Renesans małych głowic atomowych [ANALIZA]

8 sierpnia 2017, 16:33
Wyrzutnia Davy Crockett uzbrojona w najmniejsze amerykańskie głowice jądrowe W54 o mocy od 10 do 20 ton TNT. Broń tego typu wycofano ze służby w latach 70. XX wieku. Fot. US government DOD and/or DOE photograph - Chuck Hansen
Start rakiety balistycznej Minuteman III. Czy rakiety tego typu otrzymają nowe głowice małej mocy?. Fot. Boeing
Testowy zrzut bomby atomowej B61 Mod.12 z myśliwca F-15E. Fot. National Nuclear Security Administration
Obawy Pentagonu budzi rozbudowa północnokoreańskiego arsenału rakietowego i jądrowego. Fot. północnokoreańskie media
Start pocisku AGM-86 ALCM spod bombowca B-52H. Fot. Staff Sgt. Roidan Carlson/U.S. Air Force
Potencjalnymi nosicielami taktycznej broni jądrowej mogą być też myśliwce F-35C marynarki wojennej. Fot. Mass Communication Specialist 2nd Class Kris R. Lindstrom/U.S. Navy

Amerykańskie Siły Powietrzne będą stawiać w przyszłości na rozwój broni atomowej o małej mocy - powiedział w Waszyngtonie cytowany przez portal Defense One Gen. Paul Selva, wiceszef kolegium połączonych szefów sztabów USA. Stany Zjednoczone będą więc dążyły do budowy głowic o jeszcze mniejszej mocy niż te posiadane obecnie. Broń ma pozwolić na skuteczniejsze odstraszanie reżimów dysponujących niewielkim potencjałem jądrowym, takich jak Korea Północna, jak i Rosji. 

US Air Force bez adekwatnych środków odpowiedzi w razie ataku Korei Północnej

Gen. Paul Selva, wiceszef kolegium połączonych szefów sztabów USA przemawiając w Instytucie Mitchella w Waszyngtonie zwrócił uwagę, że zasada wzajemnie gwarantowanego zniszczenia, która działała na Związek Radziecki w czasach zimnej wojny nie działa w odniesieniu do małych reżimów uzbrojonych w niewielki arsenał jądrowy. W związku z tym, w przypadku ataku atomowego ze strony kraju takiego jak Korea Północna, Stany Zjednoczone nie dysponują adekwatnymi (proporcjonalnymi) środkami odpowiedzi.

Jak podkreślił generał US Air Force nie są nimi ani pociski konwencjonalne, ani broń jądrowa dużej mocy, taka jak przenoszone przez rakiety balistyczne Minuteman III głowice jądrowe W78 lub W87 o mocy ponad 300 kt czy pociski ALCM uzbrojone w 200 kilotonową głowicę termojądrową. W przypadku obecnie posiadanego przez siły powietrzne uzbrojenia strategicznego moc eksplozji jądrowej powoduje zbyt duże straty uboczne wśród ludności cywilnej, co może utrudnić decyzję prezydenta o ataku. 

Minuteman III
Minuteman III, fot. Boeing

W związku z tym US Air Force chcą uzupełnić arsenał o broń jądrową o niższej mocy wybuchu pozwalając na użycie głowic o mocy eksplozji poniżej 20 kt., a więc mniejszych niż bomby użyte przeciw Hiroszimie i Nagasaki. Program budowy takich głowic miałby zostać przy tym włączony do planowanego, wartego ok. 1 mld USD w okresie najbliższych 15 lat, programu modernizacji amerykańskiej strategicznej broni jądrowej, która będzie pozostawać w dyspozycji sił powietrznych.

Chodzi tu o nową rakietę balistyczną Ground Based Strategic Deterrent (GBSD), która ma zastąpić pociski Minuteman III oraz bombowiec strategiczny B-21 Raider i przenoszoną przez niego nowej generacji strategiczną rakietę manewrującą Long-Range Standoff (LRSO) uzbrojoną w zmodyfikowaną głowice atomową W-80. Generał Selva zaznaczył jednak, że nie podjęto jeszcze ostatecznej decyzji, co do budowy małych głowic dla broni strategicznej. 

Czytaj teżBroń ostateczna NATO. Zapaść, czy modernizacja?

Problemy ograniczonego użycia broni jądrowej

Problem z tego typu systemami może być jednak ten sam, który doprowadził do zatrzymania projektu uzbrojenia międzykontynentalnych rakiet balistycznych w głowice konwencjonalne w ramach inicjatywy Prompt Global Strike (PGS). Istnieje ryzyko, że wystrzelenie ICBM z głowicą konwencjonalną lub małym ładunkiem jądrowym przeciw np. Korei Północnej może zostać zinterpretowane przez Rosję lub Chiny jako początek ataku na ich terytorium, co mogłoby doprowadzić do wybuchu globalnej wojny. 

Wyrzutnia Davy Crockett uzbrojona w najmniejsze amerykańskie głowice jądrowe W54 o mocy od 10 do 20 ton TNT. Broń tego typu wycofano ze służby w latach 70. XX wieku. Fot. US government DOD and/or DOE photograph - Chuck Hansen

Warto przypomnieć, że plany budowy małych głowic atomowych oznaczają przy tym częściowy renesans idei, która pojawiła się jeszcze za czasów prezydenta George'a W. Busha i początku tzw. wojny z terroryzmem. Wtedy amerykanie zakładali opracowanie głowic jądrowych małej mocy, które mogłyby zostać użyte do zwalczania terrorystów, a także do uderzeń na instalacje związane z bronią masowego rażenia w krajach wchodzących w skład tzw. "osi zła" (rządzony przez Saddama Husseina Irak, Iran oraz Korea Północna).

Ostatecznie jednak, także w obliczu protestów niektórych krajów sojuszniczych, Amerykanie postawili wtedy na opracowanie potężnych ładunków konwencjonalnych, a więc potężnej bomby paliwowo-powietrznej GBU-43/B MOAB (Massive Ordnance Air Blast) nazywanej nieoficjalnie Mother of all Bombs, czyli Matką Wszystkich Bomb o sile wybuchu ok. 11 ton TNT, a także ważącej 13,6 tony i przeznaczonej do niszczenia ukrytych głęboko pod ziemią bunkrów bomby GBU-57 Massive Ordnance Penetrator (MOP), która stanowi uzbrojenie bombowców B-2. 

Czytaj też: Matka wszystkich bomb przeciwko wrogom USA. "Szok i przerażenie" [ANALIZA]

Obawy Pentagonu budzi rozbudowa północnokoreańskiego arsenału rakietowego i jądrowego. Fot. północnokoreańskie media

Obecnie jednak sytuacja jest inna niż w pierwszych latach wojny z terroryzmem. Korea Północna przeprowadziła pięć testów jądrowych udowadniając, że potrafi budować własne głowice atomowe, a do tego z sukcesami testuje rakiety balistyczne o zasięgu międzykontynentalnym zdolne uderzyć w terytorium USA.

Czytaj też: Międzykontynentalny arsenał Korei Północnej. "Realne zagrożenie" [ANALIZA]

NATO - Rosja: Taktyczna dysproporcja

Należy zwrócić przy tym uwagę, że po aneksji Krymu i wybuchu wojny na wschodzie Ukrainy ponownie za poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych postrzegana jest Rosja. A kraj ten obok podlegającej traktatowym ograniczeniom broni strategicznej dysponuje także sporym (ok. 2000 lub więcej głowic), stale modernizowanym arsenałem ładunków taktycznych niepodlegających kontroli. W skład tej broni wchodzi wiele ładunków o niewielkiej mocy wybuchu.

Rosjanie prowadzili przy tym ćwiczenia zakładające użycie tej broni przeciwko krajom rejonu Europy Środkowo-Wschodniej i Skandynawii. Podczas konferencji GLOBSEC 2017 w Bratysławie rosyjski parlamentarzysta Wiaczesław Nikonow (wnuk szefa stalinowskiej dyplomacji Wiaczesława Mołotowa) stwierdził z kolei, że wojsko rosyjskie jest przygotowane na użycie broni jądrowej małej mocy w razie pojawienia się sił NATO lub USA na Krymie i Wschodniej Ukrainie. 

Czytaj też: Rosyjska taktyczna broń jądrowa – straszak czy realne zagrożenie dla Europy?

Przy tym o ile w broni jądrowej dużej mocy istnieje względna równowaga między USA, a Rosją to tego samego nie można powiedzieć o ładunkach taktycznych. Amerykanie wycofali w latach 90. XX wieku ze służby wiele systemów uzbrojenia, w tym np. miny jądrowe, pociski Davy Crockett, pociski artyleryjskie czy też bomby jądrowe używane przez US Navy, jak i rakiety taktyczne Lance, zastąpione przez ATACMS dysponujące wyłącznie głowicami konwencjonalnymi. Jedyną bronią tej klasy pozostały więc lotnicze bomby jądrowe B-61, które w wersjach dla lotnictwa taktycznego Mod. 3,4,10 oraz 11 dysponują regulowaną mocą wybuchu od 0,3 kt do 170 kt.

B61 test
Fot. National Nuclear Security Administration.

Obecnie USA prowadzą program modernizacji tej broni, którego efektem jest powstanie jedynego typu amerykańskiego uzbrojenia jądrowego o względnie małej mocy wybuchu. Jest to kierowana bomba atomowa B61 Mod.12, której powstanie ok. 400 sztuk. Do celów taktycznych bomby będą dysponować regulowaną mocą 0,3, 5 lub 10 kt, lub 50 kt (w tym wypadku przede wszystkim do użycia przez lotnictwo strategiczne). Nosicielami nowej broni będą przede wszystkim myśliwce 5. generacji F-35, a także bombowce strategiczne B-2 i B-21 oraz samoloty taktyczne NATO: F-15E, F-16 i Tornado IDS.

Czytaj też: Debiut F-16 z kierowaną bombą atomową

Arsenał jądrowy USA, a współczesne wyzwania

Pozyskanie przez USA kolejnych systemów do przenoszenia głowic jądrowych małej mocy jest wskazane. Związane jest to z koniecznością zapewnienia siłom zbrojnym supermocarstwa możliwości przeprowadzania adekwatnych uderzeń przeciwko reżimom posiadającym broń jądrową. Obecnie główna uwaga świata skupia się na Korei Północnej, ale w niedalekiej przyszłości bronią atomową i rakietami balistycznymi dalekiego zasięgu może dysponować też Iran.

Nie wiadomo też jakie nastawienie wobec Zachodu i USA będą mieć w perspektywie kilkunastu lat władze Pakistanu, który już dziś jest mocarstwem atomowym czy Arabii Saudyjskiej posiadającej chińskie rakiety balistyczne pośredniego zasięgu, a być może także dostęp do pakistańskich głowic jądrowych. 

F-35C
Potencjalnymi nosicielami taktycznej broni jądrowej mogą być też myśliwce F-35C marynarki wojennej. Fot. Mass Communication Specialist 2nd Class Kris R. Lindstrom/U.S. Navy

Z drugiej strony Amerykanie muszą też móc odpowiedzieć na bardziej "zimnowojenne" zagrożenia, które stwarza rosyjska ekspansja na obszarze postradzieckim oraz działania Chin na Morzu Południowochińskim. Nie ma też przy tym wątpliwości, że oba te kraje dysponują arsenałem broni jądrowej przeznaczonej do użycia na polu walki. W przypadku Moskwy uzbrojenie tego typu jest wręcz podstawą strategii działania w razie wybuchu konfliktu w Europie. W związku z tym niewielki, liczący zaledwie ok. 200 taktycznych bomb jądrowych arsenał rozmieszczony przez USA w Europie należy uznać za niewystarczający.

Wzmocnić go może wspomniany projekt uzbrojenia w broń jądrową małej mocy sił strategicznych US Air Force, a także inne, nowe systemy.W tym kontekście można by przede wszystkim wspomnieć o przywróceniu taktycznej broni jądrowej do uzbrojenia US Navy. Obecnie, od czasu wycofania taktycznych bomb atomowych przenoszonych przez lotnictwo pokładowe na lotniskowcach, a następnie w czasie drugiej kadencji Baracka Obamy także rakiet manewrujących BGM-109A Tomahawk Land Attack Missile – Nuclear (TLAM-N), nie posiada już ona na wyposażeniu takiej broni. Waszyngton wycofał już wcześniej wszystkie lądowe środki przenoszenia taktycznej broni jądrowej (np. wspomniane Lance), choć Rosja cały czas utrzymywała w służbie rakiety systemu Toczka, a obecnie dołączyły do nich znacznie groźniejsze Iskandery.

Otwarcie w USA dyskusji nad małymi głowicami atomowymi jest kolejnym dowodem na kończenie się za Oceanem okresu, kiedy broń jądrową postrzegano głównie jako przeżytek zimnej wojny. Należy więc przewidywać, że Stany Zjednoczone będą dalej modernizować swój arsenał jądrowy i dostosowywać go do wymogów współczesności, tak by skutecznie chronić interesy swoje i swoich sojuszników zarówno w Europie, jak i w Azji oraz na Bliskim Wschodzie.

Czytaj też: Koniec iluzji świata bez broni jądrowej. "Trwa modernizacja arsenałów"

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 37
Reklama
Andrettoni
wtorek, 22 stycznia 2019, 23:21

Pomysł użycia taktycznych ładunków jądrowych małej mocy nie ma sensu. Po pierwsze zmniejszy to bezpośrednie działanie, ale nie skażenie terenu i działanie długotrwałe. W Europie nie ma terenów odludnych, których skażenie by nikomu nie zaszkodziło. Po drugie mały ładunek ułatwi podjęcie decyzji o jego użyciu, ale nie skutki polityczne i społeczne. Naprawdę uważacie, że jeśli jakiś kraj zaatakuje Polskę bronią jądrowa małej mocy to zostanie to bez konsekwencji? W tym momencie moralnie uzasadnione będzie zastosowanie adekwatnej odpowiedzi w postaci innej broni - chemicznej lub biologicznej. Nawet gdyby rząd podpisał pokój, to powstaną organizacje terrorystyczne, które za to odpłacą i będzie to moralnie całkowicie uzasadnione.

no i tyle
środa, 9 sierpnia 2017, 12:08

Te głowice małej mocy są przewidywane do użycia na terenie Europy środkowej w przypadku ograniczonego konfliktu NATO Rosja. Co zresztą pośrednio wynika z tekstu, ale bezpośrednio się nie mówi o tym. Zależnie od rozwoju wypadków, strona przegrywająca konflikt konwencjonalny zacznie używać małych bomb atomowych w celu skłonienia strony drugiej do zawieszenia broni. Najbardziej prawdopodobnym obszarem takich uderzeń będzie terytorium Polski, szczególnie linia Wisły. Na polskich forach internetowych pojawiła się bardzo agresywna propaganda ( w wykonaniu co jasne spontanicznych internautów ) pod hasłem "rusa bić, bić, bić, ruszajmy na Moskwę" dopiero po tym gdy została ukończona autostrada łącząca Warszawę z niemiecką granicą. Przypadek??? Mądremu starczy.

Geoffrey
środa, 9 sierpnia 2017, 15:03

Agresywna propaganda pojawiła się po tym, jak kupiłem w sklepie dwa bochenki chleba. Przypadek ? :) A może jest bardziej logiczna przyczyna? Może po zajęciu Krymu i rozpętaniu przez Rosję wojny na Donbasie, ludzie w Polsce uświadomili sobie, że nie są tak bezpieczni, jak dotąd uważali?

Whiro
środa, 9 sierpnia 2017, 14:38

Pierwsze słyszę o jakimś naganianiu na Rosję po wybudowaniu jakiejś tam autostrady. Rosji wielu nie lubi po przeczytaniu książek do historii. Niektórzy ich nie czytali, nie szkodzi I'm też że Rosja mierzy w ich domy z rakiet. Wolna wola.

detox
środa, 9 sierpnia 2017, 14:31

Boziu kochany! Kolejny zwolennik teorii spiskowych. Wiadomo, że nasze położenie geograficzne jest takie, że wszystkie konflikty miedzy Wschodem a Zachodem rozstrzygały się na naszych ziemiach. Dokąd byliśmy regionalną potęgą, to mieliśmy szanse zabezpieczyć jakoś swoją państwowość. Od kiedy własnymi nieprzemyślanymi działaniami dopuścilismy do utraty niepodległości, KAŻDY konflikt między Wschodem a Zachodem rozgrywał się i rozegra się na linii Wisły. Bez względu na to, czy będziemy mieli swoją państwowość, czy nie. Albo, czy będziemy w NATO, czy jakimś "Układzie Warszawskim". W każdym przypadku przez nasze ziemie przebiegać będzie linia frontu, w którą wycelowano z jednej i drugiej strony wszystko, co najnowocześniejsze. Jest to oczywiste dla każdego, choć trochę zainteresowanego tematyką wojskiem i polityką. Toteż różne nawoływania na forach internetowych (ostatnio modne jest "na Berlin!", a nie "na Moskwę!") mogą zachwycić tylko ludzi z niskim IQ. A dla Polski, doprawdy, nie ma znaczenia, czy na jej terytorium wybuchnie 200, czy 2000 głowic atomowych.

Carl Von Clausewitz
środa, 9 sierpnia 2017, 13:46

Zmień płytę, straszenie Zachodu terrorem jądrowym przestało działać po optymistycznych doświadczeniach z Czarnobyla.

Polanski
wtorek, 8 sierpnia 2017, 23:12

Ciekawe jakie najmniejsze można zrobić? Pewnie są jakieś ograniczenia fizyczne. Zapewne z 500 takich 0,5 kT zapewniło by bezpieczeństwo. Gorzej z systemem przenoszenia.

nikt ważny
środa, 9 sierpnia 2017, 13:08

Tłumi się moc nominalną do zadanej wartości.

Davien
środa, 9 sierpnia 2017, 09:50

Na zdjęciu w tym artykule masz głowice o mocy 0,01-0,02kT wiec da sie zrobic małe ładunki.

Kiks
środa, 9 sierpnia 2017, 01:42

Ograniczeniem jest minimalna ilość materiału potrzebnego do soczewkowania energii wybuchu niezbędnego do ściśnięcia materiału roszczepialnego. Petardami tego nie zrobisz.

misiek o
środa, 9 sierpnia 2017, 11:26

co do miiaturyzacji głowicy , to ograniczeniem zawsze będzie masa krytyczna. Do pewnego stopnia można to "oszukać" kompresyjąc- zagęszczając mat. rozczepialny, przy pomocy implozji sferycznej, o otoczeniu wyszukanych reflektorów. Tu jest kilka problemów: sprawność mat. wybuchowego, kształt soczewek, modelowanie fali uderzeniowej, i zapewne kilka innych, o których nie wiemy. Konstrukcja głowic, jest ściśle tajna, praktycznie w necie nie ma o tym żadnych dokładniejszych informacji, a zwłaszcza zdjęć. Temat zasadniczo ciekawy, ale nie ma skąd brać informacji.

edi
wtorek, 8 sierpnia 2017, 21:59

To jest wiadomość dla tych co nie chcą Tomków na naszych nowych OP. Taka głowica na Tomku spokjnie odstraszy agresora z większym potencjałem atomowym.

MK
środa, 9 sierpnia 2017, 13:05

na jakich naszych nowych OP przepraszam?

krzys
środa, 9 sierpnia 2017, 10:50

Jak to fajnie się zza peceta pisze o atomówkach zapewniających bezpieczeństwo, szczególnie takich którymi możemy "taktycznie" uderzyć w Rosję czy Chiny :)) Chiny dzisiaj jeszcze mogą nie odpowiedzieć (w zasadzie tylko balistycznymi), Rosja odpowie i to bardzo szybko, ze sporym prawdopodobieństwem może to uczynić nie bezpośrednio w USA, a w któregoś jego satelitów (np nas?). A niestety, pewnie ma arsenał wystarczający do "zaorania" całego globu, nie tylko USA i jego sojuszników. Obawiam się też, że nawet systemy antyrakietowe mogą być "problematyczne" przy ładunkach serwowanych z łodzi podwodnych. Tu niejako gwarancją braku użycia atomu zawsze było to, że druga strona odpowie tym samym. Więc czy przeciw Rosji będzie użyty ładunek 1kt czy 1Mt, to chyba już bez różnicy. Można sie zastanawiać nad ewentualnym użyciem atomu wobec słabszych, w zasadzie tylko do "zdyscyplinowania"/zdemokratyzowania niektórych państw - od strony etycznej, to czysty bandytyzm.

Whiro
wtorek, 8 sierpnia 2017, 21:52

USA jak i NATO w Europie powinno mieć kilkaset sztuk taktycznych głowic jądrowych na wyrzutniach lądowych, o zasięgu 1-2 tys km. W tym momencie Rosja która od dawna sika na inf zastanowi się dziesięć razy zanim coś zrobi. I gadanie o tym że nas zaatakują jest gadaniem tego typu że usa zaatakuje koree płn za broń jądrową. Jakoś tego nie robi pomimo tego że I'm Korea grozi I że mają możliwość zniszczyć ich rakiety zaraz po starcie. Rosja nie będzie miała szans przechwycic wszystkich natowskiego pocisków dlatego prewencyjnie nie uderzy.

mo
środa, 9 sierpnia 2017, 12:49

a co zrobią Amerykanie ( i Polacy) jak Rosjanie zdetonują na np. mostach na Wiśle i Narwi w Kazuniu 30 km na północ od Warszawy 10 ktonowy ładunek jądrowy, albo rąbną w 5 tysięczne miasteczko we wschodniej Polsce. Czym odpowiedzą ... My oczywiście możemy (i powinniśmy) opracować plany ewentualnościowe ataku odwetowego JASMMami na ruskie reaktory: i te na odludziu i te blisko dużych miast. Nie po to by atakować - absolutnie, ale by ruscy wiedzieli że mamy takie plany. TYLKO WTEDY zastanowią się 2 razy czy atakować taktyczną bronią jądrową narwanych polaków.

Chicago
środa, 9 sierpnia 2017, 00:51

Przestan bredzic. NATO (w tym US ) jest co najmniej 10 do 1 bez glowic jadrowych. Rosjia nie ma planow i nie zaatakuje EU ! Jeszcze tacy durni to nie sa, predzej NATO by zaatakowalo pierw.

misiek o
czwartek, 10 sierpnia 2017, 19:24

sterowanie mocą w ramach jednej głowicy odbywa się najprawdopodobniej za pomocą rodzajów implozji. Mamy trzy możliwości: liniową, cylindryczną i sferyczna. W praktyce tylko cylindryczna (dwuwymiarowa) i sferyczna się nadają, na głowicach operacyjnych i taktycznych, są takie możliwości ich ustawiania. Co do miniaturyzacji, to tylko kompresja, do gęstości dającej możliwość "oszukania" masy krytycznej. To jest kwestia zaprojektowania materiału wybuchowego, soczewek, reflektorów, i innych wspomagaczy. Wszystko to jest tajne, i żadna wiedza, na ten temat nie jest możliwa. Zasadniczo, o szczegółach konstrukcyjnych jakichkolwiek głowic informacji nigdzie się nie znajdzie.

Tomek72
czwartek, 10 sierpnia 2017, 13:18

Każdy kraj NATO, który został zaatakowany bronią nuklearną jako pierwszy - POWINIEN MIEĆ PRAWO DO ODPOWIEDZI Nuklearnej w ramach NOWEGO - ROZSZERZONEGO NUCLEAR SHARING. Kraj atakujący CZŁONKA NATO - (niezależnie od tego jaką bronią), musi wiedzieć, że atakuje NATO a nie np Islandię, Luksemburg, Łotwę, Litwę, Czechy, Węgry, Polskę czy inny "mały, słaby militarnie" kraj. NATO powinno być SILNE swoją solidarnością - I EFEKTEM SKALI. Nie tylko w wydatkach na zbrojenia, ale i ich EFEKTYWNOŚCIĄ EKONOMICZNĄ i potencjałem połączonych gospodarek

lolo
sobota, 12 sierpnia 2017, 19:03

Macie ta bron atomowa jako marchewke za ktora mozecie gonic a prawda jest taka ze polscy politycy gdyby chcieli to mogli by wyposazyc WP w chemiczna bron masowego razenia ktora mozna by bylo zastosowac odwetowo, moglibysmy ja zrobic sami i juz dzis. Tylko prosciej jest gledzic o jakis mitycznych glowicach jadrowych.

Rah Warsz
czwartek, 10 sierpnia 2017, 23:07

Pełna racja, mało tego nie widzę problemu by wzorem Federacji Rosyjskiej dać sobie prawo do pierwszego uderzenia, o ile NATO uzna że jest zagrożony któryś z ich krajów członkowskich. Mówimy oczywiście o uderzeniu taktycznymi ładunkami jądrowymi. FR musi zdawać sobie sprawę że sięgnięcie po atom wobec członów NATO spowodują natychmiastową i 100% odpowiedź.

Carl Von Clausewitz
wtorek, 8 sierpnia 2017, 20:38

Lewacka propaganda w epoce Zimnej Wojny rozdmuchała skutki zanieczyszczenia bronią jądrową, aby przestraszyć zachodnie społeczeństwa i uczynić bardziej podatnymi na nuklearny terror Moskwy. Jednak Czarnobyl udowodnił, że skutki skażenia nie są ani tak bardzo groźne, ani tym bardziej tak bardzo długotrwałe jak wmawiała propaganda Kremla. Z tego powodu jak najbardziej realne jest użycie broni jądrowej w ograniczonym konflikcie lokalnym i tym samym jest całkowitą głupotą, że Polska honoruje bezwartościowe traktaty i nie pozyskała do tej pory 100 głowic jadrowych i środków ich "dystrybucji".

tak tylko na marginesie
środa, 9 sierpnia 2017, 11:27

@Carl Von Clausewitz Oczywiście, że "masz rację" choroba popromienna to wymysł "Lewackiej propagandy w epoce zimnej wojny" a problemy z chorobami (nowotwory) ogólnie ujmując tarczycy i przewodu pokarmowego w europie to taka zwykła ewolucja, a nie skutek awarii w Czarnobylu (awarii, a nie detonacji głowicy "A"). Powiem więcej detonacja takiej małej bomby atomowej jest bardzo zdrowa, wręcz zbawienna dla organizmów żywych, aż dziwi , że w celach terapeutycznych nie zapewnia się takich atrakcji. A tak na seria, wydawało mi się na lekcjach fizyki przekazują chociaż podstawowe informacje o promieniotwórczości czy innej radiacji, widać że mylę się.

Prosty Sołdatmen
środa, 9 sierpnia 2017, 03:49

Czarnobyl miał swoich bohaterów o których sie nie pamięta. Tam cudem sytuacja została opanowana, stopiony rdzeń nie dostał się do wód gruntowych, czy to jakiegoś zbiornika wodnego, ważne że gdyby do tego doszło byłaby katastrofa o wiele większa. Hiroszima i Nagasaki to nie propaganda Kremla, nikt by nie chciał, żeby takie stosunkowo słabe bomby wybuchły mu w stolicy czy w jakimkolwiek innym mieście, a to że 50, 70 lat po wybuchach nie widać skutków? A ile ludzi zachorowało w tym czasie na raka? Itp.? Są jakieś wiarygodne badania na ten temat? Pewnie są, ale pisanie że broni A nie ma się co bać jest bardzo delikatnie mówiąc idiotyczne....

inżynier
środa, 9 sierpnia 2017, 03:21

na początek wystarczą tomahawki na okrętach podwodnych oraz elektrownia atomowa. W razie potrzeby da nam to możliwość szybkiego rozwoju w tym kierunku. No i oczywiście przeciwrakietowe Patrioty.

Kiks
środa, 9 sierpnia 2017, 01:36

O czym ty bredzisz. W Czarnobylu nie było wybuchu jądrowego. Gdyby doszło do reakcji łańcuchowej całego materiału z reaktora, zniszczeniu by uległo 2/3 Europy. Wtedy dopiero miałbyś do czynienia z prawdziwym skażeniem. W Czarnobylu wiatr rozniósł tylko trochę pyłu.

tylko broń termojądrowa
wtorek, 8 sierpnia 2017, 21:53

Mam takie same zdanie Polska potrzebuje 100 głowic termojądrowych 250- 500 kt i środki do ich przenoszenia na odległość około 8 000- 10 000 km. Cała reszta wydatków na wojsko to marnowanie kasy i jest bez znaczenia w prawdziwej wojnie z Rosją, cz Niemcami, lub w przyszłości z Chinami (jak Chiny kupią Rosję). Każdy system antyrakietowy eliminują dwie głowice atomowe. Pierwsza neutronowa impulsem elektromagnetycznym oślepia system radarowy, druga fizycznie niszczy system antyrakietowy i po temacie. USA po ewentualnym ataku jądrowym Rosji na Polskę nie odpowie atakiem jądrowym na Rosję tego jestem pewny na 100% (zamrozi rosyjskie aktywa, wprowadzi super sankcje gospodarcze, ale Rosji nie zaatakuje).

PiotrEl
środa, 9 sierpnia 2017, 15:40

A czym odpowie Rosja? "Kontenerowcami" z 100 rakietami do 2000 km pływającymi wzdłuż wschodnich i zachodnich wybrzeży USA? I co wtedy? Zatopić w trakcie pokoju? To wojna i atak na bazy w Europie..... Zobaczymy jak sprawnie wyjdzie USA rozmieszczenie tego "badziewia" w Europie Zachodniej pod deklaracjach Rosji, że każdy kraj gdzie będą amerykańska "A" będzie celem dla broni "A" a tam gdzie nie będzie amerykańskiej "A" nie będzie zrzutu Rosyjskich "A". Nie wątpię, że wszystkie wylądują w "Prybałtyce", Polsce i pewnie Rumunii a może Ukraina w ramach "reform rynkowych" przygarnie...

Davien
czwartek, 10 sierpnia 2017, 00:48

Tia a USA zrobi jak w przypadku kryzysu kubańskiego ze każdy atak Rosji oznaczac będzie pełne uderzenie odwetowe i co wtedy zrobi Rosja??? A co do tych kontenerowców to jako jednostki pod banderą cywilna nie moga byc uzbrojone bo wtedy można je potraktowac jako pirackie więc spokojnie mozna je zatopic i tyle ci z tego przyjdzie wiec powodzenia w snuciu fantazji ale moze zapoznaj sie z tematem na drugi raz.

Tomek72
czwartek, 10 sierpnia 2017, 00:35

Historia UDOWODNIŁA, że Rosjanom się nie wierzy ... Zupełnie pomijając już fakt, że to właśnie Rosyjska doktryna pozwala użyć broni nuklearnej przeciwko krajom, które jej nie posiadają.

Prosty Sołdatmen
środa, 9 sierpnia 2017, 03:54

"Wiaczesław Nikonow (wnuk szefa stalinowskiej dyplomacji Wiaczesława Mołotowa) stwierdził z kolei, że wojsko rosyjskie jest przygotowane na użycie broni jądrowej małej mocy w razie pojawienia się sił NATO lub USA na Krymie i Wschodniej Ukrainie" No i to wiele wyjaśnia, m.i. to dlaczego USA co najwyżej rozważają jakieś dostawy rakiet ppanc. ale nie bardzo już mogą pomóc Ukrainie, a przecie w Budapeszcie podpisywały nienaruszalność granic Ukrainy :) Widzimy nie po raz pierwszy z resztą, że pałka militarna to jest główny argument w polityce i tylko taki działa na USA.

Extern
środa, 9 sierpnia 2017, 11:55

W memorandum Budapesztańskim USA, Rosja, GB podpisały że one nie naruszą suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy a nie że gwarantują nienaruszalność. Oznacza to że tylko Rosja złamała to memorandum a nie USA się nie wywiązało.

NN
środa, 9 sierpnia 2017, 11:20

Czytał Pan Memorandum Budapesztańskie? Zobowiązanie z Memorandum Budapesztańskiego dotyczy wyłącznie niedokonywania agresji na Ukrainę i niestosowania nacisku ekonomicznego. Sygnatariusze są zobowiązani do podjęcia działań w obronie Ukrainy tylko w przypadku użycia broni nuklearnej przez agresora.

Davien
środa, 9 sierpnia 2017, 09:49

I oczywiście Putin jest takim idiota że nie wie do czego doprowadzi uzycie broni jądrowej przeciwko USA lub NATO?? Weż się moze zapoznaj z doktryna jądrową NATO zanim znowu cos napiszesz

Carl Von Clausewitz
środa, 9 sierpnia 2017, 09:45

Od 70 lat ruska propaganda straszy Zachód, że jak będziemy się przed wami bronili i nie damy się zniewolić to nas zniszczycie bronią jądrową i na wieki zatrujecie naszą ziemię. Jesteśmy już uodpornieni na waszą propagandę, gdyż jesteście jak stary, chory i pijany niedźwiedź, który ledwo widzi, słania się na nogach, brak mu zębów, ale wciąż ryczy i szczerzy bezzębne działa. Jedyne co może zrobić to zatruć przeciwnika swoim cuchnącym oddechem. ;)

mobilis in mobili
środa, 9 sierpnia 2017, 22:52

Mikrogłowice nuklearne takie jak W-54 NIE WYKORZYSTUJĄ zjawiska tzw."skiśnięcia" (fizzle) materiału rozszczepialnego gdyż zaprojektowano je do taktycznego wykorzystania na polu walki-muszą powodować jak najmniejsze skażenie aby nie stanowić zagrożenia dla własnych wojsk.Przeprowadzono ćwiczenia z użyciem realnych pocisków "Davy Crockett" gdzie żołnierze wchodzili w rejon eksplozjii po kilkudziesięciu minutach i mijali hipocentrum w odleglości ok.100 metrów od zawietrznej strony.To było oczywiście ryzykowne ale w przypadku ładunku "znokautowanego" (99,9% izotopu stopionego bez wejścia w reakcję) stanowiłoby samobójstwo.Tak więc taka możliwość odpada... Jak naprawdę są zbudowane mikrogłowice prędko się nie dowiemy.Tajemnica okrywająca budowę broni nuklearnej jest pilnie strzeżona mimo że o tym czym jest reakcja rozszczepieniowa uczą się już dzieci w szkole.Dokładne schematy pierwszej bardzo prymitywnej bomby typu "Little Boy" opublikowano dopiero po 70 latach i dokonał tego hobbysta grzebiący w archiwach i zbierający relację od ludzi pracujących przy jej budowie.Wojskowi byli bardzo niezadowoleni,uznali że to wskazówka dla terrorystów... Można jedynie spekulować że w konstrukcjach typu W-54 zastosowano niezwykle efektywne ładunki kumulacyjne połączone z jakąś substancją silnie "ekscytującą" strumień neutronów.Teoretycznie pozwoliłoby to osiągnąć reakcję lawinowego rozszczepienia przy ledwo gramowych ilościach U-235 czy Pu-239.

mobilis in mobili
czwartek, 10 sierpnia 2017, 21:38

Opisując potencjalną budowę ładunku W-54 powinienem był napisać "użycie niezwykle efektywnych ładunków implozyjnych" a nie "kumulacyjnych".Te drugie byłyby sensowne przy próbie wywołania fuzjii nuklearnej bez dodatkowego zapalnika w postaci ładunku rozszczepialnego. Co do głowic o regulowanej sile wybuchu to możliwe jest rozwiązanie alternatywne do zmniejszania/zwiększania ilości materiału rozszczepialnego biorącego w reakcji.Jeśli np.mamy głowicę o mocy regulowanej w zakresie 5-80kt.TNT to może ona zawierać "bazowy" ładunek rozszczepialny o mocy 5kt. oraz dodatkowy zasobnik z gazowym trytem wstrzykiwanym do rdzenia ładunku.Regulując ilość wstrzykiwanego trytu możliwe jest zwiększanie mocy eksplozji do żądanego poziomu.Całkowite wyłączenie trytowego "boostera" daje eksplozję o mocy minimalnej.W każdym wypadku prawie cały materiał rozszczepialny zostaje zużyty i nie zapaskudza otoczenia.Taka głowica jest więc "czysta"...

Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama