Sowiecki atom wpłynie na Bałtyk [ANALIZA]

9 kwietnia 2017, 09:06
fot. Wikipedia
fot. Wikipedia
fot. mil.ru
fot. mil.ru
fot. mil.ru
fot. mil.ru
Reklama

Według rosyjskiej gazety „Izwestia” latem br. na Bałtyk wpłyną dwa, największe na świecie okręty w swojej klasie: atomowy okręt podwodny z rakietami balistycznymi „Dmitrij Donskoj” i atomowy krążownik rakietowy „Piotr Wielki”. Oficjalnie mają one uczestniczyć w międzynarodowej wystawie broni МWМS-2017, która odbędzie się w lipcu 2017 r. w Sankt Petersburgu.

Informacja przekazana przez Rosjan od razu wzbudziła duże zainteresowanie, ponieważ będzie to pierwszy przypadek, gdy na Bałtyku pojawią się tak duże, rosyjskie okręty bojowe. W przypadku „Dmitrija Dońskiego” (projektu 941 typu „Akuła”/według NATO Typhoon) mamy bowiem do czynienia z największym okrętem podwodnym, jaki kiedykolwiek zbudowano – o długości 172,8 m, szerokości 23,3 m i wyporności podwodnej 48000 ton (stąd określa się go również jako krążownik podwodny). W przypadku okrętu rakietowego „Piotr Wielki” (projektu 1144 typu Orłan/według NATO typu Kirow) mamy do czynienia z największym wykorzystywanym obecnie krążownikiem na świecie (długości 250 m, szerokości 25 m i wyporności 25860 ton.

Przyszła wizyta dwóch wielkich okrętów na Bałtyku wzbudziła duże zaniepokojenie, i to zarówno z powodów racjonalnych, jak i niestety wyimaginowanych, wynikających z silnego przeczulenia Polaków na wszelkie, nawet tylko propagandowe, poczynania rosyjskich sił zbrojnych.

fot. mil.ru

Prawdziwe niebezpieczeństwo: rosyjskie reaktory na starych okrętach

Sam fakt, że na Bałtyk wpłyną rosyjskie jednostki pływające z napędem atomowym nie będzie niczym nowym. Przykładowo w latach dziewięćdziesiątych w leningradzkich stoczniach był budowany okręt dowodzenia i rozpoznania SSW-33 Ural (projektu 1941 typu Titan o wyporności 34540 ton), który był również wyposażony w dwa reaktory.

Tym razem jednak na tak zamknięte morze jak Bałtyk wpłyną dwa nie tylko duże, ale dodatkowo stare okręty. Budowa krążownika „Piotr Wielki” rozpoczęła się bowiem w 1986 r., a okrętu podwodnego „Dmitrij Doński” dziesięć lat wcześniej – w 1976 r. Na tak wiekowych jednostkach zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że system napędowy lub sterowy ulegnie awarii i dojdzie do kolizji lub katastrofy morskiej.

Dlatego nie może dziwić żądaniom Norwegów, by Rosjanie przekazali im dokładny harmonogram i przebieg trasy rosyjskich okrętów, ponieważ to pozwoli na zabezpieczenie ich ruchu i ułatwi działanie w sytuacjach awaryjnych. Szczególna pomoc będzie potrzebna podczas przejścia przez wąskie Cieśniny Duńskie. Sprawę ułatwi w tym przypadku fakt, że ze względu na zanurzenie (około 11,2 m) okręt podwodny „Dmitrij Doński” będzie musiał płynąć na powierzchni.

Będzie więc łatwiejszy do nadzorowania, co nie zmniejsza niebezpieczeństwa, że dojdzie do kolizji. Należy bowiem pamiętać, że oba krążowniki nie będą pływały na pustych Morzach Arktycznych ale na akwenach z bardzo intensywnym ruchu morskim. Trzeba się wiec będzie zabezpieczyć nie tylko przed awarią rosyjskich okrętów, ale również przed nieoczekiwanymi działaniami innych jednostek pływających, które mogą np. próbować się zbliżyć, by zobaczyć tak niezwykłe i niespotykane na Bałtyku wydarzenie. Zderzenie z okrętem wyposażonym w reaktory, i to dodatkowo ze starymi systemami zabezpieczenia może spowodować prawdziwą katastrofę ekologiczną.

Realne zagrożenie militarne czy propagandowa wydmuszka

O ile zagrożenie ekologiczne ze strony rosyjskich krążowników jest w miarę realne to zagrożenie militarne jest praktycznie żadne. Pojawienie się właśnie tych dwóch okrętów nie ma bowiem znaczenia dla równowagi sił w północnej Europie, ponieważ na Bałtyku nie mają one żadnej wartości bojowej.

Najlepiej jest to widoczne w przypadku okrętu podwodnego „Dmitrij Doński”. W swoich czasach był to jeden z najsilniej uzbrojonych okrętów podwodnych na świecie, przenosząc w silosach aż dwadzieścia trzystopniowych rakiet balistycznych typu R-39 (wg. NATO typu SS-N-20 Strugeon). Rosjanie nigdy się do tego nie przyznali, ale prawdopodobnie rakiety te były na tyle nieudane, że zrezygnowano z ich rozwoju i na kolejnych strategicznych okrętach podwodnych projektu typu Boriej zainstalowano już nowe pociski międzykontynentalne typu R-30 Buława (opartych na projekcie rakiety lądowej Topol-M).

fot. Wikipedia

Ostatecznie R-39 zostały wycofane podobnie jak pięć okrętów typu „Akuła”. Pozostawiono tylko pierwszą, najstarszą jednostkę, która po modernizacji stała się eksperymentalną platformą do testów rakiet Buława. Nie wiadomo ile silosów na „Dmitriju Dońskim” zostało przystosowanych dla nowego pocisku, ale przypuszcza się, że ze względu na koszty są to maksymalnie dwie wyrzutnie. Dlatego jest mało prawdopodobne by „Akuły” wróciły do służby, choć w przypadku Rosji nie jest to niemożliwe.

W przypadku „Dmitrija Dońskiego” mamy więc do czynienia jak na razie z eksperymentalnym okrętem podwodnym, który jest o wiele mniej niebezpieczny dla Europy na Bałtyku (gdzie ze względu na wielkość może być pod pełna kontrolą) niż na Morzach Arktycznych. Zagrożeniem nie jest też jego uzbrojenie torpedowe, ponieważ okręt ten posiada tylko szczęść wyrzutni, które ze względu na przeznaczenie jednostki i jej wielkość, służą głównie do samoobrony.

„Piotr Wielki” – krążownik z poprzedniej epoki

O wiele mniej wiadomo na temat możliwości krążownika „Piotr Wielki”. Na pewno podziw może budzić jego wielkość (jest na nim sześć pokładów a korytarze maja łączną długość 20 km) oraz ogromna załoga - licząca 1100 osób (w tym 105 oficerów). Natomiast jeżeli chodzi o uzbrojenie to jest ono w większości przestarzałe i w przypadku najważniejszych systemów bojowych – prawdopodobnie niesprawne. „Prawdopodobnie”, ponieważ Rosjanie w przypadku swoich największych okrętów nawodnych od dawna prowadzą misterną grę dezinformacyjną. Są one więc pięknie malowane, rozsyła się je po całym świecie pokazując wielkość Rosji, jednak w czasie faktycznych działań i w czasie ćwiczeń, prowadzi się z ich udziałem praktycznie tylko strzelania artyleryjskie.

Jest to szczególnie widoczne w przypadku krążownika „Piotr Wielki”. Jego budowa trwała z problemami praktycznie 12 lat - od 1986 do 1998 r., pomimo, że była to już czwarta jednostka tego typu. Był to więc okręt, który już po wprowadzeniu do linii wymagał modernizacji systemów uzbrojenia - chociażby z powodu technologicznego przeskoku generacyjnego, jaki w tym czasie zrobiły komputery. Jeszcze w 2009 r. Rosjanie chwalili się jednak tylko, że dzięki intensywnym, bieżącym pracom serwisowym udało się utrzymać ten krążownik w linii bez remontu średniego przez ponad 11 lat.

fot. mil.ru

Ale i w późniejszej historii okrętu nie ma wzmianki by do takiego, poważnego remontu doszło. Wiadomo jedynie, że w międzyczasie dokonano naprawy układu napędowego krążownika, zmodyfikowano rakietowy system przeciwlotniczy i kilkakrotnie przemalowywano kadłub. Problemy, jakie prawdopodobnie pojawiły się podczas ostatniego rejsu bojowego „Piotra Wielkiego” na Morze Śródziemne na przełomie 2016-2017 r. spowodowały ostatecznie, że oficjalne zadecydowano o przeprowadzeniu remontu modernizacyjnego w latach 2019-2022. Nie wiadomo jednak, czy do tego dojdzie przede wszystkim ze względu na koszty i nie posiadanie gotowych systemów pokładowych na tak duże jednostki pływające.

Ten brak poważnych remontów musiało odczuć wyposażenie okrętowe, i to nie tylko elektroniczne, ale również mechaniczne. Najważniejszymi dwoma systemami bojowymi na „Piotrze Wielkim” są:

  • Kompleks dwudziestu wyrzutni SM-233 rakiet przeciwokrętowych 3M45 systemu P-700 Granit, umieszczonych pod pokładem pod, kątem 60°;
  • Rewolwerowe wyrzutnie pionowego startu B-203A dla 48 rakiet przeciwlotniczych 48N6 systemu S-300F „Fort” i 46 rakiet przeciwlotniczych 48N6E2 systemu S-300FM „Fort-FM”.

Wiele wskazuje jednak na to, że oba te systemy są niesprawne, albo przynajmniej niedopuszczone do wykorzystania operacyjnego. Świadczy o tym m.in. bardzo rzadko pojawiające się informacje o wykonaniu ćwiczebnych strzelań rakietowych i to nie tylko na krążowniku, ale również na innych okrętach nawodnych, wykorzystujących tego typu uzbrojenie. W przypadku krążownika „Piotr Wielki” ostatni film propagandowy na temat testów jego systemów rakietowych opublikowano w sierpniu 2016 r. (chociaż nie wiadomo, czy nie połączono w nim obrazów z wcześniejszych lat).

Tymczasem rosyjskie ministerstwo obrony chwali się nawet wtedy, gdy prowadzone są tylko strzelania artyleryjskie. Na pewno nie omieszkałoby więc wspomnieć oddzielnie o wystrzeleniu rakiet systemu Granit lub „Fort”. Tak się zresztą stało, gdy 16 października 2016 r. przeprowadzono podobno udaną próbę rakiety 3M45, wystrzelonej jednak nie z pokładu okrętu nawodnego, ale z zanurzonego okrętu podwodnego „Smoleńsk” (projektu 949A „Antiej”/wg. NATO typu Oscar II) o wyporności w zanurzeniu 24000 ton.

Było to o tyle niezrozumiałe, że w tym samym czasie (15 października 2016 r.) w rejs na Morze Śródziemne do działań bojowych wypływały: jedyny rosyjski lotniskowiec (krążownik lotniczy) „Admirał Kuzniecow” i krążownik „Piotr Wielki”, oba uzbrojone w takie same rakiety jak „Smoleńsk”. Zupełnie naturalne byłoby wiec przetestowanie systemu rakietowego właśnie na tych okrętach, które wyruszały przecież na wojnę. Tak jednak prawdopodobnie nie zrobiono i w konsekwencji, później, nie wykorzystano tych rakiet do zaatakowania celów w Syrii.

Kolejnym sygnałem, że system P-700 Granit nie jest w pełni operacyjny są już ogłoszone plany jego wymiany na rakiety manewrujące 3M14 systemu Kalibr o zasięgu ponad 2000 km, najpierw na okrętach podwodnych projektu 949A, a później również na „Piotrze Wielkim”. Ponieważ 3M14 to typowe pociski do zwalczania celów lądowych, krążownik ma dodatkowo otrzymać ponaddźwiękowe rakiety systemu P-800 Oniks.

fot. mil.ru

O decyzji tej zadecydowała prawdopodobnie ocena rakiet 3M45, które pomimo ponaddźwiękowej prędkości (od 1,3 do 2,5 Mach w zależności od wysokości lotu) mają małe szanse na przebicie się przez nowoczesne systemy obrony przeciwlotniczej. Są to bowiem pociski z przestarzałym systemem naprowadzania i łatwe do wykrycia (mają długość 10 m, średnicę 0,85 m i masę startową 7 ton).

Pomimo tych krytycznych opinii, w Internecie nadal krążą legendy o niesamowitych możliwościach systemu Granit. Rosjanie wskazują np., że w czasie strzelania salwą, jeden z pocisków może być umieszczony wyżej i przekazywać informacje o celach rakietom lecącym nad falami. W momencie, gdy pocisk prowadzący zostaje zestrzelony jego miejsce zajmuje kolejna rakieta. Od lat nie ma jednak wzmianki o przetestowaniu takiego sposobu działania przez rosyjskie okrętu. Rosjanie dodatkowo twierdzą, że pociski 3M45 mogą również atakować cele lądowe przenosząc głowice nuklearne o mocy równoważnej 500 kT lub głowice bojowe z ładunkiem wybuchowym o wadze 750 kg. I to właśnie może być prawda, z tym że wcześniej rakiety te muszą być sprawne.

Bardzo podobna sytuacja jest jeżeli chodzi o system przeciwlotniczy S-300FM FORT-FM. I w tym przypadku bardzo rzadko pokazywane są zdjęcia z odpalenia rakiet przeciwlotniczych, chociaż w Rosji oficjalnie nadal uważa się krążownik Piotr Wielki” za najlepiej uzbrojony okręt nawodny na świecie. Tymczasem te nieliczne zdjęcia z wnętrza okrętu pokazują jednostkę z systemami kierowania z lat osiemdziesiątych, gdzie komendy do strzelania przekazuje się głosem, gdzie wykorzystuje się lampy typu P, wskaźniki cyfrowe na lampach elektronowych, wielkie konsole operatorskie z ekranami kineskopowymi, a system nie działa w pełni automatycznie.

Wielu specjalistów uważa, że w Rosji w ogóle ograniczono strzelanie systemami „Fort” na okrętach ze względu na bezpieczeństwo. Okazuje się bowiem, że w czasie ćwiczebnych strzelań rakietowych na lądzie zestawów rakietowych S-300 dochodziło do przypadków, gdy w pociskach rakietowych wyrzuconych pneumatycznie w powietrze („na sucho”) nie włączyły się główne silniki rakietowe. Rakieta opadała więc swoim ciężarem ma wyrzutnię powodując zniszczenie całego zestawu kołowego. Na lądzie powodowało to stratę „tylko” jednego pojazdu. Na okręcie może to doprowadzić do katastrofy, biorąc pod uwagę fakt, że np. na krążowniku „Piotr Wielki” w pobliżu znajdują się inne wyrzutnie systemu „Fort” z kilkudziesięcioma rakietami oraz wyrzutnie systemu Granit.

Ale najważniejszym problemem dla krążownika jest jego system dowodzenia i obserwacji technicznej. Na rosyjskim okręcie stosuje się bowiem radary, które nie mają już swoich odpowiedników na świecie i nie przez swoje możliwości, ale starą technologię (np. radary „trójwspółrzędne” z wiązką typu V). Jeżeli więc nawet Chińczycy wprowadzili na swoich okrętach zupełnie inne rozwiązania (anteny ścianowe) niż Rosjanie to świadczy o tym, że rosyjskie stacje radiolokacyjne są już zupełnie przestarzałe.

Niestety prawdę o rzeczywistych możliwościach okrętu „Piotr Wielki” znają jedynie Rosjanie. Ale jeżeli oni sami decydują się na wymianę Granitów tzn. że mają oni do tego wyraźny powód.

Kolejne rosyjskie zwycięstwo propagandowe

Patrząc na odzew polskich i zachodnich mediów widać wyraźnie, że zapowiedź „wizyty” dwóch rosyjskich okrętów jest kolejnym, sukcesem aparatu propagandowego Kremla. Rosjanie z dużą satysfakcją muszą odnotowywać, jak dobrze oceniane są możliwości bojowe obu przestarzałych jednostek pływających.

Korzystają przy tym z faktu, że bez rzeczowej analizy faktycznych możliwości obu krążowników, można rzeczywiście mieć wrażenie, że na Bałtyk wpłyną dwa potężne i silne okręty. Ale tak naprawdę jednostki te zasługują na uwagę bardziej ze względów historycznych niż przez ich możliwości bojowe. Są one bowiem symbolem wielkomocarstwowości Związku Radzieckiego, który nie dbając na koszty budował potężne okręty, jednak o mniejszych możliwościach niż ich zachodnie odpowiedniki.

Przypomnijmy chociażby, że trzykrotnie mniejsze od „Akuł” amerykańskie okręty podwodne typu Ohio o wyporności 18700 ton mogą przenosić 24 rakiety międzykontynentalne Trident, natomiast ponad dwukrotnie mniejsze od „Orłanów” niszczyciele rakietowe typu Arleigh Burke mogą mieć na pokładzie więcej rakiet przeciwlotniczych i manewrujących.

Negatywna ocena możliwości bojowych nie zmienia jednak faktu, że na Bałtyk wpłynę naprawdę unikalne jednostki pływające. Na uwagę zasługuje szczególnie okręt podwodny typu „Akuła”. Jest to jedyna jednostka tej klasy na świecie z praktycznie dwoma oddzielnymi kadłubami sztywnymi (o maksymalnej średnicy 10 m) w układzie katamarana. Dodatkowo w odróżnieniu od swoich zachodnich i rosyjskich odpowiedników Rosjanie po raz pierwszy i ostatni zamontowali silosy rakiet balistycznych (dwadzieścia) przed kioskiem, montując je między kadłubami sztywnymi.

fot. Wikipedia

Kadłuby te są połączone trzema odseparowanymi segmentami, które na dziobie mieszczą wyrzutnie torpedowe, na śródokręciu: - kiosk z bojowym centrum informacyjnym a na rufie – systemy mechaniczne. Ogromna ilość przestrzeni spowodowała, że nie tylko można było „wyciszyć” okręt, ale dodatkowo zagwarantować bardzo dobre warunki socjalne dla 160-osobowej załogi, niespotykane na innych rosyjskich okrętach. Na „Akułach” jest więc siłownia, sauna obita dębowymi deskami, basen z podgrzewaną słodką lub słoną wodą o wymiarach 4 m x 2 m x 2 m (długość x szerokość x głębokość) a nawet mini ogródek botaniczny. Z tego powodu marynarze nazywali tego typu okręty „pływającymi Hiltonami”.

Zadbano dodatkowo o bezpieczeństwo budując dwie oddzielne kapsuły ratunkowe, z których każda miała miejsce dla całej załogi. Kadłuby sztywne są zbudowane z tytanu, natomiast otaczający wszystko kadłub lekki jest ze stali pokrytej dodatkowo powłoką gumową, tłumiącą sygnały sonarowe (sama ta powłoka waży około 800 ton). „Akuły” zostały specjalnie przygotowane do działań pod lodem i są w stanie przebijać się bez uszkodzeń przez powłokę lodową o grubości 2,5 m. Specjalnie do tego typu działań zostały opracowane np. dziobowe stery głębokości. Nieco mniej unikalnych rozwiązań ma „Piotr Wielki”, ale chociażby przez swoja wielkość on również zasługuje na zainteresowanie.

fot. mil.ru

Oczywiście wprowadzenie obu okrętów na Morze Bałtyckie można łączyć z przygotowywanymi w Rosji i Białorusi wielkimi manewrami wojskowymi „Zapad”, w których zgodnie z zapowiedziami może wziąć udział nawet ponad 100 000 żołnierzy i marynarzy. W rzeczywistości obie te jednostki pływające (szczególnie Akuła) byłby bardziej niebezpieczne działając na oceanach a nie na takim akwenie jak Bałtyk.

O wiele większym niebezpieczeństwem dla Polski byłoby przeniesienie na stałe do Floty Bałtyckiej z Floty Czarnomorskiej okrętów podwodnych z napędem diesel elektrycznym typu projektu 636.6 typu Warszawianka i korwet projektu 21631 typu Bujan-M o wyporności 1000 ton. Tego typu jednostki pływające choć ponad dziesięciokrotnie mniejsze od Akuł i Orłanów, mogą bowiem przenosić rakiety manewrujące systemu Kalibr o zasięgu ponad 2000 km. Rosyjskie krążowniki takie uzbrojenie maja dopiero otrzymać.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 85
Reklama
Niedziela palmowa
niedziela, 9 kwietnia 2017, 18:26

Ruchome cele albo chronią się przed Chinami (odległość i tarcza Zachodu) albo płyną zutylizować swe reaktory. Chiny i Trump mają doskonałe kontakty i interesy, o których Putin może pomarzyć. Słabe te pionki na szachownicy. Najlepsze są wysoko,to roboty. Technologie Chiny nieprzypadkowo mają skopiowane od USA.

u99
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 09:44

"W przypadku „Dmitrija Dońskiego” mamy więc do czynienia jak na razie z eksperymentalnym okrętem podwodnym, który jest o wiele mniej niebezpieczny dla Europy na Bałtyku (gdzie ze względu na wielkość może być pod pełna kontrolą) niż na Morzach Arktycznych." Ze względu na obecne możliwości wykrywania OOP - na takim morzu jak Bałtyk - wszystkie okręty podwodne (także Orka) mogą być pod pełną kontrolą.... . Dlatego floty bałtyckich państw NATO rezygnują z OOP. Nawigacyjne rozważania w artykule - takie sobie.

RZESZOW
niedziela, 9 kwietnia 2017, 18:02

jednak oba nadal . ... mogą przenosić głowice nuklearne.-krążownik rakietowy Piotr Wielki. na swoim wyposazeniu w dalszym ciagu ma bron atomowa itd---np--P-700 Granit (NATO reporting name: SS-N-19 'Shipwreck') P-700 Granit Type Long-range anti-ship cruise missile Place of origin Soviet Union/Russia Service history In service Since 1983 Used by Soviet Union, Russia Production history Designer OKB-52/NPO Mashinostroyeniya Chelomey Designed 1970s Produced 1985–1992 Specifications Weight 7,000 kg (15,400 lb) Length 10 m (33 ft) Diameter 0.85 m (33 in) Warhead High explosive or nuclear Warhead weight 750 kg (1,653 lb) HE (unknown composition, probably RDX or similar) or 500 kt fission-fusion

MB
środa, 26 kwietnia 2017, 10:58

Tu jest błąd w przypadku nazwy i typu okrętu podwodnego.

Forest
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 09:08

Granit będzie usunięty, bo nowa konstrukcja jest widocznie lepsza i może być niezależnie produkowana bez udziału byłych republik. Jeden typ może być stosowany w kilku wariantach. Unifikacja jest ogólnie korzystna. Poza tym nigdy nie wiadomo, czy dany nosiciel ma wersję pokr o zasięgu 300km, czy taktyczny nuke o zasięgu 2500km. Dzięki temu przeciwnik musi stosować zapobiegawcze środki uwzględniając najgorsze.

ekolog
niedziela, 9 kwietnia 2017, 16:44

W takim razie stare atomowe amerykańskie lotniskowce USS Nimitz oraz USS Dwight D. Eisenhower, które weszły do służby we wczesnych latach 70-tych, nie mówiąc o trzech kolejnych które są w służbie od lat 80-tych stwarzają podobne zagrożenie na morzach i oceanach. Na tak wiekowych jednostkach zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że system napędowy lub sterowy ulegnie awarii i dojdzie do kolizji lub katastrofy morskiej. Dlatego Amerykanie powinni przekazywać zainteresowanym krajom dokładny harmonogram i przebieg trasy amerykańskich okrętów, ponieważ to pozwoli na zabezpieczenie ich ruchu i ułatwi działanie w sytuacjach awaryjnych.

Sailor
niedziela, 9 kwietnia 2017, 22:30

Jest tylko małe ale. Amerykanie sukcesywnie modernizują swoje jednostki i mają o wiele wyższy poziom kultury technicznej wśród personelu. Jak to cudo się rozkraczy na Bałtyku to może skazić cały akwen.

Velasco
niedziela, 9 kwietnia 2017, 20:21

Owszem Nimitzy moga byc stare ale podlegaja regularnym remontom i modernizacja. Przy czym remont to cos wiecej niz malowanie jak u ruskich..

bolo
niedziela, 9 kwietnia 2017, 19:40

Amerykańska armia nie funkcjonowała przez dekadę praktycznie bez kasy jak rosyjska armia w latach 90tych. Tak więc porównywanie amerykańskich okrętów, które zawsze miały serwis na wysokim poziomie z rosyjskimi okrętami, które stały w portach bez żadnych modernizacji czy napraw jest bez sensu.

grundy
niedziela, 9 kwietnia 2017, 19:21

Wszystkie amerykańskie lotniskowce cyklicznie przechodzą planowe remonty, a w połowie planowanej służby przechodzą generalna modernizację. I na tym polega różnica, że nie są pływającym złomem nawet gdy kończą służbę jak to bywa w przypadku jednostek rosyjskich.

nikt ważny
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 08:13

Stare nie stare, Wyrzutnie torpedowe są na Akule? Są. Znaczy się pewnie modernizując (a to okręt ekperymentalny) Kalibrami strzelać może i może nawet posiadać je na pokładzie. Jakoś tak zapewnienia że systemy pewnie są niesprawne nie pocieszają bo są jedynie życzeniowym myśleniem. Owszem sprzęt jest zawodny zwłaszcza wiekowy ale możecie wierzyć: w Rosji jeśli można coś naprawić to się naprawia nawet jeśli ryzyko rośnie. W Polsce jeszcze też tak zwłaszcza w armii. Jak można coś naprawić to się naprawia. Naprawa zawsze jest dużo tańsza niż zakup nowego czy instalacja nowych (nowoczesnych) elementów. Geopolitycznie Rosja jest w nieciekawym położeniu gdzie geografia determinuje sporo w kosztach. W ich mentalności jest również pamięć historyczna i to trzeba zrozumieć i przyjąć. Nie tylko w rozumieniu ideologicznym choć to również ale także w ujęciu technologicznym czy gospodarczym. Nie stać ich na frywolność konsumpcji więc można przyjąć założenie że przynajmniej połowa katalogowego uzbrojenia jest sprawna a cześć systemów unowocześniona. Jest XXI wiek i mieszczący się w kieszeni komputer ma tysiące razy większą moc niż pierwotne (ale i teraźniejsze) systemy na wielu okrętach. W pozostałej części można jedynie martwić się o jakość materiałów w związku z wiekiem ale tu jakoś tak nie wierzę w propagandowy przekaz bo Rosja w kategoriach nuklearnych to nie idioci i co jak co ale atomowe siłownie sprawdzili pewnie z tysiąc i jeden razy wymieniając to i owo oraz ograniczając ich moc. Na całym świecie jest na lądzie dużo więcej i dużo starszych siłowni i są raczej oszczędnie modernizowane a nie z rozmachem i działają chyba że zaskoczy kogoś katastrofa naturalna. Nie ma jednak takiego co by Naturę potrafił zawsze przewidzieć.

uofca zombie
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 17:37

Trochę takich "sprawdzonych tysiąc i jeden razy" siłowni leży tu i ówdzie na dnie. Ciekawostka, co by się stało, gdyby tak dali na nim pełną moc? Oby nie na Bałtyku.

Tomo
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 10:15

Ta. Są 4 wyrzutnie 533mm. Czyli mniej niż na Warszawiance. I tym sposobem modernizując uzyskasz 48000 t giganta o sile ognia mniejszej niz 500 tonowy Bujan ;-) Genialny plan, naprawde.

say69mat
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 07:57

@def24.pl: Według rosyjskiej gazety „Izwestia” latem br. na Bałtyk wpłyną dwa, największe na świecie okręty w swojej klasie: atomowy okręt podwodny z rakietami balistycznymi „Dmitrij Donskoj” i atomowy krążownik rakietowy „Piotr Wielki”. say69mat: Czy ktokolwiek o zdrowych zmysłach jest w stanie kwestionować sens posiadania nowoczesnych okrętów zdolnych do realizacji misji obrony przeciwrakietowej. Ponieważ NDR - o ile jest skutecznym rozwiązaniem - w ramach obrony przeciwdesantowej. O tyle nie jest w stanie zabezpieczyć naszego terytorium przed atakiem rakietowym prowadzonym z pokładów jednostek floty potencjalnego agresora.

MadMax
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 10:33

Tak, przy zdrowych zmysłach można to kwestionować, bo takie zdolności mają zasadniczo krążowniki, a nie korwety czy fregaty. Zastanów się jakie pociski muszą być instalowane na okrętach, by spełniały zadania obrony przeciwrakietowej (i nie mylić obrony przeciwrakietowej własnej - okrętu od obrony przeciwrakietowej strefowej). Pełnienie OPL strefowej przez okręty MW to bełkot ludzi nie mających pojęcia o realiach technicznych i finansowych. Krążowników nie będziemy mieć. I co komu po zdolności obrony przeciwlotniczej na okręcie jak zatopi go torpeda? Aby stworzyć okrętową OPL strefową trzeba byłoby stworzyć całą grupę bojową osłony. Polecam kontakt z Ministerstwem Finansów w tej sprawie, bo koszt byłby około 30 mld. A planowane jest 8-10.

Afgan
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 15:20

Teoretycznie krążownik "Piotr Wielki" byłby idealną tarcza strzelniczą dla naszych systemów brzegowych NSM. Jednak jego zatopienie byłoby jednocześnie katastrofą ekologiczną dla całego Bałtyku. Nie wiem co by się bardziej opłaciło, zatopić, czy nie zatopić. To że ten okręt jest pływającą bomba ekologiczną, co jest jednocześnie jego wadą i zaletą.

Kosmit
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 22:35

Teoretycznie krążownik "Piotr Wielki" byłby w stanie dosięgnąć nasze baterie brzegowe swoimi pociskami P-700 "Granit". Niby są "przeciwokrętowe", ale amerykańskie SM też były "przeciwlotnicze" dopóki nie okazało się, że w okręty też mogą trafiać. Równie teoretycznie nasze NSM wcale nie musiałyby dojść do celu, który jest w istocie jedną wielką baterią przeciwlotniczą z wielowarstwowym systemem obrony, zaczynając od Fort-M (morskie S-300-coś) a na CIWS "Kasztan" kończąc. Wreszcie, teoretycznie czy nie, nie wiadomo ile rakiet typu NSM potrzeba by było, aby definitywnie wyłączyć okręt tej klasy z walki. Przypomnę, że w latach 80-tych fregata USS "Stark" klasy OHP została w Zatoce trafiona dwoma Exocetami i przetrwała. Po remoncie okręt przywrócono do służby. W 2006 roku izraelska korweta klasy Saar 5 została trafiona chińskim ASCM i jej uszkodzenia nie zostały nawet zakwalifikowane jako ciężkie. Tego, jaka jest różnica pomiędzy fregatami i korwetami, a "Piotrkiem" nie muszę chyba tłumaczyć. I koniec końców - teoretycznie te okręty budowano do walki z amerykańskimi grupami lotniskowców. Myślę, że ich konstruktorzy musieli wziąć pod uwagę ewentualność, że okręt zostanie ostrzelany pociskami przeciwokrętowymi, prawdopodobnie wieloma. Teoretycznie jest więc to przeciwnik, którego nie wolno lekceważyć.

jarek
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 20:21

Nie wiem czy wystarczyłoby nam pocisków, żeby go zatopić. NSM mają głowice o masie trochę ponad 100kg a więc jedno, dwa czy nawet trzy trafienia mogą okręt wyłączyć z akcji, ale nie zatopić. Swego czasu Amerykanie próbowali zatopić fregatę OHP, czyli okręt zdecydowanie mniejszy. Mimo wielu trafień (nie pamiętam czym, ale to były rakiety z dużymi głowicami), uparte bydlę nie chciało zatonąć! Natomiast zgodzę się, że ten okręt na Bałtyku jest kompletnym nonsensem. Gdyby NATO postanowiło go zatopić, nie trwałoby to nawet godziny.

hermanaryk
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 01:58

W 1939 Schleswig-Holstein też był okrętem z poprzedniej epoki...

mistral
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 14:53

no właśnie nie był - był dobrze zaprojektowanym, przystosowanym i do obejścia ograniczeń traktatowych i do ataku skutecznego na słabszego przeciwnika

vako
niedziela, 9 kwietnia 2017, 15:26

na tym drugim zdjeciu wyglada tak staro ten okret podwodny jak by mial za chwile sie rozpasc. ma mnadzieje ze nie zanieczysci baltyku.

Mario
niedziela, 9 kwietnia 2017, 15:22

A jezeli uszkodza je w ciesminie i odetna europe wschodnia od dostaw usa w razie konfliktu z rosja

Karol1987
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 14:02

Tak, oczywiście, jednym okrętem zablokują Cieśniny Duńskie. Brawo.

łuna
niedziela, 9 kwietnia 2017, 18:13

Bardzo słuszne spostrzeżenie

artm
niedziela, 9 kwietnia 2017, 15:13

dwa największe na świecie pasy szahida, współczesne operacje militarne mogą zaskakiwać

Tom
czwartek, 13 kwietnia 2017, 23:55

Tak oba te okrety szkolne byly bardzo stare w 1939 i po WWI aliancji pozwolili by Niemcy je zachowali z uwagi na niske mozliwsci bojowe. Ale dla PL w 1939 to te niskie mozliwosci byly wysokie progi. I tak dzisiaj Piotr Wielki to moze byc duzo propagandowy stary okret ale dal marynarki PL to wysokie progi.

Lord
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 14:32

Dlaczego do dnia dzisiejszego nie ma nowych statków nadwodnych i podwodnych i śmigłowców dla MW? Rosjanie robią manewry na Białorusi i wzmacniają swoją flotę na Bałtyku, a my jak na razie rozbudowujemy OT i przenieśliśmy najlepsze 56 czołgów bez załóg do Wesołej. Co jeszcze musi się wydarzyć? Gdyby nie Amerykanie w Polsce i Polska w NATO i UE to już dawno bylibyśmy jak Krym w Rosji.

pragmatyk
czwartek, 13 kwietnia 2017, 23:54

Wcale mnie Pan nie pocieszył ,na pewno wszyscy pamiętamy ,ze w 1939 r pod Westerplatte stał stary ,z I wojny hitlerowski okręt szkolny.

hho70
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 14:04

Nie wiem czy ktoś to w komentarzach napisał ale ten okręt płynie w misji tylko i wyłącznie reprezentacyjnej on ma występować jako maskotka, żadna misja bojowa nie wiem czy nie zostanie po tej wystawie jako swego rodzaju muzeum. Pomimo że jest w składzie Marynarki Wojennej to że tak napiszę nie ma żadnego przydziału. Pewnie doszli do przekonania że tak będzie taniej niż utylizacja. Dwa takie czekają już na utylizację(decyzję).

Kosmit
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 16:42

Schleswig też przypłynął z misją "kurtuazyjną", jako swego rodzaju maskotka. A konstrukcyjnie też był wówczas na poziomie muzeum - pre-drednot grubo sprzed poprzedniej wojny, bez szans w starciu z jakimkolwiek nowoczesnym okrętem zbliżonym do swojej klasy. Zastanawiam się również, czy miał w ogóle jakiś operacyjny przydział, jako, że figurował jako jednostka szkolna Kriegsmarine.

Lord Godar
niedziela, 9 kwietnia 2017, 14:17

Może wartość bojowa tych okrętów nie jest duża , ale Akuła może zostać wykorzystana , do przeprowadzenia zadania specjalnego , np "przypadkowego" wejścia na mieliznę czy awarii , a to stało by się pretekstem do operacji ratunkowej wojsk rosyjskich na przykład na Gotlandii , gdzie ta awaria miała by miejsce ... Innym sposobem wykorzystania tego dużego okrętu może być po prostu zablokowanie nim przejścia przez Cieśniny Duńskie ( awaria , kolizja) , co spowodowało by długotrwałe ograniczenie dostępu na Bałtyk dużym jednostkom bojowym , transportowym czy nawet tankowcom lub gazowcom . Co mogło by zostać wykorzystane w kwestiach NS 2 czy umów na dostawy ropy i LNG dla nas i Europy Środkowej ... Takie SF z jednej strony , ale życie pisze różne scenariusze ...

bajubaju
wtorek, 11 kwietnia 2017, 13:19

Bzdurzenie o polskich bateriach rakietowych niszczących ruskie okręty. W przypadku konfliktu zoatałyby unieszkodliwione w ciągu ok. 10 min od chwili jego rozpoczęcia, lub tuż przed. Ruskie mają i odpowiednie rakiety i zapewne "zamrożone" grupy dywersyjne specnazu. :)))))))))))

Lord
wtorek, 11 kwietnia 2017, 16:16

No to nawet i te dywizjony nic nie zrobią, więc odpalą rakiety, a my im nic nie zrobimy. Jeszcze mamy OT, która będzie walczyć ze specnazem i może obroni te dywizjony, ale rakiet rosyjskich nie zestrzelimy. Więc jest lipa.

prawieanonim
niedziela, 9 kwietnia 2017, 13:45

Patrzeć patrzeć i jeszcze raz patrzeć na ręce. Rosjanie zapewne będą próbowali wyrządzić szkody w taki sposób by nie zostać uznanymi za agresorów. Tylko w taki sposób mogą niwelować przewagę NATO. Ten złom może posłużyć za pływający Czarnobyl tyle że na nieporównywalnie większą skalę.

BUBA
niedziela, 9 kwietnia 2017, 13:15

Sowietskij Sojuz był do 1993 a teraz mamy Rosję z nowym carem. Taka drobna uwaga.

Kosmit
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 22:40

Teraz mamy Rosję, ale oba okręty są starsze od Rosji obecnej. Dlatego "Sowiecki Atom".

Podpułkownik Wareda
niedziela, 9 kwietnia 2017, 18:46

BUBA! Panie BUBA! Związek Radziecki przestał istnieć - w wyniku zawarcia przez prezydentów Rosji, Ukrainy i Białorusi Porozumienia Białowieskiego w Wiskulach, w Puszczy Białowieskiej oraz w pobliskim Brześciu nad Bugiem w dniu 8 grudnia 1991 roku, a także Deklaracji o Rozwiązaniu ZSRR, która została przyjęta w Moskwie przez Radę Najwyższą ZSRR w dniu 26 grudnia 1991 roku. Taka drobna uwaga.

Riddler
niedziela, 9 kwietnia 2017, 21:38

Robicie z igły widły. Okręty przypłyną, zrobią swoje i wrócą. Jak zwykle musi być obok tego wydarzenia szopka, ze względu na sytuację polityczną. Nie zmienia to faktu, że gdybym miał ważny paszport, to bym skoczył do Petersburga i na własne oczy zobaczył te potwory. Taka okazja może się już nie powtórzyć.

Aurora
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 01:42

Musiałbyś jeszcze dostać wizę.

Olo
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 13:12

A o naszym podwodnym "Orle" cisza , pewno dalej trwa dialog techniczny na wyłonienie wykonawcy remontu....

yaro
wtorek, 11 kwietnia 2017, 13:04

wykonawcy remontu, a znasz w polsce stocznię co to potrafi ?

Kiks
niedziela, 9 kwietnia 2017, 12:50

Wielokrotnie wytyka się koszt wytworzenia uzbrojenia na Zachodzie czy w USA porównując go do kosztu wytworzenia w Rosjii. Tylko nikt nie bierze pod uwagę efektywności. Rosjanie są mistrzami megalomanii i otwieraniu 20 projektów naraz, z których końcowo przydatne okazują się 2-3. Czyli realny koszty tych 2-3 to ich własny plus to co wyłożono na 17-18 odrzuconych. I tak u nich kalkuluje się. Czy teraz jest tanio?

J.
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 13:03

Jak chcemy wnerwić Rosjan, to trzeba ich eskortować za pomocą okrętów ratowniczych ;-)

wunderwaffe
niedziela, 9 kwietnia 2017, 21:03

Czy ma to związek a wielkimi manewrami na Białorusi? Może Ruscy już podjęli decyzje o aneksji państw Bałtyckich a okręty te mają szachować Zachód osłabiając i tak już słaba wolę walki i ochotę do nadstawiania karku za "wschodnią flankę"?

Sailor
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 09:59

Tej klasy okręty na Bałtyku to ruchome cele i nikt przy zdrowych zmysłach nie narażałby takich jednostek na zagrożenie w takiej sadzawce ja Bałtyk gdzie te ustrojstwa w wielu miejscach nie mogą się zanurzyć.

Tak powinno być...
niedziela, 9 kwietnia 2017, 20:55

Polska powinna kupić od USA kilka okrętów klasy Ohio z pociskami Trident 2D5, aby czuć się bezpiecznie na Bałtyku i mieć co pokazywać Rosji na morzu, a ruscy jak taki pokaz zobaczą, to nigdy nas nie zaatakuja, bo się wystrasza.

Sailor
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 10:01

Powinniśmy jeszcze kupić kilka lotniskowców, które Amerykanie wycofują ze służby, kilka B-52, B-1 i B-2 oraz prom kosmiczny.

Lord
wtorek, 11 kwietnia 2017, 12:23

Rosjanie robią co chcą, a my nic nie mamy. Więc te dyskusje do niczego nie będą prowadzić. Może i są to stare jednostki, ale nadal stanowią oręż gotowy do walki. Mogą wystrzelić swoje stare rakiety, które bez żadnych przeszkód wlecą na terytorium Polski i zniszczą każdy cel nawet jeśli jedna na dziesięć trafi, to Rosjanie wystrzelą ich tak dużo, że to wystarczy żeby nas zniszczyć. Nasze dywizjony nadbrzeżne mogą zniszczyć Rosyjski krążownik, tylko że on może wystrzelić przed jego zniszczeniem salwę rakiet. Więc nie mamy odpowiednich środków do obserwacji i namierzania celów powyżej 40 km, nie mamy satelitów, nie mamy okrętów podwodnych do śledzenia i zniszczenia wrogich jednostek, nie mamy śmigłowców do lokalizacji łodzi podwodnych itp.

wqq
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 12:31

Autor artykułu słusznie zauważył że największym argumentem tych dwóch jednostek nie jest ich uzbrojenie tylko reaktory atomowe jeśli rozpatrujemy ich obecność na takim małym akwenie jak Bałtyk. Mówiąc trywialnie kto będzie ryzykował zniszczenie takiej jednostki z potężnym reaktorem mając na uwadze skażenie akwenu i paraliż własnych sił na tym akwenie?. Sądzę że poniekąd Rosjanie liczą na taki psychologiczny efekt .

zeus89
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 12:23

Kiedyś już po przyjacielsku odwiedził nas SMS Schleswig-Holstein.

Kosmit
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 16:43

Wówczas już KMS, nie SMS. Jako SMS służył Kajzerowi i wyjątkowo przetrwał dość długo, by dostać nowy "prefiks" ;)

jurandzespychacza
niedziela, 9 kwietnia 2017, 11:51

czyli nic tylko zaatakować te okręty naszymi supernowoczesnymi fregatami OHP! Ba niech NDR odpali kilka rakiet i po sprawie... rzeczowy i bezstronny artykuł.

A.W.
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 12:07

To są sensacje z gatunku: "Krążownik Aurora przywrócony do służby" - czego też pewnie się doczekamy. Choć nie wątpię, ze z pewnością ten fakt zostanie wykorzystany propagandowo przez rosyjską telewizję, przykładowo jako przeciwstawienie powstających w Polsce OT uzbrojonych jedynie w lekka broń strzelecką.

ds
niedziela, 9 kwietnia 2017, 11:31

Stare czy nowe, sprawne lub nie. Niebezpieczeństwem dla świata nadal pozostaje nieobliczalność Kremla.

Podpułkownik Wareda
niedziela, 9 kwietnia 2017, 11:26

Drobna uwaga własna. Zgadzam się, że pojawienie się na akwenie wielkości Bałtyku, dwóch największych w swojej klasie okrętów na świecie i do tego z napędem jądrowym oraz pod banderą rosyjską - może spowodować duże zainteresowanie, ale również zaniepokojenie w krajach ościennych. Czy rzeczywiście tak się stanie, to dopiero się okaże? Tak czy inaczej, to z pewnością będzie wielka gratka dla wszystkich państw NATO i nie tylko. Ponadto, czy obecność na Bałtyku, dwóch wielkich rosyjskich okrętów z napędem jądrowym - będzie autentycznym zagrożeniem militarnym i ekologicznym? Autor powyższego artykułu twierdzi, że: "zagrożenie ekologiczne jest realne (w co nie wątpię!), natomiast zagrożenie militarne jest praktycznie żadne". Chociażby dlatego, że na Bałtyku - oba wspomniane okręty - nie mają żadnej wartości bojowej. A także: są już bardzo wiekowe, o przestarzałej konstrukcji oraz starych systemach napędowych, sterowych, dowodzenia, uzbrojenia i obserwacji technicznej. Jednym zdaniem: to wszystko powoduje, że jednostki rosyjskie są okrętami z poprzedniej epoki (?). Czy pojawienie się latem br. na Bałtyku wielkich, rosyjskich jednostek z napędem jądrowym, będzie - jak sugeruje artykuł - "kolejnym, rosyjskim zwycięstwem propagandowym", tego również nie wiem? Nie ukrywam, że nie posiadam profesjonalnego przygotowania (w przeciwieństwie do wielu komentatorów na D24!), aby w jakikolwiek sposób, właściwie ocenić wartość bojową rosyjskich okrętów oraz związane z ich obecnością na Bałtyku, mniej lub bardziej, realne niebezpieczeństwa. Dlatego też, sugestie autora artykułu, przyjmuję do wiadomości. W jednym, autor artykułu z pewnością ma rację: wspomniane okręty, nadal pozostają symbolem potęgi militarnej b. Związku Radzieckiego, a więc czasów - chyba(?) bezpowrotnie minionych. Nie jestem jasnowidzem, dlatego nie zamierzam rozwijać tego wątku. Prawdą jest także, że przyszła wizyta na Bałtyku - dwóch wielkich, okrętów rosyjskich z napędem jądrowym - wzbudziła również duże zaniepokojenie (także w Polsce) z powodu poczynań rosyjskich sił zbrojnych, co moim zdaniem, jest zupełnie zrozumiałe. Nawet, jeśli to będą wyłącznie działania sensu stricto - propagandowe. W tym także, zgadzam się z autorem artykułu. PS. Oczywiście pewności nie mam, ale chyba autor (tj. M. Dura), nie wymyślił jednocześnie tytułu do swego, powyższego artykułu?

fgh
niedziela, 9 kwietnia 2017, 20:16

Ciekaw jestem czy NATO podejdzie na poważnie do zagrożenia czy je zignoruje, mając nadzieję, że to tylko ćwiczenia. Powinni wykorzystać Rosyjskie ćwiczenia do przeprowadzenia własnych polegających na przerzuceniu, sprzętu do obrony przeciwrakietowej. Niemcy w 39' też przypłynęli Schleswig Holstein'em w "pokojowych" celach, a jak się to skończyło to chyba każdy pamięta. Gdyby Rosja chciała nas zaatakować, to mogliby wykorzystać podobny fortel. Co z tego, że nie mogą zanurzyć tego okrętu, skoro to jednej salwy z powierzchni nadal się nadaje.

CB
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 00:20

Zarówno R-39 jak i R-30 mają zasięg około 8k km. "Gdyby Rosja chciała nas zaatakować", to ten okręt nawet nie musi wpływać na Bałtyk...

Davien
niedziela, 9 kwietnia 2017, 11:24

Ciekawe, będzie mozna bejrzec sobie obie jednostki z bliska

pozdrawiam
niedziela, 9 kwietnia 2017, 20:23

Davien gdyby przysłali nowe 855-M, czy 955-A to by była gratka, ale Akuły to można zobaczyć na rosyjskim złomowisku. Ale gdyby można było wejść do takiej Akuły to co innego. A swoją drogą to trzeba będzie wypłynąć kutrem rybackim na połowy dorsza, podpłynąć i zobaczyć płynącą Akułę z bliska. Lotniskowiec atomowy US Navy widziałem z odległości 3-4 kilometrów na Morzu Śródziemnym.

lukas123
niedziela, 9 kwietnia 2017, 11:08

Z tym starym okrętem to przesada. Amerykańskie lotniskowce są starsze i również mają reaktory na pokładzie.

Inż
niedziela, 9 kwietnia 2017, 17:44

Zgadza się, do tego reaktory rosyjskie są technologicznie bardziej zaawansowane od amerykańskich.

gUCIo
wtorek, 11 kwietnia 2017, 11:25

JAKBY NIE PATRZEĆ ..my nie mamy środków odpowiedzi które wyeliminowałyby z walki tego typu jednostki . dorzucając do tego siły z Kaliningradu ....wystarczy że wprowadzą koordynaty na naszą infrastrukturę krytyczną oraz zgrupowania wojsk /lotniska/porty...jeden rakietowy atak saturacyjny ...niszczy naszą zdolność operacyjną nie mówiąc już o środkach odpowiedzi ....

Lord
wtorek, 11 kwietnia 2017, 13:05

Zgadzam się z tym. My tu piszemy i nic z tego nie wynika, a Rosjanie robią co chcą. Nadal nie ma u nas odpowiedniej broni.

Jola
niedziela, 9 kwietnia 2017, 19:37

Schleswig-Holstein też był przestarzałym okrętem , który przybył z "wizytą ". Mógł spokojnie ostrzeliwać Hel. Te okręty , które wpłyną latem na Bałtyk , przy stanie naszej obrony i mimo tego , że są przestarzałe mogą ostrzeliwać każde miejsce w Polsce. A my będziemy patrzeć z opuszczonymi koparami.

CB
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 00:21

Żeby ostrzelać każde miejsce w Polsce, tak naprawdę nic nie musi nawet wpływać na Bałtyk.

olo
niedziela, 9 kwietnia 2017, 10:44

No to możemy mieć problem ekologiczny na Bałtyku jak któryś się rozkraczy albo stanie na mieliźnie.

Urko
niedziela, 9 kwietnia 2017, 15:29

To nawet dobre miejsce. Ruscy w Sayda-Guba - niedaleko fińskiej granicy mają zakład utylizacji odpadów promieniotwórczych, w których jest zmagazynowane ok 50 całych reaktorów i części po jakieś setce już rozmontowanych. Tak więc nie będzie bardzo daleko...

Miliminimisiu
niedziela, 9 kwietnia 2017, 10:31

8000 wagonów dla ćwiczeń we wrześniu i 2 okręty podwodne atomowe......W wakacje.......podejrzane

StudentPWr
niedziela, 9 kwietnia 2017, 19:18

Dla Polski jest to idealny powód do procedowania w Waszyngtonie Wisły i Narwii na nowym poziomie. Pisałem już przy duńskich fregatach, że z SM-3 IIA da się "wystrugać" odpowiednie zakresy prędkości i stożka przechwycenia. A SM-6 ERAM z AWACSAMI to idealny "bąbel" A2/AD dla naszego lotnictwa, marynarki, wojsk lądowych. Trzeba to wykorzystać koniecznie, tak, żeby Kremlowi pokaz siły odbił się samobójczo czkawką. Sami na siebie kręcą bata. byle tylko zareagować odpowiednio z odpowiednim planem. Jak będziemy mieli te rakiety, to bez naszej zgody nawet ruskie wróble będą chodziły na piechotę, a ruskie mewy pływały. Przynajmniej w promieniu 300 km od granic. Była propozycja, żeby te rakiety i SM-3 i SM-6 były mobilne, rozumiem na podwoziach 8x8, trudne do zniszczenia. Bo radary do nich to raczej na AWACSY , albo też mobilne, chociaż i ścianowe stacjonarne na wzniesieniach i pod przykryciem plot/prak mają sens. Amerykanie rozwijają teraz wyrzutnie uniwersalne MML, idealne jako "ostatnia linia obrony". Nawet miniaturowe pociski przeciwrakietowe MHTK Lockheed-Martin hit-to-kill tam będą do dyspozycji. Idealne do obrony obiektów stacjonarnych i mobilnych wyrzutni i radarów.

ax
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 11:25

a jak zabezpieczyć fregaty przed okrętami podwodnymi - które po bałtyku mogą dość swobodnie się przemieszczać. My poza kilkoma starszymi obecnie op i ciąglę naprawianym po uszkodzeniach powstałych w stoczni remontowej zniszczeniach - nie mamy nic więcej, prawda jeszcze ze dwa heli do ZOP. Szkoda pieniędzy na nowe fregaty jak ruskim wystarczy te kilka op które mają już we flocie bałtyckiej. Wystarczy kilka torped i nie trzeba żadnych rakiet. A za 0,7 mld zł (różnica między starszymi Adelajdami i nowymi fregatami) można znacząco sfinansować Narew albo obronę pp. Nie stać nas na nowe okręty tymbardziej podwodne jak mamy dramatyczne braki na lądzie. W 39 mieliśmy oceaniczne niszczyciele do blokowania Murmańska zamiast kupować samoloty czy czołgi, czy zwykłe ciężarówki dla piechoty

Willgraf
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 18:37

ludzie ale wy bredzicie ....Piotr Wielki jak wpłynął na Morze Śródziemne to w odpowiedzi amerykanie odsunęli swoje jednostki na 200-250 km, to co wy wypisujecie to to samo ..jak hasła..nie oddamy ani guzika, silni zwarci gotowi itp podobne brednie, a ten drugi Typhon to podwodny arsenał nie rakiet balistycznych tylko setek rakiet manewrujących z możliwością szybkie podświetlenia celów i wyeliminowania setek okrętów na Bałtyku w ciągu kilku minut !

sdcfv
wtorek, 11 kwietnia 2017, 10:38

Odsyneli na 250 km zeby ich okrety byly bezpieczne jak na ruskim zlomie walnie reaktor a ruscy jak zwykle beda twoerdzic ze nic sie nie dzieje i ze to na pewno u amerykanow. Tak ja kbylo z Czarnobylem....przez tydzien tez "nic" sie nie dzialo

Kosmit
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 22:18

Pierwsze słyszę, żeby "Tajfun" był pływającą baterią cruise'ów. To okręt podwodny - nosiciel pocisków balistycznych. Konwersji, takiej jak Amerykanie w przypadku czterech swoich Ohio, Rosjanie nie przeprowadzali. Z tego, co wiem, to Rosjanie w ogóle nie mają okrętów tej klasy i o tych możliwościach (Ohio po konwersji przenosi 154 Tomahawki). Pewnym podobieństwem byłyby tu krążowniki podwodne klasy Oscar II ze swoją baterią rakiet przeciwokrętowych, ale to nie ta siła ognia (24 x P-700 Granit - po 12 na każdej burcie). Jest jeszcze jeden problem - Amerykanie przebudowując Ohio zdołali w miejsce 24 Tridentów umieścić 154 Tomahawki. Jak twoim zdaniem Rosjanie w miejsce po 20 wyrzutniach "Buław" na Tajfunie upchnęli "kilka setek" swoich rakiet manewrujących? Tajfun pływa z przyczepą? Siedem lat temu "Dymitr Doński" był platformą testową dla SLBM "Buława" i o ile mi wiadomo, nic się od tego czasu nie zmieniło w kwestii jego głównego uzbrojenia. Co do "Piotra Wielkiego". Jeśli Amerykanie rzeczywiście odsunęli swoje okręty na 200-250 km, to raczej nie ze strachu. Na tym dystansie też byli w zasięgu, bo "Granity" z "Piotra" lecą na ponad 600 km. Może jednak chodziło o to, o co zwykle chodzi, gdy nieprzyjazne sobie wojska spotykają się na neutralnym gruncie? Mianowicie, że lepiej nie trzymać zbyt wielu wnerwionych na siebie ludzi z palcami na przyciskach zbyt blisko siebie?

uofca zombie
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 21:02

200-250 km to akurat tyle, żeby nie być o nic posądzonym, jak w przypadku Kurska, a w razie czego, można zdążyć pomóc. Z drugiej strony, te 200-250 km... to proponujesz, żebyśmy NDR przenieśli... gdzie?

Nojatotamnwm
niedziela, 9 kwietnia 2017, 19:12

R-39 w czasie prób zawiódł tylko 2 razy (tak samo jak nowszy Trident II). Dopiero R-39M z lat 90 wykazywał problemy, dlatego przerzucono się na Buławę, która okazała się równie jak nie bardziej wadliwa. Typhoon miał za zadanie przebywanie miesiącami pod pakiem lodowym. Jego wyporność dawała ogromne ułatwienie przebijania lodu, a duża, zagospodarowana przestrzeń wewnątrz uprzyjemniała ten czas załodze. Swoją drogą głowic przenosił tyle ile Ohio. Kirov razem przenosi 96 dużych rakiet plot plus 20 Granitów, czyli razem 116 rakiet. AB 96. Tyle że oba dzieli 11 lat.

Davien
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 08:03

Ohio przenosi 24 Tridenty D-5 II z których każdy może miec 12 głowic, Typhoony miału po 20 rakiet z 10 głowicami więc róznica jest spora. Nie zapominaj że Kirow mimo większej o 20 liczby rakiet na pokładzie od AB ma przestarzałe wyrzutnie rewolwerowe do rakiet OPL co spowalnia powaznie szybkość wystrzeliwania rakiet w porównaniu do klasycznej VLS. Odpowiednik Kirowa czyli CG typu Ticonderoga ma 122 wyrzutnie. AB i Tico mają tez znacznie nowocześniejsze rakiety OPL niż Kirowy.. Główna wadą Kirowów był brak poważnych modernizacji i juz na początku gorsze wyposażenie niz amerykańskiego odpowiednika, ale były to czasy kiedy ZSRR nie był w stanie właśnie przez brak możliwości miniaturyzacji elektroniki zrobic niszczyciela w stylu Spruance'a tylko musieli rozdzielić funkcje pomiędzy dwa typu okrętów: Sowremienny i Udałoj

vipmig
niedziela, 9 kwietnia 2017, 10:19

Co lepiej,przesadzać czy lekceważyć??Chyba najlepiej pomiedzy.

pyton
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 10:40

Czy nie jest to powiązane z największymi manewrami wojsk Rosyjskich na Białorusi

krajan
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 10:18

Czas by narody mieszkajace nad Baltykiem zbiorowo i jednoznacznie zaprotestowaly przeciw wplynieciu na Baltyk rosyjskim okretom z napedm atomowym i z bombami atomowymi Jedyna droga jest ciesninia dunska i tam powinno sie zorganizowac skuteczna blokade dla rosyjskich atomowcow Czas by zjednoczeni europejczycy szczegolnie z obszarow srodkowej i polnocnej Europy by do skutku rzadac od Rosjan by enklawa sowiecka, okreg kaliningradzkich stal sie ekonomicznym rosyjskim oknem na swiat, a nie atomowo rakietowym bastionem rosyjskiej armii wymierzonej w europejczykow a szczegolnie w sasiadow Czy narody sa silniejsi w swojej woli zapewnienia pokoju, niz bonzowie biznesu ktorzy dla wiekszego zysku sa w stanie wspopracowac z diablem

Razparuk
niedziela, 9 kwietnia 2017, 09:49

Dobry i rzeczowy artykuł

Sailor
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 10:11

Nie ma co robić z igły widły. Te okręty na Bałtyku nie przedstawiają większej wartości bojowej i tylko idiota użyłby ich bojowo w takiej sadzawce gdzie w wielu miejscach nie mogą się nawet porządnie zanurzyć i mogą robić co najwyżej za ruchome cele. Wizyta tych okrętów jest w Petersburgu jest obliczona przede wszystkim na efekt propagandowy ale skierowany do wewnątrz, a przy okazji Rosjanie wkurzą wszystkie kraje Bałtyckie i to nie dla tego, że ktoś się obawia, że te okręty zaatakują Szwecję, Polskę czy Estonię tylko, że jeżeli te ich cuda rozkraczą się jak T-14 na Placu Czerwonym to w Bałtyku będzie można się wykąpać najwcześniej za 1000 lat. Czego do pały całkowicie nie biorą decydenci na Kremlu, a bóg jeden raczy wiedzieć w jakim stanie technicznym są te cuda. Jeżeli w takim jak rosyjska gospodarka to niech pozostaje nam modlitwa aby Bałtyk nie zaczął świecić.

gustaw
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 11:11

Rosjan nie należy ani przeceniać, ani też nie doceniać. Ale częściowo to prawda.

CzarnySzymon
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 10:59

Stan tych okrętów to jednocześnie najlepsza obrona - nikt ich nie zaatakuje, żeby ich przypadkiem nie uszkodzić :D

KrzysiekS
niedziela, 9 kwietnia 2017, 09:23

Byle tylko nie potonęły Bo będziemy mieli niezły cyrk na Bałtyku.

prim
poniedziałek, 10 kwietnia 2017, 10:00

Pomijając dywagacje na temat użyteczności krążownika, trzeba przyznać Rosjanom, że zbudowali piękny okręt.

Tweets Defence24