U.S. Marines przeciwko okrętom podwodnym [ANALIZA]

6 grudnia 2020, 08:08
201013-M-EM580-1079
Fot. U.S. Marine Corps
Reklama

Dowódca amerykańskiej piechoty morskiej chce by jego żołnierze byli zdolni do wykonywania zupełnie nowego zadania – do zwalczania okrętów podwodnych. Co więcej twierdzi on, że Marines są już obecnie do tego bardzo dobrze przygotowani.

Informację o planowanym rozszerzeniu zadań dla Marines przekazał osobiście dowódca amerykańskiego Korpusu Piechoty Morskiej generał David Berger na łamach miesięcznika „Proceedings”. Wskazał on tam, że jest to inicjatywa uzasadniona nowymi możliwościami chińskich oraz rosyjskich sił morskich. Co ciekawe generał Berger twierdzi, że Korpus Marines jest szczególnie dobrze przygotowany do walki z okrętami podwodnymi. Ma to wynikać z realizowanej obecnie koncepcji wysuniętych baz ekspedycyjnych EAB (Expeditionary Advanced Base), których działanie, szczególnie w okolicach Europy jest uzależnione od zabezpieczenia sił amfibijnych i transportowych przed atakiem przeprowadzonym spod wody.

Amerykanie bardzo wysoko oceniają przy tym możliwości rosyjskich okrętów podwodnych, które według ich specjalistów mają niwelować przewagę, jaką w tej dziedzinie wypracowała sobie amerykańska marynarka wojenna. Nowe zadanie stawiane przed Marines mają pomóc w zachowaniu tej przewagi.

image
Fot. U.S. Marine Corps

 Te alarmujące oceny odnośnie zagrożenia rosyjskimi okrętami podwodnymi są podsycane przez dużą grupę amerykańskich admirałów i generałów, którzy twierdzą, że już w tej chwili trwa „czwarta bitwa o Atlantyk”. Według nich siły okrętowe NATO i Rosji cały czas rywalizują i podobnie jak w czasach Zimnej Wojny szukają swoich słabych stron, wypracowując optymalną taktykę działania na przyszłość.

Chcąc jak najmocniej wykazać grozę obecnej sytuacji w USA wprost wskazuje się, że danie wolnej ręki rosyjskim okrętom podwodnym na Atlantyku pozwoli im na podejście do wybrzeża Stanów Zjednoczonych i Europy. A wtedy ma być zagrożona „niewiarygodna liczba celów”, które mogą paść ofiarą „rosyjskich pocisków manewrujących wystrzeliwanych spod wody”. Takie oceny amerykańskich admirałów i generałów nie są przypadkowe. Pentagon chce bowiem zapewnić sobie większe fundusze na rozbudowę i modernizację sil zbrojnych, a podsycanie obaw przed rosyjskim atakiem może im w tym pomóc.

Jednak po głębokim zastanowieniu widać, że cała ta argumentacji opiera się na przeszacowanych ocenach. Przede wszystkim rosyjska flota podwodna jest jak na razie w poważnym kryzysie i cały czas zmniejsza się liczba możliwych do wykorzystania atomowych okrętów podwodnych. Przykładowo na Atlantyk może się „przedrzeć” sześć takich jednostek z Floty Północnej, które są w stanie wystrzelić maksymalnie kilkadziesiąt rakiet manewrujących.

image
Fot. U.S. Marine Corps

Rosjanie próbują temu zaradzić wyposażając w pociski „podwoda-ziemia” systemu „Kalibr” również klasyczne okręty podwodne projektu 636 typu „Warszawianka”. Takich jednostek wprowadzono jednak jak na razie tylko osiem: z tego sześć we Flocie Czarnomorskiej oraz dwie we Flocie Oceanu Spokojnego. Zagrożeniem dla Europy jest więc tylko sześć „Warszawianek” z Morza Czarnego, które by wydostać się na Atlantyk muszą przejść przez cieśniny tureckie, Morze Śródziemne oraz Gibraltar. Dodatkowo muszą to zrobić częściowo na powierzchni, ponieważ nie mają napędu niezależnego od powietrza.

Dla Amerykanów „Warszawianki” nie stanowią więc problemu, podobnie jak dla Europy, dla której o wiele większym zagrożeniem są „Kalibry” odpalane z niewielkich okrętów nawodnych (np. typu „Bujan-M” i „Karakurt”), które można np. na stałe rozstawić w Syrii i w którymś z krajów afrykańskich. Dodatkowo rakiety manewrujące mogą być odpalane nawet z rosyjskich portów, ponieważ mają zasięg ponad 2000 km. Dzięki temu w promieniu rażenia jednostek stojących w Sewastopolu jest Gibraltar.

Ale najbardziej karkołomnym argumentem Amerykanów jest pomysł, by do działań ZOP wykorzystywać Marines, którzy dodatkowo mają być do tego bardzo dobrze przygotowani. Opis szczegółowy możliwych do zrealizowania zadań wskazuje jednak, że do zwalczanie okrętów podwodnych mają być stosowani tylko statki powietrzne piechoty morskiej (które będą zrzucały boje hydroakustyczne w przewidywanym miejscu przebywania rosyjskich jednostek i torpedy ZOP) oraz ewentualnie okręty z grupy EAB (które mają wykorzystywać pociski ZOP).

image
Fot. U.S. Marine Corps

 W rzeczywistości żaden statek powietrzny Marines nie jest przygotowany obecnie do zwalczania okrętów podwodnych, ponieważ są one wykorzystywane przede wszystkim do transportu i wspierania sił własnych działających na lądzie. Oczywiście istnieje możliwość dozbrojenia i doposażenia np. śmigłowców piechoty morskiej, jednak o wiele bardziej skuteczne w misjach ZOP, wydają się być szkolone do tego załogi helikopterów należących do U.S. Navy.

Jeszcze gorzej jest w przypadku okrętów, ponieważ U.S. Marine Corps nie posiada własnych jednostek pływających. Zgodnie z obecnymi procedurami transport Marines i ich ochronę na morzu zapewnia bowiem amerykańska marynarka wojenna. To ona też realizuje zadania ZOP i teoretycznie może do tego wykorzystywać doraźnie przygotowane statki transportowe. Taką opcje traktuje się jednak jako ostateczność.

Pomimo tych trudności sprzętowych, generał Berger ma o wiele bardziej rozbudowane plany. Proponuje on bowiem rozmieścić pododdziały amerykańskiej piechoty morskiej w bazach na Morzu Północnym, Morzu Norweskim i Morzu Beringa i z ich pomocą pomóc w zablokowaniu wejścia na Atlantyk i Pacyfik rosyjskich okrętów podwodnych. Podobne działanie proponuje również podjąć na Morzu Południowochińskim – by z kolei w ten sposób lepiej kontrolować ruch chińskich okrętów podwodnych.

Ma to się odbywać poprzez tworzenie niewielkich wysuniętych baz ekspedycyjnych, wyposażonych m.in. w baterie rakiet przeciwokrętowych, które wspólnie z marynarką wojenną mają pozwolić Stanom Zjednoczonym lepiej przygotować się do przyszłej wojny. Nowa koncepcja zakłada dodatkowo doposażenie Marines w nowy sprzęt, taki jak np. samoloty patrolowe P-8A Posejdon i śmigłowce morskie MH-60R Seahawk –wykorzystywane obecnie przez U.S. Navy do poszukiwania i zwalczania okrętów podwodnych. Oba te statki powietrzne miałyby działać w oparciu o wysunięte bazy ekspedycyjne Marines (nawet bez formalnego ich przekazywania dla Korpusu). W ten sam sposób proponuje się wykorzystywać również lekkie łodzie patrolowe Mark IV, uzbrojone w wyrzutnie sonoboi i lekkich torped (które są obecnie wykorzystywane głównie przez U.S. Navy).

image
Fot. U.S. Navy/Wikipedia

Generał Berger proponuje także, by piechota morska obsługiwała bezzałogowe statki powietrzne ZOP. Drony mają być według niego bardzo dobrym środkiem na rozmieszczania pław hydroakustycznych w strefie przybrzeżnej i wskazywanie celów dla rakietowych systemów nadbrzeżnych wyposażonych w pociski przeciwko okrętów podwodnym, jak również dla torped zrzucanych ze statków powietrznych Marines. Bergerowi w snuciu tych planów wcale przy tym nie przeszkadza, że nie ma zarówno takich dronów, jak i brzegowych wyrzutni rakiet ZOP.

Opiera się on przy tym na szacunkach kilku amerykańskich analityków (np. z Hudson Institute), którzy oceniają, że stworzenie systemu blokującego rosyjskim okrętom podwodnym wejście na Atlantyk pomiędzy Grenlandią, Islandią i Wielką Brytanią kosztowałoby 20 miliardów dolarów biorąc pod uwagę koszt samego wyposażenia. Koszty operacyjne to z kolei dalsze 124 miliony dolarów.

Dlatego wydedukowano, że zamiast stałego utrzymywania w powietrzu samolotów P-8A Posejdon lepiej jest w razie konieczności użyć do tego piechotę morską, która na co dzień będzie wykonywała swoje zadania, a w razie konieczności zajmie się również misjami ZOP. Ma to być szczególnie skuteczne w odniesieniu do klasycznych okrętów podwodnych, które okresowo muszą się wynurzać na powierzchnię do naładowania akumulatorów.

Koncepcja ta jednak może się sprawdzić tylko do momentu, gdy na rosyjskich i chińskich jednostkach nie będzie wprowadzonego na stałe, napędu niezależnego od powietrza – wydłużającego czas przebywania pod wodą do ponad dwóch tygodni.

Reklama
Link do produktu: https://sklep.defence24.pl/produkt/chlopaki-z-marsa/
Reklama
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 20
Reklama
Bosman
wtorek, 8 grudnia 2020, 23:12

Możliwe że faceta wpuszczono w maliny żeby się ośmieszył.Mógł stać komuś na zawadzie.Takie tylko dywagacje, bo ostatnio wiele ciekawych rzeczy się dzieje w USA.

ja
poniedziałek, 7 grudnia 2020, 17:07

"Dodatkowo rakiety manewrujące mogą być odpalane nawet z rosyjskich portów, ponieważ mają zasięg ponad 2000 km. Dzięki temu w promieniu rażenia jednostek stojących w Sewastopolu jest Gibraltar." Sewastopol - Gibraltar - ok 3500km (2000 m/m)

Katon
niedziela, 6 grudnia 2020, 15:38

Marines są tak samo przygotowani do zwalczania OP jak polscy operatorzy Gromów do zwalczania Kalibrów.

vcbvcnvncbvnv
poniedziałek, 7 grudnia 2020, 08:59

OP można zwalczać na powierzchni, można wykrywać go pod wodą za pomocą dronów. Zauważ, że nie mają oni walczyć z tysiącami op, ale zaledwie z sześcioma/ośmioma.

Komentator
poniedziałek, 7 grudnia 2020, 18:46

Mogą też polować na nie płetwonurkowie, z nożami w zębach. A poważnie, jak napisano, Marines nie mają śmigłowców ZOP, nie mają okrętów. Jak je wykryją? Z jakich nośników odpalą środki ich zwalczania? Grupy pływaków będą patrolować oceany by wytropić sześć/ osiem OP?

wtorek, 8 grudnia 2020, 11:18

Więcej wyobraźni! Kilka tysięcy satelitów na niskiej orbicie i sztuczna inteligencja do analizowania. USMC musiałby tylko odpalić rakietotorpedy we właściwe miejsce. Przy spadających kosztach wynoszenia ładunków na orbitę i mocy obliczeniowej całkiem realne. Równoczesne zlokalizowanie wszystkich atak.

Marek
wtorek, 8 grudnia 2020, 10:06

Mają dostać takie śmigłowce przecież.

Fanklub Daviena
niedziela, 6 grudnia 2020, 14:11

"Amerykanie bardzo wysoko oceniają przy tym możliwości rosyjskich okrętów podwodnych, które według ich specjalistów mają niwelować przewagę, jaką w tej dziedzinie wypracowała sobie amerykańska marynarka wojenna." - no i mam dylemat, czy wierzyć w tej sprawie Amerykanom czy Davienowi... :P

Nikt
niedziela, 6 grudnia 2020, 21:17

Za jedną dopakowaną po brzegi bronią i sensorami korwetę to tak dużo? FREMMy kosztują około 600 mln euro za sztukę

Davien
niedziela, 6 grudnia 2020, 15:21

"Jednak po głębokim zastanowieniu widać, że cała ta argumentacji opiera się na przeszacowanych ocenach" Masz cos jeszcze do dodania?:)

Piotr ze Szwecji
niedziela, 6 grudnia 2020, 11:14

W Polsce MW zracjonalizowało śmigłowce SAR do podwójnego zastosowania SAR/ZOP. A właściwie na odwrót. Kiedy stare SAR śmigłowce się zużyły wzięto kilka ZOP śmigłowców i przerobiono je. Jak widać Marines nie są w ciemię bici i idą z duchem czasów. Po co na bronionym odcinku przez piechotę morską niszczyciele lub fregaty ZOP? Drogie są. Piechota Morska ma zaś na miejscu swoje amfibie, kutry, poduszkowce, a nawet śmigłowce transportowe. Co to za problem na jednego SAR śmigłowca doładować ZOP sprzęt i torpedy, a jakieś drony na inne platformy transportowe? Piechota Morska w końcu działa wzdłuż wybrzeża czy wzdłuż rzek, a nie gdzieś tam na głębokich wodach oceanicznych. Jaki więc problem z mikrofonami odpornymi na soloną wodę, czy z laptopem z GPU na którym jest napisany w Pythonie (Anaconda) na module Keras CNN wytrenowana siatka sieci neuronowej do AI-analizowania dźwięku? Przestańcie traktować torpedy, jak ten święty granat Monty Pytona. Śmigłowiec też ją zrzucić do wody może.

Nikt
niedziela, 6 grudnia 2020, 15:17

Przebudowanie śmigłowca transportowego to nie po prostu wrzucanie torped w hangar na palete i potem ich zrzucanie. POtrzebne są wyrzutnie sonoboi, potrzebny jest system dowodzenia. To nie jest takie łatwe.

jurgen
niedziela, 6 grudnia 2020, 14:57

Tyle, że my tych śmigłowców SAR/ZOP nie mamy. Mamy jedynie propagandę w tym temacie.

Piotr ze Szwecji
wtorek, 8 grudnia 2020, 11:26

Do 2022 będą 4 Merliny i to produkowane głównie w Polsce w PZL Świdnik. Cały 1 mld zł ten zakup kosztuje.

Jabadabadu
niedziela, 6 grudnia 2020, 10:49

Zabrali chłopcom duże zabawki (czołgi) to obrażeni krzyczą, że chcą jeszcze większe. "Niech żyje niepodległość piechoty morskiej USA!" - to napus z dowcipu rysunkowrgo (amerykańskiego) z lat 60-tych. Jak widać bez względu na zmieniający się coraz szybciej świat mentalność niektórych bobasów się nie zmienia.

Fanklub Daviena
niedziela, 6 grudnia 2020, 17:18

OK, a teraz podaj jaka amerykańska łódź desantowa jest w stanie przerzucić na ląd nowego Abramsa? Albo jaki amerykański samolot transportowy jest w stanie zabrać Abramsa? Co wojskom desantowym jak US Marines po czołgach, które przerzucać można jedynie statkami, które wymagają ciężkiej portowej infrastruktury by te Abramsy wyładować? Raczej trudno się spodziewać, by np. Sewastopol współpracował z desantem US Marines przy wyładunku Abramsów... :D Może dlatego w wymaganiach konkursowych na nowy czołg USA wymagania są bardzo... rosyjskie: waga poniżej 58 ton, 3 osoby załogi i tak krytykowany przez Daviena... automat ładowania...

KP112
poniedziałek, 7 grudnia 2020, 22:46

@Fanklub Daviena "Albo jaki amerykański samolot transportowy jest w stanie zabrać Abramsa?" C-17 jest w stanie zabrać jednego Abramsa, C-5 dwa :D.

Jabadabadu
poniedziałek, 7 grudnia 2020, 14:15

Ależ oczywiście Sewastopol będzie współpracował z Marines. Tak samo jak z Werhmachtem. I z takim samym skutkiem jak po operacji kerczeńskiej.

Davien
poniedziałek, 7 grudnia 2020, 01:42

Funku nazywa się to LCAC i bez problemu zabiera na ląd Abramsa choć rozumiem ze tak zaawansowana technika jest w Rosji niedostepna:)) Automat ładowania na Zachodzie był znacznie wcześniej niz w Rosji a USA nie ogłosiło konkursu na MBT ale na czołg lekki:)

ugandyjczyk
poniedziałek, 7 grudnia 2020, 00:29

Marines sa w trakcie likwidowania wlasnych sil pancernych

Tweets Defence24