Reklama

Rosja: Elastyczna flota z rakietami manewrującymi. Lekcje od NATO [ANALIZA]

9 grudnia 2017, 17:03
Fot. mil.ru
Wyrzutnia rakiet nadbrzeżnych „Bastion” ze składu Floty Czarnomorskiej. Fot. mil.ru
Duże okręty desantowe Floty Czarnomorskiej były szczególnie intensywnie wykorzystywane w czasie współpracy międzynarodowej. Fot. mil.ru
Fregata „Admirał Grigorowicz” w drodze na Morze Śródziemne. Fot. mil.ru
Piraci przechwyceni przez Rosjan w ramach operacji antypirackiej. Fot. archiwum autora
Jeszcze w 2009 r. Rosjanie współpracowali ze specjalistami z NATO ucząc się od nich jak zmodernizować swoje siły morskie. Fot. archiwum autora
Rosjanie nauczyli się od NATO m.in. skutecznie prowadzić operacje abordażowo-inspekcyjne. Fot. archiwum autora
Rosjanie chcą by ich okręty na stałe były obecne w Zatoce Perskiej. Fot. archiwum autora
Jedną z bolączek rosyjskiej floty jest brak okrętów śmigłowcowych. Fot. archiwum autora

Rosjanie przestali trzymać się struktur organizacyjnych poszczególnych flot sił morskich Rosji i dowolnie przerzucają jednostki pływające pomiędzy Morzem Czarnym, Bałtyckim, morzami arktycznymi i Oceanem Spokojnym. W ten sposób Moskwa maskuje nie tylko braki w okrętach, ale również utrudnia potencjalnym przeciwnikom szacowanie sił. Rosjanie wpadli na ten pomysł ucząc się od specjalistów z NATO.

Jednym z najważniejszych zaleceń z dokumentu „Podstawy państwowej polityki Federacji Rosyjskiej w dziedzinie działań wojennomorskich na okres do 2030 roku”, który podpisany przez prezydenta Putina wszedł w życie z dniem 20 lipca 2017 r., było uzyskanie przez Wojennomorską Flotę „zdolności do budowania zgrupowania sił morskich na niebezpiecznym kierunku strategicznym poprzez manewr międzystanowy floty”.

Oznacza to, tak naprawdę, koniec twardego trzymania się struktur organizacyjnych poszczególnych związków operacyjnych sił morskich i przerzucanie okrętów pomiędzy flotami w zależności od potrzeb i zakładanej w danym miejscu strategii działania. Nowe podejście Rosjan powoduje, że obecnie nie można już szacować sił w danym regionie patrząc na to, co znajduje się w składzie sił Floty Bałtyckiej, Czarnomorskiej, Północnej i Oceanu Spokojnego.

Przykładowo to, że w tej chwili na Morzu Bałtyckim działają operacyjnie tylko dwa, klasyczne okręty podwodne projektu 877 typu Pałtus (wg. NATO typu Kilo) nie ma żadnego znaczenia, ponieważ w ciągu kilku dni na tym akwenie może się pojawić „na stałe” sześć okrętów podwodnych projektu 636.3 typu Warszawianka z Morza Czarnego. Tymczasem w szacunkach jest to bardzo ważne, ponieważ ponad trzydziestoletnie Pałtusy są obecnie prawdopodobnie uzbrojone jedynie w broń torpedową (niebezpieczną tylko dla transportu morskiego), natomiast każda z Warszawianek może przenosić nawet dwanaście rakiet manewrujących 3M14 systemu Kalibr o zasięgu ponad 2000 km (stanowiących również zagrożenie dla sił lądowych).

Czytaj też: Kolejne "Kalibry" wystrzelono w kierunku Syrii z okrętu podwodnego [WIDEO]

W podobny sposób Rosjanie mogą zmienić charakter Floty Czarnomorskiej, która nagle może stać się bazą dla większości okrętów desantowych we Flocie Rosyjskiej. Potencjalne zagrożenie dla takich państw jak np. Ukraina i Gruzja nie powinno więc być teraz oceniane w oparciu o to, co obecnie stacjonuje w Sewastopolu i Noworosyjsku, ale co może tam się znaleźć w razie konieczności.

Wyrzutnia rakiet nadbrzeżnych „Bastion” ze składu Floty Czarnomorskiej. Fot. mil.ru

Jak się okazuje, dyrektywa Putina z lipca 2017 r. była tylko uprawomocnieniem działań, które są już realizowane w rosyjskiej marynarce wojennej od kilku lat. Najwcześniej były one widoczne na Morzu Czarnym i to jeszcze przed aneksją Krymu w 2014 r. Rosjanie pomimo braku odpowiednich okrętów zdecydowali się bowiem stworzyć stały zespół jednostek pływających Morza Śródziemnego i z logicznego punktu widzenia najlepiej było to zrobić z wykorzystaniem jednostek pływających Floty Czarnomorskiej.

Czytaj też: Rosja szantażuje rakietami manewrującymi na Morzu Śródziemnym. "Zdolność salwy 40 pocisków"

Rosjanie wiedzieli jednak, że o ile stworzenie w oparciu o tą flotę bazy logistycznej jest możliwe - szczególnie po zajęciu ukraińskiego Krymu, o tyle samych okrętów jest tam zbyt mało. Dlatego na Morzu Śródziemnym działały nie tylko jednostki pływające Floty Czarnomorskiej, ale również Bałtyckiej, Floty Północnej, a nawet Floty Oceanu Spokojnego.

Flota Czarnomorska źródłem okrętów dla Morza Śródziemnego i całych rosyjskich sił morskich

Elastyczność w dysponowaniu środkami dała Rosjanom swobodę w rozdysponowywaniu zupełnie nowych jednostek pływających. Oczywiście, okręty podwodne z napędem atomowym są nadal przekazywane tylko do Floty Północnej i Floty Oceanu Spokojnego, ale klasyczne okręty podwodne oraz większość nowych, najbardziej wartościowych jednostek nawodnych zaczęto przekazywać przede wszystkim do Floty Czarnomorskiej. I rzeczywiście od 2015 r. intensywnie odbudowywano potencjał tego, co stacjonuje na stałe w bazie w Sewastopolu i Noworosyjsku.

Czytaj też: Rosja inwestuje we Flotę Czarnomorską. Czas na patrolowce

W ciągu dwóch lat do Floty Czarnomorskiej wprowadzono blisko 40 nowych jednostek pływających, a więc biorąc pod uwagę liczbę, najwięcej w całej Wojennomorskiej Flocie. Przykładowo, dzięki sześciu nowym Warszawiankom odtworzono samodzielną brygadę okrętów podwodnych zdolną do jednoczesnego wystrzelenia spod wody co najmniej 24 rakiet manewrujących. Jednocześnie odbudowuje się eskadrę nowoczesnych fregat projektu 11356 o wyporności 4000 ton. Do końca tego roku będzie ona wyposażona w trzy takie jednostki („Admirał Grigorowicz”, Admirał Jessien” i „Admirał Makarow”).

Fregata „Admirał Grigorowicz” w drodze na Morze Śródziemne. Fot. mil.ru

Dla porównania Flota Północna otrzymała tylko jedną fregatę projektu 22350 „Admirał Gorszkow” (o wyporności 4500 ton), Flota Bałtycka otrzymała jedynie cztery dwukrotnie mniejsze korwety projektu 20380 (o wyporności 2200 ton) natomiast Flota Oceanu Spokojnego tylko jedną korwety projektu 20380 („Sowierszennyj”).

Flota Czarnomorska jest traktowana priorytetowo również jeżeli chodzi o mniejsze jednostki pływające. To właśnie ten związek operacyjny otrzymał jako pierwszy pełną eskadrę sześciu małych korwet projekty 21631 typu Bujan-M (o wyporności 1000 ton), z których każda może przenosić do 8 rakiet manewrujących 3M14 systemu Kalibr. Później zadecydowano, że dwie takie jednostki („Zielonyj Doł” i „Sierpuchow”) zostaną w 2016 r. przerzucone do Floty Bałtyckiej. W ten sposób korwety typu Bujan-M stały się pierwszymi „ofiarami” międzyflotowej rotacji jednostek pływających.

Czytaj też: Dezinformacja Rosjan? Korwety z rakietami Kalibr na Bałtyku

Rosjanie w podobny sposób postąpią prawdopodobnie z okrętami patrolowymi nowej generacji projektu 22160 (o wyporności do 1800 ton). Tak naprawdę są to „patrolowce” tylko z nazwy, ponieważ mają mieć one na swoim pokładzie silne uzbrojenie rakietowe - w tym ośmiostanowiskowe wyrzutnie Kalibr (prawdopodobnie również dla rakiet manewrujących). Obecne plany zakładają, że wszystkie planowane do zbudowania okręty projektu 22160 mają wejść na stan Floty Czarnomorskiej. W rzeczywistości mogą one później zostać rozparcelowane pomiędzy poszczególne floty (w tym przede wszystkim do Floty Oceanu Spokojnego), po zakończeniu szkolenia i nabraniu doświadczenia przez ich załogi.

Na Morzu Czarnym ma zostać również utworzona pierwsza eskadra sześciu małych okrętów rakietowych projektu 22800 typu „Karakurt” (o wyporności 800 ton), które mogą być uzbrojone m.in. w rakiety manewrujące systemu Kalibr. Pierwsze dwie takie jednostki dostała Flota Bałtycka, ale sześć kolejnych ma już zostać przekazanych na południe Rosji.

Czytaj też: Rosja - zakupy "Armat" i nowych "Iskanderów". Lotniskowiec - po 2025 roku

Dzięki wprowadzonym w ciągu najbliższych lat nowym okrętom efektywność bojowa Floty Czarnomorskiej według Rosjan ma do 2020 r. wzrosnąć o 40-50%. Przy czym należy pamiętać, że robi się to w najtrudniejszy sposób - nie wprowadzając dużych jednostek pływających klasy niszczyciel i krążownik (których Rosjanie jak na razie nie są w stanie zbudować).

Duży wysiłek włożony w modernizacji sił morskich na Morzu Czarnym, przy złej sytuacji w całej rosyjskiej flocie, wcale nie był przypadkowy i wbrew pozorom nie wynikał tylko z sytuacji geopolitycznej. Rosjanie potraktowali bowiem Flotę Czarnomorską jako poligon doświadczalny wiedząc, że tam najlepiej będzie im zdobyć informacje i uzyskać doświadczenia potrzebne do przebudowy swojej marynarki wojennej. Lekcji naiwnie udzieliły im kraje Paktu Północnoatlantyckiego.

Jak Rosjanie wykorzystali sytuację w akwenie Morza Czarnego i Śródziemnego

Sposób w jaki Rosjanie wykorzystali NATO do modernizacji swoich sił morskich widać m.in. w analizie napisanej przez dowódcę Floty Czarnomorskiej - admirała Alieksandra Witko, opublikowanej w jednym z ostatnich numerów rosyjskiej „Myśli wojskowej”. Obecne działania rosyjskie na południu Europy tłumaczył on przede wszystkim wzrostem potencjału bojowego zachodnich sił morskich na Morzu Śródziemnym, jak również liczbą ćwiczeń i operacji prowadzonych na tamtym akwenie przez kraje NATO i Unii Europejskiej. Z jego dalszych wywodów wynika jednak wyraźnie, że wcześniej Rosjanie aktywnie uczestniczyli w tych działaniach, korzystali z nich i dopiero teraz zaczęło im to przeszkadzać.

Piraci przechwyceni przez Rosjan w ramach operacji antypirackiej. Fot. archiwum autora

Sam Witko przypomina, że wcześniej współpraca pomiędzy Rosją a krajami w akwenie Morza Czarnego układała się bardzo dobrze. Rosyjski admirał jako najważniejszy przykład wskazał powołanie 2 kwietnia 2001 r. w Stambule: czarnomorskiej – wojennomorskiej grupy operacyjnego współdziałania „Blackseafor”. Według admirała Witko pozwalało to wzmacniać wzajemne relacje pomiędzy krajami leżącymi nad Morzem Czarnym takimi jak: Bułgaria, Gruzja, Rosja, Rumunia, Turcja i Ukraina i stało się symbolem jedności regionu oraz gwarantem bezpieczeństwa.

Z analizy prowadzonej przez dowódcę Floty Czarnomorskiej najbardziej ciekawe były jego wnioski, co do przyczyn zakończenia współpracy w ramach „Blackseafor”. Wnioski te pokazują bowiem podejście Rosjan do wydarzeń w latach 2008 - 2014 i ich sposób tłumaczenia swoich, agresywnych działań w odniesieniu do krajów sąsiednich. Rzeczywiście, współdziałanie w ramach „Blackseafor” przerywano dwukrotnie. Pierwszy raz nastąpiło to po agresji Rosji na Gruzję w 2008 r., natomiast inicjatywa utrzymywania czarnomorskiej grupy operacyjnego współdziałania definitywnie upadła po aneksji Krymu w 2014 r.

Rosjanie tłumaczą to na swój własny sposób. Według Witko: „pierwszym ciosem dla jedności krajów czarnomorskich był akt gruzińskiej agresji przeciwko Osetii Południowej w 2008 r., który Gruzja zaczęła od zabójstwa członków rosyjskich sił pokojowych. Wtedy Rosja interweniowała w konflikcie, co było pretekstem do zerwania stosunków rosyjsko-gruzińskich na wszystkich szczeblach, w tym wojskowych. W tym samym czasie rosyjska flota stała się niepożądana w operacji Active Endeavour. Następnie, w 2014 r., po zamachu stanu na Ukrainie i „krymskiej wiośnie”, cała współpraca wojskowa z sojuszem została ograniczona”.

Co Rosji dała czarnomorska współpraca?

Z analizy przeprowadzonej przez admirała Witko wynika, że rosyjskie uczestnictwo w „Blackseafor” nie było przypadkowe – i wcale nie chodziło o wzmocnienie bezpieczeństwa w regionie. Rosjanie przyznają się, że dzięki tym działaniom udało się wymienić „doświadczenia w reagowaniu na współczesne zagrożenia, porównać możliwości techniczne, zapoznanie się z nowymi metodami działań taktycznych oraz perspektywicznymi modele sprzętu wojskowego i uzbrojenia”.

Jeszcze w 2009 r. Rosjanie współpracowali ze specjalistami z NATO ucząc się od nich jak zmodernizować swoje siły morskie. Fot. archiwum autora

Pod pozorem współpracy z NATO Rosjanie realnie ocenili swoje możliwości i ta ocena wypadła dla nich negatywnie. Witko określił to jednym zdaniem: „potężne dziedzictwo Związku Radzieckiego nie może być używane na zawsze”. Spośród najważniejszych wniosków jakie wyciągnięto po współpracy z siłami NATO dowódca Floty Czarnomorskiej wymienił:

  • Niewystarczająca liczba okrętów mogących działać w tzw. „dalekiej strefy morskiej”;
  • Szczególny brak jednostek pływających „dalekiej strefy morskiej”, na których mogą na stałe bazować pokładowe śmigłowce (w dyspozycji Floty Czarnomorskiej były to tylko wprowadzony do służby w 1983 r. krążownik rakietowy „Moskwa” i wprowadzony do służby w 1974 r. duży okręt zwalczania okrętów podwodnych „Kercz”);
  • Konieczność korzystania z powodu tych braków w ramach ćwiczeń i operacji międzynarodowychy z dużych okrętów desantowych, które w Rosji nieformalnie zaczęto nazywać „końmi roboczymi floty”.

Duże okręty desantowe Floty Czarnomorskiej były szczególnie intensywnie wykorzystywane w czasie współpracy międzynarodowej. Fot. mil.ru

W rzeczywistości tych braków wyszczególniono o wiele więcej. Rosjanie bowiem bacznie obserwowali działanie okrętów zachodnich, korzystali z natowskich procedur, a także mieli dostęp do najnowszego, natowskiego sprzętu. Przykładowo w działaniach antypirackich potrzebne była np. prowadzenie łączności niejawnej i w tym celu przekazano Rosjanom „czarne skrzynki” pozwalające na taką współpracę. Rosyjscy marynarze zobaczyli zachodnie sposoby działania podczas operacji inspekcyjnych i abordażowych. Zaczęli rozumieć wagę współdziałania śmigłowców z okrętami i jakie znaczenie ma świadomość sytuacyjna.

Zdali sobie dodatkowo sprawę, że nie są w stanie z dostępnymi im środkami finansowymi odbudować swoją flotę na zasadzie okręt za okręt. Admirał Witko przypomniał, że Flota Czarnomorska w 1991 r. liczyła 100 000 marynarzy i żołnierzy oraz ponad 60 000 cywilnych specjalistów. Same siły okrętowe były podzielone na dwie dywizje okrętów nawodnych i jedną dywizję okrętów podwodnych. W ich skład wchodziły 833 jednostki pływające, a w tym: 28 okrętów podwodnych, dwa krążowniki śmigłowcowe zwalczania okrętów podwodnych (ZOP), sześć krążowników rakietowych i dużych okrętów ZOP pierwszej rangi, 20 dużych okrętów ZOP i niszczycieli 2 rangi, 40 fregat i małych okrętów ZOP, 30 małych okrętów i kutrów rakietowych, ponad 50 trałowców, 50 okrętów i kutrów desantowych.

Rosjanie nauczyli się od NATO m.in. skutecznie prowadzić operacje abordażowo-inspekcyjne. Fot. archiwum autora

Współdziałanie z siłami NATO wyraźnie pokazało rosyjskiej marynarce wojennej, że nie ma szans, by zachować nawet zbliżoną liczebność floty trzymając się zasady, by wszystkie okręty miały przynajmniej takie same możliwości bojowe, jakie mają zachodnioeuropejskie jednostki pływające. Ale jednocześnie nadal trzeba było realizować zadania i to nie tylko na Morzu Czarnym, ale również na Morzu Śródziemnym, Ocenie Atlantyckim i Indyjskim.

Rosjanie zdawali sobie również sprawę, że nie zbudują własnej floty lotniskowców i śmigłowcowców mając tylko jeden okręt zdolny do przenoszenia grupy lotniczej („Admirał Kuzniecow”) i to też o znacznie ograniczonych możliwościach bojowych. Ocena swoich sił była miażdżąca: „Do 2014 r., pomimo znacznej ilości rejsów i ćwiczeń Flota Czarnomorska bardziej przypominała chronicznego pacjenta, który siedział na kroplówce zakładów remontowych. Okręty trzydziestoletnie i starsze nieustannie potrzebowały interwencji specjalistów zakładów stoczniowych,  ponieważ przekroczyły już próg wiekowy, który był dla nich ustalony”.

Reforma Floty Czarnomorskiej – reformą całej rosyjskiej marynarki wojennej

Chcąc naprawić tę sytuację i ponownie móc szachować siły NATO, Rosjanie zaczęli wszelkimi, dostępnymi środkami, nawet kosztem innych flot odbudowywać siły w rejonie Morza Czarnego jednocześnie zwiększając szkolenie i dbając o morale załóg okrętowych. Uzupełnianie sił okrętowych zaczęło się tak naprawdę od 2015 r., co było powiązane z koniecznością szkolenia zupełnie nowej generacji załóg i wprowadzaniem nowej taktyki działania. Rosjanie szczególną wagę nadali przy tym systemowi rakietowemu „Kalibr”, który ma ogromne znaczenie w obecnej strategii Wojennomorskowa Fłota.

Czytaj też: Rosja buduje nowe okręty rakietowe uzbrojone w pociski Kalibr-NK

To właśnie dlatego poszczególne okręty nawodne i podwodne z tym uzbrojeniem systematycznie wypływają na Morze Śródziemne, by stamtąd w warunkach bojowych wykonywać strzelania rakietowe do realnych celów, głównie na terytorium Syrii. Co więcej, obecność rakiet manewrujących ma być „cechą wyróżniającą wszystkich okrętów 2 i 3 rangi, które już weszły lub wejdą w najbliższym czasie w skład Floty Czarnomorskiej”.

Dzięki temu uzbrojeniu rosyjska marynarka wojenna na Morzu Czarnym otrzymała do dyspozycji strategiczną broń niejądrową, która według Rosjan jest: „skutecznym narzędziem odstraszania potencjalnego przeciwnika, i po raz pierwszy historii pozwala wykorzystywać Flotę Czarnomorską w ramach operacji strategicznych sił ofensywnych”.

Zadania długofalowe rosyjskiej floty

Wnioski ze współdziałania z NATO na południu Europy wcale nie zakończyło się tylko na zmianie sposobu modernizacji rosyjskich sił morskich. Rosjanie zaczęli bowiem również zmieniać swoje podejście do prowadzenia polityki w regionie szukając sojuszników i wykorzystując konflikty, jakie istnieją nawet pomiędzy państwami NATO. Rosjanie szczególnie liczą na odbudowę dwustronnej współpracy w sferze militarnej z Turcją.

Jedną z bolączek rosyjskiej floty jest brak okrętów śmigłowcowych. Fot. archiwum autora

Turcja jest potrzebna, ponieważ gwarantuje bezproblemowe przechodzenie rosyjskich okrętów przez cieśniny tureckie. Jest to niezbędne do realizacji jednego z głównych zadań i kierunków obecnych działań floty, którym - jak przyznaje Witko - jest „budowanie stałej obecności przede wszystkim w rejonie Morza Śródziemnego, a początkowo w jego wschodniej części, w celu stworzenia reżimu operacyjnego korzystnego dla nas w tym regionie”.

Czytaj też: Konflikt Turcji z Zachodem. "Wprost w objęcia Rosji" [ANALIZA]

Rosjanie zdają sobie jednak sprawę, że chcąc zapewnić swobodne operowanie okrętom – nosicielom broni precyzyjnej dalekiego zasięgu we wschodniej części Morza Śródziemnego konieczne jest zabezpieczenie strefy, gdzie te jednostki przebywają przed atakiem ze strony okrętów podwodnych, nawodnych i lotnictwa.

Dlatego w składzie zespołu śródziemnomorskiego powinny być na stałe (lub rotacyjnie) jeden lub dwa wielozadaniowe okręty podwodne oraz od dziesięciu do piętnastu okrętów nawodnych, a także brzegowy system obrony (np. zestawy rakietowe S-400), zabezpieczający ochronę przebywających w ich zasięgu jednostek pływających. Rosjanie uważają, że mając takie siły w „dalekiej morskiej strefie” Flota Czarnomorska „nie tylko będzie wykonywała zadania, jakie jej się stawia na co dzień, ale również stanie się skutecznym instrument ochrony interesów naszego państwa w tym regionie i prawdziwą siłą, z którą należy się liczyć”.

Rosjanie chcą by ich okręty na stałe były obecne w Zatoce Perskiej. Fot. archiwum autora

Dowództwo rosyjskiej marynarki wojennej idzie jeszcze dalej i zastanawia się nad celowością włączenia Zatoki Adeńskiej i Zatoki Perskiej oraz zachodniej części Morza Arabskiego w strefę odpowiedzialności Floty Czarnomorskiej. Początkowo będzie to wymagało zorganizowanie na tamtych akwenach stałego zespołu składającego się z trzech okrętów. Do tego potrzebne są jednak bazy stąd coraz większe znaczenie, jakie dla Rosjan ma Syria oraz intensywne działania, by podobne bazy stworzyć m.in. w Egipcie i innych krajach afrykańskich.

Czytaj też: Rosja i Syria podpisały umowę o rozbudowie bazy w Tartusie

Admirał Witko szacuje jednak, że do zrealizowania tego zadania potrzeba co najmniej stu okrętów wojennych i jednostek pływających różnych klas. Jest to cel średnioterminowy i jak na razie wszystko idzie w kierunku jego zrealizowania zgodnie z planem. Okrętów może być jednak o wiele więcej, ponieważ część z nich po uzyskaniu odpowiedniego wyszkolenia i doświadczenia bojowego będzie na pewno „pożyczana” na stałe do innych flot, na co dzień działających w mniej zapalnych regionach. W ten sposób stopień gotowości do realizacji zadań stanie się taki sam w całej rosyjskiej marynarce wojennej.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 25
Reklama
anda
sobota, 9 grudnia 2017, 22:55

A gdzie Flotylla Kaspijska?

czytam to wiem
sobota, 9 grudnia 2017, 22:42

Elastyczność i integracja obecnie w Rosji sięga daleko dalej niż się ludziom wydaje. Nie polega tylko na przerzucaniu okrętów między flotami. Strelets C4ISR znany na tym forum głównie jako system dowodzenia artylerią, potrafi gromadzić informacje z najróżniejszych źródeł i sensorów, w tym satelitów, samolotów i okrętów i wskazywać cele nie tylko artylerii lądowej, ale bateriom brzegowym, przeciwlotniczym, marynarce, samolotom i wskazywać cele rakietom Kalibr, Onyks, Uran, Cyrkon itp. i to nie tylko cele lądowe, ale też morskie i powietrzne (OEWatch 9/2017).

gorzki
sobota, 9 grudnia 2017, 20:37

zawsze jak czytam o takich ruskich manewrach, przypomina mi się złota myśl Mike'a Tysona: "..każdy ma jakiś plan dopóki nie dostanie w mordę.." I tyle o ruskich, którym się wydaje, że są tacy sprytni.

nvk
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 01:40

tak było jak zajęli Krym potem Obama przyjechał na występy do Europy i wszystko było okej dla Rosjan.... do momentu jak się okazało, że chwilę później jedzie do Arabii Saudyjskiej. Nie wiem czy pamiętacie, ale wówczas zapanowała kompletna konsternacja w Rosji. Parę tygodni później cena baryłki ropy zaczęła padać na twarz...

Stary marynarz
niedziela, 10 grudnia 2017, 23:15

Czytam sobie niektóre komentarze bezgranicznie wierzące w potęgę floty ZSR.. a przepraszam - Rosji. Ja napisze krótko: jak ktoś będzie miał okazję i będzie w Nowym Jorku - polecam wycieczkę na okręt muzeum USS Intrepid. Jak już sobie pozwiedzacie to zdajcie sobie sprawę że Rosja w niektóry - WAŻNYCH - dziedzinach techniki morskiej do dziś nie dobiła do tego poziomu technologicznego, jakim jest ten lotniskowiec z 1943 roku. Ten prosty fakt podważa więc wg mnie wszystkie wydumane epopeje o morskiej potędze naszego byłego wielkiego brata ze wschodu...

bobo
sobota, 9 grudnia 2017, 19:34

Tak sobie myślę, że zamiast budować korwety i fregaty może warto umieścić wyrzutnie Tomahawków na okrętach typu Lublin i niech stoją po prostu w porcie. To dopiero zmieniłoby układ sił na naszą korzyść.

apacz
niedziela, 10 grudnia 2017, 13:36

Najlepiej na przedmieściach Lublina.

Marek1
niedziela, 10 grudnia 2017, 12:58

A SKĄD weźmiesz te Tomahawki ?? USA ich byle komu NIE sprzedaje.

kl
niedziela, 10 grudnia 2017, 13:26

Sposób, w jaki Rosja dostrzega cele, a następnie przy ograniczonych zasobach próbuje je realizować napawa podziwem. Polska zaś od lat porusza się w sferze niemocy przeplatanej bieganiem naszych elit politycznych do Brukseli i Berlina usłużnie nasłuchujących naszych rozkazów.

Marek1
sobota, 9 grudnia 2017, 18:46

Można sie wygadywać na Rosję CO się tylko chce, ale osobiście b. chciałbym, żeby nasze "orły" z MON umiały się tak uczyć od przeciwnika jak to potrafi juz od lat rosyjska admiralicja/generalicja. Pilnie obserwują, uczą się i NIE boją wdrażać podpatrzonych w NATO rozwiązań w swoich jednostkach, tak by znaleźć najlepszą opcję dla siebie. Gdyby nie braki w finansowaniu(na nasze szczęście), to tak mądrze, racjonalnie i tanio(stos cena/potencjał bojowy) rozbudowywane siły zbrojne FR mogą być tylko obiektem ZAZDROŚCI dla większości krajów NATO. Warto przeczytać co poniżej, bo nawet jak sie Moskwie NIE uda zrealizować wszystkich planów, to i tak postęp i wzrost potencjału bojowego armii FR jest/będzie bez precedensu : Pierwszy etap reformy rosyjskiej armii - od 2008 do 2010 roku. Władze w resorcie przejęli cywile. Ministerstwo obrony zredukowało etaty o 50-60%(!!!), wprowadziło rynkowe zasady gospodarowania mieniem, przeznaczyło ogromne środki na zbrojenia, zredukowało z 6 do 4, duże okręgi wojskowe, utworzyło połączone dowództwo strategiczne armii, wprowadziło nową strukturę armii. Jednostki nie mające zdolności operacyjnych (i pełniące role składów broni oraz wyposażenia) zlikwidowano. Na wzór NATO armia rosyjska zaczęła rozwijać transport strategiczny, jednostki szybkiego reagowania, i samodzielność w doborze realizacji celów przez jednostki. W ramach pierwszego etapu reformy siły rosyjskie rozwinęły jednostki cyber ataku, systematycznie prowokują siły NATO naruszając przestrzeń powietrzną krajów NATO, oraz NATOwskich statków i samolotów. Rosjanie powołali również Wojska Powietrznej Kosmicznej Obrony, którym podporządkowano systemy obrony i ostrzegania, oraz satelity. W drugim etapie reformy (od 2010 do 2015) trzykrotnie zwiększono wynagrodzenie żołnierzy, o 160% zwiększono wojskowe emerytury, w celu profesjonalizacji armii stworzono 10 wojskowych centrów naukowo szkoleniowych i przeprowadzono ogromne ćwiczenia według scenariuszy konfliktów z NATO, z udziałem setek tysięcy żołnierzy, często o wielonarodowym charakterze (w ramach Szanghajskiej Organizacji Współpracy zrzeszającej Rosję, Chińską Republikę Ludowa, Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, oraz Uzbekistan). W ramach trzeciego etapu reformy rosyjskich sił zbrojnych (lata 2015-2020) 70% uzbrojenia ma być wymienione na nowe. Modernizacja ma kosztować 650 miliardów dolarów (Rosja planuje zakupić 600 nowych samolotów, 1000 śmigłowców, 24 okręty podwodne, 54 okręty nawodne,2300 czołgów, 2000 syst. artyleryjskich, 17000 innych pojazdów). Naprawdę warto pilnie śledzić, co się tam(w Rosji) dzieje i zaprzestać idiotycznego wyśmiewania sie z armii rosyjskiej, która w ciągu dosłownie dekady przeskoczyła w rozwoju prawie wszystkie armie świata. Głupota i pycha zawsze kroczy przed klęską - warto pamiętać o tym starym i wielokrotnie sprawdzonym porzekadle.

zyg
niedziela, 10 grudnia 2017, 14:10

@Marek1: "W drugim etapie reformy (od 2010 do 2015) trzykrotnie zwiększono wynagrodzenie żołnierzy, o 160% zwiększono wojskowe emerytury". Problem w tym że wartość rubla od 2010 do 2015 spadła powyżej 160% ? W twoich stwierdzeniach widać dużo optymizmu charakterystycznego dla rosyjskiej propagandy. Jeśli kraj ten gotów jest wydać $650mld na modernizację sił zbrojnych to biorąc pod uwagę że suma ta to ponad 50% całego PKB Rosji wypada kibicować gdyż przyspieszy to jej kolejny upadek !

Tak na chłodno
niedziela, 10 grudnia 2017, 10:47

Niezły tekst dowodzący jednej podstawowej tezy: Rosja jest nieustającym i rosnącym zagrożeniem dla wszystkich. Juz nie tylko jej sąsiadów ale sięgając do Afryki na MorzeŚrodziemne i Ocean Indyjski . Podczas gdy np. Europa się rozbrajała - Rosja zaczęła rozwijać nowe agresywne środki napadu bo tezę o obronnych aspektach Iskanderow należy włożyć między bajki. Podobnie chęć zakupu Mistrali okrętów do ataku a nie obrony. Złamanie starych międzynarodowych traktatów to kolejny dowód na złe i wrogie działanie "ciemnych sił" na Kremlu. Niewyobrażalna wręcz parę lat temu agresja zbrojna na Ukrainę i złamanie własnego słowa przez Putina nakazuje podjęcie wszelkich działań na celu wzmocnienia naszych zdolności obronnych- tak polskich jak i europejskich. Za wszelką cenę!!!

Smuteczek
niedziela, 10 grudnia 2017, 10:16

3ci etap juz dawno jest zaktualizowany i ograniczony. Co do wniosków to sa jednak słuszne wg mnie

mm
niedziela, 10 grudnia 2017, 09:44

z tymi "setkami tysięcy ćwiczących żołnierzy" to lekka przesada, cała armia lądowa wraz z orkiestrami, sztabami itp. liczy 375 tys., ale co do reszty zgoda ...

ryszard56
sobota, 9 grudnia 2017, 23:27

Swietnie napisane ,podpisuje sie pozdrawiam

czytam to wiem
sobota, 9 grudnia 2017, 22:58

Przykładowe reformy: jedzenie na stołówkach wydawane na odcisk palce i identyfikację twarzy, kamera filmuje też wydawane porcje. Gdy żołnierz nie stawił się po jedzenie, system komputerowy daje znać dowódcy, który sprawdza dlaczego żołnierz nie stawił się na coś tak ważnego jak posiłek - oprócz ukrócenia wałków na zaopatrzeniu, to wraz z wszechobecnością obecnie kamer na terenach jednostek, znakomicie ukróca to przypadki fali i podobne nieprawidłowości. Kolejna sprawa: każda skrzynka, każdy sprzęt jest teraz znaczone kodem QR, zabezpieczonym hologramem i dzięki czytnikowi można w komputerze sprawdzić metryczkę sprzętu jak również to, gdzie ten sprzęt się ma znajdować i czy ma prawo się znajdować tam, gdzie właśnie jest kontrolowany (np. na ciężarówce poza terenem jednostki). Jeśli znajdzie się sprzęt nie oznaczony takim kodem lub nie mający się prawa znaleźć tam gdzie jest znaleziony, rozpoczynane jest dochodzenie - też znakomicie ukróca to wałki i korupcję. Rosja zamiast ścigać się z USA w jakiś fikuśnych F-35, LCS i lotniskowcach, kierowanych pociskach karabinowych itp. HiTec badziewia, inwestowała w łączność, logistykę. systemy rozpoznawania, walki elektronicznej, modernizację sprzętu tam gdzie to było celowe, kluczowe nowe projekty dla działań asymetrycznych a nawet w infrastrukturę socjalną i mieszkaniową dla żołnierzy, dlatego mimo niewiele większego od polskiego budżetu obronnego ma nieporównywalnie mocniejszą armię. Powinniśmy się tego od Rosji uczyć a Szojgu pewnie zostanie kolejnym po Putinie prezydentem.

Olo100
sobota, 9 grudnia 2017, 22:37

Piekna laurka. Tylko skad kasa?

Polanski
sobota, 9 grudnia 2017, 22:30

Warto to pamiętać, że Rosja zbankrutowała zbrojąc się ponad stan. Dodatkowo jest uboższa o byłe demoludy i dlatego cieszymy się z tych ich zbrojeń. Na dużo nie wystarczy, a zbraknie na badania i rozwój.

gts
sobota, 9 grudnia 2017, 22:12

Mozna sie smiac, ale to prawda. Niestety u nich brak pieniedzy ale je rozsadnie wydaja, a u nas brak pieniedzy, a te co mamy przepuszczamy i trwonimy jak sie da na bzdury typu drogi, pomniki, wystawy, marsze i sluzbe emerytow w sejmie.

gosc
niedziela, 10 grudnia 2017, 22:19

w druga strone taka sama droga.

M
niedziela, 10 grudnia 2017, 11:30

Warto przypomnieć przy tej okazji dwie kampanie czarnomorskie - z pierwszej i drugiej wojny światowej - spektakularne klęski Floty Czerwonej nie dały zbyt wiele do myślenia rosyjskim oficjelom. Natomiast w przypadku ewentualnego konfliktu, nie dość, że najnowocześniejsza cześć floty pozostanie zamknięta na morzu bez znaczenia, to jeszcze w odległości nie większej jak 25 min lotu F-16 z baz w Rumuni, Bułgarii, Turcji czy zapewnie niedługo - Ukrainy.

Zaklinanie rzeczywistości nic nie pomoże
niedziela, 10 grudnia 2017, 16:50

Zapomniałeś dodać że pod osłoną własnego lotnictwa, rakiet balistycznych i manewrujacych i opl z Krymu. To morze bez znaczenia chyba takie nie jest skoro USA dość często tam zagląda i chciało wykopać ruskich z bazy w Krymie.

zyg
niedziela, 10 grudnia 2017, 14:24

OP floty czarnomorskiej podczas 2 w.s. odniosły niejakie "sukcesy" zatapiając szereg neutralnych statków płynących bez ochrony. Do najbardziej znanych należy zatopienie dwóch statków z uchodzcami żydowskimi z Rumunii nie tylko pod flagami neutralnymi lecz również flagą Czerwonego Krzyża. W drugim przypadku Rosjanie z wynurzenia zatopili szalupy ratunkowe z uchodzcami. (w meldunku napisali że znajdowali się w nich "uzbrojeni żołnierze")

bb
niedziela, 10 grudnia 2017, 13:35

Podobnie ta Bałtycka - całe morze obstawione rakietami, czy to Skandynawia czy to nawet Polska.

mon
niedziela, 10 grudnia 2017, 11:04

Przecież marynarka nie jest od pływania....

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama