Wejście Perkoza i „schodzące” Sokoły [OPINIA]

27 maja 2020, 18:02
W-3
Fot. st. chor. Arkadiusz Dwulatek/Combat Camera DO RSZ

W ostatnich tygodniach obserwowaliśmy ważne wydarzenia dotyczące przyszłości floty śmigłowcowej polskich sił zbrojnych. Z jednej strony ruszył dialog techniczny w sprawie śmigłowców Perkoz, z drugiej – potwierdziły się informacje o problemach ze wsparciem eksploatacji śmigłowców Sokół.

Sytuacja polskich śmigłowców w różnych rodzajach sił zbrojnych była w Defence24.pl analizowana wielokrotnie i można ją podsumować krótko: za stare i brak spójnej koncepcji zakupów oraz użycia. Wielokrotnie zapowiadano podjęcie zdecydowanych działań, ale bez większych realnych efektów. Ostatnie wydarzenia mogą jednak wywrzeć znaczący wpływ na cały proces modernizacji.  

MON zdecydował się uruchomić nowy program śmigłowca Perkoz, stanowiący szansę wdrożenie do służby średniego śmigłowca wielozadaniowego. Jednocześnie producent Sokołów, PZL Świdnik, poinformował, że w dłuższej perspektywie ich wsparcie eksploatacji nie będzie możliwe.   

Aby ocenić wpływ tych czynników na przyszłość floty śmigłowców SZ RP, warto przypomnieć sobie ostatnie działania w zakresie ich modernizacji. Od momentu gdy program śmigłowca wielozadaniowego na wspólnej platformie został anulowany (po zakończeniu niepowodzeniem negocjacji offsetowych w sprawie 50 śmigłowców wielozadaniowych Caracal w październiku 2016 roku) de facto trwały impas i dalsza zapaść. Nie ponowiono kroków w zakresie zakrojonej na szeroką skalę, generacyjnej wymiany śmigłowców.  

W grudniu 2019 do Wojsk Specjalnych trafiły 4 śmigłowce S-70i Black Hawk bez wyposażenia specjalnego. Fot. J. Sabak
Dostawa śmigłowców Black Hawk dla Wojsk Specjalnych w 2019 roku. Fot. J. Sabak

Ubiegłoroczne zakupy 4 śmigłowców morskich AW101 dla Marynarki Wojennej oraz takiej samej liczby śmigłowców S-70i Black Hawk dla Wojsk Specjalnych choć pozornie przełamały śmigłowcowy impas, to nie zaspokoiły potrzeb nawet tych dwóch rodzajów sił zbrojnych. Jak podkreślałem wielokrotnie, były to działania doraźne o charakterze homeopatyczno-defiladowym, gdyż obejmują najwyżej połowę maszyn uznawanych za minimum dla realnej realizacji zadań. Co ważniejsze, dla największego użytkownika śmigłowców w WP: Lotnictwa Wojsk Lądowych, nowych maszyn w ogóle nie zamówiono. Podobna jest zresztą sytuacja Sił Powietrznych.  

W dotychczasowych działaniach MON w sprawie śmigłowców rzuca się w oczy brak konsekwencji. Dobrym przykładem jest program śmigłowców uderzeniowych Kruk. Mimo określenia ich pozyskania jako priorytetu już w 2014 roku, po rosyjskiej aneksji Krymu i wybuchu konfliktu na wschodzie Ukrainy, sprawa od 6 lat nie ruszyła realnie naprzód. Od czterech trwają analizy występowania tzw. Podstawowego Interesu Bezpieczeństwa Państwa, niezbędne do określenia trybu zakupu śmigłowców. Wszystko to, pomimo że przeprowadzono już dialog techniczny i znane są lista oferentów oraz proponowane maszyny.

W efekcie ogłoszono decyzję o modernizacji posiadanych śmigłowców Mi-24, obejmującej przede wszystkim uzbrojenie ich w kierowane pociski przeciwpancerne. To potrzebne rozwiązanie pomostowe, zważywszy na to, że Polska nie posiada dziś żadnego śmigłowca z takim uzbrojeniem. Tymczasem potrzeby – według Strategicznego Przeglądu Obronnego z 2017 roku – to ok. 100 uzbrojonych śmigłowców z bronią ppanc. Ale i tutaj nadal nie podjęto wiążących decyzji, choć były zapowiadane od dawna, a sam projekt modernizacji i „westernizacji” Mi-24 pojawił się po raz pierwszy niemal dwie dekady temu. 

Uruchomienie programu Perkoz oznacza, że w planowaniu modernizacji nastąpiła kolejna zmiana priorytetów i ponownie nabrały znaczenia śmigłowce wielozadaniowe. To nie dziwi, szczególnie biorąc pod uwagę konieczność zastąpienia Mi-2, uznawaną za pilną od dawna. Ale wpływ na decyzję MON o rozpoczęciu dialogu na Perkoza z pewnością wywarły także wydarzenia związane z flotą śmigłowców Sokół.  

Fot. MON/Wikimedia Commons
Najbardziej "bojowy" Mi-2 z działkiem 23 mm i wyrzutniami pocisków kierowanych. Fot. MON/Wikimedia Commons

Sokoły i „Czajniki” na równie pochyłej  

Najliczniej wykorzystywane w polskich siłach zbrojnych są, co jest dość logiczne, śmigłowce które produkowane były w kraju. Pierwszym chronologicznie jest lekka maszyna Mi-2, wytwarzana przez PZL-Świdnik na radzieckiej licencji w liczbie ponad 5 tys. egzemplarzy (przytłaczająca większość na eksport) w latach 1965–1985. Znaczna ich część trafiła do LWP. W 2017 roku Wojsko Polskie obchodziło uroczyście 50 lat nieprzerwanej służby tych maszyn, nazywanych pieszczotliwie „czajnikami” ze względu na charakterystyczną sylwetkę.  

Przez te pół wieku Mi-2 dostarczano armii w wielu wersjach, w tym również uzbrojonej w pociski kierowane i działko 23 mm. Obecnie w służbie pozostało nieco ponad 30 maszyn, wykorzystywanych głównie do zadań szkolnych i dyspozycyjnych. Jeszcze w ubiegłym roku wybór ich następcy planowano nie wcześniej niż po 2026 roku, co dawało im szansę na dosłużenie do sześćdziesiątki, lecz sytuacja zmieniła się w bieżącym roku – o czym za chwilę. 

Drugą maszyną produkcji polskiej, która miała stać się następcą Mi-2, jest PZL W-3 Sokół. Powstał on pod koniec lat siedemdziesiątych ale wprowadzenie go do produkcji zajęło niemal dekadę. Śmigłowce tego typu są obecnie najliczniej wykorzystywane przez polskie siły zbrojne. Ich liczba w służbie przekracza 60 egzemplarzy w kilku wariantach (służą także w Policji, czy Straży Granicznej) 

Śmigłowiec W-3PL Głuszec. Fot. A.Hładij/Defence24.pl
Śmigłowiec W-3PL Głuszec. Najbardziej "bojowy" z Sokołów. Fot. A.Hładij/Defence24.pl

Oprócz podstawowych wersji – uzbrojonej W-3W/WA i nieuzbrojonej W-3A najbardziej wyspecjalizowane są W-3PL Głuszec, wyposażone w głowicę optoelektroniczną i uzbrojenie, w tym ruchomy karabin maszynowy w części nosowej oraz morska maszyna ratownicza W-3WARM Anakonda wyposażona w pływaki i sprzęt poszukiwawczo-ratowniczy. Te ostatnie śmigłowce były w ostatnich latach remontowane i doprowadzane do wspólnego standardu. Prowadzono również prace nad ich modernizacją.  

Jeśli idzie o plany na przyszłość, to właśnie Mi-2 miały zostać zastąpione nowym typem lekkich śmigłowców, wyłonionym w programie Perkoz. Okazuje się jednak, że również Sokoły, szczególnie te najstarsze, mogą borykać się z problemami eksploatacyjnymi. -  niemożność utrzymania floty śmigłowców Sokół w perspektywie średnio- i długoterminowej przy ograniczeniach wydajności przemysłowej, wymaga nowego rozwiązania. – czytamy w oświadczeniu PZL-Świdnik z 15 maja 2020. To w dużej mierze wynika z problemów zakładów, które są jedynym producentem silników i przekładni do tych śmigłowców, jak również części zamiennych do nich. Silniki oparte na sowieckiej technologii sprzed ponad pół wieku nie pasują do portfolio firmy Pratt & Whitney, która jest obecnie właścicielem zakładu w Rzeszowie. 

Kilka lat trwały negocjacje, dotyczące przejęcia Zakładu Napędów w Rzeszowie przez Polską Grupę Zbrojeniową, podlegającą wówczas MON. Celem było zapewnienie dostaw części zamiennych dla Sokołów i starszych maszyn An-28/M28 Bryza. Jeszcze w lutym 2019 roku, a więc ponad rok temu, prezes i dyrektor generalny Pratt & Whitney Rzeszów Marek Darecki informował podczas posiedzenia jednej z sejmowych podkomisji, że już w czerwcu 2018 roku ostrzegał ministra obronny Mariusza Błaszczaka, że produkcja tych części zostanie wygaszona, jeśli nie znajdzie się pod jurysdykcją PGZ. Szef rzeszowskiej firmy podkreślił też w Sejmie, że wojskowi doskonale zdają sobie sprawę, co oznacza brak nowych silników oraz "remont sprowadzony do kanibalizacji, czyli tzw. eksploatacja schyłkowa”. 

Fot. J.Sabak
Fot. J.Sabak

Oczywiście to nie musi od razu oznaczać zakończenia wsparcia eksploatacji śmigłowców Sokół. Utrzymane w dość kategorycznym tonie oświadczenia zakładów PZL Świdnik mogą stanowić próbę wywarcia presji na użytkownika wojskowego, aby ten zdecydował się pozyskać nowe śmigłowce i to od tego właśnie producenta. Z kolei PZL Rzeszów i jego właściciel, amerykański koncern P&W już od pewnego czasu jasno daje do zrozumienia, że nie jest zainteresowany kontynuacją tej niezbyt rentownej produkcji. Chodzi o to, aby państwo zdecydowało się –  za pośrednictwem MON czy MAP – zakupić zakład napędów w Rzeszowie.   

Pytane o sprawę dalszej służby W-3 Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych informuje: „Siły Zbrojne RP posiadają podpisane umowy wieloletnie na serwisowanie i naprawy główne (remonty) napędów lotniczych PZL-10W, przekładni głównych i pośredniczących do śmigłowca W-3 „Sokół”. Z kolei Inspektorat Wsparcia SZ (centralny organ logistyczny) zapewnia, że „nie posiada informacji o zaprzestaniu wsparcia eksploatacji silników PZL-10W przez zakłady P&W Rzeszów.”  

Leonardo Helicopters AW139M był sugerowany jako jeden z następców rodziny W-3 Sokół, którego produkcja mogłaby trafić do PZL-Świdnik. Fot. M. Kamasa
Leonardo Helicopters AW139M. Fot. M. Kamassa

W praktyce więc można zakładać, że Sokoły będą służyć jeszcze przez pewien czas. Jednak sytuacja ta przekreśla jak się wydaje plany dalszego inwestowania w śmigłowce W-3. Nie ma już sensu zapowiedziany szumnie w 2018 roku program modernizacji Sokołów i uzbrajania ich w pociski kierowane. Zmarnowane też zostaną dziesiątki milionów złotych jakie zainwestowały NCBiR  i PZL-Świdnik w opracowanie nowych kompozytowych łopat wirnika dla tych maszyn.  

W-3 we wszystkich wariantach staje się więc typem „schodzącym”, a nie perspektywicznym, choć zapewne jeszcze przez pewien czas będzie stanowić ważny element floty śmigłowców WP. Najstarsze Sokoły będą musiały być - stopniowo, ale jednak – wycofywane z eksploatacji, jeszcze w obecnej dekadzie. Oznacza to pewną rewolucję w planach wymiany flotę śmigłowców. Skoro się jednak tak stało, ważne jest, aby w tej kwestii nie dać się ponieść fali zdarzeń, jak w przypadku Sokoła. Potrzeba dziś spójnych, konsekwentnych decyzji.   

Perkoz – szansa, której nie wolno zmarnować 

To właśnie z niepewną przyszłością utrzymania maszyn Sokół prawdopodobnie wiąże się prawdopodobnie rozpoczęcie dialogu technicznego w programie Perkoz, choć, podkreślmy – nowe maszyny byłyby potrzebne nawet w wypadku, gdyby Sokoły miały służyć dłużej, a z linii planowano wycofać w pierwszej kolejności Mi-2. W 2018 roku, ze względu na wykruszania się floty Mi-2 MON zapowiadał pilne uruchomienie przed końcem roku programu Perkoz. Rok 2018 był jednak czasem dużych, kosztownych kontraktów, podobnie jak początek roku kolejnego. Dlatego w lutym 2019 roku wydział prasowy MON informował naszą redakcję - ze względu na priorytetową realizację programu Kruk, program Perkoz nie został ujęty w Planie Modernizacji Technicznej na lata 2017-2026.   

Minął kolejny rok i Perkoz stał się priorytetem pilniejszym chyba niż śmigłowiec uderzeniowy Kruk, który od dwóch lat nie może doczekać się decyzji MON w sprawie – czy zakup 32 maszyn można przeprowadzić w trybie podstawowego interesu bezpieczeństwa państwa (PIBP) czy jednak niezbędny jest przetarg. Tak więc następca Mi-24 trwa w zawieszeniu, gdyż maszyny te można jeszcze utrzymać jakiś czas w linii, pod warunkiem zmodernizowania i wyposażenia w  pociski kierowane oraz nowoczesne sensory. Natomiast następca Mi-2 i jak się właśnie okazało Sokoła, przyspiesza – po części w wymuszony sposób. 

Sikorsky S-70i Black Hawk to jednak z propozycji na średni śmigłowiec dla Polski. Fot. J.Sabak
Sikorsky S-70i Black Hawk to jedna z propozycji na średni śmigłowiec dla Polski. Fot. J.Sabak

Uruchomienie programu Perkoz to jednak szansa na opracowanie i wprowadzenie standardu oraz pewnej systematyki w całej flocie śmigłowców, ale można też zabrnąć w ślepą uliczkę. PZL-Świdnik mówi o ogromnym potencjalne jaki ma taka decyzja. Na początek dotyczy ona 32 śmigłowców, potrzebnych w celu spełnienia najpilniejszych potrzeb (to de facto odpowiednik dwóch eskadr). Docelowo – w ciągu zapewne kilkunastu lat – nowych maszyn powinno być dwu- a nawet trzykrotnie  więcej. Zakupy nowych śmigłowców będą zapewne realizowane stopniowo, również w zależności od możliwości finansowych. Trzeba liczyć się z tym, że Perkozy będą przez co najmniej kilka lat służyć równolegle z Sokołami. 

W ogłoszeniu dotyczącym programu Perkoz mowa jest o trzech zadaniach: 
- wsparcia bojowego z możliwością prowadzenia zaawansowanego szkolenia lotniczego;
- dowodzenia;
- rozpoznania i walki elektronicznej.

Choć w ogłoszeniu nie podano więcej informacji, to widać, że chodzi o maszyny zdolne do różnych zastosowań. W roli śmigłowca szkolenia zaawansowanego należałoby widzieć śmigłowiec relatywnie tani w eksploatacji, ale dwusilnikowy i możliwie zbliżony do maszyny wsparcia bojowego. A być może nawet – jak założono to prawdopodobnie w programie Perkoz – należący do tego samego typu, ale dysponujący odpowiednim oprzyrządowaniem (podwójny układ sterowania) oraz systemem symulatorów, jednocześnie korzystający z tego samego systemu wsparcia eksploatacji 

W roli maszyny wsparcia bojowego odnajdzie się śmigłowiec o odpowiednim udźwigu, wyposażony w zaawansowane systemy samoobrony oraz sensory umożliwiające naprowadzanie uzbrojenia. Zdolny do przenoszenia zarówno uzbrojenia, jak i desantu w trakcie jednej misji.  W przypadku maszyn dowodzenia oraz rozpoznania i walki elektronicznej zamiast uzbrojenia ładunek będą stanowić odpowiednie sensory, systemy łączności oraz sprzęt rozpoznawczy.  

Perkoz – optymalizacja wyboru 

W dokumentacji programu Perkoz, jeśli chodzi o wersję podstawową znajdują się tylko minimalne wymogi dotyczące transportowania 5 żołnierzy z pełnym wyposażeniem i uzbrojeniem lub 1000 kg ładunku w kabinie.  Są to jednak wymogi minimalne, więc nic nie stoi na przeszkodzie by Perkoz miał większe zdolnościPewnym punktem odniesienia, jakie parametry powinny mieć te maszyny mogą być charakterystyki… Sokołów. Dlaczego? Bo te śmigłowce w Wojsku Polskim wykonują gros zadań, jakie będą stawiane przed Perkozami. Wymogi opracowania śmigłowca w wersji dowodzenia wskazują na chęć zastąpienia maszyn w wersji W-3PPD (Powietrzny Punkt Dowodzenia) „Gipsówka”, z kolei maszyna walki elektronicznej to W-3RR Procjon. To właśnie Sokół jest też podstawowym śmigłowcem wsparcia bojowego i wojsko dysponuje dość dużymi doświadczeniami z jego eksploatacji.  

Koncern Bell od dawna proponuje  duet wielozadaniowego UH-1Y Venom i uderzeniowego AH-1Z Viper. Sukces osiągnięto w Czechach. Fot. Bell Helicopters
Koncern Bell od dawna proponuje duet wielozadaniowego UH-1Y Venom i uderzeniowego AH-1Z Viper. Sukces osiągnięto w Czechach. Fot. Bell Helicopters

Te doświadczenia wskazują jednoznacznie, że unifikacja w zakresie platformy ułatwia eksploatację. Jednocześnie warto dobrać wielkość i możliwości techniczne tej maszyny tak, aby pozostał pewien margines dla dodatkowego wyposażenia czy opancerzenia. Dlaczego? Powszechnie wiadomo, że Sokoły, pomimo masy ładunku uzytecznego nominalnie wynoszącej ponad 2 tony, po obciążeniu ładunkiem lub uzbrojenie, znacznie tracą na kluczowej w maszynie bojowej dynamice lotu i manewrowości.  

Co więcej, właśnie Perkozy będą mogły zastąpić Sokoły w najbardziej wymagających zadaniach. Specjalistycznych, ale też transportu i wsparcia bojowego. Dzięki temu maszyny W-3, tak jak dziś Mi-2, przez pewien czas będą mogły wykonywać misje szkoleniowe (w tym ćwiczenie użycia uzbrojenia niekierowanego), utrzymywania nawyków, czy transportu lżejszych ładunków i małych grup żołnierzy, do wycofania tych śmigłowców z eksploatacji. Jest to metoda na płynniejsze przejście przez okres przejściowy. Byłby to również ruch zgodny ze światowym trendem, w którym masa startowa śmigłowców lekkich i średnich w siłach zbrojnych sukcesywnie rośnie. Związane jest to ze wzrostem masy żołnierza z wyposażeniem, opancerzenia i uzbrojenia oraz systemów obserwacyjnych.   

Jeśli więc Sokół o masie startowej około 6,5 tony zastąpi w roli śmigłowców lekkich maszyny Mi-2 o masie 3,55 tony, to nowy śmigłowiec powinien mieć większe zdolności przenoszenia ładunku niż Sokół czy Głuszec. Również po to, aby nie zabrnąć w pułapkę W-3PL Głuszec – nowocześnie wyposażonego śmigłowca, z uzbrojeniem i systemami obserwacji oraz samoobrony, którego największym ograniczeniem jest niedostateczna moc oraz dynamika układu napędowego.  

W Perkozie widziałbym więc w praktyce nie śmigłowiec lekki, ale wielozadaniową maszynę średnią, o maksymalnej masie startowej 7-10 ton. Zdolną przenieść więcej uzbrojenia czy wyposażenia niż lekkie śmigłowce, zapewnić odpowiednią ochronę, ale też zabrać na pokład drużynę piechoty z uzbrojeniem. Ten wariant sprawdzi się lepiej w roli śmigłowca dowódczego, transportowego czy maszyny wsparcia bojowego. Dostępne są różne opcje – od najlżejszego AW139M (czy jego zmodyfikowanej wersji MH-139A Grey Wolf dla USAF), przez Venoma, po Black Hawka 

W ten sposób w wojsku pojawiłby się wreszcie prawdziwy średni śmigłowiec wielozadaniowy. Przeznaczony przed wszystkim do zadań realizowanych w bezpośredniej styczności z wrogiem. W ten sposób można zyskać lepszą synergię w działaniach i w pełni wykorzystać możliwości transportowe Mi-17, nie ryzykując nimi na pierwszej linii, do czego nie są już one zbyt dobrze dostosowane. Zarówno ze względu na przestarzałe wyposażenie ja też inną skalę działań niż ta, do której powstał Mi-8/17. Docelowo Mi-17 zostałyby z czasem zastąpione przez ciężkie śmigłowce transportowe, których zadania de facto pełnią, bardziej ze względu na gabaryty kabiny niż udźwig.  

Francuska
Francuska "wspólna platforma" HIL, czyli Airbus Helicopters H160M Geupard to lekki śmigłowiec bojowy. Fot. J.Sabak

Program Perkoz wymaga pilnej realizacji, ale i kompleksowego podejścia. Maszyny powinny zostać pozyskane z pakietem szkoleniowym i logistycznym, zapewniającym utrzymanie w całym cyklu życia. Powinny też zostać od początku zintegrowane z potrzebnym wojsku uzbrojeniem (w tym pociskami kierowanymi), a także przystosowane do dalszych modyfikacji, niezbędnych szczególnie w wersjach specjalistycznych – dowodzenia czy walki elektronicznej.

Jeśli chodzi o możliwość unifikacji, to jednym z przykładów jest proces optymalizacji zastosowany przez Francję podczas określania wymagań w programie śmigłowca HIL (fr. Hélicoptère Interarmées Léger). Wskazał on, że marynarka, siły powietrzne i wojska lądowe, używające obecnie 7 typów maszyn o masie startowej od 2 do 8 ton, de facto potrzebują trzech konfiguracji maszyny o masie 6,5 tony w roli której wystąpi H160M Geupard. 

Patrząc na określone przez Inspektorat Uzbrojenia wersje śmigłowca Perkoz, Polska w podobny sposób może go zoptymalizować otrzymując trzy konfiguracje: 

- Maszyny szkolno-transportowej ze zdwojonym systemem sterowania, bez wyposażenia specjalnego; 

- maszyny wsparcia bojowego wyposażonej w systemy optoelektroniczne i inne sensory, system samoobrony oraz wysięgniki z uzbrojeniem kierowanym i niekierowanym; 

- śmigłowca specjalnego (rozpoznawczy/dowódczy) z wyposażeniem jak wersja wsparcia bojowego, ale zamiast uzbrojenia przenoszącego dodatkowe sensory i/lub środki łączności.  

Oznacza to de facto dwie bardzo zbliżone wersje bojowe i trzecią, prostszą do szkolenia zaawansowanego i transportu, w tym również przewozów VIP. Odpowiednia masa startowa, o ile maszyny nie zostaną „przeładowane” wyposażeniem już na początku, zapewni jeszcze pewien margines modernizacyjny. Z tego samego powodu warto np. pomyśleć o zapasie mocy w instalacjach elektrycznej i przestrzeni dla instalacji nowych urządzeń na pokładzie. To zaś ponownie wskazuje, że rozsądne będzie pozyskanie maszyn z pewnym zapasem udźwigu i przestrzeni 

Skala programu, jak wskazywałem wcześniej, będzie znaczna. Nawet jeśli starych śmigłowców nie trzeba będzie zastępować w stosunku „jeden do jeden” (z uwagi na większe możliwości nowych maszyn), to na pewno docelowo konieczne będzie pozyskanie nie 32, a większej liczby Perkozów, uwzględniając potrzeby dwóch baz wchodzących w skład 1. Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych, 25 Brygady Kawalerii Powietrznej, wreszcie jednostek szkolnych. Mówimy – w perspektywie kilkunastu lat – o ponad 60 śmigłowcach, co uzasadnia podjęcie ich produkcji w kraju. To samo zresztą powinno dotyczyć elementów wyposażenia – nic nie stoi na przeszkodzie, by Perkoz został pod tym względem ujednolicony z elementami proponowanymi dla Mi-24 i oferowanymi w ramach współpracy przemysłowej, jak przeciwpancerne rakiety Spike czy współpracujące z nimi systemy optoelektroniczne Toplite. Lub inne warianty wyposażenia i uzbrojenia o ile zostaną wybrane jako optymalne dla potrzeb sił zbrojnych. Takie rozwiązanie zapewniłoby korzyści zarówno operacyjne, jak i przemysłowe. Decyzje jednak powinny być przemyślane i stabilne. 

Producent śmigłowca musi też zostać zobowiązany do utrzymywania w kraju potencjału do wsparcia jego eksploatacji przez cały cykl życia (np. za pomocą przepisów Planu Mobilizacji Gospodarki). Podsumowując, program Perkoz stanowi wyzwanie, ale i szansę dla lotnictwa śmigłowcowego WP. Jej wykorzystanie wymaga jednak konkretnych działań, a o te – patrząc na historię polskich programów śmigłowcowych – może być bardzo trudno. Bez decyzji po stronie MON flocie wojskowych śmigłowców grozi stopniowa dekapitalizacja a w dłuższej perspektywie – powolna utrata zdolności. 

Reklama
Tweets Defence24