Reklama

USA - Korea: Między kontynuacją programu ICBM a wojną

2 sierpnia 2017, 18:28
USS Carl Vinson powracający z manewrów na zachodnim Pacyfiku
Fot. Mass Communication Specialist 2nd Class D’Andre L. Roden / U.S. Navy, Facebook

W programie "TODAY" NBC News senator Lindsey Graham powiedział, że wojna z Koreą Północną jest nie do uniknięcia, o ile nie zmieni ona swojego stanowiska względem rozwijania programu balistycznego. Kilka tygodni wcześniej w Kongresie szef sztabu US Army pytany o możliwość interwencji zbrojnej stwierdził, że taka operacja zakończyłaby się powodzeniem, ale za cenę znacznych strat i szczególnego zagrożenia dla stolicy Korei Południowej.

"On nie pozwoli temu szaleńcowi na uzyskanie zdolności rakietowego uderzenia w Stany Zjednoczone. Jeśli dojdzie do wojny, będzie ona miała miejsce tam. Jeśli zginą tysiące, to zginą tam. Powiedział mi to wprost" - poinformował senator z Karoliny Południowej, dodając że istnieje opcja zniszczenia północnokoreańskiego programu ICBM oraz samej Korei Północnej. Graham powiedział także, że na miejscu Chin wierzyłby słowom prezydenta i starał się zrobić coś w zaistniałej sytuacji. 

Czytaj też: Międzykontynentalny arsenał Korei Północnej. "Realne zagrożenie" 

Deklaracja republikańskiego senatora jest dowodem, że amerykańskie władze poważnie traktują zagrożenie ze strony Korei Północnej. Oczywiście nie oznacza to od razu podjęcia działań militarnych, ale taka opcja jest brana pod uwagę. W czasie niedawnego przesłuchania w Senacie gen. Mark Milley, szef sztabu armii USA stwierdził pytany przez parlamentarzystów o możliwość interwencji, że pełnoskalowa wojna na Półwyspie Koreańskim mogłaby wiązać się z poziomem natężenia, jakiego świat "nie widział od czasu II wojny światowej". 

Zaznaczył też, że duże straty wystąpiłyby "po obu stronach". Podkreślił, że północnokoreańska artyleria lufowa i rakietowa mogłaby wystrzelić na Seul nawet ćwierć miliarda pocisków dziennie. Jednocześnie zaznaczył, że w wypadku podjęcia interwencji zbrojnej zakończyłaby się ona z powodzeniem, ale "dużym kosztem". 

W piątek 28 lipca br. Korea Północna zadeklarowała przeprowadzenie testu międzykontynentalnej rakiety balistycznej (ICBM). Oficjalna północnokoreańska agencja prasowa KCNA poinformowała, że próba zakończyła się sukcesem. W komentarzu do udanego przedsięwzięcia przywódca KRLD, Kim Dzong Un miał stwierdzić: "Całe terytorium Stanów Zjednoczonych jest w naszym zasięgu". Unowocześniona wersja rakiety Hwasong-14 przeleciała 998 km, osiągając maksymalną wysokość blisko 3725 km. Jej lot trwał 47 minut.

Czytaj więcej: Echa próby rakietowej Pjongjangu. Bombowce USA nad Półwyspem Koreańskim

W odpowiedzi dwa amerykańskie bombowce dalekiego zasięgu B-1B Lancer zostały wysłane nad Półwysep Koreański w dniu 29 lipca br. jako wsparcie dla sił koreańskich i japońskich zaangażowanych we wspólne manewry lotnicze w regionie. Do pierwszego testu ICBM doszło na początku czerwca tego roku. Rakiety mają być zdolne do osiągnięcia terytorium Alaski. 

(LG) (JP)

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 12
Reklama
mmo
środa, 2 sierpnia 2017, 18:39

I co zrobią - desant ? Wtedy będzie bardziej krwawo niż w Wietnamie, a lądem Korea Południowa im nie pozwoli zaatakować, więc mogą sobie straszyć.

uze
czwartek, 3 sierpnia 2017, 00:01

Twoja teoria jest wyssana z palca. NK dla SK jest na tyle zagrożeniem, że Seul kiedyś będzie musiał coś z tym zrobić. Oczywiście z pomocą sojusznika.

gh
środa, 2 sierpnia 2017, 20:45

"a lądem Korea Południowa im nie pozwoli zaatakować," Gdy rozjeżdżali Armię Saddama, rzekomo 5-tą armię lądową świata, mieli od Husajna takowe pozwolenie? Oczywiście, mam nadzieję, że do pełnoskalowej interwencji nie dojdzie, ku radości Putina, który tylko czeka na kolejną amerykańską awanturę, rujnującą budżet federalny USA i plany modernizacyjne Pentagonu.

Bob
piątek, 4 sierpnia 2017, 13:14

Brednie : osiągając maksymalną wysokość blisko 3725 km

grundy
sobota, 5 sierpnia 2017, 16:25

Żadne brednie tylko rzeczywistość. Rakieta miała bardzo stromotorową trajektorię po wystrzeleniu. Dlatego pokonała odległość zaledwie 900km i spadła do morza, zwyczajnie Korea Pn. nie ma możliwości przeprowadzenia testu na duże odległości, gdyż każde wystrzelenie wymagałoby przelotu albo nad terytorium Korei Pd, Rosji, Japonii lub Chin. A to z automatu skończyłoby się odpowiedzią.

Tom
czwartek, 3 sierpnia 2017, 04:15

" zakończyłaby się ona z powodzeniem" - i.e. by zginelo kilka milionow ludzi a granica ta sama. Czy ci ludzie na prawde mysla ze Chiny by pozwolily teraz, jak sa 10x silniejsze niz w latach 50tych na to by US zajely cala NK? Ha, Ha Ha. Tu raczej " zakończyłaby się ona z powodzeniem" - i.e. utrzymaniem granicy tam gdzie jest.

Max
piątek, 4 sierpnia 2017, 17:17

Ćwierć miliarda pocisków dziennie? Wiesz, o czym piszesz?

qi
piątek, 4 sierpnia 2017, 16:02

skoro w NK są tysiące punktów do obserwacji i zaatakowania to zwyczajnie nie warto na to zużywać poważnej broni tylko wypuścić sforę dronów pod odpowiednim parasolem elektronicznym i jednocześnie dużymi rakietami w jednym uderzeniu zniszczyć elektrownie, magazyny paliwa i ważne mosty. a co z Chinami? Chiny trzeba zapytać czy zbombardowane mają być też kopalnie i zakłady, z których czerpią spore zyski bo może chcieli by nadal sobie spokojnie - a może nawet spokojniej kosić kase (jakieś wyspy im by się odpuściło jeszcze). pójdą na to.

Kmq
sobota, 5 sierpnia 2017, 23:08

Właśnie ze względu na przewidywane straty USA nie zdecydują się na interwencję, owszem wygrali by ale za jaką cenę najpierw Chiny by musiały im pozwolić na zniszczenie wasala któremu pozwalają straszyć wujka sama, zresztą i co potem zrobić z milionami zindoktrynowanych ludzi którzy nie znają innego życia? Wpuścić ich do SK? Seul na to nie pójdzie. Takie gadanie w tv to taka próba nacisku na Chiny i nic więcej

DSA
środa, 2 sierpnia 2017, 21:28

w połowie sierpnia na wodach wokół Półwyspu Koreańskiego pojawią się 2 amerykańskie LGU. Mają także dotrzeć amerykańskie okręty podwodne służące do niszczenia okrętów podwodnych wroga. Korea Południowa dysponuje flotą około 70 okrętów podwodnych w większości przestarzałych ale sama ilość stanowi problem.

adam6
czwartek, 3 sierpnia 2017, 17:28

Czy zdecydowaliby się na to? Seul znajduje się jakieś 40 km od granicy.Byłyby tam zawsze ofiary.Użycie np. Tomahawków spowodowałoby byc może utratę 50% zapasów,które wynoszą ok.3800 sztuk(?). M.in.osłabiłoby to USA w kontekście pozycji wobec coraz silniejszej ChRL. Korea jest górzysta i zalesiona, instalacji związanych z programem jądrowym może byc ok.100,są też sieci podziemnych tuneli,wyrzutnie mobilne.Nie wiadomo jaką część byłoby się w stanie zniszczyć. Koszty finansowe byłyby olbrzymie,a właśnie pieniądze są USA teraz bardzo potrzebne,m.in.do modernizacji floty,budowy nowych lotniskowców.

Kibic
czwartek, 3 sierpnia 2017, 19:36

Czy zdecydowaliby się na to? Wszystko mozliwe. Obecnie w USA prezydent nie jest prezydentem, a w Kongresie i Senacie nie brak tam wariatow.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama