Reklama

Transatlantycka łączność na celowniku rosyjskich okrętów podwodnych [ANALIZA]

26 grudnia 2017, 11:18
Fot. mil.ru
Fot. mil.ru
Fot. mil.ru
Fot. mil.ru

Rosyjskie okręty podwodne są przygotowywane do przecinania kabli podwodnych, którymi są przekazywane dane przede wszystkim pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Europą. W ten sposób Rosjanie mogą jeszcze przed wybuchem konfliktu zbrojnego doprowadzić do paraliżu informacyjnego gospodarek państw zachodnich, jak również wojskowego systemu dowodzenia.

NATO coraz uważniej obserwuje zwiększającą się aktywność rosyjskich okrętów podwodnych na Północnym Atlantyku, największą jaką odnotowano od czasów Zimnej Wojny. Zaniepokojenia nie wzbudza jednak liczebność jednostek pływających należących do sił morskich Rosji, ale nieprzypadkowe pojawianie się ich na akwenach, gdzie położone są najważniejsze kable podwodne.

„Rosja wyraźnie interesuje się infrastrukturą podmorską NATO i państw NATO”.

Admirał Andrew Lennon - dowódca sił podwodnych NATO

Na zachodzie zauważono również, że władze w Moskwie zmieniły swoje podejście do floty podwodnej. Nagle znalazły się środki na chociaż częściowe odnowienie potencjału, który kiedyś odgrywał bardzo istotną rolę na morzach. Dzięki temu tylko od 2013 roku Rosjanie wprowadzili do linii trzynaście nowych i zmodernizowanych okrętów podwodnych. Wśród nich były jednak tylko dwa nowe „boomery” (atomowe okręty podwodne z rakietami balistycznymi projektu 955 typu Boriej) i jeden uderzeniowy, atomowy okręt podwodny (projektu 885 typu Jasień).

Fot. mil.ru

Tak więc pomimo tego wielkiego wysiłku, który odbił się na dużych jednostkach pływających, rosyjska flota podwodna liczy obecnie około 60 okrętów, podczas gdy tylko amerykańska ma ich 66. Nie ma więc na razie szans, by ponownie doprowadzić do sytuacji, w której każdy zachodni „boomer” (amerykański, francuski i brytyjski) miałby swojego „anioła stróża” z Rosji.

Dlatego przypuszcza się, że Rosjanie nie mając odpowiedniego budżetu na odbudowę liczebną swojej floty podwodnej postanowili zmienić jej zadania i przygotowywać ją nie tylko do walki, ale również do dywersji. Analitycy w Moskwie zaczęli prawdopodobnie szukać innych tzw. „punktów grawitacyjnych”, które znacząco mogłyby wpłynąć na obniżenie zdolności bojowych państw zachodnich.

Fot. mil.ru

Bardzo szybko zorientowano się, że takim czułym punktem Zachodu jest zależność od szerokiego dostępu do informacji. Dostęp ten można bardzo mocno ograniczyć m.in. poprzez przerwanie kabli podwodnych, zapewniających praktycznie cały Internet i większość połączeń komunikacyjnych pomiędzy Ameryką Północną i Europą. Nagłe odcięcie tej magistrali danych znacząco ograniczyłoby możliwość działania rządów, sztabów i organizacji w szczególnie ważnych momentach, wymagających ścisłego współdziałania i konsultacji.

To prawdopodobnie właśnie dlatego Rosjanie ponownie wrócili do badań nad głębokowodnymi pojazdami badawczymi, jak również do idei wykorzystana dużych okrętów podwodnych, jako nosicieli małych jednostek pływających o dużym zanurzeniu. Podejrzewa się, że przynajmniej część z nich jest już przygotowywana do prowadzenia prac podwodnych, w tym do odszukiwania i przecinania kabli podwodnych.

Fot. mil.ru

Jednocześnie zwiększyła się aktywność „oceanograficznych” okrętów nawodnych, które nagle zaczęły operować u południowo wschodnich wybrzeży Stanów Zjednoczonych. Podejrzewa się, że są to po prostu działania mające ustalić dokładne położenie kabli podwodnych szczególnie na wodach głębokich. O ile bowiem przecięcie kabla w strefie przybrzeżnej (np. kotwicą) jest łatwe do naprawienia, to na pełnym oceanie jest to już operacja długotrwała i bardzo kosztowna.

To właśnie ze względu na to nowe zagrożenie NATO postanowiło w listopadzie br. odtworzyć specjalne stanowisko dowodzenia zabezpieczające Północny Atlantyk (w tym transfer sprzętu i danych), zamknięte po zakończeniu Zimnej Wojny. Szczegóły na ten temat mają zostać ustalone w lutym 2018 r. Coraz większą uwagę zwraca się również na zwiększanie możliwości sił zwalczania okrętów podwodnych (ZOP) i rozwój morskich samolotów patrolowych przystosowanych do działań przeciwpodwodnych.

Fot. mil.ru

Środki te są jednak o tyle nieskuteczne, że mogą zostać użyte dopiero po rozpoczęciu konfliktu zbrojnego. Tymczasem państwa zachodnie nagle zdały sobie sprawę, że rosyjscy podwodnicy mogą zacząć działać jeszcze przed wybuchem konfliktu i doprowadzić do ogromnych strat nie wystrzeliwując nawet jednej rakiety lub torpedy. Można oczywiście później dochodzić, kto i dlaczego doprowadził do uszkodzenia podwodnych linii komunikacyjnych, ale na pełnym oceanie jest to bardzo trudne i czasochłonne. A czas w tym przypadku działa na korzyść Rosji.

Rosyjskie ministerstwo obrony oczywiście nie udziela żadnych odpowiedzi na pytania związane z aktywnością swoich okrętów na trasach położenia kabli. Rosjanie sami podsycają atmosferę zagrożenia, co zgodnie z przewidywaniami wywołuje nerwowe reakcje państw zachodnich. Często wysyłane są więc samoloty i okręty ZOP, by szukać rosyjskich okrętów podwodnych w miejscach, w których bardzo często tam ich w ogóle nie było. Każdy sygnał trzeba jednak sprawdzać i w ten oto sposób tylko dezinformacją zmusza się NATO do angażowania sił i środków.

Kraje natowskie nie wyjaśniają z czego wynika to nagłe zwiększenie aktywności sił ZOP, przypuszczalnie z powodu braku skuteczności podejmowanych działań. Może to uśpić czujność w sytuacji, gdy ona będzie rzeczywiście potrzebna, a jednocześnie powoduje powstawanie legend o niewidzialnych, niezwykle skutecznych rosyjskich okrętach podwodnych, których w rzeczywistości najczęściej w podejrzanych miejscach po prostu nie ma.

Czytaj więcej: Zamiast krążowników. Rosja buduje pływające wyrzutnie rakiet cruise [ANALIZA]

Należy jednak pamiętać, że Rosjanie choć nie dysponują środkami na klasyczne prowadzenie wojny, nauczyli się myśleć nieszablonowo. Świadczyć o tym mogą chociażby niewielkie (około tysiąca ton wyporności) okręty typu Bujan-M i Karakurt uzbrojone w rakiety manewrujące 3M14 systemu Kalibr o zasięgu ponad 2000 km. Zmiany w sposobie działania Rosjan były widoczne również podczas agresji na Krym i podczas operacji na wschodniej Ukrainie.

Teraz dostrzega się je w podejściu do miejsc, gdzie są położone najważniejsze kable podwodne. Jest to o tyle interesujący sposób działania, że jak na razie nie znaleziono skutecznego środka by mu przeciwdziałać.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 24
Reklama
kl
czwartek, 28 grudnia 2017, 07:11

Gry - jeszcze ra gry ! A poważnie kazdy używa podstępu - czy to USA lub Rosja ? W czasach zimno wojennych jeszcze gorsze rzeczy wyprawiali amerykanie z każdym krajem bloku wschodniego ! A można domniemywać - również z sojusznikami - czy to gospodarczo nacisk ( embarga to od lat stosują na każdego kto im się nie spodoba ) - militarnie i inne sposoby jak podsłuchy czy obserwacje z satelity lub innych dostępnych punktów ( ambasady i nie tylko swoje ) ? Jak widać ta Rosja - przykład bierze od nauczyciela - jak szkodzić innym !

Maciek Rewicz
wtorek, 26 grudnia 2017, 15:25

Taki kabel da się zaminować dużo wcześniej, a w odpowiednim momencie tylko odpalić, podobnie wrażliwe są rurociągi podwodne, niedaleko nordstream szwedzi znaleźli jakiś ładunek.

Farmazon
wtorek, 26 grudnia 2017, 14:31

Oni też mają słabe punkty np. Nord Stream . Nasze foki nie będą musiały nawet płynąć na drugi koniec świata :)

antyFarmazon
środa, 27 grudnia 2017, 12:23

Nord stream nie jest po to aby działać ale po to by wywierać nacisk strasząc zakręceniem kurka lub go ostatecznie zakręcić powodując tym kłopoty dla odbiorcy który naiwnie sądził, że to nigdy nie nastąpi bo jest wbrew interesom dostawcy. Dywersja ze strony państw trzecich nie ma sensu.

Matt
wtorek, 26 grudnia 2017, 14:26

Zawsze pierwszy atakuje słabszy, zaskoczenie daje przewagę, satelity i kable podmorskie będą pierwszą ofiarą wojny!

bubu
środa, 27 grudnia 2017, 05:41

myślę że oni szukają stacji ładowania dronów podwodnych

anda
wtorek, 26 grudnia 2017, 14:11

ale rewelacja do tego to już marynarka ZSRR była przygotowana.

Polanski
wtorek, 26 grudnia 2017, 13:46

A zatopić parę z nich to się nauczą. Przecież ich tam wcale ma nie być.

yaro
środa, 27 grudnia 2017, 14:39

to kabel jest położony na wodach terytorialnych jakiegoś państwa ?

Piotr
wtorek, 26 grudnia 2017, 12:40

Swego czasu USA stworzyły system echolokacji na Pacyfiku. Moze jakies echolokatory wzdłuż tych kabli. Poza tym czujniki prcyzyjnie wskazujace miejsce uszkodzenia kabla. To by oznaczlo ze floty dozorujace mialyby natychmiast po incydencie informacje o przyblizonym położeniu okretu wroga. No i pomyśleć o pogotowiu do napraw.

michal
wtorek, 26 grudnia 2017, 12:26

Pamiętam głosy mówiące o tym, że Rosjanie Nord Stream będą używać do "podsłuchiwania" nas. Wydawało mi się to kompletną bzdurą, ale może bzdurą nie jest, nie znam się. Na ile możliwe byłoby opracowanie takiego systemu ostrzegania o zbliżających się jednostkach wzdłuż podwodnej infrastruktury?

badum tss!
środa, 27 grudnia 2017, 13:33

żaden problem. jest zasilanie, jest do czego zamocować.

UE
wtorek, 26 grudnia 2017, 11:48

Zamontować w okolicy kabla pare specjalnych min ,,swój obcy" i po problemie prędzej czy później ruski sie nadzieją i zaprzestaną prowokacji.

Jurek
wtorek, 26 grudnia 2017, 11:39

a nie da się tego jakoś zaminować ?

małe be
wtorek, 26 grudnia 2017, 15:26

przy obecnym rozwoju łączności sat, przerwanie kabli spowolni tylko internet. można też na pstryk zacząć filtrować ruch i wyciąć np. strumienie audio i video co niestety pozbawi nas przyjemności oglądania YT/Netfliksa czy Spotify ale bez tego można żyć - reszta sieci będzie działać sprawniej. także taki atak byłby atakiem co najwyżej na ekonomię. natomiast działania odwetowe czyli całkowite odcięcie od globalnej sieci sprawia że nie ma sensu nawet myśleć o takim ataku. ew. kapitulacje można przyjąć przez telefon ;-) poza tym przypominam o minixie w jądrze np. intela. przecież po coś ktoś to zaprojektował. co po internecie jak nie będzie na czym go obsłużyć?

jannn
wtorek, 26 grudnia 2017, 15:10

Da się - tylko czym ?????

Matt
wtorek, 26 grudnia 2017, 14:24

Da się ale wtedy łatwiej wykryć kto zniszczył!

detro
wtorek, 26 grudnia 2017, 13:04

da się i z całą pewnością są już zaminowane

Marek1
wtorek, 26 grudnia 2017, 12:17

Czego zaminować ? Kabli przesyłowych ?? Przecież bliska eksplozja miny zniszczy wraz z dywersyjnym batyskafem sam kabel przesyłowy, a o to właśnie Moskwie chodzi ...

Olo
wtorek, 26 grudnia 2017, 12:11

A jak je potem będziesz serwisował?

M
wtorek, 26 grudnia 2017, 19:08

Amerykanie na rosyjskich wodach robią to od jakiś 50 lat - kulisy spektakularnej operacji Ivy Bells wyszły na jaw już w latach 80-tych

czytelnik
wtorek, 26 grudnia 2017, 18:48

Tak panie komandorze z pana tekstu wynika że Atlantyk to wyłącznie akwen należący do USA (bo przecież NATO to głównie USA) i każdy który tam pływa ma niezwłocznie podać po co i gdzie płynie

Stirlitz
piątek, 29 grudnia 2017, 11:04

Czy to nie zadziwiające, że kraj, który sam nie potrafi zbudować podwodnych linii telekomunikacyjnych z zawiści chce niszczyć dzieło innych?

Parcolo
czwartek, 28 grudnia 2017, 08:41

Hahahaha takie numery to już Niemcy robiły podczas wojny światowej. Też mi nowość.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama