Reklama
Reklama

Kownacki dla Defence24.pl: „Wyjaśniamy wątpliwości w sprawie ceny Patriotów. Nie zrezygnujemy z IBCS” [WYWIAD]

10 grudnia 2017, 11:51
Fot. Marta Rachwalska/Defence24.pl
Fot. Sekcja Wychowawcza 1. Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych
Fot. M.Dura
Fot. Northrop Grumman
Fot. Marta Rachwalska/Defence24.pl
Fot. Sekcja Wychowawcza 1. Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych
Wyrzutnia samochodowa brytyjskiego systemu przeciwlotniczego krótkiego zasięgu Land Ceptor. Fot. M.Dura
Fot. Northrop Grumman

Uważam, że jesteśmy na dobrej drodze, aby wkrótce doprowadzić pierwszy etap Wisły do końca. Nasz zespół negocjacyjny analizuje notyfikację i w najbliższych dniach rozpoczniemy rozmowy ze stroną amerykańską, by wyjaśnić wszystkie wątpliwości, w tym te dotyczące ceny  – mówi w rozmowie z Defence24.pl sekretarz stanu w MON Bartosz Kownacki. Wiceszef resortu obrony podkreśla, że Polska nie zgodzi się na warunki finansowe, które zagrożą realizacji pozostałych programów modernizacyjnych.

Jędrzej Graf: Najbardziej kosztowny program modernizacyjny – Wisła jest przedmiotem skrajnie różnych ocen. Minister Macierewicz mówi o możliwie szybkim zakończeniu rozmów i rychłych dostawach baterii Patriot, z kolei politycy opozycji komentując zgodę Departamentu Stanu, z maksymalną kwotą znacznie przekraczającą polski budżet – oceniają, że program Wisła zakończy się porażką. Jak to wygląda z Pana perspektywy?

Bartosz Kownacki, sekretarz stanu w MON: Pewna histeria części mediów i niestety opozycji jest w tej sprawie niezrozumiała i torpeduje konsekwentne działania MON. Mogę zapewnić, że wszystko dzieje się zgodnie z harmonogramem, na zasadach określonych w procedurze FMS. Polska złożyła wniosek o zakup sprzętu i obecnie otrzymała odpowiedź. Na jej podstawie będą prowadzone szczegółowe negocjacje dotyczące ostatecznej konfiguracji systemu. Jest to standardowa procedura, jesteśmy już w ostatniej fazie programu, a notyfikacja i zgoda Kongresu pozwoliły zamknąć jego ważny etap.

Wspominał Pan publicznie, że zaproponowany budżet dla I fazy Wisły to „zaskoczenie” dla strony polskiej. W toczącym się od 2014 roku programie obrony powietrznej to kolejny „zakręt” negocjacyjny. Czy źródłem tych problemów nie jest fakt, że Polska de facto przed negocjacjami w 2015 roku określiła, że wybiera producenta Patriotów i tym samym wyłączyła konkurencję w programie?

Sprawę trzeba rozpatrywać na wielu poziomach. Decyzja podjęta przez naszych poprzedników ponad dwa lata temu o rozpoczęciu negocjacji ws. Wisły tylko z jednym wykonawcą, kierowana w dużej mierze przez czynnik polityczny i zbliżające się wybory, bez szczegółowego rozpatrywania uwarunkowań zdolności systemu i oferty przemysłowej, była błędna. Stany Zjednoczone są naszym strategicznym sojusznikiem i zależy nam na szerokiej współpracy przemysłowej i wojskowej, jednak na tak wczesnym etapie należało brać pod uwagę również inne oferty. Mówiąc najprościej, nie zamykać konkurencji.

Proszę jednak zauważyć, że po objęciu kierownictwa resortu postawiliśmy stronie amerykańskiej dużo wyższe wymagania, zarówno jeżeli chodzi o zdolności operacyjne, jak i współpracę przemysłową, dopuściliśmy też ponownie MEADS do rozmów. Dziś mogę powiedzieć, że formułowane przez nas warunki zostały w dużym stopniu spełnione, choć do rozstrzygnięcia pozostaje jeszcze na przykład kwestia ceny, szczegółowy zakres propozycji LOA (Letter of Offer and Acceptance-red.), sprawa offsetu, wybór dokładnej konfiguracji systemu, jak i zakresu transferu technologii.

Trzeba jednocześnie pamiętać, że procedura międzyrządowa FMS ogranicza pozycję negocjacyjną resortu obrony. Każde państwo, które chce zakupić uzbrojenie w Stanach Zjednoczonych, musi uzyskać zgodę władz USA na określone warunki, i to w zasadzie od rządu amerykańskiego zależy, czy i na jakich zasadach transakcja będzie w ogóle mogła być zrealizowana. Jak wiemy, bezpośrednim zamawiającym będzie Departament Obrony USA, z którym podpisujemy umowę międzyrządową. My z kolei musimy zawierać umowę offsetową ze stroną przemysłową. Pomimo tego udało się nam uzyskać wiele, dowodem jest choćby zgoda na wdrażanie IBCS wraz z armią amerykańską.

A program Homar? W lipcu rekomendowano do dalszego etapu ofertę z systemem HIMARS.

Tak samo jak zaraz po objęciu resortu przywróciliśmy konkurencyjność w Wiśle, od początku w ten sam sposób prowadzimy program Homar. Kluczowe znaczenie ma dla nas zbudowanie zdolności operacyjnych, nie muszę nikogo przekonywać jak ważne dla całego potencjału obronnego są systemy artylerii rakietowej dalekiego zasięgu. Drugim równie istotnym obszarem jest jednak transfer technologii.

Nie zgadzam się z zarzutami, że w Homarze nie ma już konkurencji, sytuacja jest z naszego punktu widzenia dużo korzystniejsza. Projekt jest realizowany w innej formie. Głównym wykonawcą będzie konsorcjum kierowane przez PGZ i to z nim zostanie zawarta przez MON umowa na dostawy systemu.

Polska Grupa Zbrojeniowa jest też stroną negocjacyjną rozmów przemysłowych w celu pozyskania transferu technologii od partnera zagranicznego, to PGZ zawrze stosowną umowę bezpośrednio z kontrahentem zagranicznym. W trybie międzyrządowym zostaną pozyskane tylko te elementy, które zgodnie z zasadami obowiązującymi w kraju kontrahenta nie mogą być dostarczane w trybie sprzedaży komercyjnej. Rekomendacja z lipca nie jest równoznaczna z jednoznacznym wyborem oferty i na stole są również inne propozycje.

Na przykład izraelska?

Tak, choć oczywiście w obecnej fazie postępowania koncentrujemy się na rozmowach z Lockheed Martin. Zależy nam na możliwie szerokim udziale przemysłowym w programie, realnym przeniesieniu technologii do Polski. Przypominam, że jego głównym wykonawcą będzie Polska Grupa Zbrojeniowa, te rozmowy się toczą i jestem przekonany, że wkrótce zostaną doprowadzone do finału.

Jeżeli jednak ostateczny kontrakt nie zostanie podpisany do końca grudnia, będzie zagrożenie dla realizacji budżetu MON na 2017 rok?

Jestem spokojny o pełne wykonanie tegorocznego budżetu, niezależnie od tego czy umowa na Homara zostanie podpisana w tym, czy w przyszłym roku. Zaplanowaliśmy szereg pozycji elastycznie, tak że mogą być wydatkowane w tym lub w przyszłym roku, w zależności od przebiegu programów i mamy możliwość manewru.

O jakich wydatkach mówimy?

Powtarzam, jesteśmy przygotowani na każdy wariant. Resort nie znajduje się pod żadną presją, jeżeli chodzi o zawarcie kontraktu na system artylerii rakietowej. Dzięki odpowiedniemu przygotowaniu budżetu będziemy mogli wydać wszystkie środki finansowe przewidziane na modernizację, bez konieczności sztucznego przyspieszania strategicznych, wieloletnich projektów.

W notyfikacji dla Kongresu dotyczącej Homara mamy niewielką liczbę rakiet i znacznie więcej głowic naprowadzających, to oznacza że one mogą być użyte przy licencyjnej produkcji pocisków GMLRS.

Zgoda Departamentu Stanu jest istotna, ale nie przesądza jednoznacznie zakresu realizacji programu. Tworzy natomiast ramy negocjacyjne i będziemy je szczegółowo dopasowywać do naszych oczekiwań, choć oczywiście notyfikacja wyznacza pewien obszar, na który już otrzymaliśmy zgodę. Negocjacje cały czas trwają, a program będzie realizowany w kilku etapach.

Chcemy, aby system Homar był produkowany na licencji w możliwie najpełniejszym zakresie. Używając obrazowego porównania - podobnie jak miało to miejsce ze sprzętem powstającym w Polsce w czasach II Rzeczypospolitej. Naszą intencją jest budowa suwerennego potencjału produkcyjnego, ale także włączenie krajowych firm w łańcuch dostaw i możliwość realizacji projektów eksportowych.

Wróćmy do kwestii ceny w programie Wisła. W jaki sposób MON zamierza odpowiedzieć na tą propozycję i skłonić Amerykanów do zaakceptowania bardziej korzystnych warunków?

Negocjacje są w toku i nie chcę ujawniać strategii resortu obrony narodowej. Naszą mocną stroną jest budowany od wielu miesięcy zespół, kierowany przez doświadczonego negocjatora płk. Marciniaka, złożony z najlepszych specjalistów. Teraz dokładnie, słowo po słowie analizujemy wszystkie zapisy dokumentów przekazywanych przez stronę amerykańską. Nie ukrywam, że mówimy o bardzo skomplikowanym i kosztownym programie, który wywiera bardzo duży wpływ na całość procesu modernizacji i będzie znacznym obciążeniem dla budżetu.

Naszym zdaniem w niektórych miejscach, na przykład dotyczących wyceny m.in. offsetu, szczegółów konfiguracji, mogły pojawić się pewne błędy, sprawy które musimy wyjaśnić. W tych dniach do Stanów Zjednoczonych udaje się kolejny raz nasz zespół, aby otrzymać szczegółowe odpowiedzi, wyjaśnić wszystkie nieścisłości. Na bazie tych rozmów będziemy dalej formułowali nasze oczekiwania.

Zamierzamy określić, z których elementów bazowej konfiguracji będziemy mogli na tym etapie zrezygnować, a które elementy będą zachowane, oczywiście przy utrzymaniu założenia pozyskania najnowszej konfiguracji Patriotów i szerokiego transferu technologii zapewniającego wsparcie eksploatacji i wzrost potencjału przemysłowego. Dalsze negocjacje będą prowadzone z uwzględnieniem tych analiz.

Dodam, że zależy nam na zabezpieczeniu polskich interesów w sposób kompleksowy, także w sytuacji, gdyby wdrożenie planowanego przez nas systemu Patriot wraz z IBCS, bądź jego określonych elementów zostałoby opóźnione. Jako Polska nie możemy być narażeni na wzrost kosztów w trakcie realizacji programu. Bierzemy pod uwagę, że pewne elementy planowanego przez nas systemu są na etapie prac rozwojowych i są obarczone ryzykiem, choć ostatnie testy wypadły pomyślnie. Warunkiem stawianym Amerykanom jest wdrożenie odpowiednich rozwiązań na wypadek opóźnień czy zmian w programie, aby uzyskać zapewnienie, że w jego trakcie nie dojdzie do wzrostu kosztów.

Te dodatkowe zabezpieczenia mogą wpłynąć na cenę?

Od początku jasno komunikowaliśmy Amerykanom nasze oczekiwania finansowe, w tym konieczność pełnego zabezpieczenia przed ewentualnym wzrostem kosztu w trakcie programu. To podstawowy warunek i nie może on zwiększać ceny.

Maksymalny koszt z notyfikacji przekracza budżet na dwie fazy programu Wisła.

Zaproponowana maksymalna cena na poziomie 10,5 mld USD jest dla nas zdecydowanie nie do przyjęcia. Od początku mówiliśmy jaki mamy budżet na cały program. W stosunku do stanu z końca 2015 roku, udało nam się uzyskać bardzo wiele, stawialiśmy stronie amerykańskiej wyższe wymagania i były one spełniane.  

Dotychczasowe kontakty pokazują, że jest dobra wola po stronie amerykańskiej i chociaż są to trudne rozmowy to uważam, że jesteśmy na dobrej drodze, aby wkrótce doprowadzić pierwszy etap Wisły do końca. Nasz zespół negocjacyjny analizuje notyfikację i w najbliższych dniach rozpoczniemy rozmowy ze stroną amerykańską, by wyjaśnić wszystkie wątpliwości, w tym te dotyczące ceny.

Podczas dyskusji sejmowej pojawiły się zarzuty, że działania MON mogą doprowadzić do tego, iż umowa nie zostanie zawarta.

Nie akceptuję takiego podejścia, że mamy kosztem budżetu MON szybko zgadzać się na warunki postawione przez partnerów amerykańskich. Pamiętajmy, że realizujemy całościowy program modernizacji technicznej armii, wyzwania finansowe są ogromne. Żadna pojedyncza umowa nie może zagrozić pozostałym projektom. Mówiąc wprost, Polska nie zgodzi się na warunki finansowe, które zagrożą realizacji pozostałych programów modernizacyjnych.

Postawa opozycji, która kwestionuje sam sposób prowadzenia programu Wisła, osłabia naszą pozycję negocjacyjną w stosunku do Stanów Zjednoczonych i konkretnych koncernów. Oczekiwałbym, że racjonalna opozycja będzie się domagać od rządu, aby ten wynegocjował dobrą cenę, albo zrezygnował z kontraktu jeżeli warunki będą nie do zaakceptowania.

Komentatorzy często porównują zakupy zestawów Patriot w Polsce i w Rumunii. Wiadomo, że w naszym wypadku pozyskujemy system obrony zintegrowany z IBCS, w specjalnej procedurze, jest to postrzegane jako jedno ze źródeł wzrostu kosztów. Z drugiej strony, według Defense News IBCS to nie więcej niż 15 procent notyfikowanej ceny. Jakie są w takim razie powody różnic, pomiędzy zakupem Polski i Rumunii?

Po pierwsze, nie mogę potwierdzić informacji o tym, że IBCS to nie więcej niż 15 procent ceny notyfikowanej Polsce w ramach FMS. Trwają negocjacje, proszę mnie nie zmuszać do komentowania kwestii objętych rozmowami. Jak wiadomo, sama konfiguracja systemu różni się bardzo znacząco, nie tylko jeśli chodzi o system zarządzania obroną powietrzną, ale też na przykład liczbę pocisków PAC-3 MSE. Po trzecie, musimy pamiętać, że istotne elementy pierwszego etapu pozyskiwane są dla całego programu Wisła.

Za system zarządzania obroną powietrzną IBCS nie będziemy płacić dwa razy, zapłacimy raz, a potem będziemy tylko dodawali kolejne elementy. W pierwszej fazie programu realizowany jest też offset dotyczący wyrzutni, który będzie wykorzystywany w obydwu etapach. Podobnie pozyskujemy pociski PAC-3 MSE dla obu faz obrony powietrznej średniego zasięgu.

Fot. Northrop Grumman

Stosunek kosztu pierwszej fazy Wisły do całości programu nie jest równy stosunkowi liczby pozyskiwanych baterii (dwie z ośmiu – red.), na tym etapie zostanie sfinansowana znacznie większa część całego systemu. Podkreślam również, że intencją MON jest, aby w momencie zakupu została oszacowana i pokryta jak największa część kosztu cyklu życia. Płacenie niewielkiej kwoty za dostawę sprzętu i ponoszenie proporcjonalnie większych wydatków na utrzymanie systemu tuż po jego wprowadzeniu mija się z celem.

Nie zmienia to faktu, że zaproponowana przez stronę amerykańską cena jest zdecydowanie zbyt wysoka. Nie możemy się na nią zgodzić, bo w takim wypadku na Wisłę trzeba by wydać pieniądze, które muszą zostać przeznaczone na inne programy, absolutnie niezbędne dla sił zbrojnych.

W notyfikacji mowa łącznie o szesnastu wyrzutniach, dla czterech jednostek ogniowych w ramach dwóch baterii. Czy to oznacza, że w systemie Wisła każda jednostka ogniowa ma dysponować czterema, a nie jak wcześniej się spodziewano trzema wyrzutniami?

Nie chcę w tym momencie deklarować, jaka będzie struktura przewidzianych do wdrożenia baterii i jednostek ogniowych Patriot. Analizujemy różne warianty, w tym również włączenie do jednostki ogniowej czterech wyrzutni. Pamiętajmy, że notyfikacja określa maksymalny zakres transakcji dostępny w tym momencie i daje możliwość wdrożenia takiej konfiguracji, ostateczne decyzje jeszcze przed nami.

Pojawiają się spekulacje, że Polska może zdecydować się na przyspieszony zakup Patriotów, z istniejącym systemem dowodzenia, co miało by też obniżyć koszt, przynajmniej w pierwszej fazie programu.

Nie rezygnujemy z IBCS. Obecne systemy PDB-8 lub CC2 mają charakter przejściowy. Ich koszt już w chwili obecnej jest znaczący, a za kilka lat trzeba by zapłacić za modernizację i dostosowanie do nowego systemu dowodzenia. Dlatego zamierzamy pozyskać docelowe rozwiązanie.

IBCS zostanie wkrótce wdrożony w armii Stanów Zjednoczonych. To naturalne, że inne państwa sojusznicze też są zainteresowane nabyciem tego systemu. Jeżeli decydujemy się na Patriota, IBCS musiałby zostać prędzej czy później wprowadzony, a późniejsza integracja to dodatkowy koszt.

Zakup systemu obrony powietrznej średniego zasięgu to program, który ma zdefiniować nasze zdolności długofalowo, na kilkadziesiąt lat i w takiej perspektywie musi być postrzegany. Polska jest krajem na dorobku i nie stać nas na to, aby płacić za coś dwa razy. Byłoby to za drogie.

Możliwe są inne opcje?

Na razie jest zbyt wcześnie, aby mówić o fundamentalnych zmianach w programie obrony powietrznej. Chcemy realizować przyjęty wcześniej kierunek programu Wisła. Rozmowy są na ostatnim etapie, analizujemy notyfikację i na tej podstawie będziemy prowadzić negocjacje ze stroną amerykańską.

Jak już wspomniałem nie jest wykluczone, że zrezygnujemy z pewnych zaproponowanych przez Stany Zjednoczone elementów, aby obniżyć cenę całego zakupu. Nie chcę wchodzić w szczegóły. W trakcie prowadzonych negocjacji identyfikujemy już określone obszary w notyfikacji, gdzie byłoby to możliwe bez większego wpływu na zdolności operacyjne systemu, czy możliwość jego utrzymania w cyklu życia.

Trzeba jednak pamiętać, że do końca negocjacji wszystkie możliwości są „na stole”. Polska nie będzie niczyim zakładnikiem i w wypadku braku powodzenia, możemy brać pod uwagę różne opcje.  

Minister Macierewicz zasugerował niedawno, że zakup systemu obrony powietrznej krótkiego zasięgu Narew, przeznaczonego do współdziałania z Wisłą, może zostać przyspieszony.

Nie ma wątpliwości, że warstwowy system obrony powietrznej jest fundamentalnym elementem potencjału obrony państwa, wszystkie prowadzone analizy jasno wskazują, że powinniśmy zmierzać w tym kierunku. Polska dąży do pozyskania obrony średniego, jak i krótkiego zasięgu.

Możliwe jest odłożenie w czasie Wisły i wysunięcie na pierwszy plan programu Narew?

Na razie mówienie o zmianie kolejności pozyskania systemów obrony powietrznej krótkiego i średniego zasięgu jest zdecydowanie przedwczesne. Docelowy system obrony powietrznej będzie się składał zarówno z warstwy średniego, jak i krótkiego zasięgu, oraz z produkowanych przez krajowy przemysł systemów bardzo krótkiego zasięgu.

Prowadzone są rozmowy z Brytyjczykami?

Tak, jest to jedna z kilku analizowanych ofert, i na tę chwilę warunki, jakie są przedstawiane przez stronę brytyjską oceniamy najwyżej. Ta propozycja daje możliwość przeniesienia do Polski produkcji pocisków rakietowych. Oferowany system (CAMM – red.) to już istniejące rozwiązanie, i może być integrowane w ramach różnych systemów obrony powietrznej.

Fot. M.Dura

Trzeba jednak pamiętać, że mamy wiele ciekawych propozycji, na przykład z Francji, Izraela, czy Niemiec. Jest też oferta ukraińska z rakietą R-27, dostosowaną do działania w trybie ziemia-powietrze, we współpracy z polskim przemysłem. W programie Narew, jeżeli chodzi o wyrzutnie i rakiety, mamy dość dużą konkurencję. Przypominam, że głównym wykonawcą ma być polski przemysł, technologie rakietowe będą więc transferowane.

Zaletą propozycji Wielkiej Brytanii jest natomiast fakt, że jest ona składana przez państwo NATO, obecne na flance wschodniej, również w Polsce. Paradoksalnie w wyniku Brexitu Brytyjczycy mogą być zdeterminowani, aby zacieśniać współpracę obronną z krajami europejskimi i Narew jest jednym z możliwych obszarów. Nasze relacje bilateralne są również bardzo dobre. Podkreślam jednak, że bierzemy pod uwagę oferty z różnych państw.

Inne elementy Narwi – radar, system dowodzenia, mają być dostarczone przez polski przemysł.

Dochodzimy do fundamentalnej kwestii, czyli konfiguracji systemu i określenia wkładu polskich przedsiębiorstw. Mamy rozbudowane możliwości w obszarze radiolokacji, łączności czy dowodzenia. Z drugiej strony, nie możemy czekać na przykład dekadę, aż krajowy przemysł zbuduje wszystkie kompetencje do w pełni samodzielnej budowy systemu Narew.

Dlatego w programie będzie partner zagraniczny, który dostarczy pociski rakietowe. Jeżeli chodzi o radary, jesteśmy w stanie wyprodukować je w kraju, podobnie jak przynajmniej część systemu dowodzenia. Trzeba też pamiętać, że programy Narew i Wisła są ze sobą wzajemnie powiązane.

Skoro w systemie Wisła ma być stosowany IBCS, w pewien sposób powinien zostać włączony także w Narwi. Z drugiej strony, przemysł przedstawił niedawno ofertę etapowej realizacji obrony krótkiego zasięgu.

Naszą ambicją jest, aby offset z programu obrony powietrznej średniego zasięgu pozwolił budować potencjał obrony powietrznej krótkiego zasięgu. Chcemy, by jak najwięcej elementów powstało w polskim przemyśle obronnym. Jednocześnie jednak musimy brać pod uwagę potrzeby operacyjne sił zbrojnych i konieczność pilnego wdrożenia zestawów przeciwlotniczych.

Dlatego o ile w perspektywie z pewnością korzystna byłaby budowa krajowego, sieciocentrycznego systemu dowodzenia, to przynajmniej na pewnym etapie w programie Narew będziemy prawdopodobnie posiłkować się rozwiązaniem pozyskanym w programie Wisła. Po realizacji obu tych programów kompetencje przemysłu powinny wejść na nowy poziom, ale zdolności potrzebne są Siłom Zbrojnym już wcześniej.

MON wielokrotnie podawało, że program okrętu podwodnego Orka znajduje się w ostatniej fazie przed wyborem producenta. Jakie czynniki będą przesądzać o wyborze konkretnej propozycji, ważniejsze jest spełnienie wymagań operacyjnych czy współpraca przemysłowa?

Zespół odpowiedzialny za program Orka analizuje oferty z Francji, Niemiec i Szwecji. Każda z tych propozycji ma swoje wady i zalety. Propozycje będą oceniane pod różnym kątem, jeżeli chodzi o elementy wymagań operacyjnych, parametrów technicznych, współpracy przemysłowej, czy szerszej kooperacji sił zbrojnych. Trzeba też pamiętać, że poszczególne okręty mają różne charakterystyki i koncepcje użycia.

Bierzemy pod uwagę współpracę technologiczną, ale kluczowe znaczenie mają wymagania operacyjne. Wśród nich oczywiście znajduje się zdolność użycia pocisków manewrujących, poszczególni producenci chcą zapewnić ją na różne sposoby.

Jednocześnie w programie Orka szukamy partnera do długoterminowej współpracy przemysłowej i gospodarczej. Musi ona obejmować realizację pewnych elementów okrętów podwodnych, ale nie tylko. Mówiłem o tym wielokrotnie. Biorąc pod uwagę skalę programu, Polska chce uzyskać szeroko zakrojone korzyści gospodarcze. Mogą one być związane nie tylko z budową okrętów podwodnych dla Polski, ale też dla innych państw. Pożądane byłoby też włączenie polskich stoczni i innych przedsiębiorstw w zamówienia na okręty nawodne na rynki trzecie, czy nawet dla użytkowników cywilnych.

Podkreślam, że ocena ofert jest bardzo rozbudowana, punktacja obejmuje bardzo różne czynniki. Nasz zespół analizuje wszystkie kryteria i na tej podstawie zostanie wybrana propozycja, na bazie której będziemy realizować program. Podstawowym założeniem jest jednak spełnienie wymogów operacyjnych, w tym związanych z budową potencjału odstraszania i uzyskanie korzyści przemysłowych.

Fot. Sekcja Wychowawcza 1. Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych

Jednym z priorytetów modernizacyjnych, obok Wisły, Homara czy Orki jest zakup śmigłowców szturmowych. Obecnie w wojsku są Mi-24, które mogą być eksploatowane jeszcze przez dłuższy czas, ale są pozbawione podstawowego uzbrojenia. Czy do czasu pełnego wprowadzenia śmigłowców Kruk planowana jest ich modernizacja?

Zarówno sama decyzja o ewentualnej modernizacji Mi-24, jak i jej zakres i charakter będą zależne od przyjętego kształtu programu Kruk. Jeżeli bowiem nowe śmigłowce zostaną pozyskane w szybkim tempie, Mi-24 będą modyfikowane jedynie w raczej ograniczonym stopniu, bądź też prace będą polegały tylko na wydłużeniu resursów.

Natomiast jeżeli na Kruki będziemy czekać nieco dłużej, weźmiemy pod uwagę głębszą modernizację Mi-24, być może nawet wykraczającą poza integrację nowego uzbrojenia czy systemów optoelektronicznych. Nasze analizy pokazują, że to dobre śmigłowce i mogłyby latać nawet do około 2030 roku.

Trzeba też pamiętać, że sposób i harmonogram realizacji programu Kruk będzie w dużym stopniu zdeterminowany przez inne projekty, z których większość jest na bardziej zaawansowanym etapie, jak Wisła, Homar, Narew czy Orka. Jeżeli po rozpoczęciu ich realizacji okaże się, że dysponujemy znacznymi środkami finansowymi w dość krótkiej perspektywie czasowej, będziemy mogli nastawiać się na szybsze dostawy nowych śmigłowców lub głębszą modernizację Mi-24.

Przetargi na zakup śmigłowców dla Wojsk Specjalnych i Marynarki Wojennej nie zakończą się wyborem ofert w tym roku. Dopuszcza Pan możliwość, że zakończą się one niepowodzeniem, że nie przejdą w fazę realizacji np. zostaną anulowane?

Przewidujemy, że te postępowania będą trwać od momentu rozpoczęcia około roku. To naprawdę szybkie tempo, choćby w porównaniu z poprzednim, zakończonym fiaskiem przetargiem na śmigłowce na wspólnej platformie. To firmy prosiły o wydłużenie terminów składania ofert. Pierwotnie chcieliśmy, aby propozycje – w obu postępowaniach – zostały przekazane we wrześniu, przesunięcie terminów musiało nieco opóźnić prowadzone procedury.

Oba postępowania są jednak realizowane. Jestem przekonany, że zostaną z powodzeniem zakończone w przyszłym roku i potrzebne śmigłowce zostaną wprowadzone do Sił Zbrojnych RP zgodnie z ich potrzebami operacyjnymi. Odpowiednie rozwiązania uwzględniono już na etapie przygotowania postępowania.

Pojawiają się informacje w mediach, że wymagania w tych postępowaniach zostały postawione wysoko i są trudne do spełnienia dla przemysłu.

Nie mogę się z tym zgodzić, jednocześnie nie chcę tego szczegółowo komentować z uwagi na trwające postępowania. Mogę jedynie powiedzieć, że szczegółowo odpowiadamy na pytania przemysłu. Z drugiej strony nie mogę odpowiadać za deklaracje składane przez poszczególnych producentów. To nie jest nasza odpowiedzialność.

Zostawmy ten konkretny przetarg, dostrzega Pan problem zbyt wysokich wymagań formułowanych w przetargach wojskowych?

Zdecydowanie. Problemem w siłach zbrojnych była, i niestety nadal jest, tendencja wpisywania do wymagań często nierealistycznych parametrów, na zasadzie ”koncertu życzeń”. Często skutkowało to niepowodzeniem przetargów, producenci nie byli w stanie sprostać wymaganiom. Staramy się to zmienić, wiele udało się już poprawić.

Sposób, w jaki formułowane są wymagania to jeden z przejawów strukturalnych problemów systemu zakupów sprzętu. W 2016 roku ówczesny szef Inspektoratu Uzbrojenia poinformował w Sejmie, że tylko jeden śmigłowiec spełnia wymagania operacyjne w programie Kruk, od tego czasu wymagania zmodyfikowano.

Rzeczywiście borykamy się z problemami w procesie przygotowania wymagań.  Często są one stawiane na bardzo wysokim poziomie. Aby je spełnić, trzeba by łączyć rozwiązania z kilku dostępnych produktów na rynku. Zwracamy uwagę na takie kształtowanie postępowań, aby móc realizować je w sposób konkurencyjny. Nie możemy dopuszczać do sytuacji, w której postawione przez określone osoby warunki powodują, że w przetargu może uczestniczyć tylko jeden producent, gdyż to stawia go na uprzywilejowanej pozycji negocjacyjnej względem MON.

Zdarza się też, że wymagania są tak wyśrubowane, iż nie spełnia ich żaden obecny na rynku produkt, a dostosowanie dostępnych rozwiązań byłoby bardzo kosztowne. To wszystko utrudnia sam proces zakupów, negocjowanie współpracy przemysłowej, ale też na przykład późniejszą budowę systemu wsparcia eksploatacji.

Kluczowe znaczenie dla tworzenia wymagań ma Sztab Generalny i gestorzy, jednak w całym procesie uczestniczą także inne jednostki.

Jest gorzej, bo w sumie za proces tworzenia warunków odpowiada co najmniej kilkanaście instytucji znajdujących się często w różnych pionach MON czy Sił Zbrojnych, jak i w innych resortach. To musi prowadzić do sytuacji konfliktogennych. Bardzo trudno jest uzgodnić wymagania pomiędzy instytucjami często kierującymi się wewnętrznie sprzecznymi celami i założeniami.

W ramach Strategicznego Przeglądu Obronnego zapowiedziano przeprowadzenie strukturalnych zmian w systemie zakupów.

Obecnie prowadzone są prace nad przygotowaniem Narodowej Polityki Zbrojeniowej, nie chcę wybiegać w przyszłość, bo zależy nam na przedstawieniu kompleksowego pakietu zmian, ale rozważamy powołanie zupełnie nowej instytucji skupiającej kompetencje, obecnie rozłożone w różnych miejscach w MON i w armii. Na tym etapie Narodowa Polityka Zbrojeniowa pozwoliła nam wypracować szereg bardzo ważnych rekomendacji.

Narodowa Polityka Zbrojeniowa da wytyczne dla nowej instytucji zakupowej, to będzie Agencja Uzbrojenia?

Rozważamy różne możliwości i wkrótce przedstawimy je opinii publicznej. Na pewno w ramach szeroko rozumianego systemu zakupowego potrzebujemy lepiej skoordynować i wzmocnić takie obszary jak działy analityczne, pozyskiwania i badawczo-rozwojowy. Ten ostatni jest szczególnie istotny, przez wiele lat z pieniędzy publicznych wspierano prowadzone przez przemysł prace rozwojowe bez wcześniejszego zatwierdzenia wymagań. Prace rozwojowe muszą odpowiadać na realne i zdefiniowane potrzeby wojska.

Oprócz koniecznych zmian strukturalnych, które wkrótce rozpoczniemy, potrzebna jest jednak również zmiana mentalności wśród wojskowych.

Na czym powinna ona polegać?

Moim zdaniem najwięcej problemów w obecnym systemie pozyskiwania ma swoje źródło na etapie wspomnianego już formułowania wymagań. Tak jak mówiłem, kilkanaście różnych instytucji stawia często wewnętrznie sprzeczne warunki, bywają one wygórowane, czy nawet wręcz niemożliwe do jednoczesnego spełnienia. Późniejsze ich uzgodnienie, na przykład przez Inspektorat Uzbrojenia, jest bardzo trudne, dochodzi tutaj też podział odpowiedzialności.

Zbyt często komórki odpowiedzialne za tworzenie wymagań przywiązują wagę do konkretnych, szczegółowych parametrów danego sprzętu. Wymagania powinny skupiać się w większym stopniu na pożądanych zdolnościach prowadzenia działań, a nie na przykład dokładnych wymiarach określonego elementu wyposażenia. Celem powinno być zapewnienie możliwości armii, ale to nie musi się to zawsze przekładać na wygórowane kryteria, szczególnie jeżeli zakupy dotyczą nie sprzętu przeznaczonego do użycia na polu walki, ale pomocniczego czy logistycznego.

Wojskowi muszą być świadomi, że od warunków jakie zostaną przygotowane może zależeć koszt, czas realizacji, ale i powodzenie samego postępowania. Wymagania muszą zapewniać spełnienie potrzeb operacyjnych Sił Zbrojnych RP, ale też być racjonalne i realne do spełnienia.

Dziękuję za rozmowę.
Jędrzej Graf

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 76
Reklama
CB
niedziela, 10 grudnia 2017, 16:35

Jak zwykle żadnych konkretów. Co najwyżej może w końcu do niektórych dotrze, że cena dotyczy tylko pierwszego etapu. W drugim etapie postawieni już pod ścianą, będziemy płakać i płacić... No i te "szczegółowe negocjacje dotyczące ostatecznej konfiguracji systemu". Wydawało mi się, że to było już ustalone i MON wyraźnie mówił, co "kupujemy". Teraz najwyraźniej zjeżdżają z wymagań, po usłyszeniu takiej ceny...

WiN
niedziela, 10 grudnia 2017, 19:05

Jeszcze dojdzie do tego że będą się przepraszać z Europejczykami i brać u nich Wisłę

deko
niedziela, 10 grudnia 2017, 18:05

cena dotyczy dwoch etapow.

Alred
środa, 13 grudnia 2017, 20:46

Przeszkadzali amerykańscy senatorzy. To jest cena.

0libob
środa, 20 grudnia 2017, 20:56

Kupic SAMP/T. Resztę kasy z Wisly przeznaczyć na Narew! Kupujecie kota w worku nie wiedząc kiedy i jak działać będzie ani ile kosztować to cudo będzie! Umarli się na IBCS. Ogarnijcie się! Takie zakupy można przeprowadzać jak ma się już coś podobnego ale nie w przypadku kiedy brak takiego opl. W ten sposób traci się czas i pieniądze a być może kiedyś będzie. Przyszła ekipa i tak to uwAli bo tak właśnie modernizujemy się armię u nas nieprzerwanie od 27 lat. Efekty widać.

celt
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 13:43

A na obiecane śmigłowce dalej czekamy!!!! Gdzie one są ? A okręty OP miały być nowe i co ? WOT TYLKO DOSTAJE ?

kobuz#
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 20:28

....zależy nam na szerokiej współpracy przemysłowej i wojskowej, jednak na tak wczesnym etapie należało brać pod uwagę również inne oferty. Mówiąc najprościej, nie zamykać konkurencji........ Nie widzę problemu, żeby to zmienić. Co stoi na przeszkodzie rozmawiać z MBDA?, czy Izraelem. Kownacki czyni poprzedni rząd winnym obecnej sytuacji i zapomina przy tym, ze dwa lata już rządzi PiS i błędów PO/PSL nie skorygował, a to co skorygował zakończyło się fiaskiem dla WP, jak chociażby kontrakt na Caracale (bez wskazania nowego kontrahenta), czy rozmowy dotyczące MW (łodzie podwodne). Za kontynuacje (albo jej brak) jest odpowiedzialny tylko i wyłącznie obecny rząd, a nie poprzednicy i nie ma się co wykręcać "drogą pod górkę"..... so what

Courre de Moll
wtorek, 12 grudnia 2017, 14:10

Przecież na dzień dobry nowa ekipa stwierdziła, że kontrakt nie istnieje, i że włączają ponownie do rozmów MBDA. Tylko że to była wyłącznie lipa pod publiczkę.

Wiesiek
niedziela, 10 grudnia 2017, 15:26

Myślę że o pełnym programie KRUK możemy już dziś zapomnieć , Mi 24 będą modernizowane bo po prostu kasy jest mało, dopuszczam również myśl że może być wraz z moderką dopuszczony niewielki zakup rasowych śmigłowców szturmowych, słyszałem o 12-stu sztukach

Junger
niedziela, 10 grudnia 2017, 20:53

Nie rozumiem jak po dwóch latach rządów PiS może być dziura w budżecie. Przecież oni wciąż powtarzają "wystarczy nie kraść"

Wawiak
niedziela, 10 grudnia 2017, 18:34

RPA swojego czasu miało fajną moderkę MI-24 (chyba pierwotnie dla Algierii), tylko u nas problemem jest chyba stan kadłubów... Nie upieram się OC.

ketto
niedziela, 10 grudnia 2017, 15:26

czyli camm ma produkcje rakiet u nas. jesli usa tego nie spelnja to wezmy cama bez dwoch zdan.

roland
niedziela, 10 grudnia 2017, 15:21

ciekawe, który bank da wam kredyt. Nie wiedzieliście ceny!. Za darmo to boli gardło. Wstyd! Mieliście pod ręką doskonały system europejski, na wyciągniecie ręki, wiele tańszy i niewykluczone, że nowocześniejszy. Blisko do producenta, części zamiennych i szkolenia. Możliwość produkcji części w kraju. Ale upieracie się przy amerykanach. Tylko po co?

adse
niedziela, 10 grudnia 2017, 18:07

o chyba nie

Marcin Kleinowski
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 13:10

Mnie zastanawiają te śmigłowce szturmowe. Zakładam, że za ich pomocą chcemy przełamywać obronę przeciwlotniczą? Jeżeli miałyby służyć tylko jako odwód do udzielenia szybkiego wsparcia, przede wszystkim znad kontrolowanego przez własne siły terytorium to nie byłyby potrzebne drogie śmigłowce szturmowe, a wsystarczyłyby odpowiednio wyposażone śmigłowce wsparcia. Czy jednak da się tą Rosyjską obronę powietrzną przełamać bez ponoszenia olbrzymich strat ? Na ten moment, mając na względzie alternatywne potrzemy polskiej armii (np. nasycenie w nowoczesne ppk i granatniki przeciwpancerne) zastanowiłbym się nad zakupem nowych śmigłowców szturmowych. Sokoły można przerobić na śmigłowce wsparca z pociskami spike NLOS oraz spike LRII - z nowymi detektorami nie wymagającymi chłodzenia nie trzeba będzie montować na śmigłowcach butli z ciekłym azotem,. Po modernizacji śmigłowce uzyskały by możliwość działania w środowisku sieciocentrycznym, a można by pomyśleć o współpracy z BSL. Odpowienia koncepcja był przedstawiony na MSPO. Śmigłowiec będzie wykonywał misje przy mniejszej masie więc zmiany w układzie napędowym będą mogły zamknąć się do ograniczonej modernizacji. W brygadzie kawalerii powietrznej sokoły można zastąpić transportowymi Mi-17, we większości - brygada stanowiłaby odwód, który można szybko przerzucić, ale unikając kontaktu z przeciwnikiem. Da się kupić używane maszyny z odpowiednim resursem i zmodernizować z Ukraińcami. Zakłady z Łodzi miałyby pełne "ręce roboty" Koszty całego przedsiemwzięcia będą niepomiernie mniejsze, a i więcej środków zostanie z tego w kraju (ile wróci do budżetu z samego vatu i innych podatków ?). Takie zupełnie głupie nie jest również pozostanie przy MI-24. Pozwoliłoby nam to na przeczekanie do nowej generacji śmigłowców - a może już bezpilotowców. Problem w tym, że nasze maszyny wysłużone, a robić większą modernizację na 8-10 lat służby? Środnio się to raczej opłaca. Możnaby jendak postarać się nabyć trochę takich śmigłowców z drugiej ręki, wraz z pewnymi kluczowymi częściami - patrz Czechy, Wenezuela, może Ukraina (wystarczy żeby płatowce miały odpowiedni resurs,nie muszą być latające) i przerobić je podobnie jak Sokoły.

mati
niedziela, 10 grudnia 2017, 15:06

Z powodu ceny wstrzymałbym zakup Patriotów a zaczął gadać z Izraelem o homarze i przyspieszył rozmowy z UK o Narwi. Patrioty, HIMARS czy f16 to tak naprawdę zabawki w rękach USA, za które my musimy płacić. Jak USA zechce to je nam unieruchomi.

laesir
niedziela, 10 grudnia 2017, 15:04

A ja wszystkim polecam artykuł: "Why the Patriot Missile Might Fail America's Military" z The National Interest. Wielu pewnie się zdziwi, co ludzie bliscy armii amerykańskiej myślą o patriotach.

gts
niedziela, 10 grudnia 2017, 20:02

Tyle ze jest tam mowa a pociskach PAC-2 GEM... czyli 3 generacje wstecz. Pac-3 MSE nie zoataly tam nawet zaladowane na wyrzutnie... bo nie mozna strzelac z nich z tych samych wyrzutni co w wersji 2. Ogolnie NYT wypisuje bzdury na poziomie faktu zeby sobie zapewnic kilcki. Poza tym jest napisane ze pocisk zoatal przechwycony, ale uderzenie odlamkow (co potwierdza tylko ze to byla PAC-2) spowodowalo rozpad rakiety sle nie dezintegracje glowicy ktora zoatala wybita z trajektorii. Jak na 300 odpalen pociskow w kierunku Arabii Saudyjskiej jeden taki przypadek to naprawde niezbyt duzo... zobaczymy i bedziemy sie zastanawiac jak seryjnie nie beda trafiac PAC-3 MSE... z IBCS i nowym radarem. Dlatego podtrzymuje swoje zdanie, czekajmy na systemy ze zdolnoscia operacyjna jak Patriot NG czy MEADS a nie napalamy sie jak szczerbaty na suchary. Spokojnie mozna realizowac inne programy, ktore powinny byc na wczoraj.

ekonomista
niedziela, 10 grudnia 2017, 14:59

Panie ministrze! Rozpocząć to trzeba od wymiany 40 letniego sprzętu i kupić: 1) Hawkei lub AMPV, co najmniej 1 000 sztuk 2) AMV XP 3) Borsuka lub K21 4) nowe ciężarówki, mundury itp. Polski NIE stać drogie programy. Trzeba ograniczyć też liczbę myśliwców do 48.

rydwan
niedziela, 10 grudnia 2017, 21:44

no tak najlepiej z tymi mysliwcami to zejsc do 12 a zwiekszyc liczbe pojazdów w celu umozliwienia szybkiej ewakuacji do Portugalii tam nasza biedna armia bedzie bezpieczna a my bedziemy spac spokojnie wszak armia jest po to by sie szybko wycofac albo wogóle najlepiej bedzie je rozwiazac skoro nas niestac

Victor
niedziela, 10 grudnia 2017, 14:40

Słowa min. Kownackiego z końca lipca: „transfer 12 technologii oznaczonych w offsecie jako niezbędne, zgodnie z polskimi przepisami, ma zasadniczy wpływ na podpisanie Letter of Offer and Acceptance (LOA) przez rząd Rzeczpospolitej Polskiej. Niespełnienie tych założeń spowoduje odrzucenie oferty offsetowej, co skutkować będzie zakończeniem postępowania na pozyskanie systemu WISŁA PATRIOT”. Chyba nie ma co dodać.

Ciekawski
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 12:51

Konkurencja - coś za dużo Pan Minister o tym mówi. Czy ktoś zarzuca brak konkurencji? Dzięki zmianom widać jak dużo polskich czy innych firm konkuruje o zamówienia. A to, że PGZ zazwyczaj jest koordynatorem to przecież konkurencji nie blokuje. Wydaje mi, że dobrze każdej ekipie MON by zrobił krótki, kilkutygodniowy, staż w paru polskich zakładach produkcyjnych. Zrozumieli by może na czym polega w praktyce współpraca przemysłowa, co jest realnie polskim wkładem a co nie (Nammo/Mesko, Patria/WZM, itp.). Przecież podróżują, mają dostęp do informacji, aby ocenić co jest realne a co nie. To wszystko wygląda na piękną historię, ale nie widzę w tym jakiegoś myślenia inżynierskiego/realizacyjnego. Polecam Panom ministrom wykonanie drobnego ćwiczenia intelektualnego i sprawdzającego na poziomie gimnazjum/liceum: wyliczanie trajektorii ruchu rakiety balistycznej. Ciekawe ile czasu zajęłoby im zrozumienie i wyliczenie? Pewnie to nieporównywalne, ale oglądałem wczoraj stary film o V2. Przy rozwoju, testach, itp. pracowało kilka tysięcy inżynierów. Jak bardzo taki PGZ należałoby przeskalować do rozwoju i produkcji uzbrojenia o którym mówi Pan Minister?

Courre de Moll
wtorek, 12 grudnia 2017, 14:19

Odkąd to w gimnazjum czy liceum są nieliniowe równania różniczkowe? Gimnazjum: co najwyżej zwykły rzut (krzywa balistyczna w polu jednorodnym bez uwzględniania oporów aerodynamicznych), w liceum - rzut w centralnym polu grawitacyjnym (rakiety dalekiego zasięgu).

a to już jest mało śmieszne!
niedziela, 10 grudnia 2017, 13:37

Ten człowiek mówi, że będą obniżać cenę Wisły w zamian za rezygnację z niektórych elementów. Takie negocjacje, to żadne negocjacje.

Dzejson
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 09:45

A jak Pan to sobie inaczej wyobraża? Co Pan, myślał, że Amerykanie od tak obniżą cenę, bo AM&co. Tak sobie zażyczyli? Na tym polegają negocjacje. Jedna strona rezygnuje z pewnych rzeczy, a druga obniża cenę. Ale oczywiście, że można być nieustępliwym, ale wtedy ryzykuje się zerwanie rozmów, przez stronę sprzedającą i utratę twarzy w ich oczach

inżynier
niedziela, 10 grudnia 2017, 22:58

tylko Izrael

xyz470
niedziela, 10 grudnia 2017, 13:29

Jeżeli chcemy pozyskać szerszy transfer technologii to na pewno kurczowe trzymanie się kierunku amerykańskiego temu nie sprzyja. Trzeba swoją uwagę w większym zakresie skierować na Europę i Izrael. Tutaj też są rozwiązania zbliżone do możliwości, które daje sprzęt oferowany przez koncerny amerykańskie. Oferta europejska czy izraelska możne przynieść w wielu przypadkach również o wiele lepsze warunki finansowe ich zakupu i większą otwartość na współpracę w zakresie pozyskania kompetencji związanych z tzw. transferem technologicznym. Oczywiście w każdej sytuacji nie można liczyć na "cuda na patyku", ale rozwijając strategiczne partnerstwo uzyskać ponadstandardowe warunki takiej współpracy. Jest to zasada książkowa, która chyba nie do końca jest zanan naszym decydentom i ekspertom.

Barbara
wtorek, 12 grudnia 2017, 01:58

Dobra decyzja, życzę dalszych udanych negocjacji.Pozdrawiam.

Courre de Moll
wtorek, 12 grudnia 2017, 14:02

Gdy wysłannicy Siemoniaka usłyszeli w 2015 w USA propozycję ok. 12 mld$ (ok 47 mld zł) zostało to określone jako szok i kompletna negocjacyjna klęska. Była to cena za całość, choć w nieco miej wypasionym wariancie. Umowy nie podpisano, nowe kierownictwo MON stwierdziło że "tej umowy w istocie nie ma". Minęły dwa lata, i obecnie mamy cenę wywoławczą 37 mld za 1 fazę, i nikt nie wie ile (ale na pewno nie tanio, bo niby czemu) za fazę 2. Oceniając zgrubnie i na oko (co i za ile) nie widać specjalnej różnicy. Pomijając więc niuanse, jesteśmy obecnie, po dwóch latach, praktycznie w tym samym punkcie co w 2015. Jak widać, niezależnie od ekipy, dostajemy propozycje które są delikatnie mówiąc niesatysfakcjonujące. Wygląda na to że choć każda ekipa chętnie widzi się pupilkiem i ważnym sojusznikiem USA, to traktowani jesteśmy jak zawsze. Życzę dalszych udanych negocjacji. Pozdrawiam.

Harry
wtorek, 12 grudnia 2017, 13:14

Jak na razie to nie ma żadnej decyzji. A negocjacje wcale nie były udane skoro usłyszeli cenę o której mówią że nie jest do zaakceptowania.

niki
wtorek, 12 grudnia 2017, 10:37

Napisz skąd wziąć na jeden tylko program ok 45-50 mld zł bo tyle całościowo będzie kosztował zakup 8 baterii Patriot? A gdzie pieniądze na Narew, BWP, okręty podwodne, Homar, Krab, nowe myśliwce?

W0P1
niedziela, 10 grudnia 2017, 13:04

Nie dawno minister Macierewicz mówił że już został wybrany producent okrętów wojennych dla nas a ten mówi że trwa analiza...... Będzie tak jak ze śmigłowcami,dwa nowe amerykańskie BH lecą do nas od końca zeszłego roku i dolecieć nie mogą,może powinna być wysłana jakaś misja ratunkowa bo piloci się zgubili.W MON jeden mówi jedno a drugi temu zaprzecza,już w nic im nie wierzę

Ygrek
niedziela, 10 grudnia 2017, 13:03

"Pewna histeria części mediów i niestety opozycji jest w tej sprawie niezrozumiała i torpeduje konsekwentne działania MON." Typowa propagandowa mowa. Szukanie wroga wewnętrznego aby przykryć swoją nieudolność. Ciekawe jak opozycja lub media przeszkadzają w negocjacjach? Że patrzą im na ręce aby Antek robił to do czego się zobowiązał?

Marek1
niedziela, 10 grudnia 2017, 12:56

Jak zwykle mnóstwo ogólników, banałów i truizmów, a ZERO konkretów i wyjaśnienia DLACZEGO do jednostek prawie NIE spływa nowoczesny sprzęt. Nawet 10 najlepszych IBCS i OP NIE zastąpi np. możliwych do pozyskania na przedwczoraj środków ppanc w postaci nowych ppk, granatników jedno i wielorazowych, nowoczesnej amunicji dla czołgowych 125mm oraz do rpg-7. Przykładów na totalne kunktatorstwo i zaniechania w zakupach /modernizacji sprzętu dla WP sa dziesiątki. Szkoda bardzo, że prowadzący NIE zadał żadnych pytań dot. braku działań lub rosnących opóźnień w w/w kwestiach skupiając się wyłącznie na największych cenowo programach.

łuki
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 12:35

Nie da się nastoletnich zaniedbań naprawić w dwa lata ...

BUBA
niedziela, 10 grudnia 2017, 12:56

Sprawa jest prosta jak drut. Minister Obrony Macierewicz i wiceminister Kownacki dali do zrozumienia amerykańskim korporacjom zbrojeniowym że będą wyłącznymi dostawcami podstawowego kluczowego uzbrojenia dla polskiej armii. Co to oznacza? Zarówno firma Lockheed Matrin jak i Raytheon mogą narzucać dowolnie ceny na swoje produkty typu Patriot, LMRS, PAC-3MSE, F-16 itp. Dlaczego? Maja gwarancję zakupu w każdej cenie od ministrów RP. Od ponad roku słyszymy o Patriocie, F-16 i MLRS. Wszyscy inni oferenci zostali odrzuceni ze względów politycznych a nie technicznych. Nie istotne że odrzucone systemy uzbrojenia były nowocześniejsze, lepsze, dawały Polsce większy zastrzyk nowoczesnych technologii i dostępności do obsługi. To wszystko jest nie istotne. Systemy konkurencji nie pochodziły z USA od firmy Raytheon i Lockheed Martin oraz gwarantowały w przyszłości uniezależnienie Polski od technologii z USA. Skoro SAMP-T jest w pełni sieciocentryczny, podobnie MEADS bo takie było założenie konstrukcyjne a Patriot PAC-3 bez IBCS nie, skoro SAMP-T i MEADS na dziś bez problemu mogą korzystać z polskich radiolokatorów PIT Radwar a Patriot nie, to który system jest najbardziej przestarzały na dziś? Dlaczego odrzucono najnowocześniejsze rozwiązania z dostępem do technologii systemów a nawet propozycją budowy pocisków Aster w Polsce? Dlaczego Polska nie chce być współwłaścicielem praw do technologii MEDS na bazie której Lyftwaffe buduje TVLS gdzie Patriot jako system przestarzały będzie jedynie podelementem OPL a nie podstawą? Może rozwój polskiego przemysłu rakietowego jest nie na rękę Amerykanom, bo Patriot, MLRS czy F-16 bez nowoczesnej amunicji lub bez możliwości jej uzupełnienia bez zgody USA są niewiele warte. Może dlatego Amerykanie tak zacięcie niszczyli w Polsce jednostki artylerii rakietowej średniego zasięgu(SCUD) by w pełni panować nad Wojskiem Polskim i uzależnić je w przyszłości w pełni od starszych technologii z USA? W ten sposób USA będzie w pełni kontrolowało najważniejsze uzbrojenie Wojska Polskiego dzięki ministrowi Macierewiczowi i swoim ludziom w Platformie Obywatelskiej, SLD i Prawie i Sprawiedliwości. To jest porozumienie ponad podziałami.

XP
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 00:07

Porażająco prawdopodobne

gts
niedziela, 10 grudnia 2017, 19:20

Ty buba sie tak nie zapedzaj bo MEADS to system... amerykanski. Zdziwko? Co z tego ze kase wykladaja Niemcy i Wlosi jak to Lockheed Martin go buduje. Kto ci powiedzial ze LM pozwoli ci wpiac tam nasz radar? Chyba na pasmo S... zakup MEADS to problem taki sam jak zakup Patriota, tyle ze jeszcze po drodze jest rzad Niemiec ktory moze podbic stawke, a takze byc posrednikiem. Niby nam proponuja udzial, ale jakos wsrunkow nikt nie widzial, a z Niemcami jest tak ze ten udzial to moglibysmy niec czysto finansowy bo wszystko musielibysmy kupic z zewnatrz. Nie mow wiec hop, poza tym MEADS praktycznie w ogole nie zostal sprawdzony. Do tej pory odbyl sie jeden test z pociskiem i samolotem, na przestrzeni lat to cos malo. Nie mowie ze to zly system, ale nie ma co bezkrytycznie w foldery patrzec i nie wiadomo co sobie wyobrazac. Tak samo przekrecacie oferte izraelska na Homara. Zasieg, zasieg, zasieg. Nowet Lora ma u was 500km zasiegu podczas gdy producent otwrcie mowi o 300-350km. Skrzetnie tez przemilczacie wielkosc glowic w rakietach posrednich... gdzie izraelskie sa 2-4 mniejsze od amerykanskich. Obiektywizmu troche panowie. Wg mnie Wisla teraz nie ma sensu, lepiej skupic sie na innych pilnych potrzebach i na Narwi ktora mozna pozyskac z miejsca praktycznie, problemem tylko bedzie interoperacyjnosc z IBCS. Programow mamy ci u nas dostatek. Przy rozsadnej dyplomacji z Rosja mozna zalozyc ze nie bedziemy jakos szczegolnie zagrozeni atakiem rakietowym, dlatego lepiej ruszyc programy gdzie juz praktycznie tracimy zdolnosci i sprzet, albo balansujemy na krawedzi (bo mamy czegos za malo) albo z kolei w ogole nie mamy takiego sprzetu a jest konieczny. Smiglowce, samoloty (mysliwce, tankowce, rozpoznanie i dozor, transport) , BWP, okrety czy amunicja... mamy od czorta zakupow, ktore powinny byc realizowane na wczoraj.

Wawiak
niedziela, 10 grudnia 2017, 18:39

Dobrze napisane, ale myślę, że tu chodzi o militarną obecność USA w Polsce jko swoistego gwaranta naszego bezpieczeństwa. Problem tylko ten, że to jest palcem na wodzie pisane...

PolExit
niedziela, 10 grudnia 2017, 15:35

Akurat PO bym z tej wyliczanki wyłączył. Oni najbardziej sprzyjają koncernom nieamerykańskim, vide Leosie, Kraby czy Caracale.

asad
niedziela, 10 grudnia 2017, 14:49

Merytoryczny komentarz. Niestety masz rację.

Realny
niedziela, 10 grudnia 2017, 22:19

IBCS to nic innego jak kilkanaście chipów wpiętych w radary i oprogramowanie. Dajcie mi 1 mln złotych, zatrudnię kilku studentów informatyki i w ciągu 6 miesięcy zrobimy lepsze oprogramowanie niż ma US Army. Za resztę kasy wybudujemy 2 strzelnice. System nazwiemy Future Combat Capability Management System i sprzedamy to Chin, Japoni, Koreii, Tajwanu itp. Zarobimy na Tym miliardy. Nie wciskajcie, że system który wykrywa rakietę i wkleją to na mapę i ekran monitoru to coś tak kosmicznie skomplikowanego.

ronin
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 12:27

6 miesiecy i kilku studentow ... chyba do napisania bajki bo o powaznym projekcie zapomnij ( w 6 miesiecy to moze i tylko moze udaloby sie cos napisac z grupa starych wyjadaczy znajacych sie na systemach tego typu). Ale do tego potrzebny bylby kilka lub kilkanascie razy wiekszy budzet...a to co by napisali to bylby tylko punkt wyjscia...

ZZ
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 09:17

>"Dajcie mi 1 mln złotych, zatrudnię kilku studentów informatyki i w ciągu 6 miesięcy zrobimy lepsze oprogramowanie niż ma US Army." Ktoś już wpadł na taki pomysł Skończyło się na tym, że ludzie wygrywali wybory w miejscach, w których nawet nie startowali, a każdy mógł ustawić wyniki jak chciał w dowolnym miejscu w Polsce, znając tylko kod pocztowy. >" Nie wciskajcie, że system który wykrywa rakietę i wkleją to na mapę i ekran monitoru to coś tak kosmicznie skomplikowanego. " No i widać, że nie ma Pan pojęcia o... no, właściwie to o żadnym z aspektów tworzenia oprogramowania. Zacznijmy chociażby od zakwalifikowania wykrytego obiektu jako rakieta.

tyle
niedziela, 10 grudnia 2017, 12:28

Przyspieszyć jak tylko się da angielską Narew a z amerykańską Wisłą przestać się spieszyć do czasu aż USA zaproponują rozsądną cenę za swój system.

Kaliber człowieka
niedziela, 10 grudnia 2017, 20:38

Jak można poważnie traktować faceta mówiącego, że negocjując Wisłę nie pozwolimy (Amerykanom) na cenę która zagrażałaby realizacji innych programów modernizacji armii, po czym w innym miejscu stwierdza, że jak zostanie pieniędzy z innych programów wówczas zdecydują czy będą kupować śmigłowce czy modernizować stare Mi24. W sytuacji kiedy wszystko na wodzie pisane, z racjonalnych względów tego typu wywiady nie powinny w ogóle mieć miejsca. Jak tu jednak zrezygnować z okazji głoszenia wspaniałych postępów, z przyłożenia poprzednikom że zamknęli drogę negocjacyjną konkurencyjnym ofertom itp. . To taka sama słabość jak historyczny już przytyk z widelcem.

Wiesiek
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 10:35

Szatkowski w swoim wywiadzie mówi że jeśli zdecydujemy się w programie Harpia na samolot wielozadaniowy 5-tej generacji to kupimy ich dla 3 eskadr , jeśli wybór padnie na 4-tą gen. to trzeba będzie kupić nieco więcej . Mówi też że Leo od Hiszpanów niema , będą wykorzystywać dla siebie ale jest pomysł na kupno nowych Leo jakiejś niewielkiej ilości

criss
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 23:05

szeroki transfer technologii z USA nie jest możliwy. a każdy, nawet ubogi, jest kosztowny. no i czy PGZ potrafi go skonsumować? trzymanie się jednego oferenta będzie także kosztowało. nie widzę przestrzeni na jakąś rozsądną strategię negocjacyjną.

KrzysiekS
niedziela, 10 grudnia 2017, 19:29

Wydamy przy programie WISŁA od 40-60 mld zł to jest realna cena można ją zbić tylko w jeden sposób rezygnując z offsetu. Dlatego jeżeli to zrobimy należy (CAMM/CAMM-er kupić bez względu na to jak kupimy WISŁĘ). Myślę że i bez względu na zakup HOMARA (też przepłacimy). Warto wejść w program europejski PESCO (będziemy mieli mało pieniędzy a te programy są rozłożone w czasie) - proponuję KRUKA z Włochami i o ile się uda w LEO3.

weas
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 13:39

Proponujesz wejście w projekt śmigłowca który już na starcie jest przestarzały. Prędkość 256 km/h a nowo projektowane konstrukcje mają osiągać nawet 550...ten włoskich śmigłowiec to wydmuszka i atrapa śmiglaka, szkoda kasy.

klavo jak cholera
niedziela, 10 grudnia 2017, 19:29

Pytanie do forumowiczów. Wierzycie w te zapewnienia MON o modernizacji armii?Biorąc wszystko to ,czego dokonał obecny minister po objęciu urzędu.

jak widać, nie dla każdego
niedziela, 10 grudnia 2017, 19:18

Tak "doświadczony" negocjator, jak p. wiceminister mon, winien wiedzieć, że negocjacje polegają na rezygnacji ze swoich założeń obu stron, a nie tylko jednej! To oczywista oczywistość!

K.
niedziela, 10 grudnia 2017, 19:17

Moim zdaniem powinniśmy postawić na SAMP/T lub MEADS . Drugie rozwiązania tylko wtedy kiedy uznajemy , że stać nas na ryzyko i zainwestować w ten projekt jako udziałowiec . Jeżeli zgodzą się na warunki jakie zaproponują Stany (zapewne cena spadnie w trakcie negocjacji ale cena za dwie baterie jest tak absurdalna , że nawet przy rabacie 40-50 % będzie nieakceptowalna) , modernizacja wojska zostanie zastopowana na lata , mało tego większość elementów na których nam zależy jeszcze nie istnieje . Może się okazać , że zostaniemy z bateriami z pierwszego etapu i to wszystko . Jaki jest sens pchać się w SkyCeptor jeżeli on jeszcze nie istnieje , jeżeli do Narwi mają być brytyjskie rakiety to szkoda czasu .

Marek MM
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 15:12

Mamy stadion za 1 miliard, budujemy w Lodzi dwirzec kolejowy za 2 miliardy. Sadze, ze nas stac na wydanie 30, czy 40 miliardow na zapewnienie bezpieczenstwa naszej przestrzeni powietrznej.

kubuskow
wtorek, 12 grudnia 2017, 17:38

Ale te 2 miliardy na dworzec to: 1. UE nam częściowo refunduje; 2. Generują miejsca pracy w Polsce; 3. Wzbogacaj polskie firmy wykonawcze - kumulacja kapitału. Z patriotów nic z powyższego nie wypływa.

jurgen
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 09:45

skoro problem to wygórowana cena Lokheed Martin za pociski PAC-3 (208 szt.), to kupmy tylko zamówione pociski szkolne do PAC-3 i niech się LM goni. Dostawy zestawów będą i tak dopiero za kilka lat, może LM zmądrzeje a jak nie to lepiej kupić cała technologię LCI SkyCeptor (Stanner), tak jak to zresztą i tak miało być i niech się LM wypcha. Już raz LM nas wydymał przy F16. Oczywiście trochę PAC-3 wypadałoby mieć, ale nnie dajmy się robić w balona.

Patriota
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 15:05

"To firmy prosiły o wydłużenie terminów składania ofert. Pierwotnie chcieliśmy, aby propozycje – w obu postępowaniach – zostały przekazane we wrześniu, przesunięcie terminów musiało nieco opóźnić prowadzone procedury." Kownacki to jest jakiś upośledzony umysłowo? Kiedy WSZYSCY uczestnicy przetargu wymagają przedłużenia czasu, to sprawa jest prosta - przetarg jest źle przygotowany! Szkoda tylko, że przez te miernoty z MON cierpią Polskie firmy - Świdnik i Mielec pewnie już mogłyby produkować dla nas śmigłowce, zatrudniać ludzi, dawać miejsca pracy.

Anty 500+ przed ....
wtorek, 12 grudnia 2017, 20:43

Jakie Polskie firmy? Mielec i Świdnik nie są Polskie. WZL1 (Polski) też mógł montować dla nas śmigłowce ale ktoś chciał zrobić dobrze Amerykanom ...

kubuskow
wtorek, 12 grudnia 2017, 17:41

"Świdnik i Mielec pewnie już mogłyby produkować dla nas śmigłowce, zatrudniać ludzi, dawać miejsca pracy. " Jakie śmigłowce? Jakie miejsca pracy? Sugerujesz zakup dla specjalsów wykastrowanych Black Hawk-ów, czy uruchomienie produkcji AW-101 w ilości 8 sztuk?

Adam
niedziela, 10 grudnia 2017, 19:04

Czyli co ? amerykanie podali cenę za Patrioty i koniec hura optymizmu a nasz MON z wrażenia usiadł i robi pod siebie myśląc co dalej.... Może kupimy za ileś lat tylko te dwie baterie bo na więcej kasy nie będzie i tak to się skończy.W żadnym wypadku nie popieram poprzedników i uważam że dużo złego zrobili,tylko tam było 30 miliardów a ci ze swoimi zachciankami i offsetami myśleli że jeszcze niżej zejdą,to już naschodzili.I dzisiaj próżno szukać komentarzy od zwolenników pana Antoniego,chyba i sami na oczy przejrzeli....

Marian
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 22:11

Czy rozumiecie teraz dlaczego Polska nie może posiadać broni A? Bo firmy zbrojeniowe nie zarobiłyby dziesiątek miliardów tylko miliardy. Polska potrzebowałaby połowę z tego złomu który planujemy kupić i byli byśmy 5 razy bezpieczniejsi niż z tym złomem który po 10-15 latach będzie potrzebował modyfikacji, ulepszeń lub zmiany na nowy. Jestem przekonany że można by się z kimś dogadać z Azji, np. Indie i kupić gotowy produkt a gdyby naprawdę zrobiło się gorąco "umożliwić" wywiadowi rosyjskiemu dotarcie do informacji że takie coś posiadamy. Jestem przekonany że taka wiadomość ostudziłaby ich zapędy o wiele skuteczniej niż cała dywizja czołgów i 100 F-16 nie mówiąc już że cena końcowa za to wszystko byłaby niższa niż za te zabawki konwencjonalne.

Kóma
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 09:22

A więc tylko dwie baterie Patriot,a minister AM mówił o ośmiu. Kto więc rozsiewa fake newsy ?

zarazo
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 23:27

naucz sie czytac ze zrozumieniem. dwie baterie w starej wersji beda jak piewrsze z tych osimiu. poczy beda modernizowane do nowego standardu. oby dwa etapy usa wycenilo na 10lmd$ czyli polsak albo utarguje cena albo z czegos zrezygnuje. ogolnie mowi sie o 4 wyrzutniach na baterie

KrzysiekS
niedziela, 10 grudnia 2017, 18:50

Ale tak poważnie bez względu czy kupimy Patriota czy nie (chociaż na 99% kupimy bez względu na cenę bo obiecaliśmy to już Panu Prezydentowi USA) to obowiązkiem MON jest oprzeć system NAREW o inne efektory niż z USA prosta zasada różnorodność jest kłopotliwa również dla atakującego dlatego CAMM/CAMM-ER to dobry wybór.

Stary Trep
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 09:08

Cytuję: " ... nie jest wykluczone, że zrezygnujemy z pewnych zaproponowanych przez Stany Zjednoczone elementów, aby obniżyć cenę całego zakupu ... " Nie chcę się znęcać, ale "tytani negocjacji" to mało powiedziane. Ponadto, wciąż czekam na efekty nowego otwarcia relacji polsko-amerykańskich, po wyborze Donalda Trumpa na urząd prezydenta USA. Czekam i doczekać się nie mogę. I mam nieodparte wrażenie, że najlepsze zakupy dla polskiej armii robiły SLD i PO. Uzyskując za śmieszne pieniądze wartościowy sprzęt - najpierw Leopardy 2A4 a następnie 2A5. Ekipa PiS bije wszystkich na głowę w jednej dziedzinie, w propagandzie. Jest tylko jeden problem, od propagandy ani pieniędzy ani sprzętu dla wojska nie przybędzie.

łuki
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 11:51

myślę, że nie było by dużego problemu kupić 20- 30 letni sprzęt i teraz

superglue
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 11:29

nie twierdze ze zmiana jest dobra ale z tego co podały media, F-16 przepłaciliśmy i nie posiadamy kodów źródłowych. Natomiast Leo, duma niemieckiego przemysłu została zmieciona w Syrii mimo osłony piechoty. Proszę zauważyć jak opancerzone są Leo dla Singapuru a jak dla nas. Na lamach D24 byla wzmianaka, ze współpraca z Niemcami w dziedzinie produkcji amunicji min do Leo jest wielce utrudniona. Sam gen Skrzypczak przyznał ze termin ważności amunicji skoczył się wiele lat temu. Do dziś nie mamy wdrożonych ppk dla wozów bojowych o śmigłowcach szturmowych nie wspominając.

Business Observer
niedziela, 10 grudnia 2017, 18:33

Najtrudniej negocjuje się cenę gdy sprzedawca wie że jesteś zdesperowany (a w dodatku ogłosiłeś decyzje o wyborze wszem i wobec). Kupując wcześniej (na dobrych warunkach) CAMM , Amerykanie dostaliby sygnał że mamy już jakąś OP i że budżet jest już uszczuplony.

As
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 08:16

Czyli tak jak pisałem przy okazji podpisywania ostatnich umów w temacie Patriotów. Jeszcze wiele cystern tuszu do drukarek się wyleje zanim słowo pisane stanie się ciałem. Choć co kilka miesięcy będziemy słyszeć o nowych sukcesach w programie.

Dropik
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 07:42

Rumuńska bateria będzie kosztować 760 mln $ więc nasza to minimum 1 mld a może nawet 1,2 mld jeśli ten offset ma być nie minimalny. Czyli z vatem od 35 do 42 mld. O co chodzi . Każdy rozsądny wiedział że takie kwoty są realne

hermanaryk
wtorek, 12 grudnia 2017, 10:42

Rumunia kupuje starszą wersję Patriota, która może tylko pomachać Iskanderom.

superglue
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 11:15

wiele spraw jest poufnych i tajnych, ale z tego co mi wiadomo dla nas oferta jest pełniejsza niż dla Rumuni czy Szwecji. My mamy dostać system sieciocentryczny a oni tzw wyspowy i te 200 rakiet miesci sie w rozsadnej cenie o ile wierzyć mediom.

Remik
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 21:13

Pare danych: 1.).rakieta systemu patriot pracuje z internym zegarkiem czestotliwosci 0,1 sekundy( artykul 10.6.2008, deutschlandfunk.de wypowiada sie matematyczka Christine Gräfe) to znaczy ze(moja primitywna interpretacja) jak taka prosta scud-rakieta leci z 6000km/h (1.666m/sec, iskander ponad 2000m/s) frontalnie na taka pac3 rakiete ktora sama ma mach 5=6000km/h, razem zblizaja sie predkoscia ok. 12000km/h=3300m/s, timing dokladnej detonacji wynosi minimalnie jedna dziesiata sekundy wtym wypadku 330 metrow. Sama glowica pac3 jest zaslaba zeby wtej niedokladnosci tako wolna rakiete jak scud z kursu potracic a co dopiero iskandera. 2.). wojna w Wietnamie na calo scale pokazala: Wietnamczycy dysponowali okolo 100 Rakietokompleksami, wyszczelili ok. 7000 Rakiet, trafili 1100 samolotow to kwota kill-ratio 15%. W dzisiejszych czasach technika atakowania i obrony po obu stronach poszla dalej, i ta kwota napewno zostanie stabilna. To znaczy Polsce jest zapropowany rakietokompleks z 208 pac3 rakietami, przy kil-ratio 15% ma ten rakietokompleks potencjal zestrzelic okolo 31 samolotow, i zadnych nowoczesnych iskanderow. Nowoczesny misliwiec kosztuje 100Mio €, sumarium ta propozycja ma wartosc 3 miliardy Euro! Moze ktos sie tam pomylil miedzy Zlotowkami i Dolarem??

dropik
środa, 13 grudnia 2017, 15:33

serio ? Pac 3mse nie ma żadnej wybuchowej głowicy. trafia w cel i niszczy go energią kinetyczną. A zegarki zmienili na nowe rolexy :P

LOL
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 14:05

Jak to możliwe, że niezależni eksperci, czy publicyści branżowi wiedzieli ile to będzie kosztowało (i pukali się w głowę gdy Macierewicz deklarował- "nie więcej niż 30mld), a MON, od wielu lat prowadzący rozmowy, mający pod sobą cały inspektorat uzbrojenia, nie wiedział, i jest ceną zaskoczony?

Asx44
poniedziałek, 11 grudnia 2017, 03:54

Ha Ha. Wiedziałem że zakup R-27 z WBE oznacza coś więcej niż tylko dostarczenie rakiet dla MIGów 29. WBE ma ambicje produkować radiolokatory i podobno już to robi (Stokrotka) zaś sam efektor naprowadzany niestety półaktywnie ma pewne ograniczenia dot. martwej strefy i pułapu ale ma potencjał. Dziwi mnie pewna zbieżność. Kontrakt na rakiety obejmował kwotę rzędu 128 mln zł ! za dużo (pewnie wliczono transfer technologii) ale jednocześnie emisja akcji WBE kosztowała tyle samo !!! Czyli albo Ukraińcom zapłacono akcjami albo Polski Fundusz Rozwoju dofinansował w ten sposób koszt zakupu technologii z Ukrainy i powołano joint venture, coś w rodzaju partnerstwa publiczno-prywatnego dla Narwi. Dobrze, niech rozwijają efektory dla Narwi ale wciąż czekamy na PK-6 i niezależnie od tego na CAMM-ERa. No chyba że przerobią R-27 na efektor typu mid-course update + naprowadzanie aktywne/półaktywne w końcowej fazie lotu. Co do Wisły to deklaracja zakupu Homara z ICBS ogranicza pole manewru. Minister zwala też część winy na poprzedników - sorry ! ale sprawa Patriota PL nie istnieje ! wy popełniacie te same błędy, a radar Raytheona zastąpił ICBS którego budowę i rozwój prawdopodobnie mamy współfinansować.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama