Scenariusz Kremla: Uderzyć w Kosowo – Osłabić NATO

20 stycznia 2017, 13:34
Ćwiczenia serbskich, rosyjskich i białoruskich wojsk powietrznodesantowych. Fot. mil.ru.
Ćwiczenia wojsk powietrzno-desantowych w Serbii, z udziałem Rosji i Białorusi. Fot. mil.ru.
Ćwiczenia rosyjskich, białoruskich i serbskich wojsk powietrznodesantowych. Fot. mil.ru.

Bałkany mogą ponownie stać się zarzewiem konfliktu zbrojnego, tym razem odciągającego uwagę NATO od wschodniej flanki i osłabić wiarygodność Sojuszu. Prezydent Serbii Tomislav Nikolić stwierdził, że wyśle do Kosowa armię, jeśli w tym kraju będą ginąć Serbowie. Z kolei prezydent Kosowa ostrzegł, że Belgrad zamierza zaanektować część jego terytorium. W ostatnim czasie Rosja zwiększyła swoje zaangażowanie wojskowe na Bałkanach i zapowiedziała dostawy uzbrojenia do Serbii. 

Kilka dni temu doszło do niespodziewanego wzrostu napięcia pomiędzy władzami w Belgradzie i Prisztinie. Serbowie podjęli próbę wysłania do Kosowa pociągu podarowanego przez Rosję, z napisami „Kosowo to Serbia” czy symbolami narodowo-religijnymi. Prisztina odpowiedziała rozmieszczeniem na granicy specjalnych jednostek policji, pojawiły się nawet zdementowane oficjalnie doniesienia o przygotowaniach do wysadzenia torów w celu uniemożliwienia jego przejazdu.

Ostatecznie pociąg został zatrzymany jeszcze przed granicą. Serbski prezydent Tomislav Nikolić stwierdził jednak, że wyśle wojska do Kosowa, jeżeli będą tam ginąć obywatele Serbii, a prezydent Kosowa Hashim Thaci oskarżył Belgrad o próbę aneksji części terytorium, w podobny sposób jak miało to miejsce w wypadku zajęcia Krymu przez Rosję. Na razie nie doszło do bezpośredniego starcia, ale ta sytuacja obrazuje ryzyko dla bezpieczeństwa, wynikające z sytuacji w Kosowie.

Czytaj więcej: Serbowie chcą przejęcia Kosowa? Groźba aneksji "tak jak Rosja Krym"  

Nie można bowiem wykluczyć scenariusza, w którym po destabilizacji sytuacji na północy Kosowa, na przykład za pomocą prowokacji wymierzonej w etnicznych Serbów, podejmowana jest próba oderwania tego terytorium od Kosowa. Oczywiście Belgrad sam nie podjąłby takiej inicjatywy z uwagi na obecność sił NATO, ale mógłby zostać wsparty przez Rosję.

Ewentualne zajęcie nawet bardzo niewielkiego obszaru w Kosowie „z uwagi na ochronę ludności” przez pododdział sił specjalnych z udziałem Rosjan (skrycie przybyły do rejonu walk) postawiłby siły NATO w bardzo trudnym położeniu. I nie chodzi tutaj o kwestie stricte wojskowe (choć struktura i liczebność kontyngentu przygotowana jest przede wszystkim z myślą o zadaniach policyjnych), ale przede wszystkim polityczne.

W ten sposób Moskwa mogłaby bowiem usiłować zakwestinonować legitymizację misji NATO, i Sojuszu jako całości. Pakt Północnoatlantycki stanąłby bowiem przed wyborem podjęcia przeciwdziałania (mimo wszystko w dość niesprzyjającym terenie) i ryzyka eskalacji konfliktu, bądź też utraty wiarygodności.

desant
Ćwiczenia rosyjskich, białoruskich i serbskich wojsk powietrznodesantowych. Fot. mil.ru.

Taki scenariusz pozornie może wydawać się oderwany od rzeczywistości. Z drugiej strony należy jednak pamiętać, że ostatnie działania Rosji – w tym przede wszystkim interwencje na Ukrainie i później w Syrii – były dużym zaskoczeniem dla większości zachodnich analityków, którzy w większości nie zdołali przewidzieć rozwoju wydarzeń.

Czytaj więcej: Rosyjski "prezent" dla Serbii. Czołgi, transportery i myśliwce

Czynnikami, które w pewnym stopniu przemawiają za braniem takiego niebezpieczeństwa pod uwagę są konflikty etniczne i niejasny – dla części państw – status prawny Kosowa. Choć Prisztina jest uznawana przez ponad 100 krajów członkowskich ONZ, kwestionowanie jej niepodległości miałoby znacznie większe szanse niż w wypadku krajów bałtyckich, które w pewnym stopniu znajdują się w centrum uwagi decydentów. Natowska interwencja z 1999 roku jest zresztą uznawana przez rosyjską propagandę za precedens, który pozwolił na agresję wobec Gruzji, a następnie aneksję Krymu.

Również legitymizacja rządu Kosowa pośród części mieszkańców kraju budzi bardzo duże wątpliwości. Wiadomo przecież, że jednym z celów obecności kontyngentu NATO jest ochrona etnicznych Serbów. Rosjanie już raz – po interwencji Sojuszu w Kosowie – podjęli działania na tym terenie. Rosyjski kontyngent złożony z wojsk powietrzno-desantowych został przerzucony na lotnisko w Prisztinie w czerwcu 1999 roku, jeszcze zanim dotarły tam siły Sojuszu.

Ta sprawa została rozwiązana w sposób pokojowy, a rosyjscy żołnierze, pod własnym dowództwem, brali udział w misji KFOR do 2003 roku. Obecnie jednak relacje między Rosją a Sojuszem – z uwagi na zachowanie Moskwy wobec Ukrainy i innych członków NATO – kształtują się zupełnie inaczej. Co więcej, Moskwa posiada znacznie szersze zdolności oddziaływania i przerzutu wojsk, niż w 1999 czy w 2003 roku, przez co wzmocnienie „zielonych ludzików” po zauważonej słabości NATO mogłoby się odbyć w bardzo szybkim tempie. Podobnie zresztą rzecz się ma, jeśli chodzi o działania niekonwencjonalne.

Warto też dodać, że w drugiej połowie ubiegłego roku podjęto próbę sprowokowania puczu w Czarnogórze, aby powstrzymać to państwo przed włączeniem w struktury Sojuszu Północnoatlantyckiego. Jej sprawcy jednak zatrzymani, a współpracujący z nimi w Serbii Rosjanie – deportowani. Najprawdopodobniej za nieudaną operacją stały rosyjskie służby specjalne, choć oczywiście Kreml nie przyznał się do podejmowania żadnych agresywnych działań. Z kolei serbski premier bardzo jasno zadeklarował, że jego kraj nie będzie uczestniczyć w nielegalnych działaniach wobec sąsiadów.

Jak jednak pokazują wydarzenia sprzed kilku dni, na Bałkanach może bardzo szybko dojść do zaostrzenia sytuacji. Pomimo spadku napięcia w stosunku do 1999 czy 2003 roku, ten region nadal pozostaje punktem zapalnym, a w ostatnim czasie Belgrad rozszerza współpracę wojskową z Moskwą i dystansuje się od krajów Sojuszu Północnoatlantyckiego. Jednocześnie środki, jakimi dysponuje NATO, są relatywnie szczupłe – również w zakresie posiadania sił, zdolnych do szybkiego wzmocnienia kontyngentu w wypadku agresywnych działań podejmowanych ze wsparciem Rosji.

desant
Ćwiczenia serbskich, rosyjskich i białoruskich wojsk powietrznodesantowych. Fot. mil.ru.

Oczywiście byłyby to związane z kampanią informacyjną czy atakami cybernetycznymi wobec krajów NATO. Ich celem mogłyby być z jednej strony próby zastraszenia, a z drugiej zdyskredytowania zarówno Paktu jako całości, jak i samej misji w Kosowie. Oczywiście po ewentualnym powodzeniu możliwym następnym krokiem byłaby agresja wobec krajów członkowskich osłabionego NATO. Sytuacji Sojuszu nie ułatwiają też sprzeczne deklaracje amerykańskiego prezydenta-elekta Donalda Trumpa wobec Paktu Północnoatlantyckiego, które mogą być odczytane jako osłabianie jego wiarygodności nawet jeżeli nie jest to intencją przyszłego prezydenta USA.

W 1999 roku w Kosowie doszło do czystek etnicznych, w następstwie których NATO podjęło interwencję zbrojną (naloty na cele w Serbii), które zmusiły Belgrad do wycofania wojsk. Kosowo ogłosiło niepodległość w 2008 roku, jest uznawane przez ponad 100 państw, ale wśród nich nie ma Rosji ani Serbii. Od 1999 roku na jego terytorium rozlokowane są wojska NATO, których zadaniem jest zapobieganie naruszeniom pokoju, w tym także ochrona etnicznych Serbów pozostających na terytorium kraju (szczególnie w jego północnej części).

Według danych Sojuszu na czerwiec 2016 roku w misji KFOR uczestniczyło około 4,5 tys. żołnierzy, w tym ponad 700 z Niemiec, 600 z USA, 400 z Turcji, 500 z Austrii, 250 z Polski czy 180 z Portugalii. Należy zaznaczyć, że w misji uczestniczą też państwa partnerskie NATO. W ostatnich latach obecność wojskowa w Kosowie była stopniowo redukowana, z uwagi na poprawę sytuacji i coraz śmielsze próby normalizacji stosunków z Serbią. Kosowskie siły bezpieczeństwa liczą kilka tysięcy osób i ich możliwości są ograniczone - w tym w stosunku do wielokrotnie liczniejszej serbskiej armii, dysponującej ciężkim uzbrojeniem (choć np. stan techniczny floty lotniczej jest niezadawalający). Dlatego główny ciężar odpowiedzialności za zapewnienie bezpieczeństwa nadal ponoszą siły NATO.

Czytaj więcej: Serbsko-rosyjskie braterstwo. Militarne zbliżenie Moskwy i Belgradu

W 2013 roku władze w Prisztinie i Belgradzie podpisały porozumienie o stopniowej normalizacji stosunków. Sygnowanie dokumentu było warunkiem podjęcia przez UE rozmów o włączeniu Serbii do Unii Europejskiej. W ostatnich miesiącach dało się jednak zauważyć stopniowe oddalenie Serbii od struktur zachodnich, i zwiększenie współpracy – przede wszystkim wojskowej. Przykładem są ćwiczenia z cyklu „Słowiańskie Braterstwo”, obejmujące między innymi zrzut rosyjskich pododdziałów desantowych wraz z wozami bojowymi w Serbii, czy ostatnie porozumienia dotyczące zakupu uzbrojenia – czołgów T-72 czy myśliwców MiG-29.

Oczywiście same ćwiczenia nie przesądzają o agresywnych zamiarach Moskwy w tym konkretnym regionie, ale świadczą o budowaniu (odtwarzaniu) zdolności przerzutu sił. Jak wspomniano wcześniej, Rosjanie często działają w sposób nieszablonowy, próbując maksymalizować korzyści i ograniczyć koszty podejmowanych działań. W tym wypadku mogłyby one być postrzegane jako niższe, niż np. w odniesieniu do agresji wobec krajów NATO, które zostały wzmocnione niedawnymi i wdrażanymi postanowieniami szczytów w Walii i w Warszawie.

Dlatego planiści Sojuszu muszą brać pod uwagę wszystkie scenariusze, również te dotyczące obszarów poza terytorium NATO, takich jak szwedzka Gotlandia czy właśnie Kosowo. Oczywiście odpowiedź na potencjalne zagrożenie powinna mieć charakter wielopłaszczyznowy i nie wolno jej ograniczać do czynnika militarnego. Szczególne znaczenie ma tu jednak posiadanie zdolności rozpoznania, nadzoru i wywiadu, aby prawidłowo „odczytać” zamiary potencjalnego przeciwnika i zapobiec eskalacji.

Reklama
Tweets Defence24