Reklama
Reklama
Reklama

Uroczystości pogrzebowe "Inki" i "Zagończyka". Pośmiertne awanse

28 sierpnia 2016, 18:09
Fot. Andrzej Hrechorowicz / KPRP
Fot. Andrzej Hrechorowicz / KPRP
Fot. Andrzej Hrechorowicz / KPRP

Feliks Selmanowicz "Zagończyk" został pośmiertnie awansowany na stopień podpułkownika, zaś Danuta Siedzikówna "Inka" na stopień podporucznika. W Bazylice Mariackiej w Gdańsku trwa uroczysta msza żałobna w intencji "Inki" i "Zagończyka". 

W niedzielę mija 70 lat od wykonania przez komunistyczne władze wyroku śmierci na niespełna 18-letniej Danucie Siedzikównie, sanitariuszce 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej oraz na ppor. Feliksie Selmanowiczu, dowódcy plutonu 5. Wileńskiej Brygady AK.

Na początku mszy św. odczytano decyzje o pośmiertnych awansach "Zagończyka" i "Inki". "Zagończyk" został awansowany na stopień podpułkownika oraz odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, zaś "Inka" została awansowana na stopień podporucznika.

Zgromadzeni w bazylice decyzje prezydenta Andrzeja Dudy oraz ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza dotyczące awansów i odznaczenia przyjęli oklaskami; skandowali: "Cześć i chwała bohaterom". Decyzje przekazano na ręce bliskich "Inki" i "Zagończyka" uczestniczących w uroczystościach.

Prezydent Andrzej Duda w czasie przemówienia w Bazylice Mariackiej w Gdańsku mówił, że pogrzeb "Inki" i "Zagończyka" to ważny dzień. "To nie jest smutny dzień. (...) Jeżeli smucić się to tylko z tego powodu, że aż 70 lat czekać trzeba było na ten pogrzeb i aż 27 lat po 1989 roku" - powiedział Andrzej Duda.

Pogrzeb Danuty Siedzikówny "Inki" i Feliksa Selmanowicza "Zagończyka" przywraca godność nie im, bo oni nigdy jej nie utracili, lecz państwu polskiemu, które przez lata, nawet po 1989 r. nie potrafiło uhonorować swoich bohaterów.

Prezydent Andrzej Duda


"Do 89. roku można powiedzieć, że rządził ustrój tych samych zdrajców, którzy zamordowali "Inkę" i "Zagończyka", to przecież po 89. roku teoretycznie nie" - dodał.

Prezydent pytał, jak to się stało, że aż 27 lat trzeba było czekać, by Polska mogła pochować swoich bohaterów.

Wskazywał, że zakopanie zwłok pod chodnikiem, tak by nie znaleziono grobu, to "największa kara dla pamięci i największe podeptanie dla rodziny".

"To niezwykle okrutne, tak się obejść. Oni to umieli. (...) Dzisiaj za wszelką cenę walczą żeby nie były wymieniane nazwiska tych, którzy zamordowali Żołnierzy Niezłomnych; żeby nikt nie pytał gdzie są pochowani" - powiedział prezydent.

"Jest coś takiego jak chluba bohatera, chluba bohatera, która spływa na następne pokolenia, ale jest i piętno zdrajcy i ono też jest bardzo trwałe" - dodał.

Prezydent wskazywał, że Polska odprowadza dziś swoich bohaterów w ostatnią drogę w obecności najwyższych władz.

"To nie będzie tylko pogrzeb. To będzie przede wszystkim patriotyczna manifestacja zadośćuczynienia, jakie państwo polskie dzisiaj czyni wobec swoich bohaterów" - powiedział Andrzej Duda.

"Nie mam przekonania, że my, poprzez ten pogrzeb, przywracamy im godność. Oni nigdy godności nie stracili. My przywracamy przez ten pogrzeb godność państwu polskiemu" - podkreślił.

Uroczystości pogrzebowe "Inki" i "Zagończyka" mają charakter państwowy. Miejsce pochówku "Inki" i "Zagończyka" długo pozostawało nieznane. 1 marca 2015 r. w Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim IPN ogłosił, że badania genetyczne potwierdziły, iż kobiece szczątki odnalezione na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku należą do Danuty Siedzikówny. Z kolei w czerwcu br. IPN poinformował, że męskie szczątki znalezione obok pochówku "Inki", to szczątki "Zagończyka".

PAP - mini

Fot. ipn.gov.pl

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 10
Reklama
nikt2
niedziela, 28 sierpnia 2016, 20:09

Wilno ? Potomkowie "Inki" i "Zagończyka" nadal szykanowani są przez Litwinów, ogranicza się, utrudnia się działalność szkolnictwa Polskiego na Litwie, szykanuje Polskie organizacje tam działające. Wredny Stalin przekazał Wilno Litwie, może już najwyższy czas aby odwrócic ten niesprawiedliwy "gest" Staline !!! .. że co, że w tym przypadku Stalin miał rację ????

Teodor
poniedziałek, 29 sierpnia 2016, 18:45

Stalin nic Litwie nie przekazywał tylko zagarną dla siebie. Wilnio nie było po 45 litweskie tylko radzieckie.

pd
poniedziałek, 29 sierpnia 2016, 11:51

Rozumiem, że konsekwentnie zamierzasz przekazać Wrocław i Szczecin Niemcom ? To taka sama decyzja Stalina.

Palmel
poniedziałek, 29 sierpnia 2016, 17:04

AK zostało rozwiązane 19.01.1945 roku po tym to tylko bandyci pod koniec kwietnia 1945 rząd Londyński przestał być uznawany za reprezentanta Polski przez Anglię i USA i tylko z rząd Lubelskim uznawali za reprezentanta Polski i tam mieli sowich ambasadorów, a może by ktoś nakręcił film jak ambasador USA jechał do rządu od sierpnia 1944 i dojechał do rządu Lubelskiego w lipcu 1945 roku

say69mat
poniedziałek, 29 sierpnia 2016, 05:07

def24.pl: "Jest coś takiego jak chluba bohatera, chluba bohatera, która spływa na następne pokolenia, ale jest i piętno zdrajcy i ono też jest bardzo trwałe" - dodał. say69mat: W zalewie patosu zabrakło mi refleksji, że tragiczna śmierć 'Inki' i 'Zagończyka' to w sumie requiem dla całokształtu polityki obronnej IIRP. Począwszy od fatalnego w konsekwencjach zawieszenia broni z bolszewicką Rosją, po zwycięskiej kampanii obronnej 1920 roku. Poprzez przygotowania do wojny w okresie 1936 - 1939. Na sposobie realizacji kampanii wrześniowej kończąc. To partactwo elit IIRP oznaczało dla naszego narodu 6 000 000 ofiar, w tym życie i tragiczną śmierć 'Inki' i 'Zagończyka'.

Max Mad
poniedziałek, 29 sierpnia 2016, 02:51

Szkoda tylko że zrobiono z tego kolejną szopkę polityczną, nagle sobie politrucy przypomnieli o sprawie, żołnierzach i tych bestialsko zamordowanych. Wcześniej tacy zainteresowani nie byli, wisiało im to i powiewało po całości a teraz tacy nagle ho ho nie wiesz czasem droga Franiu z wywieszonymi jęzorami polecili by im pstrykano fotki jak to nagle patriotyzm ich opanował. Smutne jest że robienie polityki na grobach stało się ostatnio niemal normą i partyjniactwo się w tym pławi, to uwłacza godności pamięci tych osób. Dobrze że po tylu latach odnaleziono szczątki i prawidłowo je pochowano, źle że zrobiono z tego polityczną hucpę.

Wawiak
wtorek, 30 sierpnia 2016, 11:37

To nie robienie polityki, tylko ich obowiązek. Oni tylko się z niego wywiązali, w przeciwieństwie do poprzedników (wielu, nie tylko tych ostatnich).

Podbipięta
niedziela, 28 sierpnia 2016, 23:43

Byliśmy.Będziemy.Byłem na pogrzebie jej dowódcy pana płk Łupaszki ale Jej pogrzeb przyćmił mnie do....nie wiem jak to wyrazić...Zachowała się jak trzeba..Modlę się....za nią...

Dana
niedziela, 28 sierpnia 2016, 22:19

Cześć i chwała bohaterom.

MagdaFoxal
poniedziałek, 29 sierpnia 2016, 13:09

Pamiętam doskonale kiedy to zimą 1994 roku dziewczyny i chłopaki z Ligi Republikańskiej w hallu Auditorium Maximum Uniwersytetu Warszawskiego powiesili wystawę Żołnierze Wyklęci. To oni pierwsi użyli tego terminu. Duże zdjęcia w antyramach z podpisami. Starzy komuniści, a jeszcze wielu pracowało, albo ich dzieci, nawet ci którzy popierali wcześniej S, odwracali głowy. Dla nich było to za wiele. Uważali że wolność przyszła tylko na ich warunkach. Wtedy przecież w najlepsze powielano propagandowe hasła, nie dawano wiary prawdzie, pytano a po co itd... a nawet sięgano po ubowskie fałszerstwa, przez lata fabrykowane wszelkimi sposobami! Wystawa przez kilka lat zjechała całą Polskę, rok później Adam Borowski i wydawnictwo Wolumen wydali pierwszą edycję albumu z tymi zdjęciami opatrzonymi fachowymi notami i opisami. Album Żołnierze Wyklęci został niemal rozchwytany. Liga organizowała wystawy, koncerty, spotkania, wykłady, czasami z udziałem Ich a wielu jeszcze wtedy żyło np: pan Kulesza "Młot" z NZW. Liga przywracała pamięć! Spotykało się to z głuchą nienawiścią nie tylko zbrodniarzy i ich potomków, ale i ludzi zwyczajnie głupich. Dzisiaj, a właściwie od kilku lat Żołnierze Wyklęci to już Niezłomni, pamięć, prawda i dobre imię została przywrócona. Zdarzało mi się robić o nich materiały; filmy, artykuły. Czasami ze zwykłymi, prostymi ludźmi skazanymi na bycie kategorią B, czasami profesorami uczelni, którzy cudem uchronili się przez tym wyrokiem np: pani prof Ramotowska, prof. Wilhelmi - oboje w oddziale majora Tabortowskiego "Bruzdy", który zginął w 1954 roku! Zawsze mnie w nich fascynowała ich pogoda ducha, pokora życia, uwielbienie dla dowódcy, wiara i ta niezwykła uroda wyczuwana w języku, sposobie bycia, wspomnieniach ich młodości! Zachowali się jak trzeba, jak słusznie zauważył prezydent, zdanie wagi niemalże filozoficznej, 18 letniej dziewczyny. A to nie tylko Ona. Było ich przecież tysiące! Czekają na swój grób, tabliczkę, gdzieś wyryte nazwisko, dobre wspomnienie... tak jak Ela Kozanecka, rówieśniczka Inki, wtedy w 1946 była w płockiej Jagiellonce, liceum. Rok później zagrożona aresztowaniem dołączyła do oddziału. Zginęła w obławie na oddział Wiktora Stryjewskiego 8 lutego 1949 w Gałkach niedaleko Płocka i swojej rodzinnej wsi Czerniewo. Ostatnim żyjącym oficerem i dowódcą oddziału jest blisko 100 letni pan Zygmunt Błażejewicz, 1 szwadron V Brygady Łupaszki, mieszkający w domu opieki w dalekiej Arizonie! Cześć Ich Pamięci!

Reklama
Tweets Defence24
 
Reklama
Reklama