Wojna hybrydowa. Powtórka z historii.

2 czerwca 2015, 14:25
Pobór na Krymie do rosyjskiego wojska pokazuje, jak przychylna Putinowi jest miejscowa ludność – fot. mil.ru
Rosjanie przypominają, że amerykańskie Zielone Berety mają m.in. organizować i wspierać „sojusznicze” ruchy partyzanckie i powstańcze – US Army
Żołnierze rosyjscy działający na Krymie byli skuteczni ale źle wyposażeni – fot. mil.ru
Rosyjska propaganda szuka analogii porównując włoskiego bohatera narodowego Garibaldiego z jednym z rosyjskich dowódców w Doniecku – Striełkowem. Wikipedia/Press-centr DNR

Wielu generałów, analityków i „strategów” zaskoczonych przez sposób działania Rosji na Krymie i na wschodniej Ukrainie próbuje swoje wcześniejsze, „pokojowe” analizy tłumaczyć zastosowaniem przez Rosjan zupełnie nowych sposobów działania, podciągając je pod pojęcie tzw. „wojny hybrydowej”. Tymczasem Rosjanie wyraźnie starają się udowodnić, że ich taktyka prowadzenia operacji z 2014 r. była stosowana na świecie już od dawna – w tym przez państwa zachodnie. Trzeba ją było tylko przewidzieć.

Szczególnie interesująca jest rozprawa „Mit wojny hybrydowej” dyrektora Centrum analizy strategii i technologii AST, Rusłana Puchowa, opublikowana po raz pierwszy w gazecie „Niezawisimoje wojennoje obozrienije”. Puchow wyjaśnia w niej różne aspekty „pośrednich i asymetrycznych sposobów działania” oraz łączy je z ustaleniami zaktualizowanej, wojennej doktryny Federacji Rosyjskiej.

Publikacja jest interesująca nie tylko ze względu na głoszone w niej poglądy ale również dlatego, że pokazuje, jak niewielkie szanse ma na razie szeroko pojęty „Zachód”, by wygrać z Kremlem w wojnie propagandowej o „dusze” rosyjskich obywateli.

Niczego nowego nie było

Główna teza analizy Puchowa to stwierdzenie, że armia rosyjska nie stosowała żadnej nowej taktyki: ani na Krymie, ani później na Ukrainie. Nieprawdziwe są więc dla Rosjan teorie, że ukraiński kryzys to jakaś nowa forma prowadzenia działań interwencyjnych przez wojska Federacji – określana na Zachodzie jako „wojna hybrydowa”.

Tymczasem, według NATO, Rosja wykorzystując tą nową „taktykę” stała się dla Europy groźniejsza, niż wcześniej Związek Radziecki. Cytowany jest tu, przede wszystkim, Sekretarz Generalny NATO Anders Rasmussen (Puchow jego wypowiedź nazwał fantazjami): „Przyjęte przez Rosję podejście jest połączeniem bardzo znanych konwencjonalnych działań bojowych z nowymi, bardziej zaawansowanymi metodami propagandy i dezinformacji. Oczywiście, Zachód nie powinien być naiwny i dlatego konieczne jest znalezienie bardziej skutecznych metod przeciwdziałania zagrożeniom hybrydowym”.

Tymczasem dla Rosjan termin „wojna hybrydowa” („hybrid war”) ma charakter bardziej propagandowy, niż klasyfikacyjny, ponieważ przy próbach sformułowania dokładnej definicji tego pojęcia - to, co miało być w taktyce działania nowe, nagle okazuje się znane … i to od dawna. Na Zachodzie termin ten stał się jednak środkiem na wytłumaczenie wszystkiego, co się dzieje na wschodniej i południowej Ukrainie.

„Oszukańcza terminologia” – czyli rosyjskie poglądy na teorie zachodnich „strategów”

Udowadniający swoje tezy Puchow zacytował dwie wykorzystywane na Zachodzie definicje:

  • „Wojna hybrydowa” – to kombinacja otwartych i tajnych działań bojowych, prowokacji i dywersji w połączeniu z negowaniem własnego zaangażowania, co znacznie utrudnia reakcję odpowiednią do tych działań;
  • „Wojna hybrydowa” – to działania polegające na wykorzystaniu wojennych i pozamilitarnych instrumentów w zintegrowanej kampanii, która ma zaskoczyć nieprzyjaciela, a potem umożliwić przejęcie inicjatywy i osiągnięcie korzyści psychologicznych. W tym celu wykorzystuje się na dużą skalę działania dyplomatyczne, „przykrycie” informatyczne i radioelektroniczne, cyberoperacje, ukrywa się jak najdłużej prowadzenie operacji wojskowych i wywiadowczych - wszystko w połączeniu z wywieraniem silnej presji ekonomicznej (wg. Military Balance 2015).

Rosjanie dziwią się opiniom wyrażanym na Zachodzie, zgodnie z którymi w lutym i w marcu 2014 r. wojska rosyjskie miałyby w jakiś nowatorski i zaskakujący sposób wykorzystać piechotę morską, wojska powietrznodesantowe i siły specjalne, łącząc je z działaniami informatycznymi i radioelektronicznymi „z wykorzystaniem na szeroką skalę cyberprzestrzeni i łączności strategicznej do prowadzenia wielokierunkowej i bardzo skutecznej kampanii informacyjnej, zarówno dla odbiorców wewnętrznych i zewnętrznych”. Są zaskoczeni poglądami, że na wschodniej Ukrainie mieliby pokazywać „zdolność do szybkiego tworzenia grup nacisku - składających się z miejscowej ludności ale kierowanych i wspieranych z zewnątrz”.

Puchow zauważył natomiast od razu, że dla NATO tak prowadzona „wojna hybrydowa” staje się poważnym wyzwaniem, ponieważ znalazła się w tzw. „szarej strefie” zobowiązań Sojuszu (nie mieszcząc się w standardowo definiowanych działaniach wojennych). Rosjanie zdali sobie więc sprawę, że odpowiednio dobranymi działaniami mogą - teoretycznie - doprowadzić do rozłamu politycznego między członkami Paktu Północnoatlantyckiego w chwili, gdy któreś z państw członkowskich nagle poprosi o pomoc.

Działania na Ukrainie według Rosjan

Według Rosjan cytowane wyżej definicje „wojny hybrydowej”, a zwłaszcza opis ich działań w 2014 r., są całkowicie oderwane od rzeczywistości. Nie mogą np. zrozumieć, jakie działania informacyjne, cyberoperacje i „szerokie wykorzystywanie cyberprzestrzeni” mieli prowadzić na Krymie i do czego miałoby one doprowadzić, biorąc pod uwagę „archaiczność sił zbrojnych Ukrainy”.

Puchow stara się również udowodnić, że działania propagandowe na Krymie były bardzo ograniczone, i to zarówno w odniesieniu do odbiorców wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Wręcz przeciwnie, uważa że Moskwa nie chciała rozgłaszać powodu i kierunku swoich działań w odniesieniu do Ukrainy, co się zresztą udało, biorąc pod uwagę zaskoczenie wszystkich po sprawnym przejęciu Krymu.

Było to, zresztą, słuszne, ponieważ aneksja części Ukrainy spotkała się z wprost entuzjastycznym przyjęciem w Rosji, gdzie bez żadnej większej działalności propagandowej wszyscy i tak uważali Krym za rosyjską ziemię, natomiast w powszechnym przekonaniu Ukraina to „separatystyczne niepaństwo”.

Okazało się, że na Półwyspie Krymskim praktycznie bez użycia siły nastąpił całkowity rozkład władz ukraińskich. Armia masowo dezerterowała lub wprost przechodziła na stronę rosyjską. Rosjanie przypominają, że tylko 20% ukraińskich żołnierzy zdecydowało się dalej służyć w siłach zbrojnych Ukrainy. Z drugiej jednak strony, Puchow uczciwie zauważył, że taka sytuacja była możliwa tylko dlatego, że większość wojskowych, którzy zdecydowali się pozostać na Krymie, zrobiła tak, ponieważ mieszkała tam z rodzinami. To ten fakt, w większości przypadków, a nie działania propagandowe, zadecydował o ich pozostaniu „w Rosji”.

Wojna hybrydowa, czy po prostu „konflikt o niskiej intensywności”?

Celem wielu rosyjskich analiz jest teraz udowodnienie, że tzw. „wojny hybrydowe” toczyły się już niejednokrotnie, tyle że wcześniej określano je jako konflikty o „niskiej intensywności”. „Trudno sobie wyobrazić użycie siły wojskowej bez jednoczesnego zabezpieczenia wywiadowczego i informacyjnego, bez sankcji ekonomicznych, bez wykorzystania metod „tajnej wojny”, bez próby osłabienia przeciwnika i bez próby wykorzystania sprzeczności w kraju przeciwnika (etnicznych, społecznych, ekonomicznych, politycznych, itd.). Rosjanie mają rację - to abecadło każdego konfliktu zbrojnego od czasów starożytności.

Analitycy, którzy starają się udowodnić, że sukces Rosji był wynikiem „wojny hybrydowej”, czyli połączenia jawnych i tajnych działań wojennych z wykorzystaniem np. „zielonych ludzików”, ignorują - zdaniem Rosjan - unikatowy charakter krymskiej operacji. Operacji, w której Moskwa wykorzystała przede wszystkim „…bezwzględne poparcie miejscowej ludności i spowodowaną w dużej mierze tym faktem, pełną izolację i paraliż ukraińskich jednostek wojskowych na Krymie”.

Dodatkowo, na półwyspie były rosyjskie bazy wojskowe, których obecność, sankcjonowana umowami międzynarodowymi, dawała możliwość skrytego wzmacniania obecności militarnej nowymi oddziałami i sprzętem.

Rosjanie przy tym wyraźnie zaznaczają: „Trudno sobie wyobrazić pojawienie się „wrażliwych ludzi” [„zielonych ludzików”] w innym środowisku – np. w Polsce lub w środku Stanów Zjednoczonych”. W tym przypadku nie byłoby żadnego, formalnego wytłumaczenia takiej działalności i żadnych szans na powodzenie.

Działania stare jak świat

Puchow podkreśla, że wykorzystanie regularnych sił zbrojnych bez oznaczeń przynależności państwowej w działaniach wojskowych o niewielkiej intensywności lub działaniach specjalnych ma długą historię i nie można tego uznawać za nowe zjawisko. Historia zna również przykłady interwencji z wykorzystaniem tzw. „dobrowolców” – ochotników, a nie regularnych oddziałów wojskowych.

Według autora rozprawy podczas praktycznie każdej wojny domowej dochodzi do sytuacji, w której ktoś wspiera siły biorące udział w konflikcie. Rosjanie przypominają zresztą, że jednym z głównych zadań dowództwa amerykańskich sił specjalnych, a szczególnie Zielonych Beretów. jest organizowanie i wspieranie „sojuszniczego” ruchu partyzanckiego i powstańczego.

Rosjanie przypominają, że amerykańskie Zielone Berety mają m.in. organizować i wspierać „sojusznicze” ruchy partyzanckie i powstańcze – US Army

Puchow udowadnia w swojej analizie, że „operacja Federacji Rosyjskiej na Ukrainie jest klasycznym przykładem działania siły zewnętrznej w celu wspierania „przyjacielskich” sił w wewnętrznym konflikcie politycznym i obywatelskim”. Taka „interwencja” była jednak możliwa tylko dlatego, że jedna ze stron była rzeczywiście nastawiona „przyjacielsko”.

Czym Ukraina przypomina Włochy, Teksas i Sudety?

Rosjanie wskazują na trzy historyczne wydarzenia, które według nich przypominają to, co się działo i dzieje w czasie ukraińskiego konfliktu:

  • zjednoczenie Włoch w połowie XIX wieku czyli włoska irredenta, ze szczególnym wskazaniem na Giuseppe Garibaldiego;
  • wojna Meksyku ze Stanami Zjednoczonymi w latach 1846-1848, która pozwoliła Amerykanom zająć Teksas, Kalifornię, Nowy Meksyk, Arizonę, Nevadę, Utah, Wyoming i Kolorado;
  • aneksja na mocy Układu Monachijskiego czeskich Sudetów przez faszystowskie Niemcy w październiku 1938 r.

W każdym z tych konfliktów mamy do czynienia z „ojczystym krajem” (Królestwo Piemontu i Sardynii, Stany Zjednoczone oraz Rzesza Niemiecka), który z powodów politycznych nie mógł od razu interweniować bezpośrednio na rzecz ruchów separatystycznych. Kraje te wykorzystywały więc rożne sposoby, by podtrzymać działania sił rozłamowych w innych państwach. Inicjowano je i finansowano, dosyłano ochotników i wykorzystywano ukryte oddziały własnych sił zbrojnych,. Ostatecznie dochodziło do interwencji – zawsze „tylko dla ochrony swoich rodaków”. I to dlatego Rosjanie podkreślają, że w/w trzy konflikty bardzo przypominają działania rosyjskie podczas konfliktu ukraińskiego.

Puchow szczególne podobieństwo do dzisiejszej sytuacji widzi w wydarzeniach w Włoszech sprzed ponad 150 lat. Porównuje przy tym Igora Striełkowa – głównodowodzącego prorosyjskich separatystów w Doniecku - do włoskiego bohatera narodowego Giuseppe Garibaldiego.

Rosyjska propaganda szuka analogii porównując włoskiego bohatera narodowego Garibaldiego z jednym z rosyjskich dowódców w Doniecku – Striełkowem – Wikipedia/Press-centr DNR

Wskazuje, że Garibaldi był tylko początkowo mocno wspierany przez króla Wiktora Emanuela II i premiera Włoch Camilla Cavoura. W pewnym momencie stał się jednak zagrożeniem politycznym i trzeba było go przystopować (potyczka pod Astormonte). W podobny sposób traktowano w Moskwie Striełkowa, który z sojusznika stał się dla Kremla, po prostu, „politycznym kłopotem”.

 

Zaskoczyła nie „wojna hybrydowa” ale Putin

Rosjanie mają dużo racji twierdząc, że w oparciu o wydarzenia historyczne można łatwo obalić teorie o „wojnie hybrydowej” jako o nowości w dziedzinie myśli wojskowej. Nie mylą się również twierdząc, że konflikt ukraiński jest tylko przykładem użycia konkretnych sposobów działania, od dawna wykorzystywanych w innych, specyficznych konfliktach.

W oparciu o to starają się dowieść, że termin „wojna hybrydowa” jest nadużywany na Zachodzie specjalnie po to, by wyolbrzymić rolę czynnika zewnętrznego (Rosji) w ukraińskim konflikcie, a jednocześnie zmniejszyć znaczenie czynników wewnętrznych. W ten sposób z powodzeniem tłumaczą rosyjskiemu społeczeństwu, dlaczego zachodni analitycy nadal mówią bezzasadnie o „nowatorskiej hybrydowej wojnie, prowadzonej przez Rosję przeciwko Ukrainie”.

O ile oczywiście porównanie Striełkowa do Garibaldiego jest dosyć karkołomne, nawet jak na poziom rosyjskiej propagandy, o tyle ocena przez Puchowa samej „wojny hybrydowej” jest już w miarę rozsądna. Obiektywnie rzecz biorąc, rzeczywiście wszystkie działania podejmowane skrycie lub jawnie przez Rosjan na Ukrainie były już wcześniej stosowane w różnych konfliktach i nie powinny one nikogo dziwić.

Pobór na Krymie do rosyjskiego wojska pokazuje, jak przychylna Putinowi jest miejscowa ludność – fot. mil.ru

Należy również pamiętać, że na Ukrainie pomogła Rosjanom nie tylko przychylna ludność miejscowa – co widać było szczególnie w przypadku Krymu - ale również bierność strony ukraińskiej i społeczeństwa międzynarodowego.

Puchow, oczywiście, stronniczo dobiera fakty, chociażby przemilczając „dorobek” Związku Radzieckiego jeżeli chodzi o stosowanie metod hybrydowych w konfliktach zbrojnych. Rosjanie powinni przecież pamiętać o ich sposobach działania w Korei, Chinach, Mongolii, jak również w Polsce. Teraz do tego „dorobku” niewątpliwie dojdzie konflikt ukraiński.

Tak naprawdę, naiwny Zachód został zaskoczony nie „nowymi” sposobami działania ale postawą prezydenta Rosji Putina, który przez kilka lat praktycznie uśpił analityków i strategów zachodnich. Zapraszany i podziwiany -  nagle, w ciągu kilku dni -zmienił się w cynicznego polityka, który bez mrugnięcia okiem kłamał dziennikarzom, a później bez skrupułów się do tego przyznał. Kompletnym zaskoczeniem dla Zachodu była również postawa rosyjskiego społeczeństwa, które od samego początku dawała swojemu prezydentowi pełne poparcie.

Błędne były też oceny rosyjskiej armii i to w dwóch aspektach. Przeceniono rosyjskie uzbrojenie, które nawet w przypadku wojsk specjalnych okazało się siermiężne i niedopracowane. To, że operacja zajęcia Krymu zakończyła się powodzeniem, było tylko efektem bierności Kijowa. Przeciwko Ukraińcom na Krymie wysłano np. stare transportery opancerzone, duża część „zielonych ludzików” nie miała środków łączności i systemów do działania w nocy, atak na ukraińskie okręty siłami specjalnymi nie zakończył się masakrą tylko z powodu bierności Ukraińców, itd., itp. Obecnie Rosja prowadzi jednak program modernizacji, zwiększając wydatki obronne nawet w czasie kryzysu.

Żołnierze rosyjscy działający na Krymie byli skuteczni ale źle wyposażeni – fot. mil.ru

Nie doceniono natomiast rosyjskiego dowództwa. Wcześniej uważano, że jest ono opanowane przez „beton” generalski i admiralski, skorumpowany, żyjący przeszłością i hamujący rozwój sił zbrojnych Rosji. Wydarzenia na Krymie pokazały, że rosyjscy dowódcy potrafią bardzo dobrze dobrać sposoby działania do miejsca, stosują niestandardowe i zróżnicowane techniki działania/ Wykorzystując specyficzną sytuację wewnętrzną na Ukrainie, w przypadku Krymu uzyskali sukces praktycznie bez strat.

Bez odpowiedzi pozostaje natomiast pytanie, dlaczego tak bardzo w stosunku do Rosji mylili się analitycy...
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 32
Reklama
Marcinho
wtorek, 17 września 2019, 11:59

Konflikt ukraiński na Krymie w we wschodnich okręgach to bardzo trudny do zdefiniowania przypadek konfliktu zbrojnego. Dlatego też bez wątpienia można stwierdzić, że należy do gamy "nowoczesnych" konfliktów. Użycie pojęcia "wojna hybrydowa" jest tu dobre, gdyż, rzeczywiście, mamy do czynienia z wieloma wymiarami prowadzenia działań wymierzonych w Ukrainę- działania ekonomiczne, dezinformacyjne, propagandowe, akcje sił specjalnych, wsparcie szkoleniowe i sprzętowe dla separatystów, stosowanie nieoznakowanych żołnierzy. To wszystko powoduje, że tak naprawdę trudno jednoznacznie wskazać, czy rzeczywistym agresorem jest Rosja czy też Ukraińcy z Donbasu. Jeśli to drugie, to i tak mają oni wsparcie rosyjskie. Ale tego nikt w 100% nie może udowodnić. Inna kwestia- reakcja Zachodu. Była ona bardzo ograniczona, gdyż: 1) oficjalnie nie było wiadomo przez dłuższy czas, kto z kim tu wojuje; 2) nieoficjalnie wiadomo było, że podżegaczem jest Rosja, ale nikt nie mógł otwarcie oskarżyć Putina. A zadrzeć z Putinem to jest ciężko...

Geoffrey
środa, 3 czerwca 2015, 08:03

Trzeba zacząć od tego, ze pojęcie "rosyjska analiza" jest oksymoronem. Wszystkie wypowiedzi, które pojawiają się w Rosji, służą konkretnemu celowi. W tym przypadku działaniom osłonowym rosyjskiej propagandy, która przekonuje świat, ze "Rosja nic złego nie robi, a szczególnie nie prowadzi wojny". Co jest samo w sobie nie dostrzeganym na Zachodzie paradoksem, bo szeroka synchronizacja działań propagandowych jest najlepszą ilustracją tego, JAK Rosja prowadzi wojnę. Co do sukcesu w zajęciu Krymu przez Rosję, to podstawową przyczyną była pełna infiltracja i paraliż ukraińskiego dowództwa, które nie podjęło żadnych działań obronnych. To byli ludzie Janukowycza, działający w interesie Rosji. Znamienny jest przykład jednostki ukraińskiej piechoty morskiej z Eupatorii, świetnie wyszkolonej i wyposażonej, która dostała z Kijowa rozkaz złożenia broni.

Kilo
środa, 3 czerwca 2015, 10:06

"Trzeba zacząć od tego, ze pojęcie "rosyjska analiza" jest oksymoronem. Wszystkie wypowiedzi, które pojawiają się w Rosji, służą konkretnemu celowi." To znaczy ze co, ze nie nalezy ich w ogole czytac a opierac sie jedynie na analizach zachodnich "think tank'ow" lub ich klonach u nas?

Gość
środa, 3 czerwca 2015, 07:59

W mojej ocenie to co się stało na Krymie to złamanie prawa międzynarodowego i agresja zbrojna wobec sąsiada. Druga sprawą jest oszukanie Ukrainy przez państwa gwarantujące jej bezpieczeństwo i nienaruszalność jej granic z 1994r w Budapeszcie przez USA, WB, I Rosję. W 1939r przeszliśmy podobny zawód i my Polacy po tych doświadczeniach powinniśmy zapamiętać ,że nikt nie przyjdzie nas bronić jak mu się to nie będzie opłacało. Układy bezpieczeństwa to element bardziej polityczny niż obronny. Jedynym i niezawodnym elementem naszego bezpieczeństwa jest nasza armia i należy dbać by była doskonale uzbrojona i miała pełne magazyny tego uzbrojenia dla mobilizowanych. Wolności nikt na zawsze nie dostaje i wolność ma swoją cenę, także ekonomiczną. Najbardziej przez wieki sprawdzało się to przysłowie," chcesz pokoju szykuj się do wojny" Mogę się założyć że obce i wrogie siły siedzą u nas i przeszkadzają ,byśmy tak nie myśleli a jeszcze bardziej byśmy tak nie robili.

Afgan
środa, 3 czerwca 2015, 11:10

Poszedł bym nawet dalej i powiedział że jedynym gwarantem bezpieczeństwa jest własna broń atomowa. Gdyby Ukraina nie poszła w 1994 roku na durny układ w Budapeszcie i dalej miała w posiadaniu broń atomową, jestem pewien że Krym byłby nadal ukraiński a wojny w Donbasie by nie było.

zuzel
środa, 3 czerwca 2015, 16:39

Doczekaja sie swojej wojny hybrydowej. Skosnookich przybywa.

tomm
niedziela, 7 czerwca 2015, 12:12

analitycy zachodni brali pieniądze od swych mocodawcow w Moskwie,,to jest jedyne logiczne wytlumaczenie uspienia czujnosci NATO i UE

lipa
niedziela, 7 czerwca 2015, 16:33

Świetne wytłumaczenie pychy,nieudolności i trwonienia pieniędzy podatników na ciepłych posadkach-jakie to typowo polskie myślenie.Brak samokrytycyzmu i analizy własnych dziecinnych błędów za to wszechogarniający spisek Wiadomych Służb.Bo najłatwiej własna niekompetencję zwalic na tajemny Układ żydowsko-ubecko-muslimsko-masonsko-bolszewicko-faszystowski .

rolo
wtorek, 2 czerwca 2015, 23:48

1 dolar będzie za 100 bubelków jak tylko ruszą do przodu,zobaczymy czy propaganda pomoże.pierwsi w kantorach będą ci co najgłośniej chwalą putlerka

tomal
wtorek, 2 czerwca 2015, 21:57

analitycy widzieli to, co chcieli zobaczyć zachodni politycy.A ci chcieli widzieć w Putinie szczerego demokratę,he.he

kez87
piątek, 5 czerwca 2015, 14:14

Otóż to i to jest też powód,dla którego różne centra studiów wschodnich i inne takie u nas nie potrafiły zauważyć że Wschód Ukrainy zupełnym przypadkiem poparł Janukowycza (którego obalił Majdan sformowany przez ludzi z Zachodniej Ukrainy) w wyborach i że ci ludzie mówią po Rosyjsku a wśród nich - zwłaszcza na Krymie - jest spory odsetek rodowitych Rosjan. No ale oczywiście - chciano "demokratycznej,prozachodniej Ukrainy" więc to zlekceważono - a potem taki zonk... Kolejna kwestia to użeranie się z "wojną hybrydową".TO JEST POWTÓRKA Z HISTORII.I nawet II RP zastosowała z sukcesem wojnę hybrydową. Ignorantom polecam wikipedię: http://pl.wikipedia.org/wiki/Bunt_%C5%BBeligowskiego Tzw. "Bunt Żeligowskiego" BYŁ WYPISZ I WYMALUJ forma "wojny hybrydowej" analogiczną do tego co się stało na Krymie.To był przykład naszej własnej Polskiej wojny hybrydowej toczonej przeciwko ówczesnej Litwie przez II RP.I jeśli ktoś twierdzi,że takie działania i taka "wojna hybrydowa" nigdy wcześniej nie miały miejsca to po prostu ordynarnie łże jak pies (wiadomo - nasza rodzima,narodowa propaganda),albo jest niedouczony i tyle.

bezksywy
środa, 3 czerwca 2015, 15:36

Dla chętnych, przydługi komentarz: - Wojna hybrydowa. Nie wiem co jest wyjątkowego i odkrywczego w synergii działań. Może jest, ale dla telewizyjnych ekspertów i uczonych w piśmie. Wojna, dyplomacja, propaganda, naciski gospodarcze, dezinformacja stale towarzyszą konfliktom zbrojnym. To wiemy z historii, ale nie tej co uczą teraz w szkołach. W w/w przypadku zastosowano wszystko na raz i przyniosło skutek nawet bez poparcia zagranicznego. Zachód latami buduje koalicje, niekończące się konsultacje i jak już trzeba działać, dawno oponenci zmiany układu, są w trakcie przygotowań (patrz np. Rosyjskie działanie wobec Syrii, i brak porozumienia w NATO). Tymczasem w Polsce, Kozieje, Packi nieustanie pracują nad nowymi definicjami i kwitami, w przerwach między konferencjami i wywiadami, które nic realnie nie wnoszą, a nawet jeszcze bardziej komplikują. Ale co tam. Najważniejsze że ogłupieni ludzie przez polskojęzyczne media to kupują, bo ktoś używa erudycyjnego słownictwa i pokazuje fajne statystyki i wykresy. Putin pokazał jak wygląda zdecydowane działanie, brawura, inicjatywa. To czego uczyli kiedyś we wojsku. Upraszczając: na zachodzie słowa stanowią czyny, a na wschodzie są ich następstwem. - O konflikcie decyduje zawsze ten kto jest do niego bardziej przygotowany ( albo mu się tak wydaje). Ale znowu. Samozwańczy eksperci wypromowani przez media są zaskoczeni. Więc w wyrafinowanym języku próbują zagiąć rzeczywistość i wmówić ludziom że tego nie dało się przewidzieć. A Człowiek nieustannie atakowany podobnymi informacji zaczyna uważać to za prawdę. Jeszcze za wcześnie, żebym nazywał siebie wieszczem, ale powiem Wam że sprawdzalność moich prognoz, wbrew medialnym ekspertom poprawia mi humor, pomimo nieustannego ubolewania nad Najjaśniejszą..... - A Skąd się bierze zaskoczenie przeciętnego ludu pracującego. Największą krzywdę polskiej racji stanu, robią media. Wmawiającym ludziom wieczorem przy telewizorze i w drodze do pracy w radiu, że incydent salonki na okęciu jest dzisiaj najważniejszą rzeczą. Podsumowując, bardzo trafny artykuł opisujący beznadzieje ogłupionego przez media i polityków zachodu, wobec zdeterminowanego wschodu i nie mam namyśli tylko Rosji. Moim skromnym zdanie, to cały czas efekt upadku chrześcijańskiego systemu wartości i braku znajomości historii na każdym poziomie edukacji. Ulżyło mi, dziękuje

X
wtorek, 2 czerwca 2015, 21:28

"Przeciwko Ukraińcom na Krymie wysłano np. stare transportery opancerzone" - a nie było czasem tak, żeby wyglądało to (choć początkowo) na zdobyczny sprzęt separatystów z zasobów armii ukraińskiej, a nie na sprzęt dostarczony z Rosji? Czy nie z podobnego powodu zielone ludziki były zielonymi ludzikami, a nie rosyjskimi żołnierzami? Danie żołnierzom wysłanym na Ukrainę najnowszego rosyjskiego wyposażenia jednoznacznie wskazało by na Rosję, a nie separatystów, a wtedy nawet rosyjska propaganda nie dałaby rady.

rabarbarus
czwartek, 4 czerwca 2015, 09:24

Rosjanie nie przejmują się pierdołami. Na Krymie były Tigry, a w Donbasie są T72B3 i Pantsiry. Wszystkie zostają błyskawicznie zidentyfikowane przez analityków. W sieci są setki raportów o niezaprzeczalnej obecności Rosjan (łącznie z raportem ś.p. pana Niemcowa), a Rosjanie nadal mówią bezczelnie: to nie my. T72B3 to nie jest T72B3, tylko T64, a Pantsir to nie Pantsir, tylko złydzenie optyczne wywołane odbiciem światła Wenus w mgle unoszącej się nad stepami. I co nam zrobicie?

12345
środa, 3 czerwca 2015, 08:40

na Krymie pojawiły się nowe rosyjskie wozy Tigry przecież - na wojskowych rejestracjach z Rosji ..

Geoffrey
środa, 3 czerwca 2015, 08:10

Ale na Krymie nie było separatystów, były za to "zielone ludziki" w "tigrach", samochodach terenowych, które produkuje tylko Rosja. Rosja od początku działa na bezczelnego, twierdząc, ze to "nie ich" wojsko. A co robi świat? Traci czas i energię na "udowadnianie" oczywistości, że to jednak Rosjanie. Po co? Kto inny mógłby to być? A Rosjanie się śmieją z naiwności Zachodu i robią, co chcą.

KDT
wtorek, 2 czerwca 2015, 20:22

Taaa, sowieci udowadniają, że jak byli dzikusami, tak nadal nimi są i tyle w temacie...

Polak
wtorek, 2 czerwca 2015, 19:39

A Powstania Śląskie albo Powstanie Wielkopolskie ?

zdzich
piątek, 5 czerwca 2015, 12:34

Nie ma czegoś takiego jak Rosja.Jest tylko MAŁE KSIĘSTWO MOSKIEWSKIE które okupuje kilkadziesiąt narodowości.Stara sowiecka metoda polegająca na deportacjach całych narodów na Syberię i zaludnianie potem tych terenów Rosjanami.A za 50 lat można powiedzieć że są to "nasze rdzenne etniczne ziemie" i "MATECZNIKI" hahaha.....Trzeba non stop takie sprawy przypominać żeby prawda istniała w świadomości społecznej bo inaczej Królewiec za jakiś czas stanie się "MATECZNIKIEM" w sowieckiej propagandzie.

gość
wtorek, 2 czerwca 2015, 18:22

to może niech Autor na ostatnie pytanie zacznie odpowiedź od siebie...

jf
piątek, 5 czerwca 2015, 10:42

BIEDNI ANALITYCY ;). Cóż ci biedacy mieli napisać gdy na zachodzie obowiązywała polityka "Resetu". I wielkiej, "odwzajemnionej miłości" na osi Paryż - Berlin - Moskwa. Przecież wszyscy wielcy: socjaliści, demokraci, homoseksualiści i inni "multi-kulti", planowali zawiązek partnerski z Rosją. Problem w tym, że Putin nie zgodził się na "alternatywną miłość". A analitycy chcą jakoś wyjść z twarzą. Bo przecież nie mogą głośno powiedzieć, że rządzący życzyli sobie analiz potwierdzających kierunek ich polityki, a oni kłamali. Natomiast to że Rosja miała, ma i będzie miała Traktaty - Umowy Międzynarodowe w głębokim poważaniu, było, jest i będzie pewne. Zachodni analitycy są tak samo wiarygodni jak nasze firmy badające poparcie polityków.

Suj
wtorek, 2 czerwca 2015, 16:08

Za takie działanie Rosjan Ukraina powinna dozgonnie ścigać przed międzynarodowym wymiarem sprawiedliwości wszystkich uczestników tego zamachu terrorystycznego (aneksji Krymu), ich dowódców i mocodawców z Putinem włącznie. Przecież operacja quasi-wojskowa bez oznaczeń przynależności państwowej to czysty terroryzm. Rosja przez wspólnotę międzynarodową powinna zostać uznana za państwo wspierające terroryzm ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami. Ale świat nie jest idealny i nie łudzę się że do tego dojdzie. A szkoda...

DF
wtorek, 2 czerwca 2015, 23:49

Musiałbyś do tego samego wora włożyć USA, bo to ono wysyłała sprzęt do Afganistanu gdy ten walczył przeciwko Rosji, a potem używał go przeciwko Ameryce. Można by jeszcze długo wymieniać.Sporo krajów, m.in w Europie znalazłbyś, które mają podobne rzeczy za uszami, bo np. zbombardowanie Libii przyczyniło się jedynie do chaosu w państwie i rozszerzanie się komórek terrorystycznych i fanatyków islamskich po kraju.

ja
wtorek, 2 czerwca 2015, 15:47

"Bez odpowiedzi pozostaje natomiast pytanie, dlaczego tak bardzo w stosunku do Rosji mylili się analitycy..." Być może zachodni wywiad na ternie Rosji albo zawiódł - albo w znacznej części został przewerbowany przez Rosjan....

op
środa, 3 czerwca 2015, 12:56

Cała to "wojenka" było tylko po to, żeby kilku lokalnych watażków i gołodupców jak ten pożal się striełkow mogło się dorobić na niej. Do tej pory nie miał nawet na najtańszą zupę w dobrej restauracji, a teraz prowadzi się od jednej do drugiej w merolu, żoneczka zasuwa w drogich futrach. Nie on jeden zresztą zrobił biznes. Ot ruski patriotyzm.

Mam
środa, 3 czerwca 2015, 11:41

tzw. Zachód tak mocno się szamoce z Krymem bo został wystawiony do wiatru. Cała elektronika wzięła w łeb gdy ludziki stosowały chorągiewki zamiast komórek produkcji USA. Hamerykańcy dostali przetyczek w nos i jak się zorientowali (po 6 m-cach) to teraz chodzą skwaszeni i szukają odwetu

rabarbarus
czwartek, 4 czerwca 2015, 09:19

Biorąc pod uwagę ilość wyciekających do mediów rozmów pomiędzy "zielonymi ludkami", rozmaitymi polowymi komendantami oraz ich oficerami prowadzącymi w GRU, to twoje analizy komunikacji polowej w konflikcie ukraińskim brzmią nieco absurdalnie. Nie wspominając o drobnym fakcie, który prowokuje do pytania: a jakież to komórki produkują USA?

Andy
środa, 3 czerwca 2015, 10:48

Może po prostu analitycy zobaczyli to co chcieli zobaczyć...

zyg
niedziela, 7 czerwca 2015, 19:04

Rosjanom chyba megalomania skacze od konsumpcji wódki! Z tego co pamiętam z historii to Garibaldi raczej nie obcinał uszu zabitym Bośniakom dla nagrody w wysokości 10 DM? Zresztą nasi ułani pogonili Garibaldiego pod Custozą

Kedar1985
piątek, 5 czerwca 2015, 22:57

To, że wojna wybuchnie to raczej kwestia czasu kilkunastu miesięcy (kilku lat). Świat chyba nie lubi żyć w pokoju. Co kolejne stulecia to wojny. Chyba XXI wiek niczym nie będzie się różnił od poprzednich stuleci, chyba nagle nie powstanie złota era pokoju (?) Ta wojna na Ukrainie to tylko rozgrzewka przed potężnym walnięciem.

Podbipieta
czwartek, 4 czerwca 2015, 18:32

Garibaldi to był wredny mason ale miał te swoje zasady ,ale porónywanie go do jakiejś kó...y to to już ooooo wielikij kó..riew i ussyryjskoj bierieg.

podbipiętowa
niedziela, 7 czerwca 2015, 12:49

Stajesz się coraz mniej zrozumiały na stare lata.

Tweets Defence24