tej wojny. Wprawdzie Azerowie twierdzą, że 27.10 uderzyli przy pomocy drona na samochód ministra obrony Arcachu Dżalala Harutiuniana ale informacja ta nie jest do końca pewna i nie zmienia faktu, że użycie dronów uległo zdecydowanemu zmniejszeniu.

Impas w ofensywie azerskiej może jednak skłonić Turcję do zintensyfikowania jej zaangażowania, a także stosowania innych metod walki. Od piątku pojawiają się doniesienia o używaniu przez Azerbejdżan białego fosforu w celu wywoływania pożarów lasów, przy czym w piątek rzeczywiście widziałem las płonący przy górskiej drodze ze Stepanakertu do Martakertu, a w sobotę wiele pożarów widocznych było w okolicach Martuni.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 95
Reklama
Andrzej z Balto
piątek, 6 listopada 2020, 00:08

Dzięki za te dokładne informacje, bo tak jakby nikogo ta wojna nie interesowała, w tym i Polskę, nie mówiąc o pomocy Armenii przeciw tureckiej agresji. Wielki podziw dla tego dzielnego narodu.

Andrettoni
wtorek, 3 listopada 2020, 22:51

Dlaczego wszędzie na zdjęciach widać ten sam pocisk, który jest zatopiony w podłożu, jakby to było masło. Rozumiem, że głowica czasem nie wybucha, ale ta rakieta to długa i pusta w środku rura z cieniutkiej blachy. Przy uderzeniu w twardą powierzchnię powinna się rozpaść, a widzę, że na zdjęciach jest wbita w różne podłoża jak w masło. Raz jest to beton, innym razem asfalt, ale nigdy nie widać krateru, pęknięć nawierzchni, odłamków. Przecież to są fejki, a nie zdjęcia.

Pan Grzegorz
niedziela, 8 listopada 2020, 00:02

To jest głowica kasetowa. Czyli w trakcie lotu wypada z niej subamincja, a rakieta, będąca kontenerem na subamunicję, spada na ziemię. A ponieważ leci dość szybko i jest dość solidna, to wtapia się w to w co wpadnie "jak w masło".

Antek
wtorek, 3 listopada 2020, 19:59

Kiedyś Turcy urządzali krwawe polowanie na ludność ormiańską w imperium osmańskim, teraz to samo chcą robić w Górskim Karabachu i wychodząc np. w Paryżu stadami w poszukiwaniu Ormian.

Veritas
środa, 4 listopada 2020, 12:17

Na relacjach pomiędzy Turcją i Armenią wyjątkowo mocne piętno zaznaczyły wydarzenia historyczne. W latach 1894 - 1896 doszło do pierwszej fali pogromów Ormian w których zginęło 300 tys. ludzi. Kulminacja tragedii nastąpiła w latach 1915 - 1923, kiedy liczba ofiar mogła sięgnąć nawet 2 mln Ormian. W opinii zdecydowanej większości historyków wydarzenia z tamtych lat należy uznać za ludobójstwo, zorganizowane przez ówczesne państwo tureckie...

Milutki
środa, 4 listopada 2020, 10:05

Kiedyś Ormianie przy wsparciu Rosji i innych krajów ententy urządzili krwawe polowanie na Turków ale ci się obronili . Obecnie Ormianie napadają Turków w Paryżu i ci znowu się nie dają, odpierają atak i odpłacają się tym samym. Azerowie w Górskim Karabachu odbijają to co im Ormianie zabrali

Andrzej z Balto
piątek, 6 listopada 2020, 00:14

Co za bzdura! Te tereny zawsze były ormiańskie. Czyżby przeszłe podboje tureckie miały być uznane na zawsze? W takim rozumieniu, trzeba by turkom oddać wszystkie kraje i terytoria kiedykolwiek przez turków podbite.

Milutki
sobota, 7 listopada 2020, 15:44

Ormianie stali się tam większością w XIX wieku na skutek polityki carskiej, wcześniej zawsze byli mniejszością, a w takiej liczbie jak żyli to dlatego że inne nacje im pozwoliły

POLAK
środa, 4 listopada 2020, 08:27

Taka ich muzułmańska mentalność. Są nacje na świecie, których religie "pozwalają" deptać innych i podbijać ich ziemie. Muzułmanie i Żydzi przodują w tych żądnych pogardy uczynkach. Palestyna, Armenia ... gdzie to cos co się zwie ONZ. Ten kulawy staruszek co już nic nie może, a może nie chce.

Milutki
sobota, 7 listopada 2020, 15:47

Patrząc na religię chrześcijańską to nie wiadomo na co ta religia pozwala, jej wyznawcy prowadzą podboje bo albo ta religia im pozwala albo nie przejmują się jej zakazami. Gdzie ONZ? Wystosowało kilka rezolucji wzywajacej Armenię do zaprzestania okupacji Górskiego Karabachu

rozbiory
wtorek, 3 listopada 2020, 13:30

(ONZ) Armenia wprowadziła w 1992r. ludobójstwo w górnym Karabachu. ...popieram więc -"Ormianie zabijali azerskich cywilów- m.nimi w Khodzali Ormianie są chorzy z nienawiść i i pogardy do Turków i Azerów dlatego ostrzeliwują obiekty cywilne w Azerbejdżanie od których giną dzieci i inni cywile. Wcześniej na początku XX wieku Ormianie próbowali zgladzić Turków ale im nie wyszło bo Turcy się obronili. Ormianie opublikowali tylko jeden film z schwytanym Syryjczykiem, nie jasne kim ten człowiek jest, patrząc na dotychczasowe kłamstwa Ormian to jest on wątpliwe.Ormianie pomija na Turków we Francji i USA, Turcy się bronią przed nimi

Andrzej z Balto
piątek, 6 listopada 2020, 00:19

To chyba jakiś turek pisze te bzdury. Najbardziej kłamią, jak zwykle, właśnie turki. Im wierzyć, to tak jak kiedyś wierzyć sowieckiej "Prawdzie".

Milutki
sobota, 7 listopada 2020, 15:51

To są fakty trudne do zaakceptowania dlatego głoszący je uważani są za kłamców

K*for
środa, 4 listopada 2020, 20:00

Odnośnie Chodżały, to opierając się na rosyjskojęzycznych źródłach można wywnioskować, że masakra nie była zaplanowana. Po prostu komuś puściły nerwy, i "korytarz życia" stał się pułapką. Zaznaczam iż opierałem się na przekazach rosyjskich badaczy. Na pewno nie był to zaplanowany i kierowany akt terroru jak w Sumgaicie. Odnośnie publikacji filmów - to z tego co widziałem są już dwaj aresztowani Syryjczycy którzy składają do kamer wyjaśnienia. Można nie lubić Ormian, że zajęli sporo ziem obok Karabachu, ale jest to naród z dużym bagażem doświadczeń. Poza tym obie strony są wyjątkowo brutalne w tym sporze, jednak Irańczycy to Azerów wzywają do opamiętania po incydencie z odcięta głową jeńca...

Milutki
sobota, 7 listopada 2020, 15:51

Ormianie to naród z bagażem doświadczeń zdrady i agresji której się dopuścili. Ci Syryjczycy to armeńska ustawka , we wcześniejsze świat nie uwierzył to tworzą nowe. Przed Sumgadą Ormianie zaczęli masowe wysiedlenia Azerów z terenów Armenii, pokazali że są zagrożeniem.

Jacek_ppor
wtorek, 3 listopada 2020, 15:39

Niestety to Turcja w bandycki sposób usiłuje rozwiązać w typowy dla siebie sposób tzw kwestię ormiańską. Rozszerzenie wpływów Turcji oznacza wzrost znaczenia sił islamu, który wbrew temu co się pokazuje nie jest wcale religią miłosci, pokory i tolerancji. Trzymam kciuki za Ormian !!!

Milutki
wtorek, 3 listopada 2020, 18:04

Sprawa jest jasna , Ormainie napadli na Górski Karabach i wysiedlili mieszkających tam Azerów, wojna nie ma nic wspólnego z religią. Islam wyznaje ponad miliard ludzi na świecie, znaczenie tej religii powinno być większe niż obecnie, tego wymaga uczciwość

Ws
środa, 4 listopada 2020, 10:18

Milutkiemu marzy się wszechświatowy szariat.

Milutki
sobota, 7 listopada 2020, 15:53

Milutkiemu marzy się pokój i uczciwosc, aby to wprowadzić należy zacząć od powstrzymania Ormian

Hgdr
czwartek, 12 listopada 2020, 12:05

Tzn. od ich wymordowania. ? Tak jak to Turcja już zaczęła kiedyś?

Arro
poniedziałek, 2 listopada 2020, 20:41

Myślę, że Turcy są chorzy z nienawiści do Ormian. Kiedyś chcieli ich wszystkich wymordować. Teraz też niewiele się zmienili, co pokazują ostatnie tureckie polowania na Ormian we Francji. Bombardowania i ostrzeliwanie cywilnych celów ma na celu spowodowanie ucieczkę ludności cywilnej i jest ewidentną zbrodnią wojenną. Wbrew twierdzeniu naczelnego tureckiego propagandzisty jest mnóstwo dowodów na udział sprowadzonych przez Turcję dżihadystów. Chociażby filmy ze schwytanymi przez Ormian, Syryjczykami. Nie brakuje też zdjęć z egzekucji Ormian i ciał z obciętymi głowami. Kto chce ten znajdzie w internecie np. zdjęcia azerbejdżańskich żołnierzy pozujących z odciętymi głowami. Organizacja Genocide Watch potwierdziła, że w Górskim Karabachu, ma już miejsce zorganizowane ludobójstwo Ormian.

Milutki
poniedziałek, 2 listopada 2020, 22:57

Ormianie są chorzy z nienawiść i i pogardy do Turków i Azerów dlatego ostrzeliwują obiekty cywilne w Azerbejdżanie od których giną dzieci i inni cywile. Wcześniej na początku XX wieku Ormianie próbowali zgladzić Turków ale im nie wyszło bo Turcy się obronili. Ormianie opublikowali tylko jeden film z schwytanym Syryjczykiem, nie jasne kim ten człowiek jest, patrząc na dotychczasowe kłamstwa Ormian to jest on wątpliwe.Ormianie pomija na Turków we Francji i USA, Turcy się bronią przed nimi

Marzena
poniedziałek, 2 listopada 2020, 19:53

Dziękuję bardzo za dokładny opis sytuacji!!!!

Eee tam
poniedziałek, 2 listopada 2020, 12:22

Od kiedy to Azerbejdżan "nie jest państwem demokratycznym" zechciałby Autor rozwinąć tą opinię?

Lila
wtorek, 3 listopada 2020, 14:51

Azerbejdzan nigdy nie byl krajem demokratycznym Samo to ze od 30lat tam rzadzili typko ojciec i syn, mowi o tym. Liczba wiezniow politycznych rowniez jest dowodem tego

Kpt. Żbik
poniedziałek, 2 listopada 2020, 22:40

od zawsze, nie ma demokracji w islamie

Katarzyna
poniedziałek, 2 listopada 2020, 22:38

tam jest dyktatura

wojcio123
poniedziałek, 2 listopada 2020, 15:00

A był kiedykolwiek?

Victor
poniedziałek, 2 listopada 2020, 11:24

Może po prostu skończyła im się amunicja krążąca?

Jerzy
poniedziałek, 2 listopada 2020, 10:37

Niestety, chociaż bliżej mi do chrzejścijańskich Ormian niż TUrków i Azerów, obawiam się, że dni Ormian w Górskim Karabachu są policzone. Na nagraniach widać jak Azerowie praktycznie bezkarnie niszczą sprzęt i zabijają obrońców. Trudno nie oprzeć się wrażenia, że drony i amunicja krążąca są w tej wojnie tym czym dla naszych żołnierzy były Stukasy w 1939. Jedyne co sprzyja Ormianom to teren, ale on przestanie mieć znaczenie, kiedy nie będzie już komu i z czego strzelać. Powstaje też pytanie kto zamieszka w Górskim Karabachu p zakończeniu wojny - Azerowie wypędzeni 30 lat temu są już starymi ludźmi, którzy dawno zorganizowali sobie życie gdzie indziej, a ich dzieci to nowe pokolenie, które nie pamięta czasów z przed 1993, albo wręcz przyszli na śwait po tej dacie - czy Azerbejdżan cierpi na taki głód ziemi, że ktoś chciałby zostawić swoje dotychczasowe życie i zamieszkać w miejscu, które za 10-20-30 lat może się stać areną kolejnych walk?

Milutki
poniedziałek, 2 listopada 2020, 13:33

W obecnej armii Azerbejdżanu służą ci którzy jako dzieci uciekali przez Góry z Górskiego Karabachu, obecnie publikują oni filmy swoich rodzinnych domów i cmentarzy gdzie spoczywają ich krewni. Te dzieci są spadkobiercami i właścicielami Górskiego Karabachu, zostali wypędzeni przemocą i teraz wracają odebrać co ich

ziew
poniedziałek, 2 listopada 2020, 16:34

Tych uciekinierów było raptem 20 tysięcy, tak z 5 duzych wsi na Polskie warunki. Pochodzenie zabitych azerskich poborowych zdradza że jako mięso armatnie są uzywani głównie Tatsi i Tałysze, czyli mniejszości które wynarodowić próbuje rezim Alijewów. Z bogatego Baku na froncie nie ginie niemal nikt.

Milutki
poniedziałek, 2 listopada 2020, 22:59

Tych uciekinierów jest prawie milion, z Górskiego Karabachu i okolic

rob ercik
poniedziałek, 2 listopada 2020, 09:12

Turcja, członek miłującego pokój NATO

Milutki
niedziela, 1 listopada 2020, 23:24

Wciąż nie ma dowodu na udział zewnętrznych bojowników i tureckiej armii po stronie Azerbejdżanu, to jest ormiańskie kłamstw jakich wiele w tej wojnie, wiadomo na pewno że zewnętrzni bojownicy walczą po stronie Armenii. Konflikt jest regionalny, tylko Ormianie chcą to zglobalizować aby wciągnąć inne kraje do wojny po swojej stronie. Ormianie ostrzeliwują centra azerbejdżańskich miast Gandżę i Bardę, tam nie ma obiektów militarnych. Gandża wielkością jest jak Bydgoszcz, kierując się ormiańską propagandą można powiedzieć że Bydgoszcz to miasto militarne i usprawiedliwiony cele ataku potencjalnego wroga. Rola dronów wciąż jest dużo, brakuje jednak celów dla nich bo większość ich zniszczono. Azerbejdżanie oglosili że zabili Dżalala Harutiuniana, jest też opinia że został ciężko ranny, faktem jest że się już nie pojawia publicznie. Azerbejdżan osiągnął duży sukces w tej wojnie , przez 27 lat prawie nic nie odzyskał a w ostatnim miesiącu dokonał się przełom, ciąg dalszy nastąpi i nie ma mowy o jakimkolwiek uznawaniu niepodległości Górskiego Karabachu

Czech
poniedziałek, 2 listopada 2020, 13:23

Dowodow jest wiele, niedawno rowniez doradca prezydenta Trumpa do spraw bezpieczenstwa Robert O´Brian poinformowal, ze Turcy klamia w zywe oczy, jak mowia, ze tam najemnikow z Syrii niema. Stany i nie tylko wiedza kogo i ktoredy tam wysylacie. Po stronie Ormian walcza tylko Ormianie. Nie wciskaj nam tutaj tej swej podlej turecko azerskiej propagandy. Azerbejdzanie ostrzeliwuja cywilne cele od poczatku, chcac wygnac ludnosc cywilna.

Milutki
poniedziałek, 2 listopada 2020, 13:58

Azerowie tak ostrzeliwują cele cywilne że ormiańskich strat cywilnych właściwie nie ma, uszkodzone ormiańskie obiekty cywilne są na linii frontu, natomiast zabici azerscy cywile i zniszczone azerskie obiekty cywilne są dziesiątki kilometrów od linii frontu. Ormianie jako dowód na syryjskich bojowników w armii azerskie pokazywali tylko niejasne zdjęcia śniadych mężczyzn zrobione z daleka, to mógł być ktokolwiek. Amerykanie i Rosjanie twierdzili że Syryjczycy są po stronie azerskie bo chcieli choć trochę zmniejszyć szybkiemu sukcesów i Azerbejdżanu, dowodów nie przedstawiono . Po stronie Ormian walczą różni fanatycy, poza ormiańskimi szowinistami z całego świata, z Grecji, ostatnio również z Francji

Aras
poniedziałek, 2 listopada 2020, 11:18

Pochlebco Azejberdżanu, to Azejberdżan przy wsparciu Turcji rozpoczął tę wojnę we wrześniu i to Azejberdżan pierwszy zaczął atakować cywilne miasta takie jak Stepanakert, dostali rewanż i tak się dzieje na wojnie, nikt nie będzie przed nimi pochylał głowy. Nie siej propagandy, bo to Turcja wspiera Azejberdżan i to Turcja jest specjalistą w wykorzystywaniu najemników, czy to w Syrii, czy w Libii. A kwestia przynależności ziem Arcachu do Ormian, czy to do Azerów nie jest taka oczywista i jasna jak ci się pewnie wydaje.

Milutki
poniedziałek, 2 listopada 2020, 13:40

Sprawa przynależności Górskiego Karabachu jest prosta, w 100% należy on do Azerbejdżanu. Ormianie twierdzą o ponoszonych stratach cywilnych ale nie podają jednak konkretów, danych ofiar, zdjęć itp. Ormianie ostrzeliwują Azerskie miasta nie aby zrewanżować straty cywilne ale aby zrównoważyc straty wojskowe które ponoszą na froncie, robią to dla własnej publiki która Azerów traktuje jako podludzi. O braku dowodów na najemników pisałem

Eee tam
poniedziałek, 2 listopada 2020, 10:09

No ale ilu Azerów już zginęło w zamian za zajęcie paru tych opuszczonych wiosek?

Milutki
poniedziałek, 2 listopada 2020, 13:20

Zapewne niewielu, Azerbejdżan publikuje masę filmów ze swoich działań, Armenia skąpo bo takich filmów nie ma

Blade
poniedziałek, 2 listopada 2020, 09:42

Są już pierwsi jeńcy, jak pan Mehred Muhammad Alshkher walczący po stronie Azerbejdżanu. Urodził się w Syri - Hama

Milutki
poniedziałek, 2 listopada 2020, 23:01

Niejasne kim jest ten człowiek, pewnie to armeńska ustawka, dotychczasowe nie zadziałały no nikt nie uwierzył, w tę też nikt poważny nie uwierzy

poniedziałek, 2 listopada 2020, 09:39

Wczoraj Prezydent Erdogan w swojej przemowie potwierdzil ze Turcja jest zaangazowana militarnie w Artsakhu

Milutki
poniedziałek, 2 listopada 2020, 13:19

Jest zaangażowana doradztwem i dostawą uzbrojenia i jako odwòd na wypadek agresji państwa trzeciego na Azerbejdżan

Mario
poniedziałek, 2 listopada 2020, 20:42

Z przemówienia Erdogana wynikało co innego ale może ty mówisz lepiej po Turecku. Pewnie po arabsku też mówisz i z nagranych zeznań złapanych syryjczyków też wynika, że są tam tylko doradztwem i jako odwód na wypadek agresji panstwa trzeciego.

Milutki
poniedziałek, 2 listopada 2020, 23:03

Turcy dotychczas mówili jasno że nie walczą na linii frontu. Złapany syryjski jeniec to armeńska ustawka

Reno
wtorek, 3 listopada 2020, 20:01

Skończ z turecką propagandą przekręcania oczywistych faktów.

Milutki
środa, 4 listopada 2020, 10:08

Oczywiste fakty są widoczne , ale trudne do zaakceptowania dla wielu tu piszących

Amon
niedziela, 1 listopada 2020, 18:45

Dopiero po wyborach w USA  nastąpią zmiany w postępowaniu Amerykanów. Jeżeli chodzi o Turcję to można powiedzieć, że jest to zbuntowane państwo NATO. Oglądałem też materiał filmowy ze Stepenakertu i wywiad z Erewania zrobiony przez YouTubera z " Przez świat na fazie ". Mówił że spotkał Pana i po rozmowie postanowił wyjechać ze strefy wojny. Na drugi dzień po jego wyjeździe  zbombardowano  Stepenakert. Chyba uratował mu Pan życie.

Wania
niedziela, 1 listopada 2020, 15:53

Tak się wychodzi na rosyjskim NATO. Turcja po Syrii i Libii pokazuje Rosji, jak jest przez nich traktowana. Ciekawe czy Putin pamięta, jak upokorzył Erdogana organizując spotkanie w sali gdzie był pomnik zwyciężczyni nad Turkami w wojnie o Krym na które to spotkanie Putin tradycyjnie się spóźnił 2 godziny. Teraz Rosja zaangażowana w inne konflikty i Białoruś bezsilnie patrzy i stara się mediować, co jest wyśmiewane przez Turcję. Turcja nie ma problemu we wszystkim wspomóc sojusznika. Dla Rosji ważna jest tylko kasa. Armenia jest biedniejsza, to ludzie mogą ginąć.

;)
poniedziałek, 2 listopada 2020, 05:05

Polskojęzyczni natowszczycy widzę że przestali juz udawać, że rozumieją jakikolwiek konflikt zanim spłyną opinie z ośrodków medialno-informacyjnych w USA. Widziałem sam jak bezmózgo wachaliście się na kogo naganiać w tym konflikcie i kilku nawet wyskoczyło z pozycją pro-azerską odruchowo, bo dotąd Armenia była bliższa Rosji. Jesteście jak kurki na wietrze, gdyby USA oficjalnie dogadało się z Rosją przeciwko Chinom, to ssanie Putina nastąpiłoby z hukiem naddźwiekowym. Zawsze byliśmy na wojnie ze Wschódazją.

dasdsadsad
poniedziałek, 2 listopada 2020, 10:38

Masz złą analizę. Różnica opinii w Polsce na temat tego konfliktu wynika z tego, że to jest daleko od Polski i Polacy mała się na tym terenie wyznają. Jedni popierają słabszych, czyli Ormian, inni nie lubią islamu, więc też popierają Ormian, znowu niektórzy patrzą na sprawę od strony geopolityki i kalkulują, że lepiej poprzeć Turcję. Niema to nic wspólnego z opiniami przesyłanymi z USA.

Milutki
poniedziałek, 2 listopada 2020, 13:28

Niestety w Polsce wielu popiera agresorów czyli Ormian. Wynika to z powszechnego ogłupienia wybrakowaną edukacją tak jak np. postrzeganie współczesnych Greków jako spadkobierców starożytnej Grecji chociaż oni są spadkobiercami zniszczenia starożytnej Grecji. Podobnie jak ignoruje się że w 1915 roku Ormianie byli agresorami i Turcy mają szczęście że ich pokonali.

Grek
poniedziałek, 2 listopada 2020, 21:11

Tak było. Spadkobiercy Zniszczenia Starożytnej Grecji byli tak zachwyceni prawdziwymy Grekami, że postanowili przejąć ich alfabet jako znak uznania dla zniszczonych prawdziwych Greków stąd ciągłość tego alfabetu od czasów przed naszą erą.

Milutki
poniedziałek, 2 listopada 2020, 23:05

Alfabet podobny do greckiego używa wiele nacji, to nie jest osiągnięcie. Grecy bazowali swój alfabet na fenickim i kananejskim, też nie działali w próżni

Stary Grzyb
niedziela, 1 listopada 2020, 15:20

Dwa dni temu podpułkownik Putin stwierdził, że podstawą uregulowania sytuacji powinno być odzyskanie suwerenności nad Arcachem przez Azerbejdżan, z tym, że bezpieczeństwo ormiańskich mieszkańców powinni zapewniać rozmieszczeni tam rosyjscy "mirotworcy". Innymi słowy, oficjalnie potwierdził to, co pisałem na samym początku tej wojny - Rosja, dążąc do całkowitego podporządkowania i faktycznego wchłonięcia Armenii umożliwiła i wsparła, jeśli nie wręcz współzorganizowała turecko-azerski atak na Arcach. Jeśli ten atak się nie powiedzie - oby, bo to atak islamistów na pierwsze państwo chrześcijańskie w historii, a jego powodzenie oznaczałoby kolejne ludobójstwo Ormian - to dla Turcji będzie to znacząca porażka, ale dla Rosji klęska strategiczna, gdyż Ormianie w trakcie tej wojny już zrozumieli ponad wszelką wątpliwość, co jest wart "sojusz" z Rosją, i nie tylko w długim, ale już w średnim horyzoncie czasowym przeorientują się na Zachód (a diaspora ormiańska jest znaczna i wpływowa nie tylko we Francji czy w USA), co z kolei spowoduje fundamentalne osłabienie, jeśli nie ostateczny upadek, rosyjskiej kontroli na Kaukazem. Problem jest de facto jeden - postawa Zachodu, zwłaszcza, gdyby Donald Trump nie wygrał wyborów, co oczywiście byłoby klęską na skalę, przy której Arcach to drobiazg, jak by nie był dla Ormian bolesny. Sporo jest na szali 3 listopada ...

rob ercik
poniedziałek, 2 listopada 2020, 09:15

Który to już raz FR upadła? Przestałem liczyć ...

bf109
niedziela, 1 listopada 2020, 15:19

Każdy sukces Azerów w tej wojnie to zarazem kolejny krok do przejęcia Azji Centralnej przez Turcję. Lądowe połączenie z Azerbejdżanem oznacza wzrost inwestycji, wymiany handlowej i zacieśnienia więzi politycznych tamtejszych państw z Ankarą. Rosja musi być bardzo słaba skoro pozwala na coś takiego. Widać czują, że ratowanie zadłużonej Białorusi do reszty wydrenuje ich budżet.

Eee tam
poniedziałek, 2 listopada 2020, 10:22

Ropa dzień w dzień wali po -5% w dół kaniec filma o imperium

abc
niedziela, 1 listopada 2020, 15:10

Pokska powinna się zaangażować , wysłać nasze oddziały i założyć bazę wojskową w Armenii i zostać pełnowartościowym partnerem USA , może uznacie to za żart, jednak to wyznacza kierunek i jeżeli nie będziemy się sami cenić nikt nas cenić nie będzie i nie będzie się z nami liczył

ja
poniedziałek, 2 listopada 2020, 12:27

No to daj przykład "bohaterze" i tam jedź robić "łaskę" USA :))

Jur
poniedziałek, 2 listopada 2020, 11:15

Prawda. Jestem pewien, że oficjalnie wywołałoby to śmiech, a nieoficjalnie niepokój i pewien szacunek.

Lelum wypolerum
poniedziałek, 2 listopada 2020, 10:57

Napewno by się Ormianom jakieś wsparcie przydało, teraz są w takim położeniu jak kiedyś Polska za zaborów.

Milutki
poniedziałek, 2 listopada 2020, 13:46

Ale to Armenia jest zaborcą, to oni napadli na Górski Karabach i wysiedlali Azerów. Polska powinna pomoc Azerbejdżanowi

Arro
poniedziałek, 2 listopada 2020, 20:48

Turcja powinna oddać swoje tereny Grecji. Wszyscy znają Talesa z Miletu, Heraklita z Efezu. Tak się składa, że Milet, Efez czy inne greckie miasta leżą obecnie w Turcji. Nie wspomnę o terenie byłego Bizancjum.

Milutki
poniedziałek, 2 listopada 2020, 23:08

Starożytna grecka kultura została zniszczona przez poprzedników współczesnych Greków wraz z rozwojem chrześcijaństwa w Rzymie. Grecja jako państwo istnieje od XIX wieku, wcześniej władzę nad nimi sprawowali Turcy a jeszcze wcześniej Rzymianie

Lelum wypolerum
poniedziałek, 2 listopada 2020, 10:56

Tylko co my tam możemy wysłać T-72 którym zaraz wieże będą latać.

sfdsfdsgfdg
poniedziałek, 2 listopada 2020, 10:41

Pomysł nie jest zbyt dobry, my mamy dobre stosunki z Turcją.

Jacek Pla.
niedziela, 1 listopada 2020, 23:21

my nawet własnego interesu w PGZ nie potrafimy strzec, a taka baza to dopiero byłby cyrk

Gulden
niedziela, 1 listopada 2020, 12:47

No cóż,sprawa jest prosta.Ci w Arcachu wiedzą doskonale,co się stanie,c jak tam wpuszczą odziały wroga po ziemi.Ludność cywilna,jak nie zdąży ucie,zostanie wybita.To raz,po drugie wejście po raz drugi na ten teren ormian,będzie absolutnie wykluczone,bo azerowie tam pozostawią spory kontyngent żołnierzy,by pilnować stanu posiadania.Pozostaje otwartym,na ile ten główny Azer,plus Erdogan zamiarują wbić w głąb Armenii słupy graniczne,by stworzyć strefę buforową.Tak to mniej więcej wygląda.

Milutki
niedziela, 1 listopada 2020, 23:26

Ormianie wysiedlili prawie milion Azerow i ci gdy wrócą słusznie odbiorą co im się należy.

Ee
poniedziałek, 2 listopada 2020, 08:48

Turcy zamordowali miliony Ormian.

Milutki
poniedziałek, 2 listopada 2020, 13:15

Ormianie chcieli zamordować miliony Turków ale im nie wyszło, Turcy się obronili

Matchwat
poniedziałek, 2 listopada 2020, 21:11

Zbrodnia ludobójstwa, jaką dokonali Turcy na Ormianach, to nie jest żadna obrona. Proszę tu nie głosić tureckiej propagandy. Poza tym obecna Turcja prowadzi różne konflikty, wspiera i wykorzystuje islamskich terrorystów choćby w Syrii. O wojnie z Kurdami nie ma co wspominać. Przypomnę tez nazwisko tureckiej prawniczki Ebru Timtik. Erdogan jest niebezpieczny nie tylko dla samych Turków, Kaukazu, Bliskiego Wschodu, ale także dla Europy i NATO.

Milutki
poniedziałek, 2 listopada 2020, 23:11

Turcja broni około 4 mln Syryjczyków w Syrii i okolo 3,5 mln u siebie, Turcja jest też domem dla kilkunastu milionów Kurdów. W 1915 roku Ormianie zaatakowali Turków a ci się bronili, takie są fakty.

Arro
poniedziałek, 2 listopada 2020, 20:50

Nawet gdyby te bzdury, które piszesz były prawdą, to nie zmienia faktu, że Turcy wymordowali co najmniej 1 500 000 Ormian, z 1 000 000 Greków i 750 000 Asyryjczyów. W większości bezbbronych kobiet i dzieci. Tacy to byli agresorzy z Ormian..

Milutki
poniedziałek, 2 listopada 2020, 23:12

Turcja obroniła się przed agresorami i te nacje które wymieniasz powinny przeprosić za to że byli agresorami

AA
wtorek, 3 listopada 2020, 20:03

Powiedz mi, dlaczego tak pochwalasz ludobójstwo?

Eee tam
niedziela, 1 listopada 2020, 17:43

Kto będzie niby wybity jak 90% cywili dawno już uciekło do Armenii?

Gulden
niedziela, 1 listopada 2020, 20:22

Nie wszyscy jeszcze uciekli,bankowo.Wiesz jak trudno się dom opuszcza,wybudowany wlasnymi rękoma?

Milutki
niedziela, 1 listopada 2020, 23:29

Tak, trudno to zrozumieć co człowiek czuje gdy musi zostawiać dom wybudowany własnymi rękoma. Aby to zrozumieć można zapytać Azerów którzy musieli uciekać ze swoich domów w Górskim Karabachu przed ormiańskimi agresorami

Smuteczek
niedziela, 1 listopada 2020, 12:27

Zastosowanie dronow zmniejszyło sie istotnie, ale wynika to w duzej mierze z tego ze Armenia wycofała wiekszosc ciezkiego sprzetu. Nie ma juz na pierwszej linii czolgow (ktorych duza jezeli nie wieksza czesc juz stracili), a artyleria jest w gorach duzo lepiej zamaskowana i chroniona. Nie znaczy to ze drony sa mniej skuteczne. One zwyczajnie swoja robote juz zrobily. Teraz trzeba zajac teren i zobaczymy jak sobie Azerowie z tym poradza.

Imperialistom mówimy nie
niedziela, 1 listopada 2020, 18:36

A może... wstrzymanie dostaw silników Rotaxa i kanadyjskich głowic opoelektronicznych ostudziło hojność tureckich dostawców. Widmo braku dronów nawet na własne potrzeby... Turcy mają o czym pomyśleć i silną motywację by je oszczędzać. Brawo diaspora Ormiańska.

ABC
niedziela, 1 listopada 2020, 18:25

Zaskoczenie jest bardzo pożądane w czasie wojny i to było widać. Okopany ale nie zamaskowany sprzęt był doskonałym celem dla dronów. Same wykopy zachęcały do ataku. Ten sam sprzęt okopany i zamaskowany byłby trudniejszy do wykrycia. Pięć stanowisk zamaskowanych i nawet nie okopanych z których cztery byłoby z makietami to byłoby znaczne utrudnnienie, zwłaszcza przy nieruchomym sprzęcie. Poza tym dobrze byłoby mmieć coś na drony, cokolwiek choćby dubeltówkę, a Ormianie nie mieli nic ... dotychczas.

yaro
niedziela, 1 listopada 2020, 11:57

Rosja przedwczoraj w odpowiedzi na pismo Paszyniana z prośbą o pomoc wojskową oficjalnie przez swój MSZ odmówiła Armenii pomocy.

Stiv
niedziela, 1 listopada 2020, 18:20

Rosyjskie T-90 z osłoną Pancyrów będą tak samo jak armeńskie T-72 z osłoną Os ponosić gigantyczne straty od tureckich i izraelskich dronów. Więc oczywiste że odmówili pomocy.

Domin
niedziela, 1 listopada 2020, 14:24

Rosja nie odmówiła Armenii, tylko Górskiemu Karabachowi, a to już różnica, bo ten teren prawnie należy do Azerbejdżanu

AndyP
niedziela, 1 listopada 2020, 22:20

Coś jak Abchazja i Południowa Osetia należące prawnie do Gruzji???

Pawel
niedziela, 1 listopada 2020, 18:08

Rosjanie probuja grac na dwa fornty i za za duzo kombinuja-Azerowie juz nie sa ich sojusznikiem a Armenia wkrotce przestanie.Ale tak to jest jak sie przecwani.

Davien
niedziela, 1 listopada 2020, 13:16

No to pewnie niedługo baza Rosji w Armenii zostanie zlikwidowana bo była tam tylko dlatego ze mieli pomagać Armenii.

Eee tam
niedziela, 1 listopada 2020, 17:44

Jeszcze przed obecną wojną Ormanie głośno mówili że wyrzucą Rosjan jeśli ci podczas konfliktu będą bierni

lmao
poniedziałek, 2 listopada 2020, 04:56

I co, otworzą się na Turecki podbój? Rosyjska baza jest w Gyumri, nad granicą z Turcją nie Azerbejdżanem. Po co i przeciwko komu się tm znajduje, łatwo się domyśleć

Davien
piątek, 6 listopada 2020, 08:30

A po kiego im baza rosyjska i sami rosjanie jak na żadna pomoc od nich i tak liczyć nie mogą??

abc
niedziela, 1 listopada 2020, 15:59

Natura nie lubi próżni, to tworzy miejsce dla nowego gracza który ma Cojones.

Perun Shogun
niedziela, 1 listopada 2020, 15:17

Mylisz się. Umowa jest podpisana do 2040 roku. Co więcej, ta baza jest jedyną obecnie gwarancją Status Quo Armenii. Bez niej dojdzie do kolejnej rzezi Ormian. Turcy pokazali jacy są we Francji. Dla Stanów Zjednoczonych znaczenie ma Turcja i Gruzja. Tylko zmiana biegunów na Grecję i Gruzję zamiast Turcję w Stanach może poprawić sytuację Armenii. To jest wojna Islamu z resztą świata. Niestety zachód chowa głowę w piasek

Tweets Defence24