Reklama

Siły zbrojne

Korea Północna celuje w Guam. "Ryzyko wojny" [KOMENTARZ]

  • Ch-47 Chinook Grecja
    Ch-47 Chinook Grecja
  • Ilustracja: ESA [esa.int]
    Ilustracja: ESA [esa.int]

Korea Północna zagroziła, że jest gotowa do wystrzelenia rakiet balistycznych w stronę wyspy Guam, gdzie znajdują się kluczowe dla działań amerykańskich sił zbrojnych w rejonie Pacyfiku instalacje wojskowe. Działania są reakcją reżimu Kim Dzong Una na ostre wypowiedzi Donalda Trumpa pod adresem Pjongjangu. Czy obecna eskalacja napięcia na linii USA - Korea Północna może stać się początkiem konfliktu zbrojnego?

Północnokoreańskie groźby

Korea Północna zapowiedziała gotowość do odpalenia rakiet na oddaloną o ok. 3400 km od Pjongjangu wyspę we środę. Ostateczną decyzję w tej kwestii ma podjąć lider kraju Kim Dzong Un. Deklaracja władz północnokoreańskich jest prawdopodobnie reakcją na oświadczenie Prezydenta USA Donalda Trumpa, który powiedział dziennikarzom, że jeśli Korea Północna nie zaprzestanie gróźb pod adresem USA to spotka ją "ogień i gniew jakiego świat dotąd nie widział".

Niezadowolenie w Pjongjangu wywołały też sankcje nałożone na Koreę Północną w dniu 5 sierpnia br. przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. Zakładają one ograniczenie z dochodów eksportu KRL-D o 1/3, zakaz zatrudniania nowych pracowników z tego kraju, a także otwierania i inwestowania w spółki joint venture z udziałem podmiotów północnokoreańskich. Dodatkowo nałożono restrykcje personalne na kolejnych członków reżimu i założono blokadę środków czterech podmiotów z Korei Północnej. 

KRL-D zapowiedziała, że jeszcze w sierpniu może wystrzelić, aż cztery rakiety balistyczne typu Hwasong-12 w okolice wyspy Guam. Armia tego kraju twierdzi, że pociski mogłyby spaść w odległości 30-40 km od wyspy. Nawet jednak jeśli rakiety nie uderzyłyby bezpośrednio w wyspę samo ich odpalenie doprowadziłoby do niesłychanie niebezpiecznej sytuacji w relacjach z USA. Biorąc pod uwagę wypowiedzi Donalda Trumpa niewykluczone, że USA zdecydowałyby się na przechwycenie i zniszczenie rakiet kierujących się w stronę amerykańskiego terytorium nieinkorporowanego z użyciem systemu obrony przeciwrakietowej THAAD. 

Nie ma przy tym wątpliwości, że Korea Północna dysponuje już rakietami zdolnymi dosięgnąć celów na wyspie Guam, co pokazały tegoroczne próby rakietowe z użyciem pocisków pośredniego zasięgu Hwasong-12 oraz Pukguksong-2. Pjongjang udowodnił zresztą, że może zaatakować nie tylko Guam czy też Hawaje lub Alaskę ale też miasta w kontynentalnych Stanach Zjednoczonych z użyciem rakiety Hwasong-14. Niewiadomą pozostaje jednak celność północnokoreańskich rakiet, a także ewentualna skuteczność amerykańskich systemów obrony antyrakietowej w odpowiedzi na zagrożenie. 

Czytaj też: Międzykontynentalny arsenał Korei Północnej. "Realne zagrożenie" [ANALIZA]

Guam - kluczowe bazy dla amerykańskiej obecności na Pacyfiku

B-2 Guam
Bombowce B-2 na wyspie Guam, fot. Senior Airman Jovan Banks/US Air Force

Baza na wyspie Guam ma przy tym kluczowe znaczenie dla amerykańskich możliwości projekcji siły na Pacyfiku. Nie tylko wokół Korei Północnej ale też np. zdolności do udzielenia wsparcia Tajwanowi czy Filipinom, które czują się coraz bardziej zagrożone w związku z rosnącą obecnością chińską w na Morzu Południowochińskim.

Obecnie na wyspie stacjonuje ok. 7000 żołnierzy USA, a bazy wojskowe zajmują ok. 1/3 liczącej 544 km2 powierzchni wyspy. W Zatoce Apra znajduje się ważna instalacja US Navy Naval base Guam przystosowana do obsługi m.in. lotniskowców i okrętów podwodnych.

Drugą kluczową instalacją jest położona na wyspie baza lotnicza Andersen. To właśnie z niej w razie wybuchu konfliktu mogą operować amerykańskie bombowce: B-52H, B-1B, B-2A, samoloty taktyczne jak F-22 oraz powietrzne zbiornikowce. Niebagatelne znaczenie ma tu zaplecze logistyczne zbudowane przez US Air Force w tym specjalne, klimatyzowane hangary służące do serwisowania maszyn stealth. Nie ma więc wątpliwości, że na Guam znajdują się jedne z najważniejszych amerykańskich instalacji wojskowych w regionie, które zostałyby wykorzystane do uderzenia na Koreę Północną w razie konieczności odpowiedzi na bezpośrednią agresję lub w ramach akcji prewencyjnej. Reżim Kim Dzong Una doskonale zdaje sobie z tego sprawę, podobnie jak przywódcy w Pekinie. 

B-1B
Bombowiec B-1B Lancer startujący z Andersen AFB na wyspie Guam, fot. Senior Airman Arielle Vasquez/U.S. Air Force

Groźba wojny?

Ewentualne odpalenie północnokoreańskich rakiet w stronę Guam - nawet jeśli bezpośrednim zamiarem nie będzie uderzenie w instalację wojskowe na wyspie - może stanowić niezwykle poważne zagrożenie dla pokoju. Stany Zjednoczone mogą potraktować tą potencjalną demonstracje siły jako próbę agresji na swoje terytorium i odpowiedzieć pełnoskalowym uderzeniem lotniczo-rakietowym o trudnych do przewidzenia konsekwencjach.

Tym bardziej, że trudno oczekiwać zniszczenia wszystkich środków ofensywnych KRL-D, a według amerykańskich szacunków na sam Seul w czasie jednego dnia konfliktu mogłoby spaść nawet ćwierć miliona pocisków - przede wszystkim artyleryjskich, z licznych i trudnych do zniszczenia w krótkim czasie wyrzutni/dział. Ostatnie wypowiedzi Donalda Trumpa pod adresem Korei Północnej wskazują przy tym, że cierpliwość amerykańskiego prezydenta wobec północnokoreańskiego reżimu powoli się kończy.

Musudan
Rakieta balistyczna Musudan, Fot. Flickr/CC BY 2.0/Stefan Krasowski

Warto jednak przy tym dodać, że Pjongjang już nie raz groził USA, w tym atakami rakietowo-jądrowymi na amerykańskie miasta, co jednak należało odczytywać głównie jako działania prowadzone na użytek wewnętrznej propagandy. Czy tym razem może być inaczej? Zapewnie nie - nawet biorąc pod uwagę, że Pjongjang jest bardzo podbudowany ostatnimi, udany testami rakiet ICBM. Groźby, połączone z testami pocisków balistycznych i głowic jądrowych mogą jednak wpłynąć na przyśpieszenie dyskusji o ataku prewencyjnym USA i unieszkodliwieniu reżimu. Zwłaszcza, że Donald Trump, co pokazał atak na bazę Szarjat w Syrii jest bardziej skłonny do radykalnych rozwiązań niż jego poprzednik w Białym Domu. 

Donald Trump w dniu 11 sierpnia br. zapowiedział już zresztą poprzez swoje konto na Twitterze, że wszystkie opcje wojskowe są gotowe i ma nadzieję, że kim Dzong Un znajdzie inną drogę działania.

Czytaj też: Atak prewencyjny na Koreę Północną [3 SCENARIUSZE]

Ważną rolę w całym sporze mają z pewnością do odegrania Chiny, które na razie głosem prorządowego dziennika "Global Times" zapowiedziały neutralność w obliczu ewentualnej agresji ze strony reżimu Kim Dzong Una przeciw USA lub innym krajom rejonu. Jednocześnie jednak redakcja chińskiej gazety zapowiedziała, że "jeśli to USA i Korea Płd. przeprowadzą ataki i będą próbowały obalić północnokoreański reżim oraz zmienić układ polityczny na Półwyspie Koreańskim, Chiny powstrzymają je przed tym"

Deklaracja ta jest o tyle ważna, że pokazuje reżimowi Kim Dzong Una, że rakietowa agresja Korei Północnej nie zostanie wsparta przez Pekin, a Kim Dzong Un pozostanie samotny z konsekwencjami swojej decyzji. W związku z tym mało prawdopodobne jest by Korea Północna chciała dać USA pretekst do ataku na swoje terytorium, który prawdopodobnie - chociaż okupiony dużymi stratami po stronie wojska amerykańskich ale też ludności cywilnej Korei Południowej i Japonii - położyłby kres rządom Kimów w Pjongajngu. 

Czytaj też: USA vs. Korea Północna. Czas decyzji [ANALIZA]

Reklama

Komentarze (14)

  1. t-shirt

    Pytanie powinno brzmieć, nie czy dojdzie do konfrontacji zbrojnej, ale kiedy. Obawiam się (na podstawie ruchów obu stron), że dojdzie do tego już na przełomie sierpnia i września

    1. kapralek

      Jakich ruchów? Na Twitterze? Bo w realu nie ma żadnej dyslokacji amerykańskich sil...

  2. roland

    no, niech tylko zaczną, korea północna zniknie z powierzchni ziemi.

  3. Vigo

    Korea północna strasząca Amerykę atakiem można przyrównać do kundelka który obszczekuje dobermana. Nic nie mogą zrobić poza pseudo pokazem siły. Obawy ma i to uzasadnione Korea południowa ale to już inna bajka.

  4. Whiro

    Najprawdopodobniej to Chiny lub Rosja napuszczają kima na usa. Oczywiście jeśli Korea zaatakuje usa to nic nie zrobią ale jak usa będzie chciało kopnąć pieska to będą zgrywać organizację pro animals. Chiny i Rosja nie są wcale lepsze od usa. Z tym że Usa choć są po naszej stronie.

    1. darek

      Ani Rosja ani Chiny nie chcą dodatkowych wpływów USA niedaleko siebie. Kim jest sam i wszyscy liczą na to że nie będzie głupi i spuści z tonu ;P

  5. ch

    Wojna w Korei byla by bardzo zla dla Europy.Amerykanie beda musieli na pewien czas zwinac sie z Europy.Rosja z checia to wykorzysta,zajmie Bialorus i Ukraine,zacznie wysylac zielonych ludzikow do Panstw Baltyckich.

    1. Pim

      Jakie siły szacujesz do skutecznego zajęcia i okupacji Ukrainy i Białorusi i jak to się ma do sił FR jakie może wydzielić na ten cel?

    2. Ht

      Wtedy powinni rzucić wojska na swoją wschodnią granicę,bo tam będzie duży konflikt.

    3. darek

      To było by głupie posunięcie Rosji. Białoruś ma pod kontrolą to nie ma co jej zajmować. A za Ukrainę dostali by duże sankcje. Będą raczej działali na to żeby świat zapomniał i nie zajmował się terenami które już mają pod kontrolą. Odciągnięcie uwagi USA w stronę Korei to doskonała okazja dla nich. Ale nie zajęcie Korei przez USA. To nie jest na rękę ani Chinom ani Rosji.

  6. Rinzler

    Ameryka zawsze potrzebuje wroga (duża gałąź gospodarki wiąże tam z tym ogromne nadzieje) to wiedzą chyba wszyscy, wiec dlaczego ludzie sadzą że to nie jest podsycane przez Japonię, Koreę Południową, dla nich to też jest biznes. Kopią medialnie Kim- dzong una bo on nie odpowiada. Tworzą wroga bo ludźmi lepiej się steruje. To jest doktryna polityczna a nie walka z "reżimem". To że jest tam syf to wiedzą wszyscy i jakoś przez dziesiątki lat nie chciało się komuś nic z tym robić. Ale teraz znowu będą medialnie podsyfiać ludzi by wierzyli że tam jest wróg. To medialna bzdura.

    1. gjfd

      O tak Korea Południowa i Japonia ma w tym biznes zwłaszcza że jak coś to mogą dostać atomówką. A Kim Dzong Un nie odpowiada a te latające rakiety to co niby jest? ;) Ci z północy są idiotami. Konflikt z USA nie leży w ich interesie. Powinni uspokajać USA że nie zamierzają ich atakować i robić swoje po cichu jak im się nie podoba współpraca.

  7. Ernest Lesiecki

    Mamy rok 2017 oraz wakacje i urlopy dla wszystkich stron rywalizacji o supremacje na Ziemi.Na 100% do konfliktu interesów jest potrzebnych 2 graczy-zwierzchników sił.Wygrywa jedna osoba a praktyka XX wieku zaskakuje wydarzeniami zaczynającymi się od września ze względu na to że maszyny zastąpiły konie.Na 100 % atakujący musi to zrobisz bardzo szybko.Gdybym był przywódcą K.Północnej to atak nastąpiłby w jednym czasie na wiele celów.Jeżeli byłbym Zwierzchnikiem USA atak nastąpiłby podobnie.Jedynie z uwagi na fizykę kwantową i (lub)proroctwa biblijne o dominacji"Króla Północy nad Południem" zastanowiłbym się czy Kim lub prezydent USA o tym wiedzą i czy to ma wpływ na podejmowane decyzje.Tak samo jak Aleksander Wielki(Macedoński)został pouczony przez nauczyciela że jest potomkiem mitycznego Herkulesa i ma zapewnione wsparcie Olimpu w kampani wobec Persji(Iran)w trzecim stuleciu pne.

  8. Ch

    Pim.Do Do okupacji Bialorusi niewielkie sily sa potrzebne,wystarczy zmiana dyktatora na wykonujacego wszystkie rozkazy Rosji, pomoga w tym generalowie Bialoruscy trzymajacy z Rosja.Atak na Ukraine nastapi ze skrzydel,Pln.Bialorus i Pol.Krym i Nadniestrze.Zajma Kijow,Armiia Ukrainska pojdzie w rozsypke.Uraina jednak nadal bedzie sie bronic.partyzantka i resztki Armii Ukrainskiej.Na poczatku sily do okupacji Ukrainy. male,kolaboranci Ukraincy i sily podleglych rosji panstw i republik tzw.sil rozjemczych,zalezy jak ich tam nazwa Rosjanie.Dalej beda mieli Rosjanie drugi Awganistan.Ht.Na wsch.granice Rosjanie nie musza przemieszczac wojsk,wystarczy to,co tam maja.Z Korea Pln nie maja zatargu,a USA beda zajeci Korea Pln.

  9. Carl Von Clausewitz

    "Korea Północna zagroziła, że jest gotowa do wystrzelenia rakiet balistycznych w stronę wyspy Guam" Pies który głośno szczeka, zazwyczaj nie gryzie. Nadal uważam, że z pozoru irracjonalne kopanie Amerykanów po kostkach przez Kima, jest inicjowane z Kremla i ma odwrócić uwagę od nadchodzących wydarzeń w Europie. Czyli od możliwości kolejnej inwazji Rosji na jakiegoś sąsiada. Rosja pod pozorem manewrów i rożnych świąt wojskowych, gromadzi w Europie siły i środki konieczne do ograniczonej, lokalnej wojny i kolejnej aneksji. Jesień ze złą pogodą jest idealnym momentem na rozpoczęcie inwazji przeciwko jakiemuś państwu za którym stoi lotnicza potęga NATO. Kolejnym powodem jest fakt, że ewentualny kontratak NATO mógłby rozpocząć sie najwcześniej po kilku miesiącach (przygotowywanie sił i transport morski) a po kilku miesiącach nadejdzie zima, która daje fory Ruskim. Dalego Putin liczy, że do wiosny Zachód ochłonie, pogodzi sie ze stratą obdarowany jakimś drobnym ustępstwem i straci ochotę do walki a tym samym rozpadnie sie NATO i Rosja powróci do I Ligi. Moim zdaniem Polska nie jest celem Putina (na razie), jesteśmy zbyt dużym krajem, obawiałbym się o los całej Ukrainy i Państw Bałtyckich a los Białorusi jest już przesadzony.

    1. oko

      Perspektywa. Polska stara się stworzyć blok Międzymorza, który w sposób naturalny będzie przyciągał Białoruś, Ukrainę, Macedonię. To oznacza powstawanie silnej zapory między Niemcami i Rosją. Utrudni to powstanie bloku niemiecko-rosyjskiego, do którego prą kręgi biznesowe Niemiec i Rosji. Zbliżają się manewry Zapad 2017 na Białorusi, wybory na jesieni w Niemczech. To może być idealny i ostatni moment dla Rosji żeby powstrzymać umocnienie Środkowej Europy. Jak pokazuje historia silna Europa Środkowa to rozpad Rosji i słabe Niemcy. Taka jest geopolityka. Nie ma tutaj miejsca na trzy silne państwa.

    2. oko

      Gdy dodamy do powyższych: - wewnętrznie najsłabsze instytucjonalnie i ekonomicznie od lat kraje Europy Zachodniej - rozpadającą się UE (Brexit) i skłóconą konfliktami światopoglądowymi, migracyjnymi - niskie wydatki na zbrojenia w krajach UE i niska wartość bojową armii państw członkowskich - rekordowo wysokie zadłużenie większości krajów UE co ogranicza zarządzanie wydatkami budżetowymi - problemy wewnętrznie w krajach posiadających buntujące się mniejszości i agresywne ich nastawienie do państw i cywilizacji zachodnich - całkowity paraliż decyzyjny na szczeblu wspólnotowym UE oraz miałkość elit Europy Zach. To rysuję się nam obraz sytuacji, w której państwo agresywne i walczące o przeżycie jak Rosja (dla nich to być albo nie być, problemy gospodarcze, demograficzne, brak umiejętności cofnięcia się z drogi imperialistycznych idei, napór chiński ze wschodu itp.) może uznać, że nadszedł najlepszy możliwy czas na ocalenie własnych zasobów i zdobyczy politycznych i stanowisk oraz pieniędzy przejętych z narodowej gospodarki. Ta jesień może być bardzo ciekawa.

  10. Jaro

    Nie lepiej wyeliminować samego Kima za pomocą precyzyjnego uderzenia lotniczego? Nie wierzę, że Amerykanie nie będą w stanie go namierzyć przy pomocy dostępnych technologii, tym bardziej, że Kim raczej się nie ukrywa szczególnie (bierze udział w oficjalnych uroczystościach, wizytacjach). To znacznie tańsze niż pełnoskalowa wojna. Poza tym likwidacja takiej osoby to również dobry uczynek. Dla następców Kima byłby to jasny sygnał na przyszłość, że nikt nie jest bezkarny. Dziwię się, że Amerykanie jeszcze tego nie zrobili.

    1. Kat

      Myślisz,że jak zlikwidują Kima to nie spadnie pół miliona pocisków na Seul??To nie taka prosta sprawa.Trzeba rozwarzyć wdzystkie opcje.Może lepsze jest uderzenie jądrowe.

    2. pragmatyk

      odpowiedzią mógłby być atak na Koreę Pd. i chyba tego wszyscy się boją.

  11. Zagato

    Wojana jest teraz w interesie USA , F35 trzeba wypromowac ... a przy okazji kimowi sie nalezy za to jak traktuje swoich "poddanych".

    1. tak tylko ... pytam

      @Zagato Proszę opisz jak Kim traktuje swoich poddanych. Czytając Twój wpis widać ze doskonale orientujesz się w sytuacji tam panującej. Z ciekawością poczytam, zwłaszcza, że niedawno wróciłem z wycieczki "z tamtąd"

  12. Skoczek224

    Media błędnie interpretują wypowiedź prezydenta USA. Trump mówiąc o morzu ognia nawiązywał do oświadczenia zastępcy ambasadora KRD w Londynie Thae Dzong Ho, który zbiegł z rodziną rok temu: "dajcie nam benzynę a Korea (Pn.) stanie w ogniu", co by sugerowało gotowość do zmian wewnątrzustrojowych (np. Kim ma starszego brata muzyka, bardziej otwartego na świat)

  13. Polanski

    Nie będzie żadnych poważnych strat po stronie amerykańskiej. Ludność cywilna to inna sprawa.

  14. Takkkkk

    Bez wątpienia będzie atak prewencyjny po tym Korea się połączy będzie to jeden kraj Chinom nie kasy to na rękę bo Ameryka ich otoczy tak czy siak będzie bum bum

Reklama