Reklama
Reklama
Reklama

Używane fregaty Adelaide zamiast Mieczników i Czapli?

19 stycznia 2017, 11:24
Fregata HMAS „Darwin” – fot. US Navy
Strzelanie z fregaty HMAS „Newcastle” za pomocą rakiety przeciwlotniczej pionowego startu ESSM – fot. US Navy
Modernizacja fregat typu ADELAIDE była związana z wymianą okrętowego systemu walki i systemu sterowania siłownią – fot. US Navy
Modernizacja fregat typu ADELAIDE polegała m.in. na dostosowaniu wyrzutni Mk 13 GMLS i systemu kierowania ogniem do strzelania rakietami przeciwlotniczymi Standard Missile SM-2MR. Na zdjęciu strzelanie z fregaty HMAS „Sydney” – fot. US Navy
Jedną z najważniejszych zmian wprowadzonych na zmodernizowanych fregatach typu ADELAIDE jest wprowadzenie na dziobie ośmiokomorowej wyrzutni pionowego startu Mk41 dla rakiet przeciwlotniczych ESSM – fot. US Navy
Fregaty typu ADELAIDE mogą współpracować z większymi śmigłowcami niż polskie – np. typu MH-60S Seahawk. Na zdjęciu fregata HMAS „Sydney” – fot. US Navy
Porównanie czasu reakcji systemów przeciwlotniczych fregaty przed i po modernizacji – fot. Thales Australia/M.Dura

Postawieni pod murem polscy marynarze, nie mogąc doczekać się nowych okrętów, analizują możliwość przejęcia wycofanych z linii australijskich fregat typu Adelaide. Ale czy to rzeczywiście rozwiąże problemy Marynarki Wojennej RP?

Pomimo deklaracji rządowych już wiadomo, że programy dotyczące okrętów bojowych dla polskich sił morskich będą przynajmniej opóźnione. Nie ma decyzji odnośnie drugiego i trzeciego niszczyciela min Kormoran II, z niewiadomych przyczyn przerwano program Miecznik (Okręt Obrony Wybrzeża – korweta) i Czapla (okręt patrolowy z funkcją zwalczania min), natomiast w przypadku okrętów podwodnych Orka do dzisiaj nie wiadomo, czego tak naprawdę chce rząd.

„Jeżeli chodzi o program KORMORAN II, to proces pozyskania dwóch kolejnych jednostek seryjnych będzie mógł się rozpocząć po zakończeniu z wynikiem pozytywnym Badań Kwalifikacyjnych Kormorana II. Jednostka ta jest już po serii testów morskich. Postępowania w sprawie programów MIECZNIK i CZAPLA i zostaną wznowione przez Inspektorat Uzbrojenia po otrzymaniu zredefiniowanego wniosku o ocenę występowania podstawowego interesu bezpieczeństwa państwa (PIBP). Pozyskanie okrętów podwodnych nowej generacji ORKA jest obecnie w fazie analityczno-koncepcyjnej”.

Bartłomiej Misiewicz - Rzecznik prasowy MON

Zamieszanie próbuje się ukryć, chwaląc się np. planami kupna trzeciego Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego lub realizacją pomniejszych programów (np. Holownik czy Supply – zbiornikowiec paliwowy), ale poza wydaniem środków finansowych nie zmniejsza to w żaden sposób dystansu, jaki istnieje pomiędzy polskimi a innymi, zachodnimi siłami morskimi. Co gorsza – dystansu, który zwiększa się cały czas.

Zamiast spokojnie realizować budowę nowych okrętów bojowych, wyczekuje się do momentu, aż zupełnie nie będzie już czym bronić polskich interesów morskich i Polska będzie zdana jedynie na pomoc innych krajów. Wtedy zaczną się nerwowe decyzje, które prawdopodobnie nie będą dogłębnie przemyślane, a już na pewno nie będą optymalne pod względem kosztów, zaangażowania polskiego przemysłu i uzyskanych efektów.

Oddolne próby pozyskania australijskich fregat typu Adelaide

Biorąc pod uwagę bezdecyzyjność strony rządowej i narastające potrzeby Marynarki Wojennej, coraz większa grupa specjalistów morskich zwraca się po raz kolejny w stronę koncepcji pozyskania dla Marynarki Wojennej używanych okrętów. Chce się więc zrobić to samo, co uczyniono na początku XXI wieku w odniesieniu do okrętów podwodnych typu Kobben (pozyskanych z Norwegii) i fregat rakietowych typu OHP – Oliver Hazard Perry (pozyskanych ze Stanów Zjednoczonych).

Jedną z najważniejszych zmian wprowadzonych na zmodernizowanych fregatach typu ADELAIDE jest wprowadzenie na dziobie ośmiokomorowej wyrzutni pionowego startu Mk41 dla rakiet przeciwlotniczych ESSM – fot. US Navy

Ta oddolna inicjatywa zbiegła się z działaniami Rady Budowy Okrętów (która w dużej części już od początku wskazywała na konieczność wprowadzania do MW RP większych okrętów niż się obecnie planuje) oraz komitetu ds. koncepcji bezpieczeństwa morskiego, powołanego w BBN (którego sekretarz Szymon Hatłas prowadził w lipcu 2016 r. korespondencję w tej sprawie ze specjalistami w australijskiej marynarce wojennej).

Z powodu braku jakiejkolwiek decyzji w tej kwestii ze strony polskiego rządu, próbowano w ten sposób wymusić jakieś działanie, ustalając, czy w ogóle jest taka możliwość i czy warto podejmować w tej sprawie oficjalne kroki. Australia mogła już bowiem wcześniej podjąć konkretne czynności odnośnie „zagospodarowania” wycofanych fregat i sprawa by była bezprzedmiotowa. Nieoficjalne odpowiedzi w tej sprawie, m.in. ze strony ambasady australijskiej, wskazywały jednak, że taka możliwość istniała.

Czym są rzeczywiście fregaty typu ADELAIDE?

Królewskie Australijskie Siły Morskie (Royal Australian Navy – RAN) posiadały w sumie sześć okrętów typu OHP („Adelaide”, „Canberra”, „Sydney”, „Darwin”, „Melbourne” i „Newcastle”). Wszystkie te jednostki były młodsze od polskich fregat typu OHP. O ile bowiem ORP „Gen. K. Pułaski” (ex. USS „Clark”) została wprowadzona do linii 09.05.80 r., natomiast ORP „Gen. T. Kościuszko” (ex. USS „Wadsworth”) – 28.02.80 r. to australijskie były oddawane do służby: „Adelaide” – 15.11.80 r., „Canberra” – 21.03.81 r. „Sydney” – 29.01.83 r., „Darwin” – 21.06.84 r., „Melbourne” – 15.02.92 r. i „Newcastle” – 11.12.93 r.

Modernizacja fregat typu ADELAIDE polegała m.in. na dostosowaniu wyrzutni Mk 13 GMLS i systemu kierowania ogniem do strzelania rakietami przeciwlotniczymi Standard Missile SM-2MR. Na zdjęciu strzelanie z fregaty HMAS „Sydney” – fot. US Navy

Ostatecznie Australijczycy zdecydowali w 2003 r. o wycofaniu dwóch najstarszych jednostek: „Adelaide” – w 2008 r. i „Canberra” – w 2005 r. i o zmodernizowaniu czterech pozostałych. Zrobiono więc to, czego nie uczyniono na polskich fregatach typu OHP, dodatkowo wcześniej dokonując oceny okrętów typu Adelaide i wybierając rzeczy do zmodernizowania i wymiany.

Większość informacji z tej analizy jest o tyle interesująca, że odnosi się również do polskich jednostek typu OHP. Bowiem pomimo wprowadzenia pewnych zmian przez Australijczyków były to jednak fregaty podobne – szczególnie jeżeli chodzi o najważniejsze systemy bojowe.

Tymczasem ta ocena była bezlitosna. Australijczycy wskazali w niej m.in., że fregaty typu OHP „…są mało efektywne w odniesieniu do małych celów powietrznych niskolecących, a więc poruszających się w obecności silnych zakłóceń od fal i deszczu (clutter morski). Próby wykazały, że operatorzy mogą utracić możliwość śledzenia takich obiektów z powodu złej jakości zobrazowania radiolokacyjnego, oraz że czas wykrywania szybkich samolotów i rakiet przy zakłóceniach znacznie się wydłuża”.

Za przestarzały i mało wydolny uznano system dowodzenia. Oceniono również system rakietowy oparty o jednoprowadnicową wyrzutnię Mk 13, który według Australijczyków miał małą szybkostrzelność, nie dając możliwości obrony np. przed atakiem rakietowym przeprowadzonym z wielu kierunków i na różnych wysokościach jednocześnie.

By temu zaradzić zmodernizowano okręty, co kosztowało australijskiego podatnika około 950 mln USD (1,266 miliarda dolarów australijskich), przy czym faza projektowa kosztowała 13,5 mln USD (13,5 mln dolarów australijskich).

Co zdecydowano się zrobić na australijskich fregatach?

Modernizacja okrętów australijskich objęła siedem głównych systemów okrętowych:

  • samoobrony przed rakietami przeciwokrętowymi i zwalczania celów powietrznych, m.in. poprzez zamontowanie wyrzutni pionowego startu rakiet przeciwlotniczych RIM-162 Evolved Sea Sparrow (ESSM);
  • kontroli ognia i radarów obserwacyjnych;
  • dowodzenia i kontroli (C2) oraz konsol operatorskich (modernizacja BCI - Bojowego Centrum Informacyjnego);
  • obrony przed torpedami, unikania min i zwalczania okrętów podwodnych (ZOP);
  • rozpoznania elektronicznego (WRE), zakłóceń pasywnych i aktywnych;
  • łączności, m.in. poprzez zamontowanie systemu wymiany danych Link 16;
  • napędu głównego.

Modernizacja fregat typu ADELAIDE była związana z wymianą okrętowego systemu walki i systemu sterowania siłownią – fot. US Navy

Program modernizacji australijskich fregat Adelaide był prowadzony od 1999 roku przez firmę ADI Limited (obecnie Thales Australia - TA) we współpracy z takimi firmami jak: Gibbs and Cox (systemy stabilizacji), AAI (systemy treningowe OBTS - On Board Training System), CEA (system dystrybucji danych), Lockheed Martin Naval Electronic and Surveillance Systems (modernizacja systemu kierowania ogniem Mk 92 Mod 12), RAFAEL (modernizacja systemów elektronicznych), Raytheon i Lockheed Martin Launching Systems (odpowiedzialne za systemy rakietowe - w tym montaż wyrzutni Mk 41) oraz Thales Underwater Systems (systemy podwodne).

Co zrobiono na australijskich fregatach?

Jedną z najważniejszych zmian, jaką wprowadzono na australijskich fregatach było zmodernizowanie Bojowego Centrum Informacyjnego. Zadanie był o tyle trudne, że trzeba w nim było połączyć nowe i stare sensory z nowymi i starymi efektorami, tworząc nowoczesny okrętowy system walki.

W tym celu na okręcie zaimplementowano nowy system dowodzenia i kierowania ADACS (Australian Distributed Architecture Combat System), który w porównaniu do wcześniej wykorzystywanego systemu NCDS (podobnego do tego, jaki jest wykorzystywany obecnie na polskich fregatach), pozwolił m.in. na: zmniejszenie czasu pomiędzy wykryciem zagrożenia a reakcją systemu uzbrojenia, kwalifikowanie zagrożeń pod względem ważności, lepszy i szybszy rozdział celów do niszczenia dla systemów uzbrojenia, wsparcie dla procesora Systemu Uzbrojenia WCP (Weapon Control Processor) przy planowaniu jednoczesnego zwalczania wielu celów, bezpośrednie połączenie z systemem kierowania strzelaniem AN/SWG-1A rakiet Harpoon i aktywnych pocisków zakłócających Nulka oraz na wsparcie automatycznego systemu samoobrony ASD.

Wprowadzono również Zintegrowany Zautomatyzowany System Wykrywania i Śledzenia Radarowego RIADT (CEA Radar Integrated Automatic Detection and Tracking system), którego głównym zadaniem jest tworzenie tras prowadzonych obiektów przy jednoczesnym wykorzystaniu zobrazowania ze wszystkich radarów okrętowych (w tym radarów kierowania uzbrojeniem). W BCI wymieniono konsole operatorskie, dodano serwery i zbudowano lokalną sieć Ethernet.

freg 1
Fregaty typu ADELAIDE mogą współpracować z większymi śmigłowcami niż polskie – np. typu MH-60S Seahawk. Na zdjęciu fregata HMAS „Sydney” – fot. US Navy

Modernizacji poddano system obserwacji technicznej unowocześniając: system kierowania ogniem Mk 92 z wersji Mod 6 do wersji Mod 12, radar wykrywania celów powietrznych z wersji AN/SPS-49(V)4 do wersji AN/SPS-49A(V)1, radar obserwacji sytuacji nawodnej AN/SPS-55 (dodając cyfrowy odbiornik) oraz montując obserwacyjną głowicę optoelektroniczną EOTS (firmy Radamec), system IFF i system rozpoznania elektronicznego Rafael C-Pearl.

C-Pearl zastąpił stary, amerykański kompleks walki elektronicznej AN/SLQ-32 (jaki jest wykorzystywany na polskich fregatach). Przy czym antena systemu C-Pearl została umieszczona na topie masztu, stając się znakiem rozpoznawczym zmodernizowanych fregat, jak również zwiększając zasięg wykrycia niebezpiecznych emisji elektromagnetycznych.

Zmodyfikowano aktywną część systemu walki elektronicznej, montując m.in. nadajniki zakłóceń aktywnych Elbit EA-2118 (Hammer), wyrzutnie pocisków zakłócających aktywnie Nulka (oznaczenie NATO – Mk 234 Mod 1) oraz zwiększając liczbę 6 lufowych wyrzutni pułapek Mk 137 Mod 1 kalibru 130 mm systemu SRBOC Mk 36 (dodając nowy system sterowania, nowe pułapki akustyczne i termiczne oraz antyradiolokacyjne).

Jeżeli chodzi o efektory, to najważniejszą i najkosztowniejszą zmianą było zamontowanie na fregatach po jednym ośmiokomorowym module wyrzutni pionowego startu Mk 41, który w każdym silosie startowym może pomieścić cztery rakiety ESSM (Evolved Sea Sparrow Missile). Okręt uzyskał więc możliwość strzelania salwami aż 32 rakiet przeciwlotniczych ESSM, mając cały czas do dyspozycji stanowisko startowe jednoprowadnicowej wyrzutni Mk 13 GMLS (z magazynem dla 40 rakiet przeciwlotniczych Standard Missile SM-2MR oraz dla rakiet przeciwokrętowych Harpoon).

Australijskie fregaty w porównaniu do polskich okrętów typu OHP mają dodatkowo większe lądowisko pozwalające na wykorzystywanie większych śmigłowców np. typu S-70B-2 Seahawk. W ramach modernizacji otrzymały one m.in. dedykowany kanał transmisji danych HDL (Helo Data Link), co pozwala zobrazować informacje z sensorów helikoptera bezpośrednio w okrętowym systemie walki.

Na fregacie wymieniono praktycznie cały system sonarowy, zamontowano na rufie holowany, linearny systemu wykrywania torped Albatros TMS 4350 (Thales), zakłócacze torped LESCUT odpalanych z wyrzutni pokładowych SKWS – Soft Kill Weapons System, zmodernizowano armatę wielolufową kalibru 20 mm Phalanx do wersji Block 1B, zamontowano dwa zdalnie sterowane karabiny maszynowy RAFAEL’s Mini-Typhoon 12,7 mm (w wieżyczkach obrotowych na podstawach przymocowanych do pokładu) oraz sześć standardowych karabinów maszynowych 12,7 mm.

Unowocześniony też został układ napędowy, wyposażenie pokładowe oraz poprawiono warunki życia załogi (poprzez remont mes, przebudowę powierzchni mieszkalnej oraz budowę nowej pralni).

Czy kupno fregat Adelaide to dobry pomysł?

Idea wprowadzenia fregat typu Adelaide do polskiej Marynarki Wojennej ma swoje plusy, ale niestety praktycznie z każdym z tych plusów są związane bardzo poważne wady. Dlatego ewentualne rozpoczęcie negocjacji z Australią musi zostać poparte naprawdę bardzo rzeczową analizą. Takich porównań „za” i „przeciw” jest zresztą bardzo dużo.

Tak jest np. z zestawieniem możliwości bojowych. Prace, jakie wykonano na australijskich fregatach oczywiście spowodowały, że okręty te przewyższają swoimi parametrami taktyczno - technicznymi wykorzystywane w Polsce okręty tego samego typu: ORP „Gen. K.Pułaski” i ORP „Gen. T.Kościuszko”. Z tego punktu widzenia kupienie od Australii fregat typu Adelaide byłoby rzeczywiście działaniem uzasadnionym.

Porównanie czasu reakcji systemów przeciwlotniczych fregaty przed i po modernizacji – fot. Thales Australia/M.Dura

Ale australijskie okręty mają mniejsze możliwości niż te, jakie planowano uzyskać, budując trzy okręty w ramach programu Miecznik i trzy w ramach programu Czapla. Kupno Adelaide odsunie więc w czasie wprowadzenie nowej generacji jednostek pływających, a cały program modernizacji technicznej, jeżeli chodzi o okręty bojowe, trzeba będzie zaczynać od początku.

Dodatkowo nie należy też przeceniać możliwości australijskich okrętów. Nie powinno się więc używać w Polsce argumentu, że fregaty typu Adelaide „mogłyby zapewnić obronę przeciwlotniczą dużej części polskiego wybrzeża. Mogą też dobrze służyć w misjach NATO”, bo to jest tylko częściowo prawdą. Obrona polskiego wybrzeża za pomocą okrętów wymagałoby wprowadzenia na nich rakiet dalszego zasięgu niż ESSM, SM-1 lub SM-2, a na to potrzeba by było więcej pieniędzy. Nadal mamy również na pokładzie tylko radar dwuwspółrzędny wykrywania celów powietrznych, który bardzo trudno byłoby połączyć ze zintegrowanym systemem obrony powietrznej kraju. Co do misji NATO sprawa już jest lepsza, ale w obecnie realizowanych przez Pakt Północnoatlantycki operacjach pokojowych lepsze (bo tańsze) byłyby Czaple.

Niewątpliwym plusem pozyskania fregat Adelaide będzie możliwość zachowania załóg, które zostały już wyszkolone i opływane na polskich okrętach typu Oliver Hazard Perry. Większość głównych systemów pokładowych związanych z napędem i utrzymaniem okręty jest bowiem podobna i nie wymaga jakiegoś specjalistycznego przeszkolenia. Ale niestety nie dotyczy to systemów bojowych. Tutaj Australijczycy wprowadzili głębokie zmiany – szczególnie jeżeli chodzi o okrętowy system walki. W tym przypadku kosztowny proces szkolenia trzeba będzie rozpocząć praktycznie od nowa. Dotyczyć to musi także obsługi technicznej, ponieważ przyszłe koszty sciągania serwisu z Australii mogą wyciągnąć kolejne pieniądze z budżetu naszych sił morskich.

Fregata HMAS „Darwin” – fot. US Navy

Kolejne, ponieważ za australijskie fregaty trzeba będzie zapłacić. Nie było jeszcze oficjalnych rozmów, a więc nie jest jeszcze znana cena jaką Polska musiałaby zapłacić za te jednostki pływające. W mediach szacowano intuicyjnie, że mogłyby one kosztować około 100-200 mln. zł za jedną fregatę, ale są to prawdopodobnie oceny bardzo mocno zaniżone. Należy bowiem pamiętać, że Marynarce Wojennej potrzebne są jednostki wraz z amunicją, a same rakiety i torpedy znajdujące się na pokładzie fregat kosztują więcej.

Dodatkowo mówi się tu o jednostkach pływających, które zostaną pozbawione pewnego wyposażenia i wymagających przynajmniej remontu. Muszą one bowiem przepłynąć z Australii do Polski, a tego nie uda się bezpiecznie zrobić beż certyfikowanych systemów pokładowych. Kolejne koszty związane byłyby z wprowadzeniem na pokład polskich systemów potrzebnych do działań w ramach własnych i sojuszniczych zespołów okrętowych. Część można by było oczywiście z wycofywanych równolegle obecnie wykorzystywanych fregat typu Oliver Hazard Perry, ale i tak trzeba je będzie zainstalować i certyfikować (szczególnie ważne w odniesieniu do systemów niejawnych).

Wadą „opcji australijskiej” jest praktycznie całkowite odrzucenie możliwości rozwoju polskiego sektora stoczniowego. Należy bowiem pamiętać, że programy Miecznik i Czapla miały być bowiem realizowane w Polsce, w oparciu o polskie stocznie. W wypadku wyboru fregat Adelaide zastrzyk technologii i pieniędzy dla polskiej gospodarki znowu zostałby odsunięty w czasie.

Jak na razie wszystko wisi w próżni. Decyzje w sprawie Marynarki Wojennej mają bowiem zapaść dopiero po zakończeniu prac nad Strategicznym Przeglądem Obronnym oraz nad Strategią Bezpieczeństwa Morskiego, a także po przeprowadzeniu analiz, co do zdolności Marynarki Wojennej. Tymczasem Australia już wycofała pierwszą zmodernizowaną fregatę HMAS „Sydney” (7 listopada 2015 r.). Na podjęcie decyzji jest więc coraz mniej czasu.

„Pozostałe Pana pytania dotyczące fregat typu Adelaide czy trzeciego Nabrzeżnego Dywizjonu Rakietowego są rozważane jednak ostateczne decyzje zapadną po ogłoszeniu wyników prac zespołu Strategicznego Przeglądu Obronnego i po przeprowadzeniu analiz, co do zdolności Marynarki Wojennej. Jednocześnie informuję, że w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego trwają prace nad Strategią Bezpieczeństwa Morskiego, co również będzie miało wpływ na decyzje dotyczące kształtu Marynarki Wojennej w przyszłości”.

Bartłomiej Misiewicz - Rzecznik prasowy MON

KomentarzeLiczba komentarzy: 130
adek
środa, 15 sierpnia 2018, 11:28

Taniej będzie kupić od Ruskich...

Fjdjjd
wtorek, 3 lipca 2018, 16:15

Czemu jeszcze ich nie mamy :(

TomaszBak
czwartek, 19 stycznia 2017, 13:23

Rozwiązaniem może być ograniczenie naszych zakupów. Tj. budowa w krajowych stoczniach lub zagranicznych wyłącznie 3 korwet typu Miecznik. Dozbrojenie Ślązaka. Likwidacja projektu Czapli. Być może również budowa nie tylko 3 Kormoranów - np 3. Po 3 sztuki stacjonujące w Gdyni i Świnoujściu. Z całą pewnością lepiej mieć 4-6 Kormoranów niż 3 okręty patrolowe z ,,możliwością zwalczania min".

marek
czwartek, 19 stycznia 2017, 23:45

i wycofać desantowce , po co one komu , a generują koszty

racjus
czwartek, 19 stycznia 2017, 23:35

Nie jest to zły pomysł ale koniecznie musimy dokończyć Kormorana i Miecznika. Baz tych 2 programów nie ma MW. Możemy wybrać nawet "budżetową" opcje SIGMA ale potrzebujemy tych 3 korwet, przemysł też by mógł na tym skorzystać. Jak na te dwa programy zostaną zarezerwowane środki to można rozmawiać o reszcie. Moim zdaniem można sobie odpuścić Czaple i Supply a także pozostałe okręty pomocnicze. Sytuacja w okrętach ratowniczych nie jest tak tragiczna jak w OP, trałowce bazowe też trochę potrzymają, mamy motorówki hydrograficzne, z tego co pamiętam okręty walki elektronicznej przeszły niedawno remont. Ale z całego PMT naprawdę potrzebujemy Miecznika, Kormorana i śmigłowce to plan minimum. Do tego oczywiście używane fregaty byłyby niezłym rozwiązaniem zamiast naszych złomów i Orka nawet w okrojonej wersji.

Dyzio
czwartek, 19 stycznia 2017, 13:21

Ale co będą robić te okręty na Bałtyku??????? kontrola i ochrona szlaków żeglugowych to "mega-brednia". Jesli nasz spodziewany przeciwnik rzeczywiście zaatakuje Polskę to żadne szlaki żeglugowe na Bałtyku nie będą istnieć. Jak wyobrażacie sobie, ze kontenerowce przeciwnika bedą sobie pływać przez kanał Kilonski lub cieśniny duńskie , Kattegat Skagerrak i morze północne nie niepokojone az na Kubę po świeże pomarańcze? To nonsens. Lotnictwo i nadbrzeżne dywizjony rakietowe mogą skutecznie wyeliminować całą żeglugę na Bałtyku. Z Kołobrzegu do Bornholmu jest tylko 80 kilometrów a z Ustki do Szwecji 180km. To mniej niz 10 minut lotu dla F-16. jesli Chcemy kontrolować zeglugę na Bałtyku to trzeba zakupić rakiety przeciwokrętowe dla F-16 co będzie 50 razy tańsze niz zakup i utrzymanie fregaty. Polsce sa potrzebne szybkie okręty patrolowe do pilnowania strefy ekonomicznej, połowów i żeglugi w czasie pokoju. W czasie wojny nasze okręty na Bałtyku będą miały czas przeżycia liczony raczej w godzinach niz w dniach. Szkoda kasy na takie fanaberie. Za te pieniądze mozna wyposażyć dodatkowe nadbrzeżne dywizjony rakietowe i drony do patrolowania naszej strefy ekonomicznej

x
sobota, 21 stycznia 2017, 14:15

Zwalczać okręty podwodne, wzmocnią obronę przeciwlotniczą brzegów, będą eskortować tankowce i gazowce, będą przeszkodą dla ewentualnego desantu.

oskarm
czwartek, 19 stycznia 2017, 23:23

Proponuję sprawdzić ile celów jednocześnie jest w stanie zwalczać fregata z dobrym OPL i ile to jest F-16...

Borat
czwartek, 19 stycznia 2017, 16:23

Nie kontenerowce przeciwnika a chińskie, koreańskie czy hiszpańskie - business as jusual. To To nie będzie wojna a kryzys...

Mirek
czwartek, 19 stycznia 2017, 15:30

Całkowicie się zgadzam. Już przed ll wojną rozbudowa floty była bezsensem. Ale my nie uczymy się na błędach.

as
czwartek, 19 stycznia 2017, 15:27

Zgadzam się nie wiem ku czemu chcemy rozbudowywać Marynarkę wojenną jak ona może przestać istnieć w 1-2 dni? Na takim 'jeziorze' jak Bałtyk takie większe jednostki z marną osłoną przeciwlotniczą będą robiły za tarcze strzelnicze dla Su-24/34.

mix
czwartek, 19 stycznia 2017, 15:17

ja właśnie rozumiem ża bardziej niż Bałtyku ma ta marynarka pilnować szlaków dla tankowców z Arabi czy gazowców z USA jak ruscy bałtyk zablokują ,rozumiem też ze chodzi np o pomoc Norwegom w ochronie morza północnego przed sabotowanie wydobycia ropy i gazu ..... ale może się mylę ?

bwmw
czwartek, 19 stycznia 2017, 23:32

Budujmy własne korwety a nie sprowadzajmy starych okrętów które chwilowo tylko wzmocnią MW ale zrujnują nas kosztami remontów i serwisu a w krótkim czasie trzeba je będzie zastąpić nowymi. Własne okręty to przynajmniej ok. 25- 30 lat spokoju, poza tym rozwój i utrzymanie stoczni w kraju, serwis więlu systemów okrętu w kraju oraz szkolenia, pieniądze w dużej mierze dla polskiej gospodarki oraz miejca pracy. Do tego rozwój nauki i uczelni. Trzeba tylko dobrej woli, pełnego zaangażowania i likwidacji wszelkiej zbędnej biurokracji przy zamówieniach by maksymalnie skrócić czas zamówienia i budowy okrętów dla MW

Antex
czwartek, 19 stycznia 2017, 17:17

Polska ma zobowiązania sojusznicze i pozabałtyckie interesy ... więc jakieś 1-2 okręty o zasięgu dalekomorskim są potrzebne. Fregaty australijskie są sposobem aby z tych zobowiązań w pełni wywiązać się możliwe najszybszym i najtańszym kosztem (bo złomu OHP to już raczej nie ma co stuprocentowo liczyć zwłaszcza w aspekcie kanibalizacji). Zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na ORKĘ, NDR-y , małe okręty rakietowe itp. zabawki zoptymalizowane pod kątem Jeziora Bałtyckiego. OK ... oczywiście Orka coś więcej - bo to ma być nasza Vergeltungswaffe. Same NDR-y mogłyby zmienić Bałtyk w pole śmierci dla Floty Bałtyckiej (albo Ostseeflotte - kwestia gustu) - ale tylko i wyłącznie pod warunkiem że potrafilibyśmy je obronić z lądu i z powietrza. Więc chyba z tego wynikają kierunki wydatków ... potrzebniejszych niż takie Czaple i Mieczniki. A polskie stocznie itp ... potrzebują jeszcze wiele czasu i pieniędzy (naprawdę mam nadzieję że za jakiś czas będzie ich więcej - choć zwolennicy ancien regime'u pewnie mnie zaraz zakrzyczą i zaplują ...)

realista
czwartek, 19 stycznia 2017, 23:53

NDR-y nie ochronią gazowców gdzieś w okolicach Zatoki Adeńskiej. Nie zwalczą też okrętów podwodnych na Bałtyku. Obrona wybrzeża - piękne hasło, ale czy aby przeciwnik na pewno będzie atakował wybrzeże? W 1939 roku też zrobiliśmy takie założenie i przywiązaliśmy 5 okrętów podwodnych do Helu (operacja "Worek"). Efekt? Żadnego desantu na Hel nie było, a okręty były bezlitośnie bombardowane przez małe jednostki, niewarte torpedy. Cud, że wyszły z tego cało, ale nic nie zatopiły (poza jednym niewielkim trałowcem, który wyleciał na minie postawionej prze ORP Żbik) Małe okręty rakietowe - czym mają się bronić przed rakietami przeciwokrętowymi? Możliwości zainstalowania na nich systemów przeciwrakietowych ze względu na miejsce (wyrzutnie pionowe z odpowiednim zapasem rakiet, ale także odpowiednio wysokie maszty dla radarów) są żadne. A w warunkach gładkiej linii brzegowej nie mają się gdzie ukryć. Potrzebujemy okrętów uniwersalnych, zdolnych do realizacji różnych zadań, ale przede wszystkim zdolnych się obronić i wzmocnić obronę plot wybrzeża.

Piotr
czwartek, 19 stycznia 2017, 13:20

Przypominam, że na razie budujemy 17sty rok (i końca nie widać) bezbronny patrolowiec w cenie dwóch fregat. To są własnie dokonania naszego przemysłu stoczniowego.

nikt ważny
czwartek, 19 stycznia 2017, 13:58

Nie przemysłów tylko cywilnych decydentów na samej górze którzy dodatkowo nie potrafią liczyć. Liczyć pieniędzy oczywiście. A to że decydenci nic nie mają zamiaru zrobić widać po programie Kormoran II. Dawno byłyby dwa dodatkowe wyposażone w elementarne systemy okręty na wodzie (pierwszy przeszedł wyśmienicie tą część testów) ale "nie bo nie" bo wszystko mam być ideałem, jakimś mitycznym gralem. Te niedawne zapowiedzi ministra obrony to można również między bajki włożyć. Będziemy mieli SZ ala model ukraiński biednie zawsze wierni i bardzo szybko martwi ze sprzętem trzymającym się na drucie, szpahlu, taśmie biurowej, gumie arabskiej, spinaczach i sznurkach.

SAS
czwartek, 19 stycznia 2017, 13:19

Czas już pożegnać fregaty w polskiej marynarce. Lepiej mieć małe, nowoczesne okręty, kutry rakietowe, albo korwetę, które w razie potrzeby będą zdolne odpalić choćby jedną dwie rakiety w stu procentach efektywnie, niż jakieś protezy oceanicznej projekcji siły, z niesprawną połową systemów, nieuzbrojone, niekompatybilne.

realista
piątek, 20 stycznia 2017, 00:04

I co te "mała nowoczesne kutry rakietowe" niezdolne do obrony przed atakiem lotniczym i rakietowym zrobią w warunkach płaskiej linii brzegowej poza byciem celem? Nie, nie zamontuje się na nich systemów przeciwrakietowych ze względu na brak miejsca na wyrzutnie rakiet plot i radary. Nie, F-16 i lądowe wyrzutnie ich nie obronią, będą miały mnóstwo innych zadań. To okręty powinny wspomóc obronę przeciwlotnicza, nie stanowić dla niej dodatkowe obciażenie. A to mogą zrobić okręty od dużej korwety rakietowej wzy ż.

oskarm
czwartek, 19 stycznia 2017, 23:19

Do odpalenie 1-2 rakiet to mamy NDR. Widać zupełnie nie zrozumiałeś zmian jakie zaszły na morkim polu bitwy od lat 70-tych...

wrocek
czwartek, 19 stycznia 2017, 15:37

dokładnie tak!

bolo
czwartek, 19 stycznia 2017, 14:00

Czas to pomyśleć o fregacie i to większej niż OHP. Cos w rodzaju duńskich fregat klasy Iver Huitfeldt. Za kilka lat gazoport i naftoport będą robić pełna parą i lepiej mieć coś do pilnowania szlaków morskich daleko od Bałtyku. I nie żaden lichy patrolowiec do straszenia piratów ale porządnie uzbrojony okręt aby wybić z głowy np. Rosjanom jakieś kontrole czy blokady transportów do Polski. Ponieważ jednak na taką fregatę stać nas będzie dopiero za kilkanaście lat to proteza w stylu australijskich OHP nie będzie złym rozwiązaniem. W końcu to też nie jest bezbronna łajba a dostępna praktycznie od ręki. A na Bałtyk przez te kilkanaście lat wystarczą Orkany, NDR, i Ślazak(może za kilka lat w końcu przerobią go na rasową korwetę).

Patcoli
czwartek, 19 stycznia 2017, 13:15

Jaka analiza jakie opóźnienie powiedzmy szczerze MW leży i już nawet nie kwiczy. Obecnie najważniejszy ze względu na nasze zadania w NATO jest Kormoran. Następnie Czapla z funkcją zwalczania min i dodając funkcję okrętu dowodzenia zespołem przeciw minowyn. Zamiast mieczników można w zastępstwie pomyśleć do obrony wybrzeża gazoportu i naftoportu o koreańskich okrętach gumdoksuri A i ewentualnie B. Wtedy można w zamian za mieczniki i ohp wziąć adelaidy. Ślązaka potraktować jako jednostkę eksperymentalną i na niej wszystkiego się uczyć co dotyczy nowoczesnego uzbrojenia oraz wyciągnąć z jego budowy wnioski. Co do OP zdać się na Norwegów lub zacząć od czegoś małego na taniej licencji jak Andrasta gdzie też można zastosować nie tylko torpedy ale i pociski. W ostateczności HDS 500 RTN. My musimy się uczyć a dopiero potem rzucać się na korwety fregaty i inne. Takim sposobem odtworzymy podstawowe zdolności i przygotujemy się do budowy większych okrętów a nie wszystko naraz. O okrętach specjalistycznych logistycznych i inn., nawet nie chce mi się pisać

oskarm
czwartek, 19 stycznia 2017, 23:17

@Patcoil, A jak ty chcesz się na Gumdoksuri A i ewentualnie B uczyć ZOPu czy OPL czy WE? Andrasta przenosi tylko 6 szt. środków bojowych jak chcesz tam jeszcze dorzucić pociski rakietowe? Sprawdzałeś też jakie jest ubogie jej wyposarzenie sonarowe?

filip 71
sobota, 21 stycznia 2017, 05:08

Za tylko za . F-16 też używane bo stać nas nato będzie

Krzysztof
czwartek, 19 stycznia 2017, 17:12

Lepsze stare Australijskie okręty niż żadne, Zanim wprowadzą do linii Mieczniki i Czaple to miną całe lata, a flota już jest w rozsypce.

laik
czwartek, 19 stycznia 2017, 13:13

Jak juz jestesmy w temacie uzywanych okretow, to moze niemieckie fregaty klasy Bremen ? Wydaje sie ze sa bardziej przystosowane do dzialania zarowno w naszym rejonie, jak i w środowisko NATO ?

okm
czwartek, 19 stycznia 2017, 15:31

ŚWIĘTA RACJA!!!!!! NIEMIECKIE WYCOFYWANE FREGATY SĄ DUZO LEPSZE NIZ OHP. A MAJĄ NAWET DWIE Z 1987 ROKU DO WYCOFANIA. Ale w przypadku braku mozliwosci to ohpy dwa najmlodsze tez bym wzial tzn kupił od australii. niemniej jednak bremen są bardzie europejskie i nadajace sie na bałtyk

Michał
czwartek, 19 stycznia 2017, 13:06

Marynarka Wojenna RP, od lat była traktowana po macoszemu i jeszcze kilka lat temu,tzw. znawcy tematu ,poddawali w wątpliwość w ogóle sens jej istnienia, wskazując jako zamiennik , np.: rozbudowę bojowego lotnictwa morskiego.Wygląda na to,że obecni dezydenci ,skupiają środki na wojskach lądowych(co oczywiście ma swoje znaczenie dla takiego kraju jak Polska) i na siłach powietrznych. Jest to jednak powielanie starych błędów i zwykła krótkowzroczność. Bez realnej obecności na morzu, nie zdołamy należycie dopilnować własnych interesów i w razie jakiegokolwiek kryzysu( i to nie musi od razu być przecież wojna ), z miejsca zostaniemy odetnięci od morskich dróg zaopatrzenia.

maruda
czwartek, 19 stycznia 2017, 16:54

"z miejsca zostaniemy odetnięci od morskich dróg zaopatrzenia." - blednę to jest twoje myślenie ze zaopatrzenie będzie w razie wojny docierać w jakiś konwojach atlantyckich. Jak już to do Hamburga i dalej droga lądowa do Polski. Dobrosąsiedzkie stosunki z Czechami, Słowacja to jest klucz, w czasie pokoju interesów na Bałtyku może pilnować Straż Graniczna i można by chyba pozyskać środki na okręty dla niej z UE.

Arado
czwartek, 19 stycznia 2017, 23:14

Marynarka Australii plywala nimi tylko w niedziele,to nowki nie smigane,Australijczyk bedzie plakal jak bedzie sprzedawal. Oczywiscie mozna kupic i mocno zuzyty sprzet ale srodki ktore trzeba wydac aby doprowadzic je do stanu uzywalnosci sa niespolmierne do efektow.Lepiej postawic na nowy sprzet budowany w naszych stoczniach a dyskusje o sprowadzeniu moze i czesciowo dobrego ale jednak zlomu odlozyc ad acta.

anty c-cal przed 500+
sobota, 21 stycznia 2017, 16:51

dlaczego to pradziady zabrali najlepsze Nawodne nasze w 1939- na wyspy Brytyjskie? w epoce przed-satelitarnej...przypominam. Australia jak i DANIA wprowadza "Romeo" seaHawka rodziny uh-60 "szajs" zdaniem paru (na portalu). gdy sojusznik nr.1 jest, ale Daleko a "potencjalny" npl blisko...taki seaHawk w razie pilnej potrzeby odpali nawet Hellfire. kangury Odebrali 25 takich w 5 lat, w Brazylii majstruje Caracal bojowy sztuk 1

123456
sobota, 21 stycznia 2017, 16:49

Stocznie są w stanie wybudować, Biura projektowe są w stanie zaprojektować. Ba są projekty i to bardzo udane. Brak jest decyzji Państwa, a MW nie potrafi wyartykułować co chce otrzymać. Stocznie wybudują to co mają zaprojektowane szybko i sprawnie, Polskie biura projektują ale nikt ich nie słucha i z nimi nie rozmawia. Budujemy i projektujemy dla zagranicy statki specjalne. Okręty mają swoją specyfikę ale kadłub to kadłub. Systemy są modułowe i tutaj też są firmy które to ogarną. Brak jest decyzji i finansowania.

Lukasz
czwartek, 19 stycznia 2017, 13:03

Jeżeli nie jesteśmy w stanie zbudować nawet okrętu patrolowego to może chociaż małą łódź rakietową? Np. Chińczycy mają ich z 60-80 sztuk. Nam by wystarczyło z 10 żeby stwarzac wrażenie "obecnosci" na jeziorze Bałtyckim

oskarm
czwartek, 19 stycznia 2017, 22:29

@Łukasz, Małe łodzie rakietowe, mają to do siebie że są łatwymi celami dla lotnictwa. Mają sens jeśli wiem, że to my atakujemy pierwsi, lub gdy działają pod stałym parasolem lotnictwa (bez sensu od strony ekonomii) lub okrętów zdolnych im zapewnić OPL/OPR. My zastąpiliśmy je NDRami i to wystarczy.

GUMIŚ
czwartek, 19 stycznia 2017, 17:02

Rozumiem frustracje marynarzy , którzy nie mogą doczekać się na nowe okręty podwodne i nawodne, ale Polsce naprawdę nie jest potrzebna rozbudowana Marynarka Wojenna. W obecnej sytuacji geopolitycznej zupełnie wystarczą nam trałowce i kutry rakietowe. Polsce grozi ze strony Rosji agresja lądowa i nasza flota w żaden sposób nie może nas obronić przed tym zagrożeniem. Za cenę 1 okrętu podwodnego można uzbroić i wyposażyć brygadę zmechanizowaną . W obecnej sytuacji ekonomicznej istnieją naprawdę pilniejsze potrzeby zbrojeniowe niż zakup okrętów podwodnych czy australijskich , starych fregat.

realista
czwartek, 19 stycznia 2017, 23:45

A gazowców w rejsie z Bliskiego Wschodu do gazoportu to te trałowce i kutry rakietowe obronią? Kto i czym ma te kutry rakietowe bronić przed atakiem rakietami przeciwokrętowymi lub z powietrza? W warunkach polskiego wybrzeża - płaskiej linii brzegowej - nie mają się gdzie ukryć. Potrzebujemy okrętów zdolnych zwalczać cele powietrzne, nawodne i podwodne - czyli od dużej korwety rakietowej w górę.

oskarm
czwartek, 19 stycznia 2017, 23:38

@ GUMIŚ, Bez jaj, za jednego OP nie masz szans na wyposażenie brygady zmechanizowanej. Sam dywizjon artylerii samobieżnej to koszt 50% OP/ 60%-90% nowoczesnej fregaty.

andrzej.wesoly
czwartek, 19 stycznia 2017, 13:03

Większy zasięg niż SM 2 MR, tzn jaki? i jakim sprzętem? Ale to detal, najważniejsze pytanie, które całą analizę porównawczą wad i zalet tego zakupu kładzie całkowicie, to pytanie: kiedy realnie mogą powstać trzy Czaple i trzy Mieczniki i k t ó r a s t o c z n i a je wybuduje, wyposaży i zamontuje uzbrojenie, (które też musi zamówić i zakupić) ??? I ile to będzie kosztowało??? Ja myślę, że po 2025 roku, zatem na zakup od australijczyków nie ma innej alternatywy.

TomZZ
czwartek, 19 stycznia 2017, 13:03

Ciekawa analiza. Wiadomo, że nie ma rozwiązań idealnych, ale lepiej byłoby mieć coś niż nic, a tzw. "proces decyzyjny" dotyczący pozyskania nowych okrętów może potrwać jeszcze bardzo długo, po czym nastąpią kolejne procesy: analiz potrzeb, opracowania koncepcji nowych jednostek, negocjacyjny, implementacyjny, doposażanie i uzbrajanie, szkolenie załóg ect. Jak myślicie ile czasu potrzeba na wprowadzenie nowych okrętów - 10... 15... 20 lat ? A może i to za mało... Do tego czasu można byłby spokojnie dostosować i użytkować pozyskane z Australii fregaty. Ich ceny nie są wygórowane, jednak należałby też pamiętać, że to jedynie tymczasowe rozwiązanie. A te zwykle w naszym kraju są najtrwalsze... Dodatkowo, stosując to rozwiązanie, okres oczekiwania na nowe jednostki można wykorzystać na szkolenie załóg. Reasumując, przy wszystkich wadach i koniecznych kosztach dostosowania używanych okrętów osobiście uważam, że zakup ich byłby zupełnie niezłym pomysłem.

hobbysta
czwartek, 19 stycznia 2017, 23:08

A po co Polsce czołgi jeśli nie zamierza nikogo najeżdżać? To typowa broń ofensywna. Potrzebna jest broń ppanc a nie czołgi. Po co Polsce samoloty skoro nie zamierza nikogo atakować? Wystarczy broń plot i antyrakiety. Itp.itd. Wojna to zespół działań komplementarnych na wszystkich polach. Przeciwnika atakuje się z lądu i powietrza ale też z morza jeśli to możliwe. Polska ma 500 km wybrzeżą. Wojska rosyjskie na pewno dotrą do Bałtyku na wschodzie zajmując kraje bałtyckie. St.Petersburg to ośrodek przemysłowy.

ciekawy
piątek, 20 stycznia 2017, 09:20

I co z tą bronią ppanc zrobisz, jeśli "ktoś" zakręci kurek z gazem i wyśle na Morze Arabskie jedną lichą korwetę, żeby zatrzymywała gazowce idące do naszego gazoportu?

TomZZ
czwartek, 19 stycznia 2017, 13:01

Ciekawa analiza. Wiadomo, że nie ma rozwiązań idealnych, ale lepiej byłoby mieć coś niż nic, a tzw. "proces decyzyjny" dotyczący pozyskania nowych okrętów może potrwać jeszcze bardzo długo, po czym nastąpią kolejne procesy: analiz potrzeb, opracowania koncepcji nowych jednostek, negocjacyjny, implementacyjny, doposażanie i uzbrajanie, szkolenie załóg ect. Jak myślicie ile czasu potrzeba na wprowadzenie nowych okrętów - 10... 15... 20 lat ? A może i to za mało... Do tego czasu można byłby spokojnie dostosować i użytkować pozyskane z Australii fregaty. Ich ceny nie są wygórowane, jednak należałby też pamiętać, że to jedynie tymczasowe rozwiązanie. A te zwykle w naszym kraju są najtrwalsze... Dodatkowo, stosując to rozwiązanie, okres oczekiwania na nowe jednostki można wykorzystać na szkolenie załóg. Reasumując, przy wszystkich wadach i koniecznych kosztach dostosowania używanych okrętów osobiście uważam, że zakup ich byłby zupełnie niezłym pomysłem.

SZACH MAT
niedziela, 22 stycznia 2017, 01:46

budowa lub zakup dużych okrętów na nasz ciasny i zamknięty akwen tylko po to żeby epatować propagandową potęgą i świecić swymi parametrami jak radiolatarnia jest śmieszne .. czas istnienia takich okrętów przy współczesnej technice niszczenia oraz sąsiedztwie " takich sąsiadów".wynosi 3-5 godziny walki z przeciwnikiem który jest z ekstra klasy ..(chyba że zostaną zatopione salwą rakiet w porcie lub "uciekną" wcześniej uprzedzone jak to miało miejsce w naszej historii .)...Duże okręty potrzebują przestrzeni oraz czasu do rozwinięcia operacyjnego one potrzebują środków zabezpieczenia parasolowego bo swoją wielkością przyciągają by je zatopić i są wręcz priorytetem dla npla. Okręty tego typu potrzebują potężnych baz i zabezpieczenia logistycznego ..( czy mamy zabezpieczone porty przed atakiem saturacyjnym systemami rakietowymi czy lotnictwem npla)..... Doświadczenia z różnych wojen czy pierwszej czy drugiej czy nam bliższych współcześnie pokazały ..że małe jednostki czy to korwety czy kutry rakietowe czy okręty podwodne "robiły brudną robotę" i miały inicjatywy operacyjne i "one tworzyły sukces " ... wystarczy mały okręt podwodny,czy zakamuflowany " kuter rybacki " z zestawem kontenerowych pocisków rakietowych zaczajony ..by "chwała armady" jakiegokolwiek państwa poszła na dno za pomocą dużo dużo dużo tańszego efektora niszczenia ....Przyszłość naszej Marynarki Wojennej ze względu na położenie geopolityczne to niewielkie jednostki działające z zaskoczenia .posiadające duży stopień nasycenia środkami precyzyjnego niszczenia ,rozpoznania , systemy kamuflażu będące w pełni autonomiczne ..niezależne od baz , czynników zewnętrznych .. wielkie efektory niszczenia to przeszłość ...megalomania może jest dobra by robić wrażenie dla publiki i admirała by mógł epatować na mostku ..ale ona kosztuje potężne środki finansowe ..które rujnują państwo bez wojny..i to bez jednego wystrzału ....Przyszłość to małe autonomiczne ,uniwersalne jednostki "ubrane" w technologię stealth.....czego i życzę Wojsku Polskiemu..by nie popadali w megalomanię i nie używali okrętów (chodzi mi o amerykańskie falochronowce )których skuteczność jest adekwatna do "somalijskich motorówek pirackich " ..a które paraliżują naszą "MW"..Najważniejszy w armii jest czynnik ludzki zminimalizowany do minimum ale za to potężnie zabezpieczony i uzbrojony posiadający niezależność operacyjną posiadający pełną autonomiczność który nie rzuca się w oczy który może cumować wszędzie nawet i na rzekach ..a taktyka marynarki wojennej powinna być oparta na działaniach zespołowych ..gdzie grupa okrętów "wilczych stad" tworząc tzw system sieciocentryczny i może mieć "inicjatywę" na obszarze morskim pod warunkiem że będą działać szybko i z zaskoczenia i wychodzić na łowy z "nikąd" nie potrzebując portów itp .....Czy duże jednostki to potrafią ..i co z tego żę będą mieć kilkukrotnie większą siłe....ale zawsze będą emanować jak stodoła w szczerym polu ..dlatego reaktywować okręty projektu 660- "Orkan" uzbrajać je w dzisiejszą technikę oraz czerpać doświadczenia z okrętów fińskich typu "Hamina"

oskarm
poniedziałek, 23 stycznia 2017, 01:08

Wszystko co napisales, swiadczy typko i wylacznie o tym, ze przespales ostatnie 30 lat rozwoju systemow wykrywania. Przyjmij do wiadomosci, ze poza kilkoma szczegolnymi wypadkami, okret bedzie zawsze wykryty, czy to rozpoznaniem satelitarnym czy lotniczym. W przypadku malego okretu jak Visby czy Hammina wykrycie nastapi z odleglosci przekraczajacej zasieg uzbrojenia przeciwlotniczego tych okretow. Do tego dochodzi rozwoj lekkich wielosensorowych bomb szybujacych, przeciwokretowych pociskow balistycznych, pociskow hipersonicznych. Male okrety sa wobec tych zagrozen zupelnie bezbronne. Zwroc uwage, ze Zumwalt (abstrachujac juz od absurdalnosci niektorych pomyslow) zostal zbudowany wlasnie do walki na wodach zamknietych z zaawansowanym przeciwnikiem i jak silna ma OPL. Na Baltyku tylko silna OPL pozwoli na dzialanie okrentom nawodnym. Do tego Baltyk latwiej zamknac w poprzeg niz obstawiac cala polnocna granice Polski Wisla.

były_kanonier
piątek, 20 stycznia 2017, 18:40

Ew. zakup australijskich fregat to zły pomysł. Nawet pomijając ich wiek, nie można pominąć tego, iż są to już mocno przestarzałe okręty o małej wartości bojowej, a w dodatku przed sprzedażą zostaną pozbawione części wyposażenia, a może i uzbrojenia. Nie jestem przeciwnikiem kupowania okrętów używanych, ale tylko takich, które zachowują jeszcze spory potencjał modernizacyjny. Tak było w przypadku brytyjskich fregat typu 22 (szczególnie) batch 2/3 czy fregat holenderskich, w dodatku były to okręty solidniej skonstruowane i zbudowane oraz o większym potencjale bojowym niż fregaty OHP. Zakupiły je Rumunia i Brazylia czy Chile. Ostatnie 4 jednostki typ 22 batch 3 poszły kilka lat temu na złom. PMW z tej możliwości nie skorzystała. Teraz raczej należałoby przymierzać się do używanych okrętów - ponieważ raczej nic wartościowego z drugiej ręki nie ma. Należałoby spróbować podpiąć się pod któryś z programów nowych fregat budowanych lub planowanych przez Brytyjczyków lub Hiszpanów na przykład. W ilości 2-3 takie okręty po całkowitej rezygnacji z planów budowy Czapli i Mieczników, które stają się i tak coraz mniej realne - ostatni planuje się, że pierwsze okręty wejdą do służby odpowiednio w 2022 i 2024 roku. I są to bardzo optymistyczne założenia. Lepiej, żeby polskie stocznie zajęły się budową mniejszych jednostek z programów Kormoran II czy Murena - co niewątpliwie przyspieszyłoby ich realizacje, a także na dokończeniu budowy okrętu Ślązak i to w wersji pełnowartościowego okrętu bojowego, a nie patrolowca.

blur
sobota, 21 stycznia 2017, 10:08

większy potencjał bojowy ? przecież nawet same obronić się nie potrafią, 2x seawolf (5-8km) + ciws Goalkeeper A na Adelaidach masz co prawda wolnostrzelającą wyrzutnię na sm2mr (80-160km) + essm z vls41 (50km) + ciws Phalanx. To ja już wolę te drugie.

oskarm
piątek, 20 stycznia 2017, 21:15

@były_kanonier Możesz rozwinąć fragment: "Nie jestem przeciwnikiem kupowania okrętów używanych, ale tylko takich, które zachowują jeszcze spory potencjał modernizacyjny. Tak było w przypadku brytyjskich fregat typu 22 (szczególnie) batch 2/3 czy fregat holenderskich, w dodatku były to okręty solidniej skonstruowane i zbudowane oraz o większym potencjale bojowym niż fregaty OHP. Zakupiły je Rumunia i Brazylia czy Chile. Ostatnie 4 jednostki typ 22 batch 3 poszły kilka lat temu na złom." Jakoś trudno mi dostrzec większy potencjał modernizacyjny? Szczególnie w stosunku do zmodernizowanych Australijskich Adelajd?

wiarus
czwartek, 19 stycznia 2017, 12:59

Bez sensu. Niszczyć budżet dla stojących pod murem marynarzy, ograniczać rozwój wojsk lądowych, lotniczych i rakietowych? Odżywa stara wersja kolonialnego mocarstwa? A kiedy to /pomijając bitwę pod Oliwą/, na Bałtyku prowadzono jakieś większe działania wojenne?

oskarm
czwartek, 19 stycznia 2017, 22:25

@wiarus, 30% naszego eksportu idzie morzem => jakieś 12% naszego PKB. Morze jest jedyną szansą na naszą niezależność energetyczną od Rosji.

edi
czwartek, 19 stycznia 2017, 13:32

Dzieciaku czy ty wiesz że marynarka jest potrzeba też w czasie pokoju. My masę rzeczy importujemy poprzez morze patrz gaz,ropa czy kontenerami. jak myślisz kto będzie bronił naszego towaru już zapłaconego gdy ktoś będzie chciał go zablokować gdzieś na trasie i nie będzie to musiało być mocarstwo a bantustan.Co wyślemy gdy nam rodaków porwią w zamorskim kraju TITANICA ? Będziemy prosić się USA aby nam pomogło.

emp
czwartek, 19 stycznia 2017, 22:56

A tak w ogóle to gdzie zaginął ORP Pułaski. Miał już dawno wrócić z remontu.

MIR
czwartek, 19 stycznia 2017, 12:56

Jeśli fregaty są bogato wyposażone w pociski rakietowe to lepiej mieć starsze jednostki ale zmodernizowane niż nie mieć żadnych przez najbliższe lata

Nojatotamnwm
czwartek, 19 stycznia 2017, 22:42

"Tymczasem ta ocena była bezlitosna. Australijczycy wskazali w niej m.in., że fregaty typu OHP „…są mało efektywne w odniesieniu do małych celów powietrznych nisko lecących, a więc poruszających się w obecności silnych zakłóceń od fal i deszczu (clutter morski). " Inaczej mówiąc są praktycznie bezbronne przeciwko rakietom przeciwokrętowym. Czyli lepiej zainwestować w coś skuteczniejszego (np. PPK, OPL).

Davien
sobota, 21 stycznia 2017, 12:08

Dlatego je zmodernizowali usuwajac te wady. r

500+
czwartek, 19 stycznia 2017, 12:51

O jakich niewiadomych przyczynach autor pisze - 500+ to 20 mld rocznie obniżenie wieku emerytalnego to kolejne 5-15 mlb - wszystko jest jasne ...

taka prawda
czwartek, 19 stycznia 2017, 13:33

Dodaj do tego jeszcze, nadal i wciąż dokonywanie dopłat z budżetu do ZUS na wypłaty górniczych emerytur, wypracowanych jedynie w połowie przez samych górników. Poza tym już niebawem zaczniemy płacić ze wspólnej NASZEJ kasy na ekwiwalent za deputat węglowy, który do tej pory płaciły same kopalnie swoim pracownikom i emerytom.

Tom
czwartek, 19 stycznia 2017, 22:41

Ja bym zlom od Australii czy Kanady nie kupowal. W Kanadzie boimy sie ze gdzies sie popsuje i bedzie wstyd jak Rosja wysle tralowiec od Kuzniecowa. PL jest w EU - niech wezmie od Niemiec albo Francji lekko przechodzony sprzet za mniejsza kase. A to z Australii to niech wezma Indie na rozebranie. Dodatkowo niech PL zobaczy ile musi tego kupic bo te dwie fregaty od US tez nie sa juz takie nowe. Wiecej sprzetu w dzisiejszych czasach to wcale nie dobre wykozystanie $ - przeciez utrzymanie kosztuje. To nie jest juz armia PRL. Lepiej miec mniej a dobry sprzet w zawodowym wojsku.

Moldke
czwartek, 19 stycznia 2017, 12:48

Brać i nie cudować kasy na nowe nima i nibedzie

Frosty
czwartek, 19 stycznia 2017, 16:35

Z tego co kojarze to mk41VLS z ESSM sa na Adelajdach dodane, a nie wprowadzone zamiasta Mk13. Sama MK-13 jest chyba swoja droga dostosowana do odpalania SM-2 a nie tylko SM-1

Sumienny
piątek, 20 stycznia 2017, 18:11

Jaki może być szacowany koszt zakupu 7 korwet (tak jak początkowo planowano) po podpięciu się pod program zagranicznej armii czyli coś co chcą zrobić Norwegowie aby uciąć odrobinę koszty (zakup OP z Polską). Bodajże Wielka Brytania planuje zakup kolejnych korwet.

oskarm
piątek, 20 stycznia 2017, 21:18

@Sumienny Brytyjczycy planują używać tych korwet do działań w obszarach o niskim i średnim zagrożeniu. Bałtyk jedno z miejsc o najwyższym zagrożeniu w wypadku wojny. Tu jedynie będą miały szanse działać okręty o bardzo silnej OPL.

Afgan
czwartek, 19 stycznia 2017, 12:32

Kupować te australijskie fregaty, bo to jest jakieś realne wyjście. Poza tym "Czapla" jako patrolowiec jest nam zbędna. To okręt na misje ekspedycyjne i do wyławiania uchodźców a nie do walki. Ponadto aż strach pomyśleć kto go zbuduje, a naciski aby to zrobiła SMW, po tym całym cyrku ze "Ślązakiem" i "Orłem" to wręcz o mdłości przyprawiają. Realia byłyby takie, że pierwsze "Mieczniki" i "Czaple" by weszły do służby około roku 2030 po 10 latach budowy i okazałby się najdroższymi okrętami tej klasy na świecie, o kosztach jednostkowych być może zbliżonych do niszczyciela klasy Arleigh Burke. Powtórzyłby się program "Gawron" gdzie zamiast 7 uniwersalnych korwet powstała 1 "najdroższa na świecie motorówka". Powiedzmy sobie szczerze, że nie dorośliśmy jeszcze do budowy nowoczesnych okrętów wojennych i MUSIMY kupić gotowce. Inaczej ponownie wyrzucimy kasę w błoto.

Max Mad
piątek, 20 stycznia 2017, 01:08

Ty mówisz KUPOWAĆ! a ja się zapytam... a sprzedają? Bo Australia na sprzedaż ich nie wystawiła a na razie to takie gadki co by było gdyby jednak wystawiła. Więc jak tu kupować jak sprzedaży nie ma.

Antex
czwartek, 19 stycznia 2017, 17:47

optymista jesteś ... ja się obawiam że Czapla i Miecznik przebiją kosztami "Zumwalta".

LOL
czwartek, 19 stycznia 2017, 14:12

Właśnie ta Czapla jest najpotrzebniejszym okrętem w naszej Marynarce. Kiedy do was-specjalistów w końcu dotrze, że Marynarka Wojenna to przede wszystkim narzędzie realizowana polityki i interesów gospodarczych, i w związku z tym zdecydowana większość jej zadań przypada na czas pokoju?

kim1
czwartek, 19 stycznia 2017, 16:24

Może lepiej zakupić w Danii modułowe okręty klasy Absalon.

NAVY
poniedziałek, 23 stycznia 2017, 16:45

Zacznijmy od początku - PMW w latach 1989 -2016 została zdziesiątkowana jak flota Carska podczas wojny japońsko-rosyjskiej lat 1904-05! Poniosła olbrzymie straty w sprzęcie i załogach ,a jej potencjał został zredukowany do zera . To,co zostało wprowadzone do służby w miedzy czasie nie pokryło strat w żadnym procencie ,a to,co jeszcze pływa wygląda jak nędzne resztki pozbierane z każdego możliwego żródła ! Jaki mamy wybór ? Przegapiliśmy lata temu wiele okazji zakupu wycofywanego sprzętu [vide fregaty holenderskie,brytyjskie] z dobrego żródła ,bo sami chcieliśmy budować flotę u siebie ,bo my jesteśmy narodem fachowców i wiemy od wszystkich lepiej - jak się skończył sen o nowoczesnej flocie budowanej w krajowych stoczniach ? Skończył się niekończącą się budową pomnika głupoty i bałaganiarstwa ,braku wizji i zdecydowania w postaci jednego z najdroższych jachtów - Gawron/Ślązak - i wywaleniem na ten koszmar olbrzymich pieniędzy ! O czym się nie mówi - w "Koncepcji rozwoju MW" mamy do czynienia z planami budowy kilkudziesięciu okrętów ,ale jak to pogodzić z naszą niegospodarnością ,brakiem decyzji ,niedowładem organizacyjnym oraz stabilnością decyzyjną i finansową !? Niestety autorzy nie rozrysowali pięknych grafik na ów temat... Co widzimy w ww.planach : Czapla - 3 Miecznik -3 Orka - 3 Kormoran -3 [jeden zbudowany] OWL -1 [wsparcie logistyczne] OWO -1 [wsparcie operacyjne] - już nie wspomnę o okrętach : ratowniczych,hydrograficznych,rozpoznawczych,zbiornikowcach itd.Oraz pomijam fakt budowy podobnych pod względem T-T okrętów różnych typów. Skupmy się tylko na tych bojowych - 14 okrętów chcemy wybudować ,tylko nikt nie mówi jak mamy tego dokonać skoro nie potrafimy dokończyć jednej korwety przez kilkanaście lat wydając olbrzymie kwoty ! Patrząc przez pryzmat naszych "zdolności",to budowa tych czternastu okrętów może trwać ok 50 lat [pięćdziesięciu lat!] Dla czego aż tyle ? Już wyjaśniam - obecnie prowadzone są próby ORP.Kormoran - kontrakt zawarto w 2013 r.stępka 2014 r.wodowanie 2015r. planowane wejście do służby 2016 r.! Mamy rok 2017 i prawdopodobnie wejdzie do linii.Okręt wielkości 60 metrów i 800 t. wyporności ! A co z budową większych okrętów ? 4 lata od momentu zamówienia dla prototypu i przynajmniej po 3 lata dla kolejnych okrętów budowanych kolejno,to daje nam 10 lat tylko dla niszczycieli min! Idąc tym tropem ,to dla 4 pierwszych pozycji mamy już 40 lat ,a dla kolejnych 2 pozycji co najmniej 8 lat budowy ,co daje nam łączną sumę 48 lat odbudowy floty ! Jeżeli weżmiemy pod uwagę ,że okręty podwodne są budowane dłużej [5-6 lat],to okres nam się jeszcze wydłuży.Po drugie - wątpię abyśmy zamawiali całe serie okrętów od reki i budowali je równolegle ,co wiąże się z wydatkowaniem dużych sum jednocześnie. Zapewne jeżeli dojdzie do budowy floty,to okręty będą zamawiane kolejno ,więc czas zakończenia planu wyniesie mniej więcej tyle, co wyliczyłem.Wyjdzie na to,że jak będą kończone ostatnie jednostki,to pierwsze zostaną wycofywane ... Jaki wybór ? - moim zdaniem wybierając pomiędzy plusami a minusami powyższego rozwiązania należy się skupić na plusach zakupu ww.fregat - dostajemy gotowy produkt zmodernizowany i za określoną kwotę ,który posłuży nam przez wiele lat ,a dzięki takiemu rozwiązaniu możemy się skupić na innych programach,co pozwoli nam zyskać na czasie i utrzymać potencjał floty na określonym poziomie.Dzięki temu rozwiązaniu możemy dokończyć Kormorany ,zamówić Orki i przejść do budowy OWO/OWL i pozostałych pomocniczych okrętów . Zyskujemy też czas ,aby przemyśleć jakie okręty uderzeniowe chcemy posiadać i spokojnie sobie rozplanować dalszy rozwój naszej floty...

racjus
poniedziałek, 23 stycznia 2017, 23:23

Kormoran, bardzo dobrze poszedł, tak niewielkie przesunięcie to nic a biorąc pod uwagę skomplikowanie systemów a nie wielkości. Tajemnica sukcesu tkwi w tym, że realizował go podmiot prywatny. Mimo to przy naszym państwowym "zarządzaniu" Miecznik jest w zasięgu naszych możliwości o ile wybierzemy zagranicznego kooperanta (który "odwalił" już większość roboty). Jest to sensowne rozwiązanie, takie okręty powstają m.in. w Indonezji. Co do Orki, to raczej na wiele bym nie liczył, należy pamiętać,że jeśli budowa będzie w Polsce to za wszelkie technologie przyjdzie nam słono zapłacić a to wywinduje cenę całego kontraktu. Sensowne byłoby się dogadanie z Norwegami i partycypowanie w części produkcji plus centrum serwisowe.

Moldke
czwartek, 19 stycznia 2017, 12:28

I tak czeba brać dobre okręty a na nowe nie ma szans no i tyle

aaaa
czwartek, 19 stycznia 2017, 12:27

O nowych okrętach to się tylko gada ale od lat nic się nie zmienia. Zresztą przy naszych możliwościach finansowych (koszty PMT urealniono w tym czasie na kwotę nawet 2 - 3 krotnie większą przy tym samym zakresie) i ogromnych a super pilnych potrzebach (oplot, oprak, oppanc) wiadomo z góry, że jakieś programy na pewno ucierpią bo zwyczajnie inaczej się nie da... I w tym kontekście (i tylko w tym ale to musi na dziś wystarczyć) raczej tanie adelaidy to dobry pomysł. Będzie na czym pływać i się szkolić a jest nawet szansa, że to coś będzie przy tym czymś więcej niż tylko łatwą tarczą strzelniczą jak obecne okręty...Będzie też czas na solidne przygotowanie a nawet rozpoczęcie produkcji czegoś nowego jak sytuacja finansowa się wzmocni...

DARO
czwartek, 19 stycznia 2017, 12:21

Bezsensowny pomysł... zastępować złom innym złomem i jeszcze za to płacić!!! Najważniejsza jest Orka a siły nawodne nawet jeśli tymczasowo pozostaną w roli bardziej dozorowców patrolowych niż uderzeniowych to jest sprawa niższej wagi. Przecież tak naprawdę nie zamierzamy kupować strategicznego lotniskowca czy krążownika tylko korwety, a Orka wyposażona w rakiety manewrujące to już jednostka strategiczna

sojer
poniedziałek, 27 marca 2017, 02:56

Paradoksalnie jak mamy budować tak jak ze Ślązakiem to dwie ostatnie fregaty Melbourne i Newcastle są o wiele młodsze od naszych OHP, bo wodowane około 1990 oraz są zmodernizowane w VLS Evolved Sea Sparrow. Ponieważ posiadamy już załogi i śmigłowce to minimalizujemy koszty przejęcia. Australia wprawdzie nie jest w NATO, ale oni pewnie by te okręty zatopili lub złomowali.

aadvark
czwartek, 19 stycznia 2017, 16:01

Tak czytam i chyba już to czytałem lata temu. Argumenty za i przeciw są te same. To znaczy, że nie uczymy się na błędach. Wprowadzenie OHP, to była porażka. Okręty nigdy nie miały realnej wartości bojowej, bo niby jak mogły mieć z trzema harpoonami i kilkunastoma SM1?. Zakup i utrzymanie tych staroci położył program Gawron. Teraz mamy identyczną sytuację. Politycy się zmieniają, błędy zostają. Jeśli bogatsza od nas Australia wycofuje te okręty, to znaczy, że ich utrzymanie w służbie jest nieopłacalne. Nie ma nad czym się zastanawiać.

kim1
piątek, 20 stycznia 2017, 10:41

Australia wycofuje te okręty tylko dlatego, ponieważ już zamówiła i buduje nowe niszczyciele rakietowe OPL/OPR Aegis typu Hobart. My niestety nic nie zamawiamy ani nie zbudujemy w najbliższych 10 latach. Więc OHP Adelaide to jest jakiś wybór.

oskarm
czwartek, 19 stycznia 2017, 23:35

@aadvark Bzdura, całość kosztów na OHP z naszego budżetu i tak by nie wystarczyła na budowę Gawrona. A nabyte doświadczenia bezcenne (szkoda, że częściowo zmarnowane).

yaro
czwartek, 19 stycznia 2017, 15:52

stare F16, stare Leopardy (te chociaż rokują na w miarę dobrą modernizację,), stare OP, stare fregaty, śmigłowce bojowe (Mi24) niezdolne do atakowania celów opancerzonych, kończące sie resursy Mi-17 ---- czy to już trąci złomowiskiem czy jeszcze nie ?

x
czwartek, 19 stycznia 2017, 23:54

Jakie "stare" F-16? Kupiliśmy nowe, prosto z linii produkcyjnej.

easyrider
czwartek, 19 stycznia 2017, 11:46

Kupując broń i wyposażenie na "szrocie" będziemy coraz bardziej zapętlać się. Jedyne rozwiązanie to własna produkcja. Przed wojną mieliśmy 4 niszczyciele i 5 okrętów podwodnych. Wszystko z zakupów zagranicznych. Kto na tym skorzystał? Inna kwestia, że gdybyśmy wyprodukowali to sami, efekt z wykorzystania byłby podobny ale przynajmniej zarobiłaby polska gospodarka. Marynarka, w przypadku Polski, nigdy nie będzie miała tego znaczenia co w USA czy UK. Inna geopolityka. W Polsce jeżeli MW zostanie unicestwiona to i tak dalej można się bronić ale jeżeli utracimy terytorium, to MW i tak do niczego się nie przyda.

mi6
czwartek, 19 stycznia 2017, 14:36

Gdyby przed wojną nie kupiono okrętów za granicą tylko budowano u nas to byśmy nic nie mieli, a w czasie wojny po utracie terytorium to właśnie nasza marynarka, które przeszła do UK była jedyną realną siłą, którą dysponowaliśmy w portach brytyjskich.

Moldke
poniedziałek, 23 stycznia 2017, 22:11

3 sztuki 1 w Świnoujściu 2 sztuka Kołobrzeg 3 sztuka Gdynia nie muszą pływać obrona przeciw lotnicza wybrzeża załatwiona Opl okrętów załatwiona no i po temacie Koszt efekt nr 1

J@
czwartek, 19 stycznia 2017, 15:44

A może zamiast używanych fregat OHP lepiej postarać sie o wycofywane krążowniki typu Ticonderoga - tak przy okazji pozyskiwania "Wisły" lub zapowiadanych przez Ministra Macierewicza F-16.

Xxxxx
czwartek, 19 stycznia 2017, 19:08

A nie lepiej USS Enterprise?

KOREK
czwartek, 19 stycznia 2017, 20:55

Brać 3 a nawet 4 . To jedyna szansa aby realnie i w krótkim okresie czasu wzmocnić naszą flotę. Mrzonki o budowie nowych okrętów w polskich stoczniach odłóżmy na bok. To jest mało realne i będzie trwało co najmniej 5 lat. Ha ha ha ale ze mnie optymista jest 8-10 latek to minimum. Dla tych co nie kumają bazy to przypomnę ,że z wyrzutni VLS MK. 41 można sypać SM 3, SM 6 oraz Tomahawk.

Davien
sobota, 21 stycznia 2017, 12:09

SM-3/6 wymagaja zdaje się systemu AEGIS więc nic ci z tego nie wyjdzie

oskarm
czwartek, 19 stycznia 2017, 23:46

MK-41 może, ale by używać SM-3, SM-6 i Tomahawków, to musi być wersja Strike a nie Tactical. Ale i tak dużo większym wyzwaniem są radary, które byłby w stanie wykorzystać możliwości SM-3 i SM-6. Te tylko na nowych fregatach...

wrocek
czwartek, 19 stycznia 2017, 15:35

okręty większe niż korweta nie maja obecnie sensu na Bałtyku!. my potrzebujemy małych a szybkich jednostek, byćmoże w technologii stealth - ale przede wszystkim szybkich i posiadających rakiety o dużym zasięgu - i odpowiedni do tego system rozpoznania - tak by można było samodzielnie wykorzystywać te rakiety bez zgody kraju-producenta. fragata na Bałtyku - to tylko cel, którego żywotność liczy sie w minutach czasu lotu rakiet typu Granit lub tym bardziej Kalibr.... niech ci nasi admirałkowie się ockną! tylko małe i szybkie okręty nawodne, i tylko małe okręty podwodne z pociskami manewrującymi!

Boczek
czwartek, 19 stycznia 2017, 16:35

"...my potrzebujemy małych a szybkich jednostek, byćmoże w technologii stealth..." Owe małe szybki jednostki znajdują się o 15 lat tam gdzie pancerniki w lamusie - ostatnie niemieckie kutry już pod palnikiem. Wilkinson i Gillette stoją już w kolejce po materiał. Znajdziesz tu na forum kilka moich wykładów na ten temat z odpowiedzią na pytanie dlaczego? - ale krótko i na szybko; bo to one są właśnie jedynie celami i niczym więcej.

m
niedziela, 29 stycznia 2017, 01:51

Należało dokończyć program zapoczątkowany przez min. Szeremietiewa i zbudować korwetę w oparciu o licencję na MEKO100. Przyjmując, że byłby to okręt bojowy, a nie patrolowy z ... i o cechach modułowych, a więc możliwy do zaadoptowania do kilku misji z zależności od potrzeb zyskujemy pewne minimum, a kto wie czy nie optimum dla nawodnych sił MW. Dwa okrętowe zespoły bojowe złożone z 3 jednostek każdy miałyby sens, zaś każdy z jego okrętów przyjmowałby określoną rolę pierwszorzędną i drugorzędną np. 1) plot., 2) zwalczanie okrętów podwodnych, 3) zwalczanie okrętów nawodnych i celów lądowych. W zespole nie każdy okręt musiałby bazować śmigłowiec, wystarczyłoby, aby czynił to okręt do zwalczania okrętów podwodnych - w czasie pokoju okręty wykonywałyby zadania patrolowania, chociaż to akurat powinna być rola głównie SG.

fan
czwartek, 19 stycznia 2017, 15:18

Trzeba brac i to szybko - a to co pływa to są łupy i chyba niedozbrojone

anakonda
sobota, 21 stycznia 2017, 14:19

podstawa to wprowadzic do lini kormorana i zaczac produkcje 2 nastepnych ,dalej OP a na koncu miecznik taka powinna byc kolejnosc .Do realizacji miecznika trzeba zaczac przygotowywac sie juz na szczeblu wyposażania kormoranów .

szyper
niedziela, 22 stycznia 2017, 23:20

Jak kupuję buty, to muszę wiedzieć na jaką porę roku (albo uniwersalne), jaki rozmiar, ile kosztują (budżet), ewentualnie fason (?), kolor. Bez tego nie wybieram się na zakupy. Czytając artykuł, czytając komentarze oraz stanowisko MON mam wrażenie, że nie wiemy co mamy zamiar robić z tymi okrętami, czego oczekujemy od ich działań, jaki jest plan obrony linii brzegowej, itd., itp. Kto odpowiada za brak koncepcji i decyzji? To chyba jasne. Więc te pytania należy zaadresować do decydentów.

Emeryt z Intelligence
poniedziałek, 23 stycznia 2017, 14:08

szyper- widzę ,że masz pojęcie o temacie. Tutaj niektórzy fantaści widzą rolę naszej MW jako eskortowce katarskich gazowców. Proponuję przypomnieć sobie, że mamy rok 2017 a nie 1939. Technika poszła trochę do przodu. Bałtyk to duże jezioro, w czasie W zostanie wyłączone z użycia. Przykłady z krajów morskich jak Wlk Brytania, Holandia, Australia I Chile są nieadekwatne do naszej sytuacji morskiej. Zamiast śnić o OP z Tomahawkami zacznijmy próby z dronami podwodnymi, a jak nas nie stać to szkolmy morświny w fokarium na Helu.

rolo
czwartek, 19 stycznia 2017, 14:47

ma jakiś sens polska marynarka wojenna na bałtyku.niewiele się zmieniło od 1939 r ,tylko wybrzeże dłuższe do obrony.w razie zagrożenia duże okręty i okręty podwodne mogą wykonać tylko operacje pekin a obronę wybrzeża i tak zajmą sie wojska lądowe i lotnictwo.

oskarm
czwartek, 19 stycznia 2017, 23:29

@rolo proponuję sprawdzic jak zmieniły się możliwości okrętów oraz relacje cen w stosunku do wojsk lądowych i lotnictwa od czasów II WŚ, a dopiero później pisać...

qduo
czwartek, 19 stycznia 2017, 16:20

Wszystko się zmieniło. Nasza marynarka w 1939 była przygotowywana głównie do blokady Bałtyku na wschodzie, a nie do odpierania ataku z zachodu - i wtedy była do tego pierwszego zdolna. Dzisiaj teoretycznie do tego samego powinna być przygotowywana, ale sprawę znacznie komplikuje bliskość Obwodu Kaliningradzkiego. Ponadto nowymi możliwościami od tamtych czasów dysponują okręty podwodne uzbrojone w systemy rakietowe i to zdecydowanie w naszym położeniu geopolitycznym dobry kierunek rozwoju MW.

Kapitan Kirk
wtorek, 24 stycznia 2017, 07:30

Świetny pomysł! Powinniśmy brać za każdą cenę!

Atakitamitu
piątek, 20 stycznia 2017, 22:47

Dziwicie sie ze w naszym kraju wszystkie programy modernizacji armii trwaja tak dlugo i sa nie spujne w nalezyty sposob - to popatrzcie na swoje komentarze - ile komentujacych, tyle roznych koncepcji...

mc
czwartek, 19 stycznia 2017, 19:14

Do wyboru mamy: 4 fregaty (uzbrojone) w cenie 1 korwety zwanej także okrętem patrolowym (czyli nieuzbrojone). Wybór jest też inny: jak szybko będziemy potrzebowali ochrony naszych szlaków morskich, gazociągów, gazoportów i portów jeśli szybko - bierzemy fregaty jeżeli nic się nie stanie przez najbliższe 8-10 lat budujemy korwety (tym razem uzbrojone). Kto podejmie decyzję ?

xyz470
czwartek, 19 stycznia 2017, 19:12

Chyba w tym przypadku rozsądniej byłoby na ten moment realizować program ORKA i dokończyć zakup dwóch następnych KORMORANÓW. W sprawie OP dla marynarki wojennej powinna liczyć się również ilość pozyskanych okrętów. Dlatego wolałbym, aby MON dogadał się Niemcami i może za 50-60% ceny udałoby się zakupić 5 ich obecnie eksploatowanych U31-35 z przekazaniem kompetencji remontowych do podmiotu polskiego. Dla Niemców i ich stoczni mogłaby to być ciekawa propozycja. W ciągu 10 lat byłaby szansa pozyskania dobrego sprzętu (15-17 letniego ), który powinien posłużyć nam przez okres co najmniej 25 lat.

zuzanna
czwartek, 19 stycznia 2017, 19:04

Czytając te komentarze można się wiele dowiedzieć: MW wojenna jest nam zbedna, jestesmy jedynym krajem z dostępem do morza za który to dostęp daliśmy krew a teraz najlepiej zlikwidujmy MW - to może od razu oddajmy nasze wybrzeże Niemcom i Szwedom, mają okręty to się nim zaoopiekują....samoloty nie mają racji bytu bo wiadomo S300, S400 - to niech Niemcy patroluja...mają odpowiednie samoloty.....czogi tez nam są nie potxzenbe....wogóle najlepiej się już poddajmy...dowolnie komu...Niemcy, USA, Szwedzi...może Dania nas przygarnie...co? ręce opadają

bosun
piątek, 20 stycznia 2017, 01:46

Już w tej chwili nasza MW jest kupą złomu a po zakupie tych fregat bedzie juz największą pływającą składnicą złomu w Europie.

wojteczek
czwartek, 19 stycznia 2017, 18:58

Bardzo fajny, historyczny artykuł. Dlaczego historyczny? pamiętam jak parę lat temu miałem okazję przeczytać w NTW artykuł o właśnie tej modernizacji OHP wykonanej w Australii. Byłem zdumiony co tez można "wycisnąć" z tych okrętów i zdziwiony tym że u nas nawet nie próbowano ich modernizować. Z biegiem lat nasze OHP stały się pływającymi muzeami a te zmodernizowane nawet dzisiaj biją na głowę naszą całą MW. Jest to smutne. Sądzę iż nie można jednak zadawać sobie pytań czy brać te okręty czy kupować Mieczniki. Niestety w przypadku naszej MW duża rolę odgrywa czas i doświadczenie naszych stoczni. Tak naprawdę to jeżeli mamy bawić się dalej w MW to okręty potrzebne są na już a nasze stocznie nie mają żadnego doświadczenia w budowie dużych okrętów bojowych (pomijam trałowce i okręty desantowe). twierdzenie ze zdobyliśmy doświadczenie budując Gawrona to bzdura i raczej przykład jak okrętów budować nie należny i powód do wstydu. Oczekiwanie na Miecznika to oczekiwanie na kiedyś tam liczone w dziesiątkach lat, niestety taka jest prawda. Skoro bezbronny patrolowiec budujemy 17 lat i końca nie widać to co z bardziej złożonymi i uzbrojonymi Mieczikami? 30lat budowy?. Mamy wielki problem ze stabilnym finansowaniem projektów w naszych firmach. Niestety u władzy zawsze znajdzie się ktoś kto wpadnie na pomysł wykrojenia kasy z projektu na inne potrzeby, prowadzenie budowy beznakładowo czy tez ograniczenie projektu co może skutkować znowu budowa bezbronnych okrętów. Zobaczcie, jakoś tak się dziwnie składa ze wszelkie modernizacje sprzętu (BWP, MIG29, SU22) w żadnym stopniu nie zwiększają możliwości bojowych a tylko walory wizualne(malowanie, ew. radiostacje). Żadna modernizacja nie zakończyła się wprowadzeniem nowoczesnych światowych rozwiązań, żadna, nawet ta dotycząca czołgu Twardy. Budowa nowych okretow w naszych stoczniach spowoduje nieustanne przetargi na poszczególne systemy okrętu..znowu dialogi, dyskusje co rozciągnie ten projekt w latach a potem i tak otrzymamy pływająca motorówkę z działem 57mm za to najdroższą na świecie. Wzięcie tych zmodernizowanych OHP da nam niesamowity zastrzyk uzbrojenia jakiego nie posiadają nasze okręty i długo długo nie będą posiadały. Jestem zdania ze jeżeli kupować nowe okręty to tylko w stoczni zagranicznej i to takiej która twardą ręką będzie nadzorowała budowę u nas jednocześnie trzymając nasze władze za..jaja..odnośnie finansowania prac. Inaczej to wywalone pieniądze w błoto. Solidne okręty z silna obrona plot będą też stanowiły osłonę plot wybrzeża i portów co w jakimś stopniu zdjęłoby ciężar z tych nielicznych zestawów Narwi jakie mamy kupić.

amator
czwartek, 19 stycznia 2017, 18:51

Ale po co ta panika? Wiadomo, że wszystkiego na raz nie da się zrobić. Wczorajsze założenia MON wydają się bardzo sensowne i wydają się najpilniejsze: Wisła, Homar, myśliwce w większej ilości i okręty podwodne. Oby tylko ruszyło to z kopyta po tych zapowiedziach. A pozostałe okręty potrzebne, owszem, ale na litość boską nie jesteśmy szejkami i nie wszystko na raz. To i tak dużo (o ile na samym paplaniu się nie skończy). I myślę że MON zdaje sobie sprawę doskonale również z tego, że następnie potrzebny będzie ten Miecznik i Czapla. Nota bene nie ma żadnych informacji o wycofywaniu się z tych projektów, nawet sygnalizacji takich zamiarów chyba, że coś przeoczyłem. Nie zajmujmy się więc plotami, (tylko dlatego np. że są zawirowania ze stocznią), nie dopytawszy u źródeł , a co gorsza dopisujemy do tego potem scenariusz że program się nie uda itp. Jak taka papla osiedlowa. Nic nie wie a wszystko wie. Spokojniej.

Franz
czwartek, 19 stycznia 2017, 18:36

Z tymi niekonczacymi sie dyskusjami na temat co najlepsze dla naszej marynarki, lotnictwa czy wojsk ladowych jest tak jak z ta myszka ktora majac pod szyja brytwe a po lewej szyneczke a po prawej serek krecac glowa od lewej do prawej uciela sobie glowe nie mogac sie zdecydowac na jedno lub drugie. Zdaje sie ze dyskutanci nie zdaja sobie dokladnie sprawy z bardzo oczywistego faktu - nasz potencjal obronny jest bliski zeru. My potrzebujemy wszystko i to na wczoraj! .Optymalne rozwiazanie to wyprodukowac wlasny czolg z odpowiednia amunicja, wyprodukowac samolot w naszych zakladach pracy i zbudowac okrety a wszystko uzbrojone. Nie musze chyba dodawac ze tak sie nie stanie w ciagu najblizszych lat a poniewaz potrzebujemy obrone na teraz wiec nie pozostaje nam nic innego jak zgrzytac zebami i placic za adelajdy, abramsa czy f16 choc oczywiscie wiadomo ze wszystkie te zakupy to nie to co byloby dla najlepsze. Nie mamy czasu! Jezeli nie jestesmy w stanie kupic takiej ilosci sprzetu jakiej potrzebujemy to kupmy mniej ale za to srednio dobre. Zanim cokolwiek sensownego zwodujemy sami ,kupmy te adelajdy i pracujmy nad wlasnymi projektami. Ze to kostuje? niestety placimy frycowe za "robta co chceta i ciepla wode" motto miedzynarodowki socjalistycznej naszych poprzednich wladcow.

RealLife
czwartek, 19 stycznia 2017, 14:06

Czego my właściwie chcemy? Wszystkiego? W takim razie mało efektywne, przestarzałe i używane okręty są nam pisane. Wariant nowoczesny to kupione z półki niewielkie jednostki rakietowe, dynamiczne, z dobrą łącznością i celne. Do tego nowoczesne okręty podwodne (Szwecja lub zakup z Norwegią) i skuteczna obrona wybrzeża z Norwegii. Kropka.

realista
piątek, 20 stycznia 2017, 00:26

I co te "niewielkie jednostki rakietowe" zdziałają poza byciem celami dla rakiet, nie mając na pokładzie zaawansowanego uzbrojenia przeciwlotniczego i przeciwrakietowego? Nie mamy licznych skalistych wysepek (tak jak Szewcja i Norwegia) ani fjordów (jak Norwegia) żeby ukryć takie jednostki dodatkowo je maskując (jak szwedzkie Visby) technologią stealth. A naziemna obrona przeciwlotnicza i nieliczne lotnictwo będzie miało inne zadania niż bronienie tych mało wartościowych okrętów przed atakiem. Właściwie jakie zadania te "małe okręty rakietowe" mogą wypełniać? Zwalczać lotnictwa nie mają czym> Zwalczać okrętów podwodnych nie mają czym. Eskortować gazowców, tankowców, kontenerowców z Bliskiego Wschodu nie będą. Do niczego się nie przydadza... a ! Przydadzą się. Do obrony wybrzeża. O ile przeciwnik będzie chciał to wybrzeze zaatakować. A jak nie zechce? Tylko okręty z silną i nowoczesną obroną przeciwlotnicza i przeciwrakietową mają w naszej części Bałtyku rację bytu.

Emeryt
sobota, 21 stycznia 2017, 11:12

Tak rząd RP stawia na polski przemysł. W naszym kraju nie ma ludzi, którzy potrafią wybudować statki, helikoptery dla rodzimej armii. Smutne to i przerażające.

Gość
czwartek, 19 stycznia 2017, 14:02

Nam potrzebne są nowoczesne okręty zdolne odstraszać a nie statki do kontroli szlaków przed przemytnikami , czy coś w tym stylu.

SZACH MAT
piątek, 20 stycznia 2017, 00:45

na warunki Polskie to tylko okręty typu "ORKAN" oraz reaktywować niszczejące okręty typu "METALOWIEC" oraz zainteresować się fińskimi korwetami typu "HAMINA" ...które są dobrym odnośnikiem do budowy i konfiguracji naszych okrętów a następnie tego typu okręty skonfigurować w system sieciocentryczny zezłomować amerykańskie falochronowce ....bo paraliżują budżet MW i darować sobie australijskie wynalazki ....a na wyprawy misyjne zbudować okręt typu katamaran ...stocznia "NAUTA" świetnie je buduje i co ważne woduje na czas

Marek
niedziela, 22 stycznia 2017, 13:52

Już nawet Finowie doszli do wniosku, że "HAMINA" to nie rozwiązanie i chcą obstalować sobie normalne okręty. Nie mówiąc już o Szwedach czy też Niemcach. To, co Ty proponujesz, oznaczało by dla PMW to, że na samym początku konfliktu, bez szacha dostałaby mata.

Boczek
piątek, 20 stycznia 2017, 13:40

Aha...? Czyli, Finowie przechodzą na aktualną doktrynę dużych korwet i zamawiają bardzo duże korwety, a my krok do tyłu? Wymagania polskiego wybrzeża, polskiego rejonu Bałtyku, to zdolność do walki przy stanie morza 6! Nie jest to możliwe poniżej 80-90 m. Hamina powyżej 4 walczy o życie bez przeciwnika i jedzie do domu. Ponadto musi mieć jednocześnie: - CIWS - 1-2 RAM i 1-2 30-35 mm i 1 56-76 mm - min 32 efektory opl ca. 50 km - min 8 SSM - min 2 x 3 MU90 - heli ASW i najlepiej z możliwością ASuW - i resztę konieczna do zwalczania u-bootów

realista
piątek, 20 stycznia 2017, 09:23

I co w warunkach polskich te okręty zdziałają? Gdzie sie ukryją przed atakiem lotniczym lub rakietowym? Za Helem? Mamy jakies fjordy lub mnóstwo szkierów (skalistych wysepek)? Gdzie na nie wstawić kontener z 32 lub 64 rakietami przeciwlotniczymi lub przeciwokrętowymi, zeby mogły się obronić przed atakiem z powietrza? O miejscu na radar i odpowiednio wysokim maszcie (żeby zapewnić przyzwoity zasięg wykrywania i czas na reakcję) to nawet nie wspomnę. Do jakich zadań można użyć takich okręcików, poza obroną wybrzeża? Oczywiście tylko wtedy, jeśli przeciwnik zaatakuje wybrzeże, co wcale nie jest takie pewne.

Redi
czwartek, 19 stycznia 2017, 18:25

Sami korwet ani fregat przy potencjale naszych stoczni nie zbudujemy. Gawron najlepszym przykładem. Nie ma co się łudzić. Okręty Autralijskie mają 24-37 lat. Pomimo modernizacji to są staruszki. To jest wiek w którym złomuje się takie jednostki. Zamiast bajać o Mieczniku czy Czapli kupić w RFN lub Francji 3-6 nowych jednostek MEKO 200 lub FREMM i będziemy mieli nowoczesne okręty z przewidywanym okresem eksploatacji na 30-35 lat. Czas mieć jaja i podejmować decyzje. Albo chcemy mieć liczącą się na Bałtyku marynarkę wojenną albo stojące na kotwicach "stareńkie", bezużyteczne atrapy okrętów.

Franz
niedziela, 22 stycznia 2017, 22:32

Redi. Nikt nie ma na zbyciu nowych jednostek. trzeba nowe zamowic. Dostarczenie pierwszej (biorac pod uwage dyskusje co tam na niej ma byc a czego nie) potrwqaja co najmniej rok. Zwodowanie rownierz uzbrojenie itp znowu rok albo dwa. Prosze sie obudzic!!! my potrzebujemy sprawnej i uzbrojonej jednostki teraz!. Nie tylko do eksploatacji ale takze do szkolenia i do uczestnictwa w manewrach z okretami nowoczesnymi, z nowoczesna komunikacja itd. Majac takie adelajdy bedziemy mogli dale dyskutowac czy polskie stocznie maja zwodowac to czy tamto. My nie mamy czasu! To nie jest tak ze mamy tylko chcemy cos nowego , my nie mamy praktycznie nic.

matros krzak
czwartek, 19 stycznia 2017, 13:56

Polska flota wojenna powinna miec harakter wylacznie BANKIETOWO REPREZENTACYJNY. Np jeden lotniskowiec i dwie fregaty.Lotniskowiec taki bardziej smiglowcowiec ze 100 000 ton wypornosci. Ale tak na serio to niewiem czy nielepiej pancernik i trzy niszczyciele min w koncu poco latac do okregu kaliningradu samolotami artyleria 500 mm byla by bardziej skuteczna od wszyskich rakiet ......na tym dystansie

Emeryt z Intelligence
niedziela, 22 stycznia 2017, 12:25

Powtórzę po raz kolejny moje stanowisko odnośnie MW. Powinna zostać kompania honorowa, orkiestra wojskowa MW, 1 BOW, 3 NDR, komponent powietrzny (helli, BSL). Środki nawodne powinna przejąć Straż Graniczna, Na ich obiektach uzbrojenie przeciwko przemytnikom i ewentualnie terrorystom z Danii powinny stanowić km. My nie mamy Marynarki Handlowej a marzymy o MW,. Utrzymanie złomu z USA i OP drenuje większość budżetu MW, koszty duże efekt żalosny.I najwyższy czas przekazać AMW cywilom, przecież tam ich uczą nie taktyki walk na morzu ale ICHTIOLOGII.

oskarm
poniedziałek, 23 stycznia 2017, 00:56

@Emerycie, Nie mamy wlasnych producentow samochodow osobowych, wiec wycfajmy czolgi! Wystarcza same ppk. W koncu nasze czolgi i tak nas nie obronily i czesc zwiala do Rumunii w 39. To tak jak juz bawimy sie w groteskowe argumenty. ;)

AndyP
czwartek, 19 stycznia 2017, 13:46

3 NDR nie jest nam do niczego potrzebny. Chyba, chyba że zakupimy go w wersji kontenerowej. Czyli 100-120 standardowych kontenerów - z których 10-20% będzie "uzbrojonych" a pozostałe to makiety - rozstawianych na wybranych pozycjach na wybrzeżu. Takie zwiększenie ilości potencjalnych celów dla przeciwnika miałoby sens.

taki kolo
czwartek, 19 stycznia 2017, 16:08

myslisz sie kolego i to bardzo , biorąc pod uwagę ze nasza MW jest oparta w zasadzie o KRM ( kutry rybackie modernizowane :) to te NDR'y mają jakis czynnik odstraszający , co prawda narazie do 50 km , ale moze w przyszlosci bedzie lepiej z tym rozpoznaniem

nad wyraz zaciekawiony
czwartek, 19 stycznia 2017, 13:41

"Używane fregaty Adelaide."... Bardziej adekwatne byłoby określenia: - przestarzałe lub - wycofane... Ciekawe bardzo, co wtedy uczyniłaby Marynarka Wojenna RP z ex-amerykańskimi fregatami typu Oliver Hazard Perry: ORP „Gen. K. Pułaski” (zwodowany w 1979 roku) i ORP „Gen. T. Kościuszko” (zwodowany w 1978 roku)? PS. Warto wspomnieć, że australijskie fregaty typu Adelaide to nic innego, jak - tylko lub - aż zmodyfikowana wersja amerykańskich fregat typu Oliver Hazard Perry (OHP). Okręty HMAS "Adelaide" (FFG 01) i HMAS "Canberra" (FFG 02) zwodowane zostały w 1978 roku...

uofca zombie
czwartek, 19 stycznia 2017, 19:04

HMAS "Adelaide" (FFG 01) i HMAS "Canberra" (FFG 02) zostały dawno wycofane i ostatecznie zatopione jako sztuczne rafy. Oczywiście, nie były modernizowane do nowego standardu, ale o tym przecież wiesz...

KrzysiekS
piątek, 20 stycznia 2017, 00:06

1. Dlaczego rozważamy zakup starych fregat jeżeli mamy nowy kadłub (Ślązak) zamiast dozbroić posiadany już nowy okręt w pierwszej kolejności. 2. Wszyscy zachwycali się Kormoranem i jego osiągami a o budowie pozostałych cisza. 3. Dla tych co uważają że OP są zbędne proszę o mapę wszystkich instalacji położonych na dnie Bałtyku nawet w czasie pokoju akurat OP ze śluzami dla nurków wydaje się sensowny. W razie konfliktu ma szanse najdłużej być niezniszczonym na Bałtyku.

aadvark
piątek, 20 stycznia 2017, 18:41

Mamy kadłub za ok miliard pln. Tak w sumie brak koncepcji, co zrobić z tym fantem. Może jestem pesymistą, ale nie wierzę, by udało się z tego zrobić korwetę w ciągu 10 lat. Nie z tymi "specjalistami" jakich mamy. Trzeba pogonić to towarzystwo od wiecznych koncepcji, wymyślania kosmicznych terminologii i totalnej niemocy. Który kraj ma trzy rodzaje rakiet w-w? Kto na świecie tworzy nową klasę okrętów obrony wybrzeża? Kto przez lata nie porafi wybrać armaty dla okrętu w budowie? Kto i ile bierze pieniędzy za NIC? To jakaś paranoja. Ile lat trwał program "żeglarek"? Ja mam wierzyć, że zrobią ze Ślązaka korwetę? Yhy, tak jak kiedyś z Kaszuba.

dropik
piątek, 20 stycznia 2017, 10:51

zgadzam się Ślązak musi być dokonczony jako korweta

fdf
czwartek, 19 stycznia 2017, 17:39

MW kupiła 16 Yachtów. Mamy na czym pływac

Da
czwartek, 19 stycznia 2017, 13:34

Obecny opłakany stan MW oraz brak postępów jej modernizacji w ramach priorytetu "zwalczanie zagrożeń na morzu" pozwoli co najwyżej na zakup używanych fregat od Australii i wycofanych okrętów (nie łodzi) podwodnych od Norwegii lub Holandii. I oby choć tyle - bo jak na razie to nie ma widoków na cokolwiek.

pacodegen
piątek, 20 stycznia 2017, 12:32

nasza MW od lat obrała kurs na złom! To ie są dobre decyzje, mamy już doświadczenia w tej dziedzinie i trzeba pamiętać o nowych standardach, normach, innej logistyce, zbyt dużo tego, nie ma co się rozwijać! Decyzje należy podejmować po wszechstronnych analizach i nie kierować się wyłącznie chciejstwem, czym SZ RP ciągle grzeszą!!

p
czwartek, 19 stycznia 2017, 13:27

dlaczego nie dokończyć projektu gawron, kupiono licencję na 7 korwet meko a-100, jest gotowa linia technologiczna, jest jeden okręt w wersji patrolowej, wybudowqać 2 szt. w wersji patrolowe i 3 w wersji docelowej korwety z pełnym uzbrojeniem, gotowy program miecznik i czapla, przy zapewnionym finansowaniu jeden okręt można wybudować w 2 lata

uofca zombie
czwartek, 19 stycznia 2017, 19:12

Kupiono licencję na dwa okręty, jedną wykorzystano.

Reklama
Reklama
Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama
Reklama