Rosjanie chcą zbudować lotniskowiec. Rzeczywisty plan, czy propaganda? [ANALIZA]

6 sierpnia 2017, 12:40
Model rosyjskiego lotniskowca zaprezentowany na wystawie “Armia 2015”. Fot. Wikipedia
Fot. Krylov State Research Centre
Fot. mil.ru
Fot. mil.ru
Fot. mil.ru

W rosyjskim ministerstwie obrony trwają prace koncepcyjne nad możliwością zbudowania superlotniskowca „Sztorm”, porównywalnego wielkością z amerykańskimi lotniskowcami typu Nimitz i Gerald R.Ford, ale o większych możliwościach bojowych.

O tym, że w Rosji istnieje projekt budowy superlotniskowca oznaczonego jako 23000E „Sztorm” wiadomo jest już od 2015 r. To właśnie wtedy, na międzynarodowym salonie wojenno-morskim w Sankt Petersburgu, Kryłowskie Państwowe Centrum Naukowe przedstawiło model okrętu, który w rzeczywistości miałby długość 330 m i szerokość 40 m (nowy amerykański lotniskowiec USS „Gerald R.Ford” ma długość 337 m i szerokość 78 m).

Model rosyjskiego lotniskowca zaprezentowany na wystawie “Armia 2015”. Fot. Wikipedia

Była to sensacja, jednak większość specjalistów uznała wtedy, że zbudowanie takiej jednostki w Rosji ze względów technicznych, ekonomicznych i strategicznych jest na razie niemożliwe. Jak się jednak okazało, nie wszyscy Rosjanie podzielają tę opinię. Przed kilkoma tygodniami zastępca dowódcy rosyjskiej marynarki wojennej wiceadmirał Wiktor Bursuk przyznał, że prace nad projektem „Sztorm” nadal trwają.

Czytaj też: Niepewne losy "najnowocześniejszego" lotniskowca świata [ANALIZA].

Największa dyskusja w mediach wróciła w momencie, gdy przygotowywano się do wielkiej parady z okazji święta Wojennomorskowa Fłota w Sankt Petersburgu. Jedynym rodzajem okrętu, którego tam właśnie brakowało, był krążownik lotniczy „Admirał Kuzniecow”, który z powodu stanu technicznego nie był już w stanie dokonać przejścia z Morza Barentsa na wschodni Bałtyk. Jego nieobecność próbowano zrekompensować ponownie przypominając rosyjskie marzenia o wielkim „Sztormie”.

Określanie projektu „Sztorm” jako „marzenie” jest o tyle uzasadnione, że chodzi o okręt o wyporności ponad 100000 ton, a więc największą jednostkę jaka powstałaby dla sił morskich Rosji. Co więcej, budowa kadłubów wszystkich rosyjskich okrętów lotniczych była realizowana w zakładach stoczniowych w Nikołajewie na Ukrainie, które z powodu wojny na wschodniej Ukrainie i aneksji Krymu są poza zasięgiem Rosjan.

Żadna z rosyjskich stoczni nie ma obecnie możliwości zbudowania kadłuba okrętu o wyporności większej niż 50-60000 ton. Istnieje, oczywiście, możliwość wyprodukowania go w częściach w kilku miejscach, a następnie złożenia kadłuba w suchym doku stoczni Siewmasz, ale takiej operacji w Rosji jeszcze nie realizowano.

Czym jest „Sztorm”?

„Sztorm” ma się różnić od swoich amerykańskich odpowiedników już na etapie pokładu lotniczego, gdyż ma posiadać zarówno skocznię „Sky-jump” jak i katapulty. Co więcej, Rosjanie w swoim projekcie poszli na całość i zaproponowali aż cztery katapulty, z których dwie miałby być parowe i dwie elektromagnetyczne („typu EMALS”). A przecież rosyjscy inżynierowie nie mają żadnego doświadczenia w tej dziedzinie, flota Rosji nigdy nie korzystała z urządzeń wspomagających start samolotów tego typu. Nie prowadzono też, tym bardziej, badań nad katapultami elektromagnetycznymi, na opracowanie których Amerykanie stracili kilkanaście lat.

Fot. Krylov State Research Centre

Projektując swój okręt Rosjanie byli w pewien sposób niekonsekwentni. Wcześniej naśmiewali się z wyglądu brytyjskiego lotniskowca HMS „Queen Elizabeth” a ostatecznie oni również zaproponowali dwie oddzielne nadbudówki („wyspy”) na pokładzie lotniczym. Oczywiście założyli przy tym, że ich grupa lotnicza będzie o liczniejsza niż brytyjska i amerykańska - ma bowiem liczyć nawet 90 śmigłowców i samolotów. Będą one dostarczane na pokład z hangarów za pomocą czterech wind, z których trzy będą rozmieszczone na prawej burcie (rozdzielone „wyspami”) a jedna na lewej.

Czytaj też: "Kuzniecow" kontra HMS "Queen Elizabeth". Starcie lotniskowców - na słowa.

Na makiecie prezentowanej w Sankt Petersburgu były zarówno miniaturki samolotów wykorzystywanych (MiG-29K), opracowywanych (PAK FA/T-50), jak i nieistniejących, nad którymi do dzisiaj nie toczą się żadne poważniejsze prace (samolot wczesnego ostrzegania podobny z wyglądu do amerykańskiego E-2 Hawkeye).

Zupełną niewiadomą jest wyposażenie wewnętrzne. Rosjanie nawet nie wiedzą, czy ich okręt będzie napędzany standardową siłownią (która obecnie jest wskazywana jako najbardziej prawdopodobna), czy też dwoma reaktorami. Za tym drugim rozwiązaniem przemawia możliwość zwolnienia miejsca na okręcie, które normalnie trzeba byłoby zabezpieczyć dla paliwa okrętowego. Pamiętać trzeba również, że będzie to dodatkowo najliczniej obsadzony okręt w Rosji z załogą liczącą ponad 4000 osób.

Wątpliwości nawet wśród rosyjskich specjalistów budzi również system samoobrony lotniskowca „Sztorm”. Na makiecie widoczne były wyraźnie wpuszczone w pokład wyrzutnie pionowego startu rakiet przeciwlotniczych. Jednak nawet Rosjanie uważają, że nie wystarczy to do zabezpieczenia okrętu przed zmasowanym atakiem rakietowym, przeprowadzonym równocześnie z wielu kierunków i na różnych wysokościach.

Fot. mil.ru

Potrzebne więc będą okręty osłony przeciwlotniczej, których rosyjska marynarka wojenna nie posiada. Co więcej – nie ma żadnych planów, by w najbliższym czasie w ogóle miała się rozpocząć budowa niszczycieli lub krążowników klasy AEGIS, chociażby takich, jakie Chińczycy zaprezentowali w lipcu 2014 r. na paradzie rosyjskiej floty w Sankt Petersburgu.

Czytaj też: Chińska ekspansja na oceany. Nowe krążowniki "AEGIS".

Dodatkowo, w przypadku Rosjan konieczne będzie nie tylko zaprojektowanie nowych okrętów, ale również rakietowego systemu uzbrojenia średniego i dalekiego zasięgu. Coraz więcej głosów wskazuje bowiem na zagrożenia, jakie na okręcie mogą wynikać z suchego startu rakiet z morskich odpowiedników systemów S-300 i S-400 (np. S-300F Fort). O ile bowiem zdarzające się co jakiś czas przypadki nie odpalenia silnika rakiety po jej pneumatycznym wyrzuceniu w powietrze powodowały na lądzie jedynie zniszczenie wyrzutni, to na okręcie mogłyby doprowadzić do katastrofy.

Nie ma nawet opracowanej taktyki działania grup lotniskowcowych, ponieważ ostatni raz na poważnie myślano o ich utworzeniu w czasach Związku Radzieckiego, a więc gdy były zupełnie inne zagrożenia i gdy nie było obecnie dostępnych rozwiązań technicznych.

Pozostaje również sprawa samego opracowania projektu. Z przyczyn naturalnych wykruszyła się już grupa konstruktorów, którzy mieli doświadczenie w pracy nad tej wielkości okrętami. Pomimo tego widać wyraźnie, że Rosjanie nadal trzymają się ogólnej koncepcji, jaką za czasów ZSRR próbowano zrealizować na atomowym lotniskowcu Ulianowsk. Ostateczne nie udało się dokończyć budowy tego okrętu (oznaczonego jako projekt 1143.7), która zaczęła się 25 listopada 1986 r., ale idea wróciła teraz. Na „Sztormie” widać np. bardzo podobny układ pola startowego (zarówno z katapultami jak i skocznią „Ski-jump”.

Fot. mil.ru

Oczywiście, obecny lotniskowiec ma być większy („Ulianowsk” miał mieć wyporność 75 000 ton i możliwość zabierania do 70 statków powietrznych), ale najważniejszy problem pozostał taki sam – brak pieniędzy. To właśnie z tego powodu kadłub „Ulianowska”, pomimo że był gotowy w 40%, ostatecznie pocięto na złom. Teraz szacuje się, że zbudowanie „Sztormu” może kosztować nawet pięć miliardów dolarów, a na taki wydatek rosyjskie ministerstwo obrony nie będzie mogło sobie pozwolić jeszcze przez kilka lat. Wszyscy przecież pamiętają, że budżet wojskowy w 2017 roku został zmniejszony o 25% w porównaniu do roku poprzedniego. I to dlatego lotniskowiec „Admirał Kuzniecow” ma być jedynie naprawiony, a nie zmodernizowany, pomimo że byłby bardzo potrzebny.

Czytaj też: Nowy rosyjski lotniskowiec powstanie tylko na papierze?

Koszty budowy można byłoby ograniczyć, gdyby była szansa na eksport rosyjskich okrętów np. do Indii. Rosjanie stracili jednak wiarygodność jako dostawcy tak dużych jednostek pływających, o czym świadczy przebudowa krążownika lotniczego „Admirał Gorszkow” (projektu 1143.4) na lotniskowiec INS „Vikramaditya”. Zamówiony od Rosjan okręt przekazano bowiem Indiom z dziesięcioletnim opóźnieniem i w trzykrotnie wyższej, niż wcześniej uzgodniono, cenie. Sami Rosjanie przyznają, że jest mało prawdopodobne, by ktoś chciał teraz od nich kupić tej klasy okręty.

Fot. mil.ru

No i na końcu pozostaje oficjalna strategia rosyjska, która zakłada przede wszystkim ochronę własnego terytorium. Dlatego specjaliści w Rosji podkreślają, że posiadanie grup lotniskowcowych nie jest niezbędne dla rosyjskich interesów. Przyznają jednak również, że „zdolność do projekcji siły na całym świecie jest kusząca”.

Reklama
Tweets Defence24