Reklama

Kontrakt stulecia na okręty podwodne dla Francuzów. Australia wyda 39 mld USD

26 kwietnia 2016, 13:23
Fot. DCNS

Rząd australijski oficjalnie poinformował, że program budowy nowego okrętu podwodnego dla sił morskich Australii, którego wartość wynosi 39 miliardów dolarów amerykańskich, będzie realizowany wspólnie z francuskim koncernem stoczniowym DCNS. Z przetargu odpadli więc ostatecznie Niemcy (TKMS) i Japończycy (MHI/KHI). 

Francuzi wygrali w ten sposób jeden z największych kontraktów zbrojeniowych na świecie - określany jako „podwodny kontrakt stulecia”. Australijczycy przeznaczyli bowiem na budowę dwunastu nowych okrętów podwodnych około 50 miliardów dolarów australijskich (około 39 miliardów USD). Jest to więc największe zamówienie zbrojeniowe w dziejach Australii i największy w historii kontrakt na budowę konwencjonalnych okrętów podwodnych.

Australijska decyzja jest jednoznaczna z odrzuceniem ofert japońskiego konsorcjum stoczniowego Mitsubishi Heavy Industries Ltd. i Kawasaki Heavy Industries Ltd. (z okrętem podwodnym rozwiniętym z typu Soryu) oraz niemieckiego koncernu Thyssenkrupp AG (z okrętem podwodnym rozwiniętym z typów 212A i 214).

Porażka jest szczególnie dotkliwa dla Japończyków, którzy kontraktem na okręty podwodne chcieli zaznaczyć otwarcie swojego przemysłu zbrojeniowego na rynki zagraniczne. To właśnie korzyści z eksportu broni mają przekonać społeczeństwo Japonii do słuszności zniesienia zakazu sprzedaży japońskich systemów uzbrojenia. Po decyzji Australijczyków notowania koncernu MHI od razu spadły na tokijskiej giełdzie o 3,6%.

Specjaliści podkreślają ponadto, że zalety jakie wyniknęłyby dla Australii ze wzmacniania stosunków gospodarczych i wojskowych z Japonią nie były wystarczające by zrównoważyć zalet francuskie oferty handlowej i technologicznej. Dodają również, że Australia musi znaleźć inny sposób na budowanie dobrej współpracy z władzami w Tokio.

Jeżeli chodzi o Niemców to przedstawiciel koncernu TKMS (Thyssenkrupp Marine Systems) w Australii John White w swoim oświadczeniu wskazał: „Jesteśmy oczywiście rozczarowani, ale jesteśmy gotowi zapewnić wsparcie dla przyszłego projektu australijskich okrętów podwodnych z naszym niezrównanym doświadczeniem, dostarczając technologie i udostępniając osiągnięcia, jakie mamy w budowaniu okrętów podwodnych w kraju klienta”.

Zgodnie z komunikatem wydanym przez australijskiego premiera Malcolma Turnbulla wybrano francuski koncern DCNS, który pomoże w zbudowaniu w stoczni w Adelaide dwunastu okrętów podwodnych, z terminem zakończenia prac wyznaczonym na rok 2030. Według Turnbulla: „Francuska propozycja reprezentowała możliwości, które były w stanie najlepiej spełnić indywidualne potrzeby Australii”.

Decyzję podjęto 26 kwietnia br., mimo przypadających za trzy miesiące (w lipcu br.) wyborów. Australijski rząd nie opóźniał jednak postępowania zarówno ze względu na potrzeby związane z bezpieczeństwem państwa, jak i potrzeby społeczne. Nowy kontrakt zapewni bowiem przez cały okres jego realizacji około 2800 nowych miejsc pracy. Według premiera Turnbulla „projekt pozwoli zobaczyć australijskich robotników budujących australijskie okręty podwodne z australijskiej stali”.

Na przyśpieszenie prac nad postępowaniem w sprawie australijskich okrętów podwodnych wpływ miała również postawa Chin, które roszczą sobie prawo do większości akwenów na Morzach Południowochińskim i Wschodniochińskim. Automatycznie generuje to napięcie w regionie i Australia chce mieć środki, by na takie zagrożenia reagować. Jest to tym bardziej istotne, że według oceny specjalistów ponad połowa okrętów podwodnych na świecie po 2035 r. ma operować w rejonie tzw. Indo-Pacyfiku.

Francuzi zaproponowali Australijczykom swoje najnowsze rozwiązania techniczne i technologiczne, wykorzystywane m.in. na najbardziej nowoczesnym francuskim okręcie podwodnym z napędem atomowym typu Barracuda, którego budowa w stoczni w Cherbourgu jest obecnie na ukończeniu, i który ma wejść do służby w 2018 r. To właśnie ta jednostka posłużyła jako baza dla projektu oferowanego Australijczykom – z tą jedynie różnicą, że reaktor zmieniono na układ diesel–elektryczny z ogniwami paliwowymi. Zachowano natomiast takie same charakterystyki stealth, jak na francuskich jednostkach, te same sensory i systemy uzbrojenia oraz autonomiczność lepszą od tej, jaką maja obecnie wykorzystywane w Australii okręty podwodne typu Collins.

Francuzi przypominają przy tym, że „…decyzja rządu australijskiego o wyborze oferty francuskiej ma miejsce parę tygodni po zakwalifikowaniu DCNS do dalszych negocjacji przez norweskie ministerstwo obrony narodowej, które również planuje zakup nowych okrętów podwodnych."

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 31
Reklama
stealhfighter81
wtorek, 18 grudnia 2018, 12:44

I to jest wzor dla Polski, choc ciekawe co tam Szwedzi proponuja.

say69mat
wtorek, 26 kwietnia 2016, 15:57

@def24.pl: Rząd australijski oficjalnie poinformował, że program budowy nowego okrętu podwodnego dla sił morskich Australii, którego wartość wynosi 39 miliardów dolarów amerykańskich, będzie realizowany wspólnie z francuskim koncernem stoczniowym DCNS. Z przetargu odpadli więc ostatecznie Niemcy (TKMS) i Japończycy (MHI/KHI). say69mat: Jakim to cudem, jedynie w zamian za perspektywę realizacji kontraktu w stoczniach australijskich. Australijska marynarka wybiera projekt okrętu, który faktycznie nie zaistniał w formie materialnej, w żadnej ze współczesnych flot świata??? Skąd taka fascynacja 'czystą' koncepcją, w kraju pretendującym do intelektualnych związków z anglosaską pragmatyką??? Wydaje się, że podobnie jak ma to miejsce w przypadku EC665 Tiger, należy z uwagą śledzić losy australijskiego kontraktu.

szwej
wtorek, 26 kwietnia 2016, 22:09

Niezbyt trafione porównanie dużo lepsze jest to z projektami AWD (Air Warfare Destroyer) połączenie kadłubów od Navantii z amerykańskimi systemami i australijskim nadzorem -konsorcjum ASC i stocznia w Adelajdzie. NA koniec wspartym interwencyjnie przez Hiszpanów którzy przejęli w 2015 nadzór nad pracami. Propozycja która była od tego odmienna była ta od Japonii oferta prosto spółki bez transferu technologii jedynie z barterem(opierając się tylko na medialnych doniesieniach) Widać doświadczenie -negatywne- z budową AWD nie pozwoliły na rezygnacje z konieczności dbania o własny przemysł nawet w tak bogatym kraju jak Australia. do tego może chęć nieantagonizowania CHRL. Nigdzie na świecie wojsko nie istnieje w próżni gospodarka i polityka wszędzie jest uwzględniana przy kontraktach szczególnie tych ,,stulecia". Jednostki z Niemiec tez byłyby ,,eksperymentalne" jedynie bazujące na wcześniejszych konstrukcjach w tym tych dla Singapuru.-dopiero powstających. Nie mniej Niemcy większe doświadczenia maja w jednostkach mniejszych(podobnie jak Szwedzi którzy nie do końca dali rade przy Collinsach) . Po prostu może Francuzi zaoferowali lepszą cenę i większy udział Australijczyków, a projekt lepeij przystawał do wojskowych założeń. O tym czy wyciągają winsoki jak na na anglosaska kulturę przystało dowiemy się po wynikach DCNS raczej od początku będzie ,,głównym integratorem" a nie będzie ściągany interwencyjnie jak Navantia przy AWD. Jakieś na pewno są bo już np przy serii dwóch zaopatrzeniowców nie zdecydowano się na prace w Australii -rodzime stocznie nie zostały wzięte pod uwagę-ale Navantia dostarczy je z Europy ale 12 jednostek to nie 2 Tak samo nie dopuszczono do finału SAABa czy już wielokrotnie wspomnianej Navantii z silna pozycją ale na rynku OP z problemami a nie sukcesami

1234
wtorek, 26 kwietnia 2016, 16:34

Będziemy śledzić z uwagą: "Amerykańscy wojskowi obawiają się, że państwowa stocznia DCNS nie będzie w stanie zapobiec przeciekom dotyczącym technologii..." (Rzeczpospolita z 9 lutego 2016), "Armia Stanów Zjednoczonych nie kryje obaw, że produkująca okręty podwodne firma DCNS może być podatna na „wycieki" tajnej technologii..." (Parkiet z 10 lutego 2016r.). POWODZENIA.

xw
wtorek, 26 kwietnia 2016, 16:34

istnieje chyba Suffren, 1wszy z serii OOP t. Barracuda, bo gdyby nie istniał to Francuzi nie zapowiadaliby jego wyprowadzenia z hali montażowej w połowie 2016, wodowania w 2017, przyjęcia do służby w 2018... Spośród oferowanych okrętów spełniających wymagania Australijczyków to jest zdecydowanie bardziej istniejąca, czyli mniej ryzykowna propozycja i Australijczycy doskonale to rozumieją (stąd m.in. ich wybór).

Maczek
wtorek, 26 kwietnia 2016, 15:54

coś czuję ze jednak za nasze okrety przyjdzie nam zapłacic ze 25 mld zł

Marek
wtorek, 26 kwietnia 2016, 15:27

A jak tam ORKA ? Czekamy na zakup nowych OP przez Norwegię i przejęcie 35-letnich wówczas okrętów U-210 ULA ? Tak na marginesie to nie wierzę żeby Polska faktycznie kupiła w najbliższych 5-ciu latach nowe OP.

Teodor
wtorek, 26 kwietnia 2016, 15:18

Po tąpnięciu PLN z 3zł/USD na 4zł/USD PKB Polski zmienił się z 548mld USD (2014r.) na 475mld USD (2015r.). PKB (PSN) urosło do 1005,4mld USD. Nie wiem po co komu to niedoszacowanie wartości złotówki, może aby zwiększyć eksport, jednak przez rok stosunek ten zmienił sie z (0,9/0,548) -> (1,0/0,475). Nie jestem ekonomistą, ale odnoszę wrażenie, że to już przegięcie wszelkich norm. Apropos cen za okręty podwodne: wychodzi 3,25mld USD za okręt (ok. 13mld pln), 39mld USD to jakieś 156mld pln. Skoro to jest punkt odniesienia, to jak się ma nasze 10mld USD na całą armię? Oczywiście bogactwo Australii jest specyficzne: 23mln ludzi, ponad 60tys. USD na mieszkańca (oczywiście zakładam, że Aborygeni nie są tacy bogaci...). Ponadto ich siły lądowe pewnie nie są jakieś priorytetowe. W przypadku wyspy o statusie kontynentu te ich wydatki to kropla w morzu potrzeb, jednak w porównaniu do możliwości III RP to straszna przepaść, nawet jak być może nie posiadają czołgów MBT.

laik
środa, 27 kwietnia 2016, 03:00

Bardzo ciekawy komentarz, szkoda ze nie tak malo komentujących potrafi sie zaprezentować z takiej strony. A co do samej tresci, Australia jest duzo bogatsza od Polski, no i w zasadzie nie potrzebują armi ladowej, jedynie lotonictwo i marynarke (chociaz te dwie formacje sa chyba w przelozeniu i tak drozsze o sil ladowych). W ich przypadku musza robic wszystko aby nie dopuscic potencjanego agressora do swoich wybrzezy, jezeli zawioda, to bedzie po nich.

Arado
środa, 27 kwietnia 2016, 11:23

My w takim razie zdani jestesmy teraz albo na Niemcow albo Szwedow,Francuzi beda teraz miec nas w najwiekszym powazaniu....

dropik
środa, 27 kwietnia 2016, 16:11

Co ma to Boczek ? 39mld $ to tak duza kwota że aż nie możliwe żeby to było tylko za okrety i ich budowe w Australii

Boczek
środa, 27 kwietnia 2016, 20:47

No, ale czego oczekujesz? - po pierwsze, według oficjalnego komunikatu co najwyżej połowa to same okręty (rodzime bzdury o H225M za 11 mld. przecież znamy) - po drugie weaponery z Ameryki (sam CMS min +50% w stosunku do z Europy) - po trzecie budowa w AU (czyli pierwsze 2 droższe) - po czwarte koszty prototypu - po piąte koszty składaka (F, USA, AU)

andrew
wtorek, 26 kwietnia 2016, 14:21

Tak się realizuje kontrakty zbrojeniowe!!My za to mamy ładniejsze nazwy kolejnych programów!vide:orka,czapla i tym podobne !

rcicho
wtorek, 26 kwietnia 2016, 17:18

Gdybyśmy mieli te 39 mld $ na okręty podwodne to nie byłoby żadnych problemów a podwodniacy już by pływali.

Morgul
wtorek, 26 kwietnia 2016, 13:41

a jak się ma nasza ORKA ??? ktoś coś gdzieś ... ? czy poleciała za Caracalem ? a w miejsce Orki śmigłowców Wisły Narwi i BWP - mamy 26 000 karabinków kałasznikowa na amunicję której kalibru nie powstydzi się tylko wiatrówka :)

rcicho
wtorek, 26 kwietnia 2016, 18:00

Moim zdaniem całkiem możliwe że Australia mocno przepłaca za te okręty no chyba że zamontują tam silosy z rakietami nuklearnymi. Wiadomo że wersja dla Australii to muszą być pelnooceaniczne jednostki ale bez przesady. W sumie nie bardzo wiadomo jakie będą mieć wyposażenie ile i jakie uzbrojenie (MDCN zasadzie beda pewne).

Podpułkownik Wareda
środa, 27 kwietnia 2016, 00:34

Przyznaję, że z dużym zdumieniem przeczytałem informację dot. przeznaczenia przez Australię kwoty 39 miliardów dolarów amerykańskich na budowę dwunastu konwencjonalnych okrętów podwodnych. Rzeczywiście, to wielka sprawa. I dla mnie jest sprawą drugorzędną, że kontrakt zbrojeniowy wygrali Francuzi, a z przetargu odpadli Niemcy i Japończycy. Zwrócę uwagę na coś innego. Otóż - w ubiegłym roku, co najmniej kilkakrotnie czytałem, że Królewska Australijska Marynarka Wojenna (RAN) miała poważne problemy ze skompletowaniem nie tylko załóg okrętów podwodnych, ale także nawodnych. Mówiąc wprost: młodzi Australijczycy - niezbyt chętnie garną się do służby na morzu. Rozpatrywano nawet poważne plany, aby na okrętach australijskich zamustrować także cudzoziemców. Wydaje się, że prędzej czy później, Australijczycy będą zmuszeni powrócić do tych planów. Podobne problemy kadrowe występują również w wojskach lądowych oraz w siłach powietrznych. Podobno, już od co najmniej dekady, armia australijska ma tego rodzaju problemy. Nikt w Australii nie ukrywa, że to już jest określony trend. Jak w takiej sytuacji, dowództwo marynarki australijskiej poradzi sobie ze skompletowaniem załóg nowych, dwunastu okrętów podwodnych - przed ich wprowadzeniem do linii? Oczywiście życzę Australijczykom jak najlepiej, ale wątpliwości i obawy pozostają. Przy okazji: Australia, w której mieszka ok. 23,2 miliona obywateli, każdego roku wydaje na cele obronne (w przeliczeniu) ok. 26 miliardów dolarów amerykańskich. Natomiast armia australijska jest w pełni zawodowa i służy w niej łącznie ok. 58 tysięcy żołnierzy. Dodatkowo posiada ok. 45 tysięcy rezerwistów.

szwej
środa, 27 kwietnia 2016, 13:04

http://www.defence24.pl/301637,radykalne-kroki-by-utrzymac-zalogi-op-50000-dolarow-premii Trend szerszy niż tylko w Australii o takich problemach słyszy się w wielu krajach z armia zawodową. Wydaje mi się że jedyna zachodnia armia nie mającą problemów z odpowiednim materiałem ludzkimi(brzydkie sformułowanie) jest IDF może Singapur wzorujący się na Izraelu. Z prostego względu ma monopol na 3 lata z życia każdego(kobiety 2 piloci,podwodniacy dłużej) plus po parę tygodni przez następne kilkanaście lat nawet jak kadry odpływają do branży cywilnej jak piloci do El-Al i innych lini to ,,w weekendy" latają u nich. Inaczej się chyba nie da państwo nigdy z prywaciarzem nie wygra a jeśli daje wyższe płace jest to w dłuższej perspektywie zabójcze dla gospodarki-taki problem kiedyś miała Norwegia gdzie wysokie płace w sektorze publicznym hamowały rozwój sektor prywatnego. Widać to zresztą i u nas nie mówię nawet o specjalistach np od F-16 ale zwykli szeregowi często przychodzą na jeden kontrakt a potem nie przedłużają i wracają do Angli albo za kółko TIR-a

Geoffrey
środa, 27 kwietnia 2016, 10:08

Cześć załóg będzie pochodzić z okrętów typu Collins, które zostaną wycofane, część załóg zapewne zostanie przeniesiona z okrętów nawodnych, których przeżywalność na współczesnym polu walki jest dużo niższa, niż okrętów podwodnych. Poza tym mając okręty, można prowadzić jakąś politykę kadrową, aby zapewnić wymaganą załogę: zwiększyć płace, warunki socjalne i emerytalne. Nie mając okrętów, takiej możliwości nie ma. Po trzecie, nie wiadomo jak potoczy się historia i jak chińskie zagrożenie wpłynie na morale i motywację Australijczyków. Gdyby Chiny zaatakowały któryś z sąsiednich krajów (co uważam za mało prawdopodobne,ale nie wykluczone), australijska marynarka wojenna będzie miała aż nadto chętnych spośród uchodźców z zaatakowanego kraju. Podsumowując: nie wiadomo co przyniesie przyszłość, i bardzo dobrze, że Australia z wyprzedzeniem szykuje się na różne, także negatywne scenariusze. Pozdrawiam.

Rafale
wtorek, 26 kwietnia 2016, 17:04

A my przepłacimy za niemieckie "cuda" bez offsetu i bez perspektyw... Francja wspina się w eksporcie broni, a my... w dialogach technicznych...

jacek
wtorek, 26 kwietnia 2016, 17:00

Wychodzi coś ze 12.5 mld PLN za sztukę. Drogo, - Całe 500+ kosztowało 17 mld PLN. Te zbrojenia to jakiś obłęd.

Al.S
środa, 27 kwietnia 2016, 02:21

Nie bardzo rozumiem twoją ironię. Czyżbyś był na tyle młodym, że uważasz iż okręty podwodne zapracują kiedyś na twoją emeryturę? Zanim zaczniesz pisać w internecie, może najpierw poczytaj, proponuję zacząć od hasła: Lista państw świata według współczynnika dzietności. Otóż na tej liście, na 224 wyszczególnione państwa, Polska znajduje się na 212 miejscu - nawet słynące z niechęci do płodzenia dzieci kraje Europy Zachodniej, zostawiły nas pod tym względem daleko w tyle.Tak, tak, Jacusiu - jeśli nic się w tej kwestii nie zmieni, na starość będziesz zbierał złom, być może pochodzący z pozostałości OP, które kiedyś kupiliśmy sobie, płacąc po 12.5 mld PLN za sztukę. A wtedy, kiedy z wiekiem przyjdzie do ciebie mądrość, zapewne zrozumiesz, że zamiast kiedyś kupować te zabawki, lepiej jednak było wspierać rodziny chcące mieć dzieci. Może i w nie najlepszy z możliwych sposób, ale zawsze.

odys
wtorek, 26 kwietnia 2016, 22:52

500+ kosztuje 17 mld tylko w samym 2016 r. Dalej zapowiadano 22 mld/r. Realnych kosztów dopiero się dowiemy. Ale to nie tak znów dużo. Dla porównania - budżet ZUS przekracza 170 mld zł. Jeśli zaś ten astronomiczny koszt jednego australijskiego OP (koszt budowy razem z importem drogiej technologii i implementacji we własnym przemyśle) podzielić na 30 mln dorosłych Polaków, wyjdzie ok. 450 zł. Czyli ok. 10% średniej krajowej pensji. Dużo? ORP Orzeł, zamówiony w 1936 roku, miał kosztować ok. 10 mln ówczesnych złotych, czyli coś ok. 500 zł na dorosłego obywatela. Trudno znaleźć punkt odniesienia w kwestii dochodów, bo w międzywojniu przytłaczająca większość społeczeństwa nie pracowała za pensję (a i Holendrom za budowę płaciliśmy częściowo zbożem w naturze), ale z danych ZUS wynika, że wypłata robotnicza plasowała się w okolicach 140 zł/mies. Pracownicy umysłowi zarabiali średnio ze trzy razy lepiej, ale ilu ich było... I zrzucili się nasi dziadkowie na ten okręt ochotniczo.

Szyk Cech
wtorek, 26 kwietnia 2016, 16:55

Nie bez znaczenia są również rakiety samosterujące dalekiego zasięgu jakie te okręty podwodne będą zapewne mogły wystrzeliwać na odległość jakichś 1000km. Tym nie mniej cena 3 miliardy $ za jeden to ogromna kwota... Nie stać nas na coś takiego.

Roman
środa, 27 kwietnia 2016, 18:53

Jednak pamięć ludzka jest bardzo krótka! W Def24 w informacji autorstwa kmdr M. Dury opublikowanej 1.10.2014 r. podano szereg danych na temat SMX Ocean czyli projektu okrętu podwodnego autorstwa koncernu DCNS o konwencjonalnym napędzie opartym na atomowym OP typu Barracuda. Gdy przeczyta się o projekcie SMX Ocean to pasuje on jakby do wymagań australijskich. Należy tu podkreślić, że Australijczycy od początku chcieli OP do działań oceanicznych o wyporności co najmniej 4 tys ton (co eliminowało projekt niemiecki). Zdawali też sobie doskonale sprawę, że australijski przemysł stoczniowy nie jest w stanie samodzielnie podołać tak skomplikowanemu wyzwaniu technologicznemu jak zaprojektowanie od początku i budowa nowoczesnego OP, a także że koszty z tym związane będą co najmniej 2-krotnie większe niż koszty nabycia OP u renomowanego wytwórcy za granicą. W praktyce pozostały dwa projekty tj francuski i japoński, bowiem wcześniej odpadł projekt niemiecki, a szwedzki projekt A26 został zdyskwalifikowany już na wstępnym etapie przetargu. Najciekawsze zaś jest to, że władze australijskie mimo zmian rządów, premierów, ministrów obrony i finansów sprawę zakupu tuzina nowej generacji OP rozstrzygnęły w okresie od września 2012 r. (oficjalne potwierdzenie woli nabycia nowych OP) do kwietnia 2016 r. (rozstrzygnięcie przetargu). Sprawność godna podziwu, szczególnie gdy popatrzy się na "konkursy, przetargi, dialogi techniczne, zapytania ofertowe" i nie wiadomo co jeszcze.

Boczek
środa, 27 kwietnia 2016, 21:25

1. nie nazywajmy tego informacjami 2. projekt niemiecki 216 to tez 4000 t 3. zostały francuski i niemiecki - nie japoński. "bowiem wcześniej odpadł projekt niemiecki" - projekt niemiecki odpadł "wczoraj". 4. A26 odpadł za nieugiętą postawę Szwedów z zakresie IntelIntellectual Property - jedna z przyczyn ciągłych kłopotów z Collinsami. 5. "władze australijskie mimo zmian rządów, [...] rozstrzygnęły w okresie od września 2012 r. (oficjalne potwierdzenie woli nabycia nowych OP) do kwietnia 2016 r. (rozstrzygnięcie przetargu)." a) 2007 raport o konieczności rozpoczęcia działań w celu zastąpienia Collinsów do 2020 (White Paper). b) 2007 grudzień rozpoczęcie planowania c) 2008 pazdziernik rozpoczęcie programu. Najpóźniej tu ma miejsce "(oficjalne potwierdzenie woli nabycia nowych OP)" d) 2009 start prac koncepcyjnych. Określenie gotowości projektu wstępnego na 2012-2013 e) do 2012 nie zdarzyło się nic. Maj 2012 początek fazy konstrukcji wstępnej, czyli początek samego przetargu f) 2012 przesunięto fazę wstępną na 2013 i stwierdzono, że pierwotny optymistyczny plan 2012 na pierwsze okręty nie jest do zrealizowania przed 2030. Jeszcze raz - maj 2012 początek fazy konstrukcji wstępnej, czyli początek samego przetargu. Mamy bez mala maj 2016. Jest to jeden z najdłuższych mi znanych przetargów i najdłużej ciągnących się faz definicyjnych i dialogów technicznych. Bije na głowę ciągnącą się F125 - ta idzie po 10 latach na próby w morze. Ale to prawda, "pamięć ludzka jest bardzo krotka".

Roman
wtorek, 26 kwietnia 2016, 16:25

Wybór podjęty przez Australię potwierdza tylko bardzo wysokie kompetencje francuskiego państwowego koncernu DCNS w budowie okrętów podwodnych. Z pewnością Australijczycy ocenili bardzo wnikliwie zalety i wady wszystkich trzech konkurencyjnych ofert (francuskiej, japońskiej i niemieckiej) i chyba nie kierowali się jakimikolwiek sentymentami do krajów oferentów. Należałoby tylko życzyć sobie aby decydenci w innych krajach postępowali podobnie obiektywnie jak przedstawiciele krainy kangurów.

Kangur
wtorek, 26 kwietnia 2016, 23:05

Największym przegranym jest jednak Navantia, która do tej pory była etatowym dostawcą australijskiej floty - śmigłowcowce, zaopatrzeniowce i niszczyciele. Niestety dla niej S80, który gdyby działał (wynurzał się) byłby faworytem w przetargu nie miał nawet możliwości startu. Gdyby S80 nie był "po terminie" i z wadami, to zważywszy na gusta na Antypodach pewnie by wygrał. S80 ma mieć podobne cechy co F100 (AWD), czyli europejski kadłub z amerykańskim wyposażeniem. Nie bez powodu Australijczycy wybrali jako bazę AWD amerykańską fregatę z europejskiej stoczni czyli F100 Navantii.

szwej
środa, 27 kwietnia 2016, 00:44

Na pocieszenie zaopatrzeniowce najpewniej trafią prosto z Europy w przeciwieństwie do śmigłowcowców i AWD 2 jednostki ale za to z dużym udziałem hiszpańskiego przemysłu Jest jeszcze program SEA5000 9 fregat - tak że też eksportowy kontrakt stulecia w tej kalsie oferują na bazie F105 konkurencja z WB i Włoch odpowiedni F26 i FREMM-tu znowu francuskie-DCNS odpadło nie jest powiedziane że chcieli by się uzależniać od jednego producenta Ale i tak Hiszpanie zgarnęli ogromny kawał tortu. S-80 z amerykańskim wyposażeniem były by w tym sensie tym czego najbardziej szukali ale jest za mały zastępowane jednostki typu Colinss mają ponad 3400 ton wyporności podwodnej wobec 2400 ton S-80 a nowe jednostki miały być większe - na wet przy bezproblemowy rozwoju S-80 raczej zaoferowali by jego rozwiniecie - a więc konstrukcje niesprawdzoną(tak jak i cała konkurencja poza Soryu)

panzerfaust39
wtorek, 26 kwietnia 2016, 16:19

RFN zawsze może za darmo oddać swoje okręty Israeli Navy Niemcom i tak się nie przydadzą bo mają nawet problem ze skompletowaniem załogi

Podpułkownik Wareda
wtorek, 26 kwietnia 2016, 21:00

panzerfaust39! "RFN zawsze może za darmo oddać swoje okręty Israeli Navy". (...). Hmm. Nie chcę używać mocniejszych słów, ale to zdecydowanie niepotrzebna zgryźliwość z Twojej strony. Izraelską Marynarkę Wojenną zostaw w spokoju. To nie Twoje podwórko, abyś się nim interesował. Jedynie przypominam Ci, że od lat pięćdziesiątych XX wieku, Niemcy i Izrael łączą stosunki specjalne. I to nie państwo żydowskie, lecz Niemcy zabiegali o taki status wzajemnych stosunków. Zarówno jednych jak i drugich, doskonale rozumiem. Przy okazji, skoro już poruszyłeś ten temat, to spróbuj namówić Niemców, aby swoje okręty podwodne przekazali za darmo naszej Marynarce Wojennej. Bądź co bądź, jesteśmy sojusznikami w ramach NATO.

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama