Reklama
Reklama
Reklama

Kownacki dla Defence24.pl: Homar z licencją lepszy niż w offsecie. Rekomendacja ws. Adelaide była negatywna

21 września 2018, 10:07
Kownacki Marta
Fot. M. Rachwalska/Defence24.pl.

W rozmowie z Defence24.pl Bartosz Kownacki, były wiceszef resortu obrony narodowej mówi o możliwościach modernizacji Marynarki Wojennej, programie artylerii rakietowej Homar i wsparciu finansowania obecności wojsk USA w Polsce.

Jakub Palowski: Prezydent Andrzej Duda podczas rozmów z Donaldem Trumpem oficjalnie zwrócił się o ustanowienie stałej obecności wojskowej, a amerykański prezydent potwierdził że jest to rozważane. Wcześniej wniosek o zbadanie możliwości budowy baz w Polsce złożył Kongres. Jak Pan ocenia szanse na wzmocnienie obecności wojskowej Amerykanów w Polsce? 

Bartosz Kownacki, poseł PiS i członek Sejmowej Komisji Obrony Narodowej, wiceminister obrony odpowiedzialny za modernizację w latach 2015-2018: Na pewno obecność wojsk amerykańskich zdecydowanie poprawia naszą sytuację bezpieczeństwa, to należy wręcz przyjmować jako pewien aksjomat. Zmiana jej charakteru z rotacyjnej na stałą byłaby dla nas bardzo korzystna. Musimy mieć świadomość, że deklaracje prezydentów Polski i USA to konsekwencje starań podejmowanych przez polskie władze od ponad roku. Te działania zostały zapoczątkowane jeszcze przez ministra Macierewicza. 

Obecnie doszliśmy do pewnego etapu, choć jeszcze nie jest to równoznaczne z ustanowieniem stałej obecności. Mam nadzieję, że taka decyzja ostatecznie zostanie podjęta, bo nie ma wątpliwości że przyczyniłoby się to do znacznego wzmocnienia bezpieczeństwa Polski. 

W dyskusji publicznej pojawiają się głosy, że decyzja o ustanowieniu stałych baz może być powiązana z zakupami przez Polskę uzbrojenia w USA. 

Jestem przeciwny stawianiu sprawy w taki sposób. Nie możemy stawiać znaku równości pomiędzy pozyskiwaniem od Amerykanów sprzętu wojskowego i rozmieszczeniem w naszym kraju ich sił na stałe. Decyzje naszego sojusznika wynikają z wielu przesłanek geopolitycznych. Natomiast jeśli już mówimy o pieniądzach to moim zdaniem znacznie ważniejsze jest utrzymywanie i zwiększanie przez Polskę odpowiedniego poziomu wydatków obronnych. Dziś jest to 2 proc. PKB zgodnie z wymogami NATO, a docelowo będzie to 2,5 proc. PKB, czyli znacznie więcej niż jesteśmy do tego zobowiązani.

To przekłada się na realne zdolności obronne, pokazuje że jesteśmy zainteresowani budowaniem własnego bezpieczeństwa. Dzięki temu rozmowy z naszymi partnerami są znacznie łatwiejsze. Trzeba też pamiętać o tym, że pozyskiwanie sprzętu z USA, najlepiej w formie współpracy przemysłowej, bo tak to powinno wyglądać, zwiększa naszą interoperacyjność, ułatwia współdziałanie. Nie oznacza to jednak, że jeżeli wydamy w USA określoną kwotę z naszego budżetu modernizacyjnego, sięgającego ponad 200 mld zł w ciągu dekady, to pojawią się tutaj stałe amerykańskie instalacje wojskowe.

Z drugiej strony, część sprzętu będzie i tak pozyskiwana w Stanach Zjednoczonych, niezależnie od decyzji w sprawie stałych baz. Moim zdaniem tych dwóch kwestii nie należy bezpośrednio powiązywać. Ważniejsze jest utrzymywanie przez Polskę realnych zdolności obronnych, z czym z kolei wiąże się poziom nakładów na obronę. Przypomnę też, że polski rząd jest skłonny sfinansować część kosztów związanych z budową stałej bazy, aby odciążyć budżet Stanów Zjednoczonych. To może ułatwić decyzję o zwiększeniu obecności USA, zgodnie z naszym interesem narodowym. Jeżeli mówimy w kontekście stałych baz o wydaniu pieniędzy z polskiego budżetu, to powinny być te fundusze, a nie środki na modernizację.

W lipcu Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało, że zmienia formułę realizacji programu artylerii rakietowej Homar. Rozpoczęto rozmowy ze stroną amerykańską w trybie międzyrządowym (FMS), choć wcześniej planowano, że ten system będzie budowany przez polskie spółki we współpracy z partnerem zagranicznym. Jak Pan ocenia tą decyzję? 

Sprawa jest skomplikowana i trudno udzielić na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Jako sekretarz stanu w MON uczestniczyłem w negocjacjach w programie Homar, i wiem, jak trudne były to rozmowy. Z jednej strony na pewno łatwiej jest kupić gotowy produkt „z półki”, za pośrednictwem rządu amerykańskiego w trybie FMS. Moim zdaniem jednak akurat w wypadku programu Homar nie jest to najlepsze rozwiązanie.

Pewnym minimum jest tutaj zapewnienie offsetu lub transferu technologii. Musimy pamiętać o tym, że Homar to skomplikowany system, który trzeba będzie utrzymywać w całym cyklu życia. Jeżeli kupimy go „z półki”, w następnych latach będziemy ponosili bardzo duże koszty wsparcia eksploatacji, bez żadnych korzyści dla polskiego przemysłu obronnego. Z tego powodu zaplanowaliśmy zakup licencji pozwalającej na dostosowanie tego sprzętu do naszych wymagań i jego współprodukcję, choć zdaję sobie sprawę, że było to bardzo trudne ze względu na opór Amerykanów. W pewnym momencie strona amerykańska nie chciała nawet zrealizować wcześniej złożonych deklaracji.

Podkreślam, że nie mogę jednoznacznie rozstrzygać o podjętej decyzji, bo minister Błaszczak ma na ten temat więcej informacji niż ja obecnie. Uważam jednak, że przy takim programie jak Homar warto też rozmawiać z innymi oferentami – z Izraelem, z Turcją. To daje możliwość uzyskania najlepszych warunków ekonomicznych.

Pana zdaniem korzystniejszy byłby offset, czy zakup licencji?

Z mojego doświadczenia wynika też, że długofalowo zakup licencji może być korzystniejszy niż procedury offsetowe, po zmianie ustawy wynikającej z konieczności dostosowania do wymogów prawa europejskiego. Aby jednak produkcja na licencji była możliwa, partner zagraniczny musi być skłonny do przekazania technologii, z kolei nasz przemysł – do jej przyjęcia. 

Może się zdarzyć tak, że otrzymujemy ofertę transferu technologii, ale nie jesteśmy w stanie jej zrealizować z uwagi na posiadany potencjał. Podobna sytuacja występowała z częścią propozycji offsetowych w programie Wisła. Powtórzę, że pełną wiedzę w tej kwestii ma minister Błaszczak, w każdym przypadku należy brać pod uwagę różne czynniki. 

Mówił Pan niedawno, że z analiz przeprowadzonych w Ministerstwie Obrony Narodowej w czasie, gdy pełnił Pan stanowisko wiceszefa resortu wynikało, iż zakup fregat Adelaide byłby niekorzystny. Niedawno jednak kwestia pozyskania tych okrętów pojawiła się ponownie, i była przedstawiana w pozytywnym świetle, również przez obecne kierownictwo MON, choć do transakcji ostatecznie nie doszło.

Nie chcę spekulować na temat podstaw do działań obecnego kierownictwa resortu, bo – powtarzam po raz kolejny – to ono ma pełną wiedzę odnośnie obecnych uwarunkowań. Mogę jednak potwierdzić, że z naszych analiz wynikała negatywna rekomendacja dla pozyskania fregat. To bardzo drogie jednostki. Założyliśmy jednocześnie, że wprowadzenie rozwiązania pomostowego nie powinno mieć negatywnego wpływu na inne ważne zamówienia, realizowane zresztą ze znacznym udziałem naszego przemysłu. Mówię tu przede wszystkim o programie okrętu podwodnego Orka. Uznaliśmy więc, że koszty które trzeba by ponieść na zakup fregat były zbyt duże, i hamowałyby inny priorytetowy program, ważny zarówno dla floty jak i dla stoczni.

Musimy też pamiętać, że koszt fregat jest zależny od ich stanu. Australijskie okręty wymagałyby przed wprowadzeniem do Marynarki Wojennej pewnych dodatkowych prac, remontu. Co więcej, z naszych analiz wynikało, że celowa będzie modernizacja fregat. 

Czy chodzi o instalację radaru trójwspółrzędnego?

Tak, obecnie fregaty mają radar dwuwspółrzędny. Nie daje on możliwości pełnego wykorzystania rakietowych systemów przeciwlotniczych, w jakie uzbrojone są te okręty, przez co ich zdolności są w pewien sposób ograniczone.

Jak długo mogłaby trwać taka modernizacja?

Aby udzielić na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi, musielibyśmy dysponować wiążącą ofertą przemysłu związaną z integracją radarów, czy innego dodatkowego sprzętu. Powinna ona uwzględniać także rolę polskich przedsiębiorstw w tym programie, o ile taka jest zakładana.

Możemy jednak – dość optymistycznie – założyć, że modernizacja fregaty trwałaby około trzech lat. Tylko wtedy Adelaide przestają być opcją pomostową, bo pierwotnie ich zaletą miało być to, że będą szybko dostępne. 

Z kolei nowe okręty nawodne, budowane w polskim przemyśle, mogłyby realnie powstać w ciągu około pięciu lat. Powstaje zatem pytanie – czy warto wydawać dwa miliardy złotych po to, by wprowadzić okręty o większych możliwościach bojowych dwa lata wcześniej, i to z minimalnym, lub wręcz żadnym udziałem przemysłu.

Pojawiały się informacje, że niektóre elementy, na przykład uzbrojenia rakietowego fregat, musiałyby zostać pozyskane z USA, w procedurze FMS. 

W celu zakupu czy modernizacji części wyposażenia trzeba by też uzyskać zgodę władz Stanów Zjednoczonych. Należy również uwzględnić ewentualny udział przemysłowy polskich firm – nie jest tajemnicą, że przy używanych okrętach byłby on bardzo ograniczony. Dopiero po ocenie tych wszystkich czynników można wydać pełną rekomendację. 

Nie wiem jaka będzie ostateczna decyzja w sprawie Adelaide, ale być może uznano, że korzystniejsze będzie pozyskanie nowo budowanych okrętów Miecznik od polskich stoczni. Na realizację programu nowych jednostek jednocześnie z kupnem i remontem australijskich fregat MON raczej nie ma wystarczających środków. 

W dyskusji o Adelaide pojawiły się też głosy, że w Polsce nie można budować okrętów bojowych, że nasz sektor nie posiada kompetencji chociaż projekty okrętowe realizowane są z powodzeniem w modelu partnerstwa przemysłowego na przykład w Egipcie, Grecji, Indonezji czy Meksyku. Skąd Pana zdaniem biorą się takie negatywne oceny możliwości polskiego przemysłu? 

Zacznę od tego, że nie zgadzam się z przekonaniem, iż w Polsce nie można budować okrętów bojowych, ale mogę zrozumieć z czego ono wynika. Taka opinia jest następstwem szeregu patologii jakie miały miejsce w poprzednich latach, tak w samej Stoczni Marynarki Wojennej, jak i w procesie finansowania budowy okrętów, przede wszystkim korwety Gawron, przemianowanej później na okręt patrolowy Ślązak.

Musimy jednak pamiętać, że w budowie Gawrona/Ślązaka popełniono szereg bardzo istotnych błędów, tak po stronie wojska jak i przemysłu, i przy odrobinie planowania i zaangażowania można je łatwo wyeliminować. Dowodem na zdolności polskiego przemysłu jest także powodzenie programu Kormoran. Choć to mały okręt, to jego budowa jest skomplikowana i wymaga szerokich kompetencji, również jeżeli chodzi o integrację licznych i zaawansowanych systemów pokładowych. 

Ponadto, założyliśmy że budowa nowych okrętów będzie realizowana we współpracy z partnerem zagranicznym, który przekaże nam niezbędne kompetencje i technologie. Podkreślam, że co najmniej kilku oferentów – między innymi z Francji, Holandii, i Niemiec, złożyło nam bardzo interesujące propozycje. 

Jak może wyglądać współpraca z kooperantem? 

Taka współpraca może polegać na przykład na tym, że dany projekt ma dwóch menedżerów – polskiego i przydzielonego przez partnera. Dzięki temu można stopniowo budować własne zdolności, pozyskiwać wiedzę, bez obaw o powodzenie całego projektu. 

Dodam, że polskie stocznie budują przecież, również na eksport, cywilne jednostki z dużym powodzeniem. Część prac może odbyć się w podobny sposób, a integracja uzbrojenia i sprzętu wojskowego – właśnie we współpracy z partnerem zagranicznym. Podobne programy są prowadzone również w państwach o mniejszych zdolnościach i tradycjach, i są realizowane z powodzeniem. Możemy więc budować okręty dla Marynarki Wojennej w Polsce. Mamy odpowiednią infrastrukturę, a brakujące zdolności możemy pozyskać lub utworzyć, ze wsparciem partnerów.

Przykładem programu okrętowego rozwijanego pomyślnie w Polsce jest niszczyciel min Kormoran. Zbudowano go w dość krótkim czasie, kontrakt na pracę rozwojową podpisano we wrześniu 2013 roku a pod koniec ubiegłego roku odebrano pierwszy okręt. Niedawno odbyło się cięcie blach drugiej jednostki, z kontraktu podpisanego w grudniu 2017 roku. 

Remontowa w programie Kormoran pokazała, jak można zorganizować prace przy trudnym i skomplikowanym projekcie. Jako prywatna spółka jest w nieco odmiennej sytuacji niż państwowe stocznie, ale inne zakłady mogą w tym zakresie korzystać ze wsparcia partnerów zagranicznych. Kompetencje w obszarze organizacji pracy mogą zostać podniesione na odpowiedni poziom, właśnie dzięki realizacji projektów kooperacyjnych.

Kolejnym elementem paradoksalnie najtrudniejszym i jednocześnie najważniejszym, jest potrzeba utrzymania know-how w polskich zakładach, czyli zatrudniania i utrzymywania dobrze przygotowanych specjalistów. Potrzeby w tym zakresie ma nie tylko polska branża stoczniowa, ale i inne gałęzie gospodarki. Obecnie te kompetencje jeszcze są, ale trzeba o nie dbać i je rozwijać. Jeżeli tego zaniechamy, stoczniowcy i inżynierowie wyjadą do pracy w zachodniej czy północnej Europie, a polska gospodarka poniesie nieodwracalne straty.

Dziękuję za rozmowę.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 37
Reklama
taa
sobota, 20 października 2018, 04:39

No tak najlepiej byłoby za darmo, na już , z pełną licencją i offsetem i 300 dywizjonów he

Okręcik
środa, 26 września 2018, 13:34

Kolego weqwrwe ja nie manipuluję tylko najwidoczniej nie zrozumiałeś tego co miałem na myśli. jestem za ich obecnością, ale nie za tę kasę. Te 2 mld dolców rząd teraz tłumaczy jako jednorazowy wydatek, ale gdy była o tym mowa wyglądało to na coroczną daninę. Tak na prawdę to Amerykanom zależy na tej bazie, a my wyskakujemy przed szereg i chcemy płacić za coś co i tak byśmy quot;dostaliquot;. A zakładając, że USA nie chce w Polsce swoich baz, to po pierwsze ich nie przekupimy, a po drugie oznaczałoby to ze spisali nas na straty, jakby co do czego. Dobrze gdyby tu byli, ale nie stanowi to żadnej gwarancji, że jakby co, to staną do walki. Oczywiście mówię o konflikcie lokalnym, nie globalnym. W globalnym bylibyśmy na linii frontu i bez względu czy byśmy się obronili czy nie, i czy byliby tu Amerykanie, to i tak zostalibyśmy zaorani. W konflikcie lokalnym, gdyby Rosjanie nie zaatakowali bezpośrednio wojsk USA [NATO], te mogłyby uznać się za neutralne. takie przypadki były już w historii. Dlatego zawsze będe twierdził, że jak się sami nie obronimy, to nikt tego za nas nie zrobi.

erd
poniedziałek, 24 września 2018, 17:29

@CK16...człowieczku z netu, zaszokuję cię ale w przypadku wojny z Rosją to okety są nam tak samo zbędne jak czołgi, bwp, samoloty i śmigłowce oraz ten twój Homar ze spółki z Ukrainą. Szczególnie jak się kompletnie nie ma nowoczesnej amunicji. Takich bredni jak ta o wpólnych projektach z Ukrainą i powstaniu miejsc pracy w Polsce już się czytać nie chce. Wbij sobie do głowy że miejsca pracy powinny być uzależnione od tego ile tych cudownych wyrobów naszej zbrojeniówki będzie się sprzedawało nie tylko u nas, dla rodzimego dziadowskiego MON. Jak na razie to nasza sprzedaż leży i kwiczy bo jak widać nie ma już chętnych na super wypasione działka 23mm ani nawet na składaki w stylu Krab. Rosomak to pseudo transporter o zerowym opancerzeniu, dobry 15 lat temu. Teraz to złom.

weqwrwe
poniedziałek, 24 września 2018, 13:53

Okręcik Stosujesz dwie małe manipulacyjki: 1. Na początku piszesz, że jesteś za obecnością, amerykanów, ale potem z tekstu wynika, że nie muszą tu być. Czyli takie za, a newet przeciw. 2. 2 mld$ rocznie za bazy - skąd wziąłeś te 2 mld$ rocznie - mowa była o 2mld$ na infrastrukture jednotazowo.

Okręcik
poniedziałek, 24 września 2018, 11:44

viggen - Masz sporo racji, ale wojna to nie pokój i wszystkie relacje ulegają zmianom. z tego co wiem, to mamy Amerykanom płacić co roku te 2 mld dolarów i na to nie ma zgody. Maja gdzie indziej bazy i co gospodarze [miejscowi] za nie płacą? Rosjanie mają umowy i bazy w Syrii, Izrael atakuje Syrię, Rosjanie tracą samoloty, i jakoś do wojny Rosja-Izrael nie dochodzi. I u nas może być to samo. USA ogłosi neutralność w konflikcie, uzna Polskę za sprawcę lub coś innego wymyślą i zostaniemy na lodzie sami. Sztuka dyplomacji polega na tym, aby sprawić, aby to Amerykanom zależało na bazach u nas. Postawienie, uruchomienie takiej bazy u nas to dobrych kilka lat samej budowy i wyposażania. 8 mld zł rocznie to za dekadę 80 mld zł - ile to sprzętu można naszym za to kupić? historia uczy nas jednego - polegać tylko na sobie, bo sojuszników nie umiemy sobie dobierać.

ZZZ
poniedziałek, 24 września 2018, 10:18

@Ktoś tam Patrioty z Niemiec NIE TRAFIŁY do Korei Płn. Dowiedz się najpierw podstaw o dwóch państwach koreańskich a potem udzielaj się.

zx
poniedziałek, 24 września 2018, 06:09

Litości ! licencja na co ? na przestarzałego ATACMS o balistycznym torze lotu wolniejszego o prawie 1 km/s od starej Toczki-U ? a może GMLRS który ma zasięg ponad 40 km mniejszy niż Tornado-S i z powodu ograniczeń traktatowych nie daje możliwości minowania narzutowego. Polska musi mieć pełne prawo do technologii produkcji pocisków chociażby po to aby wdrażając własne projekty nie bazować jedynie na subamunicji amerykańskiej. Rosyjski Tornado-S to systemy minowania przeciwpiechotnego i przeciwpancernego, ponad 5-cio kilogramowe miny a Polska ? HIMARS to tylko alternative warhead czyli głowice przeciwpancerne z kawałkami wolframu (bez bombletów ani min). Własna technologia to także możliwość zwalczania okrętów przeciwnika za pomocą rakiet balistycznych, zwalczania celów ruchomych czego nie oferuje klasyczny GMLRS. GLSDB to żaden bajer bo starter pirotechniczny dla small diameter bomb z naszych F16 możemy zrobić sobie sami.

ck16
niedziela, 23 września 2018, 19:43

Marynarka wojenna jest nam potrzebna ale w czasie pokoju na defilady i do patrolowania Bałtyku. W czasie wojny i tak wszystkie te okręty wiały by z Bałtyku gdzie pieprz rośnie, albo zostały by w kilka dni zatopione. Jeśli w okresie II wojny światowej najlepszym okrętem był SAMOLOT to obecnie będą to rakiety, samoloty i śmigłowce. Całego naszego Bałtyku to skutecznie możemy bronić z lądu. Co do Homara to powinniśmy rozmawiać z Ukraińcami w celu stworzenia wspólnego projektu. Byłby to zapewne produkt średniej klasy ale od czegoś trzeba zacząć a i miejsca pracy by były w Polsce.

Viggen
niedziela, 23 września 2018, 11:58

@Okręcik-Nato to także Stany. Czy ,,obronią ,, nas bez udziału mocarstwa? Przykład zgody Niemiec na przejazd,(wjazd )wojsk przez ich terytorium dobitnie pokazuje że NIE. Zbyt mocno zwiazani są przez agendy z Rosją były kanclerz Schroeder. Poza tym 2 mld szybko się zwrócą. W dużym skrócie armia potrzebuje energii której z sobą nie przywiozą pomijam całą resztę, którą muszą kupić plus wydany żołd. @ do malkontentów, jak czytamy rozmowy były trudne a nawet wycofywano się z wcześniejszych ustaleń. Może to świadczyć że negocjatorzy są poważni. Przykład offsetu z F16 mimo że mamy dobre maszyny trochę poprzedników ,,wykiwano,, przy okazji nas podatników. Otóż w ramach ww programu próbowano nam sprzedać linię która kiedyś Niemcy kupili z przehandlowanych zakładów Pronit. Jaki los był Pronitu i jakie możliwości intelektualne zmarnowano w tym zakładzie nie trzeba przytaczać w tym prywatyzację FAM Pionki.

Zirytowany
niedziela, 23 września 2018, 11:56

@King liczyć nie umiesz?To matematyka na poziomie 4 klasy podstawówki...Liczebność armii zwiększają o 50% a co za tym idzie wzrost wydatków o co najmniej 50% na zakup nowego sprzętu,tak samo z utrzymaniem tego co jest na wyposażeniu jak i 60/70% wzrostu wydatków osobowych bo liczbę pracowników cywilnych do obsługi też trzeba zwiększyć,do tego OT,która co roku pożera coraz większe \"sumy\" z budżetu choć miała być finansowana z innego źródła a finanse będą( w przyszłości,bo teraz zwiększają wydatki a dopiero później budżet)zwiększone o 25% w 2030 roku w stosunku do teraźniejszości,więc bez ponownego podniesienia budżetu o 0,5 do1% PKB z przeznaczeniem na modernizację,możesz zapomnieć o zakupie nowoczesnego sprzętu w sensownych ilościach .

Ktośtam.
niedziela, 23 września 2018, 01:17

@King Jednak muszę zaszokować! Też mi się zdawało, że za PO nic się nie działo w związku z pozyskiwaniem nowego sprzętu, ale jednak to właśnie rządy obecnego księcia europy doprowadziły do pozyskania Leo 2A5, Masterów, jakichś dronów. Nawet MON kupił ileś Land Roverów do obsługi przewodnictwa Polski w UE, jednak ta od początku była powierzona BOR wyposażonemu w limuzyny Audi :) (Chyba m.in. za krytykowanie tego jeden z generałów popełnił samobójstwo). Tyle, że jak wiemy przez 8 lat można było zrobić dużo więcej, chociażby pozyskać z Niemiec Patrioty które ostatecznie trafiły do Korei Płn. powodem podobno było brak możliwości wykorzystania przemysłu krajowego, chociaż Jelcz pewnie by się ucieszył jak mógłby dostarczyć pojazdy dla tych systemów.

iras
sobota, 22 września 2018, 21:59

@Marcin Od modernizacji sprzętu wojskowego to są chyba wojskowi, a nie politycy?

-CB-
sobota, 22 września 2018, 15:44

@4 gwiazdki na pagonie - może jeszcze lakier metalic mieli położyć? Wszystkie okręty na świecie tak wyglądają, więc nie szukaj dziury w całym.

Okręcik
sobota, 22 września 2018, 14:59

Zgodzę się iż można licencją zastąpić offset i jestem za obecnością amerykańską w Polsce, ale nie za tę cenę, nie za 2 mld dolarów rocznie, bo za tę kasę to nasza armia po kilku latach sama nas obroni [z pomocą NATO]. Czy będą tu stałe bazy czy nie, i tak Amerykanie są zobowiązani nas bronić, a jak nie będą chcieli, to ich tu obecność i tak nie będzie miała żadnego znaczenia. A czym są gwarancje to przekonaliśmy się nie tak dawno na przykładzie Krymu.

Marek1
sobota, 22 września 2018, 13:33

...\"Uważam jednak, że przy takim programie jak Homar warto też rozmawiać z innymi oferentami – z Izraelem, z Turcją. To daje możliwość uzyskania najlepszych warunków ekonomicznych\" ... oto pokaz \"talentów\" negocjacyjnych ekipy AM&Co. - rozmawiać z innymi oferentami niż LM NIE dlatego by wybrać NAJLEPSZĄ opcję dla WP, ale jedynie by skłonić stronę amerykańską do ustępstw cenowych. Oczywiście najpierw gwarantując LM, ze finalnie wybierze się ich kiepski system(Himars).

Extern
sobota, 22 września 2018, 13:19

Co za brednie ten koleś opowiada. Bez względu na to, czy kupimy produkt amerykański, czy izraelski, bez względu na to czy z offsetem, czy bez, to LICENCJA jest zawsze.

Marcin
sobota, 22 września 2018, 10:52

Mam pytanie za 100pkt. Jaki jest choć jeden autorski program modernizacji sprzętu wojskowego obencego rządu? PS. Nie wliczam zakupu w niejasnych okolicznościach (brak przetargu) latających limuzyn za kilka MLD PLN, który swoją drogą pokazał, że jak rządowi na czymś zależy to potrafi to kuić ww tempie wręcz ekspresowym.

Davien
sobota, 22 września 2018, 02:01

Jurgen i znowu nie masz racji. Przy FMS Lockheed nie ma nic do ceny, ta jest ustalana przez rząd USA a LM sprzedaje produkt dla rzadu USA. Huynmoo-3 to pocisk manewrujacy a nie artyleria rakietowa więc kolejna wpadka > Co do Izraela i Extra to wystarczy porównac mozliwości EXTRA z GMLRS by widziec że EXTRA poza zasiegiem przegrywa z GMLRS, (znacznie gorsza i słabsza chocby głowica), o GLSDB nawet nie mówiac bo ten deklasuje EXTRA pod kazdym wzgledem.

King
sobota, 22 września 2018, 01:35

@GTS \" Przez to jest gorzej niz za PO.... \" - gorzej? Pod jakim względem? Kupuje się więcej (za PO nic się nie kupowało a tylko planowało), zwiększa się liczebność sił zbrojnych (za PO jednostki likwidowano), zwiększa się finansowanie Sił Zbrojnych... itd. Więc po prostu się mylisz, albo umyślnie próbujesz zmylić innych.

rera
sobota, 22 września 2018, 01:24

@4 gwiazdki na pagonie ten \\\"robiony\\\" w powygianane blachy kormoran to jest aktualnie top quality produkt. a blachy \"profesionalny komentatorze\" to jest stal antymagnetyczna.

marian
piątek, 21 września 2018, 23:58

@4 gwiazdki na pagonie \"Czy nikogo nie zastanawia jakość wykonania ORP Komoran? Kadłub wygląda jakby oktęt miał za sobą 40 lat ciężkiej sluzby na morzu.\" Marynarza nie zdziwi ten wygląd, ale kogoś z gwiazdkami na pagonie zamiast pasków na rękawie owszem może zastanawiać ;) Te wygięcia to przez rodzaj materiału z którego okręt jest wykonany. Trałowiec- mina- stal amagnetyczna- stal austenityczna- coś to Panu mówi? Co prawda stal austenityczna występuje w historii pojazdów pancernych, ale akurat z uwagi na inne właściwości niż te potrzebne w Kormoranie.

Dropik
piątek, 21 września 2018, 23:29

Amerykanie proboja nas ograć maksymalnie ,a my km pozwalamy i cieszymy się , ze trump poklepuje Dudę bok plecach. Homara to stare powolne rakiety o małym zasięgu i małej głowicy. Do tego zaledwie 6 rakiet na wyrzutni. Powinno być ich tam minimum 9 .

Piotr Rogalski
piątek, 21 września 2018, 23:15

\"W 2003 ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. W 2009 rozpoczął studia podyplomowe z prawa kanonicznego na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie\". Ewidentnie człowiek Macierewicza. Artykuł autoryzowany, bo bełkot Kownackiego został wypolerowany przez kogoś, kto zna się na rzeczy

Wojciech
piątek, 21 września 2018, 22:12

Już robimy interesy z USA kupujemy ich gaz a Homar powinien być budowany od podstaw u nas cała technologia powinna być nam przekazana a tu prym wiedzie oferta Izraelska i ta oferta powinna wygrać. Od USA mamy już drogą Wisłę musimy zadbać o rozwój swojego zaplecza militarnego zapewnić możliwości produkcyjne jak i serwisowe nie możemy padać na kolana za Fort Trump należy to wszystko rozgrywać z głową.

Batory łowca troli
piątek, 21 września 2018, 18:40

@4gwiazdki na pagonie kadłub wygląda dokładnie tak kadłuby nowo wodowanych rosyjskich łupinek.

bmx
piątek, 21 września 2018, 18:01

Trudniej o bardziej dobitny dowód na ustawienie Homara pod Amerykanów. To oczywiste że amerykański offset jest droższy od licencji ale konkurencja oferowała Polsce fabrykę zbudowaną od podstaw na terenie kraju. Trudno tutaj mówić o braku zdolności do absorpcji technologii zwłaszcza że mieliśmy dostać zakład pod klucz. Ponadto licencja ogranicza użycie uzbrojenia oraz nie daje praw do modyfikacji (np integracji własnych głowic) i sprzedaży na rynki trzecie. Jak PGZ ma pobudzać eksport skoro ogranicza się licencjami ? sprawa francuskiego paliwa do feniksów i ograniczenia ws. Hesyta powinna dać rządzącym do myślenia. to jest chore ..

Gts
piątek, 21 września 2018, 17:53

Po wypowiedzi Pana ministra widze ze zdarzyl sie juz zapoznac ze pewnymi dokumentami, ktore mu troche oczy otworzyly. Problem polega na czyms innym mija 3 rok rzadow PiS a modernizacja w lesie. Przez to jest gorzej niz za PO wlasnie dlatego ze nawet rozwiazania pomostowe przestaja miec jakimolwiek sens bo jest juz zapozno na zastapienie sprzetu spisywanego ze stanu czymkolwiek. Musimy sie pogodzic z tym ze przez dzialania glownie pana M. stracilismy kolejne 2 lata, a uwzgledniajac odwolane przetargi to w sumie 4 lata bo zazwyczaj taka procedura analiz, wyboru i klepniecia kontraktu zajmuje 2 lata (pisze tu o normalnych warunkach, a nie tych z IU). Te dwa lata rzadow szalonego M to stracone szanse na smiglowiec wielozadaniowy (nie mylic z zastapieniem Mi17), bezpowrotnie stracona szansa na 100-200 Leopardow, ktorych dzis sie juz nigdzie kupic nie da i stracona szansa na okrety. Weilokrotnie zapowiadane, wielokrotnie przekladane az w koncu odwolane koncza na smietnisku historii. Polska bez marynarki wojennej (z okretami bojowymi) w 2020r to rzecz nie tyle prawdopodobna co pewna. Gdybym wprost przeciwnie PiS sie sprezal to mielibysmy na finiszu Homara, Pegaza, Mustanga, Harpie lub druga transze F-16 i to pomimo pozyskiwania Wisly. No ale skoro odpuszczono sobie okazje to nalezalo Narew zrealizowac, a tu wszedzie jest sciernisko... ciekawe czy te mundury chociaz sie wam uda kupic do konca kadencji.

podporucznik rezerwy kwatermistrzostwa (logistyki)
piątek, 21 września 2018, 17:21

Licencja powinna obejmować osobno kontenery, rakiety oraz wyrzutnie 12-sto rakietowe. Podwozie załatwimy sami a system kierowania ogniem weźmiemy europejski, bo i może lepiej wykorzysta lepsze właściwości Gallileo w porównaniu do GPS (min. GPS będzie bardziej zwalczany niż Galileo). Warto kupować licencję tylko na rakiety kierowane i na odległości ponad 80 km. Rakiety niekierowane (ważne z uwagi na zakłócanie kierowania) mogą być nawet nie pasujące do kontenerów, bo np. Niemcy mają te same wyrzutnie i kontenery, ale przy wykorzystaniu specjalnych adapterów używają także rakiet o nietypowach dla wyrzutni/konteneru kalibrach. Z wyrzutni na 12 rakiet zawsze można zrobić wyrzutnię na np. 6 rakiet, gdyby wyjątkowo zaistniała potrzeba używania podwozia kołowego.

eckard cain
piątek, 21 września 2018, 16:08

Na przykładzie Ślązaka, Kormorana i Adelaide/Orki właśnie najlepiej widać jak profesjonalne były/są nasze kolejne MONy :( - Ślazak/Gawron [2001 rok] - świetny projekt położony przez brak finansowania, okręt który de facto zatopił stocznię w Gdyni :( Wielokrotne zmiany wymagań, specyfikacji i nawet ilości zamówionych okrętów. Burdel, bajzel, bałagan. W 2009 roku budżet był przekroczony o ponad 100% i nadal nie było widać szansy na wprowadzenie okrętu w docelowej konfiguracji. Z trudem \'uratowany\' i przerobiony chociaż na okręt patrolowy decyzją z 2012 roku po 11 latach nieudolnych prób. - Kormoran - kontrakt zawarty w 2013 roku, w 2015 zwodowany. Wszystko zgodnie z harmonogramem. Polski przemysł pozyskał też nowe kompetencje. Okręt został zaprojektowany aby wypełniać nasze zobowiązania w NATO [wojna min], a inne kraje NATO były nawet zainteresowane kupnem od nas kilku okrętów tej klasy. Niestety z niezrozumiałych powodów, od 2016 roku ustało finansowanie projektu i dopiero teraz znów zostały podjęte działania w celu zbudowania drugiego okrętu tej klasy. Według pierwotnych planów trzeci okręt tej klasy powinien już wchodzić do służby. - Adelaide i Orki - ech.... mnóstwo słów i obietnic. Zero działania lub działania czysto pozoracyjne :( Szkoda nawet gadać :(

4 gwiazdki na pagonie
piątek, 21 września 2018, 15:57

Czy nikogo nie zastanawia jakość wykonania ORP Komoran? Kadłub wygląda jakby oktęt miał za sobą 40 lat ciężkiej sluzby na morzu....te powyginane blachy....no ale przeciez jest \"robiony\" w Polsce wiec MUSI byc super...

Ja
piątek, 21 września 2018, 15:08

Gdzie 53 tys. ochotników OT?

Paweł P.
piątek, 21 września 2018, 14:30

@Polish blues – pierwsze słyszę, coś tam może brzdękło ale bardziej hate niż prawda.

jurgen
piątek, 21 września 2018, 14:28

LM to nas orżnie na kasę jak przy F-16, bo wiadomo, że LM to krętacze (niestety, jeśli to byłaby cena za stałe bazy, to trudno - i tak warto zapłacić ). Izrael taniej, ale Izrael kuma się Rosją i absolutnie nie jest wiarygodny jako partner dla PL. Turcja - nie mam pojęcia, co to by miało być. Moim zdaniem najlepsze wyjście, to kupić licencje na Henyoo 3 od Korei - pewnie nie będzie drożej niż za HIMARSA, a korzyści większe. Niestety , żeby rozmawiać z małpą i tak trzeba mieć zgodę kataryniarza.

ryszard56
piątek, 21 września 2018, 14:22

ale jaja

Polish blues
piątek, 21 września 2018, 13:20

Patologią to jest okłamywanie społeczeństwa, które od przejęcia władzy przez PiS czeka na rzeczywistą modernizację sił zbrojnych RP. Przestańcie obwiniać poprzedników, niedługo kończy się wasza kadencja - gdzie helikoptery, okręty podwodne, system Homar i inne obietnice?

Polish blues
piątek, 21 września 2018, 13:18

Krótkie pytania trzy - gdzie helikoptery, gdzie okręty podwodne, gdzie HIMARS?

Polish blues
piątek, 21 września 2018, 12:53

Przed wizytą Prezydenta RP w USA mówiono, że podczas wizyty dojdzie do podpisania umowy zakupu systemy HIMARS. Dlaczego do tego nie doszło i dlaczego media, jak i sam Pałac Prezydencki oraz MON milczą w tej sprawie, jak gdyby tej kwestii nigdy nie było? To za bardzo zaczyna przypominać zakup helikopterów i okrętów podwodnych (\"już zaraz, na dniach itp.)

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama