Przerzut polskimi drogami wyzwaniem dla US Army. Kolizja z udziałem Abramsa podczas testu [ANALIZA]

1 marca 2017, 11:40
Fot. 51st Transportation Company/Facebook.
Fot. 2nd Lt. Connor Eulberg, 51st Comp. Truck Co., 18th Combat Sustainment Support Bn., 16th Sustainment Bde
Pojazdy M1070F HET, pozyskane od British Army. Fot. Capt. Alex Brubaker, 51st Transportation Company
Amerykański czołg M60 Patton przejeżdża wąską drogą podczas ćwiczeń Reforger w Niemczech. Widać wyraźnie, że manewry odbywają się poza obszarem poligonu. Fot. SSgt. Bomb Simmons/US Army.
Amerykański konwój, który sprawdzał zdolność przerzutu przez przesmyk Suwalski. Fot. 51st Transportation Company/Facebook.

Niedawna kolizja z udziałem pojazdu przewożącego czołg M1A2 Abrams ilustruje problemy, z jakimi boryka się US Army podczas działań w naszym regionie. Zdarzenie miało bowiem miejsce podczas próbnego przerzutu drogowego przez przesmyk suwalski, wziął w nim udział pojazd pozyskany niedawno od Wielkiej Brytanii.

Defence24.pl uzyskał obszerne wyjaśnienia dotyczące kolizji drogowej, do jakiej doszło w Mirosławcu z udziałem pojazdu przewożącego czołg M1A2 Abrams. Jak poinformował Defence24.pl major Mark Miller z US Army Europe, w incydencie wziął udział pojazd typu M1070F, wyleasingowany od Wielkiej Brytanii. Wozy tego typu zostały wdrożone do służby w US Army Europe w zeszłym roku, po podpisaniu stosownej umowy w sierpniu 2016 roku. – Nasi sojusznicy z NATO współpracują, aby zapewnić wyposażenie potrzebne do wykonania każdej kolejnej misji – podkreślił mjr. Miller.

Przedstawiciel US Army Europe potwierdził też, że do zdarzenia doszło w trakcie trwającego ćwiczenia „Proof of Concept”. Tego typu szkolenia mają na celu sprawdzenie właściwości dróg kołowego przerzutu ciężkiego sprzętu. Podobne przeprowadzono w ubiegłym roku między innymi w Bułgarii i Rumunii, również z udziałem pojazdów HET i czołgu/czołgów M1A2 Abrams. 

Tak, traktujemy każde, oddzielne zdarzenie poważnie, i dokładnie analizujemy przyczyny oraz sposoby unikania ich w przyszłości

Major Mark Miller, US Army Europe Public Affairs

Przerzut Abramsa, w trakcie którego doszło do zdarzenia, był więc elementem sprawdzenia dróg z myślą o prowadzeniu takich operacji na większą skalę. Należy zauważyć, że do niedawna w zasadzie nie brano pod uwagę konieczności szybkiego przemieszczenia dużych jednostek pancernych do naszego regionu, przez co Amerykanie dopiero zbierają odpowiednie doświadczenia. Warto przypomnieć, że dowódca US Army generał Ben Hodges przyznał w 2016 roku w wywiadzie dla Defense News, że w procesie pierwszego od lat przerzutu brygady pancernej z kontynentu amerykańskiego do USA mogą zostać popełnione „błędy wszystkich typów”.

Obecnie szkolenie „proof-of-concept”/”proof-of-principle”, prowadzone przez 16th Sustainment Brigade nadal trwa. Pomimo zdarzenia drogowego, dalsze działania, realizowane były z powodzeniem – w nocy z poniedziałku na wtorek miały miejsce na Łotwie, a we wtorek w Estonii. Wcześniej, na granicy polsko-litewskiej, Abrams został przerzucony z „brytyjskiego” pojazdu HET M1070F, na standardowy amerykański M1070. Obecnie ćwiczenie już się zakończyło, a jego celem było między innymi sprawdzenie możliwości przerzutu wojsk pancernych przez "przesmyk suwalski", czyli jedyne lądowe połączenie krajów bałtyckich z innymi państwami NATO (przez granicę polsko-litewską).

HET
Pojazdy M1070F HET, pozyskane od British Army. Fot. Capt. Alex Brubaker, 51st Transportation Company

Pojazdy M1070F wyróżniają się między innymi mocniejszym o 200 KM silnikiem. Ponadto, posiadają dwie dodatkowe osie, dzięki czemu – jak zaznaczają Amerykanie – mogą one łatwiej poruszać się po europejskich drogach nawet z bardzo ciężkim ładunkiem, bez naruszania ograniczeń masowych obowiązujących na kontynencie. Jak zaznaczył major Miller, w Europie są używane przede wszystkim do przewozu czołgów M1A2 SEP v2 Abrams.

M1070F dysponują jednak kierownicą z prawej strony, co utrudnia ich prowadzenie w europejskich warunkach. Z drugiej jednak strony, już wcześniej były one używane na kontynencie, właśnie przez Brytyjczyków. Stanowiły bowiem wyposażenie bazującego w Niemczech 16th Tank Transporter Squadron, który został rozformowany w 2014 roku. Nowo pozyskane pojazdy US Army Europe służyły więc prawdopodobnie właśnie w tej jednostce.

Major Miller zaznaczył, że na razie nie można spekulować na temat przyczyn zdarzenia. Zwrócił uwagę, że efekty dochodzenia zostaną uwzględnione w planowaniu, aby unikać podobnych zdarzeń w przyszłości. Podkreślił, że strona amerykańska bardzo docenia wsparcie z Polski.

Nie możemy spekulować odnośnie przyczyn wypadku do czasu zakończenia dochodzenia (które nadal trwa), ale chcemy aby Polacy wiedzieli jak bardzo doceniamy ich wsparcie, szanujemy ich i ich prawa. Przeprowadzimy pełne dochodzenie aby ocenić procedury i zapewnić, by nasz proces oceny ryzyka, nasze rozpoznanie dróg, i próby zapewniają, że kierowcy i załogi wiedzą o krytycznych węzłach (drogowych – red.) i unikają podobnych zdarzeń w przyszłości.

Major Mark Miller, US Army Europe Public Affairs

Amerykanie będą kontynuować prowadzenie operacji z wykorzystaniem pojazdów HET, gdyż są one bardzo istotne dla utrzymania zdolności przerzutu sił po Europie i stanowią demonstrację zobowiązań wobec sojuszników NATO. Major Miller zwraca uwagę na znaczenie zapewnienia jak najwyższego stopnia bezpieczeństwa.

Operacje HET w Polsce odgrywają krytyczną rolę dla naszej zdolności w utrzymaniu Swobody Przemieszczenia (wojsk – red.), a także demonstrują nasze zobowiązanie wobec Sojuszników NATO. Zapewniam, że bezpieczeństwo naszych żołnierzy i obywateli kraju przyjmującego jest dla nas sprawą najwyższej wagi, we wszystkich prowadzonych działaniach.

Major Mark Miller, US Army Europe Public Affairs

US Army Europe sprawdza możliwości pozyskania dalszych pojazdów typu HET, aby jeszcze bardziej poszerzyć posiadane zdolności w tym zakresie, umożliwiając tym samym w większym stopniu prowadzenie działań w ramach operacji Atlantic Resolve, czyli wsparcia krajów NATO w Europie Środkowo-Wschodniej. Obecnie trwa proces oceny możliwości finansowania i uzyskiwania ewentualnej zgody na wprowadzenie dalszych pojazdów HET. Jest to o tyle istotne, że na kontynencie, wraz z zestawem Army Prepositioned Stock znajdzie się sprzęt dla łącznie dwóch brygad pancernych i jednostek szczebla dywizji, co wymaga odpowiedniego zabezpieczenia transportowego.

Przerzut wojsk, w tym również drogami publicznymi, jest bardzo istotną częścią każdej operacji, a zwłaszcza tych realizowanych w układzie sojuszniczym. Do niedawna tego typu działania, z udziałem „ciężkich” jednostek US Army nie były na terenie Polski prowadzone w ogóle, bądź w bardzo ograniczonym zakresie. Dlatego obecnie trwa proces zbierania doświadczeń – zarówno po stronie wojsk amerykańskich, jak i pododdziałów krajów przyjmujących (np. Żandarmerii Wojskowej czy regulacji ruchu). Oczywiście istnieją już procedury, realizowane są szkolenia (w tym specjalne kursy dla amerykańskich kierowców, dotyczące przepisów drogowych na kontynencie w ogóle i wykorzystania "brytyjskiego" pojazdu HET na kontynentalnych drogach), ale nie zastąpią one doświadczeń z prawdziwych działań.

Pojazdy HET są często traktowane jako ponadnormatywne, co wymaga szczególnej ostrożności tak od kierowców jak i eskorty. Przed przejazdem kolumny konieczne jest rozpoznanie infrastruktury, np. wysokości mostów. Nie jest też tajemnicą, że znaczna część polskich dróg (w tym krajowych) jest w ograniczonym stopniu przystosowana do przejazdu pojazdów podobnej wielkości, szczególnie tam gdzie droga prowadzi tzw. starym śladem (np. przez miejscowości), do tego dochodzą specyficzne warunki lokalne – np. gęsta zabudowa. Jak wspomniano, amerykańscy kierowcy przechodzą specjalne szkolenia, ale doświadczenia z realnych działań w Polsce czy na Litwie są obecnie ograniczone.

HET
Fot. 51st Transportation Company/Facebook.

Nie oznacza to jednak, że należy „uciekać” od przemieszczania ciężkich pojazdów drogami publicznymi i stawiać np. wyłącznie na sieć kolejową. W sytuacji realnego niebezpieczeństwa konieczne będzie bowiem zapewnienie maksymalnej swobody przerzutu sił, tak aby móc w krótkim czasie wzmocnić najbardziej zagrożone obszary. Dlatego podobne ćwiczenia muszą być (i będą) realizowane również na drogach publicznych.

W czasach Zimnej Wojny, na przykład w trakcie ćwiczeń REFORGER (REturn of FORces to GERMany), często sprawdzano zdolność przerzutu drogowego amerykańskich jednostek. W niektórych wypadkach czołgi poruszały się po drogach – zarówno po autostradach, jak i po wąskich drogach w miejscowościach (oczywiście z zachowaniem zasad bezpieczeństwa, z wyłączeniem poszczególnych odcinków dróg włącznie). Wtedy uznawano to za konieczność z punktu widzenia zapewnienia zdolności obronnych – i podobna sytuacja ma miejsce obecnie.

Reforger
Amerykański czołg M60 Patton przejeżdża wąską drogą podczas ćwiczeń Reforger w Niemczech. Widać wyraźnie, że manewry odbywają się poza obszarem poligonu. Fot. SSgt. Bomb Simmons/US Army.

Przerzut wojsk drogami publicznymi wymaga zachowania najwyższej ostrożności, ale jest jednocześnie krytycznym i podstawowym elementem prowadzenia operacji, zwłaszcza w układzie sojuszniczym. Pojawienie się na polskich drogach „nowych” amerykańskich kolumn, w tym ciężkich pojazdów jak HET stanowi pewne wyzwanie, ale jest ono nieodłączną częścią procesu wzmacniania systemu obronnego.

Obecnie zarówno Wojsko Polskie jak i Siły Zbrojne USA dopiero budują w pełni funkcjonalny i skuteczny system przerzutu sił sojuszniczych. Dowodem na to jest choćby samo wprowadzenie pojazdów M1070F do US Army w Europie, co miało miejsce dopiero w drugiej połowie 2016 roku, już po ćwiczeniach Anakonda - a więc całkiem niedawno. Warto zwrócić uwagę, że z niedostatkami w tym zakresie borykają się też np. Niemcy (z uwagi na niedostateczną liczbę sprzętu, ale też zbyt ostre regulacje), a wraz z ustawą budżetową na 2017 rok Bundestag zlecił ministerstwu obrony podjęcie kroków w celu usprawnienia przemieszczenia wojsk, z uwagi na zmiany w środowisku bezpieczeństwa.

Omawiana sytuacja pokazuje też znaczenie często „zapominanych” jednostek logistycznych, Żandarmerii Wojskowej, czy służby regulacji ruchu. Są one jednak tak samo ważną częścią sił zbrojnych (krajowych i sojuszniczych), jak pododdziały bojowe – pancerne, zmechanizowane i artylerii. Tylko spójny system, pozwalający na wczesne rozpoznanie zagrożeń, dysponowanie samymi zdolnościami bojowymi jak i możliwością ich użycia w odpowiednim czasie i miejscu zapewni właściwy poziom bezpieczeństwa dla Polski, jak i innych krajów wschodniej flanki NATO.

Do kolizji z udziałem pojazdu HET przewożącego Abramsa doszło w ubiegły czwartek, 23 lutego. Był on częścią eskortowanej przez Żandarmerię Wojskową kolumny pojazdów amerykańskich wojsk lądowych, która poruszała się drogą krajową nr 10. Podczas wymijania doszło do zaczepienia elementów zestawu o jeden z samochodów ciężarowych jadących z naprzeciwka, w zdarzeniu wzięły udział też dwa inne pojazdy. Nikt nie odniósł obrażeń.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 34
Reklama
Raptorek
środa, 1 marca 2017, 16:04

Drogi to jest pikuś, kiedyś budowano u nas tak aby sprzęt NATO nie przeszedł a nasz UW jak najbardziej, stąd wszystkie średnie j małe mosty nośność maks 150 ton, a głównie 50-60 ton ( Czyli Abrams i leoś nie przejdą, T-72 i pochodne już tak) Podobna sprawa jest z wiaduktami 3.50 - 4.00 wysokości, sprzęt NATO nie przejdzie, nie tylko czołgi ale i ciężarówki czy transportery opancerzone, a niższy sprzęt UW się mieści, wsparcie NATO przejdzie tylko autostradami ( takie wąskie gardło łatwo zablokować) a Rosjanie , Białorusini przejdą każdą drogą i mieszczą się pod każdym wiaduktem, połowa ich sprzętu pływa a czołgi przechodzą po dnie rzeki ( szybciej i taniej niż sprzęt NATO, ktoś nadal liczy na wsparcie ? Niech amerykańska dywizja spróbuję przejść bocznymi drogami , do granicy z O.K. dotrze ile ? kompania ? batalion ? Jesteśmy bez wsparcia i Putinek o tym doskonale wie.

jarek
piątek, 3 marca 2017, 09:58

A masz jakieś konkretne dowody, że faktycznie tak budowano, czy to tylko domysły? A co do możliwości sprzętu zachodniego: to naprawdę nie ma większego znaczenia, jaka jest masa. Liczy się nacisk jednostkowy na grunt. Tam, gdzie przejedzie T72, przejedzie też Abrams. Jest on ponadto i tak niższy niż przeciętna ciężarówka, więc przejedzie pod 99% wiaduktów w Polsce. Pamiętaj o tym, że to są pojazdy przystosowane do jazdy w terenie. Nie muszą jeździć po drogach. W przypadku planowania działań większych oddziałów czołgów w płn-wsch Polsce, nie będzie miało większego znaczenia co to za czołgi. Jeśli gdzieś jakiś most (a raczej mostek) ma nośność poniżej 70 ton, stawia się przeprawę i tyle. A co do mostów to się mylisz. Mosty w ciągach dróg głównych, czyli krajowych i wojewódzkich, muszą mieść nośność ok 100 ton lub więcej. Inaczej nie byłby tam możliwy wjazd przeciętną ciężarówką, która może ważyć nawet 40 ton, a już dwa takie pojazdy jeden za drugim, mogłyby spowodować zawalenie się konstrukcji. Nośność zwłaszcza starszych konstrukcji raczej nie jest publicznie komunikowana, dla każdej armii to ważne informacje.

Afgan
czwartek, 2 marca 2017, 00:24

Słuszna uwaga. Zwracałem na to uwagę osobom, które tutaj pisały o tym że WP powinno mieć jak najcięższe i maksymalnie opancerzone pojazdy. Na przykład dyskusja na temat pływalności Borsuka. Otóż infrastruktura drogowa naszego kraju (szczególnie na wschodzie i na Pomorzu Zachodnim) oprócz głównych dróg przypomina bardziej byłe ZSRR niż Europę, a teren naszego kraju jest poprzecinany wieloma ciekami wodnymi i w wielu miejscach bagnisty. Mamy znacznie więcej terenów podmokłych (mokre łąki, bagna, torfowiska, rozlewiska itd.) niż jest tego na zachodzie Europy. Ciężkie i duże wojskowe pojazdy zachodnie zostały zaprojektowane głównie z myślą o zachodniej Europie, gdzie jest gęsta sieć autostrad i dróg szybkiego ruchu, oraz o pustyniach, gdzie praktycznie nie ma przeszkód terenowych. Czołgi rodziny "T" i pojazdy rodziny "BMP" w warunkach wschodnioeuropejskich (mokradła, lasy, kiepskie drogi) są znacznie bardziej mobilne niż ich zachodnie odpowiedniki, powiedzmy Abramsy, Chellengery, Leony czy Bradleye. Nie będę porównywał możliwości bojowych BMP-1 i na przykład brytyjskiego bwp Warrior, bo to jak porównanie "Poloneza" z BMW, ale z doświadczenia z czasów służby pamiętam jak to były manewry na poligonie w Drawsku w roku 2005 wspólnie z Anglikami i ich Warriory miały poważne problemy z poruszaniem się po pewnych obszarach poligonu w Drawsku, podczas gdy BWP-1 z mojej jednostki radziły sobie w tym terenie doskonale i mogły wjechać praktycznie wszędzie. Kto kiedykolwiek był na poligonie w Drawsku wie że oddaje on doskonale charakter polskiego terenu, mamy tam obszary lesiste, łąki, stepy i bagna, czyli taki przekrój Polski w miniaturze i ciężki zachodni sprzęt miał na prawdę poważne problemy z działaniem w niektórych rejonach, czego nie można powiedzieć o naszych BWP czy Goździkach ot choćby. W teorii zachodnie uzbrojenie wygląda wspaniale, ale w zderzeniu z brutalną rzeczywistością zaczynają się pewne schody, które dla dowódców bez doświadczenia mogą okazać się przykrą niespodzianką. Nie jestem zwolennikiem wyposażania WP w sprzęt rosyjski, jednak wdrażając nowe rozwiązania warto pamiętać o doświadczeniach o których pisze. Jednak ktoś kto nigdy nie był na poligonie i wiedzę wojskową wynosi tylko z wykładów i opracowań o tym nie wie, a niestety wojna weryfikuje takie błędy w sposób bardzo brutalny. Najlepszy przykład to niemieckie "niepokonane" Tygrysy i Pantery grzęznące na rosyjskich i białoruskich stepach podczas II wojny światowej. Nie popełniajmy znowu tego samego błędu.

fafik
środa, 1 marca 2017, 20:37

I to pokazuje, że pozbywanie się Twardych i T-72 nie jest sensowne. Do magazynów, zakonserwować i niech czekają.

miłośnik
czwartek, 2 marca 2017, 07:55

Sprzęt zachodni jest o kilkanaście procent cięższy i większy . Po sowiecki jest lżejszy i gabarytowo mniejszy - teoretycznie który szybciej się będzie samodzielnie poruszać w razie godziny " W ". Tkwimy w wielkości armii - a zwykłe bagno , most , rzeczka może rozłożyć postęp w prowadzeniu wojny . No i ta kierownica z prawej strony ?

pragmatyk
piątek, 3 marca 2017, 00:37

bo ruscy stawiali na szybkie natarcie- wojnę ofensywną, agresję, a NATO na obronę. ogólnie cięższy czołg jest lepszy. Natomiast w dziedzinie BWP-KTO proporcja jest inna; to ruscy mają lekkie czołgi bez armat do transportu piechoty.

Zdenek
czwartek, 2 marca 2017, 11:59

właśnie to jest ta różnica w doktrynie, dlatego między innymi sowieci postawili na czołgi średnie może i łatwiej je zniszczyć ale one miały to nadrabiać ilością za to zdecydowanie tempo ich przemarszu jest szybsze, dają radę na gorszych drogach i słabszych mostach po których zachodnie krowy nie przejadą.

JaSam
środa, 1 marca 2017, 15:06

ok...teraz widać jaką wysiłkiem logistycznym jest przerzut wojsk drogą . przy transporcie kolejowym ten problem by nie występował ..ale tory mamy mało które można zniszczyć i to w pierwszej kolejności konfliktu a dróg wiele ( i zawsze jakiś objazd się znajdzie ) ćwicząc na szosach nabiera się doświadczenia .....a teraz retoryczne pytanie w razie konfliktu ile tych środków bojowych trafiło by w rejon ześrodkowania ...30-40 % resztę zniszczone lub z innych przyczyn nie dotarłoby do rejonu..

Raptorek
środa, 1 marca 2017, 20:49

Objazdem nie przejadą mosty mają niską nośność a wiadukty niewielką wysokość, poza tym wąskie i kręte boczne drogi skutecznie zablokują wielgachny sprzęt NATO. No i jeszcze rzeczki, nieoznakowane lub źle oznakowane drogi, albo drogi których nie ma na GPS, a te co są w realu nie istnieją w całości.

menel13
czwartek, 2 marca 2017, 15:04

A jak WP radzi sobie z wożeniem Leopardów? Masa podobna do Abramsa.

ee
poniedziałek, 6 marca 2017, 00:53

Kolej albo Fauny.. koleją transport, który normalnie zająłby jakieś 3 godziny trwa 1,5 dnia ;-) Lawetą nieco krócej.

Raptorek
piątek, 3 marca 2017, 08:55

Ciągnik balastowy podobny do Man HX-81 wysokość 4.15 , sam zestaw ma 4.25 - 4.40 wys. więc pod większością wiaduktów nie przejdzie. Transport T-72 i pochodnych nie dość że 20 ton lżejszy to ma wysokość 3.60-4.00 .

ja
czwartek, 2 marca 2017, 20:09

normalnie na naczepie targają ciągnikiem balastowym

pio
czwartek, 2 marca 2017, 20:03

Widziałem taki transport, leo 2a4 jechał na kilkuosiowej naczepie ciągnionej przez ciągnik balastowy ;)

edi
środa, 1 marca 2017, 14:35

Przecież Brytyjczycy mają kierownicę z prawej strony.

Drzewica
środa, 1 marca 2017, 14:25

Jest jeden niezrozumiały element drogi amerykańskiego sprzętu na miejsce docelowe w Polsce, czyli droga przez niemieckie porty zamiast rozładunku w Szczecinie, Gdańsku albo Kołobrzegu. Czy to niemiecki monopol?

Wiesław Paleta
środa, 1 marca 2017, 17:03

Nie, jest to ćwiczenie przerzutu wojsk w razie "W", kiedy Bałtyk zostałby zaryglowany z OK.

Polanski
środa, 1 marca 2017, 14:22

Trzeba robić już S-10 na gwałt.

Pim
środa, 1 marca 2017, 14:13

To jest pytanie które rodzi się w mojej głowie i może ktoś mi na nie odpowie: Tworzymy OT na zasadzie sił wsparcia w sensie militarnym. Osobiście w to nie wierzę. W dzisiejszych czasach by zawodowe wojsko pokazało swoje możliwości musi być zapewniona maksymalna mobilność. Zawsze uważałem, że główny cel i sens istnienia OT to jest tworzenie przede wszystkim zaplecza logistycznego dla wojsk zawodowych. A więc zapewnienie drożności dróg, zabezpieczenie przejazdów, dziesiątki kierowców do obsługi kolumn transportowych, zabezpieczenie tych przejazdów, wspomaganie baz serwisowych (nie łudźmy się setki pojazdów, oznacza dziesiątki napraw, kolizji, strat itp..). Ktoś to będzie musiał robić. Przecież chyba żadna jednostka WP obecnie nie ma 100% stanu by na sygnał wyjechać z koszar. To powinno być sensem tych formacji, a nie guerilla po lasach a'la Ponury.

Ogniomistrz Asch
czwartek, 2 marca 2017, 12:47

Prosze wybaczyc szczerosc, ale najwyrazniej nie wie Pan o czym mowi. OT ma byc zapleczem opozniania przeciwnika w trakcie pierwszej fazy wojny. Maja atakowac znienacka i na sposob partyzancki. Blokowac przeprawy, oslaniac ewakuacje ludnosci etc. Sila OT jest jej znajomosc terenu, niezaleznosc od struktury logistycznej jednostek wojskowych. Po przejsciu frontu przechodza to pelno zakresowej walki partyzanckiej. Calosc zas pomaga w przeprowadzeniu do konca mobilizacji i ma za zadanie zadac przeciwnikowi mozliwie duzo strat i opoznienien. OT musi byc uzbrojone tak by moglo odpierac ataki z ziemii i powietrza. Musi byc stworzona infrastruktura lokalna dla OT. Od magazynow broni, zywnosci, zabezpieczenia eletronicznego, po kwatery. Jezeli Polska nie zdarzy z stworzeniem OT na taki wzor, nadchodzacy konfikt ze wschodem wymaze ja z mapy. OT nie moze byc w zaden sposob uzalezniona od jednostek wojskowych regularnej armii. Kazda inna wersja z praktycznego i taktycznego punktu widzenia, nie ma sensu.

SAS
środa, 1 marca 2017, 15:30

A słyszał pan o mobilizacji i rezerwie mobilizacyjnej? OT ma być lekkim wojskiem na miejscu i od zaraz, szczególnie w razie zaskoczenia. Nim się armia ogarnie najpewniej minie kilka ładnych dni.

Piotrek
środa, 1 marca 2017, 13:49

A gdyby tak pokusić się o wybudowanie wzdłuż drogi krajowej nr 22 ( łączącej przejście graniczne z Niemcami w Kostrzynie nad Odrą z przejściem granicznym w Grzechotkach - wjazdem do Obwodu Kaliningradzkiego ) pełnowymiarowej drogi ekspresowej ? Z Kostrzyna do Berlina jest tylko 80 km, a tam wpinamy się w europejską sieć autostrad, którymi to autostradami do Polski mogłyby w razie ( odpukać ) nagłej potrzeby przemieszczać się wojska sojusznicze. Po przekroczeniu granicy w Kostrzynie sojusznicze wojska przemieszczałyby się szeroką ekspresówką wytyczoną po możliwie najkrótszej linii prosto w kierunku tzw. Przesmyku Suwalskiego i dalej na Litwę i do pozostałych państw bałtyckich. Już przed wojną Niemcy dostrzegali znaczenie tej drogi łączącej ówcześnie Berlin z Królewcem i rozpoczęli budowę autostrady, nigdy nie ukończonej. Dziś, mając na względzie zmianę granic, zmodyfikowany przebieg ekspresówki ( nie z Berlina do Królewca, a do Przesmyku Suwalskiego i dalej na Litwę, Łotwę i Estonię ) odpowiadałby zmienionym wyzwaniom geopolityki przed jakimi staje Polska - udrażniając szlak potencjalnie najszybszego przerzutu sojuszniczych wojsk. Równoległym szlakiem jest kolej ( dawny Ostbahn, Pruska Kolej Wschodnia łącząca niegdyś Berlin z Królewcem ). Można by ten szlak reanimować, zmodernizować i zmodyfikować jego przebieg tak aby wiódł wprost z zachodniej Europy poprzez Berlin w kierunku Przesmyku Suwalskiego i dalej do państw bałtyckich, otwierając najszybszy z potencjalnie możliwych szlaków przerzutu wojsk. Tyle Polska dziś wydaje na drogi i koleje - czemu więc do serii wielkich projektów infrastrukturalnych nie dorzucić również i superporządnej drogi i kolei łączącej naszych sojuszników z NATO na zachodzie Europy z newralgicznym dla naszego bezpieczeństwa Przesmykiem Suwalskim i rejonem pogranicza polsko-rosyjskiego ? Inwestycje miałyby nie tylko kapitalne znaczenie dla podniesienia bezpieczeństwa Polski, ale jednocześnie spowodowałyby gospodarcze wzmocnienie bardzo licznych miast, gmin, powiatów i województw z których wiele należy dziś do regionów ekonomicznie zapomnianych, "wykluczonych". Upieklibyśmy więc dwie pieczenie na jednym ogniu - podnieślibyśmy poziom bezpieczeństwa Polski, a jednocześnie wzmocnilibyśmy gospodarczo cały szeroki pas w Polsce północnej.

Kamil
środa, 1 marca 2017, 13:16

O ile pamięć mnie nie myli to do końca lutego MON miało wydać oświadczenie ewentualnym zakupie 48-96 samolotów wielozadaniowych. Czas się skończył a informacji na ten temat jak nie było tak nie ma. Nie wiadomo nawet czy planuje kupić się używki i wyremontować czy nowe samoloty.

wieloletni_drogowiec_cyklista81
niedziela, 5 marca 2017, 16:38

Co tu dużo mówić. Tej zimy nie tylko zwykłych Polaków, lecz i firmy odśnieżające miasta, zaskoczył, uwaga: śnieg.

Białostoczczanin
środa, 1 marca 2017, 12:59

O ile pamiętam z lat 70 - transport wojskowy odbywał się tylko drogami kolejowymi . No cóż obecnie jest w modzie drogami lokalnymi . Ciekawe za ile wyjdą dziury w tych drogach i kto to pokryje ?

Marek
środa, 1 marca 2017, 15:04

O ile pamiętam w Berlinie jeszcze zachodnim, mimo tego, że w swojej strefie brytyjskie czołgi, co widziałem osobiście jeździły po ulicach miasta, problemu z dziurami w drogach nie było.

gaba
środa, 1 marca 2017, 14:32

Ok ,Bialostoczczanin.Jesli jednak w razie potrzeby nie dojada na czas to nie bedziesz moze sie juz o nic martwil .Oto takze kto zaplaci za szkody ...pozdrawiam

GRAS
środa, 1 marca 2017, 12:45

Przede wszystkim muszą wiedzieć ,że u nas w Polsce trzeba zwracać szczególną uwagę na innych kierujących ,którzy nie koniecznie poruszają się przepisowo. Pewnie najgorsze problemy mają z pokonaniem naszych rond.

dropik
środa, 1 marca 2017, 12:22

Problem jest już malutki bowiem wiekszość amerykańskiej brygady wyjechała do Bałtów i Rumunii oraz Bułgarii. Zostały niedobitki ;)

łuki
środa, 1 marca 2017, 12:06

Widzę, że Abramsy już przemalowane :)

rezerwista
czwartek, 2 marca 2017, 12:48

Nigdy nie komentuję, ale zrozumcie jedną rzecz. Nasi najwięksi "przyjaciele" Rosjanie i Niemcy powoli wymierają. Róbmy swoje: dzieci, dużo dzieci, pracujmy, rozwijajmy armię. Za kilkadziesiąt lat jak będę umierał, Polska będzie miała swoje 5 minut z uwagi na demografię, położenie, jednolitość etniczną oraz to, że polski żołnierz wart jest 5 niemieckich czy francuskich.

jarek
piątek, 3 marca 2017, 09:41

Jak na razie to z robieniem dzieci słabo nam wychodzi. A co do wartości żołnierzy - mamy oczywiście wielkie tradycje i potrafimy walczyć, ale sprawą niezaprzeczalną jest, że Niemcy mają w tej dziedzinie większe sukcesy. Warunki, w jakich musieli walczyć na wschodzie po 1944r. i na zachodzie od Normandii, załamałyby morale każdej innej armii, nie wyłączając polskiej.

fafik
środa, 1 marca 2017, 20:39

Pewnie zakłady Jelcza dałyby rady przerobić te pojazdy do ruchu prawostronnego.

andrzej.wesoly
czwartek, 2 marca 2017, 10:39

Wąskim gardłem z punktu widzenia logistyki NATO jest droga krajowa nr 16 na odcinku; Grudziądz - Iława - Olsztyn - Orzysz - Ełk - Augustów: wąska, kręta, w większości bez poboczy i pasów awaryjnych i bez obwodnic mijanych miejscowości. A ważna, bo na kierunku dostaw ze zlokalizowanych w północno-zachodniej cz.Polski miejsc dyslokacji jednostek i zaopatrzenia - naszych i natowskich.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama