„W sprawie offsetu nie chcemy zmieniać zasad gry”. Kensbok dla Defence24.pl o przyszłości PGZ

7 września 2020, 10:20
andrzej-kensbok1
Fot. PGZ.

Potencjał do takich prac oczywiście jest. Nie prowadzimy jednak teraz szczegółowych rozmów w tym zakresie. Czekamy na ostateczny kształt, jaki przyjmie program pozyskania tych jednostek – tak o możliwym udziale PGZ w programie pozyskania używanych okrętów podwodnych ze Szwecji mówi w rozmowie z Defence24.pl Andrzej Kensbok, prezes zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej. W wywiadzie poruszane są też kwestie konsolidacji wewnątrz grupy i roli prawa holdingowego oraz priorytetowych programów Narew, Miecznik i Leopard 2PL.

Jędrzej Graf: Chciałbym zacząć od kwestii stoczni wchodzących w skład GK PGZ, ich przyszłości. Wiemy, że główne programy związane z Marynarką Wojenną, budową nowych okrętów, są nadal procedowane, a głównym zadaniem stoczni wchodzących w skład PGZ miało być właśnie wsparcie modernizacji. Jaki więc ma być udział Polskiej Grupy Zbrojeniowej i stoczni, czyli Nauty i PGZ SW, w tym programie i szerzej w modernizacji Marynarki Wojennej?  

Andrzej Kensbok, Prezes Zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej: Ten udział cały czas jest. To nie tylko budowa nowych okrętów. Mamy doki, w których są realizowane projekty modernizacyjne i remontowe. W ubiegłym roku były dwa postępowania, które nie zakończyły się rozstrzygnięciem, czyli program modernizacji okrętów rakietowych Orkan oraz naprawy trałowców z ich modyfikacją. 

Wraz ze Stocznią Wojenną podjęliśmy rozmowy nad powrotem do negocjacji w tych obszarach. Wiemy, że obejmują one realne potrzeby Marynarki Wojennej. Wiemy też, że Inspektorat Wsparcia podchodzi do tego zagadnienia w sposób bardzo otwarty i słucha naszych argumentów. My oczywiście też słuchamy argumentów Zamawiającego. Myślę, że jest duża szansa, żeby się porozumieć i żeby do tych programów powrócić.

Ministerstwo Obrony Narodowej negocjuje ze Szwecją zawarcie umowy dotyczącej pozyskania używanych okrętów podwodnych. Chciałbym odnieść się do tej kwestii w kontekście zaangażowania polskiego przemysłu, bo pojawiały się sprzeczne informacje. Wcześniej komunikowano, że Stocznia Wojenna ma mieć udział w ich remontach i ewentualnej modernizacji. Czy takie rozmowy są prowadzone?

Potencjał do takich prac oczywiście jest. Nie prowadzimy jednak teraz szczegółowych rozmów w tym zakresie. Czekamy na ostateczny kształt, jaki przyjmie program pozyskania tych jednostek.

Prowadzimy natomiast dialog przygotowawczy w kontekście innych programów morskich. Podam przykład – program Kormoran. Choć jego kadłub jest wykonywany w stoczni Remontowa Shipbuilding, to my produkujemy wyposażenie, systemy walki, integrujemy uzbrojenie. Być może, gdyby był kontynuowany w większej skali, to również produkcja samej konstrukcji okrętów zaangażowałaby więcej niż jedną stocznię. Kormoran jest więc dla nas bardzo ważny, trzymamy rękę na pulsie.

Oczywiście wszyscy czekają na to, czy zostanie uruchomiony program Miecznik, w ramach którego w polskich stoczniach mają być budowane okręty nawodne nowego typu. Słyszymy słowa Pana Prezydenta o tym, że gorąco wierzy, że program modernizacji Marynarki Wojennej zostanie przyspieszony i wiemy, że analizy w tym kierunku są prowadzone. Jesteśmy w gotowości do jego realizacji, podnosimy tę gotowość również w Stoczni Wojennej. Trwają tam teraz bardzo intensywne przeglądy zgodności wykonawczych, umów kooperacyjnych, sprawności sprzętu, dostępności hal produkcyjnych i urządzeń stoczniowych. Stocznia więc przygotowuje się w sposób oczywisty do realizacji tego programu.

Jeśli idzie o Miecznika, to pojawiają publiczne informacje, że Inspektorat Uzbrojenia jest na końcówce fazy analityczno-koncepcyjnej. Jednym z najbardziej prawdopodobnych wariantów realizacji tego programu będzie zaproszenie GK PGZ do wykonania tego zadania w ramach procedury Podstawowego Interesu Bezpieczeństwa Państwa. Jak Pan widzi dzisiaj kompetencje PGZ, żeby przygotować się do przeprowadzenia tak skomplikowanego projektu, rozmawiać również z partnerami zagranicznymi, którzy będą musieli zostać zaangażowani? W ostatnim czasie doszło do zmian personalnych w Stoczni Wojennej, ale także w biurze platform morskich PGZ. 

Zmiany kadrowe dotyczyły przede wszystkim zarządu PGZ Stocznia Wojenna i dyrektora biura domeny morskiej. Natomiast osoby merytoryczne, te które odpowiadały i nadal odpowiadają za obszar konstrukcji okrętów, nawigacji, radiolokacji, czy łączności nadal pracują zarówno w centrali, jak i w spółkach.

Jeśli chodzi o zarządy, wydaje się, że z nowymi osobami na pokładzie PGZ SW zyskała nowe możliwości. Wiceprezes zarządu jest bardzo dobrze przygotowanym inżynierem okrętownikiem, przede wszystkim z ogromnym doświadczeniem stoczniowym zarówno z dawnej Stoczni Marynarki Wojennej, ale także międzynarodowym z najbardziej wymagających rynków zagranicznych. Również podmiot, który zajmuje się uzbrojeniem, integracją, systemami dowodzenia, czyli Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Centrum Techniki Morskiej ma na pokładzie doświadczonego sternika.

Nie utraciliśmy zdolności. Cały czas utrzymujemy relacje z kooperantami, z potencjalnymi dostawcami systemów walki, rozpoznania, czy radarów. Możemy bardzo szybko wrócić do konfiguracji okrętu Miecznik, niezależnie czy wymagania Zamawiającego sprawią, że przyjmie on kształt korwety, czy fregaty. Jesteśmy gotowi do udziału w programie Miecznik, również w aspekcie badawczo-rozwojowym, być może z udziałem uczelni trójmiejskich. Jesteśmy także przygotowani do uczestnictwa w postępowaniu w trybie ofertowym, jeśli na takie rozwiązanie zdecyduje się resort obrony.

Wyrzutnia systemu Patriot. Fot. Raytheon
Wyrzutnia systemu Patriot. Fot. Raytheon

Przejdźmy do kolejnej kwestii. Nadal nie podpisano umów wykonawczych związanych z programem Wisła. W tym projekcie już kilka lat temu zatwierdzono umowę, jeszcze wcześniej wybrano oferenta, dzisiaj negocjowany jest aneks do umowy offsetowej a równocześnie umowy wykonawcze zobowiązań offsetowych.  Z rządu płyną sygnały, że konieczna jest finalizacja porozumień z Raytheonem, żeby „domknąć” cały program, uruchomić Narew i drugą fazę Wisły. Padają krytyczne głosy, że podejście PGZ do negocjacji z Raytheon na tym etapie to próba zmiany wcześniej ustalonych „zasad gry”. 

Nie chcemy zmieniać zasad gry, nam chodzi o szczegółowe ustalenia. Wiemy, że decyzje zapadły, działamy w ich ramach. Natomiast program offsetowy wiążę się z kosztami absorpcji po stronie naszych spółek. Chcemy wynegocjować konkretne zapisy na takim poziomie, który dawałby największe szanse zagwarantowania w ramach offsetu strony przychodowej. Jest to zresztą zgodne z zapisami umowy offsetowej, która wskazuje na uszczegółowienie na etapie zawierania wykonawczych umów offsetowych.

Przyjęcie offsetu to nie tylko korzyści, ale i konieczność ponoszenia dużych nakładów. Trzeba dostosować systemy informatyczne, budowlankę, przygotować dokumentację. Należy też zadbać o wyszkolone załogi i inżynierów, podjąć duży wysiłek organizacyjny i finansowy. Chcemy, żeby rozwiązania, które znajdą się w umowie wykonawczej do umowy offsetowej, dawały jak największe szanse spółkom. Zabiegamy o to, by Ministerstwo Obrony Narodowej składało zamówienia nie tylko na produkcję, ale też długofalowe wsparcie eksploatacji, które pozwolą skompensować koszty pozyskania offsetu. To nie jest podważanie zasad, które zostały ustalone. Regulując pewne kwestie, związane z licencjami, możemy uzyskać większe lub  mniejsze szanse wykorzystania zdolności pozyskanych w wyniku absorpcji offsetu w oparciu o te technologie. 

Niezależnie od tego prowadzimy dialog z największymi partnerami zagranicznymi programu Wisła, jak Northrop Grumman, Raytheon, czy Lockheed Martin w szerszym wymiarze, w zakresie współpracy business to business (B2B). Świat nie kończy się na offsecie. Te umowy i relacje w wielu wypadkach mieliśmy jeszcze zanim powstał offset i myślę że będą się rozwijały jeszcze po zakończeniu programu offsetowego.  Koncentrujemy wysiłek, by rozpoznać pola wspólnego interesu i współuczestniczyć w programie Wisła w zakresie podwykonawstwa, czy zakresie serwisowym, remontowym, produkcji komponentów. Nie chcemy więc podważać pryncypiów, ale zyskać szanse, by z offsetu wynikały dla nas i całej gospodarki wymierne korzyści.

Z doświadczeń innych państw, na przykład Korei Południowej, wynika, że korzyści z offsetu uzyskiwane są raczej w dłuższej perspektywie. Chciałbym przejść do inwestycji. Poprzedni zarząd PGZ mówił, że jest przygotowana lista kilkunastu inwestycji wartych 1,5 mld złotych, niezbędnych do wzmocnienia potencjału Grupy. Do tego konieczne jest finansowanie, a to z kolei – jeśli jego źródłem będą banki – zależne jest m.in. od wyników finansowych. Jak w tym kontekście skomentuje Pan obniżenie wyniku finansowego, stratę ponad miliarda złotych?  

Wynik operacyjny GK PGZ nie uległ pogorszeniu rok do roku. Natomiast na ubiegłoroczny wynik finansowy wpłynęły między innymi przeceny określonych aktywów, które są w grupie. Takie przeceny nie oddziałują na wyniki spółek grupy, ale przekładają się na wynik jednostkowy. Musimy je ująć w wynikach grupy jako straty.

Natomiast to nie jest sytuacja związana z utraceniem pieniędzy czy pogorszeniem sytuacji płynnościowej i kondycji spółek. To raczej odzwierciedlenie pewnych historycznych zdarzeń, które miały miejsce na przykład w Funduszu Inwestycyjnym Mars, wskazujących na to, że ich realna wartość jest niższa niż tzw. wartość godziwa wykazywana wcześniej w bilansie PGZ. Dlatego sam wynik finansowy ma związek raczej z przeceną aktywów, a nie z bieżącą sytuacją. Można wręcz powiedzieć, że ta ostatnia uległa poprawie, chociaż COVID nie pomaga. W niektórych spółkach wyniki się zdecydowanie poprawiły. 

W ubiegłym roku PIT-RADWAR otrzymał zamówienie na stacje radiolokacyjne Bystra. Fot. Defence24.pl.
W ubiegłym roku PIT-RADWAR otrzymał zamówienie na stacje radiolokacyjne Bystra. Fot. Defence24.pl.

Jak ta aktualna sytuacja ma wpływu na inwestycje długofalowe?

Nie ma wpływu. Wszystkie zaplanowane wcześniej inwestycje są realizowane. Przeprowadziliśmy po półroczu przegląd planów inwestycyjnych spółek, który potwierdził, że wszystko odbywa się planowo i żaden program nie został odwołany ani opóźniony. 

Plany inwestycyjne na przyszłość to jest odrębna sprawa i tutaj rzeczywiście analizujemy celowość inwestycji, ich wpływ na efektywność całej grupy. Prowadzimy dialog ze spółkami całej grupy, żeby podejmować takie inwestycje, które służą wszystkim i będą w pełni wykorzystane. Chcemy, żeby dawały one nowe możliwości, a nie tylko stanowiły odtworzenie wcześniej utraconego potencjału, poprzez wymiany zepsutych maszyn. Plany inwestycyjne są obecnie analizowane, ale nie pod kątem cięcia tylko raczej odwrotnie: pod kątem pobudzania myślenia, co do możliwości inwestycyjnych. Pamiętajmy, że myśląc o inwestycjach musimy skupiać się na bieżącej sytuacji spółek, bo łatwo jest mówić o wizjach, jeżeli zapomina się o „tu” i „teraz”. Często sytuacja wymaga skupienia właśnie na tym bieżącym funkcjonowaniu.

Trzeba też pamiętać, że finansowanie to nie tylko banki. Po pierwsze mając plan inwestycyjny pod nowe wyniki gospodarcze, nie zawahamy się pójść do Skarbu Państwa i prosić o dodatkowe środki. Zresztą pan premier sam deklarował, podczas wizyty w zakładach w Skarżysku, że jest gotów przeznaczyć środki Skarbu Państwa na odtworzenie zdolności do produkcji nitrocelulozy. W zeszłym roku dość duże fundusze zostały przeznaczone na produkcję prochów wielobazowych, w ramach programu MESKO 400.

Uważa Pan, że do podejmowania inwestycji w przemyśle zbrojeniowym konieczne jest wsparcie państwa?

To zależy od okoliczności. Proszę zwrócić uwagę, że spółka, która najśmielej inwestuje, mam tutaj na myśli Hutę Stalowa Wola, nie korzysta z tego rodzaju dokapitalizowania. Natomiast korzysta z czego innego. Korzysta z tego, że umiejętnie wykorzystała szansę, jaka powstała dzięki temu, że jest głównym wykonawcą programu Regina. Programu, który ma wartość łączną ok. 4,5 mld zł, jest rozłożony na wiele lat i przez kilka lat będzie realizowany.

HSW mając pewność przychodów oraz pracy, wiedząc, że jest to produkcja rentowna jest w stanie finansować się zewnętrznie, np. bankowo, a także przeznaczać na inwestycje własne środki. Po prostu w naturalny sposób tak jak każdy inny podmiot rynkowy jest w stanie realizować swoje inwestycje, wówczas takie działania nie wymagają dokapitalizowania czy innych szczególnych planów. Tutaj pewną formą wsparcia MON jest umowa wieloletnia, dająca stabilne źródło przychodów. 

Umowa wieloletnia na haubice Krab to największy obecnie kontrakt polskiej zbrojeniówki. Fot. R.Surdacki/Defence24.pl
Umowa wieloletnia na haubice Krab to największy obecnie kontrakt polskiej zbrojeniówki. Fot. R.Surdacki/Defence24.pl

Z drugiej strony, są inne przykłady podmiotów, które przychodzą z biznesplanem, dającym możliwości realizacji inwestycji w dłuższej perspektywie. Nie chcę mówić o konkretnych przykładach, ale chcemy rozmawiać z MON o szansach na to, żebyśmy uzyskali na niektóre produkty umowę wieloletnią, czyli taką, która pozwoli daną inwestycję sfinansować w sposób komercyjny. Jeśli nie ma możliwości sfinansowania poprzez kontrakt, prosimy o wsparcie kapitałowe. Jesteśmy głęboko przekonani, że to wszystko ma wpływ zarówno na obronność państwa, jak i na sytuacje gospodarczą naszej grupy, czy szerzej przemysłu obronnego. 

Wracając do umów wieloletnich, prowadzimy dialog z MON i jest w tym dialogu obustronne zrozumienie. Widzę więc szanse na kolejne umowy wieloletnie, które mogą dać nam możliwość uzyskania finansowania na takich zasadach, jak czynią to inne podmioty rynkowe. Nam jest najłatwiej realizować kontrakty wieloletnie i na ich bazie finansować się komercyjnie. Jeśli to nie jest możliwe, zabiegamy o wsparcie państwa. 

A czy obniżenie wyników nie wpłynie na bieżące finansowanie, na już zawarte umowy spółek PGZ z instytucjami finansowymi, bankami? Jest ryzyko, że mogą one dążyć do podwyższenia rat leasingowych lub kredytowych, uzasadniając to obniżeniem wiarygodności spółek PGZ? Czy więc proces przeceny nie mógł zostać rozłożony na kilka lat? 

Myślę, że mógłby zostać rozłożony na 2-3 lata, gdyby zostało to rozpoczęte w roku 2018, jednak z różnych względów tak się nie stało. My oczywiście podchodzimy do tych kwestii z dużą atencją i rozmawiamy z bankami, finansującymi nasze przedsięwzięcia. 

Trzeba natomiast powiedzieć dwie rzeczy. Mówimy tu o finansowaniu przez banki spółek, a nie PGZ S.A., a w spółkach tak jak wspomniałem nic się nie zmieniło. Także jeśli banki przyznawały kredyty rok, dwa temu to nie ma żadnej podstawy merytorycznej do tego, żeby dzisiaj powiedzieć: „PGZ Was przecenił w waszych księgach, to ja już Wam nie mogę pożyczyć pieniędzy”. To nie jest zdarzenie wpływające na przepływy pieniężne danej spółki, cash flow nie ulega żadnym zmianom. Oczywiście, banki obserwują ten proces, bo zgodnie z przepisami od swoich klientów pobierają wyniki finansowe co kwartał i analizują podobne kwestie. 

Z punktu widzenia całej grupy PGZ S.A. prowadzimy bardzo otwarty dialog z bankami finansującymi. Instytucje finansowe miały zresztą dostęp do wyników znacznie wcześniej na podstawie obowiązków raportowania, z zachowaniem tajemnicy bankowej. Nasze argumenty spotykają się ze zrozumieniem ze strony instytucji finansowych. 

Takie zmiany w bilansie muszą jednak wpływać na długofalową sytuację spółki, jej pozycję na rynku. 

Zobowiązujemy się do regularnego informowania i okazywania w jakim kierunku idziemy po to, żeby odbudować te kapitały. Trzeba też pamiętać, że nie jesteśmy jedynym podmiotem, który dokonuje w tym roku odpisów za rok 2019, cała energetyka, górnictwo, wiele innych obszarów jest dotkniętych tym problemem. Dla nas jest to symptom, że pewien model biznesu musi ulec zmianie, nie jesteśmy tu żadnym wyjątkiem.

Kiedy  przedsiębiorstwa mają duże odpisy to oznacza, że pewne aktywa utraciły wartość. Trzeba więc sprawić by te zasoby zaczęły działać bardziej efektywnie, w sposób lepiej dostosowany do nowej sytuacji rynkowej. Przykładowo, energetyka idzie w kierunku „zielonym”, górnictwo stara się obniżać koszty. Naszym wyzwaniem jest zwiększanie efektywności naszych aktywów, czyli zakładów produkcyjnych. Zakłady produkcyjne powinny i nad tym właśnie się skupiamy, szybciej dochodzić do produktu, który jest sprzedawalny, szybciej wdrażać go do produkcji. A te wyroby, które już powstają, produkować z większą wydajnością i efektywnością.

Oczywiście nie mam na myśli jakiegoś szczególnego oddziaływania na pracowników i mówienia, że powinni szybciej pracować, tylko automatyzacji i robotyzacji, zwiększania wydajności poprzez inwestycje. To normalna praktyka na rynku. Tam, gdzie można coś automatyzować, należy to czynić. Jeśli można zmniejszać pracochłonność, a osoby zatrudnione przekwalifikowywać do wyżej płatnych i wymagających stanowisk, to będziemy tak robić. Chcemy również poszerzać kooperację, nie wszystko musimy robić sami. Jeśli są rzeczy, na przykład pewne proste roboty przygotowawcze, które  firma w tym wyspecjalizowana może wykonywać taniej, to my z tego skorzystamy. Cały proces podnoszenia efektywności działania naszych zakładów, naszych fabryk, to jest też kwestia wieloletnia, długofalowa.

Okręt rakietowy Orkan. PGZ jest nadal zainteresowana modernizacją tych jednostek. fot. Saab
Okręt rakietowy Orkan. PGZ jest nadal zainteresowana modernizacją tych jednostek. fot. Saab

A jak ma się do tego struktura zatrudnienia w GK PGZ, czy pracownicy są przygotowani na większą automatyzację? 

Tak jak cały przemysł jesteśmy dotknięci problemem zastępowalności pokoleń, jak to się ładnie teraz mówi. Mamy duży udział pracowników w wieku powyżej 50 czy 55 lat i też musimy na to zwracać uwagę. Z jednej strony są to pracownicy bardzo doświadczeni, ale to też często nie są pracownicy, którzy z dnia na dzień zmienią swoją mentalność. Powiedzą: „tak jest, jestem elastyczny, będę pracował na trzech stanowiskach, wyszkolę się tu, tu i tu, poznam informatykę”.

To będzie miało pewien wpływ na tempo zmian, jednak kierunek musi zostać przyjęty i być realizowany. Jeżeli zakłady będą widziały korzyści z tego płynące to myślę, że od strony społecznej i od strony ekonomicznej spotka się to z akceptacją. Podkreślam, że ja tę przecenę aktywów odbieram jako sygnał do zmian. Myślę, że każdy menadżer w gospodarce, gdy usłyszy od audytora, że musi odpisać dane aktywa, bo nie są warte tyle ile się jemu wydawało, odpowiada: dobrze. Co musimy zrobić, żeby te aktywa znowu nabrały swojej wartości i zaczęły produkować z odpowiednią rentownością, która znów zacznie się odkładać jako kapitał zapasowy i budować wartość spółek? I właśnie na to pytanie chcę odpowiedzieć.

Czy tutaj pewnym ograniczeniem nie jest też, szczególnie widoczny w zbrojeniówce, brak prawa holdingowego? Wydaje się, że ma to swój wpływ na kształt powiązań między PGZ a spółkami, często są one uregulowane w sposób niejednoznaczny. I jakie będą dalsze kierunki rozwoju grupy – konsolidacja właścicielska czy inny model?

Bardzo celna uwaga. Myślę, że w ramach istniejącego kodeksu spółek handlowych można było sobie radzić w takich podmiotach, grupach przemysłowych chociaż nie było to łatwe. Jeśli chodzi o prawo holdingowe, dopiero zaczynamy się angażować w prace nad nim, pod względem naszego wkładu do tych zmian. Gdy już te zmiany się zadzieją, to i my i wszyscy inni przez kolejne lata będą się uczyli, w jaki sposób ten nowy system działa. Ale zmiany idą w dobrym kierunku, dadzą możliwość lepszego sterowania całym organizmem.

Niezależnie, mamy podpisaną umowę, porozumienie grupowe, które reguluje wiele z tych kwestii. Nie uważam więc, że brak prawa holdingowego ogranicza nas w szczególny sposób. Myślę, że to jest bardziej kwestia tego, żeby we właściwy sposób porozumieć się, bo to musi być w trybie koncyliacyjnym, w trybie umowy, co centralizujemy, a co zostawiamy, jaki obszar jest domeną spółek. I tutaj powoli rysują się takie obszary, co do których jest zgoda pomiędzy centralą a zarządami spółek. Na przykład kwestie związane z finansowaniem: w części samodzielnie, a w części z finansowaniem grupowym, ale na jasno określonych zasadach. Podobnie, jeśli chodzi o kwestie związane z niektórymi aspektami obsługi prawnej, marketingowej czy zarządzania projektami. 

Wiele naszych programów wykracza poza jedną spółkę. Trzeba to więc jakoś skoordynować, mierzyć postępy w projektach, analizować zasoby, komunikować się z zamawiającym, uruchamiać dodatkowe działania w przypadku opóźnień. My widzimy tutaj swoją rolę, z jednej strony jako finansującego, z drugiej strony jako project managera. Co do tego w spółkach jest zgoda. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że nie chcemy być postrzegani jako ci, którzy doliczają prowizję. Chcemy być postrzegani jako podmiot świadczący usługę o określonej wartości, za którą podmiot z niej korzystający jest gotowy zapłacić.

Wtedy to jest to po prostu honorarium, opłata za naszą działalność, czy finansową, czy organizacyjną, czy związaną z zarządzaniem projektem. Ile to jest warte, to może każdy się zorientować, zadzwonić do dowolnej firmy, która zajmuje się zarządzeniem projektami i zapytać, ile kosztuje nadzór właścicielski, nadzór inwestorski nad dużą inwestycją infrastrukturalną czy takie zarządzanie dużym projektem gospodarczym w dowolnej innej branży, bo ono ma swoją realną wartość. Finansowanie zresztą też, ale myślę, że to się broni w sposób naturalny. 

Oczywiście rodzą się pytania o efektywność tych wszystkich działań. A co z eksportem? Przy powołaniu PGZ jego znaczne zwiększenie było jednym z głównych celów, ale tego założenia nie udało się osiągnąć.

Efektywność trzeba rozpatrywać w każdym projekcie odrębnie, a co do Pana pytania to idziemy raczej w tym kierunku, żeby podejmować wspólne wysiłki handlowe, eksportowe, co dotychczas - zgoda - nie do końca się udawało. Udawało się spółkom, a nie koniecznie udawało się na poziomie PGZ S.A., czy centrali w połączeniu ze spółkami. Tutaj widzimy możliwość pewnej aktywizacji, wspólnego występowania w programach. Nawet ze strony niektórych podmiotów zagranicznych pojawiło się takie oczekiwanie, że po ustaleniach ze spółkami ktoś powinien te prace koordynować, bo obejmują one różne podmioty. 

Również niektóre takie przedsięwzięcia przekraczają możliwości organizacyjne pojedynczych podmiotów, gdyż wiążą się z zapytaniami o transfer technologii za granicę. Sama spółka często nie jest do tego gotowa. Nie ma tylu inżynierów, których mogłaby wysłać do kraju odbiorcy, opracować dokumentację itd. To naturalny sposób włącza nas w procent ofertowania eksportowego. 

I znów wracamy do kwestii konsolidacji. 

Oczywiście widzimy tą potrzebę, słowo „konsolidacja” jest odmieniane przez wszystkie przypadki od jakiegoś czasu. Ta konsolidacja musi służyć właściwemu obsłużeniu popytu ze strony zamawiającego, przede wszystkim popytu ze strony Sił Zbrojnych, które potrzebują mieć własny sprzęt. Z drugiej strony – musimy bazować na tym, czego się dowiemy ze strony zamawiających: Inspektoratu Uzbrojenia czy Inspektoratu Wsparcia w zakresie tego, jakie będą kierunki zamawiania, modernizacji czy remontów sprzętu, żebyśmy się we właściwy sposób przyłożyli jako cała grupa PGZ. 

Była koncepcja, żeby z naszej strony wydzielić domeny i łączyć spółki w ich ramach. Z naszej strony sądzimy jednak, że lepiej będzie rozpoznać te nasze programy i grupować spółki w ramach programów. Zarówno programów już realizowanych, jak i przyszłych projektów rozwojowych chociażby po to, żeby nie powielać kompetencji inżynierów-konstruktorów, czy biur konstrukcyjnych albo biur badawczo-rozwojowych. Bo to powoduje największe koszty, nie związane bezpośrednio z produkcją, a więc nie pokrywane z dnia na dzień.

Jeśli wysiłki B+R się dublują to jest bardzo niekorzystne. Chcemy łączyć zatem zarówno potencjały wytwórcze, produkcyjne, jak i potencjały badawczo-rozwojowe. W dużym skrócie konsolidować grupę wokół tych podmiotów, które mają najsilniejsze dzisiaj zdolności badawczo-rozwojowe, czyli własne produkty, biura konstrukcyjne możliwości rozwijania nowych produktów i dystrybucji w podmiotach, które wokół nich orbitują w sposób naturalny. Nie mówiąc o tym, że jest pewna logika oportunistyczna. Jeżeli jakiś zakład ma nadmiar zleceń, a nie ma gdzie ich wykonać, a drugi ma za mało roboty, a piękny teren i ładne hale to łatwiej je połączyć, bo powinny do siebie „grawitować”, to korzystne dla obu stron.

Przykładem produktu opracowanego w ramach prac B+R i wprowadzanego do wojska jest karabinek MSBS Grot. Fot. Dowództwo WOT
Przykładem produktu opracowanego w ramach prac B+R i wprowadzanego do wojska jest karabinek MSBS Grot. Fot. Dowództwo WOT

Chciałbym wrócić na moment do eksportu. Na początku roku poprzedni zarząd PGZ przekazywał informacje o konkretnych kierunkach – zaawansowanych rozmowach na przykład z Arabią Saudyjską, Kuwejtem, Pakistanem. Jaki jest progres tych działań?  

Niestety w tych kwestiach mocno dotknęły nas ograniczenia związane z podróżowaniem, wywołane przez pandemię COVID-19. Były umówione wizyty delegatów zagranicznych w celu zaprezentowania sprzętu w trakcie ćwiczeń wojskowych, ale niestety wszystko to nie doszło do skutku. 

Oczywiście bierzemy dalej udział w dialogach i postępowaniach, w szczególności w Arabii Saudyjskiej. Koncentrujemy się na tym, żeby przesłać oferowany przez nas sprzęt do testów, to wymaga też zgód, licencji i jesteśmy w trakcie ich pozyskiwania. Jeżeli się uda je skompletować, na co nie ukrywam liczymy, to staniemy do testów. 

Nadal wiążemy z tymi rynkami duże nadzieje. Natomiast problemy natury epidemicznej i logistycznej, które wyniknęły z pandemii, trochę spowolniły cały proces. Jeśli chodzi o inne kwestie, na przykład amunicyjne czy elementów uzbrojenia, które były przedmiotem eksportu, usług remontowych, wiele takich przedsięwzięć się toczy. To samo dotyczy materiałów kruszących i trotylu czy komponentów dla lotnictwa. Te programy cały czas trwają. 

Mówił Pan Prezes wcześniej, że kluczowym aspektem rozwoju PGZ są programy modernizacyjne Sił Zbrojnych RP. Dzisiaj na tapecie jest program Narew zgodnie z deklaracjami MON ma zostać ten program uruchomiony. Dużo w ostatnich tygodniach mówicie Państwo o roli polskiego systemu dowodzenia w tym programie, które oferujecie. A jak Pan widzi szanse na rozwoju obszaru rakietowego? Czy umowy z potencjalnymi kooperantami zabezpieczają interes PGZ jeśli chodzi o produkcję licencyjną? 

Nie mamy jeszcze podpisanych kontraktów z ewentualnymi dostawcami pocisków rakietowych dla programu Narew, ale mogę zapewnić, że jesteśmy na dalszym etapie niż tylko same intencje. Obowiązuje nas tajemnica handlowa. Cały czas jednak prowadzimy rozmowy i zakończyliśmy kolejny etap analiz. Z tych prac wynika, że są podmioty, które są w stanie zaoferować potrzebne technologie w ramach otwartej licencji i dostępie, który umożliwia nam modernizację, jak i modyfikację tych produktów w przyszłości i posiadanie praw, do tych obszarów.

To jest istotne, bo pozwala na polonizację pocisku rakietowego i po kolei zaczynamy robić głowicę samonaprowadzającą, napęd, sterowanie, głowicę bojową, poszczególne elementy łączące itd. Z czasem wykonujemy sami, licencjodawca pobiera swoją opłatę, a wiedza i umiejętności są w Polsce. I w momencie, kiedy jest potrzeba modyfikacji po kilku latach, a zawsze jest taka potrzeba, bo systemy obronne muszą nadążać za zagrożeniami - środkami napadu powietrznego, mamy wtedy perspektywę modyfikowania tego sprzętu, możliwość wgrywania nowych algorytmów, dostosowywania czy wyprzedzania tym samym ewentualnych zdolności napadu. 

A co z systemem dowodzenia? 

System dowodzenia jest bardzo ważny szczególnie, że my potrafimy zbudować system, który łączy się z obecnie funkcjonującymi w obronie przeciwlotniczej systemami. Łączy się też z systemem dowodzenia w programie Wisła, czyli IBCS. Umożliwia transmisję dwukierunkową, łączenie, wielodostępność i sieciocentryczność, czyli dobór najlepszych danych do podjęcia najlepszych decyzji ogniowych w oparciu o dane spływające z sensorów, które śledzą cele. Polski C2 da też możliwość dołączania do systemu właśnie takich radarów, które sami produkujemy lub w przyszłości będziemy wytwarzać, gwarantuje też kompatybilność urządzeń sojuszniczych, NATO-wskich.

Oczywiście nasz C2 będzie działał w trybie tych wszystkich protokołów komunikacyjnych, które już są znane i tak czy tak musiałyby być stosowane niezależnie od tego jaki system zostanie wybrany. Dlatego, jeśli system IBCS zostałby wybrany do systemu Narew, też musiałby w jakiś sposób się komunikować z pozostałymi systemami obrony przeciwlotniczej. Bardzo ważnym aspektem jest okres transformacji, bo nie zmienia się sprzętu z dnia na dzień. Tu nasza oferta C2 doskonale się wpisuje, bo pozwala na współpracę z dotychczas będącymi na uzbrojeniu SZ RP systemami i zapewnia ewolucyjny proces przechodzenia na Narew. 

Uważamy, że nasz system jest po pierwsze tańszy przy pozyskaniu, po drugie bardziej elastyczny, po trzecie umożliwia łatwe podłączanie polskich radarów, a mamy tu własne, unikatowe rozwiązania, po czwarte, ponownie, jest znacznie tańszy, również z uwzględnieniem cyklu życia produktu, po piąte daje gwarancje autonomii modyfikacji, modernizacji, rozwoju, na czym zawsze zależy wojsku, bo to formacja, która ciągle ewoluuje, ciągle dąży do optymalizacji wykorzystywanych zasobów. Dodam jeszcze ważny, a nie zawsze podnoszony aspekt. Polski C2 jest bardziej mobilny. Umożliwia lepsze podążanie za oddziałami wojska, które taki dywizjon przeciwlotniczy chroni, szybsze rozwinięcie i zwinięcie pozycji ogniowych oraz przesuwanie się w ramach manewrujących wojsk. Taką mobilność podkreślamy, bo uważamy, że jest ona istotna. 

Skala tego programu jest na pewno znacząca, to duże wyzwanie. Czy jesteście jednak również gotowi na uczestnictwo w nim w innej formule, z większym udziałem przemysłu zagranicznego? 

Oczywiście, że tak, świat na tym się nie skończy. Wtedy jednak będziemy wiedzieli, że nasz udział ograniczy się do dostaw podwozi Jelczy, spawania kontenerów i ewentualnych napraw oraz serwisowania tego sprzętu w przyszłości. Ale to już umiemy robić i drugi raz się tego nie musimy uczyć. Umiemy już serwisować sprzęt i umiemy produkować Jelcze. Nie wiąże się to jednak z żadnym postępem, natomiast wyzbędziemy się możliwości rozwinięcia własnego systemu rakietowego krótkiego zasięgu.

Rozmawialiśmy programach artyleryjskich, obronie przeciwlotniczej, okrętach. Chciałem zapytać o inne produkty kluczowe dla rozwoju spółek i grupy. Sporo się mówi o rozwoju zdolności przeciwpancernych, spółki PGZ prowadzą w tym kierunku prace. Czy na początku 2021 będziecie mogli zaoferować MON system Pirat po własnych testach, czy on będzie dostępny dla wojska? 

Wiemy, że ten system jest teraz testowany bardzo intensywnie i zyskuje nowe pomysły i rozwiązania, między innymi w zakresie głowicy naprowadzającej. Z uwagi na trwające testy, nie chciałbym tutaj składać deklaracji dotyczących harmonogramu. Podkreślam jednak, że jest to dla nas bardzo ważny projekt. 

Ostatnie próby potwierdzają wysoką dokładność i skuteczność systemu naprowadzania, a to przecież najtrudniejszy element. Przygotowujemy się do tego, by rozpocząć produkcję tego systemu przeciwpancernego. Pirat może zapewnić wojsku szerokie i tak pożądane zdolności przeciwpancerne stosunkowo niewielkim kosztem i to w powiązaniu z możliwościami dowolnej modyfikacji i eksportu.

Pierwsze Leopardy 2PL, odebrane jeszcze w maju. Fot. PGZ.
Pierwsze Leopardy 2PL, odebrane jeszcze w maju. Fot. PGZ.

Na koniec chciałbym zapytać o program Leopard 2PL. Nie jest tajemnicą, że występowały w nim różne problemy, między innymi prawne, szczególnie na linii PGZ-Rheinmetall, powodujące opóźnienia realizacji programu.

Jest światełko w tunelu. Udało nam się dostarczyć do jednostek pięć czołgów Leopard 2PL, trzy kolejne są już w drodze. Natomiast bardzo intensywnie rozmawiamy z firmą Rheinmetall, ale też pracujemy w ramach samego Bumaru i spółek grupy pancernej, żeby zwiększyć zdolności realizacyjne, przyspieszyć dostawy.

Obecna sytuacja w programie jest spowodowana przez cały szereg historycznych problemów. My musimy zostawić historię na boku i skoncentrować na zwiększeniu zdolności wykonawczych, czyli liczby techników, inżynierów, monterów, systemie magazynowym, systemie zaopatrywania w komponenty, podzespoły i części. Na tym się w tym momencie koncentrujemy również w rozmowach z partnerem niemieckim i Zamawiającym. Uzgadniamy także harmonogramy i plany sposobu odbioru tych czołgów i przekazywania ich do linii.

Dziękuję za rozmowę.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 46
Reklama
Bursztyn
środa, 16 września 2020, 12:45

Baranów cz7 SZKODA SŁÓW

Robertpk
piątek, 11 września 2020, 19:29

Czyli, wszystko jest dobrze a będzie jeszcze lepiej.... Zobaczymy czy podobny, dobry humor będzie miał za rok...

????
piątek, 11 września 2020, 02:23

.. a po co nam "inwestor"" dobroczyńca - izraelski" off setowy za darmo przejmujacuy polskie zakłady i technologie i 4/5 dochodów ze sprzedazy i całkowicie blokujacy jakikolwiek eksport.. powodujacey straty Polsce rzedu stetk iliardów do laró a nawet bibiionów // o czym Ty piszez i w czyim interesie ???

BUBA
wtorek, 15 września 2020, 09:54

Mamy dobroczyńce amerykańskiego w PZL Mielec osobiscie wyselekcjonowanego przez Kaczyńskich. Polska dotuje co jakiś czas tą firmę kupując np. Bryzy w cenie samolotu CASA, Black Hawki dla specjalistów itd...a gdy PZL mielec był polską fabryką PiS nie kupił z niej ani jednej bryzy - dwóch Bryz rząd PiS i MON PiS nie odebrał przed sprzedażą PZL Mielec Amerykanom, zostały kupione już od Amerykanów w dniu sprzedaży Mielca. Tyle ze znacznie drożej niż kosztowały dzień wcześniej. Dzięki temu Mielec Ametykanie z UTC dostali za pół darmo......................................................................... ....................................................................................................................................................................

cv
wtorek, 8 września 2020, 17:31

To działa w 2 strony. Zamawiajacy nie moze twierdzic ze PPO nie ma zdolnosci skoro nie finansuje realizacji projektow i nie zapewnia stosownego offsetu wydajac bardzo duze pieniadze na zakupy sprzetu za granica. PGZ nigdy nie bedzie doinwestowana jesli bedzie pomijana w realizacji kluczowych programow. W przypadku Narwi gotowe rozwiazanie lezy na stole ale nie ma politycznej zgody na jego realizacje. Nikt nie kwestionuje IBCS z zasady ale ABkityzacja nie moze technologicznie i finansowo blokowac rozwoju i integracji dowolnych w tym polskich sensorow i efektorow dla Narwi dlatego polski C2 powinien miec wyzszy priorytet niz IBCS. Co wiecej nic nie stoi na przeszkodzie aby za pomoca C2 integrowac efektory Raytheona. Warto tez pamietac ze IBCS to nie tylko łącze czy tzw miedzymordzie EOC - IFCN ale algorytmy decyzyjne ktore nie zawsze musza byc dostosowane do polskich realiow

amx
wtorek, 8 września 2020, 19:36

Nieżle napisane!

Adam
poniedziałek, 7 września 2020, 18:10

Na przykładzie Grota, Ślazaka i modernizacji Leopardów widać że PGZ nie potrafi zapewnić terminowego wykonania umów, nie jest w stanie zapewnić wysokiej jakości, a ceny oferuje kilkakrotnie wyższe od zagranicznych producentów.

Marek
środa, 9 września 2020, 13:48

Na podstawie Ślązaka wiadomo tylko to, co powinno być wiadome od dawna. Żadna stocznia nie zbuduje korwety za takie pieniądze, za jakie buduje się motorówkę. Czarny pijar dotyczący tego okrętu jest najlepszym dowodem na to, jak potrafią ludziom namieszać w głowach politycy. Ci sami, którzy odpowiadają za cyrk z budową okrętu.

rezerwa 77r.
niedziela, 22 listopada 2020, 12:17

wszak KLICH oddał do budżetu przeszło 6mld zł. z którego część trzeba było dać na GAWRONA

Gnom
wtorek, 8 września 2020, 09:48

Zacznijmy przykład o Ślązaka - co chwila zamian przeznaczenia, innych wymagań, przerywanie finansowania w trakcie prac - wszystko po stronie MON. Nic dziwnego, ze trwało to tak długo. Grot (rozumiem, ze MSBS) prześledź ilość i częstotliwość zmian wymagań. Leo jak napisano po stronie Niemców plus poligony (i również zmiana wymagań). Ateraz owi producenci zagraniczni - które z dzis nam oferowanych projektów (od F-35 poczynając) zakończyły się terminowo w fazie opracowywania (pomijam, ze dla polskich firm MON stawia terminy nierealne, znacznie krótsze na opracowanie, niż dla zagranicznych na dostosowanie). PZG i ogólnie zbrojeniówka ma sporo za uszami ale postawa MON to pierwotne źródło problemów polskiej zbrojeniówki od co najmniej 30 lat.

Marek
środa, 9 września 2020, 13:52

Najlepszym przykładem dotyczący terminów, o których wspominasz był cyrk dotyczący nowych moździerzy 60 mm.

Tomek pl
środa, 9 września 2020, 23:18

Chodzi Ci o ten nie natowski kaliber??

Marek
środa, 16 września 2020, 14:41

Chodzi o nierealny termin postawiony przy okazji przerobienia na kaliber NATO.

Mika
poniedziałek, 7 września 2020, 22:07

Warto zapytać dlaczego terminy się opóźniają, bo to nie zawsze wina wykonawcy, a np. systemu, dostępności poligonów na testy etc.. Tak było w przypadku Leo 2PL. Wszelkie uwagi przy odbiorach to tony papieru i masa protokołów . Realia zdawania sprzętu są trochę inne niż zakupy towaru z półki sklepowej.

LMed
poniedziałek, 7 września 2020, 18:08

Za długi ten wywiad stanowczo. Sens przedsięwzięcia się rozwodnił. Zrobiło się minorowo dość. A entuzjaści opowiadają o tysiącach wież bezzałogowych ... i takie tam.

KrzysiekS
poniedziałek, 7 września 2020, 15:35

Najbardziej mnie dziwi brak wypowiedzi na temat BORSUK-a zwłaszcza że HSW prowadzi już prace nad ciężkim BWP (i nie będzie to czysta kopia BORSUK-a). Na dodatek brak PEGAZ-a w odpowiedniej ilości + wozy specjalistyczne. Rozumiem że czeka WILK chociaż i tu można by już zacząć. Zauważcie jak dużo powiązano z HSW może jednak podzielić prace na inne spółki.

BUBA
poniedziałek, 7 września 2020, 18:23

Borsuk jak inne projekty odzszedl w sina dal zato zloto toczy sie w krag ....

Lord Godar
wtorek, 22 września 2020, 22:29

Borsuk właśnie zasuwa po poligonie aż miło ...

Piotr ze Szwecji
poniedziałek, 7 września 2020, 13:44

PGZ jest w trudnej sytuacji finansowej. HSW się rozwija (patrz produkcja cywilna i zwiększanie mocy produkcji wojskowej), lecz inne spółki nie mające perspektywicznego komercyjnego kontraktu jak Mesko i nie mające dokapitalizowania przez rząd to po prostu bankruci wymagający nowego planu biznesowego i rad bym podpowiedzieć PGZ szczególnie o spółkach motoryzacyjnych: restrukturyzacja (program: cywilna terenówka dla WP). To jest powód dlaczego PGZ jest zmuszony targować się o wypracowanie zysku w ramach absorpcji pierwszej części umowy na Wisłę. To nie jest tak, że PGZ postanowiło irracjonalnie być hamulcowym Wisły i Narwi. ----- Sytuacja w stoczniach PGZ i Remontowa jest problematyczna. Posiadają doki, lecz małe i niedopasowane do budowy okrętów podwodnych (w Szczecinie są doki poniemieckie, które by mogły jeszcze). Niestety modlitwa PGZ "Miecznik. Miecznik. Miecznik. Prezydent Duda ratuj. Amen!" nie ma żadnej perspektywy. Po pierwsze Miecznik to strategiczna pomyłka wynikająca z braku tradycji morskich Polski i tradycyjnej niewiedzy Polaków, jak wykorzystać morze w obronie kraju. MW po pierwsze potrzebuje większych rakietowych (plot! AEGIS! Phalanx!) okrętów nawodnych i to po zmianie doktryny strategicznej, a nie to w czym polskie stocznie się specjalizowały przez dekady, czyli budowa sowieckich okrętów/barek desantowych. Dziś buduje się śmigłowcowce, czyli krzyżówkę pływającego doku z lotniskowcem. To ponad technologiczne know-how tych stoczni i zdolności ich doków. ----- Na koniec chciałbym podziękować PGZ za uczciwość. Cool aid jest fajny, lecz nieperspektywiczny. Rządowe inwestycje w PGZ muszą mieć społeczne wsparcie. Takiego wsparcia nie będzie, jeśli PGZ będzie przykrywało się pelerynką "wszystko jest ok". Czynniki, które zaważą o sukcesie czy porażce PGZ to cywilna produkcja i rządowe wsparcie finansowe. Rząd może wyłożyć pieniądze, lecz jak PGZ sam widzi w kwestii efektywnego eksportu polskiego uzbrojenia za granicę, to bez produkcji cywilnej po prostu nie ma dodatkowych kadr. Osobiście bardziej interesuje mnie udział PGZ w rozwoju przemysłowym Polski. Taki Samsung potrafił dla zysku nawet produkować wykałaczki do zębów. Dla spółek motoryzacyjnych PGZ najbardziej zyskownym mogłaby się okazać produkcja części do aut. Tak potencjalnie zyskowna, że zyski z niej dla PGZ łatwo by mogły przesłonić dochód z produkcji wojskowej. PGZ winno stworzyć biuro analiz kosztów i zysków potencjalnej przemysłowej produkcji na rynek cywilny. Być może dziś ktoś produkuje z wysoką marżą produkty przemysłowe, bo nie ma konkurencji na rynku. Nakłuwanie takich baloników przemysłowych byłoby bardzo wskazane dla PGZ. PGZ to narodowy diamant, który niestety lecz nadal wymaga trochę szlifowania nim zabłyśnie.

oskarm
poniedziałek, 7 września 2020, 17:53

Piotr ze Szwecji - Stocznia Wojenna ma dok o nośności: 8000 ton, który może obsłużyć okręty o wymiarach 160 m, szerokość 25 m, zanurzenie 7,7 m. W zupełności wystarczy.

-CB-
poniedziałek, 7 września 2020, 22:34

Akurat w dokach pływających się nie buduje statków i okrętów. Gdyby już rzeczywiście miała to robić SMW/SW, to zapewne w hali wybudowanej kiedyś dla 'plastików'.

oskarm
poniedziałek, 7 września 2020, 23:46

-CB- - Niektóre stocznie stosują pływające doki do scalania dużych sekcji. PGZ SW są zapewne jeszcze inne możliwości budowy i wodowania okrętów wielkości fregaty.

Tadek
środa, 9 września 2020, 15:58

Ten dok przez najbliższe kolka - kilkanaście lat zajmować będzie ORP Kościuszko...

P.M.
poniedziałek, 7 września 2020, 16:54

Zgadzając się z częścią kompetentnego komentarza należy uzupełnić: 1) Cyt. „ ...Miecznik to strategiczna pomyłka wynikająca z braku tradycji morskich Polski ... , jak wykorzystać morze w obronie kraju” – nie jestem tak skrajnym krytykiem, aby negować wszystko co było w tradycji morskiej do 1939 roku i w latach 1945 – 1989 w Polsce: - do 1989 roku byliśmy potęgą stoczniową w skali światowej produkcji statków morskich ( nie mylić z okrętami wojennymi). Inną „bajką” jest dlatego straciliśmy swoje stocznie i oddaliśmy „portfele” zamówień sąsiadowi. Jednym z podstawowych czynników jest zależność polityczno – gospodarcza od potęg tego świata (Vide UE). Nie należy zapomnieć także o skoku technologicznym, jaki dokonał się w latach 80-tych przy produkcji statków – okrętów wojennych (obrabiarki, kontrolowane spawanie w osłonach, robotyzacja itp.), którego nie mogliśmy wówczas dokonać, - dla laików informacja, która wyjaśni 2-gi czynnik kryzysu w naszych stoczniach. Koszty produkcji ( orientacyjne) kształtują się: - dla przemysłu jachtowego: 30 % skorupa + 70 % wyposażenie (kabina, sterowanie, napęd, informatyka itp., - dla przemysłu oktętowego: ok. 8-20 % skorupa + 80 % wyposażenie (napędy, złożone sterownie – informatyka, pełne wyposażenie, które prawie w całości musieliśmy zakupić u innych) i dla tego w Polsce dotychczas nie opłacało się nam produkować a taniej można było zakupić np. zamówić w Chinach. Analizując koszty należy uwzględnić opłacalność produkcji (pomijam przemysł jachtowy, który rządzi się swoimi prawami i w Polsce prywatne stocznie jachtowe są w czołówce światowej) w Polsce po 1989 roku, nie należy zapominać o „kontrolowanych” upadłościach jak Cegielski bowiem nie pozwolono nam na unowocześnienie produkcji silników okrętowych, co jest znaczą „wartością dodaną” do ww. produkcji - co do „braku tradycji morskich” pragnę zdecydowanie zaprotestować. Od lat 50-tych XX w do dnia dzisiejszego jesteśmy / byliśmy ? potęgą morską w zakresie kadry morskiej. Naszych kapitanów można spotkać w czołowych firmach okrętowych świata. - jak wykorzystać morze w obronie kraju (mamy ponad 500 km wybrzeża) wiemy, ale brakuje nam kasy, uwzględniając także czynnik naszej „niemocy” produkcyjnej. 2) Pozostając przy części morskiej ww. dyskusji, zgadzam się z tymi, którzy mówią o braku konkretnej wizji naszej obrony (nie tylko wybrzeża) a dotyczącej zakupu okrętów podwodnych. Dla naszego kraju o tak małych dochodach, jedynym rozwiązaniem są okręty podwodne – oceaniczne. Przykładem dla nas może być marynarka W. Brytanii (pozostańmy przy tej historycznej nazwie). Mając niewielką flotę podwodną, może być znaczącym „graczem” – nikt nie wie gdzie ich rakiety się znajdują i jaka będzie odpowiedź na zagrożenie ich bytu narodowego / wielonarodowego. Ba, my nie możemy sobie „zamówić” pocisków Polaris z głowicami jądrowymi, ale flota podwodna z rakietami manewrującymi (ze znacznym zasięgiem ) już się liczy w tych „rozgrywkach” - „czy opłaca się zaatakować nasz kraj” i to nie tylko Polskie wybrzeże ale cały lądowy teren.

Piotr ze Szwecji
wtorek, 8 września 2020, 00:10

Zgadzam się z powyższą wypowiedzią. Program Orka za 10 lat winien być doskonałym punktem wyjścia dla rozwoju przemysłu stoczniowego. Początku jego rozwoju. Do tego czasu stocznie mają zamówienie na jeden prom. Stare doki winny chyba starczyć. Roboty przemysłowe są drogie, lecz konieczne. To jest skok jakościowy dla produktu o parę klas. ----- Chcę za to tylko podkreślić ewidentny brak piechoty morskiej i problemy z jakimi borykają się wojska lądowe, starające się wypełniać pustkę po tej formacji bojowej. Ewidentny brak pułku ciężkiej artylerii piechoty morskiej na wybrzeżu. Kraby muszą być wypożyczane w czasie ćwiczeń. Brak jednej formacji ze zintegrowanymi kompetencjami (kutry i łodzie desantowe) przeprawy przez krótkie przeszkody morskie, którą muszą zastępować aż 2 pułki inżynieryjne i cała polsko-amerykańska dywizja lądowa. Już nie mówiąc o tragicznej lądowej taktyce obrony wybrzeża prezentowanej przez lądową brygadę obrony wybrzeża. Całkowicie nieelastyczna. Całkowicie z przeszłej epoki historycznej. Dwa dywizjony rakietowe (NSM) nie są przyczepione do żadnej jednostki piechoty morskiej, więc praktycznie są bez osłony. Nie ma funduszy w MW na modyfikację polskich NSM do strzelania także do celów lądowych i to choć Mesko ma do tego jak rozumiem kompetencje i warsztaty. Do tego dorzucić flotylle trałowców, które w razie wojny staną na redzie, a wojska wroga je po prostu przejmą. Pytanie ile z tych 700 mln zł rocznie budżetu MON idzie na utrzymanie tej posowieckiej floty trałowców i ich etatów. Nie mamy nowoczesnych okrętów do prowadzenia wojny minowej dziś? 2-3 Kormorany nie starczą? Nie lepiej by zamiast tych flotylli trałowców mieć choć z 1 brygadę piechoty morskiej i odciążyć wojska lądowe od najbardziej uciążliwych przybrzeżnych zadań? Już nie piszę o możliwościach użycia piechoty morskiej wzdłuż rzek, co bywało normą w operacjach wojennych w RP2.

Granatowy
poniedziałek, 7 września 2020, 13:38

Czyli modernizacja "Orkanów" (proj. 660M) ma szanse na zrealizowanie. Bardzo, ale to bardzo mnie cieszy. W dłuższej perspektywie może wróci i "Murena", na co bardzo liczę.

Tomek pl
poniedziałek, 7 września 2020, 18:06

A po co Ci kutry rakietowe które same nie obronią się bo nie zainstslujesz tam opl a na dzisiaj zastępuje je NDR. Nam potrzeba silnej marynarki przynajmniej 4 dużych fregat być może za kilkanaście lat może z 2 niszczycieli które będą mogły same się obronić i być zdolne do rażenia celów w-w w-p w-l najlepiej tomahawk. Za parę lat nie będzie gazu z Rosji i platformy na morzu północnym trzeba będzie czymś ochraniać, 30% naszego eksportu to woda do tego coś na Bałtyku też ze 2 fregaty żeby wzajemne się ubezpieczały

czwartek, 10 września 2020, 00:53

zastepuje je NRD.

Granatowy
wtorek, 8 września 2020, 11:29

Szkoda, że moderator nie puścił mojej wiadomości wysłanej wczoraj późnym wieczorem. No cóż... Jeszcze raz, tym razem w skrócie: zadałeś złe pytanie. Nie _PO_CO_ jakieś tam "kutry rakietowe", ale _JAKIE_ małe okręty rakietowe, mające działać w _JAKIEJ_ części Bałtyku. Odpowiadam: jednostki o właściwościach STEALTH, połączenie najlepszych cech typów VISBY - SKJOLD, z dodaniem porządnej OPL, wykorzystującej między innymi pociski rakietowe z naprowadzaniem IR/IIR. Tak skonfigurowana jednostka byłaby bardzo trudna do wykrycia, a jej unieszkodliwienie wymagałoby zabsorbowania niewspółmiernie dużych sił npla. I o to właśnie w tym wszystkim chodzi! :-) Dodatkowo - wzorem typu VISBY, ze stosunkowo dużego pokładu lotniczego mogłaby operować cała chmara bezzałogowców rozpoznawczych, ASW czy w końcu ASuW. Szwecja od dawna proponuje naszemu krajowi przekazanie w ramach offsetu za A26 technologii wytwarzania materiałów kompozytowych i tworzenia z nich konstrukcji okrętowych, wzorem typu VISBY. Koncepcje, leżące u podstaw konstrukcji i eksploatacji okrętów projektów 205 czy 660M to zaiste przeszłość i mroki średniowiecza :-)

Gnom
wtorek, 8 września 2020, 09:51

Wyjaśnij mi, nie jestem specem od floty, po co Ci na Bałtyk duże fregaty. No chyba, ze do zadań interwencyjnych do dyspozycji USA (jak zazwyczaj). Wtedy nie mówmy o siłach do obrony Kraju a o siłach interwencyjnych UE lub NATO. Pewnie jak przyszłaby potrzeb ato akurat były na Morzu Śródziemnym lub w Zatoce Perskiej.

Tomek pl
wtorek, 8 września 2020, 19:49

Po to że takie fregaty obronią się same będą trzymać flotę Kaliningradu w szachu i będą mogły same atakować cele lądowe czytaj przesmyk suwalski. Pozatym nasza gospodarka jest uzależniona od gazu ziemnego który będziemy wydobywać z morza północnego na którym trzeba będzie czymś te platformy bronić i cieśniny duńskie czyli jak nic wychodzi 3 grupy 2x fregata + op

Gnom
środa, 9 września 2020, 11:01

Dzięki, ale wg mnie to duży opytymizm przy sile lotnictwa i rakiet z Kaliningradu. Kolega granatowy przekonuje mnie bardziej.

Granatowy
środa, 9 września 2020, 13:46

@Gnom Aby było jasne: broń Boże nie jestem zwolennikiem jedynego słusznego rozwiązania. Oczywistą jest dla mnie konieczność posiadania okrętów klasy fregata, chociażby po to, aby wypełnić nasze zobowiązania sojusznicze. Ale oprócz fregat powinniśmy mieć małe, nowoczesne, uderzeniowe jednostki o właściwościach STEALTH, zdolne do błyskawicznego i niespodziewanego zadania ciosu z niezerową szansą na przeżycie kontrataku npla. Kłania się bilans zysków i strat :-)

Granatowy
poniedziałek, 14 września 2020, 14:00

A tymczasem ci źli, niedobrzy Szwedzi "grzebią" się przy swoich łupinach: https://www.defence24.pl/druga-mlodosc-szwedzkich-kutrow-rakietowych Świat generalnie nie jest sprawiedliwy :-)

Granatowy
wtorek, 8 września 2020, 20:39

@Tomek pl Małe (o małym zanurzeniu) jednostki o właściwościach STEALTH są w stanie szachować Pilawę i Królewiec z akwenu Zalewu Wiślanego, same pozostając niezwykle trudno dostrzegalne, zwłaszcza przy umiejętnym kryciu się w cieniu brzegu. To właśnie ten fakt jest powodem gwałtownego jazgotu FR na temat Przekopu :-) Dodatkowo jeden OP z napędem AIP, leżący na dnie na wprost wyjścia z Cieśniny Pilawskiej i Królewiecko / Pilawskie zgrupowanie jednostek FB jest w matni :-) A to tylko potencjalne możliwości odpowiednio dobranych jednostek MW RP. Do tego dochodzą możliwości MJR, lotnictwa czy w końcu artylerii WL. Zaiste, doprowadzenie do sfinalizowania Przekopu i wyposażenie MW RP w odpowiednie jednostki może mieć kluczowe znaczenie.

Lord Godar
wtorek, 22 września 2020, 22:42

Po Zalewie Wiślanym mogą pływać naprawdę małe jednostki ze względu na ograniczenia takie jak np zamulenie tego zalewu . Generalnie małe szybkie kutry - ślizgacze o charakterze dywersyjnym czy z niewielkimi pociskami rakietowymi . Po drugie to uszkodzenie systemu mostów i śluz na półwyspie powoduje , że de facto operujące tam jednostki same znajdą się w pułapce i zostaną skazane na zniszczenie , dlatego tylko małe jednostki są w ostateczności wycofać się w ujście Wisły i potem stamtąd kąsać przeciwnika ciągłymi atakami czy stawianiem min . Tyle że takie jednostki musiały by być odpowiednio "skrojone" pod względem wielkości i uzbrojenia np. ppk Brimstone czy Spike NLOS lub nawet wieloprowadnicową wyrzutnię npr . Szwedzi mają lepszą sytuację bo ich kraj ma masę wysepek czy zatok wcinających się głęboko w ląd o linii brzegu idealnie nadającej się dla takich jednostek i tego typu działań.

Tomek pl
czwartek, 10 września 2020, 22:08

Wytłumacz mi bo może się nie znam ale jak chcesz ochronić platformy z których będzie dostarczany gaz ziemny takimi kutrami. Morze północne to już prawie ocean i te kutry nie mają dzielności morskiej. Pozatym w planach są farmy wiatrowe. Szwedzka marynarka nie chce już więcej Visby. Trzeba patrzeć koszt efekt.

Marek
środa, 9 września 2020, 14:03

Nawet Szwedzi, którzy wyspecjalizowali się w tego typu okrętach wiedzą, że małe okręty stealth w dzisiejszych czasach nie są w stanie nikogo zaszachować. Proszę sobie zobaczyć ich najnowsze dziecko. Z wyglądu podobne do Visby. Jeśli o wielkość chodzi to jednak nie jest maluszek tylko duża korweta.

oskarm
środa, 9 września 2020, 10:41

@Gnom, Granatowy - To może wyjaśnijcie, dlaczego Szwecja i Finlandia, które mają najdoskonalsze na świecie warunki do działania tych małych niewykrywalnych okrętów, z tej koncepcji rezygnują? Finowie w swoich oficjalnych prezentacjach piszą między innymi tym, że przy dzisiejszym rozwoju sensorów, ograniczanie niewykrywalności ma co raz mniejsze znaczenie w wypadku okrętów. Podają to jako jedno z uzasadnień rezygnacji z koncepcji małych okrętów i uzasadnienie budowy 3900 tonowych korweto-fregat. Szwedzki następca Visby też idzie bardzo podobną drogą. 4500 ton to jest absolutne minimum, by na okręcie zmieściły się odpowiednie sensory i wystarczającą ilość efektorów do walki na Bałtyku, by okręt mógł zwalczać całe spektrum zagrożeń z powietrza.

Marek
środa, 9 września 2020, 14:23

Właśnie z teraz z Hamin demontują 57mm, które docelowo mają trafić na nowe korweto/fregaty. Na Haminkach zaś wylądują tańsze od nich czterdziestki z mniejszym potencjałem. Tymczasem w RP ciągle pisze się o tym, że najlepsze są małe okręciki. Mimo, że od jakiegoś czasu wszędzie dookoła wiadomo, że takie jednostki tracą rację bytu.

Granatowy
środa, 9 września 2020, 15:30

@Marek - powiedz mi z łaski swojej, kto, kiedy i gdzie "pisze, że najlepsze są małe okręciki". Poproszę o cytat, link, etc. Nigdy i nigdzie nikt nie napisał, że na Bałtyku małe jednostki o cechach STEALTH są niedopasowane do środowiska operacyjno - taktycznego. Za to wszędzie pisze o się o _UZUPEŁNIENIU_ składu floty o duże jednostki, o innym zakresie możliwości, o innym potencjale. O innym, ale nie lepszym czy gorszym. Samolot JAS39 GRIPPEN jest znacząco mniejszy od F15, ma mniejszy udźwig i zasięg. Ale czy przez to jest gorszy od F15? Nie, to zależy, do czego będzie się używało obie te konstrukcje. Identycznie jest z okrętami - małe, trudno wykrywalne są potrzebne tak samo, jak duże fregaty. Każde na swój sposób i w swoim obszarze użyteczności. Miłośnicy fregat spod znaku "Big Vessel Asociation" :-) zdają się sugerować, że _JEDYNIE_ duże jednostki mają rację bytu, a wszelkie "planktony" trzeba wycofać. A to zwyczajnie nieprawda, to narzucanie fałszywej retoryki. Małe trudno wykrywalne okręty bojowe są równie potrzebne, jak duże. Proszę nie zakłamywać rzeczywistości!

Tomek pl
czwartek, 10 września 2020, 22:14

Jak możesz porównać gripena najmniejszy zachodni myśliwiec do f15 powietrznej ciezarówki. A o czasie lotu i pozostania w rejonie działania operacyjnego nie wspomnę

Granatowy
środa, 9 września 2020, 12:20

@oskarm Uprzejmie proszę o uzasadnienie Twojej tezy o rzekomym wycofywaniu się MW Szwecji oraz Norwegii z eksploatacji okrętów nawodnych właściwościach STEALTH? Proszę o podanie harmonogramu wycofywania tych jednostek ze stanu posiadania Svenska Marinen oraz Sjøforsvaret. Czekam.

Marek
środa, 9 września 2020, 14:13

Nikt nie wycofuje się ze stealth. Rzecz w tym, że zarówno Szwedzi jak i Finowie uznali, że stealth w dniu dzisiejszym nie jest wystarczającą ochroną dla okrętu. Dlatego Szwecja planuje duże korwety o właściwościach stealth a Finowie chcą cztery okręty o wielkości małej fregaty. Poza tym nikt zdrowy na umyśle nie będzie wycofywał z linii stosunkowo nowych okrętów. Jak przyszłość swojej floty widzą Finowie masz tu: https://www.defence24.pl/rusza-finski-program-miecznik Doskonale widać, że nie chcą już małych pływadełek.

Granatowy
środa, 9 września 2020, 15:37

Kłamiesz, ale za to piszesz nieprawdę, jak mawiał kiedyś pewien mój kolega. :-) W podlinkowanym przez Ciebie materiale nie ma ani słowa o planowanym wycofaniu ze służby okrętów typu HAMINA, a jedynie o wprowadzeniu do tejże nowych, większych jednostek. Proszę nie mylić typów HAMINA (jednostki uderzeniowe) z typem HAMEENMAA (stawiacze min). Ponawiam prośbę o podanie źródeł uwiarygodniających plotki o rzekomym wycofaniu typów VISBY oraz SKJOLD.

oskarm
środa, 16 września 2020, 09:38

@Granatowy - Czy ty odróżniasz budowę nowych okrętów od eksploatacji tych, które są już w służbie. Nowe zazwyczaj służą 30-40 lat i niewiele jest krajów, które stać na wycofanie młodszych okrętów (czy ogólnie uzbrojenia). Natomiast Szwecja i Finlandia wycofały się z budowy nowych małych okrętów rakietowych i argumentują to rozwojem możliwości sensorów i koniecznością wzmocnienia systemów OPL, uniwersalnością i dzielnością morską.

Tweets Defence24