Francuski sen o wielkości w cieniu redukcji budżetu armii [WYWIAD]

11 sierpnia 2017, 11:16
Fot. Armée de Terre, Facebook
Fot. Guillaume Rueda / Wikimedia Commons / CC 3.0.
Fot. Chef d’état-major des armées, Facebook
Fot. JB.Tabone/Armée de terre
Fot. Shealah Craighead / The White House / Flickr.com
Fot. NATO
Krzysztof Soloch, fot. archiwum prywatne

„We francuskim rządzie istnieje chęć zrobienia największych oszczędności kosztem wojska, a także ministerstwa spraw wewnętrznych.” – mówi w rozmowie z Defence24.pl dr Krzysztof Soloch. Ekspert Francuskiego Instytutu Spraw Miedzynarodowych skomentował pierwsze miesiące prezydentury Emmanuela Macrona pod kątem polityki międzynarodowej i bezpieczeństwa oraz stan relacji francusko – polskich. 

Lidia Gibadło: W ostatnich tygodniach jednym z tematów, którymi żyje Francja jest dymisja gen. de Villiers’a w związku z krytyką prezydenckich planów dotyczących oszczędności we francuskim wojsku. Pomimo zapowiedzi wzmacniania sił zbrojnych okazuje się, że mogą one stać się ofiarą planowanych reform gospodarczych.

Dr Krzysztof Soloch: Prezydent Macron stał się w pewnym sensie zakładnikiem swoich własnych przyrzeczeń, ponieważ w trakcie kampanii wyborczej deklarował, że zwiększy budżet obronny Francji do 2 proc. PKB w 2025 r., czyli do 50 mld euro. Przy tym ówczesny kandydat nie mówił, że należy spodziewać się cięć w wydatkach obronnych. Na spotkaniach z wyborcami zaznaczał natomiast, że Francja jest stale zagrożona i że byłby to moralny błąd, gdyby zmniejszano budżet obronny, a tym samym bezpieczeństwo Francji.

Stąd decyzja o redukcji budżetu wywołała reakcję części oficerów, a przede wszystkim gen. Pierre’a de Villiers’a. Gen. de Villiers już wcześniej zaznaczał, że francuskie wojsko jest na skraju wytrzymałości, a dalsze cięcia budżetu armii nie powinny mieć miejsca ze względu na ryzyko, że żołnierze nie będą w stanie wypełniać swoich zadań.

We francuskim rządzie istnieje chęć zrobienia największych oszczędności kosztem wojska, a także ministerstwa spraw wewnętrznych. Cały budżet na 2017 r. musi się zmniejszyć o 4,5 mld euro. Okazuje się jednak, że dwa największe cięcia dotknęły resortów obrony (850 mln euro) i spraw wewnętrznych (526 mln euro). 

Kwota, o której Pan wspomniał, dotyczy dodatkowych kosztów wygenerowanych przez operacje zagraniczne. W czasie kampanii wyborczej Macron zapowiadał odbudowę pozycji międzynarodowej Francji, z czym wiąże się prowadzenie misji poza francuskimi granicami. Wydaje się, że taka decyzja stoi w sprzeczności z deklaracjami z czasu kampanii.

Z pewnością. Choć ostatnio prezydent zadeklarował podniesienie budżetu o 1,5 mld euro czyli do poziomu 34,2 mld euro w 2018 r., to jeśli popatrzymy na wydatki przeznaczane na misje zagraniczne oraz w jaki sposób charakter tych misji zmienił się od publikacji ostatniej Białej Księgi w 2013 r., widoczna jest pewna sprzeczność. Sam gen. de Villiers zaznaczał, że jeżeli armia ma wypełniać dodatkowe misje i chronić Francję i Francuzów to budżet, który w 2016 r. został zwiększony o 600 mln euro, powinien wzrosnąć o prawie 3 mld euro w 2017 r. 

Czytaj także: Francja: Remedium na cięcia budżetu armii

Kilka dni temu senacka komisja finansów opublikowała raport, który pokazuje dramatyczną sytuację francuskiego wojska. Część koszar nie nadaje się do użytku. Część sprzętu jest przestarzała - jedynie niecałe 50 proc. jest dyspozycyjne. Dla porównania, sześć lat temu było to 80 proc. To pokazuje skalę zaniedbań. Gen. de Villiers mówił, że francuskie wojsko wykonuje misje w 130 proc. w porównaniu z oczekiwaniami sformułowanymi w Białej Księdze. Stąd planowane cięcia będą miały duże, wielopłaszczyznowe konsekwencje.

Poza tym od wielu lat plany budżetowe dla wojska są niedoszacowane. Dziś budżetuje się 800 mln euro na operacje zagraniczne, podczas gdy ich koszt przekracza corocznie ponad 1,2 mld euro. W ministerstwie obrony brakuje zatem spójności między zapowiedziami a realną sytuacją.

Dotyczy to też systemu odstraszania nuklearnego?

We Francji na odstraszanie nuklearne (franc. force de frappe) wydaje się 3,5 mld euro rocznie. Już dzisiaj wojskowi mówią, że w celu zachowania dyspozycyjności tych sił i środków fundusze muszą zwiększyć się do 6 mld euro do 2020 r.

Le Redoutable, francuska łódź podwodna wyposażona w rakiety balistyczne
Fot. Guillaume Rueda / Wikimedia Commons / CC 3.0.

Sytuacji nie poprawia także sposób, w jaki doszło do dymisji gen. de Villiers’a.

Jest to wydarzenie bezprecedensowe. Po raz pierwszy od momentu kiedy w 1958 r. funkcja szefa sztabu generalnego przyjęła obowiązujący do dziś format, głównodowodzący podał się do dymisji. Wcześniej miały oczywiście miejsce dymisje szefów poszczególnych rodzajów sił zbrojnych, ale nigdy nie doszło do dymisji szefa sztabu.

Czytaj więcej: Spór o budżet i dymisja szefa sztabu. Rysa w relacjach Macrona z armią [ANALIZA]

Nie zdarzyło się również, aby prezydent w stosunku do armii posługiwał się językiem uznawanym we Francji za brutalny. W dzień przed główną defiladą organizowaną w czasie obchodów rocznicy zdobycia Bastylii, prezydent w corocznym przemówieniu do żołnierzy zaznaczył, że jest ich "szefem" i że nie potrzebuje żadnych rad ani nacisków, a eksponowanie wewnętrznej debaty wojskowej w dyskursie publicznym jego zdaniem jest nieetyczne. To oburzylo nie tylko wojskowych, ale przede wszystkim opinię publiczna.

A jak siły zbrojne postrzegane są przez opinię publiczną?

We Francji wobec armii stosuje się określenie "wielka niema" (franc. la grande muette). Jednak ta sytuacja zmieniła się od 2013 r. Wynika to poniekąd z potrzeby kreowania pozytywnego wizerunku armii – po zniesieniu poboru do wojska, musi ono zachęcić młodych ludzi, aby weszli w jej szeregi. Dlatego sposób komunikowania i przekaz musiały ulec zmianie m.in. dzięki wykorzystaniu mediów społecznościowych.

Fot. Armée de Terre, Facebook

Efektem większego otwarcia armii jest reakcja wojskowych na zaistniałą sytuację. W czwartek 27 lipca piętnastu wysokich rangą oficerów napisało list otwarty do prezydenta Macrona, opublikowany w dzienniku "Capital". Wojskowi proszą w nim szefa państwa o szacunek i piszą o tym, jak bardzo zabolał ich jego sposób komunikowania się z wojskiem. Jest to bezprecedensowa sytuacja, która do tej pory nigdy nie miała miejsca. 

Jednym z kluczowych haseł wyborczych francuskiego prezydenta było zacieśnianie współpracy europejskiej także w zakresie obronności. Co motywuje prezydenta do lobbowania za tą inicjatywą?

Stabilność europejska to nie tylko kwestia poszczególnych krajów członkowskich, ale także samej organizacji. Po deklaracjach prezydenta Donalda Trumpa dotyczących zmniejszenia zaangażowania w Europie już prezydent François Hollande zaznaczał, że w tym kontekście obowiązkiem krajów europejskich jest wzmocnienie współpracy wojskowej, tak aby wypełnić lukę po ewentualnym wycofaniu się Amerykanów. 

We Francji istnieje ciągłość myślenia polegająca na tym, że na europejskie bezpieczeństwo nie można patrzeć jedynie przez pryzmat NATO. Większość państw sojuszu to członkowie UE, dlatego bez zwiększenia współpracy na poziomie unijnym nie można mówić o realizacji art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego. 

Za tą inicjatywą stoi także chcę dzielenia się wydatkami na zbrojenia. Coraz droższy sprzęt i coraz kosztowniejsze programy wojskowe wymagają, jak widać, zwiększenia budżetów wojskowych. Dlatego francuska administracja proponuje rozpoczęcie wspólnych programów, aby dzielić się tymi kosztami. Stąd pomysł utworzenia europejskiego funduszu obronnego.  

Wśród priorytetów prezydenta jest walka z terroryzmem. W jakim stopniu operacja Sentinel, w ramach której żołnierze patrolują ulice francuskich miast, stanowi obciążenie dla armii? Co możemy powiedzieć o planach nowej administracji dotyczących walki z terroryzmem?

Operacja jest dużym obciążeniem dla armii francuskiej, bo oznacza rozmieszczenie 10 tys. żołnierzy na terytorium Francji, w tym ponad 6 tys. w samym regionie paryskim. Sytuacja która trwa od stycznia 2015 r., czyli po ataku terrorystycznym na redakcję gazety „Charlie Hebdo” jest bardzo istotna, jeśli chodzi o budżet obronny. 

Walka z terroryzmem, czyli dziś największe zagrożenie dla Francji była dla Macrona jednym z priorytetów. Już podczas kampanii przyszły prezydent zaznaczał, że będzie chciał skoordynować służby, tworząc komórkę w rodzaju task force w Pałacu Elizejskim, której zadaniem jest koordynacja pracy służb wywiadowczych. Narodowe Centrum Antyterrorystyczne zaczęło swoją prace na początku czerwca.  

Żołnierze pełniący służbę w ramach operacji
Fot. JB.Tabone/Armée de terre

Pozostaje jednak kwestia funduszy, których jak na razie brakuje. Cięcia budżetowe w ministerstwie obrony i spraw wewnętrznych mają się nijak do zapowiedzi administracji. Koordynacja jest potrzebna. Task force jest wartością dodaną, która na pewno pomoże skoordynować te działania, ale obecnie najważniejsze jest finansowanie, a dziś jest ono nieadekwatne do zagrożenia. W czasie Kongresu w Wersalu w listopadzie 2015 roku, ówczesny prezydent Francji, François Hollande, zaznaczył, że dla niego ważniejszy jest „pakt bezpieczeństwa” od „paktu stabilności” UE.  

Premier Eduard Philippe zaznaczył w swoim pierwszym wystąpieniu w Zgromadzeniu Narodowym, że dziś Francja jest permanentnie zagrożona i nie ma praktycznie miesiąca bez udaremnienia próby zamachu. Z jednej strony słyszymy takie słowa, a z drugiej strony widzimy cięcia w dwóch resortach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo Francji. Część wojska, polityków oraz Francuzów nie rozumie tej sytuacji, co przełożyło się na spadek popularności Macrona. 

Ze zwalczaniem terroryzmu wiąże się kwestia wojny w Syrii i eliminacji tzw. Państwa Islamskiego. W planach prezydenta jest zwiększanie roli Francji w zakończeniu konfliktu. 

Francja, która jest członkiem międzynarodowej koalicji walczącej z tzw. Państwem Islamskim, zapowiedziała chęć czynnego włączenia się do rozwiązania tego konfliktu, ale wojna w Syrii jest na tyle skomplikowana, że dziś trudno powiedzieć, jaką rolę mógłby odgrywać Paryż. Obecny przekaz jest dość niespójny.

Jedyną kwestią, która została twardo postawiona są tzw. czerwone linie. Podczas konferencji prasowej w czasie wizyty prezydenta Władimira Putina w Paryżu na pytanie dotyczące ewentualnego wykorzystania broni chemicznej przez reżim Asada, Macron odpowiedział, że Francja nie zawaha się użyć siły, jeśli zostanie ona po raz kolejny wykorzystana przeciwko ludności cywilnej. Powiem szczerze, że obecnie nie widzę, w jaki sposób Francja mogłaby wnieść wartość dodaną do zakończenia tego konfliktu, szczególnie biorąc pod uwagę jak bardzo jest on skomplikowany. 

Ostatnio część komentatorów odnotowuje podjęcie próby resetu z Rosją. Czy podejmowane działania mogą mieć wpływ na stosunek Paryża do sytuacji na Ukrainie?  

W tej kwestii Macron bardzo jasno zaznaczył, że nie chce sobie zamykać drzwi do współpracy z żadnym krajem. On współpracuje ze wszystkimi państwami także z Rosją, ale pod pewnymi warunkami. Respektowanie umów z Mińska jest właśnie takim zastrzeżeniem. Tutaj nie doszło do zmiany francuskiego stanowiska w porównaniu z prezydenturą Françoisa Hollanda, jeśli chodzi o kwestię Ukrainy. Nastąpiło jednak większe otwarcie na stosunki z samą Rosją.

Czytaj także: Francusko-rosyjski "reset" Macrona [ANALIZA]

Emmanuel Macron stara się pokazać, że choć Francja jest otwarta na współpracę z każdym krajem, będzie broniła wartości zachodnich i stabilności europejskiej oraz globalnej jako mocarstwo nuklearne oraz państwo, które po USA dysponuje największą liczbą żołnierzy stacjonującą poza własnymi granicami.

Myśli Pan, że ten argument – zaangażowania poza własnym terytorium – Emmanuel Macron wykorzystał w celu ocieplenia relacji z USA podczas wizyty Donalda Trumpa w Paryżu?

Ta wizyta miała kilka wymiarów, które przyświecały Macronowi podczas jej organizacji. Najważniejszym było pokazanie Trumpowi, że nie jest osamotniony na arenie międzynarodowej, a Francja pozostaje największą sojuszniczką USA, szczególnie w obliczu Brexitu oraz ochłodzenia relacji na linii Berlin - Waszyngton. 

Drugim powodem była chęć przygotowania terenu do ewentualnej zmiany nastawienia Trumpa do kwestii klimatycznej, która dla Macrona jest bardzo ważna. To udało się w pewnym stopniu, ponieważ amerykański prezydent powiedział, że rozważy takie posunięcie.

Prezydent Emmanuel Macron i Donald Trump podczas wizyty amerykańskiego prezydenta w Paryżu
Fot. Shealah Craighead / The White House / Flickr.com

Innym tematem było uwrażliwienie Stanów Zjednoczonych na walkę z terroryzmem, jaką Francja prowadzi w Sahelu. Paryż zwrócił się z prośbą o wsparcie nie tylko w wymiarze wojskowym, ale także finansowym dla grupy G5 Sahelu, której celem jest walka z dżihadystami w tym regionie Afryki. Do tej pory USA opierały się finansowaniu inicjatywy. Dlatego Francja chce przekonać Waszyngton do zmiany decyzji, szczególnie że koalicja odnosi sukcesy w walce z terroryzmem.

Jednym z mocnych akcentów zarówno kampanii prezydenckiej Macrona, jak i pierwszych miesięcy jego prezydentury było wzmocnienie współpracy z Niemcami, szczególnie biorąc pod uwagę brytyjską decyzję o opuszczeniu Unii Europejskiej. 

Jeśli chodzi o Brexit to Francja od początku przypominała, że współpraca z Wielką Brytanią będzie kontynuowana i będzie stanowiła wkład do zapewnienia stabilności kontynentu. W kwestii rozwijania europejskiej polityki obrony we Francji widać dużą chęć wzięcia na siebie roli przywódczej, która miałby opierać się na współpracy z Niemcami. 13 lipca odbyło się wspólne posiedzenie rządów Francji i Niemiec, na którym wspólnie opowiedzieli się za wzmocnieniem polityki obronnej UE. W tym kontekście zapowiedzieli chęć stworzenia wspólnego „systemu do walki w powietrzu”. Do 2021 r. powinna powstać francusko-niemiecka baza lotnicza w Evreux, we Francji gdzie ma stacjonować wspólna eskadra transportowa.

Czytaj więcej: Ciche poparcie Merkel dla Macrona. Nowa oś Berlin - Paryż? [ANALIZA]

Istnieją jednak pewne tradycyjne bariery utrudniające współpracę obu państw, czyli np. brak zaangażowania Bundeswehry w operacje z użyciem siły. Te przeszkody grają kluczową rolę. Oczywiście można mieć wspólne misje, prowadzić wspólne programy wojskowe, ale pozostaje problem z użyciem armii. Pojawiają się pytania dotyczące wykorzystania Eurokorpusu np. w kontekście walki z terroryzmem. A zatem jest chęć współpracy, ale towarzyszy jej szereg kwestii, które to utrudniają. W związku z tym deklaracje dotyczące wzmocnienia europejskiej współpracy obronnej, będzie bardzo ciężko przełożyć na konkrety.

Częstym argumentem w dyskusji nad projektem wspólnej armii europejskiej jest to, że byłaby ona raczej narzędziem francuskiej polityki zagranicznej.

Taka ocena jest obecna w rozmowach na ten temat od wielu lat, np. w Polsce. Dla tej kwestii jest zrozumienie we Francji i przez kilka ostatnich lat chciała pokazać Polsce, że jej interesy i obawy o jej własne bezpieczeństwo są we Francji rozumiane. Stąd uczestnictwo francuskich sił w ćwiczeniach natowskich i ich obecność, co prawda niewielkich ale jednak, w Estonii w ramach misji sojuszu.

Emmanuel Macron podczas szczytu NATO w Brukseli
Fot. NATO

Znaki zapytania stawiane w związku z chęcią partycypacji poszczególnych państw w projekcie wspólnej europejskiej obrony pokazują, że będzie ona zmierzała raczej w kierunku współpracy bilateralnej i opierała się na twardych jądrach. Szczególnie chodzi tu o kraje, które od początku angażowały się w obronę europejską, czyli o kraje Beneluksu, Francję oraz Niemcy, które zdały sobie sprawę jak ważna jest europejska współpraca obronna przy obecnych zagrożeniach.  

Co ciekawe, Francja coraz częściej spogląda na kraje skandynawskie i chętnie współpracuje z Finlandią, która także zainteresowana jest europejską obroną, oraz ze Szwecją. 

Jak w obecnej sytuacji można ocenić współpracę polsko - francuską?

Francja wiązała duże nadzieje na współpracę z Polską. Dzisiaj są one o wiele mniejsze. Po Brexicie we Francji Polska była ukazywana jako kraj zdolny do operacji zewnętrznych, z dużym budżetem obronnym, z wieloma programami zbrojeniowymi. Dlatego była postrzegana jako państwo, które wraz z Niemcami pomoże Francji ruszyć z projektem obrony europejskiej. Początkowe deklaracje strony polskiej dotyczące redynamizacji współpracy w tym zakresie wywołały w Paryżu powiew optymizmu.

Natomiast od czasu przetargu na Caracale można zaobserwować znaczne ochłodzenie relacji. Brak zapisu o współpracy z Paryżem w Przeglądzie Strategicznym opublikowanym przez MON odbił się bardzo negatywnym echem we Francji. Dla francuskich władz jest to sygnał, że nie są już strategicznym partnerem Polski. Spotkało się to z dużym niezrozumieniem.

Jeśli dzisiaj popatrzymy, w jakich obszarach możemy współpracować z Francją, to jest ich mało, zarówno pod kątem polityki bezpieczeństwa, jak i polityki zagranicznej. Ewentualnie jeśli istniałaby chęć ze strony Polski, to w grę w chodzi kooperacja w zakresie walki z terroryzmem. Tutaj w krótkim okresie czasu moglibyśmy bardzo szybko odbudować tę współpracę.

Czy ewentualnym polem dla odbudowy współpracy mógłby być udział francuskiej firmy NAVL Group (dawniej DCNS) w programie Orka?

Zwycięstwo Naval Group podniosłoby kooperację Francji i Polski do poziomu współpracy strategicznej i było przełomem w relacjach między tymi państwami. Jeśli Polska zdecydowałaby się na francuską ofertę, otrzymałaby w jej ramach rakiety manewrujące, do obsługi których potrzebna jest specjalna komórka dowodzenia i Francuzi deklarują pomoc przy jej utworzeniu. Tym samym zwycięstwo Naval Group podniosłoby kooperację Francji i Polski do poziomu współpracy strategicznej i było przełomem w relacjach między Paryżem a Warszawą.

Dziękuję za rozmowę.


Dr Krzysztof Soloch
Krzysztof Soloch, fot. archiwum prywatne

Dr Krzysztof Soloch - absolwent paryskiej Sorbony, gdzie uzyskał tytuł doktorski. Pracownik Francuskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (fr. Institut français des Relations Internationales, Ifri) a następnie Fundacji Badań Strategicznych (fr. Fundation pour la Recherche Stratégique, FRS), gdzie stworzył i kierował programami „Polska w UE” oraz „Nordika”. Obecnie znów współpracuje z Ifri. Autor wielu publikacji naukowych dot. spraw bezpieczeństwa i obronności.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 43
Reklama
papuga
piątek, 11 sierpnia 2017, 18:17

Francja ma dosyć ciekawą manierę jednoczesnego oferowania swoich towarów i grożenia sankcjami. To słaba strategia

gts
niedziela, 13 sierpnia 2017, 11:29

No coz, co zrobic jesli trzeba utrzumywac miliony nie pracujscych ludzi czerpiscych pelnymi garsciami z socjalu. Francja za 10 lat to bedzie druga, zrujnowana Syria. Nozna wierzyc w te bajki o jej armii i zdolnosciach, ale jak sie rozmawia z nromalnymi Francuzami to oni w wiekoszosci albo beda zyli w zamnkietych, ogrodzonych i strzezonych militarnie enklawach, osiedlach albo w swoich palacach, inni natomiast beda zmuszni poszukac sobie nowych domow. Czesc z nich mysli nawet o Polsce. Niestety, aami nie koga bronic wlasnego kraji bo lewacka polityka predzej wsadzi ich do wiezenia za wyrazenie sprzeciwu niz ciemnoskorych tereorystow strzelajacych do lduzi na ulicach. Mozesz sobie ze mna polemizowac, panie "Torun", ale polecam wyjscie poza bezpieczne dzielnice i przejrzenie na oczy. Francji nie bedzie jeszcze za naszego zycia... to samo dotyczy innych krajow w ktorych lewackie wladze mysla ze kasa na socjal dla imigrantow sie nigdy nie skonczy, az sie okaze ze nie ma pracownikow i firm placacych podatki w takich krajach... nawet sie nie zorientujesz kiedy scenariusz z Syrii sie powtorzy. Jak sie zacznie to bedzie kilka tygodni i bedzie kalifat, a po kilku miesocach juz bedziesz mial wojne domowa zawsze tak koncza sie rzady lewicowcow - jednym wielkim "burdelem".

Alexxx
niedziela, 13 sierpnia 2017, 10:56

Ja od dawna twierdziłem, że juz dawno powinniśmy postawić na sprzęt francuski , Mirage zamiast F16 , nie szkodzi że gorszy na Rosję wystarczy. Produkcja była możliwa w Polsce , do tego być może udział w programie Rafale. Samolot dla vip falcon ( była mozliwość kupna w pakiecie ) . Tarcza Polski ( Aster) itp . z marynarką wojenną być może to samo ( chociaż Niemcy i Holandia moga być ciekawszą opcją )

Drg
niedziela, 13 sierpnia 2017, 20:38

Dla wszystkich piewców Francji przypomnę fakty wstydliwie podawane tylko we francuskiej prasie lokalnej. Nie są rzadkością zamieszki w dzielnicach emigranckich, gdzie policję francuską atakuje się z użyciem broni palnej i granatów. Coś co w naszej części Europy jest nie do pomyślenia.

Hybryda
poniedziałek, 14 sierpnia 2017, 12:04

13 zł na godzinę?

Okk
piątek, 11 sierpnia 2017, 15:44

Sprzęt nie walczy podwalina wojska był i będzie żołnierz a jak wiadomo Francuski żołnierz w niezbędniki ma biało serwetkę do machania łatwo się strzela do ludzi uzbrojonych w bambusowy patyk ale jak historia pokazuje to tez nie jest jednoznaczne wiec wielka France kaput

Mieć Piastów
piątek, 11 sierpnia 2017, 21:06

Szczególnie pod marna i verdun machal chusteczka albo pod dien bien phu albo pod sedanem. Mało który kraj ma tyle militarnych sukcesów w swojej historii jak ma Francja i jedna kampania 40roku tego nie zmieni.

asd
czwartek, 19 października 2017, 20:37

Okręty lepiej z Samsungiem budować niż z Francuzami - oni są nieprzewidywalni.

Swietopełk
piątek, 11 sierpnia 2017, 23:07

Od 80% komentujących tutaj aż bije francuskim kompleksem. Francja ma w tej chwili najlepsza armię w Europie. Wiodący przemysł zbrojeniowy. Ogromna tradycje militarna. Proszę tylko nie piszcie że nas zdradziła we wrześniu 39 bo już ciężko się czyta te sowiecka propagandę.

sojer
niedziela, 13 sierpnia 2017, 13:26

Francji do Wielkiej Brytanii jeszcze sporo brakuje...

ech
niedziela, 13 sierpnia 2017, 00:18

Oczywiście, że zdradziła w 1939 roku. Jaka rosyjska propaganda? Jeżeli Francja ma najlepszą armię w Europie (dobry żart tynfa wart), to dlaczego nie mogła pokonać i to wspólnie z równie dobrą armią włoską , wojsk Kadafiego?

rED
sobota, 12 sierpnia 2017, 21:40

A te tradycje to? Rozumiem nir obejmują '39 ani '40. A więc co?

ktos
piątek, 11 sierpnia 2017, 15:34

A na czym miala polegac ta budowa europejskieg systemu obronnego? Bo mam wrazenie ze mialo to wyglada tak. Polska jako kraj frontowy buduje armie, a Francja i Niemcy daja sprzet za ktory placi Polska. Czyli my dajemy kase i ludzi a oni laskawie nawet wyprodukuja nam bron zebysmy migli ich bronic. Oczywiscie bez offsetu, zeby czasami konkurencji nie bylo. NO dobra pozwola nam pomalowac sprzet samodzielnie na ulubione kolory, a co tam!

Zbrozlo
sobota, 12 sierpnia 2017, 13:01

Jak na razie to UE dała Polsce 500 mld złotych za nic. Swoją drogą powinni wymusić zakupy sprzętu w Europie. Amerykanie na pewno by tak zrobili. Zresztą kupowanie sprzętu w Europie nakręca europejska gospodarkę. Pamiętajcie że bez środków unijnych Polska bankrutuje w pół roku. 5 mln bezrobotnych i wpada w ramiona wschodu

Jaxa
piątek, 11 sierpnia 2017, 21:58

Będzie zabawniej. Wolfgang Schaeuble wychlapał co Unia kombinuje w tym zakresie. Otóż kraje członkowskie mają oddać swoje budżety obronne pod zarząd komisarzy UE wyznaczonych przez Brukselę (czytaj Berlin) i to oni będą decydować co kupić, za ile, komu i od kogo. Oczywiście to Armia UE będzie ustalała strategię dla Europy. Tłumacząc z unijnego na Polski - Niemcy mają zarządzać obronnością całej Europy. Kraje mają oddać po zarząd komisaryczny swoją suwerenność i liczyć na łaskę Berlina w sprawie obronności a faktycznie niepodległości. To Berlin będzie ustalał strategię Armii Europejskiej i wskazywał cele i wrogów i przyjaciół. Berlin będzie decydował jakie siły kraj X będzie posiadał i jaką rolę mają pełnić w strukturze. Oczywiście rola NATO będzie najpierw marginalizowana (tak jak teraz jest kontestowana) a potem się całkowicie usunie NATO z Europy. Mówiąc krótko - to czego nie dobił się Adolf teraz mamy podać Berlinowi na tacy. Oddanie finansów obronnych i decyzyjności do Berlina to samobójstwo dla Polski. Granie przeciwko USA i NATO to wzmacnianie hegemonii Berlina i Moskwy.

nbv
piątek, 11 sierpnia 2017, 19:48

Nie. To ma polegać na tym, że kraje UE w tym Polska będą się wspólnie składać a Francja i Niemcy za te pieniądze opracują sobie w swoich zakładach nowe czołgi i inną broń. Tym sposobem my dołożymy się do ich zakupów nowych leopardów...

raz dwa trzy
poniedziałek, 14 sierpnia 2017, 12:36

Najlepszy jest pomysł forsowany przez Francuzów "ograniczamy wydatki na armię ale ustanawiamy fundusz obronny ...niech cała Europa (w tym tzw nowe kraje UE) zrzucą się a francuscy urzędnicy w UE już dopilnują zapewnią żeby był kupowany sprzęt francuski (i ewentualnie niemiecki) .........super.......

Drań
wtorek, 15 sierpnia 2017, 01:19

Akurat jak na razie to zachód zrzuca się na autostrady lotniska kostkę brukowa i aquaparki w Polsce. Masz rację w jednym. Francja chce żeby Niemcy finansowali poprzez Bruksele armię Franacji. To bardzo dobry pomysł.

Misioa
poniedziałek, 21 sierpnia 2017, 01:02

Programy dla Francji: Orka, Wisła, Miecznik(FREMM) te programy i jesteśmy ustawieni na dziesiątki lat. Od Niemiec kupić (może kupić licencję)Czołgi i BWP Puma , oraz może Mustang i Orka.. Nic nie przemawia tak dobrze jak pieniądze. Francuzi sprzedają broń i technologie od lat. Polacy dopiero uczą się kupować broń i licencje na produkcję

CKM
piątek, 11 sierpnia 2017, 22:21

Francuska noc.

sid
sobota, 12 sierpnia 2017, 14:39

Francja sama z UE interweniuje poza Europa walcząc z radykalnym islamem,nie chcą sami ponosząc kosztów,maja duży dług publiczny i to jest dla nich priorytet,poza tym mimo ciec finansowych pozostają najsilniejsza armia w UE

De Retour
piątek, 11 sierpnia 2017, 22:02

Niestety Macron nie odbył służby wojskowej i to widać. Decyzja o cięciu 850 mln była zła i fatalnie zakomunikowana. Podobno szybko się uczy.  Zobaczymy.  Niezmienia to faktu, że budzet 2017 będzie i tak o 600 mln wyższy od 2016. W 2017 wydali 10,2 mld € na nowy sprzęt. Nowa Pani Minister, jako specjalistka od budżetu i finansów pewnie trochę zaoszczędzi np uzdrawiajac relacje wojsko - przemysl, bo było trochę "kwiatków". Obiecali, że np program modernizacji WL Scorpion będzie realizowany planowo. Współpraca z Niemcami jest trudna, nawet bardzo trudna, ale jest teraz obustronna silna wola polityczna, więc może będą wreszcie realne efekty. Z UK układa się o wiele lepiej. Z USA jest bardzo dobra. Podpisali Strategic Vision Statement itd. Sentinelle najlepiej było by zakończyć, ale jest to politycznie ryzykowne. Jedno jest pewne. Albo dojdą do 2% i rozwiną realną współpracę europejską, pozwalająca na realne oszczędności poprzez ujednolicanie sprzętu itd, albo spadną do 2 ligii.

underdog
środa, 16 sierpnia 2017, 22:04

Panowie czytam komentarze i wyciągam wnioski (posiłkując się Piłsudskim): - Francja wykrwawiła się w I wojnie (ale dostała reparacje), II WS olała i świetnie na tym wyszła - Polska straty w I WS - 30% majątku narodowego (można powiedzieć (mało) i dobrze na tym wyszła, w II pewnie 95% co nie zniszczyli Niemcy ukradli Rosjanie, - trzeba mieć silną armię nie koniecznie supernowoczesną, a w konflikty angażować się w ich ostatniej fazie (w przypadku symetrycznego konfliktu mało zostanie nowoczesnego sprzętu na polu walki) - Piłsudski na łożu śmierci mówił do swoich generałów i niejakiego Becka - wy się na wojnę beze mnie nie pchajcie, bo tą wojnę przegracie - co wprost nawiązuje do teorii wojny Sun Tze (aby rozpocząć konflikt potrzebna jest wola narodu, wola polityczna i wódz, któremu nikt nie rzuca kłód pod nogi) - Anglia z rozmysłem topiła kilka razy Francję i kilka razy Polskę (wkręt - Nostrodomus o Anglikach nie mówił inaczej jak pijawki), dlatego wydaje się, że jakikolwiek sojusz z Francją jest dużo lepszy niż najlepszy sojusz z Anglią - Polska co widać po ostatnich działaniach, działa jako przedłużone ramię USA - Niemcy (reparacje) Rosja. mam nadzieję, że ktoś to wszystko kalkuluje i wystawia odpowiednie rachunki dbając przede wszystkim o Nasz Interes Narodowy

A
czwartek, 17 sierpnia 2017, 02:06

Jedna uwaga. Straty Polski w 1 wojnie były większe. Front był w Polsce trzy lata. No i polskich żołnierzy na pewno zginęło w 1 wojnie więcej niż w drugiej

Midas
czwartek, 17 sierpnia 2017, 01:36

Prawie wszystko się zgadza poza reparacjami. Po telefonie z Waszyngtonu odpuszcza bo mają jednego sojusznika Węgry i to tylko w kwestii ideologicznej

Robert
sobota, 12 sierpnia 2017, 23:41

Za 10 lat z Francji, tej którą znamy zostanie tylko nazwa. Podobnie z Niemiec, Szwecji i Kanady. Historia tych krajów zostanie zapomniana, ponieważ nie jest islamska.

Kozi
niedziela, 13 sierpnia 2017, 23:04

Kraj taki jak Francja nie zniknie tylko dlatego że duża część polaków ma kompleks francuzki i myśli w sposób zero-jedynkowy (islamista=terrorysta)

Carl Von Clausewitz
piątek, 11 sierpnia 2017, 13:11

FRANCUSKI SEN O POTĘDZE I ZIMNY PRYSZNIC NA PRZEBUDZENIE: - Łatwo poddali się Hunom i gotowi byli kolaborować z Attylą, dopiero wyzwolił ich rzymski wódz Aecjusz Flawiusz. - Saraceni przekroczyli Pireneje i podbijaki Francję tak łatwo, jak "podrywa" się prostytutki. Dopiero germański Karol Młot zakończył ten koszmar i założył germańską dynastie Karolingów. - Germańscy Wikingowie (Normanowie) dosłownie masakrowali zniewieściałych Francuzów, do czasu aż Dostali ziemię na północy Francji, współczesną Normandię. - Podczas wojny 100 letniej anglosaski HenrykV zmasakrował wielokrotnie większą i lepiej wyposażoną armie francuską, kończąc sen o potędze. - Pod Trafalgarem anglosaski Nelson Zmasakrował rozbił w drzazgi znacznie większą flotę Francji i Hiszpanii, kończąc francuski sen o potędze. - Germańskie Prusy upokorzyły silniejszych Francuzów, zyskując Alzację, Lotaryngię, narzucając Francji ustrój i kończąc jej sen o potędze. - Podczas IWŚ brytyjscy generałowie naśmiewali się z francuskiej armii rozpolitykowanych żołnierzy, którzy często zamiast walczyć buntowali się. - IIWŚ Adolf Hitler w 3 tygodnie wybudził Francję ze snu o potędze, rzucając na kolana i zachęcając do uwłaczającej kolaboracji. Wyzwoleni przez Anglosasów. - Upokarzająca utrata Algierii, kończąca sny o potędze kolonialnej. - Brutalna klęska w wojnie z słabo wyszkolonymi i jeszcze gorzej wyposażonymi partyzantami w Indochinach. - Obecnie Francja jest juz na kolanach zdominowana kulturowo i biologicznie przez kolorowych. Francja już nie radzi sobie z utrzymaniem ładu i porządku na własnej ziemi, czego przykładem są liczne strefy do których boi sie zaglądać policja a nawet francuskie "wojsko". FRANCJA JEST ZDECYDOWANIE PRZEREKLAMOWANA I PRZEWARTOŚCIOWANA

zarysy
niedziela, 13 sierpnia 2017, 01:00

A dlaczego nie wymieniłeś początku wieku XIX i zwycięskich wojen Napoleona i jego wielkiej armii?! Bo to nie gra z twoimi wynurzeniami o tchórzostwie Francuzów, które są tendencyjne. I-sza wojna światowa też była przykładem wielkiej odwagi i ofiarności Francuzów, dzięki czemu odnieśli zwycięstwo ukoronowane podpisaniem przez Niemcy kapitulacji w lasku Compagne. Ale ogrom i rozmiar strat ludzkich i materialnych poniesionych przez Francję przy kunktatorskiej polityce W.Brytanii zniechęcił Francuzów do podobnego wysiłku w II wojnie św. gdzie cały ciężar walki z Niemcami przerzucili na Anglików nie dając się im zepchnąć do ponownej roli mięsa armatniego. I mieli słuszność, z punktu widzenia polskiej hekatomby w II wojnie światowej w którą wmanewrowała nas W.Brytania.

jesien93
sobota, 12 sierpnia 2017, 09:32

100% prawda

Logik007
sobota, 12 sierpnia 2017, 04:47

Dlatego nie ma sensu prowadzić żadnych interesów wojskowych z Francją: ich sprzęt jest drogi i słaby, a ich wsparcie militarne nie istnieje. W tej chwili na świecie jest tylko kilka krajów, które traktują wojsko poważnie i to są: USA, Izrael, Korea Płd, ew w mniejszym stopniu Wielka Brytania i tylko z nimi jest sens współpracować, reszta to zwykli tchórze, którzy w razie jakiegokolwiek konfliktu po prostu się poddadzą i będą liczyć na łaskę agresorów.

Lekcja
sobota, 12 sierpnia 2017, 00:08

1870 wojnę z Francja toczyły całe Niemcy a nie Prusy. Mieli dwa razy więcej ludności oraz dwa razy większe PKB to w wyniku tej wojny Francja zaczęła budować imperium kolonialne by choć trochę zrównoważyc potęgę Niemiec.

Qwe
piątek, 11 sierpnia 2017, 21:32

Nic nie wiesz o Francji. Ludwika XIV albo Napoleona Bonaparte, a wcześniej rewolucyjnych wojsk francuskich bała się cała ówczesna Europa. Po stracie Quebecu Francuzi udzielili pomocy amerykańskiej rewolucji i wydatnie przyczynili się do powstania i uznania USA. To, że Francja zawsze miała dobre relacje z krajami islamskimi, wynika z tego, że już w czasie odsieczy wiedeńskiej Ludwik XIV wolał być sojusznikiem Turcji niż Habsburgów. Zresztą nie tylko on, po stronie Turcji od XVII w. stały i Prusy i Anglia, bo nie chciały hegemonii Habsburgów. Obecnie to trzeci producent uzbrojenia po USA, Rosji.

Achilles
piątek, 11 sierpnia 2017, 21:13

Co ma atylla z Francja wspólnego? Uczyłes się historii w związku sowieckim? Znasz pierwsza wojnę światową od kolegi? Zjednoczenie Niemiec z komiksu w wieczorze wybrzeża. Wojnę w Wietnamie od cioci Jadzi. Każdy kraj ma wzloty i upadki. Francja ma na pewno więcej wzlotow niż Polska. Więcej wygranych wojen niż USA. Ekspercie

Rafal
piątek, 11 sierpnia 2017, 15:29

"Obecnie Francja jest juz na kolanach zdominowana kulturowo i biologicznie przez kolorowych. Francja już nie radzi sobie z utrzymaniem ładu i porządku na własnej ziemi, czego przykładem są liczne strefy do których boi sie zaglądać policja a nawet francuskie "wojsko" Co ty czlowieku wiesz o Francji?

sell
niedziela, 13 sierpnia 2017, 13:28

Francuska myśl zbrojeniowa od wielu, wielu lat nie jest pierwszej wody.Sugestię, jak to niby Nam ma zależeć na współpracy za wszelką cenę z Francją, uznaję za zbyt daleką jeśli mało poważną. Caracale były przykładem braku umiaru Francji w traktowaniu Polski jako poważnego partnera. To był okazja do dojenia polskiego podatnika, który miał zapłacić za towar kiepski coś a'la Berliet. Wytykanie nam, pouczanie, ignorowanie nie jest dobre w relacjach dwustronnych. Cenimy sobie honor a to nie jest i nie będzie nam obojętne.

Maciek
niedziela, 13 sierpnia 2017, 12:45

Panie sorbonisto, o tym czy kupimy op i rakiety powinno decydować to: czy są nam potrzebne, czy nas na nie stać i w końcu czy są to najlepsze rowiązania w stosunku do ceny (taki wskaźnik cena/zysk). Enigmatyczne odbudowywanie współpracy z kimkolwiek (również z innymi państwami) nie powinno być głównym atutem wyboru uzbrojenia.

aaaa
poniedziałek, 14 sierpnia 2017, 16:28

Polska wydaje 2% PKB na obronnosc ale 60% z tego idzie na emerytury, pensje. Tyle w temacie.

Harry
sobota, 12 sierpnia 2017, 19:14

Francja już jest poddana muzułmanom. Prawo szariatu, kalifat ogłoszone będą niedługo. Jeszcze ktoś ma wątpliwości, że ten kraj/naród wyzbył się własnej tożsamości? Że to koniec Francji którą znaliśmy?

Toruń
sobota, 12 sierpnia 2017, 23:09

Prędzej Kalifornia wróci do Meksyku. Polecam wizytę w Crazy Horse przekonasz się że z Francja wszystko po staremu.

ktos
poniedziałek, 14 sierpnia 2017, 16:15

Hehe jasne 3 mln wyjechaly - nikt nie wrocil. Czyli co 10 obywatel jest za granica? Powiedz jakim cudem sa korki na drogach jak 1/10 obywateli kraju nie ma? Te 3mln to moze byly za granica na zarobku (ci co wyjechali i ci co wrocili lacznie i to tez nie sadze). Co do 500mld to faktycznie dali nam jak nie wiem co... my pewnie wogole nic nie wplacamy do budzetu prawda, siedzimy tylko a kasa sama wplywa?

Zyla5
czwartek, 17 sierpnia 2017, 01:41

W PRL było 38 mln obywateli a na mojej ulicy było osiem aut. Nie napiszę więcej bo....

Zbrozlo
poniedziałek, 14 sierpnia 2017, 19:32

Tyle dostaliśmy netto w dwóch perspektywach po odjeciu naszej składki. W trzeciej dostaniemy o wiele mniej bo nie pozwolą na to kraje południa Grecja Hiszpania a szczególnie Włochy. Gdyby Polska nie była członkiem UE budżet Mon to byłoby 3mld USD a nie 9 mld USD. Sprawdź sobie wymianę handlowa Polski. Może i ktoś tam wrócił ale masz teraz 2 miliony Ukraińców w Polsce bo nie ma ludzi do pracy. Każda stocznia w Trójmieście ma ogromne wakaty. Bądźmy poważni nie klocmy się o fakty.

Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama