Reklama

Wrześniowa armata Boforsa wraca do Polski [FOTO]

25 listopada 2016, 13:54
fot. M.Dura
Po 75 latach przeciwlotnicza armata Boforsa znowu dotknęła polskiej ziemi - fot. M.Dura
Szwedzi przekazali armatę praktycznie w pełni wyposażoną, nawet z wyciorem – fot. M.Dura
Jedno z dwóch stanowisk celowniczego armaty przeciwlotniczej Bofors wz.36 kal. 40 mm – fot. M.Dura
Wojska Lądowe zapewniły wsparcie jeżeli chodzi o transport armaty Boforsa z Gdyni do Warszawy – fot. M.Dura
Armatę pomimo wagi można było bardzo łatwo przetoczyć na pokładzie okrętu ORP „Toruń” – fot. M.Dura
Armatę przeciwlotniczą Boforsa dostarczono dzięki pomocy Marynarki Wojennej na pokładzie okrętu transportowo–minowego ORP „Toruń” – fot. M.Dura

Do portu wojennego Gdynia Oksywie przypłynął okręt transportowo-minowy ORP „Toruń”, na pokładzie którego przetransportowano ze Szwecji armatę przeciwlotniczą Bofors wz.36 kal. 40 mm. Armata ta w Wojnie Obronnej w 1939 r. broniła polskiego nieba przed niemieckimi samolotami.

Powrót armaty przeciwlotniczej Boforsa po 75 latach był możliwy, dzięki staraniom Muzeum Wojska Polskiego (MWP), oraz znacznej pomocy udzielonej przez: Ministerstwo Obrony Narodowej oraz Siły Zbrojne, w tym m.in. Wojska Lądowe i Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych (które zabezpieczyły logistycznie cały transport). Inicjatywę wsparła też firma BAE Systems, która pokryła koszty wypożyczenia zabytku z Muzeum Wojska w Sztokholmie (Armémuseum).

Armatę przeciwlotniczą Boforsa dostarczono dzięki pomocy Marynarki Wojennej na pokładzie okrętu transportowo–minowego ORP „Toruń” – fot. M.Dura

Wydarzenie jest o tyle ważne, że w polskich zbiorach zachował się jedynie jeden i to niekompletny (bez łoża dolnego) egzemplarz armaty wz.36. Tymczasem zdaniem historyków był to „podstawowy sprzęt polskiej artylerii przeciwlotniczej we wrześniu 1939 roku”. Co najważniejsze, egzemplarz armaty Bofors wz.36 kal. 40 mm przekazany ze Szwecji był wykorzystywany w Polsce i być może badania wykażą, że brał udział w konkretnych walkach we wrześniu 1939 r. Wskazuje na to m.in. numer fabryczny oraz polskie oznaczenia na lufie. W czasie późniejszej eksploatacji wymieniono prawdopodobnie jedynie łoże dolne, ale i to wykażą dopiero dokładne badania.

Po 75 latach przeciwlotnicza armata Boforsa znowu dotknęła polskiej ziemi - fot. M.Dura

Jak na razie wiadomo, że po zajęciu Polski przez Niemców część skonfiskowanego Polakom uzbrojenia została odsprzedana innym krajom. Szwecja odkupiła w sumie około 60 „polskich” armat przeciwlotniczych kalibru 40 mm, a konkretny egzemplarz, który obecnie trafił do Polski, do końca lat siedemdziesiątych XX wieku był na wyposażeniu 3. Pułku Artylerii Przeciwlotniczej w Norrtälje szwedzkiej armii na północ od Sztokholmu.

Armatę pomimo wagi można było bardzo łatwo przetoczyć na pokładzie okrętu ORP „Toruń” – fot. M.Dura

Teraz zgodnie z umową ma być eksponowany w Muzeum Wojska Polskiego. Nie będzie on jednak wystawiony na zewnątrz, a stanie się częścią ekspozycji zamkniętej, zorganizowanej w pomieszczeniach „Fortu Czerniakowskiego” na Sadybie w Warszawie, który jest filą MWM. Tak się dobrze złożyło, że została tam zorganizowana wystawa pod znamiennym tytułem „Zrobiliśmy co do nas należało”, na której prezentowane są pamiątki z września 1939 r. - w tym polska tankietka.

Porozumienie z Armémuseum zakłada wypożyczenie armaty na 5 lat, ponieważ na taki okres czasu pozwalały szwedzkie przepisy. Przedstawiciele firmy BAE Systems Bofors podkreślają jednak, że nie będzie później żadnego problemu z przesunięciem tego terminu. Niektórzy historycy już myślą, że może później uda się dokonać wymiany i pozyskać armatę na stałe za coś, czego brakuje w muzeach w Szwecji.

Wojska Lądowe zapewniły wsparcie jeżeli chodzi o transport armaty Boforsa z Gdyni do Warszawy – fot. M.Dura

Skąd Bofors w przedwojennym Wojsku Polskim?

Zakup 60 armat Boforsa wz.36 kal. 40 mm i licencji na ich produkcję w Polsce to efekt decyzji z 1935 roku o rozbudowie polskich sił przeciwlotniczych. Wybrano produkt oferowany przez Szwedów i była to pierwsza licencja zagraniczna, jakiej Bofors udzielił na produkcję swoich armat. Był to bardzo dobry wybór, ponieważ później to samo uzbrojenie zostało zakupione przez wiele innych krajów – w tym Hiszpanię, Holandię, Rumunię i Wielką Brytanię.

Umowa zakładała, że i 8 rozłożonych, i 60 gotowych armat zostanie wyprodukowanych w Szwecji (taki egzemplarz właśnie trafił do Polski), a pozostałe potrzeby w tej dziedzinie zapewni już polski przemysł w oparciu o licencję i szwedzką pomoc techniczną. Ostatecznie armaty były produkowane w zakładach w Starachowicach - Towarzystwo Starachowickich Zakładów Górniczych, Stalowej Woli i Rzeszowie - pod zarządem zakładów H. Cegielskiego z Poznania, natomiast amunicja w fabrykach w Skarżysku i w Kraśniku. Współpraca była na tyle dobra, że licencja ta została później rozszerzona na armaty przeciwpancerne Bofors kaliber 37 mm – określane jako najlepsze w swojej klasie w tamtych czasach.

Szwedzi przekazali armatę praktycznie w pełni wyposażoną, nawet z wyciorem – fot. M.Dura

W sumie Polacy wyprodukowali 414 armat przeciwlotniczych kalibru 40 mm z czego 168 trafiło na eksport, a 246 dostarczono do polskiej armii. Razem z sześćdziesięcioma „szwedzkimi” egzemplarzami było ich więc w Polsce 306 (niektóre źródła podają, że nawet 350). Plany zakładały wyprodukowanie w sumie 536 sztuk, ale wojna przerwała ten program. 

Jeszcze więcej wyprodukowano armat przeciwpancernych kalibru 37 mm. Ze Szwecji dostarczono bowiem 300 sztuk (m/34 wz. 36), a w polskich zakładach wyprodukowano około 900.

fot. M.Dura

Czym jest armata przeciwlotnicza Boforsa

Armata przeciwlotnicza Bofors wz.36 kal. 40 mm w pozycji bojowej ważyła około 2300 kg. Dlatego była ona najczęściej holowana przez ciągnik artyleryjski C2P. W takim zestawie (działonie) do jej obsługi potrzeba był aż 9 osób: działonowy, celowniczy kierunku, celowniczy wysokości, celownikowy, ładowniczy, przelicznikowy, amunicyjny, wręczyciel, kierowca ciągnika z działem, kierowca ciągnika z przyczepką amunicyjną. Zgodnie z polską organizacją, dwa działony tworzyły pluton ogniowy, do którego dochodził dodatkowo dowódca plutonu, zastępca dowódcy plutonu („pomiarowy” - dowódca drużyny pomiarowej), patrol radiowy i dowódca wozów bojowych. Silną obronę przeciwlotniczą miały zapewniać dwa plutony.

Jedno z dwóch stanowisk celowniczego armaty przeciwlotniczej Bofors wz.36 kal. 40 mm – fot. M.Dura

Armaty Boforsa wz.36 mogły strzelać pociskami kalibru 40 mm o wadze 0,91-0,93 kg do celów powietrznych do pułapu 2700-2800 m (przy kacie podniesienia lufy od -5° do  +85°). Zasięg w poziomie to około 3950-4275 m. Szybkostrzelność zależała od wyszkolenia obsługi. Teoretycznie było to 120 strzałów na minutę. W praktyce było to dwukrotnie mniej. Cały nabój ważył 2100–2221 g i miał długość 447–451 mm (sam pocisk miał długość 184 mm).

Polskie wojsko wykorzystywało przeciwlotnicze Boforsy nie tylko we wrześniu 1939 r., ale były one również na uzbrojeniu Sił Zbrojnych na Zachodzie w tym 2. Korpusu Polskiego i 1. Dywizji Pancernej.

Przedwojenna współpraca z Boforsem nie dotyczyła jedynie armat przeciwlotniczych kalibru 40 mm i przeciwpancernych kalibru 37 mm. Skorzystała z niej przede wszystkim polska Marynarka Wojenna. Wykorzystywała ona:

  • na okrętach nawodnych: 8 dwulufowych armat morskich L/50 wz. 34/36 kalibru 120 mm, 4 armaty morskie L/50 wz. 34/36 kalibru 120 mm oraz 6 dwulufowych armat przeciwlotniczych L/60 kalibru 40 mm
  • na okrętach podwodnych: 2 armaty wz.36 L/40 kalibru 105 mm oraz 3 dwulufowe przeciwlotnicze armaty morskie wz. 37 L/43 kalibru 40 mm (na ORP „Orzeł” i ORP„Sęp”);
  • w artylerii obrony wybrzeża: 4 armaty obrony wybrzeża wz. 30 kalibru 152,4 mm (dla sławnej, helskiej Baterii nr 31 im. Heliodora Laskowskiego).
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 62
Reklama
tolo
czwartek, 11 października 2018, 21:39

W armaty Boforsa wz. 36, 37 mm były wypoażone czołgi 7PT, miały wystarczająca siłę ognia, żeby niszczyć niemieckie tanki, choć było ich zaledwie 132. Tak samo zrobiono z tankietkami TK-3 i TKS przezbrojonych w km 38.FK-najcięższy karabin maszynowy kalibru 20 mm. Tych też było mało, bo ok 20 sztuk. Gdybyśmy w kampani wrześniowej mieli więcej nowoczesnego uzbrojenia, na pewno potoczyła by się inaczej.

Wojciech
piątek, 7 czerwca 2019, 16:17

Gdyby Babcia miała wąsy. Przewaga przemysłu niemieckiego w latach 1935-39 była co najmniej 20-krotna. Oni już mieli fabryki Kruppa i inne a my dopiero w 1937 zaczęliśmy budowę Zakładów Południowych z niczego. Skąd mieliśmy wziąć te czołgi i samoloty? Alianci nie byli za bardzo skorzy żeby nam je sprzedać.

Gort
wtorek, 18 czerwca 2019, 02:19

Prawda. Podchody do zakupu havker hurricane trwały miesiącami. Podobnie było z zakupami czołgów. Trzeba było w Czechach kupować.

lolik
czwartek, 22 lutego 2018, 16:46

ta armata nie ma polskiego pochodzenia wystarczy popatrzeć na konstrukcje ogonów, propaganda sukcesu, gorzej, festyniarstwo

Paweł
piątek, 25 listopada 2016, 19:40

Ja bym już nie oddał:) Ostatecznie jest to podobne do odzyskiwania polskich dzieł sztuki zaginionych podczas wojny. Ładny gest Szwedów, ale kupili od Niemców w złej wierze.

maario37
sobota, 26 listopada 2016, 15:11

pierwsza Pilica już odebrana :)

gosć
niedziela, 27 listopada 2016, 12:33

Będzie jak znalazł do ochrony krytycznej infrastruktury portowej. Brawo chcemy więcej...

say69mat
wtorek, 29 listopada 2016, 11:21

Przecież siły NATO wykorzystują obecnie zmodernizowane armaty projektu 40/L60 o nazwie 40/L70. Są min. uzbrojeniem CV90 jak i funkcjonują jako uzbrojenie AC130 w wersjach Spectre i Spooky. Z kolei Włosi opracowali system okrętowy obrony bezpośredniej o nazwie DARO. Gdzie wersja Fast Forty dysponuje szybkostrzelnością praktyczną 450 r/m.

Al.S
piątek, 25 listopada 2016, 18:28

"W sumie Polacy wyprodukowali 414 armat przeciwlotniczych kalibru 40 mm z czego 168 trafiło na eksport". We Wrześniu, bardzo wówczas nowoczesne armaty Boforsa zestrzeliły, w zależności od źródeł, 400-500 samolotów. Czyli na jedną armatę statystycznie przypadał ponad jeden zestrzelony samolot wroga. Można więc spokojnie założyć, że te sprzedane 168 armat, gdyby były pozostawione w Polsce, zestrzeliłyby kolejne 200 samolotów Luftwaffe. Przypomnę, że losy Bitwy nad Bzurą rozstrzygnęły się nie na lądzie, ale w wyniku masowych bombardowań polskich wojsk. Te armaty mogłyby więc rozstrzygnąć losy tamtej bitwy. A przecież pieniądze w kraju były, przeszło miliard ówczesnych złotych na Funduszu Obrony Narodowej został w 1939 roku wywieziony za granicę i praktycznie bezpowrotnie stracony. Jedynym rozsądnym tłumaczeniem tak wielkiej głupoty byłoby przyjęcie, że rządziła nami wówczas agentura obcych mocarstw. W świetle trapiących ówczesne programy zbrojeniowe dziwnych przypadków i opóźnień (np. śmierć inż, Nowkuńskiego na łatwym szlaku w Tatrach, czy przesunięcia inż. Jakimiuka do opracowania bezsensownego samolotu pasażerskiego), oraz faktu sprzedawania w przededniu wojny broni, której brakowało w kraju, żadne inne logiczne tłumaczenie się nie broni.

Masoni w akcji.
piątek, 7 czerwca 2019, 16:59

Inny temat. Tuż po Pierwszej Wojnie Światowej zakłady zbrojeniowe Skoda, ówczesny potentat zbrojeniowy chciał przenieść produkcję do Polski. Nieodpłatnie oferując rządowi polskiemu pakiet kontrolny 51%. Wiązało się to z tym, że Czechy należały do Austro-Węgier i jako strona przegrana miały utracić znaczną część swoich zdolności produkcji militarnej. Czyli Szkoda miała do wyboru albo migrację do Polski albo likwidację produkcji wojskowej. Dodatkowo - a był to rok 1919 dawali całe swoje zapasy czyli tysiące karabinów, pistoletów, dział, samochodów opancerzonych, setki ton amunicji... Sterowany przez masonów rząd polski odrzucił propozycję.

syn użytkownika
piątek, 25 listopada 2016, 22:49

Oczywiście , że te armaty przydałyby sie we wrześniu, ale produkcja na eksport obniżała koszty produkcji dla naszej armii. Też by było dobrze, żebyśmy eksportowli Rosomaki z tych samych względów. Pozdarwiam

nana
piątek, 25 listopada 2016, 17:34

O tak ze szwedami transfer technologii oraz produkcja wysokiej jakśći uzbrojenia to jest to .

Sternik
piątek, 7 czerwca 2019, 17:05

Wszyscy dookoła mają technologie. Czesi, Słowacy, Szwedzi, Norwegowie, Niemcy, nawet biedna, skorumpowana Ukraina tylko Wielkie Imperium Lechickie naprawia garnki i jeździ na BWP-1.

Victor
piątek, 25 listopada 2016, 17:31

"Szwecja odkupiła w sumie około 60 „polskich” armat przeciwlotniczych kalibru 40 mm" Czy tylko mi się wydaje że kupowanie kradzionego mienia to przestępstwo???

bnm
sobota, 26 listopada 2016, 00:49

Wydaje ci się. A znasz pojęcie zdobycz wojenna? Między kradzieżą a zdobyciem czegoś we walce jest pewna różnica.

atom
sobota, 26 listopada 2016, 20:17

wybaczcie ale dyskusja czy 23/30/35/40mm jest bez sensu bez określenia roli, taktyki i umiejscowienia OPL w ugrupowaniu bojowym- taktycznym. W sytuacji gdy potencjalny przeciwnik może ( Mi 28/Ka50 uderzyć ze 8- 10 km ), uderzyć pociskiem precyzyjnym( artyleria,lotnictwo) użyć dronów, to te czynniki powinny determinować efektor ( działo/rakieta). Ponadto jeśli chcemy pójść do przodu to trzeba przeskoczyć pewną epokę i iść w rozwiązania przyszłościowe, a takimi wydają sie systemy artyleryjskie z ammo precyzyjną ( 57/76mm) lub systemy rakietowe typu MML ( USA) - cały czas chodzi o dolne piętro OPL- taktyczne ( komp/bat/bryg) - wszystko inne to gonienie króliczka którego nie dogonimy. Na marginesie , władze ( od 1989r) które doprowadziły do sytuacji że cała nasze WOPL są w sposób ograniczony ochronić co najwyżej do 6 obiektów wielkości średniej bazy(lotniczej, ugrupowania wojsk) to kryminał i Trybunał Stanu a nie następne analizy i inne pierdoły

Stelle
piątek, 25 listopada 2016, 17:24

Skończy się na tym, że szwedzi zostawią nam tą armatę, a my nie będziemy rościć więcej pretensji do zrabowanych Polsce rzeczy z czasów potopu hehe To sie nazywa mieć gest. Ludzie drodzy po co my sprowadzamy taki złom? Z całym szacunkiem do przeszłości i historii, ale to nie jest żadna ponadczasowa inicjatywa, aby sprowadzać coś co robiono w tysiącach a podobnych rozwiązań na pęczki stoi wszędzie i rdzewieje.

mi6
sobota, 26 listopada 2016, 13:40

Po pierwsze pisze wyraźnie że mamy w swoich zbiorach tylko jedną niekompletną więc "nie na pęczki" po drugie mebli w stylu Ludwika XV też kiedyś było mnóstwo i nie były ponadczasowe więc co? Mamy je dzis na biomasę przerobić i spalić? Argumenty zaiste masz ciekawe.

cracus
sobota, 26 listopada 2016, 11:46

Pokój oliwski zawierał klauzulę zwrotu przez Szwecję zagarniętych dóbr, lecz do dziś nie zastała ona zrealizowana. Szwedzi boją się pożyczać dóbr z epoki do polskich muzeów, bo w myśl prawa międzynarodowego Polska nadal jest ich właścicielem.

Teodor
piątek, 25 listopada 2016, 21:21

Podobno z okresu potopu szwedzkiego na ziemiach I Rzeczpospolitej Szwedzi posiadaja sporo pamiatek, ktorych nie chca sie wyzbywac. Najcenniejsza jest najprawdopodobniej literatura. Nie jestem w stanie w tej chwili podać jaka to konkretnie jest literatura, ale kiedys czytałem, ze nawet w kwestiach historycznych samej treści, jest to bardzo cenna literatura i stara! Odnośnie postu: Victor Dzisiaj, 25 Listopada, 16:31 - to pewnie zwykłe paserstwo i powinno byc karane, a nie łaskawie wypożyczają armatę na 5 lat. Osobiście bardzo cenię ludzi którzy własnym sumptem sprowadzili i wyremontowali tankietki. Może nie ma to żadnego uzasadnienia ekonomicznego, ale pokazuje możliwości ekspansji hobbystycznych. Taki TKS z pewnością jest bardziej ekonomiczny niż dowolny czołg o masie kilkudziesięciu ton - jeśli chodzi o spalanie i remonty. Właściwie w ramach rekonstrukcji należałoby tworzyć płyty pancerne z aluminium powlekanego elektrochemicznie bądz natryskowo warstwą imitującą pancerz (gorzej jeśli pancerz stanowi konstrukcję nośną spawaną).

Jaksar
piątek, 25 listopada 2016, 19:28

dzięki zagrabionemu mieniowi w okresie potopu Szwecja zaczęła się rozwijać, do tego czasu to był mroczny i stosunkowo zacofany cywilizacyjnie kraj. Robili jednak bardzo dobrą broń a nadzieje na duże łupy już od wikińskich czasów mobilizowały do wypraw za morze najprostrzy lud. Do dzisiaj w Szwedzkich muzeach znajdują się zagrabione obrazy, srebra, ba, nawet fragmenty sztuki murarskiej !

[sic!]
piątek, 25 listopada 2016, 18:34

Niech lepiej oddają 'Rolkę Sztokholmską', bo przyszłych obywateli tego kraju nie interesować będzie jej los nic a nic. Trzeba ich uświadomić, że nie kupimy A26 dopóki nie zwrócą kradzionego.

sdfvgfwf
sobota, 26 listopada 2016, 20:11

w Szwecji jeszcze czekają do oddania rzeczy z XVII wieku jakby co

Kisiello
piątek, 25 listopada 2016, 16:53

Za Wikipedią: Paserstwo – zachowanie polegające na nabyciu rzeczy uzyskanej za pomocą czynu zabronionego (najczęściej kradzieży), lub udzieleniu innej osobie pomocy do jej zbycia, albo na przyjęciu tej rzeczy lub pomocy w jej ukryciu.

syn użytkownika dowódcy
piątek, 25 listopada 2016, 22:44

Mój Tata dowodził takimi dwoma czterdziestkami na Helu, pod Chałupami. Zestrzelili przez miesiąc cztery niemieckie samoloty mimo oszczędzania amunicji, której szczególnie pod koniuec września mieli bardzo niewiele. Jednym z trofeów był Stukas, któremu eksplodujący pocisk czterdziestki zdetonował bombę jeszcze podwieszoną pod skrzydłem. Ojciec mówił mi , że ze Stukasa została tylko chmura dymu. Bardzo chwalił te armaty, a jak wiemy cała flota brytyjska i nie tylko, używala czterdziestek w wersjach pojedynczej, dwu i czterolufowej jako podstawowej artylerii przeciwlotniczej.

AWU
sobota, 26 listopada 2016, 09:38

40mm Bofors jest jedną z najlepszych konstrukcji art plot wszechczasów. Zabójcza kombinacja celności/szybkostrzelności/kalibru. Bardzo skuteczna przeciw bombowcom nurkującym jak wspomniany Stukas. Finowie zniszczyli z Boforsów ponad 400 sowieckich IL-2 których opancerzenie chroniło przed pociskami mniejszych kalibrów, wystarczał jednak jeden celny pocisk 40mm. Armata wciąż na wyposażeniu wielu sił zbrojnych świata. Są w nią (oryginalna L/60 ) uzbrojone m.in. Herculesy AC-130U Spooky II, jako iż do końca dekady mają być uzbrojone również w działka laserowe będzie to ciekawa kombinacja laseru XXIw z 80-cio letnią armatą? Podczas bitwy o Narwik Brygada Podhalańska odbiła Niemcom Boforsa z polskimi oznaczeniemi. Po bitwie armata trafiła wraz z nimi do UK.

Marek
sobota, 26 listopada 2016, 08:53

Oooo. Brat mojej babki tez walczyl na tym sprzecie , dostali te pukawki niedlugo przed wojna , ich konto ( 4 armat ) to tylko 1 samolot , powiedzial o tym dopiero zaraz po wojnie , bo bal sie ze niemcy mu cos zrobia jak zacznie sie tym chwalic we wsi w czasie okupacji .

andys
sobota, 26 listopada 2016, 12:04

"Jak na razie wiadomo, że po zajęciu Polski przez Niemców część skonfiskowanego Polakom uzbrojenia została odsprzedana innym krajom. Szwecja odkupiła w sumie około 60 „polskich” armat przeciwlotniczych kalibru 40 mm, a konkretny egzemplarz, który obecnie trafił do Polski, do końca lat siedemdziesiątych XX wieku był na wyposażeniu 3. Pułku Artylerii Przeciwlotniczej w Norrtälje szwedzkiej armii na północ od Sztokholmu." Szwecja kupiła kradzione, wzbogacajac budzet wojenny III Rzeszy!!! Prócz przeprosin, powinni nam nie wypożyczyć armatę, a ją zwrócić , jak zwraca się zagrabione dobra kulturalne. Jesli to nie jest ten egzemplarz polskiej armaty, to powinni nam zwrócić odpowiednik.

Wawiak
niedziela, 27 listopada 2016, 12:56

Zakup kradzionego = paserstwo. Na tojkest paragraf w KK. O zakupie "w dobrej wierze" nie da się tu mówić....

P22
piątek, 25 listopada 2016, 22:11

Trzeba sprawdzić, czy licencja jeszcze nie wygasła i uruchomić program "Pilica 2". Ten Bofors z nowoczesną optyką będzie skuteczniejszy od radzieckiej pukawki. Nic, tylko zwoływać dziennikarzy i uruczyście podpisywać umowę. No, ale pewnie termin realizacji to będzie "po 2030 roku", a cena za sztukę ze 40 mln zł. Wiadomo, za nowoczesną technologię się płaci.

Ernest Treywasz
sobota, 26 listopada 2016, 13:57

Mamy licencję na 35mm KDA, jest do niej dużo amunicji w Europie, a poza cena środka ogniowego o skuteczności w razie konfliktu decyduje dostępność amunicji. Moim zdaniem błędem było wtedy budowa armat plot 40mm i ppanc 37 mm. Trzeba standaryzować kalibry. Równiez dzisiaj błędem jest 30mm Bushmaster na rosomakach, kiedy mamy licencję na 35mm, do której jest programowalna amunicja. A tak wogóle to potrzebujemy raczej 57mm S-60 w dużej liczbie.

el ninio
sobota, 26 listopada 2016, 09:32

:) Co 40mm to nie 23mm

Ernest Treywasz
piątek, 25 listopada 2016, 16:32

Ta armata produkowana w państwoych zakładach w Stalowej Woli kosztowała 60 tysięcy złotych a w prywatnych zakładach H.Cegielskiego w Poznaniu - 40 tysięcy... To coś na temat organizacji przemysłu obronnego, również dzisiaj, bo wyglada na to że nasz przemysł, przynajmniej ten państwowy, daje nader wiele nowych uzasadnień i kontekstów dla pojęcia "zestarzenia się moralnego". Mówiąc wprost, za dużo chca, za mało są w stanie zaoferować. Szczegóły kontraktu na "Pilice" sa tu aż nadto wymowne. Stocznia Marynarki Wojennej - to samo. Wrzucanie kasy z programu modernizacji w to wiadro bez dna, to wyrzucanie pieniedzy w błoto. Oczywiście te zakłady potrzebuja kapitału na modernizację, odtworzenie dawnych zdolności i stworzenie nowych, i modernizacja armii może tu być ogromna szansa, ale też oni musza zacząć mysleć ekonomicznie! Państwo Polskie ma przede wszystkim obowiązek zapewnić sobie i swoim obywatelom obronę, a nie utrzymanie zakładów za wszelką ZA WSZELKĄ cenę! Jeśli zatem zbrojeniówka chce zamówień dużych serii, to musi zapewnić bardzo atrakcyjną, konkurencyjną cenę i swój produkt opatrzyć niska marżą dla krajowego odbiorcy (w Stanach Zjednoczonych tak jest z mocy prawa) po to, by stworzywszy linie produkcyjne o dużej przepustowości zarabiać na eksporcie. W przeciwnym razie ten "przemysł" powinien zgodnie z prawem zbankrutować a jego rolę w dostawach sprzętu oraz zagospadorowaniu środków na R&D powinien przejać przemysł prywatny, który ZAWSZE I WSZĘDZIE jest lepszy od państwowego.

Jacenty Wejher.
sobota, 26 listopada 2016, 10:24

Dlatego nie rozumiem, "cykania" po 3, 5, 10 tys. karbików Beryl. Jeden duży kontrakt np. na 80-100tys. szt., jedna dobra cena a dostawa w 2-3 lata. A tak jest marnowana żywa gotówka, która mogła by być wydana np. na niezbędną optoelektronikę dla tych samych żołnierzy (np. na kolimatory, lub noktowizję z PCO).

Victor
piątek, 25 listopada 2016, 17:29

Niestety w prywatnych przedsiębiorstwach nie można według klucza politycznego obsadzać członków rad nadzorczych. Przypuszczam, że w prywatnym przedsiębiorstwie nikt nie zgodzi się na wzięcie do rady rzecznika z doświadczeniem aptekarskim. Dlatego kasa będzie szła o państwowych.

paź
piątek, 25 listopada 2016, 21:48

Jeszcze kilkanaście lat i kto wie, może w przyszłości i my będziemy mieli działka obrony plot o kalibrze 40mm. ;) Kto wie, może po małej przebudowie i skomputeryzowaniu WP zakupi kilka egzemplarzy. ;)

lost
niedziela, 19 lutego 2017, 16:58

polskie boforsy miały nitowane ogony łoza dolnego

qw2w
piątek, 25 listopada 2016, 21:27

Piękna pamiątka a od Szwedów odzyskać te skarby co zrabowali podczas potopu

czarny bez
piątek, 25 listopada 2016, 15:40

Chciałem coś dodać o Pilicy, ale się spóźniłem. Od siebie dodam tylko że Pilica to ładne miasto..

fka20
piątek, 25 listopada 2016, 15:14

koła nieoryginalne...

Gerr
sobota, 26 listopada 2016, 10:11

Doświadczenie pokazuje, że współpraca ze Szwedami świetnie się układa. Dlatego to na bazie CV90 powinien być polski BWP, a polska "Orka" to powinien być następca Gotlanda. Ale najważniejszy, z najważniejszych, to granatnik Karl Gustaw dla każdego plutonu piechoty. Polska nie ma czasu na kilkunastoletnie dialogi techniczne i koncepcje. Potencjał obronny by odstraszyć trzeba podnieść w przeciągu 2-3 lat.

Marek1
piątek, 25 listopada 2016, 14:59

Ta, tak często opluwana i BIEDNA II RP jeśli chodzi o zakupy licencyjne i produkcję na ich podstawie sprzętu, mogłaby być WZOREM dla byłych i obecnych całkowicie nieudolnych decydentów. Wybór licencji, metody jej pozyskania, ekspresowa wprost szybkość budowy/adaptacji zakładów przemysłu obronnego dla produkcji licencyjnej, no i w końcu błyskawiczne tempo oraz masowość produkcji, to to COŚ o czym możemy obecnie tylko pomarzyć. Przykłady ? : 1. Armata ppanc Bofors wz.36 37mm - zakup licencji 1935 r. W niecałe 1,5 roku wybudowano/adaptowano zakłady, które w latach 1936-39(3 lata) wyprodukowały ponad 900(sic!!) tych doskonałych naówczas armat. 2. Armata plot Bofors 40 mm - tekst powyżej. Nawet mi się nie chce przytaczać ILE, CZEGO i w JAKIM CZASIE udało się w ost. 20 latach dla WP pozyskać rządzącym nami miernotom/nieudacznikom.

el ninio
sobota, 26 listopada 2016, 09:53

1.Wtedy wladze budowaly a nie kradly. 2. Duch patriptyzmu tez byl wiekszy. 3. Nawet spoleczensrwo uczestniczylo w zakupie sprzetu wojskowego

wolfgang
piątek, 25 listopada 2016, 16:00

No i na co im się to zdało? Jaki jest efekt mocarstwowej polityki II RP wszyscy wiedzą. Budowali armaty ale olewali sojuszników i atakowali sąsiadów. W efekcie - gigantyczne straty ludności i zniszczony kraj.

Pim
piątek, 25 listopada 2016, 15:35

Nie żebym usiłował tłumaczyć obecne ekipy. Ale realizacja tych programów była analogiczna do budowy Gdyni. Ludzie tam pracowali za niskie stawki, za przysłowiowy "wikt i opierunek" - było to następstwo Wielkiego Kryzysu. Obecnie nie zbudujemy Gdyni w kilka lat, nie zbudujemy czołgu w trzy lata. Technologia poszła do przodu i wdrożenie tych "bajerów" zabiera czas. Jednocześnie zmieniły się fudanementalnie prawa pracownicze, oczekiwania pracownika. Dziś nikt nie będzie woził ziemi z wykopów "japonkami" ani nikt nie będzie pracował przy linii wytopu wielkiego pieca przez 12 godzin i 6 dni w tygodniu. I nie zależy to od władzy, tylko od wzrostu świadomości społecznej, zamożności, oczekiwań, pojęcia "minimum socjalnego". To są marzenia które nigdy nie zostaną zrealizowane tu i teraz.

123
piątek, 25 listopada 2016, 14:59

A zrabowana zbroja paradna Jana Kazimierza dalej u Szwedów.

cracus
sobota, 26 listopada 2016, 11:49

Dodaj pamiątki po Koperniku umieszczone na Uniwersytecie w Upsallli.

ZACHARIASZ2
sobota, 26 listopada 2016, 11:23

Ta zbroja należała do Jana Kaziemierza, ale nie króla Rezczpospolitej, ale ojca Karola X Gustawa

robal
piątek, 25 listopada 2016, 16:46

raczej Zygmunta Augusta

KKKL
piątek, 25 listopada 2016, 14:40

A nie można by kontynuować tak pięknej tradycji wspólnej współpracy w dziedzinie przemysłu obronnego ?

xxx
niedziela, 27 listopada 2016, 00:14

anglicy wlasnie teraz dostaja od niemcow ostania transze platnasci za szkody 1 i 2 wojny a polska bogata boi sie upomnac o swoje bo jakby to wplynelo na relacje, szczeze w dupe z relacjami swoje trzeba odzyskac co nam sie nalezy i nie tylko od niemcow ale i wegrow ,ukraincow sprzet wojskowy ktory bronil lwow itd..... polska miala broni i sprzetu w setkak tysiacach po wojnie niema nawet eksponatu modelu prawda jest taka ze wszyszczy w okolo nas okradli a teraz niena sie kto oto dopomniec. malo tego polska jest zadluzona jak malo inny kraj a sa kraje ktore od nas pozyczaly i do tej pory niesplacily swoich zobowiazan z odsetkami jakby to policzyl to dlug bylby splacony, nielicze niemiec niemiecki dlug to druga polske mozna by zbudowac.

Max Mad
niedziela, 27 listopada 2016, 20:24

A "nalezy sie"? Zadłużenie Polski może małe nie jest ale też nie jest "jak malo inny"... skąd ty takie rewelacje masz, trudno powiedzieć.

prawnik
piątek, 25 listopada 2016, 14:31

niewiele różni się od systemu "Pilica" nawet podobne krzesełko:)

Darek
piątek, 25 listopada 2016, 15:18

Widzisz, poprze tą ,,uwagę" wiem czemu jesteś prawnikiem, tylko...

Maszym
piątek, 25 listopada 2016, 20:03

Gdyby przed 39r zamiast okrętów kupiono 1000 boforsów plot i ppanc wojna by wyglądała inaczej. Obecnie podobnie wygląda stosunek koszt/efekt, no ale okręt można pokazać w telewizji, więc z bronią ppanc i plot w najbliższym czasie będzie jak przed 39r.

jaan
sobota, 26 listopada 2016, 00:40

I gdyby wojska były odpowiedni zgrupowane a nie starano się walczyć na wszystkich granicach by pokazać aliantom że to naprawdę wojna a my podęliśmy walkę. Itd itd. Za dużo w tym było polityki.

Kanonier,
piątek, 25 listopada 2016, 14:22

Ona ma większą wartośc niż Pilica. Smutne.

Bajo
piątek, 25 listopada 2016, 14:19

To co ? Będzie współpracować z...Pilicą ?

bms
piątek, 25 listopada 2016, 14:13

Gdyby zintegrować ją z głowicą elektrooptyczną i wyrzutniami Gromów, byłaby może lepsza niż Pilica, którą teraz kupuje wojsko.

Marek
piątek, 25 listopada 2016, 14:07

wciąż lepsza od pilicy ....

Marek1
piątek, 25 listopada 2016, 15:21

No bez przesady proszę Panowie ;)). To tak jakbyscie napisali, że XVIII wieczny muszkiet był lepszy od karabinów z wojny secesyjnej z poł. XIX w. bo ... miał nieco mniejszy kaliber.

Piotr
piątek, 25 listopada 2016, 14:07

Będzie to cenne i skuteczniejsze uzupełnienie Pilicy.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama