Trump w Polsce: Trójmorze a Bliski Wschód [ANALIZA]

6 lipca 2017, 13:09
Trump na BW
Fot. Official White House Photo by Shealah Craighead/flickr.
Reklama

Polskie zaangażowanie wojskowe i polityczne na Bliskim Wschodzie nie będzie zapewne głównym tematem rozmów w trakcie wizyty Donalda Trumpa na szczycie Trójmorza w Polsce. Nie oznacza to jednak, że nie jest to temat ważny w kontekście stosunków między USA a Polską i całym Trójmorzem. Świadczy o tym niezbyt nagłośniony udział prezydenta Egiptu w szczycie Grupy Wyszehradzkiej.

Spotkanie szefów rządów Polski, Czech, Węgier i Słowacji z prezydentem Egiptu Abdelfatahem al-Sisim miało miejsce w Budapeszcie 4 lipca br., czyli na dwa dni przed szczytem Trójmorza z udziałem prezydenta USA Donalda Trumpa. To z całą pewnością nie przypadek, lecz dowód na spójność wizji nowego układu bezpieczeństwa, który buduje administracja Donalda Trumpa, a którego istotnym elementem jest zarówno Egipt, jak i Polska.

Stosunki amerykańsko-egipskie, po zaprzysiężeniu Donalda Trumpa na prezydenta, zmieniły się o 180o. Skończyła się "epoka lodowcowa", która zapanowała po obaleniu przez gen. al-Sisiego rządów Bractwa Muzułmańskiego, faworyzowanych przez Baracka Obamę i Hillary Clinton, a której skutkiem było zwrócenie wzroku Egiptu na Rosję, jako potencjalnego nowego partnera strategicznego. Egipt go potrzebuje, gdyż zmaga się zarówno z niestabilnością polityczną generowaną przez nielegalne działania islamistów z Bractwem Muzułmańskim na czele, aktywnością terrorystyczną Państwa Islamskiego na Półwyspie Synaj, a także problemami gospodarczymi, grożącymi nowym wybuchem niezadowolenia społecznego.

Dla Rosji natomiast Egipt stanowiłby bramę do powrotu do mocarstwowej polityki w regionie Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki. Po przejęciu władzy w lipcu 2013 r., gen. al-Sisi nie został ani razu zaproszony do USA przez prezydenta Obamę, który również ani razu nie odwiedził już Kairu. Tymczasem Rosjanie dwukrotnie zaprosili egipskiego przywódcę do Moskwy, Putin zaś odwiedził Kair w lutym 2015 r.

Czytaj więcej: Donald Trump w Polsce – perspektywa strategiczna [OPINIA]

 

Efektem tych spotkań było podpisanie umowy na dostawę broni do Egiptu o wartości 3,5 mld USD, a także próba wciągnięcia Libii do rosyjskiej strefy wpływów. Egipt jest bowiem jednym z głównych sojuszników armii libijskiej gen. Khalifa Haftara. Na początku 2017 r. Rosjanie rozlokowali też swoich specjalsów w egipskiej bazie powietrznej przy granicy z Libią.

Zmiana władzy w Waszyngtonie szybko dała efekty również w regionie Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki, które w dłuższym wymiarze są niekorzystne dla Rosji, gdyż co najmniej wyhamowały jej ekspansję. Po swoim zaprzysiężeniu jedną z pierwszych rozmów telefonicznych Trump odbył właśnie z al-Sisim, którego chwalił za wkład w wojnę z terroryzmem i podkreślał wagę wzajemnych relacji.

Natomiast 21 maja br. prezydent Egiptu spotkał się z Trumpem w Białym Domu. Co prawda komunikaty po tym spotkaniu nie zawierały zbyt wielu konkretów, jednak obie strony były z tych rozmów bardzo zadowolone. Niedługo potem Kair odwiedził również szef CIA Mike Pompeo, przy czym było to już po wybuchu kryzysu katarskiego, w którym Egipt opowiedział się jednoznacznie po stronie Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, podczas gdy Rosja de facto wspiera Katar.

To właśnie kryzys katarski może wyrugować wpływy rosyjskie w północnej Afryce i zastąpić je współpracą Egiptu oraz Libii z Trójmorzem przy wsparciu USA. By zrozumieć choć trochę układ zależności na Bliskim Wschodzie i Północnej Afryce należy najpierw zrozumieć, że od ponad 2 lat (co najmniej) główną osią sporu jest tam konflikt proxy między Arabią Saudyjską a Iranem. Egipt wprawdzie niechętnie angażował się w konfrontację z Iranem ale włączył się do wojny w Jemenie przeciwko Houthim. Jest to natomiast główna scena konfrontacji saudyjsko-irańskiej w regionie.

Ponadto Egipt z całą pewnością nie zapomniał, że to Arabia Saudyjska wsparła obalenie w 2013 r. rządów Bractwa Muzułmańskiego z prezydentem Muhammedem Morsim na czele, a Katar wspierał Bractwo Muzułmańskie. Co więcej nie przestał tego robić, czego dowodzi schronienie jakiego udziela duchowemu przywódcy Bractwa Muzułmańskiego szejkowi Jusufowi al-Karadawiemu. Po wybuchu kryzysu katarskiego państwa Gulf Cooperation Council (GCC) ogłosiły listę międzynarodowych terrorystów, na której poza wspomnianym szejkiem, znalazło się jeszcze 25 innych Egipcjan, związanych z Bractwem Muzułmańskim (ich nazwiska stanowiły prawie połowę listy). Jak wyjaśniono, większość z nich przebywa w Katarze lub Turcji, która razem z Iranem (i poniekąd Rosją) wsparła w tym kryzysie Katar.

Dług Egiptu wobec Saudów jest też bardziej wymierny. W marcu 2015 r. Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie obiecały Egiptowi po 4 mld USD pomocy rozwojowej (4 mld USD w inwestycjach obiecał wówczas również Kuwejt, a 0,5 mln USD – Oman). Ponadto, do kwietnia 2016 r. saudyjskie firmy zainwestowały w Egipcie ponad 10 mld USD, natomiast 7 kwietnia ub. r. do Kairu przybył z niezapowiedzianą wizytą król Salman, który obiecał stworzenie funduszu inwestycyjnego dla Egiptu o wartości 16 mld USD, z którego ma zostać sfinansowany m.in. most łączący Egipt z Arabią Saudyjską.

Zawarto również preferencyjną dla Egiptu umowę na pięcioletnie dostawy saudyjskiej ropy o wartości 23 mld USD. Ale w październiku 2016 r. dostawy te zostały wstrzymane co wynikało m.in. z niezadowolenia saudyjskiego ze zbliżenia egipsko-rosyjskiego. Arabia Saudyjska sama również sondowała w końcu 2015 r. możliwość przeorientowania się na Rosję, w związku z utratą zaufania do polityki zagranicznej USA za czasów Obamy. Plany te rozbiły się jednak przede wszystkim o niechęć Rosji do odstąpienia od swojego sojuszu z Iranem.

Jednak w kwietniu br., pod wpływem USA, stosunki saudyjsko-egipskie znów stały się ciepłe. Egipt zrzekł się wówczas na rzecz naftowego królestwa dwóch wysepek na Morzu Czerwonym: Tiran i Sanafir. Według portalu Al Monitor w rzeczywistości stał za tym Izrael, z którym Saudowie, od czasu wstąpienia na tron króla Salmana, mocno rozwinęli współpracę również na płaszczyźnie militarnej.

Izraelowi wyspy te są potrzebne dla kontroli nad akwenem Zatoki Aqaba i Półwyspem Synaj i przez to zwiększenia własnego bezpieczeństwa, ale zdaniem Al Monitor chodzi też o stworzenie nowego systemu transportowego łączącego Morze Czerwone z Morzem Śródziemnym oraz Izrael z Jordanią i Arabią Saudyjską, a cały projekt ma poparcie Trumpa. Prezydent USA ma też nowy plan uregulowania konfliktu palestyńsko-izraelskiego, którego wdrożenie oparte miałoby być na wsparciu Saudów i Egiptu, a które zaowocowałoby oficjalnym nawiązaniem stosunków dyplomatycznych między Arabią Saudyjską i Izraelem.

Warto jednak pamiętać, że to nie Rosja jest głównym antagonistą w tej układance, lecz Iran. Zarówno USA, jak i Arabia Saudyjska próbowały jeszcze niedawno włączyć Rosję do działań mających na celu izolację Iranu ale bezskutecznie. I to mogło również wpłynąć na decyzję Trumpa o zwiększeniu wsparcia amerykańskiego dla wschodniej flanki NATO, a także połączenia projektu Trójmorza z saudyjskimi projektami na Bliskim Wschodzie.

Po spotkaniu w Budapeszcie na wspólnej konferencji prasowej skoncentrowano się na roli Egiptu w stabilizacji Bliskiego Wschodu i Afryki Płn., w szczególności zaś kontroli i zwalczania nielegalnej migracji. Rozmowy dotyczyły też Libii, w której stabilizacyjne wysiłki gen. Haftara wspierają właśnie Egipt oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie. Niestety, Haftar nie ma poparcia międzynarodowego, co wpycha go w objęcia Rosji i utrudnia bezpośrednie rozmowy. A to Libia jest śluzą którą Francja, Włochy, Wielka Brytania i administracja Obamy de facto otworzyły dla migrantów z Afryki, w wyniku co najmniej nieprzemyślanej i motywowanej ekonomicznie interwencji w 2011 r.

Obecnie ani Włochy ani żaden inny kraj zachodnio-europejski nie ma żadnego pomysłu na stabilizację Libii i umożliwienie stworzenia tam rządu, który zabezpieczyłby wybrzeże libijskie i współpracował z Europą w sprawie zwalczania nielegalnej imigracji. We włoskich portach przyjmowani są imigranci, a jak na razie efektem działań UE jest zwiększanie finansowania dla tego nielegalnego procederu i straszenie innych krajów karami za odmowę udziału w projekcie relokacji migrantów. Dlatego współpraca Grupy Wyszehradzkiej z Egiptem jest w tym zakresie przejęciem przez kraje Europy Środkowo-Wschodniej odpowiedzialności za basen Morza Śródziemnego. Fakt, że Grupa Wyszehradzka nie ma bezpośredniego dostępu do tego akwenu jest bez znaczenia, gdyż ma je Trójmorze.

Ale premier Beata Szydło podkreślała również wagę Egiptu jako głównego partnera Grupy Wyszehradzkiej w rozwijaniu współpracy z Afryką Płn. W tym kontekście warto pamiętać o kilku kwestiach. Współpraca z Egiptem i innymi państwami arabskimi, ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi na czele, w stabilizacji Libii otworzy drogę do inwestycji i współpracy energetycznej z tym krajem, zwłaszcza że w przeciwieństwie do Francji i Włoch nie obciąża nas katastrofalna interwencja z 2011 r. Natomiast transportowo-gospodarczy wymiar Trójmorza pozwoli połączyć nas nie tylko z Afryką Płn. ale i Subsaharyjską, a także Półwyspem Arabskim, dzięki potencjalnemu połączeniu z planowanym systemem transportowo-komunikacyjnym opartym na faktycznej współpracy saudyjsko-izraelskiej.

Wszystko ma jednak swoją cenę i można się zapewne spodziewać nacisków na Polskę, a pośrednio całe Trójmorze, rezygnacji z planów współpracy z Iranem oraz ograniczenia (do czasu akceptacji ultimatum GCC) współpracy handlowej z Katarem. To ostatnie zresztą może być poniekąd na rękę USA dla którego katarski gaz stanowi potencjalną konkurencję. Saudowie już zapowiedzieli, że mogą wprowadzać własne sankcje wobec państw handlujących z Katarem, choć nie wydaje się by dla Polski stanowiło to jakieś realne wyzwanie, o ile naciski te nie zostaną wsparte przez USA, które jednak oficjalnie odcinają się od takich radykalnych kroków.

O tym, że Polska w tej rozgrywce jest widziana jako kraj kluczowy świadczy to, że zarówno Iran jak i Arabia Saudyjska od dłuższego już czasu bardzo starają się o wpływy w naszym kraju. Iran robi to bardziej otwarcie, prowadząc ofensywę dyplomatyczną (przede wszystkim w wymiarze gospodarczym, choć niedawno pojawiły się dość zaskakujące i nieformalne sugestie ze strony Iranu dot. możliwości współpracy militarnej co oczywiście nie wchodzi w grę).

Natomiast Arabia Saudyjska, poza prowadzonym od lat nieformalnym lobbingiem, już w maju 2015 r. zaproponowała Polsce współpracę w zakresie wojskowym. Chodzi m.in. o szkolenie saudyjskich pilotów na polskich uczelniach wojskowych i rozmowy o współpracy z Akademią Sztuki Wojennej. Potencjalnie może również chodzić o szkolenia saudyjskiej policji i wojska przez polskich specjalsów, a także udział Polski w realizacji projektu dywersyfikacji saudyjskiej gospodarki znanym jako Vision2030 (autorstwa następcy tronu Mohameda bin Salmana).

Wprawdzie w kwietniu 2017 r. umowy w tej kwestii Saudowie podpisali z Niemcami ale kraj ten opowiedział się w sporze katarskim po stronie Kataru, więc Polska powinna tę sytuację wykorzystać i (w przypadku nacisków w zakresie relacji z Iranem) zażądać sutej rekompensaty w postaci kontraktów dla Saudów a także dla Egiptu, finansowanych przez Saudów.

Należy też pamiętać o polskim zaangażowaniu w Iraku, które odbywa się na prośbę władz tego kraju i które polega na szkoleniu sił stabilizacyjnych. W tym wypadku trzeba zrozumieć, że bezpośrednim celem jest oczywiście stłumienie aktywności terrorystycznej, zwłaszcza jeśli chodzi o Państwo Islamskie. Niemniej pośrednio służy to również wzmocnieniu władzy centralnej (rządu Abadiego) i przeciwdziałania wpadania Iraku w zależność od Iranu. Dlatego właśnie administracja Trumpa nie ograniczyła i nie planuje ograniczyć swego wsparcia dla Bagdadu, a Arabia Saudyjska znormalizowała po przeszło 25 latach swe stosunki z Irakiem.

Nie wydaje się przy tym by USA potrzebowały by Polska zwiększyła tam swoje zaangażowanie, niemniej było ono kolejnym dowodem nie tylko na sojuszniczą lojalność, ale też na myślenie kategoriami globalnej odpowiedzialności za bezpieczeństwo świata i zapewne przyczyniło się do takiego a nie innego postrzegania Polski przez Trumpa. Polska jednak powinna rozmawiać również o roli polskich firm w odbudowie Iraku, ale nie na zasadzie oczekiwania, iż USA dadzą nam coś na „srebrnej tacy”. Powinno raczej chodzić o danie nam zielonego światła na własne rozmowy gospodarcze z Irakijczykami.

Trójmorze pod wyraźnym przywództwem Polski i w oparciu o sojusz z USA może odgrywać nie tylko kluczową rolę w zakresie współpracy ekonomicznej, transportowej czy bezpieczeństwa w Europie ale może również odgrywać rolę globalną w ramach współpracy z Afryką i Bliskim Wschodem.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 21
Reklama
Rain
czwartek, 6 lipca 2017, 14:37

Autor pominął w tej układance rolę Arabii Saudyjskiej w sponsorowaniu wahabickich duchownych, również w Polsce. No ale jak mawiają- to jedyna gra w mieście.

DPS
czwartek, 6 lipca 2017, 23:11

Trójmorze jest fikcją nie mającą oparcia w realiach. Węgrzy i Austriacy wykonali dziś tylko pusty gest, który nie ma przełożenia na realne działania.Podpisanie przez Budapeszt umowy z Gazpromem pokazuje, że rojenia o robieniu interesów na pośrednictwie w handlu LPG z USA są mrzonką.Znacznie wyższa cena niż rosyjskiego powoduje, że tylko polscy politycy są gotowi poświęcić interesy gospodarcze za to , że Trump poklepie ich po plecach i pochwali.

Berger
piątek, 7 lipca 2017, 19:43

Budapeszt obecnie jest zaangażowany w tworzenie połączenia z budowanym terminalem gzowym o na wyspie Krk. 20 czerwca przedstawiciele rządów Chorwacji i Węgier podpisali list intencyjny w sprawie ustanowienia stałego, dwukierunkowego przesyłu na łączniku gazowym między oboma państwami, który jest elementem tzw Korytarza Gazowego Północ–Południe, łączącego istniejący terminal LNG w Świnoujściu z planowanym terminalem na chorwackiej wyspie Krk. Uzyskanie alternatywnych źródeł dostaw gazu ma dla Węgier kluczowe znaczenie w perspektywie negocjacji nowego kontraktu gazowego z Gazpromem po 2021 roku. Podaj mi tą "znacznie wyższą cenę z USA" ekspercie - zobaczymy na ile jesteś obryty w temacie na który się wypowiadasz.

lo
piątek, 7 lipca 2017, 10:37

Myślisz o polityce w realiach XIX czy XX wieku gdzie sojusz miał być niemal bezgraniczny. Dziś sojusze się zmieniają niczym dostawy na rynku ropy i gazu z długoterminowych w średnio i krótkoterminowe a także ad hoc. Trójmorze ma dużą przyszłość. Nie będzie to w 100% zgodny twór. Wystarczy, że połączy Nas 30% spraw i tylko na nich się skupimy by nie tracić czasu na 70% różnic. Jest gro państw w tym Skandynawskich niechętnych Euro, Jest grono państwa zaniepokojonych rolą Niemiec, są państwa chcące więcej pieniędzy na ten region i Rumunia i Bułgaria oraz Chorwacja powodują, że powstały nowe szlaki wewnątrz UE niedoinwestowane i są to dokładnie szlaki północ-południe. Na Goole Maps widać to od razu. Nawet Węgrzy i Austria wspiera LNG bo dobrze wie, że lepiej mieć konkurencję by nadal kupić od Gazpromu ale taniej lub mieć rezerwowe połączenie na czas kryzysu. Całość tylko psuje Bułgaria i wpuszczenie gazu do UE i Środkowej Europy. Bez tego Polska z Chorwacją mogła by stworzyć porty na północy i południu. Rumunia jest szansa że tak samo postąpią bo się USA ładnie słuchają. Mamy wtedy 2 z 3 punktów dostępu do surowców. Chorwaci ewidentnie mają problem Serbski, brak kasy, mały kraj do negocjowania i dla nich podłączenie się pod Polskę to potencjalny sukces. Takie otwarcie nas na punkt tranzytowy, na handlarza gazu a może i ropy (nawet tylko do dywersyfikacji) to okazja do połączenia Lotosu i Orlenu w całość a potem ...OMV i MOL kupić i mamy już z górki albo nadal pod górkę ale nie będzie to podjazd pod Tatry co pod Alpy. Inna liga.

Marek
piątek, 7 lipca 2017, 08:36

Rosjanie nie jeden raz pokazali już co można zrobić z gazem. Dlatego też w naszym interesie leży, żeby rynkiem energetycznym nie trząsł rosyjski monopol. Najmniej istotną sprawą tutaj jest fakt, że Węgrzy świecą Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek. Zresztą czemu mieliby tak nie robić? Ponadto jeśli Pan Repetowicz ma rację, akurat to o czym piszesz jest błahostką.

racjus
czwartek, 6 lipca 2017, 14:10

Bardzo sensowny i logiczny tekst. Ciekawe tylko czy Polska nie mogłaby pociągnąć gry i zobaczyć co zaoferuje Iran, raz, że może być to korzystniejsze a dwa, że podziała mobilizująco na AS.

mobilis in mobili
piątek, 7 lipca 2017, 19:48

Oskarżenia o "konszachty z Izraelem" należą do żelaznego repertuaru wojny propagandowej pomiędzy Arabią S. a Iranem.Stosują je obie strony.Akurat "Al Monitor" ma opinię nieprzychylnego reżimowi Saudów więc...Oczywiście obie strony dogadują się po cichu z Izraelczykami jeśli tylko można na tym coś uzyskać. Odnośnie innych uwag kolegów komentujących w/w analizę: -Fundamentalistyczna dywersja ideologiczna płynąca z meczetów stawianych za saudyjskie pieniądze nam nie grozi bo nie mamy dużych islamskich mniejszości podatnych na radykalizację.Terroryści przybywający z zewnątrz nie założą u nas "bazy" i będą widoczni jak mucha na obrusie.Dla nas grożna jest Rosja-zupełnie inaczej niż dla Niemiec czy Francji. -"Trójmorze" brzmi pięknie ale raczej nie sprawdzi się na dłuższą metę.Zbyt wiele sprzecznych interesów i-co najważniejsze-BRAK MOCNEGO ZWORNIKA (keystone keeper).W NATO takim zwornikiem są USA a w UE tandem Niemcy-Francja.Polska na takie stanowisko się nie nadaje (niestety).Jesteśmy zbyt chwiejni,brak nam długoterminowego myślenia w polityce,często kierujemy się emocjami a nie kalkulacją do tego dochodzi silna rusofobia i naiwna pro-amerykańskość.Tymczasem prowadzenie w jednej drużynie np.Węgier,Słowacji i Austrii wymaga ostrożnej,sprytnej strategii i zdolności do wielu kompromisów...

underdog
piątek, 7 lipca 2017, 18:22

Pan Witold wie, ale pewnie nie wszyscy odwiedzali Egipt. To zaorana ziemia, ciężko znaleźć jakąkolwiek fabryczkę choćby gwoździ. W tej chwili Egipcjan jest 95 mln, a przyrost naturalny to ok 1 mln rocznie. Ponadto 95% ludności żyje na 5% kraju. Przy czym Egipcjanie (wydaje się, że większość) znacząco dystansują się od Arabów, to inna nacja, ma zupelnie inny dialekt. Wejść tam z biznesem (jako Grupa Wyszechradzka) to byłaby naprawdę wielka sprawa, bo jednak Egipcjanie (oprócz wyciągania ręki po bakszysz :-))pracować umieją (ktoś te piramidy z końcu zbudował)

dimitris
piątek, 7 lipca 2017, 21:49

Wie Pan, pływałem w młodości często przez Kanał Suezki i wrażenia co do "pracowitości narodu" najgorsze z możlwych. Policjant ze święcącym daleko mundurem... od wyślizganego brudu. Wszystko "tak jak pozostawili Francuzi", Grecy, rozpadające, rozsypujące się fortyfikacje z worków z piaskiem, z porozrzucaną bronią i amunicją, tak, jak wyglądały dnia zakończenia wojny izraelskiej, jednak trochę lat wcześniej... "kwalifikacje" pilotów na Kanale Suezkim były poniżej umięjętności obsługi przyrządów do geometrii polskiego (PRL-owskiego oczywiście) piątoklasisty z podstawówki. Czyli o tej "pracowitości narodu" opowiada mi Pan coś jakby bajki z Księżyca, przy tym od tej jego drugiej, zawsze ukrytej strony. Owszem, inteligencja i kupcy są bardzo sympatyczni, naród jest spokojny i gościnny, dadzą się lubić, ale na tym koniec.

observer
czwartek, 6 lipca 2017, 21:02

Bardzo ciekawy temat i myśli w nim zawarte ! Saudyjski plan modernizacji, u nas Premier Morawiecki.... Nowe punkty widzenia w wielu sprawach. Tylko, czy jest szansa, ze poza przenikliwym Autorem, dostrzegą to politycy ? Czy nasza dyplomacja zahartowana w walkach o szkoły polskie na Litwie i Białorusi, popatrzy ciut dalej poza gumno ? Całościowa wizja problemów pozwala trochę pomarzyć. A chciałbym aby na marzeniach sie nie skończyło. Klucz do dobrego startu "Trójmorza" to z naszej strony PARTNERSTWO i SOLIDARNOŚĆ i SZACUNEK.

aliskandaria
piątek, 7 lipca 2017, 10:41

Bardzo ciekawa i sensowna analiza! Zastanawiam się tylko czy Arabia Saudyjska może pozwolić sobie na oficjalne unormowanie stosunków z Izraelem. Uważam, że takie posunięcie przyczyniłoby się do wzmożonej propagandy irańskiej i wzrostu znaczenia Iranu na arenie bliskowschodniej- czego Saudowie próbują uniknąć. No oczywiście można narzucić jakieś wymyślone sankcję na Iran. Pewnie jest wiele sposobów aby "uciszyć" Iran, ale przy wsparciu Rosjan mogłoby to nie być takie łatwe. Natomiast jeśli chodzi o lobbing ze strony Arabii Saudyjskiej, jest on bardzo widoczny w kontekście szkoleń oficerskich na WSOSP oraz AMW.

dzon
czwartek, 6 lipca 2017, 20:43

$5,97 za 1mln btu usa $5,07 za 1mln btu rosyjski 15% drozej niz rosyjski cena gazu w 2014 dla polski 1000m3 - $379 cena gazu w 2014 dla niemiec 1000m3 - $323 17% drozej niz niemcy

Jasiek ze wsi
piątek, 7 lipca 2017, 10:52

Nie rozumiesz. Sprowadzanie gazu w podobnej cenie, gdy jest alternatywa, to jest tylko plus. Jeżeli Rosja chce nam dalej dostarczać, to musi "dać" promocyjną cenę. Czy teraz rozumiesz? ;)

pop
piątek, 7 lipca 2017, 10:07

Do amerykańskiego dolicz skraplanie plus transport. Cena 2 x wyższa.

Bolo
czwartek, 6 lipca 2017, 22:05

1mln btu z USA zamiast z Rosji to $5,07 mniej na rosyjskie tanki i Iskandery. Czyli 100% lepiej niż z Rosji.

Teodor
sobota, 8 lipca 2017, 09:54

Polska powinna utrzymywac i odnawiac kontakty z regionem Bliskiego Wschodu, Polnocnej Afryki i upawiac polityke korzystna dla polskiej gospodarki i Polakow. Nie mam zdania na temat aspiracji politycznej Iranu, ale wydaje mi sie, iz mozna od nich tanio kupic gaz, rope etc. Pozostaje kwestia w co Iran zainwestuje fundusze z wymiany handlowej z Polska, ale skoro finansujemy Katar, ktory podobno "wspieraja Rosjanie" (Turcy i Amerykanie maja tam swoje bazy), to ja juz przestaje rozumiec polska polityke miedzynarodowa. Z drugiej strony Katar jest znaczacym eksporterem surowcow energetycznych w skali swiata. Niezaleznie od tego z kim bedziemy robili interesy i tak nie bedziemy mieli zadnego wplywu na to gdzie nasi kooperanci beda inwestowali pieniadze z tej wymiany. Zatem po dwoch wojnach w Iraku z ktorych mielismy same straty gospodarcze, powinnismy byc bardziej samodzielni w kontraktach miedzynarodowych i nie liczyc na nikogo.

kl
piątek, 7 lipca 2017, 10:03

Bardzo ciekawy artykuł. Kompetentny autor.

Anonim
czwartek, 6 lipca 2017, 17:55

Świetna analiza Panie Witoldzie. To byłby realny projekt geopolityczny z Polską jako głównym elementem układanki sojuszu energetycznego Północ-Południe. Dla Rosji może to być najpoważniejsze wyzwanie w perspektywie długoterminowej, bo podważa jej monopol na dostawy kopalin (w kontekście braku modernizacji gospodarki, a dalej całego systemu to krytyczna kwestia dla FR) oraz ruguje Federację jako liczącego się gracza na Bliskim Wschodzie (fiasko geostrategicznego planu Putina, zakładającego powstanie osi Rosja-Iran-Turcja-Syria, blokującego de facto próby uniezależnienia od rosyjskich kopalin Europy). To gra o duż stawkę, można tutaj zbudować coś trwałego, opartego na wspólnym interesie. Dla nas ważne są także kwestie bezpieczeństwa militarnego i o ile taka koncepcja jw wypali USA mając w tym oczywisty interes, będą trwale zainteresowane wsparciem. To będzie, kto wie czy nie bardziej konkretne, niż 5 artykuł, przy czym niczego nas w zakresie wsparcia sojuszniczego w ramach NATO nie pozbawia. Trzeba kuć żelazo, póki gorące. Bardzo istotny jest tutaj udział Izraela. Bardzo! To może jedank awansujemy do 1 ligi sojuszników jako "Izrael Północy"? Obok Egiptu i właśnie Izraela? No, no, to się może udać.

QDark
czwartek, 6 lipca 2017, 17:51

Bardzo ciekawy artykuł. Gratulacje dla autora.

marcus
piątek, 7 lipca 2017, 10:17

również dawno nie czytałem lepszej analizy geopolitycznej na Defence24. Gratulacje.

LNG second (D. Nabucco first)
sobota, 8 lipca 2017, 14:49

Albo mi się zdaje, albo prawdopodobieństwo dostaw ropy z AŻ rośnie. Co z ropą azerską?

Tweets Defence24