Reklama

Scenariusz Kremla: Uderzyć w Kosowo – Osłabić NATO

20 stycznia 2017, 13:34
Ćwiczenia serbskich, rosyjskich i białoruskich wojsk powietrznodesantowych. Fot. mil.ru.
Ćwiczenia wojsk powietrzno-desantowych w Serbii, z udziałem Rosji i Białorusi. Fot. mil.ru.
Ćwiczenia rosyjskich, białoruskich i serbskich wojsk powietrznodesantowych. Fot. mil.ru.

Bałkany mogą ponownie stać się zarzewiem konfliktu zbrojnego, tym razem odciągającego uwagę NATO od wschodniej flanki i osłabić wiarygodność Sojuszu. Prezydent Serbii Tomislav Nikolić stwierdził, że wyśle do Kosowa armię, jeśli w tym kraju będą ginąć Serbowie. Z kolei prezydent Kosowa ostrzegł, że Belgrad zamierza zaanektować część jego terytorium. W ostatnim czasie Rosja zwiększyła swoje zaangażowanie wojskowe na Bałkanach i zapowiedziała dostawy uzbrojenia do Serbii. 

Kilka dni temu doszło do niespodziewanego wzrostu napięcia pomiędzy władzami w Belgradzie i Prisztinie. Serbowie podjęli próbę wysłania do Kosowa pociągu podarowanego przez Rosję, z napisami „Kosowo to Serbia” czy symbolami narodowo-religijnymi. Prisztina odpowiedziała rozmieszczeniem na granicy specjalnych jednostek policji, pojawiły się nawet zdementowane oficjalnie doniesienia o przygotowaniach do wysadzenia torów w celu uniemożliwienia jego przejazdu.

Ostatecznie pociąg został zatrzymany jeszcze przed granicą. Serbski prezydent Tomislav Nikolić stwierdził jednak, że wyśle wojska do Kosowa, jeżeli będą tam ginąć obywatele Serbii, a prezydent Kosowa Hashim Thaci oskarżył Belgrad o próbę aneksji części terytorium, w podobny sposób jak miało to miejsce w wypadku zajęcia Krymu przez Rosję. Na razie nie doszło do bezpośredniego starcia, ale ta sytuacja obrazuje ryzyko dla bezpieczeństwa, wynikające z sytuacji w Kosowie.

Czytaj więcej: Serbowie chcą przejęcia Kosowa? Groźba aneksji "tak jak Rosja Krym"  

Nie można bowiem wykluczyć scenariusza, w którym po destabilizacji sytuacji na północy Kosowa, na przykład za pomocą prowokacji wymierzonej w etnicznych Serbów, podejmowana jest próba oderwania tego terytorium od Kosowa. Oczywiście Belgrad sam nie podjąłby takiej inicjatywy z uwagi na obecność sił NATO, ale mógłby zostać wsparty przez Rosję.

Ewentualne zajęcie nawet bardzo niewielkiego obszaru w Kosowie „z uwagi na ochronę ludności” przez pododdział sił specjalnych z udziałem Rosjan (skrycie przybyły do rejonu walk) postawiłby siły NATO w bardzo trudnym położeniu. I nie chodzi tutaj o kwestie stricte wojskowe (choć struktura i liczebność kontyngentu przygotowana jest przede wszystkim z myślą o zadaniach policyjnych), ale przede wszystkim polityczne.

W ten sposób Moskwa mogłaby bowiem usiłować zakwestinonować legitymizację misji NATO, i Sojuszu jako całości. Pakt Północnoatlantycki stanąłby bowiem przed wyborem podjęcia przeciwdziałania (mimo wszystko w dość niesprzyjającym terenie) i ryzyka eskalacji konfliktu, bądź też utraty wiarygodności.

desant
Ćwiczenia rosyjskich, białoruskich i serbskich wojsk powietrznodesantowych. Fot. mil.ru.

Taki scenariusz pozornie może wydawać się oderwany od rzeczywistości. Z drugiej strony należy jednak pamiętać, że ostatnie działania Rosji – w tym przede wszystkim interwencje na Ukrainie i później w Syrii – były dużym zaskoczeniem dla większości zachodnich analityków, którzy w większości nie zdołali przewidzieć rozwoju wydarzeń.

Czytaj więcej: Rosyjski "prezent" dla Serbii. Czołgi, transportery i myśliwce

Czynnikami, które w pewnym stopniu przemawiają za braniem takiego niebezpieczeństwa pod uwagę są konflikty etniczne i niejasny – dla części państw – status prawny Kosowa. Choć Prisztina jest uznawana przez ponad 100 krajów członkowskich ONZ, kwestionowanie jej niepodległości miałoby znacznie większe szanse niż w wypadku krajów bałtyckich, które w pewnym stopniu znajdują się w centrum uwagi decydentów. Natowska interwencja z 1999 roku jest zresztą uznawana przez rosyjską propagandę za precedens, który pozwolił na agresję wobec Gruzji, a następnie aneksję Krymu.

Również legitymizacja rządu Kosowa pośród części mieszkańców kraju budzi bardzo duże wątpliwości. Wiadomo przecież, że jednym z celów obecności kontyngentu NATO jest ochrona etnicznych Serbów. Rosjanie już raz – po interwencji Sojuszu w Kosowie – podjęli działania na tym terenie. Rosyjski kontyngent złożony z wojsk powietrzno-desantowych został przerzucony na lotnisko w Prisztinie w czerwcu 1999 roku, jeszcze zanim dotarły tam siły Sojuszu.

Ta sprawa została rozwiązana w sposób pokojowy, a rosyjscy żołnierze, pod własnym dowództwem, brali udział w misji KFOR do 2003 roku. Obecnie jednak relacje między Rosją a Sojuszem – z uwagi na zachowanie Moskwy wobec Ukrainy i innych członków NATO – kształtują się zupełnie inaczej. Co więcej, Moskwa posiada znacznie szersze zdolności oddziaływania i przerzutu wojsk, niż w 1999 czy w 2003 roku, przez co wzmocnienie „zielonych ludzików” po zauważonej słabości NATO mogłoby się odbyć w bardzo szybkim tempie. Podobnie zresztą rzecz się ma, jeśli chodzi o działania niekonwencjonalne.

Warto też dodać, że w drugiej połowie ubiegłego roku podjęto próbę sprowokowania puczu w Czarnogórze, aby powstrzymać to państwo przed włączeniem w struktury Sojuszu Północnoatlantyckiego. Jej sprawcy jednak zatrzymani, a współpracujący z nimi w Serbii Rosjanie – deportowani. Najprawdopodobniej za nieudaną operacją stały rosyjskie służby specjalne, choć oczywiście Kreml nie przyznał się do podejmowania żadnych agresywnych działań. Z kolei serbski premier bardzo jasno zadeklarował, że jego kraj nie będzie uczestniczyć w nielegalnych działaniach wobec sąsiadów.

Jak jednak pokazują wydarzenia sprzed kilku dni, na Bałkanach może bardzo szybko dojść do zaostrzenia sytuacji. Pomimo spadku napięcia w stosunku do 1999 czy 2003 roku, ten region nadal pozostaje punktem zapalnym, a w ostatnim czasie Belgrad rozszerza współpracę wojskową z Moskwą i dystansuje się od krajów Sojuszu Północnoatlantyckiego. Jednocześnie środki, jakimi dysponuje NATO, są relatywnie szczupłe – również w zakresie posiadania sił, zdolnych do szybkiego wzmocnienia kontyngentu w wypadku agresywnych działań podejmowanych ze wsparciem Rosji.

desant
Ćwiczenia serbskich, rosyjskich i białoruskich wojsk powietrznodesantowych. Fot. mil.ru.

Oczywiście byłyby to związane z kampanią informacyjną czy atakami cybernetycznymi wobec krajów NATO. Ich celem mogłyby być z jednej strony próby zastraszenia, a z drugiej zdyskredytowania zarówno Paktu jako całości, jak i samej misji w Kosowie. Oczywiście po ewentualnym powodzeniu możliwym następnym krokiem byłaby agresja wobec krajów członkowskich osłabionego NATO. Sytuacji Sojuszu nie ułatwiają też sprzeczne deklaracje amerykańskiego prezydenta-elekta Donalda Trumpa wobec Paktu Północnoatlantyckiego, które mogą być odczytane jako osłabianie jego wiarygodności nawet jeżeli nie jest to intencją przyszłego prezydenta USA.

W 1999 roku w Kosowie doszło do czystek etnicznych, w następstwie których NATO podjęło interwencję zbrojną (naloty na cele w Serbii), które zmusiły Belgrad do wycofania wojsk. Kosowo ogłosiło niepodległość w 2008 roku, jest uznawane przez ponad 100 państw, ale wśród nich nie ma Rosji ani Serbii. Od 1999 roku na jego terytorium rozlokowane są wojska NATO, których zadaniem jest zapobieganie naruszeniom pokoju, w tym także ochrona etnicznych Serbów pozostających na terytorium kraju (szczególnie w jego północnej części).

Według danych Sojuszu na czerwiec 2016 roku w misji KFOR uczestniczyło około 4,5 tys. żołnierzy, w tym ponad 700 z Niemiec, 600 z USA, 400 z Turcji, 500 z Austrii, 250 z Polski czy 180 z Portugalii. Należy zaznaczyć, że w misji uczestniczą też państwa partnerskie NATO. W ostatnich latach obecność wojskowa w Kosowie była stopniowo redukowana, z uwagi na poprawę sytuacji i coraz śmielsze próby normalizacji stosunków z Serbią. Kosowskie siły bezpieczeństwa liczą kilka tysięcy osób i ich możliwości są ograniczone - w tym w stosunku do wielokrotnie liczniejszej serbskiej armii, dysponującej ciężkim uzbrojeniem (choć np. stan techniczny floty lotniczej jest niezadawalający). Dlatego główny ciężar odpowiedzialności za zapewnienie bezpieczeństwa nadal ponoszą siły NATO.

Czytaj więcej: Serbsko-rosyjskie braterstwo. Militarne zbliżenie Moskwy i Belgradu

W 2013 roku władze w Prisztinie i Belgradzie podpisały porozumienie o stopniowej normalizacji stosunków. Sygnowanie dokumentu było warunkiem podjęcia przez UE rozmów o włączeniu Serbii do Unii Europejskiej. W ostatnich miesiącach dało się jednak zauważyć stopniowe oddalenie Serbii od struktur zachodnich, i zwiększenie współpracy – przede wszystkim wojskowej. Przykładem są ćwiczenia z cyklu „Słowiańskie Braterstwo”, obejmujące między innymi zrzut rosyjskich pododdziałów desantowych wraz z wozami bojowymi w Serbii, czy ostatnie porozumienia dotyczące zakupu uzbrojenia – czołgów T-72 czy myśliwców MiG-29.

Oczywiście same ćwiczenia nie przesądzają o agresywnych zamiarach Moskwy w tym konkretnym regionie, ale świadczą o budowaniu (odtwarzaniu) zdolności przerzutu sił. Jak wspomniano wcześniej, Rosjanie często działają w sposób nieszablonowy, próbując maksymalizować korzyści i ograniczyć koszty podejmowanych działań. W tym wypadku mogłyby one być postrzegane jako niższe, niż np. w odniesieniu do agresji wobec krajów NATO, które zostały wzmocnione niedawnymi i wdrażanymi postanowieniami szczytów w Walii i w Warszawie.

Dlatego planiści Sojuszu muszą brać pod uwagę wszystkie scenariusze, również te dotyczące obszarów poza terytorium NATO, takich jak szwedzka Gotlandia czy właśnie Kosowo. Oczywiście odpowiedź na potencjalne zagrożenie powinna mieć charakter wielopłaszczyznowy i nie wolno jej ograniczać do czynnika militarnego. Szczególne znaczenie ma tu jednak posiadanie zdolności rozpoznania, nadzoru i wywiadu, aby prawidłowo „odczytać” zamiary potencjalnego przeciwnika i zapobiec eskalacji.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 31
Reklama
TomZ
poniedziałek, 23 stycznia 2017, 10:24

Proponuję zapoznać się z serbskim postrzeganiem nowego prezydenta USA. W opinii Serbów da on osobiście zielone światło i przyzwoli nie tylko na zajęcie serbskiej Mitrovioci, ale także w niedalekiej przyszłości na "odzyskanie" Republiki Serbskiej wchodzącej w skład BiH. Impulsy do eskalacji konfliktów płyną więc zarówno z Rosji, jak i z USA. W kampanii wyborczej Trump zabrał głos w kwestiach bałkańskich, mówiąc m.in. że naloty NATO na Serbię były "wielką niesprawiedliwością", bo przecież Serbia to najlepszy przyjaciel USA (komentarz: ???). Ciekawostką jest jaką rolę pełni w opinii Trumpa na temat Bałkanów jego żona Melani (jest Słowenką). Choć nie zbiera ona głosu, jej opinia na temat sytuacji w tym rejonie dla nowego prezydenta USA musi być istotna. Przed nami szykują się więc ciekawe nowe rozdania, przetasowania i nowa gra o dominację zarówno regionalną, jak i globalną.

dimitris
wtorek, 24 stycznia 2017, 11:53

Tylko czemu nie spojrzycie na to z pozycji Serbii ? Serbia ma pierwszy, główny, podstawowy i najbardziej naturalny obowiązek ochraniać Serbów i to nie jest żaden rosyjski scenariusz, to oczywistość. Choćby nie wiem jak zamykano na nią w propagandach oczy. Następnie Serbia wypatruje możliwości realizacji. Czyli znów to nie Rosja byłaby siłą sprawczą, zaledwie wyraziłaby wreszcie zgodę.

AWU
piątek, 20 stycznia 2017, 19:08

Nic nowego, "na Kremlu bez zmian". Incydent na lotnisku w Prisztinie w 1999r był najlepszym przykładem rosyjskiej obłudy i bandyckiego modus operandi które to cechy wydają się w przypadku tego kraju niemal genetycznie uwarunkowane. Na dzień przed wejściem w życie układu pokojowego, Rosjanie zdecydowali iż wbrew dopiero co podpisanym porozumieniom przejmą od Serbów lotnisko na które przerzucą z Rosji brygadę pow des i utworzą na północy własną strefę doprowadzając do podziału Kosowa. Pospiesznie przemalowano pojazdy rosyjskiego kontyngentu w Bośni zamieniając oznaczenia "SFOR" na "KFOR" i przez Serbię przerzucono do Prisztiny. Alianci świadomi tej akcji (n.b. transmitowanej w CNN) nie mogli reagować gdyż dałoby to Serbom pretekst do zerwania porozumienia. W rezultacie następnego dnia Rosjanie zablokowali dostęp na lotnisko Brytyjczykom i norweskim komandosom. Dowódca NATO gen Clark wydał rozkaz zablokowania pasów startowych helikopterami, sytuacja była bardzo poważna groziło rozpoczęcie wymiany ognia. Węgry i Rumunia nie wydały zgody na przelot rosyjskich IL-76. Następnego dnia Rosjanie opuścili lotnisko.

leming
sobota, 21 stycznia 2017, 23:05

Jestem pod wrażeniem. Autor artykułu uznał że interwencja NATO w Kosowie była precedensem. Oczywiście to prawda. Kraje zachodu często podejmują bezprawne działania sądząc że w pełni kontrolują skutki swoich decyzji. Ale na tym świecie obowiązuje zasada; panta rhei. I okazuję się potem że stworzyli wygodne alibi dla innych.A więc najlepszym sposobem utrzymania stabilności jest przestrzeganie prawa międzynarodowego, nawet gdy wydaje się to chwilowo niewygodne. Oderwanie Kosova od Serbii było nielegalne, to była pierwsza siłowa zmiana granic w Europie od czasu II W Ś

Geoffrey
poniedziałek, 23 stycznia 2017, 13:40

A niby jak zmieniły się granice Kosowa? :) Po prostu powstał nowy byt, którego wcześniej nie było. Takich bytów po II Wojnie Światowej powstało dziesiątki - cała Afryka wydostała się z kolonializmu, powstało wiele postsowieckich krajów - także w Europie. Rosja próbuje precedensem Kosowa tłumaczyć inwazję Krymu, ale Kosowo raczej nie zostało przyłączone do USA, a Krym do Rosji - owszem. Więc są to działania nieporównywalne.

zlo
niedziela, 22 stycznia 2017, 17:12

Czytając cześć komentarzy, ciężko sięz nie zgodzić z raportami dotyczącycmi aktywności agentury rosyjskiej, w cyberprzestrzeni. Tak jak napisał kolega niżej, kompleksy i absolutny brak jakiejkolwiek możliwości rywalizacji na innych polach niż militarna.

Sailor
piątek, 20 stycznia 2017, 16:38

Nic nowego. Rosja przegrywa z zachodem na polu ekonomiczno- gospodarczym, politycznym i technicznym, a ma potężne pokłady kompleksów i chciała by być największą żabą w stawie. Tylko zamiast zabrać się za reformy na własnym podwórku, ograniczyć złodziejstwo polityków i oligarchów, zapewnić dobrobyt swoim obywatelom i tym sposobem zacząć dominować w świecie woli sprowadzić innych do poziomu swojego bagienka i miesza wszędzie gdzie się tylko do. Prawdę powiedziawszy w głowie się nie mieści, że tak zasobnym kraju w bogactwa naturalne większość obywateli, żyje w permanentnym upodleniu i żeby było śmieszniej jeszcze chwalą Putina bo jak by przyszedł inny mogło by być gorzej. Po prostu czysta paranoja.

gts
piątek, 20 stycznia 2017, 19:07

Nie paranoja, to metoda rzadzenia. Jakbys zapytal przecietnego Rosjanina dlaczego sa biedni to nie powie ze go okradaja oligarchowie i uklady biznes-sluzby. On powie ze to my ich okradamy i okradalismy choc ich wladza byla dla nas taka dobra. To samo jest napadaniem. Rosja nikogo nie napadla to ktos od wiekow zawsze napada na Rosje, albo Rosjanina albo ich jakiegos przyjaciela chocby nyl zwyklym komuniatycznym toerrorysta jak CheGuevara... pogadaj z nimi to sie dowiesz ze my od wiekow na nich napadamy.. juz Mieszko I ich napadal. Niestety sa ciagle nanipulowani i indoktrynowani w szkole. Ciagle saczy im sie do glow klamstwa, jad i roszczenie pretensji fo calego swiata. A ze prxevietny rosjanin jest dumny jak paw, to nic dziwnego. Zawsze uwzaja sie za najlepszych i w szystko robia najlepiej. Problem polega na tym ze jak sie z nimi pracuje to nic nie robia, a ciagle kombinuja jak zrobc zeby sie nie narobic... najlepiej wg nich ukrasc, wlasciwie to sie nie nazywa kradzieza. Niestety ich polityka robienie na okolo burdelu jest tez skuteczna bo wszedzie znajda idiote o zapedach dyktatorskich ktorego beda wspierac.. Tak bylo z kazdym przywodca, ktory z nimi jest dzis w komitywie niekoniecznie u wladzy... zanosza przyjazn ktory defacto jest okupacja. Najlepsze jest to ze jak ny produkuja traktory to wychodza im czolgi.

Scaven
piątek, 20 stycznia 2017, 15:38

Bardzo ciekawy scenariusz, co gorsza wydaje się realny. Chętnie bym przeczytał jak mogłaby wyglądać taka próba sił w rejonie Gotlandii.

rge
sobota, 21 stycznia 2017, 23:12

po utracie Gotlandii Szwecja natychmiast weszła by do NATO, a to koszmar dla Rosji. Za chwilę, śladem Szwecji, do NATO weszła by Finlandia.

Tu i tam
czwartek, 7 grudnia 2017, 17:52

Fajny artykuł.Zbrodnie Serbów. Plany Rosji odnośnie rozpetania wojny wszędzie. Git. Tylko usa da nam freedom. Skoro jest tak pięknie i kolorowo w Kosowie dla innych (nie albańców) to gdzie są Żydzi z Prištiny? Dlaczego w północnej części Kosovskiej Mitrovicy jest albanska dzielnica(bez ochrony KFOR) wyremontowany cmentarz muzułmański. A w Gračanicy musi być KFOR 24h? Dlaczego 22.10.2017 została zamknięta granica na Jarinje, tylko w czasie głosowania samorządowego? Dlaczego nie mogę z Zubin Potoku dojechać do Mitrovicy droga 31 tylko objeżdżać góry na Zvečan? Zapraszam do odwiedzin w Kosowie a potem wyciągać wnioski. Jestem tam często. Po serbskiej i albańskiej stronie. I moje opinie są inne niż autora artykułu i części komentarzy. A jeszcze jedno, proszę doczytać dlaczego doszło do rozpadu Jugosławii czyli kto pierwszy zaakceptował niepodległości Chorwacji i Słowenii i co to jest Stowarzyszenie Bawarskie Pozdrawia

RomekiAtomek
piątek, 20 stycznia 2017, 15:14

Serbowie popełnią ten sam błąd co my w 39. Myślą żę większy sojusznik przyjdzie im z pomocą. Tyle że interes ruskich to wcale nie odbudowa Jugosławi a zwykłe mieszanie w kotle. A od tego kiełbasy nie przybywa.

Aro
czwartek, 4 maja 2017, 00:05

Tak się składa że Rosja to nie zachodni przyjaciele. Dlatego w przeciwieństwie do zachodu Rosja nie olewa swoich sojuszników a tym bardziej ich nie sprzedaje. Zaś silna Serbia jest im jak najbardziej na rękę tak samo jak każde inne państwo nie będące pod kopytem USA.

Kiks
piątek, 20 stycznia 2017, 15:13

Cóż, trzeba będzie szykować nowy pakiet neiskutecznych sankcji ;)

CZAS DZIAŁAĆ !
piątek, 20 stycznia 2017, 15:07

Niedźwiedź ranny rzuca się, takie i inne działania pokazują, że Rosja ma poważne problemy zarówno militarnie jak i ekonomiczne, widać sankcje zrobiły swoje. Takie zaczepne działania Rosji, to wyraźny sygnał, że z tym krajem dzieje się źle. Na początku Putin rządził nawet nie najgorzej, ale później trochę przecholowal i dzisiaj są tego efekty. Najlepszym wyjściem z sytuacji, było by docisniecie Rosji zbrojeniami przez oczywiście USA, co chyba nie będzie trudne, biorąc pod uwagę że sytuacja finansowa USA jest bardzo dobra, zwłaszcza już obecnie, problem był w 2008 roku, ale amerykanie poradzili sobie z kryzysem lepiej niż Europa i reszta świata, zresztą, być może po to go wywołali, aby dziś mieć przewagę na reszta świata, również nad Chinami, których szybki rozwój dobiegł końca i dziś żółci mają znacznie większe problemy niż USA, chociaż niektórzy usilnie starają się przedstawiać to inaczej. Reasumując: trzeba dociskac Rosję, zwiększać ilość wojsk w Europie oraz się zbroic, to spowoduje, że Rosja przegra, bo nie ma pieniędzy co widać gołym okiem. Jeżeli USA i NATO nie zaczną działać, to Rosja może narobić dużo bałaganu w świecie, oby nie...

GG
piątek, 20 stycznia 2017, 19:08

Racja, czas działać, bo ruscy boją się tylko silnego, więc polska musi się zbroic i trzymać z USA, to juz wystarczy aby Rosja trzymała się od nas z daleka.

janek
piątek, 20 stycznia 2017, 16:48

Pełna zgoda, w ramach działań humanitarnych należałoby skrócić męki rannego misia. Niekoniecznie militarnie - pełne embargo gospodarcze by wystarczyło.

Nobel
piątek, 20 stycznia 2017, 14:51

Putin wie co robi, wojny trzeba prowadzić daleko od swoich granic i męczyć przeciwnika aby nigdzie nie był bezpieczny. Musimy z wyprzedzeniem czuć co ten gość zamierza. Wszędzie go blokować a nie myśleć tylko o interesach francuskich i niemieckich i ulegać

The
piątek, 20 stycznia 2017, 14:45

Dla Moskwy taki konflikt bylby wręcz idealny ale powstaje pytanie czy znajda sie wykonawcy tego planu? Jak wiadomo w Hadze osadzono wielu zbrodniarzy ukrywajacych sie na terenie Serbii.

Aro
czwartek, 4 maja 2017, 00:11

Tak tylko że tym "zbrodniarzom" udowodniono zbrodnie tak samo jak udowodniono naszym żołnierzom zbrodnie ba ludność niemieckiej w 1939 roku. Czyli powiedziano że tak było i już a że nie ma na to dowodów a te które są zostały nieudolnie sfabrykowane to nikogo nie interesuje. Zaś zbrodniarzy bośniackich i chorwackich uniewinniono mimo że dowodów przeciwko nim nie trzeba było szukać.

sobota, 21 stycznia 2017, 12:50

Jak na razie to NATO uderzyło na Jugosławię w 1999 roku. Zresztą tylko po to, aby USA mogła na tym terenie wybudować sobie potężną bazę wojskową "Camp Bondsteel", z której kontroluje całe Bałkany i dużo dalej...

zyg
niedziela, 22 stycznia 2017, 13:30

".. całe Bałkany i dużo dalej" Wyjaśniłeś dlaczego bazę zbudowano w Kosowie a nie w odległej o 60km Albanii !

Dorian
sobota, 21 stycznia 2017, 18:43

Jak mawiają amerykańscy żołnierze " są dwie rzeczy widoczne z kosmosu: Mur Chiński i Camp Bondsteel." Powodem rozróby był plan ropociągu AMBO, a ta baza miała go zabezpieczać. Oczywiście Serbowie nigdy by się nie zgodzili na taką bazę u siebie. Obecnie ten projekt jest porzucony, więc możliwe, że Trump zlikwiduje tę bazę.

olo
sobota, 21 stycznia 2017, 15:13

Nie KŁAM to Serbia uderzyła na BiH,Chorwację i Kosovo które miało w Jugosławii autonomię. NATO uderzyło na wyraźne prośby świata i ONZ ze względu na LUDOBÓJSTWO które spowodowali Serbowie w byłej Jugosławii. Jeżeli chodzi o artykuł nie ma na to szans bo Serbia nie jest głupia i nie zaprzepaści wejścia do EU czy nawet NATO.

dimitris
środa, 1 lutego 2017, 18:29

Kosowo to wlasnie wielki krok na drodze do Wielkiej Albanii.

PiotrEl
piątek, 20 stycznia 2017, 14:22

Jak powiedział Aleksander III: "Całe Bałkany nie są warte śmierci jednego rosyjskiego żołnierza". Dobrze żeby o tym pamiętano w Rosji obecnie.

Kiks
piątek, 20 stycznia 2017, 17:08

A cóż dla ruskich znaczy śmierć miliona ich żołnierzy nie mówiąc o jednym. Już wielokrotnie to pokazali.

Looker
sobota, 21 stycznia 2017, 11:56

Poczynań Rosjan na kontynencie nie można i nie należy lekceważyć. To, co zrobili w latem - czerwiec 1999 roku: "...Rosyjski kontyngent złożony z wojsk powietrzno-desantowych został przerzucony na lotnisko w Prisztinie...", to było kompletne zaskoczenie dla wszystkich. Prezydentem Rosji był wówczas Boys Jelcyn, a wydarzenie nastąpiło w ostatnich miesiącach jego kadencji.

Jason
niedziela, 22 stycznia 2017, 12:46

Byłbym bardzo ostrożny co do Naszej polityki względem Kosowa. Najbardziej zainteresowani destabilizacją tego regionu są państwa zatoki perskiej, które nie przypadkowo wkładają w działalność uduchawiania miliardy.

easyrider
sobota, 21 stycznia 2017, 18:37

Wmieszanie się Zachodu w sprawy Serbii i wspomożenie proklamowania niepodległości przez Kosowo to strategiczny błąd. To gorzej niż błąd. To głupota, która teraz wydaje owoce. Skoro obszar ten jest zamieszkały przez większość Albańczyków i dużą grupę Serbów, to niechby sobie te dwa państwa "wytłumaczyły" kto ma prawo do tego terytorium, tak jak to zawsze działo się w historii. Patrząc na to całkiem cynicznie, to wspieranie islamskiego żywiołu w Europie i pozwolenie na wejście islamskiej Albanii do NATO, to kolejny kardynalny błąd. Za te błędy zapłacimy wysoką cenę a Serbowie na pewno nie pogodzą się z utratą swojej historycznej kolebki. Trudno się dziwić Rosji (piszę to pomimo mojego negatywnego stosunku do tego kraju), że wspiera naród serbski, z którym ma tradycyjnie dobre relacje.

antyLewak
sobota, 21 stycznia 2017, 22:13

Zgadzam się, Rosja wykorzystała casus Kosowa. Polacy powinni być ostrożni w kwestii uznawania separatyzmów, bo kiedyś Niemcy mogą wykorzystać casus Kosowa do zabrania Śląska.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama